czwartek, 30 czerwca 2016
Od Meredith - CD opowiadania Aidan'a
I to jedne, jedyne słowo, które przy tym wypowiedział. "Przepraszam". Za co przepraszał? Za oziębłość? Za ciągłe upominanie mnie? Za nieufność?
Jeden gest, jedno słowo, a może mieć tyle znaczeń. Odkąd Thomson odszedł, nie miałam bliższego kontaktu z innym samcem. To Tom był moją miłością, z nim zaliczyłam pierwsze pocałunki, nocne wycieczki, z nim starałam się o szczenięta. Po jego odejściu robiłam dobrą minę do złej gry, udawałam rezolutną i wesołą panienkę, która już wypchnęła z myśli partnera. Owszem, wypchnęłam. Ale dopiero jakiś czas po jego odejściu. Teraz po prostu korzystam z życia. Dobrze, że Bóg nie obdarzył mnie charakterem samotnika, stroniącego od ludzi mruka. Gdybym miała taki charakter, na pewno załamałabym się i już nikomu nie pozwoliła do siebie zbliżyć. Pozostaje mi cieszyć się z mojej otwartości i ogólnej radości życia. Dzięki temu tak szybko pogodziłam się z utratą Thomson'a. Nadal wspominam go ciepło, jednak wiem, że ten rozdział został definitywnie zamknięty.
Ale czy potrafiłabym zbliżyć się do innego samca? Zauroczyć się... na nowo? Nie wiem. Ale może niedługo się dowiem. Na razie wystarczy wsłuchać się w rytm serca.
— Dziękuję - podniosłam różę, a w moje nozdrza uderzył słodkawy zapach.
Aidan? ;3
Od Aidana- CD opowiadania Meredith
Powoli czołgałem się do Jeziora Jafiszof. Meredith wciąż podskakiwała.
-Mimo wszystko....uratowała mnie...pomogła...- mówiłem sam do siebie
-Ogarnij się Aidan! Nie możesz myśleć o miłości...nie zapominaj o Mari!- warknąłem sam do siebie
-Ale...
-Jesteśmy na miejscu!- szczeknęła do mnie Meredith.
Musiałem wyglądać dziwnie rozmawiając sam ze sobą. Kiedy ja zmywałem z siebie muł, ona położyła się na piasku. Rozmyślałem nad tym wszystkim... Kątem oka zobaczyłem krzak róż. zręcznie jedną złapałem i potruchtałem do Meredith. Rzuciłem jej kwiat pod łapy i praktycznie nieusłyszalnie szepnąłem.
-Przepraszam...
Meredith? Nie miałam weny XD Aid stanie się w miarę normalny za jakieś 2-5 opek
środa, 29 czerwca 2016
Od Meredith - CD opowiadania Aidan'a
— Aidan... Ja sama cię nie wyciągnę. Zaraz wrócę z odsieczą!
Pobiegłam z prędkością światła po kogoś ze sfory. Pierwszymi osobami na które wpadłam, byli Jocker, Suzzie i Niklaus. Streściłam im to, co się stało i zaprowadziłam ich do miejsca, gdzie wpadł nasz nowy członek. Znad powierzchni bagniska wystawała mu już tylko głowa. Wspólnymi siłami udało nam się go wyciągnąć. Cały był oblepiony błotem. Alfy i Klaus wrócili do Centrum, a ja zaprowadziłam Aidan'a nad Rzekę Jafiszof, by mógł się odczyścić. Po drodze nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa, za to gdy pies się "kąpał", ja znów zaczęłam śpiewać, jednak na tyle cicho, by mnie nie usłyszał.
— Idziemy dalej? - burknął po jakimś czasie.
— Nie bądź taki nieprzystępny... Spróbujmy się zakolegować - zaproponowałam, a on chwilę popatrzył na mnie przenikliwie, po czym zbył mnie ciszą. Mogłam się tego spodziewać, więc się tym nie przejęłam. Tanecznym krokiem pobiegłam przodem, by pokazać mu kolejne ciekawe miejsce.
Aidan?
Od Insane- CD opowiadania Heroine
Po kilku minutach rozejrzałam się się po jaskini, nikt na mnie nie patrzył. Powoli cofałam się w kierunku wyjścia, może tam odetchnę.
-Wracaj i jedz.- szczeknęła Blueberry
Cicho warknęłam i wróciłam na swoje miejsce. Do naszej jaskini zbliżały się jakieś psy, dźwięk wydawany przy każdym kroku był coraz głośniejszy. Oczywiście wszyscy rzucili się do wyjścia z jaskini, żeby przywitać gości. Ja tylko podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się. ,,Cześć'', ,,Witaj'' , ,,Co u was?'' te zwroty ciągle przewijały się przez rozmowy. Wszyscy usiedli już w jaskini. Obok mnie usiadła jakaś suczka, znałam ją z widzenia i to tyle, nie zwracałyśmy na siebie zbytniej uwagi.
-Jak się nazywasz?- zapytała
-Insane. A ty?
-Heroine. Miło poznać.
Skinęłam łbem, na znak, że również podzielam jej zdanie. Czas mijał, a ja coraz bardziej się nudziłam. Heroine chyba też.
-Może chciałabyś się przejść? Tłoczno tu.- zaproponowałam
Heroine błysnęły oczy i skinęła mi.
Heroine?
Od Heroine
Chodziłam jeszcze kilka minut, po czym podbiegło do mnie jedno z dwójki szczeniaków, którymi opiekował się ojciec.
–Heroine?– wydusiło cichutko i podniosło na mnie swoje czarne oczęta. Przekręciłam łeb, wbijając w niego swoje oziębłe spojrzenie. –Pan Niklaus woła Cię do siebie– dokończyło, po czym czekało na moją reakcję.
–Chodź– westchnęłam i łapa za łapą zaczęłam kierować się w stronę domu. Gdy weszłam do jaskini ujrzałam ojca jak kładzie coś w rogu jaskini. –Coś się stało?– zapytałam głośniej niż zazwyczaj, wlepiając wzrok w śnieżnobiałe futro mojego ojca.
–Idziemy zaraz na spotkanie z alfami– mruknął i uśmiechnął się promiennie. Ja za to przymrużyłam oczy i odwróciłam się do nich plecami, spuszczając łeb.
–Kolejne, z tych głupich rodzinnych obiadków?– spytałam, jednak brzmiało to jednak jak zdanie twierdzące. –Chodzimy tam prawie co tydzień
–Trzeba podtrzymywać kontakty z rodziną– odparł już chłodno, a z jego pyska zszedł uśmiech. –Idziemy– rzekł, po czym wyszedł z jaskini, a za nim szczenięta. Westchnęłam, przewracając oczami i w odległości metra wlokłam się za nimi.
Gdy byliśmy już na miejscu wszystko było już przygotowane. Zmierzyłam wszystkich wzrokiem, a ten zatrzymał mi się na jednej, 'nowej' suczce, która nie powiem, lecz zaciekawiła mnie. Zajęłam szybko obok niej miejsce przy stole.
–Przepraszam– powiedziałam kulturalnie, kątem oka patrząc na suczkę samoyeda. –Jak masz na imię?
Insane?
Dorosła (adoptowana) Insane!
Imię : InsaneKsywka : Iny
Głos : Ellie Goulding
Rasa : Samoyed/Husky
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Wojownik Wschodni
Rodzina :
~Mama - Suzzie
~Ojciec - Rayan
~Siostra - Blueberry
~Brat - Merciless
Partner : Szuka
Charakter : Jej charakter nie zmienił się tak od szczeniaka, nadal jest słodką królewną, delikatną i wrażliwą, ale jak już z nią zadrzesz...biada ci! Potrafi być wredna i bezczelna, ale tylko w ostateczności. Lubi pomagać innym.
Historia : Urodziła się tutaj.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Ms.Poldark
Od Aidan'a - CD opowiadania Meredith
-To jak, masz mi coś do powiedzenia?- zaszczebiotała suczka
-Nie.- powiedziałem bez namysłu
Meredith popatrzyła na mnie z ukosa. W jej spojrzeniu było coś...hmmm...interesującego. Ruszyliśmy w drogę. Suczka praktycznie cały czas podskakiwała i podśpiewywała, wyglądała jakby za dużo zjadła cukierków, przypominała młodego źrebaka.
-Czy ty ciągle musisz śpiewać?! Przestaniesz wreszcie?- warknąłem po jakimś czasie
-Ok.
Zaczęła nucić
-Prosiłem...
-NIe. Kazałeś nie śpiewać. Tego też mam nie robić?
-Było by miło.
Nie minęła minuta, zaczęła gwizdać.
-Przestań!
-To tego też nie mogę?
-Nie możesz.
-A może....
-Nie!
Zrobiła oczy małego szczeniaka. Niestety, te jej oczy... Przewróciłem oczami. Udaliśmy się do Bagien starych ropuch. Zapach przypominał rozkładające się mięso. Nie było to przyjemne miejsce.
-Wracamy?- zaproponowałem
Zrobiłem krok do tyłu, to był błąd. Cienka warstwa gleby rozpadła się a ja runąłem w odmęty bagien.
Meredith?
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Od Meredith - CD opowiadania Aidana
– Zapewne ten nowy, Aidan? Suzzie powiedziała, bym oprowadziła cię po terenach i zapoznała z kilkoma najmilszymi osobami.
Prychnął.
– Obejdzie się.
– To tobie powinno zależeć, sztywniaku, nie mnie. Uprzedzam, że bez osoby obeznanej w terenach, zgubisz się tu jeszcze dziś.
Starałam się odejść poważnie, jednak już po kilku krokach zaczęłam się śmiać. Starałam się tłumić te dźwięki, jednak szło mi dość słabo. Mój chichot dobiegł do uszu Aidana, a ten pokręcił głową i odszedł. Pobiegłam tanecznym krokiem na pierwszą lepszą łąkę i ułożyłam się między drobnymi kwiatkami. Słońce zaczęło razić mnie w oczy, więc je zamknęłam. Przeleżałam tak chwilę, bo przy moim uchu usłyszałam głos:
– Jak się nazywasz?
Wstałam.
– Meredith. Spodziewałam się, że pękniesz.
Aidan?
Od Aidan'a
***
Krew....Wilki....Ciała....
-Opiekuj się sostrą...
***
Zerwałem się na równe łapy. To znowu ten sen. Zawiodłem...zawiodłem ich. Mari nie przeżyła. Gdybym postąpił inaczej....
-Kto ty?- usłyszałem głos za moimi plecami
-Kim jesteś?!- warknąłem-Gadaj!
Ktoś? Coś?
Nowy pies - Aidan!
Ksywka : Nie lubi ksywek, ale gdy dopuści już do siebie kogoś, to zdarza się, że mówią na niego Aid
Głos : The Rembrandts
Rasa : Owczarek niemiecki
Wiek : 5 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : Wojownik wschodni
Rodzina :
Marie- matka
Joshua- ojciec
Merinete- siostra
Partner : Może, szuka, może nie, zależy...
Charakter : Początkowo Aidan może wydawać się oschły i zimny. Gardzi praktycznie wszystkim czym się da. Jednak gdy powoli dotrzesz do niego, zacznie się otwierać i ze sztywnego psa zmieni się w naprawdę pokręconego psa z wielkim poczuciem humoru i ADHD. Jest trochę jak Jeckylle i Hyde, raz taki, raz taki.
Historia : Urodził się w lesie. Miał młodszą siostrę Marinete i kochających rodziców. Rósł w rodzinnym cieple i uczył się różnych, nowych rzeczy. Gdy miał około 10 miesięcy zaatakowały ich wilki. Były bezlitosne, rodziców Aidana pogryzły do nieprzytomności, Mari była we krwi, Aidan z resztą też. Rodzice kazali mu opiekować się siostrą i odeszli. Niestety Marinete nie przeżyła tygodnia. Aidan został sam. Długie przebywanie samemu zakończyło się na rozmawianiu samym ze sobą, co może wydawać się trochę dziwne. Przypadkiem znalazł SPU i ma nadzieje, że tutaj będzie mu dobrze.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Ms.Poldark
sobota, 25 czerwca 2016
Od Suzzie
Pływałam w poprzek strumyka jeszcze długo, nie chcąc z niego wychodzić.
Niestety, jakiś czas później porządnie zgłodniałam i musiałam wyjść. Nie było jednak tak źle, bo moje futro nasiąkło wodą i chociaż było ciężkie, to chłodziło.
Ze znalezieniem sobie obiadu nie było większego problemu - większość zwierząt próbowała ochłodzić się przy innym strumieniu. Jedna, młoda sarna zaś leżała na boku i ciężko oddychała. Była przemęczona i gdy rzuciłam się w jej stronę, nawet nie próbowała uciekać, chociaż reszta zwierząt oddaliła się szybko od tego miejsca. Już chciałam zabić sarnę, gdy ona otworzyła umęczone oczy i tak... Mądrze na mnie spojrzała. Nie, ja wariuję. Znów będę wegetarianką, czy jak?
Prychnęłam ze złości i podarowałam sarnie życie, zostawiając ją w spokoju.
Następnie podeszłam do najbliższego drzewka, niziutkiej jeszcze brzozy, stanęłam na tylnych łapach, przednie opierając o pień i zaczęłam obrywać listki i je zjadać. Ostatnimi czasy dzieją się ze mną dziwne rzeczy. Chociażby ten nawrót wegetariaństwa.
Poczułam na sobie czyjś wzrok, więc odwróciłam się powoli.
Bitter Sweet?
środa, 22 czerwca 2016
Loki i Stanley odchodzą
Imię : Loki
Ksywka : Ciapek (nie lubi, kiedy ktoś tak do niego mówi)
Głos : Ryan Tedder (OneRepublic)
Rasa : Border collie
Wiek : 9 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : -
Rodzina : Twierdzi, że nie ma.
Partner : Jest typem samotnika, ale w głębi serca marzy o bratniej duszy.
Charakter : Nie okazuje uczuć, traktuje większość psów z wyższością, woli samotnie iść przez życie, niż włóczyć się za grupką "nic nie wartych kundli".
Historia : Mamę i rodzeństwo pamięta jak przez mgłę. Nic dziwnego, był wtedy mały. Najmniejszy. Do późnego dzieciństwa poniżano go i dokuczano właśnie z tego powodu. Dopiero kiedy zaprzyjaźnił się z Maszim, zrozumiał, że nie wszystkie psy są podłe. Postanowił mu pomóc i dołączył do sfory.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : snaraluch
Towarzysz : Jarvis KLIK Opowiadanie na ten temat : KLIK
Imię: Stanley
Ksywka: Stan
Głos: Olly Murs
Rasa: siberian husky
Wiek: 8 lat
Płeć: pies
Stanowisko: wojownik wschodni
Rodzina: brak
Partner: brak
Charakter : Przyjazny, pomocny, miły.
Historia: Nie pamięta swojej rodziny.Wychował się wśród ludzi, którzy traktowali go jak maskotkę. Pewnego dnia postanowił uciec.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: snaraluch
Od Castiela - CD opowiadania Jockera
Przywiesiłem koleją ulotkę. Zastanawiało mnie to, że alfa miał je już przygotowane. Chociaż w sumie nic nie powinno mnie dziwić.
- Oczywiście bierzesz w tym udział? - rozległ się głos za moimi plecami.
Słyszałem, że się do mnie podkrada, więc nawet nie drgnąłem kiedy jego radośniejszy niż zwykle głos rozbrzmiał jak bęben tuż przy moim uchu. Odwróciłem się, obdarzając wpatrującego się w plakat Lokiego zimnym spojrzeniem.
- Tak, biorę...
Zamierzałem jeszcze coś dodać, ale za ojcem stał Stanley, który przerwał mi swoim "Cześć, młody". Młody - zabolało. Wiekowo może, ale na litość Odyna, po co to było? Chciał się pochwalić dłuższym stażem na tym świecie? "Nie ciesz się, stary, to ty szybciej umrzesz".
- Wyjeżdżacie? - spytałem lekko zdziwiony, widząc tobołki, jakie im towarzyszyły.
Loki od dłuższego czasu mówił o opuszczeniu sfory, ale na tym mówieniu się kończyło. Już? Tylko opuściłem jaskinię, a on przeszedł do działania? Wydało mi się to śmieszne, chociaż z tym było jak z ulotkami. Nie ważne jakim cudem i skąd, po prostu były i koniec tematu.
- Tak, chciałem... Chcieliśmy się pożegnać - zaczął niepewnie Loki. - Rozmawialiśmy kiedyś o tym i... To dobry czas, więc najlepiej będzie, jeśli już-teraz... Chciałem ci podziękować. Za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
- Ty zrobiłeś dla mnie więcej i to ja powinienem ci dziękować - zrobiło mi się smutno, czwarty raz w życiu - drugi odkąd opuściłem dom. Chcąc-nie chcąc Loki był moim ojcem, zajął się mną za młodu i zasługiwał na szacunek z mojej strony.
- Wiesz, że nie lubię pożegnań? - bardziej stwierdził niż spytał. - Dbaj o siebie, jedz dużo warzyw, nie izoluj się od świata. Może kiedyś się jeszcze spotkamy.
Chciał mnie przytulić, ale zamiast tego zrobił niepewny krok w moją stronę, by położyć mi łapę na ramieniu.
- Jestem z ciebie dumny - powiedział lekko się uśmiechając, a jego oczy zaszły łzami. Emocje.
- Ty też na siebie uważaj - odparłem sztywno. - I pilnuj Stana. Czemu w ogóle bierzesz go ze sobą?
- Ponieważ ON szuka perspektyw - wtrącił się Stanley. - I nudzi mu się tutaj. Zresztą twojego staruszka trzeba przypilnować.
- Pomogę mu znaleźć inną sforę - skrzywił się Loki. - Jak najszybciej. Nie będzie długo za mną łaził.
- O to to. - Stan poklepał go po grzbiecie. - Czas na nas, pa młody.
Husky zakręcił się i z wolna ruszył w stronę miasta. Loki jeszcze przez chwile stał i nieruchomo patrzył na mnie. Potem ruszył za nim.
- Tato! - krzyknąłem.
Chyba jeszcze nigdy tak na niego nie powiedziałem. Pies przystanął. Obdarzył mnie ciepłym spojrzeniem.
- Dziękuję.
Uśmiech. Ruszył za Stanem i po chwili zniknął mi z oczu.
- Ulotki rozwieszone - rzuciłem, przekraczając próg jaskini Jockera. - Zadanie wykona... Halo? Jest tu kto?
To było głupie. Odejście Lokiego rozproszyło mnie do tego stopnia, że mówiłem sam do siebie.
- Alfo?... Jocker?
Rozejrzałem się uważnie po mieszkaniu, ale mój wzrok nie napotkał nikogo. Musiało się coś stać skoro alfy nie ma w godzinach pracy, a jeśli tak, to nie znajdę go szybko. Więc po co szukać? Zwyczajnie usiądę i poczekam, przemyślę parę spraw. Tak zrobiłem.
Powoli zaczęło do mnie docierać, że teraz nie mam nikogo bliskiego w tej sforze. Jeśli coś mi się stanie, będę skazany sam na siebie lub na przypadkowe psy. Psy, którym nie ufam i które zazwyczaj chcą coś w zamian za pomoc. Będzie ciężej, ale nieopisanie lepiej. Więzi z innymi tylko utrudniają osiągnięcie postawionych sobie celów.
Zacząłem martwić się nadchodzącym głosowaniem. Najbardziej obawiałem się tego, że sforzanie w ogóle nie wezmą mnie pod uwagę. To był najczarniejszy scenariusz. W zawodach powinno brać się udział, jeśli ma się 100% szans na zwycięstwo i 0% szans na ośmieszenie się. Co prawda mógłbym się wycofać, ale byłoby to gorsze niż porażka. Musiałem walczyć, nikt nie powiedział, że będzie lekko.
- Długo czekasz? - Jocker wszedł uśmiechnięty do jaskini.
- Nie, niezbyt - powiedziałem powoli.
Pies pokiwał łbem i podszedł do szafy, wyraźnie czegoś szukając.
- Wiesz, Loki i Stan odeszli - zacząłem niechętnie. - Pewnie słyszałeś?
- Tak nagle? - Nadal grzebał w szafie, nie patrząc w moją stronę. - Nie, nie słyszałem. Loki coś marudził, ale Stan? Szkoda.
- Taa, szkoda. Nie po to przyszedłem. Chciałem się spytać, czy ktoś zgłosił się już na ten... konkurs. I spytać, czy... ewentualnie... nie warto byłoby zrobić przynajmniej jednego pojedynku słownego czy czegoś w tym stylu?
Jocker?
czwartek, 16 czerwca 2016
Od Jocker'a- CD opowiadania Castiela
- A więc słuchaj Cas..- zacząłem niepewnie.- Dobrze zrobię casting.
Pies nic nie powiedział lecz jego ciało niby skakało ze szczęścia.
- Ale zaraz. To nie będzie casting na zasadzie że będziesz musiał coś robić czy mówić. To będzie coś na zasadzie głosowania. Ogłoszę termin do którego każdy pies będzie musiał oddać głos na wybranego uczestnika. Psy będą wiedziały kto będzie najlepszym namiestnikiem tak jak ująłeś to stanowisko.
- Ale jak mam doprowadzić do tego żeby inne psy na mnie zagłosowały?- przejął się pies.
- Tego nie wiem. Musisz udowodnić im że mogą na tobie polegać. Liczy się strategia. Musisz więcej przebywać w otoczeniu sforzan.
Po minie młodego zrozumiałem że ta forma wygranej niezbyt mu odpowiada.
- No ale wiesz przecież nie musisz brać w tym udziału. Inne psy spróbują.- wzruszyłem ramionami.
- Nie no jasne że chcę!- krzyknął.
- Świetnie. Głosowanie odbędzie się 30 czerwca. Mam parę ulotek więc jeżeli bierzesz w tym udział na dobry początek porozwieszaj je proszę.
Pies kiwnął głową, zabrał ze stołu ulotki i wybiegł z jaskini.
Castiel?
Od Carter'a
- Kim jesteś?!
Ktoś?
Od Elaine- CD opowiadania Locked'a
- Do tej pory nie jesteś w stanie rozróżnić mojej płci, Locked? - zapytałam, mierząc go spojrzeniem.
- Jestem, byłem i zawsze będę tego świadomy, Elaine. - odparł, po czym usiadł.
Ponownie skierowałam ku niemu swój pysk, przy okazji wznawiając próby nawiązania kontaktu z Lockiem. Wydawał się wyjątkowo nieobecny, nawet jak na niego..Bez problemu podeszłam bliżej na tyle, aby objąć jego szyję swymi czarnymi łapami.
- Jasne że zostanę. - uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego krótką, szorstką sierść.
Nowy pies- Carter!
Ksywka : Cart
Głos : Of Monsters and Men - Silhouettes
Rasa : Whippet
Wiek : 6 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : Sprinter
Rodzina : On jest swoją jedyną rodziną
Partner : Jeżeli jest ktoś, kto jest w stanie wytrzymać z takim psem, to niech się zgłosi
Charakter : Carter, to cholernie chamski pies. Twardo stąpa po ziemi, prawie nie dba o nikogo. Nie potrzeba długo z nim przebywać, by poznać, że jest chłodny i nie za miły. Zawsze trzyma się z daleka. Łatwo rani innych, nie obchodzi go to, co sobie o nim pomyślą. Życzy im jak najgorszych wydarzeń, a niejednokrotnie bardzo im zazdrości. Złe zachowywanie się Cartera jest też pewną rodzaju maską. Nie świadczy to o jego zepsuciu, tylko o strachu przed innymi psami. Jest niezwykle nieufny. Nie lubi rozmawiać, męczy go to, a przede wszystkim nie potrafi. Jest nadmiernie dumny i egoistyczny. Carter, pomimo tylu negatywnych cech, ma również jakieś pozytywne. A mianowicie jest niezwykle pracowitym psem. Jeżeli ktoś da mu do wykonania jakieś zadanie, stara się je wypełnić. Jest również szczery i inteligentny. Nie jest w stanie kłamać.
Historia : Zanim doszedł do tej sfory nie działo się za wiele ciekawych rzeczy... Urodził się, rósł, dużo ćwiczył aby być jak jego ojciec - silny zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jednak jego ojciec nie dostrzegał tego, że jego syn potrzebuje wsparcia. Śmierć matki bardzo odbiła się na jego psychice. Zamknął się w sobie i nikogo nie wpuszczał do środka. Pewnego dnia, jego ojciec miał już dość zachowania syna i wyrzucił go z domu. Długo błąkał się, aż pewnego wieczoru spotkał swojego największego przyjaciela - Tratchera. Carter przy nim czuł się niezwykle dobrze, jak brat z bratem przemierzali świat. Właśnie stąd ma on trochę dobrych cech, przekazał mu je Tratcher. Jednak zdarzyło się tak, że jego kompan się zakochał. Ukochana dała mu wybór - albo ona, albo Carter. Z wielkim smutkiem Carter musiał opuścić pobliskie ziemie, aby nie "przeszkadzać" im w normalnym życiu. Po pewnym czasie, dołączył tu, w poszukiwaniu przyjaciół, których trudno będzie zdobyć...
Upomnienia : 0
Kontakt : polag
Alfa Jocker (Maszin) wraca!
sobota, 28 maja 2016
Od Gracy– CD opowiadania Bitter Sweet'a
–Wstawaj, Oli– mruknęła, widząc jak pies otwiera oczy.
–Szoooo?– zapytał, ziewając i pomrugał kilka razy powiekami.
–Wstawaj– powiedziała zdenerwowana, widząc jak jej brat chce przewrócić się na drugą stronę. –To Ty zrobiłeś tutaj taki bałagan?– wskazała łapą, pozrzucane z półek rzeczy.
–Później posprzątam– westchnął, podnosząc powoli łeb i spoglądając na siostrę.
–Masz to zrobić teraz i bez wymówek– warknęła, po czym uderzyła go łapą mocno w kark. Oli chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak Grey uniemożliwiła mu to głośnym warknięciem.
–Już, już– mruknął, po czym zaczął ustawiać rzeczy na półkach. Po chwili przystanął jednak i zaczął ze złośliwym uśmieszkiem patrzeć w wyjście jaskini.
–Czem...– zaczęła suka, jednak Oli podniósł łapę.
–Witam, panie wojskowy– prychnął. Gracy przekręciła łeb i spojrzała w ten sam punkt co brat. Ujrzała tam Bitter Sweet'a, który jedynie przewrócił oczami i szybko poszedł dalej.
Bitter? Ja jebix, to opko to kupa.
niedziela, 22 maja 2016
Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a
- Ty też jesteś zagadką. Co tak naprawdę czujesz... do mnie?
Pies zastygł w bezruchu, a ja zaczęłam w myślach przeklinać się za niewyparzony jęzor. Jestem skończona.
- Tego chcesz, Suzzie? - Meversue ściszył głos i się do mnie przysunął. - Wiedzieć co do ciebie czuję?
Przejrzał mnie. Przejrzał mnie, przejrzał mnie, przejrzał mnie. Nie wiedząc co odpowiedzieć, zrobiłam zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i odbiegłam, ignorując nawoływania samca. W tym momencie chciałam znaleźć się jak najdalej od niego. I wszystkiego związanego z nim.
Ukryłam się w lesie, zagrzebując się w wysokie krzewy. Była to dobra kryjówka, jak i punkt obserwacyjny. Ja mogę zobaczyć wszystko, inni mnie nie.
Nikt jednak nie przyszedł.
czwartek, 19 maja 2016
Od Castiela
Wślizgnął się do pokoju, rozejrzał, po czym rzucił mi złowrogie spojrzenie.
- Co robisz? - spytał, starając się brzmieć normalnie.
Wiedziałem, że chce pogadać. Jego zdenerwowanie i niepewność śmierdziały aż z odległości kilku dzielących nas metrów. Nie rozumiałem tego. To ja byłem jego "synem" i to ja powinienem bardziej obawiać się poważnej rozmowy. Z ciężkim westchnięciem włożyłem patyk między kartki volumu "Żywych Trupów", aby nie zgubić strony, na której skończyłem; zamknąłem go i spojrzałem na ojca spokojnie.
- Więc porozmawiajmy - powiedziałem. - Proszę, nie krępuj się.
Starając się wyglądać na zdecydowanego, podszedł do mnie i zajął miejsce naprzeciwko. Taboret skrzypnął. Bardzo dawno nikt tu nie siedział.
- Cas... - zaczął, przybrawszy ton kaznodzieja wyplutego przez życie. - Nie jesteś już szczeniakiem i sądzę... Wiem, że poradziłbyś sobie na tym świecie beze mnie. Traktuję cię jak dojrzałego, dorosłego psa... Gdybyś poznał kogoś...
- To o tym chcesz pogadać? - Zaśmiałem się, chociaż tak bardzo próbowałem się powstrzymać. - Daj spokój, inne psy mnie nie interesują.
- A może właśnie powinny? Chcesz na stare lata...
- ...skończyć tak jak ty? Nie miałbym nic przeciwko. Nie jestem towarzyskim typem, zatem posiadanie partnera tylko utrudniałby mi życie. Po co mam robić coś na siłę?
Cisza. Loki wodził wzrokiem po pokoju, aż w końcu zatrzymał go na kartonowych pudłach z moimi rzeczami. Westchnął ciężko i spuścił wzrok.
- Decyzja zapadła? - Bardziej stwierdził niż spytał. - Pamiętaj, że cię nie wyganiam. Jesteś dla mnie najważniejszy.
- Zapadła - odpowiedziałem tylko na niby pytanie.
Nie miałem zamiaru zaczynać nudnej rodzinnej kłótni, ani współczuć mu, że jest smutny z mojego powodu. Kiedyś i tak musiałbym się wyprowadzić, a lepiej wcześniej niż później. Kawalerkę miałem już kupioną. Znajdowała się bliżej centrum, co stanowiło olbrzymi plus. Nawet jeśli uznaję inne psy za niegodne uwagi, to przecież nie będę się izolował, bo patrzenie na ich przezabawne perypetie i błahe problemy sprawia mi pewnego rodzaju radość. To najbardziej odróżnia mnie od Lokiego - on nie wyobraża sobie bycia częścią społeczności ani osobą publiczną, a ja nie wyobrażam sobie życia na uboczu. Psy z natury są zwierzętami stadnymi.
- Wiesz, nie po to tu przyszedłem - odezwał się nagle. - Chodzi o twoje stanowisko. Już nieco znasz życie, podejmujesz świadome decyzje, więc najwyższy czas, abyś zaczął pełnić jakąś funkcję.
Uśmiechnąłem się. Powiedzenie czegoś w stylu: "A co z tobą? Będziesz dalej żerować na czyjejś pracy, sam nie dając nic od siebie?" byłoby zbyt wredne. Wiedziałem, że został w tej sforze tylko ze względu na mnie, a jego odejście jest już kwestią dni. Nie opłacało się mu już szukać stanowiska.
- Mam taki zamiar. Tak się składa, że właśnie wybieram się do alfy w tej sprawie.
Najwyraźniej go to zaskoczyło, bo uniósł brew i odchylił się do tyłu.
- W takim razie może zechciałbyś się ze mną podzielić co wybrałeś? Z tego co pamiętam chciałeś być lekarzem, biologiem lub chemikiem? Zmieniło się coś?
- Dużo. Mierzę trochę wyżej.
Z każdą sekundą zdziwienie ojca rosło. Przerastało go samo bycie lekarzem, wszystkie nazwy chorób, leków, rodzaje złamań i zwichnięć - coś czego w życiu nie nauczyłby się na pamięć, coś co ja opanowałem już kilka miesięcy temu. Interesowałem się tym, zatem nie stanowiło to dla mnie najmniejszego problemu. Teoretycznie wystarczyłoby mi zdać test oraz zrobić dwumiesięczne praktyki, aby otworzyć własną klinikę. Nie, nie tego chciałem.
- Co? - spytałem w końcu, nie mogąc znieść milczenia z jego strony. - Czemu mnie nie wypytujesz? Nie kłam, że wcale nie obchodzi cię co chcę robić w życiu.
- Obchodzi mnie. I to bardzo, ale ufam ci. Nieważne co będziesz robił, ważne żebyś był szczęśliwy. Możesz być batmanem, eksperymentem, striptizerem, czy czymkolwiek chcesz.
Wcale nie ucieszyłem się słysząc to. Chciał wyjść na kochającego rodzica i jak zwykle się mu nie udało.
- Dzięki... za wsparcie - odezwałem się niechętnie. - Pójdę już.
Chwyciłem broszurę z przygotowanymi wcześniej dokumentami. Milczał. Wyszedłem.
- To nie będzie potrzebne - powiedział. - Wystarczy, że powiesz jaki zawód chcesz wykonywać. Nie prowadzimy rejestrów, a praca to praca. Ważna i szlachetna, ale nie wymaga udokumentowania.
Położyłem łapę na dokumentach i z powrotem przesunąłem je w stronę Jockera.
- Tu nie chodzi o jakąś tam pracę - wytłumaczyłem. - Nie o stanowisko malarza lub pieśniarza bez których sfora mogłaby sobie bez problemu poradzić. Chcę ubiegać się o wyższe stanowisko. Oczywiście przejdę wszystkie szkolenia, zdam testy, czy cokolwiek potrzeba do jego pełnienia.
Alfa przyglądał mi się przez chwilę nieruchomo jakby nie wiedząc co odpowiedzieć. Spojrzał raz jeszcze na teczkę, następnie na mnie i przetarł oczy.
- Wiesz, że to nie zabawa? - odezwał się pocierając skroń. - Rozumiem, że masz ambicje, ale... Inni sforzanie jak na przykład Jem, musieli się wykazać, aby zdobyć ważne stanowisko. Rozumiesz? Tymczasem przychodzisz tutaj - młody jeszcze, mało znany w sforze pies i chcesz od tak awansować. Nie sądzisz, że to niemożliwe?
Wyczułem, że to pytanie retoryczne i całe szczęście, bo chwilę zajęłoby mi znalezienie właściwej odpowiedzi. A nie mogłem długo myśleć, ani się wahać. Jocker poszedł do okna i kontynuował stamtąd patrząc na otaczający jaskinię ogródek.
- W dodatku psy zaczęłyby gadać. Jesteś synem Lokiego, przyjacielem rodziny i nie wypada obsadzać stanowisk po znajomości... Przykro mi.
Pokiwałem tylko łbem. Nie miałem zamiaru błagać go o zmianę decyzji lub upokorzenie się w inny sposób. Zabrałem papiery i już miałem wychodzić, kiedy mnie zatrzymał.
- Poczekaj. - Zrobił krok w moją stronę. - O jakie konkretnie "wyższe stanowisko" chciałeś się ubiegać?
Czyli nie wszystko stracone, pomyślałem. Odwróciłem się twarzą do niego.
- Namiestnika.
- Co taki namiestnik miałby robić?
- Cóż, pomagać ci. Bronić dobrego imienia sfory, reprezentować, przemawiać w twoim imieniu. To zależy od ciebie... Gdybyś kogoś szukał, jestem do dyspozycji. Może mógłbyś przyjąć mnie chociaż na próbę? Nic na siłę, ale kilka dni chyba nikomu nie zrobi różnicy?
Skrzywił się, jakby nie spodobał mu się ten pomysł.
-W każdym razie - kontynuowałem, - jeśli zorganizujesz jakiś casting - weź mnie pod uwagę.
Jocker?
wtorek, 17 maja 2016
Od Meversue'a - C.D Opowiadania Suzzie
Meversue lekko zmarszczył brwi, jednak nie wypowiedział przy tym ani jednego słowa, w porównaniu do śnieżnobiałej suki. Mamrotała kilka sekund, zanim zdążyła się zorientować, że tuż nad nią pochyla się jej brat, wówczas bacznie obserwujący każde poczynanie dwójki; w tamtym momencie zbliżonych do siebie na naprawdę niewielką odległość, z pewnością wyglądającą na jednoznaczną, bez żadnych pretekstów, głębszego sensu, innych rozwiązań, które na swój sposób były w stanie rozwikłać nagłą zmianę nastroju Suzzie. Spojrzał w jej orzechowe oczy, puszczając jej przy tym wyjątkowo widoczne oczko. Odchylił swój pysk, nie wykonując później żadnych, nawet najmniejszych gestów, które w jakikolwiek sposób byłyby w stanie wpłynąć na rozwój sytuacji panującej w jaskini Niebieskookiej Husky. Stanął prosto, jednak jego ślepia nadal pozostawały na sylwetce samicy Alfa.
- Jocker? Meversue? - medyczka zabrała głos, przerzucając swój wzrok kolejno z Jockera na Sue'a. - Wyjdźcie, proszę. Natychmiast.
Aussie postawił uszy, nadal wbijając swoje zażenowane spojrzenie w drugiego samca, zupełnie tak, jakby samą czynnością chciał go zagryźć, obedrzeć z obfitego futra. Tak się nie zdarzyło, mimo tego, że i Mever tego pragnął. Nie chciał mieć wrogów, tym bardziej w kimś, kto dowodzi jednostką, do której się zalicza. Do której musiał się wliczać, niezależnie od tego, czy podpadało to pod jego upodobania. Był, jest i póki co będzie częścią Sfory Psiego Uśmiechu, a Jocker nie miał podstaw do wygnania go z owych terenów.. Nie miał powodów, jednakże posiadał ogromne możliwości. Posiadał władzę absolutną, jako ten najwyżej postawiony w hierarchii.
- To nie powinno tak wyglądać, Jocker - westchnął, robiąc wielki krok ku Alfie. - Mam niesamowity plan.. Skończmy to wszystko, bo nasze beznadziejna nienawiść zaczyna przynosić tragiczne rezultaty. Nie mówię tutaj o klęskach żywiołowych czy gospodarczych. - dodał, przymrużając ślepia. - Tutaj chodzi o coś więcej. Zawsze chodziło o coś więcej.
Jock milczał. Nie otworzył nawet pyska, aby cokolwiek powiedzieć - stał w zupełnej ciszy, która powoli zaczynała go przerażać, pogrążać w nieuniknionej zadumie. Sam fakt, że Alfa go ignorował dała mu za dużo do myślenia. Dowiedział się więcej, niż sam tego chciał. Samą, bezwiedną ciszą doprowadził go do białej gorączki, przeszedł wszelkie oczekiwania co do normalnej, racjonalnej odpowiedzi, której Jocker swobodnie uniknął, bez konsekwencji.
- Jeżeli tak właśnie chcesz to rozwiązać, nie widzę problemu. - mruknął Meversue, oddalając się w stronę własnej, pustej jaskini. - Pamiętaj, że każdy może mieć słabsze chwile.. Wzloty i upadki, może to znasz? - zapytał szorstko. - Nie zamierzam robić niczego w tym kierunku, Jocker. Nie zamierzam robić niczego - dodał, teraz przybierając już obojętny wyraz pokiereszowanego pyska. - Żegnaj, życzę Ci powodzenia..
Mówiąc to, skoczył zwinnie na wielki głaz, który jeszcze bardziej przypłaszczył śliską, zimną posadzkę, widniejącą w jego równie chłodnym, szarym mieszkaniu. Chrząknął cicho, dostrzegając w jej głębi Su, która automatycznie się odwróciła.
- Skończyłem z nim, Suzzie. - oświadczył stanowczo, podchodząc bliżej. - Nie w dosłownym sensie.
Właśnie w tamtym momencie suka cicho się zaśmiała, a raczej delikatnie uniosła kąciki warg, wydając przy tym cichy pomruk.. zadowolenia? Właśnie tego nie potrafił zrozumieć. Dlaczego nagle stała się radosna, kiedy kilka godzin temu wrzeszczała na niego z pełną świadomością? W jaki sposób zmieniło się jej podejście zarówno do niego, jak i własnego, rodzonego brata, którego również potraktowała z dziwną zmianą?
- Przystopuj, Meversue. - uśmiechnęła się, odchylając swój pysk. - Przystopuj.
- Jesteś dla mnie wielką zagadką. - westchnął, posyłając jej krótkie skinienie. - Nie zrobię tego, jeżeli sama nie poprosisz. Kiedyś na pewno to zrobisz. - dodał, z blaskiem w oczach obserwując jej dalszy ruch.
Suzzieeee?
poniedziałek, 16 maja 2016
Od Honey - CD opowiadania Gracy
Otrząsnęłam się i zdobyłam na odwrócenie w stronę rzędów klatek. Zdecydowałam obejrzeć ich zawartość. Ale coś mnie powstrzymało. Spojrzałam w dół, na swoje ciało. Ja miałam nogi, ręce... Byłam człowiekiem! Dotknęłam twarzy opuszkami palców, później chwyciłam włosy. Miałam gruby warkocz do pasa. W półmroku dostrzegłam też kolor włosów - czarny. Miałam na sobie zwiewną, białą sukienkę. Opanowując zdziwienie, podeszłam do najbliższej mi klatki. W środku był... Człowiek. Trudno było określić jego płeć, ponieważ miał na sobie tylko brudny, obszerny worek. Jego włosy do ramion były strasznie pokołtunione. A twarz... Zmasakrowana. Jakby ktoś przetarł ją wiele razy mocno papierem ściernym. W dodatku na czole miał pełno dużych, krwawiących dziur, jakby ktoś powbijał mu tam coś. Postać odwróciła się do mnie i powoli uśmiechnęła bezzębnym uśmiechem. Krzyknęłam, gdy nagle przypadła do krat, przecisnęła ręce przez kraty i zaczęła szaleńczo wrzeszczeć. Odezwały się też istoty z innych klatek.
- Spokój!
Wszędzie rozbłysło światło, a postacie umilkły, chowając głowy w ramiona. Do mnie podszedł wysoki chłopak, o dziwo wyglądający normalnie, znaczy jak człowiek.
- Czekałem na ciebie.
Uśmiechnął się do mnie bez radośnie. Byłam zaskoczona.
- Znasz mnie?
Przymrużyłam oczy.
- W końcu z mojego polecenia tu jesteś... Podobasz mi się, Marigold...
- Pomyliłeś mnie z kimś, jestem Honey.
- W takim razie... Chodź!
Szarpnął mnie i powlókł do innego pomieszczenia, gdzie również były klatki. Ale w nich siedzieli ludzie. Zwyczajni, tacy jak ja... w tym momencie.
Chłopak otworzył jedną z pustych klatek i wepchnął mnie do środka, po czym zamknął drzwi na klucz. Wkurzona szybko wysunęłam ręce przez pręty klatki i chwyciłam chłopaka za koszulkę. Zaczęłam go szarpać.
- Wypuść mnie! - wrzasnęłam.
Odsunął się, odtrącając moje ręce.
- Lepiej, żebyś była grzeczna - rzekł zimno. - Bo inaczej nigdy stąd nie wyjdziesz.
piątek, 13 maja 2016
Od Bitter Sweet'a - C.D. Opowiadania Locked'a.
- Nadal utwierdzam się w przekonaniu, że ta grupa hałaśliwych kundli jest nam niepotrzebna. - cmoknął, bacznie obserwując Locka.
- Zupełnie jak ta walka, mój drogi Owczarku. - drugi samiec wyglądał na wyjątkowo rozbawionego. - To jak, Bitter? Musimy się tak bawić?
Właśnie takie pytanie wytrąciło Bitter Sweet'a z równowagi. Zadziwiająco proste, a zarazem tak skomplikowane słowa ułożyły się w przedziwną treść, wywołującą kontrowersję wśród zebranych psów. Kilka z nich wzniosło zawiedzione okrzyki, od samego początku do delikatnego końca wypełnionymi dezaprobatą, znudzeniem i obojętnością. I to nie przejęło samca, nadal rzucającego lodowatymi spojrzeniami w kierunku przeciwnika.
- Zabawa jest zbędna. - oznajmił, jednak jego łapy nadal pozostawały w nienaruszonej gotowości. - Niemniej jednak, czekają Cię przykre konsekwencje. Nie, nie, nie mowa tutaj o dożywotnim sprzątaniu mojej jamy - dodał. - Przekonasz się, Lockedzie.
Locked? Zawiało grozą co nie x'D
niedziela, 8 maja 2016
Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a
- Zajmij się nim proszę. Na nim zależy mi bardziej niż na Jockerze.
Ostatnie zdanie wypowiedziałam cicho i tak, bym tylko ja je usłyszała. Lekarka miała jednak dobry słuch. Zobaczyłam na jej pysku po kolei: zdziwienie, zrozumienie i uśmiech.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy. A ty idź, przewietrz się i... Przemyśl parę spraw.
Delikatnie wypchnęła mnie z jaskini. Ostatnie co zobaczyłam zanim odeszłam, to jak Honey nachyla się nad Sue'm i zadaje mu pare pytań.
Mam dużo czasu na przemyślenia. A najlepszym miejscem na nie, są - jak dla mnie - Góry Zapomnienia. Chociaż to miejsce jest bardzo oddalone od Centrum, to rewanżuje się ciszą, spokojem i piękną pogodą. Mam tam swój własny kącik, czyli małą dolinkę osłoniętą głazami z każdej strony. Właśnie do niej się udałam. Siedząc w niej, rozmyślałam o Jockerze i Meversue. Postanowiłam częściowo,
- powtarzam, częściowo! - wybaczyć bratu i utrzymywać z nim jako-takie stosunki. Co do Mever'a, sprawa nie jest taka prosta. Oba samce się nie znoszą, a jeśli byłabym z Sue'm, brat by mnie... Stop! O czym ja myślę?! Ja i Mever to takie... Nierealne...
- Idiotka.
Warknęłam, wbijając pazury w pulchną ziemię.
- Tchórz.
Wyrzeźbiłam w piachu długie rysy.
Czego nauczyła mnie istota zwana matką, nim nas zostawiła?! Że trzeba walczyć o swoje! Więc czemu mam nie walczyć o - ledwo przeszło mi to przez gardło - miłość?!
Wstałam, wzdrygnęłam się i zaczęłam kierować ku drodze powrotnej. Znów do moich myśli wdarł się Mever. No bo jak ja mam walczyć? Wyznać mu miłość? Na samą myśl o tym zaschło mi w ustach. Ale są inne sposoby? Zdaje się że nie.
Zamyślona, nawet nie zauważyłam, że weszłam do jaskini Hon. Dopiero po rozejrzeniu się, zorientowałam się gdzie jestem. Głos lekarki dobiegał z jednej z odnóg, gdzie, zdaje się, opatrywała Jock'a. Zapomniałam o jeszcze jednym psie znajdującym się tutaj. Właśnie on stanął przede mną.
- Wszystko w porządku?
Zapytał Sue. Zauważyłam na jego ciele wiele bandaży. Zajmowały jedną trzecią jego powierzchni. Nieobandażowany bok pokryty był zielonkawą, śmierdzącą maścią. Na pysku miał dwie paskudne szramy.
- Suzzie?
Spuściłam wzrok, ciesząc się, że pokrywa mnie futro, gdyż pod spodem byłam pewnie czerwona jak piwonia.
- Halo?
Meversue zbliżył swój pysk do mojego, z bliska obserwując moje dziwaczne zachowanie. Zszokowana bliskością, otworzyłam szeroko oczy. Postanowiłam się odezwać.
- Bo ja... Ja... Uświadomiłam sobie... Ee... Ja cię...
Jąkałam się.
- Suzzie? Meversue?!
Honey rozdziawiła pysk. No cóż, zastała nas w dziwnych pozach. Sue pochylał się nade mną, a jego oddech rozwiewał moje futro na pysku. Dzieliły nas nie więcej niż trzy centymetry.
Lekarka otworzyła pysk, zapewne by rzucić jakąś kąśliwą uwagą, a ja potrząsnęłam łbem i zaczęłam coś bełkotać.
Sue? Hahah
piątek, 6 maja 2016
Od Gracy– CD opowiadania Honey
– Mówisz to tak, jakby jej zdrowie wcale Cię nie obchodziło – warknęła Grey, cofając się parę kroków, by spojrzeć na suczkę Bordera w pełnej okazałości. Alana chciała już coś powiedzieć, jednak Grey była szybsza. – Gdzie ona leży? W jakim pokoju? – zapytała szybko, rozglądając się nerwowo.
– Chodź – westchnęła suka i zaprowadziła Grey pod drzwi sali, w której leżała Honey. Suka uchyliła je lekko, po czym weszła do środka. Zauważyła na wejściu Honey podłączoną do różnego rodzaju kroplówek. Sama była zdziwiona, skąd w sforze tyle się ich znalazło. Gracy parę minut stała, przyglądając się Honey, aż w końcu obróciła się i dziękując Alanie, zaczęła iść ku swojemu domowi. Cały dzień chodziła po swojej jaskini, wciąż główkując co mogło wpłynąć na takie szybkie pogorszenie się stanu zdrowia siostry. W końcu jednak położyła się na kocu i przytuliła go mocno, pociągając nosem. Zacisnęła również mocno oczy, ponieważ nie chciała aby żadna z łez zaplamiła jej koc. Leżała tak z piętnaście minut, aż w końcu zasnęła.
Obudziła się w szpitalu, już nie jako pies, lecz coś podobnego do człowieka. Popatrzyła na siebie zdziwiona, lecz szybko zaczęła biec w stronę pokoju, w którym leżała Honey. Weszła do niego szybko i zauważyła mężczyznę ubranego w czerwień i czerń, który trzymał piłę motorową nad ciałem Honey.
– Stop! – zawołała, łapiąc go za jego długie, czerwone, opadające w tył włosy.
– Co robisz dziewczynko? – bąknął, łapiąc się jedną ręką za włosy, a drugą trzymając piłę.
– Kim Ty jesteś i co tu w ogóle robisz? – wypowiedziała pierwsze co najbardziej pchało się jej na język.
– Shinigami Grell – mruknął, rozczesując sobie włosy ręką, po czym podparł się nią pod bok. – Mam zlecenia zabrać jej duszę – spojrzał na Honey.
– Nie możesz! – zawołała znów, zasłaniając ciałem siostrę, przed piłą motorową Shinigami. – Ona... po prostu teraz nie może umrzeć – westchnęła cicho, patrząc na buty Grell'a. Ten przewrócił oczami i przejrzał się w swojej kosie do zbierania dusz. Po chwili uśmiechnął się złośliwie.
– Ona może nie zginąć, jeżeli Ty znajdziesz mi inną, wartą uwagi duszyczkę – powiedział, po czym łapiąc za podbródek, podniósł jej głowę. Popatrzyła na niego zdziwiona, po czym przeniosła wzrok na Honey. Cicho westchnęła i przytuliła ją mocno.
– Hon, jeśli teraz mnie słyszysz, nie miej za złe mojej decyzji – szepnęła, po czym otarła parę łez. Spojrzała na Grell'a i znów westchnęła. – Czyń swoją powinność, Shinigami – wyciągnęła rękę. Gdy piła miała dotknąć jej ciała, od razu się obudziła. Całe szczęście, to tylko sen... Westchnęła w myślach. Nie była jednak całkiem pewna czy wszystko wróciło do normy, więc szybko pobiegła do szpitala i tego samego pokoju. Nie było w nim nikogo, oprócz leżącej Husky. Grey podeszła do niej i mocno ją przytuliła.
– Proszę, nie odchodź...
Honey? Gościnnie przybył Grell
Od Niklausa - CD opowiadania Monny
- Gdzie idziemy?
Zapytał Konny.
- Trzeba znaleźć wam jaskinię. Postaram się, by była blisko mojej.
Obiecałem, po chwili stając przed swoim lokum. No cóż, było blisko Jaskini Alf.
- A nie możemy zamieszkać z tobą? - odezwał się znów ten sam szczeniak, a jego siostra trąciła go mocno łapą. Stanąłem w miejscu, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- A chcecie?
Odrzekłem w końcu.
- Tak! Na razie nie orientujemy się w terenie i w ogóle...
Spojrzał na mnie.
- Możecie u mnie zamieszkać, ale to tylko na parę tygodni, do czasu aż przyzwyczaicie się do tego miejsca. Stoi?
Szczeniaki pokazały swój entuzjazm, a ja wprowadziłem je do swojej dużej jaskini i pokazałem każdy kąt. Gdy weszliśmy głębiej, wskazałem półkę skalną, znajdującą się jakiś metr nad ziemią i mającą szerokość dwa metry na półtora.
- Ja śpię tu. Wy nie dacie rady wskoczyć na tę półkę, więc rozłożę wam koc pod nią. Zaraz pójdziemy na wycieczkę po terenach. Macie jeszcze jakieś pytania?
Monny? A może Konny?
Od Niklausa - CD opowiadania Gracy
- Co u Michelle i szczeniaków?
Przerwała ciszę biała suczka. Bez skrępowania wpatrzyła się w moje oczy.
- Och, z Heroine wszystko w porządku. Jest już dorosła, chadza własnymi ścieżkami.
Odparłem beztrosko i zamiotłem ogonem w powietrzu.
- A reszta?
Dążyła Gracy. Sapnąłem cicho.
- Nie wiesz? Odeszli. A co z Honey? Nie widziałem jej kopę lat. Ostatni raz gdy oboje byliśmy szczeniakami.
Szybko zmieniłem temat. Grey chyba chciała zadać jeszcze jakieś pytania dotyczące reszty mojej najbliższej rodziny, lecz się powstrzymała. Zamiast tego, powoli odpowiedziała na pytanie zadane przeze mnie:
- Hon jest w śpiączce...
Zdziwiłem się jej słowami i autentycznie zrobiło mi się przykro. Bardzo lubiłem tę młodą lekarkę po dosyć... Przykrych przejściach.
- Chcę ją zobaczyć.
Odezwałem się nagle, i nie zważając na minę Gracy obrałem kierunek do szpitala i ruszyłem swoje cztery litery do przodu. Nawet nie zauważyłem, że suczka podążyła za mną.
Grey?
poniedziałek, 2 maja 2016
Od Monny CD opowiadania Niklausa
Spojrzałam na białą suczkę. Była piękna!. 'Czyli Alfy to rodzeństwo.." Pomyślałam sobie. Nim jednak coś powiedziałam, mój brat podjął już rozmowę z Alfą.
-Mieliśmy mamę i rodzeństwo, ale jakieś psy... No, zaatakowały nas. Mieliśmy rodzeństwo, ale oni nie słuchali się rodziców i nie ukryli się z nami. Potem znalazł nas miły Pan, obiecywał, że nigdy nie zostawi, ale potem złamał obietnicę. Chciał nas zabrać do takiego czarnego ośrodka, ale mu uciekliśmy. Po drodze spotkaliśmy Niklausa, który powiedział, że za Waszą zgodą możemy dołączyć do sfory - zakończył cały monolog mój kochany braciszek. To bardzo miłe, że tak bardzo się o mnie martwił, ale mógł mi od czasu do czasu dojść do słowa...
-Już się ich nie boisz? - spytałam się go szeptem. On pokręcił przecząco głową. Westchnęłam cichutko i spojrzałam na Alfę.
-Przepraszam, za jego długą wypowiedź. Zwykle nie jest taki rozgadany... - powiedziałam i zamyśliłam się. On w tym czasie usiadł obok mnie. - No... To teen... Czyyy... - nie wiedziałam, jak mojemu bratu wychodziły te wszystkie pytania. I to teraz z taką łatwością, a jeszcze przed chwilą przecież się ich bał!. W sumie to i ja się ich bałam. No dobra, nadal troszeczkę się ich boję...
-Ona chciała zapytać o to samo. Czy możecie nas przyjąć?
Alfa spojrzała na nas z uśmiechem na pyszczku i...
-Ależ oczywiście, że możecie!. Tylko ze względów bezpieczeństwa, musicie mieć jakiegoś opiekuna - jej wzrok padł na psa, który nas przyprowadził. - Niklaus?. Zaopiekujesz się maluchami?
-Ooo... Taaak... Bedziemy mieć takiego choćby drugiego tatę, albo starszego brata! - wyparował mój brat. Ja spojrzałam na Konny'ego z rezygnacją. Czy on kiedykolwiek zmądrzeje?!.
Niklaus?
niedziela, 1 maja 2016
Armentum
sobota, 30 kwietnia 2016
Od Locked'a- CD opowiadania Bitter Sweet'a
Gdy pies wyszedł z jaskini ja wyszedłem z kryjówki. Pożegnałem Ele i dogoniłem psa. Ten gdy mnie zobaczył chciał się na mnie rzucić. Wystawiłem spokojnie łapę w przód i powiedziałem.
- Spokojnie. Jak już masz taką ochotę trzepać się po ryjach to chociaż ustalmy gdzie i kiedy.- uznałem.
- Niech ci będzie..- warknął.- Jutro o 10 w Mrocznym Lesie.
- Stoi. Do jutra.- pożegnałem nieco oschle.
Wiem że Bitter nadal jest moim przyjacielem, ale wkurzył się na mnie za ten rewanż. No nic zobaczymy jak jutro pójdzie nam walka.
***z rana o 9:30***
Czekałem w lesie ma Bitter'a. Gdy sforzanie dowiedzieli się o bitwie zebrali się niedaleko lasu. Zza drzew słyszałem już kroki i sapanie przeciwnika.
Bitter Sweet? Oszczędź Lock'a
Od Locked'a
Stałem przed jej jaskinią wgapiony w swoje myśli. Nie wiedziałem czy wejść czy zapukać czy po prostu speszyć i odejść. Z jaskini dochodziły dziwne dźwięki. W końcu przekroczyłem próg jamy i wszedłem w jej głąb. Zastałem tam kogoś kogo chciałem zastać. Przywitał/a mnie a ja poprosiłem o rozmowę przy stole. Zgodził/a się. Usiadłem po jednej stronie stołu a on/a po drugiej. Nie wiedziałem jak zacząć. Lecz w końcu musiałem przerwać tą ciszę.
- Słuchaj. Znamy się dosyć długo. Jesteś naprawdę miły/ła. I piękny/na. Nie wiem czy to odpowiedni moment..
- Słucham. Kontynuuj.- zawiadomił/a.
- Jasne. Więc.. Chciałbym cię prosić o.. To żebyś zrobił/a mnie najszczęśliwszym kundlem w tej jaskini i... Czy chciałbyś/abyś zostać moją dziewczyną?
Zamilkłem.
Elaine? Te / zmylne co? XD
Od Meversue'a - C.D. Opowiadania Suzzie
Cały przebieg bitwy wydawał się Meversue'owi załatany ogromną, klejącą łatką, uzupełniony niepotrzebnym wątkiem, skompletowany czymś, czego nie powinno go skompletować. Samiec utwierdzał się w niejasnym przekonaniu. Własnej dewizie, która świadczyła jasno, przejrzyście, że zakończenie sporu powinno odbyć się w inny, bardziej odpowiedni sposób, zarówno dla niego, jak i samca Alfa. Przeprosiny, które miały miejsce tylko dzięki wtrąceniu zdania śnieżnobiałej suki Mever uznał za bezcelowe, biorąc pod uwagę to, co wówczas czuł. Co ciągnęło się na jego język? Z pewnością kilkaset obraźliwych, niecenzuralnych słów; był niemal pewny, że i Jocker posiadał podobne zdanie.
- Mój boże, on też jest tak pokiereszowany? - cichy szept niebieskookiej Hon całkowicie przeszył się przez ciało samca. - Nie wiem, czy będę w stanie im pomóc. To wszystko wydaje się dosyć.. krytyczne. - dodała, przerzucając wzrok na samca Alfa.
- Jak widzisz, Honey, z tym bezmyślnym filistrem jest jeszcze gorzej - warknęła w odpowiedzi, przeskakując przez niewielki kamień, stanowiący granice jaskini Husky. - Mam wrażenie, że specjalnie chcą wprowadzić mnie w stan obłędu.
- To nie tak, nie słuchaj jej. - Meversue wyruszył naprzód z naburmuszoną miną. - To wszystko to istny cyrk, desperacki ges..
- Daj już spokój, Sue. - właśnie w tamtym momencie Suzzie przybrała grymas zażenowania.
Nie śmiał się odezwać. Nie sprzeciwił się, pomimo swego instynktu, wzrastającego poziomu adrenaliny. Czuł, jak czerwona ciecz nasącza jego futro, nie pozostawiając go suchego w żadnym stopniu. Pulsujący ból przeszedł przez jego kończyny, całkiem je paraliżując. Leżał bezwiednie tuż przed wielobarwnymi łapami, skręcając się z napływającej fali cierpienia.
Suuu?
piątek, 29 kwietnia 2016
Od Castiela - CD opowiadania Lilianny
-Czekaj! - krzyknąłem i ruszyłem za nią.
Tak zrobiłby każdy pies. Przynajmniej kilka razy widziałem takie zachowanie, więc w tej sytuacji uznałem je za stosowne.
-Spadaj! - warknęła. - Nie masz co robić? Oo, jak przykro-o.
Zignorowałem jej udawane współczucie tak bardzo popularne dla psów w okresie szczenięcym. Wtedy ma się potrzebę bycia w centrum uwagi, zdobywania szacunku poprzez pomiatanie innymi.
Przeszło mi przez myśl, że powinienem przeprosić za swoje wcześniejsze wypowiedzi. Co prawda nie chciałem powiedzieć nic w tym stylu, ale uznałem, że dopasowanie się tonem i sposobem myślenia do rozmówcy wyjdzie mi na dobre. Niestety, suka nie chciała mieć styczności z nikim, do kogo można by było porównać jej zachowanie. Czyli, że tak naprawdę nie chciała się tak zachować? A może nienawidziła swojego charakteru? Albo wprost przeciwnie, miała tak wysoką samoocenę, że nie chciała aby ktokolwiek zbliżył się do jej pojęcia "doskonałości"? Warto sprawdzić.
-Przepraszam - odezwałem się nieśmiało. - Nic ci nie jest?
Moje usposobienie zmieniło się diametralnie. Z zaciętego wojownika do potulnego szczeniaczka. Zmiany osobowości były tym, co bardzo lubiłem. Nie miałem żadnego problemu z tym, kogo udaję. To była tylko gra, a żaden odgrywany przeze mnie pies z przypisanym wcześniej typem charakteru nie był do końca mną. Moje prawdziwe "ja" od niepamiętnych czasów siedziało zagrzebane w papierach w jednym z pokoi na świeżo wypolerowanej podłodze i z zainteresowaniem przeglądało teczki z informacjami.
Suczka zmierzyła mnie nierozumnym wzrokiem. Jakby coś jej we mnie nie pasowało.
-Jestem zmęczona, wypierdku - odparła. - Daj mi już spokój.
-Oczywiście. - Ukłoniłem się lekko. - Miłego dnia.
Odwróciłem się i wolnym krokiem ruszyłem w kierunku jaskini Lokiego. Chciałem odbyć z nim dłuższą pogawędkę na temat mojej przyszłości, ale nagle coś mnie tknęło. Spojrzałem za siebie. Suka siedziała i patrzyła przed siebie nieobecnym wzrokiem. Może obudziły się w niej jakieś głębsze uczucia? Postanowiłem, że nieco lepiej przeanalizuję jej zachowanie. Wykonałem kilka śmiałych kroków wstecz i bez słowa usiadłem obok niej.
Lilianna?
wtorek, 26 kwietnia 2016
Od Bitter Sweet'a - C.D. Opowiadania Gracy
Swój bezsensowny, krótki raport podsumował głośnym, przeszywającym śmiechem, którym wtórowało mu rodzeństwo Alfa. Po kilkunastu sekundach beztroskiej radości powoli uniósł swoją łapę, aby właśnie nią ukazać pożegnalny gest. Na jej powierzchni dostrzegł kilka gładkich ran, jednak całkiem sklejonych puszystą, nasączoną krwią sierścią. Nie wydawały się pobrudzone, a tym bardziej nie sprawiały wrażenia takich, które były w stanie zagrozić egzystencji Bitt'a - były to bowiem najzwyklejsze w świecie zadraśnięcia ostrym, młodym zbożem. Śnieżnobiała błyskawicznie podskoczyła w jego stronę, jednak on cofnął się jeszcze szybciej, sprawniej i zwinniej. Rzucił jej karcące spojrzenie, za chwilę znikając w czeluściach własnego, przepełnionego bezużytecznymi przedmiotami mieszkania. Automatycznie przysłonił wejście wielkim, lśniącym głazem, podpierając się grzbietem o jego powierzchnię.
- A jednak wróciłeś, Bitter Sweet. - usłyszał cichy, jednakże pełen zdziwienia głos. - Miałam nadzieję.. myślałam, że przetrzymają Cię tam do końca sezonu.
- Jak widzisz, jestem tutaj, razem z Tobą i resztą psiego społeczeństwa - odpowiedział, starając się ułożyć na twardym, kamiennym legowisku. - Właściwie, nigdzie nie byłem. Moja decyzja okazała się zgubna.
Biała suka nie odpowiedziała. Owczarek posiadał niejasne przeczucie, że to właśnie jej brata zauważył na miejskiej zebrze, spowitej w czarno-białe pasy. Widział go wiele razy, jednak najczęściej przez kilka sekund; jednak i on był w stanie określić, z kim miał do czynienia.
Greyey? Wybacz, że tak długo się z tym zbierałem.
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Od Niklausa - Quest 4. "Twoje Alfowanie"
Gdy spacerowałem po Łące Nieziemskich Fiołków, nagle znikąd pojawił się Jocker. Był zadyszany i wyglądał, jakby go ktoś gonił.
- Cześć, kuzynku - przywitałem się beztrosko. Kiwnął głową i sapnął:
- Chodź!
Pociągnął mnie (niezmiernie zdziwionego) za sobą. Nasz dziki bieg trwał krótko. Zostałem zaciągnięty do Centrum Sfory, gdzie, przy wielkim głazie na którym Alfa zwykł wygłaszać przemowy, siedzieli wszyscy członkowie. Jock usiadł na głazie i siłą usadził mnie obok siebie.
- Wyjeżdżam na dwa dni - wydyszał, bez przywitania. - Niklaus jest tymczasowym Alfą.
Zeskoczył na ziemię i wypruł przed siebie. Po paru sekundach go nie było. Wszyscy przypatrywali się sobie z szokiem. Co tu się do cholery wydarzyło?
Po dziesięciu minutach otępienia postanowiłem działać. Nie możemy stać tak wieczność.
- Dobra - zacząłem. - Zbliża się pora obiadowa. Dzisiaj zjemy wszyscy wspólnie. Proszę, by grupa do polowania natychmiast udała się na łowy i nałapała jak najwięcej zwierzyny. Wszystko przytargajcie za dwie godziny pod strumyk. Tam zjemy.
***
Następnego dnia z uśmiechem na pysku wspominałem ten obiad. Przeprowadzony w miłej atmosferze, upłynął nam na śmianiu się, plotkowaniu i tego typu rzeczach. Obowiązki Alfy to prościzna, pomyślałem. Niestety, w złą godzinę.
Już dwadzieścia minut później ktoś zapukał do mojej jaskini. Wyszedłem z niej i zobaczyłem niskiego, czarno-białego psa.
- Powiedziano mi, że tu znajdę Alfę. Jocker, tak? Mam ci do przekazania wiadomość od Jossiego.
Podał mi zwitek papieru i już go nie było. Powoli rozwinąłem karteczkę. Było tam...
- Niklaus - rzekł wesoło mój ratunek w postaci Jocker'a. - Jestem wcześniej.
- To świetnie kuzynku! - wykrzyknąłem, ciesząc się jak małe dziecko. - Bo masz w pół godziny dowiedzieć się, kto sprawił, że dziecko pana Amstaffa stało się warzywem. Jak tego nie zrobisz, ten pan będzie, delikatnie mówiąc, zły. I tak przy okazji. Czemu cię nie było?
Alfa zmierzył mnie wściekłym spojrzeniem.
- Pi*prz się, Niklaus - wycharczał, biegnąc dalej.
- Z tobą zawsze! - zawołałem za nim, wybuchając śmiechem.
Wszystko wracało do normy.
THE END
Quest zdobywa 55 PNS!
Od Honey - CD opowiadania Gracy
Zaczęło się dosyć łagodnie. O drugiej nad ranem obudził mnie silny ból głowy i dreszcze. Wstałam, starając się dojść do szafki z lekami. Po paru krokach zaczęłam się mocno zataczać, traciłam kontrolę nad własnym ciałem. Chwilę później straciłam tę kontrolę całkowicie. Upadłam na ziemię. Starałam się wstać, ale żaden z moich mięśni nawet nie drgnął. Udało mi się tylko otworzyć pysk i... natychmiast zwymiotować. Nagle usłyszałam diaboliczny śmiech. Ledwo się zorientowałam, że to moje struny głosowe go wydały.
- Nie wolno kontaktować się z osobami z innych światów. Nie wiedziałaś tego, suko? - nie mogłam przestać poruszać ustami. Głos wydobywający się z mojej krtani był niski i ochrypły.
- Dostaniesz karę.
Moje ciało zostało wyciągnięte na zewnątrz. Nie potrafiłam tego kontrolować. I tak, gdy leżałam na zimnym piachu, demon mnie opuścił. Nie mogłam jednak się poruszyć.
Wszystko było dziwne. Siedziałam w ciemnym, zimnym pomieszczeniu, które było olbrzymie. Zatęchły zapach aż wymuszał na mnie wymioty. W dodatku wszędzie były ledwo widoczne klatki. A w nich różne... istoty. Nawet nie chciałam na nie patrzeć. Zewsząd dobiegał śmiech. Ujrzałam jedno, jedyne okienko. Wielkości mojego łba. Wyjrzałam przez nie. Zobaczyłam siebie. Sforę. I psy biegnące do mojego ciała. Słyszałam też ich głosy, ale zrozumiałam, że tylko ja je słyszę.
***
- I co jej jest? - dopytywała Gracy.
Lekarka spojrzała na nią ponuro.
- Jest na granicy życia i śmierci. W śpiączce. Poczekalni.
Grey?
sobota, 23 kwietnia 2016
Od Niklausa - CD opowiadania Monny
- Jestem tu od urodzenia, czyli już sześć lat. Alfy są bardzo miłe, to rodzeństwo. Są moimi jakby kuzynami, bo ich rodzice są moimi dziadkami. Na chwilę obecną mamy tu sporo psów, ale kiedyś było ich o wiele więcej. Miałem partnerkę... Odeszła bardzo niedawno. I mam szczeniaki. Trzy. Ale dwójka odeszła z matką, została tylko Heroine. Jest już dorosła, ale kiedyś mogę was zapoznać. Masz jeszcze jakieś pytania? - spojrzałem na niego. Chyba lekko się zawstydził.
- Alfy... Jak się nazywają? - bąknął.
- Suzzie i Jocker. Jesteśmy na miejscu.
Zatrzymaliśmy się przed okazałą jaskinią.
- Jock! Su! - wykrzyknąłem.
- Cześć Nik. Jocker'a nie ma, z rana wyjechał na trzy dni - z jaskini wychynęła biała suczka i lekko mnie przytuliła. Widziałem niepewność na pyskach szczeniaków, gdy Alfa spojrzała na nie.
- Kim oni są? - spytała.
- To Monny i Konny, chcą dołączyć. A to właśnie Suzzie - roześmiałem się.
- Miło mi was poznać - Su podeszła bliżej szczeniaków.
Monny?
piątek, 22 kwietnia 2016
Od Monny CD opowiadania Niklausa
-Jestem Konny. - powiedział do białego psa. Chyba był mniej ufny, niż ja. Ale w sumie dobrze... Albo nie?.
Szliśmy za białym psem, aż doszliśmy do ich terenów.
-To tutaj - powiedział.
Rozejrzałam się. Dosyć duże te tereny... Nawet bardzo duże. Chyba, że to takie złudzenie, bo jestem mała?. Nie wiedziałam. Nie chciałam nawet pytać, bo... bałam się.
-Dobrze, chodźmy dalej. Musze Was zaprowadzić do Alf. - powiedział i znowu ruszyliśmy za nim.
Mój brat podbiegł do niego, a gdy się z nim zrównał, zaczął zadawać mu pytania. Jak to on. Zawsze musiał wybadać sytuację...
-Długo tu już jesteś?. Jakie są Alfy?. Dużo jest tutaj psów?. Masz partnerkę?. Macie szczeniaki?. - pytał Konny
Przewróciłam oczami. Cały on. Ale dwóch ostatnich pytań nie musiał już zadawać. Naprawdę, mógł się powstrzymać!
-Konny... - upomniałam go. Olał mnie. Czekał na odpowiedzi Niklausa.
Niklaus?
czwartek, 21 kwietnia 2016
Od Niklausa - CD opowiadania Monny
- My... uciekliśmy zz.. d-domu... - pisnął.
- Mogę zaproponować wam miejsce w sforze - rzekłem, a widząc ich zdziwione miny, wyjaśniłem. - Sfora to taka jakby duża psia rodzina. Wszyscy żyją w zgodzie, mamy własne tereny, jaskinie mieszkalne... I Alfę, czyli przywódcę. Chcielibyście do nas dołączyć?
- T-tak - odezwał się drugi szczeniak.
- Dobrze, w takim razie zaprowadzę was do przywódców. Tak w ogóle, jestem Niklaus. A wy jak się nazywacie?
Monna?
Od Monny
-Co teraz? - zapytałam brata. On spojrzał na mnie.
-Musimy sobie sami jakoś poradzić - odparł i wyszedł z krzaków.
Chodziliśmy dosyć długo. Konny w końcu zatrzymał się, a ja wpadłam na niego. Spojrzałam na niego, a potem przed siebie. Pokazywał na jakiś ciemny kształt. Duży pies?. A może Wilk?.
-Co tu robicie szczeniaki? - zapytał się nas cień.
[Ktoś coś?. Samej raczej sobie nie popiszę =/ ]
Od Konny
Przygarnął nas pewien miły człowiek. Nazywał się Robert. Znalazł nas w krzakach, gdy czekaliśmy na mamę. Ja przeczuwałem co się stało, ale moja siostra nie chciała mi uwierzyć i uparcie siedziała w tych krzakach. Podszedł do nas, szepcząc, że nic nam nie zrobi. Nawet dał nam jedzenie!. Moja siostra od razu chciała do niego podbiec, ale powiedziałem jej, żeby uważała, bo może kłamać. Postanowiłem podejść pierwszy. Gdy nie wyczuwałem nic groźnego, pozwoliłem podejść siostrze. Robert zabrał nas do siebie do domu. Zaczął od kąpieli. Mojej siostrze spodobało się to, ale ja.. nie. NIE. Nienawidziłem Roberta za każdym razem, jak wsadzał mnie do tej dużej miski z wodą!. Ale potem dawał mi dobre jedzonko i wszystko się wyrównywało. Niestety... Gdy przychodziła jego koleżanka, ciągle kichała. Robert pewnego dnia zabrał nas na długi spacer. Zaczął do nas mówić, że inaczej niestety nie może zrobić. Kocha Laurę, nie chce jej stracić... Ale gdy usłyszałem to, co powiedział... To były jego ostatnie słowa do nas. Nigdy ich nie zapomnę... "Muszę Was oddać". A obiecywał, że nigdy nas nie zostawi!. Że wychowa nas, jakbyśmy byli jego dziećmi, a teraz...
-Mona, jak dam znak, uciekamy.
-Dlaczego? - spytała się ze zdziwieniem. Nie rozumiała, no jasne. Albo znowu nie słuchała go...
-Obiecaj, że pobiegniesz przed siebie, jak dam znak!
-Okej.. - odpowiedziała.
Docieraliśmy do schroniska. Nie chciałem tam trafić!. Widziałem, jak kiedyś zabierają jednego psa... Jak go traktowali... Nie mogliśmy tam i my trafić.. Zacząłem odliczać... Robert stanął. Odpiął najpierw moją smycz, potem od Mony. To była nasza jedyna okazja.
środa, 20 kwietnia 2016
Od Gracy– CD opowiadania Bitter Sweet'a
– Co? – zapytał zdziwiony, podchodząc do niej i usiadł, patrząc na Grey z uniesioną 'brwią'. – Nie cieszysz się, że mnie widzisz? – mruknął, obchodząc ją wokół.
– Wiedz, że nie – warknęła, wstając z ziemi i popatrzyła na brata z wyższością. – Jeżeli życie Ci miłe opuść tą jaskinię w ciągu pięciu sekund – powiedziała przez zaciśnięte kły, wskazują bratu łapą wyjście. Ten przewrócił oczami i położył się na czerwonym kocu Gracy. Suka od razu stanęła na baczność. Podeszła do Oli'ego i wbiła mu kły w kark, po czym wyniosła przed jaskinię.
– Bolało! – syknął, łapiąc się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą zęby jego siostry.
– Będzie boleć jeszcze bardziej, jeżeli nie zabierzesz stąd tego swojego dupska – mruknęła, odwracając się do niego plecami i spojrzała na zmasakrowany, czerwony kocyk. Było widać na nim kilka czerwieńszych śladów, które mogły wskazywać na to, że parę kropel krwi Oli'ego na niego spadło.
– Miłe pożegnanie – mruknął i machnął łapą. Suka warknęła tylko i przewróciła oczami, kładąc się na posłaniu. – Bardzo miłe – znów usłyszała owczarka.
– Daru już sobie – warknęła i spojrzała na niego przez ramię. Pies stał i wbijał w nią mordercze spojrzenie. – Coś jeszcze? – zapytała, tym razem spokojniej. Od kłótni z Bitter'em była bardziej zdenerwowana. Wpływało na to najbardziej to, że co jakiś czas musiała ratować Oli'emu tyłek, ponieważ przez swój charakter i wiek wpakowywał się w różne kłopoty.
– Nic – mruknął i odwrócił się, idąc do domu. Grey wstała szybko i odprowadziła go wzrokiem pod las. Co raz bardziej wkurzało ją, że pies nie może stać się bardziej odpowiedzialny za swoje czyny. W końcu nie zostanie mu nic, gdy będzie się tak zachowywał. Suka rozejrzała się wokół swojego domu i wbiła wzrok w jaskinię, w której mieszkał Bitter. Cicho westchnęła, po czym wróciła do środka i położyła się na kocu.
Bitter? Okoliczności dzieją się, kiedy Biteł biergał se po miastach i wsiach xd
Od Gracy - CD opowiadania Honey
– Gracy – powiedziała nie za głośno i powoli zaczęła zmierzać w jej stronę. Suka uniosła delikatnie łeb i spojrzała na Husky. – Wszystko okej? – zapytała, a Grey pokiwała głową.
– Wracajmy do domu, proszę – mruknęła cicho suka, przekręcając łeb. Honey lekko się uśmiechnęła i kiwnęła łbem, po czym zaczęła iść. Gracy dorównała jej korku i rzucając ciche dziękuję do kolegi Honey zaczęły iść do domu.
niedziela, 17 kwietnia 2016
Nowe szczeniaki!
Przezwisko: Mona
Rasa: Kundelek
Wiek: 6 miesięcy
Płeć: Samica
Rodzina:
~Matka, ojciec i dwójka rodzeństwa zabici przez inne psy.
~Starszy brat Konny – który nadal żyje.
Zakochany/a: Za młoda!
Charakter: Jest jeszcze młodym szczeniakiem. Lubi wszystkich i wszystko, sprytna, zaradna. Choć nigdy nie potrafiła dogonić swojego brata, gdy bawili się w ganianego. Zawsze przegrywała z płaczem.
Trzyma się na uboczu, nie przepada za innymi psami – możliwe dlatego, że po prostu się ich boi. Wie, że brat zawsze stanie w jej obronie i może na niego liczyć i na nim polegać. Lubi śpiewać.
Historia: Urodziłam się jako ostatnia w dodatku jako jedyna suczka. Miałam trzech braci. Konny – który nadal żyje i dotrzymuje mi towarzystwa, oraz staje w mojej obronie, gdy przychodzi taka sytuacja. Jest najstarszymm z miotu. Następny był Doran, brązowy kundelek, który lubił się przechwalać. Trzecim moim bratem był Gold. Cała trójka się śmiała, że ja jako jedyna jestem mieszańcem ich trzech kolorów – Konny w końcu zaprzestał wyśmiewać się ze mnie, choć pozostała dwójka nadal to robiła.
Pewnego pięknego dnia bawiliśmy się w czwórkę, gdy nabiegła nasza matka. Starała się nas ukryć w zaroślach, ale Gold i Doran nigdy nie potrafili jej słuchać. Z płaczem ukryła mnie wraz z najstarszym z mych braci w zaroślach i uciekła. Za nią pobiegli moi dwaj bracia… Znalazł nas jakiś człowiek i postanowił przygarnąć. Niestety, ktoś w domu człowieka miał uczulenie na psią sierść i znowu zostaliśmy bez domu… Do czasu, aż wraz z bratem natknęliśmy się na sforę…
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Soako
Imię: Konny
Przezwisko: Kon
Rasa: Kundelek
Wiek: 6 miesięcy
Płeć: Samiec
Rodzina:
~Matka i ojciec zabici przez inne psy
~Młodsza siostra Monny
Zakochany/a: Za młody!
Charakter: Jest jeszcze młodym szczeniakiem. Kiedyś lubił wszystko i wszystkich, ale po tej tragedii, jaka ich spotkała, stara się być czujnym na każdym kroku. Przecież musi się opiekowac swoja młodszą siostrą!. Jest sprytnym i zaradnym szczeniakiem, choć czasami i on ma kłopoty. Biega dosyć szybko – był najszybszy ze swego rodzeństwa.
Kiedys trzymał się na uboczu, unikał innych psów. Musiał się jednak zmienić. Teraz już się ich nie boi. Musiał szybciej wydorośleć… Zawsze staje w obronie młodszej siostry, pomaga jej w trudnych sytuacjach. Lubi śpiewać.
Historia: Urodziłem się jako pierwszy z naszego rodzeństwa. Miałem dwóch braci, których zabito oraz mam młodsza siostrę. Najmłodszą z miotu. Wraz z braćmi śmiałem się z mojej siostry, że jest naszą mieszanka, bo miała kolor ze mnie i z naszych braci. W końcu jednak zrezygnowałem z wyśmiewania się. To było bez sensu, trzeba było to tylko zrozumiec. Gold i Doran niestety nie byli tak mądrzy jak ja i nie zrezygnowali z tego – pomimo wszystkich kar, jakie dawali im za to rodzice.
Pewnego pięknego dnia bawiliśmy się w czwórkę, gdy nabiegła nasza matka. Starała się nas ukryć w zaroślach, ale Gold i Doran nigdy nie potrafili jej słuchać. Z płaczem ukryła mnie wraz z młodsza siostrą i uciekła. Za nią pobiegli moi dwaj bracia… Znalazł nas jakiś człowiek i postanowił przygarnąć. Niestety, ktoś w domu człowieka miał uczulenie na psią sierść i znowu zostaliśmy bez domu… Do czasu, aż wraz z siostrą natknęliśmy się na sforę…
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Soako
sobota, 16 kwietnia 2016
Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a
Naturalnie strach o życie tych dwóch idiotów przejął nade mną władzę i, nie wiedząc co zrobić, zaczęłam wrzeszczeć jak opętana, by się uspokoili i przestali się gryźć. Jak można było przewidzieć, nie posłuchali. W skrajnej rozpaczy, gdy zauważyłam przez ułamek sekundy odstęp między nimi, wskoczyłam tam. Zamarli z kłami oddalonymi od mojego ciała może o centymetr, lub nawet mniej.
- Dosyć! - krzyknęłam. - Mam dość sporów między wami, idioci. Macie się przeprosić!!!
Przestraszeni moim wybuchem, bąknęli coś pod nosami i uścisnęli sobie łapy.
- A teraz marsz do szpitala! Do Honey! Oddzielnie!!! Meversue ze mną!
- Wybrałaś jego - stwierdził gorzko Jocker. - Zostawiłaś mnie, swoją jedyną już rodzinę i Jem'a, zakochanego w tobie, stanowiącego dobrą partię. Wybrałaś tego pchlarza. Egoistę bez szacunku dla innych. Nawet nie wiesz, jak było mi przykro gdy przez przypadek wspomniałem Rayan'owi o twoim pocałunku z Jem'em. Próbowałem cię przeprosić, ale byłaś nieugięta. A teraz jeszcze dobijasz mnie do ziemi wybierając jego, a nie rodzinę. Wyrzekłaś się nas. Gratulacje. Życzę wam szczęścia - rzekł, co dziwne, nawet już bez sarkazmu i odszedł. Spuściłam wzrok i poszłam w stronę szpitala. Sue był ciągle pół kroku za mną. Zastanawiałam się czy odezwać się, czy być cicho. Wybrałam milczenie.
Mever? Może być?
czwartek, 7 kwietnia 2016
Od Heroine - CD opowiadania Renee
– Już, chwilę – powiedziała, zdejmując ze swojej sierści przyczepione śmieci. Heroine stanęła i spojrzała na nią przez ramię, a gdy Renee dogoniła ją zaczęła znów szybko iść. Przez dłuższą chwilę żadna z nich nie zaczynała rozmowy, która zapewne skończyłaby się szybko. W końcu jednak Renee podjęła próbę zaczęcia jakiegokolwiek dialogu.
– Co robiłaś w mieście? – zapytała tak nagle, że Hero przygryzła wargę i przekrzywiła łeb. Podniosła łeb i kątem oka na kuzynkę.
– Nic, nie ważne – westchnęła cicho, dosłownie tylko ruszając wargami. Ten temat był dla niej nadzwyczaj delikatny i wolała, żeby nikt nie zadawał z nim związanych pytań.
– Możesz powiedzieć – powiedziała, lekko się uśmiechając Ren. – Przecież nikomu nie powiem – dodała.
– Odwiedzałam kogoś – westchnęła i obróciła łeb. Heroine przyglądała się przez okno dobre dwie godziny Rin'owi i Rei'emu, którzy wyglądali jakby zupełnie zapomnieli o swoim zmarłym dosyć nie dawno przyjacielu. – A Ty co tam robiłaś, Ren-chan? – zapytała, próbując odwrócić temat rozmowy od swojej osoby.
Renusiu?
sobota, 2 kwietnia 2016
Od Bellana
-Kolego? Dobrze się czujesz?-spoglądał na mnie jak na dziwaka.
-Ymmm tak, ale-odwróciłem się gwałtownie i zacząłem uciekać.
-Hej! Czekaj!-krzyknął nieznajomy-Chłopaki łapcie go!-nie wiedziałem że ich jest więcej.
Ehhh.. Złapali mnie, ale ja się nie poddawałem.
-Młody spokojnie tak? W naszej sforze będzie ci dobrze.
-Ja nie chcę do żadnej sfory!-krzyknąłem, chociaż nie pamiętam żebym był kiedykolwiek tak odważny.
Lemon?(Wiem krótkie, ale brak weny)
piątek, 1 kwietnia 2016
Od Meversue'a - C.D. Opowiadania Suzzie
Meversue nie miał najmniejszej ochoty na odciągnięcie swojego pyska, który obecnie znajdował się tuż przy nosie śnieżnobiałej suki. Wiedział, że nie będzie mógł jej do tego zmusić; pomimo tego miał dziwne przeczucie, że i Suzzie nie chciała tego przerywać. W najgorszym wypadku mógłby całkowicie zniszczyć ich relacje, przyjaźń, która ich łączyła.. Ale czy było warto? Czy kilkusekundowe przytrzymanie łba w tamtej pozycji mogło jakkolwiek wpłynąć na to, co będzie twierdzić o nim Alfa? Mever szczerze w to wątpił. A raczej chciał wątpić - głos, zwany rozsądkiem nakazywał mu o wymazaniu wcześniejszych wątpliwości. Owy głosik przemawiał do niego, kiedy właśnie miał popełniać błędy. Właściwie, zdarzało się to bardzo często, najbardziej regularnie przy Jockerze. Samiec Alfa od samego początku darzył Meversue'a nienawiścią, z zupełnie niewiadomych dla samego Never'a powodów. No, może prawie niewiadomych.
- Teraz już wiem, co mogę powiedzieć Jem'owi.
Pies automatycznie się obrócił, aby jeszcze lepiej usłyszeć pogardliwy, ochrypły głos. Nigdy nie słyszał czegoś podobnego, lecz sylwetka szczupłego Aussie szczególnie zapadła mu w pamięć. Meversue lekko uniósł brwi, a jego kły powoli ukazywały się pod sporą warstwą sierści. Sue czuł narastający gniew, a jego kończyny zaczynały błyskawicznie sztywnieć. W jednej chwili naskoczył na Jocker'a, swobodnie go przewracając. Nie wiedział, jak to wszystko dalej się potoczyło; czuł jedynie, jak ciepła, wiśniowa ciecz przemacza jego futro. Miał nadzieję, że była to krew Alfy; w tym momencie przeciwnika, do którego czuł wyraźną urazę. Za co? Meversue nie potrafił na to odpowiedzieć. Wiedział, że tak to powinno się skończyć.
Suzzie? Tylko mają wyjść we dwoje, mam co do Jock'iego pewne plany. XD
Od Bitter Sweet'a - C.D. Opowiadania Gracy
Przybył do miasta o wiele szybciej, niż było to zaplanowane. Właściwie, nie było to miasto w dosłownym przekazie; pies mógł tak nazywać podmiejski teren, zamieszkany przed niecały tysiąc dwunożnych stworzeń o jasnej, czasem także ciemnej karnacji. Musiał przyznać, że owa miejscowość nie pomieściła tylu mieszkańców, na ilu była przeznaczona.. Wszystkie swoje spostrzeżenia potwierdzał przepięknym, pustym krajobrazem rozległych pól i wzgórz, które nie posiadały w swoim zanadrzu żadnej istoty o ludzkiej inteligencji. Jego jedyną rozrywką było staczanie się ze wzniesień, które wręcz były stworzone do turlania; Owczarek często był przeganiany przez tamtejszych wieśniaków, rolników z powołania i kilka pulchnych gospodyń, próbujących utrzymać swoje dzieci jak najbliżej siebie. Zazwyczaj prośba o porzucenie miejsca zabaw brzmiało jak typowe, cięte przekleństwo, lecz zdarzały się także wszelakie teksty, zainspirowane innymi psowatymi. "Pilnować kury, straciłem kolejny tuzin reproduktorów!", "Zapewne ma wściekliznę!" były ulubionymi zdaniami Owczarka. Rzecz jasna, młodsze społeczeństwo nie śmiało do niego podejść.
Pomimo wcześniejszej chęci służby w ludzkich wojsku Bitter miał wątpliwości do tego, czy naprawdę właśnie tego chciał. Rozważał, że może to być nagły pomysł, impuls, który wraz z czasem przeminie. Usiadł na środku asfaltowej drogi i rozejrzał się dookoła. Cicho westchnął, kiedy jakiś czarny pies przebiegł przez przejście dla pieszych. Nie miał najmniejszego pojęcia o tamtejszym Wojsku, a wszystkie tereny SPU były mu doskonale znane. Wrócić do domu, a może zostać? - pomyślał.
- Wrócić. - warknął, sam do siebie, będąc już łapą na leśnym poboczu.
Gracy? A mój pomysł nieco się zrujnował ._.

