-Czemu nie. - przytuliłam psa.
Pies zrobił się cały czerwony.W głębi serca czułam coś do niego,ale czy to miłość? Może ja go kocham,ale on na pewno mnie nie...
-Rocky?
-Tak? - odparł.
-Zostaniesz moim partnerem do końca naszego życia. - uśmiechnęłam się z myślą że się zgodzi.
Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Rocky? <3
piątek, 30 stycznia 2015
Od Damon'a - CD opowiadania Coco
- Chętnie - uśmiechnąłem się - Może przyjść po Ciebie?- zapytałem.
- Okej. Może być po południu?- spytała szybko Coco, ruszając w głąb jaskini. Pokiwałem głową i poszedłem do swojej jaskini. Wciągnąłem powietrze i padłem na ziemie, przytulając ją. Jak mniemam, nikt nie był pod moją nieobecność w jaskini, więc nie sprawdzałem czy coś zginęło. Obróciłem się tylko na plecy i patrzyłem w sufit. Nawet fajnie było na wycieczce z Coco. To była taka odskocznia, od sfory i codzienności. Westchnąłem i zacząłem sobie przypominać wszystkie miłe chwilę.
Coco? Jakie wrażenia z wycieczki?
- Okej. Może być po południu?- spytała szybko Coco, ruszając w głąb jaskini. Pokiwałem głową i poszedłem do swojej jaskini. Wciągnąłem powietrze i padłem na ziemie, przytulając ją. Jak mniemam, nikt nie był pod moją nieobecność w jaskini, więc nie sprawdzałem czy coś zginęło. Obróciłem się tylko na plecy i patrzyłem w sufit. Nawet fajnie było na wycieczce z Coco. To była taka odskocznia, od sfory i codzienności. Westchnąłem i zacząłem sobie przypominać wszystkie miłe chwilę.
Coco? Jakie wrażenia z wycieczki?
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a
Położyłam się obok niego. Głęboko wdechnęłam świeże powietrze i odpowiedziałam.
- Masz rację.-przyznałam i położyłam głowę na jego ramieniu.
Szybko ją zdjęłam kiedy pomyślałam że to nie było zamierzane. Cheroon się uśmiechnął. Ja jednak się nieco odsunęłam. Wole zachować ostrożność. Jeszcze wogle nie będzie chciał ze mną spędzać czasu. Patrzyłam nadal na wróżki. Zwróciłam uwagę na jedną parę. Wyobraziłam sobie mnie i Cheroon'a tak tańczących. Zaraz... Co?!?!? Czy ja to powiedziałam na głos?!
- Wydaje mi się że tak..-powiedział Cheroon.
Zarumieniłam się i zrobiło mi się głupio. Uciekłam szybko. Cheroon zaczął biec za mną. Dobiegłam pierwsza do mojej jaskini. Cheroon zdyszany podszedł do mnie i powiedział:
- Czemu uciekałaś?-zapytał.
- Nie pytaj.-odpowiedziałam.- Jestem po prostu dziwna!
Cheroon?
- Masz rację.-przyznałam i położyłam głowę na jego ramieniu.
Szybko ją zdjęłam kiedy pomyślałam że to nie było zamierzane. Cheroon się uśmiechnął. Ja jednak się nieco odsunęłam. Wole zachować ostrożność. Jeszcze wogle nie będzie chciał ze mną spędzać czasu. Patrzyłam nadal na wróżki. Zwróciłam uwagę na jedną parę. Wyobraziłam sobie mnie i Cheroon'a tak tańczących. Zaraz... Co?!?!? Czy ja to powiedziałam na głos?!
- Wydaje mi się że tak..-powiedział Cheroon.
Zarumieniłam się i zrobiło mi się głupio. Uciekłam szybko. Cheroon zaczął biec za mną. Dobiegłam pierwsza do mojej jaskini. Cheroon zdyszany podszedł do mnie i powiedział:
- Czemu uciekałaś?-zapytał.
- Nie pytaj.-odpowiedziałam.- Jestem po prostu dziwna!
Cheroon?
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
- Wiesz..-przyznałem.- Nie. Oczywiście że nie jestem.
Pocałowałem ją by się nie martwiła. Dopóki nie ma wilkołaków jest pięknie. Może i nie jest najcieplej ale zachód słońca zawsze będzie olśniewający. Taki jak dzisiaj:
- No przyznać mogę że zachody słońca są tu piękne.-Położyła głowę na moim ramieniu.
- A nie mówiłem.- liznąłem ją po uchu.
- Ale tam był lepszy...-westchnęła.
Zasmuciłem się. Może nie potrzebnie wracaliśmy? Mogła tam zostać. Chcę żeby była szczęśliwa. Qet nadal miała trochę skwaszoną minę.
- Może chciałaś tam zostać?-zapytałem nieco przygnębiony.
Qetsiyah?
Pocałowałem ją by się nie martwiła. Dopóki nie ma wilkołaków jest pięknie. Może i nie jest najcieplej ale zachód słońca zawsze będzie olśniewający. Taki jak dzisiaj:
- No przyznać mogę że zachody słońca są tu piękne.-Położyła głowę na moim ramieniu.
- A nie mówiłem.- liznąłem ją po uchu.
- Ale tam był lepszy...-westchnęła.
Zasmuciłem się. Może nie potrzebnie wracaliśmy? Mogła tam zostać. Chcę żeby była szczęśliwa. Qet nadal miała trochę skwaszoną minę.
- Może chciałaś tam zostać?-zapytałem nieco przygnębiony.
Qetsiyah?
Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht
Zacząłem patrzeć na tańczące wróżki. Tańczył na moim grzbiecie, więc trochę mnie to łaskotało. Momentalnie padłem na plecy. Teraz za to wróżki tańczyły mi na brzuchu. Zacząłem się śmiać i wiercić.
- Pomóż - powiedziałem do Bligrht przez śmiech. Suczka podeszła i zaczęła powoli odganiać wróżków łapą. Wstałem i otrząsnęłam się.
- Dziękuje - powiedziałem i spojrzałem na stworzonka.
- Spoko - zaśmiała się Bligrht. Teraz latały trochę wyżej.
- Fajne te wróżki - przyznałem. Położyłem się, wciąż patrząc na te dziwne, a zarazem interesujące organizmy.
Bligrht? xd
- Pomóż - powiedziałem do Bligrht przez śmiech. Suczka podeszła i zaczęła powoli odganiać wróżków łapą. Wstałem i otrząsnęłam się.
- Dziękuje - powiedziałem i spojrzałem na stworzonka.
- Spoko - zaśmiała się Bligrht. Teraz latały trochę wyżej.
- Fajne te wróżki - przyznałem. Położyłem się, wciąż patrząc na te dziwne, a zarazem interesujące organizmy.
Bligrht? xd
Od Coco - CD opowiadania Damon'a
Obudziłam się.Damon szturchał mnie łapą.
-Wstawaj,jesteśmy prawie na miejscu-powiedział.
-Okej,okej już...-odparłam zmęczonym głosem.
Najpierw usiadłam aby się dobudzić,potem już stałam na czterech łapach i otrzepałam się.Słońce dopiero wschodziło.

Nie wiem ile spałam ale byłam w miarę wypoczęta.
-Chodź,skaczemy na trzy-szepnął Damon-Raz,dwa ...TRZY!
Wyskoczyliśmy z wagon,turlając się z górki.Widziałam z dala drzewa,które na pewno były w naszej sforze.Ospale poszliśmy w ich stronę.Po 10 minutach dotarliśmy.Damon zaprowadził mnie pod moją jaskinię.
-Masz ochotę się jutro spotkać?-spytałam psa bo podczas tej podróży bardzo się do niego przywiązałam.
Damon?
-Wstawaj,jesteśmy prawie na miejscu-powiedział.
-Okej,okej już...-odparłam zmęczonym głosem.
Najpierw usiadłam aby się dobudzić,potem już stałam na czterech łapach i otrzepałam się.Słońce dopiero wschodziło.
Nie wiem ile spałam ale byłam w miarę wypoczęta.
-Chodź,skaczemy na trzy-szepnął Damon-Raz,dwa ...TRZY!
Wyskoczyliśmy z wagon,turlając się z górki.Widziałam z dala drzewa,które na pewno były w naszej sforze.Ospale poszliśmy w ich stronę.Po 10 minutach dotarliśmy.Damon zaprowadził mnie pod moją jaskinię.
-Masz ochotę się jutro spotkać?-spytałam psa bo podczas tej podróży bardzo się do niego przywiązałam.
Damon?
Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro
Zamyśliłam się, jak zwykle nie wiedziałam co powiedzieć. Wzięłam głęboki w dech i zaczęłam :
- Techno… nie powiem, że mi go teraz nie brakuje, bo to by było kłamstwo. – Położyłam się na ziemi. - W ogóle brakuje mi tamtego ciepłego klimatu. Tu jest zimno i słońce ledwo co wydostaje się zza chmur. Czuje się tutaj tak, jakby przez wieczność była noc polarna.
- Ale przecież za niedługo będzie wiosna, pojawia się trawa i ptaki wracają z ciepłych krajów. – Położył się obok mnie.
-Ja to widzę inaczej. – Przyznałam. – W tym klimacie ptaki zamarzną, trawa zszarzeje, a wampiry będą miały raj na ziemi. Mówiłam Ci, że znałam wcześniej Techno.
- Jak wcześniej ???
- No jak byłam jeszcze szczeniakiem. Dopiero po jakimś czasie sobie to uświadomiłam. – Popatrzyłam na Ferraro. Jego wyraz twarzy nagle się zmienił, więc czym prędzej dodałam : - Ale nie jesteś o to zazdrosny, prawda ???
Ferraro ??? <3 <3 <3
- Techno… nie powiem, że mi go teraz nie brakuje, bo to by było kłamstwo. – Położyłam się na ziemi. - W ogóle brakuje mi tamtego ciepłego klimatu. Tu jest zimno i słońce ledwo co wydostaje się zza chmur. Czuje się tutaj tak, jakby przez wieczność była noc polarna.
- Ale przecież za niedługo będzie wiosna, pojawia się trawa i ptaki wracają z ciepłych krajów. – Położył się obok mnie.
-Ja to widzę inaczej. – Przyznałam. – W tym klimacie ptaki zamarzną, trawa zszarzeje, a wampiry będą miały raj na ziemi. Mówiłam Ci, że znałam wcześniej Techno.
- Jak wcześniej ???
- No jak byłam jeszcze szczeniakiem. Dopiero po jakimś czasie sobie to uświadomiłam. – Popatrzyłam na Ferraro. Jego wyraz twarzy nagle się zmienił, więc czym prędzej dodałam : - Ale nie jesteś o to zazdrosny, prawda ???
Ferraro ??? <3 <3 <3
Od Damon'a - CD opowiadania Coco
- Mam. A Ty masz?- zapytałem, patrząc w jej stronę. Coco pokiwała głową. Ja siedziałem nadal, a Coco poszła w róg wagonu.
- Dobranoc - powiedziała do mnie.
- Dobranoc - odpowiedziałem ściszonym głosem i uśmiechnąłem się. Popatrzyłem na trawę i pędzące koła. Usłyszałem nagle szczękanie zębami. Odwróciłem się i zobaczyłem trzęsąca się Coco. Wziąłem w pysk jakiś koc i nakryłem suczkę. Sam położyłem się na wejściu i po paru minutach takiego leżenia, sam zasnąłem.
Coco?
- Dobranoc - powiedziała do mnie.
- Dobranoc - odpowiedziałem ściszonym głosem i uśmiechnąłem się. Popatrzyłem na trawę i pędzące koła. Usłyszałem nagle szczękanie zębami. Odwróciłem się i zobaczyłem trzęsąca się Coco. Wziąłem w pysk jakiś koc i nakryłem suczkę. Sam położyłem się na wejściu i po paru minutach takiego leżenia, sam zasnąłem.
Coco?
Ogłoszenie!
Psy imienia:
- Majki 2/4
- Genny Stricker 2/4
- Aqua 2/4
- Dark Star 2/4
- Tundra 1/4
Dostają po upomnieniu.
Przykro mi że nie odwiedziliście fory przez rok i pół. No cóż. Jeden pies napisał opowiadanie i znów go miesiąc nie widać. Jak tak dalej pójdzie wywale was ze sfory. Chyba bez sensu mieć takich członków którzy są nie aktywni i nic nie robią.
~Z poważaniem~Mashine
- Majki 2/4
- Genny Stricker 2/4
- Aqua 2/4
- Dark Star 2/4
- Tundra 1/4
Dostają po upomnieniu.
Przykro mi że nie odwiedziliście fory przez rok i pół. No cóż. Jeden pies napisał opowiadanie i znów go miesiąc nie widać. Jak tak dalej pójdzie wywale was ze sfory. Chyba bez sensu mieć takich członków którzy są nie aktywni i nic nie robią.
~Z poważaniem~Mashine
Od Sintesu - CD opowiadania Magic the Heart
Popatrzyłem na suczkę i przekręciłem łeb. Nagle przyszedł mi do głowy pomysł, może nie za mądry, ale jakiś. Pociągnąłem Magic za łapę i pobiegłem do wody. Zacząłem chlapać w nią wodą, by trochę poprawić jej humor. Heart była cała mokra. Uśmiechnąłem się i nadal chlapałem wodą. Popatrzyłem na suczkę. Ta uśmiechnęła się lekko. Magic w końcu zaczęła wychodzić z wody. Wyszedłem za nią.
- Teraz ja Ci coś pokarzę - uśmiechnąłem się, wziąłem ją za łapę i pobiegłem. Zwolniłem, gdy zobaczyłem, że Magic nie nadąża. W końcu doszliśmy.
- Ładnie co?- usiadłem i czekałem na reakcje Heart.
Magic the Heart? c:
- Teraz ja Ci coś pokarzę - uśmiechnąłem się, wziąłem ją za łapę i pobiegłem. Zwolniłem, gdy zobaczyłem, że Magic nie nadąża. W końcu doszliśmy.
- Ładnie co?- usiadłem i czekałem na reakcje Heart.
Magic the Heart? c:
Nowa Suczka!
Imię: Victoria
Ksywka: Vica
Głos: Taylor Swift- Shake It Of
Rasa: Owczarek Niemiecki
Wiek: 1,5 lat
Płeć: Suczka
Stanowisko: Projektantka
Rodzina: Zginęli w wypadku...
Partner: Nie ma
Młode: Może kiedyś...
Historia: Urodziła się w znanej hodowli Owczarków Niemieckich,kiedy jej rodzice wyjechali na wystawę psów,był wypadek i zginęli na miejscu. Vica na szczęście była tam szczęśliwa. Od pewnego czasu właściciele hodowli mieli problemy,psów zaczęło ubywać a suczki i tak nie zachodziły w ciążę. Mieli jeszcze 3 owczarki,ale postanowili oddać je do schroniska,Victoria uciekła i trafiła do Sfory Psiego Uśmiechu i ma nadzieję,że tam pozostanie.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Lewelcia900
Ksywka: Vica
Głos: Taylor Swift- Shake It Of
Rasa: Owczarek Niemiecki
Wiek: 1,5 lat
Płeć: Suczka
Stanowisko: Projektantka
Rodzina: Zginęli w wypadku...
Partner: Nie ma
Młode: Może kiedyś...
Historia: Urodziła się w znanej hodowli Owczarków Niemieckich,kiedy jej rodzice wyjechali na wystawę psów,był wypadek i zginęli na miejscu. Vica na szczęście była tam szczęśliwa. Od pewnego czasu właściciele hodowli mieli problemy,psów zaczęło ubywać a suczki i tak nie zachodziły w ciążę. Mieli jeszcze 3 owczarki,ale postanowili oddać je do schroniska,Victoria uciekła i trafiła do Sfory Psiego Uśmiechu i ma nadzieję,że tam pozostanie.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Lewelcia900
Od Mashine- CD opowiadnia Aceland
Pocałowałem ją i powiedziałem:
- Świetny pomysł.- stwierdziłem.
Zaprowadziłem Ace do miejsca gdzie na pewno kiedyś chciała pójść. Zawiązałem jej oczy chustką i prowadziłem ostrożnie. Gdy dotarliśmy na miejsce zdjąłem Ace chustkę a ona przewracając się wylądowała w moich objęciach.
Ace rozejrzała się i przytuliła mnie.
- Mashi to jest najpiękniejsze zjawisko jakie kiedy kolwiek widziałam!-krzyknęła uradowana.
- A dla mnie nie.- przyznałem.- Bo tym zjawiskiem jesteś ty.
Pocałowała mnie. Przeszliśmy się trochę po alei zakochanych i w pewnym miejscu ułożyliśmy się na ziemi wyłożonej różowymi płatkami kwiatów. Ja położyłem się do góry brzuchem a suczka położyła głowę na mój brzuch. Wygrzewaliśmy się na słońcu. Co prawda jest zima ale to miejsce jest zawsze ciepłe. Miło jest tak spędzić czas z dala od sfory, od dzieci, od obowiązków związanych z byciem Alfą. Mogę spędzić ten czas z moją ukochaną żoną. Co ja bym bez niej zrobił. Czasami sobie myślę co by się ze mną stało jak bym nie założył tej sfory. Nie poznał tak wspaniałych psów. Pewnie jak bym się dobrze nie ukrywał wylądował bym dawno w schronisku. Dziękuję ci Boże że tak potoczył się mój los.
- Masz jeszcze na coś ochotę?-zapytałem uśmiechnięty.
Aceland?
- Świetny pomysł.- stwierdziłem.
Zaprowadziłem Ace do miejsca gdzie na pewno kiedyś chciała pójść. Zawiązałem jej oczy chustką i prowadziłem ostrożnie. Gdy dotarliśmy na miejsce zdjąłem Ace chustkę a ona przewracając się wylądowała w moich objęciach.
Ace rozejrzała się i przytuliła mnie.
- Mashi to jest najpiękniejsze zjawisko jakie kiedy kolwiek widziałam!-krzyknęła uradowana.
- A dla mnie nie.- przyznałem.- Bo tym zjawiskiem jesteś ty.
Pocałowała mnie. Przeszliśmy się trochę po alei zakochanych i w pewnym miejscu ułożyliśmy się na ziemi wyłożonej różowymi płatkami kwiatów. Ja położyłem się do góry brzuchem a suczka położyła głowę na mój brzuch. Wygrzewaliśmy się na słońcu. Co prawda jest zima ale to miejsce jest zawsze ciepłe. Miło jest tak spędzić czas z dala od sfory, od dzieci, od obowiązków związanych z byciem Alfą. Mogę spędzić ten czas z moją ukochaną żoną. Co ja bym bez niej zrobił. Czasami sobie myślę co by się ze mną stało jak bym nie założył tej sfory. Nie poznał tak wspaniałych psów. Pewnie jak bym się dobrze nie ukrywał wylądował bym dawno w schronisku. Dziękuję ci Boże że tak potoczył się mój los.
- Masz jeszcze na coś ochotę?-zapytałem uśmiechnięty.
Aceland?
Od Coco - CD opowiadania Damon'a
Wpatrywałam się w gwieździste niebo razem z Damonem.Mruczałam sobie pod nosem.
-Co ty robisz?-spytał Damon.
-Mruczę-odpowiedziałam z lekkim uśmiechem-nigdy nie przyglądałam się gwiazdom.
Na niebie świeciła Droga Mleczna a wokół niej mnóstwo ognistych kul.

Nad pociągiem przeleciała kometa.
-Masz jakieś życzenie-spytałam Damona?
Damon?
-Co ty robisz?-spytał Damon.
-Mruczę-odpowiedziałam z lekkim uśmiechem-nigdy nie przyglądałam się gwiazdom.
Na niebie świeciła Droga Mleczna a wokół niej mnóstwo ognistych kul.
Nad pociągiem przeleciała kometa.
-Masz jakieś życzenie-spytałam Damona?
Damon?
O Aceland - CD opowiadania Mashine
-Mam pomył,przekupimy go.-powiedziałam.
-Ale jak?-spytał zrezygnowany Mashi.
-Już ja się tym zajmę.
I poszłam do Nuki'ego.Siedział w jaskini.Chyba niedawno wstał.
-Hejka,Snowy-powiedziałam.
-Cześć mamo-odpowiedział-co tam?
-Wszystko dobrze.Co byś powiedział na to:Pojedziesz na kilku dniowy obóz,poznasz rówieśników,a my z tatą potem damy ci spokój i będziesz mógł chodzić gdzie i kiedy zechcesz.-zaproponowałam.
-Przemyśle to-mruknął Nuki.
-Wiesz,jak byłam młodsza to często tak było,że wiele rzeczy nie przypadało mi do gustu,ale potem okazywało się,że są fajne.-zwierzyłam mu się.
-No dobra pojadę.-rzekł.
Przytuliłam go i liznęłam.Cieszyłam się,że odiosłam sukces.
-Mashi,pojedzie-krzyknęłam.
-Jesteś niesamowita-powiedział.
-Co powiesz na mini spacerek,dawno razem nigdzie nie byliśmy?
Mashine? ♥
-Ale jak?-spytał zrezygnowany Mashi.
-Już ja się tym zajmę.
I poszłam do Nuki'ego.Siedział w jaskini.Chyba niedawno wstał.
-Hejka,Snowy-powiedziałam.
-Cześć mamo-odpowiedział-co tam?
-Wszystko dobrze.Co byś powiedział na to:Pojedziesz na kilku dniowy obóz,poznasz rówieśników,a my z tatą potem damy ci spokój i będziesz mógł chodzić gdzie i kiedy zechcesz.-zaproponowałam.
-Przemyśle to-mruknął Nuki.
-Wiesz,jak byłam młodsza to często tak było,że wiele rzeczy nie przypadało mi do gustu,ale potem okazywało się,że są fajne.-zwierzyłam mu się.
-No dobra pojadę.-rzekł.
Przytuliłam go i liznęłam.Cieszyłam się,że odiosłam sukces.
-Mashi,pojedzie-krzyknęłam.
-Jesteś niesamowita-powiedział.
-Co powiesz na mini spacerek,dawno razem nigdzie nie byliśmy?
Mashine? ♥
Od Rocky'ego - CD opowiadania Navedy
Wstałem i otrzepałem z siebie śnieg.
-Ja?Jestem w dobrej formie i na pewno jeszcze się nie zmęczyłem.-stwierdziłem i udowadniając jej to ulepiłem śnieżkę i rzuciłem nią w drzewo.Oboje patrzyliśmy jak rozbryzguje się na nim.-ale może przejdziemy się gdzie indziej.Trzeba urozmaicać wolny czas.
Uśmiechnęła się do mnie i podążyła za mną.Za lasem znajdowała sie polanka.Poszliśmy tam i o dziwo tam też był śnieg i...stado żubrów.Na czele nich stał ogromny byk i srogo się na nas spojrzał.

-Nic nam nie zrobi.-powiedziałem do Navedy bo zauważyłem,że lekko się przestraszyła jego wzroku.
Poszliśmy dalej-nie chciałem dzielić kawałka ziemi z dzikimi zwierzętami,a bynajmniej nie z tymi.Są za duże.Kolejnym przystankiem była sfora bo według mnie trochę za późno było na spacerowanie dalej.
-Wybierzemy się gdzieś jutro?Pod warunkiem,że teraz ty będziesz prowadzić.-spytałem.
Naveda?
-Ja?Jestem w dobrej formie i na pewno jeszcze się nie zmęczyłem.-stwierdziłem i udowadniając jej to ulepiłem śnieżkę i rzuciłem nią w drzewo.Oboje patrzyliśmy jak rozbryzguje się na nim.-ale może przejdziemy się gdzie indziej.Trzeba urozmaicać wolny czas.
Uśmiechnęła się do mnie i podążyła za mną.Za lasem znajdowała sie polanka.Poszliśmy tam i o dziwo tam też był śnieg i...stado żubrów.Na czele nich stał ogromny byk i srogo się na nas spojrzał.

-Nic nam nie zrobi.-powiedziałem do Navedy bo zauważyłem,że lekko się przestraszyła jego wzroku.
Poszliśmy dalej-nie chciałem dzielić kawałka ziemi z dzikimi zwierzętami,a bynajmniej nie z tymi.Są za duże.Kolejnym przystankiem była sfora bo według mnie trochę za późno było na spacerowanie dalej.
-Wybierzemy się gdzieś jutro?Pod warunkiem,że teraz ty będziesz prowadzić.-spytałem.
Naveda?
Od Snowy'ego - CD opowiadania Omegi
-Niech ci będzie-odpowiedziałem bo miałem ochotę jeszcze chwilę zostać,ale nie chciałem się naprzykrzać.
W drodze powrotnej rzuciłem ją śnieżką bo biały puch jeszcze leżał na skraju Śnieżnej Polany.Zaśmiała się i ukryła za drzewo.Pomyślałem,że chce się bawić w chowanego.Potrzebowałem zabawy.Byłem pewny,że jest za dużym świerkiem bo mignęło mi rude futerko.Skradałem sie po cichu i nagle wyskoczyłem i krzyknąłem.
-Tu jesteś!-mina mi zrzędła bo nie było tam Omegi tylko lis.

-Yyy,nie widziałeś może takiej rudej suczki gdzieś w pobliżu?-spytałem grzecznie.
-A co?-odpowiedział pytaniem.
-Potrzebuję ją znaleźć.
-Pobiegła na północ-rzekł lis i poszedł.
Dobrze,ze jestem obeznany w kierunkach świata.Tak bym jej nie znalazł.Przed sobą jakieś 50 metrów od tamtego świerku została wykopana dziura w ziemi.To chyba była kryjówka Omegi.Tym razem się nie pomyliłem
-Hej,przez Ciebie musiałem się pytać lisa gdzie jesteś,to było dziwne-powiedziałem jej z udawanym żalem.
-Oj,biedny Snowy- zaśmiała się.
-Może tym razem przed powrotem do sfory ja się schowam-zaproponowałem wiedząc już gdzie się schowam i obmyślając plan.
Omega?
W drodze powrotnej rzuciłem ją śnieżką bo biały puch jeszcze leżał na skraju Śnieżnej Polany.Zaśmiała się i ukryła za drzewo.Pomyślałem,że chce się bawić w chowanego.Potrzebowałem zabawy.Byłem pewny,że jest za dużym świerkiem bo mignęło mi rude futerko.Skradałem sie po cichu i nagle wyskoczyłem i krzyknąłem.
-Tu jesteś!-mina mi zrzędła bo nie było tam Omegi tylko lis.
-Yyy,nie widziałeś może takiej rudej suczki gdzieś w pobliżu?-spytałem grzecznie.
-A co?-odpowiedział pytaniem.
-Potrzebuję ją znaleźć.
-Pobiegła na północ-rzekł lis i poszedł.
Dobrze,ze jestem obeznany w kierunkach świata.Tak bym jej nie znalazł.Przed sobą jakieś 50 metrów od tamtego świerku została wykopana dziura w ziemi.To chyba była kryjówka Omegi.Tym razem się nie pomyliłem
-Hej,przez Ciebie musiałem się pytać lisa gdzie jesteś,to było dziwne-powiedziałem jej z udawanym żalem.
-Oj,biedny Snowy- zaśmiała się.
-Może tym razem przed powrotem do sfory ja się schowam-zaproponowałem wiedząc już gdzie się schowam i obmyślając plan.
Omega?
Od Natalie- CD opowiadania Indiany
-Dziękuję. -Zarumieniłam się. -Twoje imię też jest ładne.
-Proszę, należy ci się. -Powiedział i dał mi fiołka.
-Nie trzeba było, ale jeśli już. - Powiedziałam i przyczepiłam sobie koło ucha.
-Teraz jeszcze piękniej wyglądasz ;) .
-Oh nie przesadzaj, gdzie inni? - Spytałam i popatrzyłam się psu w oczy. Nagle mój wzrok zwrócił zając.
-Chcesz coś zjeść? To się ucz! - Krzyknęłam i ruszyłam za zwierzątkiem.
-Czekaj!
Chwilę potem zajadaliśmy soczyste mięsko.
-Dobre. Dobrze polujesz.
-Wiem, bardzo często to robię. -Odparłam i usiadłam na kamieniu, z którego widok był nieziemski :
Indiana?
-Proszę, należy ci się. -Powiedział i dał mi fiołka.
-Nie trzeba było, ale jeśli już. - Powiedziałam i przyczepiłam sobie koło ucha.
-Teraz jeszcze piękniej wyglądasz ;) .
-Oh nie przesadzaj, gdzie inni? - Spytałam i popatrzyłam się psu w oczy. Nagle mój wzrok zwrócił zając.
-Chcesz coś zjeść? To się ucz! - Krzyknęłam i ruszyłam za zwierzątkiem.
-Czekaj!
Chwilę potem zajadaliśmy soczyste mięsko.
-Dobre. Dobrze polujesz.
-Wiem, bardzo często to robię. -Odparłam i usiadłam na kamieniu, z którego widok był nieziemski :
Indiana?
Od Indiany
Dzień był wyjątkowo słoneczny. Spacerowałem po okolicy. Łąka
nieziemskich fiołków pachniała na kilometr. Zerwałem jeden kwiat i
poszedłem dalej. Bagna starych ropuch tętniły życiem. Las zielony
zagajnik powiewał zapachem igieł sosny. Nad rzeką Jafiszof zgromadziły
się ptaki. Natomiast Jezioro Anskunmay wyglądało jak tęcza na ziemi.
Zauważyłem piękną suczkę.
-Jestem Indiana, a ty?
-Natalie.
-Piękne imię, pięknej suczki.
Natalie?
-Jestem Indiana, a ty?
-Natalie.
-Piękne imię, pięknej suczki.
Natalie?
Nowa Suczka!
Imię: Natalie (Czyt.Natali)
Ksywka: Nie ma...
Głos: Agata Dziarmagowska- Mogę wszystko, nic nie muszę
Rasa: Owczarek niemiecki
Wiek: 2 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Piosenkarka
Rodzina: Siostra cioteczna- Magic The heart
Partner: Podoba jej się Indiana.
Młode: brak
Historia: Hah, ona urodziła się w innej sforze. Odeszła z niej i natrafiła na tą.
Upomnienia: 0
Kontakt: wale
Inne zdjęcia: KLIK
Ksywka: Nie ma...
Głos: Agata Dziarmagowska- Mogę wszystko, nic nie muszę
Rasa: Owczarek niemiecki
Wiek: 2 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Piosenkarka
Rodzina: Siostra cioteczna- Magic The heart
Partner: Podoba jej się Indiana.
Młode: brak
Historia: Hah, ona urodziła się w innej sforze. Odeszła z niej i natrafiła na tą.
Upomnienia: 0
Kontakt: wale
Inne zdjęcia: KLIK
Od Magic the heart- CD opowiadania Sintesu
-Tak to tutaj...-Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Masz trochę wody? Strasznie chcę mi się pić...
-Oczywiście.Ale zaraz jak skończysz pokaże ci takie miejsce. -Podeszłam do małego źródełka i napełniłam wiaderko wodą. Jak tylko Sin skończył pić, poszliśmy schodkami na górę mojej jaskini.
-Jesteśmy. To te moje piękne miejsce:
-No, ładnie tutaj. A jak twoje zdrowie? - Spytał pies.
-Już trochę lepiej jeśli chodzi o chodzenie, ale jak by spojrzeć na moje samopoczucie to nie za bardzo... - Powiedziałam i spuściłam łeb w dół.
Sintesu?
-Masz trochę wody? Strasznie chcę mi się pić...
-Oczywiście.Ale zaraz jak skończysz pokaże ci takie miejsce. -Podeszłam do małego źródełka i napełniłam wiaderko wodą. Jak tylko Sin skończył pić, poszliśmy schodkami na górę mojej jaskini.
-Jesteśmy. To te moje piękne miejsce:
-No, ładnie tutaj. A jak twoje zdrowie? - Spytał pies.
-Już trochę lepiej jeśli chodzi o chodzenie, ale jak by spojrzeć na moje samopoczucie to nie za bardzo... - Powiedziałam i spuściłam łeb w dół.
Sintesu?
Od Ferraro- CD opowiadania Rezy
Poszliśmy. Jako pierwszą wybrałem Qet. Podeszliśmy do niej.
- Witaj Qet.- pocałowałem ją.- To jest Reza.
- Miło mi.-zaśmiała się.- Ja jestem Qetsiyah.
Reza uśmiechnęła się i powiedziała.
- Kogo jeszcze mogłabym poznać?-zapytała.
- Może Bligrht.-powiedziałem.- To bardzo miła suczka.
Reza? Sory że takie krótkie :c
- Witaj Qet.- pocałowałem ją.- To jest Reza.
- Miło mi.-zaśmiała się.- Ja jestem Qetsiyah.
Reza uśmiechnęła się i powiedziała.
- Kogo jeszcze mogłabym poznać?-zapytała.
- Może Bligrht.-powiedziałem.- To bardzo miła suczka.
Reza? Sory że takie krótkie :c
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
Uśmiechnęłam się wiedząc już że to co tam jest nie zależy od nazwy.
- Czemu tak wogle to nazwano?-zapytałam.
- Ponieważ są dość długie. A rasa psa- jamnik jest równie długa.-zaśmiał się przy objaśnianiu.
- Czyli ten Hot-Dog pochodzi od jamnika?-zapytałam jeszcze raz.
- Tak.-potwierdził.- Ale teraz możesz już jeść? Wystygnie ci.
Przytaknęłam i zaczęłam jeść był przepyszny. Jak kęs po kęsie jadłam popatrzyłam na Toro który już dawno zjadł. Patrzył się na mnie jak zaczarowany.
- Coś nie tak?-zaśmiałam się.
- Nie, nie.-potrząsnął głową na boki.
- Pójdziemy pooglądać zachód słońca?-wskazałam łapą park.
Toromaru?
- Czemu tak wogle to nazwano?-zapytałam.
- Ponieważ są dość długie. A rasa psa- jamnik jest równie długa.-zaśmiał się przy objaśnianiu.
- Czyli ten Hot-Dog pochodzi od jamnika?-zapytałam jeszcze raz.
- Tak.-potwierdził.- Ale teraz możesz już jeść? Wystygnie ci.
Przytaknęłam i zaczęłam jeść był przepyszny. Jak kęs po kęsie jadłam popatrzyłam na Toro który już dawno zjadł. Patrzył się na mnie jak zaczarowany.
- Coś nie tak?-zaśmiałam się.
- Nie, nie.-potrząsnął głową na boki.
- Pójdziemy pooglądać zachód słońca?-wskazałam łapą park.
Toromaru?
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
Pocałowałem ją mocno po czym jeszcze raz przytuliłem. Aż upadliśmy na ziemię. Z tej naszej miłości zapomnieliśmy nawet o samolocie. Na szczęście w odpowiednim momencie się zorientowałem. Pognaliśmy na lotnisko. Na szczęście dopiero otwierali wejście do samolotu. Qet objaśniła mi jak wtedy dostała się na pokład. W taki sam sposób wpełznęliśmy do wielkiej maszyny ze skrzydłami. Usiedliśmy spokojnie i cicho. Lecieliśmy długo. Qetsiyah zasnęła w połowie lotu. Nie dziwie jej się. Całą noc trzymać bez snu i jeszcze na siedząco. Położyłem się obok niej i objąłem ją. Ja również zasnąłem. Obudziłem się widząc że ludzie wychodzą z samolotu. Nie chciałem budzić Qet więc wziąłem ją na grzbiet i wyszedłem powoli z samolotu. Pognałem do sfory. Qet obudziła się gdy byliśmy już na fiołkowej łące.
- Gdzie my jesteśmy?-zapytała zaspana.- Fiołkowa łąka?!
- Tak!-ucieszyłem się i zniosłem ją z moich pleców.
Qetsiyah uśmiechnęła się i dalej pobiegliśmy. Nie wiadomo czemu n dziedzińcu zgromadziły się wszystkie psy. Pewnie mama ogłaszała coś z tymi wampirami. Wbiegliśmy na środek i wspólnie krzyknęliśmy:
- Jesteśmy!!!
Wszyscy podbiegli do nas pytając się o wszystko. Ale najbardziej tata, mama i Irfan zaciekawili się i przytulali nas baaaaardzo mocno. Potem ogłosiłem:
- Ogłaszam wszystkim tu zgromadzonym że.-powiedziałem.
- Że Qetsiyah i Ferraro zostali parą!-dokończyła Qet.
Rodzice jeszcze bardziej nas całowali i przytulali. Świętowali teraz wszyscy zamiast słuchać przejmującego planu mamy. Zabrałem z tego tłumu Qet na bok. Pocałowałem ją jeszcze raz i zapytałem:
- Brakuje ci Techno?
Qetsiyah?
- Gdzie my jesteśmy?-zapytała zaspana.- Fiołkowa łąka?!
- Tak!-ucieszyłem się i zniosłem ją z moich pleców.
Qetsiyah uśmiechnęła się i dalej pobiegliśmy. Nie wiadomo czemu n dziedzińcu zgromadziły się wszystkie psy. Pewnie mama ogłaszała coś z tymi wampirami. Wbiegliśmy na środek i wspólnie krzyknęliśmy:
- Jesteśmy!!!
Wszyscy podbiegli do nas pytając się o wszystko. Ale najbardziej tata, mama i Irfan zaciekawili się i przytulali nas baaaaardzo mocno. Potem ogłosiłem:
- Ogłaszam wszystkim tu zgromadzonym że.-powiedziałem.
- Że Qetsiyah i Ferraro zostali parą!-dokończyła Qet.
Rodzice jeszcze bardziej nas całowali i przytulali. Świętowali teraz wszyscy zamiast słuchać przejmującego planu mamy. Zabrałem z tego tłumu Qet na bok. Pocałowałem ją jeszcze raz i zapytałem:
- Brakuje ci Techno?
Qetsiyah?
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a
Zamyśliłam się.
- Każdy tunel prowadzi do innego miejsca.-potwierdziłam.- A czy po drugiej stronie każdego jest tak ładnie jak tutaj to niestety nie wiem.
Cheroon uśmiechnął się chytrze. Usiadłam na ziemię wiedząc co ma na myśli. Jednak potwierdził swoje plany słowami:
- Możemy to sprawdzić.-uśmieszek nie znikał z jego twarzy.
- No wiesz...-mruknęłam.- Tu jest tak pięknie. Zostańmy tu a jutro możemy iść do innego.
Moja propozycja została przyjęta. Poszliśmy nieco dalej. Zauważyłam mały staw więc pobiegłam się napić. W trakcie picia poczułam jakieś draśnięcie na plecach. Myślałam że to Cheroon więc nie zwróciłam na to uwagi. Po chwili jeszcze raz.
- Cheroon przestań.-zaśmiałam się.
- Coś mówiłaś?!-krzyknął z oddali turlając się w kwiatach.
Skoro jest tak daleko to co mnie dodyka?! Odwróciłam się i zauważyłam że nad moimi plecami latają
Było chyba z dziesięć takich samych. Latały i tańczyły mi na plecach. Nie strącałam ich bo były o wiele mniejsze ode mnie. Zaczęłam się lekko śmiać.
- Witajcie.-powiedziałam.-Jestem Bligrht.
- Witaj-powiedziały wszystkie naraz i po kolei wymieniały swoje imienia.-A ten to kto?
- To jest Cheroon.-przedstawiłam go bez jego zgody.
- To twój chłopak?-zażartowały.
- Nie...-westchnęłam.- Wy pewnie też nie macie.
Zaczęłam lekko chichotać. Po moim śmiechu nie zostało śladu gdy przylecieli takiej samej wielkości wróżki tylko samce. Każdy miał parę. Złapali się za ręce i tańczyli w powietrzu jak płatki śniegu. Zawołałam Cheroona który nie wiedział nawet że je spotkałam. Przybiegł do mnie i otworzył szeroko buzię.
- Co... Co to jest?-zapytał.
- To wróżki.-odparłam.
- Ahaaaa....-pociągnął.
- Może chcesz się z nimi pobawić?-zapytałam i nie dając mu chwili na odpowiedź wepchnęłam go w rój wróżek. Zaczęły na nim tańczyć. Ja tylko patrzyłam na niego i się śmiałam.
Cheroon?
- Każdy tunel prowadzi do innego miejsca.-potwierdziłam.- A czy po drugiej stronie każdego jest tak ładnie jak tutaj to niestety nie wiem.
Cheroon uśmiechnął się chytrze. Usiadłam na ziemię wiedząc co ma na myśli. Jednak potwierdził swoje plany słowami:
- Możemy to sprawdzić.-uśmieszek nie znikał z jego twarzy.
- No wiesz...-mruknęłam.- Tu jest tak pięknie. Zostańmy tu a jutro możemy iść do innego.
Moja propozycja została przyjęta. Poszliśmy nieco dalej. Zauważyłam mały staw więc pobiegłam się napić. W trakcie picia poczułam jakieś draśnięcie na plecach. Myślałam że to Cheroon więc nie zwróciłam na to uwagi. Po chwili jeszcze raz.
- Cheroon przestań.-zaśmiałam się.
- Coś mówiłaś?!-krzyknął z oddali turlając się w kwiatach.
Skoro jest tak daleko to co mnie dodyka?! Odwróciłam się i zauważyłam że nad moimi plecami latają
Było chyba z dziesięć takich samych. Latały i tańczyły mi na plecach. Nie strącałam ich bo były o wiele mniejsze ode mnie. Zaczęłam się lekko śmiać.
- Witajcie.-powiedziałam.-Jestem Bligrht.
- Witaj-powiedziały wszystkie naraz i po kolei wymieniały swoje imienia.-A ten to kto?
- To jest Cheroon.-przedstawiłam go bez jego zgody.
- To twój chłopak?-zażartowały.
- Nie...-westchnęłam.- Wy pewnie też nie macie.
Zaczęłam lekko chichotać. Po moim śmiechu nie zostało śladu gdy przylecieli takiej samej wielkości wróżki tylko samce. Każdy miał parę. Złapali się za ręce i tańczyli w powietrzu jak płatki śniegu. Zawołałam Cheroona który nie wiedział nawet że je spotkałam. Przybiegł do mnie i otworzył szeroko buzię.
- Co... Co to jest?-zapytał.
- To wróżki.-odparłam.
- Ahaaaa....-pociągnął.
- Może chcesz się z nimi pobawić?-zapytałam i nie dając mu chwili na odpowiedź wepchnęłam go w rój wróżek. Zaczęły na nim tańczyć. Ja tylko patrzyłam na niego i się śmiałam.
Cheroon?
czwartek, 29 stycznia 2015
Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht
Uśmiechnąłem się i przytuliłem Bligrht. Już nie bałem się, że zginę w męczarniach. Szliśmy tak, rozglądając się. Był naprawdę piękny widok, po prostu radował oczy. Popatrzyłem na suczkę, która ciągle patrzyła z zachwytem w morze. Podszedłem do niej i położyłem swoją łapę na jej karku.
- Fajnie mieć obok siebie takiego kogoś jak Ty - uśmiechnąłem się.
- Dzięki - powiedziała zmieszana, lecz też lekko się uśmiechnęła. Stanąłem nagle i popatrzyłem przed siebie.
- Co ci?- zaśmiała się Bli.
- Jak tu jest tak ładnie, to do czego prowadzą inne?- zamyśliłem się - Może jednak dobrze, że wybraliśmy ten tunel - przyznałem w zamyśleniu.
- Dlaczego? Co, myślisz, że w tamtych tunelach były wielkie potwory?- zażartowała Bligrht.
- To jest możliwe - wzruszyłem ramionami.
Bligrht?
- Fajnie mieć obok siebie takiego kogoś jak Ty - uśmiechnąłem się.
- Dzięki - powiedziała zmieszana, lecz też lekko się uśmiechnęła. Stanąłem nagle i popatrzyłem przed siebie.
- Co ci?- zaśmiała się Bli.
- Jak tu jest tak ładnie, to do czego prowadzą inne?- zamyśliłem się - Może jednak dobrze, że wybraliśmy ten tunel - przyznałem w zamyśleniu.
- Dlaczego? Co, myślisz, że w tamtych tunelach były wielkie potwory?- zażartowała Bligrht.
- To jest możliwe - wzruszyłem ramionami.
Bligrht?
Od Damon'a - CD opowiadania Coco
Popatrzyłem w niebo i wzruszyłem ramionami.
- Jakoś tak wyszło - powiedziałem i zamknąłem oczy. Zaczął wiać północny wiatr.
- Wiesz. może wracajmy już do domu - mruknęła Coco.
- Chyba tak - wstałem i otrzepałem łapą kilka źdźbeł trawy. Na szczęście pociąg który jechał ze sfory wcześniej, właśnie wracał.
- Chodź - powiedziałem i wskoczyłam do otwartego wagonu. Coco skoczyła za mną. Jechaliśmy tak dobre parę minut, albo godzin. Zrobiło się ciemno, tylko wielki księżyc i małe gwiazdeczki świeciły na niebie. Oparłem się o wyjście i zacząłem patrzeć w gwiazdy.
Coco?
- Jakoś tak wyszło - powiedziałem i zamknąłem oczy. Zaczął wiać północny wiatr.
- Wiesz. może wracajmy już do domu - mruknęła Coco.
- Chyba tak - wstałem i otrzepałem łapą kilka źdźbeł trawy. Na szczęście pociąg który jechał ze sfory wcześniej, właśnie wracał.
- Chodź - powiedziałem i wskoczyłam do otwartego wagonu. Coco skoczyła za mną. Jechaliśmy tak dobre parę minut, albo godzin. Zrobiło się ciemno, tylko wielki księżyc i małe gwiazdeczki świeciły na niebie. Oparłem się o wyjście i zacząłem patrzeć w gwiazdy.
Coco?
Od Coco - CD opowiadania Damon'a
Wsłuchałam się w jego podśpiewywanie bo nigdy jeszcze nie słyszałam,żeby śpiewał.Muszę przyznać,że jego wokal jest super.Zamknęłam oczy i siedziałam obok niego,nie przerywając mu.Minęło jakieś 5minut kiedy skończył.To było najprzyjemniejsze 5 minut jakie przeżyłam podczas wspólnej wyprawy.
-I jak,podobało ci się?-spytał z determinacją.
-Pewnie,powinieneś mi tak częściej śpiewać.Twój głos jest na moją wyłączność.-powiedziałam.
Zaśmiał się z tego i spojrzał na mnie poważnie.
-Naprawdę podobało ci się?-spytał ze zdumieniem.
-Oczywiście-odpowiedziałam-czemu nigdy nie śpiewasz tylko dopiero dzisiaj zacząłeś?
Damon?
Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro
Szczęka mi opadła jak to usłyszałam. Patrzyłam się tylko na
niego i nic nie mówiłam. Gdy Ferraro to widział uśmiech znikał z jego pyszczka.
Nie chciałam go zasmucić.
-Yyy… Nie wiem co powiedzieć – Wydusiłam z siebie.
- Powiedz „Tak” – Zaproponował.
- Yyy… Tak ??? – Zapytałam, jednak to nie było pytanie,
tylko odpowiedź. Byłam wciąż wstrząśnięta tym co się stało. Nie mogłam nawet
zaakcentować twierdzenia. –Tak – Nareszcie powiedziałam, po czym rzuciłam mu
się na szyję.
Ferraro ??? <3
Od Irfan’a –CD opowiadania Raven
Popatrzyłem na agresywnego psa, a potem na Raven. Nie
wiedziałem co robić. Skamieniałem ze strachu,
nie mogłem nic z siebie wydusić.
-Yyy… może ja ??? – Wtrąciłem pełen strachu.
- A co mi zrobisz ??? – Warknął Bosco. Zacząłem powoli się cofać,
a on coraz bardziej warczał. W końcu nie miałem już gdzie się cofnąć. Stałem przybity
do ściany. Pies gdy to zauważył ruszył prosto na mnie. Starałem się wymyśleć
plan , nagle sobie przypomniałem. To że on jest silny, to może być jego
największa zguba !!! Ruszył na mnie z wielką prędkością, która się jednostajnie
zwiększa. Ma duży rozbieg, lecz małe pole do manewru. Zacząłem przeliczać
wszystko w myślach.
- Nie wyhamuje – Powiedziałem cicho, po czym w odpowiedniej
chwili zrobiłem swobodny krok w bok. Bosco tak jak myślałem, nie wyhamował .
Przywalił łbem w ceglaną ścianę. To wystarczyło, żeby go zatrzymać. Wielka siła
psa sprawiła, że ściana drgnęła podczas uderzenia. – Ja żyję ??? – Zapytałem spoglądając
na samego siebie. Westchnąłem głośno. Serce waliło mi jak oszalałe. Nie
wiedziałem, że wkuwanie zasad dynamiki Newtona kiedyś mi się przyda.
Raven ??? brak weny xd
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
Słyszałem jej słowa. Szybko wyskoczyłem n Qet przytulając ją. Wystraszyłem ją nieco ale potem zaczęła się śmiać.
- Śledziłeś mnie?-zapytała.
- No a co myślałaś że będę się bawił z Techno?!-zaśmiałem się.
- Nie pasowałoby to do ciebie.- uśmiechnęła się.
Zerknąłem jeszcze raz na chmury. Nadal się nie zmywały tak jak to robią naturalne chmury. Popatrzyłem na Qet. Jej piękne oczy patrzyły jak zaczarowane na dwa serca na niebie.
~powiem jej...~ myślałem. ~Nie bo powie że jestem dziwny...~ Nie mam pojęcia co zrobić. To chyba odpowiednia chwila. Nie! Matko! Help me! Serce mi wali i nie mam pojęcia co zrobić. Ufffffffffff.... Spokój... Podsunąłem się nieco do Qet. Nie odsunęła się więc podsuwałem się jeszcze. W końcu dotknęliśmy się bokami. Qetsiyah położyła łeb na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się i objąłem ją jedną łapą.
- Qet...-mruknąłem.
- Co?...- zapytała uśmiechnięta.
- Kocham cię...-szepnąłem jej do ucha.
Podniosła się i popatrzyła na mnie. Wtedy ja wstałem i zapytałem stanowczo:
- Chcesz zostać moją partnerką?
Qetsiyah?
- Śledziłeś mnie?-zapytała.
- No a co myślałaś że będę się bawił z Techno?!-zaśmiałem się.
- Nie pasowałoby to do ciebie.- uśmiechnęła się.
Zerknąłem jeszcze raz na chmury. Nadal się nie zmywały tak jak to robią naturalne chmury. Popatrzyłem na Qet. Jej piękne oczy patrzyły jak zaczarowane na dwa serca na niebie.
~powiem jej...~ myślałem. ~Nie bo powie że jestem dziwny...~ Nie mam pojęcia co zrobić. To chyba odpowiednia chwila. Nie! Matko! Help me! Serce mi wali i nie mam pojęcia co zrobić. Ufffffffffff.... Spokój... Podsunąłem się nieco do Qet. Nie odsunęła się więc podsuwałem się jeszcze. W końcu dotknęliśmy się bokami. Qetsiyah położyła łeb na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się i objąłem ją jedną łapą.
- Qet...-mruknąłem.
- Co?...- zapytała uśmiechnięta.
- Kocham cię...-szepnąłem jej do ucha.
Podniosła się i popatrzyła na mnie. Wtedy ja wstałem i zapytałem stanowczo:
- Chcesz zostać moją partnerką?
Qetsiyah?
Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro
- Ale, co mam zrobić ??? – Zapytałam.
- Przerwij walkę – Powiedział Ferraro .Byłam zamyślona po
jego słowach. Wiedziałam, że jeśli się poddam, to Techno wygra i prawdopodobnie
będzie znowu czepiał się Ferraro, a co najgorsze on o tym nie wie.
- Dobra Techno – Westchnęłam. – Wygrałeś – Powiedziałam, po
czym odeszłam powoli z plaży. Z daleka słyszałam krzyki triumfu Techno, jednak
tylko jego głos słyszałam. Inni wciąż milczeli. Szłam powoli na lotnisko, chcąc
sprawdzić, jak długo muszę czekać na następny lot do domu. Okazało się, że to
będzie za dwie godziny. Poszłam do parku i położyłam się na kępce liści.
Myślałam, gdzie poszedł Ferraro, po zakończeniu mojej bitwy na wytrzymałość z
Techno. Popatrzyłam się na niebo i zaczęłam liczyć chmury.
Dwie z nich miały dziwny kształt. Trzepnęłam głową, żeby
sprawdzić, czy mi się nie przewidziało, lecz wciąż je widziałam. Były
oddzielone od reszty i wydawały się bardzo nienaturalne. Widziała, że są
bielsze i gęstsze od innych. Miło było na nie patrzeć.
- Szkoda, że Ferraro ich nie widzi. –Mruknęłam. Usłyszałam
nagle jakiś szelest za mną.
Ferraro ???
Od Toromaru – CD opowiadania Quiet
- Yyy...a na co masz ochotę ??? – Zapytałem.
- Może na kawałek sarny, albo pstrąga.
- To chodźmy na to, co się łatwiej złapie. – Przyznałem i
ruszyliśmy nad rzekę. Dopiero wtedy zrozumiałem, że rybka, to zły pomysł. Nie
miałem zamiaru się zmoczyć w wodzie, a żeby dama dla mnie szukała ryb, to nie
wypada. Nachyliłem się nad wodą i zacząłem wypatrywać ryb. Zauważyłem sporą
ławicę, jednak było po drugiej stronie rzeki. Zamoczyłem jedną łapę w wodzie,
po czym szybko odskoczyłem.
- Co się stało ??? – Zapytała zdziwiona suczka.
- Woooda jeeest looodoooowataaa. – Powiedziałem, przez szczękające
zęby. Po chwili przestałem szczękać kłami i popatrzyłem z powrotem na rzeką. –
A może zjemy coś na mieście ??? Coś cieplejszego ???
- Yyy.. ok. – Ruszyliśmy. Po godzinie, szybkiego marszu
ukazały nam się szczyty wieżowców.
Szliśmy, przez chwilę alejką, znajdującą się już w środku
miasta. Zauważyłem po jakimś czasie budkę z miejskim jedzeniem.
- Dobra Quietly, ty tu poczekaj chwilę, a ja pójdę po
śniadanie.
- Ale przecież człowiek ci nie da jedzenia, tak po dobroci.
- A kto powiedział, że będę go prosić ???
- Chyba nie zamierzasz mu coś ukraść ???
- Nie, nie mam zamiaru nic od niego zabierać. Nawet się do
niego nie zbliżę. – Powiedziałem zostawiając ją z rogiem. Czekałem na
odpowiednią okazję, która się nadarzyła po chwili. Któryś z ludzi kupujących
jedzenie usiadł i położył opakowanie na ławce. Szybkim susem wyskoczyłem i
chwyciłem pudełko, wraz z zawartością, po czym poszedłem do Quiet. –Śniadanie podano.
– Powiedziałem podsuwając suczce moją zdobycz.
- A co to jest ??? – Zapytała.
- Chyba Hot Dogi.
- Że jak ???
- Spoko nie ma w nich psiego mięsa. Są tu tylko ogony, uszy
, racice owiec, albo jakichś innych zwierząt. – Uśmiechnąłem się.
Quiet ??? Wiem, że na zdjęciu jest zła pora roku :p
Od Raven- CD opowiadania Irfan'a
Czułam, że nie powiedział mi całej prawdy.
- Dobra, już idziemy - powiedziałam.
Wstaliśmy i skierowaliśmy się w stronę sfory. Nagle coś ciemnego wyszło z jednej z uliczek. Zatrzymałam się. Zapach tego czegoś wydawał mi się dziwnie znajomy.
- Co jest? - spytał Irfan - Czemu się zatrzymałaś?
Stanął i odwrócił się do mnie. Spojrzałam na to coś. Ciemna sylwetka zarysowywała się na tle niebieskiego nieba. Była duża, potężna. Wtem zaczęła się przybliżać.
- Spójrz - powiedziałam do Irfana.
Pies odwrócił się i spojrzał na sylwetkę. Z ciemności wyszedł pit bull. Wtedy walka przemknęła mi przed oczami. Bosco. Obnażyłam kły i warknęłam groźnie. Pit bull przybliżył się o kilka kroków. Wyglądał groźnie.
KLIK
Irfan też obnażył kły. Spojrzałam na Bosco. Uśmiechał się szyderczo. Warknęłam głośno.
- Ha, ha! - zaśmiał się ochryple Bosco - No i co? Pamiętasz mnie?
Doskoczył do mnie i odpychając Irfana, przycisnął mnie do ziemi.
- Aż za dobrze - wydusiłam, gdyż trzymał mnie za gardło.
- To dobrze. Policzymy się teraz - odparł i kłapnął mi zębami tuż przy oczach.
- Zostaw ją! - krzyknął nagle Irfan.
- Nie zgrywaj bohatera, i nie wtrącaj się! - warknął na niego pit bull.
- Znowu wysłał cię tu Boss? - piekliłam się.
- Nie, tym razem nie. Bardzo mi się spodobałaś, chciałem cię wykończyć z własnej woli...- odparł Bosco.
- Nie uda ci się - wycedziłam.
- A kto mnie powstrzyma?
Posłałam Irfanowi błagające spojrzenie.
Irfan? Ratuj...
- Dobra, już idziemy - powiedziałam.
Wstaliśmy i skierowaliśmy się w stronę sfory. Nagle coś ciemnego wyszło z jednej z uliczek. Zatrzymałam się. Zapach tego czegoś wydawał mi się dziwnie znajomy.
- Co jest? - spytał Irfan - Czemu się zatrzymałaś?
Stanął i odwrócił się do mnie. Spojrzałam na to coś. Ciemna sylwetka zarysowywała się na tle niebieskiego nieba. Była duża, potężna. Wtem zaczęła się przybliżać.
- Spójrz - powiedziałam do Irfana.
Pies odwrócił się i spojrzał na sylwetkę. Z ciemności wyszedł pit bull. Wtedy walka przemknęła mi przed oczami. Bosco. Obnażyłam kły i warknęłam groźnie. Pit bull przybliżył się o kilka kroków. Wyglądał groźnie.
KLIK
Irfan też obnażył kły. Spojrzałam na Bosco. Uśmiechał się szyderczo. Warknęłam głośno.
- Ha, ha! - zaśmiał się ochryple Bosco - No i co? Pamiętasz mnie?
Doskoczył do mnie i odpychając Irfana, przycisnął mnie do ziemi.
- Aż za dobrze - wydusiłam, gdyż trzymał mnie za gardło.
- To dobrze. Policzymy się teraz - odparł i kłapnął mi zębami tuż przy oczach.
- Zostaw ją! - krzyknął nagle Irfan.
- Nie zgrywaj bohatera, i nie wtrącaj się! - warknął na niego pit bull.
- Znowu wysłał cię tu Boss? - piekliłam się.
- Nie, tym razem nie. Bardzo mi się spodobałaś, chciałem cię wykończyć z własnej woli...- odparł Bosco.
- Nie uda ci się - wycedziłam.
- A kto mnie powstrzyma?
Posłałam Irfanowi błagające spojrzenie.
Irfan? Ratuj...
Od Rezy
Chodziłam po polach, można powiedzieć że nawet się błąkałam bez celu.
Pomyślałam że może znalazł by się ktoś kto połaził by ze mną tu i
tam...Natrafiłam na jakiegoś psa, bardzo podobnego do mnie. Postanowiłam
się z nim zaznajomić.
-Cześć, należysz do sfory psiego uśmiechu? - Spytałam.
-Tak. Nazywam się Ferraro. - Odpowiedział i podał mi łapę.
-Yyyyyyy....Reza.
-Co tu robisz? Wyglądasz na zagubioną.
-Tak, nie mam gdzie się podziać...
-To może cię przedstawię innym?
-No to przedstaw. - Powiedziałam i ruszyliśmy kogoś szukać.
Ferraro?
-Cześć, należysz do sfory psiego uśmiechu? - Spytałam.
-Tak. Nazywam się Ferraro. - Odpowiedział i podał mi łapę.
-Yyyyyyy....Reza.
-Co tu robisz? Wyglądasz na zagubioną.
-Tak, nie mam gdzie się podziać...
-To może cię przedstawię innym?
-No to przedstaw. - Powiedziałam i ruszyliśmy kogoś szukać.
Ferraro?
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a
- Pewnie tak.- uśmiechnęłam się i zaczęłam śpiewać.
Cheroon patrzył się na mnie jak zaczarowany. Uśmiechał się słodko.
- Ładna piosenka.-przyznał.- Sama wymyśliłaś?
- Tak.- odpowiedziałam.- Całkiem niedawno.
Cheroo się uśmiechnął i poszliśmy dalej. Jeszcze nuciłam tą piosenkę. Tak długo wędrujemy.
- Tak wogle to gdzie prowadzi ten tunel?-zapytał przejęty.
- Każdy tunel prowadzi gdzie indziej.-odpowiedziałam.
- A ten gdzie?- zapytał.
Machnęłam łapą widząc białą kropkę. To tam! Zaczęłam biec a Cheroon biegł za mną. Gdy wychodziliśmy z tunelu przymknęliśmy oczy bo słońce nas oślepiało.
- Nawet nie wiedziałem że w sforze coś takiego jest!-krzyknął z ucieszenia Cheroo.
- Ja też...
Cheroon?
- Ładna piosenka.-przyznał.- Sama wymyśliłaś?
- Tak.- odpowiedziałam.- Całkiem niedawno.
Cheroo się uśmiechnął i poszliśmy dalej. Jeszcze nuciłam tą piosenkę. Tak długo wędrujemy.
- Tak wogle to gdzie prowadzi ten tunel?-zapytał przejęty.
- Każdy tunel prowadzi gdzie indziej.-odpowiedziałam.
- A ten gdzie?- zapytał.
Machnęłam łapą widząc białą kropkę. To tam! Zaczęłam biec a Cheroon biegł za mną. Gdy wychodziliśmy z tunelu przymknęliśmy oczy bo słońce nas oślepiało.
- Nawet nie wiedziałem że w sforze coś takiego jest!-krzyknął z ucieszenia Cheroo.
- Ja też...
Cheroon?
Od Damon'a - CD opowiadania Coco
Westchnąłem.
- Nic. Tak skaczę - zaśmiałem się i spojrzałem na Coco. Suczka przekręciła łeb. Położyłem się.
Coco położyła się obok mnie. Popatrzyłem na nią. Zamknęła oczy. Uśmiechnąłem się do siebie, zerwałem jakiś kwiat i włożyłem jej za ucho.
- Co to?- krzyknęła, szybko podnosząc się. Zaśmiałem się.
- Nic. - powiedziałem i zacząłem cicho śpiewać.
Coco?
- Nic. Tak skaczę - zaśmiałem się i spojrzałem na Coco. Suczka przekręciła łeb. Położyłem się.
Coco położyła się obok mnie. Popatrzyłem na nią. Zamknęła oczy. Uśmiechnąłem się do siebie, zerwałem jakiś kwiat i włożyłem jej za ucho.
- Co to?- krzyknęła, szybko podnosząc się. Zaśmiałem się.
- Nic. - powiedziałem i zacząłem cicho śpiewać.
Coco?
Nowa Suczka!
Imię: Reza
Ksywka: nie ma ksywki
Głos: Kasia Popowska- Przyjdzie taki dzień
Rasa: Aussie
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Nauczyciel szczeniąt
Rodzina: Brak
Partner: Podoba jej się paru...
Młode: Pfff...by sie chciało.
Historia: Urodziła się w hodowli "Top dog`s". Od 2 miesięcy uczono ją sztuczek,wierności,odwagi a przede wszystkim strachu do obcych ludzi. Nie mieszkała tam zbyt długo...Pewna bogata rodzina ją wzięła, też chcieli zrobić "hodowlę" rasowych psów.Niestety była za mała na szczeniaki, więc kupili starszą suczkę. No, wiadomo po co...Te małe kundle gryzły mnie, po prostu się bawiły. Nie mogłam znieść tego wszystkiego, więc postanowiłam uciec. Pewnego ranka próbując przeskoczyć siatkę po prostu nadziałam się. Zabrano mnie do weterynarza, a tam zaszyli ranę. Teraz w tym miejscu mam bliznę. Jak tylko wyszliśmy z budynku dałam dyla, wraz ze smyczą. Spotkałam pewnego psa który pomógł mi zdjąć obrożę. Podróżowałam przez wiele tygodni aż napotkałam Sforę Psiego Uśmiechu, oczywiście że w niej zostałam...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: OdiEND
Ksywka: nie ma ksywki
Głos: Kasia Popowska- Przyjdzie taki dzień
Rasa: Aussie
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Nauczyciel szczeniąt
Rodzina: Brak
Partner: Podoba jej się paru...
Młode: Pfff...by sie chciało.
Historia: Urodziła się w hodowli "Top dog`s". Od 2 miesięcy uczono ją sztuczek,wierności,odwagi a przede wszystkim strachu do obcych ludzi. Nie mieszkała tam zbyt długo...Pewna bogata rodzina ją wzięła, też chcieli zrobić "hodowlę" rasowych psów.Niestety była za mała na szczeniaki, więc kupili starszą suczkę. No, wiadomo po co...Te małe kundle gryzły mnie, po prostu się bawiły. Nie mogłam znieść tego wszystkiego, więc postanowiłam uciec. Pewnego ranka próbując przeskoczyć siatkę po prostu nadziałam się. Zabrano mnie do weterynarza, a tam zaszyli ranę. Teraz w tym miejscu mam bliznę. Jak tylko wyszliśmy z budynku dałam dyla, wraz ze smyczą. Spotkałam pewnego psa który pomógł mi zdjąć obrożę. Podróżowałam przez wiele tygodni aż napotkałam Sforę Psiego Uśmiechu, oczywiście że w niej zostałam...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: OdiEND
Nowy Pies!
Imię: Alan
Ksywka: Al, Lan, An jak tam chcesz
Głos:We Are One (Ole Ola)
Rasa: Labrador
Wiek: 3 lata
Płeć: Pies
Stanowisko: Wojownik Wschodni
Rodzina: Zna jedynie matkę Ariane z poza sfory.
Partner: Zakochał się w "Naveda" i "Bligrht"
Młode: brak
Historia: Urodził się na wsi.Po kilu dniach jego matka wyjechała do Ameryki a ona został sam w domu.Po kilku dniach uciekł z domu i dotarł do sfory.
Upomnienia: 0
Inne zdjęcia: KLIK
Kontakt: pepe12
Ksywka: Al, Lan, An jak tam chcesz
Głos:We Are One (Ole Ola)
Rasa: Labrador
Wiek: 3 lata
Płeć: Pies
Stanowisko: Wojownik Wschodni
Rodzina: Zna jedynie matkę Ariane z poza sfory.
Partner: Zakochał się w "Naveda" i "Bligrht"
Młode: brak
Historia: Urodził się na wsi.Po kilu dniach jego matka wyjechała do Ameryki a ona został sam w domu.Po kilku dniach uciekł z domu i dotarł do sfory.
Upomnienia: 0
Inne zdjęcia: KLIK
Kontakt: pepe12
Od Navedy - CD opowiadania Rocky'ego
Doigrał się Rocky.Jak śmiał ten *kundel* uderzyć Navede.Oczywiście,że mam ochotę na bitwę śnieżną!
-Padłeś. - rzuciłam śnieżką w Rockiego.
-Och ty.... - zaśmiał się.
Długo bawiliśmy się w bitwę,aż nagle Rocky padł na ziemię.
-Już się zmęczyłeś? - uśmiechnęłam się.
Rocky?
-Padłeś. - rzuciłam śnieżką w Rockiego.
-Och ty.... - zaśmiał się.
Długo bawiliśmy się w bitwę,aż nagle Rocky padł na ziemię.
-Już się zmęczyłeś? - uśmiechnęłam się.
Rocky?
Od Mashine- CD opowiadania Aceland
I znowu zostawiła mnie samego. Ehhhhh... Tak to jest. Poszedłem do Snowy'ego domyślając się jjego reakcji. Siedział samotnie w jaskini i rysował coś na śniegu który wleciał z powiewami wiatru.
- Snowy.-podszedłem ostrożnie.- Możemy pogadać?
- Jasne.-powiedział smutno i poklepał łapą obok siebie.
Usiadłem w tamtym miejscu i objąłem go łapa.
- Mamy z mamą taki pewiem pomysł.-oświadczyłem.
- Jaki?-zrobił dziwny wyraz twarzy.
- Wyślemy cię do szkółki.-powiedziałem.- Poznasz tam dużo rówieśników!
- Tato, oszalałeś?!-zdenerwował się.- Jestem dorosły! Gdzie mnie na takie obozy!
Przytaknąłem i pobiegłem do Ace.
- Co teraz zrobic?-zapytałem.
Aceland?
- Snowy.-podszedłem ostrożnie.- Możemy pogadać?
- Jasne.-powiedział smutno i poklepał łapą obok siebie.
Usiadłem w tamtym miejscu i objąłem go łapa.
- Mamy z mamą taki pewiem pomysł.-oświadczyłem.
- Jaki?-zrobił dziwny wyraz twarzy.
- Wyślemy cię do szkółki.-powiedziałem.- Poznasz tam dużo rówieśników!
- Tato, oszalałeś?!-zdenerwował się.- Jestem dorosły! Gdzie mnie na takie obozy!
Przytaknąłem i pobiegłem do Ace.
- Co teraz zrobic?-zapytałem.
Aceland?
Nowa Suczka!
Imię: Triada
Ksywka: Tria, Trio
Głos: Mariah Carey- All I Want For Christmas Is Toy
Rasa: wyżeł węgierski
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Nauczycielka szczeniąt
Rodzina: nie zna
Partner: brak, ale szuka
Młode: brak
Historia: Mieszkała w zwykłym domu. Pojechała z właścicielami nad rzekę, ale mieli wypadek samochodowy. Jej właściciele nie przeżyli a ona trafiła do schroniska. Uciekła ze schroniska. Spotkała Mashine i dołączyła do sfory.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: romiona
Ksywka: Tria, Trio
Głos: Mariah Carey- All I Want For Christmas Is Toy
Rasa: wyżeł węgierski
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Nauczycielka szczeniąt
Rodzina: nie zna
Partner: brak, ale szuka
Młode: brak
Historia: Mieszkała w zwykłym domu. Pojechała z właścicielami nad rzekę, ale mieli wypadek samochodowy. Jej właściciele nie przeżyli a ona trafiła do schroniska. Uciekła ze schroniska. Spotkała Mashine i dołączyła do sfory.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: romiona
Nowy Pies!
Imię: Indiana
Ksywka: Indy
Głos: Michael Jackson- Thriller
Rasa: Owczarek szwajcarski biały
Wiek: 3 lata
Płeć: pies
Stanowisko: wojownik wschodni
Rodzina: Nie zna
Partner: szuka
Młode: -
Historia: Urodził się w rodzinie championów, ale matka umarła po porodzie a ojca nie znał. Nie lubił wystaw, ale musiał w nich uczestniczyć. Uciekł. Błąkał się, aż Alfa pewnej sfory spotkała go. Dołączył tam i obiecał sobie, że nigdy nie odejdzie.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Queenpola2003
Ksywka: Indy
Głos: Michael Jackson- Thriller
Rasa: Owczarek szwajcarski biały
Wiek: 3 lata
Płeć: pies
Stanowisko: wojownik wschodni
Rodzina: Nie zna
Partner: szuka
Młode: -
Historia: Urodził się w rodzinie championów, ale matka umarła po porodzie a ojca nie znał. Nie lubił wystaw, ale musiał w nich uczestniczyć. Uciekł. Błąkał się, aż Alfa pewnej sfory spotkała go. Dołączył tam i obiecał sobie, że nigdy nie odejdzie.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Queenpola2003
Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht
- Trochę - uśmiechnąłem się kwaśno. Przynajmniej są te świetliki, to widać gdzie się idzie, tak to nie ukrywam - strach by mnie zeżarł. Ni z tego ni z owego zacząłem śpiewać.
- Do celu masz, nie wiele tak - mój głos trochę był drżący.
- Co Ty robisz?- zaczęła się śmiać Bligrht.
- Śpiewam - mruknąłem - Muszę jakoś podnieść się na duchu
Bligrht? Wiem krótkie :c
- Do celu masz, nie wiele tak - mój głos trochę był drżący.
- Co Ty robisz?- zaczęła się śmiać Bligrht.
- Śpiewam - mruknąłem - Muszę jakoś podnieść się na duchu
Bligrht? Wiem krótkie :c
Nowy Sojusz!
Przyjęliśmy sojusz ze sforą- Gwiezdne Psy. Jakże miła sfora prowadzona jest przez Cheroon'ka ^-^. Mamy nadzieję że ktoś z nas zechce tam dołączyć. Pozdrawiam.
Gwiezdne Psy
~Mashine
Gwiezdne Psy
~Mashine
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona
Cheroo był nieco spłoszony. Dało się to zauważyć. Ciemno tu było jak w ...... . W pewnym momencie zauważyłem na suficie kilka świecących świetlików. Próbowałam się z nimi porozumieć. O dziwo wszystko rozumiałam.
- Cześć.- zaczęłam.- Moglibyście nam pomóc?
- Kiskiskisksiks...- pisnęły.
- W oświetleni nam drogi.- odpowiedziałam na pytanie.
- Kiskiskiskiskisksis...
- Świetnie!-ucieszyłam się.- Dziękuję.
Świetliki zleciały na dół. Podzieliły się na pół. Jedne usiadły na moim grzbiecie inne na Cheroona. Cheroo z początku je odganiał bo nie za bardzo wiedział co świetliki robią na jego plecach. Objaśniłam mu wszystko i westchnął. Szliśmy dalej. Po drodze słyszeliśmy dziwne krzyki typu:
- Hrrrrrrrrrr..
- Wrrrrrrrrrrrhhhhhhhh....
- Huuuuuuuuuuuuu....
Nie kłamiąc mówię że ciarki mnie przechodziły. Ale chyba Cheroona bardziej.
- Nie bój się.- podeszłam do niego i go przytuliłam.- Już lepiej?
Cheroon?
- Cześć.- zaczęłam.- Moglibyście nam pomóc?
- Kiskiskisksiks...- pisnęły.
- W oświetleni nam drogi.- odpowiedziałam na pytanie.
- Kiskiskiskiskisksis...
- Świetnie!-ucieszyłam się.- Dziękuję.
Świetliki zleciały na dół. Podzieliły się na pół. Jedne usiadły na moim grzbiecie inne na Cheroona. Cheroo z początku je odganiał bo nie za bardzo wiedział co świetliki robią na jego plecach. Objaśniłam mu wszystko i westchnął. Szliśmy dalej. Po drodze słyszeliśmy dziwne krzyki typu:
- Hrrrrrrrrrr..
- Wrrrrrrrrrrrhhhhhhhh....
- Huuuuuuuuuuuuu....
Nie kłamiąc mówię że ciarki mnie przechodziły. Ale chyba Cheroona bardziej.
- Nie bój się.- podeszłam do niego i go przytuliłam.- Już lepiej?
Cheroon?
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
Nie wiedziałem co robić. W końcu to była walka. A w walce się nie przeszkadza. Ja też tak mam. Więc na noc położyłem się w bezpiecznej odległości od nich i zasnąłem. Gdy się obudziłem podszedłem do miejsca gdzie odgrywała się bójka. Tacy przyjaciele... Hehe... Zerknąłem zza murku a oni nadal siedzieli tyłem do siebie nie patrząc się na siebie. Żaden z nich nawet nie śmiał drgnąć. Przyniosłem obu z nich wodę. Nie było mi żal Techno ani nie chciałem mu pomagać ale całą noc i połowę dnia bez wody?! Nawet ja bym nie wytrzymał. Podstawiłem im obie miski delikatnie pod łapy. Oba psy schyliły się i zaczęły pić. Tylko znaczące mrugnięcie jednym okiem uświadomiło mnie że są wdzięczni. Gdy wypili napełniłem miski ponownie i postawiłem troszkę dalej od nich żeby gdyby zachciało im się pić mogli trochę siorbnąć. Usiadłem trochę dalej od nich. Patrzenie na nich było nudne. Podszedłem do morza i usiadłem patrząc w swoje odbicie. Oglądałem się z wielką ciekawością. Nagle zobaczyłem że jakaś biała plamka przelatuje wysoko nad moją głową. Oderwałem łeb od wody i popatrzyłem w niebo. O nie... Kurde!!! Pobiegłem szybko do Qet nie zwracając już uwagi na ich głupią zabawę. To było pilniejsze.
- Qet!!!-wrzasnąłem jak najmocniej mogłem.
- Czego chcesz?!-zdenerwowała się.- Nie przeszkadzaj!
- Nasz samolot!- krzyknąłem.
- No wiem.- przewróciła oczami.- Stoi na lotnisku.
- Nie wydaje mi się.- wskazałem łapą w niebo.
Qet zwróciła wzrok na szybujący wysoko samolot którym mieliśmy dolecieć do domu. Zadrżała z przerażenia.
- Nadal ci tak do śmiechu?!- zasmuciłem się.
Qetsiyah?
- Qet!!!-wrzasnąłem jak najmocniej mogłem.
- Czego chcesz?!-zdenerwowała się.- Nie przeszkadzaj!
- Nasz samolot!- krzyknąłem.
- No wiem.- przewróciła oczami.- Stoi na lotnisku.
- Nie wydaje mi się.- wskazałem łapą w niebo.
Qet zwróciła wzrok na szybujący wysoko samolot którym mieliśmy dolecieć do domu. Zadrżała z przerażenia.
- Nadal ci tak do śmiechu?!- zasmuciłem się.
Qetsiyah?
Od Omegi- CD opowiadania Snowy'ego
-No, to chodźmy. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się. Najpierw poszliśmy na łąkę nieziemskich fiołków.
-To tutaj. Łąka nieziemskich fiołków.
-No ładne miejsce. -Powiedziałam i rzuciłam śnieżką w psa.
-Ah masz racje. - Odparł i zrobił unik. Śnieżka przeleciała górą a Snowy tylko się zaśmiał.
-Tylko na tyle cię stać? Jestem mistrzem w rzucaniu.
-Hahaha ty? Dobra, ale ja jestem mistrzynią w lepieniu kulek!!! - Krzyknęłam i w dosłownie kilka sekund ulepiłam bałwana.
-No, brawo. A teraz orientuj się! - Powiedział i dostałam wielką śnieżką...
Jak znudziło nam się, poszliśmy do Rzeki Jafiszof. Napiłam się trochę wody i popędziliśmy dalej.
-O już jesteśmy...ĆĆĆĆĆĆĆ.
-Chyba sobie żarty stroisz, tu można nawet krzyczeć!!! - Wykrzyczał Snowy.
-Dobra...Już się ściemnia, może wracajmy?
Snowy?
-To tutaj. Łąka nieziemskich fiołków.
-No ładne miejsce. -Powiedziałam i rzuciłam śnieżką w psa.
-Ah masz racje. - Odparł i zrobił unik. Śnieżka przeleciała górą a Snowy tylko się zaśmiał.
-Tylko na tyle cię stać? Jestem mistrzem w rzucaniu.
-Hahaha ty? Dobra, ale ja jestem mistrzynią w lepieniu kulek!!! - Krzyknęłam i w dosłownie kilka sekund ulepiłam bałwana.
-No, brawo. A teraz orientuj się! - Powiedział i dostałam wielką śnieżką...
Jak znudziło nam się, poszliśmy do Rzeki Jafiszof. Napiłam się trochę wody i popędziliśmy dalej.
-O już jesteśmy...ĆĆĆĆĆĆĆ.
-Chyba sobie żarty stroisz, tu można nawet krzyczeć!!! - Wykrzyczał Snowy.
-Dobra...Już się ściemnia, może wracajmy?
Snowy?
Od Irfan’a- CD opowiadania Raven
- Hmm.. Od czego tu zacząć ??? – Zastanawiałem się.
- Ja zaczęłam od początku, więc ty też możesz. –Uśmiechnęła
się suczka.
- No więc… yyy… kocham Japonię i wszystko co stamtąd
pochodzi. – Zacząłem wymieniać. Wiśnie, wyspy, Godzilla, trzęsienia ziemi i
oczywiście tam się urodziłem i przez długi czas mieszkałem. Mój pierwszy
właściciel nie miał warunków żeby trzymać tyle psów i jak trochę podrosłem to
postanowił wydać mnie i resztę mojego rodzeństwa.
- A ile was było. – Zapytała ciekawa Raven, po czym zacząłem
liczyć na palcach u łap.
- Chyba z jedenaścioro, albo więcej… nie pamiętam. Ciężko
zapamiętać tyle imion. – Przyznałem.
- To sporo.
- Dlatego właśnie właściciel nie mógł nas zatrzymać, to
wykraczało poza jego budżet. Wystawił nas przed kwiaciarnię w pudełku z napisem
„Za Free” i dużo rodzin z dziećmi wybierało moje rodzeństwo, a mi się trafił
stary zgred, który uznał, że jestem intelektualistą. Cały czas mówił o różnych
teoriach na przykład o teorii strun, albo prędkości światła. Wspominał też o
wzorach na ciśnienie, prace, moc, gęstość i tak dalej. Było tego tak dużo, że
nie dało się nic zapamiętać, z resztą, tak jak nie pamiętam imion moich braci i
sióstr. Zawsze na obiad jadł sushi, czasami dawał mi kawałek.
-Ale mówiłeś, że jesteś wegetarianinem. – Zdziwiła się
suczka.
- Wiem, ale jednak sushi to coś, czemu się nie oprę. Pyszny
ryż, zawinięty w wysuszone wodorosty, z dodatkami owoców morza i kawałków ryb.
– Zamarzyłem się. – Zaraz… na czym skończyłem ????
- Na tym, że twój pan dawał Ci sushi.
- Aha… No więc…. yyy… co by tu dodać ??? Może…, nie jednak
to nie to… - Zamyśliłem się. – W jego
domu było strasznie dużo książek i jedno wielkie panoramiczne akwarium. Było
chyba słonowodne, zawsze paczyłem na błazenki. Pewnego dnia zauważyłem …. –
Przerwałem. – Nie pamiętam już co dalej było… możemy już wracać ??? – Zapytałem
przerywając temat.
Raven ???
środa, 28 stycznia 2015
Od Snowy'ego
W sforze teraz tyle się dzieje,że nie wszystko teraz rozumiem.Tutaj jakiś nowy pies,tu co innego.Aż się połapać nie można.A może ja po prostu jestem jakiś zacofany.Chyba powinienem iść pobiegać nad rzeką,żeby sie przewietrzyć.Zrobię tak.Po paru minutach już śmigałem koło brzegu.Przy kłodzie drzewa siedziała mała,ruda kulka.
-Hej co tam?-zagadałem.
-Aaa,poznaję sforę.Cześć,jestem Omega,a ty?-spytała.
-Snowy,oprowadzić Cię,wyglądasz na zagubioną.
Omega?
-Hej co tam?-zagadałem.
-Aaa,poznaję sforę.Cześć,jestem Omega,a ty?-spytała.
-Snowy,oprowadzić Cię,wyglądasz na zagubioną.
Omega?
Od Aceland
Wybrałam się do Tajemniczego Lasu.To miejsce sprawia,że czuję się zrelaksowana.Może po prostu chciałam ujrzeć feniksa.Brakuje mi tego widoku.Patrzyłam czy wokół nie ma innych psów bo feniksa znali nieliczni i tak powinno zostać.Na szczęście zobaczyłam jego jak zawsze na tej samej gałęzi.
-Chyba nazwę go Insendius - pomyślałam i tak zostanie.
Na miejscu pod drzewem zauważyłam jakiegoś psa.Niekoniecznie byłam zadowolona z tego,że jakiś kolejny kundel przyszedł tutaj patrzeć na mojego feniksa.Podeszłam do dobermana siedzącego pod sosna.
-Co tutaj robisz?-spojrzałam na suczkę.
-Siedzę i spoglądam na niego.
-On jest MÓJ-powiedziałam dobitnie-to ja go odkryłam i on należy się MNIE.
-Nieprawda-zaprzeczyła.
-Tak w ogóle jak się nazywasz?-spytałam.
-Raven,a ty/
-Ace -odpowiedziałam lekko zażenowana tym,że na nią naskoczyłam z tego powodu.
-Przepraszam za moją arogancję,ale nie chcę aby wiele psów wiedziało o Insendiusie bo może to się dla niego źle skończyć,a z tego co mi wiadomo to jedyny feniks w obrębie dalekich,niezapuszczanych przez prawie nikogo terenów poza sforą.Wybaczysz mi moje złe zachowanie?-spytałam zmartwiona,że odpowie przecząco,a i tak już wystarczająco głupio się czułam.
Raven?
Od Rocky'ego- CD opowiadania Navedy
-No pewnie,aż mnie rozpiera energia.Z racji tego,ze jesteś nowa pokażę ci fajne miejsce adekwatne do pory roku-powiedziałem.
-Już się nie mogę doczekać.-odpowiedziała suczka.
Zaprowadziłem ją do miejsca,które sam odkryłem z Lokim,nie wiem czy Ace wcześniej tego nie zrobiła,ale to się nie liczy.Prowadziłem ją przez las okrężnymi drogami,aby nie zorientowała się gdzie jest i miała niespodziankę.No nareszcie,byliśmy na miejscu.Zakryłem jej oczy lekko umazanymi błotkiem.
-Uwaga,dum dum dum - Śnieżna Polana!-krzyknąłem entuzjastycznie.

-Uuu,ale fajowo-westchnęła Naveda.
Tak się zachwyciła,że aż nie zauważyła,że się ulotniłem.Uformowałem(sam nie wiem jak) potężną kulę śniegu i rzuciłem prosto w kark.Przestraszyła się na początku,ale potem ogarnęła o co chodzi.Uśmiechnąłem sie.
-Masz ochotę na bitwę śnieżną?-spytałem i pokazałem jej stos kulek śnieżnych-bo ja jestem przygotowany nawet na najgorsze.Na potwierdzenie tego rzuciłem jej śnieżką w nos.
Naveda?
Od Coco- CD opowiadania Damon'a
-Jak ładnie poprosisz-powiedziałam.Stałam jeszcze w miejscu aby się z nim podroczyć,ale w końcu pomaszerowałam za nim.Dopiero teraz zauważyłam,nie wiem czy byłam rozkojarzona czy co,że wokoło nas są góry.W oddali można było zobaczyć grupkę świstaków.Wpadłam na świetny pomysł.
-Może odpuścimy sobie zabawę w niedźwiedzia,tylko zamiast tego pobiegniemy na tamto wzgórze - pokazałam Damon'owi je łapą-i przyczaimy się na świstaki?-zaproponowałam.
-Ale ja chciałem...-wydukał coś.
-Innym razem,Grizzly nie ucieknie-zaśmiałam się,widząc jego naburmuszoną minę,ale po chwili rozchmurzył się.-Za mną marsz.
O dziwo,ten pagórek nie był wcale tak blisko jak by się wydawało,ale to nic ,w końcu nie mamy jeszcze reumatyzmu.Świstaki to bardzo sprytne zwierzęta i nie łatwo jest je złapać.Potrzeba cierpliwości,a mojemu przyjacielowi za pewne to się przyda.Po 15 minutach byliśmy pod górką.Przechodziliśmy przez piękną polankę.
Zielona,młoda trawa łaskotała mi łapy.Damon nagle chciał przeskoczyć jakiś głaz,ale coś mu nie wyszło.Przy swoim efektownym skoku zrobił dziwny gest łapami,a jego mina wyrażała zdezorientowanie.Nie spadł normalnie na ziemie tylko na mnie,ponieważ stałam pod głazem i obserwowałam go,a że jego skok nie należał do najdłuższych to wylądował na mnie.A ja leżałam na trawie z nim i się śmiałam.
-Co ty robisz?-spytałam,śmiejąc się z jego wybryków.
Damon?
Od Sintesu - CD opowiadania Magic the Heart
Obudziłem się po paru minutach. Jeszcze trochę czasu zajęło też ogarnięcie, co się przed chwilą stało. Potrząsnąłem głową i podbiegłem do suczki.
- Ej, Magic żyjesz?- zapytałem zdenerwowany i zacząłem ją szturchać łapą.
- Tak - usłyszałem nieprzytomny głos. Uśmiechnąłem się do siebie i pobiegłem do najbliższego zbiornika. Wziąłem wodę i pobiegłem z powrotem do Magic. Wodą oblałem jej pyszczek. Ya szybko się podniosła i strzepywała sobie łapą krople.
- Dasz radę wstać?- popatrzyłem na jej rany.
- Nie za bardzo - jęknęła Heart próbując wstać.
- To nie wstawaj. Powiedz tylko gdzie jest twoja jaskini. - mruknąłem. Suczka wskazała kierunek północny. Wziąłem ją, jakoś na kark.
- Dasz radę?- zapytała Magic the Heart.
- Ja nie dam rady?- zaśmiałem się - Spokojnie - powiedziałem by dodać jej otuchy. Ruszyłem ww wyznaczone miejsce. Co raz spoglądałem na zadrapania, z których wypływały niewielkie strumienie krwi. Gdy doszliśmy, "odłożyłem" Magic na miejsce.
- Mam nadzieje, że to tu, bo nie chcę mi się iść dalej - zaśmiałem się - całkiem fajny ten dzisiejszy dzień
Magic the Heart?
- Ej, Magic żyjesz?- zapytałem zdenerwowany i zacząłem ją szturchać łapą.
- Tak - usłyszałem nieprzytomny głos. Uśmiechnąłem się do siebie i pobiegłem do najbliższego zbiornika. Wziąłem wodę i pobiegłem z powrotem do Magic. Wodą oblałem jej pyszczek. Ya szybko się podniosła i strzepywała sobie łapą krople.
- Dasz radę wstać?- popatrzyłem na jej rany.
- Nie za bardzo - jęknęła Heart próbując wstać.
- To nie wstawaj. Powiedz tylko gdzie jest twoja jaskini. - mruknąłem. Suczka wskazała kierunek północny. Wziąłem ją, jakoś na kark.
- Dasz radę?- zapytała Magic the Heart.
- Ja nie dam rady?- zaśmiałem się - Spokojnie - powiedziałem by dodać jej otuchy. Ruszyłem ww wyznaczone miejsce. Co raz spoglądałem na zadrapania, z których wypływały niewielkie strumienie krwi. Gdy doszliśmy, "odłożyłem" Magic na miejsce.
- Mam nadzieje, że to tu, bo nie chcę mi się iść dalej - zaśmiałem się - całkiem fajny ten dzisiejszy dzień
Magic the Heart?
Od Damon'a - CD opowiadania Coco
Popatrzyłem na Coco i zacząłem się śmiać.
- Z czego Ty się śmiejesz?- zapytała zdezorientowana.
- To miało być śmieszne - mruknąłem nie przestając się śmiać. W końcu Coco też zaczęła się śmiać.
- I oto chodzi - puściłem jej oczko i wyjrzałem zza krzaków. Niedźwiedź - widocznie już spokojniejszy - nadal jadł ryby.
- Watro spróbować jeszcze raz - powiedziałem do Coco i znów poszedłem w stronę niedźwiedzia. Tak jak on zacząłem łapać ryby. Jakoś miś nie za bardzo zwracał na mnie uwagę.
- No chodź!- krzyknąłem do suczki, która stała obok zarośli.
Coco?
- Z czego Ty się śmiejesz?- zapytała zdezorientowana.
- To miało być śmieszne - mruknąłem nie przestając się śmiać. W końcu Coco też zaczęła się śmiać.
- I oto chodzi - puściłem jej oczko i wyjrzałem zza krzaków. Niedźwiedź - widocznie już spokojniejszy - nadal jadł ryby.
- Watro spróbować jeszcze raz - powiedziałem do Coco i znów poszedłem w stronę niedźwiedzia. Tak jak on zacząłem łapać ryby. Jakoś miś nie za bardzo zwracał na mnie uwagę.
- No chodź!- krzyknąłem do suczki, która stała obok zarośli.
Coco?
Od Navedy- CD opowiadania Rocky'ego
-No to tak...Z poza sfory ma matkę o imieniu "Ampha",ojca "Shaikoo" i siostrę "Iggy.Urodziłam się w hodowli "Dogs of Fidelity"....
Gdy opowiedziałam moją historię psu postanowiłam pokazać mu moje znamię pod lewą łapką.
-A to jest znamie w kształcie gwiazdki. - zaśmiałam się.
-Ładne. - odparł.
-Dziękuję.Może masz ochotę pójść gdzieś? - zapytałam patrząc się w jego oczy.
Rocky?
Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht
Przyjrzałem się dokładniej tunelom.
- Może ten - wskazałem łapą piąty.
- Okej - powiedziała Bligrht i ruszyliśmy. Byłem trochę nie przekonany, nie ukrywam, troszeczkę się bałem. Westchnąłem i zacząłem się rozglądać.
- Mam nadzieje, że wyjdziemy żywi -mruknąłem do suczki.
- Spokojnie, wyjdziemy - zapewniła suczka i nie przestawała iść. Uśmiechnąłem się krzywo. Miałem nadzieje, że to prawda. Co raz tunel oświetlało jakiś światełko, skąd ono się brało? Najwidoczniej z ziemi. Po dłuższej chwili iścia, coś wyskoczyła przed nas i zaczęło głośno krzyczeć, jednak później sie schowało.
- Co? Przestraszyłeś się?- zaśmiała się suczka.
- Jak diabli - powiedziałem śmiejąc się - Daje trochę po uszach - mruknąłem przykładając łapę do ucha.
- No trochę - przyznała Bligrht i ruszyliśmy dalej.
Bligrht?
- Może ten - wskazałem łapą piąty.
- Okej - powiedziała Bligrht i ruszyliśmy. Byłem trochę nie przekonany, nie ukrywam, troszeczkę się bałem. Westchnąłem i zacząłem się rozglądać.
- Mam nadzieje, że wyjdziemy żywi -mruknąłem do suczki.
- Spokojnie, wyjdziemy - zapewniła suczka i nie przestawała iść. Uśmiechnąłem się krzywo. Miałem nadzieje, że to prawda. Co raz tunel oświetlało jakiś światełko, skąd ono się brało? Najwidoczniej z ziemi. Po dłuższej chwili iścia, coś wyskoczyła przed nas i zaczęło głośno krzyczeć, jednak później sie schowało.
- Co? Przestraszyłeś się?- zaśmiała się suczka.
- Jak diabli - powiedziałem śmiejąc się - Daje trochę po uszach - mruknąłem przykładając łapę do ucha.
- No trochę - przyznała Bligrht i ruszyliśmy dalej.
Bligrht?
Od Magic the heart- CD opowiadania Sintesu
-Ej! -Krzyknęłam, bo dostałam śnieżką.
-Co? Nie umiesz się rzucać?
-Umiem, zaraz poznasz smak śniegu!!! - Ulepiłam kulkę i trafiłam w Sintesu.
Chwilę po tym byliśmy całkiem mokrzy...
-Zimno, nie? - Powiedziałam.
-Tak, może chodźmy się ogrzać. -Powiedział pies i ruszył w stronę swojego domu.
Szliśmy 20 minut. Nagle ustaliśmy oko w oko z dziwnym stworzeniem. Nie wiem czy to był pies, wilk, nawet konia przypominało! Sin od razu skoczył na bestię, ale tak pacnęła go łapą że odleciał i walnął mocno w drzewo.
-Sintesu!!! - Krzyknęłam i podbiegłam do niego . -Stracił przytomność..
Potwór nie dawał za wygraną, odwrócił się a ja skoczyłam i przyczepiłam mu się do gardła. Widać było tylko taką maciupką plamkę krwi. Wziął mnie za ogon i rzucił o kamień. Widziałam jak jakiś biały pies zabija monstrum. Niestety, i ja straciłam przytomność.
Sintesu?
-Co? Nie umiesz się rzucać?
-Umiem, zaraz poznasz smak śniegu!!! - Ulepiłam kulkę i trafiłam w Sintesu.
Chwilę po tym byliśmy całkiem mokrzy...
-Zimno, nie? - Powiedziałam.
-Tak, może chodźmy się ogrzać. -Powiedział pies i ruszył w stronę swojego domu.
Szliśmy 20 minut. Nagle ustaliśmy oko w oko z dziwnym stworzeniem. Nie wiem czy to był pies, wilk, nawet konia przypominało! Sin od razu skoczył na bestię, ale tak pacnęła go łapą że odleciał i walnął mocno w drzewo.
-Sintesu!!! - Krzyknęłam i podbiegłam do niego . -Stracił przytomność..
Potwór nie dawał za wygraną, odwrócił się a ja skoczyłam i przyczepiłam mu się do gardła. Widać było tylko taką maciupką plamkę krwi. Wziął mnie za ogon i rzucił o kamień. Widziałam jak jakiś biały pies zabija monstrum. Niestety, i ja straciłam przytomność.
Sintesu?
Nowa Suczka!!!
Imię: Omega
Ksywka: Omi
Głos: Natasha Bedingfield- Wild Horses
Rasa: Mieszaniec
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Lekarz
Rodzina: Zginęli w wypadku...
Partner: Brak, ale szuka kogoś podobnego do niej.
Młode: chciała by...
Historia: Urodziłam się w bardzo bogatej rodzinie . Dorastałam tam, ucząc się wielu rzeczy. Pewnego, ładnego dnia wszyscy domownicy (psy też xd) pojechali w góry. W domu zostały tylko szczeniaki, czyli ja i moich dwóch braci. Nie wracali, a zaczął się rok szkolny. Do domu przychodziło dużo dzieci, pukały one w drzwi. Przyszedł jakiś pan, wyważył drzwi, wsadził nas w karton i wyniósł. Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłam że nie jesteśmy już na wsi, ale w mieście. Pudełko stało przy sklepie weterynaryjnym. Moje rodzeństwo szybko znalazło dom. A ja? ja zostałam sama, w te deszczowe dni...Zawsze w nocy obok kartonika przechodził jakiś pies, rudy jak ja. Wydawało mi się że to mama więc podążałam za nim. Wyprowadził mnie daleko za miasto, i zostawił na polu. Znalazłam sobie małą norkę po lisach, i tam zamieszkałam. W wieku 2 lat postanowiłam wyruszyć, gdzieś zamieszkać na stałe. Znalazłam jakieś pole z fiołkami. Tam zobaczyłam grupę bawiących się psów. Podeszłam bliżej i ujrzałam tam znaną mi sylwetkę. Postanowiłam się z nimi zaznajomić. Przez rok ich obserwowałam, aż zdobyłam się na odwagę i poszłam do nich. Tak znalazłam się w sforze psiego uśmiechu.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: KonikowaXD
Ksywka: Omi
Głos: Natasha Bedingfield- Wild Horses
Rasa: Mieszaniec
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Lekarz
Rodzina: Zginęli w wypadku...
Partner: Brak, ale szuka kogoś podobnego do niej.
Młode: chciała by...
Historia: Urodziłam się w bardzo bogatej rodzinie . Dorastałam tam, ucząc się wielu rzeczy. Pewnego, ładnego dnia wszyscy domownicy (psy też xd) pojechali w góry. W domu zostały tylko szczeniaki, czyli ja i moich dwóch braci. Nie wracali, a zaczął się rok szkolny. Do domu przychodziło dużo dzieci, pukały one w drzwi. Przyszedł jakiś pan, wyważył drzwi, wsadził nas w karton i wyniósł. Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłam że nie jesteśmy już na wsi, ale w mieście. Pudełko stało przy sklepie weterynaryjnym. Moje rodzeństwo szybko znalazło dom. A ja? ja zostałam sama, w te deszczowe dni...Zawsze w nocy obok kartonika przechodził jakiś pies, rudy jak ja. Wydawało mi się że to mama więc podążałam za nim. Wyprowadził mnie daleko za miasto, i zostawił na polu. Znalazłam sobie małą norkę po lisach, i tam zamieszkałam. W wieku 2 lat postanowiłam wyruszyć, gdzieś zamieszkać na stałe. Znalazłam jakieś pole z fiołkami. Tam zobaczyłam grupę bawiących się psów. Podeszłam bliżej i ujrzałam tam znaną mi sylwetkę. Postanowiłam się z nimi zaznajomić. Przez rok ich obserwowałam, aż zdobyłam się na odwagę i poszłam do nich. Tak znalazłam się w sforze psiego uśmiechu.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: KonikowaXD
wtorek, 27 stycznia 2015
Od Aceland CD Opowiadania Mashine
-Może wyślemy go na jakiś obóz,kolonię czy coś tego rodzaju-zaproponowałam-pozna nowe psy,rozerwie się i co najważniejsze będzie bardziej bezpieczny tam niż szwędając się samemu po sforze.
-Wiesz co,super pomysł-odparł Mashi.
-Wiesz,że Cię kocham,dlatego jako tata pójdziesz i go przekonasz.
Liznęłam go lekko po pysku i odeszłam zostawiając go ze Snowy'm na głowie.
Mashine?
Od Rocky'ego CD Opowiadania Navedy
-Opowiesz mi coś o sobie-spytała suczka.
-Jasne-odparłem-w tej sforze jestem prawie od początku jej istnienia.Mam kuzynkę Aceland,która ma chłopaka Mashine,ale w tym chyba zdążyłaś się połapać.No cóż lubię przygody,pamiętam jak byłem na "wakacjach" z Ace w górach i spotkaliśmy lodowego wilka.Ale wtedy było zarąbiście.
Obejrzałem się za siebie i dostrzegłem,że jesteśmy nad rzeką.Usiedliśmy na brzegu i moczyliśmy łapki w lodowato zimnej wodzie.Niektóre ptaszki cicho ćwierkały.
-Chyba powoli nadchodzi wiosna-pomyślałem.
W kępie traw czaił się zając.Miałem ochotę na niego zapolowac,ale nie chciałem przestraszyć Navedy.
-Może i ja czegoś dowiem się o Tobie?-spytałem zachęcająco.
Naveda?
Od Coco CD Opowiadania Damon'a
-Ja się nie boję tego niedźwiedzia,tylko nie chcę go przestraszyć.W końcu nie na co dzień można ujrzeć Grizzly-szepnęłam.
Podeszliśmy do niego po cichu aby nas nie zobaczył.Właśnie jadł łososie.Damon stał koło mnie i koniecznie chciał podejść bliżej.
-Stój-powiedziałam do niego.
Ale nie zastałam go przy swoim boku,był już przy niedźwiedziu.Akurat w tym czasie Grizzly się obrócił i groźnie ryknął.Trochę się przestraszyłam i zaczęłam uciekać,a mój kompan wraz ze mną.
-Damon-krzyczałam-chodź skryjemy się tutaj.
Pokazałam mu kępę krzaków,które dawały wrażenie fortecy.
-Co ty sobie myślałeś,mógł nas zabić-spytałam z udawaną powagą,choć ta akcja mnie bawiła.
Damon?
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Wyniki konkursu!
Dostałam tylko dwa banery :/ Chociaż wiem że dwie mi wysłały i się nie udało a jedna niedawno zrobiła. Przepraszam was ale te których nie dostałam i tak mogę wstawić. A teraz ogłoszę zwycięzców!
First Place!!!
julcik77
Nagroda- 80 PNS i przyjęcie banera
Gratulejszyn!!
Two Place!!!
Quarter
Nagroda: 60 PNS i przyjęcie banera
Grarulejszyn!
First Place!!!
julcik77
Nagroda- 80 PNS i przyjęcie banera
Gratulejszyn!!
Two Place!!!
Quarter
Nagroda: 60 PNS i przyjęcie banera
Grarulejszyn!
Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro
- Hmm… wole jednak zostać tutaj. – Powiedziałam radośnie.
- Ej… no weś obiecałaś, że pójdziesz ze mną na falę. –
Wtrącił się Techno.
- Jakoś mi się odechciało.
- A ja chyba wiem dlaczego …
- No dlaczego ??? – Zapytałam psa.
- Boisz się rekinów … - Zachichotał.
- Brawo zgadłeś – Potwierdziłam jego triumf. – A teraz dasz mi spokój ???
- Hmmm…. Zastanówmy się … NIE!!! – Krzyknął wrzucając mnie
do wody. Szybko z niej wyszłam i wróciłam do swoich wcześniejszych zajęć.
Chłopaki z powrotem wrócili do wody i zaczęli rywalizację. Byłam trochę zła na
Techno, bo wiedziałam, że robi to specjalnie. Gdy nastała noc, ludzie którzy
siedzieli także na plaży, rozpalili ognisko. Wykorzystałam chwile nieuwagi
Ferraro i porwałam Techno na słówko.
- Przestań to robić. – Powiedziałam szeptem.
- Ależ co ja robię ??? – Zapytał sarkastycznie.
- Dobrze wiesz co !!!
- Nie wiem. Oświecisz mnie ??? – Próbował mnie jeszcze
bardziej wkurzyć.
- Przestań prowokować Ferraro !!!
- Nie prowokuje go…
- Wiesz o co chodzi, nie lubię patrzeć jak jest zazdrosny. –
Przyznałam.
- Przecież ja z nim o Ciebie nie walczę.
- Wiem… - Zaczęłam.
- Ja go tylko sprawdzam. – Wtrącił się.
- Więc przestań.
- Spoko, jeszcze trochę się z nim pobawię i dam mu spokój. –
Po jego słowach zmarszczyłam nos i pokazałam zęby lekko powarkując. On zrobił
ten sam wyraz pyska, co było wyzwaniem do walki. Z czasem nasze warknięcia było
słychać coraz głośniej, wszystkie psy obserwujące ognisko, podbiegły do nas i
tylko obserwowały co się dzieje. Żaden nie odważył się wtrącić w naszą
bezkrwawą kłótnie. W jednej chwili ja i Techno rzuciliśmy się sobie do gardeł. To
nie było przyjemne uczucie, z resztą tak się zaczyna każda walka. Po chwili
oboje zauważyliśmy, że Ferraro jako jedyny się chciał wtrącić. Oboje
straciliśmy zainteresowanie sobą i odepchnęliśmy Ferraro jak najdalej od nas.
- NIE WTRĄCAJ SIĘ !!! – Krzyknęliśmy wspólnie. Potem powrotem
popatrzyliśmy na siebie zimnym spojrzeniem i … Odwróciliśmy razem wzrok i
usiedliśmy plecami do siebie, wtedy dopiero się zaczęła prawdziwa walka. Ten
kto dłużej wytrzyma ten wygra, to była jedyna zasada. Przegrany musiał przyznać
rację wygranemu, przeprosić i dać spokój. Oboje byliśmy uparci jak osły.
Siedzieliśmy tak nieruchomo, przez całą noc i żadne nie chciało się poddać.
Inne psy były już wyczerpane od samego patrzenia, a my wiedzieliśmy, że to
dopiero początek.
Ferraro ???
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
Było mi bardzo wygodnie.Wtulałam się mrucząc. W pewnym momencie słyszałam bicie serca Toro. Biło rytmicznie i spokojnie. Nie zdawałam się nawet że wtulam się w objęcia Toro. Jak się obudziłam dopiero się zorientowałam.
- Nie było ci nie wygodnie?-zaśmiałam się.- Trzymać taką ciężką suczkę na brzuchu?
- Ciężką?-uśmiechnął się.- Wręcz przeciwnie! Było mi wygodnie.
- Mi również.- powiedziałam.- Na serio przespaliśmy tu całą noc?!
- No tak.- przyznał.- Ty już spałaś a ja miałem poczekać aż wstaniesz. I nie wytrzymałem i zasnąłem kilka minut po tobie.
- Jestem śpiochem.- przyznałam ze śmiechem.
- Zauważyłem.- odpowiedział.
Poszliśmy do jaskini Toromaru. Chcieliśmy zjeść śniadanie. Poszliśmy na polowanie.
- Co upolujemy?- zapytałam niezdecydowana.
Toromaru?
- Nie było ci nie wygodnie?-zaśmiałam się.- Trzymać taką ciężką suczkę na brzuchu?
- Ciężką?-uśmiechnął się.- Wręcz przeciwnie! Było mi wygodnie.
- Mi również.- powiedziałam.- Na serio przespaliśmy tu całą noc?!
- No tak.- przyznał.- Ty już spałaś a ja miałem poczekać aż wstaniesz. I nie wytrzymałem i zasnąłem kilka minut po tobie.
- Jestem śpiochem.- przyznałam ze śmiechem.
- Zauważyłem.- odpowiedział.
Poszliśmy do jaskini Toromaru. Chcieliśmy zjeść śniadanie. Poszliśmy na polowanie.
- Co upolujemy?- zapytałam niezdecydowana.
Toromaru?
Od Raven- CD opowiadania Irfan'a
Uśmiechnęłam się blado.
- Cieszę się - powiedziałam cichutko.
- Co jest? - spytał Irfan.
- Ech, jestem pierwszy dzień w sforze, a już popełniłam pierwszy błąd.
- To nie był błąd, bo nie wiedziałaś, że nie lubię mięsa.
Spojrzałam w niebo. Było już ciemno. Pierwsze gwiazdy pojawiały się na tle ciemnego jak atrament nieba. Przeniosłam wzrok na Irfana. Ubrudził się ogórkiem. Uśmiechnęłam się.
- Może opowiesz mi coś o sobie Raven? - spytał rudy pies.
- A co chcesz wiedzieć? - machnęłam łbem.
- Wszystko. Zacznij od początku.
- Dobrze. Urodziłam się pięć lat temu na dużej, zielonej polanie. Miałam trójkę rodzeństwa - Anne, Pierre i Ronalda. Moja matka i ja, byłyśmy bardzo ze sobą zżyte, ale ojciec był starsznie nadopiekuńczy i prawie nic nie mogliśmy zrobić. Jednak gdy osiągnęłam wiek dwóch lat, wymknęłam się w nocy do miasta. Nie chciałam wracać do rodziny, kiedy zobaczyłam jak piękne jest miasto. Zeszłam do pewnej ciemnej uliczki. Tam zobaczyłam bernardyna, dwa małe mieszańce, dużego husky i jednego dobermana. Podeszli do mnie. Zaprosili mnie do ich gangu. Doberman był jego szefem. Husky był jego doradcą. Ale był strasznie agresywny. Zakochał się we mnie, jednak ignorowałam go. Boss, bo tak miał na imię husky, strasznie się wkurzył i kazał coś tam zrobić, abym pożałowała, że nie chcę z nim być. No. Siedziba gangu, znajdowała się na arenie psich walk. Wystawiano mnie tam, jako najlepszą z kategorii suk. Nazywali mnie tam "Pogromczynią". Pewnego dnia, na arenę przyjechał nowy pies. Pit bull, imieniem Bosco. Wystawiono mnie z nim do walki. Myślałam, że pójdzie łatwo. Jednak Bosco był bardzo silny. Pokonał mnie. Widziałeś moją bliznę na łapie, prawda? No właśnie. To jego sprawka. Miał olbrzymie pazury i jednym rozpruł mi skórę na łapie. Zeszłam z areny. Bosco został nowym mistrzem areny. Gdy opuszczałam tereny walk, widziałam Bossa, który stał przy drzwiach do areny i uśmiechał się do mnie szyderczo. Powiedział: "Mówiłem, że ze mną lepiej nie zadzierać". Zrozumiałam, że to on nasłał na mnie tego Bosco. Dwa tygodnie później, rana się zabliźniła, a ja trafiłam tu.
Spojrzałam na Irfana. Kręcił poważnie głową. Westchnęłam. Po chwili powiedziałam:
- Może teraz Ty, opowiedz coś o sobie.
Irfan?
- Cieszę się - powiedziałam cichutko.
- Co jest? - spytał Irfan.
- Ech, jestem pierwszy dzień w sforze, a już popełniłam pierwszy błąd.
- To nie był błąd, bo nie wiedziałaś, że nie lubię mięsa.
Spojrzałam w niebo. Było już ciemno. Pierwsze gwiazdy pojawiały się na tle ciemnego jak atrament nieba. Przeniosłam wzrok na Irfana. Ubrudził się ogórkiem. Uśmiechnęłam się.
- Może opowiesz mi coś o sobie Raven? - spytał rudy pies.
- A co chcesz wiedzieć? - machnęłam łbem.
- Wszystko. Zacznij od początku.
- Dobrze. Urodziłam się pięć lat temu na dużej, zielonej polanie. Miałam trójkę rodzeństwa - Anne, Pierre i Ronalda. Moja matka i ja, byłyśmy bardzo ze sobą zżyte, ale ojciec był starsznie nadopiekuńczy i prawie nic nie mogliśmy zrobić. Jednak gdy osiągnęłam wiek dwóch lat, wymknęłam się w nocy do miasta. Nie chciałam wracać do rodziny, kiedy zobaczyłam jak piękne jest miasto. Zeszłam do pewnej ciemnej uliczki. Tam zobaczyłam bernardyna, dwa małe mieszańce, dużego husky i jednego dobermana. Podeszli do mnie. Zaprosili mnie do ich gangu. Doberman był jego szefem. Husky był jego doradcą. Ale był strasznie agresywny. Zakochał się we mnie, jednak ignorowałam go. Boss, bo tak miał na imię husky, strasznie się wkurzył i kazał coś tam zrobić, abym pożałowała, że nie chcę z nim być. No. Siedziba gangu, znajdowała się na arenie psich walk. Wystawiano mnie tam, jako najlepszą z kategorii suk. Nazywali mnie tam "Pogromczynią". Pewnego dnia, na arenę przyjechał nowy pies. Pit bull, imieniem Bosco. Wystawiono mnie z nim do walki. Myślałam, że pójdzie łatwo. Jednak Bosco był bardzo silny. Pokonał mnie. Widziałeś moją bliznę na łapie, prawda? No właśnie. To jego sprawka. Miał olbrzymie pazury i jednym rozpruł mi skórę na łapie. Zeszłam z areny. Bosco został nowym mistrzem areny. Gdy opuszczałam tereny walk, widziałam Bossa, który stał przy drzwiach do areny i uśmiechał się do mnie szyderczo. Powiedział: "Mówiłem, że ze mną lepiej nie zadzierać". Zrozumiałam, że to on nasłał na mnie tego Bosco. Dwa tygodnie później, rana się zabliźniła, a ja trafiłam tu.
Spojrzałam na Irfana. Kręcił poważnie głową. Westchnęłam. Po chwili powiedziałam:
- Może teraz Ty, opowiedz coś o sobie.
Irfan?
Od Toromaru – CD opowiadania Quiet
- Nie ważne. Zauważyłaś jak szybko leci czas ??? –
Zapytałem, odwracając uwagę od wcześniejszego tematu.
- Rzeczywiście… jest już ciemno. – Powiedziała. – Pewnie
będę musiała już wracać.
- Dlaczego ??? – Zapytałem.
- Nie jest bezpiecznie chodzić po zmroku, bo po sforze
chodzą pso-wampiry. - Powiedziała
zaniepokojona.
- Pso-wampiry ???
Jest w ogóle coś takiego ???
- Tak
- Eeee tam, olać je. – Powiedziałem pewny siebie. – Choć
pokarze ci coś. – Pobiegłem przodem na najbliższe wzgórze i kazałem Quiet
popatrzeć w górę.
-Niesamowite – Powiedziała patrząc się w gwiazdy.
- Zapiera dech w piersiach, prawda ??? – Zapytałem.
- Yhym
- Tam jest strzelec, a tam hydra, widzisz ???
- Yyy… nie. – Przyznała.
- No trudno, to może Ci opowiem ???
- Ok. – Powiedziała zainteresowana, lecz jak tylko zacząłem mówić,
mój wykład o tym jak powstają gwiazdy, zaczęła usypiać. Po skończeniu mojej
niezwykle „interesującej” historii, zauważyłem, że Quiet już dawno śpi. Zastanawiałem
się co zrobić, obudzić ją, czy poczekać aż sama to zrobi. Samej nie mogłem jej
zostawić, więc zdecydowałem, że poczekam. Położyłem się na plecach i także
usnąłem. Obudziłem się dopiero rano. Quietly wgniatała mi się w mostek.
Zastanawiałem się przez chwilę czy słyszy, przez to rytm mojego serca.
Quiet ???
Od Mashine- CD opowiadania Aceland
- Nie.- pomogłem jej wstać i pocałowałem ją.- Ale ty też musisz na siebie uważać.
- No wiem.- przytaknęła.- Nie martw się.
- Jak ja mam się o ciebie nie martwić?- powiedziałem z czułością.
Ace przytuliła mnie. Poszliśmy do naszej jaskini. Po drodze rozmawialiśmy.
- Zauważyłam że Snowy jest strasznie samotny.-powiedziała.
- Nie przewidziało ci się.- westchnąłem.- Gadałem z nim. Mówi że wszyscy mają kogoś tylko on nie ma.
- Biedaczek.- zasmuciła się.
- Co możemy na to poradzić?
Aceland?
- No wiem.- przytaknęła.- Nie martw się.
- Jak ja mam się o ciebie nie martwić?- powiedziałem z czułością.
Ace przytuliła mnie. Poszliśmy do naszej jaskini. Po drodze rozmawialiśmy.
- Zauważyłam że Snowy jest strasznie samotny.-powiedziała.
- Nie przewidziało ci się.- westchnąłem.- Gadałem z nim. Mówi że wszyscy mają kogoś tylko on nie ma.
- Biedaczek.- zasmuciła się.
- Co możemy na to poradzić?
Aceland?
Od Irfan’a –CD opowiadania Raven
- W zasadzie nie mam Ci czego wybaczać. Nie wiedziałaś o
moich dziwnych zwyczajach, więc nie powinnaś czuć się winna – Odwzajemniłem
uśmiech. – Hyhy… czuje się jakbym był w tej bajce, zaraz jak ona się nazywała
??? – Zamyśliłem się. – Chyba „Zakochany kundel”, to dołujące.
- Dlaczego ??? – Zapytała.
- Bo siedzę bajce dla tycich szczeniąt.
- Przepraszam, jak Ci się nie podoba, to możemy iść. –
Powiedziała smętnie.
- Nie, nie, nie, nie…. Jest fajnie. Sory, że tak narzekam. –
Przeprosiłem. – Bardzo mi się podoba, jest dobre jedzenie i … dobro jedzenie… -
Zaciąłem się i nie wiedziałem co powiedzieć. – Yyy… jest fajnie – Powtórzyłem kolejny
raz.
Raven ??? Sory, że takie krótkie
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
- Hmm.. Czemu nie?-uśmiechnąłem się do niej.- Mógłbym spróbować.
Qet uśmiechnęła się do mnie. Wyszliśmy z ,,domku,, i poszliśmy wolnym spacerkiem. No znaczy tylko ja i Qetsiyah bo Techno pognał na fale. Jak dotarliśmy na plaże ten głupek chwalił się swoimi idiotycznymi sztuczkami na desce. Ja tylko przewracałem oczami. Co w tym takiego niezwykłego?! Jak tak podrywa dziewczyny to jest dziwakiem. I tak wszystkie na to lecą. Qet najwyraźniej nie szalała tak za tym. No i baaaardzo dobrze.
- Wchodzisz Ferraro?!- krzyknął z nad wody.- Pokaż co potrafisz!
Zdenerwowałem się i złapałem zębami za deskę po czym pognałem do wody. Rzuciłem deskę na wodę i wskoczyłem na nią. Jakoś się utrzymywałem ale potem ześlizgnąłem się z deski i plusnąłem do wody. Techno zaczął się śmiać szyderczo i podle. Ja zanurkowałem i podpłynąłem pod jego deskę. On nadal się śmiał więc nic nie zauważył. A ja jednym zwinnym ruchem zwaliłem Techno z deski. Jemu już nie było do śmiechu. Lecz mi owszem. Nawet Qet lekko chichotała. On tylko przewrócił oczami i wyszedł z wody ciągnąć za sobą deskę. Miał ponurą minę. I dobrze mu tak.
- Co Techno?- zaśmiałem się.- Odechciało ci się pływać?!
On tylko spojrzał na mnie złowrogo i parsknął.
- A ty Qet?- do niej uśmiechnąłem się milej niż do Techno.-Idziesz?
Qetsiyah?
Qet uśmiechnęła się do mnie. Wyszliśmy z ,,domku,, i poszliśmy wolnym spacerkiem. No znaczy tylko ja i Qetsiyah bo Techno pognał na fale. Jak dotarliśmy na plaże ten głupek chwalił się swoimi idiotycznymi sztuczkami na desce. Ja tylko przewracałem oczami. Co w tym takiego niezwykłego?! Jak tak podrywa dziewczyny to jest dziwakiem. I tak wszystkie na to lecą. Qet najwyraźniej nie szalała tak za tym. No i baaaardzo dobrze.
- Wchodzisz Ferraro?!- krzyknął z nad wody.- Pokaż co potrafisz!
Zdenerwowałem się i złapałem zębami za deskę po czym pognałem do wody. Rzuciłem deskę na wodę i wskoczyłem na nią. Jakoś się utrzymywałem ale potem ześlizgnąłem się z deski i plusnąłem do wody. Techno zaczął się śmiać szyderczo i podle. Ja zanurkowałem i podpłynąłem pod jego deskę. On nadal się śmiał więc nic nie zauważył. A ja jednym zwinnym ruchem zwaliłem Techno z deski. Jemu już nie było do śmiechu. Lecz mi owszem. Nawet Qet lekko chichotała. On tylko przewrócił oczami i wyszedł z wody ciągnąć za sobą deskę. Miał ponurą minę. I dobrze mu tak.
- Co Techno?- zaśmiałem się.- Odechciało ci się pływać?!
On tylko spojrzał na mnie złowrogo i parsknął.
- A ty Qet?- do niej uśmiechnąłem się milej niż do Techno.-Idziesz?
Qetsiyah?
niedziela, 25 stycznia 2015
Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro
- Czego tak nagle posmutniałaś ??? – Zapytał Techno.
- Ciężko mi się będzie z wami pożegnać. – Przyznałam.
- To z nami zostań – Zaproponował pies.
- Przecież wiesz, że nie mogę. Tam jest ktoś , kto na mnie czeka i martwi się. Z resztą jakbym tu dłużej została, to ty i Ferraro byście się pozabijali. – Uśmiechnęłam się.
- Jakbyś została, to byłbym nawet w stanie go polubić. – Wyjąkał.
- Lepiej nie próbuj. – Powiedziałam. Wszyscy byli smutni, oprócz Ferraro. – Ej co jest z wami ??? Wyjeżdżam dopiero jutro. To masa czasu. – Starałam się poprawić nastrój innym.
- Ok, Chodźmy na plaże i zagrajmy w coś – Powiedział Techno. –Chce pojeździć na fali !!! –Krzyknął z o wiele lepszym humorem. – Skoro to twój ostatni dzień tutaj, to wierze, że odważysz się pojechać razem ze mną.
- Hmm… Ok, spróbuję. – Powiedziałam pozytywnie. – A ty Fero idziesz z nami ???
Ferraro ???
- Ciężko mi się będzie z wami pożegnać. – Przyznałam.
- To z nami zostań – Zaproponował pies.
- Przecież wiesz, że nie mogę. Tam jest ktoś , kto na mnie czeka i martwi się. Z resztą jakbym tu dłużej została, to ty i Ferraro byście się pozabijali. – Uśmiechnęłam się.
- Jakbyś została, to byłbym nawet w stanie go polubić. – Wyjąkał.
- Lepiej nie próbuj. – Powiedziałam. Wszyscy byli smutni, oprócz Ferraro. – Ej co jest z wami ??? Wyjeżdżam dopiero jutro. To masa czasu. – Starałam się poprawić nastrój innym.
- Ok, Chodźmy na plaże i zagrajmy w coś – Powiedział Techno. –Chce pojeździć na fali !!! –Krzyknął z o wiele lepszym humorem. – Skoro to twój ostatni dzień tutaj, to wierze, że odważysz się pojechać razem ze mną.
- Hmm… Ok, spróbuję. – Powiedziałam pozytywnie. – A ty Fero idziesz z nami ???
Ferraro ???
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
Oczywiście po tym zderzeniu padłam na lód. To było fajne przeczucie. No... Trochę obolałe ale... fajne. Toro wyciągnął do mnie łapę.
- Nic ci nie jest?-zaśmiał się.
- Hehe.- uśmiechnęłam się.- Nie. Jest dobrze.
Wstałam i pokazałam Toro kilka trików. Próbował je ale zawsze kończyło się tym jednym i tym samym- upadkiem.
- Jak nie chcesz to nie musisz jeździć.-pomogłam mu wstać.
- Nie.- uśmiechnął się.- Chyba że...
Po tych słowach upadł na ziemię. Pomogłam mu wstać. Niestety w tym momencie ja też się przewróciłam. Toromaru leżał na mnie. Ja się zaśmiałam i go przytuliłam. Potem wstał ze mnie i się uśmiechnął.
Toromaru?
- Nic ci nie jest?-zaśmiał się.
- Hehe.- uśmiechnęłam się.- Nie. Jest dobrze.
Wstałam i pokazałam Toro kilka trików. Próbował je ale zawsze kończyło się tym jednym i tym samym- upadkiem.
- Jak nie chcesz to nie musisz jeździć.-pomogłam mu wstać.
- Nie.- uśmiechnął się.- Chyba że...
Po tych słowach upadł na ziemię. Pomogłam mu wstać. Niestety w tym momencie ja też się przewróciłam. Toromaru leżał na mnie. Ja się zaśmiałam i go przytuliłam. Potem wstał ze mnie i się uśmiechnął.
Toromaru?
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona
-Hmmm...-zamyśliłam się.- Może być.
-Tylko gdzie?-zapytał.
- Może na łąkę?
- Nieee..- jęknął.- Byliśmy niedawno.
- Las?
- Przechodzimy właśnie przez niego.- zaśmiał się.
- Hyyyy!!!!- jęknęłam.
- Co???- zdziwił się.
- Pójdziemy tam gdzie jeszcze chyba nigdy nie byłeś.- uśmiechnęłam się zawasiacko.
- Jest tam niebezpiecznie?!- zapytał zrezygnowany.
- I to jeszcze jak!- krzyknęłam i pognałam przed siebię.
Cheroon nie wiedział za bardzo co robić. No ale pobiegł za mną widząc że zaraz zniknę mu z oczu. Dotarliśmy na miejsce. Na widok furtki z napisem ,, Śmiertelny tunel'' Cheroon chciał wracać. Zatrzymałam go i się uśmiechnęłam.
- Nie cykaj się!- powiedziałam.
- Ja się nie cykam.-poprawił mnie.- Tylko nie chcę sobie znowu coś zrobić.
- Nie zrobimy.- przewróciłam oczami i otworzyłam furtkę.- No chodź!
Poszedł wolnymi, niezdecydowanymi kroczkami do mnie. Od razu przy wejściu było dużo tuneli. Chyba z osiem.
- To co Cheroon?- zapytałam.- Którym idziemy?
Cheroon?
-Tylko gdzie?-zapytał.
- Może na łąkę?
- Nieee..- jęknął.- Byliśmy niedawno.
- Las?
- Przechodzimy właśnie przez niego.- zaśmiał się.
- Hyyyy!!!!- jęknęłam.
- Co???- zdziwił się.
- Pójdziemy tam gdzie jeszcze chyba nigdy nie byłeś.- uśmiechnęłam się zawasiacko.
- Jest tam niebezpiecznie?!- zapytał zrezygnowany.
- I to jeszcze jak!- krzyknęłam i pognałam przed siebię.
Cheroon nie wiedział za bardzo co robić. No ale pobiegł za mną widząc że zaraz zniknę mu z oczu. Dotarliśmy na miejsce. Na widok furtki z napisem ,, Śmiertelny tunel'' Cheroon chciał wracać. Zatrzymałam go i się uśmiechnęłam.
- Nie cykaj się!- powiedziałam.
- Ja się nie cykam.-poprawił mnie.- Tylko nie chcę sobie znowu coś zrobić.
- Nie zrobimy.- przewróciłam oczami i otworzyłam furtkę.- No chodź!
Poszedł wolnymi, niezdecydowanymi kroczkami do mnie. Od razu przy wejściu było dużo tuneli. Chyba z osiem.
- To co Cheroon?- zapytałam.- Którym idziemy?
Cheroon?
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
- Po prostu chciałem cię zobaczyć.- powiedziałem.
Techno zachichotał.
- Co cię tak śmieszy?!- postawiłem się.
- Nie obraź się ale...-zaśmiał się jeszcze raz.- Jesteś żałosny.
- Ja?!-warknąłem.
- Nie bo ja.-przewrócił oczami.- O tobie mówię głupku!
Qetsiyah patrzyła raz na mnie raz na Techno. W końcu nie wytrzymała. I rozdzieliła nas.
- Cieszę się że tu jesteś!- powiedziała do mnie.- Brakowało mi tu ciebie.
- Mi ciebie też.- uśmiechnąłem się.
- Może zechcesz obejrzeć nasz domek?- zapytała.
- O nie!- wtrącił się Techno.- Nie wpuszczę tego głąba do chaty.
- Boże Techno uspokój się!- krzyknęła na niego po czym się uciszył.
- Bardzo chętnie.- uśmiechnąłem się szyderczo na Techno.
Poszliśmy do jego ,,miejscówki,, chociaż nie wiem jak taki dziwak jak Techno może wo gule mieć dom! Szedłem pomiędzy Qet a Techno. Tak dla bezpieczeństwa. W ,,domku,, były jeszcze inne psy. Przywitałem się z nimi bez żadnych sprzeczek tak jak z Techno. Nagle wpadł przez drzwi jakiś pies i próbował złapać oddech. Gdy mu się to udało powiadomił Qet:
- Qetsiyah!- powiedział.- Dowiedziałem się że... Ehhheeehheee...
- Co?!-zdziwiła się.
- Dowiedziałem się że.-dokańczał.- loty powracają jutro!
- Jutro?!- ucieszyłem się.
Qetsiyah miała lekko smutny wyraz twarzy...
Qetsiyah?
Techno zachichotał.
- Co cię tak śmieszy?!- postawiłem się.
- Nie obraź się ale...-zaśmiał się jeszcze raz.- Jesteś żałosny.
- Ja?!-warknąłem.
- Nie bo ja.-przewrócił oczami.- O tobie mówię głupku!
Qetsiyah patrzyła raz na mnie raz na Techno. W końcu nie wytrzymała. I rozdzieliła nas.
- Cieszę się że tu jesteś!- powiedziała do mnie.- Brakowało mi tu ciebie.
- Mi ciebie też.- uśmiechnąłem się.
- Może zechcesz obejrzeć nasz domek?- zapytała.
- O nie!- wtrącił się Techno.- Nie wpuszczę tego głąba do chaty.
- Boże Techno uspokój się!- krzyknęła na niego po czym się uciszył.
- Bardzo chętnie.- uśmiechnąłem się szyderczo na Techno.
Poszliśmy do jego ,,miejscówki,, chociaż nie wiem jak taki dziwak jak Techno może wo gule mieć dom! Szedłem pomiędzy Qet a Techno. Tak dla bezpieczeństwa. W ,,domku,, były jeszcze inne psy. Przywitałem się z nimi bez żadnych sprzeczek tak jak z Techno. Nagle wpadł przez drzwi jakiś pies i próbował złapać oddech. Gdy mu się to udało powiadomił Qet:
- Qetsiyah!- powiedział.- Dowiedziałem się że... Ehhheeehheee...
- Co?!-zdziwiła się.
- Dowiedziałem się że.-dokańczał.- loty powracają jutro!
- Jutro?!- ucieszyłem się.
Qetsiyah miała lekko smutny wyraz twarzy...
Qetsiyah?
Od Toromaru – CD opowiadania Quiet
Chwile się zastanawiałem nad pomysłem Quiet. W końcu
wcześniej próbowałem jeździć na łyżwach i źle się to skończyło, ale może jak będę
jeździć z kimś, to nie będzie tak źle.
- To jest chyba dobry pomysł Quiet. – Uśmiechnąłem się.
- Pamiętasz moje imię??? – Zapytała zdziwiona.
- Jak mógłbym je zapomnieć ???
- Yyy… No bo się wcześniej nie przedstawiałam. – Powiedziała
nieśmiało.
- Naprawdę ??? Musiałem je usłyszeć u tego po ważniaka. –
Zamyśliłem się. –Nie ważne, idziemy ???
- Jasne – Odpowiedziała bez zastanowienia. Po wejściu na
lód, ledwo co mogłem utrzymać równowagę. A Quiet śmigała jak zawodowa
łyżwiarka, zatem nie chciałem być gorszy. Próbowałem się rozpędzić i tak też
wyszło. Następnie zahamowałem stając na drodze suczce. Starała się wyhamować,
lecz nie dała rady i zetknęliśmy się nos w nos. Tak jak było w planie.
Quiet ???
Od Raven- CD opowiadania Irfan'a
Uśmiechnęłam się do niej.
- Oczywiście, że nie - powiedziałam przyjaźnie.
Suczka wstała i również się uśmiechnęła. Po chwili Irfan powiedział:
- Qet, idź już do domu.
- Jasne tato - uśmiechnęła się buntowniczo i dodała: - Pa Raven.
- Na razie, nie zgub się! - krzyknęłam za schodzącą po schodkach suczką.
Gdy zniknęła z pola widzenia, posmutniałam i powiedziałam cicho:
- Przepraszam, gdybym wiedziała, że jesteś wegetarianinem nigdy nie dałabym Ci sarny. Przepraszam...
- Nie, no, okey... nie wiedziałaś - odparł.
Siedzieliśmy w milczeniu. Potrząsnęłam nagle łbem. Głównie po to, aby pozbyć się z oczu łez. Ostatnie plamy słońca widniały jeszcze nad widnokręgiem. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł. Szturchnęłam lekko Irfana i powiedziałam:
- Mam pomysł jak wynagrodzić Ci tą kolację. Chodź.
Zeszliśmy z tarasu jaskini i pobiegliśmy przed siebie. Biegliśmy ostrym sprintem przez dobre siedem minut. Nagle naszym oczom ukazało się rozświetlone miasto. Zeszliśmy do niego. Zatrzymałam się przy dużej knajpie z szyldem: "Rośliny u Dawida". Machnęłam łbem i poszliśmy na zaplecze sklepu. Zaczęłam drapać w tylne drzwi sklepu. Otworzył jakiś blondyn o zielonych oczach, w białym fartuchu i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się i krzyknął:
- Szefie, gość do szefa przyszedł!
W chwilę potem zjawił się brunet o lekkim zaroście. Poklepał mnie po głowie i powiedział:
- Witaj kochana, stara Raven. Co? Przerzuciłaś się na rośliny? Znowu? Ech, ale ty jesteś zmienna naprawdę... typowa kobieta. Zaraz ci coś podam.
Szczeknęłam głośno i wskazałam łbem na Irfana.
- Ach, wybacz seniorita. Zaraz wam coś podam.
Nie czekaliśmy długo. Dano nam specjał szefa kuchni: sałatkę z sałaty, oliwek, ogórków, papryki i fety. Bez oleju, gdyż Dawid nie znosił go używać. Zamknięto drzwi od sklepu i zostawili nas na zapleczu samych. Spojrzałam miło na Irfana.
- Czy teraz zupełnie mi wybaczysz tamtą nieudaną kolację? - spytałam, uśmiechając się do niego.
Irfan? ^^
- Oczywiście, że nie - powiedziałam przyjaźnie.
Suczka wstała i również się uśmiechnęła. Po chwili Irfan powiedział:
- Qet, idź już do domu.
- Jasne tato - uśmiechnęła się buntowniczo i dodała: - Pa Raven.
- Na razie, nie zgub się! - krzyknęłam za schodzącą po schodkach suczką.
Gdy zniknęła z pola widzenia, posmutniałam i powiedziałam cicho:
- Przepraszam, gdybym wiedziała, że jesteś wegetarianinem nigdy nie dałabym Ci sarny. Przepraszam...
- Nie, no, okey... nie wiedziałaś - odparł.
Siedzieliśmy w milczeniu. Potrząsnęłam nagle łbem. Głównie po to, aby pozbyć się z oczu łez. Ostatnie plamy słońca widniały jeszcze nad widnokręgiem. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł. Szturchnęłam lekko Irfana i powiedziałam:
- Mam pomysł jak wynagrodzić Ci tą kolację. Chodź.
Zeszliśmy z tarasu jaskini i pobiegliśmy przed siebie. Biegliśmy ostrym sprintem przez dobre siedem minut. Nagle naszym oczom ukazało się rozświetlone miasto. Zeszliśmy do niego. Zatrzymałam się przy dużej knajpie z szyldem: "Rośliny u Dawida". Machnęłam łbem i poszliśmy na zaplecze sklepu. Zaczęłam drapać w tylne drzwi sklepu. Otworzył jakiś blondyn o zielonych oczach, w białym fartuchu i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się i krzyknął:
- Szefie, gość do szefa przyszedł!
W chwilę potem zjawił się brunet o lekkim zaroście. Poklepał mnie po głowie i powiedział:
- Witaj kochana, stara Raven. Co? Przerzuciłaś się na rośliny? Znowu? Ech, ale ty jesteś zmienna naprawdę... typowa kobieta. Zaraz ci coś podam.
Szczeknęłam głośno i wskazałam łbem na Irfana.
- Ach, wybacz seniorita. Zaraz wam coś podam.
Nie czekaliśmy długo. Dano nam specjał szefa kuchni: sałatkę z sałaty, oliwek, ogórków, papryki i fety. Bez oleju, gdyż Dawid nie znosił go używać. Zamknięto drzwi od sklepu i zostawili nas na zapleczu samych. Spojrzałam miło na Irfana.
- Czy teraz zupełnie mi wybaczysz tamtą nieudaną kolację? - spytałam, uśmiechając się do niego.
Irfan? ^^
Od Raven ,,Zakrzep'' cz.1
Szłam leśną ścieżką. Wtem usłyszałam cichy pisk. Nastawiłam uszy i
zaczęłam się rozglądać. Pisk powtórzył się, ale głośniej. Ruszyłam w
stronę źródła dźwięku. Po chwili weszłam w krzaki i zobaczyłam na
polanie małego szczeniaka. Zdziwiłam się, bo przecież kto zostwia
szczenię same w lesie? Rozejrzałam się, ale nikogo przy szczeniaku nie
było. Podeszłam do niego powoli. Spojrzało na mnie przestraszonym,
zmęczonym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niego. Był to mały husky
syberyjski, miał niebieskie oczka i mały, bardzo ruchliwy nosek.
Obiegłam szczenię wzrokiem. Mój wzrok utkwił w sinej, przedniej łapce
szczeniaka. Zmarszczyłam czoło. Widocznie coś blokowało przepływ krwi do
łapy. Spytałam szczeniaka delikatnie:
- Jak się nazywasz?
- Lucky - odparł cicho - jestem Lucky.
- A ja jestem Raven. Wiem, wiem, jestem duża, ale nie musisz się mnie bać. Nic ci nie zrobię. Gdzie twoja mama Lucky?
- Nie wiem - powiedział nieco głośniej.
Zamyśliłam się. Po chwili wzięłam szczeniaka na grzbiet i zabrałam do jaskini. Rozpaliłam ognisko i dałam szczeniakowi rozmielone mięso. Obserwowałam go uważnie, a zwłaszcza jego siną łapę. Krew musi się do niej szybko dostać, inaczej łapka odpadnie sama, lub trzeba będzie amputować. Szkoda było, taki mały psiak, a już taki problem ze zdrowiem. Gdy Lucky zjadł, zabrałam go do gabinetu lekarskiego w mojej jaskini. Zaczęłam badać malca. Próbowałam wyczuć źródło zablokowania dopływu krwi w łapce. Podczas badania mówiłam do szczeniaka, którego humor znacznie się poprawił:
- Należę do tutejszej Sfory Psiego Uśmiechu. Jestem tu lekarką. Jak widzisz, dlatego cię badam. Jest tu dużo psów, które na pewno być polubił. Jest taki jeden szczególny. Ma na imię Irfan. On ma córkę, i również jest lekarzem w sforze. Na pewno by cię polubił, a ty jego.
- A on jest twoim chłopakiem? - spytał malec, wlepiając we mnie swoje zaciekawione oczka.
Uniosłam wzrok na malca. Uśmiechnęłam się.
- Nie Lucky, on nie jest moim chłopakiem - zakończyłam.
Badałam go jeszcze przez chwilę.
- No, gotowe - powiedziałam - co powiesz na drzemkę, co? Dzieci w twoim wieku, powinny dużo spać, aby mieć siłę na odkrywanie świata.
Piesek ziewnął w odpowiedzi.
- Czyli idziemy. Pakuj się na pokład - zażartowałam i nastawiłam grzbiet.
Lucky wszedł na niego i zaniosłam go do salonu. Położyłam go na miękkiej kupce mchu i przykryłam skórą. Położyłam się nieopodal i pilnowałam ogniska. Patrzyłam na radosny uśmiech śpiącego szczeniaka. Najgorsze było to, że wyczułam pod skórą jego łapy przyczynę problemu z zatrzymaniem krążenia w łapie. Zakrzep.
CDN...
- Jak się nazywasz?
- Lucky - odparł cicho - jestem Lucky.
- A ja jestem Raven. Wiem, wiem, jestem duża, ale nie musisz się mnie bać. Nic ci nie zrobię. Gdzie twoja mama Lucky?
- Nie wiem - powiedział nieco głośniej.
Zamyśliłam się. Po chwili wzięłam szczeniaka na grzbiet i zabrałam do jaskini. Rozpaliłam ognisko i dałam szczeniakowi rozmielone mięso. Obserwowałam go uważnie, a zwłaszcza jego siną łapę. Krew musi się do niej szybko dostać, inaczej łapka odpadnie sama, lub trzeba będzie amputować. Szkoda było, taki mały psiak, a już taki problem ze zdrowiem. Gdy Lucky zjadł, zabrałam go do gabinetu lekarskiego w mojej jaskini. Zaczęłam badać malca. Próbowałam wyczuć źródło zablokowania dopływu krwi w łapce. Podczas badania mówiłam do szczeniaka, którego humor znacznie się poprawił:
- Należę do tutejszej Sfory Psiego Uśmiechu. Jestem tu lekarką. Jak widzisz, dlatego cię badam. Jest tu dużo psów, które na pewno być polubił. Jest taki jeden szczególny. Ma na imię Irfan. On ma córkę, i również jest lekarzem w sforze. Na pewno by cię polubił, a ty jego.
- A on jest twoim chłopakiem? - spytał malec, wlepiając we mnie swoje zaciekawione oczka.
Uniosłam wzrok na malca. Uśmiechnęłam się.
- Nie Lucky, on nie jest moim chłopakiem - zakończyłam.
Badałam go jeszcze przez chwilę.
- No, gotowe - powiedziałam - co powiesz na drzemkę, co? Dzieci w twoim wieku, powinny dużo spać, aby mieć siłę na odkrywanie świata.
Piesek ziewnął w odpowiedzi.
- Czyli idziemy. Pakuj się na pokład - zażartowałam i nastawiłam grzbiet.
Lucky wszedł na niego i zaniosłam go do salonu. Położyłam go na miękkiej kupce mchu i przykryłam skórą. Położyłam się nieopodal i pilnowałam ogniska. Patrzyłam na radosny uśmiech śpiącego szczeniaka. Najgorsze było to, że wyczułam pod skórą jego łapy przyczynę problemu z zatrzymaniem krążenia w łapie. Zakrzep.
CDN...
Nowa Suczka!!!
Imię: Rika
Ksywka: Ri
Głos: ---
Rasa: Springer spaniel
Wiek: 1, 5 roku
Płeć: Suczka
Stanowisko: Zwiadowca
Rodzina: Poza Sforą
Partner: Brak
Młode: Brak
Historia: Rika miała szczęśliwe dzieciństwo. Urodziła się w domu swojej mamy. Jej właściciele sprzedali ją sympatycznej osobie. Był to mężczyzna, wariat. Ale dobrze się nią opiekował. Pewnego dnia, gdy skończyła rok on wypuścił, ją. Myślał, że ją uratował, że będzie jej dobrze. I tak też było. Okazało się, że wariaci tak naprawdę są najnormalniejsi. Ona nie była świadoma niczego. Wesołą potruchtała do lasku. Tam bawiła się, biegała. Ze zdobywaniem pokarmu nie miała wielkiego problemu. TO było dla niej jedną wielką zabawą. Podróżowała sobie na własnych nogach, nie wiedziała gdzie, ale ona traktowała to jako fajną przygodę, jak zabawę. Wiecznie wesoła suczka pewnego dnia poszła popływać w stawie przy parku, a tam. Wstrętny hycel złapał ją w siatkę. Po raz pierwszy się trochę przestraszyła, ale ona była sprytna. Zachowała spokój i wymyśliła plan. Jest ona bardzo pomysłowa przez co nie poszło jej to zbyt trudno... Nie był on jakiś bardzo skomplikowany... Na szyjce miała jeszcze sznurek, który u "wariata" posłużył jako obroża, sprytnie go zdjęła po czym przywiązała do niego gryzak leżący w jej klatce (w schronisku). Całość położyła w pustej miseczce, której użyła jako wyrzutni. Ucisnęła łapką na jeden brzeg, a zabawka ze sznurkiem przeleciały z wielką szybkością przez kraty klatki. Wajcha otwierająca klatki uczepiona była na ścianie, to o nią właśnie zaczepił się sznurek, a pod wpływem ciężaru, który robił gryzak, wajcha otworzyła klatki. Nasza mała suczka mogła wyjść przez drzwi, ale to byłoby ryzykowne, ale ona lubiła plany... Przy drzwiach widniało wejście do starej, nieużywanej wentylacji. Piesek otworzył ją i począł się wspinać. W końcu dostała się na dach. Niski dach. Z łatwością zeskoczyła na kosze na śmieci po czym dumna z siebie ruszyła do lasu. Była bardzo mądra, więc chwilę szła w lesie, aż w końcu zauważyła starą stację benzynową, a na niej auto z przyczepą bez dachu. Jakiś człowiek pakował coś na przyczepkę. Gdy wsiadł za kierownicę, Rika szybko wskoczyła po starych skrzynka, a potem do przyczepki. Tak przejechała 3 kilometry. Samochód zatrzymał się, ponieważ złapał gumę. Suczka ujrzała koło siebie zapasowe koło, więc zanim mężczyzna zdążył wyjść z pojazdu, ona wyskoczyła i ruszyła do lasu. Zapadł zmrok. Mała suczka nie miała gdzie przespać noc. Zauważyła małą chatkę przy łące... Raz i drugi zagrzmiało. Zaczął padać deszcz. Mała cała przemoczona ruszyła z nadzieją w stronę domku. Roztrzęsiona z zimna położyła się na wycieraczce pod daszkiem. Coś zaskrzypiało. Starsza pani otworzyła drzwi i ujrzała tą kruszynkę. Otuliła ją w kocyk i zabrała do środka. Ułożyła ją koło kominka, napoiła i nakarmiła. Tak piesek przebył trzy kolejne dni swej podróży. Bardzo polubiła Erikę (bo tak miała na imię staruszka), a ona ją. Niestety nadszedł czas na dalszą drogę. Babcia, dała jej sakiewkę z kilkoma ciasteczkami i pożegnała malca. Było to w południe. Prowiant szybko się skończył, ale jeszcze przed nadejściem zmroku, Rika spotkała psa. Nie bała się go, z resztą... po tym co przeszła nie miała powodu, aby się go bać. Podeszła bliżej. Poprowadzili krótki dialog. Nazywał się Mashine. Miał sforę. Na początku nie wiedziała co to takiego, ale on jej wytłumaczył. Zaprowadził ją na miejsce, nie było to daleko. Suczka, dołączyła do niej i nadal czasem odwiedza Erikę. Chciałaby jednak jeszcze kiedyś spotkać swoją mamę i tego szaleńca o imieniu Rafał, bo wszyscy byli dla niej mili i opiekuńczy...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Neli
Ksywka: Ri
Głos: ---
Rasa: Springer spaniel
Wiek: 1, 5 roku
Płeć: Suczka
Stanowisko: Zwiadowca
Rodzina: Poza Sforą
Partner: Brak
Młode: Brak
Historia: Rika miała szczęśliwe dzieciństwo. Urodziła się w domu swojej mamy. Jej właściciele sprzedali ją sympatycznej osobie. Był to mężczyzna, wariat. Ale dobrze się nią opiekował. Pewnego dnia, gdy skończyła rok on wypuścił, ją. Myślał, że ją uratował, że będzie jej dobrze. I tak też było. Okazało się, że wariaci tak naprawdę są najnormalniejsi. Ona nie była świadoma niczego. Wesołą potruchtała do lasku. Tam bawiła się, biegała. Ze zdobywaniem pokarmu nie miała wielkiego problemu. TO było dla niej jedną wielką zabawą. Podróżowała sobie na własnych nogach, nie wiedziała gdzie, ale ona traktowała to jako fajną przygodę, jak zabawę. Wiecznie wesoła suczka pewnego dnia poszła popływać w stawie przy parku, a tam. Wstrętny hycel złapał ją w siatkę. Po raz pierwszy się trochę przestraszyła, ale ona była sprytna. Zachowała spokój i wymyśliła plan. Jest ona bardzo pomysłowa przez co nie poszło jej to zbyt trudno... Nie był on jakiś bardzo skomplikowany... Na szyjce miała jeszcze sznurek, który u "wariata" posłużył jako obroża, sprytnie go zdjęła po czym przywiązała do niego gryzak leżący w jej klatce (w schronisku). Całość położyła w pustej miseczce, której użyła jako wyrzutni. Ucisnęła łapką na jeden brzeg, a zabawka ze sznurkiem przeleciały z wielką szybkością przez kraty klatki. Wajcha otwierająca klatki uczepiona była na ścianie, to o nią właśnie zaczepił się sznurek, a pod wpływem ciężaru, który robił gryzak, wajcha otworzyła klatki. Nasza mała suczka mogła wyjść przez drzwi, ale to byłoby ryzykowne, ale ona lubiła plany... Przy drzwiach widniało wejście do starej, nieużywanej wentylacji. Piesek otworzył ją i począł się wspinać. W końcu dostała się na dach. Niski dach. Z łatwością zeskoczyła na kosze na śmieci po czym dumna z siebie ruszyła do lasu. Była bardzo mądra, więc chwilę szła w lesie, aż w końcu zauważyła starą stację benzynową, a na niej auto z przyczepą bez dachu. Jakiś człowiek pakował coś na przyczepkę. Gdy wsiadł za kierownicę, Rika szybko wskoczyła po starych skrzynka, a potem do przyczepki. Tak przejechała 3 kilometry. Samochód zatrzymał się, ponieważ złapał gumę. Suczka ujrzała koło siebie zapasowe koło, więc zanim mężczyzna zdążył wyjść z pojazdu, ona wyskoczyła i ruszyła do lasu. Zapadł zmrok. Mała suczka nie miała gdzie przespać noc. Zauważyła małą chatkę przy łące... Raz i drugi zagrzmiało. Zaczął padać deszcz. Mała cała przemoczona ruszyła z nadzieją w stronę domku. Roztrzęsiona z zimna położyła się na wycieraczce pod daszkiem. Coś zaskrzypiało. Starsza pani otworzyła drzwi i ujrzała tą kruszynkę. Otuliła ją w kocyk i zabrała do środka. Ułożyła ją koło kominka, napoiła i nakarmiła. Tak piesek przebył trzy kolejne dni swej podróży. Bardzo polubiła Erikę (bo tak miała na imię staruszka), a ona ją. Niestety nadszedł czas na dalszą drogę. Babcia, dała jej sakiewkę z kilkoma ciasteczkami i pożegnała malca. Było to w południe. Prowiant szybko się skończył, ale jeszcze przed nadejściem zmroku, Rika spotkała psa. Nie bała się go, z resztą... po tym co przeszła nie miała powodu, aby się go bać. Podeszła bliżej. Poprowadzili krótki dialog. Nazywał się Mashine. Miał sforę. Na początku nie wiedziała co to takiego, ale on jej wytłumaczył. Zaprowadził ją na miejsce, nie było to daleko. Suczka, dołączyła do niej i nadal czasem odwiedza Erikę. Chciałaby jednak jeszcze kiedyś spotkać swoją mamę i tego szaleńca o imieniu Rafał, bo wszyscy byli dla niej mili i opiekuńczy...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Neli
Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro
Byłam zdziwiona i jednocześnie nie mogłam uwierzyć , że tutaj
jest. Stanęłam jak wryta przed nim i tylko się patrzyłam. Po chwili jednak się
otrząsnęłam i rzuciłam się mu na szyję.
- Nawet nie wiesz jak bardzo – Szepnęłam mu do ucha,
jednocześnie mocno go przytulając.
- Ehym – Chrząknął Techno.
- A tak Ferraro to jest Techno… Techno to jest Ferraro. –
Przedstawiłam sobie oba psy. Oboje nie wyglądali jakby sobie przypadli do
gustu. Wymieniali się lekko złowieszczym spojrzeniem. Postanowiłam to jakoś
przerwać, stanęłam między nimi i próbowałam rozładować napięcie między nimi. – Miło
mieć tutaj kogoś, kto nie jest napchany kokainą, albo opity tequilą . – Uśmiechnęłam
się.
- Może Cię razem z Qet oprowadzimy, masz ochotę – Zapytał.
- Oczywiście, że ma ochotę, w końcu po to tu przyjechał, tak
??? – Wtrąciłam się. – Chyba że jest jeszcze jakiś powód twojego nagłego
przyjazdu do Kalifornii ???
Ferraro ???
Od Cheroona- CD opowiadania Bligrht
- Spokojnie - próbowałem uspokoić suczkę - Przemyj na razie ranę wodą - zaproponowałem Bligrht i zrobiłem to samo.
- Może wracajmy już do sfory - powiedziała suczka. Przytaknąłem głową. Na dzisiaj wystarczy wrażeń.
- Idziemy do Irfan'a czy do Raven?- zapytałem. Od krótszego czasu są u nas dwaj lekarze, więc teraz jest pole do wyboru.
- Wole bardziej do Irfan'a - mruknęła suczka - dłużej go znamy i w ogóle
- Tak, to dobry wybór - zaśmiałem się. Gdy doszliśmy do Irfan'a on opatrzył nas i wszystko było okej. Oczywiście ostrzegła nas, żebyśmy na siebie uważali, lecz puścił nas wolno.
- W tym bandażu na głowie, wyglądasz jak mumia - zaśmiałem się patrząc na suczkę.
- Ha! Ha! Bardzo śmieszne - udawała naburmuszoną, jednak zaraz razem się śmialiśmy.
- Może teraz pójdziemy w jakieś bardziej znane miejsca w sforze?- mruknąłem. Deszcz nadal padał, mniejszy niż wcześniej ale padał.
Bligrht?
- Może wracajmy już do sfory - powiedziała suczka. Przytaknąłem głową. Na dzisiaj wystarczy wrażeń.
- Idziemy do Irfan'a czy do Raven?- zapytałem. Od krótszego czasu są u nas dwaj lekarze, więc teraz jest pole do wyboru.
- Wole bardziej do Irfan'a - mruknęła suczka - dłużej go znamy i w ogóle
- Tak, to dobry wybór - zaśmiałem się. Gdy doszliśmy do Irfan'a on opatrzył nas i wszystko było okej. Oczywiście ostrzegła nas, żebyśmy na siebie uważali, lecz puścił nas wolno.
- W tym bandażu na głowie, wyglądasz jak mumia - zaśmiałem się patrząc na suczkę.
- Ha! Ha! Bardzo śmieszne - udawała naburmuszoną, jednak zaraz razem się śmialiśmy.
- Może teraz pójdziemy w jakieś bardziej znane miejsca w sforze?- mruknąłem. Deszcz nadal padał, mniejszy niż wcześniej ale padał.
Bligrht?
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
Patrzyłam na niego zdziwiona.
- Sama nie wiem...- uśmiechnęłam się.- Byłam lekko zdołowana.
- Aha.- zaśmiał się i zszedł ze mnie po czym położył się obok mnie.
Pomimo zimy słońce nagle wyszło i mocno oślepiało.Zerknęłam na Toro. On leżał wyprostowany z łbem wysoko podniesionym i uśmiechem. Jego sierść lekko powiewała na wietrze. Uśmiechnęłam się. Potem odwrócił wzrok na mnie to szybko popatrzyłam przed siebie. Był nieziemsko przystoj.... Ekhemmm...
- Co teraz masz w planach?- zapytałam.
- Hmmmm... Nie wiem.- odpowiedział.- Może zrobimy jakiś punkt z mojej listy?
- No ok.- odparłam.- To może jazda na łyżwach?
- Hmmm...- zamyślił się Toromuś.
Toromaru? Zdecyduj się xd
- Sama nie wiem...- uśmiechnęłam się.- Byłam lekko zdołowana.
- Aha.- zaśmiał się i zszedł ze mnie po czym położył się obok mnie.
Pomimo zimy słońce nagle wyszło i mocno oślepiało.Zerknęłam na Toro. On leżał wyprostowany z łbem wysoko podniesionym i uśmiechem. Jego sierść lekko powiewała na wietrze. Uśmiechnęłam się. Potem odwrócił wzrok na mnie to szybko popatrzyłam przed siebie. Był nieziemsko przystoj.... Ekhemmm...
- Co teraz masz w planach?- zapytałam.
- Hmmmm... Nie wiem.- odpowiedział.- Może zrobimy jakiś punkt z mojej listy?
- No ok.- odparłam.- To może jazda na łyżwach?
- Hmmm...- zamyślił się Toromuś.
Toromaru? Zdecyduj się xd
Od Irfan’a – CD opowiadania Raven
- Hyhy…- Uśmiechnąłem się.
- Dlaczego nawet nie tknąłeś sarny ???- Zapytała zawiedziona
suczka.
- Yyy… jakby to powiedzieć ??? – Zastanowiłem się.
- Tata jest wegetarianinem. – Wtrąciła się Qet.
- Jak pies może być wegetarianinem ??? – Zapytała Raven.
- Po prostu . – Wtrąciła się kolejny raz. – Tacie od
szczeniaka wmawiano reinkarnacje i teraz jak zabije, lub zje jakieś zwierze, to
ma wyrzuty sumienia, że to była na przykład babcia. – Zachichotała. – Ale nie
martw się Raven, mi bardzo smakowało, nim się nie musisz przejmować. –
Powiedziała przyjaźnie.
- Miło z twojej
strony Qet, że już wszystko wyjaśniłaś. – Skarciłem ją wzrokiem.
- Przepraszam. – Skuliła się w kłębek. – Ale ty Raven nie
masz mi tego za złe, prawda ??? – Zapytała pokornie.
Raven ??? Sory, że takie krótkie :<
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
Tym razem orzeł przyleciał do mojej jaskini. Obudziłem się jednak po tym jak zobaczyłem że Snowy ciąga orła za ogon.
- Zostaw go!-krzyknąłem.
- Nie!- odezwał się.- Muszę go odgonić!
- Ty go właśnie zatrzymujesz!- przewróciłem oczami.- Zostaw. On należy do mnie!
Snowy z grymasem otworzył pysk i orzeł od razu niby szczekną złośliwie na Snowy'ego i podleciał do mnie.
- No dawaj ten list.- powiedziałem.
Orzeł popatrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami i przekręcił łeb.
- Ty głąbie!- wrzasnąłem.- Zgubiłeś list?!
Pokręcił głową.
- To co?!- zapytałem przestraszony.- Nie odpisała?
Pokręcił ponownie.
- Aha...- zasmuciłem się.- Zresztą i tak wiem gdzie jest.
Wróciłem do jaskini. Usiadłem i zacząłem rozmyślać. Usiadła obok mnie Quiet.
- Co?-zapytała.- Twoja dziewczyna urządziła se wakacje?
- To nie jest śmieszne!- zdenerwowałem się.- Te loty powrotne mogą jeszcze długo nie być aktualne!
- Wiem...- spowarzniała.- Ja też za nią tęsknię...
- NIE!- krzyknąłem.
- Co nie?!
- Nie wytrzymam!-powtórzyłem krzyk.
- Co masz na myśli?
- Jadę tam!
- Jak chcesz to zrobić?!- krzyknęła ze strachem w gardle.- Przecież wszystkie linie są odwołane!!!
- Kto powiedział że lecę samolotem?-zapytałem szyderczo.
- No chyba nie piechtą!- zganiła mnie.
- Nie!- odparłem.- Łodzią.
- Jeszcze lepiej...- padła na ziemię.
- Nie martw się.-odparłem i pocałowałem ją w czoło.- Twój braciszek sobie poradzi.
Uśmiechnęła się a ja wybiegłem z jaskini. Pobiegłem w stronę. Biegłem tak szybko że sierść powiewała mi delikatnie na wietrze. Usłyszałem znajomy krzyk. To był orzeł. Najwyraźniej wybaczył mi i chciał iść ze mną. Czemu nie? Biegliśmy. Z nudów urządzaliśmy sobie wyścigi. Prawie ciągle wygrywałem. Dotarliśmy na przystań. Jakiś pan który miał dziwną torbę wchodził właśnie na statek. Skorzystałem z dziwności tej torby gdyż była w kształcie psa. Skryłem się za nią. Pewna pani zakryła mnie z drugiej strony inną torbą nie widząc mnie. Dla mnie wychodziło tylko na lepsze. Wlazłem na pokład. Usiadłem w składziku. Czekałem aż dopłyniemy. W końcu na wyspie musiałem jeszcze chwilę podpłynąć po tym jak wszyscy ludzie wyszli. Podszedłem na plażę. Poczekałem chwile na nich. Po chwili ich zobaczyłem i podbiegłem do Qesiyach i krzyknąłem:
- Jestem!- krzyknąłem.- Zadowolona?!
Qetsiyach?
- Zostaw go!-krzyknąłem.
- Nie!- odezwał się.- Muszę go odgonić!
- Ty go właśnie zatrzymujesz!- przewróciłem oczami.- Zostaw. On należy do mnie!
Snowy z grymasem otworzył pysk i orzeł od razu niby szczekną złośliwie na Snowy'ego i podleciał do mnie.
- No dawaj ten list.- powiedziałem.
Orzeł popatrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami i przekręcił łeb.
- Ty głąbie!- wrzasnąłem.- Zgubiłeś list?!
Pokręcił głową.
- To co?!- zapytałem przestraszony.- Nie odpisała?
Pokręcił ponownie.
- Aha...- zasmuciłem się.- Zresztą i tak wiem gdzie jest.
Wróciłem do jaskini. Usiadłem i zacząłem rozmyślać. Usiadła obok mnie Quiet.
- Co?-zapytała.- Twoja dziewczyna urządziła se wakacje?
- To nie jest śmieszne!- zdenerwowałem się.- Te loty powrotne mogą jeszcze długo nie być aktualne!
- Wiem...- spowarzniała.- Ja też za nią tęsknię...
- NIE!- krzyknąłem.
- Co nie?!
- Nie wytrzymam!-powtórzyłem krzyk.
- Co masz na myśli?
- Jadę tam!
- Jak chcesz to zrobić?!- krzyknęła ze strachem w gardle.- Przecież wszystkie linie są odwołane!!!
- Kto powiedział że lecę samolotem?-zapytałem szyderczo.
- No chyba nie piechtą!- zganiła mnie.
- Nie!- odparłem.- Łodzią.
- Jeszcze lepiej...- padła na ziemię.
- Nie martw się.-odparłem i pocałowałem ją w czoło.- Twój braciszek sobie poradzi.
Uśmiechnęła się a ja wybiegłem z jaskini. Pobiegłem w stronę. Biegłem tak szybko że sierść powiewała mi delikatnie na wietrze. Usłyszałem znajomy krzyk. To był orzeł. Najwyraźniej wybaczył mi i chciał iść ze mną. Czemu nie? Biegliśmy. Z nudów urządzaliśmy sobie wyścigi. Prawie ciągle wygrywałem. Dotarliśmy na przystań. Jakiś pan który miał dziwną torbę wchodził właśnie na statek. Skorzystałem z dziwności tej torby gdyż była w kształcie psa. Skryłem się za nią. Pewna pani zakryła mnie z drugiej strony inną torbą nie widząc mnie. Dla mnie wychodziło tylko na lepsze. Wlazłem na pokład. Usiadłem w składziku. Czekałem aż dopłyniemy. W końcu na wyspie musiałem jeszcze chwilę podpłynąć po tym jak wszyscy ludzie wyszli. Podszedłem na plażę. Poczekałem chwile na nich. Po chwili ich zobaczyłem i podbiegłem do Qesiyach i krzyknąłem:
- Jestem!- krzyknąłem.- Zadowolona?!
Qetsiyach?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


