piątek, 16 grudnia 2016

Od Omegi - CD opowiadania Jocker'a

Westchnęłam, wciągając w nozdrza zapach drzew.
-Jest... milutko-mruknęłam.-Aczkolwiek nikogo tutaj nie znam. Oczywiście oprócz ciebie, Jocker.
Przez chwilę szliśmy w ciszy.
-Miałeś kiedyś partnerkę? No wiesz, dziewczynę...-powiedziałam. Nie, żeby coś. Pytanie z psiej ciekawości.
Ale pies całkowicie mnie zignorował. Uznałam, że nie chciał o tym mówić. Zaczerpnęłam powietrza w płuca, aby zadać kolejne pytanie, ale Jocker mi przerwał.
-Rachel. Na imię jej było Rachel-wyszeptał. Spojrzałam mu w oczy, do których napłynęła jedna, maleńka kropelka łzy.Nie chciałam z niego wyciągać nic więcej. Wiedziałam, że coś musiało się stać. Umarła? Nie, raczej nie, chociaż to i tak prawdopodobne. Nagle mnie olśniło.
Rachel odeszła. Wraz z innymi psami w sforze.
Nie wierzyła, aby Jocker był dobrym Alfą? Jak dla mnie to było nie do pomyślenia. Momentalnie zmiękło mi serce. Przystanęliśmy i położyłam mu łapę na ramieniu.
-Hej, nie smuć się. Znajdziesz inną. Tą, która cię nie opuści w potrzebie. PRAWDZIWĄ samicę Alfa, która będzie cię wspierała, a przede wszystkich kochała, Jocker-powiedziałam. Ruszyliśmy dalej. Nagle ujrzałam małą chatkę wbudowaną między parę drzew, na której szczyt prowadziły schodki. Wstrzymałam oddech.
-To jest...
-Domek Gangu Nieustraszonych Szczeniaków-wyszeptał Jocker. W jego oczach coś zalśniło. Ruszył schodami w górę chatki. Poszłam za nim. Kiedy wspięliśmy się do małej izby, Jocker starł ogonem kurz z parapetu okna.
-Nie rozumiem, Jocker. Co to jest za miejsce?-zapytałam delikatnie.
-Kiedy byłem małym szczenięciem, ja, Suzzie, Rachel, Theo i Athena przychodziliśmy tutaj. To było miejsce naszych spotkań...-westchnął.
-A teraz jesteś już starym dziadem i nawet dosięgasz sufitu-zaśmiałam się łobuziarsko. Zgromił mnie wzrokiem.
-To nie było miłe!-powiedział. Zaraz jednak zaczął się śmiać. Biegiem zeszłam po schodach, a Jocker mnie gonił. Dobiegliśmy do ośnieżonego miejsca zwanego Złotymi Wzgórzami. Potknęłam się o patyk i upadłam w śnieg, a Jocker na mnie. Śmiejąc się, sturlaliśmy się po wzgórzach.

Jocker? XD
Niczym w reklamie Wedla - odkryj w sobie dziecko.

czwartek, 15 grudnia 2016

Od Galli- CD opowiadania Night Hunter'a

,,Gaga? Serio?"-zaśmiałam się w myślach.
-No...może tak, a może nie-wyszczerzyłam śnieżnobiałe, ostre zęby.
-No to tak czy nie? Zdecyduj się-wywrócił oczami.
-Tak więc...-zaczęłam opowiadać o sobie.
Nie było tego złego, przynajmniej miałam się komu wygadać. Po jakiejś godzinie spacerowania nagle się zatrzymałam.
-O co chodzi?-rzucił samiec z nutą obojętności w głosie.
-Będę już szła...Muszę jeszcze poszukać sobie jaskini...-ruszyłam powoli przed siebie.
Niespodziewanie poczułam uścisk na ogonie. Obróciłam łeb. Hunter mnie zatrzymał.
-Hm?
-Nie ma nowy-powiedział stanowczo-jeszcze coś ci się stanie.
-Aj tam...dam sobie radę-machnęłam lekceważąco łapą-puść mnie.
-Powiedziałem, że nie.
Chciałam iść dalej, ale wylądowałam na grzbiecie psa.
-Yh...
Nie odzywał się już, po prostu szedł w kierunku swojej jaskini.


~~~*~~~

Po kilkudziesięciu minutach byliśmy już w ciepłej jaskini. Była ona przytulna, ładnie urządzona, dość duża i głęboka, przez co, gdy weszło się na jej sam koniec, niektórym mogłoby być nawet za gorąco. Akurat idealna na dzisiejszą noc. Tak, zaczęła się właśnie śnieżyca. Night położył mnie w rogu, na końcu jaskini na grubym, mięciutkim kocu. Dziwiło mnie, że troszczy się o sukę, którą zna mniej niż trzy dni. Obok koca, na którym właśnie leżałam położona była drewniana miska, w której była woda. Uniosłam łapę nad miskę. Poczułam ciepło. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wieczór zapowiadał się świetnie...do czasu. Około godziny 23 dopadła mnie gorączka i dreszcze...

Night Hunter?

Od Rose

Jak najszybciej wymaszerowałam z jaskini alfy, aby uniknąć dalszej rozmowy. Przyjęto mnie... Zaledwie trzy dni temu uciekłam... Czy rozpocznie się nowy rozdział w moim życiu? Czy odnajdę szczęście? Nie... Nie sądzę. Szłam powoli ośnieżoną ścieżką, ze wzrokiem wbitym w ziemię. Nagle poczułam mocne uderzenie, przez co upadłam na twardy grunt. Jęknęłam cicho, czując jak ból w licznych ranach nasila się. Podniosłam pysk i ujrzałam przed sobą jakiegoś psa. Momentalnie poderwałam się z ziemi.
- Przepraszam! - pisnęłam przerażona.
Czułam, jak serce zaczyna mi bić w nienaturalnie szybkim tępie, a i oddech pędzi jak szalony. Stałam przerażona, bojąc się ruszyć. Pies wyglądał na dużo silniejszego, z łatwością mógłby mnie nawet zabić! Z oczu popłynęły mi łzy.
- Proszę... Nie rób mi krzywdy... - wyszeptałam, z trudem hamując szloch.

Ktoś? ^^

Od Night Hunter'a- CD opowiadania Galli

Szliśmy powoli ośnieżoną ścieżką. Gruba warstwa białego puchu otulała wszystko niczym kocyk. Mroźny wiatr targał naszą sierść, a my spacerowaliśmy w milczeniu.
- A... Czym się zajmujesz? - zapytała nagle Galla, przerywając ciszę.
- Jestem strażnikiem północy - wyjaśniłem krótko, nawet nie spoglądając na sunię.
Ta jednak nie dała za wygraną i zasypywała mnie falą pytań.
- Słuchaj Gaga... - zacząłem.
- Gaga?! - przerwała mi oburzona.
- Mniejsza... Może teraz ty byś coś o sobie opowiedziała?

Galla?

Nowa suczka- Rose!

Imię: Rose (ang. Róża)
Ksywka: Dawniej bliskim osobom pozwalała używać skrótu Różyczka.
Głos: Christina Perri
Rasa: Border Collie
Wiek: 2 lata
Płeć: Bez wątpienia suczka
Stanowisko: Wybrała sobie posadę lekarki
Rodzina: Rodzice dawno nie żyją, a siostra... Nie wiadomo, co się z nią teraz dzieje.
Partner: Brak.
Charakter: Rose? Przede wszystkim jest to niezwykle nieśmiała oraz tchórzliwa suczka. Przez to, co spotkało ją w przeszłości unika innych j rzadko wdaje się w rozmowy. Dlaczego? Po prostu się boi. Strach... To uczucie towarzyszy jej każdego dnia. Mimo to, gdy jednak się przełamie, ujrzysz delikatną suczkę o złotym sercu, pragnącym nieść pomoc zawsze i wszędzie. Poda pomocną dłoń każdemu, kto tego potrzebuje, bez względu na wszystko. W głębi duszy pragnie miłości, lecz zarazem boi się... Zresztą jak wszystkiego. Marzycielka, nie można zaprzeczyć. Wciąż śni o lepszym jutrze, o szczęściu... O kimś, kto da jej schronienie i zaakceptuje ją taką, jaka jest.
Historia: Urodziła się w pewnej leśnej sforze. Jej rodzice mieli już jedną córkę - Vanessę. Zaledwie kilka miesięcy później na świat przyszła malutka Rose. Rodzice oszaleli na jej punkcie, zapominając praktycznie o swoim drugim dziecku. Przez rok życie Różyczki przypominało bajkę. Dogadzano jej na wszystkie możliwe sposoby, miała wszystko czego zapragnęła. Mimo to nie była zadufana w sobie, wręcz przeciwnie, toteż u wszystkich momentalnie zdobywała sympatię. Niestety, Vanessa, gnana okrutną siłą zazdrości, pewnego dnia z zimną krwią zamordowała własnych rodziców, a siostrę porwała i uwięziła. Przez około rok trzymała ją w klatce i znęcała się nad nią. Codziennie ją biła i głodziła, twierdząc, że to zemsta, za zniszczenie jej życia. Pewnego dnia jednak pojawiło się światełko w tunelu, gdyż Vanessa nie domknęła drzwiczek klatki. Rose, nie zważając na potworny ból spowodowany licznymi ranami, uciekła jak najdalej. Wedrowała dwa dni bez przerwy, aż w końcu upadła wykończona. Wówczas odnalazł ją ktoś z SPU. Po namyśle zgodziła się dołączyć.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Kama3007 | gwiazdkowa3007@gmail.com

Od Aver

Byłam w nowej (zupełnie) sforze... Nie znałam nikogo ... Nagle zobaczyłam pięknego, przystojnego czarnego owczarka niemieckiego. Podeszłam do niego nie śmiała.
- Dzień dobry, jestem Aver...
- Anubis - zaśmiał się. - Co ty taka nie śmiała?
- Nie... Bałam się, że będziesz nie miły... - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie, ja taki nie jestem chyba, że ty? - oznajmił.
- Ja też taka nie jestem! - uśmiechnęłam się pewniej. - Możesz mnie oprowadzić?
- Wiesz... Nie jestem tutaj za długo, ale trochę znam tu fajnych miejsc! - uśmiechnął się. Miałam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. Wydawał się miły.
- Każde coś to dla mnie dużo, nue jestem marudna, nie wybrzydzam! - oznajmiłam.

Anubis? Oprowadzisz mnie?

Nowa suczka- Aver!

Imię: Aver
Ksywka: Avi
Głos: Jula 
Rasa: border collie
Wiek: 2 lata, to mało, ale według niej trochę się uzbierać dało.
Płeć: Suka, oczywiście!
Stanowisko: szpieg
Rodzina: zginęli... :(
Partner: brak, lecz zakochana jest w...
Charakter: przyjazna suczka, gotowa oddać życie za przyjaciela. Jej myśli zawsze są czyste, gdy chodzi o inne znajome psy. Oczekiwanie od niej poświęcenia, wymaga dużej znajomości. Zaufanie, tak, posiada ją każdy pies, który zasługuje na to. Ma dobre kontakty z innymi. Życie towarzyskie... Posiadanie partnera nie jest u niej konieczne, ale nie mówi, że to ją jakoś obciąża... Nie! Przeciwnie! Często marzy o tym, by ktoś mógłby być przy niej, blisko. Lubi szaleć jak szczeniak, Ale nie pokazuje tego przy obcych psach. Umie być stanowcza. Walka idzie jej całkiem dobrze.
Historia:  Żyła? - nie rozumiałam.- Jak żyła? Ski żyje, moja siostra żyje!
- Niestety nie... Ski... Oni ją zabili... Ludzie... - mruknął mój przyjaciel, Dash.
- Dash, tu żartujesz, to jeden z twoich bezsensownych żartów, błagam, niech to będzie żart! - wrzasnęłam zdezorientowana.
- Widziałem jak umiera... - usiadł ukazując swoją bezsilność. Moja siostra nie żyła... Umarła, nigdy więcej nie zabójcze Ski...
- Nie możliwe... - jęknęłam załamana i usiadłam obok Dasha.
- Niestety... Musimy uciekać... Ludzie są na tym terenie... Złapią nas... - szepnął przerażony Dash.
- Ja... Uciekam z tobą! - oznajmiłam a na pysku psa pojawiło się zmieszanie.
- TYLKO... Ja uciekam razem z moją suczką, Kili... - unikał mojego wzroku.
- A więc zostawiasz mnie...? - wyjąkałam a on ze skruchą pokiwał głową.
- Ja... Ja... Ja mam własną grupę... - zaczął grzebać łapą w ziemi. - Nazywa się 'King Dogs'...
- Opiekuj się swoją paczką o mnie zapomnij, taka jest twoja zasada?!- warknęłam.
- Jestem ich szefem... Muszę bronić swoich, zrozum to, Aver ...
- Byłeś moim najleprzym przyjacielem!!! - warknęłam. Myliłam się co do niego.
- Wiem ale... Muszę bronić swoich! - oznajmił poważnie.
- Udajesz kogoś, kim nie jesteś i nigdy nie będziesz! - krzyknęłam i dobiegłam. W moich oczach była złość. Pierwszy raz ktoś tak mi złamał serce! Tak mocno! Zrobił to, nawet się tym nie przejmując!
- Ciekawe jak sobie poradzisz sam z tą grupą! - wycedziłam przez zacisnięte kły. Kiedyś, gdy zaatakowały go dwie wiewiórki to ja go uratowałam a on ukrył się za drzewem. To był zwykły tchórz, wiedziałam o tym, Av, pomyślałam. Ignorowałaś to, wściekłam się dodatkowo. Nagle zauważyłam psa biegnącego w moją stronę.
- Kim jesteś? - warknęłam.
- Dołączysz do sfory? - spytał.
- Tak! - odpowiedziałam. Potrzebowałam teraz psów, które będą mnie wspierać.
Upomnienia: 0
Kontakt: Wolfix

Od Galli- CD opowiadania Night Hunter'a

Zaczęłam jeść. Zjadłam mniej niż połowę. Odsunęłam się od martwego zwierzęcia i skierowałam wzrok na psa, który właśnie zaczynał swoją ucztę. Przymrużyłam oczy. Położyłam się i oparłam pysk o łapy. Obserwowałam Night Hunter'a w milczeniu.

*****

Zasnęłam. Sama nie wiem kiedy. Niedaleko mnie leżał samiec, przyglądał mi się.
-Lepiej się czujesz?-zapytał przerywając, jakże krępującą ciszę.
-Tak...dziękuję-przeniosłam wzrok na swoje łapy.
-Nie ma za co...-wstał i podszedł do wyjścia-może się przejdziemy?
-Czemu nie?-podniosłam się.
Lekki uśmiech gościł na moim pysku.


Hunter? Brak weny [*]

Uwaga!

Zmieniamy hierarchię dlatego od teraz dane stanowiska wyższe należą do:

Alfa- Jocker
Beta- Anastasia
Gamma- Sakura
Delta- Jem

Mam nadzieję że wszystkim odpowiada taka decyzja. Jeżeli są jakieś sprzeciwy proszę pisać na howrse. (ale mam wielką nadzieję że nie (͡° ͜ʖ ͡°))

~Jocker

Pierwszy szczeniak- Quake!

Imię: Quake (czyt. Kłejk)
Ksywka: Qu, innych ksywek jeszcze nie słyszał.
Rasa: Labrador
Wiek: 9 miesięcy
Płeć: Pies no raczej.
Rodzina:
● Matka- Shesa ✝
● Bracia- Dake, Earth
● Siostra- Selen
Zakochany: Na razie nie ma w kim. Zresztą Quake obrzydzają dziewczyny.
Charakter: Quake ma dość duże poczucie humoru. Jak to szczeniak, uwielbia zabawę, szaleństwo. Stara się aby jego dzieciństwo było beztroskie i nie zapomniane. Jest psem towarzyskim. Lubi nawiązywać nowe przyjaźnie i prowadzić długie konwersacje. Jedna cecha jego charakteru jest nieznośna a mianowicie... Szaleństwo. Tego szczeniaka wszędzie jest pełno. Biega nie gorzej niż dorośle zbudowany owczarek. Zawsze znajdzie się czas na zabawę ale też na chwilę relaksu. Quake rozbawi cię do łez.
Historia: Szczeniak urodził się w schronisku. Mama jego i jego rodzeństwa była już dość stara i zaniedbana. Dlatego też musieli ją zabić. Bo tak się robi z psami, które nie podobają się już ludziom. Dosłownie kilka chwil przed nakazaną śmiercią oddała poród. Był to Quake i trójka rodzeństwa. Dwóch braci i jedna siostra. Szczeniaki były oczywiście słodkie. Zostały przeniesione na dział ze szczeniakami i zamknięte w jednej klatce. Leżały skulone nie wiedząc co się z nimi dokładnie dzieje. Po 3 miesiącach gdy nauczyły się chodzić itd, były jeszcze bardziej wystraszone. Quake dowiedział się od wilczura z sąsiedniej klatki, że ich matka musiała umrzeć po porodzie. Szczeniak wolał zachować tą straszną informację dla siebie. Kolejne tygodnie w klatce ciągnęły się i ciągnęły a szczeniaki coraz bardziej pragnęły się wydostać. Nie chciały mieć domu ani właściciela, chciały wolności. W rogu klatki zaczęły wygryzać dziurę w drucianej kracie. Osiem rządków ostrych ząbków poradziły sobie z tym zadaniem niezwłocznie. Po cichu wydostały się z klatki i uciekły od tego podłego miejsca jak najdalej. Rodzeństwo nie chciało się rozdzielać ale wiedzieli że każdy z nim chce robić w życiu co innego. Dlatego pod wielkim drzewem złożyli sobie ciepłe i wzruszające pożegnanie. Każde szczenię pobiegło w inną stronę. Quake wiedział że jego powołaniem jest jakaś sfora. Dlatego szukał jakichkolwiek psich terenów. Po kilki miesiącach samotnych wędrówek znalazł Sforę Psiego Uśmiechu. Nie było tu jeszcze żadnego szczeniaka więc zaszczycony maluch postanowił dołączyć. Jocker przyjął go cieple jak własnego syna.
Kontakt: natik880 / natigrati@gmail.com

Od Raven'a- CD opowiadania Lucelle


Zacząłem biec za zdenerwowaną suką. Wyprzedziłem ją i zatrzymałem.
-Przeszkodziłem ci w polowaniu, tak?-warknąłem nieco zdyszany-w takim razie proszę, upoluję ci jakiegoś jelenia-zastrzygłem uszami.
Samica rozejrzała się, po czym zatrzymała wzrok na moim pysku.
-Zgoda-patrzyła na mnie z pogardą.
Warknąłem pod nosem. Schyliłem łeb i zacząłem węszyć. Gdy nic nie wyczułem ruszyłem przed siebie.

Lucelle? Przepraszam, że takie krótkie...

Od Night Hunter'a- CD opowiadania Galli

Gdy sunia zasnęła, postanowiłem załatwić nam coś do jedzenia. Słońce dopiero rozpoczynało swoją codzienną wędrówkę po niebie. Z północy nadciągały ciemne chmury, mogące zwiastować kolejne opady śniegu. W zamyśleniu dotarłem na polanę, będącą pastwiskiem dla stada saren. Przyczaiłem się w krzakach, oczekując, aż zwierzyna podejdzie na wystarczająco blisko, po czym momentalnie rzuciłem się na niczego nieświadomą sarnę. Wbiłem jej kły w krtań, a ta po chwili upadła na ziemię martwa. Zaciągnąłem zdobycz do jaskini, gdzie zastałem Gallę.
- Proszę - mruknąłem, wskazując na martwe zwierzę. - Jesteś teraz słaba, potrzebujesz sporo energii, aby wrócić do zdrowia... - powiedziałem pozornie bez emocji.
Suczka skinęła głową i zabrała się do jedzenia.

Galla? ^^

Od Lucelle- CD opowiadania Raven'a

Co mogłam robić o tej porze w lesie? Szukałam czegoś do jedzenia żeby zacząć robić zapasy. Szłam cichutko po śniegu szukając mojej ofiary. Rozglądałam się bacznie za jakimkolwiek śladem zwierzęcia pozostawionym na śniegu. Niestety płatki śniegu sypały obecnie bardzo obficie więc zakryły już wszelkie tropy. Westchnęłam rozczarowana. Nagle usłyszałam ciche oddechy przez duże nozdrza. Zwróciłam łeb w stronę dużej polany. Wielki jeleń właśnie rozkopywał śnieg w takim samym celu jak ja. Jednak tym razem to ja się najem. Schyliłam się nisko i zaczęłam czołgać się aby być bliżej ofiary. W odpowiednim momencie wstałam żeby zrobić skok. Niespodziewanie pode mną przebiegł malutki króliczek. Myślałam że to nie spłoszy jelenia. Jednak za zającem biegł pies. Starał się zahamować ale było za ślisko dlatego wpadł prosto na mnie. Odskoczyłam szybko od psa i spojrzałam w stronę mojego znaleziska. Pobiegło sobie w te pędy. Popatrzyłam wściekła na psa który akurat klną coś pod nosem.
- Przepraszam...-warknął cicho.
Przekrzyknęłam jego warknięcie swoim. Wystraszony pies wstał i wylądował przede mną.
- Ty goniłeś tego głupiego królika.- parsknęłam złością.- A ja miałam na swoim celowniku jelenia!
Pies nie wiedział co powiedzieć. Przewróciłam oczami i zaczęłam odchodzić. Gdzie ja znajdę taką zdobycz?! No gdzie? Nie będę się zimą przecież karmić zającami. Dyszałam ciężko podenerwowana. Nagle usłyszałam że ktoś za mną biegnie. Znowu on?

Raven? 

środa, 14 grudnia 2016

Od Jocker'a- CD opowiadania Omegi

Czekałem na nią jakieś 20 minut. Nie przeszkadzało mi to. Rozglądałem się i oglądałem jaką... okropną mamy zimę. Wszędzie mokro i ponuro. Co chwila wzdychałem na wspomnienia zimy w zeszłym roku. Nagle zjawiła się Omega gorączkowo przepraszając. Gdy ją ujrzałem podskoczyłem gdyż wybudziła mnie z zamyślenia.
- Nic się nie stało, spokojnie.- złapałem ją gdy zaczęła skakać mi przed oczami.
Odstawiłem suczkę na śnieg i uśmiechnąłem się.
- Nie czekałeś za długo?- zapytała już prawie spokojna.
- Niee no coś ty.- zapewniałem ją.
Suczka odetchnęła z ulgą. Uśmiechnąłem się jeszcze raz. Ruszyliśmy w głąb lasu. Mimo że wszędzie było mokro to nie było tak źle jak opisywałem to na początku. Na gałęziach drzew widniały małe sopelki odbijające promienie słoneczne. Szliśmy razem ścieżką. Wyszliśmy na polanę pełną przebiśniegów. Tak szybko? Przebiśniegi? To chyba sprawka żyznej ziemi w tym miejscu. Wychowuje kwiaty o wiele szybciej niż powinna. Podeszliśmy pod pojedyncze drzewo i usiedliśmy pod nim. Spojrzałem na Omegę.
- Jak ci się podoba sfora?- myślałem że tym jakoś zacznę temat.

Omega? Weny po prostu nie było xD

Od Raven'a

Obudziłem się późnym popołudniem, gdy na zewnątrz panował już mrok.
-Ugh...-jęknąłem sam do siebie.
Wstałem i leniwie ruszyłem w stronę wyjścia. Byłem zmuszony wyjść z jaskini mimo, że tego nie chciałem, mój żołądek domagał się żarcia. Szedłem przed siebie nie wiedząc gdzie jest najwięcej zwierzyny. Nagle pod łapy wbiegł mi zając.
-Lepszy rydz niż nic-szepnąłem cicho, po czym rzuciłem się w pogoń za zwierzakiem. Potem dokładnie nie wiem co zrobiłem... wszystko za szybko się działo. A nie...jednak coś tam pamiętam. Biegłem ile sił w łapach za moim przyszłym podwieczorkiem. Przebiegł pod jakąś suczką, nie wyhamowałem i na nią wpadłem. Suka wylądowała pode mną. Odskoczyłem jak najszybciej od samicy, po czym zacząłem klnąć pod nosem.
-Przepraszam...-warknąłem cicho.

Lucelle? XD

Od Omegi

W SPU już jestem jakiś czas... Szczerze mówiąc, tego dnia odkryłam, że nie znam nikogo w sforze oprócz Jocker'a. Zniesmaczona uznałam, że muszę się zapoznać... W końcu nie jestem taka aspołeczna, jaka mogę się wydawać. Kiedy więc skończyłam pracę, ruszyłam w kierunku Rajskiego Ogrodu. Kiedy znalazłam się przy stawie, delikatnie dotknęłam łapą wody. Była jakby... mulista? Nie była idealna do picia. Westchnęłam. Zapewne odkąd Mashine, były Alfa, ojciec Jocker'a, umarł, tereny trochę zostały zaniedbane. Myślę, że ktoś musi się tym zająć... Usłyszałam szelest, trzask gałązki. Zerwałam się do pozycji gotowej do walki. Ujrzałam skradającego się białego owczarka szwajcarskiego. Odbił się tylnymi łapami od ziemi i skoczył na mnie. Potoczyliśmy się, szamotając, po ziemi, po czym oboje wpadliśmy do wody. Woda zalała mi płuca. Szaleńczo machając łapami podpłynęłam do góry i wypłynęłam na powierzchnię. Zaczęłam szaleńczo kaszleć. Naprzeciw mnie nieznajomy również ukazał się spod powierzchni wody. Walcząc z kaszlem, wyszłam na brzeg, a owczarek za mną. Warknęłam w jego stronę, ukazując białe kły.
-Zwariowałeś?! Chciałeś mnie zabić?!-syknęłam.

Ramzes? :3

wtorek, 13 grudnia 2016

Od Lucelle- CD opowiadania Anubis'a

- Po prostu chodzi o to że mnie wystraszyłeś. Nie mam ci nic za złe.- przewróciłam kilka razy uszami.
- Nie miałem zamiaru cię wystraszyć.- parsknął.
- Ale sztywno się zrobiło.- zaśmiałam się.- Pooglądasz może ze mną gwiazdy?
Pies wzruszył ramionami. Położyliśmy się oboje w tym samym miejscu w którym leżałam sama przed spłoszeniem. Byłam czymś zestresowana. Sylwetka, którą widziałam w lesie nie przypominała Anubisa. Zerkałam teraz na niego próbując sobie przypomnieć wszystko. Na przykład ten fakt że oczy Anubisa są brązowe a tego cienia pod drzewami były jasno zielone. Prawie że żółte. Rażące. Poczułam że coś jest nie tak. ~Nieprzyjaciel~ pomyślałam. Zerwałam się z miejsca.
- Nie jesteśmy tu sami.-szepnęłam.
Zdezorientowany pies powoli wstał. Zaczął się rozglądać dookoła. Kręciłam uszami od jednej góry do drugiej. Nasłuchiwałam ruchów prawdopodobnie wilka. Usłyszałam trzeszczenie łap pod śniegiem. Nie był to Anu gdyż on się nie ruszał. Zza drzewa wysunął się wielki, czarny, zielonooki basior. Uniósł wargi ujawniając nam rzędy ostrych jak brzytwa zębów.





Oboje z Anubisem odsunęliśmy się przyjmując jednocześnie pozycję do walki. Położyliśmy uszy po sobie. Nie wiadomo czy damy sobie z nim radę. Zerknęłam spłoszona na Anubisa.

Anubis? 

Od Phoenixa - CD opowiadania Sakury

Puchata słodkość powoli pochłaniała wzrokiem każdy cal śnieżnobiałej sierści należącej do obcej, niepoznanej do tamtej pory samicy. Jego nozdrza mimowolnie pochwyciły woń, która bez problemu dała mu do zrozumienia, co też przed chwilą wyrabiała owa przedstawicielka płci pięknej. Przyjemny zapach świeżego, najpewniej nieprzetrawionego jeszcze mięska. Właściwie to nie mogło być nawet napoczęte, gdyż aromat przepysznej jeleniny powoli wprawiała Szpica w zakłopotanie. Jego wzrok przypadkowo powędrował właśnie ku wspaniałemu, zabitemu okazowi sporego, martwego rogacza. Przez sekundę odczuł nawet silną chęć zabrania posiłku ze sobą, aczkolwiek coś mu w tym przeszkodziło - obecność suki wprawiała go w nieco dziwny nastrój, a panująca między nimi napięta atmosfera nie pozwalała na luźniejszy, przypominający bardziej pogawędkę niż wydawanie rozkazu dialog.
- Postaram się, bez obaw. - westchnąwszy cicho, opuścił swoją puszystą, wyglądającą jak olbrzymi paluszek rybny łapę, która jeszcze przed chwilą znajdowała się na zewnętrznej części białej kończyny. Kiedy ich spojrzenia ponownie się spotkały, wargi obu psich pysków wygięły się w niepewnych uśmiechach. Można było uznać, iż żaden z nich nie miał najmniejszego pomysłu na to, aby przedłużyć jakoś ich umierającą rozmowę, tlącą się niczym ostatni, niemrawy węgielek spoczywający w czeluściach wysokiego komina. To właśnie samiec wykonał ruch jako pierwszy - wyciągnął drugą łapę w kierunku suki, zupełnie tak, jakby chciał przewinąć do tyłu wcześniejszą scenę.
- Kiedyś Cię tu widziałam - oznajmiła, ściskając ową kończynę. - Jesteś nowy, prawda?
- Może tak, a może nie. Zależy od tego, czy kilka tygodni uważasz za krótki okres, chica.
Śnieżnobiała przez chwilę zmarszczyła swoje niewyraźne, ledwo zarysowane brwi, jednakże kundel zdawał się tego nie zauważać: szeroki, dziecięcy uśmiech tkwił na jego obliczu bez przerwy. Możliwe, że uznawał takie zakłopotanie z jej strony za sukces w konwersacji, może chciał sprawić, aby samica czuła się zagięta.
- Przecież żartowałem - westchnął, przewracając teatralnie oczyma. - Phoenix, przedstawisz się?

Sakurken?

Od Ramzesa

Maszerowałem po terenach sfory. Nie znałem jeszcze większości terenów, właśnie się z nimi zapoznawałem. Cóż, może byłoby inaczej, gdyby ktoś mnie oprowadzał. Przecież nawet nie znam ich nazw, a to jest podstawą, bo nie będę mówić; "Ta rzeka", "ta łąka", bo przecież nie wypada, prawda? Jestem już pełnoprawnym członkiem Sfory Psiej Uśmiechu, więc muszę się popisać doskonałą wiedzą by mieć dobrą reputację. Bo to również jest najważniejsze. Wpatrując się w tafle, nieustannie kołysającej się wody przechodziły przez moją głowę myśli, zbyt złe myśli aby można było je opisać. Czując lekki powiew wiatru, obejrzałem się w stronę północy. Przepiękny kruk przeleciał nad lasem, wznosząc się w górę, znikając za horyzontem. Uśmiechnąłem się szeroko w duchu, jednak postanowiłem napić się krystalicznej wody, gdyż iż ponieważ byłem bardzo spragniony. Woda była dość lodowata, z wiadomych powodów; jest zima, wszystko zamarza, jest coraz większe niebezpieczeństwo, bo zawsze ktoś może się poślizgnąć i nieźle upaść, łamiąc sobie coś, czego chyba nikt by nie chciał, prawda? Cóż, zima jest moim ulubionym sezonem, jednakże wiąże się z wieloma niebezpieczeństwami i wypadkami na całym świecie. Niepewnie zamoczyłem łapy w wodzie, po czym odetchnąłem z ulgą. Zamoczyłem się cały, a wnet zauważyłem coś dość białego wyglądającego, które przebiegło między drzewami. Wystrzeliłem jak z procy, wybiegając z wody i włączając turboramzesa. Dogoniłem tego kogoś, rzucając się na niego od tyłu. Przewróciłem go, położyłem go na plecach.
- Co... CO TY ROBISZ?! - warknął pies, próbując odepchnąć mnie. Widać było, że był zdecydowanie zadowolony z zaistniałej sytuacji, a także wyrwany z kontentu. - Jakim prawem zaatakowałeś mnie, przybyszu? - zawarczał, odpychając mnie i uciekając. Natychmiast podniosłem się dalej biegnąc. "niech to szlag". Nieznajomy wyparował, a ja stanąłem jak długi. Westchnąłem, włączając do akcji mój nos, który świetnie pokazywał mi drogę którą uciekł pies. Ruszyłem za nim, a już po chwili mogłem go zauważyć. Przyśpieszyłem i przybiłem go do drzewa.
- Kim ty jesteś?! - wysapałem, łapiąc go za futro. Spojrzałem prosto w jego piękne, jasne jak młode morze ślepia, które były lekko zasłonione zmarszczonymi brwiami ze złości. - Co ty tu robisz? Jesteś członkiem Sfory Psiego Uśmiechu? - pies przytaknął, a ja go puściłem. - Wybacz, Ramzes jestem. Bałem się, że jest to ktoś nieproszony, intruz. W końcu zazwyczaj intruzi biegają tak jak ty, między drzewami. - uśmiechnąłem się. Wtedy dopiero zrozumiałem, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas gdy chce mu pomóc, by się podniósł. Niepotrzebnie osądziłem mojego towarzysza o złodziejstwo, lub nawet intruztwo.
- Jestem Sakura. Spokojnie, rozumiem Cię. - uśmiechnął się delikatnie Owczarek Szwajcarski, przeciągając się. - Też czasem kogoś podejrzewam o różne rzeczy, a później się mylę. - nie schowała szerokiego uśmiechu, dając mi do rozumienia spokój i dobry humor, a także najzwyczajniejsze wybaczenie. Suka oblizała się. - Jesteś może... głodny? - zapytała cicho, podchodząc do mnie bliżej.
- Tak jakby. - westchnąłem, czując po tym zdaniu doskwierający głód w moim brzuchu. Przewróciłem oczami. - Tak, jestem. I co z tego? - poczułem zdenerwowanie, przez to że ktoś mnie rozgryzł. Pierwsza osoba rozgryzła, co czuję. Niesamowite... czy to jest możliwe? Ramzes; nieprzewidywalny i wredny gość. Ta... widocznie Sakura mnie już trochę zna i wie coś o mnie. Bywa. Choć dziwne, bo dopiero wczoraj zawitałem u stopach Jocker'a, widocznie wie coś o rozpoznawaniu.
- Musimy iść coś zjeść, też bym chętnie zapełnił się do końca. - uśmiechnęła się od ucha do ucha pies, wesoło podskakując. Wiedziałem, że musiałem mieć na tą babkę oko, to niemożliwe żeby ktoś wiedział co czuję... Jestem raczej trudny do rozgryzienia, ale teraz muszę skupić się na łowie. Chciałbym wreszcie się najeść. Do pełna. Ujrzeliśmy duże stadko jeleni, gdy doszliśmy na miejsce. Rozdzieliliśmy się. Ja musiałem atakować, a Sakura zapędzała. Westchnąłem. Lekko przykucnąłem, schyliłem się, by zniknąć w trawach. Jeleń, nic nie wiedzący o planowanym morderstwie, żuł spokojnie trawę. Wystawiłem lekko pazury, oblizałem się i skoczyłem na jelenia. Usiadłem na jego grzbiecie, a ten zaczął lekko wariować. Skierowałem pazury na tętnice. Lekko przesunąłem się do przodu. Teraz mogłem przeciąć tętnice, przez co zwierze będzie stanowiło smaczny kęsek. Lekko przejechałem pazurami po szyi, jeleń zaczął się wić. Sakura skoczyła na niego i ugryzła go w szyję. Ten lekko uspokoił się, po czym ją powalił. Zeskoczyłem z niego. W końcu spojrzałem na tętnice, po chwili przejechałem po niej mocno. Jeleń krzyknął ostatni raz, i położył głowę. Przestał oddychać. Uśmiechnąłem się lekko. Sakura oblizała się. Podzieliliśmy się jeleniem. Była to świetnie rozplanowana akcja, przez równie świetny duet. Świetnie, prawda? Warknąłem i zatopiłem kły w pysznym mięsie, przy tym brudząc kły krwią. Wytargałem trochę mięsa z jelenia. Położyłem się i zacząłem obgryzać go. Po posiłku, ruszyliśmy do jeziorka, pijąc tam wodę. Wskoczyliśmy z suką do wody, nurkując i ogólnie bawiąc się. Potem wyszliśmy, a ja ruszyłem do domu, podobnie jak Sakura. Westchnąłem, otwierając dom. Zamknąłem go, wchodząc na górę i oglądając, jak śnieg powoli spada na mój łebek. Otrzepałem się, zamykając balkon i idąc się kąpać. Wysuszyłem się, biorąc kość na kolację i położyłem się na kanapie. Zasnąłem na kanapie.
~*~
Wstałem dość wcześnie rano. Spałem aż do późna. Na śniadanie wziąłem jelenia z zapasów na zimę. Ah... już tak mało mi zostało. Muszę dość dużo wypolować, żeby były pyszne na zimę. Bo jelenie uciekną i będą się kryć. Wziąłem więc "sanie" i upolowałem wiele jeleni, położyłem na sanie i zacząłem ciągnąć. Obrałem je ze skóry, podzieliłem na kości i mięso i pakowałem w torebeczki. Zrobiłem tak kilka razy, bo musiałem zapełnić całą spiżarnię. Upolowałem jeszcze parę ptaków. Jednak ptaki tylko obdarłem z piór. Później poszedłem nad jeziorko, gdzie trochę popływałem. Później zauważyłem Sakurę, więc ruszyłem do niej.
- Cześć, Sakura. - uśmiechnąłem się lekko, patrząc na jej niesamowite oczy. Były tak jasne, że z chęcią obserwowało się je, można je porównać do niektórych rzeczy, jak niebo w poranku lata.
- Cześć. - odwzajemniła uśmiech suka. - Co u Ciebie? - "nothing". Tak, to powiedziałem po polsku. Towarzyszka odpowiedziała tym samym. Przytaknąłem. Nie miałem pomysłu na dalszą rozmowę. Cóż, rozmowa niezaplanowana, niestety. Nie mam serio pomysłu jak koontynuować to wszystko.
- Emmm.... a wczoraj coś się działo? - przerwałem ciszę, uśmiechając się lekko oczekując odpowiedzi od towarzyszki. Suczka prawdopodobnie sięgała pamięcią w tył, czyli wczorajszy dzień wspomina, heh.

Sakura?

Od Omegi - CD opowiadania Jocker'a

Zachwycałam się piękną jaskinią. Uśmiechnęłam się, w końcu stając obok Jocker'a. Spojrzałam na niego.
-Jest śliczna, naprawdę! Taka, jakiej potrzebowałam-wyszeptałam cicho. Poruszył na znak zgody ogonem.
-Też mi się podoba. Możesz trochę się tutaj ulokować, a ja może wrócę do siebie...-powiedział. Zaczął kierować się ku wyjściu.
-Nie, czekaj!-chwyciłam go za łapę. Spojrzał na mnie.
-Moglibyśmy się spotkać jutro...?-zaproponowałam psu. Odwzajemnił mu uśmiech.
-No dobrze... Co ty na spacer po Lesie Zielony Zagajnik?
Skinęłam mu głową, po czym Jocker wyszedł. Położyłam się na skórzanej poduszce leżącej na końcu jaskini. Zaczęłam myśleć. Jocker to naprawdę fajny pies. Dużo przeżył - tak jak ja. Jego życie przewróciło się do góry nogami po stracie kogoś bliskiego... Przełknęłam ślinę. Wstałam z legowiska i podeszłam do okna. Skąd oni wytrzasnęli szkło na stworzenie okna? Na dworze prószył śnieg. Nie lubiłam zimy... Po chwili zaczęło się ściemniać. Ciemność na mnie zadziałała. Zamknęłam powieki, opadłam ciężko na legowisko i zasnęłam.

~~~

Obudziłam się, kiedy promienie słońca musnęły mój pysk. Wyjrzałam przez okno i niemal zachłysnęłam się powietrzem.
-Jocker!-zapiszczałam. Miał na mnie czekać z rana. Szybko się wyszykowałam i pobiegłam do Lasu Zielony Zagajnik. Pies już na mnie tam czekał. Zaczęłam go gorączkowo przepraszać za spóźnienie.
-Jocker, naprawdę przepraszam! Zaspałam!-wysapałam.

Jocker? :V

Bardzo ważne!

Następujące osoby proszę o ponowne podanie mi swojego emaila na priv na howrse:


- Jem
- Sakura
- Anastasia
- Castiel
- Omega
- Silence/ Phoenix


Dziękuję, z poważaniem Jocker (wasza jakże kochana i wielbiona Alfa)





Od Anubis'a- CD opowiadania Lucelle

Powoli niepewnie podniosłem się z ziemi, i spojrzałem dziwnie na suczkę. Czy każdy musi brać mnie za wilka, kiedy mi się nie przyjrzy? Suka nie wyglądała na znajomą, nigdy wcześniej jej nie widziałem, może niedawno dołączyła? Zmierzyłem ją wzrokiem, i postanowiłem się odezwać.
- To nie moja wina, że z daleka wyglądam jak wilk. - Mruknąłem. - Przepraszam. Jestem Anubis.
- Lucelle. - Westchnęła powoli opanowując emocje. Przewróciłem oczami i zamierzałem iść, ale ta widocznie się mnie uczepiła, jak rzep psiego ogona.
- Mógłbyś następnym razem mnie nie straszyć? - Mruknęła cicho.
- Oh, madam, nie, więcej nie pokażę ci się na oczy. - Zmarszczyłem czoło i usiadłem przed nią. W sumie nie miałem nic do roboty, wszystko co miałem zrobić zrobiłem, mam czas wolny.
- Nie chodzi o to. - Mruknęła.
- Więc o co? - Zaśmiałem się.
- Em....- Zatkało ją. Wiedziałem że nie będzie miała co powiedzieć, ale po chwili, znów się odezwała.

Lucelle? Brak weny :<

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Od Sakury – CD opowiadania Sebastiana

Podniosłam się powoli, po czym rozejrzałam na boki, w celu zlokalizowana miejsca w którym obecnie się znajdowałam. Była to dosyć duża jaskinia, podobna do innych. Przyłożyłam kubek do pyska, po czym wzięłam jeden, pożądny łyk kakao.
- Co ja tutaj robię? – zapytałam zdezorientowana, kierując wzrok na nowo poznanego towarzysza. Pies uniósł lekko ciemne brwi, a na jego pysku rozpoznałam zarys zdziwienia.
- Nie pamiętasz? – zadał zdziwiony pytanie, na co odpowiedziałam my przeczącym pomachaniem łba. - Byłaś na bagnach – powiedział krótko Sebastian, a w mojej głowie coś błysnęło. Nie wykluczałam tej możliwości, jednak jaki miałam cel pójścia tam? Postanowiłam, że pomyślę o tym kiedy chociaż trochę powrócą siły. Możliwe, że była to tylko głupia, bez większego celu przechadzka.
- Dziękuję... – powiedziałam, zatrzymując się na chwilę i myśląc nad jakimś przezwiskiem dla psa. - ...bohaterze – dodałam, a na moim pysku ukazał się zwyczajny, sztuczny uśmiech, który już był nawykiem, pod którym chowałam resztę problemów.
- Bohaterze? – parsknął Sebastian, przekręcając lekko łeb. – Aż tak, może nie – dodał lekko speszony.
- Słyszałam – zaczęłam, przerywając psu. - Że gdy ktoś z kimś się zaprzyjaźnia, wymyślają sobie jakieś pasujące pseudonimy – mruknęłam, przypominając sobie treść jednej z ostatnich przeczytanych orzeze mnie książek, opierających się na przekazywaniu swoich uczuć innym, w czym nie byłam dobra. Po chwili wstałam, biorąc kolejny łyk napoju oraz odkładając koc na bok.
- Nie będę już przeszkadzać – rzekłam grzecznie, wiedząc, że robi tak większość kulturalnej społeczności psów. - I jeszcze raz dziękuję – dodałam, ze sztucznyn uśmiechem.

Sebastian?

Od Lucelle

Leżałam na śniegu. Brzuchem do gwiazd. Łeb miała podparty o lekkie wzgórze. Mimo pory roku, która obecnie panowała było mi ciepło i przytulnie. Białe płatki śniegu otuliły mój grzbiet. Zjawiłam się na tej wielkiej łące o północy aby pooglądać gwiazdy i księżyc. Jasne gwiazdy co ułamek sekundy migały radośnie jakby mnie komunikując. Ostrzegając. Patrzyłam na nie jak w transie. Nie odrywałam oczu o nieba. Spokojnie wydychałam powietrze z nozdrzy. Wskutek tego przede mną pojawiały się małe chmurki pary, po czym odlatywały wysoko żeby spotkać się z gwiazdami. Szukałam wzrokiem najróżniejszych konstelacji. Kilka znalazłam lecz nie te które planowałam znaleźć. Kręgosłup zaczął trzeszczeć i boleć dlatego przewróciłam się na bok. Zajrzałam w las. Daleko za drzewami stał jakiś pies. Postawą przypominał wilka. Położyłam uszy po sobie i obnażyłam kły. Przeturlałam się na drugi bok żeby wstać. Lecz gdy uniosłam swoje delikatne ciało na sztywne łapy, wilk zniknął. Kręciłam się wokół siebie bojąc się że drapieżnik wyskoczy z ukrycia żeby tylko mnie pożreć. Nie wytrzymam dłużej w tym stresie.
- No wyjdź! Boisz się?!- warczałam głośno.
Przed oczami przebiegła mi czarna sylwetka. Puszysty ogon pociągną się za resztą tułowia. Tak to na pewno był wilk. Odskoczyłam. Wilk ukrył się za górką. Wspięłam się na nią cichutko. Zeskoczyłam prosto na wroga przyciskając go jednocześnie do ziemi pokrytej lodem. Gdy trzymałam psa w objęciach musiałam się w końcu przekonać czy na pewno złapałam czarnego basiora. Odchyliłam jego wystraszony łeb. Był to pies z naszej sfory. Widziałam go jak gadał z Jockerem. Odepchnęłam go i odetchnęłam z ulgą.
- Oszalałeś?!- prawie krzyczałam.- Myślałam że zawału dostanę!

Anubis? Oj nie ładnie xD

Od Galli- CD opowiadania Sebastiana

-Nie ma za co-wywróciłam oczyma.
Usiadłam w wyjściu. Zimny wiatr szarpał delikatnie kosmyki mojego futra. Westchnęłam.
-Coś nie tak?-samiec podszedł do mnie z położonymi uszami.
Spojrzałam na niego i niepewnie przytaknęłam. Usiadł obok mnie.
-Co się dzieje?-przekrzywił lekko łeb.
-Nie zrozumiesz...-warknęłam.
-Skąd wiesz? Może jednak zrozumiem?-popatrzył przed siebie ewidentnie urażony.
-Przepraszam...-przejechałam pazurami po skalnym podłożu.
Zapadła krępująca cisza. Widziałam, że Sebastian kilka razy otwierał pysk, aby coś powiedzieć, ale jednak po chwili rezygnował.
-Rodzina...uciekająca młodość...-przełknęłam głośno ślinę.
-Hm...?
-To wszystko nie takie łatwe...niepotrzebnie opuszczałam miasto...tam miałam szansę na przyszłość...chciałabym założyć rodzinę, być kochana, ważna dla kogoś...mieć świadomość, ż, gdy umrę zostanie po mnie jakiś ślad...moi potomkowie. Jestem coraz starsza...czeka mnie jeszcze góra 10 lat życia...-zacisnęłam powieki, spod których wydostawały się łzy.
Zmieszałam psa, nie wiedział co ma mi odpowiedzieć.
-Na pewno kogoś sobie znajdziesz...-szepnął po chwili-jest dużo psów...a ty wcale stara nie jesteś...masz jeszcze sporo czasu...wszystko się ułoży-uśmiechnął się lekko.

Sebastian?

Od Destiny- CD opowiadania Raven'a

Podczas mojej nocnej przechadzki po lesie, ujrzałam psa, bodajże dobermana... Uznałam, że pośledzę go trochę, no bo czemu nie ? I tak nie było nic ciekawszego do roboty. Skradałam się po cichu, nie wydając żadnego szelestu. Moje ciemne futro wtapiało się w nocne tło, o tyle dobrze... Byłam jakieś dziesięć albo piętnaście metrów za nim, gdy ten zaczął się skradać i wskoczył w krzaki. Jakoś mnie to nie zdziwiło, gdyż widziałam wiele nie normalnych zachowań psów, ale gdy dojrzałam, że z krzaków wybiegł biedny przerażony zajączek, po prostu nie wytrzymałam i zaczęłam rechotać. Próbowałam to jakoś stłumić, trzymając łapę na pysku.
- Kto tu jest? - spytał całkiem obcy mi pies przy okazji obracając się w moją stronę.
Ups.... Chyba coś mi nie pykło. Przestałam się śmiać i z jakże wielką powagą na pysku przesunęłam się parę kroków na przód - w stronę psa aby mógł mnie ujrzeć, jednak wolałam zostać w odpowiednio bezpiecznej dla mnie odległości. Najwidoczniej nie był ani trochę zadowolony z tego, że mnie zobaczył. Ale jego mina mnie powalała. Niestety moja duma zabroniła mi się śmiać.
- Ja jestem. - parsknęłam z lekka ironicznym śmiechem i usiadłam.
Podniosłam moją jakże zgrabną łapkę i popatrzałam na swoje idealnie spiłowane pazurki. Jezusie, jakie ten psiak miny wali... Nie mogę się na niego patrzeć bo wyjdę na żabę jak znowu wybuchnę śmiechem...

Raven? ^^

Od Jem'a


- Dużo... Urządzić... Co... Myślisz? - z tego co mówił Jocker, zdołałem wyłapać mniej niż połowę słów. A to co powstało nie robiło żadnego sensu. Pomyślałem, że w tym wypadku mówi pewnie do Castiela, w końcu, pełniąc funkcję namiestnika, też uczestniczył w naradach. Więc przekręciłem się tylko na drugi bok, mrużąc oczy. Poczułem nagle dziwny ból w głowie, więc zakryłem pysk łapami. - Jem, słuchasz mnie? - warknął Alfa. Zerwałem się nagle z ziemi i otworzyłem szeroko oczy. Cały obraz zaraz zaczął sie rozmazywać, a ja znów złapałem się za skroń. Jock i Cas popatrzyli na mnie marszcząc brwi.
- Niech idzie do medyka, wyraźnie coś go bierze - mruknął namiestnik, a aussie tylko kiwnął pyskiem i wskazał mi wyjście.
- Odprowadzić cię? - spytał jeszcze, na co ja pokręciłem głową. Powolnie zacząłem kierować się na dwór. Słyszałem jeszcze urywek rozmowy, aż zniknąłem za rogiem.
Rzeczywiście, ostatnio miałem się gorzej. Cały czas czułem suchość w gardle i ciągle pokasływałem. Pomijając już ten tępy ból skroni. Jakimś cudem trzymałem się jeszcze na nogach. Cóż, moją jedyną nadzieją była teraz Sakura. Liczmy na to, że ma jakieś doświadczenie w leczeniu chorych. To właściwie dziwne polegać na kimś kogo się nie zna. I pewnie dlatego czułem się dosyć skrępowany, gdy suczka zaglądała mi do gardła, albo mierzyła temperaturę w dziwaczne sposoby. Wykonywałem jej polecenia bez protestu. Wreszczie chyba skończyła badania i ruszyła do półki skalnej, na której leżały przeróżne zioła. Stała tam kilka minut. Po tym czasie z zadowoleniem podała mi jakieś zawiniątko.
- Żuj to rano i wieczorem, powinno pomóc na ból. Oprócz tego pij dużo wody i wypoczywaj. Nie powinieneś się przemęczać. - powiedziała z uśmiechem na pyszczku, po czym wróciła do swojego wcześniejszego zajęcia - mieszania roślin i tworzenia z nich leków. Podziękowałem skinięciem pyska, a następnie wyszedłem. - O, przyjdź do mnie za kilka dni! Zobaczymy czy coś się poprawiło! - wykrzyczała gdy znajdowałem się już dość daleko od jej jaskini.
***
Noce były zdecydowanie najgorsze. Nie mogłem zmrużyć oka. Przy następnej wizycie zdecydowanie muszę poprosić Sakurę, by dała mi coś na bezsenność. Ale teraz jest około północy, muszę wytrzymać do jutra. To tylko kilka godzin. Nie, to aż kilka godzin. Chociaż to było moim najmniejszym problem. Zaraz dostałem ataku kaszlu. Nie mogłem złapać tchu. "Pić, pić, pić" było jedynym o czym mogłem myśleć. Ale w jaskini nie mogłem liczyć na wodę. Rzeka była za daleko, a w pobliżu nie było też żadnego jeziora. W jakiś sposób wyczołgałem się z jaskini, wciąż żałośnie pokasłują. Rozejrzałem się po okolicy i dostrzegłem błyszczącą taflę wody. No tak, przecież niedawno padało. Nie pomyślałbym, że kałuża może uratować mi życie. No dobra, bez przesady. W każdym razie podszedłem do źródła wody i zacząłem łapczywie pić.
- Ojej, kaszelek męczy, co? -  usłyszałem nieznajomy głos, który definitywnie należał do suki. Uniosłem łeb. Zobaczyłem czarną, smukła postać. Siedziała na kamieniu, z dumnie uniesioną głową. Nim zdążyłem się jednak przyjrzeć, znów poczułem ból w skroni, a obraz przed moimi oczami się rozmazał. Ciemna plama zeskoczyła zgrabnie ze skały i pokierowała się w moją stronę.
Destiny? C:

Od Anastasi – CD opowiadania Carnivore'a

   Przez chwilę szliśmy w milczeniu, dopiero po kilku minutach wywiązała się między nami rozmowa. Nie gadaliśmy o niczym konkretnym – ot, zabijaliśmy czas, poruszając różne, ciekawe tematy. Taki stan rzeczy mi nie przeszkadzał. Im dalej byliśmy od tematu nas samych, tym mniejsze było prawdopodobieństwo tego, że zapyta mnie o moją historię. Nie, żebym mu nie ufała. Po prostu nie lubiłam opowiadać na prawo i lewo o mojej przeszłości. Uważałam, że prywatne sprawy powinny zostać prywatnymi sprawami i tyle. 
   Poszliśmy nad rzekę, która o tej porze roku była zamarznięta. Ładnie współgrała z ośnieżonymi drzewami i całym krajobrazem. Zachwycałabym się nią pewnie dłużej, gdyby nie zdziwiony głos Carnivore'a.
   – Hej... Co to? – Podążyłam za jego wzrokiem. Zerkał na podartą kupkę szmat. Co dziwne, jeszcze kilka godzin temu ich nie było. Zastrzygłam uszami i trochę niepewnie do nich podeszłam.

Carnivore?

Od Anastasi – CD opowiadania Anubisa

   W ostatniej chwili uchyliłam się, inaczej dostałabym śnieżką prosto w pysk. Wskoczyłam za najbliższe drzewo i dosłownie sekundę później o jego pień rozbiła się kolejna śnieżka. Pośpiesznie zaczęłam lepić swoje. Wychyliłam się zza drzewa i rzuciłam dwa pociski na raz w rozglądającego się na wszystkie strony Anubisa. Przed pierwszą się uchylił, druga trafiła prosto w jego bark. Gdy zobaczyłam, jak pies lepi szybko śnieżki, nie bawiłam się w chowanie, tylko również zaczęłam tworzyć swoje. Chwilę później rozegrała się między nami mała bitwa; pociski latały we wszystkie strony i częściej chybiały, aniżeli trafiały do celu. W pewnym momencie Anubis trafił mnie sam środek czoła. Odwdzięczyłam mu się strzałem w ucho. Nie zastanawiałam się nad tym, że wyglądamy jak dzieci i moja matka by czegoś takiego nie pochwaliła. Zbyt dobrze się bawiłam, by o tym myśleć.

Anubis? Krótkie, wybacz.

niedziela, 11 grudnia 2016

Od Raven'a

Wyszedłem z ponurej jaskini, która od teraz była moim domem. Rozejrzałem się dookoła, po czym ruszyłem przed siebie. Wszędzie panował mrok, tylko światło księżyca, które i tak ledwo przedstawało się przez chmury, oświetlało tereny sfory. Usłyszałem szelest. Zastrzygłem uszami, ugiąłem łapy i powoli zacząłem skradać się w kierunku krzaków, skąd słuchać było odgłosy łamanych gałązek. W odpowiednim momencie wskoczyłem w zarośla. Ku mojemu zdziwieniu dostrzegłem tylko uciekającego, przerażonego zająca. Na szczęście nikt nie widział tej zawstydzającej sytuacji...przynajmniej tak mi się zdawało póki nie usłyszałem cichego śmiechu, wyłaniającego się z lasu.

Ktoś, coś?

Nowa suczka- Destiny!

Imię: Destiny. Imię odziedziczyła po swojej prapraprababce. Na początku uznawała je za staromodne i go nienawidziła, ale teraz uważa że jest conajmniej idealne.
Ksywka: Nikt nigdy nie zwracał się do niej skrótami, jakimiś pseudonimami czy ksywkami, które można było utworzyć z jej imienia. Ahh no oprócz rodziny i byłej doradczyni, aczkolwiek mówili na nią Dess, bądź Dessie, lecz ona za nimi nie przepadała i wciąż nie przepada.
Głos: Lana Del Rey     Swoją drogą... Dess nienawidzi swojego głosu.
Rasa: Owczarek Belgijski Groenendael
Wiek: 2 lata.
Płeć: Bez cienia wątpliwości możemy uznać że Destiny jest suką.
Stanowisko: Strażniczka Graniczna
Rodzina: Ma. Żyją. Mają się dobrze.
Partner: Nie ma. Czarna nigdy nie czuła żadnego przywiązania do osobnika płci przeciwnej, a czy to się zmieni? Może. Pożyjemy zobaczymy.
Charakter: Łatwo określić ją mianem bezlitosnej, bezwzględnej i nieugiętej suki. Dosyć agresywna, nie obejdzie się bez awantury, czy też w gorszym przypadku bójki, nawet, jeżeli problem wydaje się być już rozwiązany. Jest bardzo spostrzegawcza, co w parze z inteligencją daje jej wiele potężnych argumentów. Nie zrobi absolutnie niczego, jeżeli nie znajdzie w owym działaniu żadnych wartości, które mogłaby sobie przywłaszczyć. Destiny jest bardzo chciwa, z czym nigdy się nie kryła, zawsze twierdziła, że jeśli coś przypadnie jej do gustu, już jest po części jej własnością. Doskonale maskuje to, co w danej chwili czuje - jest prymusem w dziedzinie aktorstwa, potrafi zbajerować każdego, dlatego można śmiało powiedzieć, że jest to suka wpływowa. Manipulacja nie sprawia jej większego problemu, można nawet powiedzieć, że ma to zapisane w swojej krwi. Destiny cechuje również niesamowita odwaga, która z kolei napędza ją do wielu bezsensownych, impulsywnych działań, nie posiadających w sobie żadnego celu- co najwyżej obfitujących w ogrom powikłań, a także konsekwencji, których zawsze starała się unikać. Nie było takich chwil, w których Kruczoczarna okazała chociażby krztynę strachu czy słabości. Zachowuje zimną krew, myśli bardzo szybko i z równie prędkim tempem znajduje wyjście w danej sytuacji.. Mówiąc szczerze, umiejętność logicznego myślenia również przyczyniła się do rozsiewania ufności w stosunku do jej osoby. Ale dlaczego? Ano dlatego, że każdy z jej poprzedniej sfory ślepo wierzy w fakt, że Destiny będzie w stanie zapobiec wszelkim problemom. Jej "znajomi" mają świadomość, że ktoś taki jak ona jest urodzonym liderem, a dowództwo i zdyscyplinowanie licznej grupy nie będzie dla niej większym wyzwaniem. Jest coś, co może być lekkim zdziwieniem w zbiciu tych wszystkich cech, a mianowicie fakt, że sama Destiny jest wyjątkowo nieufna. Nie uznaje bezwzględnej dobroci, która przecież naprawdę istnieje. Można uznać ją za dziwną, jednak taka właśnie jest. Możliwe, że owa nieufność jest spowodowana jej wiarą w to, że złość, która panuje wewnątrz niej nigdy nie zostanie jej przebaczona, a sama jej postać zawsze będzie postrzegana jako wyjęta z piekła. Czy istnieje coś, co w jakiś sposób może przybliżyć jej zachowanie? Może to, że w tych wszystkich, złych cechach znajdzie się jedna, która swoją mocą przewyższa wszystkie inne. O jaką chodzi? Rzecz jasna, o oddanie, umiejętność bezwzględnego, a nawet ślepego poświęcenia.
Historia: Dess urodziła się w pewnej sforze oddalonej od Sfory Psiego Uśmiechu o jakieś 5 tysięcy kilometrów. Była najmłodszą, a zarazem jedyną córką Alf, a bynajmniej tak było przed jej odejściem. Już gdy miała rok, wszyscy ją chwalili i mówili jaką to będzie dobrą, a może i nawet najlepszą alfą w całej jej wiekopomnej rodzinie, lecz ona tego nie chciała słuchać. Nie miała nawet zamiaru zostać alfą, poniekąd dlatego uciekła od swoich rodziców, ale też dlatego, że chcieli zesfatać ją z psem z innej Sfory.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: klaudia34 | koteceq123@gmail.com

Nowy pies- Raven!

Imię: Raven
Ksywka: Rav
Głos: August D 'August D'
Rasa: Doberman
Wiek: 3 lata
Płeć: Samiec
Stanowisko: Strażnik graniczny
Rodzina: Matka pewnie nadal znajduje się w hodowli i rodzi szczeniaki dla ludzi. Ojca nigdy nie poznał, co jest normalne. W końcu urodził się w hodowli. Nie utrzymuje kontaktu z bliskimi.
Partner: -------
Charakter: Raven...oczywiste, że jest on buntowniczy. Nikt nie będzie mu mówił co ma robić...no może poza Alfą. Łatwo go zdenerwować mimo iż stara się nad sobą zapanować. Zdarza się, teraz coraz częściej, że jest miły i chętnie zawiera nowe znajomości. Zdarzy mu się jednak powiedzieć coś chamskiego i złośliwego...chcesz o nim wiedzieć więcej? W takim razie go poznaj.
Historia: Urodził się w hodowli. Kiedy skończył dwa miesiące zyskał "wspaniałych właścicieli. Żył sobie w luksusach, niczego mu nie brakowało. Gdy był mały dostarczano mu wiele miłości oraz pieszczot. Zresztą...gdy był już starszy również. Rav w końcu wkroczył w dorosłość. Jego 13-letnia właścicielka razem z matką wzięła Ravena na spacer. Z początku spokojnie, ptaki śpiewały, słońce świeciło. Samiec ujrzał jednak swojego znienawidzonego brata, którego prowadziła dziewczyna w wieku 14 lat. Raven nie zapanował nad nerwami, wyrwał się i rzucił na drugiego psa...rozszaprał go. Wszyscy stali jak słupy soli i patrzyli na straszny widok. Po całej akcji podjęto dezycję uśpienia Raven'a. Po usłyszeniu tej wiadomości uciekł. Błąkał się jakiś czas, aż w końcu trafił na tereny SPU. Obiecał sobie, że już nie będzie zabijał bez powodu...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: emkapi9

Od Jem'a

Wielopiętrowe ciasta, przystrojone bitą śmietaną, kolorowymi pisakami i maleńkimi, cukrowymi figurkami aniołków. Pączki w słodkim lukrze, bądź polewie czekoladowej, z malinowym nadzieniem. Ciasteczka na kształt serduszek i gwiazdek, z różową posypką. Wszystko to i więcej, jeszcze więcej słodkości. Wystawy w tej cukierni zawsze wyglądały bardzo spektakularnie. Ślina leciała na sam widok. Chciałoby się zjeść to wszystko na raz. Ale co może zrobić pies? Niestety tylko siedzieć i patrzeć, jak ludzie wchodzą i wychodzą ze sklepu. Obserwowałem każdy ich krok i czekałem na okazję. Kto wie, może ktoś coś upuści? Nie było to jednak zbyt prawdopodobne. Ludzie zwracali dużą uwagę na to, żeby nic nie upadło. Postanowiłem więc, że może dzięki słodkim oczkom udałoby się coś wyżebrać. Zdobyłem w tej sposób kawałem ciastka marchwiowego, niezbyt dobrego. Reszta ludzi omijała mnie szerokim łukiem. Inaczej - ten pomysł również nie należał do dobrych. Pozostało mi jedno wyjście, trzeba coś komuś zabrać. Rozejrzałem się po okolicy. Na rynku zawsze kręciło się dużo osób, nie trudno wypatrzeć sobie ofiarę. Potruchtałem do fontanny, dookoła której stały jak zwykle zapełnione ławki. Od razu zauważyłem tam wycieczkę szkolną. Duża grupa dzieci upychała się na jednej ławce, a przed nimi stał mężczyzna z brodą i opowiadał jakąś nieciekawą historię. Niewiele osób go słuchało. Większość zajmowała się fontanną - wrzucali tam monety i chlapali wodą na siebie nawzajem. Trochę na uboczu siedział chłopiec opychający się pączkami. Na jego kolanach stało ich całe opakowanie. "Idealna okazja!" - pomyślałem. Podszedłem do dziecka, radośnie merdając ogonem. Od razu zwrócił na mnie uwagę. Wyciągnął w moją stronę lepką, tłustą rączkę i poklepał mnie po łbie. Podskoczyłem bliżej i oparłem łapy na jego nodze. Chyba trochę się przestraszył, ale zaraz zaczął drapać mnie za uszami i się śmiać. Wykorzystałem chwilę jego nieuwagi. W mgieniu oka chwyciłem za jednego z pączków i wyrwałem się z jego rąk. Ile sił miałem w łapach pognałem między tłumem ludzi, aż zniknąłem zapewne całkiem z pola widzenia chłopca. Skręciłem gwałtownie za róg, w jedną z tych uliczek zastawionych koszami na śmieci. Upuściłem zdobycz na ziemię. Wypiąłem dumnie pierś, śmiejąc się w duszy z głupoty rasy ludzkiej. Obejrzałem się za siebie, by sprawdzić czy dzieciak mnie nie goni. Nie, dobrze. Więc pora wziąć się za jedzenie. Schyliłem łeb by pochwycić pączka i... Nie było go tam. Rozejrzałem się dookoła. Były tylko dwa wyjścia z uliczki. I w jedym z nich dostrzegłem psa biegnącego tak szybko, że aż się za nim kurzyło. Nie czekając puściłem się biegiem za złodziejem. Poczułem aż wszystko się we mnie gotuje, co właściwie dało mi więcej siły by gonić zbiega. Wymijał ludzi chodzących po rynku. Był z pewnością młodszy ode mnie i chyba ciut zwinniejszy. Mimo to, udało mi się wreszcie zbliżyć do niego. Najwyrażniej gubił się trochę w mieście, za to ja znałem je doskonale. Gdy dzieliła nas już bardzo niewielka odległość wybiłem się mocno w górę tylnym łapami, lądując na grzbiecie złodzieja. Pies pisnął i runął na ziemię pod moim ciężarem. Pączek poturlał się dalej. Obnażyłem kły i zacząłem warczeć na złodzieja. Ten jakimś cudem wydostał się z pode mnie i złapał zębami za moją łapę. Odpowiedziałem, drapiąc przeciwnika w bok. Szarpanina trwała niezbyt długo gdyż byłem silniejszy. Nienajomy cofnął się pod ścianę budynku. Dostrzegłem, że jest to suczka. Wyprostowałem się i postawiłem uszy. Zrobiłem krok w przód i jedną łapą zagarnąłem pączka w swoją stronę. Przypatrzyłem się uważnie nieznajomej. Wyglądał jak typowy włóczęga. Była lekko wychudzona, miała potarganą sierść. Ale coś ją wyróżniało z tłumu - oczy. Jedno błękitne, drugie jasno brązowe. Ha, jeśli myśli, że dzięki temu mnie zwiedzie, to grubo się myli. Podszedłem jeszcze bliżej, warcząc ostrzegawczo.
Anastasia?

Od Jimin

Postanowiłam zwiedzić cały teren sfory. Zaczęłam od lasy. Było tu dość przyjemnie. Gdy zwiedziłam cały las stwierdziłam, że pójdę d rzekę. Chyba nazywa się ona Jafiszof, ale nie jestem pewna. Po chwili doszłam nad tą rzekę. Zdziwiło mnie, że i w lesie, i i tu nie było żadnych psów. Weszłam do wody. Była ona dość ciepła jak na tą porę roku. Następnie wybrałam się również na bagna, a potem na plażę. Znudziło mi się takie spacerowanie, więc poszłam na lodowisko. Postanowiłam nauczyć się jeździć na łyżwach. Na początku mi to nie wychodziło i co chwilę się wywracałam. Po chwili przyszedł tu jakiś pies. Niestety miał on kaptur, spod którego nie było widać jego pyska. Pies na łyżwach jeździł świetnie w przeciwieństwie do mnie. Po chwili pies podjechał do mnie i zaproponował mi, że mnie nauczy jeździć na łyżwach. Zgodziłam się.Rzeczywiście, po nie całej godzinie już umiałam jeździć. Ale po tej godzinie nadal nie wiedziałam co to za pies.
- Mogę wiedzieć jak masz na imię? - zapytałam.
- Jestem...
Jakiś pies odpisze?

Od Sebastiana - CD opowiadania Galli

-Może gdzieś pojdziemy i nie będziemy tak w lesie stać? - rozejrzałem się wokół.
-Niech ci będzie -parsknęła.- Chodźmy do mojej jaskini.
-Okey- uśmiechnąłem się.
Szliśmy chwilę w ciszy. Ja nadal słuchałem muzyki. Po chwili doszliśmy do jej jaskini. Była pięknie urządzona.
-Siadaj- wskazała łapą na kanapę.- Ja zrobię herbatę.
Siadłem na kanapie bez słowa. Galla zrobiła herbatę i mi ją podała. Picie miało Dziwny kolor. Nie było brązowe lecz bardziej fioletowe.
-Dlaczego ta herbata jest fioletowa?- zapytałem.
-Spróbuj.
Spróbowałem herbaty tak jak mi kazała. Okazało się, że była ona jagodowa. Była przepyszna!
-Skąd ty masz tą herbatę?!
-Dostałam od kogoś- uśmiechnęła się.
Po chwili Galla wstała i poszła do innego pokoju. Wróciła z torebką herbaty w pysku.
-Masz- podała mi ją.
-Dziękuje- zabrałem herbatę.

Galla? Nie mam weny ;-;

Nowa suczka - Jimin!

http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2014/03/Pies_faraona_03.jpgImię: Jimin (to nie jest tylko męskie imię)
Ksywka: Jiminnie
Głos: MO
Rasa: Pies Faraona
Wiek: 2,5 roku
Płeć: Suczka
Stanowisko: Lekarz
Rodzina: Nie pamięta
Partner: -
Charakter: Jiminnie jest troskliwa oraz dość nieśmiała. Gdy już pozna jakiegoś psa jest bardzo przyjacielska.
Historia: Pewnego razu, gdy byłam mała, wyszłam z moją panią na pole. Właścicielka odpieła mi smycz. Wtedy zobaczyłam motyla i zaczęłam za nim gonić. Nagle okazało się, Że jestem strasznie daleko od domu i nie pamiętam drogi powrotnej. Dwa dni później jacyś ludzie mnie złapali i zamknęli w schronisku. Nikt nie chciał mnie zabrać, a moja właścicielka nawet mnie nie szukała. Po nie całym roku znudziło mi się siedzenie tam. Akurat przyszedł jakiś wolontariusz, aby mnie wyprowadzić. Grzecznie dałam sobie założyć obrożę. Wolontariusz poszedł ze mną do parku. Dzięki temu, że byłam bardzo chuda, udało mi się wyślizgnąć z obroży i uciec. Wolontariuszowi nie udało się mnie dogonić. Uciekłam do lasu, po którym błądziłam chyba z tydzień. Potem udało mi się znaleźć jakąś sforę. Nie marnowałam okazji i do niej dołączyłam.
Upomnienia:
0
Kontakt: Aria226

sobota, 10 grudnia 2016

Od Sebastiana

Był już dość późny wieczór. Szczeniaki już poszły spać. Postanowiłem wybrać się na bagna. Sam nie wiem po co. Gdy doszedłem tam, zobaczyłem psa. -Ratunkuuu- pies krzyczał już coraz ciszej. Brzmiało to jakby nie miał już siły głośno krzyczeć. Zacząłem plynacć coraz szybciej, żeby pies nie zemdlał i się nie utopił. Gdy dopłynąłem do psa, ten nie miał siły już nawet mówić. Wydawało mi się, że jest to suczka. Zabrałem ją na swój grzbiet. Gdy dopłynąłem do Brzegu, byłem wycieńczony, ale nie poddawałem się. Udało mi się dojść do mojej jaskini. Odłożyłem sukę na koc, a sam położyłem się obok, na moim legowisku. Po nie długiej chwili, podniosłem się i poszedłem zrobić kakao dla siebie i dla samicy. Wziąłem w pysk dwa kubki i poszedłem do koca, na którym leżała suka. Odłożyłem kubki na ziemię. Podszedłem do samicy i polożyłem łapę w okolicach serca suczki. Na szczęście biło. Potrząsnąłem sukę łapą. Po jakiś 5 minutach obudziła się. Podałem jej gorące kakao. -Masz, napij się - rzekłem. -Dziękuje - uśmiechnęła się.
-Jak masz na imię? Ja jestem Sebastian.
-Nazywam się Sakura...

Sakura? 

Suize odchodzi!

Dzisiaj żegnamy się z psem Suize ale nie z graczką klaudia34! Powraca już niedługo z nowym psem. Czekamy!



Imię: Suize (czyt. Suise )
Ksywka: Su, Sue
Głos: Tune
Rasa: Owczarek Szwajcarski
Wiek: 5 lat
Płeć: Pies
Stanowisko: Wojownik Wschodni
Rodzina: Zginęła w pożarze.
Partner: Brak
Charakter: Suize to odpowiedzialny i rozsądny pies, który potrafi się odpowiednio zachować w większości sytuacji. Jest trochę oschły, gdyż większość rzeczy go irytuje.
Historia: Urodził się w zwykłym domu na obrzeżach zwykłego miasta. Mieszkał ze starszą panią, matką, ojcem i czwórką rodzeństwa, był najstarszy i najsilniejszy z miotu. Niestety pewnego dnia starsza pani dostała zawału, zawieziono ją do szpitala i tam już została, psy zostały wtedy w domu. Byli tam sami, nie wliczając myszy, robali i zdechłego chomika syryjskiego w klatce na półce obok telewizora. Co jakiś czas przychodziła sąsiadka i dorzucała im jedzenie i picie. Pewnej nocy była burza i piorun trafił w drzewo, które stało niedaleko domu, drzewo się podpaliło i po chwili przewróciło na dom, a ten zaczął się palić. Uciec i wyjść z tego cało udało się tylko Suize'jowi i jego ojcu, po dłuższej tułaczce i on zdechł, ze starości. Takim cudem gdy trzyletni Suize szlajał się sam po mieście, ktoś go zabrał do siebie do domu i opiekował się nim. Gdy Suize się w końcu zaklimatyzował u tej rodziny, urodziły się im bliźniaki, a pies był zbędny. Wywieźli go do lasu, a on chcąc nie chcąc mieszkał w dziczy przez około rok, aż w końcu postanowił, że dołączy do tej sfory.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: klaudia34 | koteceq123@gmail.com

Royal i Havenly odchodzą!


http://www.pieski.net/psy/d/beagle-szczeniak.jpeg
Imię: Royal
Ksywka: Roy
Rasa: Beagle
Wiek: 2 miesiące
Płeć: Pies
Rodzina: Pamięta tylko młodszą siostrę i starszego brata.
Zakochany:-
Charakter:

-troskliwy,
-wrażliwy,
-nieśmiały.
Historia: Urodziłem się w domu. Było tam fajnie, kupowali mi różne zabawki i bawili się ze mną. Jakiś czas później urodziła im się córka. Okazało się, że niestety ma uczulenie na psy i raz, gdy się z nami bawiła dostała silnego ataku i zemdlała. Jej rodzice stwierdzili, że jak dziecko ma uczulenie to nie potrzebne im psy. Wywieźli nas do lasu i tam zostawili. Po 3 dniach znaleźliśmy jakieś psy. Okazało się, że jest to sfora. Alfa tej sfory pozwolił nam do niej dołączyć.
Kontakt: Aria226






http://m.ocdn.eu/_m/f9c75900bc582ba5ec67857c3fbab9de,0,1.jpg
Imię: Havenly (Czyt. Hewenli)
Ksywka: Hav (Czyt. Hew)
Rasa: Nie stwierdzono rasy.
Wiek: 1 miesiąc
Płeć: Suczka
Rodzina: Pamięta tylko dwóch starszych braci.
Zakochany:-
Charakter:

-uparta,
-szalona,
-szczera,
-odważna.
Historia: Urodziłam się w domu moich właścicieli. Jakiś czas później urodziła im się córka. Okazało się, że niestety ma uczulenie na psy i raz, gdy się z nami bawiła dostała silnego ataku i zemdlała. Jej rodzice stwierdzili, że jak dziecko ma uczulenie to nie potrzebne im psy. Wywieźli nas do lasu i tam zostawili. Po 3 dniach znaleźliśmy jakieś psy. Okazało się, że jest to sfora. Alfa tej sfory pozwolił nam do niej dołączyć.
Kontakt: Aria226

Od Galli - Cd. opowiadania Sebastiana

Jak to ja, oczywiście musiałam się wywalić. Warknęłam cicho, po czym szybko wstałam i się otrzepałam.
-Nic nie szkodzi-wykrztusiłam przez zaciśnięte zęby.
Policzyłam do dziesięciu, przez co się uspokoiłam.
-Sebastian jestem-na pysku samca pojawił się lekki uśmiech.
-Galla-wywróciłam oczami.
Zmierzyłam Sebastiana wzrokiem i cicho się zaśmiałam.
-Jesteś nowy?
-Tak. A ty?
-Prawdę mówiąc to też-wyszczerzyłam śnieżnobiałe kły.

Sebastian?

Od Carnivore'a CD Anastasi

- Zgoda - odparłem po krótkiej chwili. A co mi tam szkodzi? Każdy może się wyrąbać,a ona mnie przeprosiła więc mogę się zgodzić na spacer prawda?
- Dziękuje - uśmiechnęła się. Wzruszyłem tylko ramionami i ruszyliśmy na przechadzkę.

Anastasia? Przepraszam,że takie krótkie ale nie mam weny :(

Od Sebastiana

Wstałem dziś mniej więcej o 8 nad ranem. Na polu było jeszcze dość ciemno. Obudziłem Roya i Hav. Postanowiłem wybrać się na spacer, więc zabrałem moje, miętowe (oczywiście chodzi o kolor) słuchawki, założyłem je i wyszedłem na dwór. Puściłem piosenkę pt. BTS- Blood Swear & Tears. 


Przez jakieś 10 minut szedłem podziwiając krajobrazy, ale znudziło mi się to. Doszedłem do lasu. Wtedy zacząłem iść przed siebie w zamyśleniu z zamkniętymi oczami. Raz wpadłem w drzewo, ale ten fakt pomińmy. Tak przez las szedłem z 5 minut. Po chwili wydawało mi się, że znowu wpadłem na drzewo, ale okazało się, że był to inny pies.
-Prze... Przepraszam- przeprosiłem psa...
 
Ktoś coś?

Od Ramzes'a

Maszerowałem po terenach sfory. Nie znałem jeszcze większości terenów, właśnie się z nimi zapoznawałem. Cóż, może byłoby inaczej, gdyby ktoś mnie oprowadzał. Przecież nawet nie znam ich nazw, a to jest podstawą, bo nie będę mówić; "Ta rzeka", "ta łąka", bo przecież nie wypada, prawda? Jestem już pełnoprawnym członkiem Sfory Psiej Uśmiechu, więc muszę się popisać doskonałą wiedzą by mieć dobrą reputację. Bo to również jest najważniejsze. Wpatrując się w tafle, nieustannie kołysającej się wody przechodziły przez moją głowę myśli, zbyt złe myśli aby można było je opisać. Czując lekki powiew wiatru, obejrzałem się w stronę północy. Przepiękny kruk przeleciał nad lasem, wznosząc się w górę, znikając za horyzontem. Uśmiechnąłem się szeroko w duchu, jednak postanowiłem napić się krystalicznej wody, gdyż iż ponieważ byłem bardzo spragniony. Woda była dość lodowata, z wiadomych powodów; jest zima, wszystko zamarza, jest coraz większe niebezpieczeństwo, bo zawsze ktoś może się poślizgnąć i nieźle upaść, łamiąc sobie coś, czego chyba nikt by nie chciał, prawda? Cóż, zima jest moim ulubionym sezonem, jednakże wiąże się z wieloma niebezpieczeństwami i wypadkami na całym świecie. Niepewnie zamoczyłem łapy w wodzie, po czym odetchnąłem z ulgą. Zamoczyłem się cały, a wnet zauważyłem coś dość szaro-białego wyglądającego, które przebiegło między drzewami. Wystrzeliłem jak z procy, wybiegając z wody i włączając turboramzesa. Dogoniłem tego kogoś, rzucając się na niego od tyłu. Przewróciłem go, położyłem go na plecach.
- Co... CO TY ROBISZ?! - warknął pies, próbując odepchnąć mnie. Widać było, że był zdecydowanie zadowolony z zaistniałej sytuacji, a także wyrwany z kontentu. - Jakim prawem zaatakowałeś mnie, przybyszu? - zawarczał, odpychając mnie i uciekając. Natychmiast podniosłem się dalej biegnąc. "niech to szlag". Nieznajomy wyparował, a ja stanąłem jak długi. Westchnąłem, włączając do akcji mój nos, który świetnie pokazywał mi drogę którą uciekł pies. Ruszyłem za nim, a już po chwili mogłem go zauważyć. Przyśpieszyłem i przybiłem go do drzewa.
- Kim ty jesteś?! - wysapałem, łapiąc go za futro. Spojrzałem prosto w jego niebiesko-brązowe ślepia, które były lekko zasłonione zmarszczonymi brwiami ze złości. - Co ty tu robisz? Jesteś członkiem Sfory Psiego Uśmiechu? - pies przytaknął, a ja go puściłem. - Wybacz, Ramzes jestem. Bałem się, że jest to ktoś nieproszony, intruz. W końcu zazwyczaj intruzi biegają tak jak ty, między drzewami. - uśmiechnąłem się. Wtedy dopiero zrozumiałem, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas gdy chce mu pomóc, by się podniósł. Niepotrzebnie osądziłem mojego towarzysza o złodziejstwo, lub nawet intruztwo.
- Jestem Anastasia. Spokojnie, rozumiem Cię. - uśmiechnął się delikatnie Husky, przeciągając się. - Też czasem kogoś podejrzewam o różne rzeczy, a później się mylę. - nie schowała szerokiego uśmiechu, dając mi do rozumienia spokój i dobry humor, a także najzwyczajniejsze wybaczenie. Suka oblizała się. - Jesteś może... głodny? - zapytała cicho, podchodząc do mnie bliżej.
- Tak jakby. - westchnąłem, czując po tym zdaniu doskwierający głód w moim brzuchu. Przewróciłem oczami. - Tak, jestem. I co z tego? - poczułem zdenerwowanie, przez to że ktoś mnie rozgryzł. Pierwsza osoba rozgryzła, co czuję. Niesamowite... czy to jest możliwe? Ramzes; nieprzewidywalny i wredny gość. Ta... widocznie Anastasia mnie już trochę zna i wie coś o mnie. Bywa. Choć dziwne, bo dopiero wczoraj zawitałem u stopach Jocker'a, widocznie wie coś o rozpoznawaniu.
- Musimy iść coś zjeść, też bym chętnie zapełnił się do końca. - uśmiechnęła się od ucha do ucha pies, wesoło podskakując. Wiedziałem, że musiałem mieć na tą babkę oko, to niemożliwe żeby ktoś wiedział co czuję... Jestem raczej trudny do rozgryzienia, ale teraz muszę skupić się na łowie. Chciałbym wreszcie się najeść. Do pełna. Ujrzeliśmy duże stadko jeleni, gdy doszliśmy na miejsce. Rozdzieliliśmy się. Ja musiałem atakować, a Anastasia zapędzała. Westchnąłem. Lekko przykucnąłem, schyliłem się, by zniknąć w trawach. Jeleń, nic nie wiedzący o planowanym morderstwie, żuł spokojnie trawę. Wystawiłem lekko pazury, oblizałem się i skoczyłem na jelenia. Usiadłem na jego grzbiecie, a ten zaczął lekko wariować. Skierowałem pazury na tętnice. Lekko przesunąłem się do przodu. Teraz mogłem przeciąć tętnice, przez co zwierze będzie stanowiło smaczny kęsek. Lekko przejechałem pazurami po szyi, jeleń zaczął się wić. Anastasia skoczyła na niego i ugryzła go w szyję. Ten lekko uspokoił się, po czym ją powalił. Zeskoczyłem z niego. W końcu spojrzałem na tętnice, po chwili przejechałem po niej mocno. Jeleń krzyknął ostatni raz, i położył głowę. Przestał oddychać. Uśmiechnąłem się lekko. Anastasia oblizała się. Podzieliliśmy się jeleniem. Była to świetnie rozplanowana akcja, przez równie świetny duet. Świetnie, prawda? Warknąłem i zatopiłem kły w pysznym mięsie, przy tym brudząc kły krwią. Wytargałem trochę mięsa z jelenia. Położyłem się i zacząłem obgryzać go. Po posiłku, ruszyliśmy do jeziorka, pijąc tam wodę. Wskoczyliśmy z suką do wody, nurkując i ogólnie bawiąc się. Potem wyszliśmy, a ja ruszyłem do domu, podobnie jak Anastasia. Westchnąłem, otwierając dom. Zamknąłem go, wchodząc na górę i oglądając, jak śnieg powoli spada na mój łebek. Otrzepałem się, zamykając balkon i idąc się kąpać. Wysuszyłem się, biorąc kość na kolację i położyłem się na kanapie. Zasnąłem na kanapie.
~*~
Wstałem dość wcześnie rano. Spałem aż do późna. Na śniadanie wziąłem jelenia z zapasów na zimę. Ah... już tak mało mi zostało. Muszę dość dużo wypolować, żeby były pyszne na zimę. Bo jelenie uciekną i będą się kryć. Wziąłem więc "sanie" i upolowałem wiele jeleni, położyłem na sanie i zacząłem ciągnąć. Obrałem je ze skóry, podzieliłem na kości i mięso i pakowałem w torebeczki. Zrobiłem tak kilka razy, bo musiałem zapełnić całą spiżarnię. Upolowałem jeszcze parę ptaków. Jednak ptaki tylko obdarłem z piór. Później poszedłem nad jeziorko, gdzie trochę popływałem. Później zauważyłem Anastasię, więc ruszyłem do niej.
- Cześć, Anastasia. - uśmiechnąłem się lekko, patrząc na jej niesamowite oczy. Zawsze fascynowały mnie zwierzęta z heterochromią, a wreszcie kogoś takiego spotkałem, który posiada ją.
- Cześć. - odwzajemniła uśmiech suka. - Co u Ciebie? - "nothing". Tak, to powiedziałem po polsku. Towarzyszka odpowiedziała tym samym. Przytaknąłem. Nie miałem pomysłu na dalszą rozmowę. Cóż, rozmowa niezaplanowana, niestety. Nie mam serio pomysłu jak koontynuować to wszystko.
- Emmm.... a wczoraj coś się działo? - przerwałem ciszę, uśmiechając się lekko oczekując odpowiedzi od towarzyszki. Suczka prawdopodobnie sięgała pamięcią w tył, czyli wczorajszy dzień wspomina, heh.

Anastasia?

piątek, 9 grudnia 2016

Od Galli- CD opowiadania Night Hunter'a

Zaczęłam pić lekarstwo przygotowane przez samca. Było okropne w smaku, za to kilka minut później poczułam się lepiej. Położylam pysk na łapach i ziewnęłam.
-Prześpij się-pies usiadł w wejściu.
Widziałam, że obserwuje mnie kątem oka. Zamknęłam oczy, a po chwili przeniosłam się do krainy snów.

~~~*~~~


Obudziłam się z dwie godziny później. Podniosłam pysk i rozejrzałam się po ponurej jaskini. Nie dostrzegłam Night Hunter'a. Z zamiarem poszukania psa chciałam wstać, jednak od razu, gdy to zrobiłam upadłam. Zakryłam pysk łapami i westchnęłam.

Hunter? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Od Anastasi – CD opowiadania Carnivore'a

   – Och, przepraszam! – pisnęłam, gdy chwilę po odbiciu się od innego psa, upadłam na ziemię. Błyskawicznie się podniosłam, wylewając z siebie potok słów: – Wybacz, naprawdę, zwykle nie jestem taka nieuważna, naprawdę... – Zakończyłam kulawo. Dopiero potem przyjrzałam się drugiemu psu. Był trochę ode mnie wyższy, i był lżejszej budowy, zaś na jego sierści przeważał kolor biały i czarny. Kojarzyłam go. Wcześniej nie rozmawiałam z nim osobiście, ale wiedziałam od Jockera co nieco. Pies nazywał się Carnivore i w sforze był od niedawna.
   – Nic się nie stało – zapewnił mnie. Krył uśmiech. Najwyraźniej moje kulawe przeprosiny go rozbawiły.
   – Jestem Anastasia – przedstawiłam się, próbując odzyskać dobrą twarz.
   – Carnivore – odpowiedział krótko, przypatrując się mi.
   – Wiem, Jocker mi mówił. Znaczy, nieważne... Ugh. Wybacz. Dzisiaj jeszcze nie do końca się rozbudziłam – wyjaśniłam, rumieniąc się.
   – Przecież nic wielkiego się nie stało. – Wywrócił oczami. – Każdy ma czasem gorszy dzień.
   – Jasne... Może się gdzieś przejdziemy? – zaproponowałam. – Spróbuję zatrzeć moje pierwsze złe wrażenie. – Zdobyłam się na uśmiech.


Carnivore?

Od Anubisa - CD Anastasi

Ucieszyła mnie wiadomość, że już dziś będę mógł opuścić to miejsce. Moja rana goiła się strasznie szybko więc..No, Anastasia gdzieś poszła, a ja jeszcze chwilę leżałem na łóżku. Długo nie musiałem czekać na Sakurę, przyszła, zdjęła mi bandaż, posmarowała czymś i dała mi jeszcze jakąś reklamówkę do domu. Powoli wyszedłem z jaskini. Nigdzie nie mogłem znaleźć Ann, podniosłem brew w górę. Ehh, ma obowiązki, już nie powinienem jej zawracać głowy. Wolnym krokiem ruszyłem w stronę swojej jaskini. Nagle oberwałem śnieżką prosto w tyłek. Przewróciłem oczami i rozejrzałem się. Zauważyłem w krzakach Anastasię, i ulepiłem śnieżkę aby jej oddać.

Ann?

Nowi członkowie - Sebastian, Royal i Havenly!

https://blog.zooplus.pl/wp-content/uploads/sites/8/2014/09/owczarek_australijski.jpgImię: Sebastian
Ksywka: Bian
Głos: BTS Jimin
Rasa: Owczarek Australijski
Wiek: 2,5 lat
Płeć: Pies
Stanowisko: Sprinter
Rodzina: Młodszy brat i siostra
Partner:-
Charakter:

-opiekuńczy,
-odpowiedzialny,
-miły,
-odważny.
Historia: Miałem cudownych rodziców, dom i właścicieli. Było idealnie. Nic nie chciałem zmieniać w moim życiu. Wkrótce urodziło mi się rodzeństwo. Niestety dopadł nas pech. Syn naszych właścicieli był na nas uczulony. Pomimo choroby nadal nas trzymali, ale jego stan się pogorszył. Nasi rodzice zostali oddani do schroniska. Nas też chcieli oddać, lecz nie było miejsc. Właściciele byli zrozpaczeni. Nie wiedzieli co z nami zrobić. W końcu zostawili nas w lesie. Po trzech dniach znaleźliśmy jakąś sforę. Alfa przyjął nas do niej.
Upomnienia:-
Kontakt:
Aria226







http://www.pieski.net/psy/d/beagle-szczeniak.jpeg
Imię: Royal
Ksywka: Roy
Rasa: Beagle
Wiek: 2 miesiące
Płeć: Pies
Rodzina: Pamięta tylko młodszą siostrę i starszego brata.
Zakochany:-
Charakter:

-troskliwy,
-wrażliwy,
-nieśmiały.
Historia: Urodziłem się w domu. Było tam fajnie, kupowali mi różne zabawki i bawili się ze mną. Jakiś czas później urodziła im się córka. Okazało się, że niestety ma uczulenie na psy i raz, gdy się z nami bawiła dostała silnego ataku i zemdlała. Jej rodzice stwierdzili, że jak dziecko ma uczulenie to nie potrzebne im psy. Wywieźli nas do lasu i tam zostawili. Po 3 dniach znaleźliśmy jakieś psy. Okazało się, że jest to sfora. Alfa tej sfory pozwolił nam do niej dołączyć.
Kontakt: Aria226






http://m.ocdn.eu/_m/f9c75900bc582ba5ec67857c3fbab9de,0,1.jpg
Imię: Havenly (Czyt. Hewenli)
Ksywka: Hav (Czyt. Hew)
Rasa: Nie stwierdzono rasy.
Wiek: 1 miesiąc
Płeć: Suczka
Rodzina: Pamięta tylko dwóch starszych braci.
Zakochany:-
Charakter:

-uparta,
-szalona,
-szczera,
-odważna.
Historia: Urodziłam się w domu moich właścicieli. Jakiś czas później urodziła im się córka. Okazało się, że niestety ma uczulenie na psy i raz, gdy się z nami bawiła dostała silnego ataku i zemdlała. Jej rodzice stwierdzili, że jak dziecko ma uczulenie to nie potrzebne im psy. Wywieźli nas do lasu i tam zostawili. Po 3 dniach znaleźliśmy jakieś psy. Okazało się, że jest to sfora. Alfa tej sfory pozwolił nam do niej dołączyć.
Kontakt: Aria226

czwartek, 8 grudnia 2016

Od Night Hunter'a- CD opowiadania Galli

Spojrzałem za odchodzącą suczką. Głupia. Zginie tam, zmarznie ma śmierć. Zresztą, co mnie to obchodzi. Nie moja sprawa. Usadowiłem się wygodnie przy ognisku, przymykając następnie powieki. Znurzenie całkowicie przejęło nade mną kontrolę, toteż już po chwili odpłynąłem do krainy snów.
~~~~~
Obudziłem się około godziny czwartej nad ranem. Tak, z przyzwyczajenia sypiam od trzech do czterech godzin, a mimo to nie czuję zmęczenia. Śnieżyca już dawno ustała, pozostawiając po sobie jedynie ślad w postaci grubej warstwy białego puchu. Wyszedłem z jaskini, w celu rozruszania kończyn po kilku godzinach spędzonych w tej samej pozycji. Nagle moim oczom ukazał się wręcz straszny widok. Ciało, leżące pod sporą warstwą śniegu. Podbiegłem bliżej i momentalnie rozpoznałem niedawno poznaną sukę - Gallę. Leżała nieprzytomna w śniegu, a jej ciało było wyziębione. Westchnąłem cicho, kiwając z politowaniem głową.
- Było zostać... - mruknąłem.
Wziąłem suczkę na grzbiet i zaniosłem do swojej jaskini. Okryłem ją kilkoma kocami, a sam zabrałem się za przygotowywanie lekarstwa. Po paru minutach było gotowe. Dolałem je do gorącej herbaty i podstawiłem pod nos Galli, która powoli zaczęła się budzić.
- Gdzie ja jestem...? - zapytała cicho.
- W mojej jaskini... Leżałaś nieprzytomna w śniegu... - odparłem. - Wypij to - poleciłem, wskazując na kubek.
- Co to jest? Nie wypiję tego! - krzyknęła, ale zaraz potem zaniosła się okropnym kaszlem.
- Wypij, jeśli chcesz jeszcze żyć... Twój stan jest dość poważny, wychłodzenie organizmu, a do tego dochodzi silna grypa... To nie są błahostki - powiedziałem poważnie.
Z jakiegoś powodu w obecnej chwili stałem się... Opiekuńczy i troskliwy. Zależało mi na zdrowiu suczki... Być może dlatego, że gdyby umarła, mógłbym czuć się winny. Choć tak na prawdę niczego złego nie zrobiłem, przeciwnie. Zaoferowałem jej schronienie, a ta odmówiła. Spojrzałem na Gallę, która niepewnie podniosła kubek i wzięła kilka łyków parującego napoju.

Galla?

Od Suize

Truchtałem przez las. Śnieg sypał tak, że praktycznie nic przed sobą nie widziałem. Po chwili zwolniłem i szedłem normalnym krokiem. Przede mną przebiegła jakaś... Hm... Zwierzyna? Mniejsza, niezbyt mnie ona interesowała więc poszedłem dalej. Stanąłem w miejscu i się rozejrzałem, słabe pole widzenia ... Eh. Usiadłem na białym puchu lecz po chwili odskoczyłem cicho popiskując. Zbliżyłem nos do miejsca gdzie chwilę wcześniej chciałem usiąść i zobaczyłem skulonego jeża. Huh. Słodki. Odwróciłem łeb i pobiegłem przed siebie, ujrzałem w oddali jakąś jaskinię i uznałem, że do niej wejdę i tak też zrobiłem. Otrzepałem się ze śniegu i rozłożyłem gdzieś w kącie. W pewnym momencie wyczułem czyjąś obecność
- Jest tu ktoś? - spytałem wypuszczając głośniej powietrze.
Jeśli jestem tu sam, to wychodzi na to że jestem idiotą....

Ktoś Coś?

Od Galli- CD opowiadania Night Hunter'a

Postanowiłam iść z nowo poznanym psem. Właściwie tylko dlatego, że dosłownie zamarzałam. Hunter ruszył przed siebie, a ja za nim. Po jakimś czasie doszliśmy do niewielkiej jaskini, gdzie samiec rozpalił ognisko. Nie ufałam mu, nie podobał mi się i wyglądał podejrzanie.
-Gdzie masz jaskinię?-zapytał z obojętnością w głosie.
-Nie mam jaskini-położyłam po sobie uszy.
Night Hunter zmierzył mnie wzrokiem, a zatrzymał go na moim pysku.
-Zostaniesz tu na noc. Nie wypuszczę cię, nie ma mowy. Zaraz północ, w dodatku zbiera się na śnieżyce.
Wyjrzałam przez wejście do jaskini. Pies miał rację, lada chwila mogła zacząć się śnieżyca.
-Nie chcę. Nie znam cię i nie mam zamiaru spędzić tu nocy-warknęłam, po czym wstałam i skierowałam się w stronę wyjścia.

Hunter? :>

Nowy pies- Ramzes!

Imię: Ramzes.
Ksywka: Ramsey.
Głos: Tobymac
Rasa: Owczarek Szwajcarski.
Wiek: 3 lata.
Płeć: Pies.
Stanowisko: Morderca.
Rodzina: Brak.
Partner: Serce kogoś by chciało, lecz rozum mówi inaczej.
Charakter: Nikt nie zna Ramzes'a. Nikt nie może nic o nim powiedzieć. Nikt nie może przewidzieć co zrobi. Więc nie udawaj, że cokolwiek wiesz, bo nigdy nic o nim się nie dowiesz. Za to on wszystko o tobie wie. Ramzes nie jest za bardzo miły dla nowych. Ma swoje zasady, i musi ich przestrzegać. Na ogół jest raczej miły i wesoły dla przyjaciół i rodziny, ale kto wie? Już mówiłam, nikt nie może przewidzieć co zrobi. Jest bardzo wyszkolony w walce i umie powalić jednym ruchem. Nie jest jakoś agresywny bez powodu, lecz jeśli go wkurzysz możesz pożałować. Ale myślę że jeśli będziesz dla niego miły i na jego ironię będziesz odpowiadał ironią, to może się dogadacie.
Historia: Pies od razu po urodzeniu porzucony, bywa. Został jedynie z swoim przyjacielem, gęsiorem Borysem. Ten wychował go na wojownika, a zabawna gęś została jego przyjacielem aż do teraz. Ramzes dorósł, i dołączył do pewnej sfory, jednak podczas wojny zostawiono go samego w nocy, nikt nie próbował nawet go obudzić. Dlatego zyskał nienawiść do wojen i zawsze gdy wyczuwa niebezpieczeństwo, nie śpi. Teraz trafił do Pack of Heroes, w której ma nadzieję na odbudowanie swego życia. Często odwiedza Borysa, lub Borys jego, ale teraz pies nie ma czasu. Musi zając się szkoleniem siebie, jak i swojej rangi mordercy. Bo przecież ważne jest chronić sforę przed bandytami, prawda? Prawda
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Gabi lubi | Gabilubipingwinki@gmail.com

Nowa suczka- Lucelle!

                                                                                                        Wolfskuss


Imię: Lucelle [czyt. Lusil]
Ksywka: Luce
Głos: Olivia O'brien

Rasa: Mieszaniec Border Collie i Owczarka Australijskiego
Wiek: 3,5 lata
Płeć: Suka
Stanowisko: Wojownik Południowy
Rodzina: Prawdopodobnie teraz leżą sobie na kanapie i popijają mleczko z kubków ich właścicieli.
Partner: Potrzebuje bratniej duszy, mimo iż ona twierdzi inaczej.
Charakter: Lucelle jest duszą towarzystwa. Lubi przebywać w towarzystwie innych psów i suczek. Świetnie się dogaduje. Niestety dominuje u niej cecha następująca- złośliwość. Suka umie dokopać słownie i fizycznie. Może też zepsuć ci humor na resztę życia ale raczej tego nie robi. Trzeba przyznać że potrafi być upierdliwa. Przyczepi się do kogoś o byle g*wno. Charakter wszystko wiedzącej suni nie włącza jej się bez powodu. Jeżeli jej nie podpadniesz zyskasz wierną przyjaciółkę. Luce ma bardzo różne humorki i ciężko jest za nią nadążyć. Jeżeli widzisz w niej coś więcej, spinaj ogoń i goń ją!
Historia: Lucelle urodziła się w bardzo bogatej rodzinie. W jej miocie poza nią było 5 szczeniąt. 3 suczki i 3 psy. Wszystkie były zdrowe i piękne. Luce za dzieciństwa nie była tak urodziwa jak jej rodzeństwo. Wyglądała jak wyrośnięty szczur. Szkodnik. Właściciele matki i ojca Lucelle otworzyli hodowlę i wszystkie szczeniaki niebawem znalazły dom. Jako ostatnia została Luce. Wiele osób się po nią zgłaszało lecz gdy zobaczyło ją na żywo rezygnowali. Suka mieszkała z rodzicami do drugiego roku życia. Później stwierdziła że nie chce tak żyć. Całe jej rodzeństwo ma kochających właścicieli a jej nawet rodzice nie kochają. Nic nikomu nie mówiąc uciekła z domu rodzinnego. Wędrowała bez celu pare dobrych miesięcy. Obijała się o wsie, miasteczka, miasta. Nigdzie nawet nie szukała miłości. Szła dalej przed siebie. Jej 3 urodziny spędziła w schronisku. Gdy pewnego dnia wędrowała po mieście złapał ją hycel. Stwierdził że suka jest tak śliczna że szybko znajdzie dom. Luce nie wierzyła własnym uszom. Po raz pierwszy ktoś powiedział że wygląda ślicznie. Cieszyła się ale to ją zapędziło. Chciała być wolna. To miał być jej dalszy cel, a nie kratki. Na postoju suczka zwinnie otworzyła drzwi przyczepy i uciekła do lasu. Szukała jakiejś kałuży, jeziora. Znalazła staw. Przejrzała się w nim i dopiero uwierzyła. Naprawdę wyrosła na dużą, piękną sukę. Odzyskała chęci do życia. Wtem poczuła intensywny zapach psów. Sfora! Zaczęła biec w jej kierunku. Wpadła na wielkie centrum Sfory Psiego Uśmiechu. Zgodnie ze znakami na drodze udała się do jaskini Alf. W środku czekała Alfa- Jocker. Z chęcią przyjął Lucelle do sfory.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: natik880 I  natigrati@gmail.com