niedziela, 18 grudnia 2016

Od Anastasi – CD opowiadania Anubisa

   Na mój pysk wpłynął szeroki uśmiech. Widząc Anubisa przygotowującego się do obsypania mnie śnieżnymi pociskami, postanowiłam zastosować „kamuflaż taktyczny”. Zaczęłam tarzać się w śniegu, pozwalając, by biały puch szczelnie oblepił moją sierść. Prawie nie czułam chłodu, ponieważ byłam przyzwyczajona do zimy i jej plusów i minusów. Gdy wstałam, wręcz czułam ciężar wielu kilogramów śniegu na swoim futrze. Nim mój towarzysz zdążył się obrócić, podbiegłam do najbliższej zaspy i położyłam się tuż obok niej, licząc na to, że Anubis nie odróżni mnie od niej. Na początku się udało. Zdezorientowany pies rozglądał się chwilę, ale zaraz przejrzał mnie i zaczął rzucać śnieżki w najróżniejsze pagórki pokryte puchem. Pozostałam niezauważona jeszcze przez kilka minut, aż nagle poczułam czyjeś ciało na sobie... Okazało się, że Anubis zrozumiał, gdzie się ukryłam i na mnie wskoczył. Błyskawicznie się poruszyłam, starając się spod niego wyślizgnąć, co jednak wyszło dosyć sztywno przez moje zmarznięte ciało. Skończyło się tym, że to ja wylądowałam na nim, choć nadal nie mam pojęcia, jak to mogło się stać...


Anubis? :P

Od Aver- CD opowiadania Anubisa

Rano wstałam nie wyspana. Jak ja żałowałam, że wczoraj nie poszłam oglądać gwiazd z tym przystojnym owczarkiem Anubisem ... Ziewnęłam i wyszłam na dwór. Wiedziałam mniej więcej, gdzie mieszkał pies wiec po niego przyszłam.
- Anubis!? - spytałam a on wyszedł z groty.
- Tak? - spytał z uśmiechem.
- Żałuję, że nie poszłam z tobą oglądać gwiazd... Ja to bardzo lubię... To mnie zachwyca więc... Może dziś? - spytałam nie pewnie.
- Jasne, bardzo to lubie! - oznajmił. - A teraz mały spacerek by się przydał?
- Z chęcią - odparłam z uśmiechem. Ruszyliśmy. Szliśmy w ciszy.
- Pięknie tu... - przerwałam krępującą ciszę.
- To oczywiste - westchnął.
- Anubis... Chce pójść... Na tamtą górkę... Ale jak nie chcesz... To nie... - westchnęłam.

Anubis?:3

Od Lucelle- CD opowiadania Anubisa

Byłam dumna z naszej roboty. Ochroniliśmy sforę przed tym brudno czarnym basiorem. Leżał teraz w śniegu o kolorze czerwonym i ciężko dyszał. Zaniepokoiłam się tym że wilk może leżeć tak w śniegu ciągle i może się nie podnieść. Poza tym co powie Jocker na to że zostawiliśmy go na środku sfory żeby wykrwawił się na śmierć.
- Trzeba go stąd zabrać.- podniosłam się przejęta.
- Tylko gdzie?- zapytał.
Rozejrzałam się trochę myśląc gdzie można schować wilka dopóki nie wyzdrowieje. Zauważyłam króliczą norę. Na szczęście była ona na tyle spora żeby zmieścić w środku basiora. Szturchnęłam Anubisa w bok i podbiegliśmy razem po wilka. Udźwignęliśmy go jakoś i zanieśliśmy do nory. Wsunęliśmy do środka i odeszliśmy.
- Teraz króliki się nim zajmą.- zaśmiałam się.
Anubis zrobił to samo. Poszliśmy jeszcze szybko zasypać świeżym śniegiem plamy krwi. Byliśmy niczym zabójcy, którzy pozbywają się śladów morderstw. Podobało mi się to i zapewne gdyby istniało takie stanowisko dawno bym w nim sterczała. Po naszym prawie udanym morderstwie nie zostało ani śladu. Basior miał nauczkę żeby już tu nigdy nie przyłazić. Popatrzyłam na towarzysza.
- Idziemy to uczcić?- zaproponowałam.- Do mnie oczywiście.
- Spoko.- uśmiechną się.
Ruszyliśmy w stronę mojej jaskini. Nie śpieszyliśmy się. Jeszcze parę godzin było do świtu. Bezpiecznie dotarliśmy do mojej jaskini.

Anubiś?

sobota, 17 grudnia 2016

Od Anubisa- CD opowiadania Aver

Suczka wydawała się miła na pierwszy rzut oka. Ruszyliśmy przed siebie. Mijaliśmy po drodze inne psy, przy okazji się z nimi zapoznając. Dzień mijał szybko, razem poznaliśmy połowę terenów, drugą połowę, mieliśmy obejrzeć następnego dnia. Idąc gadaliśmy o bzdetach, o wszystkim, i o niczym. Wreszcie znalazłem górkę, z której podziwiałem gwiazdy z Lucelle. Wpadłem na super pomysł.
- Hej, Aver? Może pooglądamy gwiazdy? - Zapytałem podskakując radośnie. Nie mogłem się doczekać, oglądanie gwiazd to moje ulubione zajęcie.
- Okej, możemy, ale jestem trochę śpiąca. - Ziewnęła. Hmm, no cóż, w takim razie kiedy indziej.
- Dobra, nie namawiam cię. Chodź, wracajmy do jaskiń. Po drodze, upolowałem zająca. Zjedliśmy go, a następnie rozeszliśmy do swoich domów.


Aver? Brak weny już xD :P

Od Anubisa- CD opowiadania Lucelle

Spojrzałem niepewnie na wilka, to na Lucelle. Nie miałem pojęcia co mam zrobić, ale jedno było pewne - muszę ją ochronić. Stanąłem przed suczką, i stanąłem bojowo na przeciw tej bestii. Uniosłem wargi, i zgromiłem go wzrokiem. ~ Trzymaj gardę, Anubis! ~ Pomyślałem.
- Lucelle, uciekaj! Teraz! - Krzyknąłem i skoczyłem na wilka. Ten odsunął się, i zaśmiał gorzko. Szybko się podniosłem, i odsunąłem się kilka kroków. Nie widziałem nigdzie Lucelle, miałem nadzieję że uciekła. Nagle, zza wilka wyskoczyła suczka i uczepiła się jego pleców. Wbiła mu zęby w kark, i spojrzała na mnie, jakby kazała mi to skończyć. Machnąłem porozumiewawczo łbem. Odskoczyła od niego, a on zdezorientowany ugiął nogi. Podbiegłem do niego, i oddałem cios z lewego sierpowego (nie wiem jak to się pisze) , a wilk momentalnie upadł na ziemię. Skoczyłem na niego, i jeszcze zadałem mu parę ciosów w brzuch. Leżał na śniegu zakrwawiony, wykończony. Nie zabiłem go, nie chciałem. Nie jestem mordercą. Oddychałem głośno, moje serce waliło jak szalone. Nagle zobaczyłem Lucelle. Leżała na śniegu pod drzewem, czekała aż przyjdę.
- Mam nadzieję że on przeżyje. - Mruknąłem niepewnie jeszcze chwile spoglądając na leżącego, czarnego basiora.
- A czy to ważne? Brawo, bohaterze. - Rzuciła sarkastycznie i podniosła się z ziemi. Położyłem uszy po sobie i zaśmiałem się pod nosem.

Lucelle?

Od Sakury – CD opowiadania Phoenix'a

Sakura spojrzała zdezorientowana na psa imieniem Phoenix. Na chwilę zagłębiła się w swoje myśli, próbując skojarzyć to imię z psami które kiedyś poznała. To jednak był pierwszy pies o tym imieniu w jej krótkim, ponieważ dopiero dwuletnim życiu. Z przemyśleń wyrwał ją nowo poznany pies. Krótkie chrząknięcie, mające pomóc Sakurze powrócić do rzeczywistości w pełni wystarczyło.
– A tak, Sakura – powiedziała, niczym najwspanialszy shinobi kopiując uśmiech wymalowany na pysku Phoenix'a. Z zewnątrz był indentyczny, jednak dla Sakurki był to zwykły, nic nieznaczący gest. Uśmiech pojawił się na jej pysku tylko dlatego, że uważała to za kulturalnr i wiele psów robiło to przy niej, więc uznała to za pozytywny gest. – Jeśli chcesz, bierz, Phoenixiu – mruknęła suka, wskazując łapą nie dawno złapane przez nią wapiti. Pies lekko wzdrygnął słysząc skierowane do niego zdanie i spojrzał na jelonka. Sakura podczas rozmowy zarejestrowała kilka widocznych spojrzeń w tamtą stronę wykonanych przez Phoenix'a, przez co nasunął się jej tylko jeden wniosek.
– Nie, dziękuję – parsknął pies, szybko podnosząc łeb do góry. Sakurka wzruszyła ramionami i podeszła do złapanego przez siebie jelonka, po czym odrywając jeden z kawałków, rzuciła go w stronę Nix'a, który otworzył jedno oko i spojrzał do dołu. Suka nic więcej nie mówiąc zaczęła konsumować resztę.

Phoenix?

Od Anubisa- CD opowiadania Anastasi

Dawno się tak nie bawiłem, wreszcie miałem chwilę rozluźnienia i relaksu. Po pięknym strzale w czoło Ann zacząłem tańczyć, na znak zwycięstwa. Po chwili, gdy robiłem obrót w prawo dostałem od Anastasi śnieżką w bok, i upadłem na ziemię. Myślałem że plan wypali. Leżałem na śniegu w bezruchu, przymknąłem oczy, i czekałem aż sunia podejdzie bliżej. Pod brzuchem miałem schowaną śnieżkę, aby trafić nią w suczkę. Gdy tylko się zbliżyła, obróciłem się i strzeliłem ją w nos. Nagle upadła na ziemię i złapała się za nos.
- Ann? Żyjesz?
Nie odpowiadała. Czułem w tym postęp, ale nie chciałem jej psuć planu. Podszedłem bliżej, a tym razem ona we mnie rzuciła, ale w porę się obróciłem, i dostałem prosto w tyłek.

Anastasio?

Nowy pies! – Hayden


http://elelur.com/data_images/dog-breeds/catahoula-leopard-dog/catahoula-leopard-dog-06.jpg
Imię: Hayden
Ksywka: Aktualnie nie używa pseudonimów, aczkolwiek jeśli coś wymyślisz, śmiało możesz go tak nazywać.
Rasa: Może się poszczycić tym, że jest pierwszym przedstawicielem tej rasy w sforze, zarówno w jej starej jak i nowej edycji. Mianowicie, to Catahoula Leopard.
Wiek: Liczy sobie 3 lata.
Płeć: Samiec w każdym calu.
Stanowisko: Wojownik Zachodni.
Rodzina: Pies posiada bardzo barwny rodowód, aczkolwiek by niepotrzebnie nie przedłużać, wymieni tylko tych najistotniejszych członków swojej rodziny:
• Tanya [matka] — niesłychanie ciepła osoba, jednak potrafiła tupnąć łapą i postawić na swoim. To ją Hayden najmilej wspomina. Obecnie nadal w spokoju żyje w hodowli, jeździ na wystawy i rodzi szczenięta. Pies ma jedynie nadzieję, że jest ona szczęśliwa.
• Jonathan [ojciec] — bardzo stanowczy, trzymał wszystkich krótko. Jego zdaniem uczucia są dla słabych, dlatego nie okazywał ich partnerce ani potomstwu. Był stanowczy i wiele od nich wymagał, ale mimo wszystko zależało mu na nich. Hayden mówi o nim: „Na zewnątrz był oziębły i twardy, jednak w środku jego skorupa pękała, ponieważ tak naprawdę nas kochał”. Żyje i ma się dobrze.
• Ester [siostra] — była paranoiczką, co bardzo wpłynęło na jej charakter. Nikt nie chciał tak bojaźliwego zwierzęcia, a ponieważ Ester nie przynosiła żadnych zysków również swojemu państwu, ci postanowili oddać suczkę za darmo kobiecie, której nie przeszkadzał jej charakter.
• Cathy [siostra] — cytując Haydena: „Cathy to najbardziej egoistyczna osoba, jaką kiedykolwiek spotkałem. Manipulatorka doskonała. A mimo to... Kochałem ją.”
• Noah [brat] — miły do bólu, a jednocześnie tak nudny i mdły, że nie można było zbyt długo przebywać w jego towarzystwie bez odruchów wymiotnych. Mimo to, od czasu do czasu warto było z nim porozmawiać, chociażby po to, by otrzymać słowa pocieszenia.
• Louis [brat] — bardzo żywiołowy, idealny towarzysz do zabaw czy wędrówek. Nie było dnia, w którym nie wpakował się w tarapaty, jednak zazwyczaj jego wybryki zostawały mu wybaczane. Trafił do miłego pana, który był miłośnikiem długich spacerów po górach.
Partner: Jeśli nauczy się przestać wspominać byłą... To może uda mu się oddać serce komuś innemu?
Charakter: Na samym początku należy napomnieć o tym, że Hayden to prawdziwy wulkan energii. Uwielbia sport pod każdą postacią i nie ma dnia, w którym prawie cały czas nie byłby na dworze. Nie ważne, czy jest gradobicie, śnieżyca, czy może umierałby w konwulsjach. Dzień bez sportu to dzień stracony. Jest też odważny i pewny siebie; bardzo trudno go czymkolwiek zawstydzić. Zawieranie nowych znajomości przychodzi mu łatwo, na początku jednak dokładniej przygląda się drugiej osobie, by sprawdzić, czy ta nie ma złych zamiarów; oczywiście robi to dyskretnie. Dosyć trudno zdobyć jego zaufanie, dlatego pamiętaj – nawet jeśli jest przy tobie normalny, rozluźniony, nie znaczy to, że tak naprawdę ci ufa. To bardzo łebski pies. Twardo stąpa po ziemi i doskonale wie, czego chce. Jest przy tym inteligentny i cwany, potrafi znaleźć wyjście z przeróżnych sytuacji, czasem przy tym odwracając wszystko na swoją korzyść. Nie mylcie tego jednak z manipulowaniem innymi – tego pies szczerze nienawidzi, tak samo jak kłamstw i egoizmu. Nie należy do tych osób, które wrzeszczą wniebogłosy, gdy ktoś je tylko uszczypnie – jest raczej odporny na ból lub też dusi go w sobie, by nie pokazać go innym. Bywa sarkastyczny, ale nie wredny. To w gruncie rzeczy dosyć przyjaźnie nastawiony do innych pies, po prostu lubi przeróżne sarkastyczne odzywki, nie mówi ich jednak po to, by ranić. Co innego, gdy ma styczność z osobami, których nie lubi. Wtedy stara się samymi słowami doprowadzić ich do rozsypki, co zazwyczaj mu się udaje. To realista, czasem ma przebłyski optymizmu. Zazwyczaj jest szczery, jednak nie do bólu. W ważnych sprawach jednak powie prawdę, nie ważne, jak bardzo będzie ona bolesna, dlatego lepiej go o nic nie pytać, jeśli nie jest się pewnym, czy chce się znać odpowiedź. Czasem bywa porywczy, momentami nawet nieobliczalny, dlatego nigdy do końca nie wiadomo, jak zachowa się w danym momencie. Ma tendencję do wspominania swojej byłej, co niezbyt dobrze na niego wpływa, bo jeszcze do końca o niej nie zapomniał. Czasem rozpamiętuje długo różne wydarzenia, zastanawia się, jakby było, gdyby zrobił coś inaczej. Ma obiektywne spojrzenie na świat. Zawsze stara się być sobą, nie chce zmieniać się tylko dlatego, by zyskać czyjąś uwagę. W głębi serca wie, że jest coś warty, mimo tego, że momentami w to wątpi.
Historia: Co bystrzejsi z was zapewne domyślili się już, jak zaczyna się jego historia. Jeśli nie, podpowiem wam. Jedno słowo. Hodowla. Tak właściwie, tylko tyle można powiedzieć o pierwszych miesiącach jego życia. Można by było się rozpisać na dziesięć stron, ale po co? Wystarczy powiedzieć, że urodził się w jednej z najlepszych hodowli, która specjalizowała się w tej dosyć rzadkiej rasie, która nosi nazwę Catahoula Leopard. Żyło mu się ƒ„na bogato” z kochającą matką, surowym ojcem, siostrą paranoiczką i drugą – egoistką, oraz dwoma braćmi – jednym żywiołowym, drugim nudnym. Po pewnym czasie obaj bracia i jedna siostra, Ester, zostali oddani, a Hayden i Cathy zostali. Mieli zostać w hodowli na zawsze, by jako najlepsi z miotu przekazywać swoje geny innym pokoleniom. Dla psa została już wybrana partnerka — wiecznie zrzędząca Samantha. Jego siostra również została „przydzielona” do odpowiedniego partnera. Zostało postanowione, że na razie odpowiedni trenerzy zajmą się szkoleniem rodzeństwa, a ci dopiero w wieku dwóch lat spłodzą swoje pierwsze potomstwo. Tak więc, najbliższe miesiące Hayden spędził ćwicząc i ucząc się nowych rzeczy. Z Cathy łączyły go dość wrogie relacje, przynajmniej z jego strony — egoizm siostry bardzo działał mu na nerwy. Coś w ich relacjach zmieniło się dopiero, gdy skończyli rok. Wtedy pies z przerażeniem zaczął czuć, że jej pożąda. Że pragnie własnej siostry. Starał się tłumić w sobie te uczucie i unikać Cathy. Dopiero po jakimś czasie stwierdził, że wraz ze wzrostem pożądania, również zaczyna się w niej... zakochiwać. Myślał, że jest chory. Szalony. Bo pragnął swojej siostry i kochał ją — ale nie tak, jak brat powinien kochać siostrę. Zdecydowanie było to innego rodzaju uczucie. Takie, za które zostałby wydziedziczony i znienawidzony. Dlatego krył się z tym. Do czasu, gdy Cathy zaczęła wysyłać mu bardzo jednoznaczne sygnały. I tak właśnie zaczął się ich romans — romans brata i siostry, coś ukrywanego, coś złego, coś... zakazanego. Ale ponoć zakazany owoc smakuje najlepiej...
   To wszystko ciągnęło się bardzo długo. Ukończyli dwa lata. Egoistyczna Cathy urodziła trójkę szczeniąt, nie interesowała się jednak zarówno nimi, jak i partnerem, którego, notabene, przydzielili jej właściciele. Zaś partnerka Haydena, Samantha, straciła życie w wypadku, nad czym on jednak nie ubolewał. Nie zależało mu na niej. Liczyła się tylko jego siostra.
   Romans ciągnął się i ciągnął. Minął kolejny rok jego trwania. Kochankowie mieli już prawie trzy lata. Hayden wierzył, że Cathy się zmieniła — była okropna, jednak przy innych. Gdy byli sam na sam, zmieniała się. Mówiła, że go kocha. Była idealna. Do czasu. Pewnego feralnego dnia, Hayden zastał ją z innym. I bynajmniej nie grali w warcaby...  Zniósłby jeszcze, gdyby był to jej partner. Ale nie. Cathy zdradziła ich obu, i to... z własnym synem. Dopiero wtedy Hayden zrozumiał, jak podłą manipulatorką była. Gdy uciekał z hodowli, nie zastanawiał się nad tym, jak przeżyje kolejne dni. Po prostu zostawił wszystko za sobą bez pożegnania.
   I tu dochodzimy do ostatniej części jego historii. Zdradzony i oszukany, przez kilka miesięcy po prostu parł przed siebie, nie wiedząc nawet, dokąd zmierza. Było ciężko, jednak często los mu sprzyjał. Całkiem przypadkiem trafił na sforę. Po namowie bety, Anastasi, został.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: ♥♥♥Tommy♥♥♥ / pretty-little-woman-blog@wp.pl

Od Galli- CD opowiadania Night Hunter'a

Hunter podstawił mi pod nos kubek z lekarstwem. Wzięłam przedmiot do trzęsących się łap i zaczęłam pić. Nadałby się na medyka, po kilku minutach poczułam się lepiej. Dreszcze przeszły, a gorączka nieco ustąpiła.
-Po raz kolejny dziękuję...-wyszeptałam.
Mimo, że w jaskini panowała wysoka temperatura mi było zimno, trzęsłam się. Samiec westchnął i położył się obok mnie, blisko mnie. Poczułam ciepło, którego źródłem był właśnie Night Hunter. Uśmiechnęłam się niemal niewidocznie i wtuliłam niepewnie w psa.

Hunter? B) 


Proszę o pisanie dłuższych opowiadań

Od Night Hunter'a- CD opowiadania Galli

Siedziałem przy wejściu do jaskini. Coś nie pozwalało mi zasnąć. Spoglądałem zamyślony w rozgwieżdżone, nocne niebo. Nie rozumiem... Dlaczego się o nią troszczę? To trudne, a ja sam nie potrafię tego wytłumaczyć, ale... To dziwne, nieznane mi dotąd uczucie otula moje serce jak ciepły koc, który chce rozrozić lód, spoczywający od dawna w mej duszy. Ten "koc" pojawia się wraz z Gallą... Dlaczego? Nagle usłyszałem cichy jęk. Spojrzałem w głąb jaskini. Podbiegłem do suczki, po czym dotknąłem łapą jej czoła. Gorące... Momentalnie zabrałem się za przygotowywanie lekarstwa. Ułożyłem zimny okład na wspomnianej wcześniej części ciała suni, a następnie podstawiłem jej pod sam nos kubek z zaparzonymi leczniczymi ziołami.

Galla?

Od Raven'a- CD opowiadania Lucelle

Przyjrzałem się naszym ofiarom. Wyglądały na smaczne...no i zapadła irytująca cisza, którą postanowiłem przerwać.
-Em...no ten. Chyba się jeszcze nie przedstawiłem-wyprostowałem się-Raven.
-Ah...no tak! Ja też...Lucelle jestem.
-Miło poznać-na moim pysku pojawił się lekki uśmiech.
-Dobra, dobra dość gadania. Czas na jedzenie-suka oblizała się, a po chwili już degustowała się jeleniem.
Przybrałem wygodną pozę i także zacząłem jeść zwierzę. Po kilkunastu minutach po mojej ofiarze zostały tylko kości, a u Lucelle nieduża ilość mięsa.
-Skoro się już poznaliśmy...to może jakiś spacer?-zaproponowałem.
-Czemu nie...?-wzruszyła ramionami.
Nie ustaliliśmy gdzie się przejdziemy. Podejrzewałem, że będziemy się błąkać po niektórych terenach sfory. Ruszyliśmy po prostu przed siebie. Śnieg zaczął delikatnie prószyć, a księżyc wyjątkowo jasno świecił, przez co dało się dość dużo zobaczyć.
-Nawet spoko dziś noc...-rzuciłem.
-Mh...-samica przytaknęła.
-Może...opowiesz coś o sobie?-uniosłem brew.

Lucelle?

piątek, 16 grudnia 2016

Od Jocker'a- CD opowiadania Omegi

Gdy sturlaliśmy się na sam dół wylądowaliśmy na plecach. Leżeliśmy obok siebie głucho sapiąc. Nasze uśmiechy wymieniały się. Robiło się już ciemno. Zresztą słońce już zaszło więc mało brakowało do zmroku. Na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Nagle coś mi zaświtało. Gdzie zawsze o takiej porze chodziłem z Rachel. Zerwałem się na równe łapy i otrzepałem ze śniegu.
- Wstawaj!- szczeknąłem pospiesznie.- Muszę ci coś pokazać!
Omega nie pytając wstała i również się otrzepała. Wyrwałem jak strzała za tamtym miejscem. Zdezorientowana Omega po chwili mnie dogoniła. Uśmiechnąłem się do niej miło. W końcu dotarliśmy. Było tu pięknie tylko o tej porze. Omega pisnęła z radości. Spodobało jej się tu. Dotarliśmy na Śnieżną Polanę. Był to ogromny teren, wiecznie pokryty śniegiem. Gdzieniegdzie stały pojedyncze drzewka, które pokrywał śnieg. Spod największego drzewa najlepiej było widać przepiękne gwiazdy. Tym razem spokojnym truchtem dotarliśmy pod wspomniane drzewo. Rozsiedliśmy się pod nim wygodnie. Gwiazdy akurat nabrały intensywniejszej barwy. Rozglądaliśmy się po wielkim, granatowym niebie. Wyglądało to jak ogromna czarna choinka w żółtych i białych lampeczkach. Zerknąłem kontem oka na Omegę. Blask gwiazd odbijał się od jej błękitnych oczu. Uśmiechnąłem się i zwróciłem ponownie w stronę nieba. Nagle naszym oczom ukazała się spadająca gwiazdka. Omega szybko mnie szturchnęła.
- Pomyśl życzenie!- doradziła.
- No dobrze...- westchnąłem.
Jakie mogłem mieć marzenie? Może żeby tata wrócił. Żeby wszyscy moi przyjaciele pojawili się teraz przede mną. Żeby wszystko wróciło do normy. Żeby matka nie zostawiła ojca, żeby moje rodzeństwo nie zginęło. Może to wszystko moja wina? Zawsze stwarzałem najwięcej problemów. Czyżbym to ja pozbył się moich bliskich? Było ich tak wiele. Nie został mi nikt. To wszystko moja wina. Wszystko to stało się przeze mnie!
- Muszę iść...- szepnąłem i wstałem.
- Czekaj!- zdziwiła się.- Jest tak pięknie. Zostań! Właśnie mieliśmy pomyśleć życzenie.
- Powiedziałem że muszę iść!!- krzyknąłem.
Po tych słowach uciekłem jak najdalej. Może nie jak najdalej od Omegi. Jak najdalej od siebie. Od siebie, którego nienawidziłem. Od zimnego drania.

Omega? Jockuś ma takie humorki xD

Od Lucelle- CD opowiadania Raven'a

Przyglądałam się psu, który szukał tropów i śladów. Co chwila przewracałam oczami. Śmiesznie tak wyglądał. Co chwila posuwał się bliżej poszukując co raz to nowego tropu. Sunęłam za nim. Robiłam przy tym łapami małe zaspy przed sobą. Tak mi się nudziło że rysowałam łapą na śniegu. Narysowałam dużego jelenia, którego przepysznie bym sobie zjadła. Nagle poczułam trzęsienie ziemi. Nie zwracałam na to uwagi. Jednak po chwili Raven zaczął uciekać i głośno szczekać żebym zrobiła to samo. Uniosłam łeb w górę i ujrzałam... stado jeleni. Biegły z taką prędkością że ledwo najszybszy Hart by je prześcignął. Rzuciłam się w ucieczkę. Jelenie biegnąc podeptały mój rysunek. Dogoniłam szybkim pędem Raven'a. Biegliśmy przez las aż wbiegliśmy na tereny bagniste. Śnieg się tu całkowicie roztopił. Było to jednym miejsce w sforze, w którym nigdy nie utrzymał się śnieg. Wbiegliśmy w chłodną wodę i przebiegliśmy na drugą stronę. Za nami nadal biegły jelenie i sarny.






Przypomniało mi się że pies miał mi wyręczyć przysługę. Szturchnęłam go lekko i zaśmiałam się głucho.
- Znalazłeś swoje jelenie!-krzyknęłam gdyż zagłuszało mnie dudniące stado.- Bierz jednego i spadamy!
Pies spojrzał na mnie jak na głupią. Parsknął głośno i kontynuował ucieczkę. Szturchnęłam go raz jeszcze. Musiałam mu coś ogłosić ale gdyby nie patrzył na ruchy moich warg nie zrozumiałby mnie. Pies popatrzył na mnie pytająco. 
- Widzisz te liany daleeko?- zapytałam.- Podtrzymamy się ich i zeskoczymy na dwa ostatnie jelenie. Odwdzięczysz mi się i od razu będziesz miał żarcie.
- Stoi!- kiwnął głową.
Przyspieszyliśmy na ile pozwalała nam kondycja. W odpowiednim momencie podskoczyliśmy wysoko łapiąc zębami za liany. Wisieliśmy chwilę w górze czekając aż wszystkie jelenie i sarny przebiegną. Czekaliśmy na te dwa ostatnie, które już mieliśmy na celowniku. Wyczułam moment i pociągnęłam psa za łapę. Oboje puściliśmy się lian i spadliśmy prosto na grzbiety dwóch jeleni. Ja pierwsza zatopiłam kły w skórze ofiary. To samo zrobił Raven. Dorodne osobniki padły martwe na ziemię. Przez nozdrza obojga wylatywało jeszcze powietrze aż padły na amen. Żaden członek stada nie odwrócił się na ciężkie ryki przyjaciół. Uśmiechnęłam się do psa.

Raven?

Od Omegi - CD opowiadania Jocker'a

Westchnęłam, wciągając w nozdrza zapach drzew.
-Jest... milutko-mruknęłam.-Aczkolwiek nikogo tutaj nie znam. Oczywiście oprócz ciebie, Jocker.
Przez chwilę szliśmy w ciszy.
-Miałeś kiedyś partnerkę? No wiesz, dziewczynę...-powiedziałam. Nie, żeby coś. Pytanie z psiej ciekawości.
Ale pies całkowicie mnie zignorował. Uznałam, że nie chciał o tym mówić. Zaczerpnęłam powietrza w płuca, aby zadać kolejne pytanie, ale Jocker mi przerwał.
-Rachel. Na imię jej było Rachel-wyszeptał. Spojrzałam mu w oczy, do których napłynęła jedna, maleńka kropelka łzy.Nie chciałam z niego wyciągać nic więcej. Wiedziałam, że coś musiało się stać. Umarła? Nie, raczej nie, chociaż to i tak prawdopodobne. Nagle mnie olśniło.
Rachel odeszła. Wraz z innymi psami w sforze.
Nie wierzyła, aby Jocker był dobrym Alfą? Jak dla mnie to było nie do pomyślenia. Momentalnie zmiękło mi serce. Przystanęliśmy i położyłam mu łapę na ramieniu.
-Hej, nie smuć się. Znajdziesz inną. Tą, która cię nie opuści w potrzebie. PRAWDZIWĄ samicę Alfa, która będzie cię wspierała, a przede wszystkich kochała, Jocker-powiedziałam. Ruszyliśmy dalej. Nagle ujrzałam małą chatkę wbudowaną między parę drzew, na której szczyt prowadziły schodki. Wstrzymałam oddech.
-To jest...
-Domek Gangu Nieustraszonych Szczeniaków-wyszeptał Jocker. W jego oczach coś zalśniło. Ruszył schodami w górę chatki. Poszłam za nim. Kiedy wspięliśmy się do małej izby, Jocker starł ogonem kurz z parapetu okna.
-Nie rozumiem, Jocker. Co to jest za miejsce?-zapytałam delikatnie.
-Kiedy byłem małym szczenięciem, ja, Suzzie, Rachel, Theo i Athena przychodziliśmy tutaj. To było miejsce naszych spotkań...-westchnął.
-A teraz jesteś już starym dziadem i nawet dosięgasz sufitu-zaśmiałam się łobuziarsko. Zgromił mnie wzrokiem.
-To nie było miłe!-powiedział. Zaraz jednak zaczął się śmiać. Biegiem zeszłam po schodach, a Jocker mnie gonił. Dobiegliśmy do ośnieżonego miejsca zwanego Złotymi Wzgórzami. Potknęłam się o patyk i upadłam w śnieg, a Jocker na mnie. Śmiejąc się, sturlaliśmy się po wzgórzach.

Jocker? XD
Niczym w reklamie Wedla - odkryj w sobie dziecko.

czwartek, 15 grudnia 2016

Od Galli- CD opowiadania Night Hunter'a

,,Gaga? Serio?"-zaśmiałam się w myślach.
-No...może tak, a może nie-wyszczerzyłam śnieżnobiałe, ostre zęby.
-No to tak czy nie? Zdecyduj się-wywrócił oczami.
-Tak więc...-zaczęłam opowiadać o sobie.
Nie było tego złego, przynajmniej miałam się komu wygadać. Po jakiejś godzinie spacerowania nagle się zatrzymałam.
-O co chodzi?-rzucił samiec z nutą obojętności w głosie.
-Będę już szła...Muszę jeszcze poszukać sobie jaskini...-ruszyłam powoli przed siebie.
Niespodziewanie poczułam uścisk na ogonie. Obróciłam łeb. Hunter mnie zatrzymał.
-Hm?
-Nie ma nowy-powiedział stanowczo-jeszcze coś ci się stanie.
-Aj tam...dam sobie radę-machnęłam lekceważąco łapą-puść mnie.
-Powiedziałem, że nie.
Chciałam iść dalej, ale wylądowałam na grzbiecie psa.
-Yh...
Nie odzywał się już, po prostu szedł w kierunku swojej jaskini.


~~~*~~~

Po kilkudziesięciu minutach byliśmy już w ciepłej jaskini. Była ona przytulna, ładnie urządzona, dość duża i głęboka, przez co, gdy weszło się na jej sam koniec, niektórym mogłoby być nawet za gorąco. Akurat idealna na dzisiejszą noc. Tak, zaczęła się właśnie śnieżyca. Night położył mnie w rogu, na końcu jaskini na grubym, mięciutkim kocu. Dziwiło mnie, że troszczy się o sukę, którą zna mniej niż trzy dni. Obok koca, na którym właśnie leżałam położona była drewniana miska, w której była woda. Uniosłam łapę nad miskę. Poczułam ciepło. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wieczór zapowiadał się świetnie...do czasu. Około godziny 23 dopadła mnie gorączka i dreszcze...

Night Hunter?

Od Rose

Jak najszybciej wymaszerowałam z jaskini alfy, aby uniknąć dalszej rozmowy. Przyjęto mnie... Zaledwie trzy dni temu uciekłam... Czy rozpocznie się nowy rozdział w moim życiu? Czy odnajdę szczęście? Nie... Nie sądzę. Szłam powoli ośnieżoną ścieżką, ze wzrokiem wbitym w ziemię. Nagle poczułam mocne uderzenie, przez co upadłam na twardy grunt. Jęknęłam cicho, czując jak ból w licznych ranach nasila się. Podniosłam pysk i ujrzałam przed sobą jakiegoś psa. Momentalnie poderwałam się z ziemi.
- Przepraszam! - pisnęłam przerażona.
Czułam, jak serce zaczyna mi bić w nienaturalnie szybkim tępie, a i oddech pędzi jak szalony. Stałam przerażona, bojąc się ruszyć. Pies wyglądał na dużo silniejszego, z łatwością mógłby mnie nawet zabić! Z oczu popłynęły mi łzy.
- Proszę... Nie rób mi krzywdy... - wyszeptałam, z trudem hamując szloch.

Ktoś? ^^

Od Night Hunter'a- CD opowiadania Galli

Szliśmy powoli ośnieżoną ścieżką. Gruba warstwa białego puchu otulała wszystko niczym kocyk. Mroźny wiatr targał naszą sierść, a my spacerowaliśmy w milczeniu.
- A... Czym się zajmujesz? - zapytała nagle Galla, przerywając ciszę.
- Jestem strażnikiem północy - wyjaśniłem krótko, nawet nie spoglądając na sunię.
Ta jednak nie dała za wygraną i zasypywała mnie falą pytań.
- Słuchaj Gaga... - zacząłem.
- Gaga?! - przerwała mi oburzona.
- Mniejsza... Może teraz ty byś coś o sobie opowiedziała?

Galla?

Nowa suczka- Rose!

Imię: Rose (ang. Róża)
Ksywka: Dawniej bliskim osobom pozwalała używać skrótu Różyczka.
Głos: Christina Perri
Rasa: Border Collie
Wiek: 2 lata
Płeć: Bez wątpienia suczka
Stanowisko: Wybrała sobie posadę lekarki
Rodzina: Rodzice dawno nie żyją, a siostra... Nie wiadomo, co się z nią teraz dzieje.
Partner: Brak.
Charakter: Rose? Przede wszystkim jest to niezwykle nieśmiała oraz tchórzliwa suczka. Przez to, co spotkało ją w przeszłości unika innych j rzadko wdaje się w rozmowy. Dlaczego? Po prostu się boi. Strach... To uczucie towarzyszy jej każdego dnia. Mimo to, gdy jednak się przełamie, ujrzysz delikatną suczkę o złotym sercu, pragnącym nieść pomoc zawsze i wszędzie. Poda pomocną dłoń każdemu, kto tego potrzebuje, bez względu na wszystko. W głębi duszy pragnie miłości, lecz zarazem boi się... Zresztą jak wszystkiego. Marzycielka, nie można zaprzeczyć. Wciąż śni o lepszym jutrze, o szczęściu... O kimś, kto da jej schronienie i zaakceptuje ją taką, jaka jest.
Historia: Urodziła się w pewnej leśnej sforze. Jej rodzice mieli już jedną córkę - Vanessę. Zaledwie kilka miesięcy później na świat przyszła malutka Rose. Rodzice oszaleli na jej punkcie, zapominając praktycznie o swoim drugim dziecku. Przez rok życie Różyczki przypominało bajkę. Dogadzano jej na wszystkie możliwe sposoby, miała wszystko czego zapragnęła. Mimo to nie była zadufana w sobie, wręcz przeciwnie, toteż u wszystkich momentalnie zdobywała sympatię. Niestety, Vanessa, gnana okrutną siłą zazdrości, pewnego dnia z zimną krwią zamordowała własnych rodziców, a siostrę porwała i uwięziła. Przez około rok trzymała ją w klatce i znęcała się nad nią. Codziennie ją biła i głodziła, twierdząc, że to zemsta, za zniszczenie jej życia. Pewnego dnia jednak pojawiło się światełko w tunelu, gdyż Vanessa nie domknęła drzwiczek klatki. Rose, nie zważając na potworny ból spowodowany licznymi ranami, uciekła jak najdalej. Wedrowała dwa dni bez przerwy, aż w końcu upadła wykończona. Wówczas odnalazł ją ktoś z SPU. Po namyśle zgodziła się dołączyć.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Kama3007 | gwiazdkowa3007@gmail.com

Od Aver

Byłam w nowej (zupełnie) sforze... Nie znałam nikogo ... Nagle zobaczyłam pięknego, przystojnego czarnego owczarka niemieckiego. Podeszłam do niego nie śmiała.
- Dzień dobry, jestem Aver...
- Anubis - zaśmiał się. - Co ty taka nie śmiała?
- Nie... Bałam się, że będziesz nie miły... - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie, ja taki nie jestem chyba, że ty? - oznajmił.
- Ja też taka nie jestem! - uśmiechnęłam się pewniej. - Możesz mnie oprowadzić?
- Wiesz... Nie jestem tutaj za długo, ale trochę znam tu fajnych miejsc! - uśmiechnął się. Miałam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. Wydawał się miły.
- Każde coś to dla mnie dużo, nue jestem marudna, nie wybrzydzam! - oznajmiłam.

Anubis? Oprowadzisz mnie?

Nowa suczka- Aver!

Imię: Aver
Ksywka: Avi
Głos: Jula 
Rasa: border collie
Wiek: 2 lata, to mało, ale według niej trochę się uzbierać dało.
Płeć: Suka, oczywiście!
Stanowisko: szpieg
Rodzina: zginęli... :(
Partner: brak, lecz zakochana jest w...
Charakter: przyjazna suczka, gotowa oddać życie za przyjaciela. Jej myśli zawsze są czyste, gdy chodzi o inne znajome psy. Oczekiwanie od niej poświęcenia, wymaga dużej znajomości. Zaufanie, tak, posiada ją każdy pies, który zasługuje na to. Ma dobre kontakty z innymi. Życie towarzyskie... Posiadanie partnera nie jest u niej konieczne, ale nie mówi, że to ją jakoś obciąża... Nie! Przeciwnie! Często marzy o tym, by ktoś mógłby być przy niej, blisko. Lubi szaleć jak szczeniak, Ale nie pokazuje tego przy obcych psach. Umie być stanowcza. Walka idzie jej całkiem dobrze.
Historia:  Żyła? - nie rozumiałam.- Jak żyła? Ski żyje, moja siostra żyje!
- Niestety nie... Ski... Oni ją zabili... Ludzie... - mruknął mój przyjaciel, Dash.
- Dash, tu żartujesz, to jeden z twoich bezsensownych żartów, błagam, niech to będzie żart! - wrzasnęłam zdezorientowana.
- Widziałem jak umiera... - usiadł ukazując swoją bezsilność. Moja siostra nie żyła... Umarła, nigdy więcej nie zabójcze Ski...
- Nie możliwe... - jęknęłam załamana i usiadłam obok Dasha.
- Niestety... Musimy uciekać... Ludzie są na tym terenie... Złapią nas... - szepnął przerażony Dash.
- Ja... Uciekam z tobą! - oznajmiłam a na pysku psa pojawiło się zmieszanie.
- TYLKO... Ja uciekam razem z moją suczką, Kili... - unikał mojego wzroku.
- A więc zostawiasz mnie...? - wyjąkałam a on ze skruchą pokiwał głową.
- Ja... Ja... Ja mam własną grupę... - zaczął grzebać łapą w ziemi. - Nazywa się 'King Dogs'...
- Opiekuj się swoją paczką o mnie zapomnij, taka jest twoja zasada?!- warknęłam.
- Jestem ich szefem... Muszę bronić swoich, zrozum to, Aver ...
- Byłeś moim najleprzym przyjacielem!!! - warknęłam. Myliłam się co do niego.
- Wiem ale... Muszę bronić swoich! - oznajmił poważnie.
- Udajesz kogoś, kim nie jesteś i nigdy nie będziesz! - krzyknęłam i dobiegłam. W moich oczach była złość. Pierwszy raz ktoś tak mi złamał serce! Tak mocno! Zrobił to, nawet się tym nie przejmując!
- Ciekawe jak sobie poradzisz sam z tą grupą! - wycedziłam przez zacisnięte kły. Kiedyś, gdy zaatakowały go dwie wiewiórki to ja go uratowałam a on ukrył się za drzewem. To był zwykły tchórz, wiedziałam o tym, Av, pomyślałam. Ignorowałaś to, wściekłam się dodatkowo. Nagle zauważyłam psa biegnącego w moją stronę.
- Kim jesteś? - warknęłam.
- Dołączysz do sfory? - spytał.
- Tak! - odpowiedziałam. Potrzebowałam teraz psów, które będą mnie wspierać.
Upomnienia: 0
Kontakt: Wolfix

Od Galli- CD opowiadania Night Hunter'a

Zaczęłam jeść. Zjadłam mniej niż połowę. Odsunęłam się od martwego zwierzęcia i skierowałam wzrok na psa, który właśnie zaczynał swoją ucztę. Przymrużyłam oczy. Położyłam się i oparłam pysk o łapy. Obserwowałam Night Hunter'a w milczeniu.

*****

Zasnęłam. Sama nie wiem kiedy. Niedaleko mnie leżał samiec, przyglądał mi się.
-Lepiej się czujesz?-zapytał przerywając, jakże krępującą ciszę.
-Tak...dziękuję-przeniosłam wzrok na swoje łapy.
-Nie ma za co...-wstał i podszedł do wyjścia-może się przejdziemy?
-Czemu nie?-podniosłam się.
Lekki uśmiech gościł na moim pysku.


Hunter? Brak weny [*]

Uwaga!

Zmieniamy hierarchię dlatego od teraz dane stanowiska wyższe należą do:

Alfa- Jocker
Beta- Anastasia
Gamma- Sakura
Delta- Jem

Mam nadzieję że wszystkim odpowiada taka decyzja. Jeżeli są jakieś sprzeciwy proszę pisać na howrse. (ale mam wielką nadzieję że nie (͡° ͜ʖ ͡°))

~Jocker

Pierwszy szczeniak- Quake!

Imię: Quake (czyt. Kłejk)
Ksywka: Qu, innych ksywek jeszcze nie słyszał.
Rasa: Labrador
Wiek: 9 miesięcy
Płeć: Pies no raczej.
Rodzina:
● Matka- Shesa ✝
● Bracia- Dake, Earth
● Siostra- Selen
Zakochany: Na razie nie ma w kim. Zresztą Quake obrzydzają dziewczyny.
Charakter: Quake ma dość duże poczucie humoru. Jak to szczeniak, uwielbia zabawę, szaleństwo. Stara się aby jego dzieciństwo było beztroskie i nie zapomniane. Jest psem towarzyskim. Lubi nawiązywać nowe przyjaźnie i prowadzić długie konwersacje. Jedna cecha jego charakteru jest nieznośna a mianowicie... Szaleństwo. Tego szczeniaka wszędzie jest pełno. Biega nie gorzej niż dorośle zbudowany owczarek. Zawsze znajdzie się czas na zabawę ale też na chwilę relaksu. Quake rozbawi cię do łez.
Historia: Szczeniak urodził się w schronisku. Mama jego i jego rodzeństwa była już dość stara i zaniedbana. Dlatego też musieli ją zabić. Bo tak się robi z psami, które nie podobają się już ludziom. Dosłownie kilka chwil przed nakazaną śmiercią oddała poród. Był to Quake i trójka rodzeństwa. Dwóch braci i jedna siostra. Szczeniaki były oczywiście słodkie. Zostały przeniesione na dział ze szczeniakami i zamknięte w jednej klatce. Leżały skulone nie wiedząc co się z nimi dokładnie dzieje. Po 3 miesiącach gdy nauczyły się chodzić itd, były jeszcze bardziej wystraszone. Quake dowiedział się od wilczura z sąsiedniej klatki, że ich matka musiała umrzeć po porodzie. Szczeniak wolał zachować tą straszną informację dla siebie. Kolejne tygodnie w klatce ciągnęły się i ciągnęły a szczeniaki coraz bardziej pragnęły się wydostać. Nie chciały mieć domu ani właściciela, chciały wolności. W rogu klatki zaczęły wygryzać dziurę w drucianej kracie. Osiem rządków ostrych ząbków poradziły sobie z tym zadaniem niezwłocznie. Po cichu wydostały się z klatki i uciekły od tego podłego miejsca jak najdalej. Rodzeństwo nie chciało się rozdzielać ale wiedzieli że każdy z nim chce robić w życiu co innego. Dlatego pod wielkim drzewem złożyli sobie ciepłe i wzruszające pożegnanie. Każde szczenię pobiegło w inną stronę. Quake wiedział że jego powołaniem jest jakaś sfora. Dlatego szukał jakichkolwiek psich terenów. Po kilki miesiącach samotnych wędrówek znalazł Sforę Psiego Uśmiechu. Nie było tu jeszcze żadnego szczeniaka więc zaszczycony maluch postanowił dołączyć. Jocker przyjął go cieple jak własnego syna.
Kontakt: natik880 / natigrati@gmail.com

Od Raven'a- CD opowiadania Lucelle


Zacząłem biec za zdenerwowaną suką. Wyprzedziłem ją i zatrzymałem.
-Przeszkodziłem ci w polowaniu, tak?-warknąłem nieco zdyszany-w takim razie proszę, upoluję ci jakiegoś jelenia-zastrzygłem uszami.
Samica rozejrzała się, po czym zatrzymała wzrok na moim pysku.
-Zgoda-patrzyła na mnie z pogardą.
Warknąłem pod nosem. Schyliłem łeb i zacząłem węszyć. Gdy nic nie wyczułem ruszyłem przed siebie.

Lucelle? Przepraszam, że takie krótkie...

Od Night Hunter'a- CD opowiadania Galli

Gdy sunia zasnęła, postanowiłem załatwić nam coś do jedzenia. Słońce dopiero rozpoczynało swoją codzienną wędrówkę po niebie. Z północy nadciągały ciemne chmury, mogące zwiastować kolejne opady śniegu. W zamyśleniu dotarłem na polanę, będącą pastwiskiem dla stada saren. Przyczaiłem się w krzakach, oczekując, aż zwierzyna podejdzie na wystarczająco blisko, po czym momentalnie rzuciłem się na niczego nieświadomą sarnę. Wbiłem jej kły w krtań, a ta po chwili upadła na ziemię martwa. Zaciągnąłem zdobycz do jaskini, gdzie zastałem Gallę.
- Proszę - mruknąłem, wskazując na martwe zwierzę. - Jesteś teraz słaba, potrzebujesz sporo energii, aby wrócić do zdrowia... - powiedziałem pozornie bez emocji.
Suczka skinęła głową i zabrała się do jedzenia.

Galla? ^^

Od Lucelle- CD opowiadania Raven'a

Co mogłam robić o tej porze w lesie? Szukałam czegoś do jedzenia żeby zacząć robić zapasy. Szłam cichutko po śniegu szukając mojej ofiary. Rozglądałam się bacznie za jakimkolwiek śladem zwierzęcia pozostawionym na śniegu. Niestety płatki śniegu sypały obecnie bardzo obficie więc zakryły już wszelkie tropy. Westchnęłam rozczarowana. Nagle usłyszałam ciche oddechy przez duże nozdrza. Zwróciłam łeb w stronę dużej polany. Wielki jeleń właśnie rozkopywał śnieg w takim samym celu jak ja. Jednak tym razem to ja się najem. Schyliłam się nisko i zaczęłam czołgać się aby być bliżej ofiary. W odpowiednim momencie wstałam żeby zrobić skok. Niespodziewanie pode mną przebiegł malutki króliczek. Myślałam że to nie spłoszy jelenia. Jednak za zającem biegł pies. Starał się zahamować ale było za ślisko dlatego wpadł prosto na mnie. Odskoczyłam szybko od psa i spojrzałam w stronę mojego znaleziska. Pobiegło sobie w te pędy. Popatrzyłam wściekła na psa który akurat klną coś pod nosem.
- Przepraszam...-warknął cicho.
Przekrzyknęłam jego warknięcie swoim. Wystraszony pies wstał i wylądował przede mną.
- Ty goniłeś tego głupiego królika.- parsknęłam złością.- A ja miałam na swoim celowniku jelenia!
Pies nie wiedział co powiedzieć. Przewróciłam oczami i zaczęłam odchodzić. Gdzie ja znajdę taką zdobycz?! No gdzie? Nie będę się zimą przecież karmić zającami. Dyszałam ciężko podenerwowana. Nagle usłyszałam że ktoś za mną biegnie. Znowu on?

Raven? 

środa, 14 grudnia 2016

Od Jocker'a- CD opowiadania Omegi

Czekałem na nią jakieś 20 minut. Nie przeszkadzało mi to. Rozglądałem się i oglądałem jaką... okropną mamy zimę. Wszędzie mokro i ponuro. Co chwila wzdychałem na wspomnienia zimy w zeszłym roku. Nagle zjawiła się Omega gorączkowo przepraszając. Gdy ją ujrzałem podskoczyłem gdyż wybudziła mnie z zamyślenia.
- Nic się nie stało, spokojnie.- złapałem ją gdy zaczęła skakać mi przed oczami.
Odstawiłem suczkę na śnieg i uśmiechnąłem się.
- Nie czekałeś za długo?- zapytała już prawie spokojna.
- Niee no coś ty.- zapewniałem ją.
Suczka odetchnęła z ulgą. Uśmiechnąłem się jeszcze raz. Ruszyliśmy w głąb lasu. Mimo że wszędzie było mokro to nie było tak źle jak opisywałem to na początku. Na gałęziach drzew widniały małe sopelki odbijające promienie słoneczne. Szliśmy razem ścieżką. Wyszliśmy na polanę pełną przebiśniegów. Tak szybko? Przebiśniegi? To chyba sprawka żyznej ziemi w tym miejscu. Wychowuje kwiaty o wiele szybciej niż powinna. Podeszliśmy pod pojedyncze drzewo i usiedliśmy pod nim. Spojrzałem na Omegę.
- Jak ci się podoba sfora?- myślałem że tym jakoś zacznę temat.

Omega? Weny po prostu nie było xD

Od Raven'a

Obudziłem się późnym popołudniem, gdy na zewnątrz panował już mrok.
-Ugh...-jęknąłem sam do siebie.
Wstałem i leniwie ruszyłem w stronę wyjścia. Byłem zmuszony wyjść z jaskini mimo, że tego nie chciałem, mój żołądek domagał się żarcia. Szedłem przed siebie nie wiedząc gdzie jest najwięcej zwierzyny. Nagle pod łapy wbiegł mi zając.
-Lepszy rydz niż nic-szepnąłem cicho, po czym rzuciłem się w pogoń za zwierzakiem. Potem dokładnie nie wiem co zrobiłem... wszystko za szybko się działo. A nie...jednak coś tam pamiętam. Biegłem ile sił w łapach za moim przyszłym podwieczorkiem. Przebiegł pod jakąś suczką, nie wyhamowałem i na nią wpadłem. Suka wylądowała pode mną. Odskoczyłem jak najszybciej od samicy, po czym zacząłem klnąć pod nosem.
-Przepraszam...-warknąłem cicho.

Lucelle? XD

Od Omegi

W SPU już jestem jakiś czas... Szczerze mówiąc, tego dnia odkryłam, że nie znam nikogo w sforze oprócz Jocker'a. Zniesmaczona uznałam, że muszę się zapoznać... W końcu nie jestem taka aspołeczna, jaka mogę się wydawać. Kiedy więc skończyłam pracę, ruszyłam w kierunku Rajskiego Ogrodu. Kiedy znalazłam się przy stawie, delikatnie dotknęłam łapą wody. Była jakby... mulista? Nie była idealna do picia. Westchnęłam. Zapewne odkąd Mashine, były Alfa, ojciec Jocker'a, umarł, tereny trochę zostały zaniedbane. Myślę, że ktoś musi się tym zająć... Usłyszałam szelest, trzask gałązki. Zerwałam się do pozycji gotowej do walki. Ujrzałam skradającego się białego owczarka szwajcarskiego. Odbił się tylnymi łapami od ziemi i skoczył na mnie. Potoczyliśmy się, szamotając, po ziemi, po czym oboje wpadliśmy do wody. Woda zalała mi płuca. Szaleńczo machając łapami podpłynęłam do góry i wypłynęłam na powierzchnię. Zaczęłam szaleńczo kaszleć. Naprzeciw mnie nieznajomy również ukazał się spod powierzchni wody. Walcząc z kaszlem, wyszłam na brzeg, a owczarek za mną. Warknęłam w jego stronę, ukazując białe kły.
-Zwariowałeś?! Chciałeś mnie zabić?!-syknęłam.

Ramzes? :3

wtorek, 13 grudnia 2016

Od Lucelle- CD opowiadania Anubis'a

- Po prostu chodzi o to że mnie wystraszyłeś. Nie mam ci nic za złe.- przewróciłam kilka razy uszami.
- Nie miałem zamiaru cię wystraszyć.- parsknął.
- Ale sztywno się zrobiło.- zaśmiałam się.- Pooglądasz może ze mną gwiazdy?
Pies wzruszył ramionami. Położyliśmy się oboje w tym samym miejscu w którym leżałam sama przed spłoszeniem. Byłam czymś zestresowana. Sylwetka, którą widziałam w lesie nie przypominała Anubisa. Zerkałam teraz na niego próbując sobie przypomnieć wszystko. Na przykład ten fakt że oczy Anubisa są brązowe a tego cienia pod drzewami były jasno zielone. Prawie że żółte. Rażące. Poczułam że coś jest nie tak. ~Nieprzyjaciel~ pomyślałam. Zerwałam się z miejsca.
- Nie jesteśmy tu sami.-szepnęłam.
Zdezorientowany pies powoli wstał. Zaczął się rozglądać dookoła. Kręciłam uszami od jednej góry do drugiej. Nasłuchiwałam ruchów prawdopodobnie wilka. Usłyszałam trzeszczenie łap pod śniegiem. Nie był to Anu gdyż on się nie ruszał. Zza drzewa wysunął się wielki, czarny, zielonooki basior. Uniósł wargi ujawniając nam rzędy ostrych jak brzytwa zębów.





Oboje z Anubisem odsunęliśmy się przyjmując jednocześnie pozycję do walki. Położyliśmy uszy po sobie. Nie wiadomo czy damy sobie z nim radę. Zerknęłam spłoszona na Anubisa.

Anubis? 

Od Phoenixa - CD opowiadania Sakury

Puchata słodkość powoli pochłaniała wzrokiem każdy cal śnieżnobiałej sierści należącej do obcej, niepoznanej do tamtej pory samicy. Jego nozdrza mimowolnie pochwyciły woń, która bez problemu dała mu do zrozumienia, co też przed chwilą wyrabiała owa przedstawicielka płci pięknej. Przyjemny zapach świeżego, najpewniej nieprzetrawionego jeszcze mięska. Właściwie to nie mogło być nawet napoczęte, gdyż aromat przepysznej jeleniny powoli wprawiała Szpica w zakłopotanie. Jego wzrok przypadkowo powędrował właśnie ku wspaniałemu, zabitemu okazowi sporego, martwego rogacza. Przez sekundę odczuł nawet silną chęć zabrania posiłku ze sobą, aczkolwiek coś mu w tym przeszkodziło - obecność suki wprawiała go w nieco dziwny nastrój, a panująca między nimi napięta atmosfera nie pozwalała na luźniejszy, przypominający bardziej pogawędkę niż wydawanie rozkazu dialog.
- Postaram się, bez obaw. - westchnąwszy cicho, opuścił swoją puszystą, wyglądającą jak olbrzymi paluszek rybny łapę, która jeszcze przed chwilą znajdowała się na zewnętrznej części białej kończyny. Kiedy ich spojrzenia ponownie się spotkały, wargi obu psich pysków wygięły się w niepewnych uśmiechach. Można było uznać, iż żaden z nich nie miał najmniejszego pomysłu na to, aby przedłużyć jakoś ich umierającą rozmowę, tlącą się niczym ostatni, niemrawy węgielek spoczywający w czeluściach wysokiego komina. To właśnie samiec wykonał ruch jako pierwszy - wyciągnął drugą łapę w kierunku suki, zupełnie tak, jakby chciał przewinąć do tyłu wcześniejszą scenę.
- Kiedyś Cię tu widziałam - oznajmiła, ściskając ową kończynę. - Jesteś nowy, prawda?
- Może tak, a może nie. Zależy od tego, czy kilka tygodni uważasz za krótki okres, chica.
Śnieżnobiała przez chwilę zmarszczyła swoje niewyraźne, ledwo zarysowane brwi, jednakże kundel zdawał się tego nie zauważać: szeroki, dziecięcy uśmiech tkwił na jego obliczu bez przerwy. Możliwe, że uznawał takie zakłopotanie z jej strony za sukces w konwersacji, może chciał sprawić, aby samica czuła się zagięta.
- Przecież żartowałem - westchnął, przewracając teatralnie oczyma. - Phoenix, przedstawisz się?

Sakurken?

Od Ramzesa

Maszerowałem po terenach sfory. Nie znałem jeszcze większości terenów, właśnie się z nimi zapoznawałem. Cóż, może byłoby inaczej, gdyby ktoś mnie oprowadzał. Przecież nawet nie znam ich nazw, a to jest podstawą, bo nie będę mówić; "Ta rzeka", "ta łąka", bo przecież nie wypada, prawda? Jestem już pełnoprawnym członkiem Sfory Psiej Uśmiechu, więc muszę się popisać doskonałą wiedzą by mieć dobrą reputację. Bo to również jest najważniejsze. Wpatrując się w tafle, nieustannie kołysającej się wody przechodziły przez moją głowę myśli, zbyt złe myśli aby można było je opisać. Czując lekki powiew wiatru, obejrzałem się w stronę północy. Przepiękny kruk przeleciał nad lasem, wznosząc się w górę, znikając za horyzontem. Uśmiechnąłem się szeroko w duchu, jednak postanowiłem napić się krystalicznej wody, gdyż iż ponieważ byłem bardzo spragniony. Woda była dość lodowata, z wiadomych powodów; jest zima, wszystko zamarza, jest coraz większe niebezpieczeństwo, bo zawsze ktoś może się poślizgnąć i nieźle upaść, łamiąc sobie coś, czego chyba nikt by nie chciał, prawda? Cóż, zima jest moim ulubionym sezonem, jednakże wiąże się z wieloma niebezpieczeństwami i wypadkami na całym świecie. Niepewnie zamoczyłem łapy w wodzie, po czym odetchnąłem z ulgą. Zamoczyłem się cały, a wnet zauważyłem coś dość białego wyglądającego, które przebiegło między drzewami. Wystrzeliłem jak z procy, wybiegając z wody i włączając turboramzesa. Dogoniłem tego kogoś, rzucając się na niego od tyłu. Przewróciłem go, położyłem go na plecach.
- Co... CO TY ROBISZ?! - warknął pies, próbując odepchnąć mnie. Widać było, że był zdecydowanie zadowolony z zaistniałej sytuacji, a także wyrwany z kontentu. - Jakim prawem zaatakowałeś mnie, przybyszu? - zawarczał, odpychając mnie i uciekając. Natychmiast podniosłem się dalej biegnąc. "niech to szlag". Nieznajomy wyparował, a ja stanąłem jak długi. Westchnąłem, włączając do akcji mój nos, który świetnie pokazywał mi drogę którą uciekł pies. Ruszyłem za nim, a już po chwili mogłem go zauważyć. Przyśpieszyłem i przybiłem go do drzewa.
- Kim ty jesteś?! - wysapałem, łapiąc go za futro. Spojrzałem prosto w jego piękne, jasne jak młode morze ślepia, które były lekko zasłonione zmarszczonymi brwiami ze złości. - Co ty tu robisz? Jesteś członkiem Sfory Psiego Uśmiechu? - pies przytaknął, a ja go puściłem. - Wybacz, Ramzes jestem. Bałem się, że jest to ktoś nieproszony, intruz. W końcu zazwyczaj intruzi biegają tak jak ty, między drzewami. - uśmiechnąłem się. Wtedy dopiero zrozumiałem, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas gdy chce mu pomóc, by się podniósł. Niepotrzebnie osądziłem mojego towarzysza o złodziejstwo, lub nawet intruztwo.
- Jestem Sakura. Spokojnie, rozumiem Cię. - uśmiechnął się delikatnie Owczarek Szwajcarski, przeciągając się. - Też czasem kogoś podejrzewam o różne rzeczy, a później się mylę. - nie schowała szerokiego uśmiechu, dając mi do rozumienia spokój i dobry humor, a także najzwyczajniejsze wybaczenie. Suka oblizała się. - Jesteś może... głodny? - zapytała cicho, podchodząc do mnie bliżej.
- Tak jakby. - westchnąłem, czując po tym zdaniu doskwierający głód w moim brzuchu. Przewróciłem oczami. - Tak, jestem. I co z tego? - poczułem zdenerwowanie, przez to że ktoś mnie rozgryzł. Pierwsza osoba rozgryzła, co czuję. Niesamowite... czy to jest możliwe? Ramzes; nieprzewidywalny i wredny gość. Ta... widocznie Sakura mnie już trochę zna i wie coś o mnie. Bywa. Choć dziwne, bo dopiero wczoraj zawitałem u stopach Jocker'a, widocznie wie coś o rozpoznawaniu.
- Musimy iść coś zjeść, też bym chętnie zapełnił się do końca. - uśmiechnęła się od ucha do ucha pies, wesoło podskakując. Wiedziałem, że musiałem mieć na tą babkę oko, to niemożliwe żeby ktoś wiedział co czuję... Jestem raczej trudny do rozgryzienia, ale teraz muszę skupić się na łowie. Chciałbym wreszcie się najeść. Do pełna. Ujrzeliśmy duże stadko jeleni, gdy doszliśmy na miejsce. Rozdzieliliśmy się. Ja musiałem atakować, a Sakura zapędzała. Westchnąłem. Lekko przykucnąłem, schyliłem się, by zniknąć w trawach. Jeleń, nic nie wiedzący o planowanym morderstwie, żuł spokojnie trawę. Wystawiłem lekko pazury, oblizałem się i skoczyłem na jelenia. Usiadłem na jego grzbiecie, a ten zaczął lekko wariować. Skierowałem pazury na tętnice. Lekko przesunąłem się do przodu. Teraz mogłem przeciąć tętnice, przez co zwierze będzie stanowiło smaczny kęsek. Lekko przejechałem pazurami po szyi, jeleń zaczął się wić. Sakura skoczyła na niego i ugryzła go w szyję. Ten lekko uspokoił się, po czym ją powalił. Zeskoczyłem z niego. W końcu spojrzałem na tętnice, po chwili przejechałem po niej mocno. Jeleń krzyknął ostatni raz, i położył głowę. Przestał oddychać. Uśmiechnąłem się lekko. Sakura oblizała się. Podzieliliśmy się jeleniem. Była to świetnie rozplanowana akcja, przez równie świetny duet. Świetnie, prawda? Warknąłem i zatopiłem kły w pysznym mięsie, przy tym brudząc kły krwią. Wytargałem trochę mięsa z jelenia. Położyłem się i zacząłem obgryzać go. Po posiłku, ruszyliśmy do jeziorka, pijąc tam wodę. Wskoczyliśmy z suką do wody, nurkując i ogólnie bawiąc się. Potem wyszliśmy, a ja ruszyłem do domu, podobnie jak Sakura. Westchnąłem, otwierając dom. Zamknąłem go, wchodząc na górę i oglądając, jak śnieg powoli spada na mój łebek. Otrzepałem się, zamykając balkon i idąc się kąpać. Wysuszyłem się, biorąc kość na kolację i położyłem się na kanapie. Zasnąłem na kanapie.
~*~
Wstałem dość wcześnie rano. Spałem aż do późna. Na śniadanie wziąłem jelenia z zapasów na zimę. Ah... już tak mało mi zostało. Muszę dość dużo wypolować, żeby były pyszne na zimę. Bo jelenie uciekną i będą się kryć. Wziąłem więc "sanie" i upolowałem wiele jeleni, położyłem na sanie i zacząłem ciągnąć. Obrałem je ze skóry, podzieliłem na kości i mięso i pakowałem w torebeczki. Zrobiłem tak kilka razy, bo musiałem zapełnić całą spiżarnię. Upolowałem jeszcze parę ptaków. Jednak ptaki tylko obdarłem z piór. Później poszedłem nad jeziorko, gdzie trochę popływałem. Później zauważyłem Sakurę, więc ruszyłem do niej.
- Cześć, Sakura. - uśmiechnąłem się lekko, patrząc na jej niesamowite oczy. Były tak jasne, że z chęcią obserwowało się je, można je porównać do niektórych rzeczy, jak niebo w poranku lata.
- Cześć. - odwzajemniła uśmiech suka. - Co u Ciebie? - "nothing". Tak, to powiedziałem po polsku. Towarzyszka odpowiedziała tym samym. Przytaknąłem. Nie miałem pomysłu na dalszą rozmowę. Cóż, rozmowa niezaplanowana, niestety. Nie mam serio pomysłu jak koontynuować to wszystko.
- Emmm.... a wczoraj coś się działo? - przerwałem ciszę, uśmiechając się lekko oczekując odpowiedzi od towarzyszki. Suczka prawdopodobnie sięgała pamięcią w tył, czyli wczorajszy dzień wspomina, heh.

Sakura?

Od Omegi - CD opowiadania Jocker'a

Zachwycałam się piękną jaskinią. Uśmiechnęłam się, w końcu stając obok Jocker'a. Spojrzałam na niego.
-Jest śliczna, naprawdę! Taka, jakiej potrzebowałam-wyszeptałam cicho. Poruszył na znak zgody ogonem.
-Też mi się podoba. Możesz trochę się tutaj ulokować, a ja może wrócę do siebie...-powiedział. Zaczął kierować się ku wyjściu.
-Nie, czekaj!-chwyciłam go za łapę. Spojrzał na mnie.
-Moglibyśmy się spotkać jutro...?-zaproponowałam psu. Odwzajemnił mu uśmiech.
-No dobrze... Co ty na spacer po Lesie Zielony Zagajnik?
Skinęłam mu głową, po czym Jocker wyszedł. Położyłam się na skórzanej poduszce leżącej na końcu jaskini. Zaczęłam myśleć. Jocker to naprawdę fajny pies. Dużo przeżył - tak jak ja. Jego życie przewróciło się do góry nogami po stracie kogoś bliskiego... Przełknęłam ślinę. Wstałam z legowiska i podeszłam do okna. Skąd oni wytrzasnęli szkło na stworzenie okna? Na dworze prószył śnieg. Nie lubiłam zimy... Po chwili zaczęło się ściemniać. Ciemność na mnie zadziałała. Zamknęłam powieki, opadłam ciężko na legowisko i zasnęłam.

~~~

Obudziłam się, kiedy promienie słońca musnęły mój pysk. Wyjrzałam przez okno i niemal zachłysnęłam się powietrzem.
-Jocker!-zapiszczałam. Miał na mnie czekać z rana. Szybko się wyszykowałam i pobiegłam do Lasu Zielony Zagajnik. Pies już na mnie tam czekał. Zaczęłam go gorączkowo przepraszać za spóźnienie.
-Jocker, naprawdę przepraszam! Zaspałam!-wysapałam.

Jocker? :V

Bardzo ważne!

Następujące osoby proszę o ponowne podanie mi swojego emaila na priv na howrse:


- Jem
- Sakura
- Anastasia
- Castiel
- Omega
- Silence/ Phoenix


Dziękuję, z poważaniem Jocker (wasza jakże kochana i wielbiona Alfa)





Od Anubis'a- CD opowiadania Lucelle

Powoli niepewnie podniosłem się z ziemi, i spojrzałem dziwnie na suczkę. Czy każdy musi brać mnie za wilka, kiedy mi się nie przyjrzy? Suka nie wyglądała na znajomą, nigdy wcześniej jej nie widziałem, może niedawno dołączyła? Zmierzyłem ją wzrokiem, i postanowiłem się odezwać.
- To nie moja wina, że z daleka wyglądam jak wilk. - Mruknąłem. - Przepraszam. Jestem Anubis.
- Lucelle. - Westchnęła powoli opanowując emocje. Przewróciłem oczami i zamierzałem iść, ale ta widocznie się mnie uczepiła, jak rzep psiego ogona.
- Mógłbyś następnym razem mnie nie straszyć? - Mruknęła cicho.
- Oh, madam, nie, więcej nie pokażę ci się na oczy. - Zmarszczyłem czoło i usiadłem przed nią. W sumie nie miałem nic do roboty, wszystko co miałem zrobić zrobiłem, mam czas wolny.
- Nie chodzi o to. - Mruknęła.
- Więc o co? - Zaśmiałem się.
- Em....- Zatkało ją. Wiedziałem że nie będzie miała co powiedzieć, ale po chwili, znów się odezwała.

Lucelle? Brak weny :<

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Od Sakury – CD opowiadania Sebastiana

Podniosłam się powoli, po czym rozejrzałam na boki, w celu zlokalizowana miejsca w którym obecnie się znajdowałam. Była to dosyć duża jaskinia, podobna do innych. Przyłożyłam kubek do pyska, po czym wzięłam jeden, pożądny łyk kakao.
- Co ja tutaj robię? – zapytałam zdezorientowana, kierując wzrok na nowo poznanego towarzysza. Pies uniósł lekko ciemne brwi, a na jego pysku rozpoznałam zarys zdziwienia.
- Nie pamiętasz? – zadał zdziwiony pytanie, na co odpowiedziałam my przeczącym pomachaniem łba. - Byłaś na bagnach – powiedział krótko Sebastian, a w mojej głowie coś błysnęło. Nie wykluczałam tej możliwości, jednak jaki miałam cel pójścia tam? Postanowiłam, że pomyślę o tym kiedy chociaż trochę powrócą siły. Możliwe, że była to tylko głupia, bez większego celu przechadzka.
- Dziękuję... – powiedziałam, zatrzymując się na chwilę i myśląc nad jakimś przezwiskiem dla psa. - ...bohaterze – dodałam, a na moim pysku ukazał się zwyczajny, sztuczny uśmiech, który już był nawykiem, pod którym chowałam resztę problemów.
- Bohaterze? – parsknął Sebastian, przekręcając lekko łeb. – Aż tak, może nie – dodał lekko speszony.
- Słyszałam – zaczęłam, przerywając psu. - Że gdy ktoś z kimś się zaprzyjaźnia, wymyślają sobie jakieś pasujące pseudonimy – mruknęłam, przypominając sobie treść jednej z ostatnich przeczytanych orzeze mnie książek, opierających się na przekazywaniu swoich uczuć innym, w czym nie byłam dobra. Po chwili wstałam, biorąc kolejny łyk napoju oraz odkładając koc na bok.
- Nie będę już przeszkadzać – rzekłam grzecznie, wiedząc, że robi tak większość kulturalnej społeczności psów. - I jeszcze raz dziękuję – dodałam, ze sztucznyn uśmiechem.

Sebastian?

Od Lucelle

Leżałam na śniegu. Brzuchem do gwiazd. Łeb miała podparty o lekkie wzgórze. Mimo pory roku, która obecnie panowała było mi ciepło i przytulnie. Białe płatki śniegu otuliły mój grzbiet. Zjawiłam się na tej wielkiej łące o północy aby pooglądać gwiazdy i księżyc. Jasne gwiazdy co ułamek sekundy migały radośnie jakby mnie komunikując. Ostrzegając. Patrzyłam na nie jak w transie. Nie odrywałam oczu o nieba. Spokojnie wydychałam powietrze z nozdrzy. Wskutek tego przede mną pojawiały się małe chmurki pary, po czym odlatywały wysoko żeby spotkać się z gwiazdami. Szukałam wzrokiem najróżniejszych konstelacji. Kilka znalazłam lecz nie te które planowałam znaleźć. Kręgosłup zaczął trzeszczeć i boleć dlatego przewróciłam się na bok. Zajrzałam w las. Daleko za drzewami stał jakiś pies. Postawą przypominał wilka. Położyłam uszy po sobie i obnażyłam kły. Przeturlałam się na drugi bok żeby wstać. Lecz gdy uniosłam swoje delikatne ciało na sztywne łapy, wilk zniknął. Kręciłam się wokół siebie bojąc się że drapieżnik wyskoczy z ukrycia żeby tylko mnie pożreć. Nie wytrzymam dłużej w tym stresie.
- No wyjdź! Boisz się?!- warczałam głośno.
Przed oczami przebiegła mi czarna sylwetka. Puszysty ogon pociągną się za resztą tułowia. Tak to na pewno był wilk. Odskoczyłam. Wilk ukrył się za górką. Wspięłam się na nią cichutko. Zeskoczyłam prosto na wroga przyciskając go jednocześnie do ziemi pokrytej lodem. Gdy trzymałam psa w objęciach musiałam się w końcu przekonać czy na pewno złapałam czarnego basiora. Odchyliłam jego wystraszony łeb. Był to pies z naszej sfory. Widziałam go jak gadał z Jockerem. Odepchnęłam go i odetchnęłam z ulgą.
- Oszalałeś?!- prawie krzyczałam.- Myślałam że zawału dostanę!

Anubis? Oj nie ładnie xD

Od Galli- CD opowiadania Sebastiana

-Nie ma za co-wywróciłam oczyma.
Usiadłam w wyjściu. Zimny wiatr szarpał delikatnie kosmyki mojego futra. Westchnęłam.
-Coś nie tak?-samiec podszedł do mnie z położonymi uszami.
Spojrzałam na niego i niepewnie przytaknęłam. Usiadł obok mnie.
-Co się dzieje?-przekrzywił lekko łeb.
-Nie zrozumiesz...-warknęłam.
-Skąd wiesz? Może jednak zrozumiem?-popatrzył przed siebie ewidentnie urażony.
-Przepraszam...-przejechałam pazurami po skalnym podłożu.
Zapadła krępująca cisza. Widziałam, że Sebastian kilka razy otwierał pysk, aby coś powiedzieć, ale jednak po chwili rezygnował.
-Rodzina...uciekająca młodość...-przełknęłam głośno ślinę.
-Hm...?
-To wszystko nie takie łatwe...niepotrzebnie opuszczałam miasto...tam miałam szansę na przyszłość...chciałabym założyć rodzinę, być kochana, ważna dla kogoś...mieć świadomość, ż, gdy umrę zostanie po mnie jakiś ślad...moi potomkowie. Jestem coraz starsza...czeka mnie jeszcze góra 10 lat życia...-zacisnęłam powieki, spod których wydostawały się łzy.
Zmieszałam psa, nie wiedział co ma mi odpowiedzieć.
-Na pewno kogoś sobie znajdziesz...-szepnął po chwili-jest dużo psów...a ty wcale stara nie jesteś...masz jeszcze sporo czasu...wszystko się ułoży-uśmiechnął się lekko.

Sebastian?

Od Destiny- CD opowiadania Raven'a

Podczas mojej nocnej przechadzki po lesie, ujrzałam psa, bodajże dobermana... Uznałam, że pośledzę go trochę, no bo czemu nie ? I tak nie było nic ciekawszego do roboty. Skradałam się po cichu, nie wydając żadnego szelestu. Moje ciemne futro wtapiało się w nocne tło, o tyle dobrze... Byłam jakieś dziesięć albo piętnaście metrów za nim, gdy ten zaczął się skradać i wskoczył w krzaki. Jakoś mnie to nie zdziwiło, gdyż widziałam wiele nie normalnych zachowań psów, ale gdy dojrzałam, że z krzaków wybiegł biedny przerażony zajączek, po prostu nie wytrzymałam i zaczęłam rechotać. Próbowałam to jakoś stłumić, trzymając łapę na pysku.
- Kto tu jest? - spytał całkiem obcy mi pies przy okazji obracając się w moją stronę.
Ups.... Chyba coś mi nie pykło. Przestałam się śmiać i z jakże wielką powagą na pysku przesunęłam się parę kroków na przód - w stronę psa aby mógł mnie ujrzeć, jednak wolałam zostać w odpowiednio bezpiecznej dla mnie odległości. Najwidoczniej nie był ani trochę zadowolony z tego, że mnie zobaczył. Ale jego mina mnie powalała. Niestety moja duma zabroniła mi się śmiać.
- Ja jestem. - parsknęłam z lekka ironicznym śmiechem i usiadłam.
Podniosłam moją jakże zgrabną łapkę i popatrzałam na swoje idealnie spiłowane pazurki. Jezusie, jakie ten psiak miny wali... Nie mogę się na niego patrzeć bo wyjdę na żabę jak znowu wybuchnę śmiechem...

Raven? ^^

Od Jem'a


- Dużo... Urządzić... Co... Myślisz? - z tego co mówił Jocker, zdołałem wyłapać mniej niż połowę słów. A to co powstało nie robiło żadnego sensu. Pomyślałem, że w tym wypadku mówi pewnie do Castiela, w końcu, pełniąc funkcję namiestnika, też uczestniczył w naradach. Więc przekręciłem się tylko na drugi bok, mrużąc oczy. Poczułem nagle dziwny ból w głowie, więc zakryłem pysk łapami. - Jem, słuchasz mnie? - warknął Alfa. Zerwałem się nagle z ziemi i otworzyłem szeroko oczy. Cały obraz zaraz zaczął sie rozmazywać, a ja znów złapałem się za skroń. Jock i Cas popatrzyli na mnie marszcząc brwi.
- Niech idzie do medyka, wyraźnie coś go bierze - mruknął namiestnik, a aussie tylko kiwnął pyskiem i wskazał mi wyjście.
- Odprowadzić cię? - spytał jeszcze, na co ja pokręciłem głową. Powolnie zacząłem kierować się na dwór. Słyszałem jeszcze urywek rozmowy, aż zniknąłem za rogiem.
Rzeczywiście, ostatnio miałem się gorzej. Cały czas czułem suchość w gardle i ciągle pokasływałem. Pomijając już ten tępy ból skroni. Jakimś cudem trzymałem się jeszcze na nogach. Cóż, moją jedyną nadzieją była teraz Sakura. Liczmy na to, że ma jakieś doświadczenie w leczeniu chorych. To właściwie dziwne polegać na kimś kogo się nie zna. I pewnie dlatego czułem się dosyć skrępowany, gdy suczka zaglądała mi do gardła, albo mierzyła temperaturę w dziwaczne sposoby. Wykonywałem jej polecenia bez protestu. Wreszczie chyba skończyła badania i ruszyła do półki skalnej, na której leżały przeróżne zioła. Stała tam kilka minut. Po tym czasie z zadowoleniem podała mi jakieś zawiniątko.
- Żuj to rano i wieczorem, powinno pomóc na ból. Oprócz tego pij dużo wody i wypoczywaj. Nie powinieneś się przemęczać. - powiedziała z uśmiechem na pyszczku, po czym wróciła do swojego wcześniejszego zajęcia - mieszania roślin i tworzenia z nich leków. Podziękowałem skinięciem pyska, a następnie wyszedłem. - O, przyjdź do mnie za kilka dni! Zobaczymy czy coś się poprawiło! - wykrzyczała gdy znajdowałem się już dość daleko od jej jaskini.
***
Noce były zdecydowanie najgorsze. Nie mogłem zmrużyć oka. Przy następnej wizycie zdecydowanie muszę poprosić Sakurę, by dała mi coś na bezsenność. Ale teraz jest około północy, muszę wytrzymać do jutra. To tylko kilka godzin. Nie, to aż kilka godzin. Chociaż to było moim najmniejszym problem. Zaraz dostałem ataku kaszlu. Nie mogłem złapać tchu. "Pić, pić, pić" było jedynym o czym mogłem myśleć. Ale w jaskini nie mogłem liczyć na wodę. Rzeka była za daleko, a w pobliżu nie było też żadnego jeziora. W jakiś sposób wyczołgałem się z jaskini, wciąż żałośnie pokasłują. Rozejrzałem się po okolicy i dostrzegłem błyszczącą taflę wody. No tak, przecież niedawno padało. Nie pomyślałbym, że kałuża może uratować mi życie. No dobra, bez przesady. W każdym razie podszedłem do źródła wody i zacząłem łapczywie pić.
- Ojej, kaszelek męczy, co? -  usłyszałem nieznajomy głos, który definitywnie należał do suki. Uniosłem łeb. Zobaczyłem czarną, smukła postać. Siedziała na kamieniu, z dumnie uniesioną głową. Nim zdążyłem się jednak przyjrzeć, znów poczułem ból w skroni, a obraz przed moimi oczami się rozmazał. Ciemna plama zeskoczyła zgrabnie ze skały i pokierowała się w moją stronę.
Destiny? C:

Od Anastasi – CD opowiadania Carnivore'a

   Przez chwilę szliśmy w milczeniu, dopiero po kilku minutach wywiązała się między nami rozmowa. Nie gadaliśmy o niczym konkretnym – ot, zabijaliśmy czas, poruszając różne, ciekawe tematy. Taki stan rzeczy mi nie przeszkadzał. Im dalej byliśmy od tematu nas samych, tym mniejsze było prawdopodobieństwo tego, że zapyta mnie o moją historię. Nie, żebym mu nie ufała. Po prostu nie lubiłam opowiadać na prawo i lewo o mojej przeszłości. Uważałam, że prywatne sprawy powinny zostać prywatnymi sprawami i tyle. 
   Poszliśmy nad rzekę, która o tej porze roku była zamarznięta. Ładnie współgrała z ośnieżonymi drzewami i całym krajobrazem. Zachwycałabym się nią pewnie dłużej, gdyby nie zdziwiony głos Carnivore'a.
   – Hej... Co to? – Podążyłam za jego wzrokiem. Zerkał na podartą kupkę szmat. Co dziwne, jeszcze kilka godzin temu ich nie było. Zastrzygłam uszami i trochę niepewnie do nich podeszłam.

Carnivore?

Od Anastasi – CD opowiadania Anubisa

   W ostatniej chwili uchyliłam się, inaczej dostałabym śnieżką prosto w pysk. Wskoczyłam za najbliższe drzewo i dosłownie sekundę później o jego pień rozbiła się kolejna śnieżka. Pośpiesznie zaczęłam lepić swoje. Wychyliłam się zza drzewa i rzuciłam dwa pociski na raz w rozglądającego się na wszystkie strony Anubisa. Przed pierwszą się uchylił, druga trafiła prosto w jego bark. Gdy zobaczyłam, jak pies lepi szybko śnieżki, nie bawiłam się w chowanie, tylko również zaczęłam tworzyć swoje. Chwilę później rozegrała się między nami mała bitwa; pociski latały we wszystkie strony i częściej chybiały, aniżeli trafiały do celu. W pewnym momencie Anubis trafił mnie sam środek czoła. Odwdzięczyłam mu się strzałem w ucho. Nie zastanawiałam się nad tym, że wyglądamy jak dzieci i moja matka by czegoś takiego nie pochwaliła. Zbyt dobrze się bawiłam, by o tym myśleć.

Anubis? Krótkie, wybacz.

niedziela, 11 grudnia 2016

Od Raven'a

Wyszedłem z ponurej jaskini, która od teraz była moim domem. Rozejrzałem się dookoła, po czym ruszyłem przed siebie. Wszędzie panował mrok, tylko światło księżyca, które i tak ledwo przedstawało się przez chmury, oświetlało tereny sfory. Usłyszałem szelest. Zastrzygłem uszami, ugiąłem łapy i powoli zacząłem skradać się w kierunku krzaków, skąd słuchać było odgłosy łamanych gałązek. W odpowiednim momencie wskoczyłem w zarośla. Ku mojemu zdziwieniu dostrzegłem tylko uciekającego, przerażonego zająca. Na szczęście nikt nie widział tej zawstydzającej sytuacji...przynajmniej tak mi się zdawało póki nie usłyszałem cichego śmiechu, wyłaniającego się z lasu.

Ktoś, coś?

Nowa suczka- Destiny!

Imię: Destiny. Imię odziedziczyła po swojej prapraprababce. Na początku uznawała je za staromodne i go nienawidziła, ale teraz uważa że jest conajmniej idealne.
Ksywka: Nikt nigdy nie zwracał się do niej skrótami, jakimiś pseudonimami czy ksywkami, które można było utworzyć z jej imienia. Ahh no oprócz rodziny i byłej doradczyni, aczkolwiek mówili na nią Dess, bądź Dessie, lecz ona za nimi nie przepadała i wciąż nie przepada.
Głos: Lana Del Rey     Swoją drogą... Dess nienawidzi swojego głosu.
Rasa: Owczarek Belgijski Groenendael
Wiek: 2 lata.
Płeć: Bez cienia wątpliwości możemy uznać że Destiny jest suką.
Stanowisko: Strażniczka Graniczna
Rodzina: Ma. Żyją. Mają się dobrze.
Partner: Nie ma. Czarna nigdy nie czuła żadnego przywiązania do osobnika płci przeciwnej, a czy to się zmieni? Może. Pożyjemy zobaczymy.
Charakter: Łatwo określić ją mianem bezlitosnej, bezwzględnej i nieugiętej suki. Dosyć agresywna, nie obejdzie się bez awantury, czy też w gorszym przypadku bójki, nawet, jeżeli problem wydaje się być już rozwiązany. Jest bardzo spostrzegawcza, co w parze z inteligencją daje jej wiele potężnych argumentów. Nie zrobi absolutnie niczego, jeżeli nie znajdzie w owym działaniu żadnych wartości, które mogłaby sobie przywłaszczyć. Destiny jest bardzo chciwa, z czym nigdy się nie kryła, zawsze twierdziła, że jeśli coś przypadnie jej do gustu, już jest po części jej własnością. Doskonale maskuje to, co w danej chwili czuje - jest prymusem w dziedzinie aktorstwa, potrafi zbajerować każdego, dlatego można śmiało powiedzieć, że jest to suka wpływowa. Manipulacja nie sprawia jej większego problemu, można nawet powiedzieć, że ma to zapisane w swojej krwi. Destiny cechuje również niesamowita odwaga, która z kolei napędza ją do wielu bezsensownych, impulsywnych działań, nie posiadających w sobie żadnego celu- co najwyżej obfitujących w ogrom powikłań, a także konsekwencji, których zawsze starała się unikać. Nie było takich chwil, w których Kruczoczarna okazała chociażby krztynę strachu czy słabości. Zachowuje zimną krew, myśli bardzo szybko i z równie prędkim tempem znajduje wyjście w danej sytuacji.. Mówiąc szczerze, umiejętność logicznego myślenia również przyczyniła się do rozsiewania ufności w stosunku do jej osoby. Ale dlaczego? Ano dlatego, że każdy z jej poprzedniej sfory ślepo wierzy w fakt, że Destiny będzie w stanie zapobiec wszelkim problemom. Jej "znajomi" mają świadomość, że ktoś taki jak ona jest urodzonym liderem, a dowództwo i zdyscyplinowanie licznej grupy nie będzie dla niej większym wyzwaniem. Jest coś, co może być lekkim zdziwieniem w zbiciu tych wszystkich cech, a mianowicie fakt, że sama Destiny jest wyjątkowo nieufna. Nie uznaje bezwzględnej dobroci, która przecież naprawdę istnieje. Można uznać ją za dziwną, jednak taka właśnie jest. Możliwe, że owa nieufność jest spowodowana jej wiarą w to, że złość, która panuje wewnątrz niej nigdy nie zostanie jej przebaczona, a sama jej postać zawsze będzie postrzegana jako wyjęta z piekła. Czy istnieje coś, co w jakiś sposób może przybliżyć jej zachowanie? Może to, że w tych wszystkich, złych cechach znajdzie się jedna, która swoją mocą przewyższa wszystkie inne. O jaką chodzi? Rzecz jasna, o oddanie, umiejętność bezwzględnego, a nawet ślepego poświęcenia.
Historia: Dess urodziła się w pewnej sforze oddalonej od Sfory Psiego Uśmiechu o jakieś 5 tysięcy kilometrów. Była najmłodszą, a zarazem jedyną córką Alf, a bynajmniej tak było przed jej odejściem. Już gdy miała rok, wszyscy ją chwalili i mówili jaką to będzie dobrą, a może i nawet najlepszą alfą w całej jej wiekopomnej rodzinie, lecz ona tego nie chciała słuchać. Nie miała nawet zamiaru zostać alfą, poniekąd dlatego uciekła od swoich rodziców, ale też dlatego, że chcieli zesfatać ją z psem z innej Sfory.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: klaudia34 | koteceq123@gmail.com

Nowy pies- Raven!

Imię: Raven
Ksywka: Rav
Głos: August D 'August D'
Rasa: Doberman
Wiek: 3 lata
Płeć: Samiec
Stanowisko: Strażnik graniczny
Rodzina: Matka pewnie nadal znajduje się w hodowli i rodzi szczeniaki dla ludzi. Ojca nigdy nie poznał, co jest normalne. W końcu urodził się w hodowli. Nie utrzymuje kontaktu z bliskimi.
Partner: -------
Charakter: Raven...oczywiste, że jest on buntowniczy. Nikt nie będzie mu mówił co ma robić...no może poza Alfą. Łatwo go zdenerwować mimo iż stara się nad sobą zapanować. Zdarza się, teraz coraz częściej, że jest miły i chętnie zawiera nowe znajomości. Zdarzy mu się jednak powiedzieć coś chamskiego i złośliwego...chcesz o nim wiedzieć więcej? W takim razie go poznaj.
Historia: Urodził się w hodowli. Kiedy skończył dwa miesiące zyskał "wspaniałych właścicieli. Żył sobie w luksusach, niczego mu nie brakowało. Gdy był mały dostarczano mu wiele miłości oraz pieszczot. Zresztą...gdy był już starszy również. Rav w końcu wkroczył w dorosłość. Jego 13-letnia właścicielka razem z matką wzięła Ravena na spacer. Z początku spokojnie, ptaki śpiewały, słońce świeciło. Samiec ujrzał jednak swojego znienawidzonego brata, którego prowadziła dziewczyna w wieku 14 lat. Raven nie zapanował nad nerwami, wyrwał się i rzucił na drugiego psa...rozszaprał go. Wszyscy stali jak słupy soli i patrzyli na straszny widok. Po całej akcji podjęto dezycję uśpienia Raven'a. Po usłyszeniu tej wiadomości uciekł. Błąkał się jakiś czas, aż w końcu trafił na tereny SPU. Obiecał sobie, że już nie będzie zabijał bez powodu...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: emkapi9

Od Jem'a

Wielopiętrowe ciasta, przystrojone bitą śmietaną, kolorowymi pisakami i maleńkimi, cukrowymi figurkami aniołków. Pączki w słodkim lukrze, bądź polewie czekoladowej, z malinowym nadzieniem. Ciasteczka na kształt serduszek i gwiazdek, z różową posypką. Wszystko to i więcej, jeszcze więcej słodkości. Wystawy w tej cukierni zawsze wyglądały bardzo spektakularnie. Ślina leciała na sam widok. Chciałoby się zjeść to wszystko na raz. Ale co może zrobić pies? Niestety tylko siedzieć i patrzeć, jak ludzie wchodzą i wychodzą ze sklepu. Obserwowałem każdy ich krok i czekałem na okazję. Kto wie, może ktoś coś upuści? Nie było to jednak zbyt prawdopodobne. Ludzie zwracali dużą uwagę na to, żeby nic nie upadło. Postanowiłem więc, że może dzięki słodkim oczkom udałoby się coś wyżebrać. Zdobyłem w tej sposób kawałem ciastka marchwiowego, niezbyt dobrego. Reszta ludzi omijała mnie szerokim łukiem. Inaczej - ten pomysł również nie należał do dobrych. Pozostało mi jedno wyjście, trzeba coś komuś zabrać. Rozejrzałem się po okolicy. Na rynku zawsze kręciło się dużo osób, nie trudno wypatrzeć sobie ofiarę. Potruchtałem do fontanny, dookoła której stały jak zwykle zapełnione ławki. Od razu zauważyłem tam wycieczkę szkolną. Duża grupa dzieci upychała się na jednej ławce, a przed nimi stał mężczyzna z brodą i opowiadał jakąś nieciekawą historię. Niewiele osób go słuchało. Większość zajmowała się fontanną - wrzucali tam monety i chlapali wodą na siebie nawzajem. Trochę na uboczu siedział chłopiec opychający się pączkami. Na jego kolanach stało ich całe opakowanie. "Idealna okazja!" - pomyślałem. Podszedłem do dziecka, radośnie merdając ogonem. Od razu zwrócił na mnie uwagę. Wyciągnął w moją stronę lepką, tłustą rączkę i poklepał mnie po łbie. Podskoczyłem bliżej i oparłem łapy na jego nodze. Chyba trochę się przestraszył, ale zaraz zaczął drapać mnie za uszami i się śmiać. Wykorzystałem chwilę jego nieuwagi. W mgieniu oka chwyciłem za jednego z pączków i wyrwałem się z jego rąk. Ile sił miałem w łapach pognałem między tłumem ludzi, aż zniknąłem zapewne całkiem z pola widzenia chłopca. Skręciłem gwałtownie za róg, w jedną z tych uliczek zastawionych koszami na śmieci. Upuściłem zdobycz na ziemię. Wypiąłem dumnie pierś, śmiejąc się w duszy z głupoty rasy ludzkiej. Obejrzałem się za siebie, by sprawdzić czy dzieciak mnie nie goni. Nie, dobrze. Więc pora wziąć się za jedzenie. Schyliłem łeb by pochwycić pączka i... Nie było go tam. Rozejrzałem się dookoła. Były tylko dwa wyjścia z uliczki. I w jedym z nich dostrzegłem psa biegnącego tak szybko, że aż się za nim kurzyło. Nie czekając puściłem się biegiem za złodziejem. Poczułem aż wszystko się we mnie gotuje, co właściwie dało mi więcej siły by gonić zbiega. Wymijał ludzi chodzących po rynku. Był z pewnością młodszy ode mnie i chyba ciut zwinniejszy. Mimo to, udało mi się wreszcie zbliżyć do niego. Najwyrażniej gubił się trochę w mieście, za to ja znałem je doskonale. Gdy dzieliła nas już bardzo niewielka odległość wybiłem się mocno w górę tylnym łapami, lądując na grzbiecie złodzieja. Pies pisnął i runął na ziemię pod moim ciężarem. Pączek poturlał się dalej. Obnażyłem kły i zacząłem warczeć na złodzieja. Ten jakimś cudem wydostał się z pode mnie i złapał zębami za moją łapę. Odpowiedziałem, drapiąc przeciwnika w bok. Szarpanina trwała niezbyt długo gdyż byłem silniejszy. Nienajomy cofnął się pod ścianę budynku. Dostrzegłem, że jest to suczka. Wyprostowałem się i postawiłem uszy. Zrobiłem krok w przód i jedną łapą zagarnąłem pączka w swoją stronę. Przypatrzyłem się uważnie nieznajomej. Wyglądał jak typowy włóczęga. Była lekko wychudzona, miała potarganą sierść. Ale coś ją wyróżniało z tłumu - oczy. Jedno błękitne, drugie jasno brązowe. Ha, jeśli myśli, że dzięki temu mnie zwiedzie, to grubo się myli. Podszedłem jeszcze bliżej, warcząc ostrzegawczo.
Anastasia?

Od Jimin

Postanowiłam zwiedzić cały teren sfory. Zaczęłam od lasy. Było tu dość przyjemnie. Gdy zwiedziłam cały las stwierdziłam, że pójdę d rzekę. Chyba nazywa się ona Jafiszof, ale nie jestem pewna. Po chwili doszłam nad tą rzekę. Zdziwiło mnie, że i w lesie, i i tu nie było żadnych psów. Weszłam do wody. Była ona dość ciepła jak na tą porę roku. Następnie wybrałam się również na bagna, a potem na plażę. Znudziło mi się takie spacerowanie, więc poszłam na lodowisko. Postanowiłam nauczyć się jeździć na łyżwach. Na początku mi to nie wychodziło i co chwilę się wywracałam. Po chwili przyszedł tu jakiś pies. Niestety miał on kaptur, spod którego nie było widać jego pyska. Pies na łyżwach jeździł świetnie w przeciwieństwie do mnie. Po chwili pies podjechał do mnie i zaproponował mi, że mnie nauczy jeździć na łyżwach. Zgodziłam się.Rzeczywiście, po nie całej godzinie już umiałam jeździć. Ale po tej godzinie nadal nie wiedziałam co to za pies.
- Mogę wiedzieć jak masz na imię? - zapytałam.
- Jestem...
Jakiś pies odpisze?

Od Sebastiana - CD opowiadania Galli

-Może gdzieś pojdziemy i nie będziemy tak w lesie stać? - rozejrzałem się wokół.
-Niech ci będzie -parsknęła.- Chodźmy do mojej jaskini.
-Okey- uśmiechnąłem się.
Szliśmy chwilę w ciszy. Ja nadal słuchałem muzyki. Po chwili doszliśmy do jej jaskini. Była pięknie urządzona.
-Siadaj- wskazała łapą na kanapę.- Ja zrobię herbatę.
Siadłem na kanapie bez słowa. Galla zrobiła herbatę i mi ją podała. Picie miało Dziwny kolor. Nie było brązowe lecz bardziej fioletowe.
-Dlaczego ta herbata jest fioletowa?- zapytałem.
-Spróbuj.
Spróbowałem herbaty tak jak mi kazała. Okazało się, że była ona jagodowa. Była przepyszna!
-Skąd ty masz tą herbatę?!
-Dostałam od kogoś- uśmiechnęła się.
Po chwili Galla wstała i poszła do innego pokoju. Wróciła z torebką herbaty w pysku.
-Masz- podała mi ją.
-Dziękuje- zabrałem herbatę.

Galla? Nie mam weny ;-;

Nowa suczka - Jimin!

http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2014/03/Pies_faraona_03.jpgImię: Jimin (to nie jest tylko męskie imię)
Ksywka: Jiminnie
Głos: MO
Rasa: Pies Faraona
Wiek: 2,5 roku
Płeć: Suczka
Stanowisko: Lekarz
Rodzina: Nie pamięta
Partner: -
Charakter: Jiminnie jest troskliwa oraz dość nieśmiała. Gdy już pozna jakiegoś psa jest bardzo przyjacielska.
Historia: Pewnego razu, gdy byłam mała, wyszłam z moją panią na pole. Właścicielka odpieła mi smycz. Wtedy zobaczyłam motyla i zaczęłam za nim gonić. Nagle okazało się, Że jestem strasznie daleko od domu i nie pamiętam drogi powrotnej. Dwa dni później jacyś ludzie mnie złapali i zamknęli w schronisku. Nikt nie chciał mnie zabrać, a moja właścicielka nawet mnie nie szukała. Po nie całym roku znudziło mi się siedzenie tam. Akurat przyszedł jakiś wolontariusz, aby mnie wyprowadzić. Grzecznie dałam sobie założyć obrożę. Wolontariusz poszedł ze mną do parku. Dzięki temu, że byłam bardzo chuda, udało mi się wyślizgnąć z obroży i uciec. Wolontariuszowi nie udało się mnie dogonić. Uciekłam do lasu, po którym błądziłam chyba z tydzień. Potem udało mi się znaleźć jakąś sforę. Nie marnowałam okazji i do niej dołączyłam.
Upomnienia:
0
Kontakt: Aria226

sobota, 10 grudnia 2016

Od Sebastiana

Był już dość późny wieczór. Szczeniaki już poszły spać. Postanowiłem wybrać się na bagna. Sam nie wiem po co. Gdy doszedłem tam, zobaczyłem psa. -Ratunkuuu- pies krzyczał już coraz ciszej. Brzmiało to jakby nie miał już siły głośno krzyczeć. Zacząłem plynacć coraz szybciej, żeby pies nie zemdlał i się nie utopił. Gdy dopłynąłem do psa, ten nie miał siły już nawet mówić. Wydawało mi się, że jest to suczka. Zabrałem ją na swój grzbiet. Gdy dopłynąłem do Brzegu, byłem wycieńczony, ale nie poddawałem się. Udało mi się dojść do mojej jaskini. Odłożyłem sukę na koc, a sam położyłem się obok, na moim legowisku. Po nie długiej chwili, podniosłem się i poszedłem zrobić kakao dla siebie i dla samicy. Wziąłem w pysk dwa kubki i poszedłem do koca, na którym leżała suka. Odłożyłem kubki na ziemię. Podszedłem do samicy i polożyłem łapę w okolicach serca suczki. Na szczęście biło. Potrząsnąłem sukę łapą. Po jakiś 5 minutach obudziła się. Podałem jej gorące kakao. -Masz, napij się - rzekłem. -Dziękuje - uśmiechnęła się.
-Jak masz na imię? Ja jestem Sebastian.
-Nazywam się Sakura...

Sakura? 

Suize odchodzi!

Dzisiaj żegnamy się z psem Suize ale nie z graczką klaudia34! Powraca już niedługo z nowym psem. Czekamy!



Imię: Suize (czyt. Suise )
Ksywka: Su, Sue
Głos: Tune
Rasa: Owczarek Szwajcarski
Wiek: 5 lat
Płeć: Pies
Stanowisko: Wojownik Wschodni
Rodzina: Zginęła w pożarze.
Partner: Brak
Charakter: Suize to odpowiedzialny i rozsądny pies, który potrafi się odpowiednio zachować w większości sytuacji. Jest trochę oschły, gdyż większość rzeczy go irytuje.
Historia: Urodził się w zwykłym domu na obrzeżach zwykłego miasta. Mieszkał ze starszą panią, matką, ojcem i czwórką rodzeństwa, był najstarszy i najsilniejszy z miotu. Niestety pewnego dnia starsza pani dostała zawału, zawieziono ją do szpitala i tam już została, psy zostały wtedy w domu. Byli tam sami, nie wliczając myszy, robali i zdechłego chomika syryjskiego w klatce na półce obok telewizora. Co jakiś czas przychodziła sąsiadka i dorzucała im jedzenie i picie. Pewnej nocy była burza i piorun trafił w drzewo, które stało niedaleko domu, drzewo się podpaliło i po chwili przewróciło na dom, a ten zaczął się palić. Uciec i wyjść z tego cało udało się tylko Suize'jowi i jego ojcu, po dłuższej tułaczce i on zdechł, ze starości. Takim cudem gdy trzyletni Suize szlajał się sam po mieście, ktoś go zabrał do siebie do domu i opiekował się nim. Gdy Suize się w końcu zaklimatyzował u tej rodziny, urodziły się im bliźniaki, a pies był zbędny. Wywieźli go do lasu, a on chcąc nie chcąc mieszkał w dziczy przez około rok, aż w końcu postanowił, że dołączy do tej sfory.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: klaudia34 | koteceq123@gmail.com

Royal i Havenly odchodzą!


http://www.pieski.net/psy/d/beagle-szczeniak.jpeg
Imię: Royal
Ksywka: Roy
Rasa: Beagle
Wiek: 2 miesiące
Płeć: Pies
Rodzina: Pamięta tylko młodszą siostrę i starszego brata.
Zakochany:-
Charakter:

-troskliwy,
-wrażliwy,
-nieśmiały.
Historia: Urodziłem się w domu. Było tam fajnie, kupowali mi różne zabawki i bawili się ze mną. Jakiś czas później urodziła im się córka. Okazało się, że niestety ma uczulenie na psy i raz, gdy się z nami bawiła dostała silnego ataku i zemdlała. Jej rodzice stwierdzili, że jak dziecko ma uczulenie to nie potrzebne im psy. Wywieźli nas do lasu i tam zostawili. Po 3 dniach znaleźliśmy jakieś psy. Okazało się, że jest to sfora. Alfa tej sfory pozwolił nam do niej dołączyć.
Kontakt: Aria226






http://m.ocdn.eu/_m/f9c75900bc582ba5ec67857c3fbab9de,0,1.jpg
Imię: Havenly (Czyt. Hewenli)
Ksywka: Hav (Czyt. Hew)
Rasa: Nie stwierdzono rasy.
Wiek: 1 miesiąc
Płeć: Suczka
Rodzina: Pamięta tylko dwóch starszych braci.
Zakochany:-
Charakter:

-uparta,
-szalona,
-szczera,
-odważna.
Historia: Urodziłam się w domu moich właścicieli. Jakiś czas później urodziła im się córka. Okazało się, że niestety ma uczulenie na psy i raz, gdy się z nami bawiła dostała silnego ataku i zemdlała. Jej rodzice stwierdzili, że jak dziecko ma uczulenie to nie potrzebne im psy. Wywieźli nas do lasu i tam zostawili. Po 3 dniach znaleźliśmy jakieś psy. Okazało się, że jest to sfora. Alfa tej sfory pozwolił nam do niej dołączyć.
Kontakt: Aria226

Od Galli - Cd. opowiadania Sebastiana

Jak to ja, oczywiście musiałam się wywalić. Warknęłam cicho, po czym szybko wstałam i się otrzepałam.
-Nic nie szkodzi-wykrztusiłam przez zaciśnięte zęby.
Policzyłam do dziesięciu, przez co się uspokoiłam.
-Sebastian jestem-na pysku samca pojawił się lekki uśmiech.
-Galla-wywróciłam oczami.
Zmierzyłam Sebastiana wzrokiem i cicho się zaśmiałam.
-Jesteś nowy?
-Tak. A ty?
-Prawdę mówiąc to też-wyszczerzyłam śnieżnobiałe kły.

Sebastian?

Od Carnivore'a CD Anastasi

- Zgoda - odparłem po krótkiej chwili. A co mi tam szkodzi? Każdy może się wyrąbać,a ona mnie przeprosiła więc mogę się zgodzić na spacer prawda?
- Dziękuje - uśmiechnęła się. Wzruszyłem tylko ramionami i ruszyliśmy na przechadzkę.

Anastasia? Przepraszam,że takie krótkie ale nie mam weny :(

Od Sebastiana

Wstałem dziś mniej więcej o 8 nad ranem. Na polu było jeszcze dość ciemno. Obudziłem Roya i Hav. Postanowiłem wybrać się na spacer, więc zabrałem moje, miętowe (oczywiście chodzi o kolor) słuchawki, założyłem je i wyszedłem na dwór. Puściłem piosenkę pt. BTS- Blood Swear & Tears. 


Przez jakieś 10 minut szedłem podziwiając krajobrazy, ale znudziło mi się to. Doszedłem do lasu. Wtedy zacząłem iść przed siebie w zamyśleniu z zamkniętymi oczami. Raz wpadłem w drzewo, ale ten fakt pomińmy. Tak przez las szedłem z 5 minut. Po chwili wydawało mi się, że znowu wpadłem na drzewo, ale okazało się, że był to inny pies.
-Prze... Przepraszam- przeprosiłem psa...
 
Ktoś coś?