piątek, 12 czerwca 2015

Od Video - CD opowiadania Avalon

- Już - przewróciłem oczami i wstałem. Posłusznie poszedłem za Avalon. Jeszcze rozejrzałem się szybko. Zima, zima i zima! Jest to taka piękna pora roku. Popatrzyłem na suczkę, która niespecjalnie chyba była zadowolona z zimy. Podbiegłem do niej.
- Nie lubisz zimy? - zapytałem i uśmiechnąłem się - To jest taka fajna pora roku! - zaśmiałem się i tym razem ja ją popchnąłem. Av wpadła w śnieg, przez co tym bardziej nie była zadowolona.
- Możemy iść? - zapytała, wstając ze śniegu. Pokiwałem przecząco głową i rzuciłem w nią śnieżką. Avalon zrobiła to samo i po chwili narodziła się wielka wojna na śnieżki, która skończyła się niczyim zwycięstwem. Spokojnie poszliśmy już w stronę domu.
- Patrz - zacząłem szturchać Av, po czym wybuchłem śmiechem.
- Co? - zapytała, patrząc z lekkim niezrozumieniem.
- Spadająca gwiazda - zaśmiałem się i pokazałem łapą na niebo. Suczka przewróciła oczami i ruszyła, jednak ją zatrzymałem. Pomyślałem szybko życzenie i poszliśmy dalej. W mgnieniu oka byliśmy już przed jaskinią Avalon.
- To cześć - mruknęła Av i zaczęła iść w stronę swojej jaskini. Zatrzymałem ją i wręczyłem jej róże.

 

- Proszę - uśmiechnąłem się lekko - Przyjdę po Ciebie jutro - zaśmiałem się i ruszyłem, machając jej łapą.

Avalon? W końcu się zebrałam na to opko! -3-

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Honey

Miłość... Jest taka niepojęta. Raz jest w niej z górki, raz pod górkę. W moim przypadku zastosowana jest ta druga opcja. Wiem, że Max i Steve są bardzo mili, ale ja ich nie kocham. Chociaż próbowałam to zatuszować i zapomnieć, to jednak nadal kocham Roney'a. Ale on już mnie nie... Na dodatek jeszcze bardziej mnie znienawidził po tej aferze z Theo. Muszę go przeprosić, ale to będzie trudne. Szukałam go dzisiaj po całej sforze, lecz nie mogłam znaleźć. W końcu zobaczyłam go w Starych Obozowiskach. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Roney...
- Nie chce z tobą rozmawiać - przerwał mi ostro.
- Poczekaj! - zawołałam - Chcę cię przeprosić za tę aferę z Theo. Zachowałam się jak dzieciak, ale to dlatego, że cię kochałam. Bardzo... Jak ze mną zerwałeś, to czułam w sercu tak ogromny ból, że nawet sobie nie wyobrażasz. Próbowałam zapomnieć, ale nie dałam rady. Nadal cię kocham. Czy jest jeszcze szansa, żebyśmy do siebie wrócili?


Roney??? Błagam cię...

Od Scorty †

Moje życie jest naznaczone cierpieniem. Wiem, że żadne spotkania mi nie pomogą. Nie powinienem w ogóle zgadzać się na przyjście tutaj. Ale przynajmniej mam tu wiele możliwości skończenia życia. Wiele... Wybrałem jednak najprostszą. Poszedłem nad Rzekę Jafiszof. Wziąłem głęboki oddech. Żegnaj świecie. Żegnajcie wszyscy.
- ŻEGNAJCIE!!! - wrzasnąłem.
I wskoczyłem do wody. Ciemna otchłań wciągnęła mnie do środka. Moje płuca wypełniła woda. Nie mogłem złapać tchu. I odszedłem. Po prostu. Delikatnie, niezauważalnie.
***
Patrzyłem z góry na moje ciało, które od pobytu w wodzie pokryło się liszajami. Skóra ze mnie schodziła, żarłoczne i duże ryby zaczęły pożerać mnie. Jedna z moich łap oderwała się od reszty ciała. Nagle zauważyłem jakiegoś psa widzącego moje zwłoki. Krzyknął i wskoczył do wody. Wtedy spokojnie poszybowałem ku niebu.


Ktoś, kto zaniesie moje ciało do Aceland?

środa, 10 czerwca 2015

Bligrht nie żyje...

Dzisiaj Bli pożegnała się ze światem żywych... Wróciła do swojego ukochanego Cheroon'a. Lonlay, Codie, Michelle, Thomson i Video zostali sami...





Imię: Bligrht [czytaj: Blajtr]
Ksywka: Bli, Blaj
Głos:  Madylin Bailey
Rasa: Syberian husky
Wiek: 4 lata
Płeć: Suczka
Urodziny:  1 Dzień Lata
Stanowisko: Wojowniczka południowa, Gamma
Rodzina:
Kuzyn - Mashine
Młode -  Lonlay, Codie, Michelle, Thomson
Partner: Cheroon

Charakter: zabawna, pomocna, opiekuńcza, chwilami naprawdę samolubna i nie miła, często nieprzystępna
Historia: Mieszkała w bardzo znanej hodowli husky. Była jedyna brązowa z jej miotu więc była bardzo cenna. Sprzedawało ją wiele osób żeby zarobić. Wędrowała po całej Europie. W końcu trafiła na człowieka który ją pokochał całym swoim sercem. Niestety pewnego dnia na spacerze.... samochód......krew.... Nie mogła tego przeżyć więc wędrowała bezcelowo po lesie natykając się na sforę. Postanowiła zostać tu...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: natik880




[*] [*] [*]

Od Bligrht †

Nie mogę wytrzymać bez Cheroon'a. Po jego śmierci moje życie się już nie liczy. Zrobiłam się bardzo surowa i zła dla szczeniaków. Nie chcę żeby mnie wogle pamiętały.

***

Z samego rana przygotowywałam duży kosz. Wysłałam go kocami i miękką trawą. Szczeniaki jeszcze smacznie spały. Ostrożnie przełożyłam je do kosza. Zaciągnęłam kosz pod jaskinię Alf. Na szczęście tam też jeszcze wszyscy spali. Pocałowałam każde w czoło i odeszłam... Poszłam do kanionów. Stanęłam jak nigdy nic na krawędzi przepaści... Przepaść w dół miała około 1 kilometra. Popatrzyłam w dół i miałam już pełno łez pod powiekami. Chciałam się odwrócić i sobie pójść ale nie mogę! Muszę być spokojnie obok Cheroon'a bo go kocham... Został jeszcze Video. Poradzi sobie. Ma Avalon i każdy zechce mu pomóc. Moja jedna łapa wisiała już nad przepaścią. Moje ostatnie słowa jakie wypowiedziałam...
- Przepraszaaam!!!- wrzasnęłam.
Skoczyłam w dół....


***


Niebo. Nieokreślane nigdy miejsce przez żywych. Żadne z nich nie wie jak tam pięknie... I to nadzwyczajne uczucie kiedy widzisz tam osobę którą straciłeś. Wtedy właśnie ją odzyskałeś...

[*]

Od Belli-CD opowiadania Oliego

-W chowanego!-Wykrzyknęłam.
-A jak się zgubimy?-zapytał Oli.
-Racja... noto... znasz jeszcze kogoś w sforze? inne szczeniaki oprócz twojego rodzeństwa?-zapytałam.
-Tak... klub Nieustraszonych... ale... jak nie będą się chcieli z nami bawić?-wyszeptał.
-Spróbujemy.-mruknęłam. Zaczęliśmy biec.
***
15 minut później

Dobiegliśmy do siedziby gangu Nieustraszonych. Na mostku bawiło się parę szczeniaków.
-Hej , jestem Bella , a to Oli , możemy się z wami bawić?-krzyknęłam.

Klub nieustraszonych? Oli?

Od Oliego - CD opowiadania Belli

- Zaprowadzę cię do Alf - powiedziałem, ponieważ sam wszystkich już poznałem.
- Fajnie - uśmiechnęła się suczka.
- Chodź - pobiegliśmy do jaskini Alf. Przed nią leżał Jocker.
- Siema stary! - zawołałem.
- Siema.
- Są twoi rodzice? - zapytałem.
- Nie ma, ale jest Fer - rzekł Jock.
- Dzięki - mruknąłem i zaciągnąłem Bellę do jaskini.
- Siema Ferro - podałem psu łapę, a on ją uścisnął.
- W jakiej sprawie przyszedłeś?
- Bella chce dołączyć - wyjaśniłem.
- To wspaniale!

* Trochę później *
- Może się w coś pobawimy? - zaproponowała Bella.
- A w co?

Bella?

Od Jack'a CD opowiadania Avendeer

Zamyśliłem się po czym spojrzałem w niebo.
-Patrz...-wskazałem łapą chmurkę i położyłem się na plecach
-Ta chmura wygląda jak smok-powiedziałem
Przekrzywiła głowę po czym położyła się obok mnie.
-Hmm..troszeczkę
-A ta jak...-niedokończyłem
-Jak serce-przerwała
Popatrzyłem w jej oczy a ona w moje.Zaraz potem usłuszeliśmy krzyki:
-Avendeer?! Jack!?
-To do jutra?-spytałem
Przytakneła po czym ruszyliśmy.Każdy w swoją stronę.

*nazajutrz*
Pobiegłem pod jaskinię Aven, z której wyszła jej mama.
-DzieńDobry-jest Aven?
-Nie ma-poszła nad Cypel Hight
-Aha..dziękujee
Poszedłem we wskazane miejsce.Aven siedziała na wyciągniętej skale i patrzyła na chmury.
Przysiadłem obok.
-Piękne widoki prawda?
-Tak..mam pytanie..
Odwróciła głowę
-Jakie?
-Zostaniemy przyjaciółmi?

Aven?

Od Belli

Język miała wywieszony do pasa. Gorąco... wyjątkowo słoneczny dzień. Poczułam że bardzo chce mi się pić. Ruszyłam powolnym krokiem do małej rzeczki niedaleko mnie. Było to miejsce zwane doliną życia. Kąpały się tutaj inne szczeniaczki z rodzicami. Chociaż rodzice głównie siedzieli na ziemi , a szczeniaki bawiły się razem. Wpatrywałam się w te szczeniaki , a z zapatrzenia wpadłam na jakiego szczeniaka... kiedy ten szczeniak na mnie spojrzał , otworzył szerzej oczy.

Walter?

Od Belli-CD opowiadania Naveena

- Mieszkasz tutaj?-Zapytałam Naveena. Ten cicho uśmiechnął się do mnie i zachichotał.
- Ja tu się urodziłem!-krzyknął. Zarumieniłam się.
- Przepraszam...- szepnęłam.-ja uciekłam z domu. - dodałam. Naveen wyraźnie się tym zaciekawił.
- Nie bałaś się?-zapytał.
- Nie... lubię przygody.-powiedziałam. Oboje się uśmiechnęliśmy.

Naveen?

Od Elisabeth -CD opwiadania Enzuri'ego

- No trochę chciałabym odpocząć od Naszego " wariatkowa " - powiedziałam
- Oczywiście, możemy tu zostać nawet do czasu kiedy Ci się to miejsce znudzi - uśmiechnął się i Mnie pocałował

*** Kilkanaście dni później ***

Dziś są urodziny Theo, Evelyn i Roney'a. Kończą rok. Z jednej strony cieszę się, że Mnie tam nie ma, bo z tą trójką nie ma jednego dnia bez kłótni, mam nadzieje, że to minie z wiekiem. Z drugiej strony żałuje, że Mnie nie będzie na ich urodzinach, a także przykro mi, że tak szybko dorastają. Szkoda. Przytuliłam się do Enzuriego. Chyba myśli o tym samym co ja. Nie wiem ile czasu dalej tak myślałam. Może 15 minut czy też godzinę albo nawet dwie. Po tym czasie Enzuri zapytał :
- Lissy, chodź wezmę Cię w pewne miejsce
- Okey ...

Enzuri ??? Dłuuugo czekałeś ...

wtorek, 9 czerwca 2015

Od Jem'a CD opowiadania Sunshine

~Znam jej imię... Znam ją może od 30 minut, jednak do tej pory wydawała mi się tylko tajemniczą, piękną damą, w której mógłbym się zakochać po uszy... Jest cicha, każde wypowiedziane przez nią słowa są prawie niesłyszalne. To na swój sposób piękne i urocze. W dodatku to imię - Sunshine - Światło Słoneczne. Jakby była światłem w ciemnym tunelu dla zgubionych i samotnych. Ratunkiem przed całkowitym zamknięciem w sobie... Ratunkiem i światłem dla mnie... ~
Spojrzałem po łapy. Leżał tam spory zając. Cały pyszczek miał we krwi, a maleńkie kropelki cieczy kapały mu z wąsów na śnieg wywołując tam ciekawy kolor. Uszy zwierzęcia było mocno poranione, pewnie za nie suczka trzymała ofiarę. Pochyliłem łeb i pociągnąłem kilka razy nosem nad zdobyczą Shine. Od razu poczułem zapach świeżej krwi. Uśmiechnąłem się do siebie rozmarzony. Rzuciłem okiem na suczkę, która stała metr ode mnie i przyglądała mi się. Warknąłem na nią cicho, choć próbowałem to powstrzymać. Suka zrobiła krok w tył kuląc się. Co teraz o mnie myślała? Raz jej pomagam, raz warczę i wyglądam jakbym chciał dorwać się do jej gardła. Na samą myśl o tym przypomniał mi się zając. Opuściłem całe ciało na ziemię kładąc się. Łapami odwróciłem ofiarę na plecy tak by nic nie przeszkadzało mi w jedzeniu, później przygniotłem ją do ziemi. Ostrożnie wbiłem kły w podbrzusze zwierzęcia i pociągnąłem w swoją stronę. Po kilku razach udało mi się rozpruć zająca. Wciąż obserwowałem Sunshine. Cały czas stała w tym samym miejscu i przyglądała mi się. O czym myślała? Nie wiem, jednak do mojej głowy również zaczęły płynąć inne myśli niż te o jedzeniu.
Suka wydawała się być nieśmiała i cicha. Bała się? Cóż, nie dziwię się. Też bałbym się psa niemowy, który co chwilę warczy na ciebie. Dziwne, że dała mi się złapać. Po innych spodziewałbym się raczej, że będą się wyrywać. Ciekawe czy odkryła to, że nie będę nic mówił od początku do końca naszej znajomości. Trudnej znajomości...
Podniosłem się i otrzepałem ze śniegu na którym leżałem. Po "wynagrodzeniu" zostały już tylko resztki. Podszedłem do Sunshine mierząc ją morderczym spojrzeniem. Podkuliła ogon i położyła uszy. Pewnie spodziewała się ataku. Ja jednak kiwnąłem elegancko głową w podziękowaniu. Odwróciłem się szybko i nieostrożnie. Podreptałem w swoją stronę.
* * *
Szedłem i szedłem, a droga dłużyła się niesamowicie. Jedyne czego szukałem to jakiś wodopój. Zatrzymałem się widząc starą szopę, a niej niezałataną dziurę. Niedaleko stał dom, a obok buda. W odróżnieniu od reszty podwórka dom był zadbany. Pomalowany na biało, dach był chyba nowy. Na oknach stały kwiaty i wisiały w nich kolorowe zasłony. Na podwórzu leżały zabawki ludzkich dzieci, stała huśtawka. Działka ogrodzona była drewnianym płotem, niedokładnie zbudowanym. Wyglądał raczej jak parę bali wbitych w ziemię i "połączonych" kawałkami desek. Na niebie kłębiły się czarne chmury burzowe, zapowiadało się na deszcz, więc uznałem szopę za dobre miejsce na postój. Przeszedłem zwinnie pod płotem i równie zgrabnie wskoczyłem przez dziurę do niewielkiej szopy. Było tam zdecydowanie cieplej niż na zewnątrz, pomijając fakt, że wszędzie były dziury, przez które do środka wlatywał wiatr. Dookoła leżały ścierki i przeróżne ludzkie sprzęty. Pod sufitem były jakieś malutkie, opuszczone gniazdka. Zdawało się, że nie ma tu żywej duszy, jednak szybko pozbyłem się tych myśli gdy pod łapami przebiegły mi dwie myszki, a w kącie usłyszałem kocie miauknięcie. Zza stolika wyszła czarna kotka o złotych oczkach lśniących w ciemności. Wyszedł za nią dwa kocięta - pręgowana kotka i czarny kocurek. Zrobiłem krok w bok, żeby kotka spokojnie przeszła. Nie miałem już ochoty wdawać się w kłótnie, tym bardziej z kotami. Zebrałem z ziemi kilka szmatek i ułożyłem je w kącie. Nim się spostrzegłem zapadł mrok, światła w domu zgasły. Zamknąłem oczy i równie szybko odpłynąłem do krainy snów...
* * *
Od razu po otwarciu oczy ujrzałem kolorowy świat. Tuż obok mnie leżała kocia rodzina zwinięta w kłębki. Podniosłem się ostrożnie, żeby ich nie obudzić. Czułem, że czegoś tu brakuje. Czegoś ważnego. Podszedłem do drzwi szopy i pchnąłem je. Na podwórzu było pusto. Wyszedłem cicho i na paluszkach podbiegłem na ganek na którym zauważyłem miskę z jedzeniem. Może była dla tych kotów? Tak czy siak, nie zjadłem wszystkiego. Odsunąłem miseczkę na bok, w nadziei, że tyle jedzenia ile go zostawiłem wystarczy kotce by nakarmić młode. Uśmiechnąłem się w duszy na myśl o malutkich kotkach. Mimo, że mój brzuch nie był już pusty i tak czułem, że czegoś brakuje. Złapałem się odruchowo za szyję. Obroża... nie ma medalionika... Super, tylko dzięki temu mogłem "powiedzieć" komuś jak mam na imię. Chwila... może zgubiłem go w drodze? W nocy padał deszcz, z większości śniegu została teraz tylko błotnista papka. Jest jeszcze nadzieja. Prędko wyskoczyłem przez dziurę w płocie i pobiegłem drogą która wcześniej dotarłem na podwórko. Oglądałem uważnie okolicę aż... zobaczyłem ją. Sunshine stała naprzeciwko mnie trzymając coś w pyszczku. Potruchtałem do niej. Suczka upuściła przedmiot na ziemię.
- Jem? - spytała. Już wiedziałem, że to ona znalazła medalion i go trzymała w pysku. Prędko chwyciłem przedmiot w łapą i pokiwałem nerwowo łbem.


Sunshine? ;3

Od Belli

Bawiłam się nad kryształową tamą. Moje ciało było zatopione w śniegu , wystawał tylko ogon i głowa. Było zimno , ale ja lubiłam wszystkie pory roku. Nagle ujrzałam psa wilczura. Zamachałam ogonkiem i podbiegłam do niego przebijając się przez śnieg.
- Cześć! Jestem Bella , a ty?-Przedstawiłam się. Zaczęłam koło niego skakać i w pewnym momencie nadepnęłam mu na łapę , a on cicho zapiszczał więc odskoczyłam.
- Oli.-przedstawił się.- Należysz do jakiejś sfory?
-Nie...-szepnęłam.
-To może dołączysz do sfory psiego uśmiechu? - zapytał. Uśmiechnęłam się.
- Jasne!-krzyknęłam.

Oli?

Od Stanley'a - CD opowiadania Avalon

Spojrzałem na nią niepewnie, zastanawiając się co zrobić. Czułem się podle, bo to w końcu ja ją w to wplątałem. Gdyby nie te moje szczeniackie nawyki, skończyłoby się to zupełnie inaczej. Kto wie, może pora dorosnąć. Może najwyższy czas skończyć z tym co było kiedyś, choć wątpię, że będzie łatwo. Pies wychowany w towarzystwie nadpobudliwych, małych potworków, zazwyczaj nie jest w stanie zachowywać się tak, jak społeczność przewiduje. Zawsze można próbować.
-To ja powinienem cię przeprosić. - Położyłem uszy po sobie. - To wszystko przeze mnie.
Avalon westchnęła i podeszła do mnie bliżej z miną kogoś, kto nie jest po to by osądzać, lecz pocieszać. Bez słowa zajęła miejsce obok mnie, patrząc to na mnie, to oglądając wystrój jaskini. Wiedziałem, że już wyrobiła sobie zdanie na mój temat, ale bałagan panujący w moim mieszkaniu z pewnością na nie pozytywnie nie wpływał.
-Zawiniliśmy oboje - powiedziała po chwili ciszy. - Nie ma co się zadręczać, trzeba żyć dalej.
Odpowiedziałem jej nijakim uśmiechem.
-Wiesz, mam wrażenie, że coś złego stało się z Vistą. - Spojrzała na mnie zaniepokojona. - Boję się tam sama iść, więc może...
Kiwnąłem głową. Nie miałem złych przeczuć co do Visty, w ogóle starałem się o tym nie myśleć. Być może ostatnio zachowywałem się obojętnie wobec innych członków, bo jakoś nikt specjalnie o mnie nie dbał. Każdy miał jakieś zmartwienie i coś do roboty. Tylko ja się nudziłem. To właśnie nudzenie się było najlepszym wyjaśnieniem mojego zachowania, którego wolałem jednak nie stosować. Od mojej jaskini do rzeki nie było daleko, toteż podróż mijała nam w miarę szybko. Szliśmy w ciszy od czasu do czasu rozglądając się po okolicy. Kto wie, może Viście nic się nie stało i teraz siedzi sobie gdzieś pod drzewem patrząc na nas z odrazą. Istniała też możliwość, że zaraz skądś wyskoczy, ale szybko odrzuciłem ją, zdając sobie sprawę, że na zemstę przyjdzie nam czekać kilka dobrych godzin, zanim całkiem dojdzie do siebie. Dotarliśmy na miejsce. Avalon wspięła się na niewielką skałę i stamtąd przejechała wzrokiem po brzegu rzeki. Nagle jej oczy zatrzymały się na leżącym na brzegu psie. Raptownie zeskoczyła z obserwatorium i pognała w jego stronę krzycząc "Vista!". Ruszyłem za nią i zanim rzuciła się na suczkę, zastąpiłem jej drogę. Serca podeszły nam do gardeł na widok martwych, na wpół otwartych oczu naszej zmarłej koleżanki. Avalon zaczęła drgać szczęka, natomiast mi podeszły do oczu łzy. Nie chciałem by to widziała.
-Co... Co my zrobiliśmy?! - spytała starając się zachować naturalny ton głosu. - Przecież ona... ona...
Av spuściła głowę. Z trudem usłyszałem jej ciche chlipanie. Mi też od dawna zbierało się na płacz i gdyby nie jej obecność, już dawno ryczałbym jak bóbr. Kompletnie nie wiedziałem jak zachować się w takiej sytuacji.
-Spokojnie - przemówiłem ściszonym głosem.
Przysunąłem się do niej bliżej, opierając się barkiem o jej bark. Ani drgnęła. Nie spodziewałem się, że nasz niewinny żarcik może się tak skończyć. Przecież ona nie była niczemu winna.
-Nie możemy jej tak zostawić - powiedziałem już nieco śmielej. - Trzeba coś zrobić...

Avalon?

Od Honey - CD opowiadania Steve'a

- Razem z nimi? - szepnęłam w stronę Athie.
- Czemu nie? - wzruszyła ramionami.
- No dobra...
Poszliśmy do lasu. Najbardziej przeszkadzało mi to, że Steve cały czas wlepiał gały we mnie i Athenę, a Max tylko we mnie. Trochę dziwne uczucie. W końcu doszliśmy do celu naszej wędrówki.
- Gdzie teraz pójdziemy? - zapytał Max.
- Do Alei Zakochanych - palnęłam, a Max i Steve się do mnie uśmiechnęli.
- Wspaniale - stwierdzili chórem, a ja posłałam im swój najwspanialszy uśmiech, znaczący: "BARDZO Cię lubię". Byli wniebowzięci. Po drodze spotkałam... Roney'a. Dobrze, że bez Leva.
- Co, już kolejnych podrywasz? - zwrócił się do mnie Ron - A ty, Athie... ledwo co zerwałaś z Alexem i już szukasz nowego?
 - Jeszcze raz powiesz do Mnie "Athie" to dostaniesz w zęby!!! - wrzasnęła Athena.
Skoczyliśmy na niego we czwórkę. Ja pierwsza, za mną Ath, potem Max i Steve.
- Puśćcie mnie! - krzyknął mój eks. Jakoś się nam wywinął i uciekł. Dyszałam ciężko. W moich oczach pojawiły się łzy. Mocno zacisnęłam powieki. Ath miała podobny problem. Mocno się przytuliłyśmy. Ron nie rozumie, jak to wszystko naprawdę było. Nienawidzę go... I kocham...


Athena??? Steve??? Max??? Sory że krótkie... ;__;

Od Atheny

Wstałam rano. Zauważyłam, że śpi we Mnie wtulona Avendeer. Mała biała kuleczka ( czyt. Avendeer ) leżała między Moimi przednimi łapami. Ostrożnie wstałam, nie budząc jej. Postanowiłam iść do Mojej przyjaciółki Honey, po radę i jakieś proszki na bóle głowy i serca ( nie umiem się pozbierać po rostaniu z Alex'em. Tak strasznie go KOCHAM ). Po kilku minutach marszu znalazłam się przed jej jaskinią. Weszłam do środka. Na szczęście już nie spała.
- Hej
- Cześć. Co tak wcześnie ? - zapytała
- Dasz mi jakieś proszki na ból głowy i serca ?
- Na ból głowy oki, ale na SERCA ? - nie dowierzała
- Tak - westchnęłam
- To mów co się stało ... - powiedziała
- No dobra ... to tak - zaczęłam Moją opowieść
*** Godzinę później ***
- To była jakaś straszna noc ... Ty zdradziłaś Alex'a, a ja całowałam się z Theo i wpakowałam go w niezłe kłopoty ... - mówiła Honey
- Ta, a jutro kolejna impreza u Theo, Evelyn i Roney'a ...
- A dziś u Mnie - zaśmiała się
- U ciebie ??? Dzisiaj ???
- No nie mów, że zapomniałaś ... - nagle stała się poważna
- Upss. Sorry, zapomniałam, ale i tak będę - uśmiechnęłam się
Rozmawiałyśmy tak jeszcze jakieś 3 godziny ...
*** Wieczór ***
Dobra idę na tą imprezę u Hon. Sama nie wiem, czy dobrze robię tam idąc. A jeśli będzie tam Alex z jakąś ... swoją ... nową dziewczyną ? Trudno raz się żyje. A jeśli on ma już nową dziewczynę to Mnie do końca życia popamięta.
*** 15 minut później ***
Jestem już przed jaskinią Honey. Wchodzę. Doznaje szkoku ( skamieniałam ). Hon całuje się z ...

Honey ??? Z kim się całowałaś ?

Informacja!

Według mnie i nie tylko, w sforze jest za dużo tego...
- Partnerstwo
- Szczeniaki
To wasze dwa ulubione słowa. I tylko dlatego cenicie tą sforę. NIE! Sfora to nie tylko miłość.  W sforze jest tyle innych możliwości! Możecie brać udział w konkursach których nie mało. Pisać Qesty. Przypominam że mamy też towarzyszów i sklep. Na prawdę tyle tych możliwości a jak widzę to wy je sobie rzucacie w piasek. Zacznijcie korzystać z innych zalet tej sfory. Jak chcecie mieć tyle szczeniaków to szukajcie sfory Miłości. Zostaną ci wierni a reszta pewnie se pójdzie... No ale cóż. Life is brutal. W związku z tym powyższym suczka będzie mogła mieć tylko jeden miot. A szczeniaki dopiero jak skończy 3 lata. I ogólnie psów można mieć max. 9 (łącznie ze szczeniakami). Przykro mi ale tak będzie lepiej. Proszę zrozumcie mnie. Jako założycielka muszę podejmować takie decyzje bo chcę żeby było tu jak najlepiej.

~Alfa Mashine

Od Soni

Szłam przez las. Głowa jak zwykle była pełna czarnych myśli. Nagle zemdlałam.

***

Obudziłam się w szpitalu. Nade mną stała lekarka.
- Obudziłaś się! - wykrzyknęła uratowana.
- Nooo... - jęknęłam.
- Mam dla Ciebie dobrą wiadomość... Zostaniesz matką! - powiedziała.
Zamarłam. Wtedy przypomniałam sobie wydarzenie, którego nie zna nikt , a ja sama o tym zapomniałam. W mieście... Był Azor... Typowy bezdomny greyhound. Łączyło nas coś? Nie, ale pewnej nocy... Coś zaszło, a ja myślałam, że to tylko zły sen.

Lekarka?

Od Steve'a

Biegłem truchtem po lesie. Uśmiechnąłem się do siebie i usiadłem pod drzewem. Zacząłem nucić jakieś piosenki. Nagle usłyszałem cichy szelest. Odwróciłem się gwałtownie i ujrzałem tam rudą suczkę Husky. Nigdy tak pięknej suczki jeszcze nie widziałem!!!
-Śledzisz mnie? - Zapytałem.
-Nie, przechodziłam obok i zainteresowała mnie twoja piosenka. - Uśmiechnęła się.
-Słyszałaś jak śpiewam?! - Powiedziałem zdziwiony.
-Tak.
Przewróciłem oczami. Wstałem i postanowiłem się przedstawić.
-Jestem Steve. - Powiedziałem.
-Honey.
Nagle na horyzoncie pojawiły się dwa szczeniaki. Jeden...Taki ciasteczkowy a drugi biały. Zaczęły coś mruczeć pod nosem. Gdy podeszły bliżej zaczęły gadać na Honey.
-Już Theo ci się znudził? Teraz ten nowy kundel? - Zaczęli się śmiać.
-A co ci do tego?! Nie znam cię maluszku. Idź do mamusi lepiej...-Warknęła w ich stronę.
-Sory, ale nie jestem "kundlem" tylko rasowym psem. A wy to pewnie jakieś dzikie mieszanki co? - Zacząłem swoje "poważne" gadanie.
Maluchy wrednie się na mnie popatrzyły i sobie poszły. Hon odetchnęła.
-Dzięki...-Mruknęła i zniknęła.

*Rano*

Zobaczyłem Honey idącą z jakimś Husky'm. Wesoło do nich podbiegłem, i miałem się przywitać gdy zobaczyłem....nie da się jej opisać!!! Stanąłem na chwilę jak wryty. Suczka zgrabnie biegła w moją stronę.
-Steve? Wszystko okej? - Zapytała Hon. Nie byłem wstanie jej odpowiedzieć.
-Cześć Honey. - Przywitała się.
-Witaj Athena! - Powiedziała uradowana. - A oni to kto? - Zapytała ciszej.
-Nowi...-Mruknęła Ho.
Athena na chwilę przyjrzała się mi , raz temu husky'emu. Westchnęła i powiedziała :
-Przejdziemy się?

Honey? Athena?

Od Skyres

Powolnym tempem spacerowałam po Rajskim Ogrodzie. Dzisiaj mam termin porodu, dlatego chcę się uspokoić i wyciszyć. Wszystkie zmartwienia (na przykład Honey) odsunęłam od siebie jak najdalej. Uśmiechnęłam się promiennie na myśl o maluszkach, czekających w moim brzuchu na ujrzenie świata. Zaczęłam wyobrażać sobie jak będą wyglądać. Mój brzuch zaczął mnie podejrzanie boleć. Czy to czas? Wzięłam głęboki oddech i poszłam w stronę jaskini mojej siostry. W czasie drogi brzuch bolał mnie coraz bardziej. Ledwo doszłam do domu Ingram. Natychmiast zaprowadziła mnie do gabinetu. Położyłam się na stole zabiegowym. Ing zaczęła mnie badać.
- Oddychaj głęboko - rzekła. W tym momencie dostałam gwałtownych skurczów...
* Jakiś czas później *
Patrzyłam z zachwytem na piątkę szczeniąt, które ssały mleko. Moja siostra pobiegła do Indiany z informacją o moim szczęśliwym porodzie.
- Ech... - westchnęłam - Życie jest piękne...

The End

Skyres urodziła!

Skyres urodziła pięć zdrowych szczeniaczków! To już jej drugi miot... Gratulujemy!


Imię : Rio
Ksywka : Jego imię jest wystarczająco krótkie.
Rasa : Owczarek szwajcarski
Wiek : Dopiero się urodził
Płeć : Pies
Urodziny : 8 dzień zimy
Rodzina : Matka- Skyres, Ojciec- Indiana, Rodzeństwo- Walter, Vivianne, Gracie i Oli
Zakochany : Scarlett jest bardzo ładna....
Charakter : Rio jest bardzo energicznym psem. Ma problemy z usiedzeniem w miejscu. Jeśli m się nudzi zrobi wszystko, żeby się zabawić. Jest odważny i mógłby stanąć w obronie każdego. Niektóre dziewczyny są, jak sam mówi ,,Nie dla niego'', ale jest jedna piękna sunia, której imię zaczyna się na S...
Historia : Co ma opowiadać? Hmmm....Przez 2 miesiące musiał ściskać się w jakimś worku z 4 rodzeństwa. Ależ interesujące!
Kontakt : Queenpola2003







Imię : Vivianne
Ksywka : Viv
Rasa : Owczarek szwajcarski
Wiek : Dopiero się urodziła
Płeć : Suczka
Urodziny : 8 dzień zimy
Rodzina : Matka- Skyres, Ojciec- Indiana, Rodzeństwo- Walter, Rio, Gracie i Oli
Zakochany : Jammy...
Charakter : Viv, choć na taką nie wygląda, jest twarda. Aurora to jej przeciwieństwo. Nie czuje skruchy, jest szczera, aż do bólu i potrafi zamienić białego psa w czerwonego. Może gdy ktoś, kto ją pokocha, przeleje na nią miłość, to ona stanie się łagodniejsza. Jest raczej samotnikiem i działa sama. Najpierw robi, potem myśli.
Historia : ,,Ciemność, ciemność i ciemność. Może jestem tu sama? Na zewnątrz ciągle słyszę jakieś głosy, gdzie ja jestem? I nagle światło, jakieś psy gapią się na mnie i co robią te 4 małe poczwary obok mnie? To nie jestem jedynaczką?''
Kontakt : Queenpola2003


Imię : Walter
Ksywka : Wal, Walt, 007, Bond, Sherlock Holmes
Rasa : Owczarek niemiecki
Wiek : Dopiero się urodził, a co myślałeś? ,,Dorosły z problemami hormonalnymi?''
Płeć : Pies, nie wierzysz?
Urodziny : 8 dzień zimy
Rodzina : Matka- Skyres, Ojciec- Indiana, Rodzeństo- Rio, Vivianne, Gracie i Oli
Zakochany : Bella, więcej chyba już nie muszę mówić?
Charakter : Walter, podrywacz, romantyk, szarmancki szczeniak. Często bawi się w detektywa, ale nie zawsze mu się to udaje. Zawsze wpada na coś jako ostatni, ale uważa się za najlepszego. Uważa, że jest podzielony na dwie części, Waltera i Waltera Hyde'a. Ma dość duże mniemanie o swojej osobie, może ktoś to zmieni?
Historia : Hmmm....trudne pytanie....w latach 1950-1955 był policjantem a to jego nowe wcielenie.
Kontakt : Queenpola2003

Imię : Gracy (Grejsi)
Ksywka : Gra (Grej), Grace (Grejs), Niunia i (nie wiadomo czemu) Lola oraz Lolita
Rasa : Biały Owczarek Szwajcarski/Owczarek Niemiecki
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 8 dzień zimy
Rodzina : Mama Skyres, tata Indiana, rodzeństwo Ares, Aurora , Harrison, Oli, Rio, Vivianne, Walter,
Zakochany : Każdy chłopak jest przystojny
Charakter : Gracy to słodziutka truskaweczka. Boi się wielu rzeczy. Jest delikatna i miła. Z każdym problemem zwróci się do mamy, która jest dla niej wzorem do naśladowania.
Historia : Narodziła się tutaj
Kontakt : JinnyM


 Imię : Oli
Ksywka : Oluś, Olek, Aleksander
Rasa : Biały Owczarek Szwajcarski/Owczarek Niemiecki
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 8 dzień zimy
Rodzina : Mama Skyres, tata Indiana, rodzeństwo Ares, Aurora , Harrison, Oli, Walter, Rio, Vivianne,
Zakochany : Po co mu to?
Charakter : niegrzeczny, troszę "głupkowaty", uwielbia przygody, często ładuje się w tarapaty, pomocny i miły,
Historia : Narodził się tutaj
Kontakt : JinnyM





Od Rose Robin CD opowiadania White'a

-Coś ci pokażę. - powiedziałam
5 minut później byliśmy nad pięknym wodospadem.
-Wodospad i co?
-Przejdź przez niego.
Oboje jednym susem przeskoczyliśmy przez wodę, a wyżłobiona grota kryła w sobie tajemnicę. W środku było pełno złota.
-Mamo, a jak to złe psy?- zapytał jakiś głos
-To was obronię.
Głosy dochodziły z innego pomieszczenia. Powoli podeszliśmy do psów. Leżała tam suczka i jej trzy szczenięta.

White?

Od Joey'a

Był biały, mroźny dzień. Ever, Nav, Shel i Tasza jeszcze spali. Po cichu wyszedłem z jaskini. Śnieg spadał mi na sierść, która z każdą minutą była bielsza. Pomimo śniegu, który obsypał całą sforę, udało mi się wypatrzeć mojego znajomego, Indianę. Był jakieś 15 metrów ode mnie. Szybkim krokiem przybliżaliśmy się do siebie. Gdy byliśmy wystarczająco blisko, wymieniliśmy kilka słów i poszliśmy do ośnieżonego lasu. Sfora wyglądała jak biała, nieskończona pustka. Moje przemyślenia przerwał skowyt wilka. Potem tylko widziałem coś szarego, poczułem przeszywający ból i to coś szarego również leżącego na ziemi. Widocznie Indiana mnie uratował. Podziękowałem mu, jak tylko odzyskałem świadomość. Indy pomógł mi dojść do domu skrótem, który wiódł przez most. Woda była zamarznięta, a most nie był już mostem, tylko rozwalonymi po lodzi deskami. Nie opłacało nam się wracać, więc postanowiliśmy iść przez wodę. Moje łapy rozjeżdżały się na śliskim lodzie i nagle...trzask! Znalazłem się w lodowatej wodzie. Przytomność straciłem szybciej niż wpadłem do wody. Obudziłem się dopiero w jaskini. Raven kończyła mnie badać. Usłyszałem tylko ,,Jest bardzo wychłodzony, może umrzeć, a poza tym, jest ryzyko wścieklizny"...

Tasza? Ryzyko...

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Od Sunshine C.D opowiadania Jem'a

Wdzięcznie spojrzałam na psa i wstałam, z lekką pomocą. Miło z jego strony, że zaryzykował własnym zdrowiem i mi pomógł. Jednak nie wydawał się zachwycony tym, że przeze mnie, zgubił swoje śniadanie. Stałam chwilę w milczeniu, przed nim, zastanawiając się jak mu to wynagrodzić.
- Yyy... dziękuje... - Zaczęłam nieśmiało. Pies tylko spojrzał ukradkiem na mnie, odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Nie wiem dlaczego, ale zaciekawiła mnie ta niezwykła osoba. Niby wydaje się taki cichy, całkiem jak ja albo nawet bardziej cichy oda mnie, a jednak czasami mnie przeraża to jak nagle zaczyna szczerzyć kły... chociaż wracając do tej cichości, to może nawet wydaje się urocze... zaraz ! Co ja w ogóle robię ?! Jak ja w ogóle mogłam pomyśleć, że ktoś, kto pokazuje co chwilę zęby może być uroczy ?! Musze się ogarnąć i przestać o tym myśleć ! To, że mi pomógł, nie oznacza, że mogę mu zaufać. Prędzej czy później uzna, że lepiej jest się mnie pozbyć z tego świata… Musze być czujna… - Jestem Sunshine… a ty ? – Nie mogłam się powstrzymać i zapytałam. Jednak mało co mi dało to pytanie, bo pies nie odpowiedział. Jego milczenie i ignorancja zaczęły mnie już trochę irytować. Dlaczego niby nie może odpowiedzieć na proste pytanie ? Wystarczyłoby mi nawet, gdyby powiedział, że nie chce go zdradzać... wydanie z siebie dźwięku chyba nie jest aż takie trudne, chyba że dla niemowy... Niemowy ? A może to jednak dla niego jest trudne... a co jeśli on nie mówi, a ja go "zmuszam" aby mówił... Jestem takim głupim i tępym stworzeniem. Położyłam się gwałtownie na ziemi i złapałam się za łeb. Z tej pozycji spoglądnęłam w miejsce, w którym ostatni raz widziałam psa... nie było go tam. Poszedł sobie...chyba... może się ukrył, albo mnie obserwuje z daleka. - Super ! - Powiedziałam chłodno i poszłam sobie stamtąd. Jak zwykle starałam się iść cicho i lekko na palcach. Nagle usłyszałam szmer... trochę się przestraszyłam i wskoczyłam w zaspę śniegu. Biały puch pokrył całe moje ciało, tak że nie było mnie widać. Ku mojemu zdziwieniu szmer wciąż trwał, ale nic się nie zbliżało do mnie... Wychyliłam się trochę do góry, aby zobaczyć napastnika...


To był tylko mały zajączek... Zające raczej nie atakują psów, tylko przed nimi uciekają. Spokojnie wyszłam ze śniegu i skradając się podeszłam od tyłu, do stworzonka
- Wybacz maleńki, ale będę musiała pozbawić Cię życia... muszę się odwdzięczyć pewnej osobie, a ty mi w tym pomożesz... - Wystrzeliłam jak z procy w jego stronę. Zając był zaledwie metr przede mną, a ja nie mogłam go złapać. Gdy byłam już bardzo blisko, to następował ostry zwrot i musiałam od nowa go doganiać. W końcu udało mi się zagonić go w ślepą uliczkę. Złapałam go za uszy i cisnęłam o ostrą skałę. Zwierzęciu pod wpływem uderzenia, pękła czaszka i po krótszej chwili zdechł. Byłam strasznie zdyszana, ale można powiedzieć, że byłam dumna z polowania. Chwyciłam zająca ponownie za uszy i postanowiłam poszukać czekoladowo podpalanego psa. Nie chciałam tracić czasu i zaczęłam biec przez las. Nie było to zabójczo szybkie tępo, bo wciąż byłam zmęczona po polowaniu, a w dodatku trochę poobijana po zjeździe na lodowej "zjeżdżalni". Byłam trochę zdezorientowana i nie patrząc przed siebie wbiegłam w coś... Potrzepałam głową na boki i spojrzałam w górę... znalazła się moja zguba... Wstałam szybko i podsunęłam mu pod nogi zająca. - Yyy... to dla Ciebie... takie wynagrodzenie za stratę tego wcześniejszego... - Powiedziałam cichutko...

Jem ?


Od Michy - CD opowiadania Alexa


- Jestem Michy. I dzięki za komplement - uśmiechnęłam się do psa.
- Jakoś cię nie kojarzę... Należysz do sfory? - zapytał.
- Niedawno dołączyłam, może mógłbyś mnie oprowadzić?
- No jasne. Chodźmy do Alei Zakochanych - powiedział.
- Dobrze - zgodziłam się. Po drodze sporo rozmawialiśmy. Mam nadzieję, że Alex zostanie moim przyjacielem. Nagle ukazał się przed nami ten widok:
 

- Podoba się? - roześmiał się Alex, na widok mojej miny.
- Bardzo - wydusiłam i usiadłam na ławeczce nieopodal.
- To miejsce głównie dla par, ale i samotne psy często tu przesiadują - rzekł pies.
- Miałeś dziewczynę?
- Miałem, ale... to nie jest najlepszy temat do rozmowy - westchnął.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało - mruknął.
- Mógłbyś coś zaśpiewać?

Alex???

Nowy pies!

Imię : Steve (Stiv)
Ksywka : Stiu, Stivi
Głos : Dawid Kwiatkowski
Rasa : Nova Scotia Duck Tolling Retriever
Wiek : 2 lata
Płeć : Pies
Urodziny : 3 dzień lata
Stanowisko : Wojownik
Rodzina : Daleki Kuzyn Vincent,
Partner : Podoba mu się Honey i Athena. Ale na pewno znajdą sobie innych...
Młode : Brak
Charakter : Wesoły, przyjacielski i opiekuńczy. Nachalny, energiczny i pomocny. Z nim nigdy nie ma problemów...Umie poprawić humor, czarujący, miły, pomysłowy i inteligentny. Kocha przyrodę, słucha się alf i zawsze wykorzysta czyjś pomysł.
Historia : Urodził się niedaleko sfory. Matka go porzuciła, bo była za młoda. Znalazły go wilki i wychowały. W końcu postanowił że odnajdzie tą sforę i w niej zostanie.
Kontakt : MałySzaryCzłowiek

Nowa suczka!

Imię : Michy (Miczi)
Ksywka : Nazywaj ją jak chcesz
Głos : Casandra
Rasa : Aussie
Wiek : 1 rok
Płeć : Suczka
Urodziny : 2 dzień wiosny
Stanowisko : malarka
Rodzina : Nie pamięta ich
Partner : Kocha Video, ale on już ma wybrankę...
Młode : To jej marzenie...
Charakter : Pomocna, kreatywna, miła, odważna, piękna, zmysłowa, uwodzi wzrokiem
Historia : Gdy Michy miała kilka miesięcy, kto rzucił ją w głowę kamieniem. Rana była bardzo poważna. Na szczęście suczka przeżyła, ale z trwałą amnezją. Gdy skończyła rok, odnalazła tą sforę. Spotkała Video, który zaproponował jej dołączenie. Zgodziła się i ma nadzieję odzyskać straconą pamięć.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : JinnyM
Inne zdjęcia: Klik!

Od Lonlay- CD opowiadania Levar'a

- Nie będziesz mi rozkazywał!- warknęłam.
Kiedy pan mnie wołał ja podbiegłam do niego i popatrzyłam na niego prosząco.
- No chodź Lon. Idziemy spać.- uśmiechnął się.
Ja podbiegłam do Levar'a i położyłam się w budzie nadal patrząc na pana.
- Chcesz z nim spać?- popatrzył podejrzanie.- Na pewno?...
Szybko i wesoło przytaknęłam.
- Twój wybór...- pan wzruszył ramionami.
Zamknął drzwi i pozgaszał światła na dole i wszyscy poszli na górę. Czekałam tylko aż zgasnął też światła na górze. I.... teraz.
- Co ja ci powiedzia....- Levar próbował coś powiedzieć... a raczej krzyknąć.
- Ciszej...- zatkałam mu łapą usta.
Po chwili ją odsunęłam upewniając się że nie będzie już się drzeć. Podeszłam bliżej do zakończenia łańcucha.
- Nic z tego...- Levar spuścił smutnie głowę.
Pokiwałam głową. Podeszłam do jego obroży. Obejrzałam ją dookoła. Po chwili zaczęłam ją tykać noskiem co najwidoczniej psa to łaskotało. Przestałam więc... Potem uświadomiłam sobie banalną rzecz. Przecież ta obroża była po ich poprzednim psie który był owczarkiem. A Levar to jeszcze szczeniak! Obroża wisiała na nim jak na patyku. Szybko ją zsunęłam i obaj byliśmy wolni. Ciężko mi było się pożegnać z ludźmi i z ich domem ale nie jesteśmy pieskami kanapowymi tylko wolnymi wilczurami. Bez problemu przecisnęliśmy się przez dziurę w płocie i poszliśmy w podróż powrotną.
- To gdzie teraz?

Levar?

Od Josie - CD opowiadania Aresa

Boże... Co za natręciuch. Muszę to zrobić bo nie chcę mieć potem wyrzutów sumienia. Podeszłam do psa i od niechcenia przytuliłam go. Jemu najwyraźniej to wystarczyło.
- Chodź - powiedziałam.
Zaczęłam nucić sobie piosenkę.


Czas szybko mijał. Stanęliśmy pod dębem przy Centrum Sfory. Ares dziwnie się na mnie patrzył. Co on sobie myślał?
- Do jutra?

Ares ?

Od Meredith - CD opowiadania Thomsona

Poszłam jego śladem. Zaczęliśmy się wspinać coraz wyżej. Po chwili Tom zatrzymał się.
- O co chodzi? - zapytałam.
- Możemy się tutaj zatrzymać?
- Nie. Wspinamy się dalej. Nie wymiękaj. Ruszaj.
Spojrzał na mnie lekko nieprzyjaźnie, ale posłuchał. Minęło około kilkunastu minut kiedy wyszliśmy z jaskini i ujrzeliśmy cudny widok.



Niedojż, że byliśmy w innym wymiarze, to na dodatek panowała tutaj wiosna a nie zima! Nie mam pojęcia co zrobimy.
Weszliśmy do mętnej wody, która okazała się ciepła i płytka. Dopłynęliśmy na wysepkę z magicznym drzewem i oglądaliśmy je uważnie.
- Jak wrócimy do domu?

Thomson ? Co zrobimy ?

Od Poppy

Wstałam wcześnie rano. Nic ciekawego się nie działo. Ross i Lea gdzieś poszli a Alex i Rachel spali. Nie wiem gdzie byli rodzice, ale nieważne. Nudziło mi się. Postanowiłam się przejść do jakiegoś samotnego miejsca. Wyruszyłam na północ. Przechodziłam przez pola. Wtedy zobaczyłam w oddali zająca. Siedział pod zeschniętymi gałęziami. Jego białe futro idealnie wpasowywało się w krajobraz.



Taki piękny... A ja byłam taka głodna. Trudno, zrobię to szybko.
Zaczęłam się skradać od tyłu zwierza. Na szczęście nie zorientował się, że próbuję go zabić. W ciągu kilku sekund podbiegłam i złapałam go za szyję, przerwałam aortę i zajączek wykrwawił się. Jaka szkoda. Patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę, ale nie mogłam się powstrzymać. Rozerwałam korpus i zaczęłam się najadać do syta.

* 10 minut później *

Najedzona mogłam iść dalej. Po drodze zauważyłam Kryształową Tamę. Byłam tam zaledwie raz w życiu. Zawsze mnie zachwycała i zadziwiała. Stać w miejscu przez kilkadziesiąt lat. Zaczęłam obchodzić ją wkoło. Kątem oka zauważyłam ciemnego psa. Zjeżyłam się lekko. Nie wyglądał złowrogo. Podeszłam do niego i obejrzałam dokładnie.
- Cześć - zaczęłam. - Jestem Poppy.
- Jem.
- Co robisz w takim odludnionym miejscu jak to?

Jem ?

Od Levar'a- CD opowiadania Lonlay


Rankiem wstałem ociężale. Doczłapałem się do miski a pan wsypał tam jakąś drogą karmę. Jeszcze nie dawno miałem szanse na wydostanie się z tego okropnego miejsca...Nie wiem jak Lonlay może to wytrzymywać. Postanowiłem, że pójdę jej poszukać. Była w ogrodzie z dziewczynami. Zerknąłem na zegarek i była już 12.00! Ten czas szybko leci...Uśmiechnąłem się i pobiegłem do Lay.
-Uciekamy dziś? - Zapytałem machając szczęśliwie ogonem.
-Nie wiem...Jeszcze się zastanowię. - Mruknęła.
Dziewczynki wesoło pobiegły do domu. Już miałem przeciskać się przez dziurę, gdy usłyszałem krzyk pana.
-Levar? Lonlay? Chodźcie! -Krzyknął.
Lon posłusznie pobiegła w jego stronę. Ja powoli, spokojnie do niego dotarłem. Moja towarzyszka dostała obrożę w motylki, a ja...Z łańcucha?
-Levar, mam dla ciebie miejscówkę. Będziesz spał na dworze puki Sumi u nas mieszka. - Powiedział i przypiął mi smycz. Zaraz zaniósł mnie pod budę i tam zaczepił ten łańcuch.
Popatrzyłem się na Lonlay proszącym wzrokiem.
-Uciekaj!!! Czego się patrzysz?! WIEJ! - Warknąłem w jej stronę.
-Nie zostawię cię!!! - Krzyknęła przekonująco.
-JUŻ!!! - Warknąłem wrednie a ta położyła uszy po sobie i przecisnęła się przez dziurę.


Lonlay?

Nowy pies!

http://us.123rf.com/400wm/400/400/andreykuzmin/andreykuzmin1301/andreykuzmin130100003/17223096-siberian-husky-pies-portret.jpgImię : Max
Ksywka : -
Głos : Mrozu - Poza Logiką
Rasa : Husky Syberyjski
Wiek : 1,5 roku
Płeć : Pies
Urodziny : 3 Dzień Lata
Stanowisko : Wojownik Południowy
Rodzina : -
Partner : Zauroczony w Honey, niczym po Amortencji, ale to uczucie jest prawdziwe.
Młode : -
Charakter : Spokojny, opanowany, świetnie zna się na walkach, bystry
Historia : Urodził się na ulicy. O wszystko musiał walczyć, aż do krwi. Rodziny nie znał, przyjaciół nie miał, więc postanowił to zmienić. Znalazł SPU i tam dołączył.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : MissMaja

Athena dorosła!


Imię : Athena
Ksywka : Athe , Ath, Athi 
Głos : Sylwia Grzeszczak
Rasa : Nova Scotia Duck Tolling Retriever
Wiek : 7 lat
Płeć : Suczka
Stanowisko : Obserwatorka
Rodzina : Przybrana rodzina : Tasza, Joey, Avendeer, Naveen i Sheldon
Partner : Alex †
Charakter :  Ambitna, ciekawa świata, czarująca, dowcipna, dzielna, inteligentna, kreatywna, lojalna, optymistka, przyjacielska, spontaniczna, towarzyska, troskliwa, uczciwa, wierna, wyluzowana, zabawna, zorganizowana, śmiała, żądna przygód. W ciągu jednej sekundy z miłej suczki umie się stać twarda i zawzięta.
Historia : Urodziła się w górach. Nie wiele pamięta z tamtego czasu, m. in. rodziców pamięta jak przez mgłę. Była jedynaczką lub jako jedyna przeżyła z miotu ? Sama nie wie. Pewnego dnia jej rodzice zniknęli, jak miała 2 - 3 tygodnie. Kilka dni lub tydzień błąkała się. Jako kilkutygodniowy szczeniak, nie umiała upolować bądź znaleźć sobie jedzenia. Głodziła się. Próbowała jeść korzenie lub korę z najniższych parti drzew, ale nie zawsze się jej to udawało. Tylko nabawiła się jakiejś choroby brzucha. Pewnego dnia, nie miała sił iść już dalej i upadła na ziemię. Ból brzucha spowodowany chorobą, głód i całkowite wykończenie organizmu, zrobiły swoje. Pewnie by tam zginęła, gdyby nie Tasza i jakaś inna suczka. Zabrały ja Raven. Dostała leki, wypoczeła i zaczeła się znowu prawidłowo odżywiać. Gdy wyzdrowiała, zamieszkała z Taszą, na która zaczeła mówić "ciocia". I mieszka z nią do dnia dzisiejszego, a Tasza traktuje ją jak własną córkę
Upomnienia : 0/4
Kontakt : elisabeth@666vp.pl

Nowy członek!

http://static.gotpetsonline.com/pictures-gallery/dog-pictures-breeders-puppies-rescue/plott-hound-pictures-breeders-puppies-rescue/pictures/plott-hound-0053.jpgImię: Sonia
Ksywka: Zabijania
Głos: Aksa - Przyjaciel
Rasa: plott hound
Wiek: 2 lata
Płeć: suczka
Urodziny: 7 dzień wiosny
Stanowisko: wojownik zachodni
Rodzina: Niewiele to obchodzi Sonię
Partner: Tylko jeden pies jest w stanie zmiękczyć twarde serce tej suczki - Video. Podoba jej się właśnie ten pies!
Młode: Chce, ale tylko z Video!
Charakter: Sonia... Suczka o jakże wdzięcznym imieniu... To istny potwór! Zabija z zimną krwią. Członków sfory? O nie! Tylko wrogów! A tak się składa, że ma ich więcej niż przyjaciół. W swoim towarzystwie toleruje tylko Video. Dlaczego? W końcu jej się podoba...
Historia: Urodziła się w małym miasteczku, na ulicy. Nie poznała swojej matki. Nigdy! Od pierwszych tygodni życia zabijała. W końcu postanowiła opuścić miasteczko. Trafiła do sfory. Był tam Video. Od razu się zakochała. Przyrzekła, że nie zabije członków sfory i dołączyła.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Ola od Alby

Od Thomson'a - CD opowiadania Meredith

- Czyżby to był błędny labirynt? - zapytałem sam siebie, lecz Meredith pokiwała głową - Czyli za wcześnie stąd nie wyjdziemy - westchnąłem i rozejrzałem się.
- Chodź - powiedziała Meredith i pociągnęła mnie wzdłuż tunelu. Co raz było w nim ciemniej. Szliśmy tak dalej, aż doszliśmy do wyjścia.
- Wow - powiedziałem i spojrzałem na Meredith, która też była widocznie zaciekawiona.
- Fajne - powiedziała i podbiegła do ściany. Zrobiłem to samo. Zacząłem się wspinać do jednej z niższych półek skalnych.

Meredith? Wena padła, jak balonik przekłuty... xd

Od Avalon- CD opowiadania Stanley'a

To było bardzo, ale to bardzo zły pomysł, żeby wybrać się na to polowanie. Niestety, co się stało to się nieodstanie. Gdy doszłam do jaskini, padłam plackiem. Nie miałam już ochoty nic robić,a w głowie aż mi huczało. Chciałam nawrzeszczeć jeszcze na Stan'a za swoją głupotę... czyli wychodziło by na to, że obydwoje zawiniliśmy. Potrząsnęłam głową i przeczołgałam się w jakieś cieplejsze miejsce. Spojrzałam na wyjście, w którym hulał wiatr. Położyłam się i już więcej nic nie zdołałam zrobić. Niech tylko zdobędę siły żeby... wstać. Z tego leżenia, tylko zachciało mi się spać. Próbowałam nie zasnąć, jest środek dnia. Chyba. W końcu uległam snowi.

* Kilka minut później *

Przetarłam oczy i powoli stanęłam. Obudził mnie przeszywający wiatr, który wiał nawet nie wiem skąd. Rozejrzałam się wokół. Siły na szczęście wróciły. Męczyło mnie teraz jedynie poczucie winy, że trochę nakrzyczałam na Stanley'a. Było to dosyć dziwne, bo jeszcze kilkadziesiąt minut temu chciałam go jeszcze bardziej skrzyczeć. Wyszłam z jako tako ciepłej jaskini i ruszyłam na poszukiwania. Było to dosyć uciążliwe w taką pogodę szukać Stan'a. Warknęłam i zaczęłam prowadzić się instynktem, który doprowadził mnie do jaskini Stanley'a. Bynajmniej tak uważam. Niepewnym krokiem weszłam do jaskini i stanęłam na środku. Nie było nikogo widać, lecz to nie oznacza, że kogoś nie ma. Zaczęłam nasłuchiwać czegoś, co potwierdziłoby obecność Stanley'a lub jakiegokolwiek psa. Usłyszałam w końcu niespokojny i ciężki oddech. Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam iść w jego stronę. Po chwili ujrzałam znajomą sylwetkę husky'geo. Siedział i coś grzebał w ziemi. Podeszłam niepewnie i usiadłam obok niego.
- Chciałam Cię przeprosić - zaczęłam swoją przemowę - Przeprosić za to, że wtedy trochę krzyczałam - odetchnęłam z połową ulgi, bo jeszcze przecież nie przyjął przeprosin. Wyciągnęłam łapę i popatrzyłam na niego lekko uśmiechając się - Sztama?

Stanley?

Od Avalon- CD opowiadania Video

- Chyba - powiedziałam wstając - Ciężki jesteś - mruknęłam. Video popatrzył na mnie z oburzeniem.
- Nie jestem - powiedział i napuszył się jak paw. Przewróciłam oczami i popchnęłam go w zaspę śniegu. Wtedy pies podciął mnie i teraz ja spadłam na niego, przygniatając go.
- Ty też nie jesteś lekka - odparł i próbował wstać. Spokojnie z niego zeszłam.
- Nie gwiazdosz, tylko chodź - powiedziała i zaczęłam truchtać, bo zimno dawało się we znaki. Deii powoli wstał ze śniegu i poszedł za mną. Na moje nieszczęście w centrum sfory padał śnieg. Warknęłam i spojrzałam na Video, który zaczął  łapać śnieg na język. Przewróciłam oczami i znów go popchnęłam.
- Dziecek - westchnęłam i przekręciłam głowę.
- Sama powinnaś spróbować - powiedział Video i zamknął pysk. Podniosłam głowę, a płatki śniegu od razu wpadły mi do oczu.
- Cholera - warknęłam cicho i potrząsnęłam głowa.
- Co Ty robisz? - usłyszałam stłumiony śmiech i poczułam na sobie wzrok. Popatrzyłam na niego poważnie i kolejny raz go popchnęłam. Pies wstał i znów zaczął łapać płatki śniegu.
- Dobra chodź bo zimno - powiedziałam i stuknęłam go.

Video?

Honey dorosła!

https://mhaynesphotography.files.wordpress.com/2012/01/a6944web.jpgImię : Honey
Ksywka : Hon
Głos : Ewelina Lisowska
Rasa : Siberian Husky
Wiek : 1 rok
Płeć : Suczka
Urodziny : 6 dzień zimy
Stanowisko : Lekarz
Rodzina :
Przybrani rodzice Skyres i Indiana.
Przybrane rodzeństwo Ares, Aurora, White, Harrison,
Partner: Kocha Theo. Czy on to odwzajemni?
Młode : Brak
Charakter : Miła, pomocna, uczynna, lojalna, przyjacielska, odważna
Historia : Została wyrzucona z domu przez poprzednich właścicieli. Znalazł ją Indiana.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : JinnyM
Inne zdjęcia: Klik

Od Jem'a

Śnieg skrzypiał mi przyjemnie pod łapami. Nowe warstwy wciąż przykrywały stare, a w dodatku obsypały i mnie. Co chwilę zatrzymywałem się, żeby strząść zimy płatki śniegu. Chłodny wiatr zawiał mi w oczy. Potrząsłem łbem.
Zapytacie pewnie dokąd się wybierałem. Otóż nie znalazłem jeszcze żadnego miejsca do zamieszkania. No... wprawdzie natknąłem się kilka razy na jaskinie czy nory, jednak nie odpowiadały mi. Za duże, za małe, zbyt wąskie wejście, "sufit" za wysoko, za nisko... Tak, jestem wybredny, ale skoro mam tu zostać to wolę mieć odpowiednie miejsce dla siebie i rodziny, być może. Eh... nieważne.
Wędrowałem wciąż po terenach sfory. Przynajmniej miałem nadzieję, że jeszcze jestem w SPU. A jeśli się zgubię? Zatrzymałem się gwałtownie i odwróciłem. Przebyłem już długą drogę. Ślady łap były już zasypane, tylko te najbliżej były jeszcze widoczne. Wzruszyłem "ramionami" i ruszyłem na dalsze poszukiwania. To czy się zgubiłem było mi już obojętne. I tak z nikim się nie dogadam. Byłem już w Centrum Sfory. Psy witały się ze mną, lecz ja nie odpowiadałem. Teraz, wydaje mi się raczej, że będą mnie unikać. Pewnie uważają mnie za kolejnego oschłego i agresywnego typa. Trudno...
Powoli zaczynałem odczuwać ból w łapach. Podczas drogi nie spotkałem jeszcze nikogo. Myślałem, że naprawdę opuściłem już sforę. Aż do teraz. Gdzieś w oddali zobaczyłem niewielki, czarny punkt przemieszczający się. Był daleko, a oprócz tego nie byłem pewien czy ktoś bądź coś naprawdę tam jest przez śnieżycę. Wielkie płatki śniegu leciały tak, że zakrywały cały obraz. Zaczęło mi się robić zimno. Natychmiast przyśpieszyłem, żeby dogonić stworzenie. Przemieszczało się wyjątkowo szybko. Po kilku minutach znajdowało się już kilkanaście metrów przede mną. Szybkim krok zamienił się w bieg. Zacząłem szczekać. Obiekt zatrzymał się i odwrócił, pozwalając do siebie podbiec. Stanąłem wreszcie przed psem. Jak się okazało wcale nie był czarnej maści. Nie wiem czy patrzył na mnie. Przez śnieżycę nie mogłem zobaczyć jego oczu.

Ktoś?

Od Michelle - CD opowiadania Niklausa

- Przecież nic Ci nie zrobiłam - warknęłam i popatrzyłam na niego wrogo.
- To mam Cię wypiuścić? - zapytał sam siebie i zaczął chdzić wokół - Czy nie... - rozmyślał, jednak mu przerwałam.
- No wypuść - warknęłam jeszcze raz. Niklaus popatrzył w moją stronę niezdecydwany i podszeł. Już miał łapą mnie odkopać, lecz się zatrzymał.
- Albo nie - zaśmiał się z lekką złośliwością.
- No weś - popatrzyłam na niego powarznie.
- A będziesz dla mnie miilasza? - zapytał, przyglądając mi się spokojnie.
- Nidech będzie - westchnęłam - Teraz wypuść mnie!

Niklaus?

niedziela, 7 czerwca 2015

Od Aresa - CD opowiadania Josie

Spróbowałem się ruszyć, ale nie mogłem. Szarpnąłem ciałem, ale tylko poczułem ból w łapach i klatce piersiowej. I wtedy zrozumiałem. Josie natarła pień drzewa żywicą, a ja się do tego przykleiłem!
- Josie! - krzyknąłem rozzłoszczony.
- No co? - roześmiała się i zeskoczyła z drzewa.
- Odklej mnie! - zawołałem oburzony.
- To raczej niemożliwe - suczka spoważniała trochę.
- A to niby czemu? - zapytałem.
- Bo żywica jest bardzo mocna...
- Idź po kogoś! - wrzasnąłem. Josie trochę się przestraszyła. Pobiegła w stronę Centrum Sfory.
* 1,5 godziny później *
Właśnie zostałem odklejony od drzewa. Moi rodzice i rodzice Josie nie byli zbyt zadowoleni. Gdy wszyscy się rozeszli i zostałem sam z suczką, ta powiedziała:
- Przepraszam, wybaczysz mi?
- Wybaczę, jak mnie przytulisz.


Josie? :3

Od Jem'a- CD opowiadania Sunshine

Szybko przestałem przejmować się suczką. Widziałem, że nie ma zamiaru atakować. Przewróciłem jedynie oczami i wróciłem do zająca. Położyłem się na śniegu i powoli odrywałem kawałki ofiary. Było to dość trudne. Eh... nigdy nie miałem mocnych szczęk. Kości zwierzęcia chrupały, a mięso było... cudowne. Może to dlatego, że dawno nie miałem niczego w pysku? No tak, głodny podobno zje wszystko. Zapach krwi wdzierał się do moich nozdrzy co dawało mi jeszcze więcej chęci do zjedzenia całej ofiary. Z drugiej strony to dlatego, że bym głody. Znów do tego wracam, jednak naprawdę długo nie jadłem. Moje rozmyślenia jednak coś przerwało. Usłyszałem gdzieś ślizg, szum i cichy pisk. Nastawiłem uszy, podniosłem łeb. W moją stronę właśnie zmierzała nieznajoma. Pewnie nie umiała utrzymać się na śliskim śniegu. Cóż, w niektórych miejscach jest to ciężkie, ale bez przesady.
Szybko zdałem sobie sprawę, że powinienem się odsunąć, by uniknąć zderzenia. Wstałem pośpiesznie (oczywiście odkładając zająca na bok). Pomyślałem też o tym by jakoś ją zatrzymać, bo jeszcze zrobi sobie krzywdę. Gdy była blisko wystawiłem łapy. Nie było to może najlepszym pomysłem, bo udało mi się tylko chwycić nieznajomej, a plan polegał na tym bym ją zatrzymał. Tak, dalej ślizgaliśmy się ze zbocza razem. Poczułem tylko jak suczka trzyma się mnie mocno i wbija w moją klatkę piersiową. Po chwili zaczęliśmy przyśpieszać, a przez to staliśmy się wielką, puchatą, czekoladowo - płową kulą, która wciąż "turlała" się z górki w zabawny sposób. Obijaliśmy się o wszystkie kamyki i patyki pod śniegiem, nie było to przyjemne. Nagle uderzyłem grzbietem o coś twardego, przez co przez chwilę nie mogłem złapać tchu. Zatrzymaliśmy się. Poczułem luz, nieznajoma wylądowała kawałek dalej. Leżałem do góry łapami, oparty plecami o pień drzewa. Szybko przekręciłem się i stanąłem na łapach. W mojej głowię wciąż się kręciło, przez co szukanie suczki było cięższe. W kilka chwili ujrzałem jednak jak wyskoczyła z zaspy śnieżnej, powodując, że maleńkie płatki śniegu, które wybiła w górę zaczęły na nas spadać. Obydwoje cali byliśmy zresztą w śniegu. Otworzyłem szeroko oczy, patrząc na nią. Świat powoli przestawał wirować, jednak nieznajoma wciąż wyglądała zabawnie. Ona chyba jeszcze nie ogarnęła co się stało. Kiwała się lekko z boku na bok. Zakryłem łapą pysk, żeby się nie zaśmiać. Po kilku minutach trafiło jednak do mnie to co robię i spoważniałem. Wyprostowałem się dumnie, a do mojej głowy znów spłynęły ponure myśli typu: - Co za niezdara z tej suczki..., Co ona robiła?, Co ty robisz, Jem?. Otrzepałem się ze śniegu, by wyglądać poważniej. Na moim pysku pojawił się grymas. Nieznajoma wracała już na ten świat i powoli wstała. Znów zapanowała niezręczna cisza. Naprężyłem mięśnie w pozycji bojowej. Mózg mi kazał, wróciły do mnie myśli ze schroniska, z czasów w których o wszystko musiałem walczyć i kierowałem się agresją. Warknąłem na nią. Zrobiła kilka kroków w tył, podkuliła ogon i położyła uszy. Wróciliśmy do sceny z początku, tym razem jednak opamiętałem się lekko. Ona natomiast poślizgnęła się na śniegu i upadła. Moje źrenice rozszerzyły się. Ponownie się wyprostowałem. Byłem jakby przełamany na pół, z jednej strony chciałem się z kimś zapoznać, z drugiej wciąż bałem się, że nie mogę jej ufać i mnie zaatakuje. Ale przecież nie mogę jej jeszcze zaufać. Może... Nieważne... Zrobiłem krok w stronę suczki i wyciągnąłem w jej stronę łapę by pomóc jej wstać. Ona... chwyciła za nią. Uśmiechnąłem się gdzieś w głębi duszy. Pierwszy krok do znajomości za mną.

Sunshine? ;3 Się nie rozpisałam, ale sens chyba jest.

Vista nie żyje...



Imię : Vista
Ksywka : Vi. Spróbujesz Visiu, a popamiętasz.
Głos : RED LIPS
Rasa : Buldog Amerykański
Wiek : 3 lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 7 dzień wiosny
Stanowisko : Morderca
Rodzina : Zginęli
Partner : Veggie
Młode : Nie chce
Charakter : agresywna, lubiąca samotność, twarda, poważna, nienawidzi psów nachalnych.
Historia : Nikomu nie ma zamiaru o tym mówić.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Nieznany Gość
 
 
 
[POWÓD]
 
Utopiona w rzece przez Stanley'a i Avalon. 

[*]

Od Josie - CD opowiadania Aresa

- Niech Ci będzie - fuknęłam i wzięłam różę. Była taka ładna.
Ares zadowolony uśmiechnął się. Poszliśmy w przeciwną stronę na plażę. Dopiero nad morzem poczułam, że zima rozkręca się na całego. Wiał mroźny i porywisty wiatr. Aby iść dalej musiałam pochylić głowę. Kiedy doszliśmy na miejsce, nie było tam żywej duszy. Zdziwiłam się bo konie zawsze tutaj pasły się. Kiedy przechodziłam obok sosny, zauważyłam mozolnie spływającą żywicę. Gęsta ciecz wydzielała specyficzny zapach. Wtedy wpadłam na plan mini zemsty.
- Pobawmy się w chowanego - zaproponowałam.
- Okej. Mogę szukać.
Kiwnęłam głową na zgodę. Miał liczyć do 30. W tym czasie na łapki wzięłam trochę żywicy i porozcierałam na dole drzewa. Chciałam aby Ares mnie znalazł, dlatego też zaczęłam piszczeć. Po jakimś czasie zorientował się, że siedzę na gałęzi. Musiał wspiąć się po mnie. I wtedy to się stało. Przykleił się do kory sosny.
- Super zabawa! - krzyknęłam uradowana.


Ares ?

Od Sunshine C.D opowiadania Jem'a

Z początku nie wiedziałam co powiedzieć, więc stałam bez ruchu. Trochę mnie zestresował widok biednego zajączka, z podgryzioną tętnicą szyjną. Krew wciąż wytryskała z niej, w rytmie bicia serca.
- Dzień Dobry... - Zaczęłam nieśmiało. Pies wydawał się, jakby to zignorował, bo nic nie odpowiadał. Przestał jeżyć sierść i wrócił do zajmowania się zającem. Może miał zły dzień i to dlatego nic nie mówi... albo po prostu go irytuję... Podkuliłam pod siebie ogon i położyłam po sobie uszy, aby pokazać, że jestem uległa i nie chce go zdenerwować. - Jeśli Cię denerwuję, to mogę sobie pójść... - Próbowałam upewnić się, że pies nie spróbuje mnie zabić, ale on wciąż milczał. Ta głucha cisza dobijała mnie... i chyba nie tylko... byłam trochę wystraszona tym, bo nie wiedziałam co pies sobie teraz myśli. Zazwyczaj psy, z którymi przebywałam, mówiły czy mam sobie iść lub czy mogę zostać, a tutaj ? ... nic. Kompletnie nie wiedziałam co oznacza to milczenie, niby sama też często milczę, ale robię to dlatego, że nie chce się w nic wtrącać. Uznałam, że to milczenie oznacza " Tak, przeszkadzasz ! Idź stąd !", więc postanowiłam odejść. Starałam się iść ostrożnie i cicho, ale w śniegu nie jest to takie łatwe, bo udeptany śnieżny puch, strasznie skrzypi i staje się śliski. Często też nie widziałam co jest pod nim i idąc łamałam położone na ziemi gałęzie. W pewnym momencie poczułam, że ziemia stała się śliska,a ja nie mogę się na niej utrzymać... zanim się zorientowałam, już leciałam na plecach w dół. Lodowa trasa leciała w stronę psa z zającem. Próbowałam wyhamować, ale moje łapy były wciąż zdarte, po tamtych odmrożeniach. Gdy tylko wbiłam pazury w lud, zaczęły mi się rozdrapywać rany, aż w końcu się puściłam i z powrotem się ślizgałam...

Jem ? Sory, że takie krótkie xd Brak natchnienia ;--;

Od White'a - CD opowiadania Rose Robin

Patrzyłem w gwieździste niebo. Myślałem o Meredith. To tylko rozkapryszona, łamiąca wszystkim serca, głupia... nie dokończę zdania. Ale teraz mam Rose. Kocham ją całym swoim sercem. A Mere to już tylko wspomnienie. Niech sobie łamię serca innych, mnie już nie będzie to obchodzić. A co do tego, co dzisiaj się wydarzyło... Rodzice wcale nie byli źli. Nawet byli szczęśliwi. A to dziwne, bo Honey nie pozwalali się spotykać z Roney'em. Wiem, co się między nimi stało (słyszałem, jak Ho mówiła o tym mamie i tacie z płaczem). Kocham moją siostrę i kiedy ją pomszczę. Niech tylko ja z bandą kolegów dopadniemy samego Rona, to nic z niego nie zostanie... Moje mściwe rozmyślania przerwał powrót ptaka, którego wysłałem do Rosie. Trzymał w dziobie liścik. Było tam napisane: "Myślę o Tobie to samo. Spotkajmy się rano na Lawendowych Polach". Szybko odpisałem: "Dobrze" i zasnąłem.
* Rano *
Wymknąłem się z domu. Łapa nadal mnie bolała, ale nie zwracałem na to uwagi. Gdy doszedłem na Lawendowe Pole, usłyszałem krzyk:
- White!!!
Na ułamek sekundy zobaczyłem Robin, zanim ta mocno mnie pocałowała.

Rose???

Od Lonlay- CD opowiadania Levar'a

Levar biegł już w stronę dziury w płocie. W ostatniej chwili go złapałam i powiedziałam szybko.
- Ale ja się przywiązałam do tych ludzi...- wyjaśniłam.
- Co?!- zdziwił się.- A nie tęsknisz za rodzicami? Yyyyyy... Mamą?
- No tak...- przyznałam.- Dobra wracamy do domu ale poczekaj!
Zatrzymałam go bo chciał ponownie się wyrwać.
- Nie możemy iść teraz...
- Dlaczego?!- nie rozumiał mnie.
- Bo się ściemnia i nie będziemy iść w nocy po mieście ani po lesie! I jakbyśmy próbowali przejść przez tą dziurę a ludzie by zobaczyli to by ją załatali i nici z ucieczki...- wyjaśniłam.
- Ty to masz łeb.- uśmiechnął się.
Aż do wieczora bawiliśmy się z dziewczynkami na podwórku. W trakcie naszej zabawy jedna która nazywała się Melanie upadła na kolano. Kolano zaczęło ociekać krwią a dziewczynka płakać. Wtem wkroczyłam do akcji ja. Podsunęłam się lekko do niej i zlizałam jej łzy z policzków. Potem zaczęłam lizać zakrwawione kolano dziewczynki. Wtedy przestała płakać i zaczęła się śmiać. Kobieta szybko przyszła słysząc płacz dziecka i zaszokowało to ją. Pogłaskała mnie i dała kość. Byłam dumna z mojej zdobyczy i zajadałam ją dość długo. Nie byłam oczywiście taka podła żeby nie podzielić się z Levusiem. Potem weszliśmy do domu a pan zamknął szczelnie wyjście na taras. Kolano małej Melanie było już w bandażu. Wspólnie z Levar'em wdrapaliśmy się na piętro. Dziewczynki szykowały się już do snu. Gdy już obie leżały i zasypiały wskoczyłam na łóżko Melanie. Położyłam się obok niej kładąc ostrożnie mordkę na zbitym kolanku. Chyba rozstanie z nią będzie dla mnie czymś okropnym... Zaprosiłam Levar'a obok mnie. Zasnęliśmy tuż po dzieciach.

*** w środku nocy ***


Przebudziłam się w samym środku nocy. Wstałam i zeskoczyłam z łóżka. Zrobiła to zwinnie i ostrożnie żeby nie zbudzić nikogo. Podeszłam pod okno i wskoczyłam na parapet wyścielony poduszkami. Ułożyłam się tam i patrzyłam w ogromny księżyc. Pamiętam jak kiedyś byłam mała i bałam się jego... Wtedy tatuś mnie przytulał i pocieszał. Powiedział że księżyc to mój największy przyjaciel i że jak mam jakieś problemy on mi zawsze pomoże...


*** z rana ***


Levar?

Od Aresa CD Josie

- Josie, przepraszam cię, chciałem żeby wyszło śmiesznie... - zacząłem.
- Wiesz, jak ja się bałam?! A ty sobie udawałeś! - krzyknęła suczka.
- Przepraszam. Wybacz mi! - zawołałem. Ale ona uciekła... Pobiegłam za nią. Zauważyłem łzy na jej policzkach.
- Ile razy mam przepraszać? - spytałem delikatnie.
- Nie wiem - odparła, pociągając nosem. Wyjąłem zza pleców piękną różę:
- Wybacz mi - szepnąłem.

 Josie? No wybacz...

Od Rose Robin CD opowiadania White'a

-Ja też cię kocham. Tak, zostanę.
Niestety miłość nie trwała długo, bo pojawili się bracia i ojciec White'a i moja mama.
-Co wy tu robicie?- zapytała moja mama.
-Zakochana para! Kocham cię Rose,a ty mnie? Ja też!- przedrzeźniali nas bracia White'a.
Indiana zabrał White'a, a moja mama mnie.

*Rano*

Gdy się obudziłam, zauważyłam, że przede mną jest gołąb, ale nie byle jaki. Na szyi miał jakiś zwitek pergaminu. Było tam napisane:

Kocham cię bardziej niż moje życie,
Jesteś niczym róży kwiat,
Oczy masz błyszczące, jak gwiazd blask,
Bez ciebie życie nie ma sensu,
Nigdy cię nie opuszczę,
Zawsze będziemy razem,
Nieważne czy w dobre czy złe,
Ja zawsze kocham cię.


White?

Od White'a CD Rose Robin

- Mamo, tato, mogę sam wrócić do domu? - zapytałem niewinnie.
- Nie. Idziesz z nami - powiedział tata.
- Ale tato... - jęknąłem.
- Koniec dyskusji. Chodź! - zawołała mama.
- Przyjdź o północy pod moją jaskinię - szepnąłem do Rose i wyszedłem z rodzicami. Po drodze oczywiście narzekali na mój brak odpowiedzialności, ale ich nie słuchałem. W jaskini od razu zasnąłem, nie zwracając uwagi na docinki Harrison'a i Aresa.
* Północ *
Wyszedłem z jaskini. Robin już na mnie czekała.
- Cii - rzekłem i zaprowadziłem ją do najbliższego lasu.
- O co chodzi? - spytała.
- Muszę ci coś powiedzieć na ucho - mruknąłem.
Przysunęła się do mnie, a ja zamiast coś powiedzieć, pocałowałem ją.
- Rose, bardzo cię kocham. Czy będziesz moją partnerką?

Rose???

Od Alexa - CD odpowiadania Atheny

Super. Potem rozliczę się z moim braciszkiem. Najwyraźniej Athena w ogóle mnie nie kochała, więc nie będę się nad sobą użalać. Teraz zajmę się sobą. Potem poszedłem porozmawiać z siostrami.
- Jak oni tak mogli? - krzyknęła Rachel.
- Athena... Nie skomentuję dalej - rzekła Lea.
Poppy, nieśmiała, ale genialna usiadła z tyłu. Wiem, że szykowała zemstę. Mała wredota. Uśmiechnąłem się sam do siebie kiedy tak pomyślałem.
Potem poszedłem do Wąwozu Rudego. Ten pies, który mieszkał tam kiedyś, przeżył kilkanaście lat samotnie. Da się? Da. Może i ja podzielę jego los. Nie miałem co robić. Śnieg padał gęsto. Cała moja sierść była w tym białym puchu. Podszedłem w takim razie do Centrum Sfory. Przysiadłem sobie koło dębu. Po chwili podeszła do mnie jakaś suczka. Miała około roku, dwóch lat., czyli podobnym do mnie.
- Jestem Alex, a Ty piękna?


Ta suczka ?

Od Rose Robin CD opowiadania White'a

Bardzo się wystraszyłam na wieść o łapie White'a. Musiałam kogoś zawiadomić.
-Nie zostawię cię tutaj!
-Zostawisz, idź po kogoś!
Po 15 minutach wróciłam z rodzicami White'a. Byli wściekli i przestraszeni. Jego tata wziął go na plecy i pobiegł do Raven. Ja i Skyres udałyśmy się za nimi.

*W jaskini Raven*
-Złamana w dwóch miejscach.- powiedziała Raven
-Ale będzie mógł chodzić?- zapytałam
-Tak, ale przez dłuższy czas nie powinien biegać.


White?

Od Josie - CD opowiadania Aresa

Ciągnęłam psa za sobą do Raven - jej jaskinia była najbliżej. Co ja w ogóle narobiłam? Rodzice mnie zabiją. A co będzie jeśli kiedyś umrą i któreś z naszej dziesiątki będzie musiał przejąć władzę w Sforze Psiego Uśmiechu... Wtedy to na pewno nie będę ja.
- Pamiętasz jeszcze coś? - spytałam Aresa.
Owczarek pokręcił przecząco głową. Zaczęłam się coraz bardziej martwić. Prowadziłam do przez las iglasty.
Po jakimś czasie nareszcie ukazał się gabinet Dobermanki. W tej chwili, jak chciałam już wejść do środka z poszkodowanym, Ares zatrzymał się.
- Już wszystko pamiętam - powiedział.
- Że co?
- No tak. Bo ja tylko udawałem...
Byłam zła, bardzo zła. Spojrzałam na niego spode łba.




Ares ?

Od Atheny

Od ostatnich kilku dni Alex ciągle za Mną chodzi. Innymi słowy ciągle Mnie nęka. Teraz siedzę w Rajskim Ogrodzie. Cały czas słyszę szelest w krzakach. To napewno Alex, ale czy on byłby taki głupi i aż tak bardzo się rozpycha w krzakach. W końcu powiedziałam.
- Wyłaź z tych krzaków. Wiem, że tam jesteś
Po chwili z krzaków wyszła mała jasna kuleczka ??? AVENDEER ???
- Avendeer, co tutaj robisz ? - zapytałam
- Nic, nudziło mi się ... i ... poszłam za Tobą. Chyba nie jesteś zła ?
- Oczywiście, że nie. Kocham Cię. Ale wracajmy już, bo Mnie Twoja mama zamorduje - przytuliłam ją i pocałowałam w sam czubek głowy.
Wstałyśmy i ruszyłyśmy do jaskini. Gdy byłyśmy w Centrum Sfory, spotkałam Alex'a.
- Cześć. Możemy porozmawiać ? - zapytał
- Dooobra. Avendeer leć do mamy
Gdy zniknęła w Naszej jaskini, popatrzyłam wyczekująco na Alex'a. Wiem o co mu chodzi. Ale tym razem powiem mu całą prawdę.
- Co się stało wtedy na imprezie ? - zapytał
- Naprawdę chcesz znać całą prawdę ? - teraz to ja go zapytałam
- Tak. Przejdziemy się ? - zaproponował
- Okey
Szliśmy kilka minut w milczeniu, w końcu przerwał tą ciszę :
- To powiesz mi ? - zapytał
Wziełam 3 głęboki oddechy i powiedziałam :
- Tak, zdradziłam Cię na ostatniej imprezie
- Z kim ? - zaczął się wściekać
- Z Ross'em - warknęłam
- Z MOIM BRATEM ? - zamurowało go
- TAK. TERAZ JUŻ ZNASZ CAŁĄ PRAWDĘ. JESTEŚ SZCZĘŚLIWY ? NIE CHCIAŁAM CI NIC MÓWIĆ. WIEDZIAŁAM, ŻE TO ROZWALI NASZ ZWIĄZEK. WIEM CO MI TERAZ POWIESZ : ZRYWAM Z TOBĄ. WIĘC WYPRZEDZĘ TWOJE SŁOWA I TO JA ZRYWAM Z TOBĄ. - krzyknęłam, po czym uciekłam z tego miejsca

Alex ??? Teraz już znasz całą prawdę ...

Od White'a CD Rose Robin

- Tylko? - zapytała.
- Tylko.
 Pokazała mi język.
- Oj, no dobra, bardzo mi się podoba - roześmiałem się.
- Już lepiej - Rose puściła mi oczko.
- Chodźmy na Śnieżną Polanę - powiedziałem.
- Okej - mruknęła. Poszliśmy tam. Zacząłem biec. Nagle wpadłem w jakiś dołek. Moja łapa zaczęła puchnąć i boleć niemiłosiernie.
- Moja łapa! - zapiszczałem jak dzieciak - Chyba ją złamałem!

Rose???

Od Sunshine C.D opowiadania Mashine

Powoli spoglądałam na całą jaskinię. Moje oczy dostrzegały wszystkie detale tego miejsca. Było w nim ciepło, ale i też jaskinia była dość przestrzenna. Nie byłam pewna w jaki sposób utrzymuje się tutaj takie przyjemne ciepło, ale to mi nie przeszkadzało. W końcu jak ktoś całkowicie obcy przyjmuje cię w gościnę, to nie należy jeszcze narzekać.
- Nie wiem, czy mogę... nikogo tutaj nie znam. - Położyłam po sobie uszy i jeszcze raz rozejrzałam się w około.
- Ale poznasz, wystarczy, że przyjmiesz moją propozycję. - Wtrącił po chwili spokojnym głosem. Ja jeszcze na chwile schyliłam głowę, aby krew mi spłynęła do mózgu i trochę go ożywiła. Miałam nadzieję, że tym razem podejmę dobrą decyzję i nie będę cierpieć.
- W zasadzie, to czego by nie ? Mogę dołączyć... - Powiedziałam cicho, próbując wstać. Niestety gdy tylko moje łapy dotknęły twardej powierzchni, moje poduszki zaczęły pękać. Przewróciłam się wydając z siebie cichy pisk.
- Nie tak szybko... Musisz odpocząć. - Powiedziała suczka. - Musi Cię obejrzeć lekarz.
- Lekarz ? - Zaniepokoiłam się.
- Nie martw się, zajmie się twoimi łapami i będziesz mogła już iść, bo widzę, że Ci się gdzieś spieszy.
- A kiedy ma on przyjść ? - Trochę się uspokoiłam.
- Tak w zasadzie to chyba my musimy do niej przyjść... - Przyznał pies. - Może lepiej będzie jak ty tutaj zostaniesz, a my pójdziemy powiadomić którąś z lekarek, aby przyszła i zobaczyła twoje łapy... - Powiedział i razem z Ace, bo chyba tak miała na imię towarzysząca mu suczka, wybiegli z jaskini... Zostałam sama w nieznanym miejscu. Delikatnie i lekko zaczęłam stawiać łapy na ziemi. Nie było to zbytnio przyjemne, bo poduszki znów zaczęły krwawić, ale chyba nie aż tak bardzo jak wcześniej. Robiłam harmonijny krok za krokiem, kierując się w stronę wyjścia. Burza śnieżna w zasadzie, to już trochę ustała. Nie wiał już taki silny wiatr, więc wyszłam z jaskini i wpuściłam do płuc trochę chłodnego powietrza. Usiadłam opierając się o jeden z kamieni i zaczęłam rozglądać się w około. Pamiętam jak wiosną często dało się słyszeć w lasach śpiew słowików, ale jest zima, a jedyne ptaki które widziałam to kruki.
 Zbliżyłam się do nich powoli, ale one z przerażenia zaczęły prostować skrzydła i uciekać z wiatrem. Tylko jeden, najodważniejszy z nich, został i stroszył piórka. Skorzystałam z okazji i kawałkiem węgla zaczęłam go szkicować na jednym z kamieni. Była to trochę ciężka robota, bo kruk co chwilę zmieniał pozycję.
- Proszę... stój w miejscu i się nie ruszaj. - Powiedziałam spokojnie, poprawiając jego kontury. Nie było to dzieło sztuki, bo nie umiałam narysować mu głowy, ale bez niej też wyglądał ładnie. Nagle coś go wypłoszyło. Rozłożył czarne jak noc skrzydła i zaczął uciekać. W tym samym czasie zza drzew wyskoczył jakiś pies i złapał go za ogon. Rzucił go na ziemię i dobił. Stałam jak wryta, patrząc jak ptak zostaje wypatroszony. Po chwili, widząc, że pies chyba mnie zauważył, cofnęłam się do tyłu i podkuliłam ogon...

Ktoś ?

Od Rose Robin CD opowiadania White'a

-Ile chcesz ich zebrać Rose?
-Dużo.
-A może gdzieś pójdziemy?
-Ok, to ja cię zaprowadzę.
Złapałam psa za łapę i udaliśmy się tu:

-I jak?
-Może być.

White?

Od Jem'a: Nowy początek

Rozwarłem powieki. Już dawno zbudziło mnie słońce, które niedawno wzeszło. Uniosłem wzrok na korony drzew. Były bezliste, ale czego się spodziewać o zimowej porze. Dookoła panował mróz. Cały las obsypany był śniegiem, niczym okryty ciepłą kołderką i uśpiony. Nieliczne ptaki nuciły swoje piosenki gdzieś w oddali. Większość poleciała do ciepłych krajów. Może trochę im zazdroszczę. Wędrują długo, jednak na końcu czeka na nie coś miłego. To przyjemne ciepło... Grr... Nie lubię zimy. Jedynym powodem przez który jakoś ją znoszę są moje urodziny. Że też nie mogłem urodzić się w lato lub wiosnę?
Podniosłem się leniwie. Wygiąłem grzbiet niczym kot i ziewnąłem przeciągle. Byłem głodny...
Cóż, w zimę ciężko będzie coś znaleźć, ale warto spróbować. Przybiłem nos do ziemi. Do moich nozdrzy szybko dotarł znajomy zapach - zapach zająca. Uśmiechnąłem się pod nosem. Mam słaby węch, a jednak udało mi się coś wytropić, i to w zimę. Wypiąłem dumnie pierś. Moja radość nie trwała jednak długo, bo ofiarę trzeba było jeszcze złapać.
Ruszyłem do przodu wielkimi susami, zwinnie przeskakiwałem zaspy wciąż podążając za zapachem. Po jakimś czasie zobaczyłem na wzgórzu sylwetkę przemieszczającą się między drzewami. Zbliżyłem się do zwierzęcia od tyłu. Napiąłem wszystkie mięśnie przygotowując się i do skoku. Szybko wyskoczyłem i wylądowałem na grzbiecie zająca. Silne szczęki zacisnąłem na szyi ofiary. Nagle szelest. Odwróciłem się prędko i przyjąłem pozycję bojową. Obnażyłem kły, zacząłem warczeć. Kilka metrów przed mną stała suczka, nieznanej mi rasy. Wyglądała na trochę zaskoczoną. Widok wychudzonego, głodnego psa nie był tu codziennością o tej porze roku? Ona sama nie wyglądała najlepiej. Milczeliśmy długo, aż wreszcie nieznajoma przerwała ciszę.

 Moja droga? Szukam kogoś kto nie będzie się bał pisania z Jem'em ;3

Od Aresa CD Josie

  Tak naprawdę nic mi nie jest, ale trochę wystraszę Josie.
- Kim ty jesteś? - udałem zdziwienie.
- Nie pamiętasz? - zawołała - A wiesz jak się nazywasz, kim jesteś, gdzie teraz jesteśmy?
- Nie... - wymamrotałem - Nic...
  Teraz suczka zaczęła panikować.
- Co ja zrobiłam? - wyszeptała. Była blada jak ściana.
- Chodźmy do lekarza - dodała i pociągnęła mnie za sobą.
- Co to lekarz? - grałem jeszcze lepiej. Boże, ona się na to nabiera?
- Chodź szybciej. Mam nadzieję, że to nie zostanie ci na zawsze - wyszeptała ze łzami w oczach.
- Coś tam chyba pamiętam - zrobiło mi się żal Josie - Wiem, że nazywam się Ares, mieszkam w sforze a ty jesteś Josie... Więcej nie pamiętam.

Josie? Pograjmy troszkę w tę grę...

Od White'a CD Rose Robin

- Ty mnie też - mruknąłem. Zapadła cisza. Co teraz zrobić?
- Pokażę ci coś - przerwałem niezręczną sytuację. Zaprowadziłem Rose tu:
- Ładny widok - oceniła.
- Dziękuję. Ale to nie wszystko - uśmiechnąłem się.
- Nie wszystko?
- Nie. Zobaczysz coś jeszcze - wypiąłem dumnie pierś.
- Nie gadaj, tylko pokazuj - rzuciła. Pokazałem jej jeszcze to:
- Będziemy zbierać kamyczki? - zaśmiałem się.
- A żebyś wiedział - powiedziała Robin.
- Naprawdę? - jęknąłem.
- Nie marudź, tylko zbieraj - zarządziła Rose.

Rose? Pozbieramy kamyczki? ;P

Od Josie - CD opowiadania Aresa

- Po prostu chciałam się przejść. Nie będę przecież siedzieć cały dzień w jaskini.
- No też prawda - powiedział z lekka zawstydzony swoim pytaniem.
- Tym bardziej, że pada teraz puszysty śnieg. To moja pierwsza zima. Muszę się nią nacieszyć - powiedziałam z uśmiechem.
- To w takim razie pobawimy się Josie?
- Świetny pomysł! - odrzekłam nieśmiało. - Chodźmy nad Śnieżną Polanę. Tam zawsze jest super.
Dziwne. Zawsze byłam nieśmiała i cicha a dzisiaj mam w sobie dużo energii.
Po 20 minutach doszliśmy tam gdzie chcieliśmy. Po drodze rozmawialiśmy o rodzinie i wkurzającym rodzeństwie. Na Śnieżnej Polanie wszędzie leżał śnieg. Zrobiłam szybko kulkę i rzuciłam w Aresa. Przez przypadek trafiłam go w głowę. Podbiegłam przestraszona do niego.
- Nic Ci nie jest?


Ares ?

Kolejna suczka!

http://pu.i.wp.pl/k,NjI2NTM4NDksNTA1OTAwNjM=,f,633628_Samoyed13_big.jpgImię : Phoebe
Ksywka : Pheebs
Głos : https://www.youtube.com/watch?v=cyLE48i4XY0
Rasa : Samoyed
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 7 Dzień Lata
Stanowisko : Zielarka
Rodzina : Brak
Partner : Podoba jej się Jam.
Młode : -
Charakter : Uczuciowa, ciepła, cicha, spokojna, mądra
Historia : Urodziła się w innej sforze. Była sierotą. Opiekowały się nią Alfy. Źle się tam czuła i postanowiła uciec. Znalazła SPU i dołączyła.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Queenpola2003

Od Avendeer - CD opowiadania Jack'a

- Tak - mruknął
Chwilę siedzieliśmy w kompletnej ciszy. Czym prędzej postanowiłam ją przerwać.
- Może gdzieś pójdziemy ? - zapytałam
- Okey. Masz jakiś pomysł, gdzie ?
- Może ... na Lawendowe Pole ? - zaproponowałam
- Dobra, chodź - powiedział, podnosząc się z ziemi
Po jakiś 15 minutach marszu znaleźliśmy się u celu Naszej wycieczki.
- Avendeer, a ty masz rodzeństwo ? - zapytał
- Tak, mam 2 braci Naveen'a i Sheldon'a. A ty ?
- Też. Mam 2 siostry Nesty i Taylor oraz brata Doriana. - odparł
- To co teraz robimy ?

Jack ? Moja wena odleciała hen za morze ...

Od Doriana

Jacy moi rodzice są mało kapliwi! Spokojnie wyszedłem z jaskini, a oni nadal spali. Przynajmniej będę miał jakąś swobodę. Gdzie by się tu udać? Może nad rzekę Jafiszof? Ruszyłem w tamtym kierunku. Gdy po kilku minutach tam dotarłem, położyłem się na brzegu. Jestem podobno śmierdzącym leniem, ale co ja na to poradzę? Nagle zauważyłem jakąś suczkę wpatrującą się we mnie. Była w moim wieku. Podszedłem do niej.
- Jestem Dorian, a ty?

Jakaś suczka?

Od Rose Robin CD opowiadania White'a

-Ja jestem...
-Wiem kim jesteś. Idziemy nad wodę?
-Nie, może do lasu?
-Nie.
-Na łąkę!- krzyknęliśmy jednocześnie i udaliśmy się w to miejsce
Było tam ładnie, ale bardziej gapiłam się na White'a. <<nie mogę wyglądać jak jakaś chora fanka...>> pomyślałam. White był naprawdę bardzo miłym psem i dziwię się, że nikt go przez ten czas nie chciał. Oczywiście z wyjątkiem rodziców i rodzeństwa.
-A ty ile masz rodzeństwa?- zapytał
-Brata i siostrę, a ty?
-2 siostry, 2 braci i jeszcze pięcioro potworów.
-Twoi rodzice będę mieć kolejne szczeniaki?
-Tak i teraz nikogo nie będziemy obchodzić.
-Mnie obchodzisz.

White?

Od Joey'a CD opowiadania Taszy

-Damy sobie radę.
-A jeśli coś ci się stanie?
-To będę nad wami czuwał.
-Dobranoc.
-Nie, zaczekaj.
-Co?
-Wyjdziesz za mnie?

Tassy?

Od Taszy - CD opowiadania Joey'a

Zamurowało Mnie. Czyli oszukiwał Mnie przez cały ten czas ? No, ale chyba to jedno kłamstwo mogę mu wybaczyć. Przytuliłam się do Niego.
- Nic się nie stało, ale obiecaj mi, że nigdy więcej Mnie nie oszukasz
- Obiecuje - pocałował Mnie w czoło
- Raven możemy już wracać do siebie ? - zapytał dobermanki Joey
- Oczywiście - odparła
Wróciliśmy do Naszej jaskini. Po jakiś 15 minutach, szczeniaki zasnęły. Wtuliłam się wtedy w Mojego partnera. Żałuje, że nie w męża czy narzeczonego. No, ale nic na to nie poradzę. Przeleżeliśmy tak chyba z godzinę. Postanowiła przerwać tą ciszę.
- Joey jak myślisz ... jak teraz będzie wyglądało Nasze życie z szczeniakami i dorosłą Atheną ?

Joey ???

Od White'a CD Indiany

- Naprawdę? - zdziwiłem się.
- Tak - powiedział tata. W sumie... Rose była nawet ładna. Wiadomo, że nie zapomnę o Mere, przynajmniej nie od razu, ale... Ona woli Thomson'a. Warto spróbować zaprzyjaźnić się z Robin.
- Muszę iść - mruknąłem i sobie poszedłem. Nie zauważyłem znaczących spojrzeń rodziców.
* Troszkę później *
Stałem niezdecydowany przed jaskinią Rosie. W końcu wszedłem. Była tam Giselle.
- Jest Rose? - spytałem.
- Bawi się za domem - odpowiedziała suczka. Podziękowałem i udałem się we wskazane miejsce. Ujrzałem Rose Robin. Podeszła do mnie i zapytała:
- Kim jesteś?
- Nazywam się White.

Rose?

Od Naveen'a

Obudziłem się przed wschodem słońca. Shel i Avendeer jeszcze spali, mama i tata też. Wybrałem się na krótki spacer, ale po drodze wpadłem na jakąś suczkę.
-Uważaj!- warknąłem -Znaczy....wybacz...
-Wybacz.
-Jestem Naveen.
-A ja Bella.

Bella?

Od Levar'a CD opowiadania Lonlay

Siedziałem przy drzwiach wpatrując się w klamkę. Po co ona mnie na szosę prowadziła? A co powie jej mama? Co powiedzą moi bracia? Co wujek Vincent? Nie mam pojęcia....Zaraz wbiegła dwójka dzieci. Mnie w drzwiach wyminęli i pobiegły do salonu, gdzie właśnie Lonlay przyglądała się telewizorowi. Krzyczały ze szczęścia.
-Mamo! To husky wiesz? Musi dużo biegać i się bawić! - Krzyczały razem. Zabrały ją na górę i zaczęły stroić. Znudzony położyłem się przy kanapie. Pan zdziwił się, że na niej nie leżę. Była biała...Taka pachnąca...Ale nie chciałem robić czegoś złego na początek. Popatrzyłem się oczekująco na mężczyznę. Usiadł na kanapie i zaczął mnie głaskać.
-Jak by cię tu nazwać kolego...-Mruczał pod nosem. - Może...Biały?
Szczeknąłem i wyszczerzyłem zęby.
-To nie!....Może tak jak ten sławny koleś - "LeVar Burton" ?
Pokiwałem głową. Facet się uśmiechnął i poszedł na górę. Przyniósł Lay, a dziewczynki zaraz za nim zbiegły po schodach.
-Ty będziesz Lonlay, a on jest Levar. Zrozumiałyście dziewczyny?
-Tak tato, Lonlay zapamiętamy. A Levar'a.....Chyba też. - Uśmiechnęły się.
-Dobra, teraz sio do ogrodu . - Otworzył drzwiczki i kazał nam iść. Jak oparzony wybiegłem. Pod płotem była dziura. Lonlay spokojnie wyszła i zaczęła zwiedzać.
-Lay! Nie pora na wycieczki! Uciekamy!! - Krzyknąłem.

Lonlay?