Spojrzałam na psa. Po chwili powiedziałam:
- Mnie to się zawsze marzyła jakaś taka piękna jaskinia w lesie.
- No to idziemy - uśmiechnął się Irfan.
Ruszyliśmy biegiem przed siebie. Po drodze mijaliśmy różne psy, Irfan
obecał, że mnie z nimi zapozna. Kiedy dotarliśmy do dużej polany, na
północ wychodziła piękna jaskinia:
Stanęłam jak wryta. Powoli podeszłam do wejścia jaskini. Obwąchałam
wszystko dokładnie. Stanęłam przednimi łapami na schodach i zaczęłam
napierać na nie swoją siłą. Weszłam na góre. Znajdowało się tam coś w
rodzaju tarasu. Tylko bez barierki, i z otworem. Przez ten otwór można
było wskoczyć do jaskini na dole, a lądowało się na mchu, ułożonemu w
duży kopczyk. Wybiegłam do Irfana. Stanęłam przed nim i obejrzałam się
na jaskinię.
- Ta będzie idealna - powiedziałam z entuzjazmem.
- Cieszę się - odparł. - Mam ci pomóc się urządzić?
- Nie, nie trzeba, ale dzięki. Urządzę się, a potem Ci wszystko pokażę.
- Dobra, to narazie.
Uśmiechnęłam się do niego, a on odszedł. Od razu pobiegłam do jaskini.
Zaczęłam wyrzucać różne gałązki i pajęczyny. Gdy zrobiłam ogólny
porządek, poszłam po potrzebne rzeczy. Nazbierałam dużo kamyków, gałęzi i
innych różnych rzeczy. Jedną z nich, był scyzorek. Widocznie jakiś
człowiek go zgubił. No trudno. Zaniosłam wszystko do swojego nowego
domu. Poustawiałam ozdobne kamyczki, z gałązek porobiłam małe figurki.
Wycięłam scyzorykiem z drewna dwie postacie - mnie i Irfana. Postawiłam
je na dużej półce skalnej. Potem ruszyłam na polowanie. Wróciłam do
jaskini ze skórą sarny i rozłożyłam ją na jednej z półek skalnych. Drugą
też znalazłam i rozłożyłam na górnym "tarasie". Zrobiłam miejsce na
ognisko, obłożyłam stosik drewna kamieniami i obok położyłam dwa
krzemienie, służące do rozpalania ognia. Wyrywałam trochę mchu i
poukładałam go tak na wzór ludzkich foteli, aby było miękko. Wtoczyłam
do jaskini też wysoki ogromny kamień, który położyłam obok ogniska. Miał
służyć za stół. Położyłam na nim scyzoryk. Znalazłam też w lesie dużo
przydatnych rzeczy. Jedną z nich był spory worek płócienny. W mojej
jaskini, były dwa pomieszczenia. Jedno z nich przekazałam na swój salon,
sypialnię i kuchnię w jednym, a drugi na gabinet lekarski. Po przejściu
przez salon, wchodziło się do drugiego pokoju, w którym były wszelkie
przyrządy lekarskie i stół do obserwacji. Do worka płóciennego
nazbierałam ziół i roślin. Poukładałam je na półkach, a worek położyłam
obecnie na stole. Z ziół porobiłam różne maści, na wszelkie
dolegliwości. Gdy gabinet lekarski i salon były gotowe, upolowałam
dorodnego jelenia, i podzieliłam na części. Duże udo przekazałam dla
mojego gościa. Gdy skończyłam z kolacją, wyszłam na poszukiwania owego
gościa. Słońce zbliżało się ku zachodowi. Po kilku minutach znalazłam
Irfan'a, w towarzystwie jakiejś suczki. W pierwszej chwili zawahałam się,
aby podejść, ale w końcu podeszłam i przywitałam się.
- Kim jest ta suczka? - spytałam, uśmiechając się do białej suczki.
- Raven, poznaj moją córkę - odparł Irfan - Qetsiyah.
- Miło mi - uścisnęłam łapę suczki - jestem Raven.
- Mnie również - odparła z uśmiechem suczka.
- Słuchajcie, urządzam kolację z okazji mojego wprowadzenia się do jaskini. Może przyjdziecie oboje? - zaproponowałam.
- Chętnie - uśmiechnął się Irfan.
Gdy doszliśmy do jaskini wprowadziłam gości na taras. Była tam
rozłożona ogromna skóra jelenia, więc miejsca starczyło dla wszystkich.
Podałam kolację - jelenia. Uda przekazałam dla gości, a sobie zostawiłam
łopatki. Gdy zjedliśmy, powiedziałam miło:
- Smakowało?
Irfan?
niedziela, 25 stycznia 2015
Od Toromaru – CD opowiadania Quiet
- Yyy… dzięki – Odpowiedziałem niepewnie i poszedłem w
przeciwną stronę. Trochę mnie zdziwiła nagła utrata humoru suczki, ale to chyba
nie przez mój komentarz. Szedłem sobie przez jakiś czas bez większego sensu, aż
nagle…
-„Jak mogłeś jej powiedzieć coś takiego ???” – Powiedział głos
w mojej głowie.
- Kim jesteś ??? – Zapytałem, nie wiedząc kim jest osoba
mówiąca.
- „Twoim sumieniem debilu”
- Zwierzęta nie mają sumienia, każdy to wie… - Zacząłem i w
tym samym czasie mój wewnętrzny głos umilkł. Uznałem, że tylko mi się wydawało.
Było mi strasznie nudno i nie wiedziałem co robić. Nawet nie zauważyłem z tego
wszystkiego, że chodziłem na kłodzie, która wisiała nad wodospadem. W ułamku
sekundy się poślizgnąłem i spadłem. Szybko wyszedłem z wody, byłem cały
przemoczony. Spojrzałem w odbicie w wodzie i…..
- AAAAAAA!!!!!!!!! – Krzyknąłem tak głośno, że ptaki
siedzące na pobliskim drzewie uciekły przerażone. – KURDE !!!!! - Krzyknąłem
ponownie. – WYGLĄDAM JAK ZMOKŁA KURA !!!!!! – Po uspokojeni się, zacząłem
poprawiać wygląd. Długo to trwało, bo gdy tylko coś poprawiłem, to od razu
pojawiał się irokez. Po kolejnych godzinach udało mi się przywrócić wcześniejszy
wygląd. Spojrzałem ostatni raz w odbicie i zauważyłem coś, na co wcześniej nie
zwracałem uwagi. To były moje oczy. Jednak wydawało mi się, że widziałem oczy
podobne do moich, tylko przeciwne. Długo zastanawiałem się gdzie je widziałem,
aż w końcu przypomniałem sobie.
- No tak tamta suczka, zaraz…. Jak ona miała na imię ??? –
Zacząłem się zastanawiać. Jednak nie mogłem sobie przypomnieć. Wyszedłem z lasu
i zauważyłem, że na polanie leży, do góry brzuchem, suczka, o której rozmyślałem
przez cały dzień. Była smutna, a przecież nie ze smutkiem, tylko z uśmiechem
jej do twarzy. Podkradłem się niepostrzeżenie do niej i w jednej chwili
wyskoczyłem w powietrze. Wylądowałem dokładnie nad nią, dzięki czemu mogłem patrzeć na jaj piękne oczy.
- Dlaczego uciekłaś ??? – Zapytałem spokojnie.
Quiet ???
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a
- No ta ale...- zakrztusiłam się kroplami deszczu.
- Ale co?!- zapytał.
- Z kąt mieliśmy wiedzieć że ta historia się sprawdzi?!- krzyknęłam.
- Nooo... To jest w sumie dziwne.
Usiadłam ponętnie i myślałam. To było dość dziwne. Jak Chero może umieć przewidywać przyszłość? Chyba że to tylko przypadek. Emmm... Nie sądzę. Zbyt realne na przypadki. Po moich rozmyśleniach popatrzyłam na Cheroona. Moje zdziwienie przeplatało się ze strachem.
- Cheroon co ci się stało w łapę?!- zapytałam wystraszona.
- Ja to nic.- wystraszył się.- Co ci się stało w oko?!
Podbiegłam szybko do kałuży i spojrzałam w nią. Nad okiem miałam całkiem głębokie rozcięcie z którego sączyła się krew. Serce mi podskoczyło na ten widok.
- Cheroon!!!- wrzasnęłam.- Pomóż mi!!!
Cheroon?
- Ale co?!- zapytał.
- Z kąt mieliśmy wiedzieć że ta historia się sprawdzi?!- krzyknęłam.
- Nooo... To jest w sumie dziwne.
Usiadłam ponętnie i myślałam. To było dość dziwne. Jak Chero może umieć przewidywać przyszłość? Chyba że to tylko przypadek. Emmm... Nie sądzę. Zbyt realne na przypadki. Po moich rozmyśleniach popatrzyłam na Cheroona. Moje zdziwienie przeplatało się ze strachem.
- Cheroon co ci się stało w łapę?!- zapytałam wystraszona.
- Ja to nic.- wystraszył się.- Co ci się stało w oko?!
Podbiegłam szybko do kałuży i spojrzałam w nią. Nad okiem miałam całkiem głębokie rozcięcie z którego sączyła się krew. Serce mi podskoczyło na ten widok.
- Cheroon!!!- wrzasnęłam.- Pomóż mi!!!
Cheroon?
Od Navedy- CD opowiadania Rocky'ego
Gdy stałam pod sosną zauważyłam psa,które pierwszy raz na oczy widzę.A on zna me imię?Ciekawe...
-Naveda to moje imię...Skąd je znasz? - popatrzałam się na psa.
-Irfan opowiadał mi o tobie. - uśmiechnął się.
-Spoko. - zaśmiałam się.
Po chwili dodałam.
-A jak brzmi twoje imię?
Rocky?
-Naveda to moje imię...Skąd je znasz? - popatrzałam się na psa.
-Irfan opowiadał mi o tobie. - uśmiechnął się.
-Spoko. - zaśmiałam się.
Po chwili dodałam.
-A jak brzmi twoje imię?
Rocky?
Od Cheroona- CD opowiadania Bligrht
Próbowałem zachować trzeźwy umysł. Co raz, drzewo chyliło się ku ziemi. W pewnej chwili przeszło mi przez myśl.
- " potencjalne przyczyny śmierci, z których można się wyplątać " - sam tow sumie mówiłem. Czyli są szanse, że przeżyjemy, a jak nie, to po prostu zginiemy zgnieceni drzewem.
- Chodź na przeciwną stronę - powiedziałem cofając się. Może to coś pomoże.W pewnej chwili, drzewo całkiem oderwało się i zaraz turlało się po pagórku. Nie szybko, jednak się turlało.
- Co teraz?- Bligrht wydawała się zdenerwowana.
- Módl się, żeby nie było drzewa zaraz, bo się drzewo przełamie - powiedziałem z nutką niepokoju w głosie. Jednak nadzieje okazały się płonne. Drzewo rozłamało się o inne drzewo na pół. Akurat ja byłem w drugiej połówce drzewa, a Bligrht w drugiej. Deszcz nadal lał i to mocniej niż wcześniej. Wstałem i otrzepałem się. Popatrzyłem wokół siebie, w poszukiwaniu suczki. Po dłuższej chwili spotkaliśmy się.
- To przeze mnie to się stało. Mogłem nic nie mówić - westchnąłem i popatrzyłem do góry. Deszcz był bardzo gęsty i zimny. Był dosyć orzeźwiający.
Bligrht? D:
- " potencjalne przyczyny śmierci, z których można się wyplątać " - sam tow sumie mówiłem. Czyli są szanse, że przeżyjemy, a jak nie, to po prostu zginiemy zgnieceni drzewem.
- Chodź na przeciwną stronę - powiedziałem cofając się. Może to coś pomoże.W pewnej chwili, drzewo całkiem oderwało się i zaraz turlało się po pagórku. Nie szybko, jednak się turlało.
- Co teraz?- Bligrht wydawała się zdenerwowana.
- Módl się, żeby nie było drzewa zaraz, bo się drzewo przełamie - powiedziałem z nutką niepokoju w głosie. Jednak nadzieje okazały się płonne. Drzewo rozłamało się o inne drzewo na pół. Akurat ja byłem w drugiej połówce drzewa, a Bligrht w drugiej. Deszcz nadal lał i to mocniej niż wcześniej. Wstałem i otrzepałem się. Popatrzyłem wokół siebie, w poszukiwaniu suczki. Po dłuższej chwili spotkaliśmy się.
- To przeze mnie to się stało. Mogłem nic nie mówić - westchnąłem i popatrzyłem do góry. Deszcz był bardzo gęsty i zimny. Był dosyć orzeźwiający.
Bligrht? D:
Od Snowy'ego
Teraz nic mnie nie trzyma w domu.Mogę iść gdzie zechcę.Zawsze chciałem zwiedzać świat.Jako pierwszy cel podróży obrałem..wyjście poza tereny sfory.Kierowałem się na północ w stronę Śnieżnej Polany,którą kiedyś odkryłem z Lokim.Tak się cieszyłem ,że nareszcie mogę opuścić moją rodzinę i tą sforę(wiadomo,ze nie na zawsze),tak bardzo,że aż zacząłem skakać.Po około 30 minutach doszedłem do granicy,na której zaczął padać śnieg.Już wiedziałem gdzie chcę się udać: w zaśnieżone Tatry.Były stosunkowo niedaleko,zaledwie kilka godzin wędrówki.Po drodze zapolowałem na sarnę.Najadłem się do pełna i pobiegłem dalej.Zbliżał się zmierzch.Wokół mnie rosły rozłożyste drzewa,pod którymi się skryłem i ułożyłem się wygodnie na pokrytej mchem ziemi.Obudziłem sie wczesnym porankiem.Z daleka można zauważyć wierzchołki gór.Uśmiechnąłem się do siebie.Ruszyłem w tamtą stronę:na wschód.Zamyśliłem się,toteż zdziwiłem się,że jestem na miejscu.Obok drzewa pokrytego białym puchem leżała mała kulka.Podszedłem bliżej i ujrzłem szczeniaka.
-Hejka,mała co robisz?-spytałem.
-Poluję na tamtą małą kozicę.-odpowiedziała.
-Dobry żart-śmiałem się.
-Ale ja nie żartuję-powiedziała spokojnie.
-Że co?!-wykrzyknąłem-a gdzie masz rodziców,nie powinnaś siedzieć sama na mrozie.
-Moi rodzice są psami zaprzęgowymi.Musieli mnie tutaj zostawić bo nie mogłam iść z nimi.Ale nic mi nie jest,radzę sobie.
-Wiesz co,nie zostawię Ciebie tutaj samej.Jutro zabiorę Ciebie do sfory,w której mieszkam.A dzisiaj się jeszcze położymy spać,jutro wyruszymy.-powiedziałem-zaopiekuję się Tobą.
Znaleźliśmy wygodne miejsce do spania,otuliłem ją własnym ciałem.Z rana siedziała na moim grzbiecie w drodze powrotnej.Na szczęście dotarliśmy szybciej niż się spodziewałem.
Od Irfan’a – CD opowiadania Vakuu
Widziałem, że suczka jest zaniepokojona, jednak nie byłem
pewny jak to zmienić.
-Vakuu ???
-Tak ??? – Odpowiedziała nieco żywiej.
- Boje się, że to jest coś poważniejszego. – Powiedziałem
spokojnie. – Myślę, że masz coś w stylu zaćmy, albo jaskry.
- To jest coś bardzo niebezpiecznego??? – Zapytała
wystraszona.
- Yyy… w przydatku zaćmy wystarczy operacyjnie ściągnąć tą
mglistą błonę z oka, a jeśli to jest jaskra to…
-To co ???
- Yyy… to jeśli za to szybko się nie weźmiemy to eksploduje
ci oko, ale nie martw się to tylko przypuszczenia.- Powiedziałem, żeby rozbić napięcie.
Vakuu ???
Od Rocky'ego
Zastanawiam się czy...a nieważne.Wspiąłem się na drzewo,żeby mieć lepszy widok na okolicę.Dzisiaj przypada mi mój patrol.Z góry wszystko lepiej widać więc dostrzegę zagrożenie.Po chwili rozglądania na dole pod sosna dostrzegłem jakieś zwierzę,chyba wilka.Podbiegłem tam i spostrzegłem,że to pies.Teraz już mogłem spokojnie do niego podejść.Zorientowałem się,że to nowa suczka w sforze.
-Siema,ty jesteś chyba Naveda,co nie?-spytałem.
Naveda?
Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro
- Hej Qet !!! – Krzyknął Techno, unosząc się na fali.
Zerknęłam na niego jednym okiem, po czym od razu je zamknęłam. Nie miałam
ochoty na jego głupie zabawy, był jak wkurzający, młodszy brat, którego nigdy
nie chciałam. Ale i tak jest najlepszy. Moje rozmyślanie, przerwał po raz
kolejny krzyk orła. Jednak zanim zdążyłam zabrać list, Techno rzucił się na
ptaka i uciekł z listem.
- Wracaj !!! – Krzyknęłam i pobiegłam za nim. Szybko go
dogoniłam i wyrwałam list z pyska.
- To się zaczyna zamieniać w listy miłosne. – Powiedział zabawnie, jednak ja
milczałam. – On jest w tobie zakochany
na zabój.
- To co ??? I tak na razie tam nie wrócę.
- Nie martw się o to, jeśli on cię naprawdę kocha, to sam po
ciebie przyjdzie. – Uśmiechnął się. – Nie masz zamiaru odpisać ???
- Nie, wie że tu jestem i to wystarczy. Nie mam o czym
pisać. – Powiedziałam smętnie.
- To mam wypuścić orła ???
- Daj mu odlecieć. – Techno zeszedł z ptaka i jednym głośnym
szczeknięciem go odgonił.
- Może wróćmy już do teatru, wiesz pomyślimy nad twoją
piosenką, tą o której ciągle rozmyślasz.
- Ok. – Powiedziałam i odeszłam z plaży.
Ferraro??? Wystraszyłeś się brakiem listu ???
Od Vakuu- CD opowiadania Irfan'a
Zaczęłam myśleć, próbowałam włączyć swoje komórki myślowe.
- Wiesz, jakoś sobie nie przypominam. Chociaż...- zaczęłam.
- Czyli???- zapytał Irfan. Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem - pokręciłam łbem - A to jest ważne?- zapytałam zdenerwowana.
- To może wytłumaczyć, dlaczego widzisz wszystko przez mgłę - wytłumaczył pies. Westchnęłam i popatrzyłam litościwie na ziemię.
Irfan?
- Wiesz, jakoś sobie nie przypominam. Chociaż...- zaczęłam.
- Czyli???- zapytał Irfan. Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem - pokręciłam łbem - A to jest ważne?- zapytałam zdenerwowana.
- To może wytłumaczyć, dlaczego widzisz wszystko przez mgłę - wytłumaczył pies. Westchnęłam i popatrzyłam litościwie na ziemię.
Irfan?
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a
-Hahaha!-zaśmiałam się.- Hmmm... Pewnie bym się zapytała ciebie co zrobić.
Cheroon popatrzył na mnie i zaczął się śmiać.
- Oczywiście mam nadzieję że tak się nie stanie.- przyznałam.
- Ja raczej też.- powiedział.- Chociaż byłaby niezła przygoda!
- Ha...- zaśmiałam się z sarkazmem.- Zwłaszcza jak ta przygoda przeplatałaby się ze śmiercią.
- Nie do końca.-powiedział.- Przecież taki siłacz i mocarz jak ja poradził by sobie.
- Ha!- zaśmiałam się.- Ta skromność.
Zaczęliśmy się śmiać. Nagle zauważyłam przed oczyma dziwny błysk.
- AAA!!!- krzyknęłam i żuciłam się Cheroon'owi na szyję.- Co to było?!?!?!
- Yyyy...- zakłopotał się.- Błysk?...
- Aaaa no tak.- zeszłam z niego i się otrzepałam.- Heh... Błysk.
Po błyskach zaczął kropić deszcz. To znaczy... LAĆ. Szybko schowaliśmy się w domku żeby nas nie zmoczyło.
- Emm...-powiedziałam.- Chyba będziemy musieli przeczekać tą ulewę.
- Masz rację.-westchnął Cheroon.
Usiedliśmy na małych fotelach i piliśmy ciepłą wodę na rozgrzanie. Rozmawialiśmy o naszych tamtejszych kłótniach. Jaka ja mogłam być głupia!
TRZASK!!!
-Co to było?!?!?-krzyknęłam.- Bo to już na pewno nie błyski!
- Yyy...-wystraszył się.- To był chyba trzask...
- Czego?!?!
- DRZEWA!!!
Drzewo trzaskało i za każdym takim trzaskiem przechylało się w bok.
- KURDE!-krzyknęłam.- Co my teraz zrobimy?!?!
Cheroon? Twoja historyjka się sprawdza :3
Cheroon popatrzył na mnie i zaczął się śmiać.
- Oczywiście mam nadzieję że tak się nie stanie.- przyznałam.
- Ja raczej też.- powiedział.- Chociaż byłaby niezła przygoda!
- Ha...- zaśmiałam się z sarkazmem.- Zwłaszcza jak ta przygoda przeplatałaby się ze śmiercią.
- Nie do końca.-powiedział.- Przecież taki siłacz i mocarz jak ja poradził by sobie.
- Ha!- zaśmiałam się.- Ta skromność.
Zaczęliśmy się śmiać. Nagle zauważyłam przed oczyma dziwny błysk.
- AAA!!!- krzyknęłam i żuciłam się Cheroon'owi na szyję.- Co to było?!?!?!
- Yyyy...- zakłopotał się.- Błysk?...
- Aaaa no tak.- zeszłam z niego i się otrzepałam.- Heh... Błysk.
Po błyskach zaczął kropić deszcz. To znaczy... LAĆ. Szybko schowaliśmy się w domku żeby nas nie zmoczyło.
- Emm...-powiedziałam.- Chyba będziemy musieli przeczekać tą ulewę.
- Masz rację.-westchnął Cheroon.
Usiedliśmy na małych fotelach i piliśmy ciepłą wodę na rozgrzanie. Rozmawialiśmy o naszych tamtejszych kłótniach. Jaka ja mogłam być głupia!
TRZASK!!!
-Co to było?!?!?-krzyknęłam.- Bo to już na pewno nie błyski!
- Yyy...-wystraszył się.- To był chyba trzask...
- Czego?!?!
- DRZEWA!!!
Drzewo trzaskało i za każdym takim trzaskiem przechylało się w bok.
- KURDE!-krzyknęłam.- Co my teraz zrobimy?!?!
Cheroon? Twoja historyjka się sprawdza :3
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
- Nie.. Nie ważne...- spuściłam łeb.- Pa...
Toromaru patrzył na mnie zdziwiony i śledził mnie wzrokiem jak sobie szłam. W pewnym momencie podbiegł do mnie i złapał mnie za ramię.
- Co?!-zapytałam wystraszona.
- Ale powiedz mi...- powiedział.- Czy coś z moich słów cię uraziło?
- Tak...- powiedziałam.- Co?! Nie.... Może...
Toromaru patrzył na mnie z lekkim smutkiem i zdziwieniem.
- Muszę już iść...- oznajmiłam.- Powodzenia... W szukaniu odpowiedniej suczki.
Powiedziałam i nadal ze spuszczoną głową poszłam w głąb lasu.
Toromaru?
Toromaru patrzył na mnie zdziwiony i śledził mnie wzrokiem jak sobie szłam. W pewnym momencie podbiegł do mnie i złapał mnie za ramię.
- Co?!-zapytałam wystraszona.
- Ale powiedz mi...- powiedział.- Czy coś z moich słów cię uraziło?
- Tak...- powiedziałam.- Co?! Nie.... Może...
Toromaru patrzył na mnie z lekkim smutkiem i zdziwieniem.
- Muszę już iść...- oznajmiłam.- Powodzenia... W szukaniu odpowiedniej suczki.
Powiedziałam i nadal ze spuszczoną głową poszłam w głąb lasu.
Toromaru?
Od Cheroona- CD opowiadania Bligrht
- Spoko i tak się nie umiem gniewać - zaśmiałem się - chyba - powiedziałem w zamyśleniu. Bligrht uśmiechnęła się nieśmiało.
- Jak chcesz, to możemy wracać - powiedziałem idąc do wyjścia.
- Nie, zostańmy na razie - powiedziała Bligrht i zaczęła się rozglądać. Popatrzyłem na dół.
- Pamiętam, jak kiedyś miałem lęk wysokości - zaśmiałem się. Jakoś teraz z niewiadomych przyczyn mi się to przypomniało - A Ty miałaś lęk wysokości?- zapytałem, żeby nie było przeszywającej ciszy.
- Raczej nie - mruknęła suczka. Pokręciłem głową. Możliwe, nie zaprzeczam.
- A co byś zrobiła, jakby teraz zaczęło padać i pioruny by strzelały z nieba, trafiły w to drzewo i ono się przewróciło?- zapytałem suczki. Zawsze wymyślam sobie jakieś potencjalne przyczyny śmierci, z których można się wyplątać.
Bligrht?
- Jak chcesz, to możemy wracać - powiedziałem idąc do wyjścia.
- Nie, zostańmy na razie - powiedziała Bligrht i zaczęła się rozglądać. Popatrzyłem na dół.
- Pamiętam, jak kiedyś miałem lęk wysokości - zaśmiałem się. Jakoś teraz z niewiadomych przyczyn mi się to przypomniało - A Ty miałaś lęk wysokości?- zapytałem, żeby nie było przeszywającej ciszy.
- Raczej nie - mruknęła suczka. Pokręciłem głową. Możliwe, nie zaprzeczam.
- A co byś zrobiła, jakby teraz zaczęło padać i pioruny by strzelały z nieba, trafiły w to drzewo i ono się przewróciło?- zapytałem suczki. Zawsze wymyślam sobie jakieś potencjalne przyczyny śmierci, z których można się wyplątać.
Bligrht?
Od Damon'a- CD opowiadania Coco
- Mam nadzieje, że on jest pozytywnie nastawiony - mruknąłem. Zawsze, takie duże zwierzęta są przeciwnie nastawione.
- Podejdźmy - powiedziała Coco. Wzruszyłem ramionami i poszliśmy w stronę niedźwiedzia. Suczka schowała się za drzewem, a ja szedłem dalej.
- Co Ty robisz?- szepnęła Coco, przekręcając łeb.
- No chyba chciałaś, żebyśmy podeszli - zaśmiałem się i dalej szedłem w stronę niedźwiedzia. Usłyszałem westchnięcie i zaraz suczka była obok mnie.
- Spokojnie. Przecież nie jesteś sama - podniosłem łeb - Masz zioma u boku
Coco?
- Podejdźmy - powiedziała Coco. Wzruszyłem ramionami i poszliśmy w stronę niedźwiedzia. Suczka schowała się za drzewem, a ja szedłem dalej.
- Co Ty robisz?- szepnęła Coco, przekręcając łeb.
- No chyba chciałaś, żebyśmy podeszli - zaśmiałem się i dalej szedłem w stronę niedźwiedzia. Usłyszałem westchnięcie i zaraz suczka była obok mnie.
- Spokojnie. Przecież nie jesteś sama - podniosłem łeb - Masz zioma u boku
Coco?
sobota, 24 stycznia 2015
Od Toromaru- CD opowiadania Quiet
- Hmm… Dobre pytanie – Zastanawiałem się. – Na pewno będzie
to ktoś, kto będzie mnie rozumiał i nie będzie mnie denerwował. I na pewno ta
suczka będzie musiała dorównywać mojej urodzie, lub ją przewyższać. Ale
prawdopodobnie takiej nie znajdę. – Zamyśliłem się.
- Dlaczego ??? – Zapytała lekko zawiedziona.
- Bo nikt nie przewyższy mojej urody, ale nie zrozum mnie
źle ty też wyglądasz atrakcyjnie, tylko nie tak jak ja. – Napuszyłem się jak
paw, jednak zauważyłem, że suczka nagle posmutniała. – Yyy… co się stało ???
- Nic – odpowiedziała smętnie.
- Yyy… Powiedziałem coś nie tak ???
Quiet ??? Niech Quiet pamięta, żę amnezja ma wpływ na samolubne zachowanie Toromaru
Od Mashine- CD opowiadania Snowy'ego
- Czemu?- zaśmiałem się.- O tuż twoja mama jest bardzo piękna. Bardzo mi pomagała. I po prostu się w niej od razu zakochałem!
- Aha...- westchnął.- Ja też bym chciał się w kimś zakochać.
- Hehe...- uśmiechnąłem się.- To nie takie trudne.
- Ale ja nie znajdę odpowiedniej suczki dla mnie!- zasmucił się.
- Ty nie znajdziesz...- odparłem.- To twoje serce znajdzie właściwą.
Snowy?
- Aha...- westchnął.- Ja też bym chciał się w kimś zakochać.
- Hehe...- uśmiechnąłem się.- To nie takie trudne.
- Ale ja nie znajdę odpowiedniej suczki dla mnie!- zasmucił się.
- Ty nie znajdziesz...- odparłem.- To twoje serce znajdzie właściwą.
Snowy?
Od Irfan'a- CD opowiadania Raven
- Miło będzie mieć kogoś do pomocy – Dopowiedziałem po
chwili. – Ta rana nie wygląda dobrze. Może wdać się w nią infekcja, a wtedy wda
się gangrena i trzeba będzie ją amputować – Zażartowałem, żeby trochę ją
uspokoić, lecz chyba mi nie wyszło. – To był tylko żart, nie przejmuj się.
- Wiedziałam , że to żart – Przyznała.
- Aha… to może najpierw cię oprowadzę po sforze, a potem
poszukamy Ci jaskini, oczywiście jeśli się zgodzisz. – Powiedziałem pytająco.
Suczka pokiwała potwierdzająco głową i ruszyliśmy. Najpierw doszliśmy do mojego
ulubionego miejsca, czyli jeziora Anskunmay. – Ładne prawda ???
- Yhym. – Potwierdziła
- Wygląda jak rozszczepiony pryzmat, tylko to jest tak naprawdę
lawa. – Każdy teren szczegółowo opisywałem. Suczka wydawała się bardzo zaciekawiona,
jednak nie odzywała się za dużo, miałem nadzieję, że to z zachwytu. – Dobra, to
jest chyba ostatni teren . – Powiedziałem pokazując Jafiszof. – To teraz
przydało by się znaleźć ci jakąś jaskinię, albo norę. Wolisz coś obszernego,
czy coś bardziej mniejszego, albo na przykład na plaży, albo gdzieś w jakimś mniej
dostępnym miejscu ???
Raven ?
Nowa Suczka!!!
Imię: Naveda
Ksywka: Woli gdy zwracają się do niej pełnym imieniem.
Głos: Lana Del Rey - Summertime Sadness
Rasa: Owczarek belgijski tervueren
Wiek: 2 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Wojowniczka północna
Rodzina: Z poza sfory ma matkę o imieniu "Ampha",ojca "Shaikoo" i siostrę "Iggy"
Partner: Szuka tego jedynego...ale czy znajdzie? Wpadł jej jeden pies w oko,ale nie chce aby ktoś się dowiedział kto to taki.
Młode: To jej marzenie...
Historia: Naveda urodziła się w hodowli "Dogs of Fidelity" wraz z dwójką rodzeństwa. Jej matka była zawodową czempionką, a ojciec zwyczajnym psem. Jako jedyna z hodowli miała znamię pod lewą łapką w kształcie gwiazdy. Matka uważała ją za inną za "wyjątkową". Lubiła pomagać rodzicom. Często sunia ratowała rodzeństwo z opałów. Ja tu gadu gadu... a na pewno chcielibyście dowiedzieć się jak Naveda tu dotarła. Otóż... Pewnego dnia ja wraz z ojcem poszliśmy na polowanie do lasu. Zapowiadało się fajnie... Gdy zauważyłam sarnę pobiegłam za nią nie powiadamiając o tym ojca. Nagle wpadłam do dziury z której nie umiałam się wydostać. Wyłam dość długo z jakieś trzy godziny. Gdy miałam skończyć wyć moim oczom ukazał się jej pies mieszaniec Shiba inu,który w magiczny sposób pomógł mi wydostać się. Okazało się, że jest Deltom sfory psiego uśmiechu.Po dłuższej rozmowie z psem okazało się,że jest dość fajny.Również postanowiłam dołączyć do tej sfory.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: kinia 800
Inne zdjęcia: KLIK
Ksywka: Woli gdy zwracają się do niej pełnym imieniem.
Głos: Lana Del Rey - Summertime Sadness
Rasa: Owczarek belgijski tervueren
Wiek: 2 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Wojowniczka północna
Rodzina: Z poza sfory ma matkę o imieniu "Ampha",ojca "Shaikoo" i siostrę "Iggy"
Partner: Szuka tego jedynego...ale czy znajdzie? Wpadł jej jeden pies w oko,ale nie chce aby ktoś się dowiedział kto to taki.
Młode: To jej marzenie...
Historia: Naveda urodziła się w hodowli "Dogs of Fidelity" wraz z dwójką rodzeństwa. Jej matka była zawodową czempionką, a ojciec zwyczajnym psem. Jako jedyna z hodowli miała znamię pod lewą łapką w kształcie gwiazdy. Matka uważała ją za inną za "wyjątkową". Lubiła pomagać rodzicom. Często sunia ratowała rodzeństwo z opałów. Ja tu gadu gadu... a na pewno chcielibyście dowiedzieć się jak Naveda tu dotarła. Otóż... Pewnego dnia ja wraz z ojcem poszliśmy na polowanie do lasu. Zapowiadało się fajnie... Gdy zauważyłam sarnę pobiegłam za nią nie powiadamiając o tym ojca. Nagle wpadłam do dziury z której nie umiałam się wydostać. Wyłam dość długo z jakieś trzy godziny. Gdy miałam skończyć wyć moim oczom ukazał się jej pies mieszaniec Shiba inu,który w magiczny sposób pomógł mi wydostać się. Okazało się, że jest Deltom sfory psiego uśmiechu.Po dłuższej rozmowie z psem okazało się,że jest dość fajny.Również postanowiłam dołączyć do tej sfory.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: kinia 800
Inne zdjęcia: KLIK
Od Raven
Z nieukrywalną ulgą, patrzyłam na bliznę, która powstała wreszcie na
miejscu rany. Rana ciągnęła się przez całą przednią prawą łapę. Ruszyłam
przed siebie, lekko nadal kulejąc. Minęło pięć minut, gdy usłyszałam
czyiś głos:
- Kim jesteś?
Odwróciłam się i zobaczyłam trochę niższego ode mnie rudego psa. Patrzył na mnie srogo i podejrzliwie.
- Jestem Raven - mruknęłam nadal oglądając łapę, czy aby nie sączy się z niej krew.
- A ja Irfan - odparł pies.
Uniosłam wzrok i spojrzałam na nieco milsze spojrzenie psa.
- Co tu robisz? - spytał po chwili.
- A ja wiem? Błądzę - odparłam patrząc na łapę.
- Co się tak przyglądasz tej łapie? - spytał wreszcie poddenerowanym tonem.
Westchnęłam i pokazałam mu bliznę.
- Kontuzja po nieudanej walce - wyjaśniłam.
- Aha... a może chcesz dołączyć do tutejszej sfory? - spytał wesoło.
Przechyliłam łeb jakbym mówiła "Że niby do czego?".
- To zgromadzenie psów, które razem zakładają jakby osobne społeczeństwo - wyjaśnił.
Skinęłam głową i powiedziałam:
- To chcę dołączyć.
- To chodź. Zaprowadzę cię do alfy.
Ruszyłam za nim. Gdy stanęliśmy przed dużą jaskinią, pies zawołał kogoś po imieniu:
- Mashine!
Przed nami stanął pies rasy aussie. Po krótkiej rozmowie, przyjął mnie do sfory i zarządził, że będę lekarką. Chętnie się zgodziłam. Irfan miał mnie oprowadzić. Gdy oddaliliśmy się od jaskini, Irfan powiedział:
- Ja też jestem lekarzem. A do tego deltą - w jego głosie słychać było nutę dumy.
Uśmiechnęłam się do niego.
Irfan?
- Kim jesteś?
Odwróciłam się i zobaczyłam trochę niższego ode mnie rudego psa. Patrzył na mnie srogo i podejrzliwie.
- Jestem Raven - mruknęłam nadal oglądając łapę, czy aby nie sączy się z niej krew.
- A ja Irfan - odparł pies.
Uniosłam wzrok i spojrzałam na nieco milsze spojrzenie psa.
- Co tu robisz? - spytał po chwili.
- A ja wiem? Błądzę - odparłam patrząc na łapę.
- Co się tak przyglądasz tej łapie? - spytał wreszcie poddenerowanym tonem.
Westchnęłam i pokazałam mu bliznę.
- Kontuzja po nieudanej walce - wyjaśniłam.
- Aha... a może chcesz dołączyć do tutejszej sfory? - spytał wesoło.
Przechyliłam łeb jakbym mówiła "Że niby do czego?".
- To zgromadzenie psów, które razem zakładają jakby osobne społeczeństwo - wyjaśnił.
Skinęłam głową i powiedziałam:
- To chcę dołączyć.
- To chodź. Zaprowadzę cię do alfy.
Ruszyłam za nim. Gdy stanęliśmy przed dużą jaskinią, pies zawołał kogoś po imieniu:
- Mashine!
Przed nami stanął pies rasy aussie. Po krótkiej rozmowie, przyjął mnie do sfory i zarządził, że będę lekarką. Chętnie się zgodziłam. Irfan miał mnie oprowadzić. Gdy oddaliliśmy się od jaskini, Irfan powiedział:
- Ja też jestem lekarzem. A do tego deltą - w jego głosie słychać było nutę dumy.
Uśmiechnęłam się do niego.
Irfan?
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
- No no no...- uśmiechnęłam się.- Jednak umiesz robić coś porzytecznego.
- Tak.- uśmiechnął się.- Podoba ci się?
- I to jeszcze jak!- krzyknęłam.- Masz jakieś fajne pomysły na zajęcie sobie czasu?
- Jasne!- powiedział.
Opowiedział mi wszystkie punkty po kolei. Trochę to potrwało. No cóż... Było ich około 503. Zasypiałam już ale kiedy usłyszałam punkt~502- pocałować suczkę~ ocknęłam się o otworzyłam szeroko oczy.
- Mogłbyś powtórzyć numer 502?!- zapytałam zdziwiona.
- Jasne.- odparł.- Pocałować suczkę.
- Kto nią będzie?...-zaciekawiłam się.
Toromaru?
- Tak.- uśmiechnął się.- Podoba ci się?
- I to jeszcze jak!- krzyknęłam.- Masz jakieś fajne pomysły na zajęcie sobie czasu?
- Jasne!- powiedział.
Opowiedział mi wszystkie punkty po kolei. Trochę to potrwało. No cóż... Było ich około 503. Zasypiałam już ale kiedy usłyszałam punkt~502- pocałować suczkę~ ocknęłam się o otworzyłam szeroko oczy.
- Mogłbyś powtórzyć numer 502?!- zapytałam zdziwiona.
- Jasne.- odparł.- Pocałować suczkę.
- Kto nią będzie?...-zaciekawiłam się.
Toromaru?
Nowa Suczka!!!
Imię: Raven {z ang. Kruk}
Ksywka: Kruk
Głos: Ariana Grande- Problem
Rasa: doberman
Wiek: 5 lat
Płeć: Suczka
Stanowsiko: Lekarka
Rodzina: Wszyscy poza sforą. Nie wie co się z nimi dzieje.
Partner: ech... zauroczona w Irfanie...
Młode: brak
Historia: Raven urodziła się wraz z trójką rodzeństwa na otwartej przestrzeni. W wieku dwóch lat, zawitała do miasta gdzie przyjął ją gang miejskich psów. Zabrali ją na arenę nielegalnych psich walk. Raven wiele razy brała udział w walkach, zawsze wygrywając. Nazywali ją "Pogromczynią". Pewnego dnia na arenę przyjechał nowy pies - potężny Bosco, ogromny pit bull. Raven w walce z nim doznała poważnej kątuzji, a on został mistrzem areny. Raven uciekła, a rana długo się goiła. Potem dotarła tu.
Upomnienia: 0
Kontakt: RitaKota009
Ksywka: Kruk
Głos: Ariana Grande- Problem
Rasa: doberman
Wiek: 5 lat
Płeć: Suczka
Stanowsiko: Lekarka
Rodzina: Wszyscy poza sforą. Nie wie co się z nimi dzieje.
Partner: ech... zauroczona w Irfanie...
Młode: brak
Historia: Raven urodziła się wraz z trójką rodzeństwa na otwartej przestrzeni. W wieku dwóch lat, zawitała do miasta gdzie przyjął ją gang miejskich psów. Zabrali ją na arenę nielegalnych psich walk. Raven wiele razy brała udział w walkach, zawsze wygrywając. Nazywali ją "Pogromczynią". Pewnego dnia na arenę przyjechał nowy pies - potężny Bosco, ogromny pit bull. Raven w walce z nim doznała poważnej kątuzji, a on został mistrzem areny. Raven uciekła, a rana długo się goiła. Potem dotarła tu.
Upomnienia: 0
Kontakt: RitaKota009
Od Toromaru- CD opowiadania Quiet
- Dlaczego wszyscy tak na mnie mówią ??? – Zdziwiłem się.
- Yyy… Bo tak na się nazywasz. – Powiedziała wystraszona suczka
-Nazywam się tak ??? Hmmm… nie wiedziałem o tym.
- Jak to nie wiedziałeś ??? – Zaczęła coraz poważniej wyglądać.
- Quiet , nic na siłę - Powiedział najstarszy pies. – Ja się nim zajmę…
- Ale … - Przerwała.
- Wy możecie już iść i nie jesteście lekarzami. Stojąc tu nie pomożecie mi ,wręcz przeciwnie. – Powiedział poważnie. Ich rozmowa była strasznie wkurzająca, w ogóle o czym oni rozmawiali ??? Nic z tego nie zrozumiałem.
- Dobra Quiet, Irfan ma racje. Najlepiej będzie mu teraz nie przeszkadzać. – Powiedział kolejny pies, którego nigdy w życiu nie widziałem. Ale skąd oni mnie znają ??? Nie ważne, suczka i wcześniej wymieniony pies wyszli.
- Mogę iść z nimi ??? – Zapytałem
- Yyy… Nie – Powiedział.
- Tu jest nudnooo….. Co będziemy robić ???
- Przywracać Ci pamięć.
- Mam uszkodzoną pamięć ??? To nie możliwe… wszystko pamiętam doskonale.
- Dobra, zatem jak się poznaliśmy ???
- Normalnie… tamta dwójka mnie do ciebie przyprowadziła.- Po moich słowach pies złapał się za łeb.- Powiedziałem coś źle ???
- No… ale to nie jest teraz ważne. Jednak przydałby się tutaj ktoś jeszcze. – Powiedział kierując wzrok na wyjście. Wychyliła się z tamtą wcześniejsza suczka. – Nie miałaś zamiaru odejść, prawda ??? – Suczka milczała. – Możesz wejść, pomożesz mi. A gdzie Stanley ???
- Poszedł – Odpowiedziała powoli podchodząc. – To w czym mam pomóc ???
- Weś mnie od niego !!!!!! – Krzyknąłem. Oba psy aż podskoczyły z przerażenia.
- Uspokój się . – Powiedział spokojnym głosem.
- Właśnie Tor….- Nagle przerwała. – Musisz się uspokoić. Irfan ???
- Tak ???
- Co mam zrobić ???
- Mogła byś go trochę oprowadzić, może mu się coś przypomni ??? Ja muszę zająć się jeszcze Vakuu, ma problemy ze wzrokiem, a gdyby tego nie było mało Qet poszła sobie na wakacje.
- Jasne, postaram się pomóc. – Odpowiedziała bez zastanowienia. To było nudne, rozmawiali tylko o sobie. Nie chciałem tego dłużej słychać.
- Spadam stąd !!!- Pobiegłem czym prędzej przed siebie.
- Czekaj !!! –Krzyknęli na raz, a potem umilkli. No trudno, sam się pobawię. Tylko co robić??? Postanowiłem, że napisze sobie na kartce rzeczy , których jeszcze nigdy nie robiłem i je wszystkie zrobię.
~~~
1. Skakanie na skakance – Za trudne.
2. Gra w bingo – Za głupie.
3. ….
501. Jazda na łyżwach – To nie wydaje się takie złe, jak ostatnie 500 pomysłów.
Od razu wskoczyłem na lód, lecz po kilku sekundach leżałem plackiem na ziemi. Po kolejnych nieudanych próbach poddałem się.
502. Pocałować suczkę – Hmmm…. To zostawię na potem
503. Zaśpiewać piosenkę. – To chyba będę umiał.
Zacząłem powoli nucić melodię, po czym dodałem słowa i wyszła całkiem niezła.
Gdy skończyłem, usłyszałem odgłos czyichś łap. Ktoś zbliżał się do mnie.
Ktokolwiek ???
- Yyy… Bo tak na się nazywasz. – Powiedziała wystraszona suczka
-Nazywam się tak ??? Hmmm… nie wiedziałem o tym.
- Jak to nie wiedziałeś ??? – Zaczęła coraz poważniej wyglądać.
- Quiet , nic na siłę - Powiedział najstarszy pies. – Ja się nim zajmę…
- Ale … - Przerwała.
- Wy możecie już iść i nie jesteście lekarzami. Stojąc tu nie pomożecie mi ,wręcz przeciwnie. – Powiedział poważnie. Ich rozmowa była strasznie wkurzająca, w ogóle o czym oni rozmawiali ??? Nic z tego nie zrozumiałem.
- Dobra Quiet, Irfan ma racje. Najlepiej będzie mu teraz nie przeszkadzać. – Powiedział kolejny pies, którego nigdy w życiu nie widziałem. Ale skąd oni mnie znają ??? Nie ważne, suczka i wcześniej wymieniony pies wyszli.
- Mogę iść z nimi ??? – Zapytałem
- Yyy… Nie – Powiedział.
- Tu jest nudnooo….. Co będziemy robić ???
- Przywracać Ci pamięć.
- Mam uszkodzoną pamięć ??? To nie możliwe… wszystko pamiętam doskonale.
- Dobra, zatem jak się poznaliśmy ???
- Normalnie… tamta dwójka mnie do ciebie przyprowadziła.- Po moich słowach pies złapał się za łeb.- Powiedziałem coś źle ???
- No… ale to nie jest teraz ważne. Jednak przydałby się tutaj ktoś jeszcze. – Powiedział kierując wzrok na wyjście. Wychyliła się z tamtą wcześniejsza suczka. – Nie miałaś zamiaru odejść, prawda ??? – Suczka milczała. – Możesz wejść, pomożesz mi. A gdzie Stanley ???
- Poszedł – Odpowiedziała powoli podchodząc. – To w czym mam pomóc ???
- Weś mnie od niego !!!!!! – Krzyknąłem. Oba psy aż podskoczyły z przerażenia.
- Uspokój się . – Powiedział spokojnym głosem.
- Właśnie Tor….- Nagle przerwała. – Musisz się uspokoić. Irfan ???
- Tak ???
- Co mam zrobić ???
- Mogła byś go trochę oprowadzić, może mu się coś przypomni ??? Ja muszę zająć się jeszcze Vakuu, ma problemy ze wzrokiem, a gdyby tego nie było mało Qet poszła sobie na wakacje.
- Jasne, postaram się pomóc. – Odpowiedziała bez zastanowienia. To było nudne, rozmawiali tylko o sobie. Nie chciałem tego dłużej słychać.
- Spadam stąd !!!- Pobiegłem czym prędzej przed siebie.
- Czekaj !!! –Krzyknęli na raz, a potem umilkli. No trudno, sam się pobawię. Tylko co robić??? Postanowiłem, że napisze sobie na kartce rzeczy , których jeszcze nigdy nie robiłem i je wszystkie zrobię.
~~~
1. Skakanie na skakance – Za trudne.
2. Gra w bingo – Za głupie.
3. ….
501. Jazda na łyżwach – To nie wydaje się takie złe, jak ostatnie 500 pomysłów.
Od razu wskoczyłem na lód, lecz po kilku sekundach leżałem plackiem na ziemi. Po kolejnych nieudanych próbach poddałem się.
502. Pocałować suczkę – Hmmm…. To zostawię na potem
503. Zaśpiewać piosenkę. – To chyba będę umiał.
Zacząłem powoli nucić melodię, po czym dodałem słowa i wyszła całkiem niezła.
Gdy skończyłem, usłyszałem odgłos czyichś łap. Ktoś zbliżał się do mnie.
Ktokolwiek ???
Od Aceland - 5 dzień misji
-Hejka,stary-przywitałam się.
-Cześć-odpowiedział mi.
-Jakie posiadacie umiejętności?-spytałam ładnie.
Milczał tak jak za pierwszym razem.
-Szkoda,że nie chcesz mi powiedzieć,ale za pewne jesteś bardzo samotny utrzymując ten sekret przed wszystkimi-podpuszczałam go.
-Oczywiście,ze nie.Mamy dobrych przyjaciół - wilki.Często są pomocne w łapaniu psów.Fajne są jeszcze podobne do nich wilkołaki.Na wasze nieszczęście są potężniejsze od psów-wampirów,więc miej się na baczności.Nie znasz dnia ani godziny kiedy mogą zaatakować.Mieszkają około 100 kilometrów stąd.Raczej jesteście bezpieczni.Za to nienawidzę driad.Te małe nimfy są wkurzające i...-uciął.
-Dzięki za wyczerpującą opowieść-śmiałam się-może mi teraz powiesz co umiesz ciekawego robić.
-Potrafię zrobić to - orzekł i zemdlałam.
Kiedy się obudziłam przekonałam się wprawić kogoś w dany stan używając umysłu.To się chyba nazywało telekineza czy psychokineza.Podeszłam do Luke'a u uderzyłam go w pysk.Wyszłam rozwścieczona.
Od Snowy'ego CD.Mashine
-Wszyscy,a poza tym nikogo nie potrzebuję-fuknąłem-dobrze mi samemu.
-Oj tam,to nieprawda-odpowiedział tata.
-A skąd ty możesz wiedzieć?!-krzyknąłem bo mnie wkurzył.
-Spokojnie-odpowiedział Mashine.
-Tak z innej beczki zapytam,czemu zakochałeś się w mojej mamie Ace?-spytałem ciekawie.
Mashine?
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyach
Z rana pobiegłem znowu na lotnisko. Czekałem na orła z niecierpliwością. Chodziłem w tą i z powrotem. Martwiłem się. W końcu usłyszałem znajomy ryk orła. Ucieszyłem się. Podleciał do mnie i stanął mi na plechach podając list do pyska. Przeczytałem go. Zacząłem odpisywać:
Haha. Cieszę się że masz jakieś towarzystwo. Pies bez przyjaciela nie przeżyje. Jak ja mam się nie martwić?! Myślę o tobie dniami i nocami będę na ciebie czekać... Mam nadzieję że te loty przyjdą szybko. I szybko cię zobaczę... Tęsknie. Bardzo tęsknię. Za tobą...
Twój Ferraro
Na mój odgłos orzeł porwał mi z pyska list i zabierając go w swe szpony poleciał daleko do Qet.
Qetsiyach? Krótko ale kąkretnię
Haha. Cieszę się że masz jakieś towarzystwo. Pies bez przyjaciela nie przeżyje. Jak ja mam się nie martwić?! Myślę o tobie dniami i nocami będę na ciebie czekać... Mam nadzieję że te loty przyjdą szybko. I szybko cię zobaczę... Tęsknie. Bardzo tęsknię. Za tobą...
Twój Ferraro
Na mój odgłos orzeł porwał mi z pyska list i zabierając go w swe szpony poleciał daleko do Qet.
Qetsiyach? Krótko ale kąkretnię
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
Patrzyłam co chwila na Toromaru a potem na Stan'a. On powtarzał tą samą czynność.
- Nooo...- jąknęłam się.- W... W Sforze Psiego Uśmiechu.
- Na serio?!?!?-zdziwił się.- Zawsze chciałem zobaczyć to miejsce!
Teraz jeszcze bardziej się dziwiłam. Przecież mieszka i należy do tej sfory!
- Ale Toro...- zdziwiłam się.- Przecież ty do niej należysz!
- Ale mu fajnie...- powiedział.- Też bym tak chciał. Zazdroszczę mu.
Nie no to się zaczyna robić niebezpieczne! Wzięłam Toro ugryzłam i machnęłam głową. Chociaż to zrozumiał i pobiegł za mną wraz z Stanley'em. Pobiegliśmy do Irfan'a czyli jedynego lekarza w naszej sforze. Opowiedzieliśmy wszystko tak szybko że Irfan nic nie zrozumiał:
- A teraz jeszcze raz..- uspokajał nas.- Tylko woooolniej..
- Ehhh..-westchnęłam i zaczęłam po woli.
Po mojej historii:
- Hmmm... - zaciekawił się Irfan.- No dobrze.-zwrócił się do Toromaru.- Jak się nazywasz?
- Eeeee...- zamyślił się.- Sztacha... nie! Gerber. A nie!!! Lucky! Czekaj... Eee...
Teraz to Irfan zrobił wielkie oczy.
- Co mamy robić?!- zapytałam.
- Iść się bawić!- wtrącił się Toromaru udająć małe dziecko.
- Torooo!!!
- Kto?!
- Ehhh...
Toromaru? Stanley?
- Nooo...- jąknęłam się.- W... W Sforze Psiego Uśmiechu.
- Na serio?!?!?-zdziwił się.- Zawsze chciałem zobaczyć to miejsce!
Teraz jeszcze bardziej się dziwiłam. Przecież mieszka i należy do tej sfory!
- Ale Toro...- zdziwiłam się.- Przecież ty do niej należysz!
- Ale mu fajnie...- powiedział.- Też bym tak chciał. Zazdroszczę mu.
Nie no to się zaczyna robić niebezpieczne! Wzięłam Toro ugryzłam i machnęłam głową. Chociaż to zrozumiał i pobiegł za mną wraz z Stanley'em. Pobiegliśmy do Irfan'a czyli jedynego lekarza w naszej sforze. Opowiedzieliśmy wszystko tak szybko że Irfan nic nie zrozumiał:
- A teraz jeszcze raz..- uspokajał nas.- Tylko woooolniej..
- Ehhh..-westchnęłam i zaczęłam po woli.
Po mojej historii:
- Hmmm... - zaciekawił się Irfan.- No dobrze.-zwrócił się do Toromaru.- Jak się nazywasz?
- Eeeee...- zamyślił się.- Sztacha... nie! Gerber. A nie!!! Lucky! Czekaj... Eee...
Teraz to Irfan zrobił wielkie oczy.
- Co mamy robić?!- zapytałam.
- Iść się bawić!- wtrącił się Toromaru udająć małe dziecko.
- Torooo!!!
- Kto?!
- Ehhh...
Toromaru? Stanley?
Od Qetsiyach- CD opowiadania Ferraro
- Jak mogłam się tu znaleźć ? – Użalałam się.
- Po prostu… zgodziłaś się na moją propozycję podróży. – Uśmiechnął się.
-Właśnie, jak mogłam zaufać gościu, który ma na imię Nemezys ???
- Nie wiem… ja tam bym komuś takiemu nie zaufał. – Zaśmiał się. – Wiesz moje imię tłumaczy się jako „złe przeznaczenie, więc…
- Hahaha… bardzo śmieszne…
- Yyy… to był sarkazm ??? – Zapytał
- A jak myślisz ??? – Powiedziałam wściekła.
- Nie ??? – Zastanowił się Techno.
- No to się mylisz, bo tak !!!
- Spokojnie, wyluzuj… Nic Ci się ze mną nie stanie.
- Jakoś wątpię. – Przyznałam smutna.
- Przecież ja tu jestem… To moje miasto, potraktuj to jako wakacje. – Ucieszył się. Znajomy uśmiech zagościł na jego pyszczku. Wydawało mi się ,że go już kiedyś widziałam, ale nie wiedziałam gdzie.
-Ok
- Dobra, przedstawię cię reszcie. – Powiedział ruszając w głąb miasta.
- Reszcie ??? – Zdziwiłam się
- No przecież już ci to mówiłem. Mieszkam razem z Bell - bell i Selly’im.
- Chyba wspominałeś… - Zamyśliłam się.
- Tak też myślałem. Tylko nie pamiętam ,na której mieszkam ulicy.
- Co ?!?!?! jak możesz zapomnieć na której ulicy mieszkasz ???
- Dawno nie wracałem do domu z lotniska, więc zapomniałem jak wrócić. – Znów posłał mi miły uśmiech.
- To co w takim razie robimy ??? – Zapytałam spokojnie.
- Hmm… możemy trochę posurfować i poczekać aż ktoś po mnie przyjdzie.
- Raczej nie. Może lepiej pochodzimy po mieście i może sobie coś przypomnisz .
-Ok – Powiedział wzruszając ramionami. Od razu ruszyliśmy w drogę. Techno cały czas coś nucił.
-Co nucisz ??? – Zapytałam.
- Piosenkę – Powiedział radośnie.
- Jaką ???
- Moją .
- Aha… To przypomniałeś coś sobie, już ????
- Jeszcze nie , ale czuje, że jestem blisko. To chyba będzie tam!!! – Pobiegł przed siebie.
- Czekaj !!! – Pobiegłam za nim. Techno robił ostre zakręty i ciężko było go dogonić. Prawie straciłam go z oczu. Złapałam go dopiero gdy się zatrzymał przed pewnym budynkiem. – To tutaj ???
- Na to wygląda. – Powiedział uśmiechnięty. – Chyba nie ma jeszcze reszty mojej paczki.
- Masz paczkę ???
- W zasadzie nie jest moja tylko… Dante.
- Kto to Dante ???
-Nie ważne. Będziemy musieli chwile poczekać na nich, pewnie niedługo wrócą.
- A gdzie poszli ???
- Zapewne oglądać chodzące kamienie w „Dolinie Śmierci”
- Co to ???
- No to jest takie….
- Nie to!!! Mówię o tym ptaku na niebie.
-To orzeł. – Powiedział lekceważąco.
- Czy tylko mi się tak wydaje, czy on leci prosto na nas ??? – Wystraszyłam się cofając się w tył. Ptak wleciał prosto w Techno.
- Głupi ptak . – Powiedział zły.
- Wcale nie, pasują Ci orle pióra. Wyglądasz jak jakiś wódz Apaczów. – Zachichotałam pod nosem. Zauważyłam, że ptak ma coś w szponach. – Czy to jakaś kartka ???
- Chyba tak. – Popatrzył na orła i wyrwał mu je z „łapek”.
- To chyba do mnie. –Powiedziałam zdziwiona.
- Dlaczego tak myślisz ???
-Bo ty się nie nazywasz Qetsiyah. W dodatku to jest od Ferraro i ….
- To twój chłopak ??? – Zapytał zaciekawiony.
-Co?!?!? Nie !!! Jak mogłeś tak pomyśleć???
- No nie wiem on pisze, że bardzo mu na tobie zależy. – Uśmiechnął się.
- Ale zależy mu na mnie jako przyjaciółce, chyba.
- No jasne, wmawiaj sobie to. – Zaśmiał się.
- Od kiedy możesz mieszać się w moje życie prywatne, co???
-Hmmm… nie pamiętam dokładnej daty. – Umilkł.
- Dobra, zatem stul pysk i daj mi odpisać na list.
- Ok. – Powiedział. Zaczęłam od razu pisać. Wymyślałam treść do niego, przez parę dni, więc miałam nadzieję, że Fero nie pomyśli, że nie dostałam jego listu.
Drogi Ferraro!
Nie wiem jak zacząć, może … Nie chcę, żebyś się martwił. To nie w twoim stylu.
Piszę, żeby Ci powiedzieć, że utknęłam na jakiś czas w Kalifornii z jakby przyjacielem. Na piechotę nie będzie mi się chciało iść, więc wrócę jak tylko zostaną przywrócone loty samolotem. Nawet nie pytaj jak tam się dostałam, za pierwszym razem, bo to za długa opowieść. Jestem na takich jakby wakacjach. Techno co chwile chce surfować na falach. Ja nawet nie mam zamiaru wejść do wody, ale i tak jest całkiem fajnie. Wcześniej prosił, żebym o nim lepiej nie wspominała, bo będziesz zazdrosny. Ale nie sądzę, że tak się stanie. Fajnie by było mieć jakieś inne towarzystwo, a nie całe godziny słuchać tego świra…
~Qetsiyah
- Hej!!! Księżniczko???
- Nie mów tak do mnie.
- Ok.
- Czego chcesz ??? –Zapytałam.
- Chciałem wiedzieć czy już skończyłaś.
- No już koniec . – Wzięłam list do pyska i podałam go ptaku. Wyleciał od razu, szybując jak samolot w powietrzu. Czasami też bym chciała mieć skrzydła.
Ferraro?
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a
Więc poszliśmy. Nie za bardzo wiedziałam gdzie idziemy no ale na pewno nigdy tam jeszcze nie byłam. Cheroon prowadził mnie przez las, fiołkową łąkę i przez magiczną rzekę.
- Gdzie my idziemy?!- co chwila pytałam.
Niestety nie dostawałam odpowiedzi. Cheroon prowadził mnie tak daleko że po kilku minutach zorientowałam się że znajdujemy się poza terenami sfory!
- Cheroon!- zatrzymałam się.- Jesteśmy poza sforą!
- Wiem.-powiedział spokojnie.- I?
- Ehhh...-westchnęłam.- No dobra. Już nic.
Cheroon machnął głową i się zaśmiał. Kontynuowaliśmy wyprawę. Szliśmy nadal tak długo. Nie no teraz nie wytrzymam!
- Kiedy będziemy?!- zdenerwowałam się.- Łapy mnie bolą!
- Już jesteśmy.-oznajmił.
Rozejrzałam się.
- Tu nie jest tak pięknie jak mówiłeś.- powiedziałam widząć że jesteśmy na bagnie.
- Jeszcze tylko jedna rzecz.- powiedział.
Podszedł jeszcze trochę do przodu i zaczął wchodzić po drzewie.
- Co ty wyprawiasz?!- zdziwiłam się.
- No... Wchodzę po drzewie.- zaśmiał się.- Chodź.
No niestety musiałam się wgramolić na czubek drzewa. Opłacało się?!
Stałam na drzewie jak wryta. Cheroon już dawno był w środku. W końcu zawołał mnie. Przybiegłam do niego.
- Nie podoba się?- zasmucił się.
- Nie podoba?!-zdziwiłam się.- To jest cudowne!
I przytuliłam go mocno. Po chwili gdy Cheroon zrobił wielkie oczy odsunęłam się i spuściłam łeb.
- Przepraszam...
Cheroon?
- Gdzie my idziemy?!- co chwila pytałam.
Niestety nie dostawałam odpowiedzi. Cheroon prowadził mnie tak daleko że po kilku minutach zorientowałam się że znajdujemy się poza terenami sfory!
- Cheroon!- zatrzymałam się.- Jesteśmy poza sforą!
- Wiem.-powiedział spokojnie.- I?
- Ehhh...-westchnęłam.- No dobra. Już nic.
Cheroon machnął głową i się zaśmiał. Kontynuowaliśmy wyprawę. Szliśmy nadal tak długo. Nie no teraz nie wytrzymam!
- Kiedy będziemy?!- zdenerwowałam się.- Łapy mnie bolą!
- Już jesteśmy.-oznajmił.
Rozejrzałam się.
- Tu nie jest tak pięknie jak mówiłeś.- powiedziałam widząć że jesteśmy na bagnie.
- Jeszcze tylko jedna rzecz.- powiedział.
Podszedł jeszcze trochę do przodu i zaczął wchodzić po drzewie.
- Co ty wyprawiasz?!- zdziwiłam się.
- No... Wchodzę po drzewie.- zaśmiał się.- Chodź.
No niestety musiałam się wgramolić na czubek drzewa. Opłacało się?!
Stałam na drzewie jak wryta. Cheroon już dawno był w środku. W końcu zawołał mnie. Przybiegłam do niego.
- Nie podoba się?- zasmucił się.
- Nie podoba?!-zdziwiłam się.- To jest cudowne!
I przytuliłam go mocno. Po chwili gdy Cheroon zrobił wielkie oczy odsunęłam się i spuściłam łeb.
- Przepraszam...
Cheroon?
Od Mashine- CD opowiadania Salavany
- Mam nadzieję.- westchnąłem.- Strasznie będzie nam brakowało Autumn ale chociasz ty zostajesz.
Powiedziałem po czym zwróciłem łeb w drugą stronę i poszedłem pochować Autumn.
Sala?
Powiedziałem po czym zwróciłem łeb w drugą stronę i poszedłem pochować Autumn.
Sala?
Od Mashine
Zaczynam robić się stary... Niedługo nawet dojdzie to tego że będę mieć wnuki... Mam się bać?! Cieszę się. Mogę umierać bez żadnych przeszkód...Oczywiście będzie mi brakowało moich dzieci. Ale po co ja od razu myślę o śmierci?! Kupa czasu jeszcze!
***
Tak jak to zawsze z rana bywało budziłem się i dzieci prosiły o zabawę w chowanego czy w berka. A teraz?... Budzę się a po nich nawet śladu nie ma w jaskini. Dorosły... Robią co chcą. Co prawda teraz brakuje mi tego towarzystwa. Ale jak na mój wiek opiekują się mną. Z tego mam wielką radochę. Poszedłem więc zobaczyć gdzie się szwędają. Pewnie jak mnie zobaczą będą krzyczeć że zawracam im gitarę. Trudno. Jestem ojcem i mam prawo się martwić. Poszedłem więc. Ferraro chodził gdzieś z Qetsiyach. Coco z Damon'em. Quiet robiła coś z Toromaru i Stanley'em. A Snowy? Podszedlem do niego gdyż zauważyłem że nie ma nikogo z kim mógłby pogadać i się pobawić.
- Co jest synek?- zapytałem z czułością.
- Ehhhh...- westchnął.- Sam widzisz. Każdy ma kogoś. A ja nie. Nikomu się nie podobam...
- Nie mów tak.- poklepałem go po plechach.- Kto by nie chciał tekiego puszystego faceta jak ty?!
Snowy?
***
Tak jak to zawsze z rana bywało budziłem się i dzieci prosiły o zabawę w chowanego czy w berka. A teraz?... Budzę się a po nich nawet śladu nie ma w jaskini. Dorosły... Robią co chcą. Co prawda teraz brakuje mi tego towarzystwa. Ale jak na mój wiek opiekują się mną. Z tego mam wielką radochę. Poszedłem więc zobaczyć gdzie się szwędają. Pewnie jak mnie zobaczą będą krzyczeć że zawracam im gitarę. Trudno. Jestem ojcem i mam prawo się martwić. Poszedłem więc. Ferraro chodził gdzieś z Qetsiyach. Coco z Damon'em. Quiet robiła coś z Toromaru i Stanley'em. A Snowy? Podszedlem do niego gdyż zauważyłem że nie ma nikogo z kim mógłby pogadać i się pobawić.
- Co jest synek?- zapytałem z czułością.
- Ehhhh...- westchnął.- Sam widzisz. Każdy ma kogoś. A ja nie. Nikomu się nie podobam...
- Nie mów tak.- poklepałem go po plechach.- Kto by nie chciał tekiego puszystego faceta jak ty?!
Snowy?
Autumn odchodzi!
Suczka Autumn odchodzi ze Sfory Psiego Uśmiechu. Jej właścicielka ma jeszcze jednego psa- Salavane. Więc nie odchodzi zupełnie. Dziękujemy ;)
***powód***
Potrącenie przez samochód...
[*]
~kondolencje składają Ace, Mashine i dzieci.
***powód***
Potrącenie przez samochód...
[*]
~kondolencje składają Ace, Mashine i dzieci.
Od Salavany
Poszłam do Mashine oznajmić mu że Autumn umarła... Auto ją potrąciło.
-Hej Mashi. Autumn wczoraj potrącił samochód... Nie żyje.-powiedziałam.
Mashi sie wzdrygnął i rzekł:
-Ogłosimy to z Ace...-odparł.
-Dziękuje ci Mashi.
-A ty odchodzisz Sala?
-Nigdy w życiu nie zostawię sfory Mashi!
Mashine?
-Hej Mashi. Autumn wczoraj potrącił samochód... Nie żyje.-powiedziałam.
Mashi sie wzdrygnął i rzekł:
-Ogłosimy to z Ace...-odparł.
-Dziękuje ci Mashi.
-A ty odchodzisz Sala?
-Nigdy w życiu nie zostawię sfory Mashi!
Mashine?
piątek, 23 stycznia 2015
Od Irfan'a- CD opowiadania Vakuu
-Hmmm… widzenie przez mgłę nie pasuje do mojej wcześniejszej diagnozy. – Powiedziałem zamyślony.
- To co mi jest ??? – Zapytała zaniepokojona suczka.
- Poczekaj chwilę. – Pobiegłem na drugi koniec jaskini i podniosłem czerwony, albo zielony kwiatek, nie byłem pewien. – Co trzymam w pysku ?!?! –Wrzasnąłem w stronę Vakuu .
- Yyy… Nic ??? – Zapytała niepewna.
- Jest gorzej niż myślałem – Zmartwiłem się.
- Irfan ??? A gdzie tak w ogóle stoisz ???
- Jest bardzo źle ???- Zapytał Rocky.
- Na to wygląda. Mam jeszcze kilka pytań do Ciebie Vakuu.
- Jakich ???
- Czy może w twojej rodzinie, ktoś , no nie wiem, może cierpiał na jakieś choroby oczu ???-Zapytałem niepewnie.
Vakuu?
- To co mi jest ??? – Zapytała zaniepokojona suczka.
- Poczekaj chwilę. – Pobiegłem na drugi koniec jaskini i podniosłem czerwony, albo zielony kwiatek, nie byłem pewien. – Co trzymam w pysku ?!?! –Wrzasnąłem w stronę Vakuu .
- Yyy… Nic ??? – Zapytała niepewna.
- Jest gorzej niż myślałem – Zmartwiłem się.
- Irfan ??? A gdzie tak w ogóle stoisz ???
- Jest bardzo źle ???- Zapytał Rocky.
- Na to wygląda. Mam jeszcze kilka pytań do Ciebie Vakuu.
- Jakich ???
- Czy może w twojej rodzinie, ktoś , no nie wiem, może cierpiał na jakieś choroby oczu ???-Zapytałem niepewnie.
Vakuu?
czwartek, 22 stycznia 2015
Od Aceland
W sforze nareszcie coś się dzieje.Może to spowodowane jest tym,że nadchodzi wiosna.Wilki nam nie zagrażają,psy-wampiry na razie też nie,ale ja się nimi zajmę.Nawet słyszałam plotkę,że Cheroon i Blighrt zostaną nie tylko przyjaciółmi,ale może połączy ich coś większego.Lubię Check'a więc należy mu się jakaś dziewczyna.Akurat jak o nim rozmyślałam wyszedł zza rogu. -Mój kochany Cheroonku,co tam,dawno Ciebie nie widziałam-uśmiechnęłam się.
Cheroon?
Od Rocky'ego CD Vakuu
-Może byłaś pijana-zaśmiałem się.
-Bardzo śmieszne-fuknęła.-Po prostu tego nie rozumiem,coś musiałaś zrobić,że doprowadziłaś do tego,że źle się czujesz-odparłem.
-Naprawdę,nie wiem co mi jest-odpowiedziała smutno.
-Irfan sie Tobą za pewne dobrze zajmie,nie martw się,dojdziesz do siebie-powiedziałem to i poszedłem.
Po paru dniach spotkałem Vakuu z wyraźną poprawą.jej łapa prawie się zagoiła bo nie miała na niej już bandaży.
-I jak się czujesz?-spytałem
-Już dobrze,dzięki,że mnie przyprowadziłeś do Irfan'a.
Od Coco CD. Damon'a
-Nie,przecież tak byś o tym wiedział bo jestem w tej sforze od urodzenia - powiedziałam.
-A no tak - zawstydził się.
Nie wiem jak mogliśmy nie zauważyć tego znaku.Już z daleka rzucał się w oczy.A wyglądał mianowicie tak:
Tego po prostu nie można nie zauważyć.Byłam podekscytowana,że jesteśmy w Waszyngtonie.Słyszałam opowieści od taty,że grasują tutaj Grizzly.
-Ej,Damon-krzyknęłam-chodź do lasu,może znajdziemy niedźwiedzie.
Poszliśmy w stronę zagajnika,do którego prowadziła wąska ścieżka.Po 10 minutach wędrówki napotkaliśmy polankę podobną do naszej w sforze,tyle że większą.Turlaliśmy się po trawie.Nieopodal był potok.Nad nim zobaczyliśmy o czego szukaliśmy.

Chodził po kamienistym brzegu.To było fascynujące oglądać tak potężne zwierzę.
-Ale super,co nie?-spytałam kompana.
Damon?
środa, 21 stycznia 2015
Od Vakuu- CD opowiadania Irfan'a
- Nic wielkiego. Biegałam skakałam - wzruszyłam ramionami. Popatrzyłam na zamyślonego Irfan'a.
- A co się stało, że straciłaś równowagę - zapytał
- Zaczęłam widzieć wszystko przez mgłę i no... właśnie... to - mruknęłam i rozejrzałam się.
Irfan? Rocky? Zupełnie nie mam pomysłu xd
- A co się stało, że straciłaś równowagę - zapytał
- Zaczęłam widzieć wszystko przez mgłę i no... właśnie... to - mruknęłam i rozejrzałam się.
Irfan? Rocky? Zupełnie nie mam pomysłu xd
Od Toromaru- CD opowiadania Quiet
- To jest pewne… - Napuszyłam się jak paw.- Wszystko dzięki mnie. Ja
znalazłem scenę i znalazłem scenę i wszystko zrobiłem …. – Zamyśliłem
się.
- CO!?!?!?! – Krzyknęli oboje. – Może jeszcze powiesz że to ty zaśpiewałeś ??? – Zapytał zły Stanley.
- A śpiewałem ??? – Zapytałem niepewny.
- Nie !!! – Krzyknęli jeszcze raz.
- Serio… nie pamiętam… - Powiedziałem zamyślony. Po tym zacząłem się kiwać z jednego boku na drugi. Zacząłem się powoli rozglądać.
- Toromaru ??? Czy wszystko porządku ??? – Zapytała Quiet.
- Yyy… chyba tak. Tylko gdzie jestem ??? – Powiedziałem trzepiąc łbem na boki, ze zdezorientowania.
Stanley, albo Quiet ??? Toruś ma amnezję !!!
- CO!?!?!?! – Krzyknęli oboje. – Może jeszcze powiesz że to ty zaśpiewałeś ??? – Zapytał zły Stanley.
- A śpiewałem ??? – Zapytałem niepewny.
- Nie !!! – Krzyknęli jeszcze raz.
- Serio… nie pamiętam… - Powiedziałem zamyślony. Po tym zacząłem się kiwać z jednego boku na drugi. Zacząłem się powoli rozglądać.
- Toromaru ??? Czy wszystko porządku ??? – Zapytała Quiet.
- Yyy… chyba tak. Tylko gdzie jestem ??? – Powiedziałem trzepiąc łbem na boki, ze zdezorientowania.
Stanley, albo Quiet ??? Toruś ma amnezję !!!
Od Damon'a- CD opowadania Coco
- Wiesz jakoś jeszcze nie miałem dziewczyny - mruknąłem - A co?- zaśmiałem się.
- Nie nic, tak pytam - powiedziała Coco. Wzruszyłem ramionami.
- W ogóle, gdzie my jesteśmy?- powiedziała suczka rozglądając się - Dobra nieważne - mruknęła. Obróciłem się i zobaczyłem wielki napis " Washington".
- Jak to przeoczyliśmy?- popatrzyłem na to ze zdumieniem.
- Może to pojawiło się dopiero teraz - uśmiechnęła się Coco i zaczęła biec w tamtą stronę. Nie chciałem jej zostawić, więc pobiegłem za nią.
- A Ty? Miałaś chłopaka?- zapytałem korzystając z okazji.
Coco? xd
- Nie nic, tak pytam - powiedziała Coco. Wzruszyłem ramionami.
- W ogóle, gdzie my jesteśmy?- powiedziała suczka rozglądając się - Dobra nieważne - mruknęła. Obróciłem się i zobaczyłem wielki napis " Washington".
- Jak to przeoczyliśmy?- popatrzyłem na to ze zdumieniem.
- Może to pojawiło się dopiero teraz - uśmiechnęła się Coco i zaczęła biec w tamtą stronę. Nie chciałem jej zostawić, więc pobiegłem za nią.
- A Ty? Miałaś chłopaka?- zapytałem korzystając z okazji.
Coco? xd
Od Cheroona- CD opowiadania Bligrht
Miałem mieszane uczucia. Nie wiedziałem, czy suczka mówi to ze smutkiem, czy z radością. Westchnąłem i popatrzyłem na ziemię.
- Przyjaciele - potwierdziłem - Może teraz się gdzieś przejdziemy?- zaproponowałem.
- Dobra, tylko gdzie?- zapytała Bligrht. Rozejrzałem się wokoło.
- Może pójdziemy tam gdzie nikt jeszcze nie był!- zawołałem patrząc na suczkę. Ta popatrzyła na mnie pytająco.
- Możemy odkryć nowe tereny - mruknąłem.
Bligrht?
Sorry, że krótkie :c
- Przyjaciele - potwierdziłem - Może teraz się gdzieś przejdziemy?- zaproponowałem.
- Dobra, tylko gdzie?- zapytała Bligrht. Rozejrzałem się wokoło.
- Może pójdziemy tam gdzie nikt jeszcze nie był!- zawołałem patrząc na suczkę. Ta popatrzyła na mnie pytająco.
- Możemy odkryć nowe tereny - mruknąłem.
Bligrht?
Sorry, że krótkie :c
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyach
Po lodowisku byłem strasznie zmęczony więc spałem do w pół do czwartej. Obudziłęm się szybko. Pobiegłem do Qet zobaczyć co tam u niej. Po wczorajszej przygodzie zacząłem się martwić. Ku mojemu zdziwieniu w jej jaskini wcale nie było Qet. Teraz to już się na serio martwię. Biegałem po sforze i pytałem psy czy nie widzieli suczki.
- Witaj!-pytałem wszystkich po kolei.- Nie widziałeś suczki z krudką, śnieżno-białą sierścią?!
Wszyscy odpowiadali wiadomym wyrazem- Nie! Straciłem już nadzieję. Usiadłem zrezygnowany na wysokim głazie z łbem spuszczonym. Jak na złość zaczął padać deszcz. Zmyło wszystkie płatki śniegu. To jeszcze bardziej zepsuło mój humor. Podniosłem na chwilę łeb. Jedna kropla deszczu spadła mi na nos... Nos?! No tak!!! Po co niby psom jest nos! Aby węszyć! Więc wstałem pewnie, rozkraczyłem cztery łapy i kładąc nos na ziemie zacząłem obwąchiwać wszystko co było w pobliżu. Węszyłem. Nic nie czułem! A nie! W pewnym momencie wyczułem ślady łap mojej... przyjaciółki... A na drzewie powiewało na wietrze lekko siwe kosmyki sierści Qetsiyach. Ślady prowadziły dość daleko. W połowie drogi zatrzymałem się i pomyślałem czy nie wrócić. To tak daleko! Ale nieee! Dla Qetsiyach wszystko! Pognałem za śladami dalej przed siebie. Dotarłem na lotnisko. Lotnisko?! Musiała gdzieś polecieć! Ale zaraz. Jak się jej udało dostać na pokład samolotu?! Dobra. Nie ważne. Zawyłem stanowczo. To był znak żeby mój przyjaciel orzeł przyleciał do mnie niezwłocznie. Oczywiście zjawił się w mgnieniu oka! Chciałem napisać dla Qet list. Może jeszcze pamiętam pare zdań jak Szeryf pisał. A więc zacząłem:
Droga Qetsiyach. Bardzo się o ciebie martwię.
Wiem że poleciałaś samolotem.
Chyba nikt nie zauważył że ciebie nie ma! Tylko ja.
Nawet twój ojciec. No może coś podejżewa ale wątpię.
Mam nadzieję że to przeczytasz bo zależy mi na tobie i chcę żebyś wróciła...
~Ferraro
Podałem list do dzioba orła i wysłałem go. To był chyba najmądrzejszy orzeł jakiego kiedykolwiek widziałem.
Qetsiyach? Dostałaś list?
- Witaj!-pytałem wszystkich po kolei.- Nie widziałeś suczki z krudką, śnieżno-białą sierścią?!
Wszyscy odpowiadali wiadomym wyrazem- Nie! Straciłem już nadzieję. Usiadłem zrezygnowany na wysokim głazie z łbem spuszczonym. Jak na złość zaczął padać deszcz. Zmyło wszystkie płatki śniegu. To jeszcze bardziej zepsuło mój humor. Podniosłem na chwilę łeb. Jedna kropla deszczu spadła mi na nos... Nos?! No tak!!! Po co niby psom jest nos! Aby węszyć! Więc wstałem pewnie, rozkraczyłem cztery łapy i kładąc nos na ziemie zacząłem obwąchiwać wszystko co było w pobliżu. Węszyłem. Nic nie czułem! A nie! W pewnym momencie wyczułem ślady łap mojej... przyjaciółki... A na drzewie powiewało na wietrze lekko siwe kosmyki sierści Qetsiyach. Ślady prowadziły dość daleko. W połowie drogi zatrzymałem się i pomyślałem czy nie wrócić. To tak daleko! Ale nieee! Dla Qetsiyach wszystko! Pognałem za śladami dalej przed siebie. Dotarłem na lotnisko. Lotnisko?! Musiała gdzieś polecieć! Ale zaraz. Jak się jej udało dostać na pokład samolotu?! Dobra. Nie ważne. Zawyłem stanowczo. To był znak żeby mój przyjaciel orzeł przyleciał do mnie niezwłocznie. Oczywiście zjawił się w mgnieniu oka! Chciałem napisać dla Qet list. Może jeszcze pamiętam pare zdań jak Szeryf pisał. A więc zacząłem:
Droga Qetsiyach. Bardzo się o ciebie martwię.
Wiem że poleciałaś samolotem.
Chyba nikt nie zauważył że ciebie nie ma! Tylko ja.
Nawet twój ojciec. No może coś podejżewa ale wątpię.
Mam nadzieję że to przeczytasz bo zależy mi na tobie i chcę żebyś wróciła...
~Ferraro
Podałem list do dzioba orła i wysłałem go. To był chyba najmądrzejszy orzeł jakiego kiedykolwiek widziałem.
Qetsiyach? Dostałaś list?
Od Snowy'ego
Nudziło mi się więc poszedłem nad rzekę.Żabki kumkały przy jej brzegu.Ostatnio przysłabłem z kondycją dlatego też przebiegłem się wzdłuż brzegu rzeki Jafiszof.Myślałem ,że nie dożyję bo prawie nie mogłem oddychać.
-Muszę się wziąć za siebie-pomyślałem.
Chyba było mi za dużo ruchu.Wróciłem się do sfory i po drodze spotkałem suczkę.
-Qetsiyah,hej,dawno Ciebie nie widziałem-powiedziałem-co tam?
Qetsiyah?
-Muszę się wziąć za siebie-pomyślałem.
Chyba było mi za dużo ruchu.Wróciłem się do sfory i po drodze spotkałem suczkę.
-Qetsiyah,hej,dawno Ciebie nie widziałem-powiedziałem-co tam?
Qetsiyah?
wtorek, 20 stycznia 2015
Od Qetsiyach- CD opowiadania Ferraro
- Tak, tylko jestem trochę już zmęczona. W dodatku jest dość zimno i płuca mi już zamarzły od tego chłodu. – Przyznałam.
- To jak chcesz możemy odpocząć.
- Yyy… wiesz co ??? Ja chyba już wrócę do jaskini. Cały dzień tutaj siedzę i nie miałam żadnego natchnienia na jakąś piosenkę, więc może kiedy indziej .
- Może cię odprowadzić, tak dla towarzystwa ??? – Zapytał.
-Nie dzięki, wole być przez chwilę sama, ale obiecuje ci, że potem jeszcze się spotkamy.
- Ok. – Powiedział smętnym głosem.
Powoli zeszłam z „lodowiska” i skierowałam się w stronę lasu. Po głowie cały czas chodziła mi jedna melodia. Nie wiedziałam co z niej wyjdzie. Byłam tak zamyślona, że całkowicie zboczyłam z kursu. Wokół mnie pojawiało się coraz więcej skał, a coraz mniej zieleni. Wszystko było szare i spalone na wiór. To był labirynt, im bardziej chciałam wrócić, tym wchodziłam coraz głębiej. Robiło się już ciemno. Niebo zaczęły pokrywać burzowe chmury, aż w końcu spadł deszcz. Lało jak z cebra, a ja wciąż nie mogłam znaleźć drogi powrotnej. Postanowiłam przeczekać tą burzę. Zobaczyłam, że między skałami zobaczyłam jaskinię, bez wahania do niej weszłam. Mijały sekundy, minuty, godziny, a zamiast przestać lać, było jeszcze gorzej. Zaczęły nawet grzmieć pioruny. Byłam strasznie znudzona, nie miałam co robić. Powoli nuciłam wcześniej wspomnianą melodię.
- Spoko nuty, tylko czegoś mi w nich brakuje … - Powiedział nieznany głos.
- Co ??? – Zerwałam się.
- Już wiem. Brakuje w nich szybkości, rozwlekasz dwa ostatnie akordy. – Znowu się odezwał. Głos dochodził z głębi jaskini, było tam strasznie ciemno. W mroku jednak dostrzegłam dwoje oczu, świecących jak świetliki. Czarna sierść wtapiała się idealnie w tło groty.
- Jeśli chciałeś mnie przestraszyć, to ci trochę nie wyszło.
- Po co miałbym cię straszyć ??? – Powiedział zdziwiony
- Nie wiem. Może dla zabawy ???
- Nikt nie chciałby być straszony w taką pogodę. A w ogóle to jest nietaktowne straszyć taką damę jak ty. Dla zabawy straszy się małe szczeniaki po nocach. – Zachichotał pod nosem.
- Zaraz… Ja ??? Dama ??? Chyba coś ci się pomyliło. Ja jestem dziką bestią – Lekko się uśmiechnęłam.
- No właśnie widzie – Powiedział sarkastycznie – Bestie mają brudną sierść, a ty masz białą jak śnieg. Pewnie jesteś jakimś ludzkim pluszakiem.
- Ej, licz się ze słowami. Nie mam właściciela, więc automatycznie jestem zdziczałym psem. – Powiedziałam lekko zezłoszczona.
- Jesteś zdziczała tylko na chwilę, jak tylko cię znajdzie jakiś człowiek, to cię przygarnie. Uzna cię za domowego psa, bo tak wyglądasz. Zakładam, że albo cię ktoś porzucił, albo się zgubiłaś. – Powiedział lekceważąco .
- Ani jedno, ani drugie. Sama odeszłam, a w zasadzie to mój Ojciec podjął za mnie decyzją, o tym. – Oboje po tym zamilkliśmy. Ulewa ustała dopiero rano, gdy tylko to zauważyłam wyszłam z groty na słońce. Wciąż siedziałam w labiryncie. Cały czas krążyłam w kółko, w końcu się poddałam i położyłam na najbliższym kamieniu.
- Buu… - Usłyszałam cichy i spokojny głos. Odwróciłam pyszczek w drugą stronę i zobaczyłam znowu piwne oczy.
- Znowu ty ??? – Zapytałam nie zwracając na niego uwagi.
- Chyba nie umiesz stąd wyjść, a wiesz kto umie ???
- Nie, nie wiem.
- Jeśli potrzebujesz pomocy, to wystarczy poprosić. Ale i tak sądzę, że tego nie zrobisz. Masz swoją godność, prawda ??? – Chwilę się zamyśliłam, może jednak warto by było go poprosić o pomoc.
- Yyy… może jednak zgodzę się na pomoc, bo sama stąd nie wyjdę.
- Ok. – Zerwał się. – Jestem Nemezys.
- Dość ciekawe Imię. Rodzice mieli Cię za diabła, czy demona ???
- Byli mało inteligentni. Moje imię to była dla nich tylko sklejanka liter. Przyjaciele zwykle mówią na mnie Techno. Od teraz ty też się do nich zaliczasz, więc też możesz mnie tak nazywać.
- Miło, ja jestem Qetsiyah, w skrócie Qet. – Uśmiechnęłam się szeroko.
- Też oryginalne imię. Ale my tu sobie gadu, gadu a ja się śpieszę na przystanek.
- Ok, zatem chodźmy. – I poszliśmy. Szłam za Techno krętymi korytarzami, ciężko było za nim nadążyć. Każda skała wyglądała tak samo. Zastanawiałam się jak to możliwe, że on się nie zgubił. Jednak z czasem zaczęłam tracić zaufanie, że wie którędy iść. Był zdenerwowany, co świadczyło, że zgubił drogę. Nagle stanął w miejscu i zaczął się rozglądać. – Hy, hy… mamy problem.
- Zgubiłeś drogę , prawda ???
- Na to wygląda, ale spoko znajdę wyjście. Może pośpiewamy twoją piosenkę ??? Tak dla poprawienia atmosfery.
- Mam na razie tylko melodię i jak wcześniej wspomniałeś, kiepską.
- Nie dziwię się, żeby mieć dobrą piosenkę trzeba pobudzić łapki. Jak chcesz to mogę ci pomóc, jestem w tym całkiem dobry, a raczej mój przyjaciel jest dobry.
- Hmmm… chyba nie potrzebuje pomocy. A bardzo daleko on mieszka ??? – Zapytałam niezdecydowana.
- Mieszka tam gdzie ja, czyli tak dwie, albo trzy godziny drogą górną. Jakby tak powiedzieć to razem z nim torze coś w rodzaju sfory. Na pewno ci się spodoba moje mieszkanie, ale skoro nie chcesz ….
- Nie, nie… jak tak mnie miło zapraszasz to chętnie tam pójdę, ale potem mnie powrotem odprowadzisz do reszty sfory , tak ???
- Ma się rozumieć.- Powiedział i od razu ruszył pewniej przed siebie . Szliśmy jakieś piętnaście minut zanim zauważyłam drogę. Była szeroka i co chwile przejeżdżał przez nią samochód. Zastanawiałam się jak ma zamiar załatwić autostop. W tym samym czasie Techno wszedł na ulicę. – I oto nasza podwózka. – Popatrzyłam w lewo i zobaczyłam wielkiego tira.
- Zwariowałeś ?!?!?! Zabijesz się !!!! – Lecz on już stanął przed nim. W ostatniej chwili się schylił i tir przejechał tuż nad nim, po czym gwałtownie zahamował.
- Dobra, wskakujemy. – Powiedział, po czym wskoczył do przyczepy. Rozglądnęłam się w około i niepewnie ruszyłam za nim. W środku pojazdu były dziwne pudła. Techno zdjął z jednego pokrywę i wskoczył do jego wnętrza. Chwilę się zawahałam i stałam nieruchomo patrząc się na niego. – O co chodzi ???
- Nie wiem czy mogę z tobą pojechać.
- Przecież ci pozwoliłem. – Pokręcił łbem .
- Wiem, ale reszta sfory może się martwić o mnie.
- Hmm… może nie zauważą ???
- Nie…. Oni mnie zawsze zauważają, chyba… - Powiedziałam niepewnie.
- Z twoich słów wynika, że nie tak do końca.
- Ale tak, czy owak mój Ojciec na pewno się zorientuje, że mnie nie ma. Będzie się bardzo martwił, w dodatku teraz na terenach sfory jest niebezpiecznie. Podobno jakieś dziwne stworzenia u nas zamieszkały. Jak zniknę to pomyślą, że coś mi się stało…. – Zaczęłam nerwowo.
- Wyluzuj na chwilę!!! – Krzyknął. – Zamknij na chwilę jadaczkę.
- Ok. – Mruknęłam.
- Od razu lepiej. Dobra, teraz wskakuj i nie marudź. Mam pomysł na to jak pokazać im, że nie wyparowałaś. – Wyskoczył i zerwał ulotkę z jednego z pudeł. Chyba pisało na niej „California”, ale nie byłam pewna. Położył ją na poboczu i przycisną kamieniem. Następnie ukradkiem wyrwał mi kłębek sierści z ogona…
Ałł… - Krzyknęłam z bólu.- Jak mogłeś ??? – On jednak wzruszył tylko ramionami i położył moją sierść koło ulotki. Potem z powrotem wskoczył do, już zaczynającej odjeżdżać ciężarówki.
- Gotowe !!! Teraz na pewno będą wiedzieć gdzie jesteś.- Westchnął – A teraz do pudła. –Tym razem bez wahania poszłam za nim. W drodze czasami udawało mi się zamienić z nim słowo. Dziwiło mnie, że jedziemy tak długo, ale w pewnej chwili się zatrzymaliśmy. – Dobra, teraz cicho i staraj się nie ruszać. – Szepnął. Nagle ktoś zaczął zaklejać po kolei pudła. Nie byłam pewna dlaczego, ale nie komentowałam. Siedziałam cicho jak mysz pod miotłą. Lecz już nie mogłam wytrzymać…
- Gdzie nas biorą ??? – Pisnęłam.
- Pakują nas w drogę – Uśmiechnął się. Po jego słowach poczułam, że wynoszą pudło, w którym jesteśmy, na jakąś taśmę, a następnie do kolejnego pomieszczenia, w którym nas już zostawili. Techno nie pozwolił mi wyjść przez dłuższy czas. Mijały godziny, siedząc w skrzyni czułam, jakbym unosiła się w powietrzu, ale sądziłam, że to tylko moja wyobraźnia. Nagle Techno się zerwał i stanął dęba. – Chyba już jesteśmy. Jeszcze jakieś 30 minut i będziemy mogli wyjść. Tylko pamiętaj, że jak tylko wyskoczysz, to masz gnać ile sił w nogach, ok. ???
- Ok. – Zdziwiłam się. Po jakimś czasie szepnął „Już !!!” i gdy tylko pokrywka się uchyliła, oboje wyskoczyliśmy i uciekliśmy się. Nawet nie zwracałam uwagi na otoczenie. Biegłam, aż się za mną kurzyło. Gdy byłam już bardzo daleko, zorientowałam się, że wokół mnie nie ma już śniegu. Było gorąco i słonecznie. Rozejrzałam się w około i zauważyłam, że jestem na plaży i to niezwykle ładnej plaży.
- Gdzie ja do cholery jestem ???
- W moim domu. – Wtrącił się Techno. – Choć zaprowadzę cię do innych.
- Ale… - Odwróciłam się i ujrzałam ogromne miasto. Z powrotem spojrzałam na ocean i zorientowałam się, że jest tu tłok ludzi. Co chwile przejeżdżał jakiś surfer, ujeżdżając wielką falę.
- Na co czekasz ??? – Powiedział kierując się do miasta. Szybko go dogoniłam zaczęłam jeszcze bardziej się rozglądać.
- Yyyy…. To gdzie mieszkasz ???
- W mieście, w takim opuszczonym teatrze…
- Nie wiedziałam, że ludzie mogą wpuścić psy do teatru.
- Dlatego powiedziałem „opuszczonym”. Razem z Bell-Bell i Seely’im mieszkamy tam. A teatr jest pusty, ponieważ kiedyś tam był atak terrorystyczny i wszyscy zostali tam rozstrzelani, więc nikt tam nie chce przychodzić, bo się boją.
- Aha… - Powiedziałam cicho. Im głębiej wchodziłam w miasto, tym bardziej zaczynał mi przypominać jakieś miejsce. Dobrze je znałam, z opowieści Irfan’a. Nagle zobaczyłam dziwną reklamę, jedyne co z niej zrozumiałam, to że jest jakaś „Dolina Śmierci”. Następnie zobaczyłam dziwny napis na szczycie pagórka. – Hollyyy….
- Hollywood. – Przerwał Techno.
- Zaraz Hollywood jest w…. – Stanęłam jak wryta – KALIFORNII!!!!! Wysłałeś mnie do Kalifornii??!?!?!
- Sama się na to zgodziłaś.
- Ale Kalifornia jest kilkaset mil od domu. Wyślij mnie powrotem!!!- Krzyknęłam zdenerwowana.
- Yyy… tylko, że będzie dość ostra burza przez parę dni i to był ostatni lot.
- Coo..!!?!?!?! Jak to ???
- Tak to. – Po jego słowach westchnęłam. Wiedziałam, że inni będą się o mnie martwić.
- „W zasadzie ciekawe co teraz robią ??? Czy zauważyli, że mnie nie ma ??? Hmmm…” - Rozmyślałam.
Ktokolwiek ??? Opowiedzcie co robiliście podczas mojej nieobecności
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a
Patrzyłam na niego. Myślałam... Cheroon miał nadal łapę wyciągniętą do mnie. Nagle lekki uśmieszek pojawił mi się na pysku. Jeszcze chwile pomyślałam. Po chwili odepchnęłam jego łapę. Cheroo się zdziwił. Zrezygnowany chciał już uciekać. Ja w ostatniej chwili go przytuliłam. Powiedziałam z czułością:
- Tylko?...- zapytałam- Przyjaciele?...
Cheroon?
- Tylko?...- zapytałam- Przyjaciele?...
Cheroon?
Od Coco- CD opowiadania Damon'a
-Skoro i tak jesteśmy dorośli to pewnie -uśmiechnęłam cię.
-No to git-odparł.
Jestem ciekawska,czasami zdarza mi się to aż nazbyt często.Ale po prostu nie mogłam się powstrzymać.
-Miałeś kiedyś dziewczynę lub zakochałeś się?-spytałam.
Damon?
-No to git-odparł.
Jestem ciekawska,czasami zdarza mi się to aż nazbyt często.Ale po prostu nie mogłam się powstrzymać.
-Miałeś kiedyś dziewczynę lub zakochałeś się?-spytałam.
Damon?
Od Irfan'a- CD opowiadania Rocky'ego
Wyszedłem powoli z jaskini i spojrzałem wysoko w niebo. Było lazurowe, z
lekkim odcieniem ultramaryny, jednak coś mi w nim nie pasowało. Po
dłuższej obserwacji zauważyłem dziwne chmury. Szary, zimny kolor zaczął
przysłaniać czyste niebo i po jakimś czasie zauważyłem coraz gęstsze
opady śniegu. To oznaczało źle wróżyło, na ten dzień. Lekkim krokiem
pokierowałem się z powrotem do środka. Jednak nagle usłyszałem czyjś
głos.
- Irfan !!! – Szybko odwróciłem się i zauważyłem Rocky’ego i Vakuu. – Pomożesz nam ??? - Zapytał zaniepokojonym głosem. Pokiwałem głowom na znak potwierdzenia i zaprosiłem ich do środka. Vakuu nie wyglądała dobrze, ledwo co trzymała się na nogach.
- Zatem w czym mam pomóc ??? – Zapytałem.
- Vakuu potknęła się i boli ją łapa – Zaczął Rocky. Od razu podeszłem do suczki i zacząłem przyglądać się jej łapie.
- To chyba nic poważnego, bardziej bym się martwił jak to sobie zrobiłaś. – Spojrzałem na Vakuu.
- Strasznie mi się kręciło w głowie i chyba straciłam równowagę. – Przyznała
- Hmm… może masz gorączkę. – Powiedziałem przystawiając łapę do jej czoła. – Jesteś strasznie rozpalona. – Zamyśliłem się. – Może się gdzieś przeziębiłaś ??? Albo czymś podtrułaś ??? – Coraz bardziej stawałem się zamyślony. – Co ostatnio robiłaś ???
Vakuu, albo Rocky ????
- Irfan !!! – Szybko odwróciłem się i zauważyłem Rocky’ego i Vakuu. – Pomożesz nam ??? - Zapytał zaniepokojonym głosem. Pokiwałem głowom na znak potwierdzenia i zaprosiłem ich do środka. Vakuu nie wyglądała dobrze, ledwo co trzymała się na nogach.
- Zatem w czym mam pomóc ??? – Zapytałem.
- Vakuu potknęła się i boli ją łapa – Zaczął Rocky. Od razu podeszłem do suczki i zacząłem przyglądać się jej łapie.
- To chyba nic poważnego, bardziej bym się martwił jak to sobie zrobiłaś. – Spojrzałem na Vakuu.
- Strasznie mi się kręciło w głowie i chyba straciłam równowagę. – Przyznała
- Hmm… może masz gorączkę. – Powiedziałem przystawiając łapę do jej czoła. – Jesteś strasznie rozpalona. – Zamyśliłem się. – Może się gdzieś przeziębiłaś ??? Albo czymś podtrułaś ??? – Coraz bardziej stawałem się zamyślony. – Co ostatnio robiłaś ???
Vakuu, albo Rocky ????
Od Acelnad- 4 dzień misji
~Od mojego ostatniego spotkania z Lukiem minęło trochę czasu,ale
wiedziałam ,że jest pilnie strzeżony(a raczj nie ma drogi ucieczki) i
nigdzie nie zwieje.Nawet go trochę polubiłam.
~Kiedy weszłam do jego celi siedział sobie i patrzył się w ścianę.
-Hejka,jak sie spało,Luke?-spytałam.
-Pamiętasz moje imię?!-krzyknął ze zdziwineniem.
-No oczywiście że tak-mruknęłam-mam do Ciebie parę pytanek.Sądzę,że tym razem uda mi się to zrobić po dobremu.
-Ja tez-odpowiedział.
-A wiec,jakie rzeczy wam szkodzą oprócz drewna,ognia,rozczłonkowania.
~Luke opowiedział mi,że na pewno jest taka jedna roślina,ale nie podał jej nazwy bo nie znał.Była wydłużona z jasnoróżowymi kwiatami na szczycie.
-Potem jej poszukam-pomyślałam.
Opowiedział mi,że nie za dobrze znoszą słońce.Dlatego też śpią w dzień.Narazie tyle informacji mi wystarczyło.Za parę kolejnych dni dowiem się jeszcze czegoś,ale na razie muszę to przemyśleć i zastanowić się co robić dalej.
Ps:Po naszej rozmowie,udałam się na skraj lasu,znajdujący się naprzeciwko zamieszkania psów-wampirów.I znalazłam tą roślinę:dla waszej wiadomości wygląda tak:
~Kiedy weszłam do jego celi siedział sobie i patrzył się w ścianę.
-Hejka,jak sie spało,Luke?-spytałam.
-Pamiętasz moje imię?!-krzyknął ze zdziwineniem.
-No oczywiście że tak-mruknęłam-mam do Ciebie parę pytanek.Sądzę,że tym razem uda mi się to zrobić po dobremu.
-Ja tez-odpowiedział.
-A wiec,jakie rzeczy wam szkodzą oprócz drewna,ognia,rozczłonkowania.
~Luke opowiedział mi,że na pewno jest taka jedna roślina,ale nie podał jej nazwy bo nie znał.Była wydłużona z jasnoróżowymi kwiatami na szczycie.
-Potem jej poszukam-pomyślałam.
Opowiedział mi,że nie za dobrze znoszą słońce.Dlatego też śpią w dzień.Narazie tyle informacji mi wystarczyło.Za parę kolejnych dni dowiem się jeszcze czegoś,ale na razie muszę to przemyśleć i zastanowić się co robić dalej.
Ps:Po naszej rozmowie,udałam się na skraj lasu,znajdujący się naprzeciwko zamieszkania psów-wampirów.I znalazłam tą roślinę:dla waszej wiadomości wygląda tak:
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Od Cheroona
Uciąłem sobie krótki spacer. Był spokojny, do czasu gdy wszystkie chmury stały się ciemne. Za chwilę, zaczęło padać. Usiadłem i czekałem, aż deszcz trochę ucichnie, bo nie było nic widać.Po paru minutach, w końcu mogłem iść. Zacząłem, nie wiem dlaczego, skakać po mokrej trawie. Wszedłem na jakąś górkę i zacząłem się z niej staczać. Wpadłem nagle na... Bli? Suczka szybko wstała i zaczęła iść. Uśmiechnąłem się do siebie i podbiegłem do niej.
- Przyjaciele?- zadałem pytanie podając jej łapę.
Bligrht? xd
- Przyjaciele?- zadałem pytanie podając jej łapę.
Bligrht? xd
Od Rocky'ego- CD opowiadania Vakuu
-Co się stało z twoją łapą?-spytałem-wygląda na lekko wykręconą.
-No nie wiem,potknęłam się i spadłam,to może i rzeczywiście jest z nią nie za dobrze-rzekła.
-Co tutaj robisz w taką beznadziejną pogodę?!-krzyknąłem-przeczuwam,że zaraz rozpęta się burza śnieżna.Chodź ze mną,zaprowadzę cię do Irfan'a...
Irfan? Vakuu?
-No nie wiem,potknęłam się i spadłam,to może i rzeczywiście jest z nią nie za dobrze-rzekła.
-Co tutaj robisz w taką beznadziejną pogodę?!-krzyknąłem-przeczuwam,że zaraz rozpęta się burza śnieżna.Chodź ze mną,zaprowadzę cię do Irfan'a...
Irfan? Vakuu?
niedziela, 18 stycznia 2015
Od Vakuu
Przechadzałam się po terenach sfory. Był piękny dzionek, więc nudno by
było siedzieć w miejscu. Wskoczyłam na kamień i rozejrzałam się. Wiał
zimny, północny wiatr. Zeskakując z kamienia, łapa mi się podwinęła i
stoczyłam się na dół. Zatrzymałam się na drzewie. Przed oczami miałam
mroczki i mgłę. Chodziłam jak pijana, trafiając co raz na drzewo.
Usiadłam i oparłam się o skałę. Zobaczyłam przed sobą jakiś rozmazany
kształt.
- Wszystko okej?- zapytał mnie jakiś głos.
- Nie - jęknęłam i przyłożyłam sobie łapę do czoła.
Ktoś?
- Wszystko okej?- zapytał mnie jakiś głos.
- Nie - jęknęłam i przyłożyłam sobie łapę do czoła.
Ktoś?
Od Damon'a- CD opowiadania Coco
Pokręciłem przecząco łbem.
- Jakoś nie było czasu - zażartowałem - A ty?
- Może kiedyś - zaczęła sobie przypominać Coco. Uśmiechnąłem się i też wszedłem do wody.
- Jak myślisz, co tam jest?- pokazałem łapą, przestrzeń przed nami.
- Coś na pewno.
Położyłem się na wodzi i zacząłem rozmyślać.
- Kiedyś zwiedzę cały świat - powiedziałem patrząc w niebo.
- Może jeszcze na księżyc polecisz - zaśmiała się Coco, stojąc nade mną.
- Może...- uśmiechnąłem się.
Coco?
- Jakoś nie było czasu - zażartowałem - A ty?
- Może kiedyś - zaczęła sobie przypominać Coco. Uśmiechnąłem się i też wszedłem do wody.
- Jak myślisz, co tam jest?- pokazałem łapą, przestrzeń przed nami.
- Coś na pewno.
Położyłem się na wodzi i zacząłem rozmyślać.
- Kiedyś zwiedzę cały świat - powiedziałem patrząc w niebo.
- Może jeszcze na księżyc polecisz - zaśmiała się Coco, stojąc nade mną.
- Może...- uśmiechnąłem się.
Coco?
Od Aceland - CD opowiadania Mashine
-Aaa nic takiego-odparłam lekko zdenerwowana.
-Nie kłam-powiedział Mashi.
-Oj dobra,przy tych moich polowaniach zdarzyła się wpadka kiedy atakowałam naszego psiego jeńca,ale nic się nie stało prawda?-spytałam
Mashine?
-Nie kłam-powiedział Mashi.
-Oj dobra,przy tych moich polowaniach zdarzyła się wpadka kiedy atakowałam naszego psiego jeńca,ale nic się nie stało prawda?-spytałam
Mashine?
Co jest?!
Słuchajcie. Jest konkurs. Macie jeszcze dwa dni na zrobienie i wysłanie banera. Wiem że wiele osób tutaj umie je robić a nikt nie wysłał mi pracy! Zawiodłam się na was. Pisaliście że umiecie. Wątpię że w te dwa dni coś dostanę. Po co robię te konkursy?
~Mashine
I jeszcze jedna sprawa.. To że jesteście w naszej sforze nie znaczy że możecie nic nie robić. Piszcie opowiadania,ale nie na zasadzie "raz napiszę i będzie spokój"-to musi być regularny wkład naszej pracy,
Pozdrawiamy
Alfy Aceland i Mashine
~Mashine
I jeszcze jedna sprawa.. To że jesteście w naszej sforze nie znaczy że możecie nic nie robić. Piszcie opowiadania,ale nie na zasadzie "raz napiszę i będzie spokój"-to musi być regularny wkład naszej pracy,
Pozdrawiamy
Alfy Aceland i Mashine
sobota, 17 stycznia 2015
Od Mashine- CD opowiadania Aceland
- Może tak, może nie...-zaśmiałem się.- Kto wie?...
Skoczyłem na nią rozbawiony i pocałowałem. Było tak rześko. Chciałoby się każdy dzień witać tak przyjemnie.
- A gdzie dzieci?- zapytała Ace.
- Dzieci?!- zaśmiałem się.- Nasze dorosłe dzieci się gdzieś przechadzają.
- Ahhh no tak.- westchnęła.- Dorosłe dzieci...
Zauważyłem na pysku Ace lekki smutek. Przytuliłem się do niej a ona położyła mi łeb na ramieniu. Zaledwie rok temu leżały przy brzuchu Ace pijąc mleko i głośno piszcząc. Ale ten czas szybko mija.
- A jak tam ci idzie szpiegowanie wampirów.-zapytałem z przejęciem.
- Nie najgorzej...- westchnęła.- Niedługo będzie mi potrzebna pomoc.
- Jestem do usług!- stanąłem na baczność i zasalutowałem.
Ace zaśmiała się. Ja oczywiście też. Jednak ten śmiech zamienił się w strach. Zauważyłem na brzuchu Ace bliznę.
- Ace?!- lekko krzyknąłem.- Co ci się stało w brzuch?!
Suczka popatrzyła na brzuch i jakby z zawstydzenia wstała. Zakryła ranę łapą.
Aceland?
Skoczyłem na nią rozbawiony i pocałowałem. Było tak rześko. Chciałoby się każdy dzień witać tak przyjemnie.
- A gdzie dzieci?- zapytała Ace.
- Dzieci?!- zaśmiałem się.- Nasze dorosłe dzieci się gdzieś przechadzają.
- Ahhh no tak.- westchnęła.- Dorosłe dzieci...
Zauważyłem na pysku Ace lekki smutek. Przytuliłem się do niej a ona położyła mi łeb na ramieniu. Zaledwie rok temu leżały przy brzuchu Ace pijąc mleko i głośno piszcząc. Ale ten czas szybko mija.
- A jak tam ci idzie szpiegowanie wampirów.-zapytałem z przejęciem.
- Nie najgorzej...- westchnęła.- Niedługo będzie mi potrzebna pomoc.
- Jestem do usług!- stanąłem na baczność i zasalutowałem.
Ace zaśmiała się. Ja oczywiście też. Jednak ten śmiech zamienił się w strach. Zauważyłem na brzuchu Ace bliznę.
- Ace?!- lekko krzyknąłem.- Co ci się stało w brzuch?!
Suczka popatrzyła na brzuch i jakby z zawstydzenia wstała. Zakryła ranę łapą.
Aceland?
piątek, 16 stycznia 2015
Od Coco- cd opowiadania Damon'a
-Żyje się tylko raz-pomyślałam i skoczyłam za nim.Wiatr szumiał mi w
uszach.Słońce przyświecało na moją głowę wystawioną z wagonu.Pomyślałam
że jedziemy nad morze i tak też było.Jechaliśmy około godziny i
wyskoczyliśmy z pociągu przed stacją.
-Fajnie,że wpadłeś na taki pomysł -powiedziałem do Damon'a.
Już po chwili ujrzeliśmy morze.Nigdy tutaj jeszcze nie byłam.Piasek przyjemnie grzał mi łapki.Od dawna nie czułam się tak szczęśliwa.Pobiegłam do wody i zamoczyłam się po brzuch.
-Byłeś kiedyś nad morzem?-spytałam psa stojącego za mną.
Damon?
-Fajnie,że wpadłeś na taki pomysł -powiedziałem do Damon'a.
Już po chwili ujrzeliśmy morze.Nigdy tutaj jeszcze nie byłam.Piasek przyjemnie grzał mi łapki.Od dawna nie czułam się tak szczęśliwa.Pobiegłam do wody i zamoczyłam się po brzuch.
-Byłeś kiedyś nad morzem?-spytałam psa stojącego za mną.
Damon?
środa, 14 stycznia 2015
Od Damon'a- CD opowiadanie Coco
Popatrzyłem zdziwiony i przekręciłem łeb.
- Yyy... no... ważne żeby lubiła przygody - mruknąłem - Pociąg - powiedziałem i stanąłem dęba.
- Co pociąg?- zapytała, zdezorientowana Coco. Pokazałem łapą jadący pociąg. Uśmiechnąłem się do siebie i pobiegłem w jego stronę.
- Gdzie Ty biegniesz?- krzyknęła suczka i zaczęła biec za mną.
- Skaczesz?- uśmiechnąłem się do niej i wskoczyłem do powolnego towarowca.
Coco?
- Yyy... no... ważne żeby lubiła przygody - mruknąłem - Pociąg - powiedziałem i stanąłem dęba.
- Co pociąg?- zapytała, zdezorientowana Coco. Pokazałem łapą jadący pociąg. Uśmiechnąłem się do siebie i pobiegłem w jego stronę.
- Gdzie Ty biegniesz?- krzyknęła suczka i zaczęła biec za mną.
- Skaczesz?- uśmiechnąłem się do niej i wskoczyłem do powolnego towarowca.
Coco?
Od Aceland
Czuję,że niedługo nadejdzie wiosna. Słoneczku już lekko grzeje nasze
futerka i od razu poprawia nam się nastrój.Jestem ciekawa czy te
psy-wampiry zauważyły że ubyło im jednego. Za parę dni znowu go
przesłucham, ale niech sobie pomyśli.
Jak co dzień udałam się na poranny patrol. O dziwo, po raz pierwszy od dawna nic się nie działo. Tylko zdechła sarna leżała w zaroślach, ale to normalka. Pszłam więc na łąkę Nieziemskich Fiołków, aby po odpoczywać. Wiatr lekko powiewał więc było przyjemnie. Po chwili zauważyłam że w moją stronę idzie Mashi.Ucieszyłam się.
- Śledziłeś mnie? -spytałam z rozbawieniem.
Mashine?
Jak co dzień udałam się na poranny patrol. O dziwo, po raz pierwszy od dawna nic się nie działo. Tylko zdechła sarna leżała w zaroślach, ale to normalka. Pszłam więc na łąkę Nieziemskich Fiołków, aby po odpoczywać. Wiatr lekko powiewał więc było przyjemnie. Po chwili zauważyłam że w moją stronę idzie Mashi.Ucieszyłam się.
- Śledziłeś mnie? -spytałam z rozbawieniem.
Mashine?
wtorek, 13 stycznia 2015
Od Rocky'ego
Był poranek.Wyszedłem z jaskini i nagle wyleciał jakiś pies.
-Spokojnie - krzyknąłem.
Ktoś?
-Spokojnie - krzyknąłem.
Ktoś?
sobota, 10 stycznia 2015
Od Coco- CD opowiadania Damon'a
- Komu w drogę,temu w czas - krzyknęłam.
- No to idziemy - powiedział Damon.
Rzeka była niedaleko ale i tak cieszyłam się ze spaceru. Zaczynał zapadać zmierzch więc tym bardziej było fajowo. Słyszałam sarny a na gałęzi drzewa nad nami biegała wiewiórka. Chciałam trochę się pobawić.
- Damon - wyrwałam go z zamyślenia - co powiesz na małe polowanko na leśne zwierzaki?
- Ok,będzie fajnie - odpowiedział.
- Tam za zaroślami jest stado saren. Dawaj,na trzy pobiegniemy tam. Raz,dwa,TRZY!
I ruszyliśmy. Damon pierwszy ukręcił sarniątku kark, ja po chwili dopadłam drugie.
- Mam małe pytanko, w jakim typie podobają ci się suczki?-spytałam znienacka.
Damon?
- No to idziemy - powiedział Damon.
Rzeka była niedaleko ale i tak cieszyłam się ze spaceru. Zaczynał zapadać zmierzch więc tym bardziej było fajowo. Słyszałam sarny a na gałęzi drzewa nad nami biegała wiewiórka. Chciałam trochę się pobawić.
- Damon - wyrwałam go z zamyślenia - co powiesz na małe polowanko na leśne zwierzaki?
- Ok,będzie fajnie - odpowiedział.
- Tam za zaroślami jest stado saren. Dawaj,na trzy pobiegniemy tam. Raz,dwa,TRZY!
I ruszyliśmy. Damon pierwszy ukręcił sarniątku kark, ja po chwili dopadłam drugie.
- Mam małe pytanko, w jakim typie podobają ci się suczki?-spytałam znienacka.
Damon?
Od Damon'a- CD opowiadania Coco
Przekręciłem łeb.
- Czemu miał bym nie lubić?- zaśmiałem się. Coco też się uśmiechnęła.
- Może teraz pójdziemy nad...- zacząłem myśleć.
- Może nad rzekę!- zawołała Coco.
- Okej - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę wyznaczonego miejsca.
Coco?
- Czemu miał bym nie lubić?- zaśmiałem się. Coco też się uśmiechnęła.
- Może teraz pójdziemy nad...- zacząłem myśleć.
- Może nad rzekę!- zawołała Coco.
- Okej - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę wyznaczonego miejsca.
Coco?
Od Sintesu- CD opowiadania Magic the heart
- Gdzie Ty idziesz?- zaśmiałem się.
- Możesz zejść - powiedziała suczka. Powoli z niej zszedłem.
- Może się przejdziemy?- zaproponowałem.
- Okej - powiedziała suczka i ruszyliśmy. Poszliśmy na łąkę. Wszystkie fiołki które się tam znajdowały, pokryte były śniegiem. Ulepiłem śnieżkę i rzuciłem nią w Magic.
Magic the Heart?
- Możesz zejść - powiedziała suczka. Powoli z niej zszedłem.
- Może się przejdziemy?- zaproponowałem.
- Okej - powiedziała suczka i ruszyliśmy. Poszliśmy na łąkę. Wszystkie fiołki które się tam znajdowały, pokryte były śniegiem. Ulepiłem śnieżkę i rzuciłem nią w Magic.
Magic the Heart?
piątek, 9 stycznia 2015
Od Magic the heart- CD opowiadania Tundra
-Nie ma za co...-Powiedziałam i mym oczom ukazał się husky. Miło wyglądał więc postanowiłam się przedstawić.
-Jestem Magic The heart, ale mów mi Magic.
-Mnie zwą Tundra. -Odpowiedział i ukłonił się.
-Ładne imię, ale trochę przypomina babskie ^^. -Powiedziałam i zachichotałam.
-Niestety...Nic nie poradzę.
-No, a co tu robisz? -Spytałam.
Tundra?
-Jestem Magic The heart, ale mów mi Magic.
-Mnie zwą Tundra. -Odpowiedział i ukłonił się.
-Ładne imię, ale trochę przypomina babskie ^^. -Powiedziałam i zachichotałam.
-Niestety...Nic nie poradzę.
-No, a co tu robisz? -Spytałam.
Tundra?
Od Magic the heart- CD opowiadania Sintesu
Dziwnie mi się przyglądał, ale ja zrobiłam to co zwykle. Zaczęłam
chodzić wokół niego i patrzyłam się uwodzicielsko. Jak tylko zakręciło
mu się w głowie padł na ziemię i powiedział :
-Może pójdziemy do lekarza..Kręci mi się w głowieee. - Powiedział Sin. Wzięłam go za jedną łapę i poszliśmy do Irfana.
-Co mu jest? - Spytał i zabrał Sinetsu.
-Zakręciło mu się w głowie...
-Nic mu nie będzie..Słyszysz Sin?
-Tak tak słyszę...
Jak tylko wyszłam na świeże powietrze usłyszałam kroki. Odwróciłam się i zdążyłam tylko zobaczyć jak pies na mnie skacze.
Sinetsu?
-Może pójdziemy do lekarza..Kręci mi się w głowieee. - Powiedział Sin. Wzięłam go za jedną łapę i poszliśmy do Irfana.
-Co mu jest? - Spytał i zabrał Sinetsu.
-Zakręciło mu się w głowie...
-Nic mu nie będzie..Słyszysz Sin?
-Tak tak słyszę...
Jak tylko wyszłam na świeże powietrze usłyszałam kroki. Odwróciłam się i zdążyłam tylko zobaczyć jak pies na mnie skacze.
Sinetsu?
czwartek, 8 stycznia 2015
Od Aceland - 3 dzień misji
~W przerwie kiedy nie opisywałam swoich innych doświadczeń w między
czasie spotkałam jednego bardzo "przemiłego" psa-wampira.Doszło między
nami do "drobnych" potyczek słownych,ale miałam asa w rękawie.Oni nie
wiedzieli,że ja wiem kim oni są i co im szkodzi.
~Nawet nie myślałam że oni potrafią mówić tak jak inne normalne psy.Nie wahając się wbiłam mu kawał drewna,który leżał za mną w udo.Postanowiłam się pobawić w lekarza.Poprosiłam Irfana ,żeby mi towarzyszył przy moich "badaniach"stosownie unieszkodliwiłam go(tego psa),żeby nie mógł zbytnio się poruszać.
~Wypytywałam go o najróżniejsze rzeczy typu :czym się żywią,ale on milczał jak grób.W takim razie postanowiłam przejść do drastyczniejszych kroków.Moje tajne badania i działania nazwałam "Acecreepyland".Jeśli nie chciał gadać-trzeba było go do tego zmusić.Na początek wzięłam gałązkę drzewa i wbiłam mu tym razem w brzuch-nie podziałało,dalej siedział cicho.Później wzięłam porządny konar jesionu i cisnęłam go pomiędzy jego żebra.Lekko syknął.
~Dlatego też zaczęłam bawić się w doktorka.Chwyciłam za skalpel i nacięłam mu łapę,następnie dźgnęłam go w szyję-nic.Na koniec jak niespodzianka spróbowałam w oko.
-Nie nie rób tego ,powiem ci wszystko-krzyczał.
-Ok z chęcią posłucham-mruknęłam-czym się żywicie?
-Najczęściej na psach,ale jak ich brakuje to na zwierzynie leśnej-szepnął.
-Ilu was jest?-spytałam
-W mojej sforze jest 21 członków,ale w innych sforach jest ich albo mniej albo więcej-mruknął.
-Dobra na dzisiaj masz spokój,dzięki Irfan za asystę,ale jak ty tam masz na imię-spytałam
-Luke...-fuknął
-A więc Luke,to na dzisiaj koniec,ale zobaczymy się niedługo...zamieszkasz tutaj w jaskini,z której na pewno nie uciekniesz-szepnęłam do niego z radością-a i jeszcze jedno,na jakie psy chcecie polować?
-No..są jeszcze inne,ale wy jesteście następni w kolejce jak tamte zostaną...no zjedzone-odpowiedział.
~Nawet nie myślałam że oni potrafią mówić tak jak inne normalne psy.Nie wahając się wbiłam mu kawał drewna,który leżał za mną w udo.Postanowiłam się pobawić w lekarza.Poprosiłam Irfana ,żeby mi towarzyszył przy moich "badaniach"stosownie unieszkodliwiłam go(tego psa),żeby nie mógł zbytnio się poruszać.
~Wypytywałam go o najróżniejsze rzeczy typu :czym się żywią,ale on milczał jak grób.W takim razie postanowiłam przejść do drastyczniejszych kroków.Moje tajne badania i działania nazwałam "Acecreepyland".Jeśli nie chciał gadać-trzeba było go do tego zmusić.Na początek wzięłam gałązkę drzewa i wbiłam mu tym razem w brzuch-nie podziałało,dalej siedział cicho.Później wzięłam porządny konar jesionu i cisnęłam go pomiędzy jego żebra.Lekko syknął.
~Dlatego też zaczęłam bawić się w doktorka.Chwyciłam za skalpel i nacięłam mu łapę,następnie dźgnęłam go w szyję-nic.Na koniec jak niespodzianka spróbowałam w oko.
-Nie nie rób tego ,powiem ci wszystko-krzyczał.
-Ok z chęcią posłucham-mruknęłam-czym się żywicie?
-Najczęściej na psach,ale jak ich brakuje to na zwierzynie leśnej-szepnął.
-Ilu was jest?-spytałam
-W mojej sforze jest 21 członków,ale w innych sforach jest ich albo mniej albo więcej-mruknął.
-Dobra na dzisiaj masz spokój,dzięki Irfan za asystę,ale jak ty tam masz na imię-spytałam
-Luke...-fuknął
-A więc Luke,to na dzisiaj koniec,ale zobaczymy się niedługo...zamieszkasz tutaj w jaskini,z której na pewno nie uciekniesz-szepnęłam do niego z radością-a i jeszcze jedno,na jakie psy chcecie polować?
-No..są jeszcze inne,ale wy jesteście następni w kolejce jak tamte zostaną...no zjedzone-odpowiedział.
środa, 7 stycznia 2015
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
Skończyłam! Haaa! Udało się! Teraz tylko czekałam na chłopaków. Nagle zauważyłam Toromaru i Smastan'a biegnących w moją stronę. Zdyszani stanęli przede mną.- I co?- zapytał Toro.- Jak ta piosenka?
- Jest!-ucieszyłam się.- Tylkooo...
- Co tylko?!- przestraszył się.
- Jest mały problemik...-powiedziałam.- Potrzebuję któregoś z was na drugi głos.
- Jak to?- zdziwił się Stan.- Przecierz to miał być twój pokaz!
- No tak..-spuściłam łeb.- Tylko mi nie wychodziło więc musiałam coś wstawić.
- No dobra.- uspokoił wszystkich Toromaru.- Ale kto ten drugi głos zaśpiewa?
- Stan.-przyznałam.
Stanley popatrzył na mnie ze zrezygnowaniem. Ale przecież nie będę zmieniać piosenka na ostatnią chwilę. Poza tym to był rozkaz. Wiem. Jestem gorzka.
- Ok.-powiedział Stan.- Ale teraz zajmijmy się sceną!
- Ja wiem gdzie będzie!- pobiegł Toromaru a my za nim.
Zaprowadził nas do miejsca gdzie jeden pagórek wyglądał jak scena a kamienie przed nim były poukładane w rządki jak w teatrze. Przygotowaliśmy wszystko. Gdy wszystko było zrobione. Więc poszliśmy do Mashine żeby ogłosił że zaraz zaczyna się występ. Potem wróciliśmy znów do ,,teatru,,. Siedzieliśmy za kulisami (za pagórkiem) i czekaliśmy na przyjście psów. Nagle Toromaru wskoczył na scenę. Cała sfora się zeszła!
- Zebraliście się tu dzisiaj po to, aby usłyszeć dwa piękne głosy!-ogłosił Toro.- Powitajcie gromkimi szczekami Quiet i Stanley'a!!!
Wszystkie psy zaczęły szczekać. Miałam ogromną tremę. Ale uspokoiłam się po chwili. Stanęłam na scenie.... I Stan zaczął...
***po***
Wszystkie psy zaczęły wyć jeszcze głośniej niż z początku. Mama i tata się nawet rozpłakali. Mnie też się chciało płakać. Zeszliśmy za kulisy.Przytuliłam chłopaków.
- Było świetnie!- krzyknęli.
- Gdyby nie wy nie byłoby tego występu.- przyznałam.- To wszystko wasza zasługa!
Toromaru? Stanley?
- Jest!-ucieszyłam się.- Tylkooo...
- Co tylko?!- przestraszył się.
- Jest mały problemik...-powiedziałam.- Potrzebuję któregoś z was na drugi głos.
- Jak to?- zdziwił się Stan.- Przecierz to miał być twój pokaz!
- No tak..-spuściłam łeb.- Tylko mi nie wychodziło więc musiałam coś wstawić.
- No dobra.- uspokoił wszystkich Toromaru.- Ale kto ten drugi głos zaśpiewa?
- Stan.-przyznałam.
Stanley popatrzył na mnie ze zrezygnowaniem. Ale przecież nie będę zmieniać piosenka na ostatnią chwilę. Poza tym to był rozkaz. Wiem. Jestem gorzka.
- Ok.-powiedział Stan.- Ale teraz zajmijmy się sceną!
- Ja wiem gdzie będzie!- pobiegł Toromaru a my za nim.
Zaprowadził nas do miejsca gdzie jeden pagórek wyglądał jak scena a kamienie przed nim były poukładane w rządki jak w teatrze. Przygotowaliśmy wszystko. Gdy wszystko było zrobione. Więc poszliśmy do Mashine żeby ogłosił że zaraz zaczyna się występ. Potem wróciliśmy znów do ,,teatru,,. Siedzieliśmy za kulisami (za pagórkiem) i czekaliśmy na przyjście psów. Nagle Toromaru wskoczył na scenę. Cała sfora się zeszła!
- Zebraliście się tu dzisiaj po to, aby usłyszeć dwa piękne głosy!-ogłosił Toro.- Powitajcie gromkimi szczekami Quiet i Stanley'a!!!
Wszystkie psy zaczęły szczekać. Miałam ogromną tremę. Ale uspokoiłam się po chwili. Stanęłam na scenie.... I Stan zaczął...
Wszystkie psy zaczęły wyć jeszcze głośniej niż z początku. Mama i tata się nawet rozpłakali. Mnie też się chciało płakać. Zeszliśmy za kulisy.Przytuliłam chłopaków.
- Było świetnie!- krzyknęli.
- Gdyby nie wy nie byłoby tego występu.- przyznałam.- To wszystko wasza zasługa!
Toromaru? Stanley?
Od Toromaru- CD opowiadania Stanley'a
Różne myśli chodziły mi po głowie, zresztą jak zwykle myślałem o czymś kompletnie innym. W dodatku, przez mój wypadek , mam wyrwy w pamięci. Cały czas zapominam jak, kto się nazywa.
- Może trochę zwolnisz, a nie lecisz na złamanie łba ? – Zapytał, rozpraszając moje myśli.
- Yyyy… jasne. – Powiedziałem. – A jak myślisz wymyśli coś ???
-Kto ???
- No… ta , ta yyy… chyba jej imię zaczyna się na „Z”, albo „K”- Powiedziałem jąkając się
-Chodzi ci o Quiet, tak ???
- Yyy… chyba tak. Więc jak myślisz wymyśli coś, czy nie wymyśli ???
- No wiesz poeci mają wrodzony talent do wymyślania różnych wierszy i rymowanek, więc nie powinna mieć problemu.
- Ok, zatem my nie musimy myśleć nad tekstem, który ma zaśpiewać. – Zawróciłem pewnym krokiem.
- Gdzie idziesz ???
- Jak to gdzie ??? Do Quuu…..iet, w końcu jest pisarzem, co nie ??? Pewnie już coś wymyśliła.
Stanley, albo Quiet ?
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Od Tundra
Biegłem. Nie wiem dokąd. Byłem wolny. Pierwszy raz naprawdę wolny. Wolny
od ludzi , wolny od wyścigów. Codziennie myślałem o Terim , Black
Snow'ie i White. Pewnej nocy chciałem ich poszukać. Szukałem chyba
wszędzie , ale nikogo nie znalazłem. Natknąłem się na jakąś suczkę ,
chyba owczarka niemieckiego.
-Przepraszam...-Mruknąłem.
Magic The Heart?
-Przepraszam...-Mruknąłem.
Magic The Heart?
niedziela, 4 stycznia 2015
Od Stanley'a - CD opowiadania Quiet
-Co ci ślina na język przyniesie - uśmiechnąłem się do niej. - Wszyscy tak teraz robią.
-Ale ja nie chcę być jak wszyscy - zmarszczyła brwi.
-Swoją drogą tekst się przyda - wtrącił się Toromaru.
-Tekst, tekst - westchnąłem. - Zaśpiewasz coś po Amarowejsku i będzie git. Głos się liczy, a nie to co śpiewasz.
-Nie będę śpiewać bez tekstu! - zaszantażowała.
-Spokojnie - uciszył ją Toromaru. - Ty się skup na ćwiczeniu głosu, może uda ci się coś wymyślić, a ja ze Stanem też coś pokombinujemy.
Mieszaniec nie pytając mnie o zdanie, ruszył przed siebie. Chyba chciał żebym za nim poszedł.
-Amarowejski to naprawdę dobre rozwiązanie - spojrzałem na Quiet.
-Idź! - rozkazała.
Z trudem dogoniłem Toromaru.
Quiet? Toromaru?
-Ale ja nie chcę być jak wszyscy - zmarszczyła brwi.
-Swoją drogą tekst się przyda - wtrącił się Toromaru.
-Tekst, tekst - westchnąłem. - Zaśpiewasz coś po Amarowejsku i będzie git. Głos się liczy, a nie to co śpiewasz.
-Nie będę śpiewać bez tekstu! - zaszantażowała.
-Spokojnie - uciszył ją Toromaru. - Ty się skup na ćwiczeniu głosu, może uda ci się coś wymyślić, a ja ze Stanem też coś pokombinujemy.
Mieszaniec nie pytając mnie o zdanie, ruszył przed siebie. Chyba chciał żebym za nim poszedł.
-Amarowejski to naprawdę dobre rozwiązanie - spojrzałem na Quiet.
-Idź! - rozkazała.
Z trudem dogoniłem Toromaru.
Quiet? Toromaru?
Od Ferraro
Chciałem się wybrać na wycieczkę. No może nie na taką co przedtem ale taką po sforze. Spotkałem Farquar'a.
- Siema stary!- przybiłem mu piątkę.
- Siemasz!- odpowiedział.- Idze gdzieś?
- Sorki ale może kiedy indziej...-kiwnąłem.- Muszę coś załatwić.
I zniknąłem mu z przed oczu. Pobiegłem na fiołkową łąkę. Bo wiem kto lubi tam spędzać czas... W zimę łąka wygląda szczególnie pięknie. Była tam! Podbiegłem do niej uszczęśliwiony. No ale cusz... Pod śniegiem jest lód... A lód, jak każdy pies wie jest ślizgi. Dlatego też nie zdążyłem wyhamować i wpadłem na nią po czym jeszcze dalej pojechaliśmy razem.
- Ojjj...Emmmm... Upsssss?-zacząłem się śmiać.
- Hahahahh!- Qetsiyach zrobiła to samo.- Sytuacje się powtarzają!
- Hehe...-uśmiechnąłem się i zszedłem z niej.-Ciężko cię trochę zobaczyć w tym śniegu...
- Domyślam się czemu.- zaśmiała się.
- O patrz!-krzyknąłem.- Lodowisko!
- Co?!-zdziwiła się.- Jakie lodowisko?!
Wskoczyłem na lód który zastałem na jeziorze zamiast wody. Załapała o co chodzi z tym ,,lodowiskiem,, bo wskoczyła na lód za mną. Jeździliśmy prawie jak zawodowcy. Tylko że zawodowcy mają chyba łyżw?! Bez nich jest nawet lepsza zabawa! Zobaczyłem że Qet zaczyna dziwnie dyszeć.
- Coś się dzieje?- zapytałem podjeżdżając do niej.
Qetsiyach?
- Siema stary!- przybiłem mu piątkę.
- Siemasz!- odpowiedział.- Idze gdzieś?
- Sorki ale może kiedy indziej...-kiwnąłem.- Muszę coś załatwić.
I zniknąłem mu z przed oczu. Pobiegłem na fiołkową łąkę. Bo wiem kto lubi tam spędzać czas... W zimę łąka wygląda szczególnie pięknie. Była tam! Podbiegłem do niej uszczęśliwiony. No ale cusz... Pod śniegiem jest lód... A lód, jak każdy pies wie jest ślizgi. Dlatego też nie zdążyłem wyhamować i wpadłem na nią po czym jeszcze dalej pojechaliśmy razem.
- Ojjj...Emmmm... Upsssss?-zacząłem się śmiać.
- Hahahahh!- Qetsiyach zrobiła to samo.- Sytuacje się powtarzają!
- Hehe...-uśmiechnąłem się i zszedłem z niej.-Ciężko cię trochę zobaczyć w tym śniegu...
- Domyślam się czemu.- zaśmiała się.
- O patrz!-krzyknąłem.- Lodowisko!
- Co?!-zdziwiła się.- Jakie lodowisko?!
Wskoczyłem na lód który zastałem na jeziorze zamiast wody. Załapała o co chodzi z tym ,,lodowiskiem,, bo wskoczyła na lód za mną. Jeździliśmy prawie jak zawodowcy. Tylko że zawodowcy mają chyba łyżw?! Bez nich jest nawet lepsza zabawa! Zobaczyłem że Qet zaczyna dziwnie dyszeć.
- Coś się dzieje?- zapytałem podjeżdżając do niej.
Qetsiyach?
Od Aqua
Pewien bardzo miły piesek uwielbiał przygody, nie miał niestety domu ale
przyjacieli z podwórka mówili na niego Kofi. zawsze szukał sobie nowych
przygód, aby zabić nudę mijających dni. pewnego razu wbiegł
niezauważenie do wesołego miasteczka. kofi stwierdził, że fajnie by było
pokręcić się trochę na karuzeli a że był malutki z łatwością udało mu
się minąć stojącego na straży pana. szybkim krokiem wskoczył na
diabelski młyn nie wiedząc co go czeka. gdy wielka karuzela ruszyła
piesek bardzo się wystraszył lecz nie było już odwrotu aby z niej uciec.
pewna dziewczynka która siedziała koło niego dostrzegła dygoczącego z
przerażenia Kofiego ale że była zapięta pasami nie mogła w żaden sposób
wziać pieska na ręce. najgorzej było wtedy gdy jego przedział pioł się
na samą górę. wtedy ofi był tak przerażony że o mało nie zemdlał ze
strachu. gdy tylko karuzela się zatrzymała piesek od razu wybiegł ile
sił w nogach jak najdalej od wesołego miasteczka i schował sie za
drzewem żeby złapać oddech. Na szczęście dziewczynka z karuzeli także
opuszczała wesołe miasteczko wraz z rodzicami i szybko dostrzegła
pieska. Podbiegła do niego i mocno przytuliła, gdy jej rodzice to
ujrzeli postanowili zabrac go do domu, i takim sposobem jednego dnia
kofi przeżył przerażającą przygodę ale za to zyskał nową kochającą
rodzinę. piesek postanowił już nigdy nic nie przeskrobać i cały czas nie
opuszczał swoich nowych właścicieli nawet na krok.
Od Quiet
Siedziałam sobie na murku i oglądałam naszą choinkę. Myślałam że jestem sama więc zaczęłam śpiewać. Po chwili jakieś krzyki mi przerwały:
- Cudownie!!!-krzyknął Toromaru wraz z Stanley'em.
- Łoooopsss...- syknęłam.- Nie wiedziałam że ktoś tu jest.
- No to już wiesz.-zaśmiał się Stan.
- Hahaha!-zaśmiałam się.- Co tu robicie?
- A tak się przechadzaliśmy.-powiedział Stan.- Ej może zorganizujemy jakiś występ!- wciął się Toromaru.
- Co?! Występ?! No nie wiem...- zawahałam się.
- Taki głos aż żal zmarnować!- pocieszył mnie Toromaru.- Przecież umiesz dobrze śpiewać!
- No dobra!- zgodziłam się po długim namyśle.- Ale co ja mam właściwie zaśpiewać?!
Stanley? Toromaru?
- Cudownie!!!-krzyknął Toromaru wraz z Stanley'em.
- Łoooopsss...- syknęłam.- Nie wiedziałam że ktoś tu jest.
- No to już wiesz.-zaśmiał się Stan.
- Hahaha!-zaśmiałam się.- Co tu robicie?
- A tak się przechadzaliśmy.-powiedział Stan.- Ej może zorganizujemy jakiś występ!- wciął się Toromaru.
- Co?! Występ?! No nie wiem...- zawahałam się.
- Taki głos aż żal zmarnować!- pocieszył mnie Toromaru.- Przecież umiesz dobrze śpiewać!
- No dobra!- zgodziłam się po długim namyśle.- Ale co ja mam właściwie zaśpiewać?!
Stanley? Toromaru?
Nowy Konkurs!
sobota, 3 stycznia 2015
Od Coco- CD Damon'a
-No dobra,mam nadzieję że nic się nie stanie...-odpowiedziałam w końcu.
-Oj nie przesadzaj,wskakuj na lód-krzyknął.
Na początku nie mogłam utrzymać równowagi,raz się przewróciłam,ale Damon mnie podniósł co nagrodziłam uśmiechem.Potem nabrałam wprawy i szło mi coraz lepiej.
-Może zrobimy zawody kto będzie szybszy,choć nie wątpię że będę to ja -uśmiechnął się czarująco.
-Uważaj,bo utrę ci ten uśmieszek-dorzuciłam.
Trzy,dwa,jeden i...ruszyliśmy.Na początku byliśmy równi,potem zaczął mnie wyprzedzać,ale po chwili mu dorównałam.Przez momencik byłam tuż przed nim,ale oczywiście musiałam to zepsuć i przewróciłam się.Z racji tego,że Damon był za mną wpadl na mnie i tak leżeliśmy na tym zamarzniętym bagnie śmiejąc się.
-Nie wiedziałam że będzie tak fajnie-powiedziałam.
-A nie mówiłem -powiedział pies.
-Jesteś super kumplem,naprawdę Cię lubię,a ty mnie choć trochę?-spytałam ciekawie.
Damon?
-Oj nie przesadzaj,wskakuj na lód-krzyknął.
Na początku nie mogłam utrzymać równowagi,raz się przewróciłam,ale Damon mnie podniósł co nagrodziłam uśmiechem.Potem nabrałam wprawy i szło mi coraz lepiej.
-Może zrobimy zawody kto będzie szybszy,choć nie wątpię że będę to ja -uśmiechnął się czarująco.
-Uważaj,bo utrę ci ten uśmieszek-dorzuciłam.
Trzy,dwa,jeden i...ruszyliśmy.Na początku byliśmy równi,potem zaczął mnie wyprzedzać,ale po chwili mu dorównałam.Przez momencik byłam tuż przed nim,ale oczywiście musiałam to zepsuć i przewróciłam się.Z racji tego,że Damon był za mną wpadl na mnie i tak leżeliśmy na tym zamarzniętym bagnie śmiejąc się.
-Nie wiedziałam że będzie tak fajnie-powiedziałam.
-A nie mówiłem -powiedział pies.
-Jesteś super kumplem,naprawdę Cię lubię,a ty mnie choć trochę?-spytałam ciekawie.
Damon?
Od Bligrht- CD opowiadania Sheeran'a
- Dobra.-powiedziałam i ruszyłam przed siebie.- Kogo chcesz najpierw poznać?
- Nie wiem.- rozglądał się.- O tamtego gostka.
- To Cheroon.-powiedziałam.- Idź się mu przedstaw.
- Idziesz ze mną?- zapytał.
- Nie...-spuściła łeb.- Nie mam zaszczytu z nim rozmawiać.
- Czemu?-zapytał.
- Ehhh... Nieważne.-odpowiedziałam.- No idź do niego. Czekam!
Sheeran?
- Nie wiem.- rozglądał się.- O tamtego gostka.
- To Cheroon.-powiedziałam.- Idź się mu przedstaw.
- Idziesz ze mną?- zapytał.
- Nie...-spuściła łeb.- Nie mam zaszczytu z nim rozmawiać.
- Czemu?-zapytał.
- Ehhh... Nieważne.-odpowiedziałam.- No idź do niego. Czekam!
Sheeran?
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona
Nie miałam pojęcia czy płakać czy krzyczeć. Co ja najlepszego zrobiłam?! To co że jest pół wilkiem? Psów nie ocenia się po wyglądzie tylko... Po tym co ma w środku. Słyszałam że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. A ja właśnie go w ten sposób straciłam. Nigdy się z tym nie pogodzę. Ale on nie zasługuje na taką partnerkę jak ja. Po tym co mu zrobiłam?! O nie nie nie... Jestem wstrętna i już do końca życia taka będę. Nigdy się nie zmienię. To już mi weszło do głowy a z głowy psa ciężko jest coś wymazać...
Od Damon'a- CD opowiadania Coco
- Po prostu jest tu ładnie w zimie.- mruknąłem i zacząłem się ślizgać po lodzie.
- Zaraz lód się złamie i wpadniesz.- zaśmiała się suczka. Ja tylko wzruszyłem ramionami. Wziąłem Coco za łapę i pociągnąłem. Przez chwile robiła różne wygibasy, żeby się utrzymać, lecz później ślizgała się normalnie.
- Widzisz, jakie to fajne.- uśmiechnąłem się lekko.
Coco?
- Zaraz lód się złamie i wpadniesz.- zaśmiała się suczka. Ja tylko wzruszyłem ramionami. Wziąłem Coco za łapę i pociągnąłem. Przez chwile robiła różne wygibasy, żeby się utrzymać, lecz później ślizgała się normalnie.
- Widzisz, jakie to fajne.- uśmiechnąłem się lekko.
Coco?
Od Rocky'ego
Od ostatniego czasu coraz mniej członków naszej sfory pokazuje się w świetle słonecznym.
Jeśli Ace robi badania na temat psów -wampirów to ja też mogę.Od dawna nie widziałem choćby poczciwej Dark Star.Zatem poszedłem do jej jaskini,ale nikogo tam nie spotkałem.Pomyślałem że na 100% spacerowała po lesie bo po chwili kapnąłem się że na ziemi widać prawdopodobnie jej ślady łap.Poszedłem tym tropem.Miałem za dużo energii.W pobliżu kręciło się stado jeleni.Zapolowałem więc na młodą łanię.Moją ofiarę schowałem w krzakach,żeby było na później a mianowicie na wieczór.Szedłem i szedłem.Nagle zauważyłem ją jak wylegiwała się na kamieniu a na jej sierść padalo światło słoneczne.
-A co ty jesteś jaszczurką czy co?-krzyknąłem-Dawno Ciebie nie widziałem.
Dark Star?
Jeśli Ace robi badania na temat psów -wampirów to ja też mogę.Od dawna nie widziałem choćby poczciwej Dark Star.Zatem poszedłem do jej jaskini,ale nikogo tam nie spotkałem.Pomyślałem że na 100% spacerowała po lesie bo po chwili kapnąłem się że na ziemi widać prawdopodobnie jej ślady łap.Poszedłem tym tropem.Miałem za dużo energii.W pobliżu kręciło się stado jeleni.Zapolowałem więc na młodą łanię.Moją ofiarę schowałem w krzakach,żeby było na później a mianowicie na wieczór.Szedłem i szedłem.Nagle zauważyłem ją jak wylegiwała się na kamieniu a na jej sierść padalo światło słoneczne.
-A co ty jesteś jaszczurką czy co?-krzyknąłem-Dawno Ciebie nie widziałem.
Dark Star?
Od Cheroona- CD opowiadania Bligrht
- Szczerze? Kiedyś, właśnie, kiedyś było coś. Parę słów i straciłaś do mnie zaufanie. Czy po tych słowach stałem się dla Ciebie straszydłem. W końcu i tak byś się dowiedziała o moich wilczych korzeniach, lecz miała byś pretensję, że nie powiedziałem wcześniej. Mój dziadek to jedyny członek rodziny, który żyje. Przez przypadek zrobiłem to ze Snowym. Tak była wojna. Ponieśliśmy zwycięstwo. Później chciałem go odwiedzić. Zapytać jak się trzyma. Jakoś za bardzo się nie przejąłem, gdy rybka odpłynęła, ale Snowy tak. Trochę mi go szkoda. Tak się nastawił. Teraz wszystko się zrujnowało. Dlatego, że nic nie mówię. Niektórych rzeczy warto nie wiedzieć. Teraz pewnie pomyślisz "życie w tajemnicach. Ważne rzeczy - oczywiście powiem. Ale, np. wojna z moim wrogiem nie była Ci potrzebna. Byś się niepotrzebnie martwiła. Może wcześniej między nami była miłość. A teraz? Jesteś ciągle na mnie zdenerwowana. Wiem, nie zapytałem się wcześniej czy zostaniesz moją partnerką. Wcześniej bym tego żałował, teraz też żałują, tylko mniej. Nie mówię Ci wszystkiego, po prostu nie chcę Cię obrzucać moimi problemami. Nie chcę, żebyś czuła się przygnieciona. Teraz jesteś wolna. Mam nadzieje, że się cieszysz. Powodzenie, w szukaniu partnera, mam nadzieje, że będzie lepszy ode mnie i nie będzie mieć do czynienia z taką Ty. Proszę, powiedziałem co myślę. Chcesz - krzycz. Przyjmę to na spokojnie.- nabrałem powietrza, po tak długim dialogu. Popatrzyłem na Bli, nie jakoś litościwie, tylko twardo.
Bligrht?
Bligrht?
Od Coco- CD opowiadania Damon'a
Kiedy zaproponował to "bagno" pomyślałam że jest trochę dziwny,ale każdy ma swoje upodobania. Zaśmiałam się.
-Z czego się śmiejesz?- spytał zdezorientowany.
-A nic, nic, tak tylko - odparłam.
Spojrzał na mnie dziwnie ,ale też się uśmiechnął. Po chwili z zarośli wynurzyło się bagno. Wyglądało pięknie pokryte lekką warstwą puchatego śniegu. Drzewa pokryte śniegiem były super. Ogółem nigdy tutaj nie byłam,ale czegoś nie byłam pewna.
-Lubię Ciebie, Damon, ale czemu mnie tutaj zabrałeś. Nie mówię, że jest brzydko, wręcz cudnie, tylko nie rozumiem dlaczego...- spytałam.
Damon?
-Z czego się śmiejesz?- spytał zdezorientowany.
-A nic, nic, tak tylko - odparłam.
Spojrzał na mnie dziwnie ,ale też się uśmiechnął. Po chwili z zarośli wynurzyło się bagno. Wyglądało pięknie pokryte lekką warstwą puchatego śniegu. Drzewa pokryte śniegiem były super. Ogółem nigdy tutaj nie byłam,ale czegoś nie byłam pewna.
-Lubię Ciebie, Damon, ale czemu mnie tutaj zabrałeś. Nie mówię, że jest brzydko, wręcz cudnie, tylko nie rozumiem dlaczego...- spytałam.
Damon?
Od Damon'a- CD opowiadania Coco
- Może bagna?- zaproponowałem.
- Okej.- odpowiedziała Coco i poszliśmy. Śnieg padał cały czas. Ni to mocniej, ni mniej.
Coco?
- Okej.- odpowiedziała Coco i poszliśmy. Śnieg padał cały czas. Ni to mocniej, ni mniej.
Coco?
Od Amazukii- CD opowiadania Rocky'ego
Popatrzyłam na psa zdziwiona.
- Nie.- burknęłam i wyszłam z wody.
- Co "nie"?- zapytał przekręcając łeb.
- Nigdzie nie pójdę. Czuję się wspaniale. Resztę sfory poznam kiedy indziej.- odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie. Znalazłam jakąś opaskę i założyłam ją sobie na oczy. Taka ciuciubabka. Nagle poczułam czyjeś futro.
Ktoś?
- Nie.- burknęłam i wyszłam z wody.
- Co "nie"?- zapytał przekręcając łeb.
- Nigdzie nie pójdę. Czuję się wspaniale. Resztę sfory poznam kiedy indziej.- odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie. Znalazłam jakąś opaskę i założyłam ją sobie na oczy. Taka ciuciubabka. Nagle poczułam czyjeś futro.
Ktoś?
czwartek, 1 stycznia 2015
Od Aceland- 2 dzień misji
~Właśnie dotarłam pod siedzibę psów -wampirów bo zauważyłam jednego takiego.
~Wzięłam w pysk gruby konar,zakradłam się koło drzewa i dźgnęłam go prosto w serce.
Oczywiście,jak się spodziewałam od razu padł.Ciało ukryłam w krzakach żeby nie robić podejrzeń.
~Nieopodal była jaskinia z której wyszły 4 psy,ale potem spojrzałam wokół siebie i stwierdziłam że jest jeszcze 5 innych jaskiń.Słyszałam też pomrukiwania.To dziwne bo jest środek dnia a one drzemią.Ale to nawet lepiej bo można je zaatakować z zaskoczenia(tak na przyszłość:) )
~Wzięłam w pysk gruby konar,zakradłam się koło drzewa i dźgnęłam go prosto w serce.
Oczywiście,jak się spodziewałam od razu padł.Ciało ukryłam w krzakach żeby nie robić podejrzeń.
~Nieopodal była jaskinia z której wyszły 4 psy,ale potem spojrzałam wokół siebie i stwierdziłam że jest jeszcze 5 innych jaskiń.Słyszałam też pomrukiwania.To dziwne bo jest środek dnia a one drzemią.Ale to nawet lepiej bo można je zaatakować z zaskoczenia(tak na przyszłość:) )
Od Scheeran'a- CD opowadania Bligrht
Siedziałem na śniegu i się śmiałem. Nagle Bligrht na mnie wpadła.
Leżała na mnie, a ja patrzyłem się na nią jak na coś czego jeszcze nigdy
nie widziałem.
-Wiesz, mam taką prośbę. -Zapytałem.
-Słucham? -Powiedziała.
-Mogła byś ze mnie zejść? Proszę tak spokojnie ^^.
-Oczywiście, nawet nie miałam w planie na ciebie wpaść . -powiedziała i zeskoczyła ze mnie.
-Może przedstawisz mi innych członków sfory?
Bligrht?
-Wiesz, mam taką prośbę. -Zapytałem.
-Słucham? -Powiedziała.
-Mogła byś ze mnie zejść? Proszę tak spokojnie ^^.
-Oczywiście, nawet nie miałam w planie na ciebie wpaść . -powiedziała i zeskoczyła ze mnie.
-Może przedstawisz mi innych członków sfory?
Bligrht?
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona
Stałam i patrzyłam na niego nadal bez głosu. Potem mój wzrok zaczął się zmieniać na wściekły.
- I ty nic mi nie mówiłeś?!- krzyknęłam.- Ty wszystko przede mną ukrywasz! I ja mam ci uwierzyć?!
- Bli przepraszam...-powiedział.- Tak wyszło...
- Nie... Bo właśnie coś ci nie wyszło...
Powiedziałam i pobiegłam do jaskini. Cheroon stał na łące i patrzył smutny na uciekającą mnie. ~co ja zrobiłem...~pomyślał.
Następnego dnia zobaczyłam go gadającego z jakimś psem. Przeszłam obojętnie obok niego już bez ucieczki tak jak to kiedyś robiłam. Chero na mój widok pobiegł przede mnie i zaciął mi drogę więc się zatrzymałam.
- Co chcesz?- parsknęłam.
- Bligrht ja ci wszystko wytłumaczę jeszcze raz.- powiedział.- Tylko wybacz mi...
- Dobra.- powiedziałam.- Ale nie licz że ci zaufam...
Cheroon?
- I ty nic mi nie mówiłeś?!- krzyknęłam.- Ty wszystko przede mną ukrywasz! I ja mam ci uwierzyć?!
- Bli przepraszam...-powiedział.- Tak wyszło...
- Nie... Bo właśnie coś ci nie wyszło...
Powiedziałam i pobiegłam do jaskini. Cheroon stał na łące i patrzył smutny na uciekającą mnie. ~co ja zrobiłem...~pomyślał.
Następnego dnia zobaczyłam go gadającego z jakimś psem. Przeszłam obojętnie obok niego już bez ucieczki tak jak to kiedyś robiłam. Chero na mój widok pobiegł przede mnie i zaciął mi drogę więc się zatrzymałam.
- Co chcesz?- parsknęłam.
- Bligrht ja ci wszystko wytłumaczę jeszcze raz.- powiedział.- Tylko wybacz mi...
- Dobra.- powiedziałam.- Ale nie licz że ci zaufam...
Cheroon?
Od Rocky'ego- CD opowiadania Amazukii
-A co ty wyrabiasz?-spytałem.
-No...delektuję się wodą-odpowiedziała lekko zmieszana.
-Chodź,jestem Rocky,zaprowadzę cię w bezpieczne miejsce do Irfana,jest lekarzem to zobaczy co z Tobą jest,potem poznasz alfy Mashi'ego i Ace.Ogólem jak się czujesz,zaznajomić cię w sytuacji w sforze?-spytałem z troską.
Amazukii?
-No...delektuję się wodą-odpowiedziała lekko zmieszana.
-Chodź,jestem Rocky,zaprowadzę cię w bezpieczne miejsce do Irfana,jest lekarzem to zobaczy co z Tobą jest,potem poznasz alfy Mashi'ego i Ace.Ogólem jak się czujesz,zaznajomić cię w sytuacji w sforze?-spytałem z troską.
Amazukii?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



