Po chwili wyplułam kawałek sarny...spojrzałam na psa i na pierścionek i
głośno powiedziałam "Tak" Przytuliłam psa mocno i pocałowałam go
pyszczek.Pierścionek był na pewno bardzo drogi.Na pewno Rocky wydał za
niego dość sporo pieniędzy.Muszę mu się jakoś odwdzięczyć.Tylko jak...?
Może po porodzie coś wymyślę.
~Następnego dnia~
Gdy się obudziłam zobaczyłam tacę z jedzeniem.Znajdowały się na niej
różne rodzaje mięsa.Mniam,miałam już ochotę to zjeść ale zaczekałam na
Rockiego.
-To ty to przyrządziłeś? - uśmiechnęłam się.
Rocky? ;3
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Od Honey CD opowiadania Roney'a
Pokiwałam głową twierdząco. Nagle zebrało mnie na takie mdłości, że nie odważyłam się otworzyć pyska.
Wybiegłam przed jaskinię i zwymiotowałam. Zakręciło mi się w głowie. Doczołgałam się do legowiska i padłam na nie jak nieżywa.
- Eee... Hon? - zapytał Roney. Spojrzałam na niego. - Wszystko w porządku? - zaniepokoił się.
- Tak... - wychrypiałam i natychmiast zacisnęłam usta, bo mdłości znów mnie napadły.
- Może chodźmy do lekarza?
Pokręciłam głową.
- Czemu?
- Bo po prostu nie chce - szepnęłam. Ból brzucha i głowy nasilił się.
- A może ty jesteś w ciąży? - spoważniał Ron.
- Może... - wyszeptałam i... zemdlałam.
Roney? Brak weny :C
Wybiegłam przed jaskinię i zwymiotowałam. Zakręciło mi się w głowie. Doczołgałam się do legowiska i padłam na nie jak nieżywa.
- Eee... Hon? - zapytał Roney. Spojrzałam na niego. - Wszystko w porządku? - zaniepokoił się.
- Tak... - wychrypiałam i natychmiast zacisnęłam usta, bo mdłości znów mnie napadły.
- Może chodźmy do lekarza?
Pokręciłam głową.
- Czemu?
- Bo po prostu nie chce - szepnęłam. Ból brzucha i głowy nasilił się.
- A może ty jesteś w ciąży? - spoważniał Ron.
- Może... - wyszeptałam i... zemdlałam.
Roney? Brak weny :C
Od Rocky'ego CD opowiadania Navedy
Naveda jest w ciąży dopiero kilka dni, a ja latam wokół niej i co chwila pytam się czy czegoś nie potrzebuje. Suczka najwyraźniej ma mnie dosyć.
- Rocky, daj mi trochę spokoju... - mruknęła gdy po raz setny spytałem się jej czy dobrze się czuje.
- A jak ci się coś stanie? - zapytałem retorycznie.
- To ci o tym powiem - burknęła i weszła do jaskini. Może pójdę upolować jakaś pyszną sarnę dla Nav?
- Kochanie, idę na polowanie! - krzyknąłem. Odpowiedzią była cisza. Westchnąłem i pobiegłem przed siebie. Po dziesięciu minutach biegu złapałem trop sarny. Poszedłem tym tropem i napotkałem samotne zwierzę. Szybko je upolowałem i zaniosłem Navedzie. Razem zjedliśmy tę sarnę. Potem klęknąłem. Wyciągnąłem ten pierścionek:

- Naveda, wyjdziesz za mnie?
Naveda? C;
- Rocky, daj mi trochę spokoju... - mruknęła gdy po raz setny spytałem się jej czy dobrze się czuje.
- A jak ci się coś stanie? - zapytałem retorycznie.
- To ci o tym powiem - burknęła i weszła do jaskini. Może pójdę upolować jakaś pyszną sarnę dla Nav?
- Kochanie, idę na polowanie! - krzyknąłem. Odpowiedzią była cisza. Westchnąłem i pobiegłem przed siebie. Po dziesięciu minutach biegu złapałem trop sarny. Poszedłem tym tropem i napotkałem samotne zwierzę. Szybko je upolowałem i zaniosłem Navedzie. Razem zjedliśmy tę sarnę. Potem klęknąłem. Wyciągnąłem ten pierścionek:
- Naveda, wyjdziesz za mnie?
Naveda? C;
Odchodzą!
SYJA (moje pieski xd)!
Imię : Vawes [Czyt. Łejws]
Ksywka : Vaw lub West
Głos : MandoPony
Rasa : Owczarek niemiecki | Samoyed
Wiek : 2 lata
Płeć : Pies
Urodziny : 3 Dzień Jesieni
Stanowisko : Pisarz
Rodzina :
Matka – Coco
Imię : Sunny
Ksywka : Możesz mówić jak chcesz i tak nie zwraca na to uwagi.
Głos : AronChupa
Rasa : Belgian Shepherd
Wiek : 4 Lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 13 Dzień Lata
Stanowisko : Szamanka
Rodzina : Dawno zginęła, więc nie warto o nich wspominać. Jedną z nich jest przybrana siostra Amazukii. Choć Sunny myśli, że jest jej prawdziwą siostrą.
Partner : Kiedyś Diamond. Niech spoczywa w pokoju. [*]
Charakter : Sun jest jednym słowem denerwująca. Zraża większość ludzi swoim charakterem. Zazwyczaj wyluzowana, lecz gdy zżera ją stres musi się wyśmiać. Zawsze niezdecydowana, buja w obłokach. Nie boi się mówić co myśli. Zawsze wtrąci swoje zdanie. Jest twarda, więc nie łatwo ją obrazić lub zgnębić. Odważna, lecz bez nadmiaru. Wszystko bierze nie na poważnie. Nigdy nie będzie cię słuchać, tylko w ważnych sprawach. Ma swoje zasady których się trzyma i za nic ich nie złamie. Naśmiewa się z życia, choć wiele ją ono nauczyło. Zawsze poda pomocną dłoń, tylko zależy komu. Jeżeli myślisz, że utniesz sobie z nią wesołą pogawędkę, to nie dziw się jak powie Ci parę suchych słów których możesz nie zrozumieć, lecz dla niej będą miały dużą wartość. Możesz jej nie zrozumieć ale to nic złego, ona też czasami siebie nie rozumie. Jeżeli ma jakiś cel, to dąży do niego z całych swoich sił.
Historia : Urodziła się w niewielkim miasteczku w meksyku. Mieszkała w nim nie więcej niż trzy miesiące. Pierwszym celem małego szczeniaka, było przeżyć. W końcu wzięła się w garść i nie pozwalała pomiatać sobą, przez inne uliczne psy. W końcu znalazła jakiś dom. Znalazła sforę, która mieszkała na przedmieściach jakiegoś większego miasta w USA. Mimo iż była to sfora, każdy musiał pilnować siebie i nie wtrącać się w sprawy innych. W końcu to życie się znudziło i Sunny odeszła. Jakoś nie płakali za nią, co by było nie lada zjawiskiem. Po kilku dniach znalazła tą sforę i na razie nigdzie się nie wybiera.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Kordła ♥
***Powód***
Bo tak :v
Imię : Vawes [Czyt. Łejws]
Ksywka : Vaw lub West
Głos : MandoPony
Rasa : Owczarek niemiecki | Samoyed
Wiek : 2 lata
Płeć : Pies
Urodziny : 3 Dzień Jesieni
Stanowisko : Pisarz
Rodzina :
Matka – Coco
Ojciec –Damon †
Bracia - Jammy† ,
Skillet †, Tyler, Rubens, Kai
Siostry - Meredith, Josie, Tähti†, Jasmine†
Ciotki – Quiet †, Qetsiyah Suzzie, Another, Rachel
Wujkowie – Snowy, Ferraro, Jocker
Kuzyni/Kuzynki –
Niklaus, Haley, Scarlett, Levar, Snowflake,Valentino, Cortney
Babcia – Ace
Dziadek – Mashine
Partner : Podoba mu się Aurora i nie odpuści.
Charakter : Vawes to bardzo spokojny i miły pies. Zawsze się uśmiecha i pomoże, nawet gdy ktoś tego nie chce. Nie lubi być w centrum uwagi, bo bardzo go to stresuje. Lubi się śmiać i zawsze powie jakiś dowcip. Ma wiele marzeń, którymi lubi dzielić się z innymi. Chętnie rozmawia, ale jest też z niego dobry słuchacz. Zawsze da jakąś rade.
Historia : Urodził się tu.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Kordła ♥ / AKA mcbibek100@gmail.com
Partner : Podoba mu się Aurora i nie odpuści.
Charakter : Vawes to bardzo spokojny i miły pies. Zawsze się uśmiecha i pomoże, nawet gdy ktoś tego nie chce. Nie lubi być w centrum uwagi, bo bardzo go to stresuje. Lubi się śmiać i zawsze powie jakiś dowcip. Ma wiele marzeń, którymi lubi dzielić się z innymi. Chętnie rozmawia, ale jest też z niego dobry słuchacz. Zawsze da jakąś rade.
Historia : Urodził się tu.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Kordła ♥ / AKA mcbibek100@gmail.com
Imię : Sunny
Ksywka : Możesz mówić jak chcesz i tak nie zwraca na to uwagi.
Głos : AronChupa
Rasa : Belgian Shepherd
Wiek : 4 Lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 13 Dzień Lata
Stanowisko : Szamanka
Rodzina : Dawno zginęła, więc nie warto o nich wspominać. Jedną z nich jest przybrana siostra Amazukii. Choć Sunny myśli, że jest jej prawdziwą siostrą.
Partner : Kiedyś Diamond. Niech spoczywa w pokoju. [*]
Charakter : Sun jest jednym słowem denerwująca. Zraża większość ludzi swoim charakterem. Zazwyczaj wyluzowana, lecz gdy zżera ją stres musi się wyśmiać. Zawsze niezdecydowana, buja w obłokach. Nie boi się mówić co myśli. Zawsze wtrąci swoje zdanie. Jest twarda, więc nie łatwo ją obrazić lub zgnębić. Odważna, lecz bez nadmiaru. Wszystko bierze nie na poważnie. Nigdy nie będzie cię słuchać, tylko w ważnych sprawach. Ma swoje zasady których się trzyma i za nic ich nie złamie. Naśmiewa się z życia, choć wiele ją ono nauczyło. Zawsze poda pomocną dłoń, tylko zależy komu. Jeżeli myślisz, że utniesz sobie z nią wesołą pogawędkę, to nie dziw się jak powie Ci parę suchych słów których możesz nie zrozumieć, lecz dla niej będą miały dużą wartość. Możesz jej nie zrozumieć ale to nic złego, ona też czasami siebie nie rozumie. Jeżeli ma jakiś cel, to dąży do niego z całych swoich sił.
Historia : Urodziła się w niewielkim miasteczku w meksyku. Mieszkała w nim nie więcej niż trzy miesiące. Pierwszym celem małego szczeniaka, było przeżyć. W końcu wzięła się w garść i nie pozwalała pomiatać sobą, przez inne uliczne psy. W końcu znalazła jakiś dom. Znalazła sforę, która mieszkała na przedmieściach jakiegoś większego miasta w USA. Mimo iż była to sfora, każdy musiał pilnować siebie i nie wtrącać się w sprawy innych. W końcu to życie się znudziło i Sunny odeszła. Jakoś nie płakali za nią, co by było nie lada zjawiskiem. Po kilku dniach znalazła tą sforę i na razie nigdzie się nie wybiera.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Kordła ♥
***Powód***
Bo tak :v
niedziela, 30 sierpnia 2015
Od Meredith CD opowiadania Thomson'a
W odpowiedzi kiwnęłam głową i spojrzałam z determinacją na górę. Postawiłam przednie łapy na jej "podnóżu", jeśli można to tak nazwać. Zaczęłam się wdrapywać na górę, Thom robił to samo. Szło nam nadspodziewanie dobrze. Góra nie była bardzo wysoka, ale nasza wędrówka i tak trwała dobre pół godziny, jak nie więcej. Po tym czasie jednak wdrapaliśmy się na sam szczyt. Spojrzałam w dół.
- Piękny widok - szepnęłam.
- Wiem - mruknął rozbawiony Thomson. - Byłem tu już kiedyś.
Nie słuchałam go, tylko zaczęłam spacerować przy krawędzi "Syberii". Naszła mnie ochota na zaśpiewanie czegoś, więc zaczęłam sobie coś nucić. Thom w tym czasie gdzieś zniknął. Po chwili usłyszałam jego zduszony okrzyk:
- Mere, chodź tu!
Pobiegłam w stronę jego głosu. Pies stał przed małym cmentarzykiem. Spojrzałam na Thom'a i jak na komendę, razem podeszliśmy do jednego z nagrobków. Pisało tam:
"Ruben Stewart
13.07.1959 - 08.04.1981
Jessy Stewart
23.09.1961 - 08.04.1981
Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach..."
- Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach? Czyli jakich? - szepnęłam. Thomson zaczął oglądać inne nagrobki. Na wszystkich pisało "Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach..." Thom chciał coś powiedzieć, ale nagle wrzasnął. Podniosłam wzrok. W miejscu cmentarza, wyrósł nagle olbrzymi dwór, którego na pewno wcześniej tu nie było. Zadrżałam.
- Wchodzimy? - zapytał cicho Thomson. Byłam przestraszona, ale kiwnęłam głową. Podeszliśmy do drzwi. Thom miał skoczyć do klamki, ale... Drzwi z cichym skrzypieniem otworzyły się same. Mój towarzysz wszedł do domu, ja za nim. Drzwi zamknęły się z głośnym trzaskiem. Tak się przeraziłam, że zaczęłam biec po schodach na piętro. Tam zobaczyłam długi korytarz. Wszędzie były jakieś drzwi. Ktoś dotknął mojego ramienia. Wrzasnęłam i podskoczyłam. Na szczęście okazało się, że tym kimś był Thomson. Odetchnęłam z ulgą, ale nie na długo. Na końcu korytarza widać była jasne światełko, które zbliżało się do nas. To był... O Matko! To był duch! Ta dziwna siła zbliżyła się do nas.
- Znajdźcie potwora! - coś zahuczało tak, że aż dom się zatrząsł. Wszystko rozbłysło na zielono i duch rozpłynął się w powietrzu. Mimo wszystko ja i Thomson zaczęliśmy wrzeszczeć i uciekać. Zbiegliśmy na parter i popędziliśmy korytarzem. Nagle pod nami otworzyła się zapadnia. Wpadliśmy do... piwnicy? Było tu strasznie ciemno.
- Boję się - przytuliłam się do Thom'a.
- Spokojnie... - jego głos też zadrżał.
- Czemu tu tak dziwnie pachnie? - zaczęłam węszyć.
- Nie wiem - szepnął pies. Poszliśmy do przodu. Nasze oczy przyzwyczaiły się do mroku. Zobaczyliśmy
jakieś ciemne kształty. I w tym samym momencie zrozumieliśmy, co to jest. To były olbrzymie trumny. Setki trumien ciągnących się aż po koniec horyzontu i dalej. Te pomieszczenie było tak wielkie, że nie miało prawa zmieścić się w tym domu. Kolejna paranormalna rzecz. Mnie jednak bardziej interesowały trumny.
- Katakumby... - przełknęłam ślinę.
- Od razu przyszły mi na myśl zombie... - szepnął przerażony Thomson. Podeszłam do najbliższej trumny. Był na niej jakiś dziwny napis, którego nie mogłam rozszyfrować. Nagle, jak w transie, złapałam wieko trumny i je podniosłam. Gdy zobaczyłam szkaradną zawartość trumny, zaczęłam wrzeszczeć wniebogłosy, przerażona dogłębnie. "Zawartość trumny", ku mojemu jeszcze większemu przerażeniu, poruszyła się i wyciągnęła w mą stronę swoją trupią rękę. W tym samym czasie wszystkie trumny (których było kilka setek) otworzyły się. Obrzydliwe stworzenia zaczęły z nich wypełzać...
Thomson? Wena zaczerpnięta z FNiN'a...
- Piękny widok - szepnęłam.
- Wiem - mruknął rozbawiony Thomson. - Byłem tu już kiedyś.
Nie słuchałam go, tylko zaczęłam spacerować przy krawędzi "Syberii". Naszła mnie ochota na zaśpiewanie czegoś, więc zaczęłam sobie coś nucić. Thom w tym czasie gdzieś zniknął. Po chwili usłyszałam jego zduszony okrzyk:
- Mere, chodź tu!
Pobiegłam w stronę jego głosu. Pies stał przed małym cmentarzykiem. Spojrzałam na Thom'a i jak na komendę, razem podeszliśmy do jednego z nagrobków. Pisało tam:
"Ruben Stewart
13.07.1959 - 08.04.1981
Jessy Stewart
23.09.1961 - 08.04.1981
Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach..."
- Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach? Czyli jakich? - szepnęłam. Thomson zaczął oglądać inne nagrobki. Na wszystkich pisało "Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach..." Thom chciał coś powiedzieć, ale nagle wrzasnął. Podniosłam wzrok. W miejscu cmentarza, wyrósł nagle olbrzymi dwór, którego na pewno wcześniej tu nie było. Zadrżałam.
- Wchodzimy? - zapytał cicho Thomson. Byłam przestraszona, ale kiwnęłam głową. Podeszliśmy do drzwi. Thom miał skoczyć do klamki, ale... Drzwi z cichym skrzypieniem otworzyły się same. Mój towarzysz wszedł do domu, ja za nim. Drzwi zamknęły się z głośnym trzaskiem. Tak się przeraziłam, że zaczęłam biec po schodach na piętro. Tam zobaczyłam długi korytarz. Wszędzie były jakieś drzwi. Ktoś dotknął mojego ramienia. Wrzasnęłam i podskoczyłam. Na szczęście okazało się, że tym kimś był Thomson. Odetchnęłam z ulgą, ale nie na długo. Na końcu korytarza widać była jasne światełko, które zbliżało się do nas. To był... O Matko! To był duch! Ta dziwna siła zbliżyła się do nas.
- Znajdźcie potwora! - coś zahuczało tak, że aż dom się zatrząsł. Wszystko rozbłysło na zielono i duch rozpłynął się w powietrzu. Mimo wszystko ja i Thomson zaczęliśmy wrzeszczeć i uciekać. Zbiegliśmy na parter i popędziliśmy korytarzem. Nagle pod nami otworzyła się zapadnia. Wpadliśmy do... piwnicy? Było tu strasznie ciemno.
- Boję się - przytuliłam się do Thom'a.
- Spokojnie... - jego głos też zadrżał.
- Czemu tu tak dziwnie pachnie? - zaczęłam węszyć.
- Nie wiem - szepnął pies. Poszliśmy do przodu. Nasze oczy przyzwyczaiły się do mroku. Zobaczyliśmy
jakieś ciemne kształty. I w tym samym momencie zrozumieliśmy, co to jest. To były olbrzymie trumny. Setki trumien ciągnących się aż po koniec horyzontu i dalej. Te pomieszczenie było tak wielkie, że nie miało prawa zmieścić się w tym domu. Kolejna paranormalna rzecz. Mnie jednak bardziej interesowały trumny.
- Katakumby... - przełknęłam ślinę.
- Od razu przyszły mi na myśl zombie... - szepnął przerażony Thomson. Podeszłam do najbliższej trumny. Był na niej jakiś dziwny napis, którego nie mogłam rozszyfrować. Nagle, jak w transie, złapałam wieko trumny i je podniosłam. Gdy zobaczyłam szkaradną zawartość trumny, zaczęłam wrzeszczeć wniebogłosy, przerażona dogłębnie. "Zawartość trumny", ku mojemu jeszcze większemu przerażeniu, poruszyła się i wyciągnęła w mą stronę swoją trupią rękę. W tym samym czasie wszystkie trumny (których było kilka setek) otworzyły się. Obrzydliwe stworzenia zaczęły z nich wypełzać...
Thomson? Wena zaczerpnięta z FNiN'a...
sobota, 29 sierpnia 2015
Od Roney'a - CD opowiadania Honey
- No pewnie - uśmiechnąłem się do niej.
Zaczęliśmy się przytulać i spędziliśmy razem noc.
* Następnego dnia *
Obudziłem się wyspany. Honey leżała obok. Zagadnąłem do niej.
- Wyobrażasz sobie biegające szczeniaczki? - spytałem.
Pokiwała głową z uśmiechem. Coś mnie natchnęło. Wyszedłem z jaskini i pobiegłem na pola nazbierać dla niej kwiatków. Kiedy wróciłem już krzątała się po lokum.
- To dla Ciebie - podarowałem jej bukiet.

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Chciałbym mieć parkę a Ty?
Honey?
Zaczęliśmy się przytulać i spędziliśmy razem noc.
* Następnego dnia *
Obudziłem się wyspany. Honey leżała obok. Zagadnąłem do niej.
- Wyobrażasz sobie biegające szczeniaczki? - spytałem.
Pokiwała głową z uśmiechem. Coś mnie natchnęło. Wyszedłem z jaskini i pobiegłem na pola nazbierać dla niej kwiatków. Kiedy wróciłem już krzątała się po lokum.
- To dla Ciebie - podarowałem jej bukiet.
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Chciałbym mieć parkę a Ty?
Honey?
Naveda jest w ciąży!
Matka: Naveda
Ojciec: Rocky
Liczba szczeniąt w miocie: 2 (1 suczka i 1 piesek)
Początek ciąży: 29.08.2015
Data porodu: 05.09.2015
Lekarz prowadzący: Winnie
Od Navedy CD opowiadania Rocky'ego
-Można powiedzieć...będziemy mieć szczeniaki. - uśmiechnęłam się.
Samiec był zaskoczony co było widać po jego mordce i za razem cieszył się jak dziecko.Ciesze się razem z nim,że będę miała szczeniaki po wspaniałych rodzicach.Na pewno wyrosną na silne szczeniaki i zarazem mądre i śliczne.
Rocky? Brak weny xd
Samiec był zaskoczony co było widać po jego mordce i za razem cieszył się jak dziecko.Ciesze się razem z nim,że będę miała szczeniaki po wspaniałych rodzicach.Na pewno wyrosną na silne szczeniaki i zarazem mądre i śliczne.
Rocky? Brak weny xd
piątek, 28 sierpnia 2015
Od Rocky'ego CD opowiadania Navedy
Winnie do nas podeszła.
- Muszę jeszcze raz zbadać Navedę - oznajmiła. Zostałem wyproszony. Próbowałem podsłuchać przez drzwi o czym rozmawiają, jednak nie dało się.Usiadłem zrezygnowany na podłodze. Kilka minut później Winnie zawołała mnie.
- Już wszystko wiadomo. Na szczęście nie jest to nic groźnego. Wręcz przeciwnie - uśmiechnęła się.
Zdziwiły się jej słowa. Spojrzałem na Nav. Miała na pysku szeroki uśmiech i była taka... nienaturalna.
- Nav, kochanie, wszystko w porządku? - zapytałem.
Naveda? Czas wyznać prawdę...
- Muszę jeszcze raz zbadać Navedę - oznajmiła. Zostałem wyproszony. Próbowałem podsłuchać przez drzwi o czym rozmawiają, jednak nie dało się.Usiadłem zrezygnowany na podłodze. Kilka minut później Winnie zawołała mnie.
- Już wszystko wiadomo. Na szczęście nie jest to nic groźnego. Wręcz przeciwnie - uśmiechnęła się.
Zdziwiły się jej słowa. Spojrzałem na Nav. Miała na pysku szeroki uśmiech i była taka... nienaturalna.
- Nav, kochanie, wszystko w porządku? - zapytałem.
Naveda? Czas wyznać prawdę...
Od Navedy CD opowiadania Rocky'ego
Nie chciałam iść do lekarza.Przecież jedno rzygnięcie nikomu jeszcze nie zaszkodziło...Po chwili upadłam na ziemię.
-Naveda co ci?! - zapytał przerażony.
-Nic...mi nie jest.
Niespodziewanie zemdlałam.Przed ślepiami widziałam jedynie ciemność.Po paru minutach obudziłam się.Zaczęłam się rozglądać i domyśliłam się,że jestem u medyka.Oczywiście czułam obecność Rockiego w dodatku.
-Rocky...
-Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się.
Rocky? ^^
-Naveda co ci?! - zapytał przerażony.
-Nic...mi nie jest.
Niespodziewanie zemdlałam.Przed ślepiami widziałam jedynie ciemność.Po paru minutach obudziłam się.Zaczęłam się rozglądać i domyśliłam się,że jestem u medyka.Oczywiście czułam obecność Rockiego w dodatku.
-Rocky...
-Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się.
Rocky? ^^
Od Skyres CD opowiadania Stanley'a
Zbaraniałam.
- Eee... Dobry żart - uśmiechnęłam się niepewnie.
- Ale to nie jest żart - odparł poważnie pies.
- Ale... Masz takie ładne futro - wymyśliłam na poczekaniu. - Szkoda byłoby je ścinać...
Stanley wzruszył ramionami i odwrócił się, odchodząc. Westchnęłam i również poszłam w swoją stronę, dysząc od upału. Postanowiłam pójść na plażę. Było tam cicho i spokojnie. Zaczęłam moczyć łapy w wodzie. Usłyszałam kroki. Odwróciłam się i zobaczyłam Stana. W futrze.
- Nikt nie chce mnie ostrzyc - jęknął.
- Ja mogę to zrobić - posłałam mu zawadiacki uśmiech. - Mam nawet maszynkę...
Pokazałam mu pożądane narzędzie.
- Tnij - zarządził pies. Podeszłam do niego, włączyłam maszynkę i przycisnęłam ją do jego futra....
Stanley? xd
- Eee... Dobry żart - uśmiechnęłam się niepewnie.
- Ale to nie jest żart - odparł poważnie pies.
- Ale... Masz takie ładne futro - wymyśliłam na poczekaniu. - Szkoda byłoby je ścinać...
Stanley wzruszył ramionami i odwrócił się, odchodząc. Westchnęłam i również poszłam w swoją stronę, dysząc od upału. Postanowiłam pójść na plażę. Było tam cicho i spokojnie. Zaczęłam moczyć łapy w wodzie. Usłyszałam kroki. Odwróciłam się i zobaczyłam Stana. W futrze.
- Nikt nie chce mnie ostrzyc - jęknął.
- Ja mogę to zrobić - posłałam mu zawadiacki uśmiech. - Mam nawet maszynkę...
Pokazałam mu pożądane narzędzie.
- Tnij - zarządził pies. Podeszłam do niego, włączyłam maszynkę i przycisnęłam ją do jego futra....
Stanley? xd
Od Rocky'ego CD opowiadania Navedy
* Po zjedzeniu ciastek *
- Nav, może zamieszkamy razem? - zaproponowałem.- No jasne! - suczka zamerdała ogonem.
- To może jutro rano się spotkamy i poprzenosimy twoje rzeczy do mojej jaskini?
- Okej - rzekła.
- To do jutra kochanie - pocałowałem ją w policzek i wróciłem do swojej jaskini.
* Następnego dnia *
Właśnie przeniosłem wszystkie rzeczy Navedy do swojej jaskini. Suczka źle się czuła, więc tylko leżała i mnie obserwowała.- Na pewno nie pójdziesz do lekarza? - spytałem zaniepokojony.
- Nie, nic mi nie jest - zapewniła mnie Nav i... zwymiotowała. Nagle do głowy wpadła mi myśl. A jeśli ona... jest w ciąży?
Naveda? :3
Wielki powrót!
Rocky i Naveda znów są parą! Życzymy dużo miłości, szczęścia i słodkich szczeniaczków ;3 Jeszcze raz gratulacje!
Rocky&Naveda
Od Navedy CD opowiadania Rocky'ego
Jego pytanie "Czy... zostaniesz moją partnerką?" zadziwiło
mnie...Myślałam,że samiec mnie już kocha,że już nie liczę się dla niego
,a tu BUM! Jednak teraz wiem,że samiec mnie nadal kocha i chce ze mną
spędzić resztę dni.
-Jasne,że zostanę twoją partnerką. - uśmiechnęłam się i wtuliłam się w jego futro.
-Ciesze się. - odwzajemnił gest.
-Wiesz...skoro już jesteśmy razem to zapraszam cię do mnie.Ugotowałam ciastka. - oznajmiłam uśmiechając się.
Rocky? c:
-Jasne,że zostanę twoją partnerką. - uśmiechnęłam się i wtuliłam się w jego futro.
-Ciesze się. - odwzajemnił gest.
-Wiesz...skoro już jesteśmy razem to zapraszam cię do mnie.Ugotowałam ciastka. - oznajmiłam uśmiechając się.
Rocky? c:
Od Ferraro- CD opowiadania Aury
Równie lekko się zaśmiałem. Potem usiadłem i przez głowę przeleciało mi kilka psów.
- Wolisz bardziej spotkać się z psem czy suczką?- zapytałem.
- Na dobry początek zacznijmy od suczki.- zaśmiała się.
- Okeeey... To moooże... Alana? Sunny? Coco!
- Miłe są?- zaniepokoiła się.
- Chyba właśnie takie wybrałem.- mrugnąłem.- Zaprowadzę cię do Alany.
***u Alany***
- Siema, Al!-przybiłem jej piątkę... Yyy.. To znaczy chciałem ale ona najwidoczniej nie.
- Cześć.- na jej pysku ukazał się lekki uśmiech.
- Przedstawiam ci Aurę.- wskazałem na suczkę.- Zapoznacie się może?
Alana? Aura?
- Wolisz bardziej spotkać się z psem czy suczką?- zapytałem.
- Na dobry początek zacznijmy od suczki.- zaśmiała się.
- Okeeey... To moooże... Alana? Sunny? Coco!
- Miłe są?- zaniepokoiła się.
- Chyba właśnie takie wybrałem.- mrugnąłem.- Zaprowadzę cię do Alany.
***u Alany***
- Siema, Al!-przybiłem jej piątkę... Yyy.. To znaczy chciałem ale ona najwidoczniej nie.
- Cześć.- na jej pysku ukazał się lekki uśmiech.
- Przedstawiam ci Aurę.- wskazałem na suczkę.- Zapoznacie się może?
Alana? Aura?
Od White'a CD opowiadania Rose Robin
- Możemy - przyznałem. - Ale to jutro.
- No dobrze...
- A teraz postaraj się zasnąć - pocałowałem Rose w czoło.
- White? - zapytała.
- Hm?
- Kocham cię... - mruknęła.
- Ja ciebie też - odparłem. Potem zasnęliśmy.
- No dobrze...
- A teraz postaraj się zasnąć - pocałowałem Rose w czoło.
- White? - zapytała.
- Hm?
- Kocham cię... - mruknęła.
- Ja ciebie też - odparłem. Potem zasnęliśmy.
* Rano *
Ja i Rose, stanęliśmy na granicach sfory, przygotowani do wędrówki.
- To co, gotowa na wielką przygodę?
Rose? Sorry że krótkie, brak weny...
Od Honey CD opowiadania Roney'a
- Niedługo kończę trzy lata, więc... możemy - pocałowałam psa. Roney odwzajemnił pocałunek. I tak nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Zaczęliśmy turlać się po ziemi. Chyba nie muszę mówić, co działo się dalej...
* Rano*
Obudziłam się przytulona do Rona. Momentalnie przypomniałam sobie wczorajszą "rozrywkę" i błogo się uśmiechnęłam. Może coś z tego wyjdzie?... Na razie postanowiłam pójść na polowanie. Pocałowałam śpiącego jeszcze Roney'a w policzek i wyszłam z jaskini. Poszłam do Zielonego Zagajnika. Z nosem przy ziemi przeszłam kilka metrów i wyczułam zająca. Pobiegłam w stronę nikłej woni i zobaczyłam szaraka. Zaczęłam go gonić. W końcu złapałam go i udusiłam. Zjadłam go w całości i wróciłam do jaskini. Tam zastałam mojego partnera już obudzonego.
- Hej ślicznotko - przywitał się ze mną. - Zastanawiałem się, gdzie jesteś.
- Byłam na polowaniu - odparłam.
- A jak ci się spało? - wymruczał mi w ucho Ron.
- Po wczorajszej nocy wspaniale - uśmiechnęłam się szeroko.
- Chciałabyś, żeby coś z tego wyszło? - zapytał pies.
- Chciałabym - powiedziałam.
- Może odwiedzimy twoich rodziców?
- No dobrze - rzekłam.
* W jaskini moich rodziców *
- Mamo, tato, ja i Ron myślimy o założeniu rodziny - wypaliłam, po czułym przywitaniu z rodzicami.
- Och, kochanie - mama mnie przytuliła. - Pamiętam jak jeszcze nie dawno byłaś taka malutka... A teraz znalazłaś sobie kochającego partnera i chcesz założyć rodzinę...
- Nie rozklejaj się mamo - szeroko się uśmiechnęłam. - Czyli się cieszysz?
- Oczywiście - mama była rozpromieniona.
- A ty, tato? Cieszysz się? - spytałam z obawą.
- A nie za wcześnie te "zakładanie rodziny"?
- Tato, mam prawie trzy lata - przewróciłam oczami. - Jak ty i mama też zakładaliście rodzinę, to byliście w podobnym wieku.
- W sumie... No dobra, cieszę się - przyznał tata. Chwilę jeszcze porozmawialiśmy, a potem ja i Roney poszliśmy do swojej jaskini. Był już wieczór.
- To co, robimy powtórkę z wczorajszej nocy?
Roney? :3
czwartek, 27 sierpnia 2015
Od Suzzie CD opowiadania Rayan'a
- Bagna - rzuciłam. Rozpierała mnie energia, czułam że mogę zrobić wszystko. A więc zrobiłam podwójne salto w powietrzu. Rayan roześmiał się.
- Co ty taka szczęśliwa? - zapytał, obserwując moje wyczyny.
- Dzisiaj rano stwierdziłam, że życie jest piękne - uśmiechnęłam się szeroko.
- Zależy dla kogo - burknął pies. Obserwowałam go kątem oka.
- Chodzi ci o te rany, czy o... - ugryzłam się w język. Chciałam powiedzieć "twoją byłą". - Nie ważne, zapomnij.
Uśmiechnęłam się przepraszająco. Roy machnął łapą, dając mi do zrozumienia że nic się nie stało.
Co mam teraz powiedzieć? Milczałam. Mój dobry humor zaczął powoli zanikać.
- Rozchmurz się - odezwał się Rayan. Spojrzałam na niego.
- To mnie rozbaw - mruknęłam.
- Ale jak? - zamyślił się pies. - Proszę, rozchmurz się - zrobił słodkie oczka.
- Dla takich oczek zrobię wszystko - roześmiałam się.
- I widzisz?! Już się śmiejesz! - wykrzyknął zwycięsko.
- Musisz mnie nauczyć robienia takich oczek...
- Zaśpiewasz coś? - przerwał mi.
- Nie umiem śpiewać - westchnęłam.
- No weź... - znowu te oczka. Posłusznie zaśpiewałam:
"Pamiętam wcześniejsze życie
Odległe marzenia i zamknięte drzwi
Wtedy przyszedłeś, wtedy przyszedłeś
Strach przed upadkiem, przed byciem wolną
Zawsze był naszym najgorszym wrogiem
Nie to, co ty widzisz
Wzięłam trochę czasu, by uświadomić sobie
Że nie mogę robić tego sama, sama
Nie ma grawitacji, gdy jesteś obok mnie
Ty zawsze powstrzymujesz mnie od upadku,
jak spadochron
Kiedy mnie trzymasz, ja ledwo oddycham
Ty zawsze powstrzymujesz mnie od upadku, od upadku
Jak spadochron
Jesteś moim spadochronem
Z tobą wszystko się zaczyna
Czuję się dobrze we własnej skórze
Tak żywa, jestem tak żywa
Wiem, że życie nie zamierza być perfekcyjne
Wzloty i upadki są go warte
Tak długo jak ja, ja będę z tobą"
- Jednak umiesz śpiewać - stwierdził Rayan.
- Mam kilka piosenek w zanadrzu, ale innym razem je zaśpiewam - odparłam. W końcu doszliśmy na Bagna. Było tu cicho i spokojnie. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Będzie raczej nudno - pokręcił głową Roy.
- Nie będzie, jak ty coś zaśpiewasz - rzekłam z błyskiem w oku.
Rayan? Brak weny...
- Co ty taka szczęśliwa? - zapytał, obserwując moje wyczyny.
- Dzisiaj rano stwierdziłam, że życie jest piękne - uśmiechnęłam się szeroko.
- Zależy dla kogo - burknął pies. Obserwowałam go kątem oka.
- Chodzi ci o te rany, czy o... - ugryzłam się w język. Chciałam powiedzieć "twoją byłą". - Nie ważne, zapomnij.
Uśmiechnęłam się przepraszająco. Roy machnął łapą, dając mi do zrozumienia że nic się nie stało.
Co mam teraz powiedzieć? Milczałam. Mój dobry humor zaczął powoli zanikać.
- Rozchmurz się - odezwał się Rayan. Spojrzałam na niego.
- To mnie rozbaw - mruknęłam.
- Ale jak? - zamyślił się pies. - Proszę, rozchmurz się - zrobił słodkie oczka.
- Dla takich oczek zrobię wszystko - roześmiałam się.
- I widzisz?! Już się śmiejesz! - wykrzyknął zwycięsko.
- Musisz mnie nauczyć robienia takich oczek...
- Zaśpiewasz coś? - przerwał mi.
- Nie umiem śpiewać - westchnęłam.
- No weź... - znowu te oczka. Posłusznie zaśpiewałam:
"Pamiętam wcześniejsze życie
Odległe marzenia i zamknięte drzwi
Wtedy przyszedłeś, wtedy przyszedłeś
Strach przed upadkiem, przed byciem wolną
Zawsze był naszym najgorszym wrogiem
Nie to, co ty widzisz
Wzięłam trochę czasu, by uświadomić sobie
Że nie mogę robić tego sama, sama
Nie ma grawitacji, gdy jesteś obok mnie
Ty zawsze powstrzymujesz mnie od upadku,
jak spadochron
Kiedy mnie trzymasz, ja ledwo oddycham
Ty zawsze powstrzymujesz mnie od upadku, od upadku
Jak spadochron
Jesteś moim spadochronem
Z tobą wszystko się zaczyna
Czuję się dobrze we własnej skórze
Tak żywa, jestem tak żywa
Wiem, że życie nie zamierza być perfekcyjne
Wzloty i upadki są go warte
Tak długo jak ja, ja będę z tobą"
- Jednak umiesz śpiewać - stwierdził Rayan.
- Mam kilka piosenek w zanadrzu, ale innym razem je zaśpiewam - odparłam. W końcu doszliśmy na Bagna. Było tu cicho i spokojnie. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Będzie raczej nudno - pokręcił głową Roy.
- Nie będzie, jak ty coś zaśpiewasz - rzekłam z błyskiem w oku.
Rayan? Brak weny...
Virganie i Izaya odchodzą!
Izaya i Virganie odchodzą! Ale wrócą.
Imię: Izaya
Ksywka: Iza,innych nie posiada.
Głos: Miley Cyrus
Rasa: Doberman
Wiek: 1 rok
Płeć : Suczka
Urodziny : 13 Dzień Jesieni
Stanowisko : Wojownik
Rodzina :
Matka - Trema
Ojciec - Dragon
Siostry - Cathie
Bracia - Foxy,Choker
Partner : Szuka "księcia z bajki" Nie no ...kogo ja oszukuję.Jest samo wystarczalna.
Charakter : Z natury jestem 'niepoprawną' suką.Tak to prawda.Na ogół jestem śmiała,zabawna,stanowcza,odważna,wierna.Czasem jestem nieznośna,ale to tylko czasem.Wielbię kochany świat snów,połowę mojego serca oddałam smoku o imieniu "Mir" Nie znoszę suk,które uważają się za "najlepsze" Większość czasu spędza na świeżym powietrzu.
Historia : Izaya urodziła się w niewielkim miasteczku dokładnie na wsi "Texas" Wraz z trójką pozostałych szczyli.Miał być to miot nie planowany...ale tak jakoś wyszło,że na świat przyszła.Jedyna z rodzeństwa miała zamiłowanie do książek i historii o smokach i tym podobne...Zza młodu Iza siadała koło kominka na dywan i wsłuchiwała się w opowieści o smokach,które opowiadał jej właściciel.
~Parę tygodniu pózniej~
Nadszedł dzień sprzedawania szczeniaków do domów w tym Izaye.Sunia ta to wyczuła i postanowiła uciec od domu.Nie chciała być oddana do jakiegoś domu.Zebrała ze sobą jedynie książkę o opowieściach o smokach i innych mitycznych stworzeniach.Przemierzając przez tereny, Izaya napotkała jakiegoś Kelpie.Nie zbyt był wysoki w porównaniu do Izy.Suka jedynie go zmierzyła wzrokiem po czym przestała się nim interesować.Niespodziewanie kelpie podszedł do niej spoglądaj na jej księgę."O czym jest ta księga?" Doszły do mnie słowa od strony psa.
-O smokach. - wymamrotałam.
Jak się okazało po dłuższej rozmowie z psem okazało się,że zwie się Video i nalezy do nie jakiej sfory psiego uśmiechu.Po namowie przez psa Izaya dołączyła do sfory.Po dotarciu do niej Mashine (przywódca) pozwolił jej zostać.
Upomnienia : 0/4
Kontakt: kinia 800
Imię: Virganie
Ksywka: Vi,lecz nie lubi zbyt tej ksywki
Głos : Delta Goodrem
Rasa : Borzoj
Wiek : 1 rok
Płeć : Suka
Urodziny : 20 dzień lata
Stanowisko : Zielarz
Rodzina :
~Matka Eliza
~Ojciec Vulcan
Partner : Nie dla niej...woli żyć samotnie.
Charakter : Virganie jest szczerą optymistką potrafiącą odnaleźć się w każdej ale to w każdej sytuacji.Nie wie co to znaczy "Strach" Jest bardzo odważna. Nie udaje kogoś kim nie jest.Zawsze jest sobą.Jest neutralna.Nie przepada za psami woli pobyć sama.Nie zna się zbyt na żartach dla tego jest poważna.Żyje terazniejszością nie przeszłością.Unika jakich kol wiek kłótni.
Historia : Urodziłam się w schronisku, moja matka odeszła ode mnie od razu, jak mnie urodziła. Ojca nie znałam, nie miałam nikogo bliskiego z rodziny, a w ogóle... nie miałam żadnej. Byłam jedyna w miocie, nawet nie wiem, czy moja matka rodziła przede mną czy nie, podejrzewam, że nie, w tym wieku co mnie urodziła i tak była dość młoda. Pewnego dnia zaadoptowała mnie mała rodzina, w której znajdował się mały chłopczyk, z 6 lat nie więcej. Gdy spacerował ze mną po podwórku, uciekłam mu z racji takiej, że niewychowane psy na tej samej dzielnicy zaczęły mnie gonić. Chłopca poturbowali, pół godziny po wydarzeniu zjawiła się policja, zabezpieczyli ślady. Bałam się, że mnie znajdą, chociaż... dlaczego się bałam? Jestem tylko psem, za bardzo wczuwam sie w człowieka! Psów się przecież nie zamyka, ale... mogłam znowu wrócić do bidula. Nie chciałam tego z powrotem, uciekłam jak najdalej mogłam, wtedy, podczas mojej wędrówki znalazłam psa, który zaprowadził mnie do pewnej sfory, w której zostałam i nie postanowiłam odchodzić...
Upomnienia : 0/4
Kontakt : kinia 800
Od Rocky'ego CD opowiadania Navedy
Zaprowadziłem Navedę do Alei Zakochanych. Usiedliśmy na ławeczce.
- Pięknie tu - powiedziała suczka.
- Masz rację - przyznałem.
- Coś się stało? - spytała, widząc moje dziwne zachowanie.
- Muszę ci coś powiedzieć - rzekłem.
- Co?
- Wiesz, mimo wszystko ja nadal cię kocham. Chcę cię przeprosić za to zerwanie, to było pod wpływem impulsu. Czy... zostaniesz moją partnerką?
Naveda? Sorry że krótkie ;--;
- Pięknie tu - powiedziała suczka.
- Masz rację - przyznałem.
- Coś się stało? - spytała, widząc moje dziwne zachowanie.
- Muszę ci coś powiedzieć - rzekłem.
- Co?
- Wiesz, mimo wszystko ja nadal cię kocham. Chcę cię przeprosić za to zerwanie, to było pod wpływem impulsu. Czy... zostaniesz moją partnerką?
Naveda? Sorry że krótkie ;--;
Subskrybuj:
Posty (Atom)