- To chodźmy, przyjacielu - roześmiałam się. Ruszyliśmy w stronę góry. Po niedługim czasie byliśmy na jej szczycie. Roztaczał się z niej piękny widok. Położyłam się na trawie obok Wezy i podziwiałam dziwne kształty chmur.
- Gdzie teraz idziemy? - zapytał Zi.
- Przed siebie - odparłam - Na drugi koniec świata.
Usłyszałam cichy śmiech.
- Stąd raczej nie dojdziemy na drugi koniec świata - zauważył Wez.
- Niby czemu? - zmarszczyłam brwi.
- Eee... Bo to za daleko? - mruknął Weza.
- Zobaczysz, dojdziemy tam - rzekłam z mocą.
Weza??? ^^
niedziela, 7 czerwca 2015
Pd Syriusza - CD opowiadania Madeline
-Może 2,3 lub 4. A ty?
-Nie wiem.
Zrobiło się ciemno i postanowiliśmy wracać. Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Gdy wróciliśmy było pusto, nikogo nie było. Czy nikt nie chce spędzić czasu z rodziną?
-Maddy....- zacząłem- To namyśliłaś się?
Maddy ?
-Nie wiem.
Zrobiło się ciemno i postanowiliśmy wracać. Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Gdy wróciliśmy było pusto, nikogo nie było. Czy nikt nie chce spędzić czasu z rodziną?
-Maddy....- zacząłem- To namyśliłaś się?
Maddy ?
sobota, 6 czerwca 2015
Od Aceland - CD opowiadania Scorty
- Jak to jakie? - spytałam zdziwiona.
- No bo nie wiem o jakie spotkanie Ci chodzi - powiedział Scorta.
- Ma ono na celu wspomaganie Ciebie. Coś jak grupa wsparcia. Kiedyś problemy miał świętej pamięci Irfan. Mój drogi przyjaciel. Nie zdołałam mu pomóc na czas jako psycholog i teraz nie ma go z nami. Często brakuje mi niego - rozpamiętywałam. - Dlatego też nie możemy tracić ani chwili dłużej. Kogo mam zaprosić?
- Nie wiem, nikogo tutaj praktycznie nie znam.
Spojrzałam na niego ze współczuciem.
- Uwierz mi. Wszyscy Ciebie tutaj bardzo polubią. A co powiesz mną to gdybym zaprosiła tylko wilki i psy spokrewnione z wilkami?
Scorta ?
- No bo nie wiem o jakie spotkanie Ci chodzi - powiedział Scorta.
- Ma ono na celu wspomaganie Ciebie. Coś jak grupa wsparcia. Kiedyś problemy miał świętej pamięci Irfan. Mój drogi przyjaciel. Nie zdołałam mu pomóc na czas jako psycholog i teraz nie ma go z nami. Często brakuje mi niego - rozpamiętywałam. - Dlatego też nie możemy tracić ani chwili dłużej. Kogo mam zaprosić?
- Nie wiem, nikogo tutaj praktycznie nie znam.
Spojrzałam na niego ze współczuciem.
- Uwierz mi. Wszyscy Ciebie tutaj bardzo polubią. A co powiesz mną to gdybym zaprosiła tylko wilki i psy spokrewnione z wilkami?
Scorta ?
Od Niklausa - CD opowiadania Michelle
- Jestem Nik. Dokładniej Niklaus - przywitałem się. Nie na co dzień widzi się ładną suczkę.
- Hej. Michelle.
- Przejdziemy się gdziekolwiek? Muszę odpocząć od moich sióstr i brata. Scarlett bywa męcząca.
- Okej - odpowiedziała.
Poszliśmy na plażę. Wpatrywaliśmy się w konie. Nagle wpadł mi do głowy pomysł.
- Chcesz się pobawić? - spytałem podekscytowany.
Michelle spojrzała na mnie dziwnie.
- No zgódź się...
Po chwili kiwnęła głową.
- Połóż się na plecach - rozkazałem.
O dziwo posłusznie wykonała żądanie. Uśmiechnąłem się sam do siebie i zacząłem przysypywać ją piaskiem tak, że po chwili wystawała jej tylko głowa.
- Wypuść mnie! - krzyczała.
- Nie. Dopiero jak będziesz dla mnie milsza
Michelle ?
- Hej. Michelle.
- Przejdziemy się gdziekolwiek? Muszę odpocząć od moich sióstr i brata. Scarlett bywa męcząca.
- Okej - odpowiedziała.
Poszliśmy na plażę. Wpatrywaliśmy się w konie. Nagle wpadł mi do głowy pomysł.
- Chcesz się pobawić? - spytałem podekscytowany.
Michelle spojrzała na mnie dziwnie.
- No zgódź się...
Po chwili kiwnęła głową.
- Połóż się na plecach - rozkazałem.
O dziwo posłusznie wykonała żądanie. Uśmiechnąłem się sam do siebie i zacząłem przysypywać ją piaskiem tak, że po chwili wystawała jej tylko głowa.
- Wypuść mnie! - krzyczała.
- Nie. Dopiero jak będziesz dla mnie milsza
Michelle ?
Od Indiany - CD opowiadania Skyres
Pobiegliśmy za White'm aż do jakiejś skalnej groty.
-White!- krzyknęła Sky -Zaczekaj!
-Na co mam czekać? Nie chcę czekać!
-Zrozum, jeśli nie Meredith, to inna...
-Ale ja nie chcę innej!
-Giselle mówiła, że Rose Robin jest w ciebie zapatrzona, spotkaj się z nią.
White? Sky?
-White!- krzyknęła Sky -Zaczekaj!
-Na co mam czekać? Nie chcę czekać!
-Zrozum, jeśli nie Meredith, to inna...
-Ale ja nie chcę innej!
-Giselle mówiła, że Rose Robin jest w ciebie zapatrzona, spotkaj się z nią.
White? Sky?
Nowa suczka!- Bella
Imię : Bella
Ksywka : Elsa
Rasa : Kundelek
Wiek : 2 miesiące
Płeć : Suczka
Urodziny : 16 dzień Lata
Rodzina :
Mama-Anna
Tata-Swan
Zakochany : Brak.
Charakter : Bella jest pomocna i troskliwa. Kocha szczeniaki. Nieco nieśmiała , nie potrafi do kogoś zagadać. Lubi leżeć i się opalać. Jest uparta i nigdy nie odpuszcza. Ma problem z wymową.
Historia : Urodziła się u takiej pani i tam wychowała z mamą i tatą. Potem chciała być wolna i uciekła. Zabłądziła na terenach sfory i postanowiła dołączyć.
Kontakt : piesek kundelek / pieskikundelek@gmail.com
Ksywka : Elsa
Rasa : Kundelek
Wiek : 2 miesiące
Płeć : Suczka
Urodziny : 16 dzień Lata
Rodzina :
Mama-Anna
Tata-Swan
Zakochany : Brak.
Charakter : Bella jest pomocna i troskliwa. Kocha szczeniaki. Nieco nieśmiała , nie potrafi do kogoś zagadać. Lubi leżeć i się opalać. Jest uparta i nigdy nie odpuszcza. Ma problem z wymową.
Historia : Urodziła się u takiej pani i tam wychowała z mamą i tatą. Potem chciała być wolna i uciekła. Zabłądziła na terenach sfory i postanowiła dołączyć.
Kontakt : piesek kundelek / pieskikundelek@gmail.com
Nowy pies!- Jem
Ksywka: -
Głos: Nickelback - How You Remin Me
Rasa: Australian Shepherd
Wiek: 8 lat, z czego zdecydowaną większość spędził w sforze.
Płeć: Wątpisz? Pies...
Urodziny: 3 dzień zimy
Stanowisko: Gdy dołączył do sfory, stał się Wojownikiem Zachodnim. Z upływem czasu objął też stanowisko Samca Beta. Potem wraz z nim pełniła je Anastasia. Pies stwierdził, że suczka nadaje się do tego lepiej, więc oddał je jej, a sam spadł kilka pięter niżej w hierarchii - został Samcem Delta. Ale mimo wszystko nadal jest bardzo szanowany i wysoko ustawiony. I nadal również do niego należy obowiązek walki na zachodnich terenach.
Rodzina:
• Matka Danny
• Ojciec Cameron
• Starszy brat [pierwszy miot] Rodney
• Starsza siostra [pierwszy miot] Melodie
• Młodsza siostra [drugi miot] Jesebel
• Młodsza siostra [drugi miot] Chica
• Młodszy brat [drugi miot] Avenger
• Młodszy brat [trzeci miot] Matt
• Młodsza siostra [trzeci miot] Anais
• Młodsza siostra [trzeci miot] Kaya
Partner: Kochał kiedyś pewną suczkę, ale rozczarował się.
Młode: Nie przepada za szczeniętami, to też nie bardzo chce je mieć.
Charakter: Warto zacząć od tego, że na przestrzeni lat charakter Jem'a znacznie się zmienił. W życiu psa były wydarzenia, które odbiły piętno na jego psychice, przecież jeszcze nie tak dawno nie potrafił kontrolować emocji. Z upływem czasu otwierał się nieco na świat i zdawał sobie sprawę, że nie wszyscy są nastawieni przeciwko niemu. A jaki jest teraz?
Mimo wszystko dalej zachował część swojej tajemniczości. Jest niewiarygodnie cichy. Rzadko kiedy wtrąca się do rozmowy. Woli słuchać. Co za tym idzie - naprawdę można mu się wygadać. Określa go zdecydowanie wyrozumiałość. Ładnie to ujmując - Jem to taki mądry dorosły, do którego można sięgnąć po poradę. Jest z pewnością prawdomówny, więc jego opinie są szczere. To dobry przyjaciel. Wierny jak mało kto. Za kogoś bliskiego bez wahania oddałby życie. Nie pozwoli również by obrażano jego rodzinę czy przyjaciół.
Traktuje innych z szacunkiem, co jest jedną z cech, którą nabył w sforze. I jest tak tylko dlatego, że Jem sam nie lubi, gdy uznaje się go za słabego. Niestety, jest bardzo nerwowy i niecierpliwy. Łatwo wyprowadzić go z równowagi.
Nienawidzi niezdarnych osób, oraz tych, które nie mają umiejętności logicznego myślenia. Ceni sobie inteligencję. Bardzo duże znaczenie ma dla niego pierwsze wrażenie. Jest ambitny. Będzie walczył do samego końca. Zawsze stawia poprzeczkę wysoko, lubi bić granice swoich możliwości. Tego również oczekuje od innych. Szybko się uczy, co jest przydatne. Potrafi wyciągać wnioski z błędów.
Nie jest raczej marzycielem. Nie lubi tego. Nie wierzy, że może być lepiej niż jest teraz. Jest nastawiony do życia w sposób neutralny, ale zdecydowanie najbliżej mu do pesymisty. Uśmiech na jego pyszczku należy do rzadkości.
No i oczywiście, bardzo istotny element postaci Jem'a - nie mówi. Nie posługuje się słowami. Wydaje typowe dla psów dźwięki np. szczekanie, warczenie. Używa mowy ciała i wbrew pozorom nie tak trudno odgadnąć co czuje. Umie pokazywać emocje bez wahaniam, nawet smutek. Choć w schronisku było to trudne, długie życie w sforze nauczyło go, że nie trzeba niczego ukrywać.
Należy pamiętać, że każdy, Jem również, miewa swoje humorki. I niestety pies ma je dosyć często. Niekoniecznie można nazwać to humorkami. Jem po prostu jest zmienny. Więc nie warto łudzić się, że kogoś lubi, jeśli jednego dnia potraktuje go lepiej, bo sytuacja może szybko się zmienić.
Historia: Jem urodził się w Waszyngtonie w domu pana Climb'a. Nie był to wcale taki piękny dzień. Na dworze panowała śnieżyca, ale na szczęście w mieszkaniu było ciepło. Danny była jeszcze młodą suką. Ojciec szczeniąt nie brał udziału w wychowywaniu dzieci, czasem tylko spotykał się ze szczeniakami. Mieszkał na drugim końcu miasta, a para spotykała się zwykle w parku, rzadko gdy udało im się wymknąć z domów. Ale przejdźmy do naszego bohatera. Był jednym z silniejszych szczeniąt w miocie. Jedyną rzeczą, która nie podobała się psom z jego otoczenia to to, że nic nie mówił. Rówieśnicy dokuczali mu z tego powodu. Młody pies zamknął się w sobie i całkowi odciął od świata. Rodzeństwo zostało oddane do innych domów, a szczenięciem, które miało zostać był właśnie Jem.
Rodzina Climb'ów pojechała na wakacje, a psy zostały w domu jako stróże. Zajmowała się nimi Dorothy - matka pana Climb'a i babcia jego dzieci. Pies wykorzystał nieuwagę starszej kobiety i odszedł. Przez długi czas mieszkał na ulicy. W tym czasie wstąpił do gangu psów z ulicy. Nauczył się kraść, bić. Przywódca gangu - Furive był dla niego jak ojciec. Pewnego burzowego dnia pokłócił się z psem, był wtedy nastolatkiem co było jak najbardziej normalne w tym wieku. Zostawił go i samotnie wędrował przez kilka godzin ulicami Waszyngtonu. Złapali go wtedy hycle i zawieźli do schroniska. Jem zaczął kierować się głównie agresją. Ciągłe ujadanie psów, zamknięte wybiegi, małe porcje jedzenia. To wszystko nie trwało długo, bo ludzie polecieli na rasowego psa, gdy tylko się o nim dowiedzieli. Jem był jednak sprytniejszy. Do schroniska przyszła dziewczynka z matką. Były zachwycone psem. Udało mu się uciec, kiedy starano się wpakować go do samchodu. Nie mógł się jednak odnaleźć w nowej okolicy. Schronisko leżało gdzieś na skraju miasta. Nie widział gdzie iść, więc ruszył przed siebie. Dotarł wreszcie do lasu. Mieszkał tam przez jakiś czas. Znacznie schudł, wyglądał bardzo mizernie. Wiedział, że na pobliskich terenach żyją psy, tworząc sforę. Nie poradziłby sobie sam, więc wybrał się do nich. Ku jego zdzieniu powitano go z rozłożnymi rękami. I dołączył do grupy. Przez pewniem czas trzymał się na uboczu. Ale wkrótce udało mu się zaznajomić z kilkoma osobami. Zyskał wysokie stanowisko, stając się kimś w rodzaju pomocnika Alfy. W między czasie zakochał się w córce Mashine - Suzzie. Darzył ją uczuciem, ale wybrała innego. Pomiędzy tymi zdarzeniami nastąpiła także walka z Upiorami. Niestety, zmarł w niej szanowany przywódca. Na jego miejsce wstąpił jego syn - Jocker. Psy nie wierzyły, że da radę rządzić sforą. I w ten sposób wiele z nich odeszło szukając lepszego życia. Zostało niewiele, w tym Jem. Z jakimś czasem grupa zaczęła się odradzać, dołączali nowi członkowie. Jako druga Beta dołączyła również Anastasia. Jem postanowił jej zaufać, twierdził, że ma potencjał. Razem z Jockerem postanowili, że sama będzie pełnić to stanowisko. Natomiast były już Beta spadł nieco niżej i stał się nowo mianowanym Samcem Delta.
No cóż, historia wciąż się toczy, a Jem piszę ją sam - własną ręką. Przepraszam, łapą...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: tinka2004r
Od Mashine- CD opowiadania Sunshine
Było strasznie mroźno. Mocny wiatr robił straszne zamieszanie wokół drzew i liści. Wracałem właśnie z polowania a tu nagle taka burza mnie zastała. Gdy wstąpiłem do lasu potknąłem się o coś. Myślałem że to kamień ale nie ma takich kamieni które mają sierść. Obróciłem się i odgarnąłem śnieg w tym miejscu o które zahaczyła moja łapa. Było to ewidentnie sierść jakiegoś zwierzęcia. Czyściłem dalej. Nagle moim oczom ukazał się prawie zamarznięty pies. A właściwie suczka... Podniosłem ją szybko i położyłem sobie na plecach. Zacząłem gnać do swojej jaskini jeżeli nie było jeszcze za późno. Biegłem pod wiatr więc podróż była wręcz okropna. W końcu dotarłem i położyłem szybko suczkę na posłanie moje i Ace. Ace podeszła do mnie wystraszona. Okryłem suczkę szybko dużą ilością koców i podałem jej gorącą wodę. Szybko wróciła do siebie.
- Witaj. Jak się nazywasz?- zapytałem.
- Suun... Grr... Sunshine...- drgały jej zęby.
- Ja jestem Mashine a to jest Ace.- wytłumaczyłem.
- A gdzie... Grrrrr... Ja jestem?.... Grrr...- zapytała.
- W jaskini Alf. W sforze.- objaśniłem.- Może dołączysz?
Sunshine?
- Witaj. Jak się nazywasz?- zapytałem.
- Suun... Grr... Sunshine...- drgały jej zęby.
- Ja jestem Mashine a to jest Ace.- wytłumaczyłem.
- A gdzie... Grrrrr... Ja jestem?.... Grrr...- zapytała.
- W jaskini Alf. W sforze.- objaśniłem.- Może dołączysz?
Sunshine?
Od Wezy - CD opowiadania Nesty
- Jasne - uśmiechnąłem się i pomachałem ogonem - Więc chodź przyjaciółko - złapałem ją za łapę i zacząłem biec przez pola lawendy.
- To gdzie idziemy? - zapytała szybko Nesty.
- Gdzieś tam - pokazałem łapą dal. Biegłem, ciągle ciągnąć za sobą suczkę. Byliśmy niedaleko wielkiej góry, jednak nie biegłem w jej stronę. Położyłem się w wielkich lawendowych cosiach.
- Nie idziemy tam? - zapytała Nesty, patrząc w dal.
- Jak chcesz, możemy iść - uśmiechnąłem się i wstałem - Przyjaciółko - zaśmiałem się.
Nesty?
- To gdzie idziemy? - zapytała szybko Nesty.
- Gdzieś tam - pokazałem łapą dal. Biegłem, ciągle ciągnąć za sobą suczkę. Byliśmy niedaleko wielkiej góry, jednak nie biegłem w jej stronę. Położyłem się w wielkich lawendowych cosiach.
- Nie idziemy tam? - zapytała Nesty, patrząc w dal.
- Jak chcesz, możemy iść - uśmiechnąłem się i wstałem - Przyjaciółko - zaśmiałem się.
Nesty?
Od Mey - CD opowiadania Codie'go
Siedziałam nad jeziorem i płoszyłam kaczki. Śmiesznie machały łapkami i skrzydłami, gdy startowały. Znów zaczęłam szczekać i kolejne kaczki zaczęły uciekać. Usłyszałam nagle znajomy głos. Zaczęłam się rozglądać i zobaczyłam niedaleko Codie'go. Uśmiechnęłam się lekko i podbiegłam do niego. Skoczyłam na niego znienacka i przygniotłam go.
- Wołałeś mnie? - zaśmiałam się.
- Tak - pokiwał głową - Możesz ze mnie wstać? - zapytał. Pokiwałam głową, zeszłam z niego i podałam mu łapę.
- Czemu tak rano wyszłaś? - zapytał Cod wstając.
- Nudno jest tak siedzieć w domu - wzruszyłam ramionami - To co robimy? - zaśmiałam się i obeszłam go wokół.
- Możemy pójść nad Wodospad Cienia - uśmiechnął się Cod i przegotował się do drogi - To moje ulubione miejsce - zaśmiał się.
- To prowadź przewodniku - zaśmiałam się i zaczęłam iść za nim.
Codie?
- Wołałeś mnie? - zaśmiałam się.
- Tak - pokiwał głową - Możesz ze mnie wstać? - zapytał. Pokiwałam głową, zeszłam z niego i podałam mu łapę.
- Czemu tak rano wyszłaś? - zapytał Cod wstając.
- Nudno jest tak siedzieć w domu - wzruszyłam ramionami - To co robimy? - zaśmiałam się i obeszłam go wokół.
- Możemy pójść nad Wodospad Cienia - uśmiechnął się Cod i przegotował się do drogi - To moje ulubione miejsce - zaśmiał się.
- To prowadź przewodniku - zaśmiałam się i zaczęłam iść za nim.
Codie?
Od Pirata- CD opowiadania Tri-Color'a
-Hmm... a jak się czujesz?
-Świetnie! jestem już w jaskini 6 dni więc chyba mógłbym wreszcie iść dalej w las?
- No dobra ale pójdę z tobą, jeszcze chyba nie znasz terenów sfory? Pokaże ci gdzie możesz iść się pobawić a gdzie ci nie wolno
-Dobrze! Dzięki!
Color skakał ze szczęścia i przytulił mnie, wyszliśmy z jaskini i ruszyliśmy zwiedzać okolice
- Pierw pokaże ci wszyściutkie jaskinie a później gdzie bawią się szczeniaki, tylko pamiętaj baw się z tymi w twoim wieku inne takie które mają prawie rok mogą być za duże i jeszcze coś ci się stanie, więc pamiętaj baw się z tymi w twoim wieku
-Dobrze...
Gdy zwiedziliśmy już wszystkie jaskinie poszliśmy w strony gdzie najczęściej harcowały szczeniaki. Wreszcie doszliśmy, było tu pięknie szczeniaki rozmawiały między sobą gdy zauważyły mnie i Colora odwróciły się, Color zaczął nieśmiało iść w ich stronę.
Tri Color?
-Świetnie! jestem już w jaskini 6 dni więc chyba mógłbym wreszcie iść dalej w las?
- No dobra ale pójdę z tobą, jeszcze chyba nie znasz terenów sfory? Pokaże ci gdzie możesz iść się pobawić a gdzie ci nie wolno
-Dobrze! Dzięki!
Color skakał ze szczęścia i przytulił mnie, wyszliśmy z jaskini i ruszyliśmy zwiedzać okolice
- Pierw pokaże ci wszyściutkie jaskinie a później gdzie bawią się szczeniaki, tylko pamiętaj baw się z tymi w twoim wieku inne takie które mają prawie rok mogą być za duże i jeszcze coś ci się stanie, więc pamiętaj baw się z tymi w twoim wieku
-Dobrze...
Gdy zwiedziliśmy już wszystkie jaskinie poszliśmy w strony gdzie najczęściej harcowały szczeniaki. Wreszcie doszliśmy, było tu pięknie szczeniaki rozmawiały między sobą gdy zauważyły mnie i Colora odwróciły się, Color zaczął nieśmiało iść w ich stronę.
Tri Color?
Od Roney'a
Przechadzałem się samotnie po sforze. Honey zachowuje się jak mały dzieciak. Jest prawie dorosła tak samo jak ja a bawi się w zazdrości. Skoro ją rzuciłem to znaczy, że jej nie chcę. Trudno. Jak chce to niech myśli, że robi to na mnie wrażenie. Udałem się na plażę. Lubię tam przesiadywać i patrzeć na stado koni. Doszedłem w miarę szybko. Zwierzęta chodziły po piasku. Przyczaiłem się i zapolowałem na małego kuca. Wgryzłem się w szyję i powaliłem. Jak zabić to szybko i w miarę nieboleśnie. Obejrzałem się na boki i zobaczyłem suczkę. Border Collie. Spojrzała na mnie.
- Mogę się przyłączyć? - spytała.
- Pewnie.
Zatopiliśmy zęby w mięsie i po kwadransie skończyliśmy posiłek.
- Jestem Roney, a Ty?
- Sombre - przywitała się.
- Jesteś od dawna w sforze? Bo nie wydaje mi się.
- Nie. Niedawno dołączyłam. A ty Roney? - zapytała.
- Ja się tutaj urodziłem - zaśmiałem się. - Oprowadzić Ciebie?
Sombre ?
- Mogę się przyłączyć? - spytała.
- Pewnie.
Zatopiliśmy zęby w mięsie i po kwadransie skończyliśmy posiłek.
- Jestem Roney, a Ty?
- Sombre - przywitała się.
- Jesteś od dawna w sforze? Bo nie wydaje mi się.
- Nie. Niedawno dołączyłam. A ty Roney? - zapytała.
- Ja się tutaj urodziłem - zaśmiałem się. - Oprowadzić Ciebie?
Sombre ?
Od Lonlay- CD opowiadania Levar'a
Biegliśmy szybko przed siebie. Nawet nie wiadomo gdzie. W końcu wybrałam cel i wyprzedziłam Levar'a żeby prowadzić. Biegłam ile mi sił w łapach ale powoli zaczęły mi się one plątać. Upadłam na psa i zaczęliśmy turlać się wzdłuż drogi w lesie. Nagle ku mojemu zdziwieniu znaleźliśmy się na środku szosy. Byłam przerażona. Głosy tych wszystkich trąbień i wrzask silników... Myślałam że tam zemdleję. Levar też był wystraszony ale złapał mnie za łapę i próbował zabrać do pobocze. Lecz ja już kimałam... Nie wiedział co zrobić. Położył się na mnie zakrywał mnie płacząc. Po chwili się ocknęłam ale zauważyłam Levar'a śpiącego w śpiączce. Nagle to samo dopadło mnie. Widziałam tylko jak jakiś gruby pan z ciężarówki strzelał do nas z małego karabinu którego strzałki powodowały że chce się spać...
***po przebudzeniu***
Ocknęłam się. Byłam w wielkiej klatce. Słyszałam że jedziemy. W tej samej było jeszcze około pięciu psów. Szybko wypatrzyłam śpiącego jeszcze Levar'a i podbiegłam do niego. Położyłam się obok niego czekając aż się obudzi. Wszystkie psy wgapiały swoje ślepia w moją drobniutką twarzyczkę. Wszystkie były już stare i groźne. Na szczęście nie zaczepiali nas ani nic nie mówili. Tylko patrzyli na nas i przekazywali sobie dziwne spojrzenia. W końcu Levuś się ocknął i przez minutę siedział, rozglądał się bez ruchu. Po chwili jedna łza spłynęła mu po policzku. Nie wiedziałam co się święci ale on najwyraźniej tak...
- Levuś boję się... Gdzie jesteśmy?- piszczałam.
- Ja też się boję ale nie wiem...- szeptał.
- Zapytamy się ich?- wskazałam łapą na psy.
- Myślisz że nas nie zjedzą?- teraz trochę się zaśmiał.
- Spróbujemy, zobaczymy.- wstałam i trochę podeszłam w ich stronę.
- Dzieńdobry.- zaczęłam.- Nie chcę przeszkadzać ale może ktoś mógłby nam powiedzieć gdzie jedzie ta furgonetka i co w niej robimy?
- Oj malutka...- odezwał się jeden wzdychając.
Bardzo się zdziwiłam. Wyglądały jak krwiożercze bestie a miały serce tak ciepłe że się nie spodziewałam.
- Ta furgonetka prowadzi tylko do jednego miejsca...- dokończył drugi.
- Jakiego?- pytałam ciekawie.
- Do schroniska...- wytłumaczył trzeci.
- Co to jest schronisko?- zapytałam.
- Miejsce gdzie zamykają psy w klatkach a potem ludzie przychodzą i zabierają je do domu.- powiedział ten pierwszy.- Wy macie szansę bo jesteście małe i zadbane a my? Takie bydlaki stare to nie mamy szans...
- Ale ja chcę do domu... Do mamy...- zaczęłam płakać.
- A gdzie mieszkacie?- zaciekawili się.
- W Sforze Psiego Uśmiechu.- wyjaśnił Levar i usiadł obok mnie.
- Oooo dużo słyszeliśmy o tej sforze. Same dobre rzeczy!
- Na serio?- ucieszyliśmy się.
- No jasne.- uśmiechnęli się.
Nagle nastało wielkie milczenie bo samochód stanął a hycel wyszedł z auta. Ukryliśmy się z Levarem za psami. Grubas otworzył drzwi i wszystkie psy pozapinał na smycze a nas wsadził do przenośnej klatki. Zamknęłam oczy bo nie chciałam widzieć co się dalej wydarzy. Weszliśmy do jakiegoś dość dużego budynku. Wszystkie psy po kolei wprowadzali do oddzielnych klatek. Mam nadzieję że chociaż mnie i Levusia wrzucą do jednej klatki. Na szczęście tak było. Oni nas nie wprowadzili. Ona nas wrzucili na pyski do tej klatki.
***nazajutrz***
Nad ranem dali nam jedzenie. Było okropneee... Nie dali nam porządnie zjeść bo zaraz wyjęli nas z klatki. Przekazali nad dla jakiś innych ludzi. Pan i pani wyglądali owiele lepiej niż ci głupcy. Wsadzili nas do samochodu i zawieźli gdzieś. Znaleźliśmy się w jakimś budynku. Było tam bardzo przytulnie. Na jakiejś szafce stało pudło w którym leciały kolorowe obrazki. To mi się zaczyna nie podobaaaać...
Levar?
***po przebudzeniu***
Ocknęłam się. Byłam w wielkiej klatce. Słyszałam że jedziemy. W tej samej było jeszcze około pięciu psów. Szybko wypatrzyłam śpiącego jeszcze Levar'a i podbiegłam do niego. Położyłam się obok niego czekając aż się obudzi. Wszystkie psy wgapiały swoje ślepia w moją drobniutką twarzyczkę. Wszystkie były już stare i groźne. Na szczęście nie zaczepiali nas ani nic nie mówili. Tylko patrzyli na nas i przekazywali sobie dziwne spojrzenia. W końcu Levuś się ocknął i przez minutę siedział, rozglądał się bez ruchu. Po chwili jedna łza spłynęła mu po policzku. Nie wiedziałam co się święci ale on najwyraźniej tak...
- Levuś boję się... Gdzie jesteśmy?- piszczałam.
- Ja też się boję ale nie wiem...- szeptał.
- Zapytamy się ich?- wskazałam łapą na psy.
- Myślisz że nas nie zjedzą?- teraz trochę się zaśmiał.
- Spróbujemy, zobaczymy.- wstałam i trochę podeszłam w ich stronę.
- Dzieńdobry.- zaczęłam.- Nie chcę przeszkadzać ale może ktoś mógłby nam powiedzieć gdzie jedzie ta furgonetka i co w niej robimy?
- Oj malutka...- odezwał się jeden wzdychając.
Bardzo się zdziwiłam. Wyglądały jak krwiożercze bestie a miały serce tak ciepłe że się nie spodziewałam.
- Ta furgonetka prowadzi tylko do jednego miejsca...- dokończył drugi.
- Jakiego?- pytałam ciekawie.
- Do schroniska...- wytłumaczył trzeci.
- Co to jest schronisko?- zapytałam.
- Miejsce gdzie zamykają psy w klatkach a potem ludzie przychodzą i zabierają je do domu.- powiedział ten pierwszy.- Wy macie szansę bo jesteście małe i zadbane a my? Takie bydlaki stare to nie mamy szans...
- Ale ja chcę do domu... Do mamy...- zaczęłam płakać.
- A gdzie mieszkacie?- zaciekawili się.
- W Sforze Psiego Uśmiechu.- wyjaśnił Levar i usiadł obok mnie.
- Oooo dużo słyszeliśmy o tej sforze. Same dobre rzeczy!
- Na serio?- ucieszyliśmy się.
- No jasne.- uśmiechnęli się.
Nagle nastało wielkie milczenie bo samochód stanął a hycel wyszedł z auta. Ukryliśmy się z Levarem za psami. Grubas otworzył drzwi i wszystkie psy pozapinał na smycze a nas wsadził do przenośnej klatki. Zamknęłam oczy bo nie chciałam widzieć co się dalej wydarzy. Weszliśmy do jakiegoś dość dużego budynku. Wszystkie psy po kolei wprowadzali do oddzielnych klatek. Mam nadzieję że chociaż mnie i Levusia wrzucą do jednej klatki. Na szczęście tak było. Oni nas nie wprowadzili. Ona nas wrzucili na pyski do tej klatki.
***nazajutrz***
Nad ranem dali nam jedzenie. Było okropneee... Nie dali nam porządnie zjeść bo zaraz wyjęli nas z klatki. Przekazali nad dla jakiś innych ludzi. Pan i pani wyglądali owiele lepiej niż ci głupcy. Wsadzili nas do samochodu i zawieźli gdzieś. Znaleźliśmy się w jakimś budynku. Było tam bardzo przytulnie. Na jakiejś szafce stało pudło w którym leciały kolorowe obrazki. To mi się zaczyna nie podobaaaać...
Levar?
Od Sunshine
Kolejny dzień kończy się zimną i wielką śnieżycą. Szłam przez miasto, w
którym już nie było żadnej żywej duszy. Ludzie schowali się w domach,
aby nie zasypało ich, ale ja nie mam domu i nie mam gdzie się schować.
Nad moją głową gromadziły się czarne chmury. Wiał silny wiatr, a z nieba
zaczęły spadać wielkie płatki śniegu. Zanim się zorientowałam, cała
ziemia pokryła się białym puchem. Spadało coraz więcej płatków śniegu, a
mną zaczęło miotać niczym młodą gałązką akacji. Wiatr w mieście był tak
silny, że nie mogłam się utrzymać na nogach. Chciałam się ukryć między
budynkami, gdzie często mieszkali bezdomni ludzie i psy. Odkąd zostałam
wyrzucona z domu, tylko takie miejsca utrzymują mnie przy życiu. Dobrzy
i życzliwi ludzie czasami podrzucali mi kawałek suchego chleba albo
miskę wody, ale tym razem tam nikogo nie było. Postanowiłam przeczekać
burzę, w jednym z kartonów. Szłam powoli po potłuczonych butelkach,
których ostre kawałki wbijały się w moje poduszki łap. Nie mogłam
wytrzymać tego bólu. Poddałam się i gdy już byłam w połowie drogi, to
zawróciłam. Idąc z powrotem tą samą drogą, znów deptałam po potłuczonym
szkle. Zimny śnieg trochę łagodził ból, ale nie na długo... Nie jadłam i
nie piłam od kilku dni, byłam wycieńczona ciągłym marszem. Wyszłam
powoli z miasta i skierowałam się w stronę lasu. Miałam nadzieję, że
drzewa zasłonią mnie przed wiatrem.
Szłam między drzewami zostawiając krwawe ślady łap na śniegu. Nogi uginały się pod moim ciężarem. Byłam krytycznie odwodniona, ale w pobliżu nie było żadnego zbiornika z wodą zdatną do picia, wszystko zamarznięte. Schyliłam się i zaczęłam lizać śnieg, trochę zaspokajał pragnienie, ale jednocześnie był niczym cios w żołądek. Przeszłam po tym jeszcze parę kroków, ale w końcu położyłam się na lodowatym śniegu i zaczęłam spoglądać na moje łapy. Poranione poduszki nabrały fioletowo-czarnego koloru, co znaczyło, że są odmrożone. Nie bolały już aż tak bardzo, bo odmrożenie sprawiło, że straciłam w nich czucie. Leżałam tak na tym śniegu parę minut, aż w końcu zaczęło mi się chcieć spać. Wiedziałam, że jak usnę, to umrę z zamarznięcia, ale byłam już tak wyczerpana. Zamknęłam powoli oczy i ....
Mashine ?
Szłam między drzewami zostawiając krwawe ślady łap na śniegu. Nogi uginały się pod moim ciężarem. Byłam krytycznie odwodniona, ale w pobliżu nie było żadnego zbiornika z wodą zdatną do picia, wszystko zamarznięte. Schyliłam się i zaczęłam lizać śnieg, trochę zaspokajał pragnienie, ale jednocześnie był niczym cios w żołądek. Przeszłam po tym jeszcze parę kroków, ale w końcu położyłam się na lodowatym śniegu i zaczęłam spoglądać na moje łapy. Poranione poduszki nabrały fioletowo-czarnego koloru, co znaczyło, że są odmrożone. Nie bolały już aż tak bardzo, bo odmrożenie sprawiło, że straciłam w nich czucie. Leżałam tak na tym śniegu parę minut, aż w końcu zaczęło mi się chcieć spać. Wiedziałam, że jak usnę, to umrę z zamarznięcia, ale byłam już tak wyczerpana. Zamknęłam powoli oczy i ....
Mashine ?
Od Meredith - CD opowiadania Thomsona
- Pewnie - uśmiechnęłam się do psa, nie zwracając uwagi na White'a. Po prostu mnie denerwował.
Rozejrzałam się wkoło, chciałam już wskoczyć w kupkę liści, ale powstrzymałam się.
- O co chodzi? - spytał Tom.
- Patrz - wskazałam łapą.

Tunel był położony po naszej lewej stronie. Nie wiem jak mogliśmy go nie zauważyć. Nad drzewem, które zapewne było wejściem do tunelu, siedział duży, czarny kruk. Przyglądał nam się z rezerwą. potem poleciał w głąb miejsca.
- Idziemy Thomson? - spytałam podekscytowana.
Pokiwał głową z uśmiechem. Przy nim zapomniałam o White. Nareszcie.
Kiedy tylko weszliśmy, w pyski powiał nam lodowaty wiatr. Włosy na karku lekko mi stanęły, ale brnęłam dalej. Wokół nas rosły cierniste krzewy, drzewa porastał grubo bluszcz. Wpadłam na pomysł. Zauważyłam, że Thomson się zamyślił, więc zaczęłam krzyczeć.
- Potwór! Potwór! Idzie po nas!
- Gdzie?! - przestraszył się.
- Żarcik - wyszczerzyłam zęby.
Trochę się nafuczył, po chwili jednak przeszło mu. Nie wiem kiedy, ale uderzyłam w ścianę z krzewów. Co jest? Rozejrzałam się. Za nami nie było już tunelu, tylko labirynt.
- O co chodzi?
Thomson? Co robimy ?
Rozejrzałam się wkoło, chciałam już wskoczyć w kupkę liści, ale powstrzymałam się.
- O co chodzi? - spytał Tom.
- Patrz - wskazałam łapą.

Tunel był położony po naszej lewej stronie. Nie wiem jak mogliśmy go nie zauważyć. Nad drzewem, które zapewne było wejściem do tunelu, siedział duży, czarny kruk. Przyglądał nam się z rezerwą. potem poleciał w głąb miejsca.
- Idziemy Thomson? - spytałam podekscytowana.
Pokiwał głową z uśmiechem. Przy nim zapomniałam o White. Nareszcie.
Kiedy tylko weszliśmy, w pyski powiał nam lodowaty wiatr. Włosy na karku lekko mi stanęły, ale brnęłam dalej. Wokół nas rosły cierniste krzewy, drzewa porastał grubo bluszcz. Wpadłam na pomysł. Zauważyłam, że Thomson się zamyślił, więc zaczęłam krzyczeć.
- Potwór! Potwór! Idzie po nas!
- Gdzie?! - przestraszył się.
- Żarcik - wyszczerzyłam zęby.
Trochę się nafuczył, po chwili jednak przeszło mu. Nie wiem kiedy, ale uderzyłam w ścianę z krzewów. Co jest? Rozejrzałam się. Za nami nie było już tunelu, tylko labirynt.
- O co chodzi?
Thomson? Co robimy ?
Od Levar'a- CD opowiadania Lonlay
Nie wiedziałem, czy to był ten dobry moment aby jej to powiedzieć...Przez chwilę stało się niezmiernie cicho.
-Lonlay, lepiej chodźmy zanim się ściemni. Ja nie lubię nocnych wędrówek. - Powiedziałem.
-To chodźmy. - Uśmiechnęła się.
*Pod jej jaskinią*
-To cześć...-Powiedziałem i skierowałem się do jaskini alf. Tata już spał, a jak zwykle Klausa jeszcze nie było. Spokojnie ułożyłem się na miejscu naszej mamy. Pamiętam ten dzień, w którym przyszliśmy na świat. Było ciemno i cały czas byliśmy przy jednym, ciepłym miejscu. Oczy otworzyłem pierwszy. Zacząłem chodzić, aż w końcu umiałem wszystko. Wyszedłem pierwszy raz z jaskini widząc małą Lay, wspinającą się na drzewo....Rankiem obudziła mnie Haley.
-Levar, ktoś do ciebie. - Wskazała łapą na jakieś dwa szczeniaki stojące przed jaskinią.
Wybiegłem do nich, i zorientowałem się że jest jeden.
-Cześć Thompson. - Uśmiechnąłem się. - Co chcesz?
-Lonlay bała się przyjść, więc kazała mi cię zawołać. Masz być na drzewach. - Przewrócił oczami.
-Dzięki za info. -Krzyknąłem już siedząc na drzewie.
Skakałem po gałęziach dosyć szybko, gdy na horyzoncie pojawiła się Lay. Krzyknąłem do niej wesoło :
-Czeeeść!!
Ta uśmiechnęła się i zeskoczyliśmy na dół.
Lonlay? Brak weny, ale jest xd
-Lonlay, lepiej chodźmy zanim się ściemni. Ja nie lubię nocnych wędrówek. - Powiedziałem.
-To chodźmy. - Uśmiechnęła się.
*Pod jej jaskinią*
-To cześć...-Powiedziałem i skierowałem się do jaskini alf. Tata już spał, a jak zwykle Klausa jeszcze nie było. Spokojnie ułożyłem się na miejscu naszej mamy. Pamiętam ten dzień, w którym przyszliśmy na świat. Było ciemno i cały czas byliśmy przy jednym, ciepłym miejscu. Oczy otworzyłem pierwszy. Zacząłem chodzić, aż w końcu umiałem wszystko. Wyszedłem pierwszy raz z jaskini widząc małą Lay, wspinającą się na drzewo....Rankiem obudziła mnie Haley.
-Levar, ktoś do ciebie. - Wskazała łapą na jakieś dwa szczeniaki stojące przed jaskinią.
Wybiegłem do nich, i zorientowałem się że jest jeden.
-Cześć Thompson. - Uśmiechnąłem się. - Co chcesz?
-Lonlay bała się przyjść, więc kazała mi cię zawołać. Masz być na drzewach. - Przewrócił oczami.
-Dzięki za info. -Krzyknąłem już siedząc na drzewie.
Skakałem po gałęziach dosyć szybko, gdy na horyzoncie pojawiła się Lay. Krzyknąłem do niej wesoło :
-Czeeeść!!
Ta uśmiechnęła się i zeskoczyliśmy na dół.
Lonlay? Brak weny, ale jest xd
Nowa suczka!- Sunshine
Imię: Sunshine (z ang. Światło Słoneczne)
Ksywka: Woli jak się do niej mówi pełnym imieniem, ale nie obrazi się gdy ktoś powie do niej Shine.
Głos: Emeli Sandé
Rasa: Owczarek Belgijski Tervueren
Wiek: 2 lata
Płeć: Suczka
Urodziny: 11 Dzień Lata
Stanowisko: Malarka
Rodzina:
Matka - Little
Ojciec - Kal
Rodzeństwo - Metthews, Gasel, Mou, Cob
Wujkowie - Benyamin, Seal, Tyree, All
Ciocie - Ever, Mar, Qui, Chesse
Dziadek od strony matki - Bylly
Babcia od strony matki - Meansure
Dziadek od strony ojca - Parachute
Babcia od strony matki - Savannah
Partner: Miłość to tylko niepotrzebne uczucie bólu, tak czy owak ona nie chce niepotrzebnie przeżywać utraty bliskiej osoby. Nie chce czuć odtrącenia, więc stara się unikać takich związków, a gdy tylko poczuje to uczucie, to na silę stara się je wybić z głowy.
Młode: -
Charakter: Sunshine jest cichą i delikatną suczką, boi się kontaktów z innymi. Nie umie odnaleźć się w towarzystwie psów, które lubią szaleć. Nigdy nie wie jak odpowiedzieć na pytania innych, aby nie wyjść na kretynkę. Każdy, nawet najdrobniejszy błąd sprawia, że suczka czuje się wyśmiana i odrzucona, nawet jak nic dziwnego nie zrobiła. Ma krytycznie zaniżoną samoocenę, ciągle sobie powtarza w myślach, że jest nikim. Nigdy się nie wtrąca w nieswoje sprawy, nigdy nie odzywa się nie pytana.Zawsze robi to co inni jej każą i robi to jak najdokładniej, aby nie zawieść zleceniodawcy. Zachowuje się wręcz perfekcyjnie, jeśli patrzy się na jej wychowanie, ale przecież to nie wszystko. Shine czasami uważa, że nie ma dla niej miejsca na tym świecie. Dlatego też wymyśla sobie czasami swój własny świat, w którym jest lubiana i szanowana przez wszystkich. Odpływa do niego tylko w snach albo gdy jest sama. Tamten świat pozwala jej ukoić smutek i przerażenie. Czasami jeszcze spokój pozwala jej osiągnąć uczucie, że ktoś ją zauważa i że ktoś może jej kiedyś pomoże.Czasami cichutko szepcze, aby jej pomóc,ale inni ją ignorują. Nigdy nie płacze ani nie staje w obronie własnego zdania, zawsze jest uległa. Boi się walki i kłótni, bo ma już wmówione, że jest słabsza i zawsze musi przegrać. Nigdy się nie nauczyła okazywać radości, czy nawet chęci zabawy z innymi. Gdy inni ją zapraszają do towarzystwa, to zawsze odmawia. Patrzy tylko ze smutkiem na zabawy innych i zazwyczaj bardzo chce do nich dołączyć... ale nie może. Wychowała się w końcu w patologicznej rodzinie. Jej świat od urodzenia jest czarno-biały, więc gdy już zaczęła się w niego wtapiać, to już nie było odwrotu. Straciła swoje radosne barwy charakteru i tym samym straciła swoje prawdziwe "Ja". Może komuś zdolnemu i kreatywnemu, uda się w końcu pomalować to szare płótno...
Historia: Sunshine urodziła się w małym domku w malutkim miasteczku. Wszyscy tam się znali, bo była tam mała ilość mieszkańców. Tylko nieliczni ludzie trzymali tam w domach psy. Wiele osób miało zakaz trzymania żywych zwierząt w domach, z powodu znęcania się nad nimi. Nic dziwnego, bo w tym miasteczku żyło się jedynie z picia, palenia i wiecznych kłótni. Matka Sunshine miała takie szczęście, że została dana człowiekowi, który w miarę się nią dobrze opiekował, do czasu... W tym samym mieście mieszkał także ojciec Shine. Jemu akurat nie powodziło się najlepiej, jego właściciel był zapijaczonym tyranem. Jej rodzice trafiło się, że byli tej samej rasy, dzięki czemu suczka też była rasowym Tervueren'em. Little i Kal stali się parą, mimo tego iż właściciele nie chcieli nawet myśleć o tym, że ich psy mogą mieć partnera. Na początku udawało im się to ukryć, ale jak Little zaszła w ciążę, to jej właściciel domyślił się o wszystkim. Jednak nie wiedział kto miał być ojcem wszystkich szczeniąt. Pozwolił Little dotrzymać ciążę, mając nadzieję, że będą to rasowe szczeniaki. Jednak jak każdy wie szczeniaki od razu po urodzeniu nie przypominają dorosłych psów. Szczeniaki Little miały inne ubarwienie niż ona, wchodziły bardziej pod ojca, przez co właściciel uznał je za kundle. Nie chciał chować psów, z których nie miałby żadnego pożytku. Postanowił się ich pozbyć. Tego samego dnia zaczął po kolei zabierać szczeniaki. Najpierw wziął Mou, na początku nie było wiadome co się z nią dzieje, bo była cisza. Jednak tuż po niej można było usłyszeć trzask kości, łamanych poprzez uderzenie o ścianę. Matka szczeniąt od razu zrozumiała co tam zaszło. Starała się obronić kolejne szczeniaki, ale to nie było takie łatwe, bo właściciel przywiązał ją do słupka, a sam zajął się robotą. W ciągu kolejnych minut zginęli Cob i Metthews. Dosłownie w ostatniej chwili Little udało się uratować dwa ostatnie dwa szczeniaki, dociągają posłanie na którym były, do siebie i ukryła szczeniaki za sobą. Właściciel uznał, że gdzieś same się powlekły i pewnie zdechną. Wypuścił Little, która postanowiła znaleźć Shine i Gasel nowy dom. Obie suczki zostały oddane do schroniska, Little miała nadzieję, że tam będą miały chociaż trochę lepsze życie. Przynajmniej jedna z suczek trafiła w schronisku na dobrych właścicieli, którzy ją zaadoptowali - Gasel. Sunshine miała mały problem ze znalezieniem domu. Ludzie brali ją i po kilku dniach oddawali. Powodem było to, że nie spodziewali się tak energicznego i buntowniczego zwierzaka. Nie dawali sobie z nią rady, więc po prostu ją oddawali. Suczka zaczęła zastanawiać się co robi źle, aż w końcu zrozumiała, że ludzie nie chcą mieć takiego psa jak ona. Postanowiła, że spróbuje być spokojniejsza i cichsza. W końcu trafiła na człowieka, który ją wziął ze schroniska i nie zamierzał oddać. Miał on niestety małe problemy nerwowe. Szybko się denerwował, a gdy to nastąpiło, to musiał się na kimś wyżyć. Najbliżej zawsze była Shine, biedna musiała przeżywać ból kilka razy dziennie. Za każdym razem myślała, że to ona zrobiła coś złego. Po kilku miesiącach właściciel miał już dość trzymania w domu psa i wyrzucił ją na ulicę, gdzie spędziła parę długich tygodni. Potem trafiła na tą sforę, mając nadzieję, że już nikt ją tutaj nie skrzywdzi, jeśli będzie siedzieć cicho.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Sunshine Dog
Inne zdjęcia: Klik
Inne zdjęcia: Klik
piątek, 5 czerwca 2015
Od Lonlay- CD opowiadania Levar'a
- No jasne.- zachichotałam.
- Nie kojarzę...- zrobił posępną minę. I zrobił się taki poważny.
- Jak to nie?!- zdziwiłam się.- Biały, w moim wieku, umie skakać po drzewach...
- Yyyyyy...- zaczynał coś sobie uświadamiać.- Czy ty masz na myśli mnie?
- No... Tak.- trochę się zawstydziłam.
Nie umiem wysiedzieć w takich krępujących sytuacjach więc wskoczyłam w głąb lasu. Po chwili znalazłam świetną kryjówkę pod skałami. Levar zaczął mnie szukać. Słyszałam jak mnie wołał ale ja nie chciałam wyjść z jaskini. Co on mógł sobie pomyśleć jak to powiedziałam? Trochę dziwna sytuacja. Byłam kompletnie znużona więc przysnęłam na chwilkę. Obudził mnie Levar. Szturchał mnie i mówił ,, Pobudkaaa!''. Szybko się ocknęłam i na widok psa miałam znowu dać susa. Ten złapał mnie za łapę i powiedział.
- Ty też mi się podobasz...- szepnął.
- Naprawdę? Miałeś na myśli mnie?
- No tak...- podrapał się za karkiem.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam psa.
Levar? xd
- Nie kojarzę...- zrobił posępną minę. I zrobił się taki poważny.
- Jak to nie?!- zdziwiłam się.- Biały, w moim wieku, umie skakać po drzewach...
- Yyyyyy...- zaczynał coś sobie uświadamiać.- Czy ty masz na myśli mnie?
- No... Tak.- trochę się zawstydziłam.
Nie umiem wysiedzieć w takich krępujących sytuacjach więc wskoczyłam w głąb lasu. Po chwili znalazłam świetną kryjówkę pod skałami. Levar zaczął mnie szukać. Słyszałam jak mnie wołał ale ja nie chciałam wyjść z jaskini. Co on mógł sobie pomyśleć jak to powiedziałam? Trochę dziwna sytuacja. Byłam kompletnie znużona więc przysnęłam na chwilkę. Obudził mnie Levar. Szturchał mnie i mówił ,, Pobudkaaa!''. Szybko się ocknęłam i na widok psa miałam znowu dać susa. Ten złapał mnie za łapę i powiedział.
- Ty też mi się podobasz...- szepnął.
- Naprawdę? Miałeś na myśli mnie?
- No tak...- podrapał się za karkiem.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam psa.
Levar? xd
Od Levar'a- CD opowiadania Lonlay
-Nie. - Powiedziałem.
-No prooosze...-Te jej oczka...Ach no dobra.
-Niech ci będzie..Powiem teraz. - Uśmiechnąłem się. - Tylko nikomu nie mów ok?
-Nie powiem! Umiem dotrzymać tajemnicy!
-To słuchaj...Najpierw wymienię ci te ładne. Będzie tak...W sforze jest tylko jedna ładna sunia husky. - Zacząłem myśleć.
-No, ale ja nie przepadam za Honey. - Spuściła łeb.
-Nie chodzi o Honey!...Tylko o taką jedną. Rudych nie lubię. A "biegam" tak za nią, bo pomagam Roney'owi w jego podstępnym planie. Honey przez to myśli że ja i Roney się w niej bujamy, ale tylko Ron ma do niej takie uczucia. Ale po ostatnim incydencie z Theo...Nawet ja się wkurzyłem! Jak ona może wtrącać się w związek Theo i Winnie? - Powiedziałem i usiadłem spokojnie.
-Nie wiem. Dobrze że nie wtrąca się w na...-Nie dokończyła. -W moje i mojego ukochanego sprawy.
-Masz chłopaka?! - Powiedziałem zdziwiony.
-Nie...Ale ten ktoś podoba mi się...-Uśmiechnęła się.
-A powiesz mi kto to? - Zapytałem szybko.
Lonlay podeszła do mnie i zbliżyła pyszczek do mojego ucha.
-Taki biały pies. W moim wieku...-Szepnęła.
-Nie znam...A to ktoś ze sfory?
Lonlay? Chciałaś to masz
-No prooosze...-Te jej oczka...Ach no dobra.
-Niech ci będzie..Powiem teraz. - Uśmiechnąłem się. - Tylko nikomu nie mów ok?
-Nie powiem! Umiem dotrzymać tajemnicy!
-To słuchaj...Najpierw wymienię ci te ładne. Będzie tak...W sforze jest tylko jedna ładna sunia husky. - Zacząłem myśleć.
-No, ale ja nie przepadam za Honey. - Spuściła łeb.
-Nie chodzi o Honey!...Tylko o taką jedną. Rudych nie lubię. A "biegam" tak za nią, bo pomagam Roney'owi w jego podstępnym planie. Honey przez to myśli że ja i Roney się w niej bujamy, ale tylko Ron ma do niej takie uczucia. Ale po ostatnim incydencie z Theo...Nawet ja się wkurzyłem! Jak ona może wtrącać się w związek Theo i Winnie? - Powiedziałem i usiadłem spokojnie.
-Nie wiem. Dobrze że nie wtrąca się w na...-Nie dokończyła. -W moje i mojego ukochanego sprawy.
-Masz chłopaka?! - Powiedziałem zdziwiony.
-Nie...Ale ten ktoś podoba mi się...-Uśmiechnęła się.
-A powiesz mi kto to? - Zapytałem szybko.
Lonlay podeszła do mnie i zbliżyła pyszczek do mojego ucha.
-Taki biały pies. W moim wieku...-Szepnęła.
-Nie znam...A to ktoś ze sfory?
Lonlay? Chciałaś to masz
Od Nesty CD Wezy
Przyjrzałam się psu. Wyglądał sympatycznie.
- Ja jestem Nesty - przedstawiłam się - Ale mów mi Nes.
- Ładne imię.
- Dziękuję. Może się razem pobawimy? - zaproponowałam.
- A w co? - zapytał.
- W berka. Berek! - klepnęłam go w ramię i zaczęłam uciekać. W biegach jestem bardzo dobra, więc Weza nie mógł mnie złapać. W końcu dałam mu fory. Od razu mnie złapał. Bawiliśmy się tak do południa. W końcu, zmęczeni położyliśmy się na trawie.
- Pójdziemy gdzieś? - usłyszałam głos Wezy w swoim uchu.
- Możemy - mruknęłam.
- A znasz jakieś fajne miejsce?
- Tak! Chodź - zaprowadziłam go tu:
- Spoko miejsce - ocenił Zi.
- To moja tajna polanka, więc nikomu o niej nie mów - zastrzegłam.
- Obiecuję, że nic nie powiem - rzekł uroczyście pies.
- Zostałbyś moim przyjacielem?
Weza?
- Ja jestem Nesty - przedstawiłam się - Ale mów mi Nes.
- Ładne imię.
- Dziękuję. Może się razem pobawimy? - zaproponowałam.
- A w co? - zapytał.
- W berka. Berek! - klepnęłam go w ramię i zaczęłam uciekać. W biegach jestem bardzo dobra, więc Weza nie mógł mnie złapać. W końcu dałam mu fory. Od razu mnie złapał. Bawiliśmy się tak do południa. W końcu, zmęczeni położyliśmy się na trawie.
- Pójdziemy gdzieś? - usłyszałam głos Wezy w swoim uchu.
- Możemy - mruknęłam.
- A znasz jakieś fajne miejsce?
- Tak! Chodź - zaprowadziłam go tu:
- Spoko miejsce - ocenił Zi.
- To moja tajna polanka, więc nikomu o niej nie mów - zastrzegłam.
- Obiecuję, że nic nie powiem - rzekł uroczyście pies.
- Zostałbyś moim przyjacielem?
Weza?
Od Wezy
Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. No nie dziwie się, bo jest dopiero wczesny ranek...
- Rose - szturchnąłem siostrę, a ta popatrzyła na mnie niewyraźnie.
- Co? - ziewnęła i przetarła oczy.
- Łap - zaśmiałem się i rzuciłem jej piłkę. Ta dostała w głowę, ale za to od razu wstała.
- Au - popatrzyła na mnie wrogo i zaczęła się masować po głowię. Ja za to zacząłem się śmiać.
- Orientuj się - mruknąłem i znów rzuciłem jej piłkę. Tym razem złapała i rzuciła z całej siły we mnie. Przewróciłem się do tyłu. Wstałem i otrzepałem się z piasku. Popatrzyłem na horyzont. Słońce już wstało.
- Powiedz mamie, że za niedługo wracam - rzuciłem wychodząc z jaskini. Zacząłem spokojnie dreptać pod słońce, czyli na wschód. Przechodziłem obok jakiejś jaskini i wpadłem na jakąś sunię, chyba o kilka dni młodszą ode mnie.
- Przepraszam - zaśmiałem się i podałem jej łapę - Jestem Weza, a Ty? - zapytałem ciekawie.
Nesty?
- Rose - szturchnąłem siostrę, a ta popatrzyła na mnie niewyraźnie.
- Co? - ziewnęła i przetarła oczy.
- Łap - zaśmiałem się i rzuciłem jej piłkę. Ta dostała w głowę, ale za to od razu wstała.
- Au - popatrzyła na mnie wrogo i zaczęła się masować po głowię. Ja za to zacząłem się śmiać.
- Orientuj się - mruknąłem i znów rzuciłem jej piłkę. Tym razem złapała i rzuciła z całej siły we mnie. Przewróciłem się do tyłu. Wstałem i otrzepałem się z piasku. Popatrzyłem na horyzont. Słońce już wstało.
- Powiedz mamie, że za niedługo wracam - rzuciłem wychodząc z jaskini. Zacząłem spokojnie dreptać pod słońce, czyli na wschód. Przechodziłem obok jakiejś jaskini i wpadłem na jakąś sunię, chyba o kilka dni młodszą ode mnie.
- Przepraszam - zaśmiałem się i podałem jej łapę - Jestem Weza, a Ty? - zapytałem ciekawie.
Nesty?
Od Honey CD Theo
Zamierzałam przeprosić Four. Przez to moje wyznanie zniszczyłam naszą przyjaźń. Poszłam do jego jaskini i zderzyłam się z nim w drzwiach.
- Cześć... - wymamrotałam. Wtedy na horyzoncie pojawił się Roney z Levarem. Kurde, czy oni nigdy mi nie dadzą spokoju?!
- Nie jesteś już moim bratem!!! - wrzasnął Ron w kierunku Theo. Chyba zamierzał go pobić.
- STOP!!! - tym razem to byłam ja - Nie rozumiecie? To moja wina! Ja wplątałam w to Theo! (teraz już szlochałam) To JA go kocham! I mu to powiedziałam!!!
Lev i Roney - miny jak z kosmosu.
- Ty go... - zaczął słabo Levar.
- ...kochasz? - dokończył Ron. Skinęłam głową. Cztery gdzieś zniknął.
- Nie mam ci nic do powiedzenia - rzekł sucho mój eks i poszedł sobie. Levar spojrzał na mnie smutno i też sobie poszedł. Westchnęłam.
- Cześć... - wymamrotałam. Wtedy na horyzoncie pojawił się Roney z Levarem. Kurde, czy oni nigdy mi nie dadzą spokoju?!
- Nie jesteś już moim bratem!!! - wrzasnął Ron w kierunku Theo. Chyba zamierzał go pobić.
- STOP!!! - tym razem to byłam ja - Nie rozumiecie? To moja wina! Ja wplątałam w to Theo! (teraz już szlochałam) To JA go kocham! I mu to powiedziałam!!!
Lev i Roney - miny jak z kosmosu.
- Ty go... - zaczął słabo Levar.
- ...kochasz? - dokończył Ron. Skinęłam głową. Cztery gdzieś zniknął.
- Nie mam ci nic do powiedzenia - rzekł sucho mój eks i poszedł sobie. Levar spojrzał na mnie smutno i też sobie poszedł. Westchnęłam.
* Kilka godzin później *
Weszłam na Plażę in Litore. W piasku zobaczyłam lady łap. Ruszyłam z nosem przy ziemi, starając się "złapać trop". Po kilku minutach biegu zauważyłam Four. Podeszłam do niego.
- Theo... - zaczęłam.
- Zostaw mnie - burknął.
- Posłuchaj, chcę cię przeprosić, bo wiem, że tym głupim wyznaniem zniszczyłam naszą przyjaźń. A ty i tak masz dziewczynę - dodałam ciszej, ale pies i tak to usłyszał.
Theo??? 0% weny...
Od Theo - CD opowiadania Honey
Zamurowało Mnie. Co Ona powiedziała ? Coś w stylu " Tylko dlatego, że
cię kocham... ". Ja zawsze wpakuje się w kłopoty. Na to udawaniu
zgodziłem się przez to, że powie Elyn o tych 6 imprezach. Miałbym
przerąbane. Evelyn o różne drobiazgi umie zrobić niezłe afery. A za te "
domówki " miałbym poprostu piekło. Moja siostra kocha imprezy i
rozrywkowy styl życia.
- Honey tylko, że ja kocham tylko Winnie. I tylko wyłącznie ją - powiedziałem
- Ale ... - Jej oczy zalały się łzami
- Cześć - powiedziałem, odchodząc
*** 50 minut później ***
Wróciłem do swojej ( na czas nieobecności rodziców ) jaskini. Impreza dalej trwała. Oczywiście na Mnie czekał Ron i Lev. Gdy Mnie zobaczyli, od razu wiedziałem, że coś się stanie.
- Ooo gdzie zgubiłeś Honey ? - zapytał sarkastycznie Roney
- Nie Twój interes - warknąłem
Jeszcze chwilę " porozmawialiśmy " ( innymi słowy rozmawialiśmy z sobą, jedynie za pomocą sarkazmu ) potem podszedłem do Jocker i Rachel. Spędziłem w ich towarzystwie resztę imprezy.
*** Następnego dnia ***
- Jak ty pocałowałeś Honey to miała powody bo chciała żeby ci też się zrobiło dziwnie... Ale teraz przyszedł czas na powrót do trzeźwości. - powiedział Jocker
- Masz racje - odparłem
Jeszczę chwilę rozmawialiśmy, a następnie on poszedł do Rachel, a ja zamierzałem iść na skałki. Z dużym podkreśleniem na ZAMIERZAŁEM. Gdy wychodziłem z swojej jaskini, z sprzętem wspinaczkowym, spotkałem ... Honey.
- Cześć ...
Oczywiście zaraz za Nią, pojawili się Roney i Levar.
Honey???
- Honey tylko, że ja kocham tylko Winnie. I tylko wyłącznie ją - powiedziałem
- Ale ... - Jej oczy zalały się łzami
- Cześć - powiedziałem, odchodząc
*** 50 minut później ***
Wróciłem do swojej ( na czas nieobecności rodziców ) jaskini. Impreza dalej trwała. Oczywiście na Mnie czekał Ron i Lev. Gdy Mnie zobaczyli, od razu wiedziałem, że coś się stanie.
- Ooo gdzie zgubiłeś Honey ? - zapytał sarkastycznie Roney
- Nie Twój interes - warknąłem
Jeszcze chwilę " porozmawialiśmy " ( innymi słowy rozmawialiśmy z sobą, jedynie za pomocą sarkazmu ) potem podszedłem do Jocker i Rachel. Spędziłem w ich towarzystwie resztę imprezy.
*** Następnego dnia ***
- Jak ty pocałowałeś Honey to miała powody bo chciała żeby ci też się zrobiło dziwnie... Ale teraz przyszedł czas na powrót do trzeźwości. - powiedział Jocker
- Masz racje - odparłem
Jeszczę chwilę rozmawialiśmy, a następnie on poszedł do Rachel, a ja zamierzałem iść na skałki. Z dużym podkreśleniem na ZAMIERZAŁEM. Gdy wychodziłem z swojej jaskini, z sprzętem wspinaczkowym, spotkałem ... Honey.
- Cześć ...
Oczywiście zaraz za Nią, pojawili się Roney i Levar.
Honey???
Od Theo - CD opowiadania Winnie
Zauważyłem, że oczy Winnie " szklął "się od łez.
- Winnie ... - zacząłem, ale mi przerwała
- DAJ MI SPOKÓJ. NIE CHCĘ CIĘ NIGDY WIĘCEJ WIDZIEĆ - krzyknęła i pobiegła w stronę Cypel High.
Oczywiście pobiegłem za Nią. Muszę jej to wszystko wyjaśnić. Dogoniłem ją dopiero na cyplu.
- Co robisz ? - zapytałem
- Mówiłam Ci, nie chcę Cię widzieć. Mam już dość tego wszystkiego - szepnęła
- Dlatego chcesz się zabić ?
- Dlatego ... - spuściła wzrok
W tym samym momencie podszedłem do Niej i mocno ją złapałem.
- PUŚĆ. To boli - warknęła
- Nie dałaś mi tego wyjaśnić ...
- To słucham - przewróciła oczami
- Po pierwsze : Cieszę się, że wróciłaś. Po drugie : Nie całowałem się z Honey. Po trzecie : PO CO CAŁOWAŁAŚ TEGO MATT'A ?
- Nie całowałeś się z Honey ??? Wiesz, widziałam coś innego - znowu spuściła swój wzrok
- To ona, Mnie pocałowała, a nie na odwrót
- Serio ? - podniosła na Mnie wzrok
- Serio - uśmiechnąłem się
- Czyli, z Nią ... Cię nic ... nie łączy - wydusiła z siebie
- Nic, a nic. Tylko Ciebie kocham
- Naprawdę ? - zapytała
- Tak. I jeszcze jedno pytanie : Czemu pocałowałaś tego Matt'a ? - zapytałem
- To przez to, że ... kiedy widziałam jak całujesz Honey ... yyy ona całuje Ciebie to pomyślałam, że skoro ty tak odwzajemniasz Moje uczucie ... Po prostu chciałam żebyś poczuł co ja wtedy, gdy Was zobaczyłam - powiedziała
Chwilę staliśmy w milczeniu. W końcu zapytałem
- Winnie, wybaczysz mi ?
Winnie ???
- Winnie ... - zacząłem, ale mi przerwała
- DAJ MI SPOKÓJ. NIE CHCĘ CIĘ NIGDY WIĘCEJ WIDZIEĆ - krzyknęła i pobiegła w stronę Cypel High.
Oczywiście pobiegłem za Nią. Muszę jej to wszystko wyjaśnić. Dogoniłem ją dopiero na cyplu.
- Co robisz ? - zapytałem
- Mówiłam Ci, nie chcę Cię widzieć. Mam już dość tego wszystkiego - szepnęła
- Dlatego chcesz się zabić ?
- Dlatego ... - spuściła wzrok
W tym samym momencie podszedłem do Niej i mocno ją złapałem.
- PUŚĆ. To boli - warknęła
- Nie dałaś mi tego wyjaśnić ...
- To słucham - przewróciła oczami
- Po pierwsze : Cieszę się, że wróciłaś. Po drugie : Nie całowałem się z Honey. Po trzecie : PO CO CAŁOWAŁAŚ TEGO MATT'A ?
- Nie całowałeś się z Honey ??? Wiesz, widziałam coś innego - znowu spuściła swój wzrok
- To ona, Mnie pocałowała, a nie na odwrót
- Serio ? - podniosła na Mnie wzrok
- Serio - uśmiechnąłem się
- Czyli, z Nią ... Cię nic ... nie łączy - wydusiła z siebie
- Nic, a nic. Tylko Ciebie kocham
- Naprawdę ? - zapytała
- Tak. I jeszcze jedno pytanie : Czemu pocałowałaś tego Matt'a ? - zapytałem
- To przez to, że ... kiedy widziałam jak całujesz Honey ... yyy ona całuje Ciebie to pomyślałam, że skoro ty tak odwzajemniasz Moje uczucie ... Po prostu chciałam żebyś poczuł co ja wtedy, gdy Was zobaczyłam - powiedziała
Chwilę staliśmy w milczeniu. W końcu zapytałem
- Winnie, wybaczysz mi ?
Winnie ???
czwartek, 4 czerwca 2015
Od Lonlay- CD opoiadania Levar'a
- Jasne.- lekko się uśmiechnęłam.
Szliśmy długo w milczeniu. Raz tylko zerkałam na Levar'a. Chyba był obrażony. Po chwili jednak zapytał.
- Co ci mówił Ron?-szepnął.
- Różne okropne rzeczy o tobie... I że podoba ci się Honey.- przyznałam.
- Mi? Honey?- zdziwił się.
- No tak...- odpowiedziałam.- Ja też to zauważyłam.
Było słychać tylko różne plany Levar'a jak tu zbić i ośmieszyć Ron'a. Nie powstrzymywałam go bo w sumie jak dla mnie nie wygląda na zbyt przyjaznego. Po chwili równie zaczęłam coś przemyślać.
- To jak nie Honey to kto ci się podoba?- zapytałam tak po prostu.
- Tajemnica.- uśmiechnął się.
- Ale ja chcę wiedzieć!- równie się uśmiechnęłam.
- Może kiedyś się dowiesz...
- Czyl teraz mi nie powiesz?- zrobiłam maślane oczka.
Levar? Sorka... Brak weny. I chcę wiedzieć kto się podoba dla Levusia >.< xd
Szliśmy długo w milczeniu. Raz tylko zerkałam na Levar'a. Chyba był obrażony. Po chwili jednak zapytał.
- Co ci mówił Ron?-szepnął.
- Różne okropne rzeczy o tobie... I że podoba ci się Honey.- przyznałam.
- Mi? Honey?- zdziwił się.
- No tak...- odpowiedziałam.- Ja też to zauważyłam.
Było słychać tylko różne plany Levar'a jak tu zbić i ośmieszyć Ron'a. Nie powstrzymywałam go bo w sumie jak dla mnie nie wygląda na zbyt przyjaznego. Po chwili równie zaczęłam coś przemyślać.
- To jak nie Honey to kto ci się podoba?- zapytałam tak po prostu.
- Tajemnica.- uśmiechnął się.
- Ale ja chcę wiedzieć!- równie się uśmiechnęłam.
- Może kiedyś się dowiesz...
- Czyl teraz mi nie powiesz?- zrobiłam maślane oczka.
Levar? Sorka... Brak weny. I chcę wiedzieć kto się podoba dla Levusia >.< xd
Nowa suczka!- Sombre
Imię : Sombre
Ksywka : Brak, imię jej wystarczy.
Głos : Still here – Digital Daggers
Rasa : Border Collie
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 16 dzień lata
Stanowisko : Zielarz
Rodzina : ...Długo by opowiadać.
Partner : Szuka partnera, chciałaby znaleźć.
Młode : Brak... Chciałaby mieć.
Charakter : Zabawna, miła i opiekuńcza suczka. Prawie nigdy się nie denerwuje. Jest cierpliwa i lubi szczenięta. Jest dobrą przyjaciółką. To oddana członkini sfory.
Historia : Urodzona w lesie od dzieciństwa zajmowała się roślinami, uczyła się je rozróżniać. Potem działo się wiele...Błąkała się samotnie. Znalazła tę watahę i dołączyła.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Gaja80
Ksywka : Brak, imię jej wystarczy.
Głos : Still here – Digital Daggers
Rasa : Border Collie
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 16 dzień lata
Stanowisko : Zielarz
Rodzina : ...Długo by opowiadać.
Partner : Szuka partnera, chciałaby znaleźć.
Młode : Brak... Chciałaby mieć.
Charakter : Zabawna, miła i opiekuńcza suczka. Prawie nigdy się nie denerwuje. Jest cierpliwa i lubi szczenięta. Jest dobrą przyjaciółką. To oddana członkini sfory.
Historia : Urodzona w lesie od dzieciństwa zajmowała się roślinami, uczyła się je rozróżniać. Potem działo się wiele...Błąkała się samotnie. Znalazła tę watahę i dołączyła.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Gaja80
Runa nie żyje!
Ksywka : Brak.
Głos : Melanie Martinez
Rasa : Border Collie
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 9 dzień wiosny
Stanowisko : Wojownik Północny
Rodzina : ...Nikomu o tym nie mówi.
Partner : Szuka! Bardzo, ale to bardzo chciałaby znaleźć.
Młode : Chciałaby mieć, brak.
Charakter : Jest miła, towarzyska i zabawna. Uwielbia poznawać nowe psy. Potrafi jednak być bardzo agresywna. Z początku może wyglądać na nieśmiałą, ale taka nie jest. To odważna suczka, gotowa poświęcić życie za kogoś kochanego.
Historia : Runa pamięta tylko warczenie, skowyty i wycie. Wszystko ją bolało, świat był rozmazany. Czuła, że co chwilę ktoś ją gryzie. W końcu padła. Otworzywszy błękitne oczy zauważyła, że leży na terytorium tej sfory. Co najdziwniejsze, jej ran już nie było. Znalazła tę watahę i dołączyła do niej.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Gaja80
[Powód]
Nieznany...
[*]
Od Codie'go- CD opowiadania Mey
Nie chciałem się dopytywać o tego Gorssiego'o. Ale ja nigdy nie potrafię się powstrzymać od czegoś czego bardzo chcę.
- Ale skąd znasz tego Gorssie?- zapytałem cicho.
- Nie ważne...- zaczęła po czym dodała.- Nie czuj się urażony.
- Spoko.- przyznałem.- Nie muszę wszystkiego o tobie wiedzieć. I o twoich problemach.
Suczka lekko się uśmiechnęła. Słońce zaczęło chować się za dalekimi lasami. Wtem wracaliśmy właśnie do naszych jaskiń. Pożegnaliśmy się udaliśmy się w kimono... xd
***nazajutrz***
Wstałem i od razu poszedłem do Mey. Nie było jej w jaskini więc zapytałem Giselle gdzie jest.
- Jest Mey?- zadałem uprzejme pytanie.
- Nie. Wyszła jakąś godzinę temu.- uśmiechnęła się.
- Dziękuję.
Poszedłem od razu jej szukać. Gdzie ona mogła tak wcześnie się zerwać.
- Meyyy?!?!- krzyczałem.- Gdzie jesteeeeś?!??!
Mey? No gdziesz ty jesteś? xd
- Ale skąd znasz tego Gorssie?- zapytałem cicho.
- Nie ważne...- zaczęła po czym dodała.- Nie czuj się urażony.
- Spoko.- przyznałem.- Nie muszę wszystkiego o tobie wiedzieć. I o twoich problemach.
Suczka lekko się uśmiechnęła. Słońce zaczęło chować się za dalekimi lasami. Wtem wracaliśmy właśnie do naszych jaskiń. Pożegnaliśmy się udaliśmy się w kimono... xd
***nazajutrz***
Wstałem i od razu poszedłem do Mey. Nie było jej w jaskini więc zapytałem Giselle gdzie jest.
- Jest Mey?- zadałem uprzejme pytanie.
- Nie. Wyszła jakąś godzinę temu.- uśmiechnęła się.
- Dziękuję.
Poszedłem od razu jej szukać. Gdzie ona mogła tak wcześnie się zerwać.
- Meyyy?!?!- krzyczałem.- Gdzie jesteeeeś?!??!
Mey? No gdziesz ty jesteś? xd
Od Jocker'a- CD opowiadania Atheny
Może z raz dostałem ale większość ruchów unikałem. Nagle pojawił się Alex. Athie ciągle krzyczała te słowa co na początku. Byłem zdziwiony jej reakcją. Teraz każda suczka chce się całować z innym niż swój kochanek. To dziwne! Dobrze że nie było Rachel. Ale nic nie odpowiadałem. Suczka chyba nie chciała żeby Alex to usłyszał więc jak go zobaczyła ściszyła głos niemal że do szeptu. Potem ustała i odsunęła się ode mnie. Ja też daleeeeko się odsunąłem od niej i od psa. Nie chciałem nic mówić. Rzuciłem tylko pod wiatr.
- Nie chciałem cię pocałować...- kaszlnąłem.
Po tych słowach odszedłem. Nie odwracałem się choć na chwilę bo nie chciałem widzieć ich reakcji ani też kłótni. Po chwili byłem już głęboko w lesie. Spotkałem tam Rachel. Była trochę przybita ale ja na jej widok podbiegłem szybko i chciałem ją uściskać. Ta odsunęła się szybko i z nadal zwieszoną głową zaczęła popłakiwać.
- Co się stało?...- podniosłem łapą jej mordkę.
- Athena mi wszystko opowiedziała...- szepczała.- To co się działo na imprezie...
- I ty jej wierzysz?- wkurzyłem się ale na Athie.- Nie zbliżałem się nawet do niej a ona chciała tylko zwrócić uwagę na ten jej rudy pysk.
Rachel zdziwiło trochę moje podejście do sytuacji.
- Ale... Gdybym tam była bardziej bym wierzyła tobie. A teraz nie wiem.- mówiła trochę peniej.
- Poza tym mówiła ,,Czemu CHCIAŁEŚ mnie pocałować?!''-. Przypomniałem.- Więc na pewno tego nie zrobiłem.
- Ale... Nie wiem... I...- wtem jej przerwałem pocałunkiem.
Trzymałem swoje wargi przy jej dość długo po czym nie starczyło na tchu. Odessałem się w końcu a Rachel powiedziała.
- Nie będę się już na ciebie gniewać ale czemu myślisz że pocałunek zawsze wszystko naprawi?!- powiedziała.
- Nie wiem ale na pewno pokaże jak bardzo mi na tobie zależy...
- Muszę iść.- rzuciła.- Papa.
Na pożegnanie zdecydowała się mnie pocałować. Przynajmniej ta kłótnia jest już skończona. Poszedłem teraz do mojej jaskini to wszystko przemyśleć i roztrzaskać sobie czaszkę...
*** Z rana ***
Wstałem z małym bólem głowy po tym wczorajszym waleniem łbem w ścianę. Poszedłem na łąkę. Na łące zauważyłem Theosia który chyba poprawi mi humor.
- Cześć.- ucieszyłem się.
- Hejo...- westchnął.
- Problemy jakieś?- zauważyłem jego zmartwienie.
- Ehhh tak...- przyznał.
- Wal.- poklepałem go po plecach.
- Na ostatniej imprezie Honey poniosło i zaczęła mnie całować. A potem się zapytała czy poudaje jej chłopaka. No i Winnie wróciła z takim Mattem ale to jeszcze nie koniec bo zauważyła jak całuję się z Honey przez przypadek. I ona pocałowała Matta żebym był zazdrosny. I teraz nie wiem co mam dalej zrobić... Naprawić związek z Winnie czy raczej pójść do Honey.
- Jeszcze się zastanawiasz?!- oburzyłem się.- Pierwsza zawsze jest ta prawdziwa. Nie ma tak że jest jedna a ty w czasie kiedy gdzieś wyjechała znajdujesz sobie nową. Wygląda to tak jakbyś chciał żeby wyjechała aby mieć więcej czasu na wybranie sobie nowej. Czy tak jest?
- No jasne że nie!!!
- No właśnie! Więc weź się chłopie ogarnij i pomyśl trochę! Winnie nigdy by ciebie tak nie wystawiła...
- A co z tym pocałunkiem z Mattem?- przypomniał.
- Jak ty pocałowałeś Honey to miała powody bo chciała żeby ci też się zrobiło dziwnie... Ale teraz przyszedł czas na powrót do trzeźwości.
Theo?
- Nie chciałem cię pocałować...- kaszlnąłem.
Po tych słowach odszedłem. Nie odwracałem się choć na chwilę bo nie chciałem widzieć ich reakcji ani też kłótni. Po chwili byłem już głęboko w lesie. Spotkałem tam Rachel. Była trochę przybita ale ja na jej widok podbiegłem szybko i chciałem ją uściskać. Ta odsunęła się szybko i z nadal zwieszoną głową zaczęła popłakiwać.
- Co się stało?...- podniosłem łapą jej mordkę.
- Athena mi wszystko opowiedziała...- szepczała.- To co się działo na imprezie...
- I ty jej wierzysz?- wkurzyłem się ale na Athie.- Nie zbliżałem się nawet do niej a ona chciała tylko zwrócić uwagę na ten jej rudy pysk.
Rachel zdziwiło trochę moje podejście do sytuacji.
- Ale... Gdybym tam była bardziej bym wierzyła tobie. A teraz nie wiem.- mówiła trochę peniej.
- Poza tym mówiła ,,Czemu CHCIAŁEŚ mnie pocałować?!''-. Przypomniałem.- Więc na pewno tego nie zrobiłem.
- Ale... Nie wiem... I...- wtem jej przerwałem pocałunkiem.
Trzymałem swoje wargi przy jej dość długo po czym nie starczyło na tchu. Odessałem się w końcu a Rachel powiedziała.
- Nie będę się już na ciebie gniewać ale czemu myślisz że pocałunek zawsze wszystko naprawi?!- powiedziała.
- Nie wiem ale na pewno pokaże jak bardzo mi na tobie zależy...
- Muszę iść.- rzuciła.- Papa.
Na pożegnanie zdecydowała się mnie pocałować. Przynajmniej ta kłótnia jest już skończona. Poszedłem teraz do mojej jaskini to wszystko przemyśleć i roztrzaskać sobie czaszkę...
*** Z rana ***
Wstałem z małym bólem głowy po tym wczorajszym waleniem łbem w ścianę. Poszedłem na łąkę. Na łące zauważyłem Theosia który chyba poprawi mi humor.
- Cześć.- ucieszyłem się.
- Hejo...- westchnął.
- Problemy jakieś?- zauważyłem jego zmartwienie.
- Ehhh tak...- przyznał.
- Wal.- poklepałem go po plecach.
- Na ostatniej imprezie Honey poniosło i zaczęła mnie całować. A potem się zapytała czy poudaje jej chłopaka. No i Winnie wróciła z takim Mattem ale to jeszcze nie koniec bo zauważyła jak całuję się z Honey przez przypadek. I ona pocałowała Matta żebym był zazdrosny. I teraz nie wiem co mam dalej zrobić... Naprawić związek z Winnie czy raczej pójść do Honey.
- Jeszcze się zastanawiasz?!- oburzyłem się.- Pierwsza zawsze jest ta prawdziwa. Nie ma tak że jest jedna a ty w czasie kiedy gdzieś wyjechała znajdujesz sobie nową. Wygląda to tak jakbyś chciał żeby wyjechała aby mieć więcej czasu na wybranie sobie nowej. Czy tak jest?
- No jasne że nie!!!
- No właśnie! Więc weź się chłopie ogarnij i pomyśl trochę! Winnie nigdy by ciebie tak nie wystawiła...
- A co z tym pocałunkiem z Mattem?- przypomniał.
- Jak ty pocałowałeś Honey to miała powody bo chciała żeby ci też się zrobiło dziwnie... Ale teraz przyszedł czas na powrót do trzeźwości.
Theo?
Od Honey CD Theo
Theo się zgodził. Dzięki niemu w końcu będę mogła zemścić się na Roney'u. Nie myślałam też, czemu wybrałam akurat Four. Może dlatego, że to brat Rona? Nie... Był jeszcze jeden powód, ale nie chciałam się do niego przyznawać. W tym momencie do pokoju w którym byłam z Cztery, wpadł Levar razem z moim eks. W jednej sekundzie przyssałam się do Theo.
- ZDRADZASZ MNIE... Z MOIM BRATEM!!! - ryknął Roney. Był wciekły.
- Przypominam ci, że ze mną zerwałeś. Więc cię nie zdradzam. A Theo to mój chłopak, pogódź się z tym - rzekłam.
- Chłopak?! - wybałuszył oczy Levar.
- Tak. Chodź, kochanie - ostatnie słowa powędrowały do Four. Wyszliśmy z jaskini, słysząc jeszcze połączony wrzask Leva i Rona:
- JESZCZE CI POKAŻEMY, THEO!!!
Zaciągnęłam spłoszonego Cztery na plażę.
- Nic ci nie zrobią - uspokoiłam go.
- Mam nadzieję -mruknął.
- Musimy dopracować nasz plan - rzekłam.
- No tak...
- ZDRADZASZ MNIE... Z MOIM BRATEM!!! - ryknął Roney. Był wciekły.
- Przypominam ci, że ze mną zerwałeś. Więc cię nie zdradzam. A Theo to mój chłopak, pogódź się z tym - rzekłam.
- Chłopak?! - wybałuszył oczy Levar.
- Tak. Chodź, kochanie - ostatnie słowa powędrowały do Four. Wyszliśmy z jaskini, słysząc jeszcze połączony wrzask Leva i Rona:
- JESZCZE CI POKAŻEMY, THEO!!!
Zaciągnęłam spłoszonego Cztery na plażę.
- Nic ci nie zrobią - uspokoiłam go.
- Mam nadzieję -mruknął.
- Musimy dopracować nasz plan - rzekłam.
- No tak...
* Jakiś czas później *
- To chyba już wszystko, nie? - spytałam.
- Chyba tak - ziewnął Four.
- To dobrze. Słuchaj, czy ty kochasz Winnie? - nagle zmieniłam temat.
- Taaaak... - zdziwił się - A co?
- Wiem, że to twoja dziewczyna i w ogóle... Ale wybrałam cię do roli "udawacza" nie tylko dlatego, że jesteś bratem Roney'a - nachyliłam się do niego tak, że prawie dotykałam pyszczkiem jego ucha - Tylko dlatego, że cię kocham...
Theo??? xD
Ingram jest w ciąży!
Gratulacje!
Mama: Ingram
Ojciec: Vincent
Ilość szczeniaków w miocie: 3 (2 psy i 1 suczka)
Początek ciąży: 4.06.2015
Koniec ciąży: 11.06.2015
Lekarz prowadzący: Alana
Od Levar'a- CD opowiadania Lonlay
Uśmiechnąłem się zawadiacko.
-Przejdziemy się? Coś upolujemy? Może pójdziemy po kogoś? - Zaproponowałem.
-Jak chcesz, mi odpowiada opcja polowania bo jestem głodna...
*Po upolowaniu królika*
Zmęczyliśmy się bieganiem w kółko za tym małym szarym zającem. Westchnąłem i położyłem się na plecach wpatrując się w niebo.
-Levar?
-Tak?
-Może byśmy po kogoś poszli? No na przykład Theo, Honey itp.?
-Okej, chodźmy.
Doszliśmy do jaskini Theo. Ucieszyłem się że po raz pierwszy nie ma tam mojego brata.
-Cześć Theo! - Krzyknąłem. - Idziesz?
-Jasne! Już tylko zawołam Honey, Roney'a i Niklaus'a.
*Na miejscu*
Biegaliśmy wesoło po polach. Nagle wpadłem na Honey, a Lonlay na Roney'a. Hon patrzyła się w moje oczy, i nic nie potrafiła powiedzieć.
-Honey? Wszystko w porządku? - Zapytałem.
Nagle podszedł Roney i coś powiedział Hon na ucho. Ta się otrząsnęła i krzyknęła :
-Jak mogłeś?!
Miałem mieszane myśli patrząc na Odchodzących Roney'a i Lonlay.
-Lonlay?! Gdzie idziesz z tym rudzielcem? - Krzyknąłem.
-Nie twoja sprawa białasie. - Burknął Roney.
Honey poleciała za nimi, a ja zostałem daleko w tyle. Szedłem spokojnie, bo nie interesowało mnie to, co oni tam robią, o czym gadają. Zaraz zobaczyłem Roney'a idącego z Honey. Uśmiechnięci, a Lonlay za nimi drepce w moją stronę.
-Co tu robisz?
-Nic...Idę do domu. - Powiedziałem.
-Aha...
-Odprowadzić cię? - Palnąłem.
Lonlay ?
Od Video - CD opowiadania Abby
To było dosyć dziwne. Znałem tą suczkę, nie więcej niż minutę, a Ta już zaprasza mnie na spotkanie.
- Abby, niestety nie przyjdę - odparłem bezpłciowo i spojrzałem melancholijnie na niebo.
- Czemu niby? Przed chwilą powiedziałeś, że możesz - w jej głosie była nutka załamania.
- Mam być szczery, czy miły? - zapytałem spokojnie, opuszczając wzrok.
- Szczery - odpowiedziała suczka, patrząc na mnie błagalnie.
- Nie znam Cię - rzuciłem i spokojnie obszedłem ją. Później poszedłem w swoją stronę. Jak ja nienawidzę takich, którzy tak robią. W sumie, ja też pewnie tak robię no ale cóż. Przekręciłam głowę i poszedłem gdzieś w tereny sfory.
- Abby, niestety nie przyjdę - odparłem bezpłciowo i spojrzałem melancholijnie na niebo.
- Czemu niby? Przed chwilą powiedziałeś, że możesz - w jej głosie była nutka załamania.
- Mam być szczery, czy miły? - zapytałem spokojnie, opuszczając wzrok.
- Szczery - odpowiedziała suczka, patrząc na mnie błagalnie.
- Nie znam Cię - rzuciłem i spokojnie obszedłem ją. Później poszedłem w swoją stronę. Jak ja nienawidzę takich, którzy tak robią. W sumie, ja też pewnie tak robię no ale cóż. Przekręciłam głowę i poszedłem gdzieś w tereny sfory.
Od Mey - CD opowiadania Codie'go
Westchnęłam i rozejrzałam się wokół. Byliśmy w centrum sfory.
- To co teraz robimy? - zapytałam patrząc na Codie'go.
- Nie wiem - odpowiedział wzruszając ramionami - Możemy gdzieś iść - mruknął.
- Może powiemy o tych ludziach? - zapytałam z lękiem przed nimi.
- Przecież ich już nie ma - odpowiedział pewnie Cod, wstał i uśmiechnął się zwycięsko. Westchnęłam, ale uśmiechnąłem się lekko. Położyłam mu łapę na karku.
- Ale oni mogą wrócić - powiedziała cicho, drżącym głosem. Jak sobie ich przypomnę... To nawet gorsze od Gorssie'go. Dobrze, że go nie widziałam...
- Kto to Gorssie? - do mojej podświadomości wdarł się głos Codie'go.
- To nikt ważny - westchnęłam i przetarłam oczy. Nie wiem dlaczego, ale na samą myśl o nim chciało mi się płakać, ale również go zabić...
Codie? Sorry, że tak długo, ale totalny brak czasu...
- To co teraz robimy? - zapytałam patrząc na Codie'go.
- Nie wiem - odpowiedział wzruszając ramionami - Możemy gdzieś iść - mruknął.
- Może powiemy o tych ludziach? - zapytałam z lękiem przed nimi.
- Przecież ich już nie ma - odpowiedział pewnie Cod, wstał i uśmiechnął się zwycięsko. Westchnęłam, ale uśmiechnąłem się lekko. Położyłam mu łapę na karku.
- Ale oni mogą wrócić - powiedziała cicho, drżącym głosem. Jak sobie ich przypomnę... To nawet gorsze od Gorssie'go. Dobrze, że go nie widziałam...
- Kto to Gorssie? - do mojej podświadomości wdarł się głos Codie'go.
- To nikt ważny - westchnęłam i przetarłam oczy. Nie wiem dlaczego, ale na samą myśl o nim chciało mi się płakać, ale również go zabić...
Codie? Sorry, że tak długo, ale totalny brak czasu...
Od Jack'a
Był piękny poranek.Wstałem i popatrzyłam a resztę rodzeństwa.Tata pewnie
poszedł coś upolować. Powoli wyszłem z jaskini. Cudownie było patrzeć
na wschodzące słońce.Pobiegłem na łąkę. Niestety musiałem na kogoś
wpaść.Była tu suczka goldena retrivera. Dosyć ładna.Pomogłem jej wstać.
-Przepraszam-powiedziałem
-Nic się nie stało-jestem Avendeer
-Ładne imię-ja jestem Jack
-Też ładne
-Pobawimy się?-spytałem
-Ok..berek!-krzyknęła i zaczęła uciekać.
Goniłem ją z jakieś 5 minut a potem runąłem na ziemie wyczerpany.
Podbiegła do mnie i zaczęła się śmiać.
-To się nazywa przegrana..-chytrze się uśmiechnęła.
-A to wygrana!-pacnąłem ją w łapę i zacząłem uciekać.
Tym razem ona usiadła ze zmęczenia. Podeszłem do niej.
-Przynajmniej jesteśmy fair-zaśmiałem się
Avendeer?
-Przepraszam-powiedziałem
-Nic się nie stało-jestem Avendeer
-Ładne imię-ja jestem Jack
-Też ładne
-Pobawimy się?-spytałem
-Ok..berek!-krzyknęła i zaczęła uciekać.
Goniłem ją z jakieś 5 minut a potem runąłem na ziemie wyczerpany.
Podbiegła do mnie i zaczęła się śmiać.
-To się nazywa przegrana..-chytrze się uśmiechnęła.
-A to wygrana!-pacnąłem ją w łapę i zacząłem uciekać.
Tym razem ona usiadła ze zmęczenia. Podeszłem do niej.
-Przynajmniej jesteśmy fair-zaśmiałem się
Avendeer?
Od Atheny - CD opowiadania Alex'a
Co mam mu powiedzieć ? Co mam mu powiedzieć ? CO MAM MU POWIEDZIEĆ ? Co, że go zdradziłam na pierwszej lepszej imprezie ???
- Athena - powiedział
Ja dalej nic nie odpowiadałam. Cisza, Cisza, Cisza. Po kolejnych 5 minutach w ciszy, krzyknął :
- Wyjaśnisz mi to ?
Nagle, niektóre wspomnienia, wczorajszej nocy wróciły.
- Nie ważne - wysyczałam przez zęby
Złapał Mnie za łapę.
- Czyli, Mnie zdradziłaś ? - zapytał
- A jak myślisz ? - wyrwałam mu się
Pobiegłam. Wiedziałam dokąd mam biec. Dziwne nic nie czułam. Nic, a nic. Nagle doszczegłam cel Mojego biegu. Jocker. Podbiegłam do Niego.
- Jocker - krzyknęłam
- CO ?
- Nie rozumiem już czemu tak nastawiałeś Alex'a przeciwko Mnie
? Czemu ? Przez to, że wczoraj Cię nie pocałowałam ? Przez to ? - zaczełam okładać go pięściami
Nagle za Nami pojawił się Alex ...
Jocker??? Sorry, taką miałam wenę nic nie poradzę
- Athena - powiedział
Ja dalej nic nie odpowiadałam. Cisza, Cisza, Cisza. Po kolejnych 5 minutach w ciszy, krzyknął :
- Wyjaśnisz mi to ?
Nagle, niektóre wspomnienia, wczorajszej nocy wróciły.
- Nie ważne - wysyczałam przez zęby
Złapał Mnie za łapę.
- Czyli, Mnie zdradziłaś ? - zapytał
- A jak myślisz ? - wyrwałam mu się
Pobiegłam. Wiedziałam dokąd mam biec. Dziwne nic nie czułam. Nic, a nic. Nagle doszczegłam cel Mojego biegu. Jocker. Podbiegłam do Niego.
- Jocker - krzyknęłam
- CO ?
- Nie rozumiem już czemu tak nastawiałeś Alex'a przeciwko Mnie
? Czemu ? Przez to, że wczoraj Cię nie pocałowałam ? Przez to ? - zaczełam okładać go pięściami
Nagle za Nami pojawił się Alex ...
Jocker??? Sorry, taką miałam wenę nic nie poradzę
Od Winnie
Leżałam spokojnie na plaży. Mój przyjaciel Matt leżał obok mnie.
-Wiesz Matt, może bym wróciła do sfory? - Zapytałam.
-Jak chcesz. - Puścił do mnie oczko.
Wstałam i otrzepałam się z piachu. Wskoczyłam do wody, a gdy z niej wyszłam moja sierść błyszczała w słońcu. Matt podszedł do mnie i lekko przytulił. Uśmiechnęłam się do niego i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Szybko znaleźliśmy się na terenach nizinnych. Wskoczyliśmy do pociągu.
*Na miejscu*
Spokojnie wyskoczyłam z pociągu, a Matt za mną. Pomaszerowałam do jaskini Shiry.
-Cześć! Wróciłam! To jest Matthew, czyli Matt. - Przedstawiłam mojego przyjaciela.
-Winnie! Jakaś ty duża! - Przytuliła mnie. Matt nie wyglądał na zadowolonego, ale także się przywitał. Od razu po obiedzie pobiegliśmy do alf spytać się, czy go przyjmą. Ucieszona pozytywną odpowiedzią wyruszyłam poszukać Theo. Matt towarzyszył mi cały czas. Z oczu wypłynęło mi całe morze łez, widząc Theo całującego się z Honey. Jeszcze do tego ona się pyta czy poudaje jej chłopaka!!! Byłam wściekła. Podczas mojej nieobecności mój partner zakochuje się w innej?! Skoro on tak, odwzajemnia moje uczucia, ja zrobię tak samo! Odwróciłam się w stronę Matt'a, a chwilę później go pocałowałam. Pies lekko się zdziwił, ale się ucieszył.
-Theo? Można na chwilę? - Zapytałam z sarkazmem.
-Winnie?! Wróciłaś...-Powiedział.
-Tak, to ja. Widzę, że masz nową dziewczynę? Spoko, ja też mam nowego chłopaka. - Parsknęłam wrednie.
-Ale ja nie...Winnie co ty wygadujesz?!
-Widziałam! Całowałeś się z nią chwilę temu!! - Krzyknęłam i położyłam uszy po sobie. Matt nie chciał słuchać naszej kłótni więc uciekł .
Theo?
-Wiesz Matt, może bym wróciła do sfory? - Zapytałam.
-Jak chcesz. - Puścił do mnie oczko.
Wstałam i otrzepałam się z piachu. Wskoczyłam do wody, a gdy z niej wyszłam moja sierść błyszczała w słońcu. Matt podszedł do mnie i lekko przytulił. Uśmiechnęłam się do niego i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Szybko znaleźliśmy się na terenach nizinnych. Wskoczyliśmy do pociągu.
*Na miejscu*
Spokojnie wyskoczyłam z pociągu, a Matt za mną. Pomaszerowałam do jaskini Shiry.
-Cześć! Wróciłam! To jest Matthew, czyli Matt. - Przedstawiłam mojego przyjaciela.
-Winnie! Jakaś ty duża! - Przytuliła mnie. Matt nie wyglądał na zadowolonego, ale także się przywitał. Od razu po obiedzie pobiegliśmy do alf spytać się, czy go przyjmą. Ucieszona pozytywną odpowiedzią wyruszyłam poszukać Theo. Matt towarzyszył mi cały czas. Z oczu wypłynęło mi całe morze łez, widząc Theo całującego się z Honey. Jeszcze do tego ona się pyta czy poudaje jej chłopaka!!! Byłam wściekła. Podczas mojej nieobecności mój partner zakochuje się w innej?! Skoro on tak, odwzajemnia moje uczucia, ja zrobię tak samo! Odwróciłam się w stronę Matt'a, a chwilę później go pocałowałam. Pies lekko się zdziwił, ale się ucieszył.
-Theo? Można na chwilę? - Zapytałam z sarkazmem.
-Winnie?! Wróciłaś...-Powiedział.
-Tak, to ja. Widzę, że masz nową dziewczynę? Spoko, ja też mam nowego chłopaka. - Parsknęłam wrednie.
-Ale ja nie...Winnie co ty wygadujesz?!
-Widziałam! Całowałeś się z nią chwilę temu!! - Krzyknęłam i położyłam uszy po sobie. Matt nie chciał słuchać naszej kłótni więc uciekł .
Theo?
Od Skyres CD Indiany
- Cieszę się - uśmiechnęłam się do Aurory - A ty, Ares, podzielasz zdanie brata? - zapytałam Aresa.
- Tak. Oboje nienawidzimy szczeniaków - warknął.
- Wy sami jeszcze nimi jesteście - zwrócił mu uwagę Indy, a oni obaj się obrazili.
- White, a ty co o tym sądzisz? - rzekłam delikatnie do Whi.
- Nic. Nie obchodzi mnie to, bo was nie obchodzi co ja czuję! - warknął tak samo jak Ares.
- O co chodzi? - zdziwiłam się.
- O MEREDITH!!! - wrzasnął Biały i wybiegł. Westchnęłam cichutko i spojrzałam na mojego męża.
Indiana?
- Tak. Oboje nienawidzimy szczeniaków - warknął.
- Wy sami jeszcze nimi jesteście - zwrócił mu uwagę Indy, a oni obaj się obrazili.
- White, a ty co o tym sądzisz? - rzekłam delikatnie do Whi.
- Nic. Nie obchodzi mnie to, bo was nie obchodzi co ja czuję! - warknął tak samo jak Ares.
- O co chodzi? - zdziwiłam się.
- O MEREDITH!!! - wrzasnął Biały i wybiegł. Westchnęłam cichutko i spojrzałam na mojego męża.
Indiana?
Od Ingram CD Vincenta
- Możemy iść - zgodziłam się ochoczo. W jaskini mojej siostry, była ona, Indy i ich dzieci. Akurat jedli obiad.
- Wchodźcie, wchodźcie! - zawołała Sky, będąca we wspaniałym nastroju.
- Przepraszam, że tak bez zapowiedzi - mruknęłam ze skruchą.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się Indiana. Co oni tacy uśmiechnięci?
- Ingram, Vincent - zaczęła mówić moja siostra - Jestem w ciąży!
Strasznie się ucieszyłam. Przytuliłam Skyres i dowiedziałam się o ilości i płci malców.
- To teraz ja coś powiem - odchrząknęłam - Dziś rano Vincent mi się oświadczył. Przemyślałam to i się zgadzam.
Wszyscy zaczęli mnie przytulać, a Vin mnie pocałował.
- Wchodźcie, wchodźcie! - zawołała Sky, będąca we wspaniałym nastroju.
- Przepraszam, że tak bez zapowiedzi - mruknęłam ze skruchą.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się Indiana. Co oni tacy uśmiechnięci?
- Ingram, Vincent - zaczęła mówić moja siostra - Jestem w ciąży!
Strasznie się ucieszyłam. Przytuliłam Skyres i dowiedziałam się o ilości i płci malców.
- To teraz ja coś powiem - odchrząknęłam - Dziś rano Vincent mi się oświadczył. Przemyślałam to i się zgadzam.
Wszyscy zaczęli mnie przytulać, a Vin mnie pocałował.
* Następnego dnia *
Dzisiaj źle się czułam, więc zrobiłam sobie badania kontrolne. Gdy już wszystko wiedziałam, poszłam do mojego narzeczonego.
- Vincent, ja... jestem w ciąży.
Vincent???
Od Theo - CD opowiadania Honey
Kłopoty. Gdy podeszła do Mnie, Honey wiedziałem, że coś się stanie. No
się doczekałem. Pocałowała Mnie. Ron, Mnie zamorduje. Ja to zawsze
wpakuje się w kłopoty. Kurde, jak Roney powie Winnie o tym pocałunku,
ona też Mnie zabije. Nareszcie się ode Mnie oderwała. Popatrzyłem na
swojego brata. Jemu i Levar'owi szczęka opadła.
- THEO ZBIJĘ CIĘ! - krzyknął Ron
- A JA MU W TYM POMOGĘ! - wtórował mu Lev.
Już chcieli się na Mnie rzucić, ale byłem szybszy. Schyliłem się, a oni wpadli na ścianę. W tym samym momencie obróciłem się do Honey, a ona ... znowu Mnie pocałowała. Nie no 2 razy w przeciągu niecałych 5 minut. Moje cholerne szczęście.
- Możesz mi to wyjaśnić ? - warknąłem, po 2 pocałunku
- Sorry ... - szepnęła, kiedy zauważyła, że Roney i Levar się podnoszą, PO RAZ 3 MNIE POCAŁOWAŁA.
Miny tej dwójki, były przekomiczne. Z ust Ron'a można było wyczytać : " Nie no go całujesz 3 razy w ciągu 5 minut. A Mnie najwyżej całowałaś raz na dzień ". W tym samym czasie Honey pociągnęła Mnie w głab jaskini.
- Co ty sobie myślisz ? Jak mogłaś Mnie pocałować ? Ja mam dziewczynę. DZIEWCZYNĘ - ochrzaniałem ją
- To wytrzymaj z Nimi 2 tygodnie. Ciągle jest tak jak na tej imprezie - wyjaśniła
Kiedy już trochę ochłonąłem, powiedziała :
- Theo, mam prośbę. Mógłbyś poudawać Mojego chłopaka ?
- CO ???
- Proszę Cię ... - zrobiła maślane oczka. Na szczęście na Mnie działają tylko maślane oczka Winnie.
- Za żadne skarby
- To mam powiedzieć Evelyn o 6 imprezach, urządzonych przez Ciebie tutaj, na którym Jej nie było ? - odparła
- To jest szantaż
- Nazywaj to jak chcesz. To jak ? - uśmiechnęła się
- Dobra - powiedziałem, myśląc o piekle jakie zrobiła mi Elyn ...
Honey ???
- THEO ZBIJĘ CIĘ! - krzyknął Ron
- A JA MU W TYM POMOGĘ! - wtórował mu Lev.
Już chcieli się na Mnie rzucić, ale byłem szybszy. Schyliłem się, a oni wpadli na ścianę. W tym samym momencie obróciłem się do Honey, a ona ... znowu Mnie pocałowała. Nie no 2 razy w przeciągu niecałych 5 minut. Moje cholerne szczęście.
- Możesz mi to wyjaśnić ? - warknąłem, po 2 pocałunku
- Sorry ... - szepnęła, kiedy zauważyła, że Roney i Levar się podnoszą, PO RAZ 3 MNIE POCAŁOWAŁA.
Miny tej dwójki, były przekomiczne. Z ust Ron'a można było wyczytać : " Nie no go całujesz 3 razy w ciągu 5 minut. A Mnie najwyżej całowałaś raz na dzień ". W tym samym czasie Honey pociągnęła Mnie w głab jaskini.
- Co ty sobie myślisz ? Jak mogłaś Mnie pocałować ? Ja mam dziewczynę. DZIEWCZYNĘ - ochrzaniałem ją
- To wytrzymaj z Nimi 2 tygodnie. Ciągle jest tak jak na tej imprezie - wyjaśniła
Kiedy już trochę ochłonąłem, powiedziała :
- Theo, mam prośbę. Mógłbyś poudawać Mojego chłopaka ?
- CO ???
- Proszę Cię ... - zrobiła maślane oczka. Na szczęście na Mnie działają tylko maślane oczka Winnie.
- Za żadne skarby
- To mam powiedzieć Evelyn o 6 imprezach, urządzonych przez Ciebie tutaj, na którym Jej nie było ? - odparła
- To jest szantaż
- Nazywaj to jak chcesz. To jak ? - uśmiechnęła się
- Dobra - powiedziałem, myśląc o piekle jakie zrobiła mi Elyn ...
Honey ???
Od Honey CD Roney'a
Nie wierzę. Tyle z nim przeszłam. Narażałam się tacie i mamie. Kochałam go. A on? Zerwał ze mną tylko dlatego, że miałam PRZYJACIELA. Jedynie przyjaciela.
- Świetnie! - krzyknęłam. Odwróciłam się i zaczęłam biec. O, nie. Nie będę płakać przez niego. Przez tego... dupka. Barana. Zwykłego... nie powiem kogo. Mimo mojego postanowienia, z kącików oczu zaczęły mi wypływać łzy, natychmiast suszone przez wiatr. Nawet nie zauważyłam, że wpadłam na Levara.
- Co się stało? - spytał zatroskany.
- Ron ze mną zerwał - załkałam.
- Już dobrze - szepnął pies i mnie przytulił. Usłyszałam prychnięcie. To Roney wracał do domu i widział mnie i Leva przytulonych. Nie zauważyłam, że Levar wyszczerzył do mojego eks zęby.
- Chodźmy - pociągnęłam nosem, a mój najlepszy przyjaciel odprowadził mnie do domu.
- Świetnie! - krzyknęłam. Odwróciłam się i zaczęłam biec. O, nie. Nie będę płakać przez niego. Przez tego... dupka. Barana. Zwykłego... nie powiem kogo. Mimo mojego postanowienia, z kącików oczu zaczęły mi wypływać łzy, natychmiast suszone przez wiatr. Nawet nie zauważyłam, że wpadłam na Levara.
- Co się stało? - spytał zatroskany.
- Ron ze mną zerwał - załkałam.
- Już dobrze - szepnął pies i mnie przytulił. Usłyszałam prychnięcie. To Roney wracał do domu i widział mnie i Leva przytulonych. Nie zauważyłam, że Levar wyszczerzył do mojego eks zęby.
- Chodźmy - pociągnęłam nosem, a mój najlepszy przyjaciel odprowadził mnie do domu.
* Kilka dni później *
Dzisiaj impreza u Theo, Evelyn i (niestety) Roney'a. Nie miałam zamiaru tam iść, ale Athena i Elyn mnie namówiły. Poszłam tam z Levarem. Gdy rozmawiałam z nim przy głośnej muzyce, usłyszałam warczenie. Kilka metrów za nami stał Ron i warczał na Leva, który odwdzięczył się mu tym samym. Co oni wyprawiają?
* 1 godzinę później *
Mam dość Levara i Roney'a. Cały czas chodzą za mną i jak myślą, że nie widzę to warczą na siebie. Świat zwariował. Czy oni się we mnie bujają? Skoro Ron ze mną zerwał to raczej nie... ale Levar to kto wie? Tylko, że ja nadal kocham Rona... ale wciąż jestem na niego wściekła.
* Trochę później *
Nie mogę zgubić tych wariatów. Kurcze, muszę wymyślić coś mocnego, by się
ich pozbyć. A gdyby złamać im serca? Wiem to nie jest w moim stylu, ale
muszę coś zrobić. Tylko z kim? Jocker, Alex ... THEO!!! Słyszałam, że Winnie wyjechała. Później mu to wyjaśnię. Podchodzę do Niego.
- Hej - przywitałam się.
- Cześć. O co cho... - nie dokończył. Pocałowałam go, na oczach Leva i Rona, którzy akurat kłócili się w pobliżu.
Theo? Błagam, odpisz szybko!
Od Stanley'a - CD opowiadania Shadow'a
-Przed siebie. - Podskoczyłem radośnie. - Dokąd nas łapy poniosą.
-Ale to nie ma sensu - westchnął. - To jak walenie głową w ścianę...
-Wszystko może być bez sensu, jeśli mówi się to z takim nastawieniem. No chodź.
Wyminąłem go i popędziłem przed siebie, mając nadzieję, że ruszy za mną. I rzeczywiście, kilka sekund później usłyszałem za sobą równe kroki mojego towarzysza.
-Stój! - Zatrzymałem się gwałtownie.
Shadow ledwo wyhamował.
-Co znowu?! - Spojrzał na mnie zdenerwowany.
-Będziemy tu kopać!
Rozejrzeliśmy się po otaczającej nas polanie. Do przekopania było sporo...
-Żartujesz sobie?! - warknął.
-Nie... Na pewno chcesz mi pomóc?
Shadow?
-Ale to nie ma sensu - westchnął. - To jak walenie głową w ścianę...
-Wszystko może być bez sensu, jeśli mówi się to z takim nastawieniem. No chodź.
Wyminąłem go i popędziłem przed siebie, mając nadzieję, że ruszy za mną. I rzeczywiście, kilka sekund później usłyszałem za sobą równe kroki mojego towarzysza.
-Stój! - Zatrzymałem się gwałtownie.
Shadow ledwo wyhamował.
-Co znowu?! - Spojrzał na mnie zdenerwowany.
-Będziemy tu kopać!
Rozejrzeliśmy się po otaczającej nas polanie. Do przekopania było sporo...
-Żartujesz sobie?! - warknął.
-Nie... Na pewno chcesz mi pomóc?
Shadow?
Od Stanley'a - CD opowiadania Avalon
-Tak - uśmiechnąłem się do niej.
Avalon spojrzała za siebie, próbując odnaleźć wzrokiem Vistę. Niestety nie było tam nikogo, ani niczego. Skoro za nami nie wskoczyła, to gdzie jest?
-Mam nadzieję, że nic się jej nie stało - powiedziała Av, stając na chwiejących się łapach.
-Złego diabli nie wezmą. - Uśmiech nie schodził mi z pyska.
-Vista, nie jest zła - warknęła. - To my zachowaliśmy się podle.
-Pff, co za różnica. - Równie chwiejnym krokiem co Avalon, zbliżyłem się do niej. - Nie nasza wina, że nad sobą nie panuje.
Spojrzała na mnie zdziwiona. Gdyby nie jej niskie zasoby energii z pewnością rzuciłaby się na mnie lub co najmniej opieprzyła od góry do dołu.
-Jesteś potworem - powiedziała spokojnie. - Nie pomyślałeś co ona mogła czuć? Nie powinniśmy w ogóle zawracać jej głowy.
-Ale nie byłoby zabawnie... - próbowałem się jakoś tłumaczyć.
-Zabawnie?! - Nie wytrzymała, podniosła ton głosu. - To była dla ciebie zabawa?! Mogliśmy zginąć!
Nie chciałem, by Avalon zobaczyła skruchę w moich oczach, więc odwróciłem łeb. Suczka milczała, zdawało mi się, że nawet nie patrzy w moją stronę. Nie dziwiłem się jej. Wziąłem głęboki oddech i z powrotem odwróciłem łeb, chcąc ją jakoś przeprosić. Niestety nie spotkałem jej wzroku, ani chociażby małej części jej futra. Po prostu odeszła.
Avalon?
Avalon spojrzała za siebie, próbując odnaleźć wzrokiem Vistę. Niestety nie było tam nikogo, ani niczego. Skoro za nami nie wskoczyła, to gdzie jest?
-Mam nadzieję, że nic się jej nie stało - powiedziała Av, stając na chwiejących się łapach.
-Złego diabli nie wezmą. - Uśmiech nie schodził mi z pyska.
-Vista, nie jest zła - warknęła. - To my zachowaliśmy się podle.
-Pff, co za różnica. - Równie chwiejnym krokiem co Avalon, zbliżyłem się do niej. - Nie nasza wina, że nad sobą nie panuje.
Spojrzała na mnie zdziwiona. Gdyby nie jej niskie zasoby energii z pewnością rzuciłaby się na mnie lub co najmniej opieprzyła od góry do dołu.
-Jesteś potworem - powiedziała spokojnie. - Nie pomyślałeś co ona mogła czuć? Nie powinniśmy w ogóle zawracać jej głowy.
-Ale nie byłoby zabawnie... - próbowałem się jakoś tłumaczyć.
-Zabawnie?! - Nie wytrzymała, podniosła ton głosu. - To była dla ciebie zabawa?! Mogliśmy zginąć!
Nie chciałem, by Avalon zobaczyła skruchę w moich oczach, więc odwróciłem łeb. Suczka milczała, zdawało mi się, że nawet nie patrzy w moją stronę. Nie dziwiłem się jej. Wziąłem głęboki oddech i z powrotem odwróciłem łeb, chcąc ją jakoś przeprosić. Niestety nie spotkałem jej wzroku, ani chociażby małej części jej futra. Po prostu odeszła.
Avalon?
środa, 3 czerwca 2015
Od Vincent'a- CD opowiadania Ingram
-A dla czego by nie? -Uśmiechnąłem się, a potem wiecie co się dalej działo
.
*Następnego ranka*
Wstałem jeszcze przed Ingram. Upolowałem sarnę i zaciągnąłem ją do jaskini. In wstała i przyłączyła się do śniadania. Gdy skończyliśmy, postanowiłem że zapytam się jej czy zostanie moją żoną.
-Ingram?
-Tak?
-No wiesz...-Założyłem łapę na kark. - Może byśmy wzięli ślub?
-Nie wiem....
Wzruszyłem ramionami.
-To się namyśl. Idziemy do Sky? - Zapytałem.
Ingram? 0% weny...
*Następnego ranka*
Wstałem jeszcze przed Ingram. Upolowałem sarnę i zaciągnąłem ją do jaskini. In wstała i przyłączyła się do śniadania. Gdy skończyliśmy, postanowiłem że zapytam się jej czy zostanie moją żoną.
-Ingram?
-Tak?
-No wiesz...-Założyłem łapę na kark. - Może byśmy wzięli ślub?
-Nie wiem....
Wzruszyłem ramionami.
-To się namyśl. Idziemy do Sky? - Zapytałem.
Ingram? 0% weny...
Od Alexa - CD opowiadania Jockera
- Nie wiem - burknąłem.
- No to może idź do niej - podpowiedział.
- Sory Jocker, ale na razie zostaw mnie samego. Potem się spotkamy - powiedziałem.
Pies kiwnął głową i odszedł. Postanowiłem, że udam się na Plażę in Litore. Tam zawsze można dostać olśnienia. Słońce było już w zenicie... O ile, że można to tak nazwać, ponieważ jest zima. Kiedy przechodziłem przez las, czułem pod łapami przymarznięte gałązki świerku i jodły. Chwyciłem jedną z nich do pyska i brnąłem dalej przez bór. Po jakimś czasie ujrzałem morze. Jego powierzchnię pokrywała niewielka warstwa lodu.

Wspiąłem się na pobliską skałkę i patrzyłem się w taflę wody. Iść do Athie czy nie? Nad moją głową przefrunęła mewa. Śledziłem ją wzrokiem uważnie. Po chwili rozbiła się o ścianę skalną. Chyba umarła. Wtedy uświadomiłem sobie, że życie jest krótkie i byłem już pewny, że muszę do niej iść.
* 25 minut później *
Stałem pod jaskinią Athie. Krzyknąłem a ona wyszła.
- O co chodziło z tą nocą ?
Athena ?
- No to może idź do niej - podpowiedział.
- Sory Jocker, ale na razie zostaw mnie samego. Potem się spotkamy - powiedziałem.
Pies kiwnął głową i odszedł. Postanowiłem, że udam się na Plażę in Litore. Tam zawsze można dostać olśnienia. Słońce było już w zenicie... O ile, że można to tak nazwać, ponieważ jest zima. Kiedy przechodziłem przez las, czułem pod łapami przymarznięte gałązki świerku i jodły. Chwyciłem jedną z nich do pyska i brnąłem dalej przez bór. Po jakimś czasie ujrzałem morze. Jego powierzchnię pokrywała niewielka warstwa lodu.
Wspiąłem się na pobliską skałkę i patrzyłem się w taflę wody. Iść do Athie czy nie? Nad moją głową przefrunęła mewa. Śledziłem ją wzrokiem uważnie. Po chwili rozbiła się o ścianę skalną. Chyba umarła. Wtedy uświadomiłem sobie, że życie jest krótkie i byłem już pewny, że muszę do niej iść.
* 25 minut później *
Stałem pod jaskinią Athie. Krzyknąłem a ona wyszła.
- O co chodziło z tą nocą ?
Athena ?
Pajacykuj!
Zauważyłam, że ostatnio na sforze jest dużo akcji.
Z tej okazji ja też chciałam bym zrobić PAJACYK CHALLENGE.
Nominuje do niego.... Was Sforzanie!
Wystarczy kliknąć tu ----> [Klik]
Możecie zrobić także zrobić pajacyki :D
Ja już się za nie zabieram, tak jak niektórzy YouTuberzy -
Skyres jest w ciąży
Mama: Skyres
Tata:Indiana
Liczna szczeniąt w miocie: 5 (2 suczki i 3 psy)
Początek ciąży: 03.06.2015
Koniec ciąży: 9.06.2015
Lekarz prowadzący: Ingram
Od Indiany CD opowiadania Skyres
-To cudownie! Będziemy mieć 9 szczeniaków!
-A jak dzieci to zniosą?
-Źle! Jak mogliście?!- krzyczał Harrison - Nienawidzę szczeniaków!
-A ja się cieszę.- powiedziała spokojnie Rora.
Sky?
-A jak dzieci to zniosą?
-Źle! Jak mogliście?!- krzyczał Harrison - Nienawidzę szczeniaków!
-A ja się cieszę.- powiedziała spokojnie Rora.
Sky?
Od Skyres CD Indiany
Leżałam pod kocem. Czułam się... okropnie. Wymiotowałam, a brzuch bez przerwy mnie bolał. Byłam strasznie drażliwa.
- Idę do Ingram - oświadczyłam Indianie. Wyszłam z domu, kierując się w stronę jaskini mojej siostry. Pomyślałam o moich dzieciach. Honey i White pogrążeni są w smutku, Ares i Harrison jak zwykle wszystkim dokuczają, a Aurora... robi się bardziej odważna, odkąd poznała Vawes'a.
- Cześć! - moje rozmyślania przerwała Ing.
- Hej... - mruknęłam i wytłumaczyłam jej o co chodzi.
- Idę do Ingram - oświadczyłam Indianie. Wyszłam z domu, kierując się w stronę jaskini mojej siostry. Pomyślałam o moich dzieciach. Honey i White pogrążeni są w smutku, Ares i Harrison jak zwykle wszystkim dokuczają, a Aurora... robi się bardziej odważna, odkąd poznała Vawes'a.
- Cześć! - moje rozmyślania przerwała Ing.
- Hej... - mruknęłam i wytłumaczyłam jej o co chodzi.
* 25 minut później *
Weszłam do swojej jaskini. Przeszczęśliwa rzuciłam się w ramiona Indiego.
- Jestem w ciąży! - wykrzyknęłam uradowana - Piątka maluchów! Trzy pieski i dwie suczki...
Indiana?
wtorek, 2 czerwca 2015
Od Abby-CD opowiadania Visty
Szłam i zobaczyłam jakąś suczkę powiedziałam:
-Cześć jestem Abby a ty ?
-Nie twoja sprawa-odparła złośliwie.
-Oj no nie przesadzaj powiedz - Nagle zaczęła się na mnie rzucać gryźć mnie szarpać i drapać omal mnie nie zabiła.Spytałam:
-CO TY ROBISZ?! AAAAAA POMOCY!!!!
Nagle przyszedł jakiś pies przegonił ją i powiedział:
-Hej jestem Video a ty ?
-Abby-odpowiedziałam rozkojarzona.
-Ładne imię.
-Dzięki i dzięki za to że uratowałeś mi życie bo by mnie zabiła, masz czas dziś wieczorem?
-Tak.
-A więc o 18 na łące nieziemskich fiołków.
-OK
Vista? Video?
-Cześć jestem Abby a ty ?
-Nie twoja sprawa-odparła złośliwie.
-Oj no nie przesadzaj powiedz - Nagle zaczęła się na mnie rzucać gryźć mnie szarpać i drapać omal mnie nie zabiła.Spytałam:
-CO TY ROBISZ?! AAAAAA POMOCY!!!!
Nagle przyszedł jakiś pies przegonił ją i powiedział:
-Hej jestem Video a ty ?
-Abby-odpowiedziałam rozkojarzona.
-Ładne imię.
-Dzięki i dzięki za to że uratowałeś mi życie bo by mnie zabiła, masz czas dziś wieczorem?
-Tak.
-A więc o 18 na łące nieziemskich fiołków.
-OK
Vista? Video?
Od Servusa CD Crystal
Co dziś napadło Crystal? Myślałem, że chce szczeniaki. Dzisiaj od rana jest jakaś wściekła. Mam nadzieję, że ta złość nie zaszkodzi maluszkom. Pójdę poszukać Crys. Spała w jaskini.
- Kochanie... - obudziłem ją delikatnie. Warknęła tylko:
- Spadaj!
I wybiegła.
- Kochanie... - obudziłem ją delikatnie. Warknęła tylko:
- Spadaj!
I wybiegła.
* Kilka godzin później *
Strasznie się denerwuje, bo Krysi nigdzie nie ma. Szukam jej kilka godzin. Nagle usłyszałem krzyki. Pobiegłem w ich kierunku. Zobaczyłem leżącą na ziemi Crystal. Ona rodziła! Byliśmy zbyt daleko od sfory, więc nic bym nie dał rady zrobić, by jej pomóc. Jeszcze jeden krzyk...
* Po jakimś czasie *
Patrzyłem na czwórkę moich dzieci i zmęczoną Crystal. W końcu nasza rodzina jest... maksymalnie szczęśliwa. Ciekawe czy będę dobrym tatą. To się dopiero okaże.
THE END
Dopisek Servusa: Wiem, że pokręcone, ale ważne że jest ;)
Od Indiany - CD opowiadania Skyres
* Rano *
Byliśmy zmęczeni, ale poza tym było ok. Nadszedł dzień powrotu. Wyruszyliśmy, ale podczas drogi nie był żadnych problemów.
* W jaskini *
Gdy weszliśmy do jaskini, na ścianie było napisane ,,WELCOME TO HOME''.
-Jakie to miłe.- powiedziałam Sky, ale od razu po tym źle się poczuła i zwymiotowała..
Sky ?
Byliśmy zmęczeni, ale poza tym było ok. Nadszedł dzień powrotu. Wyruszyliśmy, ale podczas drogi nie był żadnych problemów.
* W jaskini *
Gdy weszliśmy do jaskini, na ścianie było napisane ,,WELCOME TO HOME''.
-Jakie to miłe.- powiedziałam Sky, ale od razu po tym źle się poczuła i zwymiotowała..
Sky ?
Od Joey'a - CD opowiadania Taszy
Udało się. Urodziły nam się piękne zdrowe szczeniaki, ale jeden z nich, Naveen był czarny. Dziwne, bo goldeny nie rodzą się ciemne. Chyba czas wyznać prawdę...
-Tassy...
-Tak?
-Bo...pamiętasz jak ci powiedziałem, że jestem rasowcem, żeby ci zaimponować?
-Nie....
-bo ja nim nie jestem, mój ojciec był zwykłym kundlem...Dlatego Nav jest czarny...
Tasza ?
-Tassy...
-Tak?
-Bo...pamiętasz jak ci powiedziałem, że jestem rasowcem, żeby ci zaimponować?
-Nie....
-bo ja nim nie jestem, mój ojciec był zwykłym kundlem...Dlatego Nav jest czarny...
Tasza ?
Od Skyres CD Video
Nie zwróciłam uwagi na jego niezbyt uprzejme zachowanie. Wiem, co to znaczy gdy zaginie ci szczeniak. Przeżyłam już to.
- Ty idź na zachód, ja na wschód - zadecydowałam, kierując się w stronę wybranego przeze mnie kierunku. Videoś pobiegł w przeciwną stronę.Najpierw przejrzałam Cypel High. Potem Lawendowe Pola, Wąwóz Rudego i Złote Wzgórza. W Dolinie Życia spotkałam Deo.
- I jak? - spytałam.
- Nie ma go nigdzie - rzekł pies, który był w skrajnej rozpaczy.
- Poszukajmy go na nowych terenach - powiedziałam. Poszliśmy nad Stare Obozowiska i ze strachemtak, ze strachem nad Lerqua Castle. Nie spotkaliśmy tam ani upiorów, ani Thomsona. W końcu weszliśmy (ledwo) na Mroczne Oblicza. Usłyszeliśmy głośne krzyki i piski.
- To chyba on! - wrzasnął Video.
Video?
- Ty idź na zachód, ja na wschód - zadecydowałam, kierując się w stronę wybranego przeze mnie kierunku. Videoś pobiegł w przeciwną stronę.Najpierw przejrzałam Cypel High. Potem Lawendowe Pola, Wąwóz Rudego i Złote Wzgórza. W Dolinie Życia spotkałam Deo.
- I jak? - spytałam.
- Nie ma go nigdzie - rzekł pies, który był w skrajnej rozpaczy.
- Poszukajmy go na nowych terenach - powiedziałam. Poszliśmy nad Stare Obozowiska i ze strachem
- To chyba on! - wrzasnął Video.
Video?
Crystal urodziła !
Ksywka : Nes
Rasa : Owczarek niemiecki i Aussie
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 2 Dzień Zimy
Rodzina : Mama Crystal, tata Servus oraz rodzeństwo Taylor, Jack i Dorian
Zakochany : Nie myśli o tym
Charakter : Przyjacielska, wesoła, pomocna, uczynna, odważna
Historia : Narodziła się tutaj
Kontakt : JinnyM
Inne zdjęcia : KLIK
Imię : Dorian
Ksywka : Dor, Dori, Dodo
Rasa : Owczarek niemiecki i Aussie
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 2 Dzień Zimy
Rodzina : Mama Crystal, tata Servus oraz rodzeństwo Taylor, Jack i Nesty
Zakochany : Każda suczka jest taka piękna...
Charakter : Miły, uczynny, pomocny, uwodzicielski, wesoły, żartobliwy
Historia : Narodził się tutaj
Kontakt : JinnyM
Ksywka : Tay
Rasa : Aussie/Owczarek niemiecki
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 2 Dzień Zimy
Rodzina : Mama-Crystal,Tata-Servus,Rodzeństwo:Jack,....
Zakochany : Podoba jej się Tyler i Kai
Charakter : Jest to typ marzycielki. Cały czas chodzi z głową w chmurach.Marzy by wyrwać się z tego miejsca i przemierzyć cały świat..Znaleźć prawdziwą miłość...Niczego się nie lęka.Nawet smoków.Wprost marzy, żeby oswoić dzikiego smoka..albo innego potwora.Wierzy, że jej marzenia się spełnią. Stara się być niewidzialna, by dalej rozmyślać.Lecz nie zawsze jej się to udaje.Przeważnie wpada na kogoś.Nie wie czy znajdzie kogoś kto ją zrozumie...oprócz jej brata..gdyż wszyscy, którzy ją widzą myślą o niej jak o dziwaczce.Uwielbia się bawić.Co sprawia jej największą radość.
Historia : Urodziła się tutaj...
Właściciel : Mar28
Imię : Jack
Ksywka : Jey [Dżej]
Rasa : Aussie/Owczarek niemiecki
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 2 dzień zimy
Rodzina : Mama-Crystal,Tata-Servus,Rodzeństwo: Taylor,....
Zakochany : Avendeer jest ładna,ale czy ona pokocha kogoś takiego?
Charakter : Rozrywkowy i pełen energii.Mógłby biegać całe dnie.Uwielbia impreza i inne przyjęcia.Wprost kocha się bawić. Nie umie usiedzieć w jednym miejscu, a jak już to ma ważny powód lub jest chory. Lubi słuchać marzeń siostry.Podziela jaj pomysły i wierzy , że się spełnią.Jednak nie jest taki odważny...
Historia : Urodził się tutaj...
Właściciel : Mar28
Szczenięta Madeline i Syriusza dorosły !!!
Ksywka : Rachi, Ray, Wasza Wysokość
Głos : Selena Gomez - The Heart Wants What It Wants
Rasa : Border Collie
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny: 1 Dzień Lata
Stanowisko : Wojownik Północny
Rodzina : Tata Syriusz, Mama Madeline, Rodzeństwo :Alex, Ross, Poppy, Lea
Partner : Niedługo Jocker...
Młode : Na razie brak...
Charakter :Wesoła, czasem (ale bardzo rzadko) arogancka, pomaga osobom, które na to ,,zasługują'', ma ducha rywalizacji.
Historia: Narodziła się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : Queenpola2003
Imię : Ross
Ksywka : Rosie (nienawidzi tego przezwiska), Ro
Głos : Ed Sheeran - Thinking Out Loud
Rasa : Border Collie
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 1 Dzień Lata
Stanowisko : Wojownik Wschodni
Rodzina : Tata Syriusz, Mama Madeline, Rodzeństwo : Alex, Rachel, Poppy, Lea
Partner : Chwila... Evelyn
Młode : -
Charakter : Poważny, czuły, potrafi każdego pocieszyć, jego zadaniem (wyznaczonym przez siebie samego) jest poprawianie sióstr i brata, czasami bawi się z rodzeństwem.
Historia : Narodził się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : Queenpola2003
Ksywka : Li
Głos : Iggy Azalea - Work
Rasa : Border Collie
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 1 Dzień Lata
Stanowisko : Młoda Eta
Rodzina : Mama - Madeline, Tata - Syriusz, Rodzeństwo - Ross, Rachel, Poppy, Alex
Partner : Brak
Młode : Brak
Charakter : Energiczna i szalona suczka. Ma tendencje do pakowania się w kłopoty.
Historia : Narodziła się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : Natusia666/natax.zet026@gmail.com
Imię : PoppyKsywka : Veris
Głos : Kamila - Pasujesz
Rasa : Border Collie
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 1 Dzień Lata
Stanowisko : Młoda Eta
Rodzina : Mama - Madeline, Tata - Syriusz, Rodzeństwo - Ross, Rachel, Lea, Alex
Partner : Brak
Młode : Chciałaby mieć
Charakter : Spokojna i nieco nieśmiała. Wykształciła się u niej lojalność i szczerość
Historia : Narodziła się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : Natusia666/natax.zet026@gmail.com
Inne zdjęcia : KLIK KLIK
Imię : AlexKsywka : Alek
Głos : Dawid Kwiatkowski - Na zawsze
Rasa : Border Collie
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 1 Dzień Lata
Stanowisko : Młoda Eta
Rodzina: Mama - Madeline, Tata - Syriusz, Rodzeństwo - Ross, Rachel, Poppy, Lea
Partner : Athena
Młode : Brak
Charakter : Typ samotnika. Lubi ryzyko i zabawy. Czasem zdarza mu się bycie leniwym.
Historia : Narodził się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : Natusia666/natax.zet026@gmail.com
Od Tri-Colora CD opowiadania Pirata
Zacząłem ziewać i wstałem z łóżka
- Tak już lepiej!- uśmiechnąłem się
- To świetnie
- Bardzo dobrze, dzięki że się nim zająłeś Pirat- odpowiedziała Mashine
- Nie ma za co, zajmowanie się nim to sama przyjemność
- A mógłbym wyjść na dwór przed jaskinię?
- No nie wiem...
- Proszę!
-Dobrze, ale tylko przed jaskinie zaczerpnąć świeżego powietrza, ok?
-Tak!
I wyszliśmy przed jaskinie, wszędzie świeciło słońce, a las mienił się zieleniom
- Jak tu pięknie... to mój pierwszy raz w lesie! i nie mogę uwierzyć że zostanę tu na zawsze!
Pobiegłem kawałek w las, trochę zasłabłem, Pirat mnie zatrzymał
- Nie powinieneś jeszcze chodzić na dwór, chodźmy już do jaskini
---------------------------------------3 dni później-----------------------------------------------
Czułem się już o wiele lepiej, piłem mięte ale bule brzucha i wymioty już zniknęły, gorączka też, tylko trochę kręciło mi się w głowie, wstałem z łóżka, Pirat przygotowywał mi śniadanie
- Cześć
- Już wstałeś?
- Tak... i chciałbym się ciebie coś spytać
- Dobrze, co?
- Już lepiej się czuje, prawda? I lepiej wyglądam?
- Tak! O wiele lepiej
- Czy mógłbym po śniadaniu iść do innych szczeniaków? Pobawić się z nimi?
Pirat?
- Tak już lepiej!- uśmiechnąłem się
- To świetnie
- Bardzo dobrze, dzięki że się nim zająłeś Pirat- odpowiedziała Mashine
- Nie ma za co, zajmowanie się nim to sama przyjemność
- A mógłbym wyjść na dwór przed jaskinię?
- No nie wiem...
- Proszę!
-Dobrze, ale tylko przed jaskinie zaczerpnąć świeżego powietrza, ok?
-Tak!
I wyszliśmy przed jaskinie, wszędzie świeciło słońce, a las mienił się zieleniom
- Jak tu pięknie... to mój pierwszy raz w lesie! i nie mogę uwierzyć że zostanę tu na zawsze!
Pobiegłem kawałek w las, trochę zasłabłem, Pirat mnie zatrzymał
- Nie powinieneś jeszcze chodzić na dwór, chodźmy już do jaskini
---------------------------------------3 dni później-----------------------------------------------
Czułem się już o wiele lepiej, piłem mięte ale bule brzucha i wymioty już zniknęły, gorączka też, tylko trochę kręciło mi się w głowie, wstałem z łóżka, Pirat przygotowywał mi śniadanie
- Cześć
- Już wstałeś?
- Tak... i chciałbym się ciebie coś spytać
- Dobrze, co?
- Już lepiej się czuje, prawda? I lepiej wyglądam?
- Tak! O wiele lepiej
- Czy mógłbym po śniadaniu iść do innych szczeniaków? Pobawić się z nimi?
Pirat?
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Od Sunny - CD opowiadania Dave'a
Siadłam przed schodami zamku i zaczęłam czekać na Dave, który powoli człapał.
- To pokazuj co to jest - mruknęłam i wzięłam z jego pyska skrawek papieru. Od razu zaczęłam go czytać. Było tam napisane ,,Charlie, Charlie we can play?". Niestety to był zły pomysł mówienia tego na głos. Wszystko wokół zaczęło niespodziewanie latać.
- Co się dzieje? - zapytał przerażony Dave.
- Dlatego nie chciałam tam wchodzić - powiedziałam i łapiąc w pyszczek kartkę, szybko pociągnęłam Dave'a.
- Możemy trochę zwolnić - powiedział pies. Nie dziwie się, że było mu ciężko.
- To jest walka na śmierć i życie - nie ustępowałam biegu. W końcu zatrzymaliśmy się i zaczęłam czujnie obserwować okolice. Nie było niczego niepokojącego, lecz i tak trzeba być uważnym. Położyłam karteczkę na ziemi i przygniotłam ją łapą. Nagle zaczęło coś na niej pisać. Było to dosyć dziwne, ale pisało tam ,,Yes". Spojrzałam zdziwiona na napis. Usiadłam i zaczęłam się przyglądać jej. Nic więcej nie pisało, oprócz tego słowa. Znów zaczęło wszystko latać, a wiatr zaczął wiać.
- Nie uciekajmy - powiedział Dave i zatrzymał mnie. Usiadł przy kartce i zaczął z nią ,,rozmawiać." Kartka odpowiadała albo tak, albo nie. W końcu wszystko wyrwało się spod kontroli. Nawet w pewnym momencie ja oderwałam się od ziemi. Zrobiło się wielkie tornado. Zaczęłam obracać kartkę i zobaczyłam jeszcze jeden napis, który od razu przeczytałam.
- Charlie, Charlie you can stop? - spojrzałam litościwie wokół siebie. Na kartce pojawiło się słowo ,,tak" i od razu wszystko się uspokoiło. Podeszłam do Dave'a, który leżał nieruchomo na ziemi i szturchnęłam go łapą.
- Żyjesz?
Dave? Charlie, Charlie challenge! :>
- To pokazuj co to jest - mruknęłam i wzięłam z jego pyska skrawek papieru. Od razu zaczęłam go czytać. Było tam napisane ,,Charlie, Charlie we can play?". Niestety to był zły pomysł mówienia tego na głos. Wszystko wokół zaczęło niespodziewanie latać.
- Co się dzieje? - zapytał przerażony Dave.
- Dlatego nie chciałam tam wchodzić - powiedziałam i łapiąc w pyszczek kartkę, szybko pociągnęłam Dave'a.
- Możemy trochę zwolnić - powiedział pies. Nie dziwie się, że było mu ciężko.
- To jest walka na śmierć i życie - nie ustępowałam biegu. W końcu zatrzymaliśmy się i zaczęłam czujnie obserwować okolice. Nie było niczego niepokojącego, lecz i tak trzeba być uważnym. Położyłam karteczkę na ziemi i przygniotłam ją łapą. Nagle zaczęło coś na niej pisać. Było to dosyć dziwne, ale pisało tam ,,Yes". Spojrzałam zdziwiona na napis. Usiadłam i zaczęłam się przyglądać jej. Nic więcej nie pisało, oprócz tego słowa. Znów zaczęło wszystko latać, a wiatr zaczął wiać.
- Nie uciekajmy - powiedział Dave i zatrzymał mnie. Usiadł przy kartce i zaczął z nią ,,rozmawiać." Kartka odpowiadała albo tak, albo nie. W końcu wszystko wyrwało się spod kontroli. Nawet w pewnym momencie ja oderwałam się od ziemi. Zrobiło się wielkie tornado. Zaczęłam obracać kartkę i zobaczyłam jeszcze jeden napis, który od razu przeczytałam.
- Charlie, Charlie you can stop? - spojrzałam litościwie wokół siebie. Na kartce pojawiło się słowo ,,tak" i od razu wszystko się uspokoiło. Podeszłam do Dave'a, który leżał nieruchomo na ziemi i szturchnęłam go łapą.
- Żyjesz?
Dave? Charlie, Charlie challenge! :>
Od Pirata CD Mashine
- Już lepiej, nadal nie może wychodzić z jaskini, ale gorączka już znikła, musi jeść miękkie jedzenie, bo inaczej zaczyna go boleć brzuch i wymiotuje, na razie jest jeszcze bardzo słaby, ale za niedługo będzie mógł się bawić z innymi szczeniakami na dworze, prawda Color?
Tri Color?
Tri Color?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

