czwartek, 13 kwietnia 2017

Od Akiry

Akira odsunął się od kamiennej ściany i spojrzał na swoją pracę. Chciał narysować wielki wodospad wpadający do jeziora, jednak przez jeden kolor, który staniowił brudny brąz, nie przypominało to wodospadu. Pies westchnął, kładąc znalezieny na wysypisku pędzel. Rozejrzał się za czymś co mogło pomóc mu w uzyskaniu błękitnego koloru. Uśmiechnął się do siebie i szybko podbiegł do rosnącego krzaku jagód. Zerwał kilka i za chwilę jedną z nich namazał granatową plamę, która miała robić za spadającą wodę. Gdy kolejny raz odsunął się aby sprawdzić efekt, wyglądało to jeszcze gorzej. Cicho warknął, mocno zaciskając łapę z owocami, przy okazji barwiąc ją na granatowy. Przyłożył brudne opuszki do ściany, następnie bazgroląc kółka.
- Co robisz?! - nieprzyjemny głos sprawił, że Akira zmuszony był do podniesienia łba. W jego stronę szedł pies, z dosyć groźną miną. - Ładnie komuś tak dom mazać?!
- Kłopoty... - Akira szybko złapał pędzel w pysk, po czym posłał psu szeroki uśmiech. - Wydaje mi się, że da się to zmyć! - zawołał, szybko biorąc nogi za pas i kierując się w stronę najbliższego zbiornika wodnego. Gdy już znalazł takowy, włożył jak naszybciej łapę, następnie szorując ją. Granatowy w ogóle nie chciał zejść, więc Akira zaczął szorować mocniej.
- Nic Ci to nie pomoże - głos zza pleców krótko skomentował jego robotę.

Ktokolwiek?

Od Quiet Nicolette - CD opowiadania Hayley

    Nie wierzę. Takim o to sposobem przypomniałam sobie moją siostrę. Suzzie była z drugiego miotu więc chyba nie zdążyłam jej poznać. To i tak dobrze że o niej wiem. A ten medalion. Ojciec musiał go podarować Suzzie po mojej ''śmierci''. Dostałam go właśnie od taty. Powiedział mi że należy do naszej rodziny od dawien dawna. Od razu założyłam naszyjnik na szyję i spojrzałam na sukę, która mi go dostarczyła.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - zamerdała ogonem.
- No wchodź opowiem ci o tym. - zaśmiałam się widząc jej podekscytowanie.
Hay weszła do jaskini. Usiadłyśmy przy wielkim stole narad, który pamiętam za szczeniaka. Wysunęłam łapy przed siebie i ułożyłam je wygodnie na stole.
- A więc tak. - odchrząknęłam. - Ten medalion podarował mi mój ojciec Mashine. Pewnie po mojej śmierci podarował go Suzzie. Nie wiem o nim zbyt dużo, tylko tyle że jest pamiątką rodzinną. Ale dobrze mieć go znów przy sobie. - westchnęłam. - Gdzie jest Suzzie?
- Ona... Jest w schronisku. - suczka posmutniała. - Nie wiem czy uda jej się uratować. Jest na przegranej drodze.
Mój humor też się nieco zmienił. Biedna. Jak mówi Hay już się jej raczej nie pomoże. Spojrzałam na suczkę, która zrozumiała że już nic więcej nie mam jej do przekazania.
- To ja już pójdę. - ocknęła się i odeszła od stołu. - W razie czego wiesz gdzie mnie szukać.
Potaknęłam i patrzyłam na suczkę tak długo aż zniknęła z punktu widzenia. Westchnęłam poprawiając medalion na szyi. Również odeszłam od stołu i podeszłam do wielkiej starej szafy. Otworzyłam jej drzwi, które zaskrzypiały głośno ukazując swą starość. Z wnętrza szafy opętały mnie kłęby kurzu, którymi zaczęłam się dławić. Szybkimi ruchami łap pozbyłam się męczącego powietrza i skupiłam się na pudłach stojących na półkach. Ściągnęłam wszystkie i poustawiałam je na stole. Na szczęście wszystkie pomieścił. Otwierałam pudła kolejno wyjmując z nich kartki i teczki. To kronika sfory. Musiałam nadrobić zaległości i dowiedzieć się wszystkiego co mnie ominęło. No i przede wszystkim dowiedzieć się nieco o mojej rodzinie. Zaczęłam przeglądać akty urodzenia mojego rodzeństwa. Nad swoim zasnęłam.
     Obudziło mnie mocne szarpnięcie i czyjeś szepty. Jeszcze z zamkniętymi oczami starałam się sobie przypomnieć co wczoraj robiłam. Rozmowa z Hay, pudła, kronika. A tak! Jestem Alfą! Pora wstawać. Otworzyłam szybko oczy i odepchnęłam się łapami do stołu lądując na plecach. Na ziemi... Osobą, która mnie budziła była Hayley oczywiście. Widząc mnie na ziemi zakłopotana pomogła mi wstać. Podziękowałam jej mrucząc coś pod nosem. Jaskinia wyglądała jakby ktoś włamał się do biblioteki i powyrywał dokładnie każdą stronę z każdej książki.

Hayley?

Nowy pies | Akira

https://68.media.tumblr.com/80f8b9bf8489581ff76b12408ca5de34/tumblr_okh9ku14d81rj38k8o1_1280.jpg
Imię: Wiele psowatych których spotkał, mówili, że jego imię bardziej pasuje do płci żeńskiej. Jednak gdy spędzili z nim trochę więcej czasu, nie zwracali na to uwagi. Akira również nie zwraca na to uwagi i nie przeszkadza mu to.
Ksywka: Nie posiada. Imię mu w zupełności wystarczy.
Głos: Motohiro Hata
Rasa: Malinois
Wiek: 3 lata
Płeć: Jak wymieniono na początku, jest to samiec.
Stanowisko: Lekarz. Od dziecka zagłębiał się w tajniki pomocy innym. Owa praca również idealnie pasuje do jego charakteru.
Rodzina: Cały czas w pamięci ma swoich rodziców. Stanowią dla niego wzór do naśladowania. Nie są obecnie gdzieś w niebie. A na tym świecie nie posiada żadnej rodziny. Ani ojciec, ani matka nie posiadali rodzeństwa, więc obecnie jest sam jak palec.
Ciekawostki: Akira nie jest zbyt ciekawym psem. Dosyć podobny do innych w tym psim społeczeństwie. Ma jednak coś co lubi robić. Od czasu do czasu lubi się porwać chwili i nabazgrolić coś. O dziwo, jego "bazgroły" często ładnie wyglądają.
Partner: Nie posiada obecnie bratniej duszy.
Charakter: Akira jest przede wszystkim optymistą i nigdy się nie zraża. Wielki optymista, nie przejmuje się opinią innych i zawsze musi wtrącić swoje zdanie. Szanuje również wypowiedzi innych, jednak gdy uważa, że się mylisz, nie pominie tego. Uparty jak osioł, zdeterminowany dąży do swoich celów. Lubi się również dzielić nimi z innymi. Wierzy, że każdy ma jakieś marzenie i próbuje pomóc. Właśnie, Akira, to najbardziej pomocny pies z jakim miałeś okazję się poznać. Zawsze rzuci wszystko co robi na bok, byleby tylko pomóc.
 Wesoły. Posiada wysokie poczucie humoru i zawsze na jego twarzy można zauważyć wielki uśmiech. Lubi także opowiadać, czasami suche, dowcipy. Ma dystans do siebie, lubi śmiać się ze swoich wad. Jednak w na stronie próbuje zmieniać lub przykrywać swoje niedoskonałości.
 Beztrosko często pakuje się w kłopoty, co jednak mu nie przeszkadza. Lubi zwracać na siebie uwagę robiąc, według niego, śmieszne rzeczy. Nigdy się nie gniewa, a obelgi puszcza po mimo uszu. Nie obrazi się jednak gdy ktoś wymyśli mu przezwisko, pasujące do jego osoby.
 Jest psem, który na smutne rzeczy, od razu reaguje płaczem. Bardzo łatwo się wzrusza. Jeśli opowiesz mu historię swojego życia, nie zdziw się, jeżeli polecą mu łzy i przytuli Cię mocno. Taki już jest i nie wstydzi się tego.
Historia: Będzie to historia o małym, dosyć nieudacznym na początku szczeniaku, który... nie, nie zmienił się na wielkiego i szanowanego psa. Nadal jest tym samym fajtłapą. Początki oczywiście nie były łatwe. Urodził się w sforze. Nie pamięta jakiej, jednak jej nazwy nie trzeba pamiętać. Miał wspaniałych i kochających rodziców, którym jednak nie dane im było oglądać jak Akira dorastał. Szczeniak urodził się pod czas wojny. Jego rodzice - wojownicy, zmuszeni byli walczyć i niestety oddać życie za sforę. Młody Akira nie pojmował co się dzieje w sforze i dlaczego mimo zakończenia wojny jego rodzice nie powracali. Pierwszy rok życia nie był dla niego przyjemny, jednak przeżył go z uśmiechem na pysku. Wszyscy znajomi jego, a także jego rodziców momentalnie zapomnieli o jego istnieniu. Próbował zwracać na siebie uwagę poprzez psikusy, jednak sprowadziło to na niego złą sławę. W końcu, przez swoje wybryki stał się kozłem ofiarnym sfory. Wszystkie przewinienia składano na niego. Sumiennie odbywał wszystkie kary, nie żałując przy tym uśmiechu. Przez kolejny rok pomógł mu przebrnąć Kai - najlepszy przyjaciel. Poznał go przez przypadek. Po prostu raz, gdy odbywał swoją karę wpadł na niego. Kai był psem w tym samym wieku co Akira. Był większy oraz silniejszy, ponieważ był to doberman. Rozsądny i sprawiedliwy zawsze wstawiał się i bronił Akirę. Można by teraz przyczepić się do ich przyjaźni, że byli przyjaciółmi tylko dlatego, aby Akira nie był więcej pomiatany. Pies bardzo sobie cenił znajomość Kaia. Czuł, że zawsze może mu się zwierzyć, co działało również w drugą stronę. Niestety, Akira nie miał szczęścia. Kai podzielił los rodziców naszego bohatera. Tym razem pies  wiedział co stało się z przyjacielem, jednak i tym razem starał się stłumić ból i dalej iść z uśmiechem. Niestety nie było to takie łatwe, przez co, gdy Akira miał około dwóch i pół lat opuścił sforę oraz niemiłe z nią wspomnienia. Kilka miesięcy samotności zupełnie wystarczyły, aby Akira powrócił do normalnego stanu. Owa samotność niestety zaczęła mu zbyt doskwierać, dlatego zaczął poszukiwać sfory, gdzie mogli by go przyjąć. Na szczęście na jego drodze pojawiła się Sfora Psiego Uśmiechu do której nie omieszkał nie dołączyć.
Upomnienia: ZERO DORIME (:
Kontakt: Kordła ♥

Nowy pies | Rayan



Imię: Heh, dla niektórych jest już legendą. Ostatnimi czasy uważano, że nie żyje. Jednak to tylko plotki. Nie jest to żadna tajemnica. Na imię ma Rayan, chodź posiada bardzo dużo ksywek i pseudonimów.
Ksywka: Roy, Royek. Te dwie słyszy najczęściej, przyzwyczaił się do nich. Reszta jest mu obojętna. Niezależnie od tego jak bardzo złośliwie będziesz go nazywać - on zwyczajnie to zignoruje.
Głos: Lukas Graham
Rasa: To zdecydowanie mieszaniec. Wyglądem niby przypomina owczarka szwajcarskiego, ale oczy i wyraz pyska odziedziczył po ojcu - Huskym Syberyjskim.
Wiek: Heh, możliwe że na tyle nie wygląda, ale ma dobre 7 lat. Jak na swój wiek czuje się całkiem dobrze.
Płeć: Samiec. Jeżeli masz wątpliwości zajrzyj pod jego ogon. Chociaż...Nie. Nie rób tego, bo twój ogon znajdzie się w twoim pysku.
Stanowisko: Tropiący. Kiedyś był wojownikiem i szło mu dobrze, ale teraz chyba się do tego nie nadaje.
Rodzina: Długo by tu wymieniać i opowiadać, no ale cóż. Warto się czegoś dowiedzieć. Jego rodzicami byli Aver i Herveo. Może nie przepadał za nimi za bardzo, ale nadal ma ich w sercu i dobrze ich wspomina. Figa i Mer, nie byli najlepszym rodzeństwem. Nie lubili się, i tak zostało do teraz. Miał dzieci. Ale wszystko minęło z czasem. Trójka potomstwa Rayana, żyje prawdopodobnie do dziś. Mercilles, Blueberry i Insane, jednak nie pamięta ich. Po stracie pamięci większość miłych wspomnień zniknęła, zostały tylko te złe. Ale pies przestał się tym przejmować. Rozpoczął swoje życie całkiem na nowo.
Ciekawostki: Ma świetny węch, co ceni w sobie. Jest bardzo szybki i zwinny, jednak ma słabą kondycję. Potrafi wysoko skakać, ale często boli go tylna lewa kostka więc nie przeciąża jej za mocno. Poza tym, że jego węch, wzrok i słuch są bardzo mocno rozwinięte, Rayan jest wybitnym pisarzem i piosenkarzem. Sam pisze sobie piosenki i śpiewa je, ale tylko wtedy gdy jest sam.
Partner: Kiedyś była taka jedna, której udało się rozmrozić jego serce. Miała na imię Suzzie. Jednak było między nimi wiele kłótni. Rayan podejrzewał że Suzzie go zdradza, i pewnego dnia widząc że przytula innego samca zwyczajnie postanowił ją zostawić. Od tamtej pory nie otwiera się aż tak mocno, i nie wiadomo czy jest w stanie zakochać się ponownie.
Charakter: Co prawda, kiedyś był dobrym kawalarzem, romantykiem i przede wszystkim - miał zawsze świetny humor. Znany był, jest i będzie ze swojej szlachetności i odpowiedzialności, ale...Ta dobroć i ciepło...Zwyczajnie z niego wyparowała. Teraz, jego najlepszym przyjacielem jest samotność. Kocha usiąść gdzieś, gdzie jest wielka, wolna przestrzeń...I wbić wzrok w jeden punkt. Lubi obserwować. Ma jedną zasadę. To nie ty go poznajesz. On poznaje ciebie najpierw. Nigdy się nie przedstawi, jeżeli ty nie zrobisz tego pierwszy. Nie jest cichy i zamknięty w sobie. Nie aż tak, jak mogłoby się to wydawać. Wystarczy mu zaufać i doprowadzić do tego, aby i ciebie obdarzył zaufaniem. Jest bardzo lojalny i pomocny. Jeśli na jego pysku pojawi się uśmiech to znaczy, że masz u niego plusa. Jeśli będzie cię unikać, i w twoim towarzystwie będzie nerwowy wiedz, że nie przepada za tobą. Nie jest hałaśliwy, woli spokój i opanowanie. Bardzo ostrożny. Najpierw myśli później robi. Kreatywny i pomysłowy. Krążą plotki, że bywa czasem romantyczny, ale czy na pewno? Żeby go poznać, wystarczy poczekać cierpliwie, na pewno zyskasz dobrego kumpla. Nie jest wrednym i chamskim psem, ale wiedz że jeśli go obrazisz wyrwie ci ogon i wsadzi głęboko do gardła. 
Historia: Na pewno znacie ze 100 różnych nieprawdziwych historyjek jakich wam naopowiadał, ale ta którą tu zobaczycie będzie tą jedną jedyną prawdziwą. Dokładnie 1 kwietnia, na świat przyszło malutkie, białe szczenię. Ludzie nie interesowali się za bardzo nim, jego rodzeństwem i rodzicami. Po prostu sobie byli, ich zadaniem było pilnowanie podwórza. Właścicielom Rayana nie zależało na psach. Mieli zamiar się ich pozbyć. Jednak nie w jakiś perfidny sposób. Sprzedano ich za dobre pieniądze. Tak rodzinka została rozdzielona. Roy został oddany w dobre ręce. Bogaci ludzie, spory dom z wielkim ogrodem..Nic więcej chcieć. Miał wszystkiego pod dostatkiem. No ale cóż, złożyło się bardzo źle, bo nowi właściciele się rozwiedli. Mężczyzna zabrał ze sobą psa, ale nie umiał się nim opiekować sam i wywiózł go do lasu. Rayan właśnie tam nauczył się samodzielności i odpowiedzialności. Wytrzymałość i odwagę wytrenowały u niego walki na arenie, na których pies walczył coś około roku. Następnie, łażąc po lasach i polach odnalazł Sforę Psiego uśmiechu. Tu dopiero, zaczyna się ciekawa historyjka. Roy dołączył do sfory. Zapowiadało się wszystko dobrze. Poznał pewną suczkę, która nosiła imię Elizabeth Angel. Zakochał się w niej po uszy, ale ona miała już partnera. Odpuścił sobie, i własnie wtedy poznał Suzzie. Byli ze sobą jakiś czas, ale Roy postanowił zakończyć ich związek. Rzucił się z klifu. Wiele psów myślało że umarł. On jednak żył dalej. Uciekł i błąkał się po świecie. Pewnego dnia wrócił do SPU. Okazało się że Suzzie ma z nim szczeniaki, ale ma już kogoś nowego. Roya to zabolało. Znów opuścił sforę z nadzieją że znajdzie nową sforę, w której zostanie. Jednak to nie nastąpiło. Znów błąkał się, dobre kilka lat, aż wreszcie znów wrócił do SPU. Nie ma tu jednak tylu psów, ile było kiedyś. Ale wszystko się rozwija. Jego książka nadal się pisze, zobaczymy co przyniesie przyszłość.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: Shairenn.

Od Hayley

Gdy trafiłam w to miejsce, nie potrafiłam uwierzyć, gdzie dokładnie się znalazłam. Bądź co bądź, sporo słyszałam o legendarnej Sforze Psiego Uśmiechu, gdyż miałam bezpośrednio styczność z jej dawnym członkiem, a właściwie to Alfą. Tak, spotkałam na swojej drodze właśnie Suzzie – siostrę Jockera. Opowiedziała mi sporo o dziejach sfory, jej wszystkich wzlotach i upadkach. Na końcu wyznała, że musiała stąd odejść, gdyż dostała pilne wezwanie, nie chciała mi jednak wyjawić od kogo.
Wiedziała jednak, że dużo podróżuję i poprosiła mnie, bym przekazała coś Jockerowi, jeśli kiedykolwiek uda mi się go spotkać. Wiedziała, że to mało prawdopodobne, ale mimo to, wierzyła, że kiedykolwiek uda jej się złapać kontakt z bratem, choćby pośredni. W schronisku, w którym obie byłyśmy, ona miała gorzej niż ja – nigdy nie wypuszczali jej luzem, siedziała zamknięta w metalowej klatce dzień i noc, nie miała szans na ucieczkę z tego miejsca, od ludzi, którzy ją złapali.
Przyrzekłam wtedy, że pomogę jej uciec, ale nie udało mi się to. Dlatego chciałam odnaleźć Jockera – a chociażby tego spróbować – by przekazać mu, że siostra go nie opuściła, że coś jej się stało.
A teraz dowiedziałam się, że Jocker nie żyje.
Od przypadkowych psów dowiedziałam się, gdzie znajdę obecną Alfę. Udałam się tam, i gdy znalazłam się tuż przy jej jaskini, ostatni raz się zawahałam. A potem zapukałam.
Usłyszałam stukot pazurów, a po chwili stanęłam oko w oko z przywódcą.
– Witaj – usłyszałam od suki. – Nazywam się Quiet. W czym mogę ci pomóc?
Przełknęłam ślinę.
– Jestem Hayley – odparłam niepewnie. – Czy ty... znałaś Jockera, poprzedniego Alfę?
Jej wyraz twarzy gwałtownie się zmienił, choć nie potrafiłam odczytać żadnej z emocji, która się na niej malowała.
– Byłam jego siostrą – odpowiedziała ostrożnie. – O co chodzi?
– Nie wiem, co to jest – powiedziałam i rzuciłam jej pod nogi srebrny medalion. – Ale twoja siostra, Suzzie, również była Alfa, poprosiła, bym mu to przekazała.
Czekałam na jej reakcję. Najpierw wydawała się być zdezorientowana, później zaczęła wpatrywać się we mnie z niedowierzaniem.
– Siostra? Suzzie...? Ale... Ten medalion... On należał kiedyś do mnie...


Quiet?

Od Novio

Obudziłam się w jakimś domu . Dookoła mnie stały psy.
- Nic jej nie jest…? – słyszałam szepty.
- Nie… PATRZ, BUDZI SIĘ! – usłyszałam. Wstałam i zaczęłam przeczesywać spojrzeniem wszystko co mnie otaczało.
- Gdzie… Gdzie ja jestem? – wstałam na równe łapy. Dopiero potem sobie przypomniałam „bieg, woda, ciemność…”. I rzeczywistość. Rzeczywistość, która kuła mnie w
serce zawsze, gdy tylko otworzyłam oczy. Prawda. Prawą było to, że ma rodzina nie żyła.
- w Sforze Psiego Uśmiechu – oznajmiła jakaś suka. – W sforze.
- Mogę do was… dołączyć? – spytałam niepewnie. Tak bardzo potrzebowałam rodziny… Po prostu obecności innych psów.
- Idź do Alfy, Omegi, na pewno ją znajdziesz – powiedział jakiś obcy mi pies. Ruszyłam. Podobno dom Alfy miał być największy, a przed nim sporych rozmiarów ogród, który nawet w zimę nie tracił swego uroku. Szłam przed jakiś czas, aż chatkę podobną do opisu znalazłam. Zapukałam. Otworzyła mi suczka husky.
- Czy zastanę tu Alfę SPU? – spytałam.
- Tak, to ja – powiedziała suczka i wpuściła mnie do środka. – W czym pomóc? – spytała i usiadła przede mną.
- Hmm… Chciałam dołączyć do waszej sfory… - powiedziałam niepewnie. – Są tutaj jeszcze jakieś wolne parcele?
- Tak, na pewno jakąś znajdziesz – powiedziała. – Witamy wśród nas!
- Dziękuję – posłałam suczce uśmiech, i wyszłam z budynku. Oczywiście ja, zapominalska, zapomniałam się zapytać, gdzie mam iść by znaleźć jakiś wolny dom. Po prostu ruszyłam do przodu, w nieznane mi okolice. Wchodziłam do obcych mi domów, i dobrze, że nikogo w nich nie było, bo bym dostała po uszach. Zostały ostatnie dwa domy, stojące obok siebie. Zapukałam do pierwszego, i gdy już miałam otworzyć drzwi, ktoś inny to zrobił. Zaskoczona odskoczyłam do tyłu.
- Ech… Ja… - spojrzałam na psa. – Jestem Novio. Szukam jakiejś wolnej parceli do zamieszkania, i chyba żadne nie są wolne… - spojrzałam na samca.

Jakiś pies? Lub ktoś?

Nowa suka | Novio

Imię: Dostała piękne imię, Novio.
Ksywka: Nov, Vio, Novcia.
Głos: Katy Perry
Rasa: owczarek szwajcarski
Wiek: 2 latka.
Płeć: suczka.
Stanowisko: morderca
Rodzina: zginęli.
Ciekawostki: o dziwo kocha wiewiórki!
Partner: -
Charakter: Oj, ta malutka, słodziutka, słodziuteńka suczka kocha wszystkich, a dokładniej, chyba nawet cały świat. Na razie patrzy na wszystkich słodkimi oczkami, i rozdaje miłość… A do tego przyjaźń. Gdy by jakiś tekst miał nad nią „latać” to było by to „Niebezpieczna suczka, nie umie się odczepić”. No cóż, taka prawda. Przyjęła to na klatę, i nadal jest milutka, słodziutka, kochaniutka. A najbardziej nieodczepialna, inaczej wierna 😃 Czy umie walczyć? Czy ta kulka, kępka, zbiór (jak kto woli) miłości umie skrzywdzić kogoś innego? Uważasz, że tak? Muszę cię zasmucić. Ta suczka nie umie nawet mrówki skrzywdzić. A do tego, niestety, jest łatwowierna, co bardzo komplikuje sprawy bitew itd.
Historia: -A więc jaaaaaaaa! - pisnęłam. Xeo nienawidził moich nieudanych prób solowych.
- Zamknij się! – warknął. Miał już parę miesięcy, więcej ode mnie, ale nie wiedziałam, czemu był taki burkliwy i marudny. Ech… Ci chłopacy. Jasne, tak jestem w wieku, kiedy chłopacy są bleeeee!
- Jesteś złyyyyyy! – obraziłam się i strzeliłam mu kuperek. Kątem moich oczek zauważyłam, że mój wredny brat wpatruje się w wejście do naszej kryjówki, norki pod dębem z Joolie. Joolie to była mini-lisica, cała ruda i miała pyszczek jak chomiczek. Była słodka. Dziwne, że jadła orzechy. Xeo zawsze mówił mi, że to wie… wiu… Jezu, nie ważne! Kiedyś się jej zapytałam, czym właściwie jest, ale powiedziała mi, że właśnie tą wie… wiu… wiewiu-cośką. No i jak tu się z innymi dogadać, gdy tamci spiskują z Xeo i wmawiają mi, że Joolie to wiewiu-cosiek, a nie lisica. Nie da się tak żyć, no! Dziwne, że Joo zgadza się na takie poniżające zachowywanie od Xeo. Ja bym to od razu wystawiła mu tą kitę (w sensie Xeo’wi) i… I tyle. I bym się cały, aż cały dzień nie odzywała.
- Idzie! – uśmiechnął się mój braciszek, i oczu mu zabłyszczały, a potem wyszedł z naszej norko-kryjówki. – Mela! Melania!!!
- Słyszę, nie musisz się tak drzeć! – zaśmiała się suczka i liznęła Xeo po nosku. Nosku. NOSKU. N O S K U. Tylko ja go mogę po nosku lizać! Podeszłam do nich ze złym wzrokiem.
- TO JEST MÓJ BRACISZEK! – oznajmiłam.
- Ta twoja siostra serio jest słodziusia! – zaśmiała się tamta, jak jej tam… MELA. Odepchnęłam ją.
- To nie zmienia postawy Xeo. I twojej. Zwłaszcza twooooooje… - nie dokończyłam, bo poczułam, że zęby Xeo zaciskają się na moich karku, i od niósł znów do jamki. Wyrwałam się i zaczęłam uciekać. Nagle wpadłam… gdzieś. Spotkałam jakiegoś psa który się uśmiechał. Ale inaczej. Nie tak szczęśliwie. Ale źle się uśmiechnął. Nagle Xeo skoczył na niego.
- Uciekaj!!! – syknął, ugryzł psa, i zaczął biec za mną. Schowaliśmy się gdzieś. Minęły lata. Dołączyłam do sfory (SPU) i jestem tu do dziś, a na świat patrzę jako dorosła suka….
Upomnienia: 0
Kontakt: Hero. (z kropką)

Nowy członek | Hayley

 https://68.media.tumblr.com/31b971855729b255601a2204a8465737/tumblr_mjnwbte3EF1rjd11jo1_500.jpg
Imię: Hayley
Ksywka: Nie lubi przezwisk, a szczególnie skrótu jej imienia – czyli Hay – którego kiedyś nasłuchała się tak dużo, że teraz ma odruchy wymiotne, gdy tylko o nim pomyśli.
Głos: Sia – Unstoppable
Rasa: Czarny Owczarek Niemiecki
Wiek: Około trzech lat, a konkretnie trzy lata i trzy miesiące, ale kto by to liczył.
Płeć: Jeśli ani jej wygląd, ani imię czy głos nie nakierowały cię na to, iż Hayley bez wątpienia jest suczką, teraz na pewno masz już tę świadomość.
Stanowisko: Postanowiła zostać lekarzem.
Rodzina: 
○ Matka – Tatia
○ Ojciec – Edd
○ Rodzeństwo – Esther, Anubis
Ciekawostki: Doskonale poluje i dobrze zna się na medycynie.
Partner: Miłość, miłość, miłość... A co to takiego?
Charakter: Na samym początku należy wspomnieć o tym, że Hayley to prawdziwy wulkan energii. Uwielbia sport pod każdą postacią i nie ma dnia, w którym prawie cały czas nie byłaby na dworze. Nie ważne, czy jest gradobicie, śnieżyca, czy może umierałaby w konwulsjach. Dzień bez sportu to dzień stracony. Jest też odważna i pewna siebie; bardzo trudno ją czymkolwiek zawstydzić. Zawieranie nowych znajomości przychodzi jej łatwo, na początku jednak dokładniej przygląda się drugiej osobie, by sprawdzić, czy ta nie ma złych zamiarów; oczywiście robi to dyskretnie. Dosyć trudno zdobyć jej prawdziwe zaufanie, dlatego pamiętaj – nawet jeśli jest przy tobie normalna, rozluźniona, nie znaczy to, że tak naprawdę ci ufa. To bardzo łebska suczka. Twardo stąpa po ziemi i doskonale wie, czego chce. Jest przy tym inteligentna i cwana, potrafi znaleźć wyjście z przeróżnych sytuacji, czasem przy tym odwracając wszystko na swoją korzyść. Nie mylcie tego jednak z manipulowaniem innymi – tego Hayley szczerze nie znosi, tak samo jak kłamstw i egoizmu. Nie należy do tych osób, które wrzeszczą wniebogłosy, gdy ktoś je tylko uszczypnie – jest raczej odporna na ból lub też dusi go w sobie, by nie pokazać go innym. Bywa sarkastyczna, ale nie wredna. Ma poczucie humoru. To w gruncie rzeczy dosyć przyjaźnie nastawiona do innych suczka, po prostu lubi przeróżne sarkastyczne odzywki, nie mówi ich jednak po to, by ranić. Co innego, gdy ma styczność z osobami, których nie lubi. Wtedy nawet nie stara się być dla nich miła. To optymistka. Zazwyczaj jest szczera, jednak nie do bólu. Czasem bywa porywcza, momentami nawet nieobliczalna, dlatego nigdy do końca nie wiadomo, jak zachowa się w danym momencie. Czasem rozpamiętuje długo różne wydarzenia, zastanawia się, jakby było, gdyby zrobiła coś inaczej. Ma obiektywne spojrzenie na świat. Zawsze stara się być sobą, nie chce zmieniać się tylko dlatego, by zyskać czyjąś uwagę. W głębi serca wie, że jest coś warta, mimo tego, że momentami w to wątpi.
Historia: Jej historia nie jest zbyt oryginalna i zapewne przytrafiła się wielu psom przed nią. Urodziła się w znanej hodowli psów rasy Owczarek Niemiecki i tam dorastała razem z rodzicami i rodzeństwem. Te czasy wspomina szczęśliwie. Nie szczędzono jej przyjemności. Hayley była chlubą hodowli. Gdy miała niespełna dwa miesiące, ludzie zaczęli przychodzić i oglądać ją oraz jej rodzeństwo. Szybko znalazła dom, kupili ją godni zaufania ludzie. Pierwsze miesiące pobytu u nich minęły całkiem dobrze. Dopiero później, gdy już ukończyła rok, wszystko zaczęło się psuć. Jak każdy przedstawiciel swojej rasy, potrzebowała dużo ruchu, co niezbyt odpowiadało jej właścicielom, którzy byli raczej ludźmi prowadzącymi siedzący tryb życia. Obecność energicznej suczki dawała im się we znaki, tak, jak jej ciągłe nieme prośby o spacer. W końcu, uznając, że nie dadzą rady utrzymywać zwierzęcia, oddali ją do schroniska. Na początku Hayley źle znosiła pobyt tam. Dopiero później zapoznała się z wieloma innymi psami, a one wytłumaczyły jej, że są w schronisku, czyli w miejscu, gdzie znajdują się niechciane zwierzęta. Suczka przyzwyczaiła się do otaczającej ją rzeczywistości. Ale gdy miała około trzech lat, nadarzyła się jej szansa na ucieczkę. Wolontariusz przez przypadek nie domknął drzwi od jej klatki, która, tak jak reszta, znajdowała się na zewnątrz. Akurat wtedy brama wjazdowa była otwarta, więc Hayley skorzystała z okazji i szybko czmychnęła, nim ktokolwiek zdążył ją zauważyć. Następnie przez kilka tygodni wędrowała na północ, aż w końcu natrafiła na Sforę Psiego Uśmiechu. Postanowiła zostać.
Upomnienia: Jak na razie zero, tego się trzymajmy.
Kontakt: ♥♥♥Tommy♥♥♥

Wielki powrót SPU! | Quiet Nicolette


Jak sama myślałam długo nie wytrzymałam bez SPU. Nie dałam rady tak po prostu tego zostawić. Gdy stworzyłam nową sforę nie mogłam się tam zakwaterować. Miejmy nadzieję że ta sfora jednak będzie wiecznością! :) 
Z problemami czy bez już nigdy ponownie nie zamknę SPU! Zapraszamy! 
A oto wasza nowa przywódczyni. Quiet - siostra Jocker'a.








Imię: Przy narodzinach nazwano ją Quiet. Po dłuższym czasie pozwoliła sobie nazywać się Nicolette. Nie pozbyła się starego więc nazywa się Quiet Nicolette.
Ksywka: Qu albo Nico
Głos: Cailee Rae
Rasa: Mieszaniec Samoyeda i Owczarka Australiskiego
Wiek: Kobiet się nie pyta. Wygląda i czuje się na 5 lat.
Płeć: Suka
Stanowisko: Alfa, Wojowniczka Północna
Rodzina: Urodziła ją Aceland. Ojcem był Mashine. Rodzeństwa miała z dwóch miotów ale teraz liczył się tylko jej brat Jocker.
Ciekawostki: Posiada zdolności nadprzyrodzone. Żarcik. Wyróżnia się umiejętnością bardzo wysokiego skakania. Potrafi doskoczyć do ponad 3 metrów wzwyż.
Partner: Pożyjemy zobaczymy.
Charakter: Nie ma co dużo opowiadać. Suczka to wcielenie dobra. Zawsze jest chętna do pomocy. Uwielbia rozwiązywać zagadki. Nie ma mowy żeby przeoczyła nawet najmniejszy szczegół układanki. Jest dokładna i zawsze skupiona. Idealnie nadaje się na przywódcę. Co do stosunków z innymi psami nie jest do końca ufna. Można powiedzieć że szuka kogoś komu będzie mogła w 100% zaufać. Nico jest suką z rezerwą. Nie dopuszcza do siebie byle kogo. Jeżeli chcesz ją oczarować musisz mocno się postarać żeby jej przy tym nie urazić.
Historia: Quiet urodziła się tutaj. W Sforze Psiego Uśmiechu. Udała swoją śmierć żeby móc się stąd wyrwać. Sfora była na skraju wojny więc rodzice suki nie pozwolili by jej odejść. Ona jednak chciała podróżować i stać się kimś nowym. Tak też zrobiła. Zniknęła ze sfory na trzy lata. Marzenia poniosły ją przez świat. Poznała dwa psy, wraz z którymi przemierzała kontynenty. Kolejno spełniała swoje najdalsze i najskrytsze marzenia. Któregoś dnia gdy wróciła postanowiła odwiedzić rodzinę. Gdy wróciła do Sfory Psiego Uśmiechu było tu pusto. Zupełne opustoszenie. Rozglądała się po tym mrocznym miejscu kończąc przed swoją starą jaskinią. Zauważyła w środku jakieś psy, które otaczały wielki stół. Wbiegła do środka i gdy zobaczyła kto leży na stole serce jej stanęło. To był Jocker. Jej brat, który umierał. Nikt nie spodziewał się powrotu Quiet a zwłaszcza Jock. W ostatkach sił przekazał całą władzę nad sforą siostrze i odszedł. Mimo iż Qu nie planowała powrotu zdecydowała się odnowić sforę.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: natik880 | natigrati@gmail.com

środa, 8 lutego 2017

Sfora Psiego Uśmiechu - THE END

Witajcie
Nie sądziłam że kiedykolwiek będę musiała to zrobić
Sfora Psiego Uśmiechu działa już ok. 4 lata.
Pierwszy post został opublikowany 20.08.2014r.
Aż do dzisiaj kiedy piszę ten ostatni post w dziejach SPU.
Dnia 8.02.2017r. Sfora Psiego Uśmiechu zostaje zamknięta. 
Tak jak pisałam, jak najbardziej chciałam uniknąć tej potrzeby. Nie dociera do mnie jeszcze że to się dzieje ale to po prostu konieczność. Pierwszą podstawową zasadą jest to że sfora składa się z wielu osób, które wszystkie razem tworzą dobre relacje poprzez pisanie opowiadań i rozmowy na Chacie. Przez ostatnie miesiące ta zasada wogle nie była brana pod uwagę. Na sforze aktywne było kilka osób i to na zmianę. Wraz z kilkoma osobami zauważyliśmy że z tego powodu nie ma sensu dalej ciągnąć działalności tego bloga. 
Można uznać że SPU jest legendarną sforą. Jasne, jest wiele innych sfór, które istnieją o wiele dłużej. Lecz dla mnie jest legendą. 
Wiele osób do nas dołączało jak i wiele odchodziło.
Mieliśmy wzloty i upadki kończąc na tym obecnym.
Chciałabym z całego serca podziękować wszystkim osobom wspierającym bloga oraz mnie.

Dziękuję Castielowi - za to że robiłaś nam te wszystkie przepiękne szablony i nagłówki, którymi zadowalali się odwiedzający. Za wsparcie i pomoc w założeniu własnego bloga jakim jest SPU. Muszę też z przykrością stwierdzić że Cas nie będzie towarzyszyła nam na nowym blogu. Niestety żegnamy się z tobą z ogromnym żalem i mamy nadzieję że wpadniesz kiedyś się z nami przywitać.
Dziękuję Jemowi - za całokształt, w tym wsparcie. Piszesz świetne opowiadania i zawsze gości u Ciebie wena. Zawdzięczam Ci sprawowanie stanowiska Bety przez sporą ilość czasu. Z tym stanowiskiem wiązała się pomoc, którą zawsze mogłam od Ciebie otrzymać. Mam nadzieję że nasz kontakt zawsze będzie tak dobry. 

Dziękuję Grell - ty również wspierasz mnie prawie od początku SPU. Byłaś zawsze aktywna i chętna do pomocy. Dziękuję za te wszystkie rozmowy na Chacie, przez które czasami płakałam ze śmiechu. Wiele osiągnęłaś będąc w tej sforze. Jesteś chyba jedną z osób, które będą opłakiwać SPU.

Dziękuję Anastasii - za pomoc i uczestnictwo w SPU przez długi czas. Byłaś wierna naszej sforze. Otrzymywałam od ciebie rady, które w miarę możliwości brałam pod uwagę. Pomagałaś mi jak i wszystkim sforzanom.

Dziękuję również wszystkim przeszłym i teraźniejszym członkom sfory. Z wami nie miałam okazji zżyć się od samego początku istnienia Sfory Psiego Uśmiechu. Ale jestem zaszczycona że gościłam wasze osoby i waszą wenę właśnie na tym blogu. 
Nie mam serca żeby usuwać tego bloga więc zostawię go dla wspomnień.
 Będziemy tęsknić.

 ~Jocker wraz z całą administracją SPU.

PS: Milewidziane są również wasze dopisy w postaci pożegnania. :)

EDIT: Nie żegnacie się z nami na zawsze! Znajdziecie nas na nowej sforze- Herd Dogs of Dreams!

czwartek, 2 lutego 2017

Od Quake'a- CD opowiadania Lori

Nauczyciel? Nie miałem nawet pojęcia że znajduje się tu jakaś szkoła. Zrobiłem dziwny wyraz twarzy i spojrzałem na Lori.
- Nic nie słyszałem. - przysiadłem i podrapałem się tylną łapą za uchem.
- To teraz słyszysz. - suczka wstała i pomaszerowała ku wyjściu. - Ja jestem twoją nową nauczycielką.
Chwile przemyślałem to sprawę. Nauczyciel = szkoła. Szkoła = nauka. Nauka = brak czasu. Brak czasu = brak zabawy. O nie nie nie! Nadąłem policzki i podbiegłem przed Lori żeby zatrzymać ją. Zacząłem tupać tylną łapką.
- Nie chcę mieć nauczyciela. - wystawiłem ząbki.
Suczka spojrzała na mnie z zakłopotaniem. Wiem że to jej praca ale ja nie chcę tracić mojego cennego czasu na naukę. Chcę się uczyć z Jemem bo to mój wujek.
- Wiesz... - pomasowała się po karku. - To moje stanowisko. Muszę cię uczyć.
- Uczy mnie mój wujek. - odwróciłem się tyłem i uniosłem wysoko łebek.
Może i jestem uparty ale co do zasad jestem tego samego zdania. Jak już coś sobie ustalę nie można tego zmieniać. Spojrzałem jeszcze raz na suczkę, która również usiadła widać z przemęczenia. Nie wiem czemu była tak zmęczona.
- Dobra możemy przejść się na spacer to o tym pogadamy. - przewróciłem oczami i podniosłem się.
Lori nic nie powiedziała tylko poszła za mną.
***
Wędrowaliśmy po małym lasku. Nudziły mi się te lasy na terenach sfory. Nagle oświeciło mnie. Sforowe klify są godne podziwu. Złapałem Lori za łapkę i pociągnąłem w stronę klifów. Po chwili znajdowaliśmy się na pomarańczowych skałkach. Tutaj śniegu nie było. W tym miejscu słońce zawsze dokazywało więc śnieg nie miałby szans utrzymać się dłużej niż jeden dzień. Usiadłem na krawędzi klifu i oglądałem widoki. Mój wzrok zatrzymał się na wielkich grzybach.


- Chodźmy! - szczeknąłem przebiegając na drugą stronę po wąskiej kładce z kamienia.
Wiem że moim zachowaniem zastraszałem suczkę ale potrzebna mi i jej zabawa. Dobiegłem do pierwszej lepszej rośliny i postawiłem łapki na pniu.
- Ale fajne te grzyby! - wystawiłem język.
- To nie są grzyby głuptasie. - zaśmiała się Lori doganiając mnie. - To drzewa.
Patrzyłem jak oczarowany na ich wykonanie.
- Normalnie dwa w jednym! - olśniło mnie.

Lori? Po prostu zero weny XD

piątek, 27 stycznia 2017

Nowy pies- Bingo!

Imie : Bingo
Ksywa : Bing
Głos : UZUPEŁNIJ!
Rasa : Mieszaniec
Wiek : 3 lata
Płeć : Pies
Stanowisko : ZMIEŃ!
Rodzina :
Mama : Kika
Tata : Lionel
Brat : Lion
Brat : Liliko
Partnerka : Nie ma ! kto by chciał kundla ?
Charakter : Bingo jest miły , szlachetny , skromny i czysty . Romantyczny , miły a już to mówiłam . Chce by ktoś go pokochał tak jak jego pani ale to nie możliwe choć on się bardzo stara i chce być dla wszystkich miły .
Historia : Urodził się w bogatym prezydenckim domu niestety wyrzucili go bo był kundlem . Chodził po ulicach aż wzięła go miła dziewczynka , zwała się Liliana . Ale jest jedno ale jej rodzina nie lubi psów więc ukrywała go , no ale ojciec go znalazł i wyrzucił . Znów piesek chodził po ulicach lecz spotkał psa nazywał się Max . Pies był rasy Labrador , ale co tu dużo gadać , zajął się nim oczywiście . Niestety nadeszła jego pora i zmarł . Co najważniejsze przed zamknięciem oczu na dobre przekazał małemu , no może nie takiemu małemu Bingowi że nie daleko jest swora do której ma iść . Piesek poszedł tam lecz po drodze wzięli go do cyrku . Na szczęście udało mu się uciec , i wędrował dalej , potem niestety wzięto go do radia , do straży i do pogotowia aż dotarł do swory .
Tam się rozgościł jak kazał mu Max , lecz czy ktoś go tu zaakceptuje ? .
Upomnienia : 0 / 4
Kontakt : [poprzez Alfę]

wtorek, 24 stycznia 2017

Od Quake'a- CD opowiadania Jema

Byłem zdziwiony samym faktem że wujek zgodził się nauczyć mnie polować. Jednak gdy nadszedł czas na naukę jakoś straciłem chęci. Z początku, owszem, byłem zmotywowany i chętny do odnalezienia tropu. Teraz jednak stwierdziłem że do niczego mi się to jak na razie nie przyda więc zacząłem marudzić. Wujaszek jak widać był już mną znudzony i stracił do mnie siły. Co ja poradzę że działam tak na dorosłych?! Gdy nareszcie pozwoliłem sobie zaprzeczyć tej czynności pies przewrócił oczami. Kolejna wskazówka by ogarnąć jak bardzo go wkurzam.
- W takim razie zwijamy się. - wzruszył ramionami jednocześnie z trudem wstając.
Zastanawiam się czy czasami nie powinienem mówić do niego dziadku... Dobra nie wkurzajmy lepiej tego staruszka. Miałem dorównać kroku Jemowi kiedy w moje nozdrza wdał się intensywny zapach. Nie był to zapach Jema ani mój, ale wiem że należał do zwierzęcia. Szczeknąłem głośno żeby zawiadomić wujka o moim odkryciu. Gdy spojrzał na mnie pognałem przed siebie kierując się tropem. Wbiegłem do lasu. Potykałem się o gałązki i ślizgałem się na lodzie. Co chwila zerkałem za siebie czy staruszek nie traci mnie z oczu żeby się jeszcze bardziej nie wkurzał że znikam mu z oczu. Trop zaczął tracić intensywność więc skręciłem w prawo gdzie podwójna jego dawka wpłynęła mi do nosa. W końcu zza krzaków ukazał się malutki, puszysty ogonek. Należał do mojej pierwszej ofiary. Królik siedział, nie uciekał więc postanowiłem zatrzymać się. Pokazałem łapą Jemowi żeby również się zatrzymał. Dorównał mi kroku i oboje podczołgaliśmy się pod krzaki. Spojrzałem na psa szybko machając ogonkiem.
- Co teraz? - szepnąłem mając jęzor wywalony na wierzch.
- Zaczaj się. Potem robisz wyskok i przytrzymujesz królika przy ziemi tak żeby ci nie uciekł. - wytłumaczył jakby robił to już setny raz. W sumie to może i robi.
Kiwałem szybko głową starając się zapamiętać każdy szczegół.
- Dobra. - udałem że napinam mięśnie i przybrałem pozycję. - Uda mi się. Prawda wujku?
Jem tylko kiwnął głową w odpowiedzi. Dobra. Trzeba wyczuć moment. Króliczek ani drgnął od momentu kiedy go namierzyłem. Jeszcze chwila i słabe wybicie z tylnych łap. W locie zamknąłem oczy więc koślawo spadłem. Poczułem że mam coś pomiędzy łapami. Otworzyłem szeroko w nadziei że ujrzę królika uwięzionego w moich łapach. Niestety zamiast tego zauważyłem kupkę śniegu. Wstałem i wytrzepałem łapki. Usiadłem głośno stękając. Miałem taką wielką nadzieję że złapie tego królika. Zrobiło mi się przykro. Jestem tylko szczeniakiem i... Nie umiem ukrywać smutku lub żalu więc zacząłem cicho szlochać.

Jem?

Nowy Quest!

Dziękujemy graczce bialytygrys98 za zrobienie nam nowego questa! Dostajesz w nagrodzie 50PNS. Zachęcamy do pisania! 




Ilość słów: 350
Treść: W okolicach sfory zaczęli kręcić się ludzie.Widać, że czegoś szukają. Twoim zadaniem będzie odkrycie tego "czegoś" i odciągnięcie ich od terenu sfory.

~Jocker

niedziela, 22 stycznia 2017

Od Sol-Leks'a

Patrzyłem się w ciemność wyczekując jakiegoś ruchu, przeczucie mówiło mi, żeby jak najszybciej wyjść z jaskini. Nie wiedziałem jednak czemu. Wstałem próbując rozruszać kości: każdy mój ruch był nadzwyczaj niezgrabny i ociężały, spojrzałem z tęsknotą na materac. To uczucie mnie nigdy nie kłamało, ale...
- Weź się w garść, i żadnych "ale" - mruknąłem do siebie.
Powoli wytoczyłem się z jaskini, a przeczucie zaraz skierowało mnie w głębsze obszary lasu. Coś zdecydowanie było nie tak. Wytężyłem słuch, i zamarłem. Przez chwilę słyszałem tylko swój oddech, aż nagle, w oddali rozległo się stłumione odległością szczekanie.
Jest! Ruszyłem zaraz w stronę odgłosów. Stop! Gdzie tak prędko! Przecież nie znam tamtych gości, nie można tak od razu iść!
Odchyliłem mocno głowę, zaryłem łapami o ziemię i zawyłem. Lecz to nie był taki zwykły skowyt, można było w nim usłyszeć szczęście i wolność, smutek i niewolę, wszystko co odczuwali moi poprzednicy...
Zaraz obok mnie pojawił się lśniący w powietrzu obłok. Poczekałem chwilę, i uformował się w półprzeźroczystego dziko wyglądającego psa. Duch popatrzył na mnie, i szepnął:
- Widać, że lubisz niebezpieczeństwo...
- Zaprowadź mnie w stronę tych odgłosów, lecz tak, by nikt mnie nie zauważył - duchowi nie trzeba
było nic więcej tłumaczyć. Ruszył żwawo przed siebie, przechodząc przez wszystko co miał na drodze. Maszerowaliśmy tak do czasu, aż mój przewodnik, pokazał mi ogromny przewrócony pień drzewa.
Schowałem się, i wyostrzyłem zmysły, a zjawa stała się prawie niewidoczna. Spojrzałem zza pnia, zobaczyłem cztery postacie. To chyba były psy.
- Jak myślisz z czym wróci? - usłyszałem pierwszy głos.
- Pewnie z czymś małym. Bo wiesz, on poszedł coś ukraść - powiedział drugi.
- Miło się żyje nie polując! - usłyszałem kolejny głos.
- A tamto wycie? Ono nie należało do Vereta...
- Eee to pewnie jakiś zabłąkany wilk.
- A sfora się nie obudzi?
- Nie, był od niej za daleko.
- Ale wracając do tematu, kradzenie jedzenia sforze jest genialne, a oni tego nawet nie zauważają...
- Przesadziłeś trochę mały, już tamtym ukradliśmy dziesięć kilo mięsa, pewnie niedługo ktoś pójdzie na zwiad, ale to gdzieś tak za miesiąc.
Ciche szuranie obok mnie zdradziło mi, że ktoś obok się skrada, na szczęście nie wyczuł mojej obecności.
- Złodzieje - szepnął pies, a ja zdałem sobie sprawę, że już słyszałem ten głos.
Ten gość był za sfory. Ale co robić? Ujawnić się, czy nie? Nie wiem... chyba zapytam ducha.
-Co mam zrobić?- nie wiem czy to powiedziałem, czy on wyczytał to z ruchu pyska. Widmo popatrzyło się na mnie, i szepnęło:
- Naszym najważniejszym sprawdzianem są trudne decyzje - i zniknął.
Patrzyłem się jeszcze chwilę w ciemność. Chyba dokonałem wybór...
Doczołgałem się do tego "kogoś" i szepnąłem ( chyba trochę nie taktownie ) :
- Jestem ze sfory... - nie dokończyłem bo gość rzucił się na mnie, jakimś cudem złodzieje nie usłyszeli krótkiej szamotaniny ( która zakończyła się remisem ) .
Napastnik (chyba, w sumie nie wiem... ) zdał sobie sprawę z tego, że jestem sforzanem, i zapytał:
-Kim jesteś, i co tu robisz - zapytał z naciskiem.
- I vice versa.
Chyba trochę zdziwiłem go moją butą. Ale dopowiedziałem:
- Ale, na razie, wiedz, że nazywam się Sol-Leks.
- A ja nazywam się...

Ktoś, najlepiej pies? Night Hunter?
Mój końcowy brak weny...

niedziela, 15 stycznia 2017

Nowy pies- Sol-Leks!

Imię: Sol-Leks
Ksywka: Nieważne, mów jak chcesz... ale masz prawo mówić na niego Leks.
Głos: Wilbert Eckart
Rasa: Po prostu kundel, ale jeśli to uogólnisz jest wilczurem (psem pociągowym).
Wiek: Z powodu pewnych wydarzeń trudno określić, ale powiedzmy, ale czuje się jak 5 latek.
Płeć: Pies (pomyłka drogo kosztuje...)
Stanowisko: Medium, choć byłby świetnym mordercą itp. lecz jego moc przywoływania duchów sama wybrała mu zawód.
Rodzina: Za dużo do opowiadania...
Partner: Może kiedyś losy się skrzyżują.
Charakter: Sol-Leks to idealny pies północy; odważny, silny, skupiony i dawniej gotowy do służby u człowieka.Wychowany według "prawa kłów i pięści" co mocno obija się w jego zachowaniu mimo, iż stara się tego nie okazywać.Ciekawostką jest to, że ledwo widzi jednym okiem (choć nie da się tego zauważyć). Ale do tematu, człowiek wyuczył go bezkresnego posłuszeństwa... przez co ma na sumieniu kilku ludzi, o czym próbuje zapomnieć.Pewnie zauważyłeś\aś, że Leks szuka nowego życia, no cóż każdy by szukał, lecz ten pies zmarnował już kilka szans...Posiada niezwykłą umiejętność przywoływania wyciem duchy przodków, ale nie potrafi tym sposobem przewidzieć wszystkiego.Potrafi być lojalnym przyjacielem, o ile zostanie zrozumiany.To tyle(na razie) o jego charakterze
i jego umiejętnościach, można powiedzieć,że zauważysz jeszcze kilka po
poznaniu go.
Historia: To jak tu doszedł to BARDZO zawiła i dziwna historia, ale skoro musi...
Urodził się w okolicach Alaski około 1941 roku (doczytaj do końca by zrozumieć!), mimo postępu techniki psy pociągowe były nieodłączną częścią życia mieszkańców. Do tych zaszczytnych celów miał być też przeznaczony Leks. Alaska nauczyła go więcej niż jakikolwiek nauczyciel, a ludzie pokazali mu zasady panujące w zaprzęgu,dzięki ciężkiej pracy i silę ducha stał się przewodnikiem stada. Pewnego dnia jego pan dostał wiadomość o nagłej potrzebie przewiezienia ładunku do pewnego odległego miasteczka.
Przyjął wyzwanie mimo, iż wiedział, że jego psy wciąż zmęczone ostatnią trasą. Po miesiącu ciężkiego biegu zaprzęg dotarł na miejsce gdy Sol-Leks tam dotarł,był kompletnie wyniszczony. Właściciel zrozumiał, że pies jest zbyt słaby na drogę powrotną i postanowił go sprzedać. Kupcem okazał się bogaty Europejczyk wracający do domu. Po kupieniu psa zabrał się z nim na prom. Który w normalnym tempie dopłynął na Stary Kontynent. Dom pana okazał się pięknym pałacykiem z hektarem ziemi Leks który już nabrał sił nie posiadał się ze szczęścia widząc swój nowy dom przynajmniej tak myślał... Pewnego dnia do dworu przyszli ludzie którzy grozili właścicielowi czymś co nazywa się broń palna. I zabrali go.Już nigdy go nie widziałem. Dotarło do mnie, że jestem w kraju gdzie człowiek mnie nie uratuje, i uciekłem z pustego domu. I zobaczyłem ich, zło nad złem,ludzi którzy zabrali mojego pana, pokazałem zęby w ich stronę. Jeden z nich coś krzyknął do innych (a brzmiało to jak warczenie), i wyciągnął pistolet.
Inny natychmiast wtedy złapał tamtego za ramię i powstrzymał. O dalszych wydarzeniach chce nad wszystko zapomnieć, co chyba nie jest mi dane...
W sumie nie wiem co mnie do tego zmusiło, no cóż kiedyś byłem bardzo porywczy, i dołączyłem do nich. Całkiem szybko zrozumiałem język niemiecki, całkowite posłuszeństwo stało się wolnością. Z tamtych lat pamiętam tylko kilka mocnych wspomnień:maszerowanie długą ulicą, ogromny zatłoczony plac, dostanie wyższego stopnia... i zabicie pierwszego człowieka.Może rozszerzę to ostatnie: dzień był niezwykle pochmurny, na kalendarzu zaznaczona była data 5 sierpnia. Ja razem z patrolem udaliśmy się w okolice Śródmieścia. Zaraz doszły odgłosy strzałów, dowódca patrolu wydał komendę ataku. Rozdzieliliśmy się,
zobaczyłem swój cel. Człowieka w skradzionym mundurze, potem tylko błysk moich kłów, urwany krzyk i smak krwi... Zabicie człowieka, uwolniło we mnie dar przywoływania duchów przodków.Następnym uczuciem które jakie czułem była nagła bezsilność po której nawet nie zobaczyłem sił AK zmierzających w moją stronę. Chwilę później poczułem pocisk wgłębiający się w ciało.I zapadła ciemność.
Po obudzeniu się zobaczyłem wnętrze jakiejś kamienicy, chciałem uciekać. Ale poczułem, że jetem uwiązany bandażem.Do pokoju wkroczyli ludzie z powstania.Z rozmowy (można powiedzieć, że jestem poliglotą) wynikło, iż pocisk pochodził od karabinu mojego patrolu. Co zmieniło moje poglądy. Zmieniłem stronę, gdy wyzdrowiałem, dostałem obrożę ze znakiem powstania. W tamtym czasie zabiłem kilku (5) hitlerowców. W listopadzie złapali mnie, jako, iż nie byłem człowiekiem, przeznaczono mnie do pewnego laboratorium. Nie wiem jaki cel to miało wnieść, ale naukowcy robili eksperymenty z "hibernacją długotrwałą" mieli zamiar zahibernować mnie na miesiąc, ale chyba coś im nie wyszło (albo wyszło, aż za dobrze),i obudziłem się w tym opuszczonym miejscu po przeszło 70 latach. Nie mając pojęcia, o postępie techniki (przez co kilka razy omal nie dostałem zawału) ruszyłem przez wsie,miasta i lasy.Spotkałem wiele sfor, ale z każdej z nich uciekałem wyśmiany... Mimo dowodów które przy sobie mam (blizny, obroża ze znakiem powstania i umiejętność przyzywania duchów). Prawie bez nadziei wszedłem na teren SPU, ale tam zostałem przyjęty, jeśli ktoś nie wierzy w moją historie, niech nie wierzy, nikogo nie da się zmusić. Moja historia cały czas się pisze...
Upomnienia: 0/4
Kontakt: bialytygrys98

piątek, 13 stycznia 2017

Od Jema - CD opowiadania Michelle

Jem potrząsnął głową, próbując oczyścić umysł. Zima, mróz i głód. Faktycznie, polowanie wydawało się dobrym pomysłem, zwłaszcza w grupie. Zmierzył suczkę wzrokiem po raz kolejny. Była mniej więcej jego wzrostu. Wyglądała na rasową, Jem widział już podobne psy. Okryta była czarną, dosyć krótką i zadbaną sierścią. Mimo wszystko, największą uwagę zwracał jej uśmiech. Wyglądał na nieszczery. Samiec położył po sobie uszy i zmarszczy lekko nos. Miał już do czynienia z takimi osobami. Wydawały się miłe i uprzejme, ale po czasie zrzucały maskę i wszystko wychodziło na jaw. Poczuł dziwną niechęć do nieznajomej, a zarazem... strach. Zaraz, zaraz, mieliśmy nie oceniać nikogo po wyglądzie, Jem - skarcił się w myślał. Kiwnął głową, na znak, że przystaje na propozycję suczki.
- Świetnie -  ujrzał już tylko blask jej śnieżnobiałych kłów, ponieważ odwróciła łeb węsząc nosem po ziemi. Nie zajęło jej dużo czasu znalezienie tropu. Jem również wyczuł zapach, więc oboje powolnym krokiem ruszyli. Delta nie mógł się jednak skupić na polowaniu. Obserwował uważnie suczkę. Czuł, że nie powinien jej ufać, ale jednocześnie wiedział, że nie może oceniać jej nic o niej nie wiedząc. Kłócił się tak z własnymi myślami dłuższą chwilę. Podążał za suczką starając się utrzymywać właściwe tempo. Z zamyślenia wyrwał go głos towarzyszki. Zatrzymała się gwałtownie i padła na ziemię polecając samcowi, żeby zrobił to samo. Jem posłuchał jej. Wytężył wszystkie zmysły. Spoglądając w dal dostrzegł stado saren. Na jego czele stał silny samiec, a dookoła kręciły się samice i młodziaki. Na boku dało się dostrzec kilka starszych, zmęczonych osobników. Można by zaatakować te starsze, nie mające siły na ucieczkę. Albo wykorzystać niedoświadczenie młodych. Delta spojrzał kątem oka na suczkę. Wskazała łapą cel i posłała mu pytające spojrzenie. Więc wybrała młodego... Jem czuł, że mogą pożałować tej decyzji, że może się nie udać i skończą z niczym. On wybrałby starszego. Bezmyślnie pokiwał głową, znów ulegając suczce. Rzuciła mu ten sam sztuczny i wymuszony uśmiech co wcześniej, aż poczuł, że po karku przechodzi go dreszcz. Zignorował to uczucie i ruszył we właściwą stronę. Pilnował, by wiatr wiał we właściwą stronę. Inaczej wyczuło by go stado. Był już gotowy. Mógł atakować. Instynktownie starał się odszukać towarzyszę. I zobaczył ją skradającą się do zwierzęcia. Wyczują ją! 
W tym momencie niespodziewanie stado zerwało się. Wszystkie stworzenia równo pognały w jedną stronę. Zdezorientowany ruszył pędem za nimi. Spoglądał dookoła, ale nie dostrzegł suczki. Przeklął w myślach. Z irytacją zaczął wielkimi susami omijać śnieżne zaspy. Zbliżał się do grupy. Już tak mało go dzieliło. Nagle jedno ze zwierząt wystrzeliło z grupy niczym strzała i przeturlało się bezradnie po śniegu. Okazja. Delta skręcił na bok, prosto do ofiary. Nie był pewien co się stało, sytuacja wyglądała podejrzanie. Zmarszczył brwi i ostrożnie, powoli podchodził do sarny. Wtem czarna suczka wyskoczyła z zaspy. Ona złapała to zwierzę. Ona wypędziła je z grupy i teraz zabija wtapiając ostre kły w krtań stworzenia. A następnie potrząsa jego gardłem, by sprawdzić czy na pewno umarło. Jem poczuł, że zbiera mu się na wymioty. Sam polował, przecież tak często zabijał te stworzenia z zimną krwią. Nie mógł rozumiał samego siebie. Stał jak wryty patrząc na towarzyszkę wielkimi, bursztynowymi oczami. Był tu taki bezużyteczny. Czuł się zażenowany i skompromitowany. A ona patrzyła na niego ze złośliwością. Przymknęła oczy znów się uśmiechając. Nie daj tak sobą pomiatać - podpowiadał mu wewnętrzny głos. 
Michelle? 
Jem się ciebie boi ;m;

Od Jema - CD opowiadania Quake'a

Quake obijał się o przednie łapy Jema kiwając na wszystkie strony. Trzeba przyznać, że aussie nie nosił wcześniej szczeniąt i nie robił tego zbyt umiejętnie. Ale z drugiej strony chyba nic w tym dziwnego. Nie opiekował się wcześniej młodymi, a nawet nie interesował się nimi, gdy swego czasu tyle ich było w sforze. Chociaż, jak na razie szczeniak nie marudził. Siedział, a właściwie zwisał, spokojnie. Chyba czuł nieco respekt do starszego samca. W końcu, przybył mu na ratunek. Gdyby nie to, sytuacja skończyłaby się źle. Tak przynajmniej wydawało się Delcie. Wilki to nie byle jaka sprawa. Nie powinny znajdować się na terytorium sfory. I trzeba się ich jak najszybciej pozbyć. Jem już dobrze wiedział co będzie tematem na kolejnym zebraniu. Instynktownie samiec obejrzał się za siebie, gdyż po plecach przebiegł go zimny dreszcz. Czuł się obserwowany. Ale za jego plecami znajdowały się tylko drzewa i śnieg oczywiście. Ponadto maleńki, biały i zimny puch zaczął się teraz sypać lekko z nieba. Delta zatrzymywał się co chwilę, by strząsnąć go z siebie. Ale zaraz znów działo się to samo. Zauważył jaskinię Alf na horyzoncie, więc przyspieszył. Będąc już w jej wnętrzu upuścił Queke'a na ziemię, a sam osunął się znów pod ścianę.  Westchnął. Mógł się nie zgadzać. Jocker znalazłby kogoś innego.
- Wuuujkuuu, naucz mnie polować! - wykrzyknął szczeniak wyrywając dorosłego z zamyślenia. Samiec potrząsnął głową z zastanowieniem. Pierwsze co przyszło mu na myśl to stanowcze "Nie". Ale... Po chwili dźwignął się i ruszył w stronę wyjścia. Młody był chyba nieco zdziwiony, ale zaraz popędził za Deltą.
Zatrzymali się przy niewielkiej polance. Dookoła widać było świeże ślady zająca, a Jem czuł w okolicy wyraźny zapach zwierzęcia. Wskazał pyskiem w stronę odcisków. Quake zrozumiał o co chodzi, więc po chwili zaczął krążyć w kółko starając się złapać trop ofiary. Jem usiadł wygodnie na ziemi, pewny, że zajmie to dużo czasu. Wodził wzrokiem za szczenięciem. Młody szybko jednak zrezygnował z zajęcia, marudząc, że to nudne. Delta przewrócił oczami.
Quake?
Męczyłam się nad tym nie wiadomo ile, a i tak wyszło słabo.

wtorek, 10 stycznia 2017

Od Lori- CD opowiadania Quake'a

Trzęsienie ziemi przybierało na silę, nie wiedziałam czy wytrzymam kolejną falę.Nagle poczułam kilka lekkich uderzeń i... obudziłam się.Przede mną stał mały około 9 miesięczny labrador.Zanim doszłam do siebie po nagłej pobudce powiedział:
- Jestem Quake!Jesteś tu nowa! Jeszcze nie masz tabliczki przed jaskinią! Załatwimy ci ją! Fajna jaskinia tak poza tym! Od kiedy tu jesteś? Jak ci się tu podoba?-dopiero gdy skończył zrozumiałam, o co mu chodzi,
a ponieważ szybko dochodzę do siebie zaraz się opanowałam:
-Nazywam się Lori.
Quake dalej się na mnie gapił jak by mu to nie wystarczało,
więc powiedziałam mu, że mieszkam tu od tygodnia itp.
W pewnym momencie mojej krótkiej przemowy labrador skoczył na mnie, i przewróciłam się.
Po kilku sekundach szamotaniny zadowolony z siebie szczeniak leżał pokonany na podłodze jaskini z uśmiechem na pysku.
-Fajna zabawa-wydyszał.
-Miła-odpowiedziałam ścieląc materac na który zostałam przewrócona. Gdy młodzik wstał zapytałam:
-A czy Jocker nie mówił ci przypadkiem, że masz nauczyciela?
Zdziwienie wymalowane na pysku Quake'a dużo mi powiedziało.


Quake?

sobota, 7 stycznia 2017

Od Quake'a- CD opowiadania Lori

    Raz na jakiś czas Jocker pozwala mi wyjść z jaskini i po pałętać się po sforze. Tego dnia właśnie dostałem zgodę. Można powiedzieć że Alfa jest moim tymczasowym ojcem. Nie mam żadnych bliskich bo jestem sierotą a Jocker mnie przyjął i obdarza mnie opieką.
    Wyskoczyłem z jaskini i udałem się do lasu. Mam tyle energii w sobie że nie mogłem po prostu spacerować. Zacząłem więc biec. Każda łapa była silna i pełna energii przez co tępo mojego biegu ciągle wzrastało. Znałem już w tej sforze wszystkich pewnie dlatego że wszędzie mnie pełno i już każdy ma mnie za upierdliwego szczeniaka. Zresztą mało mnie to rusza. Przebiegając obok jakiejś pustej jaskini poczułem nowy zapach. Czyli jaskinia nie była pusta... A w sforze mamy kogoś nowego. Zahamowałem lądując na tyłku. Nie obracając się zrobiłem kilka kroków w tył żeby ponownie zajrzeć do wnętrza jamy. Gdy stanąłem tuż przed wejściem w środku zobaczyłem jakąś dorosłą suczkę. Na 100% była nowa. Miała dość mało rzeczy w jaskini i nie miała jeszcze tabliczki z imieniem przed wejściem. Samica spała więc bez pukania wtargnąłem do środka. Zbliżając się do niej rozglądałem się dookoła oglądając jej rzeczy. Gdy stanąłem nad nią zastanawiałem się co dalej zrobić. Muszę się z nią zapoznać. I nie, nie mogę zrobić tego kiedy indziej. Położyłem jej łapę na ramieniu i zacząłem energicznie machać. Suczka drgała wraz z moimi ruchami łapy. Ten gest nie pomagał więc dostawiłem drugą łapę i dosłownie zacząłem skakać po nowej. Wtem ona zerwała się z posłania i spojrzała na mnie jak na wariata. Co jej się dziwić zresztą.
- Jestem Quake! - szczeknąłem nie dając jej prawa do głosu. - Jesteś tu nowa! Jeszcze nie masz tabliczki przed jaskinią! Załatwimy ci ją! Fajna jaskinia tak poza tym! Od kiedy tu jesteś? Jak ci się tu podoba?
Wydawało mi się że obrzuciłem ją zbyt dużą ilością pytań albo sugestii ale nic na to nie poradzę. Tyle miałem do powiedzenia to tyle powiedziałem. Suczka chwilę siedziała jak wryta na swoim materacu i myślała co ma mi odpowiedzieć. Ja również usiadłem. Bieg bardzo mnie zmęczył więc musiałem odpocząć. Wgapiając się w nową cicho dyszałem i czekałem na odpowiedzi.

Lori?