niedziela, 10 stycznia 2016

Qetsiyah i Valentino odeszli!

Niestety Qet i Valentino odchodzą ze sfory ale już niebawem Quarter dołączy swoim nowym psem. Także nie żegnamy się!




Imię : Qetsiyah
Ksywka : Qet
Głos : Against The Current
Rasa : Mieszaniec
Wiek : 5 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Piosenkarka
Rodzina :
Młode - Valentino i Cortney
Szwagierka - Another Day
Szwagier - Damon
Partner : Ferraro
Charakter : Qet ma w sobie ciepło, urok i czar potrafiące urzec każdego. Jest miła, elegancka, towarzyska i grzeczna. Potrafi prowadzić rozmowę w sposób tajemniczy, wciągający. Bardzo dba o swój wygląd i o wnętrze swojego domu i miejsca pracy. Jest niezwykle inteligentna, jej pasją są książki. Lubi rozmowy, ale muszą one mieć filozoficzną głębię. Uwielbia wielogodzinne dyskusje, błyskotliwe, mądre i lekkie. Qetsiyah nie lubi wulgarności, kłótni, przemocy. Unika miejsc hałaśliwych, wrzaskliwej muzyki, ale nie dotyczy to oklasków na jej cześć, te najlepiej by były najgłośniejsze. Ma szósty zmysł, potrafi intuicyjnie przewidzieć wiele rzeczy. Jest spokojna, opanowana, łatwo dostosowuje się do sytuacji, lubi harmonię i spokój. Ma silną wolę, ale ujawnia ją, gdy zagrożony jest jej komfort psychiczny lub materialny, wtedy jest w stanie zdobyć się na mściwość. Unika dużego wysiłku, woli posiedzieć w wygodnej jaskini. Gdy nie ma zajęcia, staje się leniwa i potrafi przespać niesamowitą ilość godzin, ale gdy ma odpowiednią motywację jest w stanie zrobić wszystko i pokonać każdego rywala, jest wtedy bardzo wytrwała. Nie potrafi przegrywać i nie słyszy tego, co się do niej mówi, nie słucha żadnych rad, wypacza słowa do niej kierowane, jeśli są dla niej niewygodne. Nienawidzi krytyki, jest zdolna do kłamstwa, lubi mieć zawsze rację. Lubi być ośrodkiem zainteresowania wybranej osoby. Jest wściekle zazdrosna, nawet o przyjaźnie swojego partnera. Natomiast zupełnie inaczej podchodzi do własnej wierności, dopóki wraca na noc do jaskini, to uważa, że wszystko jest w porządku. Gdy robi jej się sceny zazdrości to oddala się emocjonalnie od partnera. Jest uczuciowa i namiętna, rozkwita w przy swoim ukochanym Ferraro. Nie lubi rywalizacji, konfliktów i walki o władzę. Osiąga swoje cele, ale nie widzi sensu działania dla samego działania. Potrafi wykorzystać swój urok, omamić konkurencję i na chłodno przedstawić swój plan działania. Jest dobrym organizatorem i jeśli chce, to bez wysiłku doprowadza do końca trudne sprawy. Jest oportunistą, wykorzysta wszystkie ważniejsze okazje, ale pomoże drugiemu tylko, gdy sama ma w tym jakąś korzyść.  
Historia : [w trakcie przebudowy]
Upomnienia :0/4
Kontakt : Quarter






Imię : Valentino
Ksywka : Valle (czyt. Łoli)
Rasa : Mieszaniec
Wiek : DWA LATA
Płeć : Pies
Rodzina:
Matka – Qetsiyah
Ojciec – Ferraro
Siostra – Cortney
Ciotki – Coco, Suzzie, Another, Naveda
Wujkowie – Snowy, Damon, Jocker, Rocky
Kuzyni/Kuzynki – Niklaus, Haley, Scarlett, Levar, Snowflake, Tahti, Jasmine, Jammy, Vawes, Skillet, Meredith, Josie, Tyler, Rubens, Kai.
Babcia – Ace
Dziadek – Mashine
Zakochany : Raczej nikt nie przypadł mu do gustu…
Charakter :  Valentino ma psychikę złożoną i pełną niuansów. Jest pełen niezaspokojonych pragnień, przepojony poczuciem winy. Przechodzi przez życie udając obojętność i sceptycyzm, odważnie, nie oczekując natychmiastowych rezultatów swoich działań i tęskni za końcem tej mordęgi, absolutnym światem wiecznego szczęścia. Mimo wszystko wciąż próbuje od nowa odnaleźć się w świecie materii, wbrew przeciwnościom, ponieważ jest uparty, wytrwały, świadomy obowiązków i odpowiedzialności. Nie jest towarzyski, nie lubi hałasu, przyjęć, wielkiego świata, choć w gronie najbliższych przyjaciół potrafi być wesoły i serdeczny. Jest bardzo krytycznie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, cynicznie wyśmiewa swoje i innych przywary, celuje w czarnym humorze, potrafi być cierpki i jadowity. Ale równocześnie potrafi wczuć się w czyjąś rolę, wysłuchać zwierzeń, wyciągnąć pomocną dłoń w potrzebie. Nie oczekuje wdzięczności za okazaną pomoc. Jest szczodry, bezinteresowny, szlachetny, lojalny i bardzo wierny. Nie potrafi za bardzo odnaleźć się w brutalnym świecie rywalizacji i konkurencji. Nie jest przystosowany do życia w świecie fizycznym. Jest bardzo nieufny, bardzo ostrożnie podchodzi do nowych znajomości. Łatwo ulega wzruszeniom, pobudliwy, czasem bojaźliwy, ale uczciwy i skrupulatny, uczciwy. Lubi stabilizację, źle znosi niespodzianki, nie lubi improwizacji, bo wciąż oczekuje najgorszego. W uczuciach Valle jest wierny, woli trwałe więzi od przelotnych miłostek. Jeśli czasem pozwala sobie na swawolne igraszki to po prostu szuka bratniej duszy i gdy ją znajdzie to będzie wierny aż do końca. Jest serdeczny, uczuciowy i wrażliwy. Ponieważ reaguje emocjonalnie, to zdarza mu się być porywczym. Rodzina i dom są dla niego najważniejsze i więzy, które stworzy są nierozerwalne. Mimo to często czuje się nieszczęśliwy w miłości, jest zazdrosny, wciąż potrzebuje zapewnień, że jest kochany. Jego pesymizm może być uciążliwy i często zniechęca innych do niego. Potrzebuje dużo czasu, aby zaufać drugiej osobie, nie potrafi się odprężyć, żyje wciąż podejrzeniami. Nie ma motywacji, żeby osiągać sukcesy, musi wierzyć w sens tego, co robi, może się realizować, gdy ma poczucie misji do spełnienia. Często zamiast działać przeżywa i rozmyśla nad tym, czego mu się nie udało zrealizować.
Kontakt : Quarter 

Nowy pies- Bellan!

Imię: Bellan
Ksywka: Bell
Głos: Robin Schulz 
Rasa: Golden retriever
Wiek: 1 rok i 6 miesięcy
Płeć: Pies
Stanowisko: Wojownicy Południowi
Rodzina: Brak
Partner: Zauroczony w Aurorze
Charakter: Zazwyczaj jest miły, ale nienawidzi dzieci i szczeniaków, nie miał do tond żadnej partnerki (ale prawie wszystkie go kochały na zabój), dlatego że bały się że nie będzie kochał własnych szczeniąt. W starej sforze prawie każdy pies go odtrącał i gryzł, dlatego teraz jest trochę płochliwy i nieśmiały. Kiedyś jak biegał po lesie doznał urazu łapy i teraz trochę panikuje jak się nawet tylko przewróci.
Historia: Cóż... Będzie ciężko...Urodził się w lesie w jakiejś norze albo go tam po narodzinach przynieśli? On sam nawet tego nie wie, ale pamięta że po roku rodzice wygonili go z nory i odszedł, ale pewnego dnia wrócił i zaznał tylko ich ciała i nic więcej. Tak oczywiście że miał braci i siostry, ale wszystkie zmarły przy porodzie... Oprócz niego. Rodzice traktowali go jak oczko w głowie.I dale jest pustka w jego głowie.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: martabladz

sobota, 9 stycznia 2016

Od Gracy– CD opowiadania Bitter Sweet'a

Gracy spojrzała na psa i wzruszyła ramionami.
-Wszystko jest okej- odparła Grey i popatrzyła w stronę lasu, w którym wiatr szeleścił gałązkami choinek, po czym nie zwarzając na inne pytania psa, zajęła swoje miejsce przy stole. Siedziała między wujkiem Syriuszem, a Aresem. Cicho westchnęła i wbiła wzrok w leżącą przed nią rybę, zapewne był to świąteczny karp.
-To może teraz niech coś opowiedzą sąsiedzi ze Swagger Dogs- Harrison uśmiechnął się od ucha do ucha i spojrzał na psy. Grey również podniosła wzrok i spojrzała na wielką, białą wilczycę, która z uśmiechem opowiadała o ich sforze. Suka opuściła swoje miejsce i cicho przecisnęła się do wyjścia. Przez ilość osób będących w jaskini zrobiło się trochę duszno. Suka nabrała powietrza i oparła łeb o ścianę, przyglądając się mrocznemu obliczu lasu. Co raz wysokie sosny wydawały z siebie jakieś dźwięki. Zrobiło się też ciemno, więc wyglądało i brzmiało to na prawdę dosyć strasznie.
-Niestety trzeba powrócić do szczęśliwego grona- westchnęła cicho i tak samo jak wcześniej opuściła, teraz zajęła miejsce. Wzięła kawałek wcześniej wspomnianego „karpia” i po obejżeniu go z każdej strony, skonsumowała go. Bez ogródek mogła powiedzieć, że w smaku był dobry. Nie powalał on jednak [Zuaa jaaa B)]. Podniosła łeb i każdego zmierzyła wzrokiem. Wszyscy dobrze się bawili, nawet Indiana, który jeszcze parę godzin wcześniej kłócił się o jakąś błachostkę ze Skyres.
-Może w coś zagramy?- zawołała Aurora i popatrzyła na twarze rówieśników, którzy pokiwa energicznie głowami, wydając z siebie zadowolone okrzyki. Grey jedynie wzruszyła ramionami i położyła łeb na stole.
* * *
Gracy otworzyła oczy, po czym szybko uniosła łeb, rozglądając się na boki. Z tego co wywnioskowała, był to już koniec całego przyjęcia.
-Miałam nie zasnąć- mruknęła do siebie i spojrzała na Bitter Sweet'a. -Czemu wszyscy wyszli?- zzapytała, by upewnić się, że to co przed chwilą pomyślała nie okarze się błędne.
-Może dlatego, że to już koniec- Sweet na chwilę podniósł łeb, lecz za chwilę powrócił do zamiatania.-Niestety to przespałaś. Za karę pomożesz mi tu posprzątać- powiedział poważnie pies, a Grey pokiwała tylko łbem.
-To co mam zrobić?

Bitter? XD

Od Colin'a

Od dłuższego czasu obserwowałem suczkę owczarka niemieckiego, mniej więcej w moim wieku, może trochę młodszą. Uganiała się za własnym ogonem. Zachichotałem cicho. Dosłownie sekundę później suczka złapała się zębami za końcówkę ogona i pisnęła zdumiona. Wtedy zacząłem śmiać się na cały regulator.
- A ty to kto? - warknęła rozeźlona.
- Najpierw ty się przedstaw - odparłem.
- Ty.
- Chcesz się o to sprzeczać? - przewróciłem oczami.

Renee?

piątek, 8 stycznia 2016

Od Elaine -CD opowiadania Locked'a

Wytrzeszczyłam oczy, kiedy pies mi to oznajmił. Najwyraźniej miałam tak bardzo dziwny sen, że wydawał się być... Właśnie, nie przypominał on w ogóle jakiegokolwiek snu. Byłam przekonana, że jestem w mieszkaniu Locked'a i nadal oglądam film, jedynie wychodzę do swojej jaskini, kiedy mija jego połowa. Rozejrzałam się pośpiesznie po jaskini, a następnie wstałam.
- Nie chcesz obejrzeć następnego? - zapytał Lock, przekrzywiając łeb w moją stronę.
- Chciałabym jeszcze coś zrobić.. - oznajmiłam. - Coś ważnego.
- Przecież możesz zrobić to tutaj. - zaproponował. - Mam kartkę, coś do pisania się znajdzie.. Mamy jeszcze jedzenie.
Spojrzałam psu w oczy i cicho się zaśmiałam. Nie miał pojęcia, co też chciałam wtedy zrobić.
- Jesteś mi winna ten film, zasnęłaś - przypomniał, przybierając stanowczy ton.
- Ale to ma być najlepszy film, jaki kiedykolwiek widziałam. - powiedziałam i usiadłam obok sterty papierków.
Kiedy usłyszał, jak szeleszczą, natychmiast je podniósł. Wyrzucił całość do niewielkiego worka i również usiadł.
    Film trwał już conajmniej godzinę, a na zewnątrz coraz bardziej się ściemniało.
- Teraz już muszę iść - poinformowałam psa, wskazując wejście do jego jaskini.
Open potrząsnął łbem, chociaż go nie odwrócił. Spoglądał na czarne lusterko. Wybiegł ze swojego domu dosłownie kilka sekund po moim wyjściu. Tym razem nie tylko patrzył na lusterko, które lśniło w jego łapie, lecz do niego przemawiał. Przymrużyłam oczy i pobiegłam za Locked'em.
  Dotarliśmy - właściwie, to on dotarł - do niewielkiej polany, na której dostrzegłam tylko jedno, samotne drzewo. Reszta otoczenia nie miała żadnego pagórka, pnia, czy też głazu. Wszystko było pokryte śniegiem tak idealnie, jakby było równomiernie rozprowadzane. Pies znów zaczął mówić do lusterka.

Locked? ;>

Mey urodziła!

baea6386ceaad42c2eac337e285057ac.jpg


Imię : Lilianna
Ksywka : Lil, Lana
Rasa : Owczarek niemiecki/ Kelpie
Wiek : Kilka miesięcy
Płeć : Suczka
Rodzina :
Mama- Mey
Ojciec- Codie
Rodzeństwo- Renee, Ciel
Zakochany : Jest jeszcze za mała ale przyjaźń to nic złego.
Charakter : Lil jest nieco zadziorna. Potrafi postawić na swoim ale ulegać też. Jest bardzo delikatna i często robi maślane oczka. Dzięki jej tym maślanym oczkom często wywiązuje się z obowiązków. Jest stanowcza i lubi stawiać warunki.
Historia : Urodziła się tutaj.
Kontakt : natik880 / natigrati@gmail.com





f1df63b3479e84dc045d99d12afeb896.jpg


Imię : Renee
Ksywka : Ren, Rly
Rasa : Owczarek niemiecki/ Kelpie
Wiek : Kilka miesięcy
Płeć : Suczka
Rodzina :
Mama- Mey
Ojciec- Codie
Rodzeństwo- Lilianna, Ciel
Zakochany : Miłość? A to jest do jedzenia?
Charakter : Renee można zaliczyć do szczeniaków z… ADHD albo… Downem? Ten szczeniak po prostu nie potrafi usiedzieć w miejscu i wszędzie jej pełno. Jest zwariowana ale też bardzo pomysłowa. Uwielbia się bawić i robić innym psikusy. Często nie słucha się rodziców a jeżeli chodzi o zachowanie dobrych manier to raczej ich nie używa.
Historia : Urodziła się tutaj.
Kontakt : natik880 / natigrati@gmail.com







Imię : Wdzięczne imię, dla jakże wdzięcznego psa - Ciel[czytaj tak jak się pisze xd].
Ksywka : Nie życzy sobie żadnych.
Rasa : Mieszaniec owczarka niemieckiego [do którego jest podobny] i kelpie.
Wiek : Kilka miesięcy
Płeć : Piesek
Rodzina :
Matka– Mey
Ojciec– Codie
Siostry– Renee, Lilianna
Wujkowie– Thomson, Niklaus, Weza
Ciocie– Michelle, Lonlay, Nesty
Kuzynki/Kuzyni– Ashley, Colin, Charlotta, Flynn
Dziadkowie– Sintesu, Cheroon
Babcie– Giselle, Bligrht
Zakochany : -
Charakter : Ciel jest do dumny szczeniak. Zawsze opanowany, próbuje znaleźć najlepsze wyjście z każdej sytuacji. Ułożony. Zawsze ma wymyślony jakiś plan, który przed przedstawieniem innym, zawsze przemyśli dwa razy. Nie jest spontaniczny, wszystko robi powoli, jednak bardzo dokładnie. Można powiedzieć przez to, że jest perfekcjonistą. Nie może patrzeć gdy ktoś robi coś po łebkach. Ciel jest to szczeniak który zawsze mówi prawdę, nie ważne jaką, no może nie zawsze, czasem po prostu coś przemilczy. Właśnie, Ciel nie jest gadatliwy. Powie to co chciał powiedzieć i odchodzi, w poszukiwaniu lepszego zajęcia.
Historia : Urodził się tutaj.
Kontakt : WhiteWinter

Od Mey - CD opowiadania Codie'go


Mey westchnęła cicho, próbując skupić wzrok w jednym miejscu. Definitywnie to wszystko działo się za szybko. Jeszcze przecież niedawno nie miała partnera, a teraz jest w ciąży.
-Cod?- Mey podniosła łeb i zwróciła go w stronę partnera, który uczynił to samo. Suka otworzyła pysk, chcąc coś powiedzieć, lecz sama nie wiedziała co. Wtuliła tylko łeb w psa i kolejny raz westchnęła.
-Wszystko będzie dobrze- odparł Codie, przytulając Mey.
-Oby- odparła cicho suka, próbując „wyplątać się” z uścisku partnera. Położyła się na posłaniu, wbijając wzrok w ścianę. Nadal nie mogła uwierzyć w słowa Alany. A może ona tak naprawdę sobie żartowała? Nie. Raczej nie. Miała poważny ton głosu, więc musiała mówić prawdę.
*Kilka dni później*
Mey niespokojnie leżała na posłaniu. Była zdenerwowana – dzisiaj miały się urodzić szczenięta. Chociaż, bardziej zdenerwowaną istotą w tej jaskini był Codie, który co raz pod chodził do Mey, pytając „Wszystko okej?” lub „Dobrze się czujesz?”.
-Nie- odparła suka, przewracając oczami. Denerwowało ją już to gadanie partnera. Codie jak na komendę wyprostował się i spojrzał na Mey.
-Iść po Alanę?- zapytał, jednak Mey nie zdążyła dać odpowiedzi, a ten już wypruł z jaskini. Suka uśmiechnęła się pod nosem. W końcu mogła trochę odpocząć. Nagle naszły ją skurczę i zamknęła mocno oczy. [Nje umiem pisać o ciąży, pzdr ;=;]
-Cod- zdołała tylko wydusić.
*Chwileczkę później*
Mey otworzyła oczy. Jej obraz był nadal rozmazany, jednak mogła usłyszeć pisk szczeniąt. Polizała jedno za uchem, po czym podniosła lekko łeb, kierując wzrok na Codie'go i uśmiechając się lekko.

Codie?

Od Safiry - CD opowiadania Mike'a

- Z chęcią - odpowiedziałam i w tym samym czasie poczęstowałam się łupem.
- Upoluję coś jeszcze
Po tych słowach pies oddalił się ode mnie.Gdy skończyłam jeść, zaczęłam się niepokoić. W końcu postanowiłam pójść jego śladem.|m bardziej droga się wydłużała, tym moje serce biło coraz szybciej.Było bardzo zimno.Myślałam o zawróceniu, ale śnieg zasypał ślady i nie wiem jak wrócić.Zaczęłam biec.Wtedy zobaczyłam Mike'a przyczajonego w krzakach.Obserwował.Obserwował upiora.Pies w jednej chwili rzucił się na wroga.Nie zdążyłam go powstrzymać.Walka była zacięta.Nie mogłam patrzeć jak upiór trzepie i bije Mike'a.W końcu upiór padł.Wyskoczyłam z chaszczy i opatrzyłam psa.

(Mike?)

Od Layli CD opowiadania Jockera

Pies pomógł mi wstać . Było to miły gest po tym jak na mnie wpadł . Uśmiechnęłam się lekko .
- Dzięki - powiedziałam - Jestem Layla, a ty ?
- Jocker - odopowiedział podając mi łapę .
- Powiem Ci że z nieba mi spadłeś. Co tu robisz ? - zapytałam chichocząc .
- Latam sobie i rozmyślam - odparł marzycielsko .
- No , to bynajmiej masz jakieś zajęcie . Ja siedzę i się nudzę .
- To chodź może się przejdziemy ?
Pokiwałam głową - Chętnie .
Poszliśmy nad rzekę Jafiszof , widok był boski .
- Co będziemy tu robić ? - zapytałam .

Jocker ?

czwartek, 7 stycznia 2016

Od Louche- CD opowiadania Shairen

- Fajne wierszyki.- uśmiechnęłam się do suczki.- Sama je wymyśliłaś?
- Yyy.. Tak.- suczka zarumieniła się gdyż myślała że była sama.
- Spodobały mi się bardzo.- stwierdziłam.- Powiesz jakiś jeszcze raz?
- Może potem.- oznajmiła.- Trochę mi za zimno.
- Chodźmy. Zrobię nam ciepłe mleko.- uśmiechnęłam się i zaprosiłam suczkę do siebie.
Ta pokiwała głową i ruszyła za mną. Po drodze słyszałam jakieś jęki i miałam złe przeczucia że to upiory. Ale wmawiałam sobie że to tylko sowy żeby nie straszyć mojej koleżanki. Po drodze zadałam jej kilka pytań:
- Jak masz na imię?- zapytałam.
- Shairen, a ty?
- Louche.- ukłoniłam się.
- Dlaczego się kłaniasz? Nie musisz.- zaśmiała się Shairen.
- Tak mnie nauczono w królestwie.- odpowiedziałam.
- Mieszkałaś w zamku?- szeroko otworzyła oczy.
- No tak.. Moja mama jest psem króla i królowej w Anglii.- wyjaśniłam.
- Rozumiem wasza wysokość.- ukłoniła się suczka.
Zaśmiałam się i udałyśmy się w dalszą drogę. W mojej jaskini zaprosiłam Shai do salonu. Usiadła na miękkich poduszkach a ja poszłam do kuchni. Zrobiłam nam ciepłe mleko z miodem. Przyniosłam dwa kubki do saloniku. Rozkoszowałyśmy się ciepłym mlekiem.
- To teraz powiesz mi ten wierszyk?- zapytałam pełna nadziei.

Shairen?

środa, 6 stycznia 2016

Od Lokiego - CD opowiadania Mashine'a "Upiory vs psy" cz. 5

-A sól? - wyprzedził mnie Jem. - W niektórych wierzeniach i kulturach używano jej, aby odstraszyć potwory. Potrafiła je nawet zabić.
-Średniowieczne bzdety - prychnąłem. - Nie sądzę, żeby sól w jakikolwiek sposób nam pomogła. Zresztą nie mamy jej tu zbyt wiele.
Mashine pokiwał łbem.
-Nie zaszkodzi spróbować - powiedział, po czym kazał Syriuszowi, Nanuqowi i Bitter Sweetowi zebrać jak najwięcej soli.
-Wysypcie ją przy wejściach i oknach jaskiń - poleciłem, zanim jeszcze opuścili pomieszczenie.
Na sali zapanowała cisza. Wszyscy w skupieniu starali się wymyślić jakieś rozwiązanie. Co prawda miałem ich kilka, ale tak idiotycznych, że wolałem siedzieć cicho, by jeszcze bardziej nie zaszkodzić swojemu wizerunkowi.
-Może ogień? - rzucił niepewnie Jem, obserwując uważnie reakcję alfy.
Mashine uniósł brwi i uśmiechnął się lekko.
-Skoro te stwory boją się światła, to faktycznie muszą bać się też ognia! - krzyknął w podnieceniu. - A jeśli boją się czegoś, to znaczy, że to coś jest w stanie je zabić! Jem, jesteś genialny!
Westchnąłem cicho. Zabolało mnie, że to Jem jest tym "genialnym" w oczach najlepszego przyjaciela.
-A jeśli nie podziała? - zdecydowałem się na zburzenie radosnej atmosfery. - Przecież nie wiemy z kim mamy do czynienia...
-Może z... upiorami? - powiedział ktoś z tłumu, na co niektórzy odparli niekontrolowanym chichotem.
Zacisnąłem szczękę i wzniosłem oczy ku niebu. Byle tylko nie wybuchnąć.
-Nie wiemy z kim mamy do czynienia - kontynuowałem po chwili. - Jakiego rodzaju są te potwory? Na jedne działa sól, na inne ogień, na jeszcze inne woda święcona lub w ogóle nic, co znamy. Nie możemy używać czegoś, w stosunku do czego nie jesteśmy pewni, że zadziała. Proponuję broń chemiczną.
Cisza. Czy mój pomysł jest aż tak beznadziejny?
-Cóż... - skrzywił się Maszi. - Nie sądzę żeby... To nie zatruje środowiska?
-Z tym jest pewien problem, ale zawsze można ogrodzić jakoś teren po bitwie. Wtedy mielibyśmy jakieś 50% szans na zwycięstwo, zamiast 10%. To chyba dobrze. Oczywiście może nam to zaszkodzić, więc używać tego będą tylko przeszkoleni członkowie.
Alfa kręcił łbem, mrucząc, że nie jest pewny tego pomysłu.
-Możemy je podpalić, jeśli według ciebie to zwiększy skuteczność.
-Niech będzie.

       Wybrani zostali: Jocker, Indiana, Shasta, Neva, Fibi i Gracy. Przedstawiłem im moje plany odnośnie bomb oraz pokazałem, jak je wykonywać. Większość z nich miała ścisłe umysły, dzięki czemu nie musiałem wyjaśniać im prostych reakcji i odpowiadać na pytania "dlaczego tak się dzieje?". Zrobiłem im mały wykład na temat zasad BHP oraz wstępnie omówiłem z nimi plan działania. Zrobione przez nas pociski ze żrącymi substancjami wystrzelimy z czegoś, co przypomina katapultę. Przedtem zostaną podpalone. W tym celu szklane butelki z chemią obwiązaliśmy materiałami nasączonymi innymi chemikaliami, które mają nie dopuścić do tego, żeby płomień zgasł w czasie lotu. Podczas pracy mieliśmy nadzieję, że wszystko pójdzie tak, jak zaplanowaliśmy; mieliśmy nadzieję, że kilka wystrzałów odbierze życie(?) upiorom. Jednak to tylko nadzieja. Nie było mowy, że zwyciężymy tylko dzięki bombom. W zasadzie są one jedynie opcją, gdyby nie było już szans na wygranie. Gdyby pozostało zaledwie kilka psów. Ogień i walka - dzięki temu mieliśmy wygrać, a od bomb trzymać się z daleka, póki alfa nie wyda odpowiedniego rozkazu.
       Po kilkunastu ciężkich godzinach spędzonych w laboratorium wyszedłem na światło dzienne. Kilka psów w dzień i w noc trzymało straż, aby w czas nas poinformować, gdyby upiory szykowały się do ataku. Całe szczęście, nasi wrogowie nie podjęli żadnych działań, które mogłyby nas przybliżyć do bitwy. A może tylko nam się tak wydawało?
       Mashine zwołał naradę dowódców. Przeważnie obradowaliśmy z wszystkimi członkami sfory lub ich większością, lecz teraz byliśmy tylko we trójkę.
-Sytuacja wygląda tak: - przedstawił, rysując coś na piachu - zaatakują nas z tej strony - zrobił strzałkę. - Moja grupa będzie pierwsza. Ruszymy prosto na nich. Twoja grupa, Loki, podzieli się na dwie mniejsze i zaatakuje po bokach. Grupa Jema będzie czekać za moją grupą i wyłapywać tych, którym uda się przedrzeć dalej. Ogień! Rozlejemy benzynę i podpalimy. Powstanie coś w rodzaju płonącego półokręgu. Możemy jeszcze rzucać w nich płonącymi kamieniami, ale to... niezbyt dobry pomysł. Rozumiecie?
-Nie! - warknąłem. - Nie rozumiem! Twoja grupa nie ma szans! Aż tak bardzo chcesz się pchać na tamten świat?! Maszi! Chcesz atakować jako pierwszy?!
-Jestem alfą. Moim obowiązkiem jest...
-Przestań! Twoim obowiązkiem jest nadzorować, a nie dać się zabić jako pierwszemu! Nie możesz nas zostawić! Nie możesz zostawić MNIE!
-Kto to mówi... - powiedział cicho, prawie niedosłyszalnie i spuścił wzrok.
-Możecie teraz nie załatwiać prywatnych spraw?! - odezwał się Jem. - Lokiemu chodziło o to, że gdyby coś ci się stało, to przegramy, bo psy stracą wiarę w to, że możemy wygrać. Jesteś alfą, masz nas zagrzewać do walki, więc lepiej żebyś...
-Żebym co? - uniósł się Mashine.
-...Żebyś nie brał udziału w bitwie - dokończył niechętnie Jem. - Lepiej żebyś nadzorował.
Alfa zamarł w bezruchu.

Mashine? Jem?

Od Niklausa - CD opowiadania Michelle

Patrzyłem zszokowany jak Michelle bez opamiętania gryzie i szarpie Queen. Nie potrafiłem zareagować, więc po pięciu minutach, widziałem już tylko martwe ciało białej suczki. Mich nadal dyszała wściekła.
Cofnąłem się parę kroków, patrząc na jej zachlapany krwią pysk.
- Klaus - szepnęła. Opamiętałem się, stając w miejscu. Ona podeszła do mnie niepewnie i mnie pocałowała.
 *** Wieczorem ***
- Dobra kolacja? - zapytałem, ze śmiechem. Jedliśmy oczywiście niedźwiedzia.
- Przepyszna - mruknęła Mich.
Gdy się najedliśmy, położyliśmy się obok siebie, milcząc.
- Musimy wrócić szybko do sfory - przerwałem ciszę. Mich usiadła.
- Wiem.
Też usiadłem.
- Tylko... - zacząłem. Michelle już chciała powiedzieć "Co?", jednak przerwałem jej pocałunkiem.
A potem... Powiem tylko, że to była najlepsza noc mojego życia.

Michelle? Uuu... =^-^=

Od Suzzie - CD opowiadania Bitter Sweet'a

- Jasne - powiedziałam i zaczęłam szybko badać jego łapę. Nie była złamana. To tylko zwykłe rozcięcie. Owinęłam kończynę bandażem usztywniającym i poleciłam psu nigdzie nie łazić bez potrzeby.
- Dobrze - rzekł. - Dziękuję.
I wyszedł.
- Cześć... - szepnęłam.
Położyłam się i znów zasnęłam.

.

Dopisek Suzzie: Jak będę mieć więcej czasu i weny to napiszę do ciebie opo [znów]

Od Suzzie - CD opowiadania Jem'a

Wydawało mi się, że moja więź z Jem'em została tak jakby... przerwana. Chciałam to zmienić. W końcu nie chce przez Winnie stracić mojego dobrego przyjaciela.
Więc gdy znalazł mnie jakiś dziwny, rudy kot i powiedział że muszę natychmiast iść do Jem'a, nawet  nie zastanawiając się skąd ten kot go zna, poszłam za nim. Zostałam zaprowadzona na mały plac zabaw. Przy zjeżdżalni był mój przyjaciel (?) i bawił się z dziećmi patykiem. Lekko zesztywniałam i położyłam uszy wzdłuż głowy. Reakcja samca była podobna. Powolnym krokiem podeszliśmy do siebie.
Obwąchaliśmy się. Nic więcej. Zestresowana nienaturalną ciszą, odwróciłam głowę i spojrzałam na bok zjeżdżalni. Było tam kilka napisów. Większość była głupia, ale jeden bardzo się wyróżniał. Większy od innych, różowy napis głosił:
"Love Forever"
Moje oczy zaszkliły. Znów skierowałam wzrok na Jem'a. Także patrzył w ten napis.
I w tym momencie coś się zmieniło. Dałam krok do przodu, przełamując niewidzialną barierę. Wtuliłam się w samca. On o dziwo odwzajemnił uścisk.

Jem ?

Od Shairen - CD opowiadania Shasty

Spojrzałam smętnie na psa i opadłam na miękką poduszkę. Cicho westchnęłam i wbiłam wzrok w drewnianą sztalugę.
- Niech będzie.. - mruknęłam, skierowana już w stronę Shasty. - Idź po koc, będzie Ci zimno.
- Dzięki! - krzyknął radośnie i wybiegł z mojego mieszkania.
Zeszłam ostrożnie z łóżka, by nie zrzucić starannie ułożonej sterty koców. Podeszłam do konstrukcji i szybko ją złożyłam. Wsadziłam paletę do starej poszewki i przemyłam wodą, by farbki ponownie nie zaschły, a następnie chwyciłam w łapę garść cienkich pędzelków. Zrobiłam to tylko po to, by mój tymczasowy "współlokator" nie przewrócił się o to wszystko. Gdyby połamał którykolwiek przedmiot, nie miałabym nic do robienia przez następny tydzień, może miesiąc, a nawet wieczność. Bo skąd miałabym wziąć płótno, i w jaki sposób można by je zdobyć? Z zadumy wyrwał mnie Shasta. Położył coś na podłodze, usiadł na tym, a następnie nakrył się kocem. Siedział tak wpatrzony w półkę nad moim posłaniem, a właściwie - wpatrzony w kwiatka, białego storczyka. Szybko zerwałam się z miejsca, by go podlać. Wyglądał okropnie..
- Dobranoc - uśmiechnęłam się do towarzysza.
Potem zwinęłam się w kłębek, próbując zasnąć.
 * * * * *  * * * * *
Wstałam chwilę później, byłam tego pewna. Nie mogłam spać, dlatego poszłam coś namalować. Ustawiłam stabilnie sztalugę i zaczęłam rysować.
- Co robisz? - zapytał husky.
Ugh.. Zapomniałam. Faktycznie, ten cały "napad bezsenności". Musiałam liczyć się z tym, że nic nie zrobię teraz sama. Shasta wstał i szybko podszedł do miejsca, w którym rozstawiłam cały "zestaw".
- Maluję.. - odparłam, podnosząc pędzelek.
Nadal z ukosa obserwowałam psa. Był bardzo zaciekawiony; właściwie, to wszystkim. Każdą namalowaną kreską.
- Może chcesz spróbować? - parsknęłam śmiechem i wręczyłam mu pędzel.
Pies szybko pokiwał łebkiem i przytknął go do płótna. Po piętnastu minutach namalował całkiem przyzwoity las.
- Dobrze Ci idzie - przyznałam. - Maluj sobie, ja idę spać.

Shasta? xD

wtorek, 5 stycznia 2016

Od Bitter Sweet'a - CD opowiadania Gracy

Bitter uchylił szerzej głaz wejściowy do jaskini, aby wszyscy mogli bez problemu do niej wejść. Popatrzył w lewo i zauważył coś dziwnego. A mianowicie białą postać, z ogromnym, postrzępionym kapturem. Nie wierzył w to, co przed chwilą ujrzał. Potrząsnął łbem i obraz przedstawiał już kogoś innego - mianowicie Grey. Odetchnął z ulgą. Owy kaptur okazał się po prostu zwykłym przywidzeniem.. Jego wyobraźnia poszerza swój zakres działania.
- Cześć, jestem Bitter Sweet. -  przedstawił się. - Miło Was widzieć!
Rachel i Alex (a bynajmniej tak się Bitter'owi przedstawili) przywitali go z uśmiechami. Wskazał łapą wnętrze domu i podszedł do suczki.
- Chodź, Gracy. Już czekają. - westchnął, wyciągając do Grey łapę.
Ona mruknęła coś pod nosem i wstała, jednak bez pomocy psa. Nie wziął tego za odmowę miłego gestu. Kiedy już miał wkraczać w progi jaskini, zobaczył coś dziwnego. Właściwie, było to niemożliwe.
- Cholera, jak ona się rozdwaja.. - podrapał się za uchem i ruszył w stronę kolejnej, białej postaci.
Uchylił wargi, by rzucić jakimś zachęcającym tekstem, typu "Grey, zagramy na gitarze." Ale tego nie zrobił. Siedziała przed nim.. wadera. Znaczy, tyłem do niego. Patrzyła smętnie na ośnieżone drzewa. Chciał zawrócić, ale łapą otarł się o korzeń. Samica wstała i odwróciła się w jego stronę.
- Hola. - przyjrzał się jej badawczo. - Nigdy Cię tu nie widziałem.
- Wiem.. - przyznała, strzepując z siebie puch.
- Bitter Sweet, Wojownik Północny. - podał jej łapę.
- Florence, Wojowniczka Północna.
Sweet delikatnie się uśmiechnął. Przeszło mu przez myśl, że może być ze Swagger Dogs.
- Florence - zaczął. - Może Ty i reszta twoich przyjaciół miałaby ochotę na wigilijną kolację, w ramach powitania Was w sforze?
- Myślę, że chętnie się zgodzą. - przyznała i energicznie kiwnęła łbem.
                                               * * * * * * * * *
  Owczarek uznał, że jest to bardzo dobre rozwiązanie. Pomyślał, że dzięki tej kolacji ich goście nie będą czuć się obcy w SPU. Wszyscy bawili się dobrze, opowiadali przeróżne żarty. Tylko Gracy siedziała cicho, od czasu do czasu głośno się śmiejąc. Gospodarz ześlizgnął się ze stołka i ruszył cicho w jej stronę.
- Chodź na chwilę. - mruknął.
  Suczka niechętnie poczłapała za Bitter'em. Zatrzymali się przy wejściu od mieszkania.
- Coś nie tak? - zapytał pies. Bardzo się tym przejął; pomyślał, że przyjęcie jest niezbyt udane.

Grey? *u*

Od Shairen

Wczoraj było dosyć ciepło, jak na zimę. Nie można jednak powiedzieć tego samego o dniu dzisiejszym. Wyjrzałam przez niewielką szczelinę obok wejścia do mojej jaskini. Silny i zimny wiatr mierzwił moją sierść. Na zwykły spacerek nie jest to najlepsza pogoda.. Ale na śniadanie z pewnością tak. Właściwie, na posiłek wręcz musi być odpowiednia pogoda. Stanęłam stabilnie i rozprostowałam kończyny, robiąc różne fikołki. Podeszłam do drewnianej sztalugi i zaczęłam przesuwać pędzlem po płótnie. Farba była zaschnięta, ale dało się nią malować. Był jednak jeden, duży problem - w zamkniętej szczelnie jaskini nie docierało zbyt wiele światła. Czy też tego chciałam, czy nie; musiałam wyjść na zewnątrz. Bo co takiego można było robić w ciemnym pomieszczeniu? Odsłoniłam głaz, który zasłaniał wejście do mej jaskini i wolno wyszłam na zewnątrz. Przytargałam jeszcze sztalugę i niewielką paletę z farbkami. Nie miałam jednak dużej chęci na malowanie. Rzuciłam okiem na smukłe drzewa, które lekko uginały się pod wiatrem. Podeszłam ostrożnie pod niską jodłę i czekałam, aż przez dróżkę przejdzie jakaś grupka saren.
* * * *  * * * *  * *
Po niezbyt udanym polowaniu usiadłam na niewielkim stosie drewna. Zaczęłam w myślach układać różne, rymowane wierszyki. Kiedy było mi zbyt zimno, wstawałam i biegałam dookoła niewielkiej polany, mówiąc owe wiersze na głos. Gdy usiadłam po raz trzeci na moim miejscu, ktoś zaskoczył mnie swoją obecnością.
- Witam. - usłyszałam głos zza drzew.
- Cześć.. - mruknęłam cicho, przesuwając się na koniec drewnianej belki.

Suczko albo psie? 

Od Bitter Sweet'a- CD opowiadania Lockeda

Owczarek popatrzył na oddalającą się sylwetkę psa. Kiedy wtedy ze sobą rozmawiali, stracił apetyt. Nie mógł zdzierżyć tego, że wyglądało to jako ofiarowanie. Wsadził pysk w śnieżną zaspę, próbując wytrzeć z pyska krew jelenia, i podszedł do najbliższego drzewa. 
- Locked! - krzyknął, a obok jego pyska kłębiła się smuga pary.
Pies postawił ucho. Najwyraźniej słyszał jakiś dźwięk, jednak nie usłyszał swego imienia. Wygiął się jednak w łuk i popatrzył pytająco na Sweet'a. Ten wystawił łapę i energicznie nią potrząsnął.
- Wiesz - zaczął owczarek, kiedy Locked był niemal metr od niego. - Przecież możemy to podzielić.
Wskazał pyskiem zwierzę i zrobił krok do przodu. Przekręcił łeb i uniósł brew.
- Jest dosyć duży.. - przyznał pies. - Dobra, rozerwę go.
- Może ja to zrobię. - zaproponował Sweet, wystawiając przed psem łapę z nienaturalnie długimi pazurami. - I tak muszę je ścierać.
Zaśmiał się lekko, bo przecież co ma ścieranie twardych pazurów do rozcięcia miękkiej skóry? Szybkim ruchem rozciął ciało jelenia, pozostawiając przy tym kilka kropli krwi na śniegu. Podzielił je na dwie równe części i zabrał się do jedzenia. Po skończonym jedzeniu wstał i powlókł się do jaskini.
- Śniadanie można uznać za skończone. - mruknął.

Locked??

Od Locked'a- CD opowiadania Elaine

Sunąłem lekko po ziemi gdyż nie lubiłem odgłosu skrzypiącego śniegu. W pewnym momencie poczułem kłucie we wszystkich łapach i nie wiedziałem jak mam się poruszać więc... Upadłem na plecy. Elaine wybuchła śmiechem na widok mnie i moich dygających łapek. Było mi tak zimno w poduszeczki że prawie wcale ich nie czułem. Po chwili ból zmalał i byłem w stanie normalnie chodzić. Niestety jeszcze od czasu do czasu podskakiwałem śmiesznie co rozbawiało El. Na ziemi zauważyliśmy dwa martwe króliki. Złapałem za jednego i w podskokach zacząłem wracać do mojej jaskini. Nie wiem czemu ale nie poczekałem na Elaine i w mojej jaskini od razu rzuciłem się do przyrządzania królika. El niedługo po mnie doszła i zapytała.
- Dlaczego na mnie nie poczekałeś i uciekłeś bez słowa?- zapytała nieco zdziwiona ale nie wściekła.
- Przepraszam ale poczułem taki ból w łapach i chciałem się udać szybko do jaskini.- wytłumaczyłem.
- No dobrze, rozumiem.- uśmiechnęła się po czym poszła przyrządzać swojego królika. Zasiedliśmy do stołu i degustowaliśmy nasze dania. Po zjedzeniu zaproponowałem mojej towarzyszce film puszczany z projektora. Suczka bardo się ucieszyła i usiedliśmy oglądając film a właściwie to komedię. Po godzinie zauważyłem że Elaine zasnęła. Musiałem z tego skorzystać i spełnić moje jedno marzenie. Nie wiedzieć czemu akurat teraz naszła mnie na nie ochota. Przysunąłem się lekko do Elaine i przytuliłem ją. Gdy zobaczyłem że się budzi odskoczyłem na drugi koniec jaskini.
- Coś się stałoooo??- ziewnęła El.
- Nie. Nic.- zaśmiałem się fałszywo.- Tylko zasnęłaś w trakcie filmu.


Elaine?

Mey jest w ciąży!

Gratulacje dla Codie'go i Mey!!!


Matka: Mey
Ojciec: Codie
Ilość szczeniaków: 3 (2 suczki 1 pies)
Data zajścia w ciążę: 5.01.2016r.
Data porodu: 8.01.2016r. (zażycie FERTILITà POZIONE)
Lekarz prowadzący: Louche

Od Codie'go- CD opowiadania Mey

Popatrzyłem zawadiackim wzrokiem na Mey. Zbliżyłem się do niej i szepnąłem jej do ucha.
- Teraz będzie ci cieplutko...
Pocałowałem namiętnie Mey i...

***z rana***


Wstałem z posłania nie budząc Mey. Wyszedłem z jaskini aby upolować coś na śniadanie. Gdy zdobyłem dwa króliki wróciłem do Mey która przywitała mnie z uśmiechem. Przyrządziłem pysznie dwa króliki i podałem do stołu. Mey usiadła i zaczęła jeść a ja jakoś nie miałem zbytnie apetytu. Wziąłem raptem dwa kęsy i odłożyłem resztki. Moja partnerka powiedziała że musi załatwić pare spraw. Pocałowała mnie i wybiegła z jaskini. Postanowiłem pójść do brata. Dawno się z nim nie widziałem. Zastałem go na wielkiej polanie niedaleko jego jaskini. Thomson był bez swojej partnerki więc skorzystałem z tego i podbiegłem ku jemu. Usiadłem obok Thom'a i przywitałem go ciepło.
- Witaj bracie!
- Witaj Cod!- ucieszył się an mój widok.
Parę godzin pogadaliśmy jak brat z bratem ale potem coś mu wypadło. Wróciłem do swojej jaskini gdzie zobaczyłem trochę zdruzgotaną Mey. Usiadłem obok niej i objąłem ją.
- Coś się stało mała?- zapytałem.
- Ciąża...
Zrobiłem taki wytrzeszcz oczu jakbym zobaczył stado upiorów.

Mey?

Od Shasty- CD opowiadania Shairen

W końcu mogłem odetchnąć. Szedłem spokojnie w stronę jaskini wsłuchując się w cykanie świerszczy i odgłosy wron. Na początku, nie zaintesowało mnie to, ale gdy doszedłem do jaskini poczułem dziwny powiew wiatru, który niósł ze sobą zapach zgnilizny. Wskoczyłem do jaskini i zdziwił mnie widok wychudzonego człowieka, który wyglądał jak duch. Potrząsałem głową, bo już myślałem że to zwidy.
-Shasta, dawno cię nie widziałem. Urosłeś. - Powiedział złowieszczo człowiek. Przypominał mi kogoś. Nie byłem pewny kogo, ale kogoś na pewno. Obejrzałem się do tyłu, i ujrzałem 5 innych duchów zasłaniających wejście do jaskini.
-No za****ście! - Warknąłem.
-Nikt ci nie pomoże. - Uśmiechnął się jeden chytrze.
-POMOCY!!! - Wydarłem się na cały głos. Nagle zza krzaków wyskoczyli Mashine, Loki, Jem, i Jocker. Pomogli mi z duchami, i powiedzieli żebym na razie się wyprowadził, gdyby znów chciały zaatakować. Nie miałem do kogo iść, bo w sumie nikogo nie znam... Więc pobiegłem do Shairen. Zapukałem cicho, odsunąłem lekko głaz i wślizgnąłem się do środka.
-Shairen?
Suczka obudziła się i spojrzała na mnie dziwacznie.
-Co chcesz?
-Bo... Zaatakowały mnie duchy, i musiałem z tam tond uciekać.
-Iiii?
-Mogę dziś spać u ciebie? Moge nawet przy wyjściu, ale uwaga... Mam dziś napad bezsenności!


Shairen?

Od Nevy- CD opowiadania Bitter Sweet'a

Odprowadziłam psa wzrokiem,aż nie zniknął za horyzontem. Westchnęłam i udałam się do swojej jaskini.
W połowie drogi poczułam dziwny skręt w żołądku. Dawno nic nie jadłam a w okolicy nie zauważyłam żadnej zwierzyny. Udałam się na krótką przechadzkę wypatrując pożywienia. Co jakiś czas w głowie szumiał mi ten śmiech. Przymrużyłam oczy nie dając się nastraszyć wspomnieniom i przyśpieszyłem do truchtu. Nagle coś przebiegło tuż przed moim nosem. Zatrzymałam się gwałtownie. Nie było mowy o uchwyceniu obiektu nawet na zdjęciu. Rozejrzałam się, ale nic podejrzanego nie zauważyłam. Nie zdążyłam ruszyć się z miejca, a to coś przebiegło tuż za mną. Odwróciłam się i przybliżyłam się do miejsca, po którym istota przebiegła. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegłam niczego ciekawego, ale gdy się dobrze przyjżałam zauważyłam małe plamki wyglądające jak atrament. Powąchałam ''poszlakę'' utwierdzając się w przekonaniu, że to na sto procent atrament. Przejechałam po nim łapą, ale co dziwne nie pozostawił na niej żadnych śladów. Nic z tego nie rozumiałam. Usiadłam starając znaleź jakieś logiczne rozwiązanie, ale przerwał mi to cichy głosik, prawie szept.
- Przee..ppp...raszam... - wyjąkało
Odwróciłam się gotowa do ataku, ale to co zobaczyłam sprawiło, że otworzyłam pyszczek ze zdziwienia.
Przede mną stało dziwne stworzenie. Było całe w atramencie, albo raczej było całe z atramentu. Wielkości było sporego zająca. Nie wydawało się być w bojowym nastawieniu, ale na wszelki wypadek zachowałam wszelkie ostrożnoci.
- Kim jesteś i czego chcesz? - zapytałam bez gniewu
Stworzenie tylko zamrógało ''oczami'' i uśmiechnęło się.
- Jestem Atramen - przedstawił się - potrzebuję pomocy, której tylko ty razem z kimś, komu ufasz możesz udzielić - stałam jak porażona prądem.
Ja mam mu pomóc? Razem z kimś, komu ufam? Te dwa pytania nie dawały mi spokoju.
Odetchnęłam zastawiając się nad odpowiedzią. W sumie, może będzie ciekawie. Kto to wie?
- A jak niby mam ci pomóc? - spytałam
Cofnął się a pomiędzy nami wyświetlił hologram. Przedstawiał on... upiora. To jeden z tych, co mieszkają w Lerqua Castle. Wyglądał dość strasznie.
- Te upiory atakują waszą sforę. Ten hologram przedstawia ich władcę, któremu nigdyś, że tak powiem służyłem. Przez ''przypadek'' podsłuchałem jedną z ich rozmów. Mówili, że odkryliście,że boją się światła, więc zamierzają zbudować coś co ochroni ich przed światłam - zakończył
- To, że służyłeś nie znaczy, że nie możesz służyć - najeżyłam sierść
On tylko cofnął się z przerażenia i pokręcił przecząco głową.
- Nnnie... Przestałem mu służyć bo chciał zabić mnie i cały mój ród. - odpowiedział
Rzuciłam się na niego, dziękując, że ma taką możliwość.
- Jeśli to prawda to zginiesz, jeśli kłamałeś przeżyjesz - wywarczałam i spojrzałam na niego srogo.
Oczywiście kłamałam, ale tylko po to by się upewnić, czy można mu ufać. Atramen spojrzał mi głęboko w oczy z przerażeniem, ale przyznał się do prawdy. Uśmiechnęłam się i zeszłam ze zdezorientowanego stworka. Zaśmiałam się i wyjawiłam mu sekret mojego ''podstępu''. Odwzajemnił uśmiech.
- Skoro wszystko wiesz, biegnij do alphy. Jeśli ich pokonacie, mój ród pokona resztę znajdującą się w naszym świecie, ponieważ moce tamtych osłabną - niewiele z tego zrozumiałam, ale istota znikła zanim zdążyłam o cokolwiek spytać. Nie zastanawiając się długo pobiegłam w stronę jaskini alf. Dzieliły mnie od niej 2 kilometry. Nie zraziło mnie to, więc biegłam. W połowie drogi znów poczułam głód i ten dziwny skręt w żołądku. Zwolniłam trochę bieg, ale to nie pomogło. Byłam osłabiona z braku pożywienia. Zawirowało mi się w głowie i znów usłyszałam ten diaboliczny śmiech. Moje ciało niewytrzymało i zemdlałam. Zemdlałam niedaleko miejsca, w którym razem z Bitter'em usłyszeliśmy śmiech.

Bitter? Tak wiem, Atramen cx

Od Apah i Nanuqa

Wojna, wydarzenie siejące zagładę i śmierć. Albo wygramy my, albo oni. Jest tylko jedno wyjście - stawić czoło strachu i poświęcić się dla rodziny, która jest najważniejsza, a gdy jest rodzina, jest i miłość, wierność i oddanie.
***

Alfa zwołał apel. Od razu poprosił o zebranie odcisków łap psów które zgadzają się wziąć udział w obronie terytorium przyjaznej dla nas sfory. Według Nansa, nie powinniśmy pakować się w kłopoty psów, które ledwo znamy. A ja uważam, że żeby zasłużyć na ich zaufanie trzeba dużo zrobić. Podeszłam niespokojnie do suczki z korą drzewa. Była z tamtej sfory.. bodajże Suzzy. Podała nam słoik z atramentem i uśmiechnęła się. Niepewnie włożyłam łapkę do słoja, następnie położyłam na kawałek kory. Jeszcze długo namawiałam Nanu, by się zgodził. Ale i tak mi uległ.
- Jesteś dla mnie ważna.. boję się że stanie ci się krzywda. Więc wezmę udział tylko dla tego, żeby cię obronić przed tymi.. upiorami. - tłumaczył się. Jestem dla niego ważna, eh.. Royce podszedł do nas, czyli do wszystkich którzy się zgłosili, wtedy Nans powiedział głośno:
- W lesie jacyś ludzie zostawili parę rzeczy, jakieś rolki gumy, stare łóżka, belki.. Myślałem, że można zrobić z tego bieżnie, może nie elektryczną, ale bieżnię, to na pewno przyda się podczas treningu. Trzeba umieć szybko biegać.. na wojnie.
Royce popatrzył na niego uważnie, pomyślał chwilę i rzekł:
- Jeśli umiesz zrobić z tego bieżnię, to proszę bardzo..
Husky od razu pobiegł do lasu, wszystkie rzeczy pomagały mu przynieść inne psy. Ja postanowiłam pomóc organizować pożywienie na czas wojny. Większość małych suczek i szczeniąt nie będzie raczej latać na froncie i podgryzać przeciwników. Więc będą musiały coś jeść. Kiedy kilka godzin przed świtem nie możesz zasnąć, robisz dziwne rzeczy. Ja zrobiłam torbę, a raczej torbę, do niej przyszyłam pasek, i jeszcze jedną torbę na krańcu pasu. Przewiesiłam ją sobie na plecy i zaczęłam polowanie. Już po 3 godzinach miałam kilka zajączków, a w płachcie ciągnęłam łosia. Dopiero Benizakura i Blacky, którzy przechodzili nie daleko pomogli mi. Ja i inne suczki zdarłyśmy skórę ze zwierzyny, a następnie przeniosłyśmy mięso do Ice Swing, żeby się nie zepsuło. Następnie organizowałam wodę, zrobiłam listę zebranych przedmiotów medycznych... brakowało bandaży, tabletek uspokajających, przeciwbólowych, usypiających, odkażonych penset, nożyc, i inncyh medycznych przyrządów. W porozumieniu z lekarzami z SPU Lave, Nesty Winnie i Alaną , oraz z obstawą Elaine i Suzzy, udałam się do miasta po potrzebne środki. Najpierw musiałam udawać złamani nogi, udać się do weterynarza, poczekać aż gdzieś wyjdzie, otworzyć okno gdzie czekały już suczki z worami, otworzyć szafki i wszystko co zobaczyłam wynieść. Wyskoczyłam z okna i popędziłam z koleżankami z powrotem do SD.
- Royce, akcja udana - skinęłam do niego głową.
- Świetnie. Martwiłem się o was dlaczego tak długo, miałyście wziąć tylko kilka przedmiotów. - Mrugnęłam do suczek a one od razu mnie zrozumiały, pobiegły do szopy, a wracając wytaszczyły cztery wielkie wory napełnione po brzegi. Zdziwiony Roy długo wpatrywał się w nasze "zdobycze" - Jestem pod wrażeniem. Ludzie na pewno się nie obrażą, choć to i tak kradzież.
- Podziękujemy im później. I tak by musieli nam je dać, albo chociaż nam pomóc. Czy.. upiory są straszne? - zapytałam ze strachem, ale nie uzyskałam odpowiedzi, bo w tej samej chwili przyszedł do nas Nan, oznajmiając, że udało mu się stworzyć 6 bieżni, które można już zacząć używać. Poszłam pierwsza wypróbować nowe maszyny.



Nagle zaczął pruszyć śnieg. Choć już topniał. Jeśli podczas walk będzie taka pogoda, będziemy musieli zadbać o ubrania dla psów, większość ma dość krótką sierść. Nans, jak dziecko które dopiero co zobaczyło śnieg, zaczął się bawić białym, zimnym puchem. Kilka szczeniaków dołączyło do niego.



Zaczęło się ściemniać, więc szybko wróciłam do Zatoki. Woda zaczęła zamarzać. Nie ukrywałam, było mi bardzo zimno. Delikatnie wtuliłam się w moje posłanie i ciepłe futro Nana. Po dniu pełnym wrażeń oddałam się w krainie cudownych snów, które kończył się wojną. która czeka na nas. W każdej chwili mogą uderzyć.. musimy się pośpieszyć. [...]

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Goście ze Swagger Dogs!

Do naszej sfory przybyli goście ze Swagger Dogs, aby pomóc nam wygrać wojnę z upiorami. Ze względu na ich niewielką ilość wszyscy zostają zakwaterowani w jaskini Lokiego. Pozostaną u nas do zakończenia wojny, czyli do trzynastego stycznia. Do tego czasu możecie uwzględniać ich w opowiadaniach.

 Psy:
  • Florence (zoelorence@gmail.com) - przydział: grupa nr 3

Spis psów przydzielonych do poszczególnych grup wraz z dowódcami: >KLIK< 



Do gości:
Przypominam o warunkach, jakie musicie spełnić, by otrzymać ustalone wynagrodzenie:
- w okresie od 4 do 10 stycznia należy wysłać co najmniej jedno opowiadanie o tym jak Wasze psy przygotowują się do wojny. Wymagana długość to min. 20 linijek,
- w okresie od 7 do 13 należy wysłać co najmniej jedno opowiadanie o tym, jak Wasze psy pomagają podczas wojny. Wymagana długość to min. 30 linijek.

Opowiadania wysyłajcie do któregoś z administratorów SPU, najlepiej do julcik77.

Serdecznie Was witamy!


 

niedziela, 3 stycznia 2016

Od Elaine - CD opowiadania Locked'a

 Popatrzyłam na Lock'a. Okropnie dyszał; sprawiał wrażenie, jakby jego płuca powoli zaczynały odmawiać współpracy. Postanowiłam dać mu czas, zanim powtórzę pytanie. Spojrzałam na latarkę, która wyglądała na rozbitą. Włączyłam ją, a następnie wycelowałam w psa.
- Powiesz mi po dobroci - zaczęłam. - Albo zrobimy przesłuchanie.
  Pies cicho się zaśmiał. Osiągnęłam swój cel, dlatego też wypytałam go jeszcze raz. Tym razem - rzecz jasna, ze szczegółami. Słuchałam uważnie, żeby nie stracić chociażby jednego słowa. Jednak nie był on zbyt rozmowny; nie wyciągnęłam z niego nic, oprócz faktu, że został zaatakowany. Taak. Kolejny atak. Musimy coś z nimi zrobić, to nie może tak dalej wyglądać..
- Chodź, przejedziemy się. - zaproponowałam, przy okazji pomagając psu wstać.
Wykrzywił łeb i opadł całym ciężarem na podłogę. Najwyraźniej nie miał zamiaru gdziekolwiek się ruszać.
- Nic się nie stanie! - zapewniłam Locked'a. - Świeże powietrze z pewnością Ci nie zaszkodzi.
- No dobrze. - mruknął. - Ale nie idziemy na długą wędrówkę.. Elaine, muszę coś zjesć. - dodał.
Triumfalnie skinęłam łbem i szeroko się uśmiechnęłam. Wyszłam z jaskini, zostawiając towarzysza w tyle. Kątem oka dostrzegłam, że zabiera ze sobą latarkę. Dobrze, że chociaż on miał przy sobie coś, czego te kreatury się przestraszą.
- No to chodźmy coś zjeść - rzucił, wybiegając naprzód.

Locked?

sobota, 2 stycznia 2016

Od Gracy - CD opowiadania Bitter Sweet'a

Grey popatrzyła pół-przytomnym wzrokiem na Sweet'a, po czym wzruszyła ramionami.
- Oni na pewno się zgodzą - westchnęła. Wolała o swojej rodzinie mówić oni, ponieważ nie których nie uważała już za jej członków. Powolnym krokiem wyminęła Bitter'a, po czym skierowała się do swojego domu. Miała już dość jakichkolwiek spotkań, a już najbardziej ze swoją rodziną. Kolejna kłótnia doszczętnie dobiła Grey. Zrozumiałaby wszystko, ale do cholery, są święta! Daliby sobie spokój!
Suka wbiła wzrok w półkę skalną, po czym dosyć niezgrabnie się na niej ułożyła, kładąc łeb na nowym, wełnianym kocu. Półka była na tyle szeroka, że Gracy podwinęła ogon, łapiąc jego końcówkę, robiąc przez to dosyć kanciasty okrąg. Zamknęła powieki, próbując oddać się światu fantazji, jednak wiatr hulający na zewnątrz trzymał ją na ziemi. Po pewnym czasie usłyszała jednak, jak ktoś wchodzi do jej jaskini. Chrząknięcie. Krótki wdech i:
- Wszystko już dobrze? - Harrison. Na stówę to był Harrison! Grey podniosła lekko łeb.
- Trochę - odpowiedziała smętnie, próbując brzmieć jak najbardziej wiarygodnie. Wyszła z „domowego” przyjęcia, pod pretekstem bólu brzucha. Teraz nieźle by oberwała od brata, za zostawienie go i reszty rodzeństwa z kłócącymi się rodzicami.
- Może to wirus? - Harry podszedł do półki i podskoczył, opierając się o nią przednimi łapami. Grey nic nie odpowiedziała, tylko ponuro wzruszyła ramionami. Owczarek usiadł na podłodze i przyjrzał się dla suki.
- Podać Ci coś? - zapytał niepewnie, biorąc w łapy przedmiot obok niego i unosząc go do góry.
- Poradzę sobie - odparła Grey, patrząc na brata przez ramię.
- Ale...
- Poradzę sobie - przerwała mu, podkreślając pierwsze słowo. Harrison pokiwał lekko łbem, po czym i tak na jego pysk wstąpił uśmiech.
- Chodź no tu - mruknął, trącając sukę łapą - W tej chwili - dodał poważnie. Grey wstała i ostrożnie zeszła z półki siadając przed bratem. Popatrzyła na niego smętnie, czekając na dalszy przebieg tej jego akcji. Harry uśmiechnął się i przytulił siostrę. Gracy popatrzyła zdumiona na podłogę, jednak... to było coś czego potrzebowała w tej chwili. Braterskiego uścisku. Gracy lekko się uśmiechnęła i położyła łeb na barku Harrison'a.
- Dobra. Koniec czułości - odparł ze śmiechem i puścił Gracy. Ta tylko pokiwała kilka razy łbem. Harry wstał i rzucając krótkie „cześć”, wyszedł z jaskini. Grey odprowadziła go wzrokiem, a gdy zniknął z jej pola widzenia, wyszła z domu i zaczęła kierować się w stronę jaskini Sweet'a. Usiadła w bezpiecznej odległości dwóch metrów i zaczęła dokładnie studiować co się w niej dzieje.
- Cześć - usłyszała po niedługiej chwili głos Sweet'a.
- Cześć - odparła cicho, jednak skarciła się za to egoistyczne posunięcie, ponieważ to nie było do niej, a do wychodzących wujka Syriusza, Rachel, Alexa i Rossa. Od razu się jednak rozchmurzyła się na widok machającej do niej Rachi. Suka z uśmiechem na twarzy zaczęła energicznie machać w jej stronę łapką.

Bitter?

piątek, 1 stycznia 2016

Od Bitter Sweet'a - CD opowiadania Nevy

- Rozumiem. - Bitter pokiwał energicznie łbem, próbując wygiąć wargi w coś, co powinno przypominać uśmiech. - Nowa Neva, tak?
Teraz przyłożył łapę do pyska, by nie parsknąć śmiechem. Suczka zmierzyła psa chłodnym spojrzeniem, ale potem również się uśmiechnęła. Dla psa było to wielką ulgą - potrafiła śmiać się z samej siebie. Popatrzył na oddalający się cień. Dopiero wtem dowiedział się, że upiory zaczynają atakować. Wcześniej myślał, że całe to ogłoszenie jest tylko gestem ostrożności - dla takich psów, które miałyby ochotę przejść się na spacerek obok Lerqua Castle.
* * * * * * * *
  Spacerowali już tak dosyć długo. Byli w wielu miejscach, a szli przez skróty; Bitter chciał przypomnieć je sobie na całe życie. Tak, aby miał przewagę, gdy ktoś go zaatakuje. Nie wiedział, jak wygląda napad upiorów, dlatego też nie miał ochoty tego doświadczyć. Był już nieco zmęczony, jego powieki mimowolnie opadały. Kiedy stracił świadomość, miał przepiękny - oczywiście, jego zdaniem - sen. Widział w nim ogromny helikopter, i siebie, w całej okazałości. Wskakiwał do jego wnętrza, a następnie zeskakiwał ze spadochronu..
  - Panie Przewodniku! - wrzasnęła suczka.
Zero rezultatów. Owczarek leżał, uśmiechnięty na myśl, że to wszystko może się powtórzyć. Chlast! Neva pacnęła łapą w okolicach jego pyska.
- Przestań! - warknął, spoglądając na suczkę, która właśnie bawiła się jego ogonem.
 Suka wstała, otrząsając się ze śniegu. Rzuciła okiem na psa, który nadal był poirytowany całą zaistniałą sytuacją. Zmrużył oczy i podparł się na lewej łapie. Odepchnął się mocno od podłoża. Uniósł brew, a pazurem wskazał czerwoną plamę na puchu.
- Mam nadzieję, że to nie przez Ciebie. - mruknął zwrócony w stronę suni.
Ona tylko się roześmiała. Zbladła natomiast, kiedy zobaczyła ową plamę. Owczarek wziął głęboki wdech i obwąchał ślad.
- Chyba nie powiesz, że to dżem.. - zaśmiała się suczka.
- Gdzie widzisz Jem'a?
Zmarszył czoło i spojrzał na Nevę. Wskazywała pyskiem to samo, co on wcześniej. Parsknął śmiechem. Od tej pory nie zamienili ze sobą nawet jednego słowa.
   - Nevo - zaczął Bitt. - Pamiętasz kilka nazw?
- Ice Ring, Lerqua Castle, Forest Strea..
- Świetnie. - przerwał suczce, posyłając jej szeroki uśmiech. - Więc tyle wystarczy na początek!
   Pomachał Nevie na pożegnanie, a sam udał się po jakąś kolację.

Neva?

Od Shairen CD opowiadania Elaine

Miałam ogromną ochotę popływać. Dawno tego nie robiłam; nie było do tego jakiejkolwiek okazji. A nawet jeśli miałam na to czas - co i tak było zjawiskiem dość rzadkim - nie było żadnego zbiornika wodnego w okolicy. Tym razem nie zamierzałam odpuścić. Udałam się do jaskini znajomego, Bitter'a. Nie było po nim śladu. Gdybym zostawiła kartkę, pewnie dostałabym odpowiedź szybszym sposobem, niż tym, który wybrałam. Próbowałam podejść do obcych mieszkańców i zapytać, jakie miejsce byłoby do pływania odpowiednie. Kiedy wzięłam się w garść, spotkałam całkiem miłego, białego psa, który przedstawił się jako Lemon. On również nie miał dużego pojęcia o tej sforze, ale wiedział, gdzie powinnam się udać.
 * *  * * * * * *  *
  Byłam wdzięczna psu za informację, jednak okazała się ona bezużyteczna. Nigdzie nie znalazłam chociażby małej kałuży, która nie byłaby zamarznięta. Zrezygnowana wróciłam do Centrum. Ku mojemu zdziwieniu, były jeszcze inne psy, które wyszły na ten okropny ziąb. Jednym z nich była suczka, która potknęła się o moją łapę. Z jej plecaka wysypały się różne przedmioty; jednym z nich był neonowy naszyjnik. Wiedziałam, co zaraz się stanie. Po kilku minutach skręcałam się z bólu, przysypując śniegiem swoje oczy. Poprosiłam ją o pomoc, z czego niezbyt się ucieszyła. Poszła jednak po jakąś suczkę, która wprowadziła mnie do jaskini.
- Dziękuję. - zwróciłam się do niej. - I bardzo Cię przepraszam.
- Nie musisz. - warknęła i spojrzała w ramę okna.

Elaine? Chyba się nie obrazisz, że odpisałem Shairen. xd

czwartek, 31 grudnia 2015

Od Mey - CD opowiadania Codie'go

Mey odstawiła kubek z mlekiem i mocniej przytuliła się do koca, po czym podniosła wzrok na Codie'go. Jej partner trzęsł się z zimna, zapewne przez padający wcześniej śnieg. Suka podeszła i wtuliła łeb w jego sierś, przy okazji okrywając go kocem.
- Cod? - Mey podniosła łeb i spojrzała w oczy partnerowi - Alfa wspominał coś o Upiorach... Słyszałeś? - Keplie zapytała, by upewnić się, że to prawda.
- Tak - westchnął Codie - Było słychać pomruki, że jutro jest jakieś zebranie na ten temat - przypomniał. Mey pokiwała ze zrozumieniem głową, po czym znów wtuliła się w Die. Miała złe przeczucie. Jedna wojna z wampirami skończyła się dobrze, jednak czy ta również się skończy pozytywnie? Trzeba wierzyć, że tak.
- Coś się stało? - zapytał Codie, widząc zwieszoną minę Mey. Suka pokręciła przecząco głową i napiła się ciepłego mleka. Wstała i podeszła do wejścia, zakrywając je zasłoną, by do środka nie wpadało zimno. Było to bardzo przydatne, o każdej porze roku. Przeszła przez jaskinię, po czym położyła się na posłaniu i popatrzyła na partnera, który wygrzebywał się z koców, które Mey mu pozostawiła. Ta uśmiechnęła się pod nosem.
- Chodź - wskazała łbem miejsce obok siebie - Jest dosyć zimno - dodała.

Codie? Nie krzyczaj na Grelleła za długość, czas i nie spełnienie twojej prośby. :<