niedziela, 14 sierpnia 2016

Od Lightning - C.D. Opowiadania Sevena.

Przeszyłam psa wyjątkowo chłodnym spojrzeniem, które bez większego problemu mogło odstraszyć nowicjuszów wieczornych spacerów. Miałam nadzieję, że wcześniej napotkaną trudność w rozmowie samiec uzna za wystarczającą, aby szybko mnie opuścić; ten jednak nadal stał w tym samym miejscu, jedynie opuszczając lekko swój pysk. Nawet przy takiej odległości potrafiłam rozpoznać, iż Rudy wykazywał skruchę, szczerą chęć do przeproszenia. Mówiąc szczerze, wcześniej wymieniony pies nie zrobił niczego, co w jakiś sposób mogło mnie urazić - był nowym członkiem sfory, a tutejsze tereny nie były łatwe do obrazowego zapamiętania.  Doskonale rozumiałam to, jak może się czuć, czy też jak się czuje. Nowe miejsca, zapachy, nawet osoby mogły mieć diametralny wpływ na jego samopoczucie, które mimo dosyć beznadziejnego spotkania pozostawało raczej.. no cóż, wyglądał na radosnego, pozbawionego trosk.
- Skoro jesteś nowy, dziwnym jest, że jesteś tutaj sam, zdany jedynie na siebie, bez jakiejkolwiek ochrony - wymruczałam, mrużąc ślepia.
Wlepiłam wzrok w jego ognistą sierść, ale nie wypowiedziałam przy tym ani jednego słowa. Czekałam, aż zareaguje; może w dosyć agresywny, chamski sposób? Wolałam, aby nadal pozostawał w takiej samej odsłonie uprzejmego, przestraszonego przechodnia. Nie miałam zamiaru go obrazić, a co dopiero zastraszać - takie czynności powinnam zostawić mordercom, łapy nigdy nie umywają się od czegoś takiego. Kiedy postawiłam łapę w przeciwnym do niego kierunku, pies wreszcie zmarszczył lekko brwi i wygiął swoje wargi w lekkim uśmiechu. Dziwnym, jakby wymuszonym, ale jednocześnie prawdziwym, szczenięcym uśmiechem. Był po prostu dziwny, nic ponadto.
- Zgubiłem przeciwnika. - odparł krótko, zupełnie tak, jakby uczył się tej kwestii od kilku dobrych minut. - Przewodnika, chciałem powiedzieć przewodnika. Tak, przewodnik został zgubiony.
Uniosłam brwi w nieco złośliwym geście, nadal nie będąc w stanie rozwikłać jego coraz bardziej przejrzystego bełkotu. Nie chciałam być wredna, ale czy przewrócenie oczyma miało jakiś związek z docinkami? Mrugnęłam kilka razy i wstałam, kierując się w stronę plaży. Zanim zdążyłam wkroczyć na piaszczystą ścieżkę, dostrzegłam znaczące spojrzenie, mocno upodobnione do "Nie zostawiaj mnie tutaj, proszę". Uwielbiasz, kiedy ktoś jest od Ciebie zależny, prawda, Lightning?Tak, owszem, moją ulubioną czynnością jest obserwacja zagubionych kundli.
- Ligthning. - rzuciłam krótko, idąc przed siebie z uniesionym pyskiem.
Samiec wybiegł na przód, próbując zrównać swoje tempo z moimi żwawymi krokami. Nie mogłam zrozumieć, co takiego dostrzega we wspólnym spacerze - może w końcu poznał kogoś, kto nie okazywał się uległym wolontariuszem dla zagubionych dusz? Machnęłam dumnie swoją kitą, dalej idąc lekko wysunięta do przodu.

Seven, czy też inaczej, rudzielcu?

piątek, 29 lipca 2016

Od Castiela - CD opowiadania Jockera

- A zatem - powiedział Jocker, przerywając ciszę, która według mnie i tak trwała dłużej niż powinna. - Castiel zostaje namiestnikiem!
    Wiwat - krótki i jakby wymuszony. Niewielu członków sfory obchodziło kto siedzi przy tak zwanym korycie. Nie uchwalaliśmy ustaw, zebrania odbywały się sporadycznie i każdy mógł w nich uczestniczyć. Każdy był równy, nawet beta nie miał zbyt wielu przywilejów. Zwykłemu psu nie opłacało się pchać na wyższe stanowiska, wolały mieć mniej obowiązków i więcej wolnego czasu dla bliskich.
    - Może zechcesz coś powiedzieć? - spytał mnie alfa, gdy znów zapanowała cisza.
    Kiwnąłem łbem i zrobiłem krok w przód. Wprawdzie nie przygotowałem przemowy, ale improwizacja nie była dla mnie nowością. Tego chciałem - być w centrum uwagi, budzić szacunek.
    - Dziękuję wszystkim za przybycie - zacząłem spokojnie, chociaż wewnątrz mnie zatrzeszczało lekkie uczucie niepokoju. Szybko je stłumiłem. - Przede wszystkim pragnę podziękować naszemu alfie Jockerowi, za to że mi zaufał i tak znamienicie wyróżnił.
    Nagle zdałem sobie sprawę, że muszę mówić szybciej - w przeciwnym razie będę powtarzać słowa. Wziąłem głęboki wdech.
    - Większość z was pewnie nawet mnie nie kojarzy. Cześć, jestem Cas. Ten sam mały psiak, który jeszcze dwa lata temu nie dawał najbliższej okolicy spać, bo chciał nauczyć się śpiewać. Nie wyszło, trudno.
    Znikomy uśmiech kilku psów, przez co poczułem się pewniej.
    - Całe szczęście porzuciłem karierę śpiewaka i stoję tu teraz przed wami, mówiąc bardzo niemelodyjnie. I za to przepraszam. Bo nie jestem dobry we wszystkim - jestem zwykłym młodym psem, który szuka swojej drogi w życiu i chce przysłużyć się sforze. Sforze, co przyjęła go z otwartymi ramionami, wychowała i wiele nauczyła. Pragnę poświęcić swój wolny czas oraz młodzieńczy zapał na pomoc naszym przyjaciołom o wysokim stanowisku w pilnowaniu porządku.
    Krótka pauza.
    - Jeśli alfa lub beta będą zajęci możecie przyjść do mnie - jak do przyjaciela. Chętnie wysłucham waszych pomysłów i przekażę je dalej. W razie kłopotów, którymi głupio zawracać głowę alfie, można zawrócić głowę Casowi.
    Spojrzałem z lekką obawą na Jockera, bo nie ustalaliśmy, co należałoby do moich obowiązków. Ten tylko pokiwał łbem.
    - Tak więc, z góry dziękuję za zaufanie. Mam nadzieję na wieloletnie i szczęśliwe pełnienie stanowiska, a także, że chociażby w małym stopniu przysłużę się tej sforze.
    Oklaski. Wróciłem na swoje miejsce. Alfa, korzystając z okazji powiedział o ważnych sprawach, takich jak sprzątanie lasu po sezonie wakacyjnym oraz przypomniał o miejscach, w które latem niebezpiecznie chodzić. Po skończonym zebraniu psy się rozeszły, a ja podszedłem do alfy.
    - Przepraszam.
    - Za co? - spytał lekko zdezorientowany.
    - Za to, że tak beztrosko mówiłem o moich zadaniach jako namiestnika, chociaż w gruncie rzeczy niczego nie ustaliliśmy.
    Machnął łapą.
    - To może teraz coś uzgodnimy. Co mam robić jako twój pomocnik? Naprawdę mogę zająć się papierkową robotą, mogę prowadzić spisy psów czy coś w tym stylu.

Jocker?

poniedziałek, 18 lipca 2016

Uwaga!

Ważna informacja. Niektóre zdjęcia waszych psów są pod prawami autorskimi albo nie wyczytują się w zakładkach.  Chyba nikt z nas nie chce mieć problemów z kopiowaniem oraz braku zdjęcia przy formularzu dlatego proszę następujące osoby:
- Bitter Sweet
- Shasta
- Ansia
- Avender
- Elaine
- Athena
- Suzzie  
- Heaven
O to żeby osoby które mają zdjęcie z prawami autorskimi, albo zmieniły zdjęcie albo dostały zgodę właściciela. osoby którym zdjęcie się nie wyczytuję mają zmienić zdjęcie. W tym przypadku za zmianę wyglądu nie trzeba płacić za eliksir. Nowe zdjęcia proszę wysyłać administratorom na howrse lub na g-mailu. Dziękuję za uwagę.

~Alfa Jocker

Nowa suczka- Heaven!

Imię : Heaven (ang. niebo)
Ksywka : Aven lub Heavy
Głos : Charli XCX - Break The Rules
Rasa : Doberman
Wiek : 2 lata i 10 miesięcy
Płeć : Suczka
Stanowisko : Medium
Rodzina :
Matka - Viva (spoza sfory, nie żyje)
Ojciec - Haddish (poza sforą)
Partner : Heaven ciągle marzy o księciu z bajki...
Charakter : Heaven jest naprawdę, prawdziwą zagadką, którą mało kto miał okazje rozszyfrować. Jest doprawdy skrytą w sobie sunią. Jeśli poznasz ją bliżej to stanie sie troskliwą, oraz lojalną towarzyszką. Odpowiedzialną a przedewszystkim inteligentną. Wszystkie swoje cechy charakteru doskonale maskuje takimi rzeczami jak złośliwość, częste irytowanie sie oraz nadmierne wywracanie oczami przeplatane z dziwnym poczuciem humoru. Kilka z tych cech (czyt. dziwne poczucie humoru oraz irytowanie sie) wkradło sie do jej wnętrza i tam pozostało. Po matce Vivie, jest naprawdę opiekuńcza i będzie cie chronić choćby miała przypłacić to życiem. W walce mało kto ją pokona, ponieważ Heaven jest świetnym strategiem i wiele szczeniaków już przestało jej dokuczać z błahych powodów. Niektórzy sądzą że ta sunia jest zbyt mądra, a tacy do nich nie pasują. Wręcz przeciwnie. Heavy jest bardzo rozrywkową samicą, która kocha sie śmiać, żartować i cieszyć sie z życia. Mało kto dorównuje jej w nauce, ale to nie powód do oceniania książki po okładce. Trzeba przyznać że Aven świetnie wychodzi aktorstwo, więc nie ma problemów z ukrywaniem swojego prawdziwego charakteru. Aby stać sie jej przyjacielem trzeba na to najpierw zapracować, lecz jeśli sie nim staniesz to pamiętaj jak lojalną i inteligentną koleżankę zyskałeś. Mimo dziwnego umaszczenia Heaven jest dumna z swojego ciała, ze swojego charakteru oraz wszystkiego innego. Nie przeszkadza jej to że jest mieszańcem i jedynie przypomina dobermana. Zawsze chodzi z wysoko podniesionym łbem a jej ulubione powiedzenie to "Jak dasz sie raz zdołować to dasz sie drugi, trzeci i tak dalej a w życiu chodzi o zabawę i szczęście". Opisałam wam tą suczkę jaka jest na codzień do całego świata oraz do rodziny i przyjaciół. Usatysfakcjonowani? No mam taką nadzieje bo taka właśnie jest Heaven jaką znam.
Historia : Urodziła sie w Szwajcarii w hodowli dobermanów. Jej matka była piękną, czarną podpalaną sunią ale ojciec był ulicznym, białym przybłędą. Matka była stara i po narodzeniu Heaven, zmarła. Ojciec opiekował sie nią przez dwa lata a potem powiedział że sama musi sobie w życiu radzić i ją opuścił. Dziwnym trafem po 10 miesiącach Heavy trafiła właśnie do SPU.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Komunia03 | zosia.ruminska06@gmail.com

Nowa suczka- Beza!

Imię : Beza
Ksywka : Łaciata
Głos : Sigala "Sweet lovin"
Rasa : Beagle (bez rodowodu)
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Tropiąca
Rodzina : W innej sforze
Partner : Podoba jej się Aidan, tylko jak okazać mu swoją miłość?
Charakter : Beza to nieufna suczka. Dopóki nie pozna bliżej nowej osoby, nie zacznie darzyć jej zaufaniem. Nie przepada za tłumem i gwarem. Woli ustronne miejsca. Gdy zaufa i zaprzyjaźni się jest lojalna i opiekuńcza. Miła i uprzejma. Kiedy ktoś jej podpadnie robi się zgryźliwa, ale nie agresywna. Jej postawa jest godna naśladowania, ale tylko w niektórych sytuacjach. Gdy ktoś ją obrazi jest nieugięta i z trudem przyjmuje przeprosiny, tylko najbliżsi przyjaciele i rodzina mają prościej. Trudno ją urazić. nie jest łatwo wpłynąć na jej decyzje i zachowanie.
Historia : Ha. Jeśli chcesz... No więc Beza urodziła się w takim jakimś mieście, w takim jakimś domu, miała dwóch braci i trzy siostry, żyła tam sobie z wszystkimi w zgodzie. Musiała jednak pogodzić się z tym, że każdy szczeniak otrzymywał nowy dom, nowe imię i nowego właściciela... Ją też musiało to spotkać. Na szczęście nowa właścicielka okazała się miła, kochała zwierzęta, a zwłaszcza psy. Szybko do siebie przywykły. Zaczęły się razem bawić i się o siebie troszczyć. Pewnego dnia pewne psy z okolicy (które sobie tak łażą, bo wciąż uciekają) zachęciły ją do ucieczki. Zgodziła się, ale pod warunkiem że tylko na chwilkę. Uciekała tak codziennie, a właścicielka nie zawsze zauważała jej brak. Przez kilka dni chodziła z tymi psami, zaprzyjaźniła się z nimi, a nawet ich odwiedziła. Ale potem poznała inne psy, ze sfory, do której dołączyła. Mieszka jednak nadal we własnym domu, ale każdego dnia spędza czas z nowymi przyjaciółmi.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : jelly

czwartek, 7 lipca 2016

Od Seven'a

Mniejsza o to. W dzień wczorajszy, rozchmurzył mi fakt o tym, ze zostałem przyjęty do sfory. Sfory Psiego uśmiechu. Niby dobrze. Ale co Ci po tym, jak jesteś sam. Nawet nikogo nie znasz, nie masz do kogo otworzyć pyska.
W dzień dzisiejszy, postanowiłem rozruszyć te śmieszne kończyny. Przechadzałem się przez Las. Te wszystkie kolory liści, dodawały mi trochę otuchy, i optymistycznego spojrzenia.
Mój wzrok błądził po ciele jakiegoś psa, a raczej suczki.
Ona się na mnie spojrzała, nie wiem czemu.
-Witaj, jesteś nowy, prawda?-postać zadała mi pytanie, na które pokiwałem łbem na "tak".- Poznałeś kogoś?
Odpowiedz, odpowiedz...
-Hej. Umm.. Nie.
To nie było zbyt... Dobre, ale co na to poradzę? Taki jestem. Haha.
-Too... Może Cię oprowadzę? To piękne miejsce.
-No dobrze.
Nawet nie znasz jej imienia, trzeba to zmienić!
-Em... A mogę się coś zapytać?- palnąłem, bo nie byłbym sobą, gdybym tego nie zepsuł.
-J-jasne. -Czemu ona się zająkała? CZEMU?!
-Jak tak właściwie masz na imię?
Samica spojrzała się na mnie. No tak.. Dałem popalić...
-Mam na imię... Takie nietypowe, ale...
-Nie musisz mi się tłumaczyć. Kiedy indziej mi powiesz -posłałem jej pełne uznania spojrzenie, które podkreśliłem delikatnym uśmiechem.
Samica tylko spojrzała się w moją stronę, a potem się uśmiechnęła. To był chyba szczery uśmiech. Mogła zostać moją koleżanką. Ale nic więcej!
Szliśmy jakąś dziwną ścieżką. Wszędzie roiło się od grochodrzewów, sosen i bliżej nie określonych drzew.
Zamknąłem oczy i spuściłem pysk, żeby kolce nie wbijały mi się w łeb, i nie raniły oczu. Nie wiem czemu, ale mocno skręciłem w lewo. Na chwilę się zatrzymałem. Nie słyszałem kroków nowo poznanej koleżanki. Jedno było pewne- zgubiłem się.
Nadal trzymałem zamknięte oczy, żeby nie patrzeć jak daleko jestem.
-Hej! Jak chodzisz?- usłyszałem czyjś głos.
Otworzyłem oczy, i delikatnie podniosłem łeb.
-Przepraszam. Jestem nowy, zgubiłem się, przepraszam...
Nadal nie miałem pojęcia, z kim rozmawiałem. Ale wiedziałem, że nie byłą to ta sama postać, która mnie oprowadzała.

Tajemniczy ktoś, który chce zaprzyjaźnić się z rudzielcem?

Nowy pies- Seven!

Imię : Po cóż Ci jego imię, obywatelu? Czy ono sprawi, że Twa dusza będzie tańczyć makarenę, a na pysku zagości uśmiech? Nie. Ale jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć: Jego pełne imię, to Seven Painkiller Kitsune. Ale zwracaj się do niego Seven.
Ksywka : Sev, Ve, Even, Ever, Never, Sen, Sevuś, Sevi, Sham, Pain, Kit, Sune, Far, Night, Nev
Głos : New Empire - One Heart
 Rasa : Pies Faraona
Wiek: 5 Lat
Płeć : Wątpisz w jego męskość?! Niegodziwością byłoby pomyślenie, że jest suką. Jest w stu procentach psem <Sprawdza> Tak, na pewno Pies.
Stanowisko : Psycholog i pisarz
Rodzina:
Teniqua: Matka nie żyje.
Fire: Ojciec nie żyje.
Rodzeństwo Smoke i Night- nie żyją.
Przyjaciółka, jak siostra- Eclipse: Może dołączy
Partner : Jest bardzo zauroczony w pewnej suczce, ale to nie ważne...
Charakter : Seven jest psem o zmiennej, aczkolwiek spokojnej i uroczej naturze. Zawsze miły, pomocny i otwarty. Potrafi poprawić humor dosłownie każdemu. Albo jakimiś niewybrednymi żartami (które zawsze ma w zanadrzu), albo po prostu swoją obecnością – optymistycznym sposobem życia. Nieczęsto się obraża, lubi placki, zapominalski, trochę ciapowaty. Lubi chodzić z głową w chmurach. Sev to uroczy samiec, którego nie da się nie lubić. Jest trochę ciapowaty, zdarza jemu się kogoś potrącić lub coś stłuc, ale zawsze ma dobre intencje. Pomocny i opiekuńczy, często się uśmiecha. Stara się wywrzeć na innych dobre wrażenie. Pomaga i nieustannie się uśmiecha wręcz tryska radością. Pomyślisz, że ma tylko jedno oblicze, a tak nie jest. Potrafi byś oschły i bronić... Ale tylko w wyjątkowej sytuacji. Seven nie jest normalnym, wesołym psem. Ma w sobie wiele smutku i melancholii. Taki jest od urodzenia. Kocha ciszę i spokój, jest typem samotnika, ale nie pogardzi dobrym towarzystwem. Ma mało przyjaciół, ale nie dlatego, że jest nielubiany. Trudno zdobyć zaufanie, ale gdy już kogoś szczerze polubi to na całe życie. Jest bardzo inteligentny. Umie być opiekuńczy i troskliwy. Nienawidzi, jak ktoś mu rozkazuje, lub mówi mu, co zrobił, źle... Kocha patrzeć, jak inni się bawią. Lubi oglądać różne rośliny. Czasem, potrafi zamknąć się w sobie, ale jeśli kogoś bardzo polubi ukazuje mu to. Trudno domyśleć się kiedy jest smutny, w większości przypadków wygląda na uśmiechniętego. Potrafi być miły i romantyczny. Romantyzm u niego, jest na poziomie dziennym. Kiedy jest zdołowany, siedzi w jakimś wybranym miejscu, najczęściej jaskini, myśli nad swoim życiem. Nie powiem, że nigdy nie płacze, oraz że nie ma uczuć. Właśnie często ma załamki. Często płacze. Jeśli Ci zaufa, będzie się z tobą śmiał. Nie jest obojętny wobec słabszych. Ale a też rozsądek. Potrafi odmówić, lub zaproponować lepsze rozwiązanie. Jest pomocny i uczynny. Oczywiście, liczy, że Ty kiedyś też mu pomożesz. Mu warto pomagać. Zawsze chciał się udzielać, na rzecz w rodziny, świata, ale to.. nie było mu dane, do teraz.
Historia : Seven to obłąkany przez diabła, kopnięty przez upadłe anioły i odrzucony od społeczeństwa psów pies, który szuka prawdy, i wie, że ją odnajdzie. Szczerze mówiąc, jego historia jest tak drastyczna, krwawa, zimna i okropna, że aż chce się o niej zapomnieć. Nie wie, czy to była prawda czy nie, ale... Tak tego nie zostawi. Do Sfory Psiego Uśmiechu, dostał się po ucieczce ze starego stada. Nowa rodzina... On ją kocha.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Cook!e | kinga170104@gmail.com
Inne zdjęcia:
KLIK   
KLIK

Od Lilianny

Jakby nie patrzeć to zostałam tu sama. Rodzeństwo i rodzice odeszli... Niby szukają nowego życia. Ja nie byłam w stanie zostawić tej sfory nawet dla rodziny. Więc trzeba żyć dalej. Wyszłam z jaskini przysiadłam na progu. Zapowiadało się na burzę. Czarne chmury okryły całe błękitne niebo wraz ze słońcem. Ciepły i jasny dywan zaczął pokrywać cień. Świetna pogoda jak na lato i wakacje. Prawdę mówiąc to wolę taką pogodę niż rażące słońce. Pierwszy błysk. Odliczanie do grzmotu. Eee.. jeszcze daleko. Drugi błysk. Coraz bliżej. Wraz z ósmym błyskiem zaczął kropić deszcz. Niektóre krople były zimne a niektóre ciepłe. Przy takim deszczu można by się szybko przeziębić. Wisi mi to więc siedzę dalej. Zaczęło lać. Błyskawice następowały na zmianę z grzmotami.  Zaczęło się robić trochę niebezpiecznie. Moja jaskinia prawie zupełnie była schowana pod drzewami. Siedziałam trochę zestresowana. Nagle błyskawica przeleciała mi przed oczami i trafiła prosto w wysoki dąb naprzeciwko mnie. Drzewo zatrzeszczało i zaczęło lecieć prosto na mnie. Strach sparaliżował moje kończyny do tego stopnia że nie mogłam się ruszyć. Jakiś pies skoczył na mnie żeby mnie odsunąć z miejsca niebezpieczeństwa lecz pień zdążył uderzyć mnie w głowę...

***pare godzin później***

- Żyjesz?!
Promienie słońca przebiły do moich oczu przez powieki. Uchyliłam je a moim oczom ukazał się jakiś pies. Gwałtownie wstałam i wyprężyłam się jak struna. Niestety nie miałam tyle sił żeby stać tak sztywno więc usiadłam i złapałam się za głowę.

Ktoś?  

Od Jocker'a- CD opowiadania Castiela

 - Nie wiem Castiel.. Na ulotkach jest już wszystko wyjaśnione, nie mogę tak zmieniać.
Pies wzruszył ramionami i wyszedł z jaskini.

***pare dni później***

Do tego czasu nie zgłosił się nikt oprócz Casa... W głowie już miałem pomysły żeby namawiać psy do uczestniczenia w tym głosowaniu ale przecież nie będę zmuszał kogoś kto nie chce. Nie mam pojęcia co powiem dla psa gdy przyjdzie zapytać o to kto się już zgłosił. Nie wiem też jaka będzie jego reakcja. Co ja mu cholera powiem?! Usiadłem bezradnie. Z kuchni wyszła Suzzie i widząc moje przejęcie zaniepokoiła się.
- Co jest braciszku?- przysiadła obok mnie.
- Nie pytaj.. Ja sobie chyba z tym wszystkim nie radzę. Tata był najlepszym przywódcą. Czemu główną władzę oddał mi? Ja już nie dam rady.- schowałem łeb pomiędzy łapami niczym szczeniak.
- Jeżeli tata oddał ci władzę to znaczy że miał do ciebie zaufanie i wiedział że sobie poradzisz.- objęła mnie.- Poza tym zawsze masz mnie. Jak sobie w czymś nie radzisz, powiedz. Podzielimy się obowiązkami i jakoś to będzie.  
- Dzięki siostra..- podziękowałem jej serdecznie i podniosłem się z rozpaczy.
W tym momencie do jaskini wszedł Castiel. Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem na psa.
- Chodźmy.- popchnąłem Casa w stronę wyjścia.
- Co? Ale jak? O co chodzi?- zapierał się i żądał wytłumaczeń.
Nie ruszyłem nawet wargą żeby coś powiedzieć. Poszliśmy do centrum sfory. Stanąłem przed wielkim rogiem? Tubą? Nie wiem jak tata to nazywał. Zadąłem w nią głośno i po paru chwilach już wszyscy sforzanie stali przede mną i Castielem.
- Słyszeliście pewnie o głosowaniu na mojego namiestnika? Niestety nikt oprócz tego młodego wilczura się nie zgłosił. Dlatego mam zaszczyt mianować go moim osobistym namiestnikiem. Jeżeli ktoś nie godzi się z moją decyzją niech zgłosi sprzeciw.- wyrecytowałem.

Castiel? Ktoś?

środa, 6 lipca 2016

Rakish zmienia wygląd

Rakish kupił eliksir ELIXIR DIE VARIAZONE i zmienia zdjęcię w formularzu. 









Inne:
KLIK



 





Renee i Codie odchodzą!




Imię : Renee
Ksywka : Ren, Riley
Głos : Gabrielle Alpin
Rasa : Kelpie/ Owczarek niemiecki
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Szukająca
Rodzina : 
Matka– Mey
Ojciec– Codie
Rodzeństwo- Ciel, Lilianna
Wujkowie– Thomson, Niklaus, Weza
Ciocie– Michelle, Lonlay, Nesty
Kuzynki/Kuzyni– Ashley, Colin, Charlotta, Flynn
Dziadkowie– Sintesu, Cheroon
Babcie– Giselle, Bligrht
Partner : Podoba jej się paru ale wszystko w swoim czasie.
Charakter : Renee można zaliczyć do psów z… ADHD albo… Downem? Ta suczka po prostu nie potrafi usiedzieć w miejscu i wszędzie jej pełno. Jest zwariowana ale też bardzo pomysłowa. Uwielbia się bawić i robić innym psikusy. Nie słucha się nikogo a jeżeli chodzi o zachowanie dobrych manier to raczej ich nie używa.
Historia : Urodziła się tutaj.
Upomnienia : 0/4

Kontakt : natik880 / natigrati@gmail.com







Imię : Codie [czyt. Kodi]
Ksywka : Cod, Die
Głos : Avicii 
Rasa : Owczarek niemiecki i Husky
Wiek : 7 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : Tropiciel
Rodzina : 
Mama: Bligrht †
Tata: Cheroon †
Rodzeństwo: Lonlay, Michelle, Thomson, Video
Partner: Mey ♥
Charakter : Cod jest straasznie szalony. Nie potrafi usiedzieć w miejscu. Często właśnie przez to wplątuje się w ogromne kłopoty. Nie musi się martwić gdyż po jego wybrykach to rodzice podejmują odpowiedzialność. Poza zganieniem które dostaje. Lubi przekomarzać się z siostrami. Ale jak przyjdzie co do czego stanie pierwszy w ich obronie. Jego brat Thomson też nie przepada za Lonlay i Michelle. Cod i Thom razem wymyślają różne psikusy dla sióstr. Można powiedzieć że tworzą taką paczkę w której każdy chciałby być. Jednak prawie nikomu nie udaje się do niej wstąpić. Poza tymi psikusami lubi czasami spędzać czas sam. Przechadza się po terenach sfory bez najmniejszego celu. Jego ulubione miejsce to Wodospad Cienia. Tamto miejsce ma na niego jakiś dziwny wpływ. Tam zawsze rozmyśla o przyszłości i o tym kogo pozna. Bardzo boi się smoków. Więc z tymi psami które je mają nie za bardzo żyje w zgodzie i pokoju. Unika tych potworów ciągle. Ani mu się śni w przyszłości mieć smoka. Już lepiej gryfa labo coś.
Historia : Urodził się SPU. Jak każdy szczeniak nie ma co opowiadać bo normalnie otworzył oczy. Przez kilka dni czuł tylko zapachy i sierść swojej mamy i rodzeństwa. Po następnych dwóch dniach otworzył oczy i zaczął wszystko poznawać. Obszedł już wszystkie tereny sfory. Ale najbardziej spodobało mu się miejsce Wodospad Cienia. Lubi przebywać w takich klimatach.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: natik880 / natigrati@gmail.com

piątek, 1 lipca 2016

Od Meversue'a - CD Opowiadania Suzzie.

Nie wiedział, co, kiedy i jak powiedzieć. Przez te wszystkie, długie dni zastanawiał się nad tym, jak jej to wszystko wyznać; perpektywa głośnego, niepohamowanego śmiechu ze strony całej sfory była dla niego przystępna.. Jednak owy napad śmiechu ze strony Suzzie mógł być dla niego niesamowitym, wręcz ostatecznym ciosem, który zbiłby go z łap w ciągu kilku sekund. Co w tamtej chwili przepełniło całe jego ciało? Z pewnością radość. Bezgraniczną, szczerą i szczenięcą radość, entuzjazm, pożądanie. Cały komplet był w tamtym czasie jak najbardziej prawdopodobny w stosunku do tego, jakie myśli kłębiły się w jego łbie. Nie chciał już niczego więcej - sama świadomość, że suka, którą kochał, którą nadal kocha, czuje do niego zupełnie to samo jak najbardziej mu wystarczała. Mever czuł, że właśnie taki fakt mógł być ostatnią rzeczą; równie dobrze mógł już teraz przewracać się w zimnej, oślizgłej mogile, posiadając jedynie wiedzę o tym, co chciała do niego Suzzie. Mimo tego, że grunt pod jego masywnymi, kremowymi łapami zdawał się uginać, czuł się żywy, jak nigdy dotąd. Wiedział, że jego życie może zacząć się od nowa, w zupełnie innym towarzystwie, z zupełnie inną osobą. Nie chciał wyglądać na słabego, jednak właśnie taki był w jej obecności. Potrafił się poddać, odegrać tego złego, przyznać jej rację w czasie głośnej, bolesnej kłótni.
- Nie wierzę. - odparł z równą pewnością, nie odwracając od niej swego wzroku.
Natychmiast ugryzł się w język. Nie powinien, a nawet nie mógł tego powiedzieć. Nie chciał jej stracić, chociaż jego wypowiedzi często brzmiały tak, jakby tego właśnie oczekiwał - że wyjdzie z jaskini Alf bez godności, honoru, miłości. Pozbawiony tego, co najważniejsze.
- Potrzebujesz dowodu? - szepnęła, zupełnie tak, jakby nie dostrzegała tego w jego odpowiedzi.
- Potrzebuję Ciebie, Suzzie. - wydukał, uderzając w skalną półkę.
- W ten sposób nie będzie łatwo, Meversue. Musisz..
- Nigdy nie twierdziłem, że chcę iść banalnymi ścieżkami - dopowiedział, urywając suce w połowie zdania. - Mogę podążać nimi bezustannie, byle tylko z Tobą.

Suzziee?

Od Bitter Sweet'a - CD Opowiadania Suzzie.

Cały pobyt, a raczej podróż do bram elitarnej, wojennej jednostki uświadomił Owczarkowi więcej, niż mogło się spodziewać. Cóż można rzec - wydoroślał, mimo tego, jaki wiek ciągnął za sobą. Uświadomił sobie o wiele, wiele więcej od wcześniej postawionych sobie wymagań. Nabył cierpliwości i pokory, co zawsze było u tego psa widziane 'raz na ruski rok'; wiedział, że musiał coś w sobie zmienić i do tej pory utwierdza się w przekonaniu, że odrodził się na nowo, zmartwychwstał.. Najprawdopodobniej tylko dlatego coś nakazywało mu, żeby rozpocząć rozmowę z białą suką Alfa. Był doskonale świadomy tego, że przez te wszystkie, śmieszne przedstawienia mógł oberwać, ale czy nie było warto? Takie pytanie można było uznać za jego ówczesny priorytet, niezmienne, stanowcze motto. Bitter odchylił lekko pysk, aby lepiej dostrzegać sylwetkę Suzzie. Nadal była to ta sama samica, która prosiła go o przypilnowanie szczeniąt; była identyczna, w porównaniu do niego. Do tej pory dostrzegał ognisty, bystry błysk, spoczywający w jej orzechowych ślepiach. Obserwował tę iskrę, którą zdążył zabrać już kilkaset razy, własne, szkliste odbicie, które wręcz wołało o przerwanie natarczywego milczenia.
- Witaj, Suzzie. Dawno Cię nie widziałem.. - przerwał niepewnie, po raz pierwszy ukazując oznakę.. strachu? Słabości, czy też nieśmiałości?
Owa suka poprawiła się lepiej na swoim miejscu, jednak nadal pozostawała w ciszy. Najwyraźniej nie miała zamiaru ukazać żadnego, nawet najmniejszego, najbardziej banalnego znaku zainteresowania dialogiem ze strony Bitter Sweet'a. Nie zdziwił się tak, jak mogła tego oczekiwać - i on usiadł wygodnie, jakby czymś takim chciał pokazać, jak bardzo jest mu obojętna jej postawa. Tymczasem było zupełnie inaczej. Dlaczego? Odpowiedź jest dosyć prosta. Owczarek nigdy nie lubił wyolbrzymiania, łgarstw, słodkich, uroczych gestów, lecz nigdy nie zapominał o tym, co wprawiało go w najgorszy stan - mianowicie, nie pozostał w nienaruszonym stanie przy obojętności. Nie mógł wytrzymać, że ktoś go ignoruje. Musiał wiedzieć, że to on ma tą wyższość nad innymi, a jego zdanie powinno być zgodne z resztą, niezależnie od tego, jaką miało być bzdurą. Cóż mówić więcej, Owczarek nie był w stanie znieść tego, w jaki sposób potraktowała go Su. Rzecz jasna, wszystkie jego myśli były w każdym razie błędne - nikt nie mógł stwierdzić, co nią kierowało. Nie musiała być na niego śmiertelnie obrażona, zawsze milczenie mogło się okazać zwykłą apatią, spowodowaną tragicznym upałem, który samą swoją temperaturą mógł przerastać wagę Bitter'a.
- Przejdziemy się? - zapytał wprost, nie chcąc pokazywać, jak bardzo go zirytowała. - Gdziekolwiek, wybierz cel.

Suuu? Wybacz, ale plany o wyjeździe przyćmiły mój mózg.

Od Aidana- CD opowiadania Meredith

Może Meredith była bardzo ładną suczką, ale czy to miało by sens? Czy bałem się związku? Nie... Może po prostu nie chciałbym jej stracić? Nie wiem.
-Gdzie teraz? Jestem trochę głodny.- powiedziałem nad wyraz spokojnie
-To chodźmy do lasu, pospacerujemy i zjemy coś.
Udało nam się upolować sarnę. W spokoju ją jedliśmy, rozmawialiśmy (za często się nie odzywałem, ale to zawsze coś) i oglądaliśmy zachodzące niebo.
-Słyszałeś, że każda gwiazda to pamięć po jakimś psie ze sfory?- powiedziała uśmiechnięta, zapatrzona w niebo suczka
-Gwiazdy to planety tylko daleko stąd.- uciąłem
-Ale... zawsze można tak myśleć.
-Mhm.. Do sfory daleko, a jest już ciemno, prześpijmy się tu
-Myślisz, że to bezpieczne?- zapytała, ale zaraz po tym położyła się
Było jej trochę zimno, bo zaczęła drżeć, powoli, ale niepewnie przysunąłem się do niej, a ona wtuliła się w moją sierść. Śpi, to tylko odruch... Około 1 w nocy obudził nas dziwny dźwięk..wycie...wilki...wszystko, tylko nie wilki...

Meredith?

czwartek, 30 czerwca 2016

Od Meredith - CD opowiadania Aidan'a

   Popatrzyłam na różę, nie wiedząc co powiedzieć. Podarowanie mi kwiatu było ze strony samca bardzo miłym gestem, jednocześnie wprowadzającym mnie w zakłopotanie. Bo co to mogło znaczyć? Gest pojednania, sympatii, może czegoś więcej?
   I to jedne, jedyne słowo, które przy tym wypowiedział. "Przepraszam". Za co przepraszał? Za oziębłość? Za ciągłe upominanie mnie? Za nieufność?
   Jeden gest, jedno słowo, a może mieć tyle znaczeń. Odkąd Thomson odszedł, nie miałam bliższego kontaktu z innym samcem. To Tom był moją miłością, z nim zaliczyłam pierwsze pocałunki, nocne wycieczki, z nim starałam się o szczenięta. Po jego odejściu robiłam dobrą minę do złej gry, udawałam rezolutną i wesołą panienkę, która już wypchnęła z myśli partnera. Owszem, wypchnęłam. Ale dopiero jakiś czas po jego odejściu. Teraz po prostu korzystam z życia. Dobrze, że Bóg nie obdarzył mnie charakterem samotnika, stroniącego od ludzi mruka. Gdybym miała taki charakter, na pewno załamałabym się i już nikomu nie pozwoliła do siebie zbliżyć. Pozostaje mi cieszyć się z mojej otwartości i ogólnej radości życia. Dzięki temu tak szybko pogodziłam się z utratą Thomson'a. Nadal wspominam go ciepło, jednak wiem, że ten rozdział został definitywnie zamknięty.
   Ale czy potrafiłabym zbliżyć się do innego samca? Zauroczyć się... na nowo? Nie wiem. Ale może niedługo się dowiem. Na razie wystarczy wsłuchać się w rytm serca.
   — Dziękuję - podniosłam różę, a w moje nozdrza uderzył słodkawy zapach.


Aidan? ;3

Od Aidana- CD opowiadania Meredith

Powoli czołgałem się do Jeziora Jafiszof. Meredith wciąż podskakiwała. 
-Mimo wszystko....uratowała mnie...pomogła...- mówiłem sam do siebie
-Ogarnij się Aidan! Nie możesz myśleć o miłości...nie zapominaj o Mari!- warknąłem sam do siebie
-Ale...
-Jesteśmy na miejscu!- szczeknęła do mnie Meredith.
Musiałem wyglądać dziwnie rozmawiając sam ze sobą. Kiedy ja zmywałem z siebie muł, ona położyła się na piasku. Rozmyślałem nad tym wszystkim... Kątem oka zobaczyłem krzak róż. zręcznie jedną złapałem i potruchtałem do Meredith. Rzuciłem jej kwiat pod łapy i praktycznie nieusłyszalnie szepnąłem.
-Przepraszam...

Meredith? Nie miałam weny XD Aid stanie się w miarę normalny za jakieś 2-5 opek

środa, 29 czerwca 2016

Od Meredith - CD opowiadania Aidan'a

  Zachowałam zimną krew. Byłam świadoma tego, że sama nie wyciągnę go z bagna. Na szczęście Bagna Starych Ropuch były blisko Centrum Sfory.
  — Aidan... Ja sama cię nie wyciągnę. Zaraz wrócę z odsieczą!
  Pobiegłam z prędkością światła po kogoś ze sfory. Pierwszymi osobami na które wpadłam, byli Jocker, Suzzie i Niklaus. Streściłam im to, co się stało i zaprowadziłam ich do miejsca, gdzie wpadł nasz nowy członek. Znad powierzchni bagniska wystawała mu już tylko głowa. Wspólnymi siłami udało nam się go wyciągnąć. Cały był oblepiony błotem. Alfy i Klaus wrócili do Centrum, a ja zaprowadziłam Aidan'a nad Rzekę Jafiszof, by mógł się odczyścić. Po drodze nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa, za to gdy pies się "kąpał", ja znów zaczęłam śpiewać, jednak na tyle cicho, by mnie nie usłyszał.
  — Idziemy dalej? - burknął po jakimś czasie.
  — Nie bądź taki nieprzystępny... Spróbujmy się zakolegować - zaproponowałam, a on chwilę popatrzył na mnie przenikliwie, po czym zbył mnie ciszą. Mogłam się tego spodziewać, więc się tym nie przejęłam. Tanecznym krokiem pobiegłam przodem, by pokazać mu kolejne ciekawe miejsce.


Aidan?

Od Insane- CD opowiadania Heroine

Patrzyłam na swoje łapy, nie miałam ochoty na ,,podtrzymywanie rodzinnych tradycji''. Nie byłam głodna, nie interesowały też mnie rozmowy pozostałych, mimo, że swojego czasu dużo było mówione o mnie, co bardzo mi pochlebiało. Dzisiaj to wszystko było nieistotne, czułam się jakoś...nieswojo?
Po kilku minutach rozejrzałam się się po jaskini, nikt na mnie nie patrzył. Powoli cofałam się w kierunku wyjścia, może tam odetchnę.
-Wracaj i jedz.- szczeknęła Blueberry
Cicho warknęłam i wróciłam na swoje miejsce. Do naszej jaskini zbliżały się jakieś psy, dźwięk wydawany przy każdym kroku był coraz głośniejszy. Oczywiście wszyscy rzucili się do wyjścia z jaskini, żeby przywitać gości. Ja tylko podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się. ,,Cześć'', ,,Witaj'' , ,,Co u was?'' te zwroty ciągle przewijały się przez rozmowy. Wszyscy usiedli już w jaskini. Obok mnie usiadła jakaś suczka, znałam ją z widzenia i to tyle, nie zwracałyśmy na siebie zbytniej uwagi.
-Jak się nazywasz?- zapytała
-Insane. A ty?
-Heroine. Miło poznać.
Skinęłam łbem, na znak, że również podzielam jej zdanie. Czas mijał, a ja coraz bardziej się nudziłam. Heroine chyba też.
-Może chciałabyś się przejść? Tłoczno tu.- zaproponowałam
Heroine błysnęły oczy i skinęła mi.

Heroine?

Od Heroine

–Wychodzę– rzuciłam cicho do taty, który rozmawiał z Monny. Czasami gdy patrzyłam jak ojciec rozmawia i zachowuje się przy tych szczeniakach, miałam wrażenie, że z nimi jest bardziej związany niż ze mną. Ale cóż, nawet się nie dziwię. Wyszłam jak najszybciej z jaskini i westchnęłam głęboko. Poczułam mocne uderzenie gorąca, przechodzące przez sierść i docierające wprost do mojej skóry. Zaczęłam powoli człapać, na poranne oględziny sfory. Wiem, że mam inne zadanie w stadzie, jednak wolę być pewna, że nie ma niebezpieczeństwa w pobliżu. Przy okazji, zaczęłam się również rozglądać za czymś do przekąszenia na śniadanie. Nie kręciły mnie jakoś te 'rodzinne śniadania' i wolałam upolować coś na własną łapę.
Chodziłam jeszcze kilka minut, po czym podbiegło do mnie jedno z dwójki szczeniaków, którymi opiekował się ojciec.
–Heroine?– wydusiło cichutko i podniosło na mnie swoje czarne oczęta. Przekręciłam łeb, wbijając w niego swoje oziębłe spojrzenie. –Pan Niklaus woła Cię do siebie– dokończyło, po czym czekało na moją reakcję.
–Chodź– westchnęłam i łapa za łapą zaczęłam kierować się w stronę domu. Gdy weszłam do jaskini ujrzałam ojca jak kładzie coś w rogu jaskini. –Coś się stało?– zapytałam głośniej niż zazwyczaj, wlepiając wzrok w śnieżnobiałe futro mojego ojca.
–Idziemy zaraz na spotkanie z alfami– mruknął i uśmiechnął się promiennie. Ja za to przymrużyłam oczy i odwróciłam się do nich plecami, spuszczając łeb.
–Kolejne, z tych głupich rodzinnych obiadków?– spytałam, jednak brzmiało to jednak jak zdanie twierdzące. –Chodzimy tam prawie co tydzień
–Trzeba podtrzymywać kontakty z rodziną– odparł już chłodno, a z jego pyska zszedł uśmiech. –Idziemy– rzekł, po czym wyszedł z jaskini, a za nim szczenięta. Westchnęłam, przewracając oczami i w odległości metra wlokłam się za nimi.
Gdy byliśmy już na miejscu wszystko było już przygotowane. Zmierzyłam wszystkich wzrokiem, a ten zatrzymał mi się na jednej, 'nowej' suczce, która nie powiem, lecz zaciekawiła mnie. Zajęłam szybko obok niej miejsce przy stole.
–Przepraszam– powiedziałam kulturalnie, kątem oka patrząc na suczkę samoyeda. –Jak masz na imię?

Insane?

Dorosła (adoptowana) Insane!

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6c/Dido_background.jpgImię : Insane
Ksywka : Iny
Głos : Ellie Goulding
Rasa : Samoyed/Husky
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Wojownik Wschodni
Rodzina :
~Mama - Suzzie
~Ojciec - Rayan
~Siostra - Blueberry
~Brat - Merciless
Partner : Szuka
Charakter : Jej charakter nie zmienił się tak od szczeniaka, nadal jest słodką królewną, delikatną i wrażliwą, ale jak już z nią zadrzesz...biada ci! Potrafi być wredna i bezczelna, ale tylko w ostateczności. Lubi pomagać innym.
Historia : Urodziła się tutaj.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Ms.Poldark

Od Aidan'a - CD opowiadania Meredith

-Ja...wcale..ja..nie...eghem...
-To jak, masz mi coś do powiedzenia?- zaszczebiotała suczka
-Nie.- powiedziałem bez namysłu
Meredith popatrzyła na mnie z ukosa. W jej spojrzeniu było coś...hmmm...interesującego. Ruszyliśmy w drogę. Suczka praktycznie cały czas podskakiwała i podśpiewywała, wyglądała jakby za dużo zjadła cukierków, przypominała młodego źrebaka.
-Czy ty ciągle musisz śpiewać?! Przestaniesz wreszcie?- warknąłem po jakimś czasie
-Ok.
Zaczęła nucić
-Prosiłem...
-NIe. Kazałeś nie śpiewać. Tego też mam nie robić?
-Było by miło.
Nie minęła minuta, zaczęła gwizdać.
-Przestań!
-To tego też nie mogę?
-Nie możesz.
-A może....
-Nie!
Zrobiła oczy małego szczeniaka. Niestety, te jej oczy... Przewróciłem oczami. Udaliśmy się do Bagien starych ropuch. Zapach przypominał rozkładające się mięso. Nie było to przyjemne miejsce.
-Wracamy?- zaproponowałem
Zrobiłem krok do tyłu, to był błąd. Cienka warstwa gleby rozpadła się a ja runąłem w odmęty bagien.

Meredith?

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Od Meredith - CD opowiadania Aidana

– Zapytałam pierwsza - stanęłam oko w oko z nadpobudliwym samcem. Przemilczał moją uwagę, a ja, nie tracąc wigoru, dodałam:
– Zapewne ten nowy, Aidan? Suzzie powiedziała, bym oprowadziła cię po terenach i zapoznała z kilkoma najmilszymi osobami.
   Prychnął.
– Obejdzie się.
– To tobie powinno zależeć, sztywniaku, nie mnie. Uprzedzam, że bez osoby obeznanej w terenach, zgubisz się tu jeszcze dziś.
   Starałam się odejść poważnie, jednak już po kilku krokach zaczęłam się śmiać. Starałam się tłumić te dźwięki, jednak szło mi dość słabo. Mój chichot dobiegł do uszu Aidana, a ten pokręcił głową i odszedł. Pobiegłam tanecznym krokiem na pierwszą lepszą łąkę i ułożyłam się między drobnymi kwiatkami. Słońce zaczęło razić mnie w oczy, więc je zamknęłam. Przeleżałam tak chwilę, bo przy moim uchu usłyszałam głos:
– Jak się nazywasz?
   Wstałam.
– Meredith. Spodziewałam się, że pękniesz.


Aidan?

Od Aidan'a

Lato nadeszło wielką falą upałów. Nie byłem z tego zadowolony. No, cóż...nie byłbym zadowolony też z zimna. Alfa bardzo ciepło mnie przyjęła, to miło. Słońce dokuczało mi z każdą minutą, odgłosy wydawane przez te nieszczęsne zwierzęta tylko mąciły moją ciszę. Powoli usiadłem na niemiłosiernie rozgrzanym piasku. Przymknąłem oczy.
***
Krew....Wilki....Ciała....
-Opiekuj się sostrą...
***
Zerwałem się na równe łapy. To znowu ten sen. Zawiodłem...zawiodłem ich. Mari nie przeżyła. Gdybym postąpił inaczej....
-Kto ty?- usłyszałem głos za moimi plecami
-Kim jesteś?!- warknąłem-Gadaj!

Ktoś? Coś?

Nowy pies - Aidan!

http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2014/01/Owczarek-niemiecki-10.jpgImię : Aidan
Ksywka : Nie lubi ksywek, ale gdy dopuści już do siebie kogoś, to zdarza się, że mówią na niego Aid
Głos : The Rembrandts
Rasa : Owczarek niemiecki
Wiek : 5 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : Wojownik wschodni
Rodzina :
Marie- matka
Joshua- ojciec
Merinete- siostra
Partner : Może, szuka, może nie, zależy...
Charakter : Początkowo Aidan może wydawać się oschły i zimny. Gardzi praktycznie wszystkim czym się da. Jednak gdy powoli dotrzesz do niego, zacznie się otwierać i ze sztywnego psa zmieni się w naprawdę pokręconego psa z wielkim poczuciem humoru i ADHD. Jest trochę jak Jeckylle i Hyde, raz taki, raz taki.
Historia : Urodził się w lesie. Miał młodszą siostrę Marinete i kochających rodziców. Rósł w rodzinnym cieple i uczył się różnych, nowych rzeczy. Gdy miał około 10 miesięcy zaatakowały ich wilki. Były bezlitosne, rodziców Aidana pogryzły do nieprzytomności, Mari była we krwi, Aidan z resztą też. Rodzice kazali mu opiekować się siostrą i odeszli. Niestety Marinete nie przeżyła tygodnia. Aidan został sam. Długie przebywanie samemu zakończyło się na rozmawianiu samym ze sobą, co może wydawać się trochę dziwne. Przypadkiem znalazł SPU i ma nadzieje, że tutaj będzie mu dobrze.
Upomnienia : 0/4
Kontakt :  Ms.Poldark

sobota, 25 czerwca 2016

Od Suzzie

   Dzisiejszy dzień był bardzo gorący. Około południa chowałam się w chłodnej Jaskini Alf, jednak dłużej już tak nie mogłam, ponieważ ściany zaczynały się powoli nagrzewać. Zirytowana, wyszłam na powietrze i od razu buchnął mi w pysk gorący podmuch. Było taaak gorąco, a moje gęste futro nie pomagało. Zaczęłam dyszeć i powlokłam się nad strumyk. Od razu do niego wskoczyłam, rozpryskując wokół siebie krople wody. Ulga była natychmiastowa.
   Pływałam w poprzek strumyka jeszcze długo, nie chcąc z niego wychodzić.
   Niestety, jakiś czas później porządnie zgłodniałam i musiałam wyjść. Nie było jednak tak źle, bo moje futro nasiąkło wodą i chociaż było ciężkie, to chłodziło.
   Ze znalezieniem sobie obiadu nie było większego problemu - większość zwierząt próbowała ochłodzić się przy innym strumieniu. Jedna, młoda sarna zaś leżała na boku i ciężko oddychała. Była przemęczona i gdy rzuciłam się w jej stronę, nawet nie próbowała uciekać, chociaż reszta zwierząt oddaliła się szybko od tego miejsca. Już chciałam zabić sarnę, gdy ona otworzyła umęczone oczy i tak... Mądrze na mnie spojrzała. Nie, ja wariuję. Znów będę wegetarianką, czy jak?
   Prychnęłam ze złości i podarowałam sarnie życie, zostawiając ją w spokoju.
   Następnie podeszłam do najbliższego drzewka, niziutkiej jeszcze brzozy, stanęłam na tylnych łapach, przednie opierając o pień i zaczęłam obrywać listki i je zjadać. Ostatnimi czasy dzieją się ze mną dziwne rzeczy. Chociażby ten nawrót wegetariaństwa.
   Poczułam na sobie czyjś wzrok, więc odwróciłam się powoli.


  Bitter Sweet?

środa, 22 czerwca 2016

Loki i Stanley odchodzą



Imię : Loki
Ksywka : Ciapek (nie lubi, kiedy ktoś tak do niego mówi)
Głos : Ryan Tedder (OneRepublic)
Rasa : Border collie
Wiek : 9 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : -
Rodzina : Twierdzi, że nie ma.
Partner : Jest typem samotnika, ale w głębi serca marzy o bratniej duszy.
Charakter : Nie okazuje uczuć, traktuje większość psów z wyższością, woli samotnie iść przez życie, niż włóczyć się za grupką "nic nie wartych kundli".
Historia : Mamę i rodzeństwo pamięta jak przez mgłę. Nic dziwnego, był wtedy mały. Najmniejszy. Do późnego dzieciństwa poniżano go i dokuczano właśnie z tego powodu. Dopiero kiedy zaprzyjaźnił się z Maszim, zrozumiał, że nie wszystkie psy są podłe. Postanowił mu pomóc i dołączył do sfory.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : snaraluch
Towarzysz : Jarvis KLIK Opowiadanie na ten temat : KLIK




Imię: Stanley
Ksywka: Stan
Głos: Olly Murs
Rasa: siberian husky
Wiek: 8 lat
Płeć: pies
Stanowisko: wojownik wschodni
Rodzina: brak
Partner: brak
Charakter : Przyjazny, pomocny, miły.
Historia: Nie pamięta swojej rodziny.Wychował się wśród ludzi, którzy traktowali go jak maskotkę. Pewnego dnia postanowił uciec.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: snaraluch

Od Castiela - CD opowiadania Jockera

    Zwolniłem, kiedy tylko zniknąłem alfie z oczu. Tak będzie lepiej. Sporadyczne wybuchy emocji, niekontrolowane zachowanie - tak robią inni. Póki na mnie patrzą muszę dostosować się do ich sposobu postrzegania świata, bo nikt nie zaufa wyróżniającemu się z tłumu psu. Lepiej być takim samym jak wszyscy.
    Przywiesiłem koleją ulotkę. Zastanawiało mnie to, że alfa miał je już przygotowane. Chociaż w sumie nic nie powinno mnie dziwić.
    - Oczywiście bierzesz w tym udział? - rozległ się głos za moimi plecami.
    Słyszałem, że się do mnie podkrada, więc nawet nie drgnąłem kiedy jego radośniejszy niż zwykle głos rozbrzmiał jak bęben tuż przy moim uchu. Odwróciłem się, obdarzając wpatrującego się w plakat Lokiego zimnym spojrzeniem.
    - Tak, biorę...
    Zamierzałem jeszcze coś dodać, ale za ojcem stał Stanley, który przerwał mi swoim "Cześć, młody". Młody - zabolało. Wiekowo może, ale na litość Odyna, po co to było? Chciał się pochwalić dłuższym stażem na tym świecie? "Nie ciesz się, stary, to ty szybciej umrzesz".
    - Wyjeżdżacie? - spytałem lekko zdziwiony, widząc tobołki, jakie im towarzyszyły.
    Loki od dłuższego czasu mówił o opuszczeniu sfory, ale na tym mówieniu się kończyło. Już? Tylko opuściłem jaskinię, a on przeszedł do działania? Wydało mi się to śmieszne, chociaż z tym było jak z ulotkami. Nie ważne jakim cudem i skąd, po prostu były i koniec tematu.
    - Tak, chciałem... Chcieliśmy się pożegnać - zaczął niepewnie Loki. - Rozmawialiśmy kiedyś o tym i... To dobry czas, więc najlepiej będzie, jeśli już-teraz... Chciałem ci podziękować. Za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
    - Ty zrobiłeś dla mnie więcej i to ja powinienem ci dziękować - zrobiło mi się smutno, czwarty raz w życiu - drugi odkąd opuściłem dom. Chcąc-nie chcąc Loki był moim ojcem, zajął się mną za młodu i zasługiwał na szacunek z mojej strony.
    - Wiesz, że nie lubię pożegnań? - bardziej stwierdził niż spytał. - Dbaj o siebie, jedz dużo warzyw, nie izoluj się od świata. Może kiedyś się jeszcze spotkamy.
    Chciał mnie przytulić, ale zamiast tego zrobił niepewny krok w moją stronę, by położyć mi łapę na ramieniu.
    - Jestem z ciebie dumny - powiedział lekko się uśmiechając, a jego oczy zaszły łzami. Emocje.
    - Ty też na siebie uważaj - odparłem sztywno. - I pilnuj Stana. Czemu w ogóle bierzesz go ze sobą?
    - Ponieważ ON szuka perspektyw - wtrącił się Stanley. - I nudzi mu się tutaj. Zresztą twojego staruszka trzeba przypilnować.
    - Pomogę mu znaleźć inną sforę - skrzywił się Loki. - Jak najszybciej. Nie będzie długo za mną łaził.
    - O to to. - Stan poklepał go po grzbiecie. - Czas na nas, pa młody.
    Husky zakręcił się i z wolna ruszył w stronę miasta. Loki jeszcze przez chwile stał i nieruchomo patrzył na mnie. Potem ruszył za nim.
    - Tato! - krzyknąłem.
    Chyba jeszcze nigdy tak na niego nie powiedziałem. Pies przystanął. Obdarzył mnie ciepłym spojrzeniem.
    - Dziękuję.
    Uśmiech. Ruszył za Stanem i po chwili zniknął mi z oczu.

***

    - Ulotki rozwieszone - rzuciłem, przekraczając próg jaskini Jockera. - Zadanie wykona... Halo? Jest tu kto?
    To było głupie. Odejście Lokiego rozproszyło mnie do tego stopnia, że mówiłem sam do siebie.
    - Alfo?... Jocker?
    Rozejrzałem się uważnie po mieszkaniu, ale mój wzrok nie napotkał nikogo. Musiało się coś stać skoro alfy nie ma w godzinach pracy, a jeśli tak, to nie znajdę go szybko. Więc po co szukać? Zwyczajnie usiądę i poczekam, przemyślę parę spraw. Tak zrobiłem.
    Powoli zaczęło do mnie docierać, że teraz nie mam nikogo bliskiego w tej sforze. Jeśli coś mi się stanie, będę skazany sam na siebie lub na przypadkowe psy. Psy, którym nie ufam i które zazwyczaj chcą coś w zamian za pomoc. Będzie ciężej, ale nieopisanie lepiej. Więzi z innymi tylko utrudniają osiągnięcie postawionych sobie celów.
    Zacząłem martwić się nadchodzącym głosowaniem. Najbardziej obawiałem się tego, że sforzanie w ogóle nie wezmą mnie pod uwagę. To był najczarniejszy scenariusz. W zawodach powinno brać się udział, jeśli ma się 100% szans na zwycięstwo i 0% szans na ośmieszenie się. Co prawda mógłbym się wycofać, ale byłoby to gorsze niż porażka. Musiałem walczyć, nikt nie powiedział, że będzie lekko.
    - Długo czekasz? - Jocker wszedł uśmiechnięty do jaskini.
    - Nie, niezbyt - powiedziałem powoli.
    Pies pokiwał łbem i podszedł do szafy, wyraźnie czegoś szukając.
    - Wiesz, Loki i Stan odeszli - zacząłem niechętnie. - Pewnie słyszałeś?
    - Tak nagle? - Nadal grzebał w szafie, nie patrząc w moją stronę. - Nie, nie słyszałem. Loki coś marudził, ale Stan? Szkoda.
    - Taa, szkoda. Nie po to przyszedłem. Chciałem się spytać, czy ktoś zgłosił się już na ten... konkurs. I spytać, czy... ewentualnie... nie warto byłoby zrobić przynajmniej jednego pojedynku słownego czy czegoś w tym stylu?

Jocker?
   

czwartek, 16 czerwca 2016

Nowa parka!

Mamy w sforze nową parkę czyliiii...




Locked & Elaine

Od Jocker'a- CD opowiadania Castiela

W tym momencie usiadłem na stołku obok wielkiego stołu. Patrzyłem przed siebie na widoki jakie istniały zza wyjścia z jaskini. Pare decyzji na ten temat kręciło mi się już w głowie jednak żadna chyba nie była stosowna. Zerknąłem raz jeszcze na Castiela który stał przede mną z oczami pełnymi nadziei. Westchnąłem. Wziąłem głęboki wdech i wydech.
- A więc słuchaj Cas..- zacząłem niepewnie.- Dobrze zrobię casting.
Pies nic nie powiedział lecz jego ciało niby skakało ze szczęścia.
- Ale zaraz. To nie będzie casting na zasadzie że będziesz musiał coś robić czy mówić. To będzie coś na zasadzie głosowania. Ogłoszę termin do którego każdy pies będzie musiał oddać głos na wybranego uczestnika. Psy będą wiedziały kto będzie najlepszym namiestnikiem tak jak ująłeś to stanowisko.
- Ale jak mam doprowadzić do tego żeby inne psy na mnie zagłosowały?- przejął się pies.
- Tego nie wiem. Musisz udowodnić im że mogą na tobie polegać. Liczy się strategia. Musisz więcej przebywać w otoczeniu sforzan.
Po minie młodego zrozumiałem że ta forma wygranej niezbyt mu odpowiada.
- No ale wiesz przecież nie musisz brać w tym udziału. Inne psy spróbują.- wzruszyłem ramionami.
- Nie no jasne że chcę!- krzyknął.
- Świetnie. Głosowanie odbędzie się 30 czerwca. Mam parę ulotek więc jeżeli bierzesz w tym udział na dobry początek porozwieszaj je proszę.
Pies kiwnął głową, zabrał ze stołu ulotki i wybiegł z jaskini.

Castiel?

Od Carter'a

Otworzyłem oczy. Ponad mną znajdowały się jeszcze nie do końca rozwinięte listki drzew, jak zawsze wiosną. Podniosłem się na lekko skaleczonych łapach od ostatniego polowania. "Jestem głodny" , pomyślałem i szybkim krokiem zacząłem szukać jakiejś padliny. Pusto. Nawet wczorajszych resztek. Trzeba poszukać czegoś żywego. Zacząłem szukać śladów łap na ziemi. Jest, coś małego, ale zawsze coś. Z lekkiego truchtu przeszedłem w sprint. Jak to dobrze jest czasem pobiegać. W pewnym momencie znalazłem się na niewielkiej łące, otoczonej z każdej strony wysokimi iglakami. Pośrodku stała pewna nieznana mi osoba. Podszedłem bliżej i zawołałem:
- Kim jesteś?!

Ktoś?

Od Elaine- CD opowiadania Locked'a

Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, jak mu odpowiedzieć. Z jednej strony również myślałam nad taką opcją od dłuższego czasu, spędzonego w dziwnym, jednak wyjątkowo przyjemnym milczeniu. Milczeniu i ciszy wolnej od wszelkich dźwięków, najczęściej wywoływanych przez gwardię tutejszych szczeniaków. Byłam zaintrygowana tym, co kierowało samcem - może sam fakt, że stara się o moje względy od dłuższego czasu, a ja tylko czekam na jakąkolwiek, męską reakcję z jego strony? Chciałabym w to wierzyć, nawet, jeśli cała ta sytuacja miała okazać się cholernym wyolbrzymieniem mojej wyobraźni, fatamorganą czy przywidzeniem spowodowanym niewiarygodnym zezem.
- Do tej pory nie jesteś w stanie rozróżnić mojej płci, Locked? - zapytałam, mierząc go spojrzeniem.
- Jestem, byłem i zawsze będę tego świadomy, Elaine. - odparł, po czym usiadł.
Ponownie skierowałam ku niemu swój pysk, przy okazji wznawiając próby nawiązania kontaktu z Lockiem. Wydawał się wyjątkowo nieobecny, nawet jak na niego..Bez problemu podeszłam bliżej na tyle, aby objąć jego szyję swymi czarnymi łapami.
- Jasne że zostanę. - uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego krótką, szorstką sierść.
Locked? xxDD

Nowy pies- Carter!

Imię : Carter
Ksywka : Cart
Głos : Of Monsters and Men - Silhouettes
Rasa : Whippet
Wiek : 6 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : Sprinter
Rodzina : On jest swoją jedyną rodziną
Partner : Jeżeli jest ktoś, kto jest w stanie wytrzymać z takim psem, to niech się zgłosi
Charakter : Carter, to cholernie chamski pies. Twardo stąpa po ziemi, prawie nie dba o nikogo. Nie potrzeba długo z nim przebywać, by poznać, że jest chłodny i nie za miły. Zawsze trzyma się z daleka. Łatwo rani innych, nie obchodzi go to, co sobie o nim pomyślą. Życzy im jak najgorszych wydarzeń, a niejednokrotnie bardzo im zazdrości. Złe zachowywanie się Cartera jest też pewną rodzaju maską. Nie świadczy to o jego zepsuciu, tylko o strachu przed innymi psami. Jest niezwykle nieufny. Nie lubi rozmawiać, męczy go to, a przede wszystkim nie potrafi. Jest nadmiernie dumny i egoistyczny. Carter, pomimo tylu negatywnych cech, ma również jakieś pozytywne. A mianowicie jest niezwykle pracowitym psem. Jeżeli ktoś da mu do wykonania jakieś zadanie, stara się je wypełnić. Jest również szczery i inteligentny. Nie jest w stanie kłamać.
Historia : Zanim doszedł do tej sfory nie działo się za wiele ciekawych rzeczy... Urodził się, rósł, dużo ćwiczył aby być jak jego ojciec - silny zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jednak jego ojciec nie dostrzegał tego, że jego syn potrzebuje wsparcia. Śmierć matki bardzo odbiła się na jego psychice. Zamknął się w sobie i nikogo nie wpuszczał do środka. Pewnego dnia, jego ojciec miał już dość zachowania syna i wyrzucił go z domu. Długo błąkał się, aż pewnego wieczoru spotkał swojego największego przyjaciela - Tratchera. Carter przy nim czuł się niezwykle dobrze, jak brat z bratem przemierzali świat. Właśnie stąd ma on trochę dobrych cech, przekazał mu je Tratcher. Jednak zdarzyło się tak, że jego kompan się zakochał. Ukochana dała mu wybór - albo ona, albo Carter. Z wielkim smutkiem Carter musiał opuścić pobliskie ziemie, aby nie "przeszkadzać" im w normalnym życiu. Po pewnym czasie, dołączył tu, w poszukiwaniu przyjaciół, których trudno będzie zdobyć...
Upomnienia : 0
Kontakt : polag

Alfa Jocker (Maszin) wraca!

Przepraszam wszystkich sforzan i obserwatorów naszego bloga za moją długą nieobecność. Niedługo zaczynają się wakacje i moja osoba będzie na sforze codziennie po parę godzin. Zaniedbałam troszku to miejsce i bardzo mi głupio, ponieważ to ja jestem Alfą i powinnam o was dbać. Wszystkie sprawy które obecnie do mnie macie proszę mi zgłaszać na howrse. Obiecuję wam że w wakacje nasza sfora na nowo odżyje i będzie funkcjonować normalnie. Pozdrawiam Jocker.

sobota, 28 maja 2016

Od Gracy– CD opowiadania Bitter Sweet'a

Suczka przyglądała się jak Bitter próbował się ułożyć na łożu. Westchnęła i rzuciła krótkie 'cześć' po czym dała psu spokój i poszła do swojego domu. Gdy weszła do jaskini, zastała tam istny bałagan, a jego twórcę śpiącego na kocu. Cicho westchnęła i podeszła do Oliego, po czym szturchnęła go łapą.
–Wstawaj, Oli– mruknęła, widząc jak pies otwiera oczy.
–Szoooo?– zapytał, ziewając i pomrugał kilka razy powiekami.
–Wstawaj– powiedziała zdenerwowana, widząc jak jej brat chce przewrócić się na drugą stronę. –To Ty zrobiłeś tutaj taki bałagan?– wskazała łapą, pozrzucane z półek rzeczy.
–Później posprzątam– westchnął, podnosząc powoli łeb i spoglądając na siostrę.
–Masz to zrobić teraz i bez wymówek– warknęła, po czym uderzyła go łapą mocno w kark. Oli chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak Grey uniemożliwiła mu to głośnym warknięciem.
–Już, już– mruknął, po czym zaczął ustawiać rzeczy na półkach. Po chwili przystanął jednak i zaczął ze złośliwym uśmieszkiem patrzeć w wyjście jaskini.
–Czem...– zaczęła suka, jednak Oli podniósł łapę.
–Witam, panie wojskowy– prychnął. Gracy przekręciła łeb i spojrzała w ten sam punkt co brat. Ujrzała tam Bitter Sweet'a, który jedynie przewrócił oczami i szybko poszedł dalej.
Bitter? Ja jebix, to opko to kupa.

niedziela, 22 maja 2016

Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a

  Wbiłam wzrok w podłogę, byle by nie patrzeć w błyszczące oczy Sue'a. W myślach przywoływałam Honey, bo czułam że długo nie wytrzymam sam na sam z samcem. Miałam ochotę zapytać go o to, co czuje względem mnie. Nie chciałam jednak, by rozpoczął etap domysłów, zagłębiając się w moje uczucia i błądząc w nich jak dziecko we mgle. Słowa wyrwały mi się jednak z prędkością światła.
 - Ty też jesteś zagadką. Co tak naprawdę czujesz... do mnie?
  Pies zastygł w bezruchu, a ja zaczęłam w myślach przeklinać się za niewyparzony jęzor. Jestem skończona.
 - Tego chcesz, Suzzie? - Meversue ściszył głos i się do mnie przysunął. - Wiedzieć co do ciebie czuję?
  Przejrzał mnie. Przejrzał mnie, przejrzał mnie, przejrzał mnie. Nie wiedząc co odpowiedzieć, zrobiłam zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i odbiegłam, ignorując nawoływania samca. W tym momencie chciałam znaleźć się jak najdalej od niego. I wszystkiego związanego z nim.
  Ukryłam się w lesie, zagrzebując się w wysokie krzewy. Była to dobra kryjówka, jak i punkt obserwacyjny. Ja mogę zobaczyć wszystko, inni mnie nie.
Nikt jednak nie przyszedł.
***
Ze spuszczonym łbem wracałam do jaskini Alf, myśląc o tym co zrobić by w najbliższych dniach nie spotkać nigdzie Sue'a. To było prawie niewykonalne. Mam codzienne patrole, pilnowanie porządku w sforze... Jestem na przegranej pozycji.
  Z takimi myślami weszłam do domu, gotowa przywitać Jock'a. Jednak go tam nie było. Był za to Meversue. 
Jak on się tu dostał? Gdzie jest mój brat?
  Nie doczekałam się odpowiedzi, za to usłyszałam dodatkowe pytanie.
- Czemu tak cię ciekawi co ja czuję?
  Spokojny głos samca dodatkowo mnie zdenerwował.
- Kocham cię, Meversue - rzekłam twardo. Nie będę tchórzyć po raz kolejny. Poczekam, aż on mi odpowie. Nie ważne, co.


 Sue? Sorki, że krótkie

czwartek, 19 maja 2016

Od Castiela

    Siedziałem w swoim pokoju, leniwie przewracając kolejne strony komiksu, kiedy rozległo się pukanie. Nie fatygowałem się z odpowiedzią, bo wiedziałem, że Loki zaraz otworzy drzwi i nawet nie czeka na moje "proszę wejść". Decyduje się na drobne uprzejmości bardziej po to, żeby żyć w zgodzie ze swoim sumieniem, niż żeby ktokolwiek brał go za kulturalnego.
    Wślizgnął się do pokoju, rozejrzał, po czym rzucił mi złowrogie spojrzenie.
    - Co robisz? - spytał, starając się brzmieć normalnie.
    Wiedziałem, że chce pogadać. Jego zdenerwowanie i niepewność śmierdziały aż z odległości kilku dzielących nas metrów. Nie rozumiałem tego. To ja byłem jego "synem" i to ja powinienem bardziej obawiać się poważnej rozmowy. Z ciężkim westchnięciem włożyłem patyk między kartki volumu "Żywych Trupów", aby nie zgubić strony, na której skończyłem; zamknąłem go i spojrzałem na ojca spokojnie.
    - Więc porozmawiajmy - powiedziałem. - Proszę, nie krępuj się.
    Starając się wyglądać na zdecydowanego, podszedł do mnie i zajął miejsce naprzeciwko. Taboret skrzypnął. Bardzo dawno nikt tu nie siedział.
    - Cas... - zaczął, przybrawszy ton kaznodzieja wyplutego przez życie. - Nie jesteś już szczeniakiem i sądzę... Wiem, że poradziłbyś sobie na tym świecie beze mnie. Traktuję cię jak dojrzałego, dorosłego psa... Gdybyś poznał kogoś...
    - To o tym chcesz pogadać? - Zaśmiałem się, chociaż tak bardzo próbowałem się powstrzymać. - Daj spokój, inne psy mnie nie interesują.
    - A może właśnie powinny? Chcesz na stare lata...
    - ...skończyć tak jak ty? Nie miałbym nic przeciwko. Nie jestem towarzyskim typem, zatem posiadanie partnera tylko utrudniałby mi życie. Po co mam robić coś na siłę?
    Cisza. Loki wodził wzrokiem po pokoju, aż w końcu zatrzymał go na kartonowych pudłach z moimi rzeczami. Westchnął ciężko i spuścił wzrok.
    - Decyzja zapadła? - Bardziej stwierdził niż spytał. - Pamiętaj, że cię nie wyganiam. Jesteś dla mnie najważniejszy.
    - Zapadła - odpowiedziałem tylko na niby pytanie.
    Nie miałem zamiaru zaczynać nudnej rodzinnej kłótni, ani współczuć mu, że jest smutny z mojego powodu. Kiedyś i tak musiałbym się wyprowadzić, a lepiej wcześniej niż później. Kawalerkę miałem już kupioną. Znajdowała się bliżej centrum, co stanowiło olbrzymi plus. Nawet jeśli uznaję inne psy za niegodne uwagi, to przecież nie będę się izolował, bo patrzenie na ich przezabawne perypetie i błahe problemy sprawia mi pewnego rodzaju radość. To najbardziej odróżnia mnie od Lokiego - on nie wyobraża sobie bycia częścią społeczności ani osobą publiczną, a ja nie wyobrażam sobie życia na uboczu. Psy z natury są zwierzętami stadnymi.
    - Wiesz, nie po to tu przyszedłem - odezwał się nagle. - Chodzi o twoje stanowisko. Już nieco znasz życie, podejmujesz świadome decyzje, więc najwyższy czas, abyś zaczął pełnić jakąś funkcję.
    Uśmiechnąłem się. Powiedzenie czegoś w stylu: "A co z tobą? Będziesz dalej żerować na czyjejś pracy, sam nie dając nic od siebie?" byłoby zbyt wredne. Wiedziałem, że został w tej sforze tylko ze względu na mnie, a jego odejście jest już kwestią dni. Nie opłacało się mu już szukać stanowiska.
    - Mam taki zamiar. Tak się składa, że właśnie wybieram się do alfy w tej sprawie.
    Najwyraźniej go to zaskoczyło, bo uniósł brew i odchylił się do tyłu.
    - W takim razie może zechciałbyś się ze mną podzielić co wybrałeś? Z tego co pamiętam chciałeś być lekarzem, biologiem lub chemikiem? Zmieniło się coś?
    - Dużo. Mierzę trochę wyżej.
    Z każdą sekundą zdziwienie ojca rosło. Przerastało go samo bycie lekarzem, wszystkie nazwy chorób, leków, rodzaje złamań i zwichnięć - coś czego w życiu nie nauczyłby się na pamięć, coś co ja opanowałem już kilka miesięcy temu. Interesowałem się tym, zatem nie stanowiło to dla mnie najmniejszego problemu. Teoretycznie wystarczyłoby mi zdać test oraz zrobić dwumiesięczne praktyki, aby otworzyć własną klinikę. Nie, nie tego chciałem.
    - Co? - spytałem w końcu, nie mogąc znieść milczenia z jego strony. - Czemu mnie nie wypytujesz? Nie kłam, że wcale nie obchodzi cię co chcę robić w życiu.
    - Obchodzi mnie. I to bardzo, ale ufam ci. Nieważne co będziesz robił, ważne żebyś był szczęśliwy. Możesz być batmanem, eksperymentem, striptizerem, czy czymkolwiek chcesz.
    Wcale nie ucieszyłem się słysząc to. Chciał wyjść na kochającego rodzica i jak zwykle się mu nie udało.
    - Dzięki... za wsparcie - odezwałem się niechętnie. - Pójdę już.
    Chwyciłem broszurę z przygotowanymi wcześniej dokumentami. Milczał. Wyszedłem.

***

    Alfa powitał mnie nadzwyczaj przyjaźnie. Pewnie nie miał co robić i tylko czekał na zajęcie. Położyłem przed nim swoje CV, a on tylko popatrzył lekko zdezorientowany i przesunął je po blacie w moją stronę.
    - To nie będzie potrzebne - powiedział. - Wystarczy, że powiesz jaki zawód chcesz wykonywać. Nie prowadzimy rejestrów, a praca to praca. Ważna i szlachetna, ale nie wymaga udokumentowania.
    Położyłem łapę na dokumentach i z powrotem przesunąłem je w stronę Jockera.
    - Tu nie chodzi o jakąś tam pracę - wytłumaczyłem. - Nie o stanowisko malarza lub pieśniarza bez których sfora mogłaby sobie bez problemu poradzić. Chcę ubiegać się o wyższe stanowisko. Oczywiście przejdę wszystkie szkolenia, zdam testy, czy cokolwiek potrzeba do jego pełnienia.
    Alfa przyglądał mi się przez chwilę nieruchomo jakby nie wiedząc co odpowiedzieć. Spojrzał raz jeszcze na teczkę, następnie na mnie i przetarł oczy.
    - Wiesz, że to nie zabawa? - odezwał się pocierając skroń. - Rozumiem, że masz ambicje, ale... Inni sforzanie jak na przykład Jem, musieli się wykazać, aby zdobyć ważne stanowisko. Rozumiesz? Tymczasem przychodzisz tutaj - młody jeszcze, mało znany w sforze pies i chcesz od tak awansować. Nie sądzisz, że to niemożliwe?
    Wyczułem, że to pytanie retoryczne i całe szczęście, bo chwilę zajęłoby mi znalezienie właściwej odpowiedzi. A nie mogłem długo myśleć, ani się wahać. Jocker poszedł do okna i kontynuował stamtąd patrząc na otaczający jaskinię ogródek.
    - W dodatku psy zaczęłyby gadać. Jesteś synem Lokiego, przyjacielem rodziny i nie wypada obsadzać stanowisk po znajomości... Przykro mi.
    Pokiwałem tylko łbem. Nie miałem zamiaru błagać go o zmianę decyzji lub upokorzenie się w inny sposób. Zabrałem papiery i już miałem wychodzić, kiedy mnie zatrzymał.
    - Poczekaj. - Zrobił krok w moją stronę. - O jakie konkretnie "wyższe stanowisko" chciałeś się ubiegać?
    Czyli nie wszystko stracone, pomyślałem. Odwróciłem się twarzą do niego.
    - Namiestnika.
    - Co taki namiestnik miałby robić?
    - Cóż, pomagać ci. Bronić dobrego imienia sfory, reprezentować, przemawiać w twoim imieniu. To zależy od ciebie... Gdybyś kogoś szukał, jestem do dyspozycji. Może mógłbyś przyjąć mnie chociaż na próbę? Nic na siłę, ale kilka dni chyba nikomu nie zrobi różnicy?
    Skrzywił się, jakby nie spodobał mu się ten pomysł.
    -W każdym razie - kontynuowałem, - jeśli zorganizujesz jakiś casting - weź mnie pod uwagę.

Jocker?

wtorek, 17 maja 2016

Od Meversue'a - C.D Opowiadania Suzzie

Meversue lekko zmarszczył brwi, jednak nie wypowiedział przy tym ani jednego słowa, w porównaniu do śnieżnobiałej suki. Mamrotała kilka sekund, zanim zdążyła się zorientować, że tuż nad nią pochyla się jej brat, wówczas bacznie obserwujący każde poczynanie dwójki; w tamtym momencie zbliżonych do siebie na naprawdę niewielką odległość, z pewnością wyglądającą na jednoznaczną, bez żadnych pretekstów, głębszego sensu, innych rozwiązań, które na swój sposób były w stanie rozwikłać nagłą zmianę nastroju Suzzie. Spojrzał w jej orzechowe oczy, puszczając jej przy tym wyjątkowo widoczne oczko. Odchylił swój pysk, nie wykonując później żadnych, nawet najmniejszych gestów, które w jakikolwiek sposób byłyby w stanie wpłynąć na rozwój sytuacji panującej w jaskini Niebieskookiej Husky. Stanął prosto, jednak jego ślepia nadal pozostawały na sylwetce samicy Alfa.
- Jocker? Meversue? - medyczka zabrała głos, przerzucając swój wzrok kolejno z Jockera na Sue'a. - Wyjdźcie, proszę. Natychmiast.
Aussie postawił uszy, nadal wbijając swoje zażenowane spojrzenie w drugiego samca, zupełnie tak, jakby samą czynnością chciał go zagryźć, obedrzeć z obfitego futra. Tak się nie zdarzyło, mimo tego, że i Mever tego pragnął. Nie chciał mieć wrogów, tym bardziej w kimś, kto dowodzi jednostką, do której się zalicza. Do której musiał się wliczać, niezależnie od tego, czy podpadało to pod jego upodobania. Był, jest i póki co będzie częścią Sfory Psiego Uśmiechu, a Jocker nie miał podstaw do wygnania go z owych terenów.. Nie miał powodów, jednakże posiadał ogromne możliwości. Posiadał władzę absolutną, jako ten najwyżej postawiony w hierarchii.
- To nie powinno tak wyglądać, Jocker - westchnął, robiąc wielki krok ku Alfie. - Mam niesamowity plan.. Skończmy to wszystko, bo nasze beznadziejna nienawiść zaczyna przynosić tragiczne rezultaty. Nie mówię tutaj o klęskach żywiołowych czy gospodarczych. - dodał, przymrużając ślepia. - Tutaj chodzi o coś więcej. Zawsze chodziło o coś więcej.
Jock milczał. Nie otworzył nawet pyska, aby cokolwiek powiedzieć - stał w zupełnej ciszy, która powoli zaczynała go przerażać, pogrążać w nieuniknionej zadumie. Sam fakt, że Alfa go ignorował dała mu za dużo do myślenia. Dowiedział się więcej, niż sam tego chciał. Samą, bezwiedną ciszą doprowadził go do białej gorączki, przeszedł wszelkie oczekiwania co do normalnej, racjonalnej odpowiedzi, której Jocker swobodnie uniknął, bez konsekwencji.
- Jeżeli tak właśnie chcesz to rozwiązać, nie widzę problemu. - mruknął Meversue, oddalając się w stronę własnej, pustej jaskini. - Pamiętaj, że każdy może mieć słabsze chwile.. Wzloty i upadki, może to znasz? - zapytał szorstko. - Nie zamierzam robić niczego w tym kierunku, Jocker. Nie zamierzam robić niczego - dodał, teraz przybierając już obojętny wyraz pokiereszowanego pyska. - Żegnaj, życzę Ci powodzenia..
Mówiąc to, skoczył zwinnie na wielki głaz, który jeszcze bardziej przypłaszczył śliską, zimną posadzkę, widniejącą w jego równie chłodnym, szarym mieszkaniu. Chrząknął cicho, dostrzegając w jej głębi Su, która automatycznie się odwróciła.
- Skończyłem z nim, Suzzie. - oświadczył stanowczo, podchodząc bliżej. - Nie w dosłownym sensie.
Właśnie w tamtym momencie suka cicho się zaśmiała, a raczej delikatnie uniosła kąciki warg, wydając przy tym cichy pomruk.. zadowolenia? Właśnie tego nie potrafił zrozumieć. Dlaczego nagle stała się radosna, kiedy kilka godzin temu wrzeszczała na niego z pełną świadomością? W jaki sposób zmieniło się jej podejście zarówno do niego, jak i własnego, rodzonego brata, którego również potraktowała z dziwną zmianą? 
- Przystopuj, Meversue. - uśmiechnęła się, odchylając swój pysk. - Przystopuj.
- Jesteś dla mnie wielką zagadką. - westchnął, posyłając jej krótkie skinienie. - Nie zrobię tego, jeżeli sama nie poprosisz. Kiedyś na pewno to zrobisz. - dodał, z blaskiem w oczach obserwując jej dalszy ruch.

Suzzieeee?

poniedziałek, 16 maja 2016

Od Honey - CD opowiadania Gracy

   Odsunęłam się od szyby, nie mogąc patrzeć na swoje ciało i na Gracy przy nim. Wzruszyło mnie jej zachowanie. Wcześniej sądziłam, że jej nie obchodzę. Najwidoczniej jest inaczej.
   Otrząsnęłam się i zdobyłam na odwrócenie w stronę rzędów klatek. Zdecydowałam obejrzeć ich zawartość. Ale coś mnie powstrzymało. Spojrzałam w dół, na swoje ciało. Ja miałam nogi, ręce... Byłam człowiekiem! Dotknęłam twarzy opuszkami palców, później chwyciłam włosy. Miałam gruby warkocz do pasa. W półmroku dostrzegłam też kolor włosów - czarny. Miałam na sobie zwiewną, białą sukienkę. Opanowując zdziwienie, podeszłam do najbliższej mi klatki. W środku był... Człowiek. Trudno było określić jego płeć, ponieważ miał na sobie tylko brudny, obszerny worek. Jego włosy do ramion były strasznie pokołtunione. A twarz... Zmasakrowana. Jakby ktoś przetarł ją wiele razy mocno papierem ściernym. W dodatku na czole miał pełno dużych, krwawiących dziur, jakby ktoś powbijał mu tam coś. Postać odwróciła się do mnie i powoli uśmiechnęła bezzębnym uśmiechem. Krzyknęłam, gdy nagle przypadła do krat, przecisnęła ręce przez kraty i zaczęła szaleńczo wrzeszczeć. Odezwały się też istoty z innych klatek.
- Spokój!
  Wszędzie rozbłysło światło, a postacie umilkły, chowając głowy w ramiona. Do mnie podszedł wysoki chłopak, o dziwo wyglądający normalnie, znaczy jak człowiek.
- Czekałem na ciebie.
  Uśmiechnął się do mnie bez radośnie. Byłam zaskoczona.
- Znasz mnie?
  Przymrużyłam oczy.
- W końcu z mojego polecenia tu jesteś... Podobasz mi się, Marigold...
- Pomyliłeś mnie z kimś, jestem Honey.
- W takim razie... Chodź!
  Szarpnął mnie i powlókł do innego pomieszczenia, gdzie również były klatki. Ale w nich siedzieli ludzie. Zwyczajni, tacy jak ja... w tym momencie.
  Chłopak otworzył jedną z pustych klatek i wepchnął mnie do środka, po czym zamknął drzwi na klucz. Wkurzona szybko wysunęłam ręce przez pręty klatki i chwyciłam chłopaka za koszulkę. Zaczęłam go szarpać.
- Wypuść mnie! - wrzasnęłam.
  Odsunął się, odtrącając moje ręce.
- Lepiej, żebyś była grzeczna - rzekł zimno. - Bo inaczej nigdy stąd nie wyjdziesz.

* Tymczasem na Ziemi *


Gracy?

piątek, 13 maja 2016

Od Bitter Sweet'a - C.D. Opowiadania Locked'a.

Całokształt ustawionego pojedynku wydawał się Bitter'owi bezsensowny, a jego cel nadal nie był mu całkowicie znany. Wiedział, że nie może podkulić ogona, uciec z opuszczonymi uszami. Takie przedstawienie nie było w jego stylu, nie należało do jego zwyczajów. Nie chciał być uznawany za kogoś, kto na siłę szuka zmierzwienia sierści, rozdrapania skóry czy kąsanych ran. Poszukiwanie ciosów okazywało się dla niego złudne, nieekonomiczne, a zarazem tak podniecające. Poczucie walki wzbudzało w nim uczucie wrzenia, dziwną satysfakcję, wrażenie spełnienia. Niepowstrzymaną adrenalinę, pulsującą w jego żyłach. Żądzę krwi, która za swym posłannictwem siała największą panikę, straty i rozpacz. Panikę przed tym, co może nastąpić w dalekiej przyszłości, a może też w całkiem bliskim czasie. Zasiewała podekscytowanie, ciekawość, nieustępliwą chęć poznania dalszego zakończenia. Cichy, kojący szelest sponiewieranych liści rozbrzmiewał w jego uszach, a zapach świeżej, zielonej trawy przebijał się przez powłokę nozdrzy. Czuł, że i natura była dzisiaj po jego stronie; podobnie jak tłum sforzanów, wszystkich zebranych w tym jednym, spokojnym miejscu. Jak dziwny mógł okazać się fakt, że w tak zacisznym miejscu miała odbyć się jakakolwiek walka? Prawdopodobieństwo tego stwierdzenia wynosiło wtem zero.
- Nadal utwierdzam się w przekonaniu, że ta grupa hałaśliwych kundli jest nam niepotrzebna. - cmoknął, bacznie obserwując Locka.
- Zupełnie jak ta walka, mój drogi Owczarku. - drugi samiec wyglądał na wyjątkowo rozbawionego. - To jak, Bitter? Musimy się tak bawić?
Właśnie takie pytanie wytrąciło Bitter Sweet'a z równowagi. Zadziwiająco proste, a zarazem tak skomplikowane słowa ułożyły się w przedziwną treść, wywołującą kontrowersję wśród zebranych psów. Kilka z nich wzniosło zawiedzione okrzyki, od samego początku do delikatnego końca wypełnionymi dezaprobatą, znudzeniem i obojętnością. I to nie przejęło samca, nadal rzucającego lodowatymi spojrzeniami w kierunku przeciwnika.
- Zabawa jest zbędna. - oznajmił, jednak jego łapy nadal pozostawały w nienaruszonej gotowości. - Niemniej jednak, czekają Cię przykre konsekwencje. Nie, nie, nie mowa tutaj o dożywotnim sprzątaniu mojej jamy - dodał. - Przekonasz się, Lockedzie.

Locked? Zawiało grozą co nie x'D

niedziela, 8 maja 2016

Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a

  Patrzyłam na psa, trzęsącego się jak w febrze. Chociaż nadal udawałam złą, ten widok zmiękczył mnie. Starając się utrzymać kamienną twarz, rzekłam do Honey:
- Zajmij się nim proszę. Na nim zależy mi bardziej niż na Jockerze.
  Ostatnie zdanie wypowiedziałam cicho i tak, bym tylko ja je usłyszała. Lekarka miała jednak dobry słuch. Zobaczyłam na jej pysku po kolei: zdziwienie, zrozumienie i uśmiech.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy. A ty idź, przewietrz się i... Przemyśl parę spraw.
  Delikatnie wypchnęła mnie z jaskini. Ostatnie co zobaczyłam zanim odeszłam, to jak Honey nachyla się nad Sue'm i zadaje mu pare pytań.
Mam dużo czasu na przemyślenia. A najlepszym miejscem na nie, są - jak dla mnie - Góry Zapomnienia. Chociaż to miejsce jest bardzo oddalone od Centrum, to rewanżuje się ciszą, spokojem i piękną pogodą. Mam tam swój własny kącik, czyli małą dolinkę osłoniętą głazami z każdej strony. Właśnie do niej się udałam. Siedząc w niej, rozmyślałam o Jockerze i Meversue. Postanowiłam częściowo,
 - powtarzam, częściowo! - wybaczyć bratu i utrzymywać z nim jako-takie stosunki. Co do Mever'a, sprawa nie jest taka prosta. Oba samce się nie znoszą, a jeśli byłabym z Sue'm, brat by mnie... Stop! O czym ja myślę?! Ja i Mever to takie... Nierealne...
- Idiotka.
  Warknęłam, wbijając pazury w pulchną ziemię.
- Tchórz.
  Wyrzeźbiłam w piachu długie rysy.
Czego nauczyła mnie istota zwana matką, nim nas zostawiła?! Że trzeba walczyć o swoje! Więc czemu mam nie walczyć o - ledwo przeszło mi to przez gardło - miłość?!
Wstałam, wzdrygnęłam się i zaczęłam kierować ku drodze powrotnej. Znów do moich myśli wdarł się Mever. No bo jak ja mam walczyć? Wyznać mu miłość? Na samą myśl o tym zaschło mi w ustach. Ale są inne sposoby? Zdaje się że nie.
Zamyślona, nawet nie zauważyłam, że weszłam do jaskini Hon. Dopiero po rozejrzeniu się, zorientowałam się gdzie jestem. Głos lekarki dobiegał z jednej z odnóg, gdzie, zdaje się, opatrywała Jock'a. Zapomniałam o jeszcze jednym psie znajdującym się tutaj. Właśnie on stanął przede mną.
- Wszystko w porządku?
  Zapytał Sue. Zauważyłam na jego ciele wiele bandaży. Zajmowały jedną trzecią jego powierzchni. Nieobandażowany bok pokryty był zielonkawą, śmierdzącą maścią. Na pysku miał dwie paskudne szramy.
- Suzzie?
  Spuściłam wzrok, ciesząc się, że pokrywa mnie futro, gdyż pod spodem byłam pewnie czerwona jak piwonia.
- Halo?
  Meversue zbliżył swój pysk do mojego, z bliska obserwując moje dziwaczne zachowanie. Zszokowana bliskością, otworzyłam szeroko oczy. Postanowiłam się odezwać.
- Bo ja... Ja... Uświadomiłam sobie... Ee... Ja cię...
  Jąkałam się.
- Suzzie? Meversue?!
  Honey rozdziawiła pysk. No cóż, zastała nas w dziwnych pozach. Sue pochylał się nade mną, a jego oddech rozwiewał moje futro na pysku. Dzieliły nas nie więcej niż trzy centymetry.
Lekarka otworzyła pysk, zapewne by rzucić jakąś kąśliwą uwagą, a ja potrząsnęłam łbem i zaczęłam coś bełkotać.


 Sue? Hahah

piątek, 6 maja 2016

Od Gracy– CD opowiadania Honey

Gracy cały czas wlepiała brązowe ślepia w Alanę, która mówiła o tych wszystkich rzeczach tak spokojnie i ponuro.
– Mówisz to tak, jakby jej zdrowie wcale Cię nie obchodziło – warknęła Grey, cofając się parę kroków, by spojrzeć na suczkę Bordera w pełnej okazałości. Alana chciała już coś powiedzieć, jednak Grey była szybsza. – Gdzie ona leży? W jakim pokoju? – zapytała szybko, rozglądając się nerwowo.
– Chodź – westchnęła suka i zaprowadziła Grey pod drzwi sali, w której leżała Honey. Suka uchyliła je lekko, po czym weszła do środka. Zauważyła na wejściu Honey podłączoną do różnego rodzaju kroplówek. Sama była zdziwiona, skąd w sforze tyle się ich znalazło. Gracy parę minut stała, przyglądając się Honey, aż w końcu obróciła się i dziękując Alanie, zaczęła iść ku swojemu domowi. Cały dzień chodziła po swojej jaskini, wciąż główkując co mogło wpłynąć na takie szybkie pogorszenie się stanu zdrowia siostry. W końcu jednak położyła się na kocu i przytuliła go mocno, pociągając nosem. Zacisnęła również mocno oczy, ponieważ nie chciała aby żadna z łez zaplamiła jej koc. Leżała tak z piętnaście minut, aż w końcu zasnęła.
Obudziła się w szpitalu, już nie jako pies, lecz coś podobnego do człowieka. Popatrzyła na siebie zdziwiona, lecz szybko zaczęła biec w stronę pokoju, w którym leżała Honey. Weszła do niego szybko i zauważyła mężczyznę ubranego w czerwień i czerń, który trzymał piłę motorową nad ciałem Honey.
– Stop! – zawołała, łapiąc go za jego długie, czerwone, opadające w tył włosy.
– Co robisz dziewczynko? – bąknął, łapiąc się jedną ręką za włosy, a drugą trzymając piłę.
– Kim Ty jesteś i co tu w ogóle robisz? – wypowiedziała pierwsze co najbardziej pchało się jej na język.
– Shinigami Grell – mruknął, rozczesując sobie włosy ręką, po czym podparł się nią pod bok. – Mam zlecenia zabrać jej duszę – spojrzał na Honey.
– Nie możesz! – zawołała znów, zasłaniając ciałem siostrę, przed piłą motorową Shinigami. – Ona... po prostu teraz nie może umrzeć – westchnęła cicho, patrząc na buty Grell'a. Ten przewrócił oczami i przejrzał się w swojej kosie do zbierania dusz. Po chwili uśmiechnął się złośliwie.
– Ona może nie zginąć, jeżeli Ty znajdziesz mi inną, wartą uwagi duszyczkę – powiedział, po czym łapiąc za podbródek, podniósł jej głowę. Popatrzyła na niego zdziwiona, po czym przeniosła wzrok na Honey. Cicho westchnęła i przytuliła ją mocno.
– Hon, jeśli teraz mnie słyszysz, nie miej za złe mojej decyzji – szepnęła, po czym otarła parę łez. Spojrzała na Grell'a i znów westchnęła. – Czyń swoją powinność, Shinigami – wyciągnęła rękę. Gdy piła miała dotknąć jej ciała, od razu się obudziła. Całe szczęście, to tylko sen... Westchnęła w myślach. Nie była jednak całkiem pewna czy wszystko wróciło do normy, więc szybko pobiegła do szpitala i tego samego pokoju. Nie było w nim nikogo, oprócz leżącej Husky. Grey podeszła do niej i mocno ją przytuliła.
– Proszę, nie odchodź...

Honey? Gościnnie przybył Grell

Od Niklausa - CD opowiadania Monny

  Parsknąłem śmiechem i zapewniłem Su, że zaopiekuję się szczeniakami. Pogrążyłem się jeszcze w kilkuminutowej rozmowie z Alfą i pożegnałem się. Czas zająć się maluchami, a poza tym gdy nie ma Jock'a, Su ma dużo roboty.
- Gdzie idziemy?
  Zapytał Konny.
- Trzeba znaleźć wam jaskinię. Postaram się, by była blisko mojej.
  Obiecałem, po chwili stając przed swoim lokum. No cóż, było blisko Jaskini Alf.
- A nie możemy zamieszkać z tobą? - odezwał się znów ten sam szczeniak, a jego siostra trąciła go mocno łapą. Stanąłem w miejscu, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- A chcecie?
  Odrzekłem w końcu.
- Tak! Na razie nie orientujemy się w terenie i w ogóle...
  Spojrzał na mnie.
- Możecie u mnie zamieszkać, ale to tylko na parę tygodni, do czasu aż przyzwyczaicie się do tego miejsca. Stoi?
  Szczeniaki pokazały swój entuzjazm, a ja wprowadziłem je do swojej dużej jaskini i pokazałem każdy kąt. Gdy weszliśmy głębiej, wskazałem półkę skalną, znajdującą się jakiś metr nad ziemią i mającą szerokość dwa metry na półtora.
- Ja śpię tu. Wy nie dacie rady wskoczyć na tę półkę, więc rozłożę wam koc pod nią. Zaraz pójdziemy na wycieczkę po terenach. Macie jeszcze jakieś pytania?

Monny? A może Konny?

Od Niklausa - CD opowiadania Gracy

Skinąłem łbem w podzięce i zabrałem się za zwierzę leżące przy moich łapach. W ciągu kilku chwil milczenia zdążyliśmy najeść się do syta, a niejadalne resztki zagrzebać w piachu.
- Co u Michelle i szczeniaków?
Przerwała ciszę biała suczka. Bez skrępowania wpatrzyła się w moje oczy.
- Och, z Heroine wszystko w porządku. Jest już dorosła, chadza własnymi ścieżkami.
Odparłem beztrosko i zamiotłem ogonem w powietrzu.
- A reszta?
Dążyła Gracy. Sapnąłem cicho.
- Nie wiesz? Odeszli. A co z Honey? Nie widziałem jej kopę lat. Ostatni raz gdy oboje byliśmy szczeniakami.
Szybko zmieniłem temat. Grey chyba chciała zadać jeszcze jakieś pytania dotyczące reszty mojej najbliższej rodziny, lecz się powstrzymała. Zamiast tego, powoli odpowiedziała na pytanie zadane przeze mnie:
- Hon jest w śpiączce...
Zdziwiłem się jej słowami i autentycznie zrobiło mi się przykro. Bardzo lubiłem tę młodą lekarkę po dosyć... Przykrych przejściach.
- Chcę ją zobaczyć.
Odezwałem się nagle, i nie zważając na minę Gracy obrałem kierunek do szpitala i ruszyłem swoje cztery litery do przodu. Nawet nie zauważyłem, że suczka podążyła za mną.

Grey?

poniedziałek, 2 maja 2016

Od Monny CD opowiadania Niklausa

Spojrzałam na białą suczkę. Była piękna!. 'Czyli Alfy to rodzeństwo.." Pomyślałam sobie. Nim jednak coś powiedziałam, mój brat podjął już rozmowę z Alfą.
-Mieliśmy mamę i rodzeństwo, ale jakieś psy... No, zaatakowały nas. Mieliśmy rodzeństwo, ale oni nie słuchali się rodziców i nie ukryli się z nami. Potem znalazł nas miły Pan, obiecywał, że nigdy nie zostawi, ale potem złamał obietnicę. Chciał nas zabrać do takiego czarnego ośrodka, ale mu uciekliśmy. Po drodze spotkaliśmy Niklausa, który powiedział, że za Waszą zgodą możemy dołączyć do sfory - zakończył cały monolog mój kochany braciszek. To bardzo miłe, że tak bardzo się o mnie martwił, ale mógł mi od czasu do czasu dojść do słowa...
-Już się ich nie boisz? - spytałam się go szeptem. On pokręcił przecząco głową. Westchnęłam cichutko i spojrzałam na Alfę.
-Przepraszam, za jego długą wypowiedź. Zwykle nie jest taki rozgadany... - powiedziałam i zamyśliłam się. On w tym czasie usiadł obok mnie. - No... To teen... Czyyy... - nie wiedziałam, jak mojemu bratu wychodziły te wszystkie pytania. I to teraz z taką łatwością, a jeszcze przed chwilą przecież się ich bał!. W sumie to i ja się ich bałam. No dobra, nadal troszeczkę się ich boję...
-Ona chciała zapytać o to samo. Czy możecie nas przyjąć?
Alfa spojrzała na nas z uśmiechem na pyszczku i...
-Ależ oczywiście, że możecie!. Tylko ze względów bezpieczeństwa, musicie mieć jakiegoś opiekuna - jej wzrok padł na psa, który nas przyprowadził. - Niklaus?. Zaopiekujesz się maluchami?
-Ooo... Taaak... Bedziemy mieć takiego choćby drugiego tatę, albo starszego brata! - wyparował mój brat. Ja spojrzałam na Konny'ego z rezygnacją. Czy on kiedykolwiek zmądrzeje?!.

Niklaus?

niedziela, 1 maja 2016

Armentum

Dzisiaj odbył się reset TopListy Armentum! Bardzo prosimy o klikanie w banner po prawej stronie bloga, nad chatem!