wtorek, 22 marca 2016
Od Bitter Sweet'a - C.D Opowiadania Gracy
- Rozumiem. - wymruczał. - Przecież tylko Sweet może uchodzić za złodzieja.. Cóż, nie ma co zaprzątać sobie myśli tą sprawą.
Suka milczała, najwyraźniej nie do końca zrozumiawszy poprzednie zdania wypowiedziane przez psa. Ten jednak stał przed nią w całej okazałości, zapewne oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi z jej strony. Można by uznać, że kogoś takiego jak Bitt było piekielnie trudno pojąć. Gracy rozejrzała się dookoła, a jej wzrok zatrzymał się na potłuczonej, starej misce. Nie była niezwykłym przedmiotem, które wymagało jakiejkolwiek uwagi; owa miska była najzwyklejsza z najzwyklejszych. Nie posiadała żadnych magicznych właściwości, jak podpalanie przez kontakt wzrokowy z potencjalną ofiarą czy świadome wnoszenie zamętu w umysł danego samca, samicy czy bezbronnego, niewinnego szczeniaka.
Owczarek siedział w swojej jaskini od dłuższego czasu. Jego towarzyszka wybiegła z niej kilka minut po uroczystych przeprosinach, zostawiając go całkiem samego. Czuł narastający głód, jednak nie miał ochoty na polowanie. Nie chciał zaczynać tak kolejnego dnia, monotonnego, przepełnionego powtarzającymi się czynnościami dnia. Wyszedł ze swojej jaskini, całkiem przepełniony swoim postanowieniem. Zapukał donośnie w kamienne 'drzwi' jamy Alf, czekając, aż w jego progu stanie Aussie.
- Bitter? - usłyszał znajomy głos.
- Przesuń się, Grey - mruknął, przedzierając się do Suzzie. - Idę do Wojska. Na trzy dni.
- Biteł.. - pokiwała łbem. - Przecież Ty jesteś w Wojsku.
- Chcę się wybrać na służbę wśród ludzi. - odchrząknął, nadal utrzymując stanowczy ton.
- Wojska? - zaciekawiła się Gracy.
Su i Bitt automatycznie się odwrócili, a ich spojrzenia szybko prześwietliły drugą sukę.
Grey? xD
Od Locked'a- CD opowiadania Bitter Sweet'a
- Yyyy... cześć!- uśmiechnąłem się dziecinnie machając niedbale łapą.
- Morir amigo!- szczeknął wskakując na pień drzewa.
Na szczęście tak jak myślałem Biteł zwalił się z drzewa i udawało mu się na nie wspiąć tylko na wysokość dwóch metrów. Zachichotałem w myślach ale na żywo to patrzyłem poważnie na psa próbującego skoczyć mi do gardła.
- Może już sobie odpuść amigo.- westchnąłem znudzony po paru godzinach.
- Ani mi się śni!- warknął.
Przewróciłem oczami i rozłożyłem się wygodnie na grubej gałęzi. Bitter Sweet szarżował tak do północy aż sam zasnął. Ja przespałem się już wcześniej więc w chwili gdy Sweet padł ja zwinnie i cicho zszedłem z drzewa i poszedłem do jaskini Elaine. Musiałem przenocować u niej bo moja jaskinia była głupim pomysłem na schron.
- Cześć Ela mogę się u ciebie przespać?- zapytałem z uśmiechem to mojej przyjaciółki.
- No jasne. Zaraz rozłożę ci koce obok mojego posłania.- pokiwała łbem.
- Wybacz ale chyba wolę spać w kuchni żeby nikt mnie nie zobaczył. Zgodzisz się?- zapytałem.
- No dobra ale czemu nikt ma cię nie zobaczyć?-zdziwiła się Elaine.
- Opowiem ci jutro. Dobranoc!- przytuliłem suczkę, zgarnąłem pare kocy i zamknąłem się w kuchni.
Spało mi się dobrze. Nad ranem usłyszałem jak Elaine prowadzi z kimś rozmowę. Był to.. Bitter. Podszedłem cicho do drzwi nasłuchując rozmowy.
- Jest tutaj?!- szczeknął.
- Ale kto?- udawała Elaine.
- Nie zgrywaj idiotki bo wiem że taka nie jesteś.
Wszedł do jaskini. Ukryłem się w wielkim kufrze w kuchni Eli.
Bitter Sweet?
Od Locked'a- CD opowiadania Elaine
- Cześć.-szepnąłem.
Wróciłem do swojej jaskini i położyłem się na moim posłaniu. Co kilka minut wzdychałem szczęśliwie. Nie mogłem uwierzyć co właśnie zrobiłem ale całego mnie wypełniało ogromne szczęście. Nie mogłem zasnąć do 3 nad ranem. Piętnaście po udało mi się zasnąć. W moich snach uczestniczyła oczywiście Elaine... Nie mogę tego nazwać obsesją bo ja najnormalniej w świecie się zakochałem. Z rana o 6 wyszedłem ze swojej jaskini i poszedłem umyć się do jeziora.
Elaine?
poniedziałek, 21 marca 2016
Od Shasty CD opowiadania Shairen
-Nie mogłem pozwolić żeby jakiś kundel na tobie siedział!! - Krzyknąłem. Nagle dopadło mnie bardzo niemiłe uczucie. Że ją straciłem? Coś podobnego? Ale gorszego... Obraziła się. Jednak miałem ze stoickim spokojem patrzyć na to, jak jakiś kundel siada na Shairen? O nie, tak nie mogło być. Ale gdybym zapytał.. "Fajnie?" jeszcze bardziej by sie wkurzyła wiedząc, że nie mnie ma na swoich barkach. Wolałem odgonić więc tego nie wdzięcznego psa, kradnącego dziewczyny! Ruszyłem niepewnym krokiem za Shairen, której już przy rzece nie widziałem. Zwinąłem ręczniki, i zapakowałem je do torby. Szybko ruszyłem za suczką. Ledwo przedarłem się przez maliny, które ponownie zamalowały moją sierść, jednak nie na zielono, co wygląda bardziej męsko, a na różowo. Jednak nie zwrwcałem uwagi, na to wszystko. Szedłem tropem suczki, aż w końcu z nosem w dole na kogoś wpadłem. Tak, to była Shairen. Podniosłem łeb do góry i z niepewnym wyrazem pyska zwróciłem się do suki.
-Shairen, nie masz na co się gniewać. To nie było do ciebie... Tylko do tamtego głupka! Grali w pytanie czy wyzwanie, z tamtym idiotą. - Powiedziałem wskazując łapą na dwóch samców grających w butelkę.
-Yhymm.. Interesujące... Ale już mogę iść? - Mruknęła. Jej spojrzenie nie wyrażało żadnych uczuć. Nic nie potrafiłem z nich wyczytać. Przez te głupie zabawy, musieliśmy się pokłócić. Ale to nie była zwykła kłótnia. To była kłótnia, z której nie potrafiłem wybrnąć. Pierwszy raz, się z nią pokłóciłem. I to w taki sposób.
-Okej, jak sobie chcesz... Myślałem, że mi ufasz. - Parsknąłem. Odwróciłem się, i pobiegłem w inną stronę. Znów byłem nad rzeką Jafiszof. Znów się wykąpałem, i poszedłem do swojej jaskini. Więcej już nie widziałem Shairen. Siedziała w tej swojej jaskini, i nawet się nie wychylała. Ja tak samo. Siedziałem u siebie, w kącie. Na zimnej, szarej posadzce. Ale tak nie potrafiłem żyć. To było ciężkie. Kupiłem najczerwieńsze róże, jakie tylko były w kwiaciarni. W domu wynalazłem żółty krawat, który na siebie założyłem. Utykając na łapę wyruszyłem do jaskini Shairen. Zapukałem mocno w głaz, i usłyszałem ciche, niepewne kroki. Nagle głaz odsunął się. Wpełzłem do środka, i ustawiwszy się przed suką powiedziałem :
-Shairen, przebaczysz mi ten niezmiernie wielki błąd, który popełniłem dokładnie miesiąc, dwa dni, trzy godziny, 25 minut temu? - Zrobiłem wielkie, maślane oczy czekając na jakikolwiek znak suki. Jednak ta nie odezwała się. Stała tak i patrzyła się na mnie bez słowa.
-Och, dobrze. Skoro te słowa, także są dla ciebie niczym, możesz mi uwierzyć na słowo, że więcej mnie tu nie zobaczysz. - Zrobiłem się czerwony niczym burak. Odwróciłem smutno słeb i ponownie skierowałem się w stronę drzwi. Jednak ponownie usłyszałem jej głos. Ponownie, od miesiąca.
-Shasta zaczekaj. - Powiedziała zatrzymując mnie.
-Jeśli znów masz zamiar się ze mną kłócić, to przepraszam, zły adres. - Fuknąłem.
-Nie, nie chcę się kłócić.
-To co? - Podniosłem brew w górę.
Shairen? :P
sobota, 19 marca 2016
Od Jem'a
Przez chwilę siedziałem w bezruchu, wstrzymując oddech. Dopiero teraz wszystko do mnie dotarło. Kilka bić serca (teksty z Warrior'ów B ) ) zajęło mi oswojenie się z tą myślą. Gdy ochłonąłem, stwierdziłem, że zajmę się sprawami sfory, inaczej - pomogę Jocker'owi w obowiązkach. Droga z mojego domu do jaskini Alf nie była długa, tym bardziej, że pokonałem ją truchtem. W pobliżu wejścia wyczułem znajomy zapach samca, ale także i Su. Położyłem uszy i skrzywiłem się lekko. Wolałbym na razie spędzić czas z Jock'em, ale nic nie poradzę, że jego siostra również tam była. Wszedłem powoli do środka. Oba psy już na mnie czekały, najwyraźniej wyczuły mnie wcześniej. Samiec Alfa powitał mnie skinięciem pyska, a ja odpowiedziałem tym samym. Podszedłem do Suzzie i przystawiłem nos do jej sierści wciągając nieznaną woń, zmieszaną z jej słodkim zapachem. Jocker cofnął się taktownie w głąb jaskini, za co z pewnością mógłbym być mu wdzięczny.
Su pachniała definitywnie samcem ze sfory, którego widziała niedawno. Zmarszczyłem brwi i uniosłem łeb nad nią. Posłałem jej pytające spojrzenie. Być może spotkała po prostu psa, który dołączył do sfory, ale nie sądzę, żeby pachniała tak intensywnie po spotkaniu z kimś... mało znanym. Przyjaźnili się?
- To tylko Meversue.
Uniosłem kąciki ust w delikatnym uśmiechu, po czym liznąłem Su w nos. Chyba nie mam się czego obawiać. Suczka odwzajemniła gest. Po krótkiej chwili pokierowała się w stronę szczeliny w skale, służącej jako wejście do jaskini.
- Może wybralibyśmy się na spacer? - spytała. Kiwnąłem łbem i dźwignąłem się z ziemi. Znów zjawił się Jocker, a ja przypomniałem sobie po co tu przyszedłem. Alfa wskazał tylko łapą w stronę Suzzie znikającej za progiem i spojrzał na mnie ze zrozumieniem.
- Kiedy indziej porozmawiamy, Jem.
Podniosłem ogon w górę i ruszyłem za suczką. Dogoniłem ją w mgnieniu oka. Szła z lekko spuszczonym łbem, mimo wszystko spoglądając przed siebie. Może była lekko przygnębiona... Szturchnąłem ją na pocieszenie w bok, a ta spojrzała na mnie zaskoczona. Pchnęła mnie na bok. Wylądowałem w miękkiej, wiosennej trawie. Podniosłem się, ale Suzzie już pognała przed siebie głośno się śmiejąc. Puściłem się za nią biegiem, ale wydawało mi się, że raczej jej nie dogonię, musiałaby zwolnić. Ku mojemu zdziwieniu - zrobiła to. Nie zdążyłem wyhamować i wylądowałem prosto na jej grzbiecie. Su zaczęła się szarpać i zrzuciła mnie znowu gdzieś na bok. Tym razem wylądowaliśmy w wysokiej trawie. To była zdecydowanie ta "dziksza" część terenów sfory. Tu byłem zdany tylko na węch i słuch. Wiatr szumiał w koronach drzew. Wciągnąłem nosem leśną woń i tym samym wyczułem Su. Ale było już za późno, bo wyskoczyła znikąd, po czym przygniotła mnie do ziemi. Bawiliśmy się zupełnie jak szczenięta, zawsze pełne energii i chętne do zabawy. Turlaliśmy się po ziemi jeszcze kilka chwil. Gdy poczuliśmy się już zmęczeni runęliśmy w na trawę ciężko dysząc. Położyłem się na boku, a Suzzie obok z łbem na łapach.
Suzzie?
Od Rayan'a CD opowiadania Jem'a
-Jakbym chciał, leżałbyś zakrwawiony na ziemi. I nic by po tobie nie zostało. Jednak odpuszczę sobię. Dla takich rudzielców szkoda marnować czas. - Parsknąłem i odwróciłem dumnie łeb. Zacząłem ponownie przechadzać się lasem. Ale pies nie dał za wygraną. Wiedziałem, że Jem nie odpuści.
-Ja ci dam rudzielca...-Mruknął cicho i ruszył za mną. Skoczył niesfornie w moją stronę, ale byłem szybszy, i na to przygotowany. Odsunąłem się, a pies zarył zębami o ziemię. Stanąłem przed psem, i podałem mu łapę. Nie spodziewałem się wielkiego łał, ale miałem nadzieję że ponownie mnie nie zaatakuje. W sumie? Niech se bierzę tą Suzzie. Nie mam zamiaru bić się o byle lalunię, która beszczelnie złamała mi serce, i jeszcze śmie mówić że między nią, a panem betą nic nie zaszło. Ale przepraszam, na pana to trzeba mieć wygląd, i pieniądze. Akurat bokiem przechodziła Su, która myślała że nieuważanie przejdzie obok i podsłucha rozmowę.
-Suzzie, nie ukrywaj sie. - Warknąłem. Jem spojrzał się na suczkę. Bez ani grosza szacunku, odsunąłem się od psa, i poszedłem dalej. Sam chce toczyć wojnę. Ale nie ma o co. W końcu uświadomiłem sobie, że mnie i Suzzie... Nigdy nie było. Może przelotne coś, co okazało się niczym? Tak, zdecydowanie. Ona mnie nie kocha, ja nie kocham jej. Proste? Proste. Poszedłem sobie nad rzekę Jafiszof. Położyłem się na brzegu i oparłem łeb o łapy. Ale Jem nie odpuścił. Polazł za mną. Usiadł obok i coś mruczał pod nosem, jednak nie wiedziałem co.
Jem? Skończmy to
piątek, 18 marca 2016
Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a
- Obudziłaś się - powiedział ktoś delikatnie. - ...siostro.
Teraz wiedziałam, że to Jocker. Nie odpowiedziałam. On jeszcze parę razy mi się tłumaczył, ale nie zwracałam na niego uwagi.
- Obudziłaś się! - ten głos należał do Honey. Zapytałam się jej, co się stało. Ona zaczęła opowiadać o tym, jak skrajnie wycieńczona zemdlałam, bla, bla, bla, i jak Meversue mnie tu przyniósł... Zaraz, Meversue?! Przecież jesteśmy pokłóceni. I to dosyć mocno.
Westchnęłam.
- Kiedy mogę wyjść? - zapytałam.
- Jeśli będziesz na siebie uważać, to teraz. Tylko przyjdź jutro na kontrolę.
Wyszłam na zewnątrz. Gdyby to wszystko działo się parę dni temu, to pewnie poszłabym pomagać bratu. A teraz... Nie mam zbyt co robić.
Pomyślałam, by podziękować Sue'owi za przyprowadzenie mnie tu. W końcu mógł mnie po prostu zostawić.
Nie musiałam iść długo, spotkałam go już po chwili.
- Meversue! - zawołałam. Odwrócił się. - Dziękuję.
Chciałam odejść, jednak...
- Eee... Suzzie?
Serce mocniej mi zabiło.
- Tak?
Mever? :3
Od Honey - CD opowiadania Gracy
Ale nie powinnam teraz o tym rozmyślać. Muszę skupić się na Grey.
Jej oczy wypełnione były łzami.
- Mamo... - powoli podeszła do ducha Skyres. - Czemu to zrobiłaś?
- Tata odszedł. Twoje rodzeństwo odeszło. Video umarł. Na tym świecie z mojej rodziny i przyjaciół zostałaś tylko ty i Honey. Nie wytrzymałam - głos jej zadrżał. - Ale wiedz jedno. Kocham ciebie i Hon. Całym sercem. A teraz... muszę wrócić. Do reszty. Wszyscy was pozdrawiają. Żegnajcie.
Rozpłynęła się w powietrzu.
Zacisnęłam powieki, z zaskoczeniem wyczuwając łzy.
Grey?
Od Jem'a.
- Uważaj - rzucił krótko pies. Szedł dalej truchtem. Może i zignorowałbym to, gdyby był to ktoś inny. Ale nie, to był ON. Zdołałem szybko rozpoznać białe umaszczenie, oczy czy sposób chodu. Jedynie czego nie skojarzyłem to zapach - pachniał wyjątkowo, jak na "leśne zwierzę". Jakoś tak wyjątkowo świeżo. Chwila... Skąd on się tu wziął?! Pamiętam jeszcze jak obawiałem się swoich uczuć co do Suzzie, po tym jak Rayan zginął. Nie chciałem jej wtedy bardziej... dobić... Szczeknąłem kilka razy, dając mu znać by się odwrócił. Pies spojrzał w moją stronę. Żadne z nas nie odwracało już wzroku - patrzyliśmy sobie z wrogością w oczy. Nie miałem zamiaru pytać, jak to się stało, że do nas wrócił. Wiadomości szybko się tu rozchodzą, prędzej czy później dowiem się wszystkiego. Ale i on usłyszy plotki na mój temat. Przez chwilę zastanawiałem się nawet, dlaczego tu jest, właśnie tu. Czy liczy na cokolwiek ze strony "innych"... Mówiąc "cokolwiek" i "innych" mam na myśli miłość Suzzie... Bo ja nie odpuszczę. Z taką samą pasją kocham i nienawidzę. Odnażyłem kły, a Rayan odpowiedział mi tym samym. Mimo wszystko nie chciałem walczyć. Ten gest miał pokazać, że pies nie jest tu mile widziany, bynajmniej przeze mnie. A tym samym pokazaliśmy też sobie, jak bardzo się nie cierpimy.
Rayan? (; Troszkę krótkie, ale muszę się rozkręcić
Anabeth dostaje upomnienie!
Skopiowała z naszej strony domenę, PNS i cały formularz Bitter Sweet'a.
Tu macie dowody:

Od Suzzie - CD opowiadania Rayan'a
- O co chodzi? - zapytałam.
- Roy potrzebuje odpoczynku - wyjaśniła Honey.
Skinęłam głową i wyszłam wraz z Jem'em z jaskini.
- Mam dosyć - prychnęłam. - Chcę w końcu odpocząć.
Chwilę później tonęłam w miękkiej sierści mojego towarzysza. Tego było mi trzeba. Nasze pyski zetknęły się na pół sekundy, potem znów docisnęłam łeb do jego torsu. Chwilę później spojrzałam mu w oczy. Zaczęliśmy powoli się kołysać, przytuleni do siebie. Sekundę później znów się pocałowaliśmy. Tym razem trwało to dłużej. Włożyliśmy w to wiele uczucia. Przerwał nam... Głos Rayan'a.
- Tsa, nic was nie łączy.
Rayan? Załóżmy że podglądałeś nas od początku
czwartek, 17 marca 2016
Od Gracy– CD opowiadania Bitter Sweet'a
- Przepraszam, że Cię oskarżyłam, Bitter Sweet - podniosła delikatnie łeb, próbując namierzyć wzrokiem Owczarka. Pies stał z dumnie podniesioną głową, na słowa suki lekko nią skiną. Popatrzyła następnie na Aresa. - Byłabym wdzięczna, jeżeli zapomnielibyście o tej niefortunnej sytuacji i opuścili moją jaskinię - powiedziała poważnie, co chwilę patrząc na Aresa oraz Bitter Sweet'a. Na początku psy spojrzały po sobie, jednak zaraz zgodnie kiwnęli głowami i opuścili mieszkanie Gracy. Ta po ich wyjściu, zrobiła kilka kółek na swoim kocu, po czym położyła się. Wplotła łapy pomiędzy miękki materiał i przytuliła go. Po chwili jednak puściła lekko koc, rozglądając się po jaskini, czy wszystko jest na swoim miejscu. Na szczęście tak. Po przeanalizowaniu pomieszczenia znów położyła się, tym razem na plecach. Zamknęła oczy i wbiła wzrok w sufit. Ni z gruszki, ni z pietruszki przypominały jej się kartki Aresa, na których były jakieś 'ważne' wiadomości. Jednak najbardziej zastanawiało sukę nie zawartość kartek, jednak dziwne zachowanie brata. Są przecież rodzeństwem, więc Grey może powiedzieć wszysko Aresowi i odwrotnie. Nawet jeżeli to rzeczy byłyby bardzo osobiste, Gracy nie za bardzo ma komu o tym powiedzieć. Jedynie Honey, Oli'emu i Bitter Sweet'owi, jednak miała wątpliwości, że wcześniej wspomniana trójka, chciałaby słuchać takich rzeczy. Honey zapewne w pracy nie przejmuje się takimi pierdołami, jak opowiastki Gracy. O Oli'm nie wspomnę, ponieważ z nim Grey zapewne rozmawiałaby jako ostatniemu, a Bitter? Tak jak Honey nie zawraca sobie niepotrzebnymi rzeczami głowy. Co innego Stanley, jednak do Gracy widywała coraz rzadziej i wyłącznie na krótką chwilę, więc nie ma mowy, na dłuższą opowieść.
Suka powstała po, jak sądziła, kilkudziesięciu minutach rozmyślania i spojrzała na wyjście z jaskini, w którą wpadały promienie słoneczne. Grey uniosła 'brwi', wychodzą powoli na zewnątrz. Słońce było centralnie na środki widnokręgu. Najwyraźniej Gracy musiała 'trochę' przespać. Westchnęła cicho, po czym pobiegła do lasu, upolować jakąś zwierzynę. Akurat tą zwierzyną był młody jelonek. Grey zjadła go szybko po czym zaczęła wracać do domu. Mimowolnie spojrzała na jaskinię Bitter'a. Zaczęła się w niej istna walka - jedna strona kazała jej iść do domu, a druga do przyjaciela. Wygrała oczywiście, co łatwo się domyślić druga połowa. Gracy kulturalnie zapukała w odsunięty głaz, po czym zerknęła do jaskini, w której siedział Sweet.
Od Heroine cz.2
– Zamawiam łóżko na górze! – zawołał, po czym łapiąc za plecak, pobiegł do łazienki. Haruka westchnął jedynie i usiadł na łóżku, delikatnie gładząc sierść na głowie suni.
– Już drugi dzień u mnie nocuje – powiedział, biorąc Heroine na kolana i przyglądając się jej. – Coś musi być nie tak – podniósł głowę i spojrzał na otwierające się drzwi do łazienki, z których wychodził Nagisa. Haru położył Heroine i bez słowa, łapiąc za swój ręcznik poszedł do łazienki. Heroine odprowadziła go wzrokiem, po czym spojrzała na blondynka. Ten podszedł do niej i wziął ją na ręce.
– Chodź, zobaczysz coś niezwykłego – powiedział szeptem jej właściciel, po czym zaczął iść dosyć szybkim krokiem. Heroine co raz szczekała, by zwolnił kroku, jednak bez skutku. Zaraz jednak zatrzymali się przed gromadą znajomych Haruki. Łepek Heroine od razu zwrócił się ku wielkiemu basenowi, w którym pływało tysiąc, jak nie dwa tysiące różowych płatków, kwiatu z wiśni. Później spojrzała na chłopaka w wieku jej właściciela, o czerwonym kolorze włosów, który przykucnął i rękawem wycierał łzy. Heroine zdziwiona do niego podeszła i oparła się przednimi łapkami o jego kolano. Spojrzała na niego wesoło, po czym polizała go po policzku, zlizując przy okazji łzy.
– Arigato – uśmiechnął się lekko i pogłaskał sunie, która szczeknęła wesoło. – Chłopaki – podniósł się z uśmiechem, trzymając Heroine w rękach. Jednak po jego policzkach nadal spływały łzy szczęścia, co Husky rozpoznała troszkę później. Spojrzała również na swojego Harukę, który mimowolnie lekko się uśmiechnął. Szczeknęła szybko, przez co on zwrócił ku niej głowę. Sunia wyciągnęła w jego stronę łapki.
– Nie lubisz mnie? – zaśmiał się czerwonowłosy chłopak. Heroine polizała go jeszcze po nosie, jednak zaraz została odebrana mu przez Haru. – Oj Hau-chan, Haru-chan. Nie przedstawiłeś nas jeszcze – mruknął chłopak, drapiąc pod brodą sunie.
– Ja to zrobię! – zawołał Nagisa i zaraz stał pomiędzy Haru a czerwonowłosym chłopakiem. – Rin, to mała Heroine – wskazał na Husky. – Heroine, to Rin-chan – powiedział, przez co 'Rin-chan' zgromił go wzrokiem. Blondynek szturchnął go lekko w ramię, po czym uśmiechnął się.
Haru postawił sunie, po czym wszyscy z chłopaków zaczęli pływać w basenie. Heroine podeszła do brzegu basenu, po czym delikatnie zamoczyła w zimnej wodzie łapę, przez co przeszedł ją dreszcz. Zastanawiało ją to, jak oni wszyscy mogli pływać w tak zimnej wodzie. Wzruszyła jedynie 'ramionami' po czym położyła się na słońcu.
Po kilkudziesięciu miesiącach spędzonych razem z Haru, Heroine strasznie się do niego przywiązała. Chodziła z nim wszędzie. Haruka zawsze znajdywał dla niej wolny czas. Dzisiaj było tak samo. Heroine posłusznie wstała z łóżka po czym stanęła w drzwiach, czekając aż Haruka nałoży je obrożę.
- Idę - zawołał chłopak, podchodząc do niej i głaskając ją za uchem. Założył wcześniej wspomnianą rzecz, po czym biorąc w ręce smycz otworzył drzwi. Suczka wyszła spokojnie z pomieszczenia, po czym usiadła, czekając aż jej właściciel zamknie drzwi. Po chwili już szli jedną z ulic Tokyo.
- Gdzie dziś idziemy, Heroine-chan?- zapytał, patrząc na suczkę, po czym delikatnie się uśmiechnął. Husky rozejrzała się wokół i gdy zobaczyła park, załapał Haru za rękę, po czym zaczęła biec w tamtą stronę. - Nie biegnij tak - zaśmiał się chłopak i stanął, przyglądając się suczce. Ta popatrzyła na niego maślanymi oczami. Haruka zaczął się śmiać z miny Heroine. Niestety niedoszli do parku, ponieważ wcześniej jeden z kierowców na przejściu nie zatrzymał się, wręcz przeciwnie, przyśpieszył. Heroine stanęła szybko, patrząc na leżącego Harukę. Podeszła do niego i odgarnęła mu łapą grzywkę, po czym polizała go. W jej głowie wciąż pałętała się jedna myśl. Wstawaj, wstawaj... Husky bez skutku prosiła w myślach, trzymając w pysku rękę jej właściciela. Chwilę później przyjechała karetka, a Heroine zabrał Makoto, razem z Rin'em, którzy przyjechali razem z sanitariuszami. Razem z nią pojechali do mieszkania Haruki.
- Spokojnie, Heroine-chan - powiedział czerwonowłosy chłopak i pogłaskał ją za uchem. Suczka położyła mu łeb na kolanach i spojrzała na jego twarz. Zaraz wpadł Makoto, który ledwo hamował łzy. Husky wiedziała, że coś złego się dzieje. Szybko podbiegła do niego i złapała go za rękę. Mekoto spuścił wzrok.
- Haru, nie żyje - szepnął, jednak wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu to słyszeli. Te słowa trafiły z taką prędkością do głowy Heroine, że na chwilę przywarła do ziemi, po czym zaczęła skomleć. - Już, uspokój się - powiedział, po czym pogłaskał ją po głowie.
Nowa suczka! - Candy
Ksywka : Can
Głos : https://www.youtube.com/watch?v=X024NEsDyC8
Rasa : Owczarek Australijcski
Wiek : rok i pół
Płeć : suczka
Stanowisko : szamanka
Rodzina : nie żyje
Partner : nikt jej nie kocha
Charakter : tajemnicza, nieśmiała, radosna,
Historia : Gdy była mała jej rodzice zmarli. Wychowywała się sama.
Kontakt : TheJukson / juki.pankalla@gmail.com
wtorek, 15 marca 2016
Michelle i Thomson odchodzą!
Ksywka : Tom, Tommy lub Thomas.
Głos : JEREMI
Rasa : Husky | Owczarek niemiecki
Wiek : 6 lat
Płeć : Pies
Stanowisko : Wojownik zachodni
Rodzina :
Mama - Bligrht †
Tata - Cheroon †
Rodzeństwo - Lonlay, Michelle, Codie, Video
Partner : Meredith ♥
Charakter : Co można powiedzieć o Thomsonie. Po pierwsze to straszna gaduła, pyszczek prawie nigdy mu się nie zamyka. Kocha zabawy i robić różne psikusy, jak na swój wiek. Ma świetną smykałkę do tego. Lubi gdy coś się dzieje, a już minuta ciszy lub nudy go przytłacza. Nienawidzi być samotny, więc zawsze się gdzieś wciśnie, gdzie są inne psy. Można powiedzieć, że Tom to bardzo rozrywkowy pies. Nie oznacza to jednak, że nie umie być poważny. Zawsze może taki być, tylko po prostu mu się nie chce i nie widzi w tym większego sensu. Często ma różne ataki śmiechy, śmieje się wtedy z niczego. Często ma problemy, gdyż chętnie się w nie pakuje.
Historia : Jego historia nie jest jakoś rozległa i raczej nie będzie. Urodził się w Sforze Psiego Uśmiechu, z której niechętnie odejdzie.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Kordła ♥ / AKA mcbibek100@gmail.com
Imię : Michelle [czyt. Miczel]
Głos : Paramore
Rasa : Owczarek niemiecki i Husky
Wiek : 6 lat
Płeć : Suczka
Stanowisko : Zielarz
Rodzina :
Mama - Bligrht †
Tata - Cheroon †
Rodzeństwo - Lonlay, Thomson, Codie, Video
Partner : O dziwo jej partnerem jest Niklaus ♥
Charakter : Michelle jest bardzo niezrównoważoną psychicznie suczką, która ma obsesje na różnego rodzaju okaleczaniu innych. Zazwyczaj zainteresowana tylko sobą. Egoistka? Jak najbardziej tak. Dla niej nie liczy się zdanie innych, nawet które może przesądzić o całym zdarzeniu. Wszystko co znajdzie, zostawia sobie i nie oddaje. Nie ma za bardzo poszerzonej listy znajomych. Przyjaźń z nią może być lekko denerwująca i uciążliwa. Jest bardzo silna psychicznie, fizycznie już mniej. Nic jej nie złamie, a różnego typu obelgi i złośliwe docinki i komentarze spływają po niej jak po kaczce. Nigdy nie odezwie się słowem, ponieważ uważa głos i rozmowę za niepotrzebną stratę czasu. Zazwyczaj tylko kiwa głową lub pokazuje rzeczy najbardziej jej potrzebne, których jest niewiele, ponieważ nie jest zbytnio wymagająca od świata. Nigdy nie pomoże i nie chce pomocy od innych, nawet bezinteresownej. Uważa, że ta osoba która chce jej pomóc ma na myśli, że Mich jest kaleką. Mimo wszystko czasami ciepło jej się robi na duszy, że ktoś pomógł takiej chamskiej duszyczce jaką jest Michelle. Wracając do chamskości - zawsze robi problemy, co sprawia jej radość. Właśnie! Michelle ma wyśmienite poczucie humoru, zawsze się śmieje swoim dziwnym, lekko psychicznym śmiechem.
Historia : Urodziła się w Sforze Psiego Uśmiechu, ale bardziej wieży w swoją wymyśloną wersję, w której urodziła się wśród zielonych kosmitów. Miała tam dostatek żywności, ale pewnego dnia, planetę zaatakowały inne ludki i kosmici oddali ją w ręce jej rodziców. Cóż, może nawet to jest prawda.
poniedziałek, 14 marca 2016
Od Shairen CD opowiadania Shasty
Usiadłam pewniej na turkusowym ręczniku, a kiedy pies otrząsnął się z wody, większa część cieczy rozbryznęła się po całej okolicy. Wliczając w to suche dotąd ręczniki, które tylko czekały, aż Shasta wytrze w nie swoją sierść. Nadal go obserwowałam, a ten tylko szeroko się uśmiechał. Po raz kolejny poczułam coś, czego nie potrafię określić; uczucie, że kiedyś go stracę. Skoro uważał opcję zamieszkania razem za mój przelotny wymysł, może jego uczucie też przeminie? A może w ogóle go nie było? Przestań dramatyzować, Shai. Tylko tak sobie wmawiasz! - miałam nadzieję, że chociażby wewnętrzny głos ma trochę racji. Przeturlałam się na brzuch, a Morro brodził łapami w rzece. Dziwiłam się, że nie było mu zimno.
Poczułam, jak łazi po mnie coś niesamowicie ciężkiego. Nie miałam najmniejszej ochoty na upomnienie psa, dlatego pozostawałam w tej samej pozycji. Kiedy moja łapa wygięła się w nienaturalny sposób od razu się uniosłam, jednak na moim grzbiecie nie było niczego, ani także nikogo. Miałam tylko wrażenie, że mojego futra w jakiś dziwny sposób przybyło w ogromnych ilościach..
- Spie*dalaj. - usłyszałam gniewny warkot Shasty, skierowany w moją stronę.
Cały ciężar natychmiast mnie opuścił. Błyskawicznie wstałam, opierając się łapą o miękki kocyk.
- Przesłyszałam się? - zapytałam, unosząc brew.
Nie odpowiadał. Stał wpatrzony w kilka sosen, które leżały na niewielkim, piaszczystym pagórku. Zauważyłam, jak rudy ogon znika za krzewem, niegdyś przynoszącym soczyste owoce malin.
- Już tu nie wracaj! - wrzasnął, nadal przechylając łeb w stronę lasku.
Nie wiedziałam, co zrobić. Z jednej strony chciałam przywalić mu w pysk, ale nei potrafiłam tego zrobić. Nigdy nie umiałam go zranić.
- Jak sobie życzysz. - przyciszyłam głos, jednak Shasta nie odwracał łba.
- Shairen, zaczekaj! - usłyszałam, jak głos samca powoli się oddala. - To nie do Ciebie! On po Tobie łaził, zrozum!
Shasta? Jakoś ją musisz przekonać. Pierwsza kłótnia XDD
Od Shasty CD opowiadania Shairen
-Ładnie ci w fiolecie. - Zaśmiałem się.
-Haha śmieszne. - Parsknęła. - Ale ty też nie wyglądasz najgorzej w zieleni.
Dotarliśmy do rzeki Jafiszof. Od razu wskoczyłem do wody, i zanużyłem w niej swój upaćkany pysk. Popłynąłem głębiej, aż w końcu straciłem pod łapami grunt. Nadarzyła się okazja... Zanurkowałem. Shairen nagle zauważyła, że mnie nie ma i zaczęła się drzeć. Wskoczyła do lodowatej wody i zaczęła pływać. Gdy skończył jej się grunt pod łapami, zaczęła histeryzować że nie umie pływać i się utopi. Od razu wkroczyłem do akcji. Wynurzyłem się, podnosząc Shairen do góry. Siedziała na mnie, jak na koniu krzycząc "AAAA PUŚĆ MNIE POTWORZE!". Zacząłem się śmiać. Shairen pacnęła mnie w ucho i prychnęła.
-Jak możesz? Wiesz jak sie wystraszyłam?
-No, wiem. I te twoje wrzaski.. - Zaśmiałem się. Wcześniej, wzięliśmy ze sobą kocyki. Rozłożyłem swój na piasku, i posadziłem tam Shairen, chwilę później okrywając ją ręcznikiem i drugim kocykiem.
-A ty? - Zapytała.
-Ja jestem facetem. Nie potrzebny mi kocyk. - Powiedziałem twardo patrząc się w swoje odbicie.
-Ah no tak..
Po chwili przeniosłem swój wzrok na Shairen.
-Ty tak na serio z tą przeprowadzką?-Zapytałem przekręcając łeb.
-No raczej. - Uśmiechnęła się.
-Musiałbym na to ostro zapracować... - Spojrzałem się w górę.
-Już zapracowałeś.. - Szepnęła. Uśmiechnąłem się. Każde jej słowo, podnosiło mnie na duchu. Nigdy nie lubiłem samotności. Chociaż... Odkąd jestem w tej sforze.. Zawsze spałem u Shairen. Może ten pierwszy raz, kiedy jej dobrze nie znałem. Ale tego nie liczymy. Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Ciekaw jestem.. Czy zgodzi się na partnerstwo?
Shairen? B)
Od Meversue'a - C.D Opowiadania Suzzie
- Księżniczka przyszła do zamku - westchnął Mever.
- Ona NIE jest Twoją księżniczką. - warknął Alfa.
- Niestety, muszę się z tym pogodzić. - dopowiedział Sue, stąpając już na ziemistej ścieżce.
Suzzie? Wybacz, że takie krótkie, ale jak pisałem - Bezwen.
Od Shairen - C.D Opowiadania Shasty
Chciałam, żeby ten dzień trwał wiecznie. Te wszystkie rzeczy, które dzisiaj się wydarzyły z pewnością będą się zaliczać do najlepszych. Nie potrafiłam sobie wyobrazić Shasty z próbą odmowy wcześniejszej opcji.. Co bym wtedy czuła? Ból. Piekielny ból, którego niczym nie dałoby się uśmierzyć. Ale.. czym ja się wówczas martwiłam? Shasta przecież szybko mi uświadomił, co do mnie czuje. Chociaż, mógł to zrobić tylko dlatego, żeby nie sprawić mi przykrości.. Jednak uważam, że to mało prawdopodobne. Błyskawicznie przyciągnęłam go do siebie, a kilka łez spływających po moim policzku zwilżyło jego futro. Nie chciałam być uznawana za słabą, ale nigdy nie cofnęłabym tamtych łez. Wtuliłam się w jego sierść, uważając przy tym na jego łapę. Stałam tam dosyć długo, a chłodny, wiosenny wietrzyk delikatnie mierzwił naszą sierść. Kiedy samiec lekko się cofnął, dostrzegłam fioletowe ślady farb tuż pod jego łapami. Zaśmiałam się, kiedy zaczął nerwowo się rozglądać.
- Chodź, musimy Cię umyć. - westchnęłam, a uśmiech na moim pysku nie miał najmniejszego zamiaru odpuścić.
- Ciebie też, Shai - zacmokał, przewracając mnie na plecy. Zaczął wklepywać zimną maź w moje futro.
- Przestań! - wrzasnęłam, próbując wyrwać się z pułapki.
Shasta momentalnie odskoczył w bok, unikając przy tym mocnego ciosu łapą. Jego łobuzerski uśmiech utrzymywał się aż do Rzeki Jafiszof. Nie wiedziałam, za co go kocham; może za ten piękny uśmiech, wygląd, czy sam charakter? Ale.. czy on zgodzi się na partnerstwo?
Shasta? B)

