sobota, 2 maja 2015

Od Theo- CD opowiadania Jocker'a

 - To jak my mamy to rozstrzygnąć?- zapytał Mashine
- Może pójdziemy po Athenę ? - zaproponowałem
- Suzzie, skocz po Athene - rozkazała Ace
Po jakiś 20 minutach wróciły do jaskini. Aceland wyjaśniła Jej całą sprawę.
- Athena, czy to prawda ? - zapytała
- Taaak, a Theo przyszedł po tym jak rozkopaliśmy całą jaskinie - spuściła wzrok
- Dobrze, że to Nam powiedziałaś - powiedział Mashine - To co robimy z tą sprawą ?
- Ta sprawa dotyczy tylko Jocker'a, Suzzie i Atheny. A więc Theo możesz już iść - odparła Ace
-  Dowidzenia ... - mruknąłem
*** Na zewnątrz ***
Na zewnątrz czekała na Mnie, zdenerwowana Winnie.
- Hej. Długo Cię nie było ...
- No trochę - uśmiechnąłem się do Niej
- To co robimy ?
- Dziś już nic - wskazałem w oddali postać Mojej mamy - Do jutra. Spotkajmy się na skałkach ...
Na szczęście w porę znalazłem się w jaskini i nikt nie podejżewał, że gdzieś wychodziłem ...
*** Następnego dnia ***
Wstałem wcześnie. Zjadłem śniadanie i MIAŁEM zamiar pójść na skałki. Z dużym naciskiem na MIAŁEM. W lesie, mniej więcej koło połowy spotkałem ... Jocker'a. Miejsce to wyglądało tak :









 Ja to mam szczęście. Miałem zamiar go wyminąć no, ale nie ...
- O Theo ... - on i ten jego diabelski uśmiech
- Daj mi święty spokój - warknąłem
- A co spieszysz się do Winnie ? - zapytał
- Nie, Twój interes - syknąłem
- Chyba jednak Mój ... Masz zakaz spotykania się z Winnie ... - odparł
- Zamknij się - warknąłem
- Nieźle się wczoraj wywinąłeś ... - na chwilę stracił Swój uśmiech
- A Ciebie bez problemu puścili ? - spytałem
- No widzisz - znowu ten Jego diabelski uśmieszek
- Odwal się - warknąłem
- Mamy do wyrównania rachunki - powiedział
- Chyba ja z Tobą - odparłem
- Nie, Ty tylko Ja. Wkopałeś Mnie przy rodzicach - wściekł się
- JA ??? Odpłaciłem Ci się tym samym. I została jeszcze jedna sprawa ...
- Twoja dziewczyna ? - spytał złowieszczo
No i trafił w Moją "piętę Achillesową". Winnie. Mam z Nim ten jeden rachunek do wyrównania. Pobił Moją dziewczynę. No może jeszcze nie dziewczynę no, ale prawie. Może, gdybym wcześniej się zorientował co się dzieje ... Nie. Gość przesadził. Wziąłem na Niego rozpęd i skoczyłem. Myślał, że łatwo sobie ze Mną poradzi tak jak nad rzeką Jafiszof, ale ostatnio jedyne co robiłem to trenowałem. Nagle w powietrzu zaczeły latać kłęby trawy. Jedyne o czym myślałem pod czas walki to Winnie. Po pewnym czasie usłyszeliśmy krzyki. Winnie i Rachel :
- Przestańcie ... Powariowaliście !!!

Winnie ??? Rachel ??? Jocker ???

Od Visty

Mmm… Ciepły smak krwi w moim gardle i widok perfekcyjnie rozszarpanych wnętrzności i gardła wielkiego jelenia był jeszcze lepszy niż smak jego mięsa. Zostawiłam resztki zwierzęcia na ziemi i ruszyłam w dalszą drogę. To tu zaczęły się tereny tej sfory, o której słyszałam od okolicznych psów, które także zabiłam. Żeby zostać w tej sforze muszę ograniczyć zabijanie. Wyżywać się będę na łowach. Nagle zobaczyłam jakąś mniejszą ode mnie suczkę. Wyglądała, jakby sierść układała trzy godziny. Nienawidzę takich laleczek.
- Cześć, jestem Abby, a ty? – spytała.
- Nie twoja sprawa – odparłam, warcząc.
- No nie przesadzaj, powiedz… - zaczęła, a ja poczułam wściekłość. Krew stężała mi w żyłach, serce mi przyśpieszyło. Zaczęłam wyć i warczeć na przemian.
- Co się stało? – tym jeszcze bardziej mnie rozwścieczyła. Źrenice zmniejszyły mi się do szparek. W ostatniej chwili udało mi się powstrzymać moją moc do kilku procent. Powaliłam ją uderzeniem w bark. Zaczęłam ją gryźć, drapać i szarpać. W ostatniej chwili się powstrzymałam. No proszę! Prawie ją zabiłam, a to tylko kilka procent mojej siły. Gdybym użyła 100%, nie żyła by po pierwszym ugryzieniu. Patrzyłam na trzęsącą się suczkę. Co ja zrobiłam? Powstrzymałam moją żądzę mordu w OSTATNIEJ chwili. A miałam od razu to hamować!

Abby?

Qetsiyah powraca do żywych!

Qetsiyah zażyła Eliksir ,,New Life''. Pieniądze przeszły od Swan. Qet zawitała ponownie w świecie żywych. Ferraro odzyskuję partnerkę... Chyba.




Imię : Qetsiyah
Ksywka : Qet
Głos : Against The Current- Another You
Rasa : Mieszaniec Shiba inu i Shikoku Ken
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Piosenkarka, Delta
Rodzina : Nie żyje
Partner : Ferraro
Młode : -
Historia : Urodziła się w jej rodzinnym kraju – Japonii. Była najsłabsza z miotu. Tata (Irfan) zawsze z nią zostawał i razem się świetnie bawili. Kiedyś gdy jej mama i reszta rodzeństwa poszli na spacer została sama. Jej tata wtedy długo nie wracał. Po chwili od wyjścia Imali usłyszała pisk opon. Gdy już chciała wyjść żeby zobaczyć co się stało przez drzwiczki szybko wbiegł Irfan. Kazał jaj tutaj zaczekać, mówił że zaraz wróci. Czekała prawie cały dzień. Gdy w końcu wrócił wydawał się zrozpaczony. Podszedł do niej, przytulił ją i powiedział właśnie te słowa „ Oni już nigdy nie wrócą ”. Nie rozumiała co się stało, lecz Irfan wiedział, że lepiej będzie jak nie będzie wiedzieć. Pewnie wiedział, że ona jest za mała, żeby sobie poradzić z taką stratą, dlatego w tej kwestii zawsze milczał. Kiedyś podszedł do niej i powiedział jej, że pójdą na wycieczkę. Zabrał ją bardzo daleko od tego miejsca w którym się urodziła. Po prostu uciekł od przeszłości, a ona razem z nim. Kiedyś spacerując po lesie napotkali psa. Zaproponował im dołączenie do sfory. Jej ojciec chętnie przyjął propozycję i tak właśnie tutaj się znalazła.
Upomnienia :0/4
Kontakt : Quarter

Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah †

Słyszałem piękny śpiew Qetsiyah. Objąłem ją łapą i przytuliłem do siebie. W jaskini dosyć głośno chrapał Jocker więc podniosłem się i zabrałem Qet na zewnątrz. Poszliśmy na łąkę.
- Przepraszam za moje zachowanie...- szepnęła.
- Spokojnie.- pocałowałem ją.- Wiem że nie lubisz szczeniaków. Masz prawo. Ja też nie przepadam za nimi. Yghhhh....
- Ale ty nie jesteś takim demonem jak ja!
Pokiwałem głową... Uśmiechnąłem się lekko i usiedliśmy na górce. Zaczęliśmy wyć do księżyca. Świecił przepięknie jak na tak ponurą noc. Potem zrobiło się już na prawdę zimno i ponuro. Qetsiyah poszła spać do Swan. Jakoś spokrewnione raczej są. Ja poszedłem do siebie.

*z rana*


Nad ranem poszedłem się spotkać z Qet. Właśnie piła jakąś fiolkę. Od razu podbiegłem do niej i ją wytrąciłem.
- Co ty pijesz?- zdziwiłem się.
- Eliksir który pozwoli mi tu zostać.- popukała mnie po głowie.
- Ahaaa... Smaczne?- zaśmiałem się.

Qetsiyah?




Nowa Suczka!- Vista

Imię : Vista
Ksywka : Vi. Spróbujesz Visiu, a popamiętasz.
Głos : RED LIPS- To Co Nam Było
Rasa : Bulldog Amerykański
Wiek : 3 lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 7 dzień wiosny
Stanowisko : Morderca
Rodzina : Zginęli
Partner : Kto ją do tego przekona?
Młode : Nie chce
Charakter : agresywna, lubiąca samotność, twarda, poważna, nienawidzi psów nachalnych.
Historia : Nikomu nie ma zamiaru o tym mówić.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Nieznany Gość

Rocky ma towarzyszkę !

 

 Serdecznie gratulujemy !




Imię : Laila
Wiek : 2 miesiące
Płeć : Samica
Gatunek : Tygrys Bengalski
Żywioł : Ziemia
Partner : Za młoda
Właściciel : Rocky

Od Rocky'ego

Nudziło mi się. Naveda wyjechała na szkolenie z innymi psami swojej rasy. Trochę mi było smutno bez niej, ale przecież przeżyję. Postanowiłem dzisiaj się udać na dłuższą wyprawę. Trochę ruchu przyda mi się. Zabrałem ze sobą jakiś niby plecak, do którego włożyłem jakiś kocyk, trochę jedzenia na w razie czego i inne drobnostki. Spojrzałem na niebo. Było koło 9 z rana. Od niedawna nauczyłem się rozpoznawać godzinę po ułożeniu słońca. Wziąłem głęboki wdech i wyszedłem z jaskini. Od razu poczułem ukrop. W końcu jest środek lata. Wiedziałem od Mashine, że za Sforą jest duży i gęsto porośnięty las. Tego mi było trzeba - spotkania z dziką przyrodą. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Po drodze widziałem pola, ptaki ćwierkające i małe zagajniki. Minęło sporo czasu zanim dotarłem do granic Sfory Psiego Uśmiechu. Stała tam tabliczka z napisem : " Dalsze tereny nie obejmują już terenów Sfory Psiego Uśmiechu. Wchodzisz tam na własne ryzyko - Alfy Mashine i Aceland ". Ach ta moja kuzynka. Wszystkich lubi przestrzegać przed niebezpieczeństwem. Taka już jest. Zbyt troskliwa. Minąłem drewnianą tabliczkę. Nie było już tutaj wyraźnych ścieżek. Wszystko było porośnięte i zlewało się w jedną całość. Gdzieniegdzie płynął mały strumyczek.



Po tak wyczerpującej wyprawie usiadłem na brzegu i piłem wodę. Rozglądałem się wkoło. Tyle tu zieleni. Tak pięknie. Położyłem się i wpatrywałem w korony wiekowych drzew. Prawie zasnąłem, gdy nagle  usłyszałem słaby pisk. Od razu wstałem i zacząłem iść w stronę odgłosu. Nic nie widziałem. Nie wiem skąd mógł dolegać. Po chwili usłyszałem go jeszcze raz, tym razem wyraźniej. Obróciłem się i zobaczyłem małego tygryska. Podbiegłem do niego zatroskany. Miał spętaną łapę. Wyglądał na wycieńczonego. Pewnie już tutaj długo tak siedział. Musiałem go za wszelką cenę uwolnić. Mocowałem się z pułapką. Nie chciała puścić. Byłem zmęczony, ale nie dawałem za wygraną. Spróbowałem jeszcze raz, najmocniej jak potrafiłem i nareszcie tygrysiątko było wolne. Kiedy tylko je wypuściłem opadło słabo na ziemię. Musiałem ją okazało się że to samiczka szybko zanieść do lekarza w Sforze. Inaczej umrze.  Postanowiłem, że nazwę ją Laila. Pasuje do niej. Pobiegłem ile sił w łapach.

* Po 45 minutach *

Byłem na miejscu. Wbiegłem do jaskini Omegi.
- Omega, Omega! - krzyczałem. - Mam rannego.
Suczka szybko wbiegła i przeraziła się.
- Jest źle - powiedziała. - Kociak jest wycieńczony i ranny w łapę.
- Ale wyleczysz ją? - dopytywałem przerażony.
- Tak. Bynajmniej spróbuję. Na razie tutaj nie przychodź. Możesz ją odwiedzić za 10 dni.
Wyszedłem przygnębiony z jaskini lekarki. Tak mi szkoda tego malucha. Wyczerpany zarówno psychicznie jaki i fizycznie zasnąłem.

* 10 dni później *

Przyszedłem punktualnie do Omegi. Od razu się uśmiechnąłem kiedy moja Laila już sama chodziła i wyraźnie lepiej się czuła. Przytuliłem ją a ona pomruczała z radości. Zacząłem traktować tygryska jak moje własne szczenię.
- Uratowałam ją - powiedziała. - Możesz ją zabrać.
Tak się cieszyłem, że uściskałem nawet Omegę i wyszedłem.
- Teraz zamieszkasz ze mną mała. W mojej jaskini - powiedziałem do tygryska i pogłaskałem ją.

Od Taszy - CD opowiadania Joey'a

 - Serio ? - zapytała Athena
- Tak - powiedziałam na równi z Joey'em
- Tak się cieszę - rzuciła mi się na szyje
- Nie duś Mnie - powiedziałam, czując zaciskający się na Mojej szyji uścisk
- Sorrka - odparła speszona
Wróciliśmy do jaskini. Oczywiście 10 minut później Atheny, nie było. Ona nie umie usiedziedź na miejscu, ale chyba za to właśnie ją kocham. Położyłam się na kocu, a Joey obok Mnie.
- Mam nadzieje, że Nasze maleństwa, nie będą takie ruchliwe jak Athie ... - powiedziałam
- Dlaczego ?
- 3 Atheny w jednej jaskini ? Nie uważasz, że to trochę dużo ? - zaśmiałam się
- Dlaczego ?
- Powtarzasz się. A dlatego, że Atheny wszędzie jest pełno ? - zapytałam
- Nie jest tak źle - pocałował Mnie
- Taaa nasza dwójeczka szczeniąt - zamyśliłam się

Joey ???

Od Skyres - CD opowiadania Indiany

Po straszliwym bólu i męczarniach, udało mi się urodzić czwórkę pięknych szczeniąt. Jestem tak szczęśliwa! Indiana też. Chodzi często na polowania, pomaga mi, opiekuję się małymi, a ja w tym czasie ucinam sobie drzemkę, bo jednak praca mamy to trudne i męczące zadanie. Jednak Indy nie narzeka, tylko cieszy się ze szczeniąt, tak jak ja. A szczeniaczki są bardzo ruchliwe i lubią psoty. Muszę rozwiązywać konflikty kilkudniowych maluchów. Ale czuję się… wolna. I bardzo, bardzo szczęśliwa.

* 3 godziny później *

Drzemałam sobie cichutko. Indy był jeszcze na polowaniu. Dzieci przyrzekły, że będą grzeczne i w skupieniu ostrzyły sobie ząbki na jakimś patyku. Było tak spokojnie, że to nie mogło trwać długo. Obudziły mnie piski Aurory. Wstałam i podeszłam do szczeniaków.
- Harrison, puść siostrę – powiedziałam, widząc jak szczeniak szarpie Aurę za ucho.
- Ale mamo, ona mi popsuła budowlę! – jęknął, pokazując różne patyczki porozrzucane po pokoju.
- Aurora… - zaczęłam groźnie, ale ona zaczęła płakać i wychlipała:
- Har mnie przezywał!
Westchnęłam. Nie dziwne, że Honey prawie cały czas jest poza domem i włóczy się gdzieś z innymi szczeniakami. A ma dopiero trzy miesiące! Nagle do jaskini wszedł Indiana, ciągnąc za sobą dorodnego jelenia. Zerknął na mnie i na dzieci.
- Co się stało? – spytał. Bez słowa wstałam, podeszłam do niego i go przytuliłam.


Indiana ?

Nowa akcja !

Zapraszam na zobaczenie tej strony : KLIK

Filmik mówiący co nieco :

 

 ~ Alfa Aceland

Od Honey- CD opowiadania Roney'a

- Możemy się przejść – uśmiechnęłam się do Roney’a.
- A gdzie byś chciała? – spytał, także się uśmiechając. Jak on ślicznie się uśmiecha!
- Hmm… Wiem! Ja cię gdzieś zaprowadzę.
- Dobrze – zgodził się. Pociągnęłam go za łapę i przyprowadziłam tu :



http://i.wp.pl/a/f/jpeg/32335/4/7/477e9b5f74eab56f4ff46a0b0aa06c31.jpeg

- Często przychodzę tu, gdy się nudzę. Albo gdy jestem zmęczona pomaganiem w opiece nad rodzeństwem – wyjaśniłam.
- A kim są twoi rodzice? – zapytał.
- Mama to Skyres, a tatuś to Indiana – odpowiedziałam.
- Mój tata to Enzuri, a mama to Elisabeth. Moje rodzeństwo to Evelyn i Theo.
- Ja mam czwórkę rodzeństwa. Braci  Aresa, White’a i Harrisona i siostrę Aurorę – rzekłam. – Może pobawmy się w berka? – zaproponowałam.

Roney ?

Zaręczyny

Szykuje się kolejny ślub. Mamy kolejną parę !

                                      Damon&Coco

Od Coco - CD opowiadania Damona

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Prawie myślałam, że mi się przywidziało.
- Tak! - rzuciłam mu się w ramiona, uważając przy tym, żebyśmy nie spadli z drzewa. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też - przytulił mnie mocno do siebie.
- Chcę spędzić z Tobą do końca moje życie - szepnęłam mu do ucha. - Ale najpierw musimy przeżyć.
Spojrzałam w dół. Same paprocie.






My to zawsze mamy szczęście. Po chwili Damon założył mi na szyję perłową obrożę. Była cudna. Zawsze będę ją nosić.
- Co powiesz na to, żebyśmy zeszli na dół i zrobili z tamtych grubych gałęzi prowizoryczny szałas? - zaproponowałam.
- Świetny pomysł. Do roboty - ukochany pomógł mi zejść ze śliskiego drzewa. Jak przystało na las deszczowy tutaj zawsze padało. Zaczęło się ściemniać więc uwijaliśmy się tak szybko jak mogliśmy. Po 30 minutach wszystko było skończone. Jako posłanie miała nam służyć w miarę sucha trawa, którą uklepaliśmy na równą powierzchnię. Ledwo się mieściliśmy, ale było przytulnie.
- Dobranoc - szepnęłam.
- Miłych snów.
Zanęłam.

***

Obudziły mnie jakieś kroki wokół naszego szałasu. Potem słyszałam ciche pomruki. Przestraszyłam się i obudziłam psa.
- Dam - szepnęłam. - Słyszę jakieś niepokojące odgłosy.
- Co? Tutaj nikogo nie ma.
- Przysłuchaj się.
Zamilkliśmy oboje. Ciekawa jestem co to może być.
- Słyszę.
Wyjrzałam lekko na dwór. Przestraszyłam się bardzo, tak że od razu kurczowo przytuliłam się do Damona.


- Tam jest chyba Jaguar. Widziałam jego żółte oczy - zaczęłam się trząść. Przecież my jesteśmy mali w stosunku do tego dużego kota.
- Spokojnie. Nic nam się nie stanie.
- Co my teraz zrobimy?

Damon ?

Nowy sojusz !

Ogłaszam sojusz ze Sforą Magia Psiej Przyjaźni Forever : KLIK

Od Roney'a

Tata z mamą pozwolili nam iść gdzie chcemy. Fajnie mieć takich rodziców. Byłem tak podekscytowany, że nie wiedziałem gdzie na początku iść. Musiałem usiąść i pomyśleć. Hm... Już wiem. Pójdę do Centrum Sfory. Jest tam takie fajne drzewo, pod którym lubię siedzieć. Na szczęście było to niedaleko bo dopadł mnie dzisiaj leń. Duży leń. Na razie biegłem, ale po jakimś czasie zbytnio się zmęczyłem. Musiałem zwolnić. Dostrzegałem już jaskinie Sfory. Nareszcie! Chciałem już usiąść, ale dostrzegłem jakąś suczkę. Trochę większą ode mnie. Podszedłem do niej. Nie znałem jej. Dzisiaj się to zmieni.
- Cześć. Jestem Roney - przywitałem się z uśmiechem.
- Jestem Honey. Miło mi. Jesteś tu od niedawna? - zapytała.
- Yyy. Ja się tutaj urodziłem. Nigdy Ciebie nie spotkałem.
- Ja też.
- Przejdziemy się albo pobawimy ?

Honey ?

Od Aceland

Obudziłam się. Wczoraj wieczorem dowiedziałam się, że Another urodziła. Musieli wejść inną stroną do jaskini bo nawet nie spostrzegłam kiedy tu weszli. To takie dziwne. Moje dziecko ma potomstwo. Rozejrzałam się wkoło. Suzzie i Jocker spali. Reszta poza tym też. Usłyszałam jedynie cichy pisk. T pewnie któryś ze szczeniaków. Szturchnęłam Mashine.
- Mashi, Mashi - szeptałam.
- Co? - spytał na wpół śpiący.
- Chodźmy zobaczyć wnuki.
- O kurde! Zapomniałem. Już wstaję.
Zaśmiałam się. Machnęłam mu ogonem po pysku. Jak się spodziewałam, kichnął. Ach ten Mashi.
Po chwili byliśmy w drugiej części naszego domu. Spostrzegliśmy Snowy'ego siedzącego obok ukochanej. Pomachaliśmy do niego. Zobaczył nas i zaprosił. Another też nas ujrzała.
- Cześć - przywitała się.
- Dzień dobry - powiedzieliśmy naraz z Mashine. Ach te maniery.
- Przedstawisz nam szczeniaki?
- No tak.To jest Niklaus i Snowflake - zaczęła. - Po lewej są Haley, Scarlett i Levar.
Po chwili zapiszczały.
- Jakie piękne. Chyba są głodne, więc nie będziemy przeszkadzać - wyszliśmy w pośpiechu i usiedliśmy na swoim posłaniu.
- Chyba jesteśmy starzy, że doczekaliśmy się swoich wnuków, prawda?

Mashine ?

Od Enzuriego - CD opowiadania Elisabeth

- Ja też. Teraz możemy to naprawić - uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem w czubek głowy.
- Przecież musimy wracać do nich na noc.
- Wiem, ale w ciągu dnia jak oni często gdzieś uciekają to wtedy właśnie możemy mieć czas tylko i wyłącznie dla siebie - powiedziałem. - Poza tym Evelyn, Roney i Theo nie będą wiecznie szczeniakami. Czas szybko leci.
- Wiesz co, teraz znowu gdzieś poszli. Możemy tutaj zostać do wieczora.
- Dobry pomysł, kochanie - przytuliłem ją i przewróciłem na miękką trawę.
Pogoda była piękna. Przeturlaliśmy się pod wiekowe drzewo. Spod niego mieliśmy lepszy widok na zarys gór i krajobraz.



Byłem szczęśliwy. Nareszcie jak za dawnych czasów. Spojrzałem Liv głęboko w oczy.
- Lissy, co ja bym bez Ciebie zrobił?

Elisabeth ? ♥

Od Snowy'ego - CD opowiadania Another

- Są piękne - tylko to byłem w stanie powiedzieć. Chyba jeszcze nie dotarło do mnie, że jestem ojcem. - Możemy już iść do domu? - spytałem Raven.
- Tak. Te szczenięta są nadzwyczajnie zdrowe. Nie ma przeciwwskazań aby je tutaj zatrzymywać.
Ja i Ana bardzo się ucieszyliśmy. Powoli zabraliśmy się z dzieciakami i poszliśmy do naszej własnej jaskini. Wcześniej rozłożyłem duże koce. Miały służyć jako miejsce spania dla maluchów. Położyłem Niklausa, Scarlett i Levara na środku. Another zaś ułożyła się z boku i położyła obok siebie Haley i Snowflake. Wszystkie jednogłośnie zapiszczały.
- Są głodne? - zapytałem.
Pokiwała spokojnie głową. Usiadłem z boku.

* Po 20 minutach *

Wszystkie szczeniaki co do jednego już się najadły a teraz smacznie spały. Położyłem się z boku mojej ukochanej.
- Nigdy nie myślałem, że zostanę rodzicem. A Ty ?

Another ?

Od Alexa - CD opowiadania Atheny

- Super! - krzyknąłem.
- Masz jakiś pomysł?
- Byłaś kiedyś na bagnie?
- Nie. Chciałabym je zobaczyć - powiedziała.
- W takim razie pójdziemy dzisiaj na Bagno Starych Ropuch. Byłem tam tylko raz z tatą i Rossem. Jest fajnie. Sama się przekonasz - odpowiedziałem z entuzjazmem. - W drogę!
Zaprowadziłem ją na wschód od Rajskiego Ogrodu. Dopiero po czasie zauważyłem właściwą dróżkę. Już tutaj teren robił się nieco podmokły. Wkoło rosły duże paprocie, drzewa opinał bluszcz.



- Chodź za mną, żebyś się nie zgubiła.
- Dobrze - szepnęła.
Szliśmy w skupieniu aby nie przeoczyć drogi. Po jakimś czasie zobaczyłem, że mamy całe ubłocone łapy. Mama mnie zabije. Trudno.

* Po 10 minutach *

- Słyszysz? -spytałem nagle.
- Co?
- Athie, kumkanie żab.
Stanęła i zaczęła się przysłuchiwać. Potem pokiwała głową.
- Jesteśmy już blisko.
Skręciliśmy w prawo i ujrzeliśmy cel naszej wyprawy. Wszędzie skakały te zielone płazy.
- Ale fajnie - powiedziała Athena.
- Zaczniemy naśladować żaby? - zaśmiałem się.

Athena ?

Od Suzzie - CD opowiadania Ronalda

Obróciłam się. Zawstydził mnie.
- To co, idziemy? - spytałam i zmieniłam temat.
- Oczywiście. Kto pierwszy ten lepszy.
Zaczęliśmy się ścigać. Wiatr rozwiewał nam sierść. Piasek wpadał nam do oczu, ale pomimo tych niedogodności świetnie się bawiliśmy. Zaczęłam wyprzedzać Rona, prawie wygrałam i... przewróciłam się. Piesek biegnący tuż za mną przekoziołkował przeze mnie. Zaczęliśmy się śmiać. Nie chciało mi się wstawać, ale Ronald podniósł mnie. Przytuliłam go. Poszliśmy dalej. Przed nami stanął kasztanowy ogier. Zaczął wąchać nas oboje. Lekko się zestresowałam, więc rozpłaszczyłam się na ziemi. Koń spojrzał na nas uważnie i odszedł.
-  Chyba mu nie przeszkadzamy. Możemy podejść - powiedziałam.
Powoli i ostrożnie podeszliśmy w stronę dzikich zwierząt.  Były takie piękne. Chciałam jednego dotknąć, ale Ronald mnie zatrzymał.
- Tak nie można - powiedział. - Tata mówił, że mogą kopnąć. Od tego można umrzeć.
Spojrzałam na niego z powagą. Za nim rozpościerał się niesamowity wygląd.



- Ale możemy potaplać się w wodzie - powiedziałam.
Uśmiechnęliśmy się w tym samym czasie. Kiedy wskoczyliśmy na płyciznę, poczułam ciepłą wodę. Było super.
- Pobawimy się? Może w nurkowanie? - spytałam kolegi.

Ronald ?

Another Day urodziła !

http://www.kimballstock.com/pix/PUP/15/PUP-15-JE0023-01P.JPGImię : Niklaus
Ksywka : Klaus
Rasa : Biały Owczarek Szwajcarski / Samoyed
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 17 Dzień Lata
Rodzina : Mama Another Day, Tata Snowy, Rodzeństwo : Levar, Snowflake, Haley, Scarlett
Zakochany : Na razie niczego takiego nie poczuł
Charakter : Wyluzowany i ciekawski. Wszystko go interesuje. Czasami bywa wścibski, ale uważa, że jest to jego zaleta. Poza tym ma wysokie mniemanie o sobie
Historia : Narodził się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : Natusia666/ natax.zet026@gmail.com
Inne zdjęcia : KLIK



Biały Owczarek Szwajcarski / White Swiss Shepherd


Imię : Haley
Ksywka : Hale
Rasa : Biały Owczarek Szwajcarski / Samoyed
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 17 Dzień Lata
Rodzina : Mama Another Day, Tata Snowy, Rodzeństwo : Levar, Snowflake, Niklaus, Scarlett
Zakochany : -
Charakter : Delikatna i lekko nieśmiała. Zawsze pomocna i miła. Lubi opiekować się innymi.
Historia : Narodziła się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : Natusia666/ natax.zet026@gmail.com






https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/e4/f7/15/e4f715007fe8ef279bf62a9898e6e70d.jpg
Imię : Scarlett
Ksywka : Scar, Lettie
Rasa : Samoyed / Biały Owczarek Szwajcarski
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 17 Dzień Lata
Rodzina : Mama Another Day, Tata Snowy, Rodzeństwo : Levar, Snowflake, Niklaus, Haley
Zakochany : Na razie nikogo nie upatrzyła
Charakter : Dumna i pewna siebie. Kocha zwracać na siebie uwagę
Kontakt : Natusia666/ natax.zet026@gmail.com









http://www.bialeowczarki.pl/blog/wp-content/uploads/DSC_2478.jpg

Imię : Levar (Lewar)
Ksywka : Levi
Rasa : Owczarek Szwajcarski / Samoyed
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 17 Dzień Lata
Rodzina : Mama Another, Tata Snowy, Rodzeństwo : Niklaus, Haley, Scarlett, Snowflake
Zakochany : Podoba mu się Lea.
Charakter : Lev? Totalnie nieogarnięty. Wesoły, kłótliwy i wszędzie go pełno. Plącze się w nie swoje sprawy. Nieposłuszny, niegrzeczny i zazwyczaj rozrabia.
Historia : Urodził się w Sforze Psiego Uśmiechu
Kontakt : MałySzaryCzłowiek





http://mameradipsy.cz/wp-content/uploads/samojed10.jpgImię : Snowflake (Śnieżynka)
Ksywka : Mówią na nią Śnieżynka, lecz czasem ktoś powie "Zira".
Rasa : Samoyed / Owczarek szwajcarski
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 15 Dzień Lata
Rodzina : Mama Another, Tata Snowy,Brat Levar, Brat Zoom,
Zakochany : ....Roney ?
Charakter : Rue...Trudny przypadek suczki, ni tyle co wstydliwej a skrytej. Zwykle trzyma się blisko Levar'a bo wie, że on jest od niej "odważniejszy". Posłuszna, lecz czasem chciałaby iść, i zostawić wszystko. Jednak lubi się bawić, jest wesoła i z pozoru całkiem normalna.
Historia : Urodziła się w sforze.
Kontakt : MałySzaryCzłowiek


Gratulujemy... 

Od Another Day

Leżałam sama w jaskini. Dzisiaj, miałam urodzić lecz nie zapowiadało się na nic. Zero bólów brzucha...Nic. A może poroniłam? Postanowiłam przejść się do Raven i Omegi. Dziewczyny widząc mnie od razu przestraszone pomogły mi wejść.
-Co cię tu sprowadza? - Omega usiadła obok mnie.
-Dziś miałam urodzić, ale na nic się nie zapowiada. - Posmutniałam.
-Umm...Zróbmy badania.

* Wieczorem *

Nadal nie było Snowy'ego. Za to, towarzystwa dotrzymywał mi Jocker z Suzzie.
-No, Jocker. Słyszałam że prowadzasz się z Rachel? - Powiedziałam.
-Yyyy...Suzzie! Przynieś album rodzinny. - Jocker od razu zmienił temat.
Przewróciłam oczami gdy wbiegł Nuki.
-Another kochanie! Urodziłaś?
-Jeszcze nie...Obawiam się że poroniłam. - Spuściłam łeb.
Nagle poczułam ostry ból brzucha. Pisnęłam tak głośno, że przybiegła Raven.
-Snowy, musisz na chwilę wyjść.

* Po wszystkim *

Siedziałam wesoło nad grupką szczeniaków. Raven pozwoliła mojemu partnerowi wejść.
-Ile ich jest?
-5. Dużo jak na mnie. -Uśmiechnęłam się.

Snowy ?

Od Jocker'a- CD opowiadania Theo

Słyszałem śmiech dochodzący z nad jaskini. Wiedziałem że to Winnie i Theo. Starzy nic nie rozumieją. Nie miałem zamiaru płakać tylko wyjaśnić wszystko.
- Wy nic nie rozumiecie!- przerwałem im.
- Jak to?- oburzył się tata.- Miałeś jakiś powód do rozkopania naszej jaskini?!
- Ależ miałem!
- Jaki niby?- zapytała mama.
- Nie mogę powiedzieć tego dokładnie bo to tajemnica ale powiem tyle że jakbym tego nie zrobił, nie znalazłbym skzyni, nie znalazłbym mapy prowadzącej do innej skrzyni w której był amulet który musiałem dać demonowi bo by zniszczył naszą sforę!- mówiłem szybko i aż się zdyszałem.- I nadal nam grozi.
- Jaki demooon?- zdziwił się Ferro.
- Upssss...- podrapałem się za głową.
- Jockeeeeer!- popatrzyła na mnie zabójczo mama.- Dlaczego nam o tym nie powiedziałeś?
- No bo nie mogłem...- zasmuciłem się.
- Mamo!- przerwała Suzzie.- On mówi prawdę. Sama przy tym byłam i jeszcze mu pomagałam a teraz stoję jak niewiniątko. Zresztą Athena i Theo też pomagali.
Ace spojrzała to raz na Suz to na mnie. Widać było że raczej nam uwierzyła.
- Dobrze. Przyprowadźcie mi Theo.- powiedziała dumnie.
Razem z Suu wyszliśmy z jaskini i wdrapaliśmy się na jej dach od tyłu. Theo i Winnie tego nie widzieli więc wskoczyliśmy na nich. Prawie zawału nie dostali. Zaczęliśmy się śmiać.
- Czego chcecie?- zapytał Theo.
- Pani Alfa cię woła...- zachichotałem podle.
Theo skrzywił się ale od razu po nas zjechał z dachu. Weszliśmy powoli do jaskini a Ace patrzyła srogo na Theo.
- Theoo...- pociągnęła.- Przyznaj się że pomagałeś w tej demolce.
Cisza...
- Theo mówię do ciebie.- powtórzyła mama.
Znowu cisza...
W końcu szturchnąłem Theo a ten jakby ożył.
- No właściwie to taaak...- przyznał się.- Chociaż w sumie to ja przyszedłem do nich jak była już rozkopana!
- To jak my mamy to rozstrzygnąć?- zapytał tata.

Theo? Suzzie?

Od Theo- CD opowiadania Winnie

 *** Wcześniej ***
Czy Oni myślą, żę Mnie coś obchodzi ich zakaz ? Oczywiście, musieli zostawić mi do towarzystwa Elyn. Mam nadzieje, że Ross szybko po Nią wpadnie i będę miał święty spokój. A Winnie? Ciekawe czy też dostała "kazanie".Ale mi się bez Niej nudzi. I co myśmy niby tam robili ? Mam "nieźle" przewraźliwionych rodziców, Winnie ma tylko przewraźliwioną matkę, ale też Sparrow i ten Ronald. Jak ja za Nią tęsknie ... No, ale trzeba się zająć Jocker'em. I Mam już plan. Jocker niedawno zrył całą jaskinie Alf i ją tylko pozakrywał kocami ... No to Evelyn już poszła, a ja idę za 10 minut. Na wszelki wypadek wezmę sprzęt wspinaczkowy, dla nie poznaki ...
*** 10 minut później ***
No to idę ... Gdy wychodziłem z jaskini na kogoś wpadłem ... była to ... Winnie ??? Wtuliła się we Mnie
- Hej. Co tutaj robisz ?
- Stęskniłam się - powiedziała
- Ja też za Tobą się stęskniłem
- Naprawdę ? - zapytała
- Tak. Miałaś awanturę ?
- Nie, a ty ? - spytała
- Niestety tak. Czemu tu przyszłaś?
- Stęskniłam się za Tobą i mi się śniłeś - wyjśniła powód swojej wizyty
- Serio ?
- Serio - odpowiedziała - A teraz, gdzie się wybierasz ?
- Na skałki. Ale bądź koło 18.00 niedaleko jaskini Alf. Będzie się działo
- Chyba nie z Jocker'em ... - posmutniała
- Cześć. Przekonasz się na miejscu - pocałowałem ją
*** Wieczór ***
No dobra jestem już w Moim punkcie widokowym. Winnie też jest niedaleko jaskini Alf. No zaraz się zacznie ...
- JOCKER !!!!! - był to pomieszany krzyk Ace, Mashine'go, Coco, Snowy'ego, Another i Suzzie
- Co się stało ? - zapytał przestraszony<br>
- JASKINIA JEST CAŁA PRZEKOPANA - wrzasneli
Myślałem, że wybuchne ze śmiechu. Raz nie mi się obrywa. Winnie też się śmiała. W końcu przyszła do Mnie. Położyła mi głowe na ramieniu i powiedziała :
- Trzeba było wziąść popcorn ...

Winnie ??? Jocker ???

Od Qetsiyah †- CD opowiadania Ferraro

Popatrzyłam na swoje odbicie w tafli wody bezradnie. Nie byłam pewna co mu odpowiedzieć. Czułam się trochę, jak wtedy, gdy zaproponował, abym była jego partnerką. W zasadzie ta decyzja była mnie, więcej na ten sam temat, bo jak się nie zgodzę, to będzie z nami koniec. Jedyna co wiedziałam to, to że muszę wybrać dobrze, ale nie dla siebie… tylko dla jedynej rzeczy ważnej dla mnie… Ferro. Musze wybrać to co będzie najlepsze dla niego…
- Ferro ?
- Tak ? – Zaniepokoił się.
- Nie zdążyłam się ciebie zapytać…. Co ty o tym sądzisz ? Chcesz, żebym tu została, czy mam wrócić do świata duchów ? – Zapytałam cichutko.
- Ale to nie jest mój wybór, tylko twój… - Zaczął.
- No dobra… może, albo raczej na pewno nie chce wrócić do otchłani. Wolę chyba zostać tutaj… - Uśmiechnęłam się do niego. Na jego pyszczku od razu pojawił się ciepły uśmiech. – Wiesz co ?
- Co ?
- Chciałabym się przewietrzyć…. Więc chodźmy na spacer… - Zaproponowałam i nie czekając na jego odpowiedź ruszyłam przed siebie. Było bardzo przyjemnie i mimo tego, że jestem bezuczuciowym demonem, to jednak miałam takie dziwne, ale cudowne uczucie. Tak, jakbym leciała wśród chmur… Nagle moje rozmarzenie przerwał przebiegający mi drogę szczeniak.
- Jocker ? A co ty tu robisz ? – Zapytał szczeniak Ferraro.
- A spaceruje… - Wtrącił szczeniak. – Kto to ? – Zapytał kierują łapę w moją stronę.
- A właśnie… ja też chce wiedzieć kim jest ten… tyci…tyci… - Wtrąciłam.
- Qet… to jest mój brat Jocker… Jocker, to… - Zaczął ponuro.
- Zaraz…zaraz… to ty masz brata ? – Wtrąciłam nagle.
- Ma i ja nim jestem… - Wyprzedził Ferro, dumny szczeniak. Ta sytuacja nie za bardzo mi odpowiadała. Nie przepadam za szczeniakami, a szczególnie takimi. Po chwili milczenia cofnęłam się parę kroków w tył.
- Aha… wiecie co… ja chyba już pójdę. – Przyznałam, odwracając wzrok, aby mnie nie widzieli. Znów usłyszałam ten głos… ale tym razem już nie umiałam się mu sprzeciw stawić. Oczy tak jak na początku zaczęły zalewać się krwią.
- Qet ? – Zapytał zaniepokojony Ferro.
- Nie mów, że się mnie boisz ? – Wtrącił nagle Jocker. Już nie mogłam wytrzymać. Odwróciłam się wściekła w ich stronę i skoczyłam na szczeniaka.
- Ja mam się ciebie bać ! – Warknęłam. – Śmieszne ! – Otworzyłam paszczę i gdy tylko miałam zamiar przeleć krew, poczułam na swojej skórze, wzrok Ferro. Odwróciłam się w jego stronę, a następnie wbiegłam w cień i zniknęłam. Gdy udało mi się otrząsnąć, zastanawiałam się, czy aby na pewno nie zrobiłam krzywdę szczeniakowi. Trochę się bałam podejść do niego i zapytać, albo chociaż przeprosić. Dlatego też zdecydowałam zapytać się Ferro, jeśli w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać. Była już noc, więc pewnie śpi w jaskini w której nie wiadomo, czy nie ma i Jocker’a, albo innych członków rodziny Alf. Chociaż może i to lepiej jak będą inni… może wymierzą mi srogą karę. Poszłam powoli i po cichu do ich jaskini. Od razu zobaczyłam Ferro, podeszłam do niego i położyłam się na ziemi. Co chwilkę podsuwałam się coraz bliżej i bliżej, aż w końcu położyłam swój pyszczek na jego klatce piersiowej. Dobrze słyszałam dźwięk bicia jego serca. Po dłuższej chwili zaczęłam cichutko mówić mu do uszu tekst jednej z piosenek, którą usłyszałam podczas mojej wycieczki do świata duchów…
„Odwracasz zasmucony twarz
Próbujesz ukryć w oczach strach
Choć milczysz wiem co możesz czuć
Bo serce wszystko zgadnie bez słów
A kiedy znów przytulisz mnie
Poczujesz wspólny rytm dwóch serc nie mogą już bez siebie bić
I nikt niech nie rozdziela już ich

Od dawna przeczuwałeś to
Wystarczy ze dziś pozwolisz ponieść się fali
Dawno już poczułeś to
Pozwól się nieść marzeniom
Zaufaj snom i uwierz w nas

Choć świat odwraca od nas się
Wystarczy siebie tylko mieć
I spełnić sen o Mayerling
Gdzie nic nie grozi tobie i mi…”

Ferro ?

Skyres urodziła!

Skyres urodziła 4 małe, zdrowe szczeniaczki. Gratulacje!







Imię : White
Ksywka: Biały, Whi
Rasa:  Biały Owczarek Szwajcarski i Owczarek Niemiecki
Wiek: Kilka dni
Płeć: Piesek
Urodziny: 17 dzień lata
Rodzina: Mama Skyres, tata Indiana, rodzeństwo Ares, Aura , Harrison, Honey
Zakochany: -
Charakter: Miły, tolerancyjny, spokojny, odważny
Historia: Urodził się tutaj
Kontakt: JinnyM









Imię: Ares
Ksywka: brak
Rasa:  Biały Owczarek Szwajcarski i Owczarek Niemiecki
Wiek: Kilka dni
Płeć: Piesek
Urodziny: 17 dzień lata
Rodzina: Mama Skyres, tata Indiana, rodzeństwo White , Aura, Harrison, Hoeny
Zakochany: -
Charakter: Miły, odważny, zaczepny, lubiący przygody, czasami niegrzeczny
Historia: Urodził się tutaj
Kontakt: JinnyM 









Imię : Aurora
Ksywka : Aura, Ror, Róża
Rasa : Owczarek szwajcarski i owczarek niemiecki
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 17 dzień lata
Rodzina : Rodzice- Skyres i Indiana Rodzeństwo- Honey, White, Ares, Harrison
Zakochany : Pożyjemy, zobaczymy...
Charakter : Aurora jest delikatna jak kwiat. Łatwo ją obrazić, ale trudno odzyskać jej zaufanie. Rodzeństwo często się z niej śmieje z powodu bycia najsłabszym szczeniakiem z miotu. Bardzo interesuje ją patrzenie na polowania ojca. Uważa go za kogoś nadzwyczajnego.
Historia: Urodziła się w SPU
Kontakt: Queenpola2003







Imię : Harrison
Ksywka : Harry, Har, Harris
Rasa : Owczarek szwajcarski i owczarek niemiecki
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 17 dzień lata
Rodzina : Rodzice- Skyres i Indiana Rodzeństwo- Honey, White, Ares, Aurora
Zakochany : ,,Najpiękniejsze to są rasy samojed, może się taka znajdzie...''
Charakter : Harris jest bardzo samodzielny. Najsilniejszy z miotu, zawsze dostaje to co chce. Często daje rady innym. Może jest tajemniczy, ale czasem się komuś zwierzy. Chciałby spotkać suczkę rasy samojed, najlepiej gdyby się urodziła w podobnym czasie co on. Uważa, że wszystko co robi Aurora jest ,,Umpa Lumpa''.
Historia : urodził się w SPU
Kontakt : Queenpola2003

Od Indiany- CD opowiadania Skyres

Cieszyłem się z zaręczyn. Sky pewnie też. Siedzieliśmy na łóżku szpitalnym.
-Może weźmiemy ślub jak szczeniaki się urodzą?
-Tak, to dobry pomysł. Wtedy...Ałć! Jeszcze nigdy szczeniaki, aż tak mnie nie kopały!
-No w końcu już dzisiaj poród.
-Myślisz, że dam sobie radę?
-Oczywiście.
W tym momencie chciałem pocałować Sky, ale ona się skuliła z bólu. Pobiegłem do Raven. Sky zaczęła rodzić...

piątek, 1 maja 2015

Od Ferraro- CD opowiadania Avalon

Skrzywiłem się trochę jak patrzyłem na poziom żonglowania Avalon.
- Raczej umiem.- przyznałem.
- No to pokarz.
- Yyyyy... Po co?
- Bo chcę zobaczyć.- uśmiechnęła się.
Trochę nie przekonany wziąłem w łapę 3 kamienie i jakoś zacząłem. Przez pierwsze 10 sekund wychodziło mi dobrze. Niestety potem każdy kamień leciał w inną stronę. Jeden spadł Av na głowę.
- Przepraszam...- zawstydziłem się.
- Wszystko w porządku.-pomasowała cię po głowie.
- Na pewno?- upewniałem się.

Avalon?

Od Skyres- CD opowiadania Indiany

-Z zaręczyn. Skyres, wyjdziesz za mnie? – spytał. O mój Boże… Spojrzałam na niego.
- Tak! – wrzasnęłam. Rzuciłam się na niego i przyssałam do jego ust.
Syriusz chciał coś powiedzieć, ale trzasnęłam go łapą po pysku, tak jak kiedyś Videosia.
- Ał! – syknął Syr oburzony, ale nie zwróciłam na niego uwagi.
- Obiecaj mi, że nigdy już czegoś takiego nie zrobisz – poprosiłam.
- Chodzi o zaręczyny, czy o obrażanie się? – roześmiał się.
- O obrażanie się – wyjaśniłam.
- Obiecuję – odparł.
- A właśnie, Video i Avalon chcą być chrzestnymi naszych dzieci. Zgadzasz się? – zapytałam.
- Zgadzam.

* 2 godziny później *

- Kochanie… - zaczął Indy z flirciarską miną. Już wiem, co mnie czeka…
- Zgadzam się – odpowiedziałam bez namysłu.


Indiana?

Nowy Pies!- FoxTrotte

Imię : FoxTrotte
Ksywka : On nie ma ksywek, chyba że mu wymyślisz.
Głos : One Direction- Best Song Ever
Rasa : Nova Scotia Duck Tolling Retriever
Wiek : 1 rok
Płeć : Pies
Urodziny : 19 dzień lata
Stanowisko : Poganiacz
Rodzina : Brak
Partner : Zauroczony...Ale w kim?
Młode : brak
Charakter : Zwyczajny pies. Ale cooo! On jest wielkim odkrywcą. Nadal czuje się jak szczeniak. Wszędzie go pełno. Lubi sie bawić, wsadzać nos w nie swoje sprawy.
Historia : Urodził się w małej szopie. Dorastał sam, bo matka zmarła po porodzie. Gdy trochę podrósł, jego ciekawość przyprowadziła go tu.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : MexAntyn12

Od Avalon- CD opowiadania Ferraro

- Tak - kiwnęłam głową. To było dosyć miłe. Nigdy wcześniej jakoś nie obchodziłam urodzin.
- Jeszcze raz dziękuję - uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam obracać kwiat w łapach.
- Nie ma za co - odparł Ferraro. Usiadłam na trawie i zaczęłam patrzeć na tęcze. Dziwne, nawet nie padało. No dało się czuć wilgoć, ale już, że tęcza. Wzięłam kamyk i zaczęłam nim rzucać, później dodałam drugi.
- Umiesz żonglować? - zapytał nagle Ferraro.
- Nie więcej niż dwoma, to tak - kiwnęłam głową - A Ty umiesz?

Ferraro?

Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a

- W sumie to się już ściemnia więęęęęc...- przyznałam.
- Wracamy do jaskini?- zgadywał.
- No jasne że nie!- zaśmiałam się.- Co ty na to żeby spać dzisiaj pod gołym niebem?
- Yyyy... Że na trawie? W ciemną noc? W środku lasu?!
- No na przykład.
- Ale po sforze nadal grasują te Wampiry.- zaniepokoił się.
- No to nie.- przyznałam.- Ale możemy u siebie nocować.
Popatrzyłam na Cheroon'a. Ten skinął głową na znak że mój pomysł podpadł mu do gustu. Mmmm me gusta xd Byłam już skierowana do mojej jaskini. Ten pociągną mnie na ogon i pokazał łapą w kierunku swojej. No to się zaczyna. Teraz do której jaskini idziemy?
- Może pójdziemy do mnie?- zaproponował.
- Hmmm czemu nie. Ale u mnie też możemy.- zaśmiałam się.
- Ale ja nalegam i idziemy do mojej.- pocałował mnie.
- O nie, nie, nie...- przyznałam.- Idziemy do mnie.
- Dlaczego? U mnie też jest fajnie.
- Ale u mnie lepiej.- zaśmiałam się.- Chodźmy. 
- Czyli twierdzisz że mam złą jaskinię?- robił kwaśną minę.
- No jasne że nie!- poprawiłam się.- Dobra idźmy już do ciebie bo nie chcę się kłucić.
Przytuliłam go i pocałowałam. Razem poszliśmy do jego jaskini chociaż wolałam iść do swojej. Cheroon przygotował drugie posłanie. Usiedliśmy i wspólnie zjedliśmy romantyczną kolację. Potem położyliśmy się. Moje posłanie było oddalone od posłania Cher'a więc jak już spać złączyłam dwa posłania. Wtuliłam się w miękką sierść mojego partnera i zasnęłam.

*z rana*


Gdy wstałam Cheroon'a nie było w jaskini. Zaczęłam go szukać. Nagle wpadł do jaskini z sarną w pysku.
- Do stołu podano.- przytulił mnie.
Zaśmiałam się i usiedliśmy razem. Ze smakiem zajadaliśmy sarnę. Po chwili coś mnie ukłuło w brzuch. Upadłam na ziemię łapiąc się za brzuch i pisząc z bólu. Cheroon od razu do mnie podbiegł i wystraszył się.
- Nie gadaj że jesteś w ciąży...
- Nie...- syknęłam.- Zapomniałam że mam uczulenie na sarnę i zawsze po niej mam atak bólu brzucha... Ałaaaaa!
Cheroon przetarł czoło z potu i podniósł mnie. Zabrał mnie na swoich plecach do lekarza. Na miejscu położyłam się na stole operacyjnym i Raven mnie przejrzała. 
- Faktycznie. To zatrucie.- przyznała.
- Da się to wyleczyć?...- stękałam.

Cheroon?

Od Winnie- CD opowiadania Theo

Theo zaprowadził mnie nad jakieś jezioro. Usiedliśmy obok siebie i Theo zaczął coś nucić.
Po chwili zmieniło się to w duet. Zaczęliśmy się lekko śmiać. Four, wyniósł zza krzaków dużego zająca. Zjedliśmy go ze smakiem. Było już dosyć późno, a my nadal siedzieliśmy. Zaspana położyłam się na trawie. Zaraz obok, pojawił się Theo. Położyłam głowe na jego ramieniu i zasnęliśmy. Rankiem obudził mnie głos mojej mamy. Ale nie tylko! Była też mama Theo z Enzurim. Jak zwykle za MOJĄ mamą stał rozbawiony Ronald wraz z Sparrowem.
-Nasza młoda para wstała? - Ronald tak się śmiał że nie mógł złapać oddechu.
-Co ci do tego?! - Rzuciłam się na niego, lecz Shira mnie odepchnęła.
-Co wy tu robicie? - Enzuri, miał bardzo poważną minę.
-Śpimy. Nie widać? - Theo położył uszy po sobie.
-Jesteście za młodzi na spanie razem. - Wtrąciła Elizabeth.
Na pagórku, który widać z tond dobrze leżał Jocker. Także się śmiał. Leżał na plecach i wymachiwał łapami ze śmiechu.
-To tamten kapuś?! - Theo już brał na Jockera rozpęd.
-Theo! Masz zakaz spotykania się z Winnie. - Krzyknął Enzuri, po czym złapał Theo za kark. Wszyscy się rozeszli. Na szczęście Shira nic nie mówiła, ale była zła.

*W jaskini*

-Słuchaj Winnie. Rozumiem że się lubicie, ale niech taka sytuacja więcej się nie powtórzy.
Nie interesowałam się Shirą. Patrzyłam się na Sparrowa który od kilku dni u nas śpi.
-Będę robiła co będę chciała. - Syknęłam i wybiegłam z płaczem z jaskini.

*W Lesie Zielonym Zagajniku*

Położyłam się pod drzewem. Gdy zasnęłam śnił mi się Theo. Dorosły! Taki przystoooojny...Powiedział, żebym przyszła do jego jaskini. Tak więc zrobiłam.

Theo?

Od Giselle- CD opowiadania Sintesu

-Tak, naprawdę fajnie.
Kąpaliśmy się ze 3 godziny i (o dziwo) ani razu się nie topiłam.
-Może pójdziemy do parku?
-No dobra...
Po krótkiej przechadzce byliśmy tutaj:








 -Poparz...jaki piękny szczeniaczek, też chciałabym takie mieć. Małe, biegające wszedzie istotki...- rozmarzyłam się - A ty?

Sin?

Od Joey'a- CD opowiadania Taszy

-W ciąży?
-TAK!
-To fantastycznie! Ile ich ma być? 5? 6?
-2.
-I tak fajnie.
-Cieszy mnie twój entuzjazm.
Z naprzeciwka biegła do nas Athena.
-Ath.. - zaczęła Tasza -...mamy ci coś do powiedzenia.
-Co takiego?
-Tasza, jest w ciąży.

Athena? Tasza?

Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah †

Wcale nie chciałem jej całować ale też odejść sobie bez słowa. Wiec na jedno wychodziło. Gdy Qet odchyliła już głowę ja ją ponownie posunąłem. Całowaliśmy się.
- Qet ja cię nadal kocham tylko nie miałem już szans z Masselin'em...- przyznałem po pocałunku.
- Mass sobie poszedł do jego świata... Tam gdzie czuje się najlepiej.- powiedziała.
- Czyli ja nie jestem tym jedynym...- posmutniałem.
- Jak to?
- Miałaś tylu wspaniałych partnerów. A ja? Ja to jakiś przybłęda ze sfory.
- Jesteś Alfą!- przypomniała mi.- Poza tym ty jedyny z ich wszystkich byłeś idealny.
- Po co mi Alfa? Jakby mnie nie urodziła Ace byłbym zwykłym dziwakiem.
- Nie mów tak.- oburzyła się.- Przestańmy już o tym gadać.
- Ale co z tobą?- zapytałem.- Co z tego że cię widzę jak niedługo się ulotnisz do tamtego świata.
- I właśnie w tym jest problem...- westchnęła.
- Dlaczego?
- Mass dał mi do wyboru albo zostanie tutaj albo wrócenie do otchłani. Tylko że jest jeden problem. Jeżeli tu zostanę nie będę panowała nad sobą i mogę komuś wyrządzić krzywdę...- usiadła smutna.
- Zostań tu!- od razu poprosiłem.- Pomogę ci z opanowaniem złości.
- Ferro to nie jest takie proste jak ci się wydaje... Tylko Mass może mi pomóc.
- Chciałbym żebyś została ale... Chcę też dla ciebie jak najlepiej.- przyznałem.- Ale kocham cię i kolejny raz nie mogę cię stracić.
- Dobra mam jeszcze trochę czasu na przemyślenie tego wszystkiego więc może się gdzieś wybierzemy?
Uśmiechnąłem się i wstałem. Poszliśmy nad staw. Było tam ciepło i przytulnie i tak cicho że można wszystko dobrze przemyśleć w spokoju. Żadne szczeniaki tam nie biegają. Żadne Psy-Wampiry nie atakują. Idealne miejsce.







Usiedliśmy razem pod drzewami. Mimo tego że jest lato w tym miejscu była jakby jesień. Z drzewa powoli spadały liście. Qet leżała z wyprostowaną szyją. Miała zamknięte oczy a jej sierścią władał wiatr. Patrzyłem na nią jak oczarowany. Ona jest taka przepiękna... Zerknęła na mnie kontem oka a ja szybko zwróciłem wzrok w wodę. W wodzie ujrzałem nasze wspomnienia. Ucieczkę na wyspę i poznanie tego Techno. Zachichotałem lekko. Qet gwałtownie otworzyła oczy.
- Co się śmieszy?- uśmiechnęła cię.
- Przypomniałem sobie wszystkie nasze wspomnienia...- szepnąłem.
- Aha...
- Dobra lepiej powiedz jaka jest twoja decyzja?

Qetsiyah?

Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht

- Da się wytrzymać - powiedziałem i objąłem Bli.
- Ciekawe dla kogo? - zaśmiała się, znów kichając.
- Może już wrócimy? - zapytałem, podnosząc się - To dla twojego dobra - powiedziałem i pocałowałem ją.
- Nooo doooobra - odparła Blaj i poszliśmy w stronę Centrum Sfory. Podeszliśmy jeszcze do gabinetu Ace.
- Poczekasz? Muszę sprawdzić co tam u Video
- Dobrze - uśmiechnęła się Bligrht
* Pięć minut później *
Na szczęście, wszystko było dobrze. 
- I jak? - zapytała Bligrht.
- Video sprawiał małe problemy. Ale jest wszystko okej - uśmiechnąłem się, całując ją w czoło.
- To chyba dobrze - zaśmiała się cicho. Pokiwałem głową.
- To gdzie teraz idziemy? - zapytałem suczki.

Bligrht?

Od Sintesu - CD opowiadnia Giselle

Rozejrzałem się wokół. Było wszędzie dosyć... różowo, ale i tak bardzo ładnie.
- Pięknie tu - powiedziała Gis. Kiwnąłem głową i spojrzałem na taflę wody. Wszedłem do niej powoli i pociągnąłem Giselle. Ta jednak stawiała opór.
- Chodź - powiedziałem zachęcająco - Tu jest płytko
- Ale... - zaczęła - Ale... nie
- Spokojnie, ja tu jestem - uśmiechnąłem się i złapałem Gis za łapę. Suczka powoli weszła.
- Połóż się na wodzie - powiedziałem.
- Co? - zapytała zdenerwowana.
- Ja jestem - uśmiechnąłem się szerzej - Kładź się
Gis położyła się niepewnie na moich łapach. Po chwili, zabrałem ręce i Giselle sama leżała na wodzie.
- Fajnie co? - zapytałem suczki.

Giselle?

Od Indiany- CD opowiadania Skyres

-Co ty tu robisz?- zapytała Sky
-Bo ja...sam nie wiem co myśleć. Syriusz mi wytłumaczył to. I gdy usłyszałem o tobie, teraz, tutaj. Coś we mnie pękło. Ja bym sobie nie wybaczył, gdyby coś wam się stało.- powiedziałem, a po mojej białej sierść spłynęła łza.
-Naprawdę?
-Tak.
Pocałowałem suczkę.
-Jest coś jeszcze...
Wybiegłem i wróciłem z tym:








-Z jakiej to okazji?- zapytała.
-Z zaręczyn. Skyres, wyjdziesz za mnie?

Sky? 

Tasza jest w ciąży!

Tasza ma małe szczeniaczki w brzuchu. Gratulujemy!



Mama: Tasza
Ojciec: Joey
Liczba szczeniąt w miocie: 2 (1 pies i 1 suczka)
Początek ciąży: 1.05.2015
Koniec ciąży: 7.05.2015
Lekarz prowadzący: Raven

Od Taszy- CD opowiadania Joey'a


- No, a ty Nas budzisz - warknęłam
- Okey ... - odparła Athena
W tym samym momencie do jaskini wpadł Alex.
- Athena idziesz do Mnie na imprezę ? - zapytał
- Wiadomo - odparła i po chwili ich nie było
- Było blisko - powiedziałam, kładąc głowę na ramieniu Joey'a
- Taaa - odetchnął z ulgą
- Kocham Cię - szpenęłam
- Ja ciebie też - pocałował Mnie
Zasneliśmy dopiero koło 5 nad ranem ...
*** Miesiąc później ***
Wszystko jest dobrze. Na szczęście Athena zaakceptowała Mój i Joey'a związek. A Athena mówi do Niego "wujku". Mieszkamy razem. Czas dla siebie mamy od rana do wieczora. Moje rozmyślania przerwał Jo :
- Hej. Już wstałaś ?
- Tak. A gdzie Athena ? - spytałam
- Już wyszła. Jakieś 30 minut temu. To co robimy ?
- Może pójdziemy na spacer ? - zaproponowałam
- No to chodź
Byliśmy na łące Nieziemskich Fiołków ..., gdy nagle poczułam silny ból w okolicy brzucha
- Tasza, co Ci jest ? - zmartwił się Joey
- Nic, brzuch Mnie boli
- Chodź do Raven - powiedział się
Zaprowadził Mnie do Raven, ale nie wszedł ze Mną, bo spotkał Mashine'go i musieli coś ustalić.
- Cześć. Mogłabyś sprawdzić co się ze Mną dzieje ? - zapytałam
- Jasne, a co Ci dolega ? - zapytała dobermanka
- Sama nie wiem. Dzisiaj bardzo boli Mnie brzuch - opowiedziałam o Moich dolegliwościach
- No to zabieram się do badania.
Po kilku minutach miała dla Mnie wyniki :
- Jesteś w ciąży
- ŻE JAK ??? - odparłam zszokowana
- Jesteś w ciąży z 2 szczeniąt - powtórzyła spokojnie
- Dzięki - powiedziałam, wychodząc
Dopiero teraz ta myśł zaczęła do Mnie dochodzić. Jestem w ciąży. Jaka jestem szczęśliwa. W pierwszej chwili myślałam, że Raven żartuje. Ale nie ... Rzuciłam się na szyje Joey'a
- Jestem w ciąży - powiedziałam.
 
Joey?

Od Atheny- CD opowiadania Alex'a

Obudziłam się rano. Ciocia i wujek już wstali. Zjadłam z Nimi śniadanie i wyruszyłam na spotkanie "Nieustraszonych". Spędziłam tam 4 godziny, rozmawiając na temat "sprawy Rodenhura". Na razie nie mieliśmy, żadnego pomysłu, gdzie może się znajdować Diament Śmierci. Zostały Nam 3 dni. Czy my go znajdziemy ? Tylko gdzie ? Umówiliśmy się jutro o 8.00. Potem ruszyłam na poszukiwanie Alex'a. Znalazłam go w Rajskim Ogrodzie.
- Cześć - zawołałam
- Hej
- Co tam ? - zapytałam
- Okey. A u ciebie ?
- Też. Może, gdzieś pójdziemy ? - zapytałam

Alex ???

Od Indiany - CD opowiadania Skyres

- Co ty tu robisz?- zapytała Sky.
- Bo ja...sam nie wiem co myśleć. Syriusz mi wytłumaczył to. I gdy usłyszałem o tobie, teraz, tutaj. Coś we mnie pękło. Ja bym sobie nie wybaczył, gdyby coś wam się stało.- powiedziałem, a po mojej białej sierść spłynęła łza.
- Naprawdę?
- Tak
Pocałowałem suczkę.
- Jest coś jeszcze...
Wybiegłem i wróciłem z tym:
http://www.diamentowe.info/wp-content/uploads/2013/05/kolia21.jpg
- Z jakiej to okazji?
- Z zaręczyn. Skyres, wyjdziesz za mnie?

Sky? 


Dopisek Kordły -
MIŁOŚĆ ROŚNIE WOKÓŁ NAS!  xd

Od Evelyn- CD opowiadania Ross'a

 Przytuliłam się do niego.
- Ross dziękuje Ci ...
- Za co ? - zapytał
- Za to, że tak się starasz o Nasz związek ...
- Evelyn ...
Wtuliłam się.
- Po prostu jesteś taki kochany - pocałowałam go
- Eve po prostu Cię kocham - mocno Mnie obiął
- Ja ciebie też - wtuliłam się w Niego
- Dokąd teraz ? - zapytał
- Może nad rzekę Jafiszof ? - zaproponowałam
- Okey
Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się nad rzeką ...

Ross ??? ( wybacz, brak weny ... )

Od Avalon- CD opowiadania Video

- Jak na amatora, fajnie wyszło - uśmiechnęłam się.
- Dzięki - zaśmiał się Video - Teraz Ty
- No dobra - westchnęłam i zaczęłam śpiewać.
 
Po zakończonej piosence, spojrzałam na Die.
- Mogło być?- zapytałam.
- Ujdzie - mruknął Video. Zaczęłam się śmiać, a Deii później się dołączył.
- Może pójdziemy do miasta? - zaproponował Video, z chodząc z ławki.
- Nie wiem czy to dobry pomysł - powiedziała i również zeszłam z siedziska.

Video?

Od Qetsiyah † CD opowiadania Ferraro

W jego oczach widziałam niewyobrażalny ból, ale nie umiałam nic na to poradzić. Jedyna, co mogłam, to opowiedzieć mu wszystko dokładnie po kolei, ale to nie była chyba najlepsza pora na to. Wolałam dać mu czas do ochłonięcia.
- Fero zaufaj mi ten ostatni raz…. Wytłumaczę Ci to, ale na razie nie mogę. Daj mi trochę czasu… - Powiedziałam szybko, po czym uciekłam schować się z cieniu. Widziałam jeszcze kontem oko jak Ferro odchodzi. Nie miałam siły, żeby go zatrzymać, w końcu to dla mnie też był ciężki dzień. W końcu po raz siódmy zostałam wskrzeszona z martwych. Postanowiłam jutro z nim porozmawiać. Gdy tak sobie szłam zamyślona o jutrzejszym dniu, wyskoczył przede mnie Beal.
- Co masz taką smutną minkę ? – Zapytał złośliwie.
- Ty w tej sytuacji nie miałbyś lepszej….
- Ja bym olał cały tan świat żywych i wrócił do mojego królestwa duchów, a zresztą kiedy masz zamiar mu powiedzieć, że też jesteś demonem ?
- Yyy…. Jutro mu wszystko opowiem… - Przyznałam.
- Po co czekać ? Idź teraz…
- Ale przecież zbliża się zmierzch, a tutaj wciąż są wampiry…
- Myślisz, że tamte worki flaków, będą tak głupie i zaatakują demona ?
- Ale mogą zaatakować Ferro… - Wtrąciłam
- Ah… dobra nie mam ochoty dłużej przebywać w tym świecie i kłócić się z tobą. Mam pomysł…
- Jaki ?
- Jeśli naprawdę chcesz tutaj być, to ok, tylko pamiętaj, że nie jesteś jedną z nich. Jesteś taka jak ja, a dobrze wiesz, że beze mnie nie zapanujesz nad demonicznymi zapędami.
- Wiem…. Nie musisz mi tego przypominać. Dobrze pamiętam, jak było ostatnim razem…
- Ok, zatem jak się zdecydujesz, gdzie chcesz zostać, to mi powiedz… ja idę do portalu do mojego świata… - Powiedział i rozpłynął się w powietrzu. Po tym wydarzeniu, wciąż nie wiedziałam co zrobić. Z jednej strony chciałam powiedzieć wszystko Ferro, ale z drugiej bałam się, że stracę nad sobą panowanie i go skrzywdzę, albo co gorszę zabiję .Musiałam dobrze nad tym pomyśleć. Wciąż słyszałam w głowie ten okropny głos, który stawał się coraz głośniejszy i podpowiadał mi tylko jedno… „ Zabij …”. Nie umiem go wciąż uciszyć, więc rozmowa z Ferro może się okazać jeszcze cięższa, niż podejrzewałam, ale nie mogę mu zabronić prawdy. Szłam powoli przez ,las, po czym usłyszałam czyjś pisk. Pobiegłam szybko w ich stronę. Gdy dotarłam na miejsce, to ujrzałam wampira, który próbował zabić jakiegoś psa. Wtedy, po raz pierwszy posłuchałam głosu w mojej głowie i rzuciłam się na wampira. Moje oczy przepełniły się krwią i straciłam nad sobą kontrole. Przewróciłam wampira na ziemię i przebiłam się pyskiem, przez jego klatkę piersiową. Wyrwałam mu zębami serce i je rozgniotłam w pysku. Zabiłam potwora, ale chyba w tym przypadku, to nie tylko wampir był bestią. Zabicie go chyba mi nie wystarczyło… z wściekłości zaczęłam zdzierać z niego skórę i łamać po kolei kości. Dopiero, gdy poszłam nad jezioro, zmyć z siebie krew, to zrozumiałam co ja zrobiłam… Ku mojemu nieszczęściu nad jezioro przyszedł Ferro. Dobrze, że zdążyłam wcześniej zmyć z siebie krew i nie widział, że to ja mogłam zabić tamtego wampira.
- Cześć … - Powiedział ponuro.
- Cześć… Yyy… Fero ? Musze Ci coś powiedzieć… - Zaczęłam.
- Ale ja nie chce słuchać… - Wtrącił i powolnym korkiem zaczął się oddalać.
- Czekaj… - Krzyknęłam biegnąc za nim. Złapałam go i przygniotłam do drzew. – Musisz mnie wysłuchać.
- Ok… tylko mnie puść, bo się dusze. – Przyznał ledwo co mówiąc.
- Wybacz… - Zaczęłam.
- No to co chcesz mi powiedzieć ?
- Yyy… to zacznę od początku… No więc jak dobrze wiesz, to już kilka razy zostałam zabita i wskrzeszona, przez Masselina….
- Nom… to już wspominałaś…
- No więc zazwyczaj na reputację demona zazwyczaj trzeba zasłużyć.
- W jaki sposób zasłużyć ? – W jego głosie pojawiła się nutka strachu.
- No w ten brutalny…. Dobra nie czepiajmy się szczegółów. – Dodałam. – No więc chyba wiesz jak to jest jak inni mają wkurzające nawyki… mój pierwszy partner Bram był tego doskonałym dowodem. Bram uwielbiał żuć gumę, nie tyle co żuć, ale strzelać balony… beng…beng…beng…..Beng! No ale w każdym razie wracam pewnego dnia z polowania do jaskini. Jedyne o czym marzyłam, to spokój i cisza… no więc wchodzę do jaskini, a Bram co ? Leży rozłożony na dywanie, pije wino i…. żuje… nie tyle co żuje, ale strzela te swoje balony. I tak sobie pomyślałam „ A strzel mi tym balonem jeszcze raz!” i wiesz co ?
- Co ?
- Strzelił… więc wyjęłam wcześniej podwędzony policji pistolet i ja też sobie postrzelałam. – Przyznałam dumna z siebie.
- I co ?
- Zostałam zabita przez kata, pod zarzutem morderstwa… Po moim zabiciu Massy znów mnie wskrzesił i wysłał tutaj, bo chyba chciał udekorować ziemię większą ilością trupów. Tylko, że postanowił mi to wcześniejsze życie z pamięci i tak też zrobił. No wiec moje kolejne życie nie było lepsze. Tak po około roku poznałam Seely’ego. Mówił, że jest bardzo samotny, a ja miałam bardzo dużą jaskinię. Więc zamieszkaliśmy razem i było jak w bajce. Każdego wieczoru robiłam mu Drina i potem jedliśmy romantyczną kolację… - Zaczęłam.
- Pfff…. – Zrobił się trochę zły.
- Nie przerywaj. No więc nie byłam zadowolona, jak się dowiedziałam, że mój biedny samotniczek miał dziesięć dodatkowych partnerek. Tego samego dnia zrobiłam mu specjalnego drinka…. Był zachwycony! Ale… nie wiedziałam, że miał alergię na arszenik… ups – Uśmiechnęłam się.
- O Boże… - Wtrącił.
- Co ?
- Też go zabiłaś ?
- Nom… ale ja na prawdę nie wiedziałam, że się otruje… - Udawałam niewiniątko.
- I co było dalej ?
- No Massy zrobił to samo co wcześniej i od nowa zaczęłam życie. Tym razem trwało trochę dłużej niż wcześniejsze. Znów miałam partnera, tylko jak zwykle źle trafiłam. Pewnego dnia ciachałam kawałki sarny i nagle wpadł Lasly i zaczął krzyczeć bez powodu, że niby go zdradzam. Próbowałam go uspokoić… płakałam, prosiłam, ale to było na nic… musiałam coś zrobić… no to go pociachałam… - Powiedziałam powoli. – W następnym życiu miałam siostrę Adreye. Razem robiłyśmy sztuczki akrobatyczne. Jeździłyśmy po całym kraju, a mój kolejny partner Charls podróżował razem z nami. Punktem kulminacyjnym było dwadzieścia figur akrobatycznych. Jedna po drugiej. Pewnego dnia zatrzymaliśmy się w małym uroczym miasteczku. Całą noc świętowaliśmy nasze sukcesy. W pewnym Momocie poszłam się przewietrzyć na dwór. Gdy wróciłam, zastałam Andreye i Charls’a, wykonujących figurę dwadzieścia jeden. Tak mnie zamroczyło, że wciąż nie pamiętam co było dalej. Dopiero, gdy zaczęłam zmywać krew z łap zorientowałam się, że oni chyba nie żyją… ale nie żałuję tego… mają za swoje, w końcu zdrada to zdrada i za to musi być kara… Następny to był Alan… Kochałam go bardziej od innych. Był artystą i wrażliwym malarzem, ale był z nim mały problem. Każdego wieczoru wychodził z jaskini i mówił, że idzie odnaleźć siebie… I odnalazł… Julię, Kate, Lily i John’ego. Rozstaliśmy się z powodu kłótni na temat malarstwa… jego pociągały akty, a mnie martwa natura… To chyba tyle chciałam Ci opowiedzieć…
- Ale dlaczego ja jeszcze żyję ? – Zapytał zdezorientowany.
- No bo… byłeś idealny. Nie miałeś tych wad, co oni… - Zaczęłam. – Ale to już chyba się dla ciebie nie liczy… Żegnaj… - Postanowiłam na pożegnanie musnąć go w policzek, ale jak już byłam blisko, to Ferro odwrócił pysk i zamiast na policzek, to trafiłam na jego usta….

Ferraro ? Sory, za długie oczekiwanie…

Od Theo - CD opowiadań Winnie i Jocker'a

 *** Wcześniej ***
- Nie byłem. Resztę wieczoru spędziłem z Winnie. Ona może to potwierdzić. - broniłem się
- Może potwierdzić. To idziemy do Niej ?
- Okey
Poszliśmy do jaskini Winnie i Shiry. Zastaliśmy tam tylko Winnie. Na Mój widok się podniosła. Popatrzyłem na jej policzek, dalej był lekko czerwony.
- Hej ... - powiedziałem
- Dzień Dobry - powiedziała do Rayan'a
- Mamy do Ciebie sprawę. Czy byłaś wczoraj cały wieczór z Theo ? - zapytał Mój wujek
- Tak, odnieśliśmy Twój sprzęt i poszliśmy nad jezioro Anskunmay i tam spędziliśmy resztę wieczoru - opowiedziała wydarzenia z poprzedniego dnia
- Na pewno ? - upewniał się Rayan
- Tak - odparła
- Czyli mówiłem prawdę - powiedziałem triumfująco
- Chyba tak, przepraszam Cię - powiedział Mój wujek, wychodząc z jaskini Winnie i Shiry ...
*** Teraźniejszość ***
- Winnie może będzie lepiej jak na razie damy sobie czas ...
- Theo..., ty nie mówisz poważnie - szepnęła
- Winnie ... tak będzie najlepiej - powiedziałem, wychodząc z jaskini Raven
On wybiegła za Mną.
- Theo, proszę Cię ...
- Winnie, daj spokój. Musimy  trochę od siebie odpocząć. - powiedziałem, odchodząc w stronę Mojej jaskini ...
*** Tydzień później ***
Zwariuje. Od tygodnia nie widziałem się z Winnie. Mój każdy dzień to wspinaczka i może skok na bungee lub coś jeszcze. Praktycznie robię tylko to. Już mi się zagoiły siniaki i odrosła mi sierść. Jedyne czego mi brakuje to Winnie. Może nie potrzebnie na nią naskoczyłem u Raven. Cały czas o Niej myślę. Nie ważne, gdzie w jaskini, na skałkach itp. Sam nie wiem, ale chyba jestem w Niej naprawdę zakochany. No dobra schodzę ze skałek i biegnę do Winnie. Pospiesznie zeszłem ze skałek i ruszyłem w stronę Jej jaskini. Wpadłem na Nią w lesie Zielonym Zagajniku.
- Przepraszam ... - powiedziałem
- Cześć - wyszeptała, spuszczając wzrok
- Winnie przepraszam Cię. Zachowałem się jak skończony idiota. Naprawdę mi na Tobie zależy. Wybaczysz mi ?

Winnie ??? Nie zabijaj Mnie za to opko

Od Theo- CD opowiadania Winnie

Uśmiechnąłem się.
- To co robimy ? - zapytała
- No, przyszedłem Ci powiedzieć, że będę zajęty cały dzisiejszy dzień, więc się nie spotkamy.
- Serio ? - zrobiła się smutna
- Serio. Cześć
- Cześć ... - wróciła przygnębiona do swojej jaskini
*** Kilka minut później ***
Na szczęście w Mojej rodzinnej jaskini zastałem Evelyn.
- Hej Elyn ...

- Hej. Nie lubie jak do Mnie mówisz Elyn ... - warknęła
- Spoko, Elyn. Mam pewną sprawę ...
- Co z tego będę miała ? - ziewnęła
- Informacje
- Jaką ? - zainteresowała się
- Roney nie wrócił na moc do jaskini. Więc można go tym po szantażować ...
- Spoko. Po rozmowie nie będę pamiętać o czym rozmawialiśmy - wyjaśniła
- Okey. No to chodzi o Winnie ...
- Czyli jednak jesteście razem ? - dopytywała się
- Nooo. Pomożesz mi z randką ...
- Z RANDKĄ ????? - powtórzyła
- Dobrze słyszałaś. To co pomożesz mi ?
- Oczywiście

Zaczęła wyliczać miliony potrzebnych rzeczy. Po chwili kazała mi to wszystko pisać. Mniej więcej przy 300 rzeczy, zasnąłem ...
*** 30 minut później ***
- THEO !!! - obudziła Mnie, Moja kochana siostra
No i przerwała Mój piękny sen. Byłem z Winnie na łące ...
- Na czym skończyłeś ? - zapytała, całkowicie Mnie budząc
- Na " 300. Atmosfera "

- Ja jestem na 1000. Ale ty tego nie masz. No dobra zorganizuje Ci tą randkę - uśmiechnęła się
- Dzięki

- No to, gdzie chcesz mieć tą randkę ? - spytała
- Zaprowadzę Cię

*** 2 godziny później ***
Wreszcie znaleźliśmy się w jednym z Moich ulubionych miejsc






- To tu - powiedziałem
- No to do roboty ...
*** 18.00 ***

Wreszcie wróciliśmy do domu. A ja zamiast odpocząć, poleciałem do jaskini Winnie. Na szczęście zastałem ją tam. 
- Hej

- Cześć. Mieliśmy się dzisiaj nie widzieć ? - była przygnębiona
- Zmiana planów. Pójdziesz ze Mną w pewne miejsce ?
- Teraz ? - spytała
- Tak, to idziemy - uśmiechnąłem się
- No dobra - uśmiechnęła się
*** 20.00 ***

Wreszcie dotarliśmy na miejsce ...
Winnie ???

Od Winnie- CD opowiadania Theo

Szliśmy powoli jakąś ścieżką. Theo nie mógł przestać się śmiać. Ja w sumie też. Gdy byliśmy już pod jaskinią Theo, Evelyn zawołała :
-Theo! Masz przerąbane! Rodzice się dowiedzieli o tym, że ukradłeś sprzęt dla wujka Rayan'a! - Była nieźle podekscytowana.
-A kto im to powiedział? - Krzyknął z wrednym akcentem.
-Jockeeeeeer....Jezu jaki ja mam niewyparzony język! - Chyba nie chciała zdradzać kto to powiedział.
Theo się najeżył i popędził w stronę jaskini alf. Po cichu biegłam za nim. Przed ich jaskinią zostawił kartkę do Jocker'a. "Rzeka Jafiszof. Tam się spotkamy i wyrównamy rachunki. - Theo"
Przestraszyłam się, udając że idę po Suzzie. Ale też tak było.
-Jest Suzzie? - Powiedziałam.
-Nie ma jej. Gdzieś poszła. - Powiedziała Another, właśnie wchodząca do jaskini.
Przewróciłam oczami i poszłam za śladami łap Theo. Skrył się w krzakach, przy tej rzece gdzie mieli "wyrównać rachunki". Udawałam, że idę się kąpać. Theo nawet na mnie nie spojrzał, tylko czekał na Jocker'a. Usiadłam na brzegu. No, oczywiście. Zaraz przyszedł Jocker.
-Oooooo, tylko ty? Haha! Jeśli z tobą mam walczyć, to wygram raz dwa! - Krzyknął.
Rzucił się na mnie. Próbowałam go odepchać, ale na próżno.
-Jocker to nie tak! - Krzyczałam.
Theo nadal siedział w ukryciu. Dostałam pazurami mocno po głowie i straciłam przytomność, lecz zdążyłam coś powiedzieć.
-Jocker...Ja nie jestem taka....-I nie dokończyłam bo zasnęłam.

*Po obudzeniu*
Ledwo otworzyłam oczy, przecierając je przy tym. Po jednej stronie była Shira, a po drugiej o dziwo nie Theo, a Sparrow z Ronald'em.
-Winnie, to był ciężki uraz głowy. Ale dało się go wyleczyć.
Machnęłam łapą.
-Gdzie Theo?! - Krzyknęłam.
-Leży obok.
Spojrzałam się na Four, który leżał obok. Cały posiniaczony, gdzie nie gdzie bez sierści.
-Theo! - Zerwałam się na równe nogi i podbiegłam do niego.
-Nic jej nie jest. Po prostu dostała mocno po głowie. - Szeptała Raven.
-Theo....Nic ci nie jest? - Powiedziałam, gdy łzy leciały mi po pyszczku.
-Nie wiem...Mogłem wcześniej go...-Powiedział.
-KOGO?!
-Jocker'a...Zobaczył mnie jak do ciebie podchodziłem, i rzucił się na mnie. Tym razem, to my ponieśliśmy klęskę.
-Bo wiesz...Tylko Rayan przyszedł. - Wskazałam na smutnego psa.
Rayan od razu podszedł do nas i usiadł obok Theo.
-Słuchaj...Zrobię sobie nowy sprzęt. Ale obiecaj mi, że nie będziesz zadawał się z Jocker'em. Widziałem całą walkę, a później przyniosłem was tutaj.

Theo?

Od Theo- CD opowiadania Winnie

 Nie no ja to mam szczęście. Zawsze trafiam na kogoś kogo nie chcę w tym momencie widzieć. Zwariuje. Jocker i Rachel ? A na kogoś innego nie mogę trafić ? Niech jeszcze zaproszą Elyn z Ross'em, Athenę z Alex'em, Suzzie z Ron'em i kilka innych psów. Taaa Moje szczęście.
- No, tak jakby - powiedziałem
Leżąca na Mnie, Winnie popatrzyła się na Mnie, spojrzeniem mówiącym "Chyba coś sobie zrobiłeś w głowę, jak spadaliśmy". Na Moje słowa Jocker chciał coś powiedzieć, ale ubiegła go Revia :
- No to My, Wam nie przeszkadzamy. Na razie - chwyciła Jocker'a za kark i zaczeła ciągnąć go w przeciwną strone. Wyraz jego twarzy był bezcenny. Wyrwał się w końcu Rachel, ale nie odszedł za daleko, bo Revia użyła swojego "morderczego wzroku". I grzecznie poszedł za Nią. Patrzyłem na tą scenę rozbawiony. Nagle odezwała się Winnie :
- "No, tak jakby" Nasza Noc Rozpusty ? Czy ty jesteś normalny ?
- Mam powiedzieć swoje zdanie czy Mojej rodzinny ? - zapytałem
- No mów ...
- Według Mnie, wujka Rayan'a i Ron'a jestem normalny, ale według Moich rodziców, Evelyn i paru innych osób jestem nienormalny. - powiedziałem
- Acha - uśmiechnęła się - To co robimy ?
Popatrzyłem w oczy Winnie ( dalej leżała na Mnie ).
- Mam coś na twarzy ? - zapytała.
- Nie ... nic ...
Powoli się podniosłem i ją pocałowałem ...

Winnie ???

Od Jocker'a- CD opowiadania Theo

Siedziałem niedaleko małego strumyka i moczyłem sobie łapy. Jak ujrzałem Theo i Winnie mój wzrok szybko poleciał znowu w wodę. Nie zwracałem na nich uwagi. Tracę na nich czas... I w sumie ja też mógłbym zabrać gdzieś Rachel. Gdy podeszli do mnie bliżej zacząłem pić wodę. Poczułem czyjeś zęby na ogonie. Syknąłem i gwałtownie się odwróciłem. To Theo mnie dziabnął.
- A już miałem się od was odwalić...- powiedziałem.- Ale teraz to zapomnij!!!
Wskoczyłem na Theo i przewróciłem go. Zacząłem go policzkować. Potem mnie odepchnął i dostałem ogonem po pysku. Szybko się otrzepałem i drapnąłem go po policzku. Wpadliśmy razem na siebie a wokół nas unosiły się kłęby kurzu. Winnie próbowała nas rozdzielić ale wtedy ja ją uderzyłem i odskoczyła masując swój policzek. Wtem Theo zatrzymał walkę i popatrzył to raz na Winnie a na mnie. Zrobił się cały czerwony i zaczął mnie bić jeszcze bardziej. Ja nie byłem wściekły więc musiałem sobie przypomnieć coś wściekłego. O! To jak Theo zabierał mi Rachel! Aaaaa!!! Uderzałem go łapami po plecach aż się krztusił.
- Przestań!- pisnął.
Po tych słowach odsunąłem się na dobre 2 metry od przeciwnika. Wstał z niemi cały w ziemi i poobijany. Winnie pomogła mu wstać i szybko ulotnili się z miejsca walki. Ja też się otrzepałem. Wszystko mnie bolało. Teraz to on mnie sprowokował. Pomiędzy pazurami miałem jeszcze jego sierść. W sumie można by to wykorzystać.


*10 minut później*

Byłem już pod jaskinią Rayan'a. Każdy dobrze wie że Theo uwielbia skakać na bungie i wspinać się. Skorzystałem z tego że Ray'a nie było w jego jaskini. Zakradłem się tam i ukradłem sprzęt wspinaczkowy. Przed wyjściem z jaskini wysypałem trochę sierści Theo na miejsce gdzie leżał sprzęt. Teraz jest już na pewno uziemiony. To za to co mi zrobił. Wziąłem sprzęt i szybko uciekłem. Zakopałem go w miejscu gdzie nikt nigdy nie przychodzi. Tylko ja je znam.








Otworzyłem drzwi i zakopałem w środku sprzęt. Potem jeszcze domknąłem drzwi kluczykiem. Przyczepiłem go do mojej obroży i poszedłem sobie.

*następnego dnia*


- Theo!!!
Z samego rana ten głos mnie obudził. To był Rayan. Chyba wiemy z jakich powodów. Wybiegłem z mojej jaskini i zakradłem się bliżej miejsca zbrodni. Ukryłem się w krzakach i przez liście oglądałem całą scenę. W końcu przyszedł Theo na wyzwanie i zaczęło się...
- Słucham cię wujku?- zapytał spokojnym tonem.
- Gdzie mój sprzęt wspinaczkowy?- zapytał.
- Ja go nie brałem.- oburzył się.
- To kto?- zapytał tajemniczo.
- Nie wiem ale na pewno nie ja.
- To co robi tam twoja jasna sierść?- zapytał.
- Jak to?
Rayan pokazał identyczną sierść jak Theo. Tak naprawdę to tą samą.
- No tak to moja sierść ale nie wiem co ona tu robi...
- Jak ona tu jest to ty też musiałeś.- powiedział.

Theo?

Od Theo- CD opowiadania Jocker'a

- A co Ci do tego ? - warknąłem
- Rachel, już Ci się znudziła, więc teraz zabawiasz się z Tą "Winnie" ...
- Odwal się ... - syknąłem
- A kto potem Suzzie, Athena, Lea czy Poppy, a może ktoś jeszcze ?
- Wiesz to, że nie masz swojego życia to nieznaczy, że masz żyć Moim - odparłem
- Czyli, do Winnie ?
- Gdybyś nie był skończonym idotą, który nie wiedzi nic oprócz czubka swojego nosa. Gdybyś, był inny zauważyłbyś, że mam linę ... A wiesz co szkoda ma Ciebie czasu ...
Wyminąłem go i poszedłem na skałki. Spędziłem tam cały dzień, zapominając o spotkaniu z Winnie. Wieczorem spotkałem ją w lesie Zielonym Zagajniku w czsie drogi powrotnej ze skałek.
- Hej ...
- Gdzie byłeś przez cały dzień ? Martwiłam się o Ciebie - rzuciła mi się na szyje
- Na skałkach ...
- Cały dzień ? - zapytała
- Tak, cały. Musiałem się odstresować po wczorajszym i dziesiejszym spotkaniu z Jocker'em.
- Spotkałeś dzisiaj Jocker'a ? - spytała
- Tak.  Już na Mnie czatował przed jaskinią ...
- On się nigdy nie odczepi - powiedziała - Może, gdzieś razem pójdziemy ?
- Okeeey. Tylko gdzie ?
- Może na łąkę Nieziemskich Fiołków - zaproponowała
- Dobra
Więc wyruszyliśmy. Już prawie zapomniałem o słowach Jocker'a, gdy oczywiście musieliśmy spotkać go na łące ...

Jocker ??? Winnie ???

Od Skyres- CD opowiadania Indiany

Siedziałam razem z Syriuszem w szpitalu. Indy ma właśnie robione jakieś badania. Honey zostawiłam u Madeline, która była przerażona tym co się stało.
- A jeśli to coś poważnego? – spytałam Syriusza i oczywiście zaczęłam beczeć.
- Nie dramatyzuj, Indiana na pewno z tego wyjdzie – powiedział.
- To wszystko przeze mnie – jęknęłam i przytuliłam się psa.
* 20 minut później*
W końcu mogliśmy wejść. Indy starał się na nas nie patrzeć, ale i tak do niego podbiegłam.
- Kochanie, wszystko w porządku? – wyszeptałam.
- Od kiedy jestem twoim kochaniem? – zezłościł się.
- To nie tak… - zaczęłam.
- Na pewno – warknął – Zdradzasz mnie z moim bratem!
- Daj jej powiedzieć – rzekł twardo Syriusz.
- Indy, Syriusz mi obiecał że już nigdy nie wejdzie do naszej jaskini bez pytania. Ucieszyłam się i pocałowałam go w policzek. To nic nie znaczyło! – wytłumaczyłam psu.
- Nie wierzę ci – odparł. Poczułam ostry, pulsujący ból w brzuchu. Chwilę potem jechałam na salę operacyjną, a zdezorientowany Syriusz dopytywał się lekarzy, co się ze mną dzieje. A Indiana? Leżał i nie zwracał na mnie uwagi. To mnie najmocniej zabolało. Ból w brzuchu się nasilił.
- Czy ja poronię? Co się dzieje? – szlochałam z bólu i rozpaczy. Nagle wszystko zrobiło się ciemne.
* Kilka godzin później*
Otworzyłam oczy. Leżałam w szpitalu, a obok mnie siedziała Raven.
- Co się stało? – spytałam – Czy ja poroniłam?
- Ledwo udało się utrzymać ciążę. Teraz musisz dużo odpoczywać i przede wszystkim się nie denerwować – odpowiedziała Raven – Porozmawiamy później. Ktoś chce cię widzieć.
Wyszła, a do pokoju wszedł Syriusz. A za nim, ku mojemu zdziwieniu Indiana, który miał ślady łez na policzkach.


Indiana?