piątek, 22 stycznia 2016

Aurora, Rachel, Indiana, Harrison, Syriusz, Ross odeszli!


http://fotopsy.annasychowicz.pl/wp-content/uploads/2013/08/bialy_owczarek_szwajcarski.jpgImię : Aurora
Ksywka : Aura, Ror, Róża

Głos : Mulan
Rasa : Owczarek szwajcarski i Owczarek niemiecki
Wiek : 4 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Tropiąca
Rodzina : Rodzice- Skyres [*] i Indiana Rodzeństwo- Honey, White, Ares, Harrison, Walter, Rio, Vivianne, Gracy, Oli
Partner : -
Charakter : Aurora jest delikatna jak kwiat. Łatwo ją obrazić, ale trudno odzyskać jej zaufanie. Rodzeństwo często się z niej śmieje z powodu bycia najsłabszym szczeniakiem z miotu. Bardzo interesuje ją patrzenie na polowania ojca. Uważa go za kogoś nadzwyczajnego.
Historia : Urodziła się w SPU
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Queenpola2003




 
Imię : Rachel photo Ruckus12mths3-1.jpg
Ksywka : Rachi, Ray, Wasza Wysokość
Głos :  Selena Gomez
Rasa : Border Collie
Wiek : 4 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Wojownik Północny
Rodzina :
Tata - Syriusz
Mama - Madeline
Rodzeństwo - Alex, Ross, Poppy, Lea
Wujek - Indiana
Ciocia - Skyres [*]
Kuzynki/Kuzynowie - White, Ares, Aurora, Harrison, Honey, Rio, Oli, Vivianne, Walter, Gracy
Partner : Dawniej Jocker
Charakter :Wesoła, czasem (ale bardzo rzadko) arogancka, pomaga osobom, które na to ,,zasługują'', ma ducha rywalizacji.
Historia: Narodziła się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : Queenpola2003 



Imię: Indiana
Ksywka: Indy
Głos: Michael Jackson
Rasa: Owczarek szwajcarski biały
Wiek: 5 lata
Płeć: pies
Stanowisko: wojownik wschodni
Rodzina:
Przybrany brat - Syriusz
Młode - White, Ares, Aurora, Harrison, Honey, Rio, Oli, Vivianne, Walter, Gracy
Partner:Skyres [*]
Historia: Urodził się w rodzinie championów, ale matka umarła po porodzie a ojca nie znał. Nie lubił wystaw, ale musiał w nich uczestniczyć. Uciekł. Błąkał się, aż Alfa pewnej sfory spotkała go. Dołączył tam i obiecał sobie, że nigdy nie odejdzie.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Queenpola2003
 
 
 

Imię : Harrison
http://www.tapeta-liscie-niemiecki-owczar-trawa.na-pulpit.com/zdjecia/liscie-niemiecki-owczar-trawa.jpeg Ksywka : Harry, Har, Harris,
Głos : UZUPEŁNIJ!
Rasa : Owczarek szwajcarski i owczarek niemiecki
Wiek : 4 lata
Płeć : Pies
Stanowisko : Wojownik północny
Rodzina : Rodzice- Skyres i Indiana Rodzeństwo- Honey, White, Ares, Aurora, Walter, Rio, Vivianne, Gracy, Oli
Partner : Szuka
Charakter : Harris jest bardzo samodzielny. Najsilniejszy z miotu, zawsze dostaje to co chce. Często daje rady innym. Może jest tajemniczy, ale czasem się komuś zwierzy. Chciałby spotkać suczkę rasy samojed, najlepiej gdyby się urodziła w podobnym czasie co on. Uważa, że wszystko co robi Aurora jest ,,Umpa Lumpa''.
Historia :
Urodził się w SPU
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Queenpola2003
 
 
 
 
Imię : Syriusz
Ksywka : Syr
Głos : We The Kings
Rasa : Border Collie
Wiek : 8 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : Tropiący
Rodzina :
Przybrany brat - Indiana
Młode - Ross, Rachel, Alex, Poppy, Lea
Bratanice - Honey, Vivianne, Gracy, Aurora
Bratankowie - White, Ares, Harrison, Rio, Oli, Waltr
Partner : Madeline  †
Historia : Urodził się w schronisku. Pewnej nocy uciekł, ale wpadł pod koła samochodu. Cudem udało mu się przeżyć. Przygarnęła go rodzina z białym psem - Indianą. Stali się nierozłączni. Indiana uciekł, on jakiś czas po nim.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Queenpola2003
 
 

http://pets.thenest.com/DM-Resize/photos.demandstudios.com/getty/article/129/142/75546255.jpg?w=600&h=600&keep_ratio=1
Imię : Ross
Ksywka :
Rosie (nienawidzi tego przezwiska), Ro
Głos : < Do zmiany. Powód - głos się powtarza > 
Rasa : Border Collie
Wiek : 4 l
ata
Płeć : Pies
Stanowisko : Wojownik Wschodni
Rodzina :
Tata - Syriusz
Mama - Madeline
Rodzeństwo - Alex, Rachel, Poppy, Lea
Wujek - Indiana
Ciocia - Skyres [*]
Kuzynki/Kuzynowie - White, Ares, Aurora, Harrison, Honey, Rio, Oli, Vivianne, Walter, Gracy
Partner : Evelyn ♥
Charakter : Poważny, czuły, potrafi każdego pocieszyć, jego zadaniem (wyznaczonym przez siebie samego) jest poprawianie sióstr i brata, czasami bawi się z rodzeństwem.
Historia : Narodził się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : Queenpola2003
  


Będziemy tęsknić!

czwartek, 21 stycznia 2016

Od Bitter Sweet'a- CD opowiadania Locked'a

 Owczarek uniósł brew, a następnie zaśmiał się pod nosem. Z zrobił to tak, by jego towarzysz w żaden sposób tego nie dostrzegł. Pokiwał gorączkowo łbem i ruszyli w stronę Ice Ring, które pasowało do słowa "lodowisko".  Po drodze zauważyli kilka strzępek futra.
  Kiedy dotarli do celu podróży, Bitter niepewnie wkroczył na gładką powierzchnię lodu. Z początku wydawało mu się to dosyć trudnym zadaniem, ale kiedy wpił swe pazury w grunt, od razu poczuł się pewniej. Locked'owi też szło bardzo dobrze.
- Tylko wiesz.. - zaczął Sweet. - Nie mów jej o tej "Eli". Wiesz, jaka ona jest.
- W porządku - uśmiechnął się Locked.
 Bitt wskazał łapą obszerne wyjście, które najprawdopodobniej ktoś wyłamał. Było im zimno, a śnieżyca na zewnątrz niewiele pomagała.
- Chodźmy, może się pogorszyć. - zaproponował Lock.
 Poszli więc w stronę swych jaskiń, po czym zauważyli niewielkie ognisko przy jaskini Alf. Siedziało tam kilka psów. Bitter i Locked postanowili się dosiąść, kiedy dostrzegli, że nie ma tam wyłącznie członków rodziny Alf.

Locked? Wybacz mi tą długość.

Od Elaine- CD opowiadania Locked

- Nie widzę przeszkód. - odparłam. - Przyjaciele tak robią, Locked..
- Może masz rację - przyznał, lekko się uśmiechając. - Wiesz, mam pewien pomysł.
Przystanęliśmy na kilka chwil. Przekrzywiłam łeb i popatrzyłam pytająco na psa, oczekując objaśnienia jego nagłego przypływu pomysłów. Ten jednak milczał, od czasu do czasu zerkał jedynie przez moje ramię. Wyciągnęłam łapę i lekko nim potrząsnęłam.
 - Po prostu zgłodniałem. - wytłumaczył, wyrwany już z zadumy.
- Ja też mam pomysł -wyznałam, podchodząc bliżej do ośnieżonych drzew. - Chciałabym iść na pole bitwy.
- Ale.. - zaczął. - Po co?
- Chcę zobaczyć to miejsce jeszcze raz. - mruknęłam.
Open pokiwał lekko łbem, po czym ruszył na wschód. Po pewnym czasie naszła mnie dziwna chęć; mianowicie - chęć porównania naszych śladów na śniegu.
- Spójrz - szepnęłam. - Masz mniejszą łapę, niż ja.
- To nie moje. - stwierdził, wskazując jeden z głębszych śladów. - Przyłóż teraz..
 - Faktycznie - spuściłam łeb. - Eh.. Prowadź.

Locked??

Od Bitter Sweet'a- CD opowiadania Winter

  Bitter'a wyrwało z zadumy normalne, niezbyt godne uwagi zajście - wpadła na niego suka, której wcześniej pokazywał drogę. Miała na twarzy ten sam uśmiech, jakim promieniowała po wyjściu z jaskini Alf. Nie wyrażał on jednak poczucia komfortu, którego w tamtym momencie jemu zabrakło. Pośpiesznie wstał i otrzepał się z białego puchu, przy czym kichnął. Suczka nadal leżała na gruncie, więc Bitter'owi nie wypadało pozostawiać nowej - jak twierdził - sforzanki bez jakiejkolwiek chęci do pomocy. Owczarek przewrócił oczami, po czym wystawił masywną kończynę przed siebie. Kiedy suczka miała zamiar przyjąć pomocną łapę, Sweet uniósł ją w górę, aby pomachać na przywitanie Su.
  - Wybacz. - zmarszczył nos i pomógł suce wstać.
Sunia na ten gest lekko się uśmiechnęła, a następnie zaczęła wygładzać swoje ciemne futerko. Bitt zwrócił uwagę na jej intensywne, pomarańczowe oczy, kiedy odwróciła łeb w jego stronę.
- Mam nadzieję, że nie przejęłaś się zbytnio moją wcześniejszą obojętnością. - burknął, wlepiajac swój wzrok w sarnę, która swobodnie spacerowała przez Forest Stream.
- To nic takiego - stwierdziła suczka.
Bitter starał się utrzymać spokój. Nie chciał palnąć jakimś słynnym, chamskim tekstem, którymi zwykle obsypuje każdego. Każdego, oprócz nowych sforzan, których spotyka; nie może przecież pozwolić na obrazę majestatu SPU!
- Muszę iść na patrol. - oświadczył, wstając. - Zajmujesz się czymś poważniejszym? W sumie, pewnie uganiasz się za ziółkami, jak niektórzy. - dodał.
- Jeśli czymś "poważniejszym" uznajesz wojsko, to przed tobą stoi Wojowniczka Północna.
- To nie będziemy się nudzić - uznał. - Jesteśmy na jednym stanowisku, Wojowniczko.
Pies wstał, przez co był nieco wyższy od nowej sforzanki.

Winter?

środa, 20 stycznia 2016

Od Winter


Byłam już na terenach nijakiej Sfory Psiego Uśmiechu. Dowiedziałam się że terenach na tych niedawno odbyła się wojna . Ale nie z wilkami czy psami z naprzykład z wrogiej watahy, tylko upiorami. No nieźle . Szkoda tylko że dołączam dopiero teraz i nie mogłam pomóc w walce. Chociaż może to i lepiej ? Bo obrażeń nie odniosłam ? Nie wiem sama, ale mam nadzieję że mimo panującej powojennej żałoby, zostanę przyjęta. Znajdowałam się w jakimś lesie . Miałam trzy opcje, iść w prawo, w lewo, lub prosto. Win skup się ! Gdzie pójść aby się nie zgubić? Tereny były mi zupełnie obce. Wiele bym dała żeby była przy mnie któraś z sióstr, lub ojciec ! Lecz ich nie ma. Jestem zupełnie sama w lesie. Co mam zrobić ? Rozglądnęłam się we wszystkie strony. Ani jednej żywej duszy. Uniosłam głowę ku górze. Zażarcie chciałam złapać jakiś zapach, jakiś trop, który doprowadziłby mnie do jakiegoś psa który byłby tak miły i powiedziałby mi co i jak . Nic . Bez rezultatu . Byłam zdana wyłącznie na siebie. Śnieg w tym lesie był nieubity, niebyło na nim odcisków łap. Domyślałam się że to jedno z takich zakazanych miejsc. Postanowiłam pójść w prawo, obok rozłożystego drzewa. Praktycznie wszystko wyglądało tak samo, identyczne drzewa, śnieg bez żadnych śladów . Widzenie utrudniała gęsta wisząca nisko nad ziemią mgła. Biały puch sięgał mi do połowy łap, ale i tak zawzięcie szłam dalej. W końcu kiedyś i tak wyjdę z tego lasu, nie ma co się przejomować niepowodzeniami ! Okazało się jednak, że nie było tak źle, a droga okazała się dobra. Już po chwili wyszłam na duże pole pokryte śniegiem, spod którego wystawały fioletowo-różowe kwiatki.
Pewnie fiołki - stwierdziłam. Akurat zachodziło słońce. Chmury na horyzoncie przybrały różno kolorowy odcienie. Z zachwytem usiadłam na śniegu i zachód . Rozmarzyłam się. Tylko dwa zachody które kiedyś widziałam mogłyby przebić ten dzisiejszy . Z zamyślenia wyrwały mnie płatki śniegu, które zakończyły swe wirowanie w powietrzu opdając mi na czubek nosa. Jak ja kocham zimę ! - powiedziałam w myślach. Z łąki odeszłam dopiero gdy słoneczko całowicie zaszło. Wtedy wstałam i energicznie ruszyłam na koniec tej łąki, gdzie zobaczyłam spacerujące ze sobą dwa psy. Nie miałam jednak zamiaru zagadywać do nich. Nie mam raczej w zwyczaju zaczynać znajomości. Wiedziałam, że pewnie jestem blisko centrum sfory. Miejsce z którego wyszli ( jak się okazało pies i suczka ) był osłonione drzewami. Szybko przemknęłam pomiędzy pniami. Na pewnym odcinku roślinność zaczęła się stopniowo kończyć, a ja dotarłam do miejsca w którym były wejścia do jaskiń i skalne ściany. Stało tam całkiem sporo psów. Żaden raczej nie był w dobrym humorze. Podeszłam do jakiegoś owczarka .
- Przepraszam, nie wiesz może gdzie mogę znaleść jaskinię Alf ? - odezwałam się z wymaganą uprzejmością,i z cieniem nieśmiałości w głosie.
Pies odwrócił głowę, i spojrzał na mnie, jego oczy bardzo przyciągały wzrok, ale mina wskazywała na to że właśnie przerwałam mu rozmowę .
- No, to powiesz ? - wypowiedziane nieco śmielej, ale i tak pełne wątpliowści. Mój głos wydawał się być zniecierpliwiony, chodź tak naprawdę to nie zależało mi na czasie. Byle dołączyć .
- Tam - mruknął i wskazał łapą na największą z jaskiń. Pokiwałam głową na znak " Ok, zrozumiałam i nie zawracam już d*py " . Poszłam tam wolnym krokiem .
- Witam - powiedziałam na wejściu do jaskini Alf. W moją stronę przyszły dwa psy.
- Witamy w Sforze Psiego Uśmiechu, chcesz dołączyć ? - odezwała się śliczna suczka rasy Samoyed.
- Bardzo mi na tym zależy - wyznałam.
- Dobrze. Jak się nazywasz ? - zapytał stojący obok białej suczki pies .
- Winter - odpowiedziałam .
Oprócz tego putania, zostało zadane jeszcze parę innych. Po udzieleniu odpowiedzi na nie, usłyszałam od suczki Alfy, że " Oficjalnie należę już do SPU ". Ucieszyłam się. Podziękowałam Alfom, i opuściłam ich jaskinię. Wychodząc wpadłam na kogoś .

Ktoś ? c:

Nowa suczka- Winter!

Imię : Pierwszym imieniem jakie otrzymała było Nicole. Nazwała ją tak jej biologiczna matka z hodowli . To imię nie przypadło jej zabardzo do gustu więc gdy trafiła do sfory zmieniła je na Winter - nazwę jej ulubionej pory roku.
Ksywka : Jedyna ksywka jaką posiada to Win. Jeżeli jednak wymyślisz inną, to może cię nie zabije jak jej użyjesz.
Głos : Taylor Swift
Rasa : Owczarek Niemiecki
Wiek : Skończone 3 lata
Płeć : Suczka na 100%
Stanowisko : Wojownik północny .
Rodzina : Poza sforą :
Matka : Vanessa - Jest jej biologiczną matką z hodowli w której się urodziła. Jest strasznie samolubna i nie interesował jej los szczeniąt. Zachowywała dystans do wszystkich oprócz znienawidzonego przez Winter jej brata Alexa . To przez nią Win uciekła z hodowli . ( Żyje w hodowli )
Ojciec : Matt - Matt był dobrym i wyrozumiałym ojcem . Kochał swoje dzieci najbardziej na świecie i był w stosunku do nich trochę zbyt nadopiekuńczy . Winter lubił najbardziej i był z nią bardzo mocno zżyty . Suczka była jego oczkiem w głowie . ( Nie żyje, potrącony przez samochód )
Brat : Alex - Był jedyną osobą którą tolerowała Vanessa. Zachowywał się wrednie i opryskiwie w stosunku do reszty rodzeństwa . Ojca nienawidził chociaż ten bardzo się starał o jego uwagę . W stosunku do Winter był trochę łagodniejszy niż do innych sióstr ale i tak zdażały się im zaciekłe kłótnie. ( Nie żyje, zamordowany przez swoją siostrę Annie )
Siostry : Annie - Agresywna i najmniej opanowana z swojej rodziny.
Szanowała tylko siostry Sally i Winter, za to Juliett i Alexa traktowała jak nic nie warte śmiecie. Nie zdażyło się nigdy aby była w zgodzie ze swoją matką . Warczała na wszystkich oprócz lubianych sióstr i ojca. Ojciec był dla niej najukochańszą osobą na świecie i zażarcie broniła go strony w czasie kłótni z matką. Potrafiła walczyć o swoje i pomagała swoim siostrom w potrzebie. To ona zamordowała Alexa za to że razem z Vanessą przyczynili się do ucieczki i śmierci ojca . ( Nie żyje, zginęła poprzez uderzenie pioruna )
Sally - Miła i przyjacielska suczka . Wspierała całe swoje rodzeństwo w trudnych chwilach . Opisując jej zachowanie nie dało się użyć słów gniew i nienawiść . Kochała wszystko i wszystkich, chodź często bez wzajemności . To ona namówiła swoje siostry na ucieczkę z hodowli. ( Zginęła w czasie podróży z niewiadomo jakich przyczyn )
Juliett - Siostra która niczym się nie wyróżniała . Wszystko było jej obojętne . Kiedy jej siostry uciekały z hodowli, ona okłamała je że również ucieknie a tak naprawdę zostawiła je. ( Żyje poza sforą ) .
Partner : -
Charakter : Winter jest optymistyczną suczką patrzącą na świat przez różowe okulary. Jej przeszłość nie była zbyt kolorowa ale na charakter to nie wpłynęło . Suczka od urodzenia była miła i przyjacielska . Dla wszystkich ? Nie. Kiedy ktoś obcy się zbliżał się na horyzoncie, ta zachowywała dystans i zachowywała się w stosunku do niego chamsko i wrednie, co nie oznacza że jest taka cały czas . Gdy pozna jakąś osobę na tyle że może jej zaufać, spowrotem staje się słodką i miła suczką jaką w rzeczywistości jest . Winter uwielbia się przekomarzać i droczyć . Jest wierna i zależy jej aby jej znajomi/przyjaciele również tacy byli . Winter jest uparta . Postawiony sobie cel reazlizuje za wszelką cenę . Jeżeli chodzi o kwestię ufności, to suczka należy do grupy raczej ufnych psów. Oczywiście wszystko ma swoje granice . Mimo iż ta suczka wybacza większość kłamstw, po przekroczeniu granicy bez kija nie podchodź . Potrafi się zezłościć i strzelić niezłego focha, choć stara się tego nie robić . Jeżeli już się na kogoś obrazi to czeka na przeprosiny od drugiej osoby, sama nigdy nie zaczyna rozwiązywać sporów ( chodź nie należy do osób kłótliwych ) . Jest suczką lojalna , nie zdradzi przyjaciela . Jest równeż dyskretna, powierzonego sekretu nigdy nie zdradzi . Jeżeli chodzi o miłość zawsze marzyła o partnerze . Chciałaby mieć kogoś z kim będzie na dobre i na złe, kogoś z kim będzie żyła długo i szczęśliwie. Jej największym marzeniem jest posiadać swoje własne puchate kuleczki (szczenięta) . Suczka ta jest energiczna i lubi się śmiać .
Historia : [w budowie]
Upomnienia : 0/4
Kontakt : ADHD c:
Inne zdjęcia : KLIK KLIK KLIK KLIK KLIK KLIK KLIK KLIK KLIK

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Od Bitter Sweet'a CD opowiadania Gracy

 - Włącznie z tobą. - warknął owczarek, zasłaniając uszy mokrymi łapami.
Miał wszystkiego dosyć. Był przygnębiony całą tą wojną, stratą tylu psów, zarazem przyjaciół.
 Znowu był więziony w samochodzie, przez ludzi, i do tego - o dziwo, przez Grey. Wszystko wydawało mu się bez sensu. Przynajmniej bardziej, niż zazwyczaj. Nie pomagała też Gracy, która ciągle pomrukiwała pod nosem.
 - Skoro mamy być w schronisku.. - zaczął. - to nie wyobrażam sobie, że mam tak spędzić resztę swojej egzystencji. Nie psuj tej jakże przepięknej chwili. - dodał. Bitter zaczął układać przemoczoną sierść, raz za razem przygładzając każdy pojedynczy włosek. Sunia z nadzieją próbowała znaleźć wyjście, czym spowodowała cichy śmiech psa.
- Przestań, proszę. - szepnęła, pociągając nosem, najprawdopodobniej z zimna. - Ty nie wiesz jak to jest - przerwała, po czym skierowała wzrok w stronę psa. - Nie wiesz, jak to jest stracić mamę.
  Sweet cicho westchnął, po czym doczłapał do suki, uderzając się o pokrywę bagażnika.
- Właśnie, że wiem, Gracy. Ja też tego doświadczyłem - opuścił uszy. - Widziałem to na własne oczy.
Na suchą, najwyraźniej wylizaną łapę suczki skapnęła niewielka łezka.
 - Widziałam to, twardzielu. - uśmiechnęła się Grey i ostrożnie poklepała psa po łopatce.
- Dam Ci ten ręcznik. - wtrącił owczarek. - Tylko jest jeden warunek; wydostaniesz nas z tego miejsca.
               * * * * * * * * *  * * *
- Dawaj. - suczka uniosła brew, po czym wyciągnęła łapkę w kierunku psa.
Bitt parsknął śmiechem, ale zgodnie ze swoimi wcześniejszymi słowami, oddał Gracy ręcznik.
- Żegnaj, przyjacielu - mruknął. - Musisz na nią uważać.

Grey?

Od Bitter Sweet'a CD opowiadania Nevy

Pies przywarł do wysokiego, lśniącego pnia, rozprostował łapy i położył się tuż obok niego. Leżał tak dobre pół godziny, niezbyt przejęty dokuczliwym mrozem. Nawet na chwilę przysnął, a obudził go dźwięk zderzających się poroży. Powoli otworzył ślepia i leniwie ziewnął. Podparł się prawą, przednią kończyną i wstał, by zacząć polowanie. Tak.. jakim to jest szczęściarzem - posiłek przychodzi do niego, sam, i to do tego z własnej woli. Usłyszał przeraźliwy ryk i popędził w stronę, z której dobiegał. Ujrzał.. kota. Właściwiej - dzikiego kota, rysia. Jego zęby były wbite w dorosłego łosia, który próbował uchronić swą partnerkę przed tym oto kocim drapieżnikiem.
- To był mój obiad. - warknął w stronę kota i obnażył kły.
Jednak on tylko szyderczo się uśmiechnął i drasnął Sweet'a ogromnym pazurem.
- Pieprzony dachowiec. - rzucił owczarek.
Zwrócił się w przeciwnym kierunku, jednak tylko dla zmyłki. Kiedy kocur odwrócił łeb, Bitter się na niego rzucił. Próbował rozerwać mu gardło; jednak nie dysponował szponami, tak jak ryś.

* * * * * * * * * * *
- Co jest.. - szepnął pies, przymrużając oczy.
Tak, to były upiory. Pobiegł szybko po czołowy reflektor, aby odstraszyć zjawy. Kiedy był na miejscu, ujrzał Nevę, która leżała na czarnym kamieniu. Włączył reflektor. Promień światła odstraszył upiory, uciekały tak szybko, że Bitt nie zauważył, dokąd zmierzały. Były okropnie szybkie.. Kiedy wziął się w garść, złapał sukę za łapę i zaczął nią rozpaczliwie machać na wszystkie strony. Nic. Otworzył jej prawą powiekę, nic.
- Tsa.. Marny ze mnie lekarz - mruknął, całkiem już zrezygnowany.
Gdy dostrzegł, że w niczym jej nie pomoże, wciągnął ją na barki i zaniósł do lekarki Rymy jak z Mashiny XD.  Sam poszedł do swojej jaskini, aby odreagować całą sytuację.
   Zobaczył suczkę. Podszedł do niej na sztywnych łapach.
- Wybrałaś świetną porę do dołączenia, nie ma co. - uśmiechnął się w taki sposób, by nie pomyślała, że z niej żartuje. - Jak one wyglądają? - dodał.

Nevoo? ;> ( Opko pisane przed wojną, więc słabo wpasowane w te wydarzenia. Najlepiej zacznij od nowego tematu, będzie Ci wygodniej. xd)

niedziela, 17 stycznia 2016

Od Gracy– CD opowiadania Bitter Sweet'a

Grey szybko stanęła, próbując zrozumieć co się przed chwilą stało. Cała jej sierść była mokra, ale czemu?
Suka odwróciła się i powróciła nadal zdziwiona do Bitter'a, który śmiał się pod nosem.
–Proszę nie komentować– westchnęła i przekrzywiła łeb –Mów co mam robić– dodała pewnie. Bitter kiwną głową i zaczął tłumaczyć coś suczce. Jedyne co zrozumiła to lustro, ponieważ była bardzo zajęta przyglądaniu się czerwonemu [♥] ręcznikowi.
–Grey– burknął Sweet, przez co suka wróciła do rzeczywistości –Wiesz co masz zrobić?– zapytał, patrząc na nią z powątpiewaniem.
–To twój ręcznik?– Gracy zmieniła temat, podchodząc zwinnie do owego przedmiotu i łapiąc go delikatnie w pysk. –Ma taką piękną, czerwoną barwę– westchnęła z zachwytu Grey.
–Tak, on jest mój– Sweet odebrał suczce ręcznik –A cudzych rzeczy się chyba nie tyka– dodał, na co Gracy lekko pokiwała łbem.
–Ale...– suka wyciągnęła łapę w stronę oddalającej się czerwieni, po czym na jej pysk wkroczył grymas niezadowolenia.
–No sprzątaj dalej– odparł pies, wskazując na lustro.
★ ★ ★
–Zrobiłam wszystko– odprała Grey, wywalając język i kładąc się na umytej podłodze.
–No to możesz już chyba iść– mruknął Sweet, patrząc z podziwem na efekt końcowy.
–Dziękuję– Grey zaczęła się czołgać do swojej jaskini. Gdy już znalazła się w niej, położyła się i zasnęła.

★ Kilka dni po wojnie ★

–Wszystko okej?– zapytała Aurora niepewnie wchodząc do jaskini Grey. Suka jedynie wzruszyła ramionami, chowając pysk jeszcze bardziej w koc.
–Przyniosłam Ci coś do jedzenia– kontynuowała, kładąc kawałki jelenia na stole. Gracy odsłoniła łapą jedno oko i spojrzała na siostrę.
–Nie chcę– powiedziała obojętnie, ponownie zakrywając oczy.
–Musisz jeść– odparła stanowczo Aura –I wyjdziesz na powietrze! Nie możesz tu się tak kisić!– zawołała, wskazując łapą wyjście. Gracy wydała z siebie pomruk niezadowolenia i położyła łapę na pysku. Aura rzuciła krótkie „Cześć” i wyszła, przez co suka odetchnęła z ulgą. Tak! Chciała się tu kisić! Mimo wszystko wstała jednak i podeszła do stołu. Była głodna jak wilk, przez co kawałki jelenia zostały w mig przez nią pochłonięte.
–Jutro...– rzekła słabo –Pogrzeb [u Undertakera xd]– dodała, wstając i idąc w stronę wyjścia. Może jednak nie warto tu siedzieć... Pierwsze co dostrzegła Gracy po wyjściu, to oślepiające słońce, odbijające się od śniegu.
–Będzie mróz– westchnęła, próbując zmienić temat swoich dotychczasowych przemyśleń. Zaczęła ze spuszczonym łbem, kierować się przed siebie.
–Zaraz rąbniesz drzewo– usłyszała znajomy głos. Popatrzyła przez ramię na sylwetkę Owczarka –Witaj– dodał dosyć przyjaźnie Sweet.
–Cześć– odparła dosyć niemrawo Grey i znów zaczęła powoli iść –Idziesz ze mną do miasta?– rzuciła i popatrzyła jak pies dorównuje jej kroku.
–A twoja przechadzka do miasta ma jakiś większy cel?– zapytał Owczarek, a w odpowiedzi dostał tylko wzruszenie ramionami.
★ ★ ★
–Musimy uważać– warknął cicho Sweet –Kręci się tu dużo hycli– rozejrzał się wokół. Było jednak za późno o tym mówić, ponieważ dwóch owych panów stało dwa metry od nich.
–Uciekaj– kolejny raz warknął Sweet, jednak Grey nie wykonała jego polecenia. Stanęła spokojnie i dała się bez szwanku wsadzić do samochodu. Za chwilę miejsce obok niej zając wkurzony Bitter Sweet.
–Co to było?!– syknął, próbując otworzyć drzwi. Suka rozejrzała się po samochidzie. Nie było nikogo, oprócz ich dwójki.
–Nic– odpowiedziała, kładąc się i wpatrując w przednią szybę.
I co teraz mamo? Jesteś szczęśliwa? Jeśli nie, chodź do mnie... ~~ Gracy uniosła łeb w górę, próbując przez dach zobaczyć niebo. Potem opóściła łeb i wbijając wzrok w radio, wsłuchała się w lecącą piosenkę.

Suka podniosła łeb i zacisnęła mocno oczy. Piosenka ją doszczętnie dobiła. Trzymała przez chwilę łeb w górze, po czym parsknęła śmiechem.
–Jakie to wszystko jest głupie...

Biteł? Hyhyhyhyhyhy...

Od Jocker'a- CD opowiadania Theo

Spojrzałem na Theosia kiwając głową.
- Czyli między wami nie ma już tak zwanej chemii?- zapytałem ironicznie.
- No... Nie.- powiedział trochę nie pewnie.
- Łokej.- zaśmiałem się.- W takim razie o nic więcej nie pytam.
Theo odetchnął z ulgą.
- Przejdziemy się?- zaproponowałem.
- Jasne. Chodź.- popchnął mnie w stronę wyjścia.
Poprowadziłem nas w stronę jakiegoś jeziora. Woda była zamarznięta. Wszedłem na lód i zacząłem się ślizgać.
- Pamiętasz jeszcze jak to się jeździło Theoś?- moje słowa brzmiały jakbym wywoływał go do pojedynku na łyżwach.

Theo? Srrr że krótkie ;(

Od Jocker'a- CD opowiadania Honey

Nie czułem zbyt wielkiej przyjaźni do Honey ale gdy mnie przytuliła zrobiło mi się ciepło na sercu. Moje smutki na chwilę odleciały i przestałem płakać. Na moim pysku pojawił się lekki uśmiech ciesząc się że mam się do kogo przytulić. Również objąłem Hon. Po paru godzinach wyszliśmy ze szpitala i udaliśmy się do mojej jaskini. Usiadłem na jej środku i rozejrzałem się dookoła.
- Kiedyś... Strasznie dużo się tu działo... Była mama, tata... Quiet, Ferraro, Coco, Snowy... A teraz zostaliśmy ja i Suzzie.- te moje wspomnienia wprawiły mnie w jeszcze większy smutek.
- Nie martw się już tak.- pomasowała mnie łapą po plecach Hon.- Wiem że ci ciężko ale przypominaj sobie ciągle moje słowa. Nie warto. Mashi nadal z tobą jest. Stoi tutaj obok ciebie tylko że ty go nie widzisz. Będzie z tobą nadal mieszkał i będzie ci pomagał. Żyj tak jak z nim żyłeś tylko wyobraź sobie że wylał na siebie farbę niewidkę i po prostu go nie widać. Ale jest.
Pocieszyły mnie słowa Honey.
- Dzięki Hon. To pomaga.- uśmiechnąłem się do niej.

Hon?

Od Locked'a- CD opowiadania Bitter Sweet'a

Już dwa dni minęły od wojny. Niektórzy sforzanie nadal świętują wygraną. Mnie to już jakoś przeszło i żyję zwyczajnym życiem. Wychodząc pewnego dnia ze szpitala ze zmieniania opatrunku spotkałem Bitter'a. Pomachałem do niego łapą z daleka. Sweet zobaczył moje machanie i podszedł do mnie z lekkim uśmiechem. Przywitaliśmy się 'sztamą'.
- Cześć co tam u ciebie?- zapytał Bit.
- Jakoś leci.- przyznałem.- Właśnie byłem na zmienianiu opatrunku.
- Coś ci jest?- zapytał.
- Nie to jeszcze po tej wojnie. Nieszczęsny upiór mnie dziabną.- zaśmiałem się cicho.
- Mnie się tam poszczęściło bo nie oberwałem zbyt poważnie.- westchnął Bitter.- Z Elą wszystko w porządku?
- Taak.- przyznałem.- Już sprawdzałem.
- Wpatrzony w nią jesteś co?- szturchnął mnie w bok i zaśmiał się.
- No jak widać... Nie mogę przestać o niej myśleć. Ale nie ważne. Idziemy gdzieś? Lodowisko?- próbowałem jak najszybciej zmienić temat naszej rozmowy.

Bitter Sweet?

Od Mike'a - CD opowiadania Safiry

*Kilka minut wcześniej*
Oddaliłem się od suczki wypatrując kolejnego zająca. Stawiałem łapy powoli, nie robiąc zbędnego hałasu. Obwąchałem powietrze. Nic nie poczułem, ..ale zaraz, ..krew. Przeczuwając z kim mam do czynienia schowałem się za krzakami. Najeżyłem sierść gotowy do ataku. Moje podejrzenia okazały się trafne. Upiór. Teraz, gdy wielkimi krokami zbliża się ostateczne starcie jest ich pełno.Wyszczerzyłem kły i rzuciłem się na niego. Kościotrup. Powaliłem go, ale wstał i podniósł mnie za kark. Szamotaliśmy się, złamałem mu kilka kości. Krew lała się ze mnie, ale walczyłem zawzięcie. W końcu upiór padł. Wygramoliłem się z jego uścisku i padłem na ziemię.
***

Oddychałem powoli i miarowo. Z mojego prawego boku lała się krew, w dodatku złamałem przednią łapę. Nagle poczułem szturchnięcie. Odwróciłem głowę i spojrzałem na przerażoną Safirę.
- Musisz jak najszybciej wrócić do sfory na oddział. Dasz radę?
Wstałem powoli na trzech łapach. Przy pomocy suczki kulejąc dotarłem do sfory. Zaprowadziła mnie do jaskini służącej za szpital. Położyłem się na kamiennej skałce nakrytej kocem i przymknąłem oczy nie chcąc ukazywać słabości. Poczułem ukłucie i po paru sekundach zasnąłem. Operacja.
Wszystko poszło zgodnie z planem. Będę gotowy na wojnę.

***Po wojnie***

Od czasu operacji nie widziałem się z Safirą. Alfa nie żyje, możliwe,że ona też.Nie byliśmy przyjaciółmi, raczej znajomymi, ale myśl, że nie żyje była szokująca. Wiele psów zginęło. Jednak ujrzałem ją. Podbiegłem i przywitałem suczkę ciepłym uśmiechem.

Safira? Pisane przed wojną :/

Od Shasty CD opowiadania Scarlett

Shasta spojrzał na Scarlett. Przez myśl by mu nie przeszło, aby kogoś odprowadzał do domu. Jeszcze po wojnie, kiedy utykasz na nogę. Ale jednak, coś w nim pękło. To przecież jego przyjaciółka. Jeszcze zmarł jej dziadek... Ciężki dzień...
-Jasne. - Uśmiechnął się. - Nie zostawię cię tu na samej.
Shasta odprowadził suczkę, i wyruszył drogę do domu. Rankiem, wybrał się nad jezioro gdzie spotkał Scarlett.
-Cześć! - Zamachał jej łapą na przywitanie.

Scarlett?

Od Locked'a- CD opowiadania Elaine

*** po wojnie ***

Usłyszałem wiwatowanie wśród psów. Wywnioskowałem z tego że udało nam się i wygraliśmy! Również zacząłem się cieszyć wraz z całą sforą. Lecz po chwili przypomniałem sobie o Elaine! Gdzie ona jest?! Wśród skaczących i głośno szczekających psów przedostawałem się aby znaleźć El. Przepychałem się przez wszystkich ale nigdzie ani śladu El. W końcu upadłem na ziemię i skuliłem się. Zasłoniłem sobie uszy oraz oczy aby się nieco uspokoić. Gdy przyłożyłem łapy do uszu wrzaski umilkły i odetchnąłem z ulgą. Robiłem spokojne wdechy i wydechy. Nagle poczułem na swoich plecach czyjąś łapę. Podniosłem się gwałtownie i odwróciłem się. Gdy zobaczyłem że to była uśmiechnięta Elaine rzuciłem się na nią. Przewaliłem ją na plecy i mocno przytuliłem. Chwilę później przestałem ją przytulać i pomogłem jej wstać.
- Tak się cieszę że nic ci się nie stało!- oznajmiłem uradowany.
- A u ciebie wszystko gra?- wtem spojrzała na nieduże rozcięcie u mego lewego boku.- O boże!
- Aaa to nic.- puściłem do niej oczko.- Przecież wiesz ile razy dziennie potrafię tak oberwać.
Lekko się zaśmiałem co Elaine powtórzyła.
- Nie ale tak serio to trzeba nałożyć na to chociaż bandaż.- przyznała suczka.
- No niech ci będzie.
Poszliśmy razem do szpitala. Wolna była akurat Alana która szybko założyła mi opatrunek i 'wygoniła' nas z gabinetu. Poszliśmy razem coś zjeść po tak wycięczającej walce. Upolowaliśmy łosia i zjedliśmy go już na miejscu. Podczas jedzenia przypomniałem sobie o moim zachowaniu gdy ją zobaczyłem.
- Ej Elaine..- podrapałem się za uchem.
- Słucham?- zapytała przełykając jedzenie.
- Nie przeszkodziło ci to że cię tak... no... czule przytuliłem?- oblałem się rumieńcem.

Elaine?

Od Lokiego

Mashine pada na plecy. Podbiegam do niego i osłaniam światłem z latarki.
-Maszin, idioto! - krzyczę. - Co ty sobie myślisz?!
-Prze... przepraszam - wyrzuca z siebie i uśmiecha się do mnie. - J... ja...
-Zamknij się! - przerywam mu, zaciskając zęby.
Pies śmieje się i kładzie głowę na śniegu. Zaczyna oddychać niemiarowo. Łzy napływają mu do oczu, a zimowa biel wokół nas coraz bardziej pokrywa się czerwienią. Nie dociera to do mnie, krew to nic takiego. Kompletnie wyłączyłem część mózgu, odpowiedzialną za odbieranie bodźców. Upuściłem latarkę, przestałem śledzić poczynania wrogów. Liczy się tylko przyjaciel. Przyjaciel, który jest dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Moją jedyną rodziną, ukochaną osobą. Odrzucam przykre myśli i również się uśmiecham. Nie pamiętam nawet, żeby być złośliwym. Nie potrafię się gniewać.
-Będzie dobrze - staram się nie wybuchnąć. - Wygrywamy, słyszysz? - szepczę. - Już wygraliśmy. Słyszysz, Maszi? Maszi!!!
Pies ledwo kontaktuje. Czuję, że to ten moment, jednak nie potrafię przyswoić tej myśli.
-Pamiętasz jak wpadliśmy na siebie po raz pierwszy przy fontannie w parku? - z trudem hamuję potok łez. - Ja się przed tobą otworzyłem, a wtedy ty powiedziałeś, że jestem najgłupszym psem, jakiego w życiu spotkałeś. Pamiętasz, jak zafundowałem ci kąpiel w tej fontannie? W grudniu przy minus dwudziestu stopniach? Jak chorowałeś?... Oboje chorowaliśmy. Jak obiecałeś, że mnie nie zostawisz, bo jestem ofiarą i sam nie potrafię nic zrobić? - urywam.
-L...Lo-ki - odzywa się po chwili milczenia. - T-ty zawsze b...będziesz najgłupszym psem, j-jakiego spotka-łem.
Tego już nie potrafię znieść. Wybucham histerycznym śmiechem połączonym z płaczem. Mam gdzieś, co sobie o mnie pomyślą.
-J... ja... Kocham cię... - szepczę.
Zamyka oczy, a jego ciało przestaje drżeć. Kładę na nim łeb i wtulam się w jego sierść. Płaczę. Jego serce zamiera w bezruchu.

Budzę się.
       W pierwszej chwili myślałem, że to tylko sen. Nie, to nie był sen. To wspomnienie sprzed kilku godzin, dni, może nawet tygodni. Nie miałem pojęcia, bo od tamtego czasu zamknąłem się w swojej jaskini i ani razu nie wychodziłem na światło dzienne. Nie jadłem, nie piłem. Przez cały czas leżałem na boku, zastanawiając się co dalej. Czy to wszystko prawda, z którą nie chcę się pogodzić. Nie, nie płakałem. Nie w sposób, w jaki płaczą 'normalne' psy. Starałem się nawet nie myśleć. Nie wyszło. Tęsknię.
       Postanowiłem, że wyjdę z jaskini. Tylko w celu dowodnienia, ale zawsze coś. Okazało się, że nie tylko ja cierpię. Ogłoszono coś w stylu żałoby narodowej. Nikt nie imprezuje, nikt się nie bawi. Nawet szczeniaki. Wszyscy snują się po terenach sfory, niczym duchy po cmentarzu, próbując na nowo sobie wszystko poukładać. Niektórzy płaczą, szukają pomocy u psychologów, inni lepiej to znoszą i po prostu żyją dalej. Ja nie potrafię.
       Już nic mnie tu nie trzyma.

Skyres nie żyje!

 Imię: Skyres (czyt. Skajres)
Ksywka : Sky (czyt. Skaj)
Głos : Melissa Steel
Rasa : Owczarek niemiecki krótkowłosy
Wiek : 6 lat
Płeć : Suczka
Stanowisko : opiekun szczeniąt
Rodzina :
Młode - White, Ares, Aurora, Harrison, Honey, Rio, Oli, Vivianne, Walter, Gracy
Partner : Indiana ♥
Charakter : miła, pomocna, przyjacielska, ale potrafi być agresywna, ostrożna
Historia : Żyła w hodowli, jednak była tam źle traktowana. Odeszła. Trafiła do schroniska, ale udało jej się uciec. Błąkała się kilka miesięcy, aż trafiła na sforę. Postanowiła zostać.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : ♥♥♥Tommy♥♥♥
 
 
Powód: Samobójstwo po utracie przyjaciela
 
 
[*] [*] [*]

Od Scarlett - CD opowiadania Shasty

* Wiele dni później, koniec wojny *
- Nie... Nie! - krzyknęłam. Dopadłam Jocker'a, Suzzie i Lokiego, razem z nimi kładąc się na ciele Mashine. Mojego dziadka. Zaczęliśmy wyć żałośnie, a parę minut później, każdy z moich kuzynów i kuzynek (także wnukowie Alfy) wył z nami. 
To jakby coś rozrywało mi serce.
- Scar, chodź - po dziesięciu minutach Shasta zaczął mnie odciągać od martwego ciała.
- Zostaw mnie! - wrzasnęłam, wciskając się między Jock'a a Meredith.
- Lettie, musisz stąd iść. Wcale nie będzie lepiej, gdy będziesz się tak wgapiać w to ciało.
- Idź sobie idioto! - jednak Shasta siłą wyciągnął mnie z tego kłębowiska i zaprowadził w ustronne miejsce.
- Wiem, że ci ciężko, ale nie wariuj - rzekł.
- Ty nic nie wiesz!- Ledwo go znałeś, a to mój dziadek!
- Mashine był twoim dziadkiem? - szepnął.
- Tak - prychnęłam.- Ci wszyscy którzy kłębili się obok jego ciała to jego dzieci lub wnuki. Plus Loki, który jest, można powiedzieć, jego bratem.
Uspokajałam się powoli.
- Lepiej? - Morro spojrzał mi w oczy. 
Pokiwałam głową.
- Chcę pójść do domu... Odprowadzisz mnie?


Shasta?

Od Gracy– CD opowiadania Skyres

Gracy podbiegła do swojej matki i szybko wyjęła nóż, zalegający w jej krtani.
–Nie warto umierać– po pysku Grey spłynęło kilka gorzkich łez –Masz jeszcze tatę, nas i innych przyjaciół– pociągnęła nosem, próbując opanować głos. Spojrzała na ciało Skyres. Dotnknęła lekko łapą jej zimnego czoła. Szybko puściła matkę i zrobiła kilka kroków w tył.
–Honey!– zaczęła krzyczeć, gdy już oprzytomniała –Honey... Do jasnej cholery...– szepnęła i spojrzała na Husky, która szła w jej stronę zdziwiona.
–Co...
–Pomóż jej– przerwała jej Grey, wskazując leżącą Sky. Honey spojrzała zdziwiona na nóż, który trzymała w łapie Gracy, a później szybko podbiegła do matki. Zaczęła lekko się krzywić, po czym spojrzała na siostrę.
–Grey...– zaczęła nie pewnie, podchodząc do suki.
–Pomóż jej!– zawołała Gracy, patrząc prosząco, załzawionymi oczami na Honey.
–Ona nie żyje– ściszyła głos. Widać, że ciężko to mówiła.
–Żyje!– krzyknęła zdenerowana –Tylko trzeba jej pomóc!– Grey wbiła nóż w trawę i podbiegła do Skyres.
–Ona umarła– warknęła zdenerowana Husky, po czym nastała cisza. Grey wciąż wpatrywała się w ciało matki. W końcu jednak nie wytrzymała i przytuliła mocni Honey, wybuchając płaczem.

Honey?

Od Honey - CD opowiadania Steve'a

- Z tobą zawsze misiek - zażartowałam, a on się roześmiał. Zajęliśmy pozycje. Szybko zaczęłam zbierać "amunicje", Steve też. Gdy pochylał się nad śniegiem, z chytrym uśmieszkiem rzuciłam w niego śnieżką i szybko schowałam się za pobliską górkę. Wyjrzałam powoli zza niej, a on w tym samym czasie dostrzegł mnie i rzucił mi własną śnieżką prosto w twarz. Parsknęłam, wypluwając śnieg i zaczęłam uciekać. W biegu odwróciłam się i rzuciłam kolejną śnieżką. Spudłowałam. A chwile później...
- Mam cię!!! - wrzasnął Steve i złapał mnie. Poturlaliśmy się parę metrów, a potem zatrzymaliśmy w dziwnej pozycji - to znaczy on leżał na mnie, a nasze pyski były blisko siebie.
- I co teraz zrobisz? - szepnął pies.
Udałam, że się namyślam.
- A co chcesz w zamian za wypuszczenie mnie? - spytałam z nadzieją.
- Buziaka.
Jasne.
- Skoro chcesz... - przysunęłam się do niego zalotnie i dałam buziaka w policzek.
Uszczęśliwiony Steve puścił mnie.
- Słodki jesteś - roześmiałam się jak idiotka, po czym znów uciekłam.
***
Leżeliśmy obok siebie, cali w śniegu. Było mi strasznie zimno.
- Może cię odprowadzę? - zaproponował pies leżący obok mnie. - Cała się trzęsiesz.
- N-nie-ee - zaszczękałam zębami.
- Nie przyjmuję odmowy - podszedł do mnie i jakby nigdy nic wziął na ręce.
- Steve, odstaw mnie - mruknęłam. On brnął dalej. I wyobraźcie sobie, dał radę donieść mnie do jaskini. Położył mnie na posłaniu.
- Musisz się ogrzać - strząsnął ze mnie cały śnieg.
- Steve?
- Tak? - przyłożył łapę do mojego czoła.
- Dziękuję - i mocno go przytuliłam.


Steve?

Od Meredith - CD opowiadania Thomson'a

- Pomyślę jeszcze - rzekłam wspaniałomyślnie. Pies pokiwał głową i mnie przytulił. Dalszą drogę pokonaliśmy w ciszy.
- To pomyśl i jutro dasz mi odpowiedź - rzekł Thomson, już pod moją jaskinią.
- Dobrze - ziewnęłam. Było już dobrze po dwudziestej drugiej. - Dobranoc.
- Słodkich snów - Tom wycofał się i pobiegł do siebie. Ja położyłam się na posłaniu i spróbowałam zasnąć. Cały czas jednak rozmyślałam o tej propozycji. Z jaskini Alf i tak muszę się wyprowadzić, bo dziadek zmarł i dowództwo objął Jocker. Moje rodzeństwo i kuzynostwo, którzy aktualnie jeszcze włóczą się po sforze, także muszą się wyprowadzić.
Więc może by się zgodzić?... I tak rozmyślając zasnęłam.
***
- Pobudka księżniczko! - krzyknął znajomy głos. Otworzyłam oczy. Zauważyłam, że cała reszta, łącznie z Jock'iem, także została obudzona. Thomson, nic sobie z tego nie robiąc, zapytał:
- Przemyślałaś sprawę?
- Taak - mruknęłam. - Zgadzam się.
- Jeeee! - wrzasnął Tom.
- Ciszej. - Jocker w końcu podszedł do nas. - Co tu się dzieje?
- Wyprowadzam się wujku - oblizałam wargi. - Sajonara!
I tak po prostu sobie wyszliśmy.


Tom? Niee, to wcale nie jest dziwnee xD

Od Honey - CD opowiadania Jocker'a

Układałam sobie w głowie co mam powiedzieć.
- Jocker... Wiem co teraz czujesz. Jesteś zrozpaczony, wściekły, tęsknisz... Ale musisz się pozbierać. Mashine nie chce żebyś cierpiał.
- Skąd ty możesz wiedzieć?! - warknął pies.
- Stąd, że jeszcze parę dni temu sama byłam martwa! - podniosłam głos. - I widziałam tu was wszystkich! Moją rodzinę, przyjaciół! Widziałam jak cierpieli! A ja dzień w dzień byłam zła na samą siebie, obwiniałam się że to moja wina, że to całe ich cierpienie było przeze mnie! Chociaż to nie była moja wina, że samochód mnie rozjechał!
Jocker opuścił łeb, słuchając mnie w ciszy.
- Mashi na pewno czuje się tak samo. Obwinia się za wszystko, choć to także nie jego wina. Jest wściekły, bo ty przez niego cierpisz. Uwierz. Musisz się pozbierać, i zacząć żyć. Tym bardziej mu pomożesz.
Po policzku Jock'a spłynęła łza.
- Ale jak mam się pozbierać? Jak...?
Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.
- Dasz radę. Wierzę w ciebie.


Jocker?

sobota, 16 stycznia 2016

Od Michelle– CD opowiadania Niklausa

Michelle otworzyła powoli oczy, czując wspaniałą woń.
–Śniadanie– usłyszała głos Niklausa, podsuwającego jej królicze mięso. Michelle powoli wstała i spojrzała na zwierzę. Kiwnęła w podziękowaniu łbem i zaczęła go konsumować.
–Dzisiaj musimy dotrzeć do sfory– Klaus znów zabrał głos, kończąc swoją porcję. Suka westchnęła i popatrzyła na Niklausa.
–Nawet nie wiemy czy idziemy w dobrą stronę– odparła, wstając i rozejrzała się po okolicy.
–Ty może nie wiesz, ale ja wiem– mruknął pies. Wstał i zakopał niezjadliwe rzeczy.
–Idziemy?– zapytała słabo Mich i spojrzała na Klausa.
–Tak– odparł kiwając głową. Ruszyli spokojnym krokiem w stronę podaną przez Owczarka.
–Jak myślisz, co się dzieje w sforze?– zapytał pies, patrząc kątem oka na partnerkę. Suka wzruszyła w odpowiedzi ramionami.
–Na pewno jak wrócę, dostanę niezłą reprymendę– przewróciła oczami, uśmiechając się jednak lekko.

Mich spojrzała na asfalt, wypuszczając powietrze.
–Czemu jesteśmy w mieście?– przeniosła wzrok na psa –Czemu nie w sforze?
–Za tym miastem jest sfora– odparł spokojnie Klaus, stając na chodnik. Zaczął iść po nim, delikatnie stawiając łapy.
–Uważaj, paniczu– zaśmiała się Michelle, dorównując mu kroku. Doszli spokojnie do centrum. Miasto było strasznie wielkie. Wszędzie wznosiły się wielkie drapacze chmur, a na każdym z nich umieszczony był ogromny bilbord.
–Shhhh– Mich w pewnej chwili, zwinęła się z bólu.
–Wszystko okej?– zapytał szybko Klaus –To przez ten hałas. Chodź– dodał, kierując się w jakąś alejkę.
–Ale to nie głowa– warknęła cicho Mich –Tylko brzuch

Niklaus? Masz ;=;

Od Codie'go- CD opowiadania Mey

Nie mogłem spuścić oka z szczeniaków. Naszych szczeniaków! Nie dowierzałem że mam szczeniaki. Trójka małych łobuzów. Na mojej twarzy malował się wielki uśmiech. W pewnym momencie podbiegł do mnie Ciel. Zaczął skakać mi do pyska i radośnie szczekać. Schyliłem się a ten ugryzł mnie w nos. Odskoczyłem i pisnąłem. Mey zaśmiała się pod nosem a ja z gorzką miną masowałem swój nos. Potem postanowiłem zapolować na jakieś zwierzę. Wyszedłem z jaskini zostawiając  Mey ze szczeniakami. W lesie zastałem łosia. Coś innego ale też dobrego także zapolowałem na niego. Wróciłem z ciężkim mięsem do jaskini. Mey udało się jakoś uspać Renee, Lilianne i Ciel'a. Nie wiem jak kobiety to robią. Usiedliśmy i zjedliśmy w spokoju kolację. Po posiłku zauważyłem że szczeniaki się obudziły i pragnęły zabawy. Popatrzyłem na Mey maślanymi oczkami.
- O nie mój drogi!- pokiwała głową stanowczo.- Teraz twoja kolej.
Zrobiłem kwaśną minę i podszedłem do szczeniaków.
- No to w co się pobawimy?- zapytałem.
- W chowanego!- krzyknęła Renee.
Nie zdążyłem powiedzieć słowa a te dzikusy rozbiegły się po sforze.
- Mey ratuj!- krzyknąłem do niej wybiegając już z jaskini.

Mey?

Od Bitter Sweet'a - C.D Opowiadania Gracy

 Owczarek podniósł łeb. Zaczął się rozglądać, aby znaleźć zajęcie godne pracy suki. Kiedy przeczesał prawie całą jaskinię, jego wzrok skupił się na wyświechtanym stole.
 - Posprzątasz ten stolik - tłumaczył pies. - A jak skończysz, złożymy go. Może być?
Grey pokiwała energicznie głową, po czym ostrożnie podeszła do obiektu.
- On nie gryzie! - parsknął śmiechem, po czym wrócił do dawnej czynności, jaką było zmywanie.
   Kiedy umył każdą miskę z osobna, popatrzył na skończone dzieło. Nie były wymyte idealnie; kilka resztek jedzenia uchowało się we wgnieceniach naczyń. Przetarł czoło nowym, czerwonym ręcznikiem i oparł się o stolik.
- I jak? - spytała sunia, patrząc pytająco na Sweet'a.
Stolik był doskonały. Bynajmniej według owczarka, któremu wystarczyłoby jedynie przetarcie go mokrą szmatką. Pokiwał łbem.
- Nareszcie - westchnęła Grey. Usiadła na lśniącej powierzchni stolika.
- O czym mówisz? - Bitter uniósł brew. - Jeszcze czeka nas.. - przerwał. - A właściwie, Ciebie, dużo pracy.
Ponownie rozejrzał się po jaskini, szukając jakiegoś przedmiotu do wyczyszczenia, czy też naprawienia. Wskazał łapą rozbite lusterko.
- Gracy! - krzyknął.
Jednak nic to nie dało. Suczka najwyraźniej zasnęła w momencie, kiedy owczarek zaczął tłumaczyć. "Cudnie" - pomyślał. Wziął do łapy miskę z wodą, po czym ochlapał nią Grey.
- Już idę! - warknęła, a następnie skierowała się w kierunku jaskini.

Graacy? xD

Od Jocker'a- CD opowiadania Honey

*** po wojnie ***

Siedziałem już w szpitalu obok mojego ojca. Miałem łeb położony na jego brzuchu i dało się słyszeć mój bardzo cichy skowyt. Nie mogłem się pogodzić z jego stratą. Nagle na salę weszła Honey. Nie miałem ochoty teraz z nią gadać. Wolałem zostać sam w ojcem i byłem jeszcze w takim stanie.
- Wszystko u ciebie w porządku?- usiadła obok mnie Hon i zapytała.
- A widać jakby było?- pisnąłem.
Honey zamilkła na moje słowa. Nie wiedziała za pewne jak mnie pocieszyć. Z jednej strony to musiałem mieć szacunek do sforzan bo w końcu byłem nowym Alfą. Ja nie mogę... Teraz wszystkie obowiązki będą spadać na mnie. Ale nie mogę zawieść tatusia.

Honey? sorka śpieszyłam się xD

Mashine nie żyje! Jocker zostaje Alfą!

Powiadamiamy dopiero teraz że Mashine- nasza alfa nie żyje. Został zabity przez upiora chcąc pomóc przyjacielowi Lokiemu. Teraz Jocker zostaje nową Alfą! 




Questy!

Uwaga! Mamy trzy nowe questy!  Wszystkie w zakładce "Questy", wymyślone przez elisabeth666@vp.pl, Kordła ♥ i ♥♥♥Tommy♥♥♥.
No, teraz macie pole do popisu! Miejmy nadzieję, że większość z Was napisze chociaż jednego Questa.
Za wykonanie Questów, dostajecie nagrodę w postaci PNS, więc warto!!
Więcej w zakładce "Questy".


~~Skyres

Ashley, Colin, Charlotta i Flynn dorośli!


http://www.psiblog.pl/uploads/2/1/7/9/21795540/8394727_orig.png
Imię : Nazywa się Charlotta. Jednak tak nie lubi swojego imienia, że skróciła je do Charlie.
Ksywka : Popatrz wyżej.
Głos : Sabrina Carpenter - The Middle of Starting Over
Rasa : BOS | Aussie
Wiek : Rok
Płeć : Suczka
Stanowisko : Projektantka
Rodzina :
Matka - Nesty
Ojciec - Weza
Siostra - Ashley,
Bracia - Flynn, Colin
Wujkowie - White †, Codie, Jack, Devo
Ciocie - Mey, Taylor, Rose Robin †
Kuzynki/Kuzyni – Lilianna, Renee, Ciel
Babcie - Crystal, Giselle †
Dziadkowie - Sintesu †, Servus †
Partner : -
Charakter : Charlie jest samotniczką. Zawsze chodzi własnymi ścieżkami. Zazwyczaj denerwuje ją towarzystwo innych. Jest poważna i uważa się za dorosłą. Zabawa z innymi szczeniakami jest poniżej jej godności. Jest szansa jeden do stu, że się z tobą zaprzyjaźni. Jednak gdy przełamiecie pierwsze lody, szansa wzrasta. Są sytuacje, po których ta samotnica zwiąże się z tobą szczerą przyjaźnią. Nikogo się nie słucha i jest troszkę leniwa. To pesymistka. Najchętniej to wyrwałaby się stąd i rozpoczęła nędzne życie w szarym świecie ludzi...
Historia : Urodziła się tu.
Upomnienia : 0/4 
Kontakt : ♥♥♥Tommy♥♥♥





http://orig06.deviantart.net/ed3e/f/2014/315/e/4/untitled_by_hadissima-d863zrv.jpgImię : Ashley
Ksywka : Ash
Głos : Amnesia
Rasa : Owczarek australijski, czyli w skrócie Aussie od matki, który przeważa i Owczarek Szwajcarski od ojca.
Wiek : Rok
Płeć : Suka
Stanowisko : Piosenkarka
Rodzina :
Matka – Nesty
Ojciec – Weza
Rodzeństwo – Flynn, Charlotta, Colin
Wujkowie – Jack, Devo, White†, Codie
Ciocie – Mey, Rose Robin†, Taylor
Kuzynki/Kuzyni – Lilianna, Renee, Ciel
Babcie – Crystal, Giselle
Dziadkowie - Sintesu†, Servus†
Partner : -
Charakter : Ashley zmieniła się trochę. Jest to dosyć oschła i przewidywalna osobniczka, płci żeńskiej. Nie jest wybuchowa i na wszystko spogląda przez „czarno-białe okulary”. Nie lubi dużego zainteresowania jego osobą, więc próbuje się wmieszać w tłum i niczym nie wyróżniać. Na wszystkie psy patrzy z wyższością i próbuje się do nich podporządkować. Ash to suczka dosyć bezbarwna, bez większych celów w życiu. Jest bardzo zamknięta w sobie i zazwyczaj się nie odzywa, ponieważ albo ten temat jej nie interesuję albo nie ma co mądrego do powiedzenia. W odpowiedzi na pytania często wzrusza ramionami, mówiąc „Nie wiem”. Nie lubi podejmować decyzji lub wybierać z pośród czegoś, gdyż zawsze boi się, że wybierze źle, jednak nie boi się krytyki ze strony innych, gdyż jest bardzo wytrzymała psychicznie (jak i fizycznie). Obelg które są związane z jej osobą, nie bierze do serca i udaje, że ta osoba która „rzuca” w nią wyzwiskami po prostu nie istnieje. Mimo że jest zamknięta w sobie, ma duże poczucie humoru. Zawsze się śmieje i to ze wszystkiego, czasem nawet z rzeczy, z których nie powinna się śmiać.
Historia : Urodziła się w sforze.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : WhiteWinter
Inne zdjęcia : Klik | Klik | Klik |





Imię : Flynn
Ksywka :-
Głos : Fall Out Boy
Rasa : Flynn to mieszanka Owczarka szwajcarskiego, który przeważa i Owczarka Australijskiego.
Wiek : Rok
Płeć : Pies
Stanowisko : Pisarz. Pisze wiersze miłosne, dla swych ukochanych...
Rodzina :
Matka – Nesty
Ojciec – Weza
Rodzeństwo – Ashley, Charlotta, Colin
Wujkowie – Jack, Devo, White†, Codie
Ciocie – Mey, Rose Robin†, Taylor
Kuzynki/Kuzyni – Lilianna, Renee, Ciel
Babcie – Crystal, Giselle
Dziadkowie - Sintesu†, Servus†
Partner : Zakochuje się w co drugiej
Charakter : Dopiero gdy Flynn urósł, ukształtował się jego charakter. Flynn to ewidentny pies na baby. Typowy podrywacz, próbujący zdobyć wszystkie suczki w sforze. Szarmancki. Zazwyczaj wyluzowany i pełen pozytywnej energii. Zawsze ma uśmiech na pysku, co w dzieciństwie było u niego niespotykane. Lubi rywalizacje i różnego typu zabawy, którymi jako szczeniak gardził.
Historia : Urodził się tutaj.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : WhiteWinter



http://psy-rasy-psow.pl/wp-content/uploads/2012/04/bialy-szwajcarski.jpg
 Imię : Colin
Ksywka : Col, In
Głos : The Luka State - 30 Minute Break
Rasa : BOS | Aussie
Wiek : Rok
Płeć :Pies
Stanowisko : Szaman
Rodzina :
Matka - Nesty
Ojciec - Weza
Siostry - Ashley, Charlotta
Brat - Flynn
Wujkowie - White †, Codie, Jack, Devo
Ciocie - Mey, Taylor, Rose Robin †
Kuzynki/Kuzyni – Lilianna, Renee, Ciel
Babcie - Crystal, Giselle †
Dziadkowie - Sintesu †, Servus †
Partner : To tak jakby podrywacz, suczki się w nim zakochują, a on stara się je zdobyć. Która będzie tą jedyną?
Charakter : Colin to żywiołowy pies. Mówi miliard rzeczy na minutę, woli być szczery niż kłamać. Mówi tak właściwie wszystko o czym pomyśli. Zawsze robi coś zanim się nad tym zastanowi. Powagę potrafi zachować tylko wtedy, gdy jest bardzo smutny. Tak jak swoja siostra, Charlie, chciałby wyrwać się stąd jednak nie po to by mieszkać w szarym mieście, tylko dlatego by zwiedzać świat i dotrzeć na jego koniec (to marzenie odziedziczył po matce).
Historia: Urodził się tu.
Upomnienia : 0/4 
Kontakt : ♥♥♥Tommy♥♥♥

Nowa suczka! - Miracle




https://pbs.twimg.com/media/CQfLz6qXAAEV5IN.jpg

Imię : Miracle.
Ksywka : Miri. Ewentualnie Blacky lub Zoe. 
Głos : Natalia Szroeder - Tęczowy LINK!
Rasa : Sama nie wie, ale na pewno jakiś owczarek.
Wiek : 2 lata.
Płeć : Suczka.
Stanowisko : Strażnik Graniczny.
Rodzina : Brak.
Partner : Nie ma... Ale jest w kimś zauroczona.
Charakter : Miracle... Z pozoru spokojna, zamknięta w sobie i samotna. Ale pod tą powłoką, kryje się sympatyczna i energiczna duszyczka. Miri tylko przy nieznajomych, zachowuje się spokojnie. Kocha przygody i spacery. Jest specjalistką w skradaniu i straszeniu. Raz jest realistką, raz optymistką. Zna się na żartach, jest miła i romantyczna. Jednak umie zachować powagę. Jest bardzo nieśmiała i nieufna, ale z pewnością poznasz jej drugą stronę. Tak, Miracle jest towarzyska i zawsze ma humor. Ale racja, potrafi być wredna i samolubna. Nawet dla przyjaciół.
Historia :Urodziła się na ulicy. Wychowana przez szefa gangu stała się morderczynią. Walczyła na walkach psów, jednak uciekła, bo wiedziała że to nie dla niej. Dotarła tu, i pomyślała że zostanie.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Husarz15

Od Nesty - CD opowiadania Wezy

Zmrużyłam powieki. Przerażenie powoli opuszczało moje ciało.
Charlie spała spokojnie, a ja nie mogłam się zdobyć na to samo. Weza i reszta dzieci poszli gdzieś, więc wypadało by się wyspać.
Nadal jednak bałam się o moją córkę.
- Kocham cię - szepnęłam cicho i pocałowałam ją w czoło. Sama się zdziwiłam tym, co zrobiłam. Wygląda na to, że ja naprawdę pokochałam swoje dzieci.
- Jestem z ciebie dumny - w drzwiach stanął Zi. Przytulił mnie. - Przekonałaś się do nich... W końcu.
 Uśmiechnęłam się.


Weza? Przez tą śmierć Deo nie mam weny :C

Od Skyres

Byłam tak szczęśliwa po naszej wygranej! Odnalazłam szybko swoje dzieci. Wszystkie przeżyły.
Przytuliliśmy się mocno. Gdy wracaliśmy do domu, natknęłam się na ciało. Spojrzałam na nie, w celu zidentyfikowania. I wtedy serce podeszło mi do gardła. Zakrztusiłam się. To niemożliwe... Nie, nie, nie! Tylko nie ON! Moje oczy momentalnie wypełniły się łzami, a ja zaczęłam uciekać, nie chcąc patrzeć na pokiereszowane, martwe ciało Video.
Mojego najlepszego przyjaciela, który był przy mnie przez cały czas.
***
Siedziałam przy jakimś murku, wyjąc. Ból psychiczny był nie do zniesienia. Nie mogłam wytrzymać.
Zawsze istnieje szansa, że spotkamy się tam, na górze...
Usłyszałam głos Vido. Ja zaczynam wariować. Ścisnęłam mocno nóż.
- Mamo! Mamo! - zobaczyłam podbiegającą do mnie Gracy.
- Nie mogę... - szepnęłam. - Nie mogę, przepraszam...
Powoli przycisnęłam nóż do swojej szyi. Utworzyła się mała rana, z której powoli sączyła się krew. Zacisnęłam wargi. Musiało boleć.
Chciałam, żeby bolało.
- Mamo, odłóż to i chodź do domu - głos Grey zaczął drżeć.
- Nie - przycisnęłam nóż tak mocno, że werżnął mi się w krtań. Nie mogłam powstrzymać głośnego krzyku bólu.
- Nie warto się zabijać. Tak mu nie pomożesz... - moja córka zaczęła robić się niepewna.
- On cierpiał bardziej! - wrzasnęłam szaleńczo i wbiłam nóż głębiej. Zaczęłam tracić przytomność...


Gracy?

piątek, 15 stycznia 2016

Od Mashine i Jocker'a ,,Upiory vs Psy'' cz.7- ostateczne starcie

Staliśmy na swoich miejscach i wyczekiwaliśmy tego momentu. Nagle zauważyłem jak Loki macha do mnie zza krzaków łapą na znak że wrogowie się zbliżają. Serce zabiło mi tak mocno jakby zaraz miało rozerwać moją skórę i wyskoczyć. Zapewne nie tylko mnie serce tak łomotało. Niby ja tylko stałem w miejscu ale bałem się o los moich sforzan. Byłem lekko schowany za pagórkiem na którym stałem. Czekałem kiedy dać znak do ataku. Wrogowie zbliżali się coraz bliżej. Po czole zaczęły spływać mi krople potu które musiałem co chwila przecierać. Upiory były już na tyle blisko że mogłem dać znak. Wydałem charakterystyczny nam psom dźwięk któego upiory nie słyszały. Na ten znak Loki i jego grupa podzielona na dwie części wybiegła i zaskoczyła przeciwników. Lecz nie na długo byli tacy zdumieni bo po chwili wyciągnąwszy swoje długie kosy zaczęli atakować. Zauważyłem że parę psów już leżało martwe... Zrobiło mi się słabo ale nie mogłem zabierać oczu z dalszej rozgrywki. Miałem ochotę wybiec i pomóc im wszystkim ale niestety nie mogłem. Stałem jak jakiś głupi bezużyteczny kołek i patrzyłem jak moi przyjaciele giną. Próbowałem się dalej powstrzymywać. Teraz zwróciłem uwagę na stan walki. Widać było że dużo upiorów poległo ale nie mniej niż sforzan. Naliczyłem 30 trupów maszkar i 10 sforzan. Hmm.. Wygląda na to że mamy przewagę chociaż upiorów było owiele więcej niż nas. Stałem i wgapiałem się w walkę. Latarki przydawały się i działały. Kiedy na jakiegoś psa leciało za dużo wrogów włączał tarczę świetlną i wszystkie upiory odskakiwały z piskiem. Tak jak układaliśmy przedtem plan tak też poszło. Jem i jego grupa już dawno walczyli a psy z grupy Lokiego (które jeszcze przeżyły) leciały na stanowiska do rzucania bombami. Wszystko dalej szło zgodnie z planem a bomby sprawiły że wiele upiorów poległo. Mieliśmy nareszcie wyrównane szanse. Moje oczy latały w tą i z powrotem kontrolując wszystko dokładnie. Czułem się strasznie. Nagle moje oczy zatrzymały się na Lokim którego przyduszał do ziemi ten potwór. Wtedy już coś we mnie pękło i... wyskoczyłem zza pagórka w jego stronę. Gdy byłem już przy nim odepchnąłem kościste cielsko z mojego przyjaciela. Pomogłem mu wstać a on zdziwiony krzyknął do mnie.
- Co ty tutaj robisz!?!?!- krzyknął do mnie.- Wracaj na miejsce bo jeszcze coś ci się stanie stary!!!!
Nic nie odpowiedziałem na te słowa. Zauważyłem tylko że za plecami Lokiego czai się na niego kolejny osobnik. Przeskoczyłem zwinnie Lokiego i... zastąpiłem mu latarkę. Tak posłużyłem jako tarcza i kosa potwora trafiła mnie w samo serce. Upadłem od razu na ziemie nie mając siły nic powiedzieć ani chociaż drgnąć. Widziałem jeszcze co nieco i słyszałem. Słyszałem tylko bardzo głośny skowyt Lokiego który stał nade mną i wył w niebo głosy. Włączył też latarkę i stanął nade mną aby nikt nam nic nie zrobił. Nie wiem czy wiedział że to mi już i tak nie pomoże. Co ja sobie myślałem... Że wyjdę jak nowo narodzony i młody pies na pole bitwy i wszystkich pozabijam?! Kilka minut wcześniej musiałem nie myśleć. Ale musiałem pomóc mojemu najlepszemu przyjacielowi.. A raczej bratu. Dalej nie mogłem wytrzymać i zamknąłem z wycięczenia oczy. Potem po kolei każdy organ zaczął pozbywać się swojej funkcji. Na końcu swoją moc straciło... serce.

**Jocker**


Walczyłem jak należy ale gdy zauważyłem że na miejscu psa który ma rzucać bombami nikogo nie ma. Wskoczyłem na wolne miejsce i zacząłem pociskować. Nagle... zauważyłem rzecz której żaden sforzanim by się nie spodziewał... ostatnie pięć upiorów. Je pokonaliśmy osobno i... koniec.... koniec walki... ale.... to my wygraliśmy... nie oni... MY! MY WYGRALIŚMY WOJNĘ!!!! Wszystkie psy skakały i szczekały głośno na znak że wygraliśmy. Pielęgniarki od razu przybiegły po wszystkie ranne psy. Niektórych niestety już nie dało się uratować.. Skakałem w tą i z powrotem ale coś przerwało moje szczęście. Ten widok... Widok Lokiego leżącego nad moim tatą który leżał w kałuży krwi z rozciętym sercem. Podbiegłem do niego i nie wierząc własnym oczom zacząłem ryczeć. Ryczeć gorzko i z takim żalem i smutkiem jakbym miał się zabić aby spotkać go w niebie. Nie mogłem powstrzymać łez które wydobywały się strumieniami z moich oczu. Po chwili podbiegła do mnie Suzzie i ona również zaczęła głośno skomleć. Wszyscy zebrali się dookoła nas w wielkim okręgu. Spuścili nisko łby w takim przygnębieniu. W pewnym momencie podniosłem się z mojego ojca i poprosiłem o to samo Lokiego. Podniosłem wysoko pysk wydobywając z niego wycie. Po chwili przyłączyła się do mnie Suzzie, Loki. A niedługo już wszyscy podnosząc nosy w niebo wyli głośno i rozpaczliwie. Nigdy nie wybaczę tym upiorom tego co zrobiły mojemu tacie. NIGDY!

THE END

Od Michelle

–Uwaga!– zawołał ktoś z boku. Michelle od razu popatrzyła w tamtą stronę. Dwa upiory próbowały bezskutecznie zaatakować psa który świecił im po oczach latarką. Suka szybko podbiegła by mu pomóc, bo przecież trzeba sobie pomagać teraz... Michelle skoczyła na upiora, mimo że wiedziała, że ten może z łatwością ją odepchnąć. Nie zdąrzył jednak, ponieważ pies wbił w niego swoje kły i pazury, przez co Upiór zmarł na miejscu. Michelle spojrzała na psa, który przed jej łapami spluną krwią. Nie mogła mu jednak pomóc. Podeszła do niego tylko i położyła mu łapę na plecach.
–Wszystko okej?– zapytała, próbując zachować spokojny ton głosu. Pies pokiwał głową i pobiegł dalej. Mich odwróciła łeb i przywarła do ziemi. Wielkie łapska jednego z Upiorów zbliżały się w jej stronę. Suka szybko zaczęła się oddalać, jednak zaraz wstąpiło w nią poczucie winy, że zachowała się jak tchórz. Powstała, wypinając dumnie pierś i zaczęła biec w stronę przeciwnika, zgrabnie przeskakując przez kończyny jego przyjaciół. Gdy była już blisko, skoczyła na niego wgryzając mu się w krtań. Upiór jednak odepchnął ją z łatwością, jednak mimowolnie złapał się za szyję. Suka zaczęła się śmiać, jednak co raz trudniej było jej oddychać. Wzięła latarkę, przyczepioną dotychczas do pasa i zaczęła świecić wrogowi po oczach. Ten zaczął się miotać na boki. Mich wykorzystała tą okazję i szybko zrobiła kolejne, dwie dziury w jego gardle. Upiór tym razem padł, a suka oblizała miejsce na jego szyi, z którego małymi strugami ciekła „krew”. Była mimo wszystko tak słodka, jak zwykła krew. Suka oblizała również wargi, delektując się czeroną cieczą. Ruszyła przed siebie, można powiedzieć tanecznym krokiem i spojrzała na walczących, a później na pagórek. Stał na nim Alfa. Wciąż machał trzęsącą się łapą na boki, wydając rozkazy.
–Michelle– suka usłyszała znajomy głos i gdy się odwróciła, zobaczyła uciekającego brata. Gonił go jeden z upiorów. Mich zwinnie przedostała się do owego Upiora, próbując wdrapać się na jego plecy. Po dłuższej chwili udało się jej, jednak było już za późno. Pod łapskami potwora leżały zwłoki Video. Michelle na chwilę zamarła w bez ruchu, jednak zaraz udeżyła ją fala gorąca i pod wpływem emocji, ugryzła Upiora w okolicy kręgosłupa. Zaczęła również rozdrapywać jego skórę pazurami, zostawiając przy tym dziurę ociekającą krwią. Ostateczny cios zadałamu, wgryzając się w jego czaszkę. Potwór padł, a suka od razu podbiegła do swojego brata. Patrzyła na niego z kamienną twarzą. Nie chciała płakać. Żadne łzy nie napływały jej do oczu. Stała po prostu wpatrzona w zmarłego brata. Po dłużesz jednak chwili podniosła łeb, ponieważ usłyszała głośne „Pomocy!” i pobiegła w tamtą stronę...

środa, 13 stycznia 2016

Od Bitter Sweet'a i Shairen

** Bitter | Po zebraniu **
    Owczarek zamknął oczy, i spokojnie poczekał, aż wszyscy zebrani przecisną się przez wąskie wejście do jaskini. Gdy usłyszał ostatnie, ciche odgłosy skrzypiącego śniegu, wziął głęboki oddech i podszedł cicho do Alfy, a zarazem  lidera swojej grupy w czasie wojny.
- Masz jakieś pytanie? - zapytał życzliwie Aussie, odwracając się w stronę psa.
  Bitt poczuł, jak żołądek podskakuje mu do gardła. Nerwowo skrobał pazurami o wystający kawałek drewna. Zaczął szukać jakiejś odpowiedzi, która byłaby zgodna z prawdą, a równocześnie nie miałaby nic wspólnego z tym, co wówczas miał powiedzieć. Zdjął z siebie latarkę, którą miał przewieszoną na sznurku.
- Myślę, że jest popsuta - mruknął pies, obracając w łapie przedmiot.
  Alfa przejął latarkę, a następnie ją włączył. Nie wystrzelił żaden niezwykle oślepiający promień, który powinien wydobywać się z przedmiotu.
- Masz rację. - rzekł Mashine, wyrzucając latarkę do brązowego kartonu. - Oto twoja nowa tarcza!
  Uśmiechnął się, wręczając Sweet'owi nieco większą, bardziej zużytą latarkę. Działała jednak, jak powinna działać. Pokiwał łbem i powoli wycofał się z wcześniejszej "siedziby" zebrania.
- Poczekaj! - usłyszał znajomy głos z głębi jaskini Alf.
  Zdezorientowany powrócił do Mashi'ego, a następnie przekręcił łeb.
- O co chodziło? - zapytał Alfa. - Ale tak naprawdę! Widziałem, jaki byłeś zmieszany. - dodał.
  - Em.. - zaczął Bitter. - Chciałem Ci podziękować. Za przyjęcie mnie do sfory, ogółem, za te wszystkie dobre rzeczy, wykonane dla mnie...
- Nie ma sprawy. - przerwał mu Mashine. Uśmiechnął się szeroko w stronę psa. - A teraz dołącz do nich, rozmawiamy tu zbyt długo. Ważne sprawy czekają, chyba to przyznasz?
 Groenendael odwzajemnił uśmiech i kiwnął łbem. Zwiesił na szyi nową latarkę i pobiegł na miejsce bitwy. Góry Zapomnienia znał bardzo dobrze - przecież zazwyczaj tam patrolował.

** Shairen | W drodze do miejsca bitwy **

    Wszystkie psy szły gęsiego, jeden za drugim. Z perspektywy kogoś spacerującego z tyłu z pewnością wyglądałyby jak jeden, może dwa pojedyncze psy. Zapewne skład drużyny wydałyby ogony, machające w każdą stronę. Teraz jednak wszystko było poważne - nawet ta część ciała wydawała się okazywać emocje, odrębne od posiadacza ogona. Nawet ogon wiedział, co go czeka; a czekała na niego zimna, okrutna wojna. Wojna, która wprost żąda ofiar. Podczas wędrówki na pole walki tylko jeden ogon był skory do okazania radości - posiadaczką tego ogona była tollerka. Machała nim, do czasu wyjaśnienia sprawy przez inne psy.
- Przecież mogli nie zapowiadać tej wojny - głosiła. - Mogliśmy zginąć bez wojny, nikt nie wiedziałby o tym, że zaatakują..
- Przestań! Jeśli masz w sobie tyle optymizmu, to skieruj go na nadzieję.. że przeżyjemy. - warczała połowa grupy.
Mieli całkowitą rację.. a może i nie całkowitą? Może przydałaby się chociaż jedna osoba, pies, czy też suka, która będzie pocieszać i wspierać innych?
  Shire myślała, że Jem utrzymuje doskonałą dyscyplinę. Psy nie były rozproszone, i nie myślały o tym, by podejść do jakiegoś przyjaciela i opowiedzieć o tym, jak bardzo nienawidzi upiorów, jak obawia się ostatecznej wojny, lub też jak wyobraża sobie śmierć sforzan. " Tak naprawdę każdy się boi, nawet te istoty. " - pocieszała samą siebie.

** Bitter | Podczas bitwy **

   Owczarek wskoczył na niewielki głaz, aby ujrzeć miejce, z którego wyłaniało się najwięcej upiorów. Kiedy skupił wzrok na większej grupce psów, dostrzegł rozszarpane ciało jednego ze sforzan. Wtedy właśnie poczuł coś, czemu nie potrafił się sprzeciwić - żądzy zemsty. Zeskoczył z kamienia i wypruł naprzód, a biegł szybciej, niż kiedykolwiek. Był tak wściekły, że nie zdążył odsłonić ostrych kłów, zanim wpadł na jednego potwora; stworzenie leżało otumanione od uderzenia z rozbiegu, jakim obdarzył go pies. Sweet całkiem go rozszarpał, po czym wziął kawałek nieudanej imitacji ręki. Zwabił tym siedem innych poczwar, a następnie wraz z jakąś suczką rzucił się na stworzenia.
- Dobra robota, mała. - mruknął pod nosem.
  Nie czekając na odpowiedź od nieznajomej, przyłożył łapę do nasączonego krwią ucha.  
Przybiegł do swojej grupy. Osłaniał wschodnią część Gór, z których wyłaniało się najwięcej przeciwników. Kilka ciał psów, porozrzucanych na samym środku pola walki zagrzało psa do wybicia tych przeklętych stworzeń. Zbliżył się do największego z nich, jednak tak cicho, by tego nie usłyszał.
- Ciebie zostawimy Alfie, cholerna kreaturo. - warknął w stronę upiora.
  Uderzył w jego ciało z rozpędu, tak samo jak zrobił to z pierwszym przeciwnikiem. Wspólnie z Niklausem zaciągnęli monstrum w niewielkie krzaki, a potem wrócili na pole bitwy.
- Wygramy to. - stwierdził Sweet.

Od Lokiego

       Pierwsze uderzenie było najgorsze. Zostałem brutalnie odrzucony w tył. Ledwo trzymałem się na łapach. Próbowałem zwalczyć otumanienie. Ponownie rzuciłem się na upiora. Skoczyłem na niego, próbując go powalić, jednak bestia nawet się nie zachwiała. Złapał mnie w swoje olbrzymie łapska i uniósł do góry. Moją jedyną nadzieją była latarka. Latarka, która oderwała się podczas upadku i znajdowała się teraz jakieś 7 metrów ode mnie. Na darmo się z nim szarpałem, drapałem, gryzłem. Trzymał mnie w powietrzu, jakby nabijając się z mojej nieporadności. Jego martwe, zapadnięte oczodoły przyglądały mi się z uporczywością starając coś we mnie dostrzec. Nawet jeśli niemożliwe jest, aby ciemne dziury w miejscu, gdzie niegdyś znajdował się narząd odpowiedzialny za odbieranie obrazu, był w stanie rejestrować co się wokół niego dzieje, to jednak w jakiś dziwny sposób potwór miał zdolności charakteryzujące jedynie widzącego. Przeczyło to wszystkim poznanym prawom i logice, zupełnie tak jak samo istnienie upiorów.
-Puszczaj! - krzyknąłem do niego, jednak on nawet nie zareagował.
Nadal trzymał mnie w wyciągniętych przed siebie łapskach, jak zamrożony. Nie wykonywał żadnego ruchu. Tylko patrzył.
       Na szczęście inny upiór przerwał tą kompromitującą dla mnie sytuację. Wpadł na swojego przyjaciela, przez co ten prawie poleciał do przodu i całkowicie mnie puścił. W mgnieniu oka dotarłem do latarki. Potwór już miał zamiar znów mnie pochwycić, kiedy oślepiłem go sztucznym źródłem światła. Zasyczał. Padł na kolana. Wbiłem się w jego przedramię, pozwalając aby gorzka, niebieska ciecz zalała mi pysk. Wydał z siebie okropny odgłos, podobny do syczenia. Na moment uniósł głowę do góry, więc korzystając z okazji, rzuciłem mu się do gardła. Chciałem oderwać mu łeb w całości, jednak skończyło się na podziurawieniu tętnic i pnia płucnego. Miałem za mało siły. Upiór padł martwy.
       Szybko zostawiłem za sobą wspomnienie małego zwycięstwa i ruszyłem dalej. Atakowałem, zabijałem, kaleczyłem. Gorzka krew upiorów wcale nie pobudzała zmysłów, ani rządzy mordu, a wręcz zniechęcała do dalszego zabijania. Brzydziłem się nią, jednak nie sposób było jej uniknąć. Trupów przybywało. Głównie upiory, jednak gdzieniegdzie widać było strzępki futra poległych psów. Nasi wrogowie najwyraźniej lubowali się w rozpruwaniu i bezczeszczeniu zwłok. To kolejny powód, by znosić posmak ich obrzydliwych płynów w układzie pokarmowym.
       Po kilkudziesięciu minutach wycofałem się aby ocenić straty. Raz jeszcze zerknąłem w stronę Mashine'a, aby nieco uspokoić nerwy. Jednak alfy nie było. Nie było go na wzgórzu, nie było go na polu bitwy i modliłem się, aby nie było go wśród poległych. Przecież nie mógł tak się rozpłynąć, coś musiało się stać. Ignorując to, co się wokół mnie działo, pokłusowałem w miejsce, gdzie ostatni raz widziałem przyjaciela. Musiałem go odnaleźć. Rozejrzałem się raz jeszcze. Pytałem mniej zajętych członków sfory, których w przeciwieństwie do mnie, nic nie obchodziło gdzie jest nasz alfa, a kilkoro ochrzaniło mnie, że to nie zabawa i mam wracać na pole bitwy. Mój oddział radził sobie wyśmienicie, więc nie mogłem pojąć dlaczego miałbym wrócić do dowodzenia i mówienia im, co mają robić, skoro może ich to tylko niepotrzebnie rozproszyć. A Mashine'a trzeba znaleźć. Zbiegłem z pagórka.

wtorek, 12 stycznia 2016

Od Video

Video oszołomiony spojrzał na Alfę.
–Wszyscy zrozumieli?– zapytał Mashine. Po „publiczności” przeszły twierdzące pomruki. Pies skarcił się, że nie słuchał gdy opowiadany był cały plan. Spojrzał w górę i wzrokiem odszukał Jem'a. Był z Tego co pamiętał pod jego dowóctwem.
–Jem?– Video dosyć niepewnie podszedł do Owczarka. Ten zwrócił w jego stronę łeb i popatrzył na niego pytająco. Deii chciał już powiedzieć co jest grane, jednak przerwał mu głośny okrzyk Mashiego „Jem!”. Owczarek kulturalnie przeprosił i odszedł od słupu soli, jakim był w tej chwili Video. Kelpie postawił łapę niepewnie na ziemi i westchnął.
Mimo wszystko te całe Upiory są strasznymi idiotami, jak i w pewnej części i my... – pomyślał pies i obrócił się na pięcie, idąc w stronę znajomej sylwetki Border Collie.
–Witaj– zwrócił się do Avalon, uśmiechając się ciepło. Na szczęście był w oddziale z kimś znajomym. Była z nimi również Michelle, ale Deii chciał odpocząć od rodziny. Suka odwróciła się w jego stronę, a na jej pysku ujżał cień uśmiechu.
–Witaj– odpowiedzała, zerkając co raz na panujący wokół charmider. –Może przyszukujemy się i pójdziemy na miejsca?– zapytała, a Video odpowiedział jej pewnym skinieniem łba. Próbował ukryć zmieszanie, pod uśmiechem. Nadal nie wiedział jaki jest plan, ale postanowił robić to samo, co inne psy z jego oddziału.
–Nie uważasz, że to troszkę głupie?– zaczął wyżalać się Av –Nie powinniśmy przypadkiem zrobić tego z zaskoczenia? Mielibyśmy większe szanse– mruknął, na co dostał tylko odpowiedź od Avii, w postaci wzruszenia ramionami. Gdy już byli na miejscu, zakradli się po cichu w trawy do reszty oddziału.
–Wybiegamy nie wcześniej niż oddział Lokiego. Zrozumiano?– warknął dowódca drużyny, na co wszyscy pokiwali głowami. Kilka minut później nastała grobowa cisza. Każdy przyglądał się polu walki, na którym unosiła się lekko fioletowo-szara mgła. Video spojrzał z ukosa na Avalon, która przyszykowana do biegu, stała cały czas w jednej pozycji. Pies cicho do niej podszedł i lekko przytulił.
–Uważaj na siebie– powiedział najciszej jak mógł, by nikt oprócz suki tego nie słyszał.
–Ty też– odpowiedziała równie cicho, po czym pies wrócił na swoją pozycję. Podniósł lekko łeb, a zimny wiatr z północy przyprawił go o ciarki.
Nie daleko niego stała Michelle. Jej widok rozbawił go, ponieważ wyglądała jakby miała zmienić się zaraz w agresor, który będzie zabijał wszystkich, którzy staną jej na drodze.

Parę minut później rozpętało się istne piekło. Video zaczął drapać wszystko jak leci, nawet swoich, przez co dostawał po tyłku od innych sforzan.
–Przepraszam– rzekł, widząc, że to przed chwilą chciał zlikwidować okazało się psem. Ten posłał mu złowrogie spojrzenie i przeturlał się, unikając ataki jednego z Upiorów. Video szybko chwycił latarkę i zaczął świecić po oczach stworowi, co go jeszcze bardziej rozzłościło. Pies zostawiając latarkę, zaczął uciekać.

CDN

Od Mashine- CD opowiadania Lokiego ,,Upiory vs Psy'' cz.6- początek walki

Wyszczerzyłem zęby na ich obu. Bardzo mnie wku*wili. Jak to Alfa nie może brać udziału w bitwie?! Przecież muszę walczyć o sforzan i ich bronić a nie siedzieć w jaskini ze szczeniaczkami! Warknąłem na Jem'a i Lokiego.
- Myślicie że nie dam sobie rady co?!- szczeknąłem groźnie.- Że jestem za stary na potyczki?! Hę?!
- Ale Mashi..- zaczął Loki lecz ja mu przerwałem.
- Co Mashi?! Miałem cię za przyjaciela i myślałem że będziesz bronił mojego zdania! Podłe!- marszczyłem brwi i w oczach aż mi się paliło.
Po moich wrzaskach nikt nie chciał się odezwać i panowała przeraźliwa cisza. Pewnie nie tak przeraźliwa jak moje krzyki. Po chwili przerwałem ciągłe milczenie i powiedziałem poważnie.
- Dobra nie opieprzajmy się z tym. Podejmijmy już te decyzje kto jak gdzie i skąd zaatakuje.- usiadłem i wypiąłem pierś.
- Okej...- odważył się Jem a Loki chyba nadal nie mógł się otrząsnąć po moich rykach.- To jak proponujesz Mashine?
- A więc jak wam tak bardzo nie pasuje mój pierwszy plan.- przewróciłem oczami.- To możemy zrobić tak. Walka odbędzie się na terenie Gór Zapomnienia. Ja będę stał na wysokim wzgórzu gdzie będę wami nadzorował. Jako że nie będę brał udziału w walce jakoś wam się tam przydam. Ty i twoja grupa Loki, dzielicie się na pół. Jak upiory przybędą wy wyskoczycie z boków i zaatakujecie pierwsze rzędy. Jem i jego grupa będzie osłaniała tyły. Większość upiorów ominie Lokiego i jego grupę i poleci na Jem'a. Po chwili wyznaczone psy wymknął się na wzgórze nieopodal mnie i zaczną rzucać bombami w upiory. Każdy z was będzie miał przyczepioną do siebie małą latarkę która będzie sprawowała rolę tarczy. Jeżeli dobrze pójdzie wstąpię na pole bitwy gdzie zostaną już ostatki upiorów. Oczywiście lekarze będą czekać w mojej jaskini tam gdzie w jednych z pokoi ukryjemy szczenięta i opiekunów. Pytania?
- Tak. Ja mam.- otrząsnął się Loki.- Skąd masz pewność że takim sposobem wygramy?
- Heh.- zaśmiałem się oschle.- Jedną bitwę już wygrałem i to z o wiele cięższymi do pokonania wrogami. Wiem co robię.
Na te słowa już nikt nic nie odpowiedział. Wyszedłem z jaskini aby pójść do wielkiej trąby w centrum sfory. Przyłożyłem usta do ustnika i zawyłem:
- Wszyscy sforzanie obowiązkowo proszeni do jaskini Alfy!
Zawyłem moje polecenie kilka razy i wróciłem szybko do mojej jaskini. Niebawem zjawili się wszyscy sforzanie. Gdy wszyscy się rozsiedli zacząłem obmawiać nasz plan. Powiadomiłem że walka ma się rozpocząć jutro o dziesiątej. Gdy każdy pies i suka wiedzieli już wszystko o jutrzejszej bitwie powstali. Przed wyjściem stali Jocker i Suzzie rozdający wychodzącym psom latarki. Zostałem już tylko ja i Loki. Popatrzyłem na niego i zauważyłem że nie był zbyt szczęśliwy. Podszedłem do niego i przytuliłem go bratersko.
- Wybacz bracie.- powiedziałem ciepło.
Loki tylko uśmiechnął się pod nosem i wyszedł z mojej jaskini. Zostałem sam z moimi dziećmi. Nie wiadomo dlaczego przypomniałem sobie teraz o Aceland. Niby nic do niej nie czuję ale pamiętam jak dzielnie walczyła o dobro sfory. Ale przypomniałem sobie też o... Ferraro, Quiet, Snowy'm, Coco... Kilka łez spłynęło mi po policzkach ale potem pomyślałem że przed walką nie wolno się rozklejać. Położyłem się spać bardzo blisko Jocker'a i Suzzie. Po kilku chwilach zasnąłem.

***z rana***

Obudziłem się bardzo wcześnie i pobudziłem moje dzieci. Wspólnie pobiegliśmy do trąby w centrum sfory. Zawyłem następującymi słowami:
- Punkt ósma zebranie na Górze Zapomnienia! Powtarzam! Na Górze Zapomnienia!
Gdy zauważyłem że psy zaczęły się budzić zebrałem Jem'a i Lokiego i pobiegliśmy pierwsi na miejsce zebrania. Czekaliśmy tam na godzinę ósmą kiedy zaczęły zjawiać się psy. Ja, Loki i Jem sprawdziliśmy obecność naszych grup. Gdy upewniliśmy się że wszyscy już są poprosiliśmy o zajęcie miejsc. Wszedłem na swoje stanowisko i krzyknąłem tak aby każdy mnie usłyszał.
- Sprawdźcie czy wasze latarki działają. Tak? Dobra.- upewniłem się.- Chcę wam coś powiedzieć... Damy radę! Jesteście wspaniali i na pewno wszyscy razem damy radę! Mamy dobry plan i uwierzcie w siebie podczas tej bitwy. Nieuniknione jest to że ktoś na pewno zginie... Ale zginie bo oddał się sforze! Powodzenia sforzanie!

Loki? Jem? Ktoś?

Teraz UWAGA!
Od teraz na sforze nie mogą się pojawić inne opowiadania prócz tych na temat walki. Nie piszemy CD itd. Każdy pisze indywidualnie opowiadanie na temat walki z upiorami. Opowiadań na ten temat nie można dawać do dokończenia. Są to po prostu znaki że bierzecie udział w walce. W razie pojawienia się na sforze jakiegoś opowiadania nie dotyczącego walki zostaje one przywrócone do wersji roboczych albo nawet usunięte. Dziękuję za uwagę.

niedziela, 10 stycznia 2016

Od Alany

Na zewnątrz panował istny chaos. Wszyscy latali jak koty z pełnymi pęcherzami, wypełniając zadania przydzielone przez dowódców. Jako jedna z nielicznych mogłam cieszyć się spokojem w szpitalu, pomagając innym lekarzom organizującym miejsca dla rannych. Nie mieliśmy co prawda ani jednego pacjenta, ale kiedy to wszystko się zacznie, najprawdopodobniej i tak zabraknie nam łóżek. Honey była tą, co najwięcej się ruszała. Bez przerwy biegała wokół jaskini, dowiadując się od bardziej zorientowanych o naszej sytuacji czy pojawiających się problemach. Nie dziwię się, że została wybrana na naszego szefa.

Siedziałam pod salą, której nadano tytuł "3", kiedy wpadła do szpitala. Wybiegła prosto zza zakrętu i uderzyła we mnie z zawrotną prędkością. Straciłam przytomność. Jej zdaje się nic nie stało, bo już po chwili, w przebłyskach świadomości, usłyszałam jak krzyczy: "upiory". Zerwałam się zbyt szybko, przez co chwilę walczyłam z ciemnością przed oczami. Sprawnie skalibrowałam system równowagi, więc uchroniłam się przed kolejną glebą. Honey dawno zniknęła mi z oczu. Z końca jednego z korytarzy usłyszałam jej głos: "upiory, upiory!". Nie zastanawiając się, ruszyłam za nią. Do pokoju lekarskiego.

-Co się stało? - spytała Winnie, patrząc uważnie na Honey.
-Upiory nas zaatakowały - wydyszała.
No tak, przypomniało mi się, że Honey z uzdrowicielami miała zebrać trochę ziół w dalszej części lasu. W części, do której rzadko kto chodzi, a w której zarazem nawet w zimę można znaleźć nieco potrzebnych substancji. Nikt z nas nie przypuszczał, że nasi wrogowie mogą się tam kryć, toteż wycieczkowicze nie przywiązali wagi do odpowiedniego uzbrojenia.
-Szybko! - krzyknęła szefowa. - Musimy im pomóc! Safira, Mey, Sanito, Lave, oni wszyscy walczą teraz o życie.
To powiedziawszy wybiegła z pomieszczenia. Popatrzyliśmy po sobie przez chwilę. Nie mieliśmy broni, ani nie potrafiliśmy walczyć, ale skoro Honey kazała, to nie pozostawało nic innego jak spełnić jej prośbę. Ruszyłam przed siebie, kiedy ktoś złapał mnie za ogon.
-Ty zostań! - rozkazała Winnie. - Ty i Suzzy. Reszta idzie. Gdyby coś nam się stało... Sfora musi mieć lekarza.
Najwyraźniej wszyscy wiedzieli, że nie nadaję się do niczego poza lekarzowaniem.
-Uważajcie na siebie - rzuciłam.
Wraz z Suzzy jeszcze przez chwilę patrzyłyśmy, jak nasi przyjaciele doganiają Honey i biegną na wschód.

Honey/Louche/Winnie/Unbroken/Nesty?