poniedziałek, 14 marca 2016

Od Shasty CD Opowiadania Shairen

Otworzyłem pysk chcąc coś powiedzieć, jednak nie potrafiłem wydać nawet najcichszego dźwięku. Z pozycji stojącej, zmieniłem się na siedzącą. Zamknąłem oczy i opuściłem łeb. Po chwili otworzyłem je, zdając sobie sprawę iż to wszystko jest prawdą. Tą je*aną rzeczywistością. Westchnąłem cicho podnosząc łeb. 
-Nie wiem czy potrafię. - Szepnąłem. 
-Potrafisz. Wiesz to doskonale. Ja też to wiem. - Powiedziała nieśmiało znikając w cieniu jaskini. 
-Daj mi się zastanowić! - Krzyknąłem. Ponownie się zarumieniłem. Jeszcze nie wiem, czy dobrze wybiorę. Z jednej strony, możemy zostać najlepszymi przyjaciółmi. Ale z drugiej strony.. Lepiej żyłoby mi się z pewnością, że nikt mi jej nie odbierze. Co wybiorę? Jeszcze nie wiem. Wyszedłem z jaskini Shairen i poszedłem na spacer. Wiatr rozwiewał moje futro. Usiadłem na ławce, i rozmyślałem. A później, wróciłem do jej jaskini. Stanąłem cicho na wejściu. Shairen coś rysowała. Postanowiłem nie czekać z tym dalej. Albo teraz, albo nigdy. Ruszyłem w jej stronę. Suczka spojrzała się w moją stronę i wstała z miejsca. Złapałem ją w bok i pocałowałem. To było... Wspaniałe uczucie. Już wiedziałem, co wybrałem. 
-Już teraz wiesz, jaki jest mój wybór... - Szepnąłem odsuwając się od niej. Shairen stała zdziwiona. Nie wiedziała co się dzieje. Po chwili na jej pysk wpłynął nieoczekiwany rumieniec. 

Shairen? Proszę, nie bij >,< po prostu nie mogłam wymyślić czegoś innego 

Od Anabeth CD opowiadania Meversue'a

Suczka chwilowo spojrzała poważnie na psa. Po chwili jednak jej wzrok ponownie zatrzymał się na krajobrazie i Beth patrzyła w tą daleką i zaciszną piaskową przestrzeń. Jej wzrok wytężył się jednak jeszcze bardziej, gdy dostrzegła w oddali piaszczystych wzgórz, kilka palm. Ana wymiarkowała, iż to była oaza, i wskazując łapą w tym kierunku, powiedziała: - Patrzaj no. To nie oaza? - Meversue skupił się na wskazanym punkcie. Cienkie z daleka jak igły drzewa kołysały się lekko na wietrze. Po za palmami, jedynie co można było dostrzec to wzgórza wzniesione przez piasek. Borderka w końcu poczuła się nieswojo i oznajmiła: - To idealna nazwa dla tej pustyni... - i zrobiła krok w tył, dając znać tym samym, aby Mever się już zbierał. Ona nie lubi ciszy. Boi się ciszy. Cisza potrafi być gorsza od hałasu... Widząc Never'a wciąż lustrującego teren, podeszła do psa i posłała mu znaczący wzrok. Ten tylko westchnął i ignorując gesty suki, usiadł na sypkim gruncie.

<Mever?>

Od Elaine CD. opowiadania Locked'a

Wiedziałam, że pierwsze spojrzenie na Lock'a będzie najtrudniejsze. Przecież to ja wygryzłam mu tą okropną ranę, która przysporzyła mu tyle bólu, cierpień... Nie mogłam przestać myśleć, że nie będzie mógł mi wybaczyć. Ten jednak przyjął to wszystko tak, jak zawsze. Nie pamiętam chwili, w której odmówiłby udzielenia rad, pomocy, przytulenia, czy chociażby dennego, dziesięciominutowego spaceru. Zawsze był tuż obok mnie.. szkoda, że zaczęłam dostrzegać to tak późno.
- I jak? Wszystko dobrze? Co powiedziała Hon? - dopytywałam, spoglądając w jego bursztynowe ślepia. - Pewnie musisz odpoczywać, prawda? 
- Elaine, zaczekaj! - zaśmiał się. Po prostu się zaśmiał. Pierwszy raz od tak dawna.
- Czekam - westchnęłam i usiadłam tuż obok niego.
Locked już nic nie powiedział. Spoglądał na mnie, co jakiś czas szeroko się uśmiechając. Nie wiedziałam, co powiedzieć mu jako pierwsze - to, co do niego czuję, czy to, że tak bardzo mi go brakowało? Na mój język cisnęło się mnóstwo pytań, na które nie byłby w stanie odpowiedzieć. Po kilku sekundach ponownie wskoczyłam na Open'a, który tym razem wyjątkowo się tego spodziewał. 
- Do jaskini, mój rumaku. - zaśmiałam się, liżąc go po pysku.

Locked? xdd

Od Elaine CD. opowiadania Shairen.

Nie miałam pojęcia, co dolega rudej suczce, ale nawet nie chciałam zdobyć takiej informacji. Nie widziałam głębszego sensu w zapoznaniu się z dolegliwościami nieznajomej, której - tak naprawdę - nie miałam ochoty poznać. Coś jednak zaprzątało moją głowę. Dlaczego Honey prosiła mnie, żebym została z nią na sali? Tak naprawdę nie widziałabym w tym nic złego, gdyby dookoła nie były porozkładane białe narzędzia, łóżka, prześcieradła.. Ujmę to krócej - jeśli we wnętrzu pomieszczenia nie byłoby tak dużo sterylnych, białych jak śnieg przedmiotów. Szpital miał to do siebie, że to zazwyczaj w jego przepięknych ścianach umierała maksymalna liczba niewinnych osób. 
- Jesteś na coś uczulona? - usłyszałam, jak Husky rozmawiała z drugą, poszkodowaną suczką.
- Ja.. - zaczęła niepewnie. - To dosyć skomplikowane.
Wtedy odsłoniłam cienką płachtę, która miała na celu oddzielać pacjentów. Nigdy ich nie lubiłam.. Przecież musieliby wybudować ścianki, by nie było słychać rozmów. Miałam dosyć czekania dla suczki, której nawet nie znam, dlatego zwróciłam się do Hon.
- Mogę iść? - zapytałam gorliwie, wskazując wyjście łapą. 
- Nie, nie możesz. - powiedziała, łagodnym jak zwykle tonem.
- A to ma jakiś głębszy cel.. - wykrztusiła ruda suka. (XDD) - Niech idzie. Dziękuję Ci za pomoc..
- Ustalmy, że będę Czarną Nieznajomą. - powiedziałam chłodno.

Shai-renrenrenren? :'-)

niedziela, 13 marca 2016

Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a

Odeszłam, nadal zdenerwowana. Mógłby czasem się pohamować!
W ogóle nie powinien wtrącać się w moje życie! Zacisnęłam powieki. Nie wiem czemu, poczułam na policzkach łzy (ach, te wahania nastrojów). Usiadłam tam, gdzie stałam. Nie dam sobą pomiatać. Jeszcze zobaczymy kto będzie górą.
Zobaczyłam na swej drodze całującą się parę. To mnie do końca wyprowadziło z równowagi. Łkając, biegłam na oślep przed siebie co i rusz wpadając na jakieś krzaki i tym podobne. Nie wiedziałam co robić. Drugi raz jestem w takiej rozsypce.
 Po półgodzinnym biegu położyłam się pod jakimś drzewem, starając uspokoić walące serce. Tu mogłam się powoli wyciszyć.

Jestem tu już ponad dwadzieścia cztery godziny. Nic nie jadłam ani nie piłam więc stałam się osłabiona. Nie czuję się jednak głodna. Wiem, że mam gorączkę. Zaczęłam majaczyć. Ostatkiem sił zaczęłam biec z powrotem do sfory. Chcę mi się wymiotować. Jestem o krok od omdlenia.
Droga powrotna zajęła mi aż trzy godziny. Pierwszą osobą jaką spotkałam był, o ironio, Meversue. Chciałam odejść, odwrócić się, ale nic nie zdążyłam zrobić.
Padłam skrajnie wycieńczona na ziemię, tuż pod łapy psa.

Mever? ;P

Od Shairen - C.D Opowiadania Shasty

Lekko się uśmiechnęłam, a mój ogon mimowolnie się zakołysał. Odepchnęłam łapę Morra, powodując tym jego lekki upadek na puchową poduszkę. Samiec nie miał najmniejszej chęci na zmianę pozycji, dlatego też wtulił się w rozrzucone, ptasie piórka. Wystawił zdrową kończynę, aby złapać w nią kilka z nich. Wyglądał jak uroczy szczeniak.. w trochę większej wersji. Leżał tak dobre pięć minut; później wstał, podpierając się o stos książek. Wybiegł na zewnątrz, a jego uwagę przykuła samotna sarna. Natychmiast ruszył w jej stronę, a wpicie ostrych kłów w jej krtań zajęło mu zaledwie siedem minut. Wziął zdobycz na barki, aby za chwilę przytargać ją do mojej jaskini. Uśmiechnął się, widąc minę pełną podziwu.

* * * * * * * * * * *

- Jest ciemno, Shasta. - westchnęłam. - Musisz już iść..
- Nie chcę. - mruknął, rzucając mi błagalne spojrzenia. - Przecież mógłbym po prostu u Ciebie zo..
- Chcesz ze mną zamieszkać? - zaśmiałam się.
Pies zmarszczył brwi, ale jego mina stanowczo potwierdzała wcześniejszą sugestię. Kiedy pokiwał łbem, podeszłam do niego nieco bliżej. Przerzuciłam wzrok na jego pokiereszowaną łapę, która teraz była jego znakiem szczególnym. Shasta zacmokał, czekając na odpowiedź.
- A wiesz, z czym to się wiąże? - zapytałam.
- Jasne, że nie. - uśmiechnął się. Przewróciłam oczami, jednak jego promienny uśmiech nie znikał.
- Że będziesz musiał chodzić ze mną na polowanie, gasić światło, kiedy będę szła spać, podawać mi farbki, nosić ciężkie przedmioty..Mam wymieniać dalej? - uniosłam brew, będąc w ciągłym skupieniu.
Samiec nie odpowiadał. Pokiwał ostrożnie łbem, nieudolnie próbując zapamiętać wymienione warunki. Podskoczyłam w jego stronę, a przestrzeń pomiędzy nami gwałtownie się zmniejszyła.
- I będziesz musiał mnie pokochać. - szepnęłam, odsuwając się od niego.
Shasta? 

Od Meversue'a - C.D Opowiadania Melisy

Mogło się wydawać, że wiosenne dni są z pewnością dłuższe od tych, które zmieściły się w kalendarzowej zimie; Meversue odczuwał inaczej, niż pozostała część psów. Twierdził, że to zima jest wieczną porą roku, od czasu do czasu zmieniającą temperaturę, która panuje na zewnątrz. Dlaczego utwierdzał się w takim przekonaniu? Może dlatego, że jako bezbronny szczeniak wędrował miasteczkiem właśnie podczas mroźnej, srogiej zimy. Właściwie, samiec nie wiedział wielu niesamowicie niepotrzebnych rzeczy, które nijak świadczyły o psiej inteligencji. Jego rodzice odeszli wcześniej, niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Uniósł szklane naczynie, mocno przykładając je do swego pyska. Wysączył całą zawartość szklanki i ostrożnie położył ją na niewielkim, kamiennym stole, położonym tuż obok skalnego legowiska. Odwrócił się w stronę suki, aby prowadzić z nią normalną rozmowę.
- Jest też opcja, że poznaliśmy się we wcześniejszych żywotach - rzucił Meversue. - Reinkarnacja jest czymś wielce prawdopodobnym.
Suczka parsknęła śmiechem, odłożywszy wcześniej swoją szklankę. Popatrzyła znacząco na psa, dając mu do zrozumienia, że jego poprzednie stwierdzenie jest czymś dziecinnym. Ale.. czy to było rozumowanie szczeniaka? To wszystko nie wyglądało na spójną całość.
- Chodź, pójdziemy na krótki spacer przed snem. - westchnął. - Muszę coś załatwić.

Melisa?

Od Shasty - C.D Opowiadania Shairen

-Wiesz, chyba jednak możemy iść na ten dach. Jakoś dam radę. - Uśmiechnąłem się. Shairen westchnęła i wyszła ze mną na dwór. Usiedliśmy sobie na dachu, i zaczęliśmy patrzeć się w niebo. Bokiem przechodził jakieś dwa psy, a ja przez przypadek usłyszałem ich szepty, które poprawiły mnie na duchu.
-Widzisz, jaka piękna para? Też tak bym chciała... - Szeptali. Kąciki moich ust nieśmiało się podniosły. Uniosłem pysk ku górze i zamknąłem oczy.
-Chciałbym umieć latać.. - Zamarzyłem.
-Wierzysz w cuda? - Zaśmiała się Shairen.
-Jasne, wierzę. A ty nie?
-Ja też wierzę. I chciałabym.. Aby to wszystko było możliwe...
Poczułem, jak głowa Shai opada na mój barek. Przeniosłem wzrok na suczkę i westchnąłem.
-Jednak... Cuda się zdarzają..
*Ranek*

-Oparłaś się! - Krzyczałem roześmiany.
-A w cale że nie! Wydawało ci się!! - Darła się Shairen.
Zamknąłem jej pysk łapą i powiedziałem puszczając oko:
-Oparłaś się, koniec i kropka. Przecież nie mówię,że to dziwne. W końcu jesteśmy przyjaciółmi.
Na mój pysk wpłynął rumieniec, który nie potrafił stamtąd uciec.

Shairen?

Od Bitter Sweet'a - C.D Opowiadania Gracy

Bitter zastrzygł uszami, kiedy w jego głowie zabrzęczał głos śnieżnobiałej suczki. Usłyszał go, jednak niemalże jak przez mgłę; krótkie słowo, które wypowiedziała nie było dla niego zbyt jasne. Opuścił pysk, kładąc go na przemoczonych łapach, a jego uszy nadal zastygały w oczekiwaniu na następny odgłos. Po kilku sekundach ciszy odpuścił jakichkolwiek dalszych prób nasłuchiwania Grey - nie musiało wówczas chodzić o niego, a końcówka Eet mogła dotyczyć czegokolwiek. Zdziwił się, kiedy po chwili owa suka wręcz wykrzyczała jego imię. Mocno odepchnięty od uginającej się trawy od razu przyjął swobodną postawę, umożliwiającą normalną obserwację terenu dookoła niego. Obok oddalonej o kilkadziesiąt metrów jaskini dostrzegł Gracy, w obstawie z innym, nieznanym mu dotąd psem. Zaciekawiony nowym towarzyszem suki podszedł nieco bliżej, starając się w żadnym wypadku im nie przeszkadzać.
- Bitter? - szepnęła, przerzucając swój wzrok na spacerującego Owczarka. - Więc.. kim był on?
- Jaki Bitter? - zapytał zdezorientowany pies.
- Myślę, że to ja mogę szczycić się mianem Bitter Sweet'a. - wtrącił Bitt, nie tracąc drugiego psa z oczu.
- To mój brat, Ares. - mruknęła Gracy.
Bitt rzucił psu krótkie, smętne, znudzone spojrzenie. Spuścił pysk, a obiektem jego rozmyślań nadal było wymówienie jego imienia przez białą sukę.  Pomimo tego, że był tego niezwykle ciekawy, nie chciał zabiegać o zupełnie niepotrzebne rzeczy.
- Coś nie tak? - zapytał, niezbyt wzruszony wcześniejszym postanowieniem.
- Ktoś buszował w jej jaskini - burknął Ares. - Gracy myślała, że to Ty.

Grey? `-'


Od Meversue'a - C.D Opowiadania Suzzie

Meversue poczuł, jak cięta łapa Alfy spoczęła na jego pysku. Przekręcił łeb w drugą stronę, starając się wstrzymać od jakichkolwiek słów czy grymasów bólu. Nie wiedział, dlaczego Suzzie zareagowała agresją na jego ostatnie spostrzeżenia - wiedział, że nie było to dosyć stosowne, jednak podświadomość kazała mu to oznajmić. Stał w bezruchu kilka sekund, aby jeszcze bardziej nie zirytować suki. Odwrócił się w jej stronę, a ślad odciśniętej kończyny nadal widniał na jego policzku. Meversue otworzył pysk, aby coś powiedzieć, jednak przerwał mu kolejny cios. Gwałtownie się cofnął, ale tym razem nie był w stanie temu zapobiec. Su rzucała się na niego cały czas, próbując przy tym jak najbardziej go uszkodzić . Po pewnym czasie Mever złapał białą sukę za obie łapy, tym samym przybliżając ją do siebie. Próbowała się wyrywać, jednak zrozumiała, że nic tym nie zdziała. Fuknęła, obsypując psa gniewnymi spojrzeniami.
- Puść. - syknęła. - Puszczaj, Meversue.
Samiec nie był w stanie zostawić Suzzie. Wiedział, że kiedy jej aksamitny głos wypowiada jego imię w całości, musi być źle. Musiał zluźnić uścisk, tak, aby miała swobodną przestrzeń. Szybko odsunął swoje kończyny, robiąc jeden, niewielki krok do przodu. Suczka rzuciła mu ostatnie, wściekłe spojrzenie i ruszyła powoli w stronę Zielonego Zagajnika. Meversue nie mógł uwierzyć, że ponownie uraził Suzzie, mając przy okazji pełną świadomość swoich czynów. Przyszłam przedstawić ci nowego członka sfory. To on jest tylko zwykłym, nowym członkiem sfory? Obserwował ją, dopóki puszysty, śnieżnobiały ogon nie zniknął w mgle otaczającego go lasu. Zawrócił w stronę swojej jaskini, co jakiś czas zerkając za siebie. Będąc tuż przy wąskim wejściu przystanął, aby cofnąć się o kilka dużych kroków. Rozpędził się na tyle, ile było to możliwe i roztrzaskał na kilka kawałków jedną z bocznych ścian swojego mieszkania. Kilka psów gwałtownie wychyliło się ze swoich kamiennych jam, aby bliżej przyjrzeć się Mever'owi.
- Od dzisiaj moje serce będzie twardsze, niż ty. - warknął, uderzając w odłamki gruzu.

Su? XDD

Od Rayan'a CD opowiadania Suzzie

-Yhym... - Mruknąłem. - A co on tu robi?
Suzzie spojrzała się na Jem'a.
-Znalazł cię w twoim domu z rozciętymi żyłami. - Powiedziała Su.
Przymróżyłem oczy.
-Interesujące.. - Mruknąłem.
-Zrobiłeś to przez sen. - Oznajmiła mi Suzzie, po czym zasłoniła zasłonę.
-Wiem, że go nie cierpisz ale musicie się pogodzić. - Powiedziała.
-Na pewno nie. Jeszcze może pewnie mam być na ślubie? Albo zostane chrzestnym? - Warknąłem.
-Rayan przestań. - Przewróciła oczami. - Żadnego ślubu nie będzie, a ty nie będziesz żadnym chrzestnym.
Odetchnąłem.
-Dobra.. Ale i tak się z nim nie pogodzę. Może kiedyś, kiedy już nic was nie będzie łączyło. - Mruknąłem.
-NIC NAS NIE ŁĄCZY! - Warknęła.-Tak ciężko to zrozumieć?!
-Bardzo ciężko. Wyobraź sobie, że ty jeszcze nie wiesz co to znaczy mieć złamane serce. A ja doświadczyłem tego dwa razy!
Zleciała mi łezka.
-Roy, ty płaczesz? - Zapytała niedowierzając.
-Nie. - Odwróciłem łeb.
-Słuchaj, nie możesz za mnie decydować. Sama wybiorę, kogo będę chciała. - Parsknęła.
-Już. Już. Zostaw mnie samego.
Schowałem się pod kołdrę.
-Czemu?
-Chcę się wyżalić samemu sobie. - Szepnąłem.
-Mnie się wyżal. No dawaj.
-Kiedy ja nie mogę! Po prostu nie umiem! Przecież sama mówiłaś, że nigdy nie zrozumiesz facetów. - Położyłem uszy po sobie i lekko odchyliłem kołdrę.
-Tak, to prawda. Ale... Może spróbuję coś zrozumieć. - Uśmiechnęła się.
Podniosłem jedną brew w górę.
-Nie tu.
-Ale co nie tu?
-Jeśli mamy porozmawiać, i się sobie wyżalać... Najlepiej w osobności. - Powiedziałem.


Suzzie? Troche bezwen xd ale pomęcz się! xd niech Roy ci sie wyżali xDD hah

Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a

- Mogę się ciebie o coś zapytać? - ciszę przerwał Mever.
   Spojrzałam na niego, powoli kiwając głową.
- Kim jest Jem?
   Aż przystanęłam, w zaskoczeniu.
- Czemu o to pytasz? - rzekłam ostro. Wzruszył ramionami w odpowiedzi. Westchnęłam. - Mogę ci go nawet teraz przedstawić. Chodź.
   Pobiegłam do jaskini Jem'a. Na szczęście w niej był.
- Jem - pisnęłam i go przytuliłam, nie przejmując się obecnością Sue'a. - Przyszłam przedstawić ci nowego członka sfory. Jem, Meversue. Meversue, Jem.
   Kiwnęli sobie głowami i uścisnęli swoje łapy.
- My musimy uciekać, ale niedługo do ciebie wpadnę - posłałam Jem'owi uśmiech, po czym ja i Meversue oddaliliśmy się od niego.
- Masz gust nawet, nawet. Ale i tak nie wiem, jak mogłaś się w nim zakochać - rzekł bezczelnie Sue.
   Zacisnęłam zęby i z całej siły przywaliłam mu w twarz.


Meversue? ;P

Od Bitter Sweet'a - C.D Opowiadania Nevy

 Owczarek natychmiast pochwycił limonkowe, jaskrawe frisbee, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk łamanego plastiku. Miał nadzieję, że owy odgłos w żadnym stopniu nie sugerował tego, co wówczas miał na myśli. Jeszcze mocniej przywarł szczękami do przedmiotu, aby przypadkiem nie wypuścić go z pyska.  Nie chciał popsuć humoru suki, lub - co gorsza - sprawić, by była na niego obrażona. Ostatnie poczucie winy przywiało za sobą różne rzeczy, o które nikt nawet nie podejrzewałby Bitter Sweet'a. Odwrócił pysk, aby nie patrzyć bezpośrednio na Nevę. Uśmiechnął się, aby niczego nie podejrzewała; ta jednak podeszła do samca jeszcze bliżej, zaniepokojona jego nagłą zmianą położenia. Zmarszczyła czoło, kiedy ujrzała nienaturalnie wystający kawałek frisbee. Wtedy Owczarek poczuł, jak jego puls wzrasta. Oddychał najszybciej, jak mógł. Właściwie, mogło się to wydać śmieszne, że Bitt, który nie bał się starcia z wilkami niepokoił się reakcją suki. Wiedział, że nie może ciągnąć dłużej długiej ciszy, która wtedy nastała. Spuścił pysk, po czym delikatnie go uchylił. Na miękką trawę upadło kilka kawałków plastiku.
- Wybacz - westchnął. - Miałem zamiar zrobić z tym coś innego.
- To nic. - mruknęła Neva, jednak w jej oczach widocznie malował się smutek.
- Zaczekaj tu. - polecił, odwracając się w stronę Centrum. - Wrócę za kilka godzin, ale wrócę.
Od razu naskoczył na piaszczystą drogę, która prowadziła do jaskiń mieszkalnych. Ruszył pewnym krokiem przed siebie, co jakiś czas spoglądając przez ramię na oddalającą się sylwetkę Nevy.

 * * * * * * * * * * * *

- To dla Ciebie. - powiedział, wręczając samicy niebieski, lakierowany bumerang.
Sweet rozejrzał się dookoła, aby ostatni raz utrwalić w głowie krajobraz plaży In Litore. Olśniewająca, błyszcząca tarcza księżyca odbijała się w tafli wody, która niesamowicie przekształcała jej kolor. Wiedział, że owy przedmiot nie jest aż tak fascynujący jak plastikowe frisbee, ale i tak utwierdzał się w przekonaniu, że suczka nie będzie smutna, jak wcześniej. Neva natychmiast rzuciła nowym prezentem, który doskonale wypełnił swoją rolę, jaką było powracanie do właściciela.
- Może być? - zapytał Owczarek. - Dosyć długo tego szukałem.. Co już zapewne zdążyłaś zauważyć.

Neva?

Od Meversue'a - C.D Opowiadania Anabeth

Meversue rozejrzał się dookoła, aby jeszcze lepiej dostrzec kilka szczegółów w zwykłych, zielonych pagórkach. Kilka rudych, pulchnych wiewiórek łapczywie pożerało każdą napotkaną uschniętą szyszkę, a niewielki dzięcioł energicznie stukał w białą, brzozową korę, która niemal natychmiast zaczęła odpadać z nieopodal rosnących drzew. Suczka nieco przyspieszyła, by jeszcze przed zachodem słońca obejrzeć dalszą część terenów sfory. Samiec kroczył tuż za nią, starając się utrzymać wcześniejszą odległość dwóch metrów. Po niecałej godzinie wędrówki dostrzegł ogromnego, rogatego jelenia, który stąpał delikatnie po zielonym mchu. Las, w którym się znajdował był całkiem spowity mgłą, a nikłe występowanie drzew znacznie oszpecało jego krajobraz. Mever pewnym krokiem omijał smukłe drzewa, a Anabeth spokojnie obserwowała, jak kilka młodych pisklaków zalicza pierwszą lekcję latania.
- One są takie śliczne. - westchnęła, wyrównując swój chód z samcem.
Po kilku okrzykach radości Borderka nie śmiała spojrzeć za siebie. Biegała wesoło po Tajemniczym Lesie, od czasu do czasu narzekając na niewielką widoczność. Sue jeszcze bardziej przyspieszył. Nie miał pojęcia, dlaczego jego łapa zaczęła wpadać w ziemię, która teraz wydawała się wręcz sypka. Spuścił pysk i ostrożnie uniósł kończyny, aby lepiej przyjrzeć się podłożu. Przed jego oczyma dłużyła się ścieżka usłana z intensywnie złotego piasku, mocno wklepana w leśne runo.
- To piasek, Anabeth! - krzyknął. - Piasek.. gdzie my jesteśmy?
Ostatnie zdanie wypowiedział bardzo niepewnie, jednak jego ciekawość w odkryciu nowego miejsca nie ustępowała. Szedł dalej, co jakiś czas odszukując wzrokiem suki. Kiedy sylwetki drzew powoli się rozchodziły, jego oczom ukazał się piękny krajobraz pustyni. 



- Mever.. - zabrzmiała Ana. - W skład terenów SPU nie wchodzi żadna pustynia.
- Cóż - chrząknął. - To znaczy, że musimy ją nazwać. Co myślisz o Piaskach Any i Mever'a?
Suczka parsknęła śmiechem, najwyraźniej nie biorąc sugestii Sue'a do serca. Samiec szybko zakrył jej pyszczek łapą, aby wsłuchać się w odgłosy piaszczystej pustki, która roztaczała się dookoła nich. Nie usłyszał niczego, nie wliczając w to szybkich oddechów Any i własnego bicia serca.
- Silent Desert. - mruknął, tym razem z kamiennym wyrazem pyska.

Anabeth?

Od Anabeth CD opowiadania Bitter Sweet'a

- Spałeś? - suczka uniosła brew, ale po chwili oznajmiła: - Chciałam... Chciałam cię spytać czy masz ochotę na spacer - Suczka z błagalnym wyrazem pyska przechyliła łeb patrząc Bitter'owi prosto w oczy. Pies natomiast westchnął i niechętnie się zgodził. Wyszedł z jaskini i zrobił kilka kroków w stronę lasu, a Beth ruszyła za nim. Dreptała za psem, który szedł szybkim i zaspanym jeszcze krokiem. Po jakimś czasie suczka przyspieszyła kroku by dorównać Sweet'owi, lecz wkrótce potkneła się o ostro wystający z ziemi korzeń. Zgięcie w jej kończynie nieszczęściem trafiło na wystająco ostro gałązkę z korzenia i zrobiła głęboką ranę w łapie Beth. Bitt nie wiedział co się stało, gdyż nie oglądał się za siebie. Ana szybko się podniosła z ziemi i dogoniła samca. Jednak przy każdym kroku ból się nasilał...

<Bitt?>

Od Melisy CD opowiadania Meversue'a

Widok jaskini Mever wywarł na mnie wrażenie po mimo małych rozmiarów. Dotąd mieszkałam  w dużym, przestrzennym domu jednorodzinnym, jednak mieszkanie psa wydało się być przyjemne i ładne.
-Ładnie, ładnie- przyznałam
-Dziękuję- rzekł- to, może napijesz się czegoś?-spytał skrępowany
-Może być zwykły sok jabłkowy- powiedziałam z uśmiechem. Kiedy Mever zaczął przyrządzać napoje, ja miałam chwilę na rozejrzenie się. Ujrzałam ramkę na zdjęcia. Na obrazku był Meversue wraz z innym psem. Pomyślałam- może to jego ojciec? Ale nie, nie będę wtykać nosa w nie swoje sprawy. Kiedy Mever wracał z napojami, chyba zauważył, że ujrzałam wcześniejsze zdjęcie. Było mi z tego powodu głupio, bo nie chciałam wyjść za kogoś, kto grzebie w cudzych rzeczach, jednak pies nie wypowiedział się na ten temat.
- Jesteś obserwatorem, tak?- zapytałam
-Tak, jednak wolałbym uzyskać stanowisko wysokiej hierarchii- odpowiedział
-Uu, ambitnie widzę patrzysz na to- powiedziałam z zachwytem
-No, można tak powiedzieć- powiedział z uśmiechem. Odwzajemniłam to.
-Wiesz Mel, mam wrażenie, jakbym Cię znał sto lat- powiedział patrząc w me oczy
-No, aż tacy starzy to my nie jesteśmy, heh- zaśmiałam się
-Hyh, wiem, ale chodzi mi o to, że czuję jakbym cię długo, długo znał- powiedział
-Tak?- spytałam- No ale czemu?
-Dziwnie mi to przyznać, bo w sumie to tak na prawdę znamy się niedługo, ale miło mi się z tobą rozmawia i czuję się przy tobie dobrze- powiedział z uśmiechem. Po tych słowach, czułam zaufanie do Mever. Nie chciałam nic mówić, lecz miałam podobnie, równie dobrze czułam się w jego towarzystwie. Uśmiechnęłam się.
Mever? ;p

sobota, 12 marca 2016

Od Anabeth CD opowiadania Cleo

Na odległość można było poznać, że nowa suczka czuła się nieswojo. Beth zaproponowała, by spała na stercie miękkich i wygodnych kocy, obok głazu Any, pełniącego rolę dość wygodnego łóżka, ze względu na ogromną poduchę i ciepły, gruby koc. Cleo przystała na tą propozycję, lekkim skinieniem głowy. Usiadła we wskazanym miejscu, następnie położyła się aby wypróbować swoje tymczasowe łoże. Anabeth natomiast, nie wiedziała przez długi czas jak zacząć dialog z nowo przybyłą sforzanką, która dawała wrażenie wcale nie zaspanej suczki. Brązowo-biała borderka wpatrywała się więc w skalny sufit, a wciąż przedłużająca się cisza zdawała się nie mieć końca. Ani Beth, ani Cleo nie mogły zasnąć. Obydwie były czymś, że tak powiem, zajęte; jedna była zupełnie pochłonięta gapieniem się w sufit, a druga machaniem ogonem w obie strony... I tak mniej więcej minął czas, aż do godziny jedenastej. W mieszkaniu paliła się lampka, ale obie suki były pewne, że gdyby ją zgasić, to możnaby zamknąć oczy i je ponownie otworzyć, a różnicy by nie było. Niebo było zupełnie zachmurzone i bezksiężycowe, więc wszędzie było zupełnie czarno - z wyjątkiem małego, jasno świecącego punktu w jaskini piosenkarki. Wydawać by się mogło, iż jedynymi żyjącymi istotami na tym świecie są dwie borderki... Zbliżała się dwunasta i na czarnym wciąż, bezgwiezdnym niebie, pojawił się srebrny sierp. Wtedy Cleo zagadała: - Czym się zajmujesz? - Borderka do której skierowane było pytanie, wpierw spojrzała na suczkę jakby wyrwana z głębokiego snu, aż wróciła na ziemię i odpowiedziała: - Piosenkarka - I do końca tej ciągnącej się i ciągnącej nocy, Beth odpowiadała krótko i zwięźle, gdyż nie miała ochoty choćby zadawać sama jakichkolwiek pytań.
- Ja opiekuję się szczeniakami, często śpiewasz?
- Tak.
- Nie chce Ci się spać?
- Nie.
- Ani trochę? - przechyliła ciekawsko łeb.
- Wcale - I tak mniej więcej minął czas, aż na widnokręgu pojawiły się pomarańczowe, żółte i lekko czerwone zarysy wschodu słońca. W końcu ujawniło się słońce we własnej osobie i zapowiedziało dość pogodny dzień...

<Cleo? I jak się spało? xd>

Od Heroine cz.1

Heroine otworzyła delikatnie oczy i ujrzała jak jej matka rozmawia z ojcem. Sunia ziewnęła, przewracając się przy okazji na drugi bok, uważając aby nie natrafić na Aryę lub Amigo. Nie mogła jednak dalej zasnąć. Bez skutecznie zamykała powieki i liczyła sobie w myślach przeskakujące przez płot owieczki. W końcu wstała i nieprzytomnym wzrokiem rozejrzała się po jaskini. nie postała jednak za długo, ponieważ zaraz przyleciał do niej ojciec.
-Kładź się, córciu- dotknął lekko jej łebka łapą. Heroine pokręciła małą główką i cofnęła się kilka kroków, by Klaus zabrał łapę. Pies uśmiechnął się lekko i poszedł do swojej partnerki. Sunia zaczęła ciekawie przyglądać się śpiącemu rodzeństwu, próbując ich jednak nie zbudzić. Znając życie każde z nich po obudzeniu chciałoby się bawić, na co Heroine nie miała obecnie ochoty. Spojrzała na białego Owczarka który śmiejąc się, co raz patrzył się w ich stronę. Ta podreptała w ich stronę, chowając się jednak za ścianą, by usłyszeć ich rozmowę.
-Muszę wybrać się do miasta, wiesz odwiedzić kolegów- zaśmiał się Klaus, po czym położył łapę na ramieniu Michelle. -Poradzisz sobie z nimi?- zapytał.
-Tak, spokojnie- uśmiechnęła się delikatnie i pokiwała głową. -Możesz iść- powiedziała, po czym ułożyła się na kocu. Niklaus uśmiechnął się i pożegnawszy się z partnerką, wyszedł z jaskini. Heroine dyskretnie wyszła i powędrowała za nim. Musiała jednak truchtać, ponieważ chód jej ojca był bardzo szybki. Na szczęście wytrzymała tak do miasta. Wciąż szła za ojcem około dwa/trzy metry. Dystans ten rzadko kiedy się skracał lub wydłużał. W końcu jednak Heroine zatrzymała się, spuszczając mały łepek i oddychając ciężko. To był jej pierwszy dłuższy dystans. Cóż się dziwić, nie dawno się urodziła. Po nie więcej jak pięciu minutach, zaczęła wzrokiem szukać Klausa, który przed zatrzymaniem był w jej polu widzenia. Teraz jednak wokół nie było nikogo znajomego. Heroine niepewnym korkiem zaczęła zmierzać przez chodnik, rozglądając się uważnie za białą sierścią. Nigdzie jednak owej nie zauważyła, co stawało się coraz trudniejsze, przez tłum ludzi, zmierzających w jej stronę. Skuliła się jedyni i czekała aż owy tłum ominie ją. Po pewnym czasie zaczęła tracić grunt pod łapami, przez co momentalnie wyprostowała się. Niewysoki chłopak, o włosach koloru podchodzącego do czerni i miłych rysach twarzy trzymał ją obecnie w rękach, uśmiechając się lekko.
-Zgubiłaś się?- zapytał, zupełnie jakby rozmawiał z drugim człowiekiem. Zaraz zaczął szukać na jej szyi jakiegoś znaku, obróżki. Nic jednak takowego nie znalazł. Cicho westchnął, po czym spojrzał na suczkę. -Pójdziesz na razie ze mną- powiedział cicho, po czym zaczął kierować się w stronę wysokiego budynku. Gdy byli na miejscu, chłopak wypuścił Heroine, która od razu zaczęła biegać po pokoju. Chłopak uśmiechnął się lekko, po czym nalał wody do niewielkiej miseczki. Ustawił ją obok nóżki od stołu i przykucną. Heroine niepewnie podeszła do jego wyciągniętej ręki. Dotknęła ją delikatnie nosem, jednak odsunęła się później. Człowiek uśmiechnął się lekko, po czym wstał i skierował się w stronę piętrowego łóżka. Najpierw usiadł na nim, a chwilę po tym położył się, kładąc rękę na twarz. Heroine potruchtała również w tamto miejsce i wskoczyła na poduszkę układając się na niej w niewielki kłębek. Zamknęła oczy, po czym zmorzył ją sen. Jednak nie na długo. Zaraz było słychać pukanie do drzwi. Chłopak powoli podniósł się z łóżka, po czym otworzył drzwi.
-Haru-chan!- to było pierwsze co dobiegło do uszu Heroine, jak i chłopaka o imieniu 'Haru'.
-Nagisa-kun?- ton chłopaka był przepełniony zdziwieniem. -Późno trochę- upomniał go Haru.
-Zawsze jest dobry czas by kogoś odwiedzić!- zawołał wesoło, by ukryć zdenerwowanie i bez zaproszenia wszedł do domu, kładąc swój plecak przy wejściu. -Szczególnie Ciebie, Haru-chan!- uśmiechnął się. Heroine skierowała głowę w jego stronę i ujrzała o rok młodszego, niższego blondyna, z włosami do połowy szyi. Haru pokiwał głową i podszedł do kuchenki, biorąc z niej talerz z rybą, który postawił na stole.
-Znów makrela?!- zawołał zawiedziony Nagisa, po czym z kwaśną miną wyciągnął po nią rękę. Haruka lekko się uśmiechnął, widząc jak Nagisa bawi się rybą. Heroine podeszła do krańca łóżka, po czym szczeknęła raz, patrząc na rybę. Jej piękny, smażony zapach skusił Husky do spróbowania jej. Haru popatrzył na Heroine, jednak zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, przerwał mu okrzyk Nagisy.
-Kawaii!- zawołał blondynek i podbiegł do suni, która cofnęła się i skuliła. Nagisa westchnął, po czym delikatnie wyciągną rękę w jej stronę. -Nie bój się- mruknął, po czym zwrócił się do Haruki. -Nazwałeś ją?- uśmiechnął się, widząc jak Amnesia powoli do niego podchodzi. Haruka pokręcił głową, siadając na łóżku, patrząc co raz to na sunie, to na Nagise.
-Heroine- mruknął blondynek i pogłaskał sunie. Ta stała zdziwiona, że chłopak trafił imieniem. Zaraz jednak pomachała lekko krótkim ogonkiem.
-No cóż Heroine-chan, witaj w domu- powiedział Haruka, po czym lekko ją pogłaskał.

CDN

Od Meversue'a - C.D Opowiadania Melisy

Mever nie wiedział, dlaczego podczas spotkania z Tollerką wzbierało w nim tyle pozytywnych, a zarazem świadczących o słabości emocji. Uścisnął ją nieco mocniej, niż zamierzał. Po kilku sekundach powrócił do wcześniejszej, nieco bardziej wygodnej pozycji. Uśmiechnął się, widząc, jak suczka starannie ociera wilgotną od łez sierść. Nie chciał, żeby była smutna przez niego, a raczej przez temat, którego nie zamierzał odpuścić. Usiadł na swoim poprzednim miejscu, a drugi koniec kłody mocno się zakołysał. Melisa cicho jęknęła, kiedy zobaczyła ruchome drewno. Wstała, podpierając się łapą o grzbiet Mever'a i odwróciła się w stronę wysokich, sztormowych fal, które wręcz napierały na piaszczysty brzeg.
- Nie dobrze, nie dobrze. - stwierdził samiec. - Powinniśmy wrócić..a nawet musimy.
Suczka skinęła łbem, obserwując z uwagą nadciągające fale. Meversue złapał ją za ramię, jednak ta nadal nie miała najmniejszej ochoty na powrót do jaskiń. Gdy chłodna, morska woda przemoczyła jej łapy od razu zdecydowała się na dalszą podróż. Kroczyli bardzo długo, zanim Melisa dostrzegła zarysy kamiennych mieszkań. Wskazała łapą jaskinię, która należała do psa. Ten tylko skinął łbem, mając przy tym nadzieję, że jego dom jest w miarę uporządkowany. Będąc już w środku Mela lekko się uśmiechnęła.
- Jest mała, ale ładna - przyznała.
- I’m not rich, but I live like a millionaire, You know I live like a millionaire, You know I live like I ain’t got to care!
Melisa? xp

Od Bitter Sweet'a - C.D Opowiadania Anabeth

  Pomimo tego, że Owczarek zawsze trzymał się ustalonych zasad, wyrzuty sumienia dręczyły go przez resztę popołudnia. Nie chodziło tu w żadnym przypadku o to, jak zwracał się do Anabeth - sens całych wspomnień był ukryty w sposobie podziękowania owej suce. Wyszedłszy bez słowa z jaskini medyczki pokazał, jak bardzo był wdzięczny za pomoc. Miał wrażenie, że po raz pierwszy jego cięty język nikogo nie uraził. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby osobą, która odparła oschłe słowa Bitter'a nie była Borderka, zawsze przejawiająca chęć do poznawania innych, do zawierania nowych znajomości, zabawy i wszelkiego rodzaju gier.  Możliwe, że niekiedy znajdowała na swojej drodze samców z podobnym charakterem i równie nieprzyzwoitymi słowami, które z pewnością każdy z nich wypowiedział kilkanaście razy. Taka właśnie sugestia zaprzątała łeb Sweet'a - z pozoru dosyć nieprawdopodobna, odbiegająca od rzeczywistości, czasem mogła okazać się najtrafniejszą opcją. Pies usiadł przed zimnymi gałęziami, które spoczywały wówczas we wnętrzu kominka. Wyciągnął z nich kilka skrawków, które podpalone wcześniej tliły się do tamtej pory. Przesunął językiem po zabandażowanym rozcięciu, które po zdezynfekowaniu niemiłosiernie go piekło. Próbował na wszelkie sposoby pozbyć się niepotrzebych ran, ale tym razem siła woli w połączeniu z brakiem nadnaturalnych mocy nie mogła dużo zdziałać. Położył swój ciężki, masywny łeb na puchowych poduszkach, a kilka gęsich piór spoczęło na jego uchu. Chciał jak najszybciej zasnąć, zapomnieć o tym, co wydarzyło się niecałą godzinę temu. Poszło mu to całkiem nieźle; po upływie zaledwie dwunastu minut Owczarek leżał uśpiony na kamiennej posadzce, słysząc jedynie ciche pomruki, zupełnie jak przez mgłę.
- Bitter Sweet.. - ponownie dało się usłyszeć szept, tym razem nieco głośniejszy.
Samiec niechętnie wstał, a jego pysk powoli zwrócił się w stronę wielkiego głazu, który wręcz tarasował wejście do jego mieszkania. Podszedł smętnie do wąskiej szczeliny, czekając na jakąkolwiek reakcję. Wtem ujrzał brązowo-białą Borderkę.
- Co chcesz, Beth? - zapytał, przecierając zaspane ślepia.
Bethy?