środa, 31 grudnia 2014

Od Amazukii


Kolejny dzień męczącej tułaczki. Kolejny dzień tego bezsensownego przedzierania się przez niezliczone gąszcze i różne wąwozy. Mogłam zostać w starej watasze, ale nie. Moja ciekawość do świata chyba na to nie pozwoliła. Przynajmniej teraz bym sobie siedziała w jaskini, a nie została upieczona na słońcu. Raczej teraz się nie wrócę, zbyt daleko. Popatrzyłam się do tyłu. Świat w tyle wydawał się coraz bardziej ciemniejszy. Odwróciłam się i pomaszerowałam dalej, znów w te chaszcze... Tyle dni podróżowania, i co? Słońce i ta suchość w pysku. Widocznie w moim organizmie nie było wody, której znalezienie teraz graniczyło by z cudem. Ledwo daje radę iść, a co jeszcze szukanie czegoś. Cóż, za tą wyprawę muszę winić tylko siebie. Chciałam się czegoś dowiedzieć, jednak nie wiem nic. Westchnęłam głośno. Łapy zaczęły mi się plątać, co by oznaczało, że jest coraz gorzej. Już wymyślałam kiedyś, jak i dlaczego mogę umrzeć. Teraz na przykład z odwodnienia. Już wyobrażam sobie jak nad moją padliną będą zbierać się sępy. Przynajmniej im się przydam. Nagle zaiskrzyła nadzieja. Zobaczyłam małe jezioro. Może to fatamorgana. Rozejrzałam się. Nie jestem przecież w Afryce. Walnęłam się parę razy w głowę i ostatkiem sił weszłam i położyłam się na wodzie. Było dosyć przyjemnie, do czasu w którym dostałam czymś w brzuch. Warknęłam lekko i podniosłam łeb. Zobaczyłam psa trzymającego coś w łapie

  Ktosiu?

Nowa Suczka!!!


Imię: Amazukii
Ksywka: Zu
Rasa: Owczarek australijski
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Wojownik Wschodni
Rodzina: Gdzieś tam są.
Partner: "Nie ma takiej chwili, w której nie bylibyśmy zakochani..."
Młode: Na razie brak...
Historia: Urodziła się jedynie do walk psów. Po paru latach uciekła. Za dużo krwi i ran powojennych, choć bardzo lubiła się bić. Spotkała wreszcie sforę i została tu.
Upomnienia: 0
Kontakt: WhiteWinter

Od Cheroona- CD opowiadania Bligrht

Westchnąłem i usiadłem.
- Mogę Ci opowiedzieć całą historię.
- No wal.
- A więc. Poszliśmy ostatnio ze Snowym do mojego dziadka. Mój serdeczny wróg doszedł do władzy nad jego watahą.- nie skończyłem, bo Bli mi przerwała.
- Watahą?- przewróciła oczami.
- Tak, jest wilkiem.- westchnąłem - Wypowiedziałem mu wojnę którą wygraliśmy. Teraz po prostu chcieliśmy go odwiedzić.- powiedziałem czekając na reakcje Bligrht.

Bligrht?

Od Bligrht- CD opowiadania Sheeran'a

- Ojej... Dziękuję.- zarumieniłam się bo pierwszy raz usłyszałam to od jakiegokolwiek psa.
- Zaszczyt cię poznać!- zaśmiał się.
- Mi również.- zaśmiałam się robić mały ukłonik.- Jesteś tu nowy? Przedtem cię nie widziałam.
- Tak.- odpowiedział.- Dzisiaj dołączyłem.
- Fajnie.- uśmiechnęłam się.
Wstałam robiąc mały mach głową na łąkę. Miało to być pytanie czy na nią pójdziemy. Sheer się zgodził więc powędrowaliśmy. Łąka fiołków była cała pokryta puszystym śniegiem. Na miejscu Sheer usiadł a ja byłam za nim. Wykorzystałam to. Przewróciłam go w śnieg tak że sturlał się z górki. Na dole popatrzył na mnie i się zaśmiał.
- Teraz ja!!!- krzyknęłam.
Zaczęłam zjeżdżać z górki. Niestety nie udało mi się wyhamować i wpadłam na Sheeran'a.

Sheeran?

Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona

- Jak chcesz...- zastanawiałam się.
Cheroon szedł nadal z opuszczonym łbem. Nie wiedziałam co powiedzieć więc po prostu zapytałam.
- A o co chodzi z tym dziadkiem?
Nie odpowiedział.
- O co ci kurde chodzi?!- wkurzyłam się.

Cheroon?

Od Scheeran'a

 Leżałem na chodniku. Ludzie przechodząc obok mnie sprawdzali czy żyje, kopali mnie...Wstałem otrząsnąłem się i powiedziałem : Życie skopało mnie wiele razy ale zawsze się podnosiłem, więc podniosę się i tym razem. Zawsze tak jest gdy coś mnie bardzo boli, to mnie pociesza. Szedłem w stronę parku. Nagle zobaczyłem tak piękną sunie że zaniemówiłem. Leżała na śniegu. Podszedłem spokojnie.
 -Cześć, nazywam się Sheeran. -Powiedziałem.
 -Ja mam na imię Bligrht. -Odpowiedziała wstając.
 -Piękne imię jak na taką prze-piękną dziewczynę :).

 Bligrht?

Nowy Pies!!!

Imię: Stalker
Ksywka: Steam (Stim).
Głos: Kamil Bednarek- Chwile Jak Te
Rasa: Pół wilk
Wiek: 3 lata
Płeć: Pies
Stanowisko: Wojownik południowy
Rodzina: Zginęli
Partner: Dla niego liczy się tylko jedna...Ale czy go pokocha?
Młode: brak
Historia: Urodził się na ulicy i tam trenował survival. Znalazł sforę psiego uśmiechu i w niej został.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: XxMyszxX

Od Sintesu- CD opowiadania Magic The heart

Szybko zeszłem z suczki.
- O, sorki.- lekko się uśmiechnąłem i podałem jej łapę - Jak masz na imię?-
- Magic The heart.- powiedziała powoli wstając.
- Sintesu, ale mów mi Sin.- usiadłem i zacząłem się przyglądać suczce.

Magic The Heart?

Nowy Pies!!!

Imię: Sheeran (Szeran)
Ksywka: Nie ma ksywki...
Głos: Bastille- Things We Lost In The Fire
Rasa: Husky
Wiek: 3 lata
Płeć: Pies
Stanowisko: Wojownik południowy
Rodzina: Brak...
Partner: "Każda dziewczyna jest piękna, ale tylko dla jednej mogę stracić życie", jest nią Bligrht...
Młode: Planuje...
Historia: Jak to husky urodził się w hodowli. Pewnego dnia uciekł. Znalazł tą sforę i w niej został.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: FreeStyle

Wesołego nowego roku!!!

Życzę wszystkim dużo szczęścia i zdrowia. Oczywiście z okazji nadchodzącego 2015 roku! Jeszcze w 2014 na początku zakładałam tego bloga nie wiedząc co będzie dalej. Nie zawiedliście mnie! Jesteście ze mną cały czas i cieszę się że ta sfora istnieje. Bo jakby jej nie było nie poznałabym tak wspaniałych ludzi jak wy! Mama nadzieję że ten 2015 rok będzie jeszcze lepszy. Dziękuję wam wszystkim bo to dzięki wam udało nam się cudownie przeżyć ten rok!

~Życzą Mashine i Aceland wraz z dzieciakami.

Życzenia od Aceland

Wszystkiego najlepszego z okazji Nowego 2015 Roku!
Aby było nas więcej,sfora rosła w silę i więcej"psów" pisało opowiadania.

~Aceland i Rocky

Od Magic the heart

Szłam sobie ulicą. Cała pogryziona, mokra...Znalazłam jakiś stary opuszczony dom w którym było jeszcze łóżko, i jakiś dziurawy koc. Ale wszystko się nada...Przespałam chyba 2 godziny, obudziły mnie dziwne odgłosy. Wyszłam na zewnątrz i ujrzałam grupę psów bawiących się kotem. Wściekłam się i wskoczyłam do środka koła. Zakryłam kota swoim ciałem i krzyknęłam.
-Zostawcie go!
Psy popatrzyły się z niedowierzaniem.
-ONA BRONI KOTA?!
-Tak broni, bo ten kot nic wam nie zrobił. - Powiedziałam i szczeknęłam tak głośno że wszystkie poleciały.
-Dziękuję. - Odezwał się cichutki głos. Ale jak się odwróciłam już malca nie było. Poszłam więc dalej. Nagle zza krzaków wyskoczył na mnie jakiś pies.

Jakiś pies?

wtorek, 30 grudnia 2014

Nowa Suczka!!!

Imię: Magic The heart (Magiczna Sercem)
Ksywka: Heart...albo Magic.
Głos: Katty Parry- Birthday
Rasa: Mieszaniec - Owczarek niemiecki długowłosy/ Labrador retriever.
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Wojownik północny
Rodzina: Zostali w straży
Partner: Kto pokocha taką jak ona?
Młode: brak
Historia: Urodziła się w straży pożarnej. Dorastała tam. Jednak znudziło jej się tamte życie i uciekła. Znalazła tą sforę i w niej została.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: wale

Casandra odchodzi!!!

Suczka imieniem Casandra odchodzi ze Sfory Psiego Uśmiechu. Będzie nam cię brakowało Cas. Żegnaj :(

*** Od Casandry ***

Ja i moja pani wyjechałyśmy do Indii. Pod wieczur moja pani wypuściła mnie na dwór. Biegałam sobie. Nagle zauważyłam, że coś rusza się w krzakach. To coś nagle wyskoczyło i zaczęło mnie gonić. Niestety moja ucieczka nie udała się lampard był szybszy i jednym ruchem złapał mnie i zjadł na kolację.

Jeszcze raz żegnamy cię!!!

~Mashine

Od Mashine- CD opowiadania Snowy'ego

- Bardzo!- uśmiechnąłem się.- Ale twoja mama na żywo jest piękniejsza.
Chyba Ace to usłyszała bo podbiegła do mnie i mnie pocałowała. Dzieciaki się zaśmiały. To znaczy dorosłe dzieci. Odpakowały także prezenty ode mnie. Dla Ace podarowałem zdjęcie nasze i dzieci w pięknej ramce. Do tego obróżkę z diamentami. Prawie się rozpłakała ze szczęścia miało to znaczyć że jej się spodobało. Wszyscy szaleli za swoimi prezentami pod choinką. Zaraz, zaraz! Kogoś tu brakuje... No tak... Siedział daleko pod jakimś drzewem. Był sam i smutny.
- Irfan... Brachu!- usiadłem obok niego i klepnąłem go lekko po grzbiecie.
- To już drugie święta Bożego Narodzenia bez niej...- zasmucił się.
- Kogo?...-zamyśliłem się.- A no tak... Nie martw się! Ty też masz prezenty!
Po tych słowach podsunąłem mu bod łapy średni prezencik. Rozpakował go zmętnię. Było tak zdjęcie jego narzeczonej która... Chyba każdy wie. I krótki wierszyk który napisała dzień przed śmiercią. Irfan stał jak wryty.

Irfan?

niedziela, 28 grudnia 2014

Od Snowy'ego- CD opowiadania Loki'ego

-Już się nie mogę doczekać co ja tam ciekawego dostałem,bo mam nadzieję że coś super-powiedziałem radośnie.
-No to pierwszy jest właśnie dla Ciebie-odparł Loki.
Szybko rozdarłem pazurami papier pokrywający prezent i zobaczyłem coś niezwykłego.Był to interaktywny wilk lodowy.
-Zawsze chciałem mieć zwierzątko chociaż sam nim jestem.Dziękuję wszystkim za to cudo,ale teraz ja mam prezenty dla Was.Po pierwsze:Loki.
Podarowałem mu do łap własnoręcznie robiony prezent.Była to pozytywka pokryta płatkami śniegu.
-Ooo,Nuki jest fajowa-szepnął Loki.
-No i teraz drugi w kolejce jest pan Tata-ucieszyłem się na myśl o daniu mu prezentu.Była to maskotka z podobizną mojej mamy
-Podoba Ci się?-spytałem.

Mashine?

Od Acelnad- 1 dzień misji

28 grudnia
~Zaczynam przygotowania do polowania na psy-wampiry.Nie pozwolę aby doszły do granic naszej sfory.
~Wyczytałam,że boją się ognia jak diabły wody święconej,wiec jest to dobra broń.Rani je drewno,ale żeby je zabić trzeba trafić w serce.
~Uważam że sama nie dam rady bo ich kolonia liczy co najmniej 20 osobników,które działają wspólnie.
~Sądzę że mieszkają tak na stałe w środku tajemniczego lasu,który przez większość z Was nie jest znany.
~Jutro zacznę badać i patrolować okolice i sam Tajemniczy Las.Jeśli napotkam się choć na jedną z tych istot jutro będę planować co robić dalej.

czwartek, 25 grudnia 2014

Od Lokiego - CD opowiadania Mashine

-Może ja? - spytałem niepewnie.
Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. Z pewnością nie spodziewali się tego po mnie. Ja zresztą też. Sam nie wiem co mi odbiło, święta jakoś dziwnie na mnie działały.
-Jak zamierzasz to zrobić - Coco przekręciła łeb.
-Zobaczysz - uśmiechnąłem się tajemniczo.
Poprosiłem Stanley'a aby stanął na Masziego, a ja, zgrabnie jak kot, wskoczyłem na jego grzbiet. Szybko włożyłem gwiazdę na czubek choinki. Niestety nie przewidziałem jednego... Stanley nie był przyzwyczajony do dźwigania, w ogóle jak na przedstawiciela swojej rasy był dość słaby i wiotki. Niestety na to nie było rady. We dwójkę runęliśmy na miękki śnieg. Stan zaczął się śmiać, a ja spojrzałem na niego złowrogo.
-Nie mogłeś jeszcze chwilę wytrzymać?! - warknąłem na niego.
-Mogłem, - uśmiechnął się szeroko - ale wtedy nie byłoby zabawnie.
-Zabawnie?! - już miałem ochotę go opieprzyć, ale Maszi wyskoczył z jakimś świątecznym tekstem, więc nie chciałem wszczynać kłótni.
Wszyscy śmiali się, śpiewali i życzyli sobie w kółko tego samego. Wolałem się więcej nie ośmieszać; usiadłem w "kącie" i patrzyłem na nich.
-Czas na prezenty! - krzyknął ktoś.

Ktokolwiek?

Od Mashine

Nareszcie święta!!! Nie powinienem cieszyć się jak bachor bo to chyba idź działka. No cóż... Pierwsze święta naszych maluchów. W końcu mogę tak jeszcze na nich mówić bo moje szczeniaczki zawsze będą dla mnie szczeniaczkami. Czuję się jak bym był już dziadkiem. Hehe... Może jeszcze nie ta pora ale Ferraro i Coco zaczynają już szukać po tych krętych dróżkach. Dobra! Święta przecież nie trwają wiecznie więc zebrałem ekipę. Oczywiście była nią moja rodzina czyli Coco, Quiet, Ferraro, Snowy i Ace. Poszliśmy na dziedziniec (miejsce zebrań i środek sfory). Stała tam od zawsze duża choinka. Quiet pobiegła po ozdoby od projektantów. Wspólnie bawiąc się ozdabialiśmy choinkę. Wszyscy mieszkańcy sfory zbierali się by obejrzeć piękną choinkę.
- Kto założy gwiazdę?!- zaśmiałem się.

No kto?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Coco- CD opowiadania Damon'a

-A to zależy co chcesz mi pokazać...-zaśmiałam się.
-Zobaczymy-odpowiedział Damon.
-No to w drogę,co jest pierwszym obiektem naszej przechadzki?

Damon?

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Ferraro- CD opowiadania Aceland i Rocky'ego

Siedziałem i patrzyłem na moim zrozpaczonych przyjaciół. Dobrze że siedzieli w tej samej klatce co ja bo przynajmniej mam z kim gadać. Nagle zauważyłem ptaka który przesłał już list. Z kąd to wiedziałem? Bo w oknie stała MAMA!!! Ucieszyłem się niezmiernie na jej widok. Zacząłem szczekać ale chyba nie potrzebnie. Przybiegł hycel. Pokazywałem mamie różne znaki żeby zeszła z okna. Na szczęście w odpowiednim czasie zorientowała się o co chodzi.Szybko zeskoczyła. Potem hycel podszedł do mnie uderzył mnie i krzyknął a potem poszedł sobie. Mama po raz kolejny wskoczyła na okno. Ptak dziobem rozbroił klamkę i mama weszła po ciuchu do środka.
- Mama!!!-ucieszyłem się.- Jak to dobrze że tu jesteś!
- Ja też się cieszę ale jak wrócimy do domu to już nie będzie tak miło.-zdenerwowała się.
- Tam są guziki które otwierają klatki.-powiedziałem.- Kliknij je!
- Które?!-zapytała się.
- Wszystkie!!!-przyznałem.- Inne te psy też mają prawo do swobodnego życia!
Mama chyba była dumna z tych słów bo aż pojawiła się jej łza w oku po czym razem z Rocky'm zaczęli wciskać wszystkie guziki po kolei. Wszystkie psy zaczęły wyskakiwać przez okno przy czym stokrotnie nam dziękowały. 

*** na zewnątrz ***
- No to co chłopie...- zasmucił się Farquar.- To już koniec naszej przygody...- przytaknęły mu pozostałę.
- Nie!!!-uśmiechnąłem się.- Zapraszam was do naszej sfory! Po co macie dalej tak żyć jak i tak zaraz was łapią!
- No... W sumie to nie mamy co odmawiać!!!-krzyknął szczęśliwy Szeryf.

THE END

I tak oto w sforze powstaje nowa zakładka pt. ,,Goście'' w której będą formularze psów które psy poznały podczas jakiegoś opowiadania. Komu się spodobają mogą je przygarnąć!!!

Od Acelnad i Rocky'ego- CD opowiadania Ferraro

-Mashine,do cholery,jak pozwoliłeś gdzieś w ogóle iść Ferraro?!-wykrzyczałam.
-Ale ja nie wiedziałem...-fuknął Mashi.
-Dobra ja idę a raczej biegnę z Rocky'm do Nowego Jorku o ile że nas jakiś samochód nie potrąci..
Pobiegłam do kuzynka,nie pytając nawet o jego zdanie (i tak się by zgodził).
-Rocky! Idziemy po Ferarro do Nowego Jorku i to już - stwierdziłam.
-Ok-tylko mruknął z typowym dla niego uśmieszkiem.
-Ja popytam się tamtejszych psów o to schronisko,a ty spróbujesz go poszukać.Jak się dowiem gdzie ono jest,namierzę Ciebie.
-Tylko nie zjedz tych psów -śmial sie.
Rozdzieliliśmy sie.Słyszałam o grupce trzech kundli.Widzialam podobne dlatego pobiegłam do nich.
-Ty,widziałeś takiego ładnego Aussie-spytałam grzecznie.
-No a co?-odpowiedział od niechcenia.
-A to że szukam schroniska gdzie go zamknęli,wiesz gdzie jest?
-A co mnie to,a ty to kto?-rzucił mi głupie spojrzenie.
-Zaraz mi tutaj wszystko wyszczekasz albo rozerwę tobie i twoim koleżkom gardło-warknęłam.
-Oj dobra dobra,jest takie jedno w centrum miasta,ale zostaw mnie.
Zadowolona szybko znalazłam Rocky'ego.
-Leć do centrum miasta-krzyknęłam.
~
-Poprawię sobie tym formę -pomyślałem.
Od razu na pierwszy rzut oka widać duży napis "SCHRONISKO".
Po cichutku podkradłem się pod okno...

Ferraro?

Od Ferraro

Chcę przeżyć przygodę! Tak jak Qu założyła tą swoją paczkę. Nie ma to sensu ale należy do niej Qetsiyach więc nawet może być. Ale mi nie chodzi o coś takiego! Coś wielkiego! Wyjazd gdzieś...

***
Z samego rana a nawet jeszcze wcześniej wymknąłem cicho z jaskini. Na pożegnanie przytuliłem rodzeństwo i pocałowałem obojga rodziców w czoło. Pobiegłem przez las potem przez łąki. Wdrapywałem się na góry i zjeżdżałem z nich jak na desce. W końcu zauważyłem coś do czego dążyłem. Szosa!!! Zbiegłem powoli. Skryłem się w krzewach tuż przy drodze. Czekałem na właściwy moment. W końcu... HOP!!! I siedziałem już w środku jakiejś ciężarówki której drzwi były uchylone ze względu na towar w nim schowany. Nie żałuje że trafiłem właśnie do tej maszyny. Przewoziła do Nowego York'u towar do sklepu zoologicznego. Było tam pełno smakołyków, karm, zabawek! Normalnie poczułem się jak w raju! Przez całą podróż jadłem, bawiłem się i spałem. W końcu przez okno wdzierały się jakieś tajemnicze, kolorowe światła. Na dachu były drzwiczki dzięki czym wszedłem na dach. Po raz pierwszy widziałem coś tak pięknego i magicznego! Na domach były pozawieszane lampki różnego rodzaju. Na słupach ozdoby. A te choinki... O tym już chyba każdy wie... Gdy ciężarówka zatrzymała się w korku jak to bywa w Nowym York'u wyskoczyłem. Robiło się już ciemno chciałem więc znaleźć jakieś schronienie na nocleg. Zauważyłem małą dziurę w jednym z opuszczonych sklepów. Było tam dość przytulnie. Ułożyłem miękko stare gazety i klapnąłem zmęczony. W środku nocy obudziły mnie jakieś szczeki:
- Co ty tu robisz?!- krzyknął jakiś potężny pies.
- Ja?...-zdziwiłem się lekko.- No leżę jak widać...
- To nasza miejscówka.- uspokoił się nieco inny.
- Oj sorka...- smutnąłem.- Jestem tu chwilowo i nie mam schronienia...
- Możesz tu zostać.- powiedział najstarszy.- Nie będziemy ci bronić...
Ich trójka była bezpańska. Widać było że mieszkały w tym sklepie.

- A jak się nazywacie?-zapytałem jak już się ułożyli obok mnie.
- Ja jestem Farquar.- powiedział ten jasny.
- Denger.- powiedział rudawy.
- Ja nazywam się Szeryf.- powiedział czarny.- A ty?
- Ja jestem Ferraro, ale możecie mi mówić Ferro.- odpowiedziałem im.
- Spoko.- powiedział Farquar.- A skąd ty wo gule jesteś?!
- Echhh...- westchnąłem.- To daleko stąd. Sfora Psiego Uśmiechu. Jestem tam Alfą.
- Co?!- powiedział zdziwiony Denger.- Coś młody jesteś.
- Tak.-  zaśmiałem się.- Bo mój tata jest Alfą ale ja tak jakby też...
- Dobra chodźcie już spać...- ziewnął Szeryf.
Poszliśmy spać. Z rana już wszyscy oprócz mnie wstali i właśnie wracali z podwórka. Poszli na koniec sklepu i zawołali mnie. Poszedłem zobaczyłem ich siedzących w kręgu przed niby stołem zrobionym z kartonowych pudełek. Każdy miał jakąś zdobycz.
- A ty co masz?!-zapytali patrząc że przyszedłem bez niczego.
- Ja też mam coś przynieść?!-zdziwiony powiedziałem.
- No jasne!!!- powiedział starszy.- Chyba musisz coś jeść.
Pobiegłem na zewnątrz. Z kąd oni wzieli te wszystkie smakołyki. Oczywiście mój nos mi pomógł! Zaprowadził mnie do dziwnego kontenera w którym były resztki jedzenia. Bingooo!!! Ucieszony wziąłem pare najsmaczniejszych rzeczy i pognałem do sklepu. Nadal czekali na mnie głodni.
- Jestem, jestem!... Ehhh...-zdyszałem się.
- No nieźle...- powiedział jeden z nich.
Zaczęliśmy wszyscy jeść nasze zdobycze. Po jedzeniu wyszliśmy na spacer. Nagle Szeryf szczeknął głośno i na ten znak Denger i Farquar pobiegli za nim. Ja stałem i nie wiedziałem o co chodzi. Tylko ten wrzask pomógł mi się zorientować:
- Ferraro szybko!!! Biegnij do sklepu!!!
Na ten znak zacząłem wiać. W sklepie zapytałem o co chodzi.
- To był hycel!-powiedział Far.
- Kto to taki ten ,,Hycel,,?!-zapytałem wtajemniczony.
- To taki pan co łapie psy i zamyka je w klatkach!
- Uuuu... To dobrze że nas nie złapał.- ulżyło mi. Lecz chyba nie na długo.
Usłyszeliśmy dobijanie się do drzwi. To on!!! Widział jak wchodziliśmy do sklepu. W końcu udało mu się wyważyć drzwi  i zabrał nas do worka. Kiedy wyszliśmy byliśmy już w klatce. Siedzieliśmy tu już przez pare dni i moja cierpliwość się skończyła. Zacząłem wyć! Nagle w oknie zauważyłem ptaka.
- Hej hej ty!...- szepnąłem.
- Co chcesz?...- podleciał do mnie i się zapytał.
- Skołujesz mi kartkę i ołówek czy coś?- błagałem.
- No jasne!- poleciał i zaraz był z powrotem z narzędziami.
- Dobra dzięki!- powiedziałem.- A więc tak...
Wziąłem ołówek w zęby i... i? I?! Ja nie umiem pisać!!!
- Ja umiem!!! -powiedział Szeryf.
Zacznij pisać ja dyktuję!

Kochani! Pomocy! Jestem w Nowym York'u! W bardzo znanym schronisku! Musicie mi pomóc! Nie wyjdę z tąd sam. Jak popytacie tam psów dowiecie się gdzie jest to schronisko! Pomocy!!! Czekam!!!

~Ferraro

POMOCY!!!

Od Acelnad- CD opowiadania Santiago

-Siemka,jestem Ace,nowy?-spytałam
-No...tak-odparł
-Widzę że jesteś trochę zmieszany,pokazać Tobie tereny sfory?-zaproponowałam.

Santiago?

Od Qetsiyach

Był dzisiaj taki piękny dzień. Słońce ,pomimo że była zima, mocno rozświetlało las. Dla każdego byłby to wspaniały dzień, ale nie dla mnie, ponieważ musiałam go spędzić z nim. Z nim, czyli z psem, który nie wie jak być psem !!! Toromaru nawet nie wie jak sobie znaleźć jedzenie i dzięki dobroduszności mojego „kochanego” taty, ja muszę go pilnować. No trudno, postanowiłam pokazać co, nieco psu. Najpierw zaprowadziłam go na pewną polanę, gdzie często pokazują się ludzkie istoty.
-Dobra Toromaru, słuchaj uważnie. To jest miejsce gdzie ludzie robią zwykle grzybobranie. Wiesz co to grzyb, prawda ? – Pies pokiwał głową na boki, po moich słowach. – Serio nie wiesz ??? Dobra, nie będę się śmiać. Grzyby to taki jakby roślinki, które ludzie zbierają, gotują, żeby były lepsze i potem jedzą.
- Yhymmm… - Powiedział, podchodząc do jednego z nich. Zanim się zorientowałam już go przełkną.
- Tego się surowego nie je !!! – Wrzasnęłam
- Dlaczego ??? Mówiłaś, że ludzie to jedzą ??? – Zapytał oblizując się.
- Ale nie surowe, oni je gotują !!!
- Króliki też gotują, a my możemy je jeść na surowo.
- Ale to nie to samo, grzyby są trujące!!! – Powiedziałam zaciągając go powrotem do jaskini. Następnie oddałam go z powrotem pod opiekę tacie. Miałam nareszcie spokój. Poszłam nad jezioro Anskunmay i zaczęłam się wylegiwać na jego ciepłym brzegu
.
  Ktokolwiek ???

Od Damon'a- CD opowiadania Coco

Popatrzyłem zdezorientowanym wzrokiem na drzewo.
- Siedziałem.- szepnąłem w jej stronę.
- Naprawdę?- zapytała zdziwiona. Westchnąłem i pokiwałem głową. Chętnie znowu bym wskoczył, lecz czułem, że dostane za to ochrzan od Coco. Znowu westchnąłem.
- Może się przejdziemy?- zapytałem już trochę głośniej.

Coco?

Od Aceland

Kiedy szczeniaki dorastają mam więcej czasu dla siebie.Ostatnio rozmyślałam sobie czy istnieją psy-wampiry.Moja babcia była lekko nawiedzona,miała różne księgi o istotach nadprzyrodzonych,raz znalazłam tam wzmiankę właśnie o psach-wampirach.Mam akurat takie szczęście,że ten las znajduje się nie aż tak daleko od krańców sfory.Postanowiłam się tam wybrać,oczywiście sama.Miała to być samotna misja,nie chciałam straszyć innych psów ani kusić ich do zapuszczania się w nieznane krainy.
Jak na razie nie spotkałam nic co mogło być dziwne.Szłam w coraz większe krzaki...
Po chwili zauważyłam jakiś kształt.Cicho podkradłam się do stworzenia.Nawet nie mrugnęłam.Był przerażający.To wyglądało ja to:


Wiem że jest ich więcej,są podgatunki,mają różne kolory sierści.Dlatego też nie można się bać tylko tego,którego widziałam.Dlatego sforo:
MOJĄ MISJĄ JAKO ŻE JESTEM ALFĄ JEST WYKURZENIE TYCH DZIWADEŁ LUB ZABICIE ICH.NIE ZAPUSZCZAJCIE SIĘ NA TERENY POZA SFORĄ,GROZI TO UTRATĄ ZDROWIA BĄDŹ ŻYCIA.ZAŁATWIĘ TO SAMA BO ZNAM WIĘCEJ OD WSZYSTKICH NAWET OD MASHI'EGO O RÓŻNYCH STWORZENIACH MIESZKAJĄCYCH TUTAJ.NIE BÓJCIE SIĘ.

no chyba nie bo Maszi tą sforę założył...

Od Cheroon'a- CD opowiadania Bligrht

Westchnąłem i popatrzyłem na resztę.
- Snowy, spokojnie. Pójdziemy kiedy indziej.- podszedłem do psa. Snowy warknął pod nosem. Uśmiechnąłem się i potargałem jego łeb.
- No nic. To ja już pójdę.- westchnął i ruszył przed siebie.
- Gdzie mieliście iść?- szybko zapytała Bli.
- Do mojego dziadka.- westchnąłem i popatrzyłem na nią - Może się przejdziemy i porozmawiamy?- zapytałem spuszczając łeb.

Bligrht? c:

Od Stanley'a - CD opowiadania Ferraro

-Wiem! - przerwałem. - Zróbmy komuś psikusa!
-Znowu? - westchnął Ferraro. - Zaproponuj coś innego.
Innego? Ciężki temat. Przez całe życie nic innego nie robiłem. To była moja jedyna rozrywka. A to zjem właścicielowi kapcie, a to naleję w salonie. Fakt, że za to krzyczeli na mnie i bili, ale ich miny były bezcenne. A zabawy? Nie sprawiają mi radości. No bo jaki ma sens zapierdzielanie za kimś tylko po to, żeby go klepnąć. Zbędny wysiłek.
-Nie mam pojęcia - odezwałem się w końcu. - Życie jest takie nudne, nie ma co robić!
-Nieprawda - pocieszył mnie Fero. - Jest masa rzeczy, które można robić.
-Ciekawych rzeczy?
-Tak.
-No to mów.

Ferraro?

Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona

Popatrzyłam na niego zdziwiona. Taka tam wojna?! Zaczęłam się o niego martwić. Czułam że coś przede mną ukrywa.
- No dobra...-zamyśliłam się.- Robi się już ciemno, lepiej już pójdę do jaskini.
- Spoko ja też już idę.-zaczął się podnosić.- Narka!
Czmychnęłam na widok świetlika za nim żeby oświetlił mi drogę do jaskini, ponieważ musiałam iść przez las. A jak normalny pies nie chciałam wpaść na drzewo lub w krzewy.
 Z rana poszłam do Cheroona ale jego nie było w jaskini. Potem pobiegłam do Alf. U nich nie było Snowy'ego. Wspominał coś o walce i o Snowy'm. O nie!!! Muszę ich znaleźć!!! Pobiegłam ich szukać nagle zauważyłam ich dwójkę stojącą i patrzącą w wodę. Podeszłam cichutko i zza ich ramion zauważyłam dziwną, małą, błyszczącą się rybkę. Niestety chyba moje zdziwienie było zbyt głośne bo rybka schowała się w głębię wód a chłopaki popatrzyli na mnie ze złością.
- Bligrht!!!-krzyknął zrozpaczony Snowy.- Coś ty zrobiła?!
- Ojej...-spuściłam łeb.- Przepraszam...
- Przepraszasz?!-jeszcze raz krzyknął Snowy.- Ona już dzisiaj nie przyjdzie! Możliwe że już wogule nie!
- Co ja miałam poradzić?!- tym razem też ja się zdenerwowałam.- Ty się pewnie nie zdziwiłeś jak ją  zauważyłeś?!
- A żebyś wiedziała że nie!-krzyknął Snowy.
- No to sory!-odwróciłam łeb.- Bo ja takich rzeczy na codzień nie widzę!!!
Kłótnia ciągnęła się i ciągnęła a Cheroona stał i patrzył na nas i nie wiedział co zrobić.

Cheroon? 

Mamy Deltę!!!

Głosowaliście w ankiecie kto ma zostać Deltą sfory. Jednogłośnie mogę ogłosić że zostaję nią Irfan!!! Napisz mi czy Qetsiyach ma zostać młodą Delty gdyż jest córką Irfan'a.

Jeszcze raz gratulacje!!!

~Mashine

sobota, 20 grudnia 2014

Od Coco- CD opowiadania Damon'a

-Dobrze się czujesz?-spytałam lekko zaniepokojona.
Nadal nic nie odpowiedział.
-Masz język czy ci go wyrwali?W ogóle co robiłeś na tym drzewie?-spytałam

Damon?

Nowa suczka!

Imię: Celestia
Ksywka: Celia
Głos: Taylor Swift - Blank space
Rasa: chihuahua
Wiek: 1 rok
Płeć: suczka
Stanowisko: pielęgniarka
Rodzina: nie pamięta...
Partner: brak
Młode: brak
Historia:
Celestia urodziła się rok temu w sylwestra. Jej rodzice nie chcieli jej i nie kochali, dlatego porzucili ją w lesie. Celestia chciała ich odnaleźć, ale nie udało jej się. Suczka zrozpaczona zamieszkała w lesie i do 1 roku życia była pod opieką tajemniczych wilków, które napotkała na drodze. Pewnego dnia postanowiła odejść, by poszukać jakiejś psiej sfory.Po drodze spotkała psa, który opowiedział jej właśnie o tej. Celestia dołączyła do Sfory Psiego Uśmiechu i od tamtej pory czuje się znakomicie.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: końska_choinka

Od Cheroon'a- CD opowaidania Bligrht

Uśmiechnąłem się lekko.
- Spoko.- powiedziałem kładąc się. Suczka położyła się obok mnie.
- Co się stało? Ta krew...- powiedziała cicho.
- A nic. Tak tam wojna była.- westchnąłem.

 Bligrht? Nie mam weny :<

Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona

- Witaj...-szepnęłam.- Chciałabym ci coś powiedzieć...
- Ehhhh!!!-zerwał się jak mnie zobaczył.- Przeszkadzam ci?! Sory może pójdę?!-wystraszony powiedział.
- Nie nie nie...- zaśmiałam się lekko.- Chciałabym cię przeprosić za wszystko... Nie oceniaj książki po okładce... Najważniejsze jest w środku...


Cheroon? Wybaczysz mi? :D

piątek, 19 grudnia 2014

Od Santiago

Szedłem sobie powoli. Jakoś nie śpieszyło mi się. Wszystkie moje marzenia po prostu legły w gruzach. Dlaczego? Teraz nie będę mówić o co chodzi. Człapałem sobie, patrząc w ziemię. Wydała mi się bardzo interesująca. Westchnąłem i podniosłem głowę. Zobaczyłem jakąś suczkę.
- Hej.- powiedziałem do niej i uśmiechnąłem się do niej.

Jakaś suczka?

Od Damon'a

Nadszedł ten czas... dorosłem. Tak, to bardzo zły czas. Zaraz zacznę się zmieniać, już zauważyłem, że wole bardziej swoje towarzystwo. Właśnie szedłem sobie na spacer. Wiał lekki wiatr, który targał moim futrem. Zauważyłem też moje ulubienie, do chodzenia po drzewach. Wiem, wiem, jestem psem, co pies by robił na drzewach. Zawsze gdy o tym myślę, robi mi się dziwnie. Człapałem dalej. Byłem w lesie, więc czułem się bardzo dobrze. Szybko wskoczyłem na pierwsze, lepsze drzewo. Z jednego na drugie i z drugiego na kolejne. Było bardzo ślisko, no cóż jest zima. Głęboko westchnąłem i zeskoczyłem na ziemię. Śnieg był bardzo puszysty.
- Witaj.- usłyszałem za sobą głos. Odwróciłem się za siebie i otworzyłem szeroko oczy. Dosyć się przestraszyłem. Zobaczyłem Coco. Suczka patrzyła się na mnie, może chciała usłyszeć jakąś odpowiedź, jednak jej nie dostała.

Coco? :3

Od Ferraro

No cóż... Już dorastam zresztą jak każdy szczeniak w naszej sforze. Może nareszcie zbiorę się na odwagę i powiem... A zresztą nie ważne. Trzeba to świętować! Rodzice zorganizowali nam zabawę ale ja wyrwałem się. Pobiegłem do jedynego psa który mnie rozumie:
- Siema Stan!- przywitałem go przybiciem łapy.
- Joł ziooom!- machnął łapą.- Myślałem że jesteś na tym przyjęciu.
- Daj spokój...-westchnąłem.- Przyjęcie dla mnie? Heloł przecierz już dorosłem!
- Też tego nie zrozumiałem.- zaśmiał się.- Ale wyrwałeś się i możemy coś porobić hmmm?
- Spoko.- odpowiedziałem na propozycję.- Możeeee....

Stanley?

Qetsiyach dorasta!!!

Imię : Qetsiyah
Ksywka : Qet
Głos : Against The Current- Another You
Rasa : Mieszaniec Shiba inu i Shikoku Ken
Wiek : 1 rok
Płeć : Suczka
Stanowisko : Piosenkarka
Rodzina : Każdy członek rodziny, oprócz jej ojca , zginął w wypadku samochodowym.
Partner : Hmmm… może kiedyś
Młode : -
Historia : Urodziła się w jej rodzinnym kraju – Japonii. Była najsłabsza z miotu. Tata (Irfan) zawsze z nią zostawał i razem się świetnie bawili. Kiedyś gdy jej mama i reszta rodzeństwa poszli na spacer została sama. Jej tata wtedy długo nie wracał. Po chwili od wyjścia Imali usłyszała pisk opon. Gdy już chciała wyjść żeby zobaczyć co się stało przez drzwiczki szybko wbiegł Irfan. Kazał jaj tutaj zaczekać, mówił że zaraz wróci. Czekała prawie cały dzień. Gdy w końcu wrócił wydawał się zrozpaczony. Podszedł do niej, przytulił ją i powiedział właśnie te słowa „ Oni już nigdy nie wrócą ”. Nie rozumiała co się stało, lecz Irfan wiedział, że lepiej będzie jak nie będzie wiedzieć. Pewnie wiedział, że ona jest za mała, żeby sobie poradzić z taką stratą, dlatego w tej kwestii zawsze milczał. Kiedyś podszedł do niej i powiedział jej, że pójdą na wycieczkę. Zabrał ją bardzo daleko od tego miejsca w którym się urodziła. Po prostu uciekł od przeszłości, a ona razem z nim. Kiedyś spacerując po lesie napotkali psa. Zaproponował im dołączenie do sfory. Jej ojciec chętnie przyjął propozycję i tak właśnie tutaj się znalazła.
Upomnienia :0/4
Kontakt : Quarter

Damon dorasta!!!

Imię: Damon
Ksywka: Dam
Głos: Warriors - 2014 World Championship (Imagine Dragons)
Rasa: Owczarek niemiecki
Wiek: 1 rok
Płeć: Pies
Stanowisko: Piosenkarz
Partner: brak
Młode: brak
Historia: Miał kiedyś ojca i matkę jak każdy, wszystko się zmieniło gdy urodziły się nowe szczenięta. Został niezauważalny. Był jak duch. Kiedyś jeden z jego braci wybiegł na ulicę. Matka szybko zainterweniowała i stała się rzecz straszna. Matkę Damona potrącono. Wtedy już nie miał po co tu mieszkać. Ojciec znalazł sobie inną partnerkę, której nienawidził. Więc odszedł bez słowa. Nawet go nie szukano. Po paru tygodniach znalazł go pies i zaproponował dołączenie do sfory. Nie mógł odmówić.
Kontakt: WhiteWinter

Szczeniaki Aceland i Mashine dorosły!!!

Imię: Quiet [czytaj: Kłajet]
Ksywka: Spokuj, Qu, Cisza
Rasa: mieszaniec Samoyeda i Aussie
Wiek: 1 rok
Płeć: Suczka
Stanowisko: Alfa
Rodzina: Mama- Aceland Tata- Mashine Rodzeństwo- Ferraro
Partner: Podoba jej się Tromaru...
Młode: Nieeee...
Historia: Urodziła się w sforze. Nie ma co opowiadać.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: natik880






Imię: Ferraro
Ksywka: Ferrari, Fero, Fer
Rasa: Mieszaniec Samoyeda i Aussie
Wiek: 1 rok
Płeć: Pies
Stanowisko: Alfa
Rodzina: Mama- Aceland Tata- Mashine Rodzeństwo- Quiet,Snowy,Coco
Partner: Ma na oku jedną... Białą... Piękną suczkę...
Młode: Nie to mam w głowie...
Historia: Urodziłem się w tej pięknej sforze.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: natik880






Imię: Coco(czyt.Koko)
Ksywka: Coocy(czyt.Kuki)
Rasa: Mieszaniec Samoyeda i Aussie
Wiek: 1 rok
Płeć: Suczka
Stanowisko: Alfa
Rodzina: Mama-Aceland Tata-Mashine Rodzeństwo- Quiet,Ferraro i Snowy
Partner: Zauroczona Damonem.
Młode: Na razie brak.
Historia: Urodziła się w tej sforze.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Natusia666






Imię: Snowy
Ksywka: Nuki
Rasa: Mieszaniec Samoyeda i Aussie
Wiek: 1 rok
Płeć: Pies
Stanowisko: Alfa
Rodzina: Mama-Aceland Tata-Mashine Rodzeństwo- Quiet,Ferraro,Coco
Partner: Jeszcze nie poznał swojej miłości.
Młode: Brak
Historia: Urodził się tutaj.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Natusia666

środa, 17 grudnia 2014

Od Cheroon'a

Wyruszyłem dzisiaj na spacer. Dzień był spokojny, więc chyba nikt nie zwróci uwagi na to, że na chwilę zniknę. Człapałem łapa za łapą. Północny wiatr dawał się we znaki. Nie miałem na dzisiaj żadnych planów, więc ten spacer zajmie cały dzień. Przechodziłem akurat obok rzeki ze złotymi rybkami.
- Spełnię twoje życzenie.- Podszedłem i ciekawie popatrzyłem w wodę. Nagle wyłoniła się głowa rybki.
- Czego sobie życzysz?- powiedziała uśmiechając się. Od razu wiedziałem co powiedzieć.
- Zaprowadź mnie do dziadka.- powiedziałem stanowczo. Ryba skinęła głową.
- Też mogę iść?- powiedział, wyłaniając się zza krzaków Snowy.
- Co Ty tutaj robisz?- zapytałem zmieszny,
- Mogeee?- popatrzył na mnie cielęcym wzrokiem. Po chwili zaczął coś mówić w stronę rzeki.
- Tak.- powiedziałem zdziwiony - Ty, mały.- uśmiechnąłem się i ruszyliśmy.
- Gdzie idziemy?- zapytał Snowy.
- Do mojego dziadka.- odpowiedziałem i przyśpieszyłem kroku.
[...]
- Jesteśmy.- powiedziałem do szczeniaka. Staliśmy przed jaskinią. Mały pokręcił głowę. Weszliśmy powoli do środka. Z ciemnicy wyłonił się znajomy pysk.
- Kto pozwolił tu wejść?- powiedział ochrypły głos. Wywróciłem oczami i uśmiechnąłem się w stronę staruszka.
- Cheroon?- powiedział podchodząc bliżej. Pokiwałem głową. Sylwetka dziadka w końcu się wyłoniła.
- T-to wilk?- powiedział drżącym głosem Snowy. 
- Spokojnie.- uśmiechnąłem się do niego. Wilk podszedł i uścisnął mnie. Odwzajemniłem uścisk.
- Nie powinieneś tutaj przychodzić.- powiedział ponuro. Popatrzyłem na niego pytająco.
- Enes doszedł do władzy.- westchnął. Uśmiechnąłem się szyderczo.
[...]
Powiem w wielkim skrócie. Po prostu była wojna z Enesem. Moim wujkiem oczywiście. Wziąłem śpiącego Snowy'ego i ruszyłem w drogę powrotną. Na jego białym futrze było widać kilka ran. Tak brał udział w walce. Młody jest, niech się uczy. Gdy doszliśmy do sfory, zaniosłem szczeniaczka do jaskini alf. Panowało tam nie małe zamieszanie. Położyłem małego przed Ace.
- Spokojnie, śpi.- powiedziałem, widząc minę Ace i wyszedłem. Położyłem się na trawie. Poczułem nagle czyiś oddech. Nawet nie miałem sił by zobaczyć kto to.

Ktoś dokończy? c:

Nowy Pies!!!

Imię: Santiago
Ksywka: San
Głos: The Living Tombstone- Five Nights At Freddy's Song!
Rasa: Alaskan Klee Kai
Wiek: 4lata
Płeć: Pies
Stanowisko: Zielarz
Rodzina: Gdzieś tam jest.
Partner: Podoba mu się Salavana
Młode: Brak
Historia: Miał brata. Reszta rodziny nie była mu znana, lecz i tak woli ich teraz na oczy nie widzieć. Brat odszedł, bo znalazł sobie sforę. San wędrował dalej, i znalazł Sfore Psiego Uśmiechu.
Upomnienia: 0/4
 Kontakt: $ Dolary $

Od Autumn- CD opowiadania Rocky'ego

-No staraliście się.-rzekłam
-Dzięki.
-Ale po to by nas wkurzyć!
I zaczęliśmy się gonić. Było zabawnie. Rocki wpadł do jeziora z Salavaną.

Rocki?Sala?

Od Toromaru- CD opowiadania Bligrht

Całkiem dobrze mi się rozmawiało z Bligrht, po tym jak uciekłem z jaskini, w której kazał mi odpoczywać Irfan. Miałem tam czekać na Qet, ale spacer bardziej mi się opłacał. W końcu to był spacer dla urody, ale jakoś suczka z którą rozmawiałem wydawała się czymś przygnębiona.
- Wydajesz się zmęczona . – Zwróciłem uwagę. – Mama zawsze mi mówiła, że każdy powinien się porządnie wysypiać. Bo inaczej robią się zmarszczki , a potem robisz się stary i tracisz swoją urodę...
- Po prostu mam koszmary i nie mogę spać – Wtrąciła się w moje przemówienie, o uroku osobistym.
- Uuu… to bardzo źle. Mama zawsze mi mówiła, żebym nie jadł za dużo przed snem i żebym nie spał brzuchem do góry, bo to powoduje, że mamy koszmary. Ale mi brakuje jej rad – Z mojego pyszczka znikł uśmiech, a pojawiła się smutna mina. – Tak bardzo za nią tęsknię !!! – Wtedy smutek zamienił się w płacz. Ale przecież od płaczu też się robią zmarszczki, więc szybko się starałem opanować.


Bligrht?

sobota, 13 grudnia 2014

Od Rocky'ego- CD opowiadania Salavany

-No bo wiesz...o!jesteś nowa w tej sforze i chcieliśmy ci umilić,a raczej powitać u nas.
-No dobra wybaczam-odpowiedziała Salavana.
-Jak chcesz możemy zrobić psikusa Esperze i Autumn.
-No to ok-mruknęła szczerząc zęby.
-I zabawa trwa-krzyknął Stanley.
Żeby było łatwiej Stan pobiegł do obu suczek aby sprowadzić je obie na polanę.Posłałem go ,ponieważ ma dar przekonywania i psy dosłownie jedzą mu z łapy.
-No to gotowe-krzyknął.
Od razu pobiegliśmy na polanę.
-Jeszcze trochę psów zostało aby zrobić psikusa:Casandra,Mira,Tundra,Sintesu i jeszcze kilka.Może Mashine będzie na końcu kolejki,ale byłby ubaw.Zapewne Aceland by się wtedy przyłączyła-powiedziałem kompanom,którzy wspólnie zgodzili się z tym.Nie było czasu,trzeba się sprężać bo lada chwila mogą tu być.
-Uwaga kompanio,mam coś extra..wybuchowe prezenty.Jeśli je otworzą to wystrzelą fajerwerki.Już je zrobiłem i podpisałem.
Po chwili zza drzewa wyszły nasi "goście".
-O hej Autumn-przywitała się Esperaza.
-Widzę mamy tutaj jakieś prezenty,otwórzmy je...
I nagle wybuchły,a my wyskoczyliśmy zza drzewa.
-Witamy w sforze!!!

Autumn? Esperaza?

Od Salavany- CD opowiadania Rocky'ego

-Wiesz co i ty jeszcze pytasz?! Co to miało być?!
-Eeee zabawa.
-To zabawa Ro i Stan czy wy zwariowaliście?!
-No chyba nie co nie Stan?
-Pewnie Ro.
-Nie?! To jakim prawem to zrobiliście?!

Rocki? Stanley?

piątek, 12 grudnia 2014

Od Rocky'ego- CD opowiadania Stanley'a

-Pewnie,o ile że Ace mnie nie zabije jak się o tym dowie-szczeknąłem
-No to w drogę - odparł Stan.
Celem była Salavana.Jest od niedawna w naszej pięknej sforze więc trzeba było ją tutaj zadomowić.Zauważyłem że dosyć często przysiada na pewnym kamieniu.
Postanowiliśmy umilić jej siedzenie więc przyciągnąłem korę sosny pokrytej żywicą i wysmarowałem głaz
-No to będzie ciekawie-szepnąłem do Stanley'a.
Akurat jak na zawołanie z jaskini wyszła suczka.I jak się spodziewałem usiadła na kamieniu.
-Aaa ratunku,coś mnie chce zabić-krzyczała Salavana.
Był ranek,Aceland patrolowała zawsze okoliczne lasy,zapomniałem o tym..
I oczywiście wybiegła zza ściany lasu i zaczęła się na nas drzeć,a właściwie to na mnie.
-Ro,co ty odwalasz?! - wyglądała strasznie,jakby furia z niej miała nas udusić.
-Yyy nic-odparłem z uśmieszkiem.
-Nic ci nie jest?-spytała Salavany.

Salavana?


czwartek, 11 grudnia 2014

Od Stanley'a - CD opowiadania Rocky'ego

Zakaszlałem i pomasowałem się po piersi.
-Co ty, po mnie skakałeś? - spytałem z wyrzutem. - A gdzie delikatność, BHP? Czy jak to tam się nazywa.
-Życie ci uratowałem - powiedział jakby wątpił w te słowa. - Może okażesz choć trochę wdzięczności?
-Dziękuję - westchnąłem. - Mam pomysła! Zróbmy komuś psikusa.
-Przed chwilą otarłeś się o śmierć, a już chcesz się wygłupiać?
-Mówisz jak mój wujek, albo co najmniej Loki - wywnioskowałem. - Chodź, rozerwiemy się!

Rocky?

środa, 10 grudnia 2014

Od Bligrht

Wstałam z rana nieco gwałtownie przez okropny sen:
~ Chodziłam po aleji zakochanych wraz z Cheroonem a nagle z jego skóry wydarł się ogromny, przerażający wilk. Zaczęłam uciekać lecz świat sypał mi się pod łapami a na dodatek gonił mnie on... Nagle podskoczył i kiedy był już centralnie nade mną....

Obudziłam się... To chyba dobrze. Ciągle mam tą klaustrofobię co do Cheroona. Nie wiem czemu się tak panicznie boje. No cóż... Wykasuj to z pamięci. Jak Cheroon będzie przechodził nie uciekaj! Jesteś normalnym psem, a nie jakimś przesądnym.

Wyszłam z jaskini przewietrzyć się i rozruszać kości po trochę słabym śnie. Zauważyłam jakiegoś nowego psa. Chciałam go miło przywitać.
- Cześć.- powiedziałam do stojącego obok.- Jak masz na imię?
- Siema.- odpowiedział wesoło. - Jestem Toromaru.
- Wspaniałe imię. Ja jestem Bligrht.-powiedziałam.- Ale mów mi Bli.
Pies się uśmiechnął. Gadaliśmy tak w dobre dwie godziny. Nie miałam pojęcia że z jakim kolwiek psem będę tak długo rozmawiała i to o takich ciekawych i intrygujących rzeczach.


Toromaru?

wtorek, 9 grudnia 2014

Od Quiet- CD opowiadania Qetsiyach

Stałam jak wryta i patrzyłam na Qet. Nie wiedziałam czy się cieszyć bo obrażę Damon'a. Z drugiej strony było mi miło że to ja nią zostanę. Chociarz jeszcze został Damon. I nie wiem czy on się zgodzi.
- A ty Dam?- zapytałam dumnie.- Co o tym myślisz?
- Ehhhh...- stracił nadzieję.- Może być... W końcu to ty nas uratowałaś przed niedźwiedziem i umiesz zadbać o grupę.
- Ogłaszam przywódce!!!- krzyknęła Qetsiyach.- Quiet, Quiet, Quiet!!!
- Hip Hip HURA!!!- dołączył się Dam.- Hip Hip HURA!!!
Czułam się nieziemsko. Nie wiedziałam czy się  śmiać czy płakać z tego wszystkiego. W sumie mój tata jest przywódcą sfory a ja mojej drużyny. Mam to na pewno po nim. Robiło się już późno więc pożegnaliśmy się:
~ położyliśmy łapy jedną na drugą i krzyknęliśmy- futrzasta trójka!!!
Z rana przyszła Bligrht opiekować się nami. Nadal nie wiem po co to wszystko jak jesteśmy już prawie dorośli. No ale to wymysły rodziców, a rodziców trzeba się słuchać. Poprosiłam Snowy żeby symulował ból brzucha. Kiedy Bli do niego podeszła ja po cichutku wymknęłam się z jaskini. Damon i Qetsiyach już czekali na mnie w wyznaczonym wczoraj miejscu.
- Cześć!- krzyknęli szczęśliwi na mój widok.- Co tak długo?
- Hej...- powiedziałam zdyszana.- Musiałam się wymknąć z opieki Bligrht i dopiero teraz jestem.
- No dobra.- powiedziała Qet.- Mieliśmy szukać naszej miejscówki.
- A no przecierz!- powiedział Dam.- Ja coś znalazłem.
Damon zaprowadził nas do pewnego miejsce nieopodal fiołkowej łąki. Było skryte bardzo głęboko pod ziemią. Ale i udekorowane kwiatami i pnączami. Bardzo mi się podobało ale dopiero w środku było na co patrzeć.

Biegaliśmy po tym miejscu i rozglądaliśmy się. Nasza paczka miała już siedzibę.

Damon? Qetsiyach?

Od Qetsiyach- CD opowiadania Quiet

- Damon, po pierwsze mówi się zajebisty, a nie zajebiaszczy. Po drugie nie jesteś taki. – Westchnęłam.
- Nie prawda. – Odpowiedział lekko wkurzonym głosem.
- Prawda, gdyby nie Quiet to już byś był trawiony przez niedźwiedzia. Z resztą ja też. – Powiedziałam – Dziewczyna ocaliła ci skórę – Zaśmiałam się pod nosem. Po czym Damon warkną na mnie, a ja odwdzięczyłam się tym samym.
- Przestańcie się kłócić !!! – Krzyknęła sfrustrowana Qu
- Ok, ja już jestem cicho – Powiedziałam, spokojnie odwracając wzrok. – Chyba mam pomysł na to by unieszkodliwić kłótnie .
-Jaki ??? – Zapytali jednocześnie.
- Wybierzmy „ przywódcę”. Ten kto nim będzie, tego będziemy się słuchać.- Uśmiechnęłam się szeroko. – Głosowanie !!!
-Po co głosować ??? Przecież i tak każdy zagłosuje na siebie. – Wtrąciła się Quiet.
- Ja głosuje na Damona !!! – Krzyknął szybko Damon.
- Ja głosuje na Quiet. – Powiedziała spokojnie Qu.
- Hmm… a ja głosuję na… - Zaczęłam rozmyślać.
- Dobra, głosujesz na siebie. Wiedziałem, że głosowanie takie będzie. – Przerwał Dam.
- Quiet !!! – Krzyknęłam ile tylko sił w płucach.
- Co ?!?!?! – Zdziwili się oboje. Szkoda tylko, że nie widzieli swoich min.

<Quiet , albo Damon ? >

Nowy Pies!!!

Imię : Toromaru
Ksywka : Beat
Głos : Secret Girl- Alex Goot
Rasa : Mieszaniec
Wiek : 1 rok
Płeć : Pies
Stanowisko : Piosenkarz
Rodzina : Nie jest pewien, ale chyba wszystkim dobrze się powodzi
Partner : -
Młode :
-
Historia : Toromaru urodził się na zwykłej farmie. Był szczeniakiem o dziewczęcej urodzie, w zasadzie do tego czasu za dużo. Pierwszy został zabrany do nowego domu, z czego był bardzo dumny. Jego życie było normalne, ale do czasu. Pewnego dnia właściciele postanowili się przeprowadzić. Na początku nie wiedział o co chodzi, ponieważ „Pan” przyniósł nowego psa do domu. Toromaru myślał, że będzie miał nowego przyjaciela. Jednak w drodze do nowego domu właściciele nagle go wyciągnęli z samochodu i wydali komendę „ZOSTAŃ”. Chciał być wierny, więc od razu posłuchał rozkazu. Widząc to właściciele, bez chwili wahania odjechali, a on został całkowicie sam. Po kilku godzinach zdarzyła się katastrofa. Padał deszcz i jeden z bardzo rozpędzonych samochodów wpadł w poślizg. Wjechał prosto w niego. Toromaru próbował jeszcze odskoczyć, ale było już z późno. Leżał cały czas na szosie, aż znalazł go Irfan.
Upomnienia :0/4
Kontakt : Quarter

Od Irfan'a- CD opowiadania Lilith

Odwróciłem się w stronę Lilith i westchnąłem głęboko.
- Nie zamęczaj go pytaniami – Gdy to powiedziałem do jaskini weszła Qet.
- Yyy… tato ? Co on tu robi ? – Zapytała zaniepokojona.
- Yyy… to jest nasz chwilowy współlokator.- Powiedziałem, w tym samym Qet podeszła do psa i zaczęła go oglądać
- Toro-maru. - Powiedziała powoli. – Ale ma fajne imię, Toromaru.
- Skąd wiesz, ze tak ma na imię ? – Zapytała zaciekawionym głosem Lilith.
- No więc…
- Ma obrożę i znaczek z imieniem i adresem właścicieli. Sądzę, że nieaktualnym. – Wtrąciłem się. – Toromaru ? – Podszedłem do niego. – Wiesz, że twoi właściciele Cię porzucili, prawda ?
- Ale, oni zawsze wracali – Powiedział.
- Nie sądzę, że tym razem to zrobią.
- To co ja mam zrobić ?
- Masz do wyboru przyłączyć się do sfory, albo żyć na ulicy w jakimś wielkim Mieście. Ale chyba sobie tam nie poradzisz, bo z tego co widzę jesteś wychowany na pupilka ludzi, ale to twój wybór.
- No to w takim wypadku wolę dołączyć do sfory, tylko ja nie wiem jak się zachowywać w sforze. – Po jego słowach uśmiechnąłem się szeroko, odwracając łeb w stronę Qet.
- Qet Ci pomoże. – Powiedziałem szybko.
- Co? Dlaczego ja ?
- Bo masz więcej wolnego czasu ode mnie.
- No dobra – Westchnęła.
- A właśnie !!! Lilith może naszą wycieczkę po ternach dokończymy kiedy indziej, bo mam teraz trochę na głowię. Więc jak tylko znajdę czas to… hmmm… w zasadzie myślę, że na pewno ktoś inny lepiej Cię oprowadzi. No… na przykład Cheroon, albo Loki. Więc do zobaczenia. – Odbiegłem, nie czekając na odpowiedź, do Toromaru.

Od Sintesu'a- CD opowiadania Bligrht

- Takie tam przebieżki.- zaśmiałem się - Poranne bieganie, dobrze robi.
- Ah, tak. To miłego biegania.- uśmiechnęła się Bligrht. Pobiegłem dalej, przez gąszcze. Skakałem nawet, gdyż zaspy utworzone ze śniegu były naprawdę wysokie.
~~ No, tylko teraz się nie poślizgnąć.
Pomyślałem sobie. Śnieg był puszysty, lecz pod nim znajduje się lód i niefajnie byłoby się po nim przejechać. Niestety, moje błagania do boga nic nie dały. Zaraz ześlizgiwałem się po zboczu pagórka. Zamknąłem oczy, by śnieg do nich nie wpadł. Gdy je otworzyłem, zobaczyłem suczkę, która najwyraźniej była zdumiona.
- Hej.- powiedziałem z kwaśnym uśmiechem.
- Cześć.- odpowiedziała, jeszcze trochę zdziwiona.
- Jak masz na imię?- zapytałem, wstając i otrzepując się z resztek śniegu.
- Casandra. A Ty?
- Sintesu, ale mów mi Sin.- uśmiechnąłem się w jej stronę.

< Casandra? ^.^>

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Od Bligrht- CD opowiadania Sintesu

- Ahaaa... -kiwnęłam.- A czy ty może też jesteś pół wilkiem?!
- Co?! Wilkiem?! Hahaha!- zaśmiał się.
Pozostawiłam to w pamięci na inne chwile. Było już baaardzo późno, około północy a ja jeszcze sterczałam na podwórku. Pożegnałam wesoło Sintesu i pobiegłam lekkim truchtem do siebie. Z rana poszłam odwiedzić Masziego i Ace. Potem musiam trochę poniańczyć szczeniaki. Nawet lubię te małe stworzonka ale czasami nie da ich się utrzymać. Wyszłam ze szczeniaczkami na spacer na łąkę. Zobaczyłam w pobliżu Sintesu.
- Qetsiyah!- krzyknęłam do niej.- Ty i Ferraro jesteście najstarsi i najrossądniejsi więc popilnujcie reszte.
- Dobrze. Jestem do usług!- powiedziała i pobiegła do reszty.
Poszłam do Sinta i szczeknęłam wesoło:
- Hejka!
- Cześć! -ucieszył się na mój widok.
- Co tutaj robisz?- zapytałam.

Sintesu?

Od Sintesu'a- CD opowiadania Bligrht

Zamknąłem oczy. Śnieżek lekko padający, co chwila spadał mi na pysk.
- Jak ja kocham zimę.- zaśmiałem się. Suczka też się uśmiechnęła. Wstałem, gdyż zobaczyłem Cheroon'a. Suczka gdzieś zginęła.
- Hejo!- usłyszałem krzyk.
- Cześć!- odpowiedziałem miłym uśmiechem. Po paru dobrych minutach rozmawiania z Cheroonem, on poszedł w swoją stronę, ja w swoją.
- Znasz go?- usłyszałem głos. Bligrht pojawiła się obok mnie. Pokiwałem głową.
- To mój najlepszy przyjaciel.- uśmiechnąłem się - Dawno go nie widziałem.- powiedziałem już smutno. Suczka popatrzyła trochę zdziwiona.
- Kiedyś się z nim przyjaźniłem.- zacząłem swoją przemowę -Jednak ojciec mi zabraniał. Później on z rodzicami gdzieś znikną i dopiero teraz go spotkałem.- powiedziałem uśmiechając się.

Bligrht?

Nowy Pies!!!

Imię: Tundra
Ksywka: Tundi , Piorun , Bohater , Król Alaski.
Głos: Ed Sheeran- I See Fire
Rasa: Husky Syberyjski
Wiek: 5 lat
Płeć: Pies
Stanowsiko: (Popraw!)
Rodzina: W sforze nikogo nie ma. Dla mnie Teri , Black Snow i White są jak rodzina.
Partner: Brak. Nie okazuję uczuć , chociaż czasem chcę je uwolnić , pokazać , że kogoś kocham.
Młode: Pomarzyć...
Historia: Mieszkałem z Terim , Black Snowem i White na Alasce. Nie , nie było to piękne życie. Cały czas ścigaliśmy się w psich zaprzęgach , aż w końcu zaplanowaliśmy ucieczkę , i odeszliśmy. Po drodze do Polski , mieliśmy wiele przygód. Raz uratowałem nas. Pod koniec wędrówki , ścigaliśmy się z najszybszym zaprzęgiem w Polsce. Wygraliśmy. Nikt nie chciał nas przygarnąć , spaliśmy pod gwiazdami. W koncu wybrałem się na polowanie. Napadł mnie niedźwiedź brunatny. Omal mnie nie zabił , Teri , Black Snow i White mnie uratowali , a ja uciekłem , spadłem z wzgórza i nie wiem gdzie wylądowałem, Teraz moim marzeniem jest odnalezienie przyjaciół całych.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Szron30

Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona

- Jak to?!- popatrzyłam na niego przestraszona.- Czemu mi o tym nie powiedziałeś?!
- Nie chciałem żebyś pomyślała że jestem dziwny...- powiedział smutno.- Tak miło spędzaliśmy chwile a to by wszystko zepsuło.
Popatrzyłam na niego smutna i z gorzkimi łzami uciekłam w głąb lasu.

***
Tego śnieżnego ranka wstałam nawet szczęśliwa. Wybiegłam z jaskini popałętać się po sforze. Spotkałam Esperanze siedzącą na murku i wpatrującą się w niebo.
- Cześć!- rzyciłam przyjaźnie.
- Witaj. Jestem Esperanza.- odpowiedziała dumnie i wesoło.
- Miło mi... Ja jestem Bligrht.
- Urocze imię. -zaśmiała się.
- Dziękuję. -odwzajemniłam uśmiech.
- O patrz jakieś przystojniaki idą.- zachichotała zwracając głowę w stronę Cheroona i Sintesu.
- O nie!- szepnęłam.- Muszę iść! Do zobaczenia!
Uciekłam od wspaniałej suczki biegnąc najszybciej jak umiałam w miejsce gdzie nikt mnie nie znajdzie. Po kilku godzinach wyszłam z ukrycia kiedy było już ciemno. Jak wracałam do jaskini zobaczyłam Sintesu patrzącego w gwiazdy. Podeszłam z nadzieją że nie ma w pobliżu Cheroona.
- Cześć...- szepnęłam i usiadłam obok.- Mogę się dosiąść?
- Pewnie.- uśmiechnął się.- Co taka piękna suczka robi na dworze tak późno?
- Aaaa...- ziewnęłam lekko.- Byłam w... jaskini mojej koleżanki.
Przyznam że Sintesu jest trochę... Trochę?! Bardzo! ... słodki.....

Sintesu? :3

Od Cheroon'a- CD opowiadania Bligrht

- Może do lasu?- zaproponowałem.
- Dobra.- skinęła głową suczka i ruszyliśmy. Zaczął padać lekki śnieżek.
- Mmm. Zaraz święta.- rozmarzyłem się. Wszystko będzie usłane śniegiem i cały świat będzie biały. Takie święta będą idealne.
- Żyjesz?- Bligrht szturchnęła mnie łpą i powróciłem do rzeczywistości, w której świat dopiero stawał się biały.
- Chyba.- odpowiedziałem, jeszcze trochę nieprzytomnie.
- Szkoda mi Ace i Mashiniego.- powiedziała smutno suczka.
- Dlaczego nie możemy zakopać ten topór wojennego.- powiedziałem spuszczając łeb.Ziemia robiła się coraz bielsza, jednak na razie nie interesowało mnie to.
- To wilki.
- Ja też jestem wilkiem - westchnąłem - w połowie.

< Bligrht?>

Od Lilith- CD opowiadania Irfan'a

- To was zgubi. - wymruczał pod nosem tak, że Irfan tego niedosłyszał.
Zostawił mnie samą z obcym, ponieważ udał się po jakieś leki.
- Jak masz na imię? - zapytałam oglądając jego rany.
Nie dostałam odpowiedzi. Nieznajomy rzucił tylko okiem na mnie, a późneij znów zwrócił pysk ku ciałom niebieskim.
- Ygh... skąd jesteś? - westchnęłam i zapytałam po raz kolejny.
Cisza.
- To może... ten Twój pan. Kto to jest?
W tym momencie wrócił Irfan.

<Irfan? xd>

Od Qetsiyah- CD opowiadania Cheroona

Widziałam stres w oczach psa, lecz przecież jestem tylko szczeniakiem. To mnie strasznie dołuje, że nie ma tutaj żadnych szczeniaków. W dodatku jestem przekazywana jak jakaś pałeczka w wyścigu. Jak jedna osoba już nie chce ze mną spędzać czasu po prostu......

Od Esperanzy


Błąkałam się po tej sforze jak taki śmieć.Raz tu raz tam.Widziałam jak tamte psy bawią się no i polują.Mi nie była pisana przyjazń,bo jestem po prostu inna.Pochodzę z Hiszpanii i jeszcze słabo umiem mówić w ich języku przez co ciągle się ze mnie śmieją nie wiem czemu.Usiadłam na samym czubku klifu i zamknęłam oczy.To była taka piękna chwila...chciało mi się nawet śpiewać.

Yo no tengo la fuerza
Para promover corretean .
Debido a que esta fuerza tiene lentamente
expira . Yo no tengo la fuerza
a aparecer. La gente de
¿eres un monstruo.
Yo no tengo la fuerza más.
Por favor, comprenda que !
Yo no voy a correr y mantenerse al día
para usted .
Déjame ir ahora .
Dame tiempo puki .
Yo superfluo para usted, y estoy
te gusta una mala hierba

Po policzku popłynęła mi łza,ale szybko ją otarłam i zrobiłam poważną minę.Nie patrzę już w przeszłość!Teraz liczy się tylko przyszłość.Nagle coś zaczęło się ruszać w krzakach,a po chwili wyszedł z nich jakiś pies.

(Ktoś?)

niedziela, 7 grudnia 2014

Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona

Niby wierzyłam Cheroon'owi ale miałam dziwne przeczucia że jednak coś jest nie tak. Gwałtownie wstałam i żuciłam:
- Chodź...-szepnęłam.
Cheroon zdziwił się ale posłusznie wstał i pogalopował za mną. Zatrzymaliśmy się przed jaskinią Alf. ,,Chyba,, miałam na nią wstęp wolny więc weszłam zdecydowanym krokiem do środka. Zauważyłam bawiącą się gromadkę szczeniaków ,,Uch... szczeniaki...'' oraz Mashine i Ace siedzących przy wielkiej mapie całych w bandażach.
- Co się stało?!- krzyknęłam z wejścia.
- Wejdź!- krzyknął Mashine po czym weszłam w głąb jaskini.
- Mieliśmy małą bujkę z Wilkiem.- lekko uśmiechnęła się Aceland.
- Małą?!- parsknął Cheroon trochę nieodpowiedzialnie.
- No...- powiedział Mashi.- Alfa z Alfą to może trochę większa bujka nisz ,,Mała''.
Porzałowałam Mashiego i wyszliśmy z jaskini.
- No Cher...- przybliżyłam się do jego boku.- Gdzie teraz idziemy?

Cheroon?

Nowa Suczka!!!

Imię: Esperanza Perdida (hiszp.Stracona nadzieja.)
Ksywa: Espera
Głos: Patty- Nie Ma Nas
Rasa: Shiba inu
Wiek: 1,5
Płeć: Suczka
Stanowisko: Wojowniczka Zachodnia
Rodzina: Żyje gdzieś tam...
Partner: En este mundo , todos se ven apenas la mirada ( w tym świecie wszyscy patrzą tylko na wygląd )
Młode: Marzy..
Historia: Urodziła się w bogatym domu w Hiszpanii.Mieszkała tam bogata para,która miała jedną adoptowaną córkę Violę.Dziewczynka ubierała się na czarno i lubiła śpiewać.Kochała się w kwiatach,motylach i drzewach.Była zawsze szczera i często się śmiała.Choć była ładna przyjaciół nie miała.W zeszycie pisała najskrytsze sekrety lecz od śmierci matki przestała niestety.Ojciec zaczął ją wtedy traktować jak służącą i dawał surowe kary.Pewnego dnia Espera nie wytrzymała i kiedy ten człowiek chciał uderzyć Violę ona ugryzła go w rękę.Zły człowiek wziął ją i wyrzucił z domu.Matka suczki próbowała jej pomóc ale nie dała rady.Espera siedziała przed drzwiami cały tydzień aż człowiek zadzwonił po hycla.Hycel wrzucił ją do klatki,a kiedy dotarli do schroniska wpuścił ją do boksu razem z jakimś kundlem.Zagadała go,ale on nie odpowiadał.Siedział w ciemnym kącie smutny.Espera spytała go ponownie "Co się stało?"Pies tylko się do niej lekko uśmiechnął wchodząc bardziej pod światło.Wtedy Espera zauważyła,że pies jest ślepy na jedno oko.Zaczęli trochę rozmawiać z sobą.Okazało się,że pies marzył o wydostaniu się z tego miejsca.Wtedy suczka wpadła na pomysł.Hycel nigdy nie zamykał klatek na klucz więc kiedy Espera pchnęła kłódkę drzwi się otworzyły.Pomogła potem innym i wszyscy razem uciekli.Pies nadal podążał za Esperą i zrobił się bardziej rozgadany.Zaprowadził suczkę do swojego dawnego domu.Jego właściciele bardzo się ucieszyli i przywitali ich miskami z ciepłym jedzeniem.Całą noc spędzili romantycznie razem na balkonie wpatrując się w gwiazdy.Na drugi dzień Espera usłyszała krzyki na ulicy.Wyskoczyła z niskiego okna i pobiegła w to miejsce skąd dochodził ten krzyk.Zobaczyła Violę,którą dręczyli dwaj chłopacy.Espera odgoniła ich,a Viola szybko ją poznała.Viola zaczęła biec w stronę lotniska nie zwracając uwagi na suczkę.Jednak Espera pobiegła za nią.Na lotnisku czekał ojciec Violi,który zaprowadził ją do jednego z samolotów.Miała one lecieć do cioci w Holandii.Zdezorientowana Espera wbiegła do pierwszego lepszego samolotu niezauważona.Jednak kiedy wysiadła z niego okazało się,że nie jest w Holandii.Pobiegła w stronę lasu i tam po paru dniach znalazła sforę
Upomnienia: 0/4
Kontakt: JULKAR

Od Vakuu- CD opowiadania Rocky'ego




- Wiesz, Ty jesteś tu dłużej, i znasz więcej miejsc, no ale spróbuje.- zaśmiałam się.
- Możesz opowiedzieć historię.- przypomniał Rocky.
- To zostawię. Chodź.- powiedziałam do kompana i ruszyłam.
Szliśmy w ciszy, aż doszliśmy do kanionu.
- T ma być to miejsce?- parsknął pies.
- Skacz.- powiedziałam, patrząc w dół.
- Co?!- powiedział nie przytomnym głosem.
- Skacz.- powtórzyłam i zepchnęłam go.
- Zginiemy!.- krzykną Rocky.
- Spokojnie, pod nami jest woda.- zwróciłam się do psa, by tak nie panikował.. Trafiliśmy do małego zbiornika z wodą.
- Widzisz. Żyjemy.- uśmiechnęłam się. Rocky szybko wyszedł z wody i się otrzepał.
- Boisz się wody?- zaśmiałam się.
- Miałaś mi pokazać to miejsce.- powiedział szczerząc się.
- Już.- odrzekłam wychodząc z wody. Szliśmy wzdłuż kanionu. Płynęła tam mała rzeka.
- Może być?- zapytałam towarzysza gdy byliśmy na miejscu. Gdy wyszliśmy z kanionu, ukazała się naszym oczom plaża.
https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcS9qZlSuOJ3n0U03ZeeTNNxuZ5Ypb3dWZqk1vvsCC402UIbca5TEQ
- Nie zdziwię się, jeśli powiesz, że to widziałeś.- uśmiechnęłam się krzywo.

<Rocky?>

Nowa Suczka!!!

Imię: Casandra ( czyt. Kasandra)
Ksywka: Kaśka
Głos: Diablica- Casandra
Rasa: Bereński pies Pasterski
Wiek: 2 lata
Płeć: Suczka
Stanowsiko: Pielęgniarka
Rodzina: zginęli
Partner: szuka
Młode: brak
Historia: przed dojściem do sfory nic takiego się nie wydażyło. Mam nadzieje, że moja chistoria w sforze rozwinie się.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: niki987

Nowy Pies!

Imię: Sintesu
Ksywka: Sin
Głos: David Guetta- Dangerous
Rasa: Owczarek Szwajcarski
Wiek: 2 lata
Płeć: Pies
Stanowisko: Wojownik zachodni
Rodzina: Została gdzieś daleko.
Partner: Szuka
Młode: Brak
Historia: A więc, miał rodzinę, czyli matkę, ojca i rodzeństwo. Bardzo ich kochał. Gdy dorósł, razem z bratem ruszył w podróż. Jego brat osiadł we wcześniejszej sforze, lecz Sin'owi jakoś nie przypadła do gustu. Spotkał w końcu psa, który zaproponował mu dołączenie do sfory. I oto jest!
Upomnienia: 0/4
Kontakt: WhiteWinter

Od Irfan'a- CD opowiadania Lilith

Suczka była zahipnotyzowana w kolorach. Nic dziwnego, słońce rzucało różne kolory na błękitne „płótno”.
- Ładny obrazek, prawda ?
- Nom – Odpowiedziała, wciąż obserwując niebo.
- Sęk jest w tym co następuje po zachodzie słońca. – Powiedziałam, starając się ją zaciekawić.
- A co następuje po zachodzie słońca ???
- Raczej każdy widział zwykły srebrny księżyc, prawda ???
- No ja na pewno. – Przyznała znów przestając się interesować rozmową.
- Chciałem dodać, że mało osób widziało błękitny księżyc. Hmm… mógłbym wstawić go w podróżach po sforze, ale…
- Ale co ?
- Z tego co wiem to u naszych sojuszników trwa wojna, więc nie chciałbym aby ktoś z tych wrogich oczywiście watah zainteresował się naszymi terenami. Zatem lepiej trzymać się z dala od granic.- Po moich słowach zawiedziona skierowała się z mną ku reszcie sfory. Coś było nie tak, bo szliśmy o wiele dłużej niż wcześniej. Starałem się nie pokazywać zaniepokojenia, aż doszliśmy do rozwidlenia dróg.
- I którędy teraz? – Zapytała obojętna Lilith.
- Yyy… chyba jakoś w lewo… , albo w prawo. – Powiedziałem niepewnie.
- Błagam nie mów mi, że się zgubiliśmy.
- Ok, nie powiem – Odpowiedziałem kierując się w stronę lewej ścieżki. – Chyba trzeba iść tędy.
- Obyś się nie mylił.
- Przecież ja nigdy się nie mylę… no może raz nie miałem racji, ale to się nie liczy.-Ruszyłem powoli w lewą stronę. Oczywiście nie wiedziałem dokąd idę, ale jak zwykłe się do tego nie przyznaję. Szliśmy jeszcze dłużej niż wcześniej, a wokół ani jednej żywej duszy. Wyszliśmy z lasu na otwartą przestrzeń, dzieliła ją na pół duża autostrada. Na jej brzegu coś leżało, ale starałem się na to nie zwracać uwagi.
- To chyba pies. Trzeba mu pomóc !!! – Powiedziała zaniepokojona Lilith.
- Po co ? Pewnie tylko śpi. – Przyznałem odwracając się w stronę lasu.
- Jesteś ślepy ? Wokół jest krew. Nie widzisz jej ?
- Yyy… jasne , że widzę.
- To jak mogłeś przyznać, że on tylko śpi ?
- Yyy… myślałem że to farba. – Starałem się wymigać od prawdy.
- Jak lekarz mógł pomylić krew z farbą !? – Krzyknęła zirytowana suczka.
- Nie ważne. Zobaczę czy ten leżący jeszcze żyje. – Podszedłem do psa, wydawał się jeszcze żywy. – Pewnie ma wstrząs mózgu, widocznie go potrącił samochód.- Zamyśliłem się. – Dobra weźmy go do sfory.
- Ale w którą stronę tam dojdziemy ?
- Jakby tak się zastanowić to chyba już wiem gdzie jesteśmy. Popatrz w górę… i co widzisz ?
- Yyy… gwiazdy.
- No właśnie, gwiazdy pokazują gdzie się mniej więcej znajdujemy. Więc skoro my jesteśmy tu, to sfora musi byś gdzieś tam.
- Nie mogłeś tego wcześniej powiedzieć ?
- Wcześniej korony drzew je zasłaniały. – Powiedziałem chwytając rannego psa za skórę na karku.
- Czekaj, gdzie mnie bierzesz??? – Usłyszałem martwy głos. Wypuściłem psa, który odwrócił powoli łeb w moją stronę.
- Yyy...zabieram cię do reszty sfory. – Przyznałem lekko przerażony, ledwo słyszalnym głosem wyczerpanego psa.
- Ale nie możesz…
- Dlaczego ? Przecież potrzebujesz pomocy. – Powiedziała zaniepokojona Lilith.
- Pan kazał mi tu zostać, a ja muszę się go słuchać. – Podniósł się resztkami sił i poszedł powrotem na szosę. Trochę się zataczał, ale nie przestawał iść.
-Nie ma mowy, że tutaj będziesz czekał. Zabieram Cię ze sobą. – Powiedziałem ponownie chwytając go za kark. Przyciągnąłem go tak do mojej jaskini. Tuż przy jej brzegu puściłem go i padłem ze zmęczenia na ziemię. – Na czas gojenia się twoich ran zostaniesz za mną, w Sforze Psiego Uśmiechu, ok ? – Pies jednak milczał, wpatrując się martwym spojrzeniem w niebo.

< Lilith, albo ktoś inny ? >

Od Rocky'ego- CD opowiadania Stanley'a

Nie przejąłem się tym że zemdlał bo byłem pewien co w takim razie robić.Irfan był za daleko więc postanowiłem działać na swoją łapę.Stanąłem na dwóch łapach i skoczyłem na jego pierś.I tak dwa razy.Od razu się ocknął,ale żeby go dobudzić uderzyłem go ogonem w pysk.
-Tyle paniki o nic...może to przez wilka dostał "ataku nie oddychania"-pomyślałem.

Od Aceland- CD opowiadania Mashine

-No to uwierz-rzekłam z uśmiechem.
Też się z tego cieszyłam więc traciłam go pyskiem,na którym jeszcze wisiały resztki bandażu.
Miałam już pewne plany dotyczące świąt...

Od Lokiego - CD opowiadania Rocky'ego

-Czy ja wiem - skrzywiłem się. - Może... w sumie to dobrze, że coś robimy.
Rocky uśmiechnął się triumfalnie.
-Ale to nie zmienia faktu, że wolę lato - dodałem szybko.
-Dobra, trzeba wziąć się do roboty - westchnął pies.
-Od czego zaczynamy?
-Może dekoracje...- zamyślił się. - Albo przedstawienie.
-I prezenty dla szczeniaków - dodałem. - Może od nich zaczniemy?
-Prezenty? W święta to już takie szczeniaki nie będą. Już nie są mali.
-To zróbmy prezenty dla wszystkich - podskoczyłem.
Coś dziwnego się ze mną działo. Czułem, że rozpiera mnie energia, po raz pierwszy... może drugi raz w życiu. Nie wiem czy to Rocky mnie tak przekonał, czy sam na to wpadłem, że święta to coś naprawdę miłego.
-Znajdźmy jeszcze kogoś do pomocy - zaproponowałem. - Mam dziwne wrażenie, że sami nie zdążymy z tym wszystkim.

Rocky?

Od Stanley'a - CD opowiadania Rocky'ego

-Walca tańczyłem - wyszeptałem z trudem podnosząc się z ziemi.
-Wszystko w porządku? - spytał.
-Taa... - poczułem mocne ukłucie w klatce piersiowej.
Przez pierwsze kilka sekund nie mogłem oddychać. Walczyłem by złapać choć trochę powietrza.
-Dzwoń - krzyknąłem resztkami sił. - Dzwoń po lekarza! Duszę się!
Rocky nerwowo rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu znajomej twarzy. Niestety byliśmy sami. Nie dałem rady dalej walczyć z bólem. Zemdlałem.

Rocky?

Od Rocky'ego cd. Vakuu

-Co ty robisz,hm?-fuknąłem do niej.
-Oj sorry,to Ty-odparła lekko zmieszana.
-To ja sobie biegałem po lesie aż nagle ty wyszłaś z zza drzewa z jakimś listkiem i nie zdążyłem wyhamować...ale to nie zmienia faktu że mnie przygwoździłaś do ziemi i jestem brudny-odpowiedziałem lekko sfrustrowany i strzepałem z sierści strzępki trawy i kilka grudek ziemi.
-Oj sorry-odparła szczerze.
Wpadłem na pewien pomysł.Lubię ją więc może mi się odpłacić za ten wypadek.
-Może w ramach przeprosin zabierzesz mnie w jakieś nieznane mi dotąd miejsce lub opowiesz fajną , a zarazem mrożącą krew w żyłach opowieść,hm?
<Vakuu?>

Od Vakuu

Szłam przez sforę. Było idealnie na spacer. Wiał lekki wiatr, a na niebie były chmury. Kochane chmury które zakrywały przeklęte słońce. Zerknęłam w górę. Mam nadzieje, że teraz kochane chmurki nie pójdą sobie na spacer tak jak ja. Zaśmiałam się. Popatrzyłam na swoje łapy, które powoli kroczyły po ziemi. Wyglądały jak małe drzewka rosnące w trawie. Potrząsnęłam głową
~~Co ja sobie wyobrażam!
Warknęłam na siebie lekko. Widocznie moja wyobraźnia była dosyć bujna. Tylko gdzie ja coś takiego wykorzystam. Wzięłam pierwszy lepszy liść w pysk. Rozejrzałam się i usiadłam. Pościłam listek, a ten powoli opadł na ziemię. Zaczęłam go szturchać łapą. Po paru minutach leżałam na plecach bawiąc się listkiem. Taki mały, lecz daję tyle radości. Złapałam go i wstając ruszyłam dalej. Koniec tej zabawy. Poszłam dalej. Nagle poczułam wielkie wstrząśnięcie. Uderzył we mnie z całej siły pies. Warknęłam na niego. Co on sobie uważa! Że co, że jak jestem suczką to może robić sobie co chce? Nie ze mną. Wstałam i skoczyłam przygwożdżając go pazurami.

 Ktoś dokończy?

sobota, 6 grudnia 2014

Od Quiet- CD opowiadania Damon'a

- Ja wiem!!!- wtrąciłam się.- kudłata trójka!
- O coś w tym stylu!- zgodził się Damon.- tylko bardziej futrzasta trójlka.
- No w sumie mi pasuje...- parsknęła Qet.
- Qet!- lekko się zdenerwowałam.- To ma być zapamiętane! Chodź na chwile naszego szczeniactwa!
Qetsiyah przytaknęła. Poszliśmy razem na naszą pierwszą przygodę! Szliśmy nad jezioro nie wiedząc że w pobliżu czeka... Niedźwiedź!!!
 Dotarliśmy nad jezioro i weszliśmy na płytką wodę. Robiliśmy zawody kto szybciej przepłynie od jednego do drugiego kamienia. Wygrał Damon. Ja już wyszłam. Qet i Dam jeszcze chwile się popluskali. Usłyszałam dziwne ryki i chciałam dowiedzieć się co to jest. Podeszłam cichutkimi kroczkami i zza drzew wyskoczyła wielka bestia. Pobiegłam z wszaskiem bo resztę.
- Damon!!! Qetsiyah!!!
- Co?!- wystraszyli się.
- Niedźwiedź!!!- krzyknęłam z całej siły.
Pobiegł za mną więc nie mieliśmy jak uciec. Na chwilkę zamknęłam oczy... uffff... skupiłam się... Poczułam w sobie cisze... spokój...i MOC!!!! Podskoczyłam i nawaliłam się na futrzaka. Dam i Qet niewiedzieli czy uciekać... Ale przecierz futrzasta trójka trzyma się zawsze razem. Ciągaliśmy niedźwiedzi w tą i spowrotem groźnie szczekając i warcząc. Puściliśmy go i uciekł wystraszony i obolały. Przez jakieś pół godziny staliśmy na baczność obok siebie patrząc na las i dysząc. Zrobiliśmy to... Trójka szczeniaków... Powaliła niedźwiedzia! Dobrze że mama się o tym nie dowiedziała bo nie chciałam żeby tamta sytuacja znowu się powtórzyła.
- I co wy na to.?...- wyszeptałam.
- Co...- zapytała Qet rozkojarzona.
- Udało się!!!- Damon jak zwykle szczęśliwy.- Jestem zajebiaszczy!!! Oł jeeeeaaaa!!!

Damon? Qetsiyah?

Od Damona- CD opowiadania Qetsiyah

Wyostrzyłem swoje komórki w mózgu.
- Na przykład... Paczka szczeniaków gwiazd.- odpowiedziałem. Qet i Quiet popatrzyły na mnie z dziwnymi minami.
- Coś dziwna ta nazwa.- powiedziała jedna z nich.
- No przyznam nie najlepsza.- zaśmiałem się - Nie tak łatwo wymyślić coś pod presją.
- Jaką presją?- zaśmiała się Qetsiyah.
- No tak wymyślić nazwę szybko.- odrzekłem - Szybkie szczeniaki.- znów jakiś pomysł wyszedł ode mnie. Nie wiedziałem co może im przypaść do gustu. Więc mówiłem wszystko co mi ślina na język przyniosła.

Quiet? Qetsiyah?

Od Mashine- CD opowiadania Aceland

- Miałem ciebie tak zostawić?!- krzyknąłem nie otwierając za mocno pysku bo bardzo bolał.
- Ale Mashi...- dodała bardziej spokojnie.- Ja cię kocham i chciałam obronić ciebie i szczeniaki. Patrz na swoją ranę!
- Na moją?!- zdziwiłem się.- To popatrz na siebie.
Ace zerknęła w pobliską, sporą kałużę. Wystraszyła się na swój widok. Zamiast białej, lśniącej sierści była cała we krwi. Poprosiliśmy Bligrht żeby popilnowała szczeniaków na czas naszego wyjścia. Nie chcieliśmy żeby szczeniaki zobaczyły nas w takim stanie. Poszliśmy do Irfan'a bo był jedynym lekarzem w naszej sforze. Opatrzył nasze rany zabandażował, przemył i doporwadził nas to porządku. Podziękowaliśmy mu bardzo. Oczywiście jak przyszliśmy i maluchy zobaczyły taką ilość bandarzy zapytały co się stało. Ace opowiedziała im to trochę mniej drastycznie jak naprawdę wyglądała ta sytuacja. Mam nadzieję że po tym żaden wilk już nie będzie nam zagrażał.

***

Niedługo święta!!! Wesoły i piękny czas w roku. To pierwsze święta szczeniaków i ich wielki czas. Przecież dorastają! Śnieg już dawno pokrył nasze ziemie a ptaki poleciały do ciepłych krajów. No ale psy jak zawsze zostały. I niestety wilki też... Może w te święta uda nam się ich uniknąć. Snowy. Ferraro, Coco i Quiet były tak podekscytowane że tak jak to ludzie na czas jakiegoś ,,Adwentu'' jedzą czekoladki z kalędarza tak oni codzienie zjadali po jednym płatku magicznego kwiatu o dwudziestu czterech płatkach który rośnie tylko na okres grudnia.
- Nie mogę uwierzyć że nasze maluchy już niedlugo nimi nie będą...- powiedziałem zaczarowany.

Aceland?

Od Aceland

Wstałam o świecie.Szczeniaki i Mashi jeszcze drzemały.Udałam się na patrol po okolicznych terenach miedzy innymi wokół wodospadu i na dzikich polanach bo od niedawna kręcą się tam wilki z innych watah,a nie zawsze myślą rozsądnie i czasami robią głupie rzeczy.A więc pokłusowałam w tamtą stronę.Jakby to było nieuniknione zobaczyłam czarnego basiora a za nim trzy mniejsze:dwa czarno-białe a jeden popielaty.Jakby tego było mało zobaczyłam dwie "zguby" z naszej sfory:Autumn i Mirę.
-Fajny sobie czas wybrały na spacerek,o świcie wiadomo że wilki schodzą z łowów i to bardzo niebezpieczne chodzić o tej porze nawet we dwójkę-pomyślałam.
-Ej!-krzyknęłam z małą nutką złości -Autumn i Mira,lećcie do swoich domów.
Tylko jak zobaczycie wilka to nie panikujcie.
Teraz odwróciłam się do czarnego wilka.
-Zmiatajcie stąd!
-A kim ty niby jesteś,że się tak do alfy zwracasz?-ryknął basior.
-Alfą,a ten teren na którym stoisz należy do MOJEJ sfory-spojrzałam na niego z ukosa.
-Nigdzie się stąd nie ruszę -odpowiedział.
Ugryzłam go w szyję,a potem w ucho.I tak to się zaczęło.Przewrócił mnie na ziemię,ale ja nie poddaję się tak szybko.Boleśnie podrapałam mu łapy, z których ciekła krew.Trzy pozostałe wilki spanikowały i uciekły.Rzucaliśmy się sobie do gardeł chyba z godzinę.Kątem oka zauważyłem troikolorowe futro.Byłam już zmęczona ale nadal nie zmniejszałam ucisku moich zębów na jego karku.Po chwili zauważyłam że to Mashine.
-Puść ją -krzyknął do wilka.
-Mashi ,wracaj do domu-mówiąc to zacisnęłam bardziej zęby.
W mgnieniu oka pies rozdzielił mnie i basiora przy tym dostał prezent-podrapaną skórę na pysku,ale wilk po walce widząc że jesteśmy we dwoje oddalił się.
-Nic ci nie jest Mashine,nie powinno Ciebie tutaj być,załatwiłabym to sama,po co tutaj przychodziłeś?-warknęłam z troską w oczach widząc ranę na pysku.

Mashine?

Od Rocky'ego- CD opowiadania Loki'ego

-Po prostu biegnij za mną,zobaczysz...-krzyknąłem do biegnącego w tyle Loki'ego.
-To będzie trochę długa droga-pomyślałem z uśmieszkiem
Wokół nas biegały dzikie zwierzęta:sarny,lisy,dziki i jelenie.Miałem ochotę na małe polowanko ale teraz nie było czasu na to.Kiedy przebiegliśmy już przez gęstą ścianę lasu w dali wynurzała się polanka,biała polanka.
-To tam-rzuciłem do mojego kompana
Nareszcie byliśmy u celu.Polanę pokrywał śnieg.O tym miejscu wiedziałem tylko ja i Ace(to ona to odkryła ale to co).Panował dopiero zauważalny po chwili mrok a na niebie tańczyła zorza polarna.
-Wow...nie wiem co powiedzieć-westchnął Loki
-To nic nie mów tylko wpatrz się w to miejsce-mruknąłem z przekąsem.
Musiałem mu to pokazać,aby poczuł magię Świąt.Świetliki świeciły kolorami tęczy.Na niebie szybowały białe,puchate sówki.
-Czy teraz choć trochę jesteś przekonany do tegorocznego dekorowania ze mną terenów sfory i cieszenia się ze śniegu-spytałem go.

Loki?

Od Rocky'ego

Spotkałem wilka,wielkiego wilka.Stał tuż przede mną więc schowałem się za pobliski głaz.Krew wraz ze śliną kapała mu z pyska.
-Ciekawe co zaatakował?-pomyślałem.
Okrążyłem go i stanąłem tak żeby mnie nie zauważył.Chciałem zobaczyć tego nieszczęśnika,który prawdopodobnie już nie żył.To co zauważyłem...nie spodziewałem się tego .Na ziemi leżał Stanley.Nie znałem go zbyt dobrze -prawie wcale.Ale w końcu jest z naszej sfory,jest jednym z nas więc postanowiłem go uratować.Zakradłem się po cichu do niego.Po chwili zauważyłem że wilk gdzieś się rozgląda.Chwyciłem więc psa,a z racji tego że jest ode mnie lżejszy"zarzuciłem"go sobie na plecy.Kiedy znaleźliśmy się nareszcie na bezpiecznych terenach sfory położyłem go na trawie.
-Cześć Stan-rzuciłem w pól uśmiechu odsłaniając wszystkie zęby -co ty tam do cholery robiłeś z tym wilkiem?!

Stanley?

środa, 3 grudnia 2014

Od Cheroon'a- CD opowiadania Bligrht

Zobaczyliśmy biegnące w naszą stronę, trzy szczeniaki.
- Cześć!- powiedziałem z kwaśnym uśmiechem, po czym popatrzyłem na skrzywioną Bligrht.
- Cześć! Co tam u was?- krzyczały jeden przez drugie.
- Quiet, jak tam z twoim tatą.- zagadnąłem.
- A nic, siedzi w jaskini.- odpowiedziała mała merdając ogonem.
- Na pewno nic mu się nie stało?- powiedziałem, patrząc na nią niepewnie. Ta zrobiła duże oczy i pobiegła w stronę swojej, a za nią reszta.
- Na prawdę coś się stało dla Masziego?- zapytała zmieszana suczka.
- Nie.- zaśmiałem się. Już wszystko mieliśmy z głowy. Położyliśmy się na trawie i odpoczywaliśmy.

Bligrht?

niedziela, 30 listopada 2014

Od Bligrht-CD opowiadania Cheroon'a

- Yyyy...- zawachałam się.- A może nie aż tak daleko?...
- No nie gadaj że się boisz?- zdziwił się.
- Nie...- powiedziałam wiedząc że i tak cała prawda wyjdzie na jaw.
- No to chodź!!!- uśmiechnął się.
- Przepraszam...- spuściłam łeb i skierowałam się w stronę drogi powrotnej.
Cheroon wybiegł z wody stanął przede mną i powiedział:
- Nie masz się czego bać...- szepnął.- Jesteś ze mną...
No i jak ja miałam nie zaufać tak pięknym słowom?! Oczywiście się uśmiechnęłam i razem z Cherem weszliśmy na głęboką wodę. W pewnym momencie straciłam panowanie i zaczęłam się szarpać i tonąć. Cheroon zanurkował i z pod wody wziął mnie na swoje plecy. Wyszliśmy z wody. Cheroon przestraszony już chciał biegnąć po pomoc lecz ja uśmiechnięta powiedziałam że jest wszystko okey. Wysuszyliśmy się na trawie gadając. Zobaczyliśmy w pobliżu Qetsiyah,Damon'a i Quiet. Woleliśmy uniknąć tamtej sytuacji i zamiast zabawy z szczeniakami spokojnie od nich odpocząć. Skradaliśmy się do krzewów. Niestety Chero musiał coś zrobić bo usłyszałam krzyki...
- Patrzcie Cheroon!!! Jejjjjjj!!! Chodźcie!!!


Cheroon?

Od Lokiego - CD opowiadania Rocky'ego

-Dlaczego zwracasz się z tym do mnie? - przekrzywiłem łeb. - To nie ode mnie zależy.
-Może nie, ale przyda mi się ktoś do pomocy - uśmiechnął się.
-Bez urazy, ale święta... nie, to nie dla mnie.
-Nie lubisz świąt?! Śnieg, choinka, cudowne ozdoby, radość, rodzina...
-Zimno, mokro, ciemno - przerwałem. - Poproś kogoś innego.
-Ale - spojrzał na mnie smętnie - to nasze pierwsze święta w tej sforze. Wszyscy spędzą je razem. Bez ciebie to nie będzie to samo... Przynajmniej nie psuj tej przyjemności innym, zwłaszcza dzieciakom.
Milczałem, nie wiedziałem co odpowiedzieć.
-Przepraszam - westchnąłem. - Zrobię to. Pomogę ci, ale tylko dla dzieciaków.
-Super! - zerwał się z miejsca. - Chodź!
-Dokąd? - pobiegłem za nim.

Rocky?

Od Stanley'a - CD opowiadania Mashine

-Dobrze wiedzieć - uśmiechnąłem się lekceważąco.
-Ani trochę cię to nie rusza? - zdziwił się Loki. - Przecież...
-Co ma mnie ruszać? Twój szczeniacki żart. W sumie dobrze, że poruszyłeś ten temat. Pomożesz mi ich znaleźć, dowiemy się czemu mnie zostawili.
-Ja... nie żartuję, chciałbym, ale to prawda. Czy ja ci wyglądam na kogoś kto żartuje?
-Nie... - zamyśliłem się. - Raczej na kogoś, kto wali suchary. Idziesz ze mną?
-Nie rozumiesz. To nie wygłupy. Zresztą co ty możesz wiedzieć o poważnych rozmowach...
-Masz rację. Nie wiem nic. Nie nauczyli mnie tego.
-Teraz będziesz ich obwiniać? Ciut późno. Przyjmij to jak na twoje lata przystało. Oni nie wrócą, nie spotkasz się już z nimi.
-Idź ty pesymisto. Odnajdę ich i ci udowodnię. To że ich ze mną nie było, nie znaczy że ich nie ma.
Zostawiłem Lokiego i pobiegłem do lasu. Wiedziałem, że nie kłamał, mimo to nie potrafiłem w to uwierzyć. Moi kochani rodzice nie żyją?! Nie chciałem żeby widział mnie jak płaczę, nie chciałem aby ktokolwiek mnie teraz widział. Nie byłem sobą. Pierwszy raz w życiu coś chwyciło mnie za serce.

sobota, 29 listopada 2014

Wyniki Konkursu!!!

W końcu oceniłam wasze cudowne prace. A oto pierwsze miejsce...

1.
Lilith!!! 
Nagroda: 80PNS i Eliksir Niewidzialności


2.
Irfan, Qetsiyah
Nagroda: 50PNS i Eliksir Latania


3.
Loki
Nagroda: 40PNS



4.
Cheroon
Nagroda: 20PNS


Gratulacje wszystkim!!!



Od Lilith- CD opowiadania Irfan'a

- Trochę przerażające - kolejny raz objęłam wzrokiem krajobraz.
- To prawda - przytaknął.
- TO gdzie dalej? - spojrzałam na niego, a on skarcił mnie wzrokiem. - Sorry.. - zaśmiałam się cicho.
W ciszy zaczął iść. Podążałam za nim, ale tuż po chwili zmienił chód w bieg.
- Szybciej! To może zdążymy! - krzyknął nie odwracając się w moją stronę.
- Ale na co?! - odkrzyknęłam zdezorientowana próbując go dogonić.
Irfan cały czas przyśpieszał. W pewnym momencie zatrzymał się natychmiastowo, a ja wpadłam na niego. Samiec nawet nie drgnął tylko uśmiechał się szeroko.
- Na to
Zachód słońca. To temu się tak śpieszył? No cóż, było pięknie.

<Irfan? c: >