sobota, 8 października 2016

Od Castiela - CD opowiadania Jockera

   Westchnąłem cicho. Co się z nim działo przez ten cały czas i dlaczego aż tak bardzo przypomina zwykłego przybłędę?
    - TAK! To ja - powiedział entuzjastycznie posyłając mi uśmiech, a nieświeże powietrze z jego paszczy uderzyło mnie po nosie.
    - Co się stało? Gdzie byłeś tyle czasu? - spytałem lekko podnosząc ton głosu, jednak nadal panowałem nad emocjami, na tyle, aby być w stanie w sekundę z powrotem przyjąć obojętny wyraz twarzy.
    - O to samo mógłbym spytać ciebie - mruknął, przekręcając łeb w prawo, by wbić wzrok w odległy obiekt z takim uporem, żeby aż skłonić mnie do zrobienia tego samego.
    Nie potrafiłem zinterpretować jego słów we właściwy sposób. Mówiąc to miał na myśli, albo to, że się nim nie zainteresowałem, albo ktoś doniósł mu o mojej aktywności w życiu publicznym sfory zmniejszonej do dosłownie kilku interakcji w ostatnim miesiącu. On wyparował na pół roku, ja na kilka tygodni i już jest afera? Nie, na pewno chodziło mu o to pierwsze.
    - Nie chciałem zawracać ci głowy - powiedziałem, zmuszając go do spojrzenia na mnie. - Słuchaj, przewyższasz mnie rangą i skoro zniknąłeś, miałeś ku temu powody, a ja nie chciałem ci przeszkadzać. Przepraszam, rzeczywiście powinienem bardziej zwracać uwagę na to, co się z tobą dzieje. Jednak sądziłem, że masz jakichś przyjaciół, którzy...
    - Przyjaciół mówisz... - przerwał mi i nagle posmutniał. - No tak... Sądziłem, że ty... Że my... Nieważne, to ja przepraszam. Pójdę już.
    Odwrócił się, zrobił krok naprzód lecz jego łapy zatrzęsły się pod ciężarem ciała i poleciał do przodu zanim zdążyłem do niego dobiec. Podniosłem go i przytrzymałem dopóki odzyskał równowagę.
    - Kiedy ostatnio jadłeś? - spytałem, patrząc z niepokojem na mocno wyodrębnione żebra.
    - Nie mam pojęcia ile czasu minęło...
    - Chodź, mam resztki z obiadu... Dojdziesz sam?
    Kiwnął łbem.

*** 

    Po skończonym posiłku i krótkim odpoczynku połączonym z rozmową udaliśmy się nad rzekę. Ktoś musiał doprowadzić jego wygląd do stanu sprzed kilku miesięcy i ta funkcja przypadła mnie. Starałem się zbytnio nie wypytywać o powód jego zachowania, ale miałem przeczucie, że ma poważne problemy ze sobą. Nie te widziane z zewnątrz, to te wewnątrz stanowiły największy problem. Nie naciskałem. Wszystko było dla niego nowe, biorąc pod uwagę długi okres czasu, który spędził samotnie w ciemnym końcu jaskini. Być może będzie musiał na nowo uczyć się pewnych rzeczy, które dla każdego psa wydają się banalne, być może, że chociażby zapomniał jak się poluje.
    Jocker niezgrabnie usiadł w rzece, tak że poziom wody sięgał mu mniej więcej do pępka, a linia wody rytmicznie obijała mu się o brzuch, natomiast ja zacząłem delikatnie zmywać z niego brud. Było to coś nowego również dla mnie, ponieważ do tej pory nie miałem żadnego kontaktu fizycznego z innymi psami, pomijając przytulenie się do Lokiego i Suzzie pierwszego dnia w sforze. Loki sam z siebie mnie nie przytulał, nawet nie klepał po łbie, jak to bywa w normalnych rodzinach, gdzie dorośli troszczą się o swoje młode. Nie, że się o mnie nie troszczył. Troszczył się. Na odległość. Zatem dotykanie kogoś innego niż siebie i potencjalnego obiadu było czymś innym oraz dziwnym.
    - Jeszcze raz przepraszam za kłopot - przerwał moje rozmyślania Jocker. - Naprawdę nie musisz tego robić.
    Nie odpowiedziałem. Nie bardzo wiedziałem jak, jako że wszystko co powiedział, było prawdą.
    - A co z twoją rodziną? - zmieniłem temat. - Przez ten czas nawet do ciebie nie zajrzeli?
    - Suzzie tak, ale dni mijały... przynajmniej tak sądzę, bo nie patrzyłem na to co się dzieje na zewnątrz, a ona zniknęła. Miała mnie dosyć i trudno jej się dziwić. Sam siebie miałem dosyć.
    Więc problem był poważny. Nie mogłem go tak zostawić samego, bo jeszcze tego by brakowało, żeby sobie coś zrobił, ale z drugiej strony (o zgrozo!) nie chciałem go zostawić, bo (O ZGROZO!) zaczynałem go lubić, chociaż wiedziałem, że to nieodpowiednie. Nie powinienem lubić nikogo, bo tylko w taki sposób uchronię się od cierpienia i uzależnienia od kogoś.
    - Zamieszkaj ze mną - zaproponowałem tak swobodnie, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - Mam sporo miejsca, pomieścimy się.
    - ... - spojrzał na mnie zdziwiony. - Wiem, że się martwisz i chcesz mieć mnie na oku, ale... Nie chcę być dla ciebie ciężarem. Zwłaszcza po tym jak stwierdziłeś, że nie jesteśmy przyjaciółmi... Zresztą wieść by się szybko rozniosła, psy zaczęłyby gadać nie wiadomo co...
    - Te same psy, które zostawiły cię samego? Daj spokój. I nie będziesz ciężarem, bo jesteś alfą i w razie potrzeby będziesz mógł mi się odwdzięczyć. To nie jest bezinteresowna pomoc, to inwestycja. Ktoś musi się tobą zająć dopóki nie staniesz na łapy.

Jocker?

sobota, 24 września 2016

Nowa suka - Abigail!

http://24.media.tumblr.com/tumblr_lvgt57wA0T1qi2f6ho1_500.jpgImię:Abigail
Ksywka: Abi, niektórzy mówią na nią Piratka, ale to ją drażni
Głos: Slow Life
Rasa: Border Collie
Wiek: 5 lat
Płeć: Suczka
Stanowisko: Sprinterka
Rodzina:
Matka - Astrid, border collie
Ojciec - Russo, border collie
Brat - Drako, border collie
Partner;Szuka
Charakter:Jest nieufna, nie lubi obcych psów. Jednak dla przyjaciół jest otwarta i chętna zrobić wszystko. Abigail jest bardzo odważna
i żyje na podstawie "jest ryzyko jest zabawa". Kiedy coś chce zawsze dąży do celu i nigdy nie odpuszcza, czasami wtedy potrafi być
uparta jak osioł. Nie znosi przegrywać. Łatwo ją wytrącić z równowagi, dla nieprzyjaciół jest ostra i z łatwością może się odgryźć,
ma w tym doświadczenie. Ale mimo tych cech w towarzystwie znanych prze nią ludzi jest szczęśliwa i ogólnie jest optymistką.
Historia: Przez kilka pierwszych miesięcy razem z matką mieszkała w kochającym domu, ale z powodu trudnej sytuacji jej
właściciele musieli ją sprzedać. Jej nowemu właścicielowi zależało tylko na pieniądzach i chciał z Abi wygrać Agility, bo miała w rodzinie championów. Kiedy miała 1,5 roku udało jej się uciec do lasu, od tego czasu żyła pozostawiona tylko na siebie. Aż w końcu udało jej się dostać tu.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Na howrse: Aggi142 Gmail: aga0konik@gmail.com

sobota, 17 września 2016

Od Gracy – CD opowiadania Bitter Sweet'a

Góra. Dół. Góra. Dół.
To cały czas czuła Gracy. Bitter szedł dosyć szybkim krokiem, przez co suka mocno to odczuwała. Chciała otworzyć oczy jednak nie dała rady, a ciepło lecące od strony słońca, jak i sierści Owczarka jeszcze bardziej skusiło ją do snu. Jedyne co dała radę zrobić i zrobiła, to wtulenie łba w miękkie włosy Sweet'a i pozwolenie, aby jej ciało bezwładnie leżało na jego plecach. Słyszała co chwilę jakieś pomruki, ulatniające z pyska Owczarka, aż w końcu zasnęła.
Chłodny powiew wiatru wpadający do jej jaskini, przeszył futro Grey. Suka powoli podniosła powieki, a oczom ukazała się ta sama, szara ściana, którą widuje codziennie. Od rana, do wieczora. Podniosła przednie łapy, przechodząc do pozycji siedzącej i jeszcze przymulonym wzrokiem błądziła po jaskini.
– Musisz kłaść się wcześniej spać – westchnął Sweet, na którym zatrzymała ślepia. Pies również wyglądał jakby przed chwilą obudził się z twardego snu. Gracy spokojnie wstała, otwierając pysk przy przeciągliwym ziewnięciu. Do końca jeszcze nie przyswoiła wiedzy jak do końca się tu znalazła i co się dzieje. Zaraz jednak zaczęła przypominać sobie zdarzenia, które miały miejsce zanim poszła spać.
– Tak – odparła, przecierając oczy, a jej słowa odbiły się echem po jaskini. Gracy podeszła do jednej z półek na której przechowywała drobne, szybko nie psujące się mięso i położyła je na kamieniu, przypominającym stół. Zaraz również jej żołądek zaczą grać pieśń, którą wiele psów mogło określić jako zwykłe burczenie. – Jeżeli chcesz to weź, chyba nie jest trujące – mruknęła, jeszcze nie do końca przytomna, wskazując łapą jeden z kawałków.

Bitter?

piątek, 9 września 2016

Od Niklausa

   Wziąłem głęboki oddech. Dzisiejszy dzień jest dniem, w którym kończę dawny rozdział i zaczynam następny. Planowałem to od dłuższego czasu, ale dopiero teraz zaczynam odczuwać niepokój. To zrozumiałe. Spędziłem w tej sforze wszystkie lata swojego życia, urodziłem się tu i kochałem to miejsce, ale teraz to nie jest już to samo. Nie bez Michelle. Kocham ją nadal, mimo, że odeszła dawno. W tym miejscu wszystko mi ją przypomina – nawet najzwyczajniejsza dróżka ciągnąca się przez las. To dlatego, że w młodości spenetrowaliśmy każdy zakątek terenów sfory, a nawet wiele razy byliśmy poza nimi. Musiałem stąd jak najszybciej odejść, bo powoli wariowałem. Miałem wrażenie, że słyszę jej szept; odgłos jej kroków; że widzę jak końcówka jej ogona znika między krzakami. Wiem, że nie w porządku było odejść bez pożegnania, zwłaszcza teraz, gdy nad przyszłością tego miejsca zebrały się ciemne chmury. Ale gdybym powiedział, co zamierzam zrobić, wszyscy by mnie zatrzymywali – prosili, a wręcz błagali, bym został. A ja nie chciałem niepotrzebnie ranić ich swoją odmową. A może udałoby się im mnie namówić? Wtedy i tak prędzej czy później bym odszedł, znów zadając im ból. Nie chciałem tego. Lepiej odciąć się za jednym zamachem.
   Złamania proste zrastają się szybciej i bez komplikacji.
   Najgorsze wątpliwości napadały mnie, gdy wyobrażałem sobie miny reszty, gdy po prostu zniknę. Miny Monny i Konny'ego, dla których byłem jak ojciec, i którzy nie poradziliby sobie beze mnie; minę Jockera, który był dla mnie poniekąd jak brat, który zawsze mnie wspierał i zapewne powierzyłby mi swoje życie, jak ja swoje jemu; minę Suzzie, która otaczała mnie troską i siostrzaną miłością, która tyle dla mnie poświęciła; minę Heroine, która, mimo, że najprawdopodobniej mnie nienawidziła, nadal była moją córką i kochała mnie na swój sposób; minę Gracy, która, chociaż nie była ze mną w bliskich relacjach, szanowała mnie i być może lubiła. Minę Michelle, która, mimo, że odeszła dawno, sama poniekąd tchórząc, uznałaby za tchórza mnie.
   Odpędziłem to wszystko od siebie, zaciskając zęby. Musiałem być silny, bo inaczej nie wytrwałbym w swoim postanowieniu. Odejdę. Muszę odejść. A reszcie nic do tego.
   Rzuciłem się pędem przed siebie, starając się nie rozglądać na boki. Wszystko przypominałoby mi o tym, jakim jestem tchórzem – uciekam, zamiast dać sobie pomóc, spróbować żyć dalej. Wiem, że jestem tchórzem. Ale inaczej się nie da.

   Biegłem wiele czasu, nim dotarłem do granicy między najbardziej wysuniętym terenem sfory, a wolnością. Jeszcze jeden krok i znajdę się w zupełnie innym świecie, świecie ludzi. Nie jest to łatwy świat, ale jestem pewien, że sobie poradzę; tak pewien, jak tego, że jestem tchórzem.
   I już miałem wykonać ten ostateczny krok i stać się bezpańskim, bezsforowym psem, gdy usłyszałem czyjś głos:
   — Co ty robisz, jeśli można wiedzieć?
   Poczułem, jak serce mi zamiera. Było tak blisko... Wziąłem głęboki oddech i odwróciłem się do psa, który się do mnie odezwał.

 Ktoś?
  

czwartek, 8 września 2016

Od Suzzie – CD opowiadania Bitter Sweet'a

   Uniosłam powoli głowę, a mój wzrok zatrzymał się na sylwetce dobrze znanego mi psa. Wcześniej uważałam jego głos za omam, spowodowany przegrzaniem bądź początkiem problemów psychicznych. Teraz jednak okazało się, że obie z tez odpadały, więc wizyta u miejscowego lekarza lub psychiatry była zbędna. Dopiero po kilku sekundach skupiłam się na tyle, by przypomnieć sobie, że Bitter Sweet zadał mi pytanie i oczekuje odpowiedzi, patrząc na mnie jak na chorą na umyśle.
   — Przepraszam — mruknęłam. — To przez ten upał jestem taka rozkojarzona...
   Pokiwał łbem, a ja zorientowałam się, że jego pytanie nadal pozostało bez odpowiedzi.
   — Chodźmy w jakieś zacienione miejsce. — potrząsnęłam łbem. Niedługo naprawdę zwariuję w tym upale.
   Przystał na moją propozycję, kierując się w gąszcz drzew, gdzie docierała zdecydowanie mniejsza ilość słońca. Szłam pół kroku za nim, delikatnie powłócząc łapami i czując zmęczenie. Moim największym marzeniem był teraz gęsty, ulewny deszcz, najlepiej jeszcze z burzą.
   Zorientowałam się, że idąc mam spięte mięśnie, jakbym oczekiwała ataku, więc starałam się je rozluźnić. W ostatnim czasie żyłam w ciągłym stresie, więc pewne zachowania mi pozostały. Dopiero po kilkunastu minutach uporczywej ciszy, psu udało się mnie zagadnąć tak, bym dała się wciągnąć w rozmowę. Zagadaliśmy się tak, że ze zdumieniem ujrzałam, że niebo robi się coraz ciemniejsze, a słońce świeci delikatnie i przyjemnie. Miałam wrażenie, że minęło kilka minut, a w rzeczywistości było to kilka godzin. Musiałam przyznać, że dzisiaj czułam się naprawdę rozluźniona i dobrze się bawiłam. Zadziwiające, że odnowienie starych znajomości może przywołać miłe wspomnienia i atmosferę. Miałam nadzieję, że nie było to ze strony psa jednorazowe spotkanie, ot tak, lekarstwo na nudę. Z chęcią spotkałabym się z nim raz jeszcze, zapominając o wszystkich troskach i będąc po prostu sobą. Kto wie, może nawet po jakimś czasie połączyłaby nas nić przyjaźni?
   — Muszę już iść — westchnęłam. — Mam nadzieję, że to powtórzymy? Naprawdę miło spędzało mi się z tobą czas, Bitter.

Bitter Sweet?

Od Suzzie – CD opowiadania Meversue'a

   Po usłyszeniu tego przepełnionego szczerością wyznania, moje serce zabiło z nową mocą, choć jeszcze kilka sekund temu prawie zamarło. Teraz, wiedząc, że obiekt moich uczuć je odwzajemnia, czułam się dziwnie spełniona. Podobnie czułam się dawniej przy Jemie. Wiedziałam, że przede mną i Meversue'm jest jeszcze kręta i wyboista droga, ale warto było podjąć się wędrówki, wiedząc, co czeka mnie na końcu. Związek z Jemem w pewnych aspektach byłby zapewne łatwiejszy, ale czy łatwiejsze znaczy lepsze? Nie pragnę żyć w spokojnym, bezpiecznym związku. Pragnę poznać najpiękniejszy odcień miłości, przeżywać wzloty i upadki, odsuwać się i wracać do siebie z nową dawką uczuć, czyniących naszą więź jeszcze silniejszą niż kiedykolwiek. To, czego pragnę, może mi zaoferować właśnie on – Sue, którego obdarzyłam szczerą miłością, tak jak on mnie.
   Ja też byłam pełna niedowierzania do tego, że on obdarzył uczuciem mnie, bo przecież wie, że mimo mojemu ogólnie wesołemu charakterowi, to na moim sercu znajdują się jeszcze niezaleczone – albo raczej źle zaleczone – rany, otoczone poszczególnymi imionami bądź historiami. Jednak ja w przeciwieństwie do niego, uwierzyłam mu od razu – wyczytałam z niego szczerość, bijącą i od słów, i od gestów.
   Ode mnie zaś biła ufność i nadzieja – nadzieja na lepsze jutro, lepszą przyszłość sfory, lepszą przyszłość moją, jego, naszych pobratymców, Jockera...
   Uśmiechnęłam się do niego, starając się tym jednym gestem pokazać mu wszystkie pozytywne emocje goszczące we mnie. Chyba mi się to udało, gdyż kąciki jego ust również wygięły się ku górze.
   — Czuję to samo, Meversue — szepnęłam i nadal uśmiechnięta, wyszłam.


Meversue?

Od Jocker'a

Siedzę zamknięty w tej jaskini jakieś cztery miesiące. Żadnych żywych dusz i organizmów dookoła mnie. Żadnego pożywienia, żadnej wody. Normalny pies chyba by już dawno zdechł z głodu, pragnienia i przemęczenia. Czułem w sobie ochronę przeciwko takim zabójstwom. Siedziałem w kącie, sierść miałem nadal najeżoną ze względu też że była cała brudna i sklejona. Oczy nadal wytrzeszczone lecz czerwone od przemęczenia. Ogon podkulony. Myślicie pewnie że nikt się mną nie przejmował. Z początku tak. Przychodzili do mnie, pytając jak mogą mi pomóc. Nie reagowałem wtedy ani słowem. Siedziałem po prostu tak jak siedzę teraz. Później... Nikt nie przychodził. W sforze o mnie zapomnieli. Nie słyszałem swojego imienia. Suzzie nie mogła mnie znieść i przeprowadziła się. Wejście do mojej jaskini zarosło całkowicie pajęczynami i roślinnością. Zrobiło się ciemno. Zupełna pustka. A dlaczego to wszystko?


***miesiąc później***

Czułem że umieram. Nie chciałem. Ale nie mogłem nic zrobić. Łapy już dawno się pode mną zapadły. Śmierć mnie przerażała. Tak bardzo jak chciałem wróci do ojca tak bardzo nie chciałem jednak odchodzić. Wyjąłem spod własnego ciężaru jedną łapę. Poruszałem nią z trudem w każdą stronę ale udało mi się na niej stabilnie stanąć. Zrobiłem to po kolei z każdą aż wstałem. Powolny i zgarbiony podszedłem do wejścia jaskini. Ledwo je znalazłem. Łapą odgarnąłem wszystkie rośliny i pajęczyny. Wyszedłem na zewnątrz. Promienie słońca powodowały że moje oczy dosłownie pękały. Od razu je zamknąłem żeby pare łez mogło je nawilżyć. Ruszyłem w stronę domu Casa. Mam na dzieję że nigdzie nie zwiał. Kiedy przechodziłem, po drodze mijałem psy. Ja jeszcze wszystkich dokładnie pamiętałem. Zato oni? Dało się to wywnioskować po szeptach trwających dookoła mnie:
- Co to za pies?
- Co on tu robi?
Ignorowałem te słowa i wlokłem się dalej do Casa. W jaskini go nie było. Usiadłem w środku i czekałem na niego. Niestety nadal czułem że śmierć łazi gdzieś za mną i szuka okazji do użycia swojej kosy. Sparaliżował mnie strach. Zemdlałem. Nie czułem że to już ten moment ale że nie mam na nic siły. Po chwili się ocknąłem. Cas stał wystraszony ku wejściu do jaskini. Podszedł do mnie i zapytał:
- Przepraszam pana, czy wszystko dobrze?- pomógł mi wstać
- Ty..-ledwo zacząłem.- Ty mnie nie pamiętasz prawda?
Cas otworzył szeroko oczy lecz po chwili je przymrużył. Bałem się że straciłem przyjaciela bo po prostu o mnie zapomniał. Wypadłem z jego ramion. Miałem ochotę gorzko płakać ale wyprzedził moje chęci głos Castiela.
- Jo...Jock...
Podniosłem się z nadzieją patrząc na Casa.
- Jocke..-w tem popatrzył na mnie ze łzami w oczach.- Jocker!!!

Castiel?

piątek, 2 września 2016

Od Bitter Sweet'a - C.D. Opowiadania Gracy

Sweet zwinnie ominął niewielką kałużę, roztaczającą się tuż przy głównej, prowadzącej do centrum sfory ścieżce. Co prawda, jego nastrój po kilkugodzinnym biwaku polepszył się o kilkadziesiąt procent, a lekki uśmiech zadowolenia gościł na Owczarkowym pysku przez resztę podróży.. lecz pomimo ogólnej radości płynącej z obserwacji słonecznej wędrówki odczuwał dziwne poczucie pustki, która narastała wraz z dłuższym pobytem poza własną, przepełnioną do skrajności kurzem i brudem jaskinią. Odczuwał w stosunku do niej pewien sentyment, można nawet powiedzieć, iż ją pokochał, całym swoim psim sercem. Co jakiś czas odciągał od siebie entuzjastyczne myśli o powrocie do mieszkania tylko po to, aby sprawdzić stan towarzyszącej mu Gracy - często czuł, jak jej bezwładny pysk opada na jego grzbiet, biały ogon przypominający pióropusz zbiera ze sobą wszelkie brudne przedmioty i pozostałości po tutejszej społeczności. Wyglądała na zmęczoną, jeśli nie totalnie wycieńczoną; a przynajmniej wszystko wskazywało na to, że Grey wręcz zasypia na rozwidleniu dwóch dróg, na całe nieszczęście usłanych tysiącem malutkich drobinek, okruchów skalnych i drobnych, zdruzgotanych i sponiewieranych roślinkach. Westchnął cicho i powoli się zatrzymał, by chociażby tak obejrzeć dokładnie jej obecny stan, który wyraźnie wskazywał na wymagający sporej dawki snu lub ciągłemu dostarczaniu złóż kofeiny. Uniósł jej podbródek łapą, a senny wzrok piwnych oczu dał mu do zrozumienia, iż dalsza droga nie będzie należała do najprzyjemniejszych i nie będzie mógł dopisać jej do jednych ze swoich ulubieńców.
- Grey, zasypiasz - oznajmił rzeczowo, a jego ton stał się jakby łagodniejszy.
Gdy otrzymał odpowiedź w postaci cichego, niezrozumiałego i odczepnego pomruku zatarł łapy i zarzucił Białą na swój grzbiet, podobnie do myśliwych targających swój łup. Cieszył się, że jego dobrze zbudowana postura wystarczała na całe, w miarę lekkie ciało towarzyszki, jednak wiedział, iż tuż po powrocie zwróci suce uwagę o wcześniejszych porach na sen.

Greyy?

Od Riley - C.D. Opowiadania Heroine

Riley uniosła lekko swoje brwi, zupełnie tak, jakby oczekiwała innej, konkretniejszej odpowiedzi na swoje długo planowane wyznanie o własnych poglądach. Argument suki przedstawionej jako Heroine był mocny, jednakże nie miała zamiaru w niego wierzyć, przyznać jej rację czy przyjąć do siebie cenne spostrzeżenie z wyraźną aprobatą. Wolała drążyć się w swoich uprzedzeniach i obawie przed nieznanymi, nawet nie rozpatrując ich zamiarów, które wcale nie musiały być złe, przepełnione nienawiścią i brutalnością. Ciemna, ponura wizja setki szpiegów pod osłoną wyglądu husky atakujących każdy cal jej wątłego ciała jeszcze bardziej utwierdzał ją w przekonaniu, iż powinna bezdyskusyjnie i szybko skierować się w inną stronę i od nowa naznaczyć cel swej podróży - zamiast znalezienia jaskini marzyła teraz o poszukiwaniach pustej, niezamieszkałej przez nikogo jamy i podążania prostą, leśną i odsuniętą od aktywniejszej części sfory ścieżką. Nie miała najmniejszego zamiaru powtarzać tego przedstawionego, właściwie odbytego tylko dzięki niej, a dosadniej - nieostrożności, którą się wykazała. Mimo tego, że już dawno mogła być skierowana ku swojej upragnionej drodze, wciąż stała w jednym miejscu, wbijając pazury w miękką, żyzną glebę. Kończyny próbowały odmówić jej posłuszeństwa, lecz wcześniej wymienione pragnienie wzięło górę; już po kilku sekundach obróciła się o trzysta sześćdziesiąt stopni i kroczyła pewnie przed siebie. Kiedy jedna z jej kończyn była już stanowczo za warstwą gęstych, bujnych i zielonych krzewów usłyszała głos, który błyskawicznie dopasowała do Owczarka. Instynktownie odwróciła pysk, ukazując Heroine i Cielowi swoje ślepia w mocnym, krwistoczerwonym odcieniu, co z pewnością wzięli za pewien gest przyjaznego nastawienia.
- Może jednak się przedstawisz? - dosyć wyraźny głos Heroine ledwo przebijał się przez świst jesiennego, wyjątkowo porywistego wiatru. - Myślę, że to nie ma sensu, po prostu wracajmy do swoich spraw - dodała smutno, gdy suka podążała dalej w zupełnie nieznanym kierunku.
- Riley - mruknęła, za chwilę znajdując się tuż obok nich.
Nie chciała sprawiać komuś przykrości, a przynajmniej nie teraz, na samym wstępie jej pobytu w sforze - co mogłoby się wydarzyć, gdyby Owczarek był młodym samcem Alfa, Beta czy po prostu ważniejszym członkiem? Wybrała przełknięcie wstydu, zamiast krzywych spojrzeń przez resztę swojego tutejszego mieszkania, przebywania w stadzie razem z dwójką.

Heroine?

niedziela, 28 sierpnia 2016

Od Gracy – CD opowiadania Bitter Sweet'a

Suka delikatnie spuściła łeb nadal się uśmiechając. Lubiła gdy Owczarek daje upust innym emocjom, niż złości, a na jego pysku pokazjue się uśmiech. Gracy z Bitter Sweet'a przeniosła wzrok na niebo, które powoli zaczęłobyć rozświetlane przez słońce. Podniosła się do pozycji siedzącej, by lepiej widzieć wschód i zaczęła przyglądać się znikającym, ciemnych chmurom. Kątem oka widząc jak Sweet również się podnosi. Za chwilę widać było pierwsze, niepewne promienie słońca, po których stopniowo pokazywały się kolejne.
– Piękne – szepnęła suka, zauroczona kolorowymi promykami, nie mogąc nic więcej wydusić. Zaraz również spojrzała na pysk Owczarka.
– Mhm – Bitter pokiwał głową, a w jego oczach odbijał się blask słońca. Grey uśmiechnęła sie lekko i ponownie sierowała swój wzrok ku słońcu.
– Dziękuję – powiedziała cicho, jednak miała nadzieje, że pies to usłyszał, co potwierdziło to, że spojrzał na nią pytająco. – Że jednak zostałeś – dodała i posłała mu lekki uśmiech, po czym żywiołowo wstała i zaczęła się śmiać. – Nie wiem jak ty, ale ja muszę iść spać – powiedziała, równocześnie otwierając szeroko pysk i ziewając. Bitter podniósł się z ziemi i kiwną łbem.
– Tak, wracajmy – mruknął, po czym zaczął powoli iść. Suka jeszcze raz spojrzała na niebo, a potem na wygniecioną trawę i uśmiechnęła się, szybko dorównując kroku towarzyszowi.

Biteł?

środa, 24 sierpnia 2016

Od Heroine – CD opowidania Riley

Heroine spojrzała na sukę, z błyskiem zaciekawienia. Nie spotkała owej suczki nigdzie wcześniej, więc wydawało jej się dobrym pomysłem zapoznanie z niższą towarzyszką, o ile ta chciałaby współpracować. Zastanawiał ją też fakt, co suka robi w jaskini Ciel'a. Heroine uśmiechnęła się lekko do siebie i delikatnie spuściła pysk.
– Co tutaj robisz? – rzuciła najczęściej zadawanym pytaniem, próbując nie zniechęcić towarzyszki do odpowiedzi. Nie wiedziała o co zapytać lub co oświadczyć na początek, a pytania związane z jej danymi osobowymi wydały się dla Husky nie odpowiedzie w danej chwili. – Jeżeli upatrzyłaś sobie tę jaskinię, muszę Cię przeprosić, lecz należy ona do tego oto Owczarka. Prawda, kuzynku? – zapytała, przenosząc wzrok z suki na Ciela, który jeszcze nie dokońca zrozumiał co się przed chwilą stało i z kim teraz rozmawia. Pies pokiwał łbem, wbijając wzrok w niższą sukę.
– Przepraszam – odparła suka beznamiętnie, wlepiając ślepia to w Heroine, to w Ciela.
– Jak masz na imię i co tutaj robisz? – zapytał od razu Owczarek, stawiając stabilny krok w stronę suki. Husky westchnęła tylko i pokiwała przecząco łbem. Była zażenowana, jak i zdziwiona zachowaniem kuzyna, ponieważ zazwyczaj nie interesowały go sprawy osobiste innych. – Ciel. Jestem Ciel – powiedział, widząc jak suka zwleka z odpowiedzią. – To jest Heroine, teraz twoja kolej – zaczął tłumaczyć, jak małemu dziecku, przez co suka cicho fuknęła.
– Nie wydaje mi się, żeby podawanie swoich danych osobistych, obcemu psu było bezpieczne – odpowiedziała ich towarzyszka, podnosząc łeb, na co Heroine uśmiechnęła się delikatnie.
– Jeżeli jesteś w sforze, nie ma obcych psów – posłała owy uśmiech suce. – Są to jeszcze nie poznani przyjaciele – mruknęła, przenosząc wzrok na kuzynka.

Riley?

wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Riley

- Skoro tak, bardzo dziękuję za całokształt. Bardzo mi miło, że postanowiłaś u nas zostać, mam nadzieję, iż zostaniesz u nas aż do śmierci. - biała, upodobniona do samoyeda suka wydawała się wyjątkowo uszczęśliwiona na samą myśl zyskania nowego członka. - Przepraszam, czasem mówię stanowczo za dużo, wykasuj moje ostatnie słowa.. i czuj się jak w domu, Riley. - dodała, a szeroki uśmiech zagościł na jej pysku.
Rzecz jasna, w całym tym zajściu pojawiło się kilka pomyłek, których suka nie potrzebowała wymieniać, mimo tego, iż była dosyć dokładna. Jej przekonanie o życzliwości przywódców narastało z każdym, nawet najmniejszym, przypadkowym spotkaniem, jednak uprzedzenie do członków psiego stowarzyszenia wciąż przyprawiał ją o niemiłe skurcze w żołądku. Nie miała zamiaru być dla nich chociażby uprzejma, kulturalna, cierpliwa, coś takiego nawet nie wchodziło w grę, przeczyło jej wszelkim zasadom moralnym, graniczyło z kodeksem o zachowanej obojętności. Planowała jedynie wtopić się w psi tłum, zdobyć opinię większości o atmosferze zachowywanej w tej sforze. Riley już kilka razy w trakcie wypełniania różnych formalności myślała nad tym, jak też wypełniać powierzoną jej posadę - podchodzić do niej z wyraźnym dystansem, oddzielać ją od towarzyskiego życia, którego nie musiała wcale posiadać, czy też oddać się pracy bez reszty, topić się w życiodajnej cieczy przez resztę swojego życia? Przez ostatni rok swojego życia często zadawała sobie mnóstwo filozoficznych, ale i naprawdę przydatnych, inteligentnych pytań, które zazwyczaj były poświęcone tylko jednej sprawie, czyli samej osobowości, zachowania, poszczególnych cech suki. Z jaskini Alf wymaszerowała z dziwnym, jawnym podnieceniem, dotyczącym jej przyszłemu funkcjonowaniu, a i również mieszkaniu na tych terenach. Miała wrażenie, że jej rzeczywista codzienność będzie wyglądała zupełnie inaczej, spotkania z pobratymcami nie okażą się takie proste, jak wydawało się na samym wstępie. Właśnie dlatego była taka zdziwiona, gdy tuż przy upatrzonej jaskini przeszła beztrosko po łapach samca o Owczarkowej budowie, maści i wyglądzie. Pies nie wypowiedział nawet jednego słowa, chociaż ona wgapiała w niego swoje czerwone ślepia. Nie chciała go zagadywać, toczyć jakiejkolwiek rozmowy; wolała iść dalej, jednak coś ją zatrzymało. Jakaś aura, może przeczucie? Otrząsnęła się z rozmyśleń w chwili, kiedy jej drogę przecięła niebieskooka husky.
Herosiu, a może i Cielu?

Od Lightning - C.D. Opowiadania Jeffrey'a

Podeszłam nieco bliżej, aby pokazać nieznajomemu swój pysk. Od samego początku bytowania w sforze nabrałam dziwnego nawyku ukrywania się w najmniej oczekiwanych miejscach, tak, jak przystało na prawdziwą łowczynię - zwierzyna zawsze była o krok za mną, a moja nowo ustanowiona taktyka polowania przynosiła rezultaty, mogę zaryzykować stwierdzeniem, iż lepsze od połowy tutejszych łowców, szukających, tropicieli. Nigdy nie planowałam ustawiać siebie w pierwszej kolejce do najlepiej pełnionych profesji.. to wszystko było dla mnie naturalne, a wrodzona nieskromność tylko pomagała mi w bezdennych przemyśleniach na temat moich umiejętności. Kiedy mój wzrok po raz kolejny spoczął na nowym samcu, wydęłam nozdrza, aby chociaż w taki sposób dowiedzieć się czegoś na jego temat. Nie chciałam robić tego w taki sposób, nietypowy dla innych, lecz właśnie to potrafiłam najlepiej; węch był moją lepszą stroną, dlatego nie stroniłam od wielokrotnego używania tego zmysłu. Woń dojrzałego, zdrowego psa bez problemu przebijała się przez specyficzny zapach słonej, morskiej wody, co zresztą nie było dla mnie jakimś zaskoczeniem. Z wyrazu jego pyska można było wyczytać dwie, dosyć istotne rzeczy. {o pierwsze, jego wiek nie mógł sięgać poniżej trzech lat, a po drugie - jego dosyć zdezorientowany, rozkojarzony i znudzony wzrok pełzający z moich wielobarwnych tęczówek dał mi do zrozumienia, iż wypadałoby rozpocząć jakiś dialog.
- Zwą mnie Lightning. - odparłam krótko, aczkolwiek pewnie, bez żadnego zawahania.
Jeffrey pokiwał lekko łbem, wcześniej kołysząc go w dziwnym, niepowtarzalnym ruchu. W pierwszym momencie miałam zapytać, czy wszystko w porządku, lecz po kilku minutach samiec powrócił do normalnego stanu, nie przywiewał żadnych wątpliwości swoim zachowaniem. Właśnie w tamtej chwili zorientowałam się, że od jakiegoś czasu bezmyślnie drążyłam kółka w drobnym, delikatnym piachu. Błyskawicznie zasypałam dziury ogonem, nawet nie zastanawiając się nad tym, jak coś takiego mogło wyglądać. Ponownie uniosłam pysk, aby z nieprzetartą śmiałością prześwietlić nowego obywatela spojrzeniem. Ten stał w tym samym miejscu, jednak nie byłam pewna, dlaczego.
- Czy w tym imieniu kryje się jakiś sens? - zapytał cicho, najprawdopodobniej szukając tematu.
- Jasne, że tak. - prychnęłam. - W każdym imieniu znajdzie się jakiś sens, jeśli tego nie wiedziałeś, zostałeś już lojalnie poinformowany. Jeśli chodzi o moje, znaczy więcej, niż możesz sobie wyobrazić.
Samiec uniósł lekko brwi, w typowym, znanym mi od dzieciństwa geście "Czyżby?". Nie chciałam szukać zaczepki, ale czy było jakieś wyjście? Milczenie było istnym aktem tchórzostwa, agresja wobec, jak śmiem twierdzić, jeszcze niezaklimatyzowanego członka sfory mogła być uznana za nielojalność wobec tutejszych władz, zarówno rodzeństwa Alfa, jak i samca Bety.
- Wybrałeś już zawód? - spytałam, jednak nie słysząc odpowiedzi zaczęłam ponownie. - Pewnie, że wybrałeś. Jaki?
- Wojownik Graniczny - odparł, teraz już mocniejszym, bardziej stanowczym, męskim tonem.
- Rozumiem. - westchnęłam, uświadamiając sobie, iż nie będę mogła opowiadać o swoich łowieckich osiągnięciach.

Jeffrey?

Od Bitter Sweet'a - C.D. Opowiadania Gracy

Owczarek przez dosyć długi czas rozważał, czy opcja tymczasowego biwakowania faktycznie ma jakieś plusy, które były wówczas w stanie go przekonać. Rozejrzał się instynktownie po leśnym terenie, w sumie niestanowiącym żadnego zagrożenia. Może cała ta bitwa odcisnęła na nim piętno ostrożnego? Bitter jeszcze nigdy nie okazywał grama zainteresowania bezpieczeństwem, a jego uwaga ograniczała się do grzecznego usłuchania głosowych ostrzeżeń. Właściwie, odkąd tylko pamiętał nie przepadał za obserwacją słonecznych wędrówek; nawet zachód, tak piękny, dla wielu będąc najpiękniejszym na świecie zjawiskiem nie był dla niego szczególną atrakcją. Niemniej jednak, po kilku proszących spojrzeniach Białej nie mógł znieść tego, że jego powrót ogranicza innych do rzeczy, których sobie zażyczy; nie miał ochoty robić jej przykrości, a przynajmniej nie od samego przyjścia, dlatego usiadł tuż obok niej, wcześniej potwierdzając wypowiedzianą sugestię pewnym kiwnięciem pyska. Gracy zamerdała lekko ogonem w geście podziękowania, co uznał za urocze, chociaż i wyjątkowo zbędne. Ułożył się na grzbiecie w przeciwną do jeszcze nie nadchodzącego słońca, opierając swoje tylne kończyny o wysoki, rozłożysty dąb, na którym zresztą nieraz urządzał szczenięce pojedynki. Było też coś, co musiał szczerze, jak i stanowczo przyznać - w czasie wycieczki zabrakło mu towarzystwa Grey.
- Może to i dobry pomysł - dodał po kilku minutach ciszy. - Wiesz, brakowało mi Ciebie podczas tej wycieczki. Pewnie mógłbym znieść, jeśli znowu nasza podróż miałaby zakończyć się porwaniem - zaśmiał się.
Nie odezwała się, jednakże wzięła to za pewien komplement, gdyż zaraz potem na jej pyszczku pojawił się nerwowy uśmiech, który Owczarek zdążył rozgryźć rok temu, po dwóch latach znajomości z jej osobą. Dowiedział się o niej bardzo dużo, lecz najdziwniejszym faktem w jej karierze były relacje z rodziną. Nigdy nie dostrzegł czegoś podobnego, przynajmniej w najmniejszym stopniu upodobnionego do emocji suki podczas rodzinnych spotkań; on sam uważał matkę za ważną osobę, nie mówiąc nawet o nielicznym rodzeństwie, które zostawił w rodzinnym miasteczku. A może to oni zostawili jego, umierając? Taka wersja wydawała się najlepsza dla psa, który nie posiadał słynnego, gryzącego sumienia, poczucia winy. W każdym razie, w dalszym ciągu  był zdania, iż zażyłość z matką bardzo zmieniła i tak już odmienioną Śnieżnobiałą. Bitter cieszył się, że był jednym z tych, którym przypadło jej pocieszanie.. może i z powodu ich długiej przyjaźni? Po prostu lubił, gdy dzięki niemu na jej pysku mógł pojawić się szeroki uśmiech.
- W sumie nie mamy do wschodu tak daleko. - oznajmił, postanawiając przełożyć drzemkę na inną okazję. - Jocker bawi się już w papierach, a łuny zabarwiają się na krwistoczerwono. To dosyć dobry znak.
Widząc nieco nadąsaną z powodu szybkiego wschodu Gracy wyciągnął się na swoim miejscu, za chwilę podczołgując się bliżej do uklepanego przez jej ciało miejsca. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, zrobił maksymalnego zeza, na co suka parsknęła głośnym śmiechem. Wtem właśnie cień satysfakcji przebiegł po jego pysku.

Od Jeffrey'a

Niedawno dołączyłem do stada. Jest tu dużo członków ale jakby to powiedzieć... nie wszystkim się spodobałem. Nie dość, że jestem odludkiem, to jeszcze mam inne hobby i upodobania.
Jak na moje szczęście, była noc i mogłem sobie spokojnie pospacerować w świetle księżyca. Fale rozbijały się o skalisty brzeg z łagodnym pluskiem. Stanie w tym odległym zakątku stada i rozkoszowanie się widokiem tonącego w wodzie księżyca, należało do dosyć (bardzo) miłych czynności.
Łapy same skierowały mnie w stronę morza, gdy nagle usłyszałam za sobą chrząknięcie.
Odwróciłam się jak oparzony, spoglądając na brzeg. Stała tam jakaś suka przyglądając mi się badawczo, grzebała łapą w piasku.
- Hm? - mruknąłem, wychodząc z wody.
Suka otworzyła pysk, jakby właśnie chciała coś powiedzieć, jednak była cicho.
- Jeffrey - przedstawiłem się - jesteś ze SPU?
- Tak - oznajmiła z nutą dumy w głosie - a ty?
- Mhm - przytaknąłem łbem - jak ci na imię, nieznajoma suko?

< jakaś suka? >

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Od Gracy – CD opowiadania Bitter Sweet'a

Gracy spojrzała na pysk Bitter'a, na którym malował się grymas obużenia i uśmiechnęła się lekko. Podniosła się z ziemi i podniosła łeb, a wieczorny, delikatny wiatr zaczął bawić się jej sierścią. Podeszła do Sweet'a, na początku pewnym siebie krokiem, jednak zaraz zwolniła lekko speszona i zatrzymała się kilkadziesiąt centymetrów przed nim.
– Może się przejdziemy? – zaproponowała, czekając na odpowiedź ze strony Owczarka. Dawno z nikim nigdzie nie chodziła, więc może przez to niektóre tereny sfory się pozmieniały.
– Okej – piesk skiną głową, po czym podniósł się i rozejrzał wokół i zaczął iść ścieszką prowadzącą przez las. Suka cicho westchnęła oraz zaczęła iść metr za psowatym, dokładnie rozglądając się na boki. Kilka razy próbowała również rozwinąć jakiś dłuższy dialog, jednakże nie wiedziała o co zapytać, o czym oznajmić. Miała niemiłe przeczucie, że kiedy powie coś nie tak lub zapyta nie o to co trzeba, zacznie się znowu kolejna kłótnia.
– Może zrobimy przerwę? – zapytała Gracy, próbując mówić głośniej niż dźwięk gałęzi gdy między nie wplecie się wiatr. Owczarek przystanął i odwrócił łeb w stronę Grey, po czym pokiwał nim. Suka usadowiła się na wysokiej, zielonej trawie i położyła pysk na łapach. Obserwowała również jak Bitter Sweet zajmuje miejsce obok niej. Uśmiechnęła się sama do siebie i powoli zaknęła oczy przed rażącym słońcem. Nawet nie wiedziała kiedy, a zasnęła. Oczywiście zaraz się ocnknęła i wstała szybko, rozglądając się na boki, a jej wzrok pozostał na znajomej sylwetce Owczarka.
– Długo spałam? – zapytała, robiąc przerwy ziewnięciem. Pies pokręcił głową.
– Może tak z trzydzieści minut – odpowiedział, na co suka uniosła 'brwi' do góry.
– To dużo – westchnęła, spuszczając wzrok ku ziemi. – Słońce już zaszło i nie zobaczyłam jego zachodu – westchnęła Grey, znów siadając na wygniecionej trawie. Bitter zaś przeciwnie, wstał oraz skierował pysk w stronę Gracy.
– Zbierajmy się. Już ciemno – mruknął, na co suka skierowała łeb do góry, na gwiazdy.
– Zostańmy – poprosiła, kierując błagalny wzrok na Bitter'a. – Zobaczmy wschód słońca – na ostatnie zdanie, pies popatrzył na swoją towarzyszkę zdziwiony.
– Wschód? Jest do niego kilka dobrych godzin – powiedział nieco zrezygnowanym tonem. – Jak chcesz to siedź, ja idę do domu – dodał, po czym zaczął powoli zmieżać ku swojej jaskini. Grey szybko wstała i złapała go za łapę, próbując go zatrzymać.
– Nie chcę sama, chcę z Tobą – powiedziała, chyląc łeb ku dołowi. – Dawno nic razem nie robiliśmy

Biteł? Trochę rozruszałam

Nowy pies - Jeffrey!

https://img03.deviantart.net/fc17/i/2011/131/7/a/113_by_wolf_band-d3g356x.pngImię: Jeffrey.
Ksywka: Brak, chociaż niektórzy mówią na niego Jeff.
Głos: Maroon 5
Rasa: Jeffrey jest mieszańcem owczarka niemieckiego.
Wiek: Okrągłe pięć lat.
Płeć: Pies.
Stanowisko: Strażnik Graniczny.
Rodzina: NN.
Partner: Nie, on nie potrzebuje kuli u nogi w postaci partnerki.
Charakter: Jeffrey nie jest tym samym psem, co kiedyś... teraz jest to w połowie samotnik, który lubi spędzać czas w towarzystwie dobrze znanych mu psów. Jednak nie można zapominać, że jest lojalnym psem, który może oddać życie za osoby, które kocha. Cechuje go odwaga i cierpliwość, chociaż w młodości nie miał ani jednego z wymienionych. Potrafi być zazdrosny... i to bardzo.
Jest uparty i stawia na swoim, choć nie zawsze ma rację. Ma bardzo silną wolę jak i psychikę, dzięki czemu nie wyciągniesz z niego żadnych informacji - nie ważne czy za pomocą tortur lub innych sposobów... po prostu się nie da.
Potrafi jednak wyciągnąć prawie wszystkie informacje od kogo tylko zechce - wystarczy kilka gróźb i ostry pazur tuż przy gardle. Woli wojnę niż sojusz, nigdy nie ucieka z pola walki. Walczy do ostatniej kropli krwi, nie ważne czy jego, czy przeciwnika.
Historia: Jeffrey urodził się w schronisku, gdzie było mu nawet dobrze, ale uciekł bo nie miał zamiaru być tam przez całe życie. Tak jakoś kilka dni, miesięcy, a nawet lat minęło i w końcu znalazł sforę odpowiednią dla siebie (dokończę)...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Mastifek.

Nowa suczka - Riley!

http://orig12.deviantart.net/7234/f/2015/263/b/6/sea_of_gold_by_wolfskuss-d9a8se6.jpgImię : Riley. Proste, zwyczajne, bez żadnych podtekstów, neutralne w stosunku do płci.
Ksywka : No.. Jest naprawdę krótkie, raczej nie.
Głos : Anna Naklab ft. Alle Farben.
Rasa : Entlebucher Sennenhund, w skrócie Entebucher.
Wiek : Tylko dwa lata, co czyni ją dorosłą, odpowiedzialną.. nie, jedynie dorosłą.
Płeć : Suka, wadera, suczka, samica, et cetera.
Stanowisko : Morderczyni. Uwielbia 'brudną robotę".
Rodzina : Kogoś, a raczej coś tam ma, bo dzięki komu istnieje?
  • Matka [Jonatta] - Wychowała ją, mała się do niej przywiązała, jednak wspólne mieszkanie było wprost beznadziejnym pomysłem.
  • Ojciec [Heinz] - Podobnie jak z wyżej wymienioną rodzicielką, suka nie miała problemu z jego istnieniem, chociaż ich realcje nie były czysto.. rodzinne? Przynajmniej nie takie, jakie powinna mieć córka z ojcem.
  • Bracia [Jaques, Easy] - Za tymi nie przepadała, ale to jedynie kwestia gustu.
  • Siostra [Lena] - Można powiedzieć, że to właśnie ona była jej przyjaciółką. Mówiła jej o większości rzeczy, Melody odwdzięczała się tym samym, wzbudzając zaufanie samicy. Nikt nie wiedział, iż sprawia pozory doskonałej siostry.
Partner : Brak, nigdy nie miała kogoś takiego.
Charakter : Większość znanych osób mówi o sobie, iż to właśnie oni są wyjątkowi, tak bardzo odmienni od reszty, posiadają specyficzną osobowość; jeśli mam wygłaszać tu jedynie prawdziwe informacje, mogę na samym wstępie wspomnieć, że ową specyficzność można przypisać również do Riley. Jest nieco inna, niż pozostała część radosnej, czy też tej mniej przyjemnej społeczności. Wszystko obserwuje z dystansem, do każdej czynności dopisuje swój scenariusz, zazwyczaj mówiący jedynie o jej rychłej śmierci. Pesymistka do samego końca, od kołyski aż po grób. Ufa tylko sobie, ciężko znaleźć w jej postaci jakiekolwiek oparcie, czy to fizyczne, czy czysto psychiczne. Patrzy pod łapy, z milczeniem przysłuchuje się swemu rozmówcy; tak właśnie zdobywa opinię o tym, czy dana osoba będzie w stanie ją skrzywdzić, może i nawet wykorzystać do osobistych spraw - wręcz nadużywa ostrożności. Riley to suka bystra i sprytna, spostrzeże najmniejszy znak i wydobędzie informacje, kiedy tylko tego zechce. Mimo tego, iż nie mówi dużo, w swoich działaniach kieruje się ponadprzeciętnym intelektem - nie zna słowa kłótnia, sprzeczka, chociaż posiada mnóstwo stanowczych argumentów, które tylko czekają na odpowiednie użycie. Jej kreatywność jest na wysokim poziomie, lecz nie można powiedzieć tego samego o wyobraźni; w jej głowie plączą się miliony myśli, jednakże nie mają w sobie żadnego, pozytywnego wątku. Ma cięty język i chętnie posługuje się nim w czasie rozmowy - częściej jednak nawiąże mądry dialog bez użycia niecenzuralnych słów, docinek czy slangu. Jej pewność siebie zdecydowanie zanika podczas obcowania z przedstawicielami przeciwnej płci, czy też rasy. Trzeba wspomnieć, że jest samicą waleczną i w miarę możliwości odważną, często zżera ją zazdrość, którą nie dzieli się z nikim. Doskonała słuchaczka, choć nie podziela zainteresowania mówieniem o sobie; przeszła bardzo dużo, a cała jej historia nałożyła wiele rys na jej i tak nieidealnym charakterze. Właśnie taka jest Riley, nic dodać, nic ująć.
Historia : Opowieść o jej wczesnym życiu nie jest szczególnie ciekawa, jednak nie można powiedzieć, iż ta jest nudna. Riley narodziła się na granicy dwóch państw, Niemiec i Francji a raczej na pewnym miasteczku znajdującym się właśnie na pograniczu - mowa tu o skromnym, lecz mocno niemieckim Karlsruhe. Już za szczeniaka wykazywała wielkie zainteresowanie drugą częścią granicy; jej zafascynowanie sięgało od żabich udek po naukę trudnego, pełnego akcentu języka. Suka radziła sobie z nauką francuskiego szybciej, niż jakikolwiek rodowity Francuz w stolicy tego pięknego kraju, swoją wiedzą mogła zachwycić nawet profesorów w pobliskich liceach, jeśli tylko mieliby wprawę w psiej gestykulacji. W całej historii jest coś, co mimo wszystko postanowiło popsuć całe wrażenie szczęśliwej rodziny, dopingującej swe dzieci w każdym możliwym sposobie; rodzice Riley byli typowymi, niemieckimi pieskami, metody żyjącego wcześniej powszechnie znanego tyrana uznawali za słuszne - obcowanie z franszczyzną brali za odchył w jej umyśle, chorobę, antypatriotyzm i brak szacunku do własnego, ojczystego kraju.  Oczywiście, ta jako młoda samica nie potrafiła zrozumieć, że w ich obecności lepiej milczeć i otrzymywała to, co według opiekunów było dobrą, sprawiedliwą karą. Gwałcona, bita i sponiewierana jak pasożyt udała się w poszukiwaniu jakiegokolwiek schronu i najprawdopodobniej znalazła go właśnie na terenach SPU. Ma dziwne przeczucie, iż chociaż tutaj jej fascynację przyjmą z obojętnością, bez agresji, ale i dużego zainteresowania.
Upomnienia : 0/4.
Kontakt : Yoghurt. | ksawekbezmigawek@interia.pl

Heroine dorosła!

https://41.media.tumblr.com/9321759f854af02a70828bbeee7ac8f3/tumblr_o3cn8jhfNn1r9ged7o1_500.jpgImię : Ekhem. Ekhem. Przed wami jedna w swoim rodzaju Heroine. Rzadko jednak usłyszysz jej imię.
Ksywka : Nie posiada skrótów od imienia, za którymi zresztą i tak nie przepada.
Głos : Yousei Teikoku
Rasa : Zwyczajny wielorasowiec, mający geny czterech ras - Owczarka Niemieckiego, Owczarka Szwajcarskiego, Samoyeda i Husky'ego. Jest jak można się domyślić podobna do tego ostatniego.
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Wojowniczka Wschodnia
Rodzina : Ah rodzina... Heroine nie darzy od lat szczenięcych ich taką miłością jak wcześniej...
○ Matka Michelle - To po niej Heroine zawdzięcza charakter oraz rasę. Nie związała się z nią przez lata szczenięce, więc teraz matka jest dla nią tylko poprzez 'wiązania krwi'. Popełniła jednak samobójstwo, po stracie dzieci.
○ Ojciec Niklaus - Jak powyżej, tylko, że Heroine w żadnym wypadku nie jest podobna do ojca.
○ Siostra Arya - Jeśli Avis by czegoś potrzebowała, Heroine zawsze by jej pomogła. No niestety, jednak nie może...
○ Brat Amigo - Tak jak u siostry, jednak Heroine troszkę mniej go lubi, a raczej lubiła.
I reszta rodzinki od strony ojca i matki.
Partner : Na razie nie zagłębia się w związki.
Charakter : Heroine to suczka która jest bardzo ale to bardzo zamknięta w sobie. Nie odzywa się i zazwyczaj ignoruje wszystko. Nie jest wybuchowa i na wszystko spogląda przez „czarno-białe okulary”. Nie lubi dużego zainteresowania jego osobą, więc próbuje się wmieszać w tłum i niczym nie wyróżniać. Na wszystkie psy patrzy z wyższością i próbuje się do nich podporządkować. Heroine to suczka dosyć bezbarwna, bez większych celów w życiu. Nie lubi podejmować decyzji lub wybierać z pośród czegoś, gdyż zawsze boi się, że wybierze źle, jednak nie boi się krytyki ze strony innych, gdyż jest bardzo wytrzymała psychicznie (jak i fizycznie). Obelg które są związane z jej osobą, nie bierze do serca i udaje, że ta osoba która „rzuca” w nią wyzwiskami po prostu nie istnieje.
Historia : Heroine urodziła się jako córka Michelle i Niklausa, siostra Amigo i Aryi, wnuczka Cheroona i Bligrht [kiedyś pary Gamma] oraz Snowy'ego i Another Day, a także prawnuczka byłej pary alfa Aceland oraz Mashine. Heroine kilka dni po urodzeniu idąc za ojcem do miasta zgubiła się i znalazł ją niejaki osiemnastoletni Haruka. Człowiek bardzo opiekował się małą wtedy sunią z wszystkich swoich sił. Pomagali mu również przyjaciele - Makoto, Rei, Nagisa oraz Rin. Zabierali ją na spacery, na basen, niekiedy nawet na uczelnię. Sunia mocno przyzwyczaiła się do ich obecności i nigdy nie była sama, ponieważ zajmował się nią ktoś z wymienionej piątki, głównie jej właściciel Haru. Wszystko jednak się zmieniło pod koniec roku szkolnego. Wychodząc z nią na spacer, zdarzył się niefortunny wypadek. Haruka został potrącony przez samochód. Niestety nie było dla niego już ratunku i zmarł w szpitalu. Sunia trafiła więc do jego przyjaciela Makoto, jednak nie znosiła myśli, że jej właściciel nie żyje. Makoto tym bardziej jej to przypominał. Wymknęła się przy pierwszej okazji i akurat trafiła na sforę, w której odnalazła niestety tylko ojca. Na razie nic się nie zmieniło i siedzi w sforze.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Kordła ♥

środa, 17 sierpnia 2016

Od Bitter Sweet'a - C.D. Opowiadania Gracy

Owczarek zmienił swój krok na nieco szybszy, żwawszy, co mogło w pewnym stopniu skrócić jego podróż. Nie miał najmniejszego zamiaru na użeranie się z kimś, kogo właściwie nie zna - jedyną okazją do obejrzenia Oliego było wspólne spędzenie świąt z rodziną Śnieżnobiałej, a ich pierwszy dialog dotyczył tempa, w jakim uporają się z wyczyszczeniem stołu, który po imprezie bożonarodzeniowej nabrał nieprzyjemnego zapachu. Na myśl o przebywaniu w jednym pomieszczeniu z upodobnieniem Owczarka wzdrygnął się lekko, jakby tym samym okazując dla niego.. odrazę. Zwyczajną niechęć, którą - jak sądził - miał zapisaną od samego początku. Bitter utwierdzał się w pewnym przekonaniu, iż samiec czegoś mu zazdrości; w rzeczywistości nie miał czego, jednak wiadomo, jak to z nim. Jego zalety w magiczny sposób wyolbrzymiają się, kiedy zwykł o nich opowiadać, a każda z wad zdaje się znikać.. No, omijając nieco wredne komentarze, do tamtej pory uznawane za jego lepszy zwyczaj.
- Sweet? - usłyszał umiarkowany, niepewny głos i obrócił się niby na komendę. - Jak tam było? No wiesz.. tam, gdzie się zabrałeś - wtedy uważnie obserwował, jak już płynniejsze słowa wypływają z pyska Gracy.
- No.. było zwyczajnie. - odparł, marszcząc lekko brwi. - A tam, jak było?
Zamiast odpowiedzi otrzymał wzruszenie ramionami, które błyskiem dopasował do znanych, raczej neutralnych i niestrasznych gestów suczki zwanej Grey. Atmosfera nieco się rozluźniła, gdy usiedli naprzeciwko siebie i wymienili między sobą lekkie uśmiechy. Najwyraźniej i suka uznała, że ich kłótnie nie były bardziej istotne od sprzeczek miesięcznych szczeniąt - a przynajmniej to z całego zajścia wywnioskował Bitter Sweet.
- Wiesz, nawet nie widzę Cię w zielonym mundurku - dodała po chwil, śmiejąc się pod nosem. - Ani w słynnym moro. To nie dla Ciebie.

Grey? Także no, rozkręć ich.

Shairen odchodzi!

Imię : Shairen [czyt. Szajren]
Ksywka : Shai, często też Shire. http://img14.deviantart.net/0e44/i/2013/290/0/8/autumn_again_by_kaasik91-d6qrvah.jpg
Głos : Elen Levon .w.
Rasa : Nova Scotia Duck Tolling Retriever. W skrócie Toller.
Wiek : 7 lat, lecz wszyscy mówią, że wygląda o wiele młodziej.
Płeć : Suczka.
Stanowisko : Malarka. Jednak tak dobrze zna samarytankę, że mogłaby zostać Lekarką.
Rodzina : Od urodzenia jej miot był separowany od rodziców - nie zna.
Partner : Ma taką nadzieję, że ktoś ją pokocha. Ale nie oczekuje za dużo, nikt przecież nie będzie się zmuszał do jej towarzystwa.
Charakter : Trudno jest ją opisać. Jest niezdarna, przez co wstydzi się samej siebie. Nie wykazuje specjalnego zainteresowania obcymi, jeśli jednak kogoś zna, potrafi sama podejść i się przywitać. Zmusza się do wszelkiego rodzaju wysiłku. Jeśli nie podoła, uważa się za niepotrzebne ogniwo przeciążające świat. Cieszy się ze wszystkiego. Nigdy nie wymaga dużo od innych. Jest bardzo skromna, przez co raczej cieszy się mianem.. Zaraz zaraz. Nie, ona nie cieszy się żadnym mianem. Ma inny świat. Dlatego, że ona nie należy do świata innych. Ma świetny wzrok; nietypowe u psów. Gdy widzi troszkę bardziej jaskrawy kolor, od razu oczy zaczynają jej łzawić. Przez to wszyscy wytykają jej, że jest słaba; a wcale tak nie jest. Może psychicznie jest trochę słabsza, niż fizycznie, ale to już inna opowieść. Jeśli komuś ufa, będzie mu posłuszna bezgranicznie. Potrafiłaby zginąć za przyjaciół.
 Historia : Urodzona w wiejskiej stodole, nie znała rodziców; tym bardziej miejsca, w którym zaczęła swe istnienie.. Została przewieziona do rzeźni, aby przytrzymywać prosięta przy desce. Była, i jest od tej pory przyzwyczajona do krwi. Nie przeszkadza jej - wręcz ją lubi. Często rozcina sobie łapy, by ją ujrzała. Ale nie jest to żadne schorzenie. Jest normalna. Nie jest też masochistką, jak pewnie kilkoro z was by ją o to posądziło.. Wracając. Żywiła się resztkami, coś w typie uszu świni. Wtedy zaczęła mało oczekiwać. Nie przeszkadzało jej to, że żyła w patologii. Zawsze znajdywała pozytywną stronę. Uważała alkoholizm właściciela za okazję do zjedzenia psiej karmy.. Tak, to okropne. Ale zdarzyły jej się okropniejsze rzeczy. Była psem - listonoszem; dźwigała ogromne paczki do sąsiednich wiosek. Ostatnim razem, gdy doręczała serce gołębia do schizofrenika, zauważyła psa. Bardzo jaskrawego psa. Postanowiła za nim iść, mimo piekących oczu. Ujrzała to miejsce - Sforę Psiego Uśmiechu. Zna tu jednego psa - Bitter Sweet'a. Widziała go raz, może dwa. Krótka wymiana zdań, ot co. Powtarzam, zna go, ale nie cierpi. Eh.. Może nie "nie cierpi". Widzi w nim kilka dobrych rzeczy, jak we wszystkim.
Upomnienia : 0 / 4
Kontakt : ksawekbezmigawek@interia.pl

* Tworzenie nowej postaci; starość *

niedziela, 14 sierpnia 2016

Od Lightning - C.D. Opowiadania Sevena.

Przeszyłam psa wyjątkowo chłodnym spojrzeniem, które bez większego problemu mogło odstraszyć nowicjuszów wieczornych spacerów. Miałam nadzieję, że wcześniej napotkaną trudność w rozmowie samiec uzna za wystarczającą, aby szybko mnie opuścić; ten jednak nadal stał w tym samym miejscu, jedynie opuszczając lekko swój pysk. Nawet przy takiej odległości potrafiłam rozpoznać, iż Rudy wykazywał skruchę, szczerą chęć do przeproszenia. Mówiąc szczerze, wcześniej wymieniony pies nie zrobił niczego, co w jakiś sposób mogło mnie urazić - był nowym członkiem sfory, a tutejsze tereny nie były łatwe do obrazowego zapamiętania.  Doskonale rozumiałam to, jak może się czuć, czy też jak się czuje. Nowe miejsca, zapachy, nawet osoby mogły mieć diametralny wpływ na jego samopoczucie, które mimo dosyć beznadziejnego spotkania pozostawało raczej.. no cóż, wyglądał na radosnego, pozbawionego trosk.
- Skoro jesteś nowy, dziwnym jest, że jesteś tutaj sam, zdany jedynie na siebie, bez jakiejkolwiek ochrony - wymruczałam, mrużąc ślepia.
Wlepiłam wzrok w jego ognistą sierść, ale nie wypowiedziałam przy tym ani jednego słowa. Czekałam, aż zareaguje; może w dosyć agresywny, chamski sposób? Wolałam, aby nadal pozostawał w takiej samej odsłonie uprzejmego, przestraszonego przechodnia. Nie miałam zamiaru go obrazić, a co dopiero zastraszać - takie czynności powinnam zostawić mordercom, łapy nigdy nie umywają się od czegoś takiego. Kiedy postawiłam łapę w przeciwnym do niego kierunku, pies wreszcie zmarszczył lekko brwi i wygiął swoje wargi w lekkim uśmiechu. Dziwnym, jakby wymuszonym, ale jednocześnie prawdziwym, szczenięcym uśmiechem. Był po prostu dziwny, nic ponadto.
- Zgubiłem przeciwnika. - odparł krótko, zupełnie tak, jakby uczył się tej kwestii od kilku dobrych minut. - Przewodnika, chciałem powiedzieć przewodnika. Tak, przewodnik został zgubiony.
Uniosłam brwi w nieco złośliwym geście, nadal nie będąc w stanie rozwikłać jego coraz bardziej przejrzystego bełkotu. Nie chciałam być wredna, ale czy przewrócenie oczyma miało jakiś związek z docinkami? Mrugnęłam kilka razy i wstałam, kierując się w stronę plaży. Zanim zdążyłam wkroczyć na piaszczystą ścieżkę, dostrzegłam znaczące spojrzenie, mocno upodobnione do "Nie zostawiaj mnie tutaj, proszę". Uwielbiasz, kiedy ktoś jest od Ciebie zależny, prawda, Lightning?Tak, owszem, moją ulubioną czynnością jest obserwacja zagubionych kundli.
- Ligthning. - rzuciłam krótko, idąc przed siebie z uniesionym pyskiem.
Samiec wybiegł na przód, próbując zrównać swoje tempo z moimi żwawymi krokami. Nie mogłam zrozumieć, co takiego dostrzega we wspólnym spacerze - może w końcu poznał kogoś, kto nie okazywał się uległym wolontariuszem dla zagubionych dusz? Machnęłam dumnie swoją kitą, dalej idąc lekko wysunięta do przodu.

Seven, czy też inaczej, rudzielcu?

piątek, 29 lipca 2016

Od Castiela - CD opowiadania Jockera

- A zatem - powiedział Jocker, przerywając ciszę, która według mnie i tak trwała dłużej niż powinna. - Castiel zostaje namiestnikiem!
    Wiwat - krótki i jakby wymuszony. Niewielu członków sfory obchodziło kto siedzi przy tak zwanym korycie. Nie uchwalaliśmy ustaw, zebrania odbywały się sporadycznie i każdy mógł w nich uczestniczyć. Każdy był równy, nawet beta nie miał zbyt wielu przywilejów. Zwykłemu psu nie opłacało się pchać na wyższe stanowiska, wolały mieć mniej obowiązków i więcej wolnego czasu dla bliskich.
    - Może zechcesz coś powiedzieć? - spytał mnie alfa, gdy znów zapanowała cisza.
    Kiwnąłem łbem i zrobiłem krok w przód. Wprawdzie nie przygotowałem przemowy, ale improwizacja nie była dla mnie nowością. Tego chciałem - być w centrum uwagi, budzić szacunek.
    - Dziękuję wszystkim za przybycie - zacząłem spokojnie, chociaż wewnątrz mnie zatrzeszczało lekkie uczucie niepokoju. Szybko je stłumiłem. - Przede wszystkim pragnę podziękować naszemu alfie Jockerowi, za to że mi zaufał i tak znamienicie wyróżnił.
    Nagle zdałem sobie sprawę, że muszę mówić szybciej - w przeciwnym razie będę powtarzać słowa. Wziąłem głęboki wdech.
    - Większość z was pewnie nawet mnie nie kojarzy. Cześć, jestem Cas. Ten sam mały psiak, który jeszcze dwa lata temu nie dawał najbliższej okolicy spać, bo chciał nauczyć się śpiewać. Nie wyszło, trudno.
    Znikomy uśmiech kilku psów, przez co poczułem się pewniej.
    - Całe szczęście porzuciłem karierę śpiewaka i stoję tu teraz przed wami, mówiąc bardzo niemelodyjnie. I za to przepraszam. Bo nie jestem dobry we wszystkim - jestem zwykłym młodym psem, który szuka swojej drogi w życiu i chce przysłużyć się sforze. Sforze, co przyjęła go z otwartymi ramionami, wychowała i wiele nauczyła. Pragnę poświęcić swój wolny czas oraz młodzieńczy zapał na pomoc naszym przyjaciołom o wysokim stanowisku w pilnowaniu porządku.
    Krótka pauza.
    - Jeśli alfa lub beta będą zajęci możecie przyjść do mnie - jak do przyjaciela. Chętnie wysłucham waszych pomysłów i przekażę je dalej. W razie kłopotów, którymi głupio zawracać głowę alfie, można zawrócić głowę Casowi.
    Spojrzałem z lekką obawą na Jockera, bo nie ustalaliśmy, co należałoby do moich obowiązków. Ten tylko pokiwał łbem.
    - Tak więc, z góry dziękuję za zaufanie. Mam nadzieję na wieloletnie i szczęśliwe pełnienie stanowiska, a także, że chociażby w małym stopniu przysłużę się tej sforze.
    Oklaski. Wróciłem na swoje miejsce. Alfa, korzystając z okazji powiedział o ważnych sprawach, takich jak sprzątanie lasu po sezonie wakacyjnym oraz przypomniał o miejscach, w które latem niebezpiecznie chodzić. Po skończonym zebraniu psy się rozeszły, a ja podszedłem do alfy.
    - Przepraszam.
    - Za co? - spytał lekko zdezorientowany.
    - Za to, że tak beztrosko mówiłem o moich zadaniach jako namiestnika, chociaż w gruncie rzeczy niczego nie ustaliliśmy.
    Machnął łapą.
    - To może teraz coś uzgodnimy. Co mam robić jako twój pomocnik? Naprawdę mogę zająć się papierkową robotą, mogę prowadzić spisy psów czy coś w tym stylu.

Jocker?

poniedziałek, 18 lipca 2016

Uwaga!

Ważna informacja. Niektóre zdjęcia waszych psów są pod prawami autorskimi albo nie wyczytują się w zakładkach.  Chyba nikt z nas nie chce mieć problemów z kopiowaniem oraz braku zdjęcia przy formularzu dlatego proszę następujące osoby:
- Bitter Sweet
- Shasta
- Ansia
- Avender
- Elaine
- Athena
- Suzzie  
- Heaven
O to żeby osoby które mają zdjęcie z prawami autorskimi, albo zmieniły zdjęcie albo dostały zgodę właściciela. osoby którym zdjęcie się nie wyczytuję mają zmienić zdjęcie. W tym przypadku za zmianę wyglądu nie trzeba płacić za eliksir. Nowe zdjęcia proszę wysyłać administratorom na howrse lub na g-mailu. Dziękuję za uwagę.

~Alfa Jocker

Nowa suczka- Heaven!

Imię : Heaven (ang. niebo)
Ksywka : Aven lub Heavy
Głos : Charli XCX - Break The Rules
Rasa : Doberman
Wiek : 2 lata i 10 miesięcy
Płeć : Suczka
Stanowisko : Medium
Rodzina :
Matka - Viva (spoza sfory, nie żyje)
Ojciec - Haddish (poza sforą)
Partner : Heaven ciągle marzy o księciu z bajki...
Charakter : Heaven jest naprawdę, prawdziwą zagadką, którą mało kto miał okazje rozszyfrować. Jest doprawdy skrytą w sobie sunią. Jeśli poznasz ją bliżej to stanie sie troskliwą, oraz lojalną towarzyszką. Odpowiedzialną a przedewszystkim inteligentną. Wszystkie swoje cechy charakteru doskonale maskuje takimi rzeczami jak złośliwość, częste irytowanie sie oraz nadmierne wywracanie oczami przeplatane z dziwnym poczuciem humoru. Kilka z tych cech (czyt. dziwne poczucie humoru oraz irytowanie sie) wkradło sie do jej wnętrza i tam pozostało. Po matce Vivie, jest naprawdę opiekuńcza i będzie cie chronić choćby miała przypłacić to życiem. W walce mało kto ją pokona, ponieważ Heaven jest świetnym strategiem i wiele szczeniaków już przestało jej dokuczać z błahych powodów. Niektórzy sądzą że ta sunia jest zbyt mądra, a tacy do nich nie pasują. Wręcz przeciwnie. Heavy jest bardzo rozrywkową samicą, która kocha sie śmiać, żartować i cieszyć sie z życia. Mało kto dorównuje jej w nauce, ale to nie powód do oceniania książki po okładce. Trzeba przyznać że Aven świetnie wychodzi aktorstwo, więc nie ma problemów z ukrywaniem swojego prawdziwego charakteru. Aby stać sie jej przyjacielem trzeba na to najpierw zapracować, lecz jeśli sie nim staniesz to pamiętaj jak lojalną i inteligentną koleżankę zyskałeś. Mimo dziwnego umaszczenia Heaven jest dumna z swojego ciała, ze swojego charakteru oraz wszystkiego innego. Nie przeszkadza jej to że jest mieszańcem i jedynie przypomina dobermana. Zawsze chodzi z wysoko podniesionym łbem a jej ulubione powiedzenie to "Jak dasz sie raz zdołować to dasz sie drugi, trzeci i tak dalej a w życiu chodzi o zabawę i szczęście". Opisałam wam tą suczkę jaka jest na codzień do całego świata oraz do rodziny i przyjaciół. Usatysfakcjonowani? No mam taką nadzieje bo taka właśnie jest Heaven jaką znam.
Historia : Urodziła sie w Szwajcarii w hodowli dobermanów. Jej matka była piękną, czarną podpalaną sunią ale ojciec był ulicznym, białym przybłędą. Matka była stara i po narodzeniu Heaven, zmarła. Ojciec opiekował sie nią przez dwa lata a potem powiedział że sama musi sobie w życiu radzić i ją opuścił. Dziwnym trafem po 10 miesiącach Heavy trafiła właśnie do SPU.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Komunia03 | zosia.ruminska06@gmail.com

Nowa suczka- Beza!

Imię : Beza
Ksywka : Łaciata
Głos : Sigala "Sweet lovin"
Rasa : Beagle (bez rodowodu)
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Tropiąca
Rodzina : W innej sforze
Partner : Podoba jej się Aidan, tylko jak okazać mu swoją miłość?
Charakter : Beza to nieufna suczka. Dopóki nie pozna bliżej nowej osoby, nie zacznie darzyć jej zaufaniem. Nie przepada za tłumem i gwarem. Woli ustronne miejsca. Gdy zaufa i zaprzyjaźni się jest lojalna i opiekuńcza. Miła i uprzejma. Kiedy ktoś jej podpadnie robi się zgryźliwa, ale nie agresywna. Jej postawa jest godna naśladowania, ale tylko w niektórych sytuacjach. Gdy ktoś ją obrazi jest nieugięta i z trudem przyjmuje przeprosiny, tylko najbliżsi przyjaciele i rodzina mają prościej. Trudno ją urazić. nie jest łatwo wpłynąć na jej decyzje i zachowanie.
Historia : Ha. Jeśli chcesz... No więc Beza urodziła się w takim jakimś mieście, w takim jakimś domu, miała dwóch braci i trzy siostry, żyła tam sobie z wszystkimi w zgodzie. Musiała jednak pogodzić się z tym, że każdy szczeniak otrzymywał nowy dom, nowe imię i nowego właściciela... Ją też musiało to spotkać. Na szczęście nowa właścicielka okazała się miła, kochała zwierzęta, a zwłaszcza psy. Szybko do siebie przywykły. Zaczęły się razem bawić i się o siebie troszczyć. Pewnego dnia pewne psy z okolicy (które sobie tak łażą, bo wciąż uciekają) zachęciły ją do ucieczki. Zgodziła się, ale pod warunkiem że tylko na chwilkę. Uciekała tak codziennie, a właścicielka nie zawsze zauważała jej brak. Przez kilka dni chodziła z tymi psami, zaprzyjaźniła się z nimi, a nawet ich odwiedziła. Ale potem poznała inne psy, ze sfory, do której dołączyła. Mieszka jednak nadal we własnym domu, ale każdego dnia spędza czas z nowymi przyjaciółmi.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : jelly

czwartek, 7 lipca 2016

Od Seven'a

Mniejsza o to. W dzień wczorajszy, rozchmurzył mi fakt o tym, ze zostałem przyjęty do sfory. Sfory Psiego uśmiechu. Niby dobrze. Ale co Ci po tym, jak jesteś sam. Nawet nikogo nie znasz, nie masz do kogo otworzyć pyska.
W dzień dzisiejszy, postanowiłem rozruszyć te śmieszne kończyny. Przechadzałem się przez Las. Te wszystkie kolory liści, dodawały mi trochę otuchy, i optymistycznego spojrzenia.
Mój wzrok błądził po ciele jakiegoś psa, a raczej suczki.
Ona się na mnie spojrzała, nie wiem czemu.
-Witaj, jesteś nowy, prawda?-postać zadała mi pytanie, na które pokiwałem łbem na "tak".- Poznałeś kogoś?
Odpowiedz, odpowiedz...
-Hej. Umm.. Nie.
To nie było zbyt... Dobre, ale co na to poradzę? Taki jestem. Haha.
-Too... Może Cię oprowadzę? To piękne miejsce.
-No dobrze.
Nawet nie znasz jej imienia, trzeba to zmienić!
-Em... A mogę się coś zapytać?- palnąłem, bo nie byłbym sobą, gdybym tego nie zepsuł.
-J-jasne. -Czemu ona się zająkała? CZEMU?!
-Jak tak właściwie masz na imię?
Samica spojrzała się na mnie. No tak.. Dałem popalić...
-Mam na imię... Takie nietypowe, ale...
-Nie musisz mi się tłumaczyć. Kiedy indziej mi powiesz -posłałem jej pełne uznania spojrzenie, które podkreśliłem delikatnym uśmiechem.
Samica tylko spojrzała się w moją stronę, a potem się uśmiechnęła. To był chyba szczery uśmiech. Mogła zostać moją koleżanką. Ale nic więcej!
Szliśmy jakąś dziwną ścieżką. Wszędzie roiło się od grochodrzewów, sosen i bliżej nie określonych drzew.
Zamknąłem oczy i spuściłem pysk, żeby kolce nie wbijały mi się w łeb, i nie raniły oczu. Nie wiem czemu, ale mocno skręciłem w lewo. Na chwilę się zatrzymałem. Nie słyszałem kroków nowo poznanej koleżanki. Jedno było pewne- zgubiłem się.
Nadal trzymałem zamknięte oczy, żeby nie patrzeć jak daleko jestem.
-Hej! Jak chodzisz?- usłyszałem czyjś głos.
Otworzyłem oczy, i delikatnie podniosłem łeb.
-Przepraszam. Jestem nowy, zgubiłem się, przepraszam...
Nadal nie miałem pojęcia, z kim rozmawiałem. Ale wiedziałem, że nie byłą to ta sama postać, która mnie oprowadzała.

Tajemniczy ktoś, który chce zaprzyjaźnić się z rudzielcem?

Nowy pies- Seven!

Imię : Po cóż Ci jego imię, obywatelu? Czy ono sprawi, że Twa dusza będzie tańczyć makarenę, a na pysku zagości uśmiech? Nie. Ale jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć: Jego pełne imię, to Seven Painkiller Kitsune. Ale zwracaj się do niego Seven.
Ksywka : Sev, Ve, Even, Ever, Never, Sen, Sevuś, Sevi, Sham, Pain, Kit, Sune, Far, Night, Nev
Głos : New Empire - One Heart
 Rasa : Pies Faraona
Wiek: 5 Lat
Płeć : Wątpisz w jego męskość?! Niegodziwością byłoby pomyślenie, że jest suką. Jest w stu procentach psem <Sprawdza> Tak, na pewno Pies.
Stanowisko : Psycholog i pisarz
Rodzina:
Teniqua: Matka nie żyje.
Fire: Ojciec nie żyje.
Rodzeństwo Smoke i Night- nie żyją.
Przyjaciółka, jak siostra- Eclipse: Może dołączy
Partner : Jest bardzo zauroczony w pewnej suczce, ale to nie ważne...
Charakter : Seven jest psem o zmiennej, aczkolwiek spokojnej i uroczej naturze. Zawsze miły, pomocny i otwarty. Potrafi poprawić humor dosłownie każdemu. Albo jakimiś niewybrednymi żartami (które zawsze ma w zanadrzu), albo po prostu swoją obecnością – optymistycznym sposobem życia. Nieczęsto się obraża, lubi placki, zapominalski, trochę ciapowaty. Lubi chodzić z głową w chmurach. Sev to uroczy samiec, którego nie da się nie lubić. Jest trochę ciapowaty, zdarza jemu się kogoś potrącić lub coś stłuc, ale zawsze ma dobre intencje. Pomocny i opiekuńczy, często się uśmiecha. Stara się wywrzeć na innych dobre wrażenie. Pomaga i nieustannie się uśmiecha wręcz tryska radością. Pomyślisz, że ma tylko jedno oblicze, a tak nie jest. Potrafi byś oschły i bronić... Ale tylko w wyjątkowej sytuacji. Seven nie jest normalnym, wesołym psem. Ma w sobie wiele smutku i melancholii. Taki jest od urodzenia. Kocha ciszę i spokój, jest typem samotnika, ale nie pogardzi dobrym towarzystwem. Ma mało przyjaciół, ale nie dlatego, że jest nielubiany. Trudno zdobyć zaufanie, ale gdy już kogoś szczerze polubi to na całe życie. Jest bardzo inteligentny. Umie być opiekuńczy i troskliwy. Nienawidzi, jak ktoś mu rozkazuje, lub mówi mu, co zrobił, źle... Kocha patrzeć, jak inni się bawią. Lubi oglądać różne rośliny. Czasem, potrafi zamknąć się w sobie, ale jeśli kogoś bardzo polubi ukazuje mu to. Trudno domyśleć się kiedy jest smutny, w większości przypadków wygląda na uśmiechniętego. Potrafi być miły i romantyczny. Romantyzm u niego, jest na poziomie dziennym. Kiedy jest zdołowany, siedzi w jakimś wybranym miejscu, najczęściej jaskini, myśli nad swoim życiem. Nie powiem, że nigdy nie płacze, oraz że nie ma uczuć. Właśnie często ma załamki. Często płacze. Jeśli Ci zaufa, będzie się z tobą śmiał. Nie jest obojętny wobec słabszych. Ale a też rozsądek. Potrafi odmówić, lub zaproponować lepsze rozwiązanie. Jest pomocny i uczynny. Oczywiście, liczy, że Ty kiedyś też mu pomożesz. Mu warto pomagać. Zawsze chciał się udzielać, na rzecz w rodziny, świata, ale to.. nie było mu dane, do teraz.
Historia : Seven to obłąkany przez diabła, kopnięty przez upadłe anioły i odrzucony od społeczeństwa psów pies, który szuka prawdy, i wie, że ją odnajdzie. Szczerze mówiąc, jego historia jest tak drastyczna, krwawa, zimna i okropna, że aż chce się o niej zapomnieć. Nie wie, czy to była prawda czy nie, ale... Tak tego nie zostawi. Do Sfory Psiego Uśmiechu, dostał się po ucieczce ze starego stada. Nowa rodzina... On ją kocha.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Cook!e | kinga170104@gmail.com
Inne zdjęcia:
KLIK   
KLIK

Od Lilianny

Jakby nie patrzeć to zostałam tu sama. Rodzeństwo i rodzice odeszli... Niby szukają nowego życia. Ja nie byłam w stanie zostawić tej sfory nawet dla rodziny. Więc trzeba żyć dalej. Wyszłam z jaskini przysiadłam na progu. Zapowiadało się na burzę. Czarne chmury okryły całe błękitne niebo wraz ze słońcem. Ciepły i jasny dywan zaczął pokrywać cień. Świetna pogoda jak na lato i wakacje. Prawdę mówiąc to wolę taką pogodę niż rażące słońce. Pierwszy błysk. Odliczanie do grzmotu. Eee.. jeszcze daleko. Drugi błysk. Coraz bliżej. Wraz z ósmym błyskiem zaczął kropić deszcz. Niektóre krople były zimne a niektóre ciepłe. Przy takim deszczu można by się szybko przeziębić. Wisi mi to więc siedzę dalej. Zaczęło lać. Błyskawice następowały na zmianę z grzmotami.  Zaczęło się robić trochę niebezpiecznie. Moja jaskinia prawie zupełnie była schowana pod drzewami. Siedziałam trochę zestresowana. Nagle błyskawica przeleciała mi przed oczami i trafiła prosto w wysoki dąb naprzeciwko mnie. Drzewo zatrzeszczało i zaczęło lecieć prosto na mnie. Strach sparaliżował moje kończyny do tego stopnia że nie mogłam się ruszyć. Jakiś pies skoczył na mnie żeby mnie odsunąć z miejsca niebezpieczeństwa lecz pień zdążył uderzyć mnie w głowę...

***pare godzin później***

- Żyjesz?!
Promienie słońca przebiły do moich oczu przez powieki. Uchyliłam je a moim oczom ukazał się jakiś pies. Gwałtownie wstałam i wyprężyłam się jak struna. Niestety nie miałam tyle sił żeby stać tak sztywno więc usiadłam i złapałam się za głowę.

Ktoś?  

Od Jocker'a- CD opowiadania Castiela

 - Nie wiem Castiel.. Na ulotkach jest już wszystko wyjaśnione, nie mogę tak zmieniać.
Pies wzruszył ramionami i wyszedł z jaskini.

***pare dni później***

Do tego czasu nie zgłosił się nikt oprócz Casa... W głowie już miałem pomysły żeby namawiać psy do uczestniczenia w tym głosowaniu ale przecież nie będę zmuszał kogoś kto nie chce. Nie mam pojęcia co powiem dla psa gdy przyjdzie zapytać o to kto się już zgłosił. Nie wiem też jaka będzie jego reakcja. Co ja mu cholera powiem?! Usiadłem bezradnie. Z kuchni wyszła Suzzie i widząc moje przejęcie zaniepokoiła się.
- Co jest braciszku?- przysiadła obok mnie.
- Nie pytaj.. Ja sobie chyba z tym wszystkim nie radzę. Tata był najlepszym przywódcą. Czemu główną władzę oddał mi? Ja już nie dam rady.- schowałem łeb pomiędzy łapami niczym szczeniak.
- Jeżeli tata oddał ci władzę to znaczy że miał do ciebie zaufanie i wiedział że sobie poradzisz.- objęła mnie.- Poza tym zawsze masz mnie. Jak sobie w czymś nie radzisz, powiedz. Podzielimy się obowiązkami i jakoś to będzie.  
- Dzięki siostra..- podziękowałem jej serdecznie i podniosłem się z rozpaczy.
W tym momencie do jaskini wszedł Castiel. Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem na psa.
- Chodźmy.- popchnąłem Casa w stronę wyjścia.
- Co? Ale jak? O co chodzi?- zapierał się i żądał wytłumaczeń.
Nie ruszyłem nawet wargą żeby coś powiedzieć. Poszliśmy do centrum sfory. Stanąłem przed wielkim rogiem? Tubą? Nie wiem jak tata to nazywał. Zadąłem w nią głośno i po paru chwilach już wszyscy sforzanie stali przede mną i Castielem.
- Słyszeliście pewnie o głosowaniu na mojego namiestnika? Niestety nikt oprócz tego młodego wilczura się nie zgłosił. Dlatego mam zaszczyt mianować go moim osobistym namiestnikiem. Jeżeli ktoś nie godzi się z moją decyzją niech zgłosi sprzeciw.- wyrecytowałem.

Castiel? Ktoś?

środa, 6 lipca 2016

Rakish zmienia wygląd

Rakish kupił eliksir ELIXIR DIE VARIAZONE i zmienia zdjęcię w formularzu. 









Inne:
KLIK



 





Renee i Codie odchodzą!




Imię : Renee
Ksywka : Ren, Riley
Głos : Gabrielle Alpin
Rasa : Kelpie/ Owczarek niemiecki
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Szukająca
Rodzina : 
Matka– Mey
Ojciec– Codie
Rodzeństwo- Ciel, Lilianna
Wujkowie– Thomson, Niklaus, Weza
Ciocie– Michelle, Lonlay, Nesty
Kuzynki/Kuzyni– Ashley, Colin, Charlotta, Flynn
Dziadkowie– Sintesu, Cheroon
Babcie– Giselle, Bligrht
Partner : Podoba jej się paru ale wszystko w swoim czasie.
Charakter : Renee można zaliczyć do psów z… ADHD albo… Downem? Ta suczka po prostu nie potrafi usiedzieć w miejscu i wszędzie jej pełno. Jest zwariowana ale też bardzo pomysłowa. Uwielbia się bawić i robić innym psikusy. Nie słucha się nikogo a jeżeli chodzi o zachowanie dobrych manier to raczej ich nie używa.
Historia : Urodziła się tutaj.
Upomnienia : 0/4

Kontakt : natik880 / natigrati@gmail.com







Imię : Codie [czyt. Kodi]
Ksywka : Cod, Die
Głos : Avicii 
Rasa : Owczarek niemiecki i Husky
Wiek : 7 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : Tropiciel
Rodzina : 
Mama: Bligrht †
Tata: Cheroon †
Rodzeństwo: Lonlay, Michelle, Thomson, Video
Partner: Mey ♥
Charakter : Cod jest straasznie szalony. Nie potrafi usiedzieć w miejscu. Często właśnie przez to wplątuje się w ogromne kłopoty. Nie musi się martwić gdyż po jego wybrykach to rodzice podejmują odpowiedzialność. Poza zganieniem które dostaje. Lubi przekomarzać się z siostrami. Ale jak przyjdzie co do czego stanie pierwszy w ich obronie. Jego brat Thomson też nie przepada za Lonlay i Michelle. Cod i Thom razem wymyślają różne psikusy dla sióstr. Można powiedzieć że tworzą taką paczkę w której każdy chciałby być. Jednak prawie nikomu nie udaje się do niej wstąpić. Poza tymi psikusami lubi czasami spędzać czas sam. Przechadza się po terenach sfory bez najmniejszego celu. Jego ulubione miejsce to Wodospad Cienia. Tamto miejsce ma na niego jakiś dziwny wpływ. Tam zawsze rozmyśla o przyszłości i o tym kogo pozna. Bardzo boi się smoków. Więc z tymi psami które je mają nie za bardzo żyje w zgodzie i pokoju. Unika tych potworów ciągle. Ani mu się śni w przyszłości mieć smoka. Już lepiej gryfa labo coś.
Historia : Urodził się SPU. Jak każdy szczeniak nie ma co opowiadać bo normalnie otworzył oczy. Przez kilka dni czuł tylko zapachy i sierść swojej mamy i rodzeństwa. Po następnych dwóch dniach otworzył oczy i zaczął wszystko poznawać. Obszedł już wszystkie tereny sfory. Ale najbardziej spodobało mu się miejsce Wodospad Cienia. Lubi przebywać w takich klimatach.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: natik880 / natigrati@gmail.com

piątek, 1 lipca 2016

Od Meversue'a - CD Opowiadania Suzzie.

Nie wiedział, co, kiedy i jak powiedzieć. Przez te wszystkie, długie dni zastanawiał się nad tym, jak jej to wszystko wyznać; perpektywa głośnego, niepohamowanego śmiechu ze strony całej sfory była dla niego przystępna.. Jednak owy napad śmiechu ze strony Suzzie mógł być dla niego niesamowitym, wręcz ostatecznym ciosem, który zbiłby go z łap w ciągu kilku sekund. Co w tamtej chwili przepełniło całe jego ciało? Z pewnością radość. Bezgraniczną, szczerą i szczenięcą radość, entuzjazm, pożądanie. Cały komplet był w tamtym czasie jak najbardziej prawdopodobny w stosunku do tego, jakie myśli kłębiły się w jego łbie. Nie chciał już niczego więcej - sama świadomość, że suka, którą kochał, którą nadal kocha, czuje do niego zupełnie to samo jak najbardziej mu wystarczała. Mever czuł, że właśnie taki fakt mógł być ostatnią rzeczą; równie dobrze mógł już teraz przewracać się w zimnej, oślizgłej mogile, posiadając jedynie wiedzę o tym, co chciała do niego Suzzie. Mimo tego, że grunt pod jego masywnymi, kremowymi łapami zdawał się uginać, czuł się żywy, jak nigdy dotąd. Wiedział, że jego życie może zacząć się od nowa, w zupełnie innym towarzystwie, z zupełnie inną osobą. Nie chciał wyglądać na słabego, jednak właśnie taki był w jej obecności. Potrafił się poddać, odegrać tego złego, przyznać jej rację w czasie głośnej, bolesnej kłótni.
- Nie wierzę. - odparł z równą pewnością, nie odwracając od niej swego wzroku.
Natychmiast ugryzł się w język. Nie powinien, a nawet nie mógł tego powiedzieć. Nie chciał jej stracić, chociaż jego wypowiedzi często brzmiały tak, jakby tego właśnie oczekiwał - że wyjdzie z jaskini Alf bez godności, honoru, miłości. Pozbawiony tego, co najważniejsze.
- Potrzebujesz dowodu? - szepnęła, zupełnie tak, jakby nie dostrzegała tego w jego odpowiedzi.
- Potrzebuję Ciebie, Suzzie. - wydukał, uderzając w skalną półkę.
- W ten sposób nie będzie łatwo, Meversue. Musisz..
- Nigdy nie twierdziłem, że chcę iść banalnymi ścieżkami - dopowiedział, urywając suce w połowie zdania. - Mogę podążać nimi bezustannie, byle tylko z Tobą.

Suzziee?

Od Bitter Sweet'a - CD Opowiadania Suzzie.

Cały pobyt, a raczej podróż do bram elitarnej, wojennej jednostki uświadomił Owczarkowi więcej, niż mogło się spodziewać. Cóż można rzec - wydoroślał, mimo tego, jaki wiek ciągnął za sobą. Uświadomił sobie o wiele, wiele więcej od wcześniej postawionych sobie wymagań. Nabył cierpliwości i pokory, co zawsze było u tego psa widziane 'raz na ruski rok'; wiedział, że musiał coś w sobie zmienić i do tej pory utwierdza się w przekonaniu, że odrodził się na nowo, zmartwychwstał.. Najprawdopodobniej tylko dlatego coś nakazywało mu, żeby rozpocząć rozmowę z białą suką Alfa. Był doskonale świadomy tego, że przez te wszystkie, śmieszne przedstawienia mógł oberwać, ale czy nie było warto? Takie pytanie można było uznać za jego ówczesny priorytet, niezmienne, stanowcze motto. Bitter odchylił lekko pysk, aby lepiej dostrzegać sylwetkę Suzzie. Nadal była to ta sama samica, która prosiła go o przypilnowanie szczeniąt; była identyczna, w porównaniu do niego. Do tej pory dostrzegał ognisty, bystry błysk, spoczywający w jej orzechowych ślepiach. Obserwował tę iskrę, którą zdążył zabrać już kilkaset razy, własne, szkliste odbicie, które wręcz wołało o przerwanie natarczywego milczenia.
- Witaj, Suzzie. Dawno Cię nie widziałem.. - przerwał niepewnie, po raz pierwszy ukazując oznakę.. strachu? Słabości, czy też nieśmiałości?
Owa suka poprawiła się lepiej na swoim miejscu, jednak nadal pozostawała w ciszy. Najwyraźniej nie miała zamiaru ukazać żadnego, nawet najmniejszego, najbardziej banalnego znaku zainteresowania dialogiem ze strony Bitter Sweet'a. Nie zdziwił się tak, jak mogła tego oczekiwać - i on usiadł wygodnie, jakby czymś takim chciał pokazać, jak bardzo jest mu obojętna jej postawa. Tymczasem było zupełnie inaczej. Dlaczego? Odpowiedź jest dosyć prosta. Owczarek nigdy nie lubił wyolbrzymiania, łgarstw, słodkich, uroczych gestów, lecz nigdy nie zapominał o tym, co wprawiało go w najgorszy stan - mianowicie, nie pozostał w nienaruszonym stanie przy obojętności. Nie mógł wytrzymać, że ktoś go ignoruje. Musiał wiedzieć, że to on ma tą wyższość nad innymi, a jego zdanie powinno być zgodne z resztą, niezależnie od tego, jaką miało być bzdurą. Cóż mówić więcej, Owczarek nie był w stanie znieść tego, w jaki sposób potraktowała go Su. Rzecz jasna, wszystkie jego myśli były w każdym razie błędne - nikt nie mógł stwierdzić, co nią kierowało. Nie musiała być na niego śmiertelnie obrażona, zawsze milczenie mogło się okazać zwykłą apatią, spowodowaną tragicznym upałem, który samą swoją temperaturą mógł przerastać wagę Bitter'a.
- Przejdziemy się? - zapytał wprost, nie chcąc pokazywać, jak bardzo go zirytowała. - Gdziekolwiek, wybierz cel.

Suuu? Wybacz, ale plany o wyjeździe przyćmiły mój mózg.

Od Aidana- CD opowiadania Meredith

Może Meredith była bardzo ładną suczką, ale czy to miało by sens? Czy bałem się związku? Nie... Może po prostu nie chciałbym jej stracić? Nie wiem.
-Gdzie teraz? Jestem trochę głodny.- powiedziałem nad wyraz spokojnie
-To chodźmy do lasu, pospacerujemy i zjemy coś.
Udało nam się upolować sarnę. W spokoju ją jedliśmy, rozmawialiśmy (za często się nie odzywałem, ale to zawsze coś) i oglądaliśmy zachodzące niebo.
-Słyszałeś, że każda gwiazda to pamięć po jakimś psie ze sfory?- powiedziała uśmiechnięta, zapatrzona w niebo suczka
-Gwiazdy to planety tylko daleko stąd.- uciąłem
-Ale... zawsze można tak myśleć.
-Mhm.. Do sfory daleko, a jest już ciemno, prześpijmy się tu
-Myślisz, że to bezpieczne?- zapytała, ale zaraz po tym położyła się
Było jej trochę zimno, bo zaczęła drżeć, powoli, ale niepewnie przysunąłem się do niej, a ona wtuliła się w moją sierść. Śpi, to tylko odruch... Około 1 w nocy obudził nas dziwny dźwięk..wycie...wilki...wszystko, tylko nie wilki...

Meredith?