sobota, 14 marca 2015

Od Coco - CD opowiadania Damon'a

- Poczekaj, pójdę z Tobą. - krzyknęłam.
- No niech Ci będzie. - mruknął.
Przechodziliśmy obok rzeki Jafiszof. Zerknęłam na skaliste brzegi. Przypomniałam sobie naszą wspólną wyprawę w góry. To były piękne chwile. Chyba najlepsze w moim życiu. Nie wiem czemu, ale w czasie drogi powrotnej Damon nawet na mnie nie spojrzał. Trochę się zasmuciłam. Próbowałam trochę zagadać.
- Ładnie ptaszki śpiewają prawda?
- Yhm. - odparł.
Rozmowa jakoś dzisiaj się nam nie kleiła. Spojrzałam do góry. Na niebie pełno było od granatowych chmur.



Nagle tuż obok nas piorun strzelił w drzewo. Pociągnęłam ze sobą Damon'a w bok.
- Chodź ! - krzyknęłam - do tamtej opuszczonej jaskini.
Biegliśmy ile sił w łapach. Na szczęście schron był blisko. Cali przemoczeni usiedliśmy.
- Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że się na mnie obraziłeś. - powiedziałam szczerze do psa.

Damon?

Od Aceland - CD opowiadania Swan

- Nie chcę Ciebie martwić, ale to były pso - wampiry. - odpowiedziałam suczce.
- Naprawdę, to one istnieją? - spytała mnie zdziwiona.
-Tak, Swan. Obserwuję je od dłuższego czasu. Nawet jednego więzimy jako zakładnika. Są naprawdę niebezpieczne. Zamieszkują Mroczny Las. Mało kto tam chodzi.
Suczka patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami. Nie chciałam jej przestraszyć.
- To co widziałaś to mam nadzieję, że już się nie powtórzy. Zwiększyliśmy straż w sforze. Czuj się bezpiecznie. Chodź, odprowadzę Cię do Twojej jaskini. - zaproponowałam.
- Dobrze. - powiedziała cicho.
Szliśmy wąską, leśną ścieżką. Wiatr lekko powiewał. Zaczynało się ściemniać.
- Jakbyś potrzebowała pomocy zawsze możesz zwrócić się do mnie. - powiedziałam.
Pokiwała głową i weszła do ' domu '.

Od Indiany - CD opowiadania Swan

-Co? Gdzie? Kiedy? Jak?- zacząłem krzyczeć.
-No szłam rano przez las i zobaczyłam martwego psa. Było pełno krwi. Uciekłam i spotkałam Ciebie. Pobiegliśmy szybko w tamtą stronę. Było ciemno. Usłyszałem krzyk. Za mną i Swan stał wielki...Pies-wampir!
 - Zostaw ją! - krzyknąłem. Wampir rzucił się na mnie. W końcu udało się wydostać z jego szponów. Uciekliśmy.
 - Indiana, ty krwawisz!

Swan ?

piątek, 13 marca 2015

Nowa Suczka !

Imię : Elisabeth Angel
Ksywka : Lissy, Ellie , Liv, Angel
Rasa : Border collie
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Urodziny :22 dzień lata
Stanowisko : Strażniczka Granicy
Rodzina: Zniknęli jak byłam mała. Nie wiem co się z nimi stało.
Partner: Dziwnie czuje się w obecności Ferraro,ale to chyba nic poważnego ...
Młode: Brak
Historia: Mojej rodziny nie pamiętam. Wiem tylko tyle, że urodziłam się w Anglii. Jako szczeniak trafiłam do schroniska, a potem zostałam adoptowana przez rodzinę Angel. Pewnego razu jechali na wakacje ... Mnie zostawili u swoich znajomych. Nie umiałam wytrzymać bez nich, pewnego razu uciekłam i pobiegłam na lotnisko. Tam wsiadłam do pierwszego lepszego samolotu. Nie wiem gdzie się znalazłam. Wkrótce trafiłam do schroniska jako bezpański pies. Swoją klatkę dzieliłam z owczarkiem David'em. Zaprzyjaźniliśmy się. To on pierwszy zaczął mówić do mnie"Liv". Tłumaczył to, że przez pewien czas mieszkał w Szwecji tam słowo "Liv" oznacza życie, a ja jestem nad zwyczaj żywa i energiczna. Pewnego razu w schronisku wybuchł pożar. Mi z David'em udało się wydostać z naszej klatki i uciec do lasu. Spędziliśmy tam 4 miesiące. Pewnego razu pojawiły się dziwne zwierzęta, które zaczęły nas gonić. Uciekaliśmy przed nimi nieustannie przez 5 dni. Szóstego dnia znaleźliśmy się na rozwidleniu. Postanowiliśmy się rozdzielić. Byłam roztrzęsiona bałam się że te stworzenia mnie dopadną. David mnie pocieszał mówił " Wszędzie i zawsze Cię znajdę Liv". Nie mieliśmy już więcej czasu ponieważ, te stwory były coraz bliżej. David powiedział że mam już biec. Pobiegłam ile sił w łapach. Znowu uciekałam przez 2 dni. W końcu przy wodospadzie, straciłam wszystkie siły. Zbliżał się do mnie jeden z tych stworów. Myślałam,że już po mnie.Nagle pojawił się biało-czarno-brązowy pies, który mnie obronił. Później straciłam przytomność. Obudziłam się na terenie tej sfory. Okazało się, że pies, który mnie uratował to Ferraro. Aceland zaproponowała Mi zostanie tutaj. Oczywiście, zgodziłam się.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: elisabeth666@vp.pl

Od Swan – CD opowiadania Indiany

- Miło Cię poznać. – Dodałam po chwili. Szliśmy w milczeniu, tak przez dłuższą chwilę. Powietrze było jeszcze wilgotne. Pachniało lasem i świeżą trawą. W końcu od niedawna jest wiosna.
- Nigdy Cię tu nie widziałem, skąd jesteś ? – Zapytał, przerywając nasze milczenie.
- Na pewno nie stąd, ale zaproponowano mi tutaj dołączyć, więc się zgodziłam. A ty należysz, do sfory ? – Zaczęłam trochę pewniej rozmawiać.
- No raczej gdybym do niej nie należał, to by mnie tu nie było. – Uśmiechnął się.
- No tak. – Przytaknęłam. – Jesteś dopiero czwartym psem, jakiego tutaj widzę. Sądziłam, że to duża sfora i tak w ogóle o co chodzi z tą wojną.
- Jaką wojną ?
- No tą z pso-wampirami ? -  Zapytałam znów z przerażonym głosem.
- Nie to chyba nic poważnego, a przynajmniej póki nie ma ofiar śmiertelnych. – Przyznał.
- A skąd wiesz, że ich nie było ?
- Alfy jeszcze niczego nie ogłaszały, więc pewnie nikt jeszcze nie umarł.
- A jest szansa, że alfy mogą coś zataić ?
- Raczej są szczerzy, a dlaczego tak nagle się tak nagle nad tym zastanawiasz ? – Puścił do mnie podejrzliwe spojrzenie.
- No bo jak tutaj szłam, to widziałam … - Przerwałam w jednej chwili.
- Co widziałaś ?
- Martwego psa… - Pisnęłam, po czym skuliłam się w kłębek.


Indiana ? 

Od Indiany- CD opowiadania Swan

-Może boję, ale staram się tego nie okazywać.
-Po co to wszystko w sobie tłumić?- zapytała
-Tego nie wiem. Popatrz przestało padać i pojawiła się tęcza.
Wyszliśmy na świeże powietrze z ciemnej groty.
-Indiana.
-Co?
-Nazywam się Indiana.
-A ja Swan.

Swan?

Od Swan – CD opowiadania Indiany

Z początku wystraszyłam się nagłą reakcją psa i milczałam, ale po kilku minutach postanowiłam coś powiedzieć.
- Prawdopodobnie to samo co ty, chronię się przed burzą. – Powiedziałam trochę spokojniej. W tym samym czasie trzasnął piorun. Wystraszona skuliłam się w kłębek i cofnęłam się w kąt jaskini. To była najgorsza pogoda, jaką kiedykolwiek widziałam. Chciałam jak najszybciej się z tamtą wydostać, ale byłam zbyt przerażona, żeby trzeźwo myśleć. Spojrzałam na psa obok i zauważyłam, że jest o wiele bardziej spokojny niż ja. – Ty się nie boisz tej burzy ? – Zapytałam cichutko.

 Indiana ? 

Od Indiany

~ Dzień wcześniej ~

Chodziłem po lesie. Zaczął padać deszcz. Pobiegłem pod drzewo, ale rozszalała się burza. Biegłem tak szybko jak mogłem, centymetry dzieliły mnie od spadającego drzewa. Wbiegłem do pustej groty. 
***
Obudziły mnie krople wody, które kapały mi ma pysk. Kap, kap, kap...To nie do zniesienia!
-Śpisz?- zapytał głos
Od razu zerwałem się na równe nogi.
-Co tu robisz?- zapytałem

Ktoś dokończy?

Uwaga Sforzanie


Jak pewnie zauważyliście dodałam nową zakładkę " Urodziny ". Każdy z Was ma za zadanie wysłać do Natusia666 lub Quarter datę urodzenia Swojego psa ( oczywiście z zakładki " Urodziny " ).
Ps : Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie i sondzie.

~ Alfa Aceland

czwartek, 12 marca 2015

Godzina dla morświna !

No więc postanowiliśmy pomóc w akcji na rzecz morświnów. Morświn jest jedynym waleniem zamieszkującym Morze Bałtyckie i także jest jednym z najmniejszych. Szacuje się, że w Bałtyku żyje około 450 osobników. To zaskakująco mało, biorąc pod uwagę wielkość morza. Dlatego zdecydowaliśmy się trochę pomóc im w przetrwaniu. "Godzina dla morświna" to akcja prowadzona  w ramach znanej na całym świecie "Godziny dla Ziemi. Dzięki niej, możemy nagłośnić problemy morświnów żyjących w Bałtyku. Miło by było, jakby parę osób w sforze pomogło. Akcja trwa do 28 marca. Wystarczy podpisać apel, za który nic nie zapłacisz, a może na tym zyskać całe Morze Bałtyckie. Przecież nikt nie chce, żeby morświny wymarły.



Wesprzyj Morświna






Z góry dziękuję :3

~ Delta Irfan

Od Aceland - CD opowiadania Toromaru

Podbiegłam do Toromaru leżącego na ziemi. Wymamrotał jakieś słowo. Widziałam zlepki krwi na jego szyi. Świeża rana. Sprawdziłam puls łapą. Nie wyczuwałam go. Potrząsałam nim. Też nic. Rozejrzałam się wkoło. Ujrzałam Qetsiyah, która już nie żyła. Zaczęłam przypominać sobie słowa Toromaru. Coś na " w ". Już wiedziałam czyja to robota. Psy - wampiry. Byłam wściekła. Nie zamierzam  tak tego zostawić. Już te krwiożercze kundle popamiętają Sforę Psiego Uśmiechu. Zaciągnęłam ciała do jaskini. Przygotowałam koce, na których złożyłam ciała. Niedługo trzeba będzie zrobić pogrzeb. A potem damy wycisk tym wampirkom.

środa, 11 marca 2015

Od Toromaru †


Rozmyślałem jak w końcu dogadać się z Quiet, ale nie byłem pewny czy rzeczywiście tego chcę. Postanowiłem pójść po radę do psa, którego znam z dobrych rad – Qetsiyah. Bez wahania pobiegłem do niej i razem postanowiliśmy porozmawiać o moim problemie. Szliśmy cicho przez las. Starałem się opowiedzieć wszystko Qet od początku. Nie wiem dlaczego jak zawsze mam jakiś problem, to zawsze biegnę do niej, albo do Irfan’a. To jest dziwne, ale to tylko im ufam. W końcu to oni mnie wyciągnęli martwego z rowu…
- Właśnie Qet zaczynam sobie powrotem przypominać wszystko. Pamiętam jak mnie znalazł Irfan i jak leżałem w jaskini i ty do mnie podbiegłaś … - Urwałem.

- To chyba dobrze, tak sądzę. Nie jestem lekarzem, ale myślę, że wszystko sobie przypomnisz - Powiedziała radosnym głosem. W pewnej chwili w powietrzu zaczął się unosić zapach strachu i krwi. Dziwne stworzenie naglę stanęło nam na drodze.    



W jednej chwili zaczęło biec w naszą stronę, ale to nie wszystko. Zaczynało się ich pojawiać coraz więcej i więcej, cała chmara rzuciła się na nas. Dopadły mojego karku i przegryzły moją żyłę życia. Krew spłynęła ciurkiem. To je jeszcze bardziej nakręciło. Robiły się jeszcze bardziej zachłanne i brutalne. Qet gdy spojrzałem na nią to już była martwa. Jej oczy straciły blask, a futro posiwiało. Gdy ją wykończyły, to jeszcze bardziej rzuciły się na mnie. Aż nic nie zostało. Tak bardzo chciałem powiedzieć innym co zobaczyłem, ale już zasnąłem. W tej samej chwili pojawił się jakiś pies. Na jego widok wymamrotałem tylko … wampir.

 Ktoś, kto znajdzie moje i Qet zwłoki ? 

Od Swan – CD opowiadania Irfan’a

Lekko przeraziło mnie takie nagłe podbiegnięcie do mnie tych psów. Jeden z nich nagle się przede mną zatrzymał.
- Ty nie jesteś stąd. – Przyznał po chwili.
- Raczej nie. Tu jest jakaś sfora ? – Zapytałam, widząc że psy są w grupie.
- Jest Sfora Psiego Uśmiechu, do której należymy. – Powiedział znowu miłym głosem.
- Jest tu dość spokojnie, myślałam że to niezasiedlony teren. Tak mało tutaj psów. Nawet nie widzę ich śladów. Przyznałam, kierując łeb ku ziemi.
- No ostatnio trochę pusto, ale jeśli tutaj dołączysz, to będzie o jednego psa więcej i będzie mniej pusto. – Zażartował. Chwilę się zastanowiłam i podniosłam głowę wysoko ku chmurom.
- Chętnie tutaj zostanę. Tylko mam pytanie…
- Jakie ?
- Gdy nocą szłam tutaj zobaczyłam dziwne zwierzę. Było bardzo szybkie. Co to mogło być ? – Zapytałam z ciekawości, ale oba psy milczały. Nagle podbiegł do nas kolejny pies, z lekko zatroskaną miną. To była suczka, miała białe lśniące futro i zdawało się, że zna wcześniej wymienione psy.


Ace lub Enzuri ? 

Nowy Konkurs !



Nowy Konkurs pt. " Jakbym wyglądał/a jako człowiek? "
Więcej informacji w zakładce "Konkursy" .
Zapraszamy do wzięcia udziału.

Nowa suczka !



Imię : Swan
Ksywka : Łabędź
Rasa : Mieszaniec
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka ♀
Stanowisko : Opiekunka szczeniąt
Rodzina : Może ma jakichś krewnych w sforze, ale raczej nigdy się nie dowie. Reszta jej rodziny błąka się po świecie, ale ona ich nie ma ochoty szukać. Pamięta jedynie, że jej Matka miała na imię Lissa, a rodzeństwo Sven, Ruby i Bell.
Partner : Nie wie czy w końcu się na kogoś zdecyduje.
Młode : Brak
Historia : Swan urodziła się w małym wiejskim domku. Miała spokojne życie wraz z rodzeństwem całe dnie się bawiła pod czujnym okiem troskliwej matki. Ojca nigdy nie poznała, podobno opuścił ich jak tylko dowiedział się że jego partnerka jest w ciąży. Uciekł i nigdy nie wrócił nawet poznać swojego potomstwa, ale Swan się tak tym nie przejmowała. Prawdopodobnie byłby kiepskim ojcem, w końcu czego można się spodziewać po psie który zostawia swoją partnerkę. Był po prostu tchórzem w oczach Swan, ale jej Matka zawsze miała o nim dobre zdanie. Gdy osiągnęła Wiek w którym była już bardziej samodzielna, to właściciele postanowili wydać szczeniaki do innych rodzin. Sven, Bell i Ruby trafili do wspaniałych i troskliwych rodzin, a Swan właściciele postanowili pozostawić z Lissą. Obie miały pilnować gospodarstwa. Swan bardzo lubiła ganiać za kurami, zaczepiać owce i polować na gęsi, ale po kilku tygodniach musiała z tym skończyć. Okazało się, że właściciele mają długi i nie stać ich już było na utrzymanie farmy. Musieli ją sprzedać i przeprowadzić się do miasta. Chcieli wziąć ze sobą chociaż psy, ale okazało się, że ich nowe mieszkanie jest za małe, by trzymać w nich dwa piękne zwierzęta takie jak Lissa i Swan. Postanowili dać im szansę na lepsze i wygodniejsze życie. Swan miała tylko sześć miesięcy, gdy oddali ich do schroniska. Jego pracownicy zapewniali jej właścicieli, że znajdą im nowy wspaniały dom, ale nie wspomnieli o tym , że będą je musieli rozdzielić. Szczeniaki miały większe szansę na adopcję, niż dorosłe psy. Zatem przyszłość matki Swan była nie pewna. Lissa nie chciała zostawić córki całkiem samej i obiecała jej, że się nigdy nie rozdzielą. Oczywiście nie udało jej się dotrzymać obietnicy, chociaż bardzo walecznie próbowała zatrzymać Swan przy sobie. Zostały rozdzielone po kilku tygodniach. Lissę przygarną pewien pastor, który obiecał dobrze ją traktować, a Swan wciąż czekała, aż ktoś ją zechce. Była przerażona i samotna. Pierwszy raz nie było przy niej matki, bała się jak każde szczenię. Wszystko wokół niej było nowe. Nie czuła już tego wiejskiego zapachu słomy i trawy. Nie widziała już tego błękitnego i nieskazitelnego nieba. Była tylko metalowa podłoga z kilkoma kocami i ściany bez okien. Co jakiś czas przychodzili jacyś obcy ludzie, zmieniając wodę, dając świeże jedzenie i wyprowadzając ją na chwilę na spacer. Pewnego dnia przenieśli ją do innego boksu. Było tam kilka szczeniaków także czekających na adopcję. Tam było już lepiej niż we wcześniejszej ponurej komorze. Znalazła sobie nowych przyjaciół, którzy mieli całkiem podobne przeżycia do niej. Ale to nie nowi przyjaciele najbardziej jej się tu spodobali, tylko pewien pies. Przechodził co jakiś czas ze swoim panem, który pracował w schronisku i doglądał boksów ze szczeniakami. Ten pies miał na imię Devon , był roczniakiem i także trafił do tego schroniska. Szczęśliwym trafem został adoptowany, przez wcześniej wymienionego pracownika. Każdego dnia przechodził obok miejsca w którym była Swan, a ona na jego widok za każdym razem wzdychała. To zauroczenie jednak nie trwało długo. Pewnego dnia do schroniska przyszła Rodzina w sam raz dla niej. Na początku bała się ich i nie chciała z nimi iść, ale po kilku godzinach rodzinie udało się zdobyć jej zaufanie. Od razu ją zabrali do domu, było to trochę niespodziewane i w dodatku nie miała nawet czasu na pożegnanie się z przyjaciółmi. W dodatku nie zdążyła nawet poznać Devona. To najbardziej ją zasmuciło, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Miała nowe, lepsze życie, którym powinna się cieszyć i tak było. Dostała drugą szansę, z wielkim wybiegiem i domem. Każdego dnia bawiła się z dziećmi, chodziła do parków, biegała za frisbee i spała obok kominka. Zawsze z nimi podróżowała, ale gdy skończyła rok, to właściciele postanowili wyjechać na trochę dłuższe wakacje. Niestety do hotelu nie można było brać psów, więc postanowili zostawić Swan u starej ciotki. Nie było tam tak źle, w końcu miała psie towarzystwo. Ciotka Amy miała psa, o imieniu Fransua, często chodzili na łąki i biegali razem. Byli nierozłącznymi przyjaciółmi, świetnie się razem bawili.  Bardzo chciała zostać z ciotką i Fransua, ale wiedziała, że jej właściciele już wracają i na pewno bardzo tęsknili za nią. Niestety podczas drogi powrotnej rodzina Swan miała tragiczny wypadek. W ich samochód wjechała wielka ciężarówka. Oczywiście jej kierowca był pijany i skończyło to się czterema ofiarami śmiertelnymi. Nikt nie przeżył. Swan była załamana, nie wiedziała co teraz z nią się stanie. Ciotka Amy nie miała warunków na trzymanie dwóch psów. Jeszcze zanim ją właściciele przynieśli do niej, to ona była przeciwna temu. Swan nie chciała być w domu, w którym nikt jej nie chce. Na jednym ze spacerów, gdy Amy ją spuściła ze smyczy, przeskoczyła przez ogrodzenie parku dla psów i uciekła na wolność. Ale wciąż była samotna, nie wiedziała co ze sobą zrobić. Chodziła po różnych domach, szukając rodziny, która ją przyjmie, ale każda miała jakąś wymówkę. W końcu przestała szukać i wtedy znalazła idealną rodzinę, która nie potrzebuje wymówek – tą sforę.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Quarter

Od Damon'a - CD opowiadania Coco

- Muszę?- powiedziałem z lekkim śmiechem.
- Tak - powiedziała stanowczo i lekko się uśmiechnęła.
- Nooo dobra - wzruszyłem ramionami i zacząłem śpiewać.

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube-nocookie.com/embed/hhSA9H9Iaqw?rel=0&amp;showinfo=0" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

- Dobra, do później - mruknąłem i zacząłem iść w stronę swojej jaskini.

Coco?

Od Snowy'ego - CD opowiadania Katniss

Spojrzałem w tą stronę co Katniss.
- Chcesz tam iść? - spytałem.
Pokiwała głową. Poszliśmy.
- Uwaga. - krzyknąłem i zatrzymałem ją.
Przed nami rozpościerała się wielka przepaść. Suczka przestraszyła się. Pod nami chodziły wilki. Zauważyły nas.
- Mam nadzieję, że tutaj się nie dostaną, chodźmy stąd lepiej. - powiedziałem.
Wracaliśmy w stronę centrum sfory. Po drodze zapolowaliśmy na sarnę. Resztki zwierzęcia schowaliśmy w zarośla.
- Co tam zobaczyłaś, że chciałaś tam pójść? - spytałem.

Katniss?

wtorek, 10 marca 2015

Od Katniss - CD opowiadania Snowy'ego

Lekko kiwnęłam głową na znak tak. Teren był bardzo piękny, nigdy nie mogłam dostrzec prawdziwego piękna natury.
- Bardzo. - uśmiechnęłam się patrząc w oczy mniejszego psa ode mnie.
 Zaczerpnęłam świeżego powietrza po czym jeszcze raz spojrzałam na białego samca. Ruszyłam głową w prawą stronę, chodziło mi o to byśmy się tam udali.

Snowy?

Od Irfan’a – CD opowiadania Enzuriego

Chwilę popatrzyłem zdziwionym wzorkiem na psa.
- W zasadzie sam nie wiem. Może się gdzieś ukrywają, albo uciekły ze strachu. Może nawet gdzieś zdechły, albo odeszły nie mówiąc o tym. Nie przejmuj się tym, na pewno jakiegoś zobaczysz. Tylko musisz wykazać się cierpliwością. – Wytłumaczyłem Enzuriemu. Po tym nastała kolejna chwila ciszy. - Chyba będziesz mógł już chodzić. – Przerwałem ciszę. – Możemy poszukać jakiegoś psa i Cię przedstawić… ok. ?
- No dobrze. – Potwierdził i ruszyliśmy. Trochę mnie to zdziwiło, że tak trudno jest znaleźć nawet jednego psa w naszej sforze. Wszyscy się ulotnili. Na szczęście po jakimś czasie ujrzałem jakiegoś psa nad rzeką i od razu z Enzurim do niego podbiegliśmy.

 Enzuri, albo ktoś inny ?

Od Enzuriego - CD opowiadania Irfan'a

- Ok, zaczekam spokojnie. - odpowiedziałem.
Miałem nadzieję,że nie spotka mnie znowu jakiś pech.
- Od dawna jesteś już w tej sforze? - spytałem.
- No już sporo czasu.
Siedzieliśmy później w milczeniu. Chciałem wstać ale Irfan upomniał mnie i kazał siedzieć.
- Mam małe pytanko.
- Tak? - zagadnął pies.
- Czemu nie widuje tutaj prawie żadnych psów? - spytałem.

Irfan?

poniedziałek, 9 marca 2015

Od Irfan’a CD opowiadania Enzuriego

Przyjrzałem się dokładnie łapie po czym odparłem.
- Nie będzie tak źle. Wystarczy parę szwów i do wesela się zagoi. Chodźmy do mojej jaskini, tam ci zszyję łapę i  założę opatrunek… ok ? – Zapytałem psa. Ten od razu odparł i kulejąc poszedł za mną. Pod koniec drogi trochę pomagałem mu iść, bo wyglądał na wyczerpanego. Na miejscu zdezynfekowałem, zszyłem i opatrzyłem łapę psa. -  To chyba już koniec. Dobrze, że szybko do mnie przyszedłeś, bo jeszcze wyczułyby twoją krew wampiro-psy i mogłoby być nieciekawie. – Przyznałem.
- Wampiro-psy ? -  Zapytał trochę przerażonym głosem. – Istnieją w ogóle takie stworzenia ?

- Istnieją i mają paskudny charakter. Na początku też nie dowierzałem, ale ostatnio widuje coraz więcej zwierząt pozbawionych krwi. Jakbyś chciał Enzuri się dowiedzieć czegoś więcej o tych wampirach, to możesz zaglądnąć do Ace. Ona jest tutaj profesorem w dziedzinie wampirololgi. – Zażartowałem. – Ale najpierw musisz chwile tutaj ze mną zaczekać, aż szwy się dopasują, żeby się nie zerwały , bo to może cię bardzo zaboleć.  

Enzuri ?

Od Enzuriego

Niedawno przybyłem do sfory. Mam nadzieję, że zostanę tutaj na stałe. Aceland wskazała mi moje miejsce zamieszkania. Ku mojemu zdziwieniu czekał tam na mnie już rozłożony, mięciutki koc. Zmęczony podróżą położyłem się na nim i od razu zasnąłem.

* Następnego dnia *

Wstałem późno. Muszę przyznać, że jestem śpiochem. Nie lubię nudy, dlatego też wybrałem się do lasu na rozpoznanie i od razu krótki spacerek na rozprostowanie kości. Po drodze zdążyłem upolować jakąś sarenkę. Od razu zrobiło mi się lepiej po obfitym śniadaniu. Chciałem zawracać do jaskini, ale coś przykuło moją uwagę. Musiałem to sprawdzić. Pobiegłem tropem zwierzęcia i niespodziewanie przewróciłem się. Ku mojemu nieszczęściu bardzo poharatałem swoją przednią prawą łapę. Przestraszony pospiesznie zawróciłem do centrum sfory. Spotkałem tam psa. Podszedłem do niego i przywitałem się.Przedtem schowałem łapę aby go nie wystraszyć.
- Cześć, jestem Enzuri. - przedstawiłem się.
- Widzę, że jesteś nowy. Witaj, jestem Irfan.
- Mam pytanie, znasz tutaj jakiegoś lekarza? - spytałem pokazując mu łapę.
Wybałuszył oczy normalnie jakbym miał ranę tak głęboką, że aż widać kość. Chyba jednak tak strasznie nie było, choc sam nie wiem bo nie przyglądałem się zbytnio.
- Yyy, ja jestem lekarzem. - odparł po chwili.
- Strasznie to wygląda? - spytałem. Najlepsze jest to, że pierwszy dzień w sforze a juz zaczął się pechowo.

Irfan?

niedziela, 8 marca 2015

Nowy Pies!

http://tapety.tja.pl/obrazki/tja_normalne/167842.jpg
Imię: Enzuri
Ksywka: Zuzu
Głos: Ed Sheeran - Thinking Out Loud 
Rasa: Pirenejski Pies Górski
Wiek: 2 lata
Płeć: Pies
Stanowisko: Wojownik zachodni
Rodzina: Poza sforą.
Partner: Szuka
Młode: Brak
Historia: Pochodzi z hodowli psów rasowych "Redredimus". Ojca nigdy nie poznał.Jak to bywa z psami w hodowli,szczeniaki zostają po osiągnięciu pewnego wieku oddane do nowych właścicieli.Enzuri był ciekawskim psem i wyszedł za posesję swojego pana i zgubił sie.Nie odnalazł z powrotem domu i błąkał się przez 1,5 roku po lasach.Napotkał Aceland,która zaproponowała mu zamieszkanie w Sforze Psiego Uśmiechu.Oczywiście zgodził się.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Natusia666 / natax.zet026@gmail.com



UWAGA !!!

Przypominam,że nadal jesteście w tej sforze.

Obowiązuje Was to do pisania opowiadań przynajmniej 2 razy w miesiącu oraz brania udziału w życiu sfory (korzystania z chatu, uczestniczenia w konkursach).

Jeśli chodzi o opowiadania piszemy je regularnie,nie raz na jakiś czas.

Mam nadzieję,że znowu poczujecie ducha i atmosferę Sfory Psiego Uśmiechu.

 

~ Alfa Aceland

Od Aceland

Zaczynam się martwić. Pso - wampiry od niedawna zbliżają się niebezpiecznie blisko do terenów sfory. Myślę, że powinniśmy obstawić granice większą ilością psów. Nasi wrogowie są silniejsi od nas, nie co pod względem fizycznym, ale posiadają nadprzyrodzone zdolności, które opisałam w swoim dzienniczku podczas obserwacji. Chyba powinnam schwytać jeszcze jednego przedstawiciela ich gatunku. Muszę wiedzieć co planują. W końcu psy dołączają do sfór aby czuć się bezpiecznie. I tak też zrobiłam. Słońce zaczęło świtać. Poczułam oddech na skórze.
- Gdzie idziesz? - spytał pies. Jak się obróciłam okazało się, że to Mashine.
- Mam patrol. - nie kłamałam bo akurat szczęśliwie przypadało mi to zajęcie.
- Aaa, prawie zapomniałem.To w takim razie idź już. - liznął mnie w czoło i z powrotem położył się.
Nareszcie mogłam spokojnie coś zrobić. Słońce powoli wprowadzało jasne promienie do ciemnego lasu.



Za dużymi sosnami kryły się jaskinie wrogów. jak zawsze pso - wampiry miały w swoim zwyczaju wystawiały z rana jednego strażnika pilnującego ich "mieszkań". Wyglądał na przestraszonego, ale nie dałam się zwieść pozorom. Podkradłam się od jego lewej stronie. Nie wiem czemu, ale zwierzęta zawsze maja osłabiony lewy bok. Z ziemi chwyciłam w pysk gałąź, która głośno pękła. Strażnik zaczął się trząść.Wykorzystałam ten moment i wbiłam drewno w łapę Cicho zaskomlał. Pchnęłam go mocniej i pokierowałam w stronę sfory. O dziwo szedł bez oporu. Wrzuciłam go do jaskini, w której kiedyś więziłam Luke'a.
- Nie rób mi krzywdy. - pisnął.
- Nic ci nie zrobię, tylko mam kilka pytań.
- Odpowiem na wszystkie. - powiedział szybko.
- W takim razie jakie macie plany związane z naszą sforą. Moim zdaniem, zdecydowanie za blisko zbliżacie się do nas.
Nagle cisza jak makiem zasiał. Jednak trzeba było użyć groźby. Chwyciłam w pysk gałąź i zamierzyłam się z nią na niego.Od razu zaczął gadać.
- Jjjuż mówię... chcemy was zaatakować w najbliższym czasie.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Jednak dobrze przeczuwałam.
- Drogi koleżko, jak ci tam na imię? - spytałam.
- Odi...
- Posiedzisz tutaj aż do spotkania ze swoimi przyjaciółmi.Dwa razy dziennie mięso z sarny, ale ze względu, że jesteś mały i strachliwy dostaniesz trzy razy dziennie.
- Nie jestem płochliwy. - zbuntował się.
- Bo zaraz ci nic nie będę dawać. - zagroziłam.
- Nie, nie, jest w porządku.
- W takim razie do następnego razu,Odi. - pożegnałam się dumna z siebie.

Od Rocky'ego - CD opowiadania Avalon

- Nie, po prostu zamyśliłem się. - odpowiedziałem.
W głowie miałem wyidealizowany obraz gór. Jak opowiadała Coco wszędzie są kozice -raz wiedziałem jedną na "wakacjach" w Himalajach z Ace, ale to musi być coś innego. Może są lepsze w smaku od płochych saren zamieszkujących tereny sfory. Chciałbym wyruszyć w Alpy. Słyszałem od innych psów, że jest tam super. Tak je sobie wyobrażam :



Wpadłem na świetny pomysł, który trochę graniczył z niemożliwym.
- Co byś powiedziała na nasza wspólną wyprawę w Alpy? Zawsze chciałem tam być.Odpoczęłabyś od sfory i swoich problemów.

Avalon?

Od Avalon - CD opowiadania Rocky'ego

- Szczerze mówiąc, było całkiem fajnie - mruknęłam uśmiechając się lekko - Zawsze piękne widoki, dużo zwierzyny i wiele świeżego powietrza
- To było naprawdę fajnie - zaśmiał się Rocky.
- Spokojnie, teraz wady - powiedziałam spokojnie - Jest strasznie wysoko, więc jak spadniesz już po tobie i strasznie zimno - zakończyłam swoją wypowiedź i spojrzałam na kompana. Temu jakby trochę odechciało się gór
- Co, już nie tak fajnie?- zaśmiałam się.

Rocky?

sobota, 7 marca 2015

Od Rocky'ego - CD opowiadnia Avalon

-Jak poznasz więcej psów na pewno będzie ci lepiej - powiedziałem.
-Może, zobaczymy.
Woda od zawsze mnie relaksowała , może i na nią zadziała.Postanowiłem zabrać ją nad wodospad.Prezentował się jak zawsze świetnie a jeszcze lepiej w półmroku.



-Wow - szepnęła.
Byłem z siebie dumny , że zdołałem zaskoczyć ją.
-Lao,jak to było mieszkać w górach?

Avalon?

Od Snowy'ego - CD opowiadania Katniss

-Nie, po prostu się patrzę - odpowiedziałem szczerze - od czego masz bliznę na pysku.
-Ach to.Jak wiesz wychowały mnie wilki.Często polowaliśmy.któregoś razu tropiłam zająca.Już prawie go miałam , ale w akcie walki o życie porządnie mnie drapnął - śmiała się.
-Kiedyś miałem podobną sytuację.Może powiem to tak z innej beczki , ale chodź na łąkę.
Posłuchała i przytaknęła głową.To moja ulubiona część sfory.Nieopodal łączki płynie strumyczek i uwielbiam słuchać jak szumi.Wiosna już się rozkręciła dlatego dźwięk wody połączony z ćwierkaniem ptaków to muza dla moich uszu.Ku mojemu zdziwieniu nie zastaliśmy małych śpiewaków , ale widok i tak zapierał dech.



Jak dla mnie mógłbym tu nawet mieszkać.Ale chyba uchodziłbym za dziwaka.Może sam jeszcze bym świergotał na gałązkach drzew.
-Podoba ci się tutaj - spytałem suczki.

Katniss?

Od Katniss - CD opowiadania Snowy'ego

Lekko kiwnęłam głową. W końcu będziemy robić coś pożytecznego, nienawidzę bezczynności. Nigdy bym nie mogła usiedzieć w miejscu, po prostu nie potrafię.
- Okey. - powiedziałam z obojętną miną.
Samiec uśmiechnął się lekko gryząc lewy kącik ust. Niedługo po tym zaczął wpatrywać mi się w oczy kończąc na pyszczku. Myślałam że tam coś mam, hm...
- Co? Mam coś może na pyszczku? - zaczęłam się drapać po mordce.

Snowy?

wtorek, 3 marca 2015

Od Avalon - CD opowiadania Rocky'ego

Westchnęłam.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami - Może dlatego, że nie miałam rodzeństwa - powiedziałam trochę smutnie - A Ty masz rodzeństwo?
- Mam kuzynkę - mruknął zadowolony - Aceland - uśmiechnął się. Mimowolnie też się uśmiechnęłam.

Rocky?

Od Aceland

Ostatnio byłam ciągle zestresowana w związku z ucieczką Luke'a ( krwiożerczy kundel).
Postanowiłam iść do Tajemniczego Lasu do mojego Feniksa.
Jego obecność zawsze mnie uspokaja.
Z radością pobiegłam w kierunku miejsca zamieszkania "mojego" zwierzątka.
Wokoło mnie roiło się od wysokich i ciemnych drzew,a pod łapami skrzypiały zasuszone liście i gałązki.
Po około pół godziny dotarłam pod drzewo feniksa.
Miał wyniszczone pióra,obwisłą skórę -wyglądał marnie.
Nagle zapalił się nad nim ogień i pochłonął go.
Po ptaszku została tylko kupka popiołu.
Zdałam sobie sprawę,że przybyłam w ciągu przemiany.
Nigdy tego nie widziałam.
Usiadłam pod drzewem , odgarniawszy najpierw liście.
Czekałam na odrodzenie z fascynacją.
Minęło parę minut gdy z popiołu powstał pisklak.
Mimowolnie uśmiechnęłam się.
Nie przejmowałam się już problemami związanymi ze sforą i psimi wampirami.
Posiedziałam jeszcze chwilę i odstresowana jak nigdy dotąd wróciłam do sfory.

sobota, 28 lutego 2015

Od Indiany - CD opowiadania Natalie


-Ładnie tu, nie? Natalie?
 Suczka wydawała się mnie nie słuchać.
-Eee..Co? Wybacz nie słyszałam.
 -Nie, nic.
 Szliśmy wąską ścieżką, gdy nagle w gronie obok usłyszeliśmy pisk. Pisk szczeniaka...
-Słyszysz?- zapytała Natalie
 Bez zastanowienie pobiegłem tam i chwile później wróciłem ze szczeniakiem...
Natalie?

środa, 25 lutego 2015

Od Rocky'ego - CD opowiadania Avalon

-Po prostu idę w stronę swojego domu-jest obok twojego-powiedziałem.
-Aha,już myślałam,że mnie prześladujesz,w końcu jestem nowa i w ogóle -trochę zawstydziła się.
-Nie wszyscy są tak mili jak ja,zdarzają się różne przypadki-rozejrzałem się wkoło-nigdy nic nie wiadomo.Stało ci się coś kiedyś,że obawiasz się innych?-spytałem.

Avalon?

Od Coco - CD opowiadania Damon'a

-Od kiedy się spotykamy zacząłeś śpiewać - stwierdziłam.
-To mój as w rękawie.
Sierść już całkowicie mi namokła więc wstałam.Poszliśmy do "centrum" sfory.Staliśmy pod moją jaskinią.
-Zaśpiewasz mi coś jeszcze?

Damon?

wtorek, 24 lutego 2015

Od Avalon - CD opowiadania Rocky'ego

Wzruszyłam ramionami i zaczęłam ponuro patrzeć w ziemię.
- Może - powiedziałam cicho. Odwróciłam się od nowo poznanego psa i zaczęłam iść w którąś z czterech stron świata.
- Podnieś głowę, bo na drzewo wpadniesz - mruknął Rocky. Nic nie odpowiedziałam tylko szłam dalej. Co kilka minut spoglądałam do góry. Strasznie denerwowały mnie te bandaże i zaczęłam warczeć sobie na łapy. Z chęcią zszarpała bym sobie te opatrunki. Spojrzałam w bok i zobaczyłam Rocky'ego.
- Śledzisz mnie?- burknęłam.
Rocky?

poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Damon'a - CD opowiadania Coco

- Pół na pół - mruknąłem, śmiejąc się.
- Dlaczego?- zapytała zaciekawiona.
- Leżeć na tej brajcie nie bardzo fajnie - westchnąłem - Ale leżenie - zaśmiałam się - Tak leżeć tu z tobą - dodałem cicho.
- Co?- odwróciła się suczka
- Nic - mruknąłem i uśmiechnąłem się - dobra wstawaj bo będzie nie fajnie - chciałem wstać, jednak Coco mi to uniemożliwiła. Wzruszyłem ramionami i zacząłem patrzeć w niebo. Coocy położyła mi głowę na ramieniu i też zaczęła patrzeć w chmury. Leżeliśmy tak w ciszy. W końcu z nudów zacząłem nucić sobie piosenkę.
  <iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube-nocookie.com/embed/YRrYClM0ly4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Gdy skończyłem śpiewać, jakoś nie chciało mi się otwierać oczów. Leżałem nadal na śniegu z błotem i w sumie nie przeszkadzało mi to. Uśmiechnąłem się do siebie i przytuliłem Coco.

Coco?

sobota, 21 lutego 2015

Od Snowy'ego - CD opowiadania Katniss

-Chyba masz słabą kondycję-zagadnąłem do Katniss.
-I kto to mówi - odszczeknęła.
Cóż,miała charakterek.
-Jesteś zmęczona,zaprowadzę cię do twojej jaskini.Musisz odpocząć.
Tata pokazał mi wcześniej gdzie zaprowadzić koleżankę.Po 5 minutach byliśmy na miejscu.
-Masz ochotę na jutrzejsze zwiedzanie sfory ze mną?Zawsze służę pomocą.

Katniss?

Prośba do Katniss

Proszę suczkę Katniss abyś zmieniła głos psa. Ku mojej nie uwadze zdążyłam się zorientować że ten głos jest zarezerwowany przez kinia880.

Dziękuję i przepraszam za zamieszanie

Od Coco - CD opowiadania Damon'a

-Osobiście też nie lubie takiej breji-odpowiedziałam szczerze.
Uśmiechnął się ze zrozumieniem.Brnęliśmy przed siebie,rozpryskując przy tym śnieg.Pierwszy raz od dawna słyszałam śpiew ptaków.Zmrużyłam oczy aby lepiej je usłyszeć.
Potem położyłam się na mokrej ziemi.
-Co ty robisz?-spytał rozbawiony Damon.
-Leżę i patrzę na Ciebie,połóż sie koło mnie-zachęciłam go.
I tak też zrobił.Przytuliłam się do jego miękkiego futra.
-Fajnie,co nie?-spytałam go.

Damon? 

Od Rocky'ego - CD opowiadania Avalon

-Cześć,jestem Rocky,wyglądasz na poobijaną-przywitałem się.
-Hej,jestem Avalon,masz rację-odpowiedziała.
-Co ty robiłaś,że doprowadziłaś się do tego stanu?-spytałem,widząc siniaki na przedniej łapie.
-Poznawałam sforę -uśmiechnęła się do mnie.
-Coś ci chyba nie poszło-stwierdziłem-zaprowadzę ciebie do Irfan'a - naszego lekarza.
-Naprawdę nie trzeba-powiedziała.
-Uwierz mi ,trzeba.
Tak też zrobiłem.Irfan założył jej opatrunki na łapy.Wyglądała śmiesznie.
-Lepiej Ci?-spytałem.

Avalon? 

Od Avalon

Oparłam się o skałę i spojrzałam na lśniące jezioro. Wyglądało pięknie w świetle księżyca. Westchnęłam i zaczęłam wstawać. Trzeba się gdzieś schować na noc. Rozejrzałam się wokół jakiejś jaskini. Uniosłam głowę i zapatrzyłam się w wysokie, szumiące sosny. Gwiazdy oświecały ich igiełki. Podeszłam do pierwszej, lepszej sosny i wgramoliłam się na gałąź. Później na kolejną i kolejną. Gdy byłam dość wysoko od wszystkich niebezpieczeństw, położyłam się i próbowałam zasnąć, jednak igły wbijały mi się w kark. Mimo to jakoś zasnęłam.
Rano obudziłam się z niemałym bólem kości. Zeskoczyłam z drzewa, akurat na kogoś przechodzącego pod spodem. Odeszłam parę kroków w tył i skuliłam się. Po chwili poczułam czyiś oddech na karku.

Ktoś?

Od Damon'a - CD opowiadania Coco

Wzruszyłem ramionami.
- Kiedyś patrzyłem jak ojciec polował i trochę zapamiętałem - zaśmiałem się. Zacząłem jeść upolowaną zwierzynę. Coco zrobiła to samo.
- Chodź, przejdziemy się - powiedziałem po skończonej uczcie.
- Okej - mruknęła Coco i zaczęliśmy iść.
- Eh, kiedy w końcu będzie wiosna!- zawołałem. Miałem dosyć chodzenia po tej pośniegowej brejcie.
- Spokojnie - zaśmiała się Coco - Aż tak nie lubisz zimy?
- Lubię, ale mam dosyć chodzenia po tej berjcie - westchnąłem.

Coco?

Nowa Suczka!

Imię: Avalon
Ksywka: Av, Lao [czyt. Lio]
Głos: Hollis - Borderline
Rasa: Border Collie
Wiek: 1 Rok
Płeć: Suczka
Stanowisko: Pisarz
Rodzina: Każdy jest gdzie indziej - matka gdzieś w górach, ojciec jeszcze indziej, więc niezbyt utrzymuje z nimi kontakt.
Partner: Chyba nikt nie przebije, grubej powłoki żalu w niej.
Młode: Zupełnie, najzupełniej brak.
Historia: Lao jako mała sunia mieszkała z rodzicami w małym, opuszczonym domku w górach. Była jedynaczką, więc gdy rodzice chodzili na różne spacery, zostawała sama. Nie miała zbyt wielu przyjaciół, przez to jest zamknięta w sobie i zawsze się gdzieś chowa. W końcu rodzice się pokłócili, przez co ojciec Av odszedł z córką. Wędrówka skończyła się chwilowym spoczynkiem w małym lasku, niedaleko jeziora. Pewnego poranka ojciec zmył się i zostawił Lao samą. Poradziła sobie jakoś w życiu i znalazła Sforę Psiego Uśmiechu.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: ♣ Koralka ♣

piątek, 20 lutego 2015

Od Katniss - CD opowiadania Snowy'ego

-Tak. - lekko uśmiechnęłam się patrząc w oczy psa. - Chcesz się gdzieś przejść? - zapytałam dalej patrząc się na psa.
- Jasne. - mrugnął po czym ruszyliśmy przed siebie.
Oboje szliśmy blisko siebie, po chwili zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy. Oboje dowiedzieliśmy się trochę o sobie. Będąc pod dużym drzewem tam zrobiliśmy postój. Położyliśmy się pod nim sapiąc ze zmęczenia.

Snowy?

czwartek, 19 lutego 2015

Od Snowy'ego

Siedziałem sobie samotnie nad rzeką Jafiszof.Kiedy nie mam nic do roboty zawsze tutaj przychodzę.To moje specjalne miejsce.Czuję się tutaj sobą.Oglądałem kaczki które pływały po tafli wody.
-Za dużo tego siedzenia-pomyślałem i wstałem.Otrząsnełem swoje śnieżnobiałe futerko i ruszyłem w stronę lasu.Ujrzałem tam czarnego psa,chyba suczkę.Podeszłem nieśmiało i przywitałem się.
-Cześć-powiedziałem-jak się nazywasz?
-Katniss-odpowiedziała miło.
-Jesteś chyba nowa w tej sforze,nigdy ciebie nie widziałem.-uśmiechnąłem się.

Katniss?

Od Coco - CD opowiadania Damon'a

-Jestem za-szepnęłam mu do ucha.
-To za mną.
Nic już nie komentowałam bo w dali ujrzałam stadko zajęcy.Jeszcze nigdy na nie nie polowałam ale zawsze musi być ten pierwszy raz.
-To jak,zaczynamy?-spytałam głupio.
Uśmiechnął się do mnie i ruszył przed siebie.Wzięłam z niego przyklad ale coś mi się nie udało.
-Nie przejmuj się -powiedział Damon.Obok niego leżało upolowane zwierzę.
Nie miałam zamiaru poddawać się.Spróbowałam jeszcze raz i...udało mi się.Byłam zadowolona z siebie.
-Jak ty to robisz,że tak świetnie polujesz?-spytałam Dam'a.

Damon?

wtorek, 17 lutego 2015

Od Damon'a - CD opowiadania Coco

- Do jutra - pokiwałem głową - Przyjdę po Ciebie - mruknąłem.
- Okej - powiedziała Coco i zniknęła w swojej jaskini. Zacząłem trochę truchtać. Jeszcze gdzieniegdzie był śnieg. Podszedłem i ulepiłem małą śnieżkę. Małą, gdyż powalająca ilość śniegu, nie pozwalała mi zrobić większej. Zacząłem się jej przyglądać i rozbiłem sobie ją o głowę.
- To było dosyć głupie - zaśmiałem się i strzepałem sobie śnieg łapą. Poszedłem do jaskini i zasnąłem.
Wstałem rano i przeciągnąłem się. Od razu poszedłem po Coco.
- Hej - uśmiechnąłem się. Stała przed jaskinią.
- Cześć - odpowiedziała i podeszła do mnie.
- Może pójdziemy na polowanie. Niedawno wstałem więc jestem głodny. - zaśmiałem się - Wiem, jestem śpiochem - mruknąłem.

Coco?

poniedziałek, 16 lutego 2015

Od Aceland - 7 dzień misji

Nie chciało mi się spać.Poszłam wiec do pobliskiej jaskini do psa - wampira Luke'a.Gwiżdżąc pod nosem dostałam prawie zawału.Nie było go tam,a to oznaczało,że uciekł.Przestraszyłam się bo mogły nas zaatakować w każdej chwili,ale nie sądziłam że to zrobią.Po drodze spotkałam Irfana.
-Siema,nie wiesz kiedy zwiał?-spytałam zaniepokojona.
-Co?!Jeszcze z rana był.
-Ok,dzięki.
Była to dobra wiadomość.Luke był osłabiony odsiadką więc zapewne gdzieś odpoczywa.Od razu pobiegłam w stronę ich watahy nie robiąc przy tym hałasu.Serce biło mi jak oszalałe,ale to nie miało znaczenia.Zakradłam się za świerkiem i zobaczyłam go.Byłam wściekła. Na szczęście jeszcze nie doszedł do swojego obozowiska.
-Już nic nie powiesz-powiedziałam to i dźgnęłam go gałęzią w pierś.
Wydał ostatnie tchnienie i skonał.

niedziela, 15 lutego 2015

Od Toromaru – CD opowiadania Quiet

Westchnąłem… Dlaczego łatwiej jest zostać potrąconym przez samochód, niż dokonać jednej udanej rozmowy, z ukochaną suczką ??? To jest dołujące. Quiet była wściekła, po tym jak milczałem. Po prostu się odwróciła i ze łzami w oczach uciekła. Mie miałem odwagi, by ją zatrzymać, więc też odszedłem. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nagle zauważyłem, że przede mną przemknęło małe pomarańczowe zwierzątko. Poszedłem szybko jego śladem. Nie patrzyłem gdzie biegnę. W pewnym momencie zorientowałem się, że utknąłem w  dziurze z skale. Dopiero wtedy zobaczyłem ścigane przeze mnie zwierzątko.




Zwierzątko kpiło ze mnie.
- Ty mała kreaturo !!!! – Wrzasnąłem wściekły. – Od początku to planowałeś… -Zacząłem, lecz zwierzątko milczało. Prawdopodobnie nie umiało mówić. Jednak dało się wyczytać z jego oczu wszystko, co mógłby powiedzieć.  – Sory nie opowiem Ci nic co się dzisiaj stało. Nawet nie proś. – Powiedziałem, próbując wyjść z dziury, lecz na darmo. W pewnej chwili zwierzątko poszło między krzaki. – Ej… nie zostawiaj mnie tu !!! Zjedzą mnie wampiry !!! – Krzyknąłem przerażony, jednak zwierzątko nie chciało odejść. Szybko wróciło. W małych łapkach trzymało ciastka, jedno z nich przystawiło mi pod nos. – Chcesz żebym to zjadł ??? – Zwierzątko pokiwało głową, żeby potwierdzić moje pytanie. – Dobra, jak mnie stąd wyciągniesz, to zrobię, co tylko będziesz chciał. – Powiedziałem. – Może lepiej będzie jak dam ci jakieś imię…. – Zamyśliłem się. – Co powiesz na Pan Ciastkożerca ??? …. Nie, no to może Puszek ??? Zoltar ??? Orange ??? Bunny ???... – Żadne z nich nie podobały się zwierzątku, nie miałem więcej pomysłów. – Ok, skoro żadne z nich ci się nie podoba, to sam sobie je wymyśl… EUREKA !!!! Nazwę Cię „Pan Fu Fu Flapsio” , co ty na to ??? – Próbowałem wkurzyć zwierzątko, lecz ku mojemu zdziwieni właśnie to imię mu się spodobało. – Serio Ci się to podoba ??? – Flapsio pokiwał głową, po czy zaczął mnie ciągnąć za uszy, żeby mnie wydostać z dziury. Po wielu próbach w końcu się udało. Jak wcześniej obiecałem Flapsiowi, zacząłem opowiadać wszystko od początku.  Gdy w końcu był koniec mojej opowieści, Flapsio wydawał się zły na mnie. – O co Ci chodzi ??? Nawet się tak na mnie nie patrz… - Wiedziałem, że Flapsio chce mnie przekonać, żebym poszedł do Quiet i ją przeprosił. – No błagam przestań… ok zrobię tak jak chcesz, ale licz się z tym , że ona nie chce mnie widzieć. – Przyznałem, jednak Flapsio nie chciał się poddać. Zaczął mnie ciągnąć do jednej z jaskiń. – Wiesz co ??? Jesteś geniuszem !!! – Wpadł mi do głowy pewien pomysł. – Flapsio idziemy na łąkę. – Powiedziałem poważnie. Zaczęliśmy zrywać tam kwiatki. Szukałem tego jedynego, lecz nigdzie nie mogłem go znaleźć. Po długich godzinach, znalazłem go.

Ostrożnie go zerwałem i szybko pobiegłem do wcześniej wymienionej jaskini. Jedyna rzecz, którą zapamiętałem to, to że Quiet uwielbiała moje piosenki, a skoro nie umiem jej powiedzieć co czuję, to o tym zaśpiewam. To byłby prostszy sposób. Przez cały dzień wymyślałem tekst, to było cięższe, niż wszystko co do tej pory robiłem. Po zakończeniu piosenki, nadszedł czas na drugą część mojego supernowego planu. Tutaj pojawiał się Flapsio. Miał zwabić tutaj Quiet. Gdy tylko wybiegł, ja zacząłem myśleć o rytmie mojej piosenki. Cicho zacząłem ją nucić, a następnie śpiewać.


*** W trakcie śpiewania
Nagle usłyszałem czyjeś kroki, od razu wiedziałem kto to. Jednak nie przestawałem śpiewać. Leżałem ukryty za skałami i gapiłem się w sufit.

Quiet ??? 


sobota, 14 lutego 2015

Nowa Suczka!!!

Imię: Katniss
Ksywka: Kat
Rasa: Owczarek Belgijski Groenendael
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Wschodni Wojownik
Rodzina: -
Partner: -
Młode: -
Historia: Wychowały mnie wilki. Rodziców nie znałam, nawet nie wiem gdzie są i czy w ogóle jeszcze żyją. Dlaczego mnie musiało dopaść takie okrucieństwo? Przez wychowanie wilków stałam się oschłą suką lecz na granicach dobrą i uroczą. Nie któregoś dnia stado wyruszyło na polowanie, nie nawidziłam ich jedzenia. Potrzebuję bardziej relaksycyjnych warunków, a nie. Gdy byłam sama, nawiałam. Nie chciałam już tak dłużej żyć. Po kilku dniach wędrówki dotarłam tutaj, do Sfory Psiego Uśmiechu za pomocą suczki, Navedy.
Upomnienia: 0
Kontakt: Rev.

piątek, 13 lutego 2015

Od Rocky'ego

Tradycją już jest,że zawsze wybieram się na patrol.Tym razem wybrałem się na łąkę bo dawno tam nie byłem.Słońce dopiero co wchodziło wiec było stosunkowo ciemno.Sarny chodząc po lesie łamały gałęzie.Pewnie są już na tej polanie.Uśmiechnąłem się do siebie,ale przeżyłem zaskoczenie.Na łące siedział tyłem do mnie jakiś pies albo wilk.
-Halo?!-krzyknąłem.

Ktoś?

niedziela, 8 lutego 2015

Od Coco - CD opowiadania Damon'a

-Patrz,tam jest wilk-krzyknęłam.
-Gdzie?-spytał Damon.
-Żartowałam-uśmiechnęłam się.
Trochę się nafuczył,ale zawsze mu przechodzi.
-Pa-pożegnał się ze mną pod jaskinią.
-Do jutra?-spytałam.

Damon?

sobota, 7 lutego 2015

Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro

Popatrzyłam się na niego ze zdziwieniem.
- Yyy… sądziłam, że ty coś wymyślisz. Zawsze masz fajne pomysły i myślałam, że tym razem też tak będzie. – Przyznałam po chwili. Ferraro wziął głęboki wdech i próbował coś powiedzieć… jednak przerwał mu silny podmuch wiatru, który zerwał kilka płatków z drzew. Różowe tornado wleciało prosto w Fero. Na początku się przeraziłam, ale potem strach zmienił się na śmiech. Nie mogłam się powstrzymać, a biedny Ferraro zaczął znowu kichać. – Tak sobie myślę, że możesz mieć alergię !!! – Podniosłam głos, próbując się przebić, przez hałas który wydawał.
- Też tak myślę – Powiedział wyczerpany.

-  Będzie lepiej jak pójdziemy gdzieś indziej, bo to twoje kichanie zaczyna się robić niebezpieczne. – Przyznałam, po czym pociągnęłam go za sobą. – Teraz ja Ci pokaże miejsce, w którym jeszcze nie byłeś. – Powiedziałam kierując go na plażę.


Ferraro wydawał się zaskoczony widokiem, który mu pokazałam. Zaprowadziłam go na molo i zapytałam :
- I jak ??? Podoba Ci się ???
- Jest całkiem ładnie.
- Ale nie tak ładnie jak w Alei, prawda ???
- No nie wiem, oba miejsca są bardzo ładne, ale mieliśmy się zająć piosenką. – Wtrącił. – To o czym będzie ???
- Mam pomysł.
- Jaki ??? – Zapytał.
- Spójrz mi w oczy.
- Co ???
- Spójrz mi w oczy i improwizuj. – Widziałam , że Ferraro nie wie co robić, więc postanowiłam mu pomóc. – Po prostu powiedz co w nich widzisz, albo lepiej zaśpiewaj. Jak ty zaczniesz, to ja się potem włączę.
- Ale co mam zaśpiewać ??? – Zapytał.
- Idź na żywioł.



 - I widzisz… wyszło bez tekstu. – Uśmiechnęłam się.

Ferraro ??? 

Od Quiet- CD opowiadania Toromaru

Po kolei, po woli małe łzy spływały mi po policzkach. Toro popatrzył na moje oczy i zapytał.
- Ty płaczesz?-zapytał.- Uraziłem cię?
- Nie... Może...-powiedziałam.
Powoli odchodząc. Szłam z łbem opuszczonym nisko. Po chwili dogonił mnie Toromaru.
- Ale ja ci mówię że jeszcze nie czas...-powiedział równie zdołowany.
- Jak nie czas to po coś mnie całował?!-zasmuciłam się.- Tylko dla tego żeby mieć zrobiony punkt w swojej liście?!
- Nie... Raczej... Chyba...-gryzł się w język.
Przewróciłam oczami i odwracając się poszłam w stronę swojej jaskini. Toro znowu mnie dogonił i zapytał:
- Ale przyznaj że ci się to spodobało...-powiedział cicho.
- Może i tak ale to już nie ma znaczenia jak zrobiłeś to z przymusu...-powiedziałam smutna.

Toromaru?

Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah

Uśmiechnąłem się.
- To teraz ją masz...-pomogłem jej wstać.
Po wstaniu Qet zaczęła się chwiać i raz jeszcze padła na ziemię. Zaśmiałem się lekko i wziąłem ją na plecy żeby umilić jej drogę. Szczególnie omijając tyle zbędnych upadków. Gdy dotarliśmy do Alei, Qet szeroko się uśmiechnęła i zeszła ze mnie odzyskując przytomność na ten widok...






Pocałowała mnie mocno, a ja zapytałem:
- Podoba ci się tu?- zaśmiałem się.
- I to jeszcze jak!- krzyknęła.
Poszliśmy pod drzewo. Położyłem się do góry brzuchem a suczka obok mnie. Patrzyłem na korony drzew i nagle na nos upadł mi jedne różowy płatek. Ale świecił się co nie było podobne do reszty.





Otrząsnąłem go szybko z nosa. Po tym draśnięciu nosa płatkiem strasznie mnie swędział. Sprawiał że gdy kichałem z mojego nosa wydobywał się dziwny pyłek. Qet śmiała się ze mnie tak mocno że nie mogła złapać oddechu. Ja tylko kichałem i kichałem za każdym razem odsuwając się o metr do tyłu. Po mojej pyłkowej głupawce otrząsnąłem łeb i zmoczyłem nos w zimnej wodzie.
- Co to były za dziwne płatki?-zapytała zdziwiona.
- Nie wiem.- kichnąłem po raz ostatni.- Ale na pewno nie działają na mnie dobrze.
Suczka uśmiechnęła się i zaproponowała.
- Może byśmy wymyślili razem jakąś piosenkę?...-uśmiechnęła się.
- Czemu nie.-spodobał mi się pomysł.- O czym będzie?

Qetsiyah?

piątek, 6 lutego 2015

Od Marcus'a- CD opowiadania Foxy

Patrzyliśmy się przerażeni na dwa psy. One chwile patrzyły się na nas i odezwały się.
-Co wy tu robicie gdzie są wasi rodzice?
-My szukamy domu. A rodzice nami się już nie interesują.
Odpowiedziałem trochę mniej wystraszony. Chwilę się naradzali,aż w końcu się znowu odezwali.
-Chcecie dołączyć do naszej sfory?
Teraz to my chwilę naradzaliśmy się z Foxy czy warto.
-Oczywiście,że tak co to za pytanie.-odpowiedziała zdecydowanie siostra
Patrzyli trochę zszokowani. A ja razem z nimi. Nie znałem siostry od tej strony.
-Chodźcie z nami.
Posłusznie ruszyliśmy za nimi.
-Nie znałem cię od tej strony.
-Czasami trzeba tak odpowiedzieć.
Po tym obserwowaliśmy cudne tereny. Przechodziliśmy przez dolinę z fiołkami.
Zaczęliśmy się bawić. Tamte psy ciągle nas obserwowały. Bawiliśmy się świetnie.
Po pewnym czasie skończyliśmy się bawić.
-Idziecie czy dalej się bawicie?
-Już idziemy!
-A jak macie na imię?
-Ja Marcus a to moja siostra Foxy.A wy?
-Ja Mashine,a to moja partnerka Aceland.
Po tych słowach milczeliśmy. Foxy przerwała ciszę już się zastanawiałem co odpowie.
-A jak nazywa się ta sfora?
-Sfora Psiego Uśmiechu.
-Acha.
Po tym szliśmy dalej. Zachodziło już słońce byliśmy wyczerpani i senni.
Powoli sunęliśmy łapą za łapą. Zobaczyliśmy jakieś jaskinie domyśliliśmy się,że to tu.
Powoli dotarliśmy na miejsce. Mashine pokazała nam naszą jaskinię.
Szybko weszliśmy do środka i zapadliśmy w sen.

Foxy?

Od Toromaru – CD opowiadania Quiet

-Wszyscy mnie kochają – Przyznałem.
- Ale ja Cię tak kocham, kocham…
- Kocham, kocham ??? Jest w ogóle takie wyrażenie ???
- No jest.
-  Może przetłumaczysz to na mój język, bo jakoś nie rozumiem. – Zacząłem się z nią drażnić.
- Nie wiem jak to powiedzieć… – Zaczęła.
- No po prostu powiedz to tak jak wcześniej, tylko jakoś bardziej rozumnie. – Wtrąciłem się
- Jestem w tobie zakochana !!! – Przyznała po chwili.
- Zaraz… czy ty mi proponujesz małżeństwo, czy stały związek ???
- Nie, nie proponuje…- Powiedziała oburzona - a między małżeństwem, a stałym małżeństwem jest w ogóle jakaś różnica ???
- Ogromna !!! – Krzyknąłem – Jakbyś proponowała mi małżeństwo, czego na szczęście nie zrobiłaś, to było by okropne.
- Dlaczego ???
- Bo to by oznaczało koniec mojej wolności !!! Ale jakby ktoś zaproponował mi stał związek, to bym się raczej zgodził, to nie buło by takie złe. – Przyznałem
- Ale ja wciąż nie widzę różnicy.
- Stałym związkiem ludzie nazywają relację chłopak-dziewczyna, u nas to by chyba się nazywało…   pies-suczka. No i w tym okresie dzielą się ze sobą tajemnicami.
- Tajemnicami ???
- No chodzi o to, by się bardziej poznali… w zasadzie mógłbym Ci to zaproponować, ale…
- Ale co ??? – Zapytała
- Ledwo co Cię znam, pamiętam tylko twoje imię i twoje imię i …… - Zaciąłem się – Nie ważne, gorsze jest to, że nie pamiętam nic, co dotyczy mnie. – Przyznałem.

 Quiet ??? 

Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro

Popatrzyłam chwilę na niego, a następnie spojrzałam w kierunku wschodnim.
-Co się stało ??? – Zapytał.
- Yyy… no bo…. – Zaczęłam mówić niepewnie. – Chciałam pokazać Ci fajne miejsce, ale …
- Ale co ???
- Nieważne, chodźmy już . – Powiedziałam po czym ruszyłam. Jak zwykle byłam dość cicho, mało się odzywałam, przez całą drogę. Wolałam słuchać, co mówi Ferraro. W pewnym czasie przestałam nawet słuchać i myśleć. Zamknęłam oczy i trochę zboczyłam z kursu. Z tego wszystkiego walnęłam głową w drzewo.
- Wszystko w porządku ??? – Zapytał lekko przerażony.
- Tak, tylko się na chwile zamyśliłam i nie zauważyłam drzewa. – Uśmiechnęłam się. – Yyy.. to jak daleko do tej Alei ??? – Zapytałam. – Bo nigdy tam jeszcze nie byłam.
- Jak to nie byłaś ???
- Nie miałam okazji…

Ferraro ??? Sory, że krótkie, brak weny xd 

czwartek, 5 lutego 2015

Od Foxy

Tak jak już było mówione, nie miałam zbyt kolorowego życia, mój brat też (dla nie kumatych Marcus, ten który przeżył), matka była z rasy ,,Berneński Pies Pasterski'' a ojciec z rasy ,,Owczarek Niemiecki''. Mama zajmowała się wszystkimi najlepiej jak potrafiła, rzadko zajmowała się mną, dlatego zawsze byłam z tatą, po jakimś czasie padło pierwsze szczenie, najsłabsze z miotu, Marcus był trochę wystraszony tak jak i ja, przybiegł szybko do mnie i do taty, oboje w najlepsze bawiliśmy się, Marcus zawołał tatę a on do mnie powiedział:
- Foxy poczekaj tu, zaraz wrócę
Jego uśmiech był dla mnie najlepszą rzeczą, po pięciu minutach wrócił, odrobinę smutny, lecz na mój widok od razu rozpogodniał, z nim był Marcus, razem zabawa była najlepsza
***
Było już ciemno, bawiliśmy się teraz piłką, nagle wyleciała na ulice
- Ja po nią pójdę Tato! - krzyknęłam szczęśliwa
- Tylko uważaj.
Piłka początkowo była na chodniku lecz potoczyła się na ulice, byłam wtedy jeszcze bardzo mała i z tego powodu że tata zawsze był ze mną nie znałam zagrożenia, miałam wyjść na ulice, tata szybko biegł w moją stronę, ja nie wiedziałam czemu, miałam wyjść na ulicę gdy złapał mnie za kark i odciągną na bok, przytulił mnie do siebie i po jego pysku spłynęły łzy
- Tato co się stało?
Przez chwilę się zastanawiał, aż wreszcie powiedział:
- Foxy, nie zobaczysz już swoich braci i sióstr z tego miotu.
- Nawet Marcus'a?!
- Nie, Marcusa zobaczysz, ale reszty już nie.
Miałam łzy w oczach, mimo tego że nie za bardzo ich lubiłam, to była moja rodzina, pobiegłam do Marcus'a, przytuliłam się do niego i wyżaliłam co słyszałam, razem poszliśmy spać
***
Po trzech tygodniach wstając zobaczyliśmy inne psy, mama powiedziała nam że ja jestem dla nich starszą siostra, a dla Marcusa że jest ich starszym bratem, tata ciągle był w domu a nami nikt się nie interesował
- Marcus.
- O co chodzi? - spojrzał na mnie
- Odejdźmy stąd.
- Ale po co?
- Myślisz że jeszcze oni się nami interesują?
- Nie wiem... ale..
- Żadnych ale. Ja stąd idę, jak chcesz zostać, to zostań.
Odwróciłam się w stronę ulicy, miałam przez nią przejść... właściwie przebiec ale Marcus mnie zatrzymał
- Idę z tobą.
Przebiegliśmy i ruszyliśmy w stronę lasu
~Cztery miesiące i tydzień potem~
Kolejne tygodnie wydłużały się strasznie, ja z Marcus'em ''wydorośleliśmy''
- Marcus jestem zmęczona.
- Wytrzymaj jeszcze trochę.
Ja nie dałam rady i padłam przy drzewie
- Ja nie dam rady... - wysapałam starając się nie zasnąć
Marcus usiadł obok mnie, nagle usłyszeliśmy szelest w krzakach, gwałtownie wstałam na cztery łapy jak Marcus, zza krzaków wyłonił się dorosły wilk.







 Uciekaliśmy ile mieliśmy sił w łapkach ale wilk coraz bardziej nas doganiał, skręciliśmy w prawo a wilk wpadł do jeziora, biegliśmy dalej nie zwracając uwagi na to co mamy pod łapami, ani na o co jest PRZED nami, wpadliśmy na dwa dorosłe psy, one spojrzały na nas, a my na nich, ja i Marcus byliśmy przerażeni.

Marcus?


Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a

Popatrzyłam na niego ze zrozumieniem. W końcu ja też tu zostaje na zawsze... Ale chwila! Na pewno znajdzie się jakieś rozwiązanie.
- Cheroo?
- Tak?-zapytał.
- Może jeszcze pójdę poszukać jakiegoś wyjścia, a ty...-zacięłam się.
- A ja???
- Zostaniesz tu i poszukasz zbiornika z wodą w razie czego.-zdecydowałam się.
Wybiegłam z jednego rozgałęzienia. Pobiegłam do pierwszego. Ślepa uliczka. W każdym po kolei było to samo. Upadłam nie ziemie wtuliłam głowę w łapy i zaczęłam lekko płakać. Po chwili poczułam jakąś zimną łapę na moich plecach.
- Cheroon tu nie ma wyjścia...-płakałam.
Nic nie odpowiedział. Jakby to wogle był on! Podniosłam na chwilę łeb i odwróciłam się. Zauważyłam...






wilka... Wilka? Wilka?!?!?!? Wrzasnęłam na całe gardło.
- Kim ty do diabła jesteś?!-zapytałam odskakując.
- Nooo...-powiedział i przekręcił łeb.- Wilkiem. Chyba widać.
- Taaaak...-nieco się uspokoiłam. ''NIECO''.
- No widzisz.-uśmiechnął się.- Co ty robisz w moich jaskiniach?
- Twoich?!-parsknęłam.- To są tereny mojej sfory.
- Hmmm...-zdziwił się.- Mieszkam tu od szczeniaka.
- Aha.- zdziwiłam się.- Ale kto by chciał mieszkać w jaskini śmierci?!
- Nazwali ją tak bo ponoć kto do niej wchodzi już nigdy nie wyszedł.-przyznał.
- Jak to?!
- Ludzie są idiotyczni. Myślą że ci co nie wychodzą po prostu umierają. To bzdura! Te jaskinie są magiczne i co kilka godzin zmieniają położenie.- otrząsnął się.
- Czyli... Ja i mój przyjaciel stąd.. -zebrałam nadzieję.
- Oczywiście że stąd wyjdziecie!-powiedział.- Tylko...
- No nie...-usiadłam.- Tylko co?!
- Tylko większości się nie udało...-zakrył łapą głowę.- Bo nie byli ze mną!
- Ehhh...-przewróciłam oczami.- Mam nadzieję że nam pomożesz?
- Jasne!!!
Wstałam i zaprowadziłam go do miejsca gdzie czekał Cheroon. Z początku się zdziwił. Potem się obwąchali i zapoznali. Po drodze Cheroon oddzielał mnie a białego wilka. Wolał nie ryzykować. Na to przynajmniej wyglądało. Nie za bardzo mu ufał. Ja owszem. Jak tu mieszka to zna wszystko co tu się dzieje fenomenalnie!
- Jestem Bligrht.-zwróciłam się do wilka w trakcie drogi.
- Ja mam na imię Malakar.-odparł.- Ale możesz. Możecie... Mi mówić Mak.
Przytaknęłam i uśmiechnęłam się. Od Mak'a zależy nasze życie. Cheroon chyba nie był zadowolony że to Malakar prowadzi. Co chwila przyśpieszał żeby go przegonić. On jednak robił to samo. Chichotałam lekko z oddali. Byłam daleko od nich ze względu na ich ściganki. Dużo mnie wyprzedzili. W końcu do nich podbiegłam. Cheroo westchnął i ich rywalizacja się skończyła.
- Fajne macie gierki.- zaśmiałam się.

Cheroon?

środa, 4 lutego 2015

Od Damon'a - CD opowiadania Coco

- Nie zasnęłaś - zaśmiałem się - Jakoś nic się nie zmieniło.
- To czemu mnie przywoływałeś na ziemię?- mruknęła. Wzruszyłem ramionami.
- Po prosto jest za ładnie, by zasypiać - zaśmiałem się. Coco uśmiechnęła się. Leżeliśmy tak dosyć długo. Wreszcie Coco wstała.
- Ja już chyba idę - powiedziała.
- Ja w sumie też - wstałem - Odprowadzić Cie?- zapytałem patrząc na nią.
- Nie trzeba - powiedziała i zaczęła iść.
- Jeszcze Cię coś zje - zażartowałem i podszedłem do niej. Coco westchnęła, przewracając oczami, lecz uśmiechnęła się. Zaczęliśmy iść.

Coco?

Nowa Suczka!!!

Imię: Foxy
Ksywka: Fo, Fox.
Rasa: Owczarek Niemiecki z mieszanką Bernerśkiego
Wiek: 5 miesięcy
Płeć: Suczka
Rodzina: Rodzice już się ją nie interesują, brat - Marcus
Zakochany: Na razie brak
Historia:
Pięć miesięcy temu urodziłam się w mieście ludzi, w jednorodzinnym domku, mama opiekowała się nami najlepiej jak tylko mogła, tata też się starał jak mógł, z mojego miotu ostał się tylko mój brat Marcus, reszta miotu padła bo byli najsłabsi, mama urodziła kolejny miot, czuliśmy się nie kochani, odeszliśmy od razu bez pożegnania, bez wiadomości, bez niczego, chodziliśmy tak cztery miesiące aż natrafiliśmy na dwa wilki które zaproponowały nam dołączenie tutaj, oczywiście się zgodziliśmy i do dzisiaj jesteśmy tutaj.
Kontakt: WolfGirl700

Nowy Pies!!!

Imię: Marcus
Ksywka: Marc
Rasa: Berneński Pies Pasterski
Wiek: 5 miesięcy
Płeć: Pies
Rodzina: Siostra- Foxy
Zakochany: w nikim narazie
Historia: Pięć miesięcy temu urodziłam się w mieście ludzi, w jednorodzinnym domku, mama opiekowała się nami najlepiej jak tylko mogła, tata też się starał jak mógł, z mojego miotu ostał się tylko mój brat Marcus, reszta miotu padła bo byli najsłabsi, mama urodziła kolejny miot, czuliśmy się nie kochani, odeszliśmy od razu bez pożegnania, bez wiadomości, bez niczego, chodziliśmy tak cztery miesiące aż natrafiliśmy na dwa wilki które zaproponowały nam dołączenie tutaj, oczywiście się zgodziliśmy i do
Kontakt: paula280902

Od Coco - CD opowiadania Damon'a

-Okej-odpowiedziałam i przyglądałam się zorzy.
-Powinnaś się cieszyć,że to widzisz-powiedział.
Uśmiechnęłam się,złość mi już przeszła.W końcu wiadomo jaki jest Damon,ale bardzo go za to lubię.Położyłam głowę na jego karku i zamknęłam oczy,zobaczyłam takie coś.



-Halo,ziemia do Coco-krzyknął Damon.
-Czy ja właśnie zasnęłam,czy mi się zdawało?-spytałam.

Damon?

Od Aceland - CD opowiadania Mashine

-I tak pojedzie-odpowiedziałam-nawet sam się przekonał o tym,że chce jechać.
-No niech ci będzie-stwierdził.
-Zobaczysz,przejdzie mu foch i wszystko będzie OK.
-Mam taką nadzieję-odpowiedział Mashi.
-Muszę się porządnie wyspać bo jutro mam coś do zrobienia,a ty idź na nocny patrol-liznęłam go i poszłam.Ach ten Snowy.

Od Damon'a - CD opoeiadania Coco

- Nie musisz się tak o mnie martwić - zaśmiałem się. Coco popatrzyła na mnie wrogo. Westchnąłem i zobaczyłem gdzie jest wilk. On gdzieś zniknął. Poszedłem do miejsca gdzie wcześniej byliśmy i znów położyłem się. Coco westchnęła i położyła się obok mnie. Uśmiechnąłem się do siebie.
- Patrz - powiedziałem cicho. Naszym oczom ukazała się zorza polarna.

- Ładna, prawda?- zapytałem szeptem Coco.
- No nawet - powiedziała jakoś nie za bardzo entuzjastycznie.
- Ej no rozchmurz się - westchnąłem.

Coco?

wtorek, 3 lutego 2015

Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht

- Każdy ma marzenia, nawet ja - mruknąłem - Oczywiście też nie mogę ich powiedzieć - zaśmiałem się. Blaj uśmiechnęła się i zwróciła wzrok na miasto. Wieżowce rozświetliły się tysiącami światłami. Było naprawdę pęknie.
- Dobra musimy iść do następnego miejsca - powiedziałem do Bligrht.
- No dobra - westchnęła i zeskoczyła z ławki. Wzruszyłem ramionami i dogoniłem ją. Przed pierwszym rozgałęzieniem stanęliśmy jak wryci, no przynajmniej ja. Tunelu którym weszliśmy tu nie było.
- Magia - powiedziałem jedno możliwe, albo nie, wytłumaczenie. Bligrht popatrzyła na mnie jak na durnia.
- Na pewno magia - zaśmiała się.
- Dobra chodź, może w innym tunelu jest wyjście - powiedziałem i zacząłem biec do pierwszego, lepszego tunelu. Bli zaczęła biec za mną. Gdy dobiegliśmy, na końcu tunelu nie było znajomego znaku. Westchnąłem i oparłem się o ścianę.
- Zostaniemy tu na zawsze - powiedziałem i wlepiłem gały w ziemię. Blaj przewróciła oczami.
- Są tego też plusy, jakbyś nie zauważył - mruknęła - Są tu piękne widoki - powiedziała i "opadła" na ziemię. Uśmiechnąłem się lekko, jednak nie oderwałem wzroku od ziemi.
- Idę zobaczyć co jest tam - poinformowała mnie Bligrht.
- Uważaj bo coś Cię jeszcze... - ugryzłem się w język, bo przypomniała mi się ta akcja z drzewem.
- Jeszcze co?- zapytała zaciekawiona.
- Nic - powiedziałem cicho i podniosłem wzrok na latające owady.
- Gdzieś jest tu zbiornik z wodą - powiedziała zdecydowanie. Przekręciłem łeb i popatrzyłem na nią pytająco.
- No latają tu ważki - powiedziała i pokazała na różnokolorowe owady. Westchnąłem i wzruszyłem ramionami. Bli przewróciła oczami.
- Czemu jesteś teraz taki płytki?
- Może dlatego, że zostaniemy tu na zawsze?- zacząłem dramatyzować, ale się opamiętałem.

Bligrht?

poniedziałek, 2 lutego 2015

Od Quiet- CD opowiadania Toromaru

Po pocałunku otworzyłam oczy bardzo szeroko oczy. Patrzyłam na niego jak zaczarowana. Wrzasnęłam. Toro zrobił się czerwony i chciał uciekać. Ale ja rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go mocniej. Toromaru od razu zrobił szczęśliwą minę i mnie przytulił. Teraz miałam ochotę oglądać wschód słońca.
- Teraz zrobiłeś wszystkie zadania.- pochwaliłam go.
- Hehe.-uśmiechnął się.- Po chwili zorientowałem się o co ci chodziło.
Zachichotałam i położyłam łeb na jego ramieniu kontynuując oglądanie wschodu. Przyłożyłam usta do ucha Toro i szepnęłam.
- Toro?...-szepnęłam.
- Tak?-odszepnął.
- Kocham cię...

Toromaru? <3

Od Toromaru – CD opowiadania Quiet

- A to ty nie miałaś mierzyć czasu ??? – Zapytałem zdziwiony.
- Myślałam, że ty to robisz – Powiedziała równie zaskoczona.
- Hmmm… no to mamy problem – Przyznałem po chwili – Ale tak czy owak wygrałem.
- Co wygrałeś???
- Mój własny konkurs!!!
-Dlaczego ty ???
-Bo kto pierwszy ten lepszy, a kto drugi tenn... – Zagryzłem język w ostatniej chwili. - Nie roztrząsajmy dalej mojej wypowiedzi.
-Ok – Powiedziała trochę podenerwowana. – To co teraz robimy ???
- Zagrajmy w „Węża”!!! – Krzyknąłem.
- Dobra
- Ja zaczynam… - Wtrąciłem szybko. – Yyy…. Andy !!!
- Co ????
- No Andy, to takie góry.
- Niech będzie – Zamyśliła się, chwile to trwało. – To jest nie fair !!!
- Dlaczego niby ???? – Zapytałem.
- Bo nie ma słowa na „Y” !!!
- A właśnie, że jest !!! – Wtrąciłem.
- No jakie ???? – Zapytała zła.
-„Yeti”
- Chyba jednak nie chce grać w tą głupią grę. – Przyznała po chwili.
- To co w tym wypadku chcesz robić ???
- Nie wiem… co masz jeszcze w swojej liście ???
- Już nic.
- Jak to ???
- Wszystko mam wykreślone. – Powiedziałem niepewnie.
-Na pewno coś przegapiłeś… pokarz – Wyciągnęła łapę w moją stronę.
- Nie mam jej już.
- Co ??? Ale przed chwilą ją przeglądałeś !!!
- Tak, ale jak się zorientowałem, że już wszystko jest zrobione, to ją wyrzuciłem. – Westchnąłem
- Jesteś pewny, że wszystko już zrobiłeś ???

- Tak. – Powiedziałem przygnębiony, lecz po tym Quiet była bardziej ode mnie przygnębiona. Zastanawiałem się jak ją pocieszyć, aż w końcu wpadłem na pomysł. Zaczął wstawać świt, więc musiałem się pospieszyć, z wymyśleniem mojego planu.


- I jak podoba Ci się ???
- No. – Odpowiedziała dość ignorując mnie. – To co teraz ??? Wracamy ???
- Zwariowałaś ??? Dlaczego chcesz już wracać, przecież chciałaś zobaczyć wschód słońca ???
- Ale już zobaczyłam.
- Nie prawda, ty tylko zerknęłaś jednym okiem. Jak tak bardzo Ci się nie podoba, to możesz zamknąć oczy. – Powiedziałem poważnie. Suczka wciąż zdenerwowana, odwróciła się i zamknęła oczy. Cicho przybliżyłem się do niej, wiedziałem, że jest na mnie zła i że będzie jeszcze gorzej jak zrobię to co zamierzam zrobić, ale nie mogłem się powstrzymać i… podkradłem się przed nią i pocałowałem ją ukradkiem…

Quiet ??? 

niedziela, 1 lutego 2015

Od Coco - CD opowiadania Damon'a

Zgodziłam się z nim.
-W takim razie zostaniemy tutaj do novy-stwierdziłam.
Leżeliśmy na trawie i przysłuchiwaliśmy się wyciu wilków.Na szczęście zmierzch zapadł szybko.
Spoglądaliśmy na niebo i podziwialiśmy gwiazdozbiory.



Usłyszałam szelest za nami,Damon chyba nie.Wstałam szybko i zauważyłam w krzakach żółte ślepia.Zza nich wyszedł ogromny,czarny wilk.


To nie był jeden z psów-wampirów na szczęście,ale i tak powiadomiłam mojego kompana o "towarzyszu".
-Damon,wstawaj.-powiedziałam.Wstał i spojrzał na mnie,nie wiedział o co chodzi.-Zobacz za mnie-powiedziałam,a ten otworzył szeroko pysk.
-Chodu i to już-mruknęłam do Dam'a i po cichu wycofaliśmy się z pola  widzenia wilka.
-Po co szliśmy,mogłem mu przyłożyć-powiedział.
-Chyba sobie żartujesz,machnął by łapą i już by ciebie nie było-fuknęłam-co ty sobie myślisz?

Damon?

Jedna mała sprawa

Mam prośbę do was wszystkich. Jak wchodzicie na sforę to jak widzicie jakieś opowiadanie do dokończenia to proszę dokańczajcie. Ja rozumiem jak ktoś musi dokończyć 4. Wtedy wystarczy nawet jedno ale żebyś cię brali dużo udziału. A zwłaszcza jak piszecie na chacie ,, Hej'' to widzę że jesteście. Przyłapałam tak kilka osób. Wiem że uznacie że dużo się czepiam ale ja chcę jak najlepiej dla tej sfory. No i już taka ja jestem.

~Z poważaniem Mashine

Nowy Sojusz!

Mamy nowy sojusz z watahą


                                                                 Shadow Wolf



Zapraszamy!!!

Od Mashine- CD opowiadania Aceland

Popatrzyłem na nią zdziwiony.
- Przecież widzimy się codziennie!-powiedziałem.
- Hehe...-uśmiechnęła się.- No tak.
Weszliśmy razem do jaskini gdzie zastaliśmy grających w coś Ferraro, Coco, Quiet i Snowy'ego. Podszedłem do niech i zapytałem.
- W co gracie?-rzuciłem pytanie.
Na widok mnie wszystkie psy, łapami przykryły kartkę papieru na której coś pisali.
- A nic.- szybko odpowiedział Ferraro.
- Mhmmm...-pociągnąłem.- Czy aby na pewno?
- Tak.-powtórzył.
- My wcale nie robimy planu jak odkręcić Snowy'ego od wyjazdu na obóz.- uśmiechnęła się Coco po czym od razu szybko przykryła łapą buzię.
- Coś ty zrobiła?!?!-krzyknął Nuki.
- Przepraszam...-szepnęła.
Snowy padł na ziemię i westchnął bardzo głęboko. Podszedłem do Snowy'ego i powiedziałem mu na ucho.
- Słuchaj.-szepnąłem.- Ja też tego nie popierałem...
- To czemu się zgodziłeś?!-szepnął teraz on.
- Musiałem...-szepnąłem ostatni raz.- Przepraszam.
Ace podeszła do syna i powiedziała.
- Pojedziesz na ten obóz i tyle!-zdenerwowała się lekko.
- Ace spokojnie.-uciszyłem ją nieco.- Porozmawiaj z nim spokojnie...

Aceland? 

PS: My przecież mieszkamy w jednej jaskini ;__;

Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a

Wtuliłam się w jego puszystą i o dziwo jeszcze ciepłą.
- Owiele...-powiedziałam.- Dzięki.
- Drobiazg.-uśmiechnął się i przestał przytulać.
Dopiero teraz zdążyłam się rozejrzeć. Na przeciwko nas sięgały wysoko wieżowce. Dzięki nadchodzącemu zmroku miasto rozbłysło różnego typu światło. Wyglądało to pięknie. Gwiazdy na niebie i jeszcze niby na ziemi. Rozmarzyłam się do baaaardzo głębokiej przyszłości. Nie będę myśleć za dużo bo znowu powiem coś bez mojej zgody.
- Nad czym się tak zastanawiasz?-zapytał.
- Aaaa...-uśmiechnęłam się.- Takie tam moje głupie marzenia.
- Czemu głupie?-uśmiechnął się.- Przecież jest możliwość że się spełnią.
- Te marzenie...-powiedziałam.- Akurat wątpię że się spełni.
- Jakie jest to marzenie?-zapytał z ciekawością.
- Nie mogę powiedzieć.-zachichotałam.- Bo wtedy to już na pewno się nie spełni.
- Haha!-zaśmiał się.- Może i masz racje.
- A ty?-zapytałam.- Masz jakieś marzenia?

Cheroon?

Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah

Zaśmiałem się.
- Ale ten Techno miał pomysły.-przyznałem.
- No nie?-uśmiechnęła się.- Nie wierze że walczyłam z moim przyjacielem i to do tego z dzieciństwa.
- Zdarza się.- powiedziałem.- Nawet rodzeństwo prowadzi ze sobą walki.
- Ale to rodzeństwo.-zaprzeczyła.- Rodzeństwo zawsze ma sprzeczki.
Wzruszyłem ramionami. Patrzyliśmy na zachodzące słońce. Było coraz bliżej ziemi. Co chwila chowało się coraz mocniej i mocniej. Kiedy już zaszło wstaliśmy i wracaliśmy do jaskiń. Po drodze gadaliśmy:
- Ale przyznaj że ten zachód słońca był równie piękny.-uśmiechnąłem się.
- No jasne. Ale...
- Nie kończ!-przerwałem jej.- Tyle przyjemności mi wystarczy.
Qet uśmiechnęła się i mnie pocałowała. Po drodze jej jaskinia była jako pierwsza. Przytuliłem ją na pożegnanie i poszedłem dalej do mojej. W jaskini zauważyłem że Snowy się pakuje.
- Co jest bracie?-zapytałem.
- Jadę na jakiś obóz...-westchnął.
- Po co?!-zdziwiłem się.- Jesteś już dorosły! Obozy są dla szczeniaków!
Snowy przyznał mi racje. Nie mogłem pozwolić na to żeby mój brat ośmieszał się w taki sposób. Poszedłem porozmawiać z rodzicami. Niestety zastałem tylko mamę.
- Mamo gdzie tata?-zapytałem z początku.
- Poszedł na polowanie.-odpowiedziała.
- To nic. Porozmawiam z tobą OK?-zapytałem.
Mama kiwnęła głową.
- Mam pytanie.- powiedziałem.- Po co wysyłacie Snowy'ego na jakieś głupie obozy dla szczeniaków?!
- Ma tam poznać swoich rówieśników.-zaczęła tłumaczyć.- Sam widzisz że tu poza nami nikogo nie ma.
- To ja już mu to mogę łatwo załatwić!-zdenerwowałem się.- Zastanów się nad tym to bez sensu.
I poszedłem spać do mojego ''pokoju''. Nazajutrz nie odzywając się z rana do matki poszedłem spokojnie na spacer w nadziei że spotkam Qet. Na szczęście tak się stało. Zaproponowałem Qet pewne miejsce.
- No to gdzie idziemy?-zapytała się.
- Może do alei Zakochanych?- uśmiechnąłem się.

Qetsiyah?