sobota, 12 września 2015

Od Niklausa

Wczoraj przeprowadziłem się do mojego nowego domu. Wreszcie sam mogę rządzić swoim życiem. Pomyślałem, że fajnie było by wybrać się do miasta. Poobserwować ludzi... Zwykle podejmuję decyzję bez zastanowienia, więc dzisiaj było to samo. Nawet nie pomyślałem o tym, by wziąć najpotrzebniejsze rzeczy, tylko od razu poszedłem przed siebie. Nie poinformowałem dziadka o tym, że wyjeżdżam na jakiś czas. Gdy przechodziłem przez Łąkę Nieziemskich Fiołków, zauważyłem cień jakiegoś psa. Poszedłem w jego stronę. Pies chyba mnie zauważył, bo zaczął uciekać. Zebrałem się w sobie i zacząłem biec za nim. Pies był bardzo szybki. Przeskakiwał przez wszystkie krzaczki, omijał drzewa... W końcu jednak go dogoniłem i złapałem za ramię. Okazało się, że to suczka. Była bardzo wystraszona. Najwyraźniej sądziła, że chce jej coś zrobić.
- Nie bój się mnie... - poprosiłem. - Nic ci nie zrobię.
Suczka milczała.
- Jestem Niklaus, maleńka - powrócił mój pewny siebie ton głosu. - A ty jak się nazywasz, skarbie?


Avendeer? xd Nie myl tego z podrywem. Klaus zwykle taki jest.

Od Niklaus'a CD opowiadania Michelle

Przyśpieszyłem kroku, goniąc za Michelle która już podchodziła do pnia drzewa.
- Czekaj, to może być niebezpieczne! - krzyknąłem. Zignorowała mnie. Trąciła nosem potężny pień, a w drzewie pojawił się otwór.
- Co to jest?... - szepnęła suczka. Zanim zdołałem odpowiedzieć, wskoczyła do dziury w drzewie. Dziura okazała się tajemnym przejściem. Przeżegnałem się i ostrożnie wlazłem do "dziury". Klapa natychmiast się zamknęła i otoczyła mnie ciemność.
- Michelle?! - zawołałem cicho. Nie było jej tu. Nagle poczułem że ześlizguję się po wewnętrznej "stronie" drzewa w dół, jak po zjeżdżalni. Zacząłem wrzeszczeć. Na końcu mojego szalonego zjazdu wpadłem na coś miękkiego. Michelle.
- Michelle? Michelle! - krzyknąłem. Suczka była nieprzytomna. Z jej pyska sączyła się czarna ciecz... Miałem wrażenie że w tych ciemnościach coś przebiegło. Wzdrygnąłem się. Nie mogłem zostawić Mich samej. Ale tak czy owak nie dam rady wrócić na górę. Muszę iść dalej. Wziąłem suczkę na plecy i z trudem poszedłem przed siebie. W pewnej chwili oparłem się bokiem o ścianę. Najwyraźniej gdzieś tam był włącznik światła, bo zewsząd otoczyła mnie jasność.
Przyjrzałem się pomieszczeniu w którym byłem. Wyglądało to na laboratorium. Ja i Michelle znaleźliśmy się w jakimś bunkrze.
Nie miałem czasu na rozmyślania, bo usłyszałem wrzask. Odwróciłem się gwałtownie i dostałem czymś z całej siły w głowę. Zdążyłem tylko zobaczyć jakieś podejrzane cienie i zemdlałem.



- Trzeba go obudzić. Fallow czeka... - powiedział ktoś w moim otoczeniu. Powoli otworzyłem oczy, przypominając sobie co się stało. Nade mną pochylało się sześć zamaskowanych postaci.
- Obudził się - charknęła jedna postać i złapała mnie za kark. Postać miała czerwone, świecące się oczy. Jej ręka była chuda, pokryta liszajami i kościotrupia. Chciałem krzyknąć ale druga ręka zatkała mi pysk.
- Chodźmy - inna postać przyjrzała się mi. - Fallow jest zła. Trzeba ją uspokoić...
Jaka Fallow? Nic już nie rozumiałem. Pięć postaci poszło przodem, a szósta, trzymając mnie, szła za nimi.
W końcu dotarliśmy do jeziora. Miało na pewno dobre dwadzieścia pięć metrów, pewnie i tak było głębsze. Przy jeziorze było molo. Zamaskowana postać rzuciła mnie sobie pod nogi. Byłem zbyt wystraszony by myśleć o ucieczce. Postać wzniosła ręce i zaczęła mówić coś szybko w innym języku. Gdy skończyła, w wodzie coś się zakotłowało. Z jeziora wynurzyła się przerażająca postać. Miała poskręcane, brudne włosy, łuskowaty ogon, ciemne oczodoły i gębę nadzianą ostrymi zębiskami.

 https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiawHTVjAK7qCypa3C_kTuH-R8plXzDAaaaGnwQgCu138N0nUKDOSSHY_C3Kuy9Wq_NAgb7tfGClOo4k6o3FsHJyRKYFOLTqYGx4si-g6zdMZ0QiL8umVswpGCvpJnbruJ3wYQJ8051i08/s1600/MAMULA+(aka%2BNYMPH,%2B2014)%2B(14).jpg
Zacząłem wrzeszczeć, a jedna z postaci złapała mnie i uniosła.
- To Follow, słonko - zwróciła się do mnie. - Zaraz się z nią bliżej poznasz.
Byłem przerażony. Gdy postać zbliżała się ze mną w stronę potwora, rozpłakałem się jak małe dziecko. Zaraz będę miał bliższy kontakt z tym potworem! Nie!!!...
- Żegnaj kotku... - szepnęła postać i wepchnęła mnie prosto w łapska potwora...


Michelle? Tylko ty możesz mnie uratować.

piątek, 11 września 2015

Od Suzzie CD opowiadania Rayan'a

- Aha - mruknęłam zdziwiona. Nie wiem czemu, ale nie pamiętałam nic z tej całej "imprezy". - Chyba muszę już iść... Wpadniesz po mnie później?
- No jasne - Roy puścił mi oczko. Pożegnałam się z nim i wróciłam do rodzinnej jaskini. Panowało tam wielkie poruszenie. Zobaczyłam załamanego tatę.
- Tato, co się stało?! - spojrzałam na niego.
- Mama oraz Snowy i Coco odeszli - tata mnie przytulił.
- Co?! Czyli zostaliśmy tylko my, Ferraro i Jocker, tak? - przygryzłam wargi.
- Tak... - szepnął tata.
Bez słowa odbiegłam. Czemu oni odeszli? No cóż, nie będę się rozklejać. Ze złością otarłam pojedynczą łzę i udałam się nad Wodospad Cienia. Byłam tu tylko raz. Nie podobało mi się to, że jest tu taka ponura atmosfera. I tak naprawdę dzisiaj mój nastrój po raz pierwszy odpowiadał nastrojowi tego Wodospadu.
- Su? Co ty tu robisz? - usłyszałam za plecami głos Rayan'a. Tak się przeraziłam, że wpadłam do czarnej wody i zaczęłam się topić. Roy przerażony doskoczył do brzegu wodospadu i złapał mnie. Udało mu się wyciągnąć mnie na brzeg.
- Dziękuję - wysapałam, plując wodą na wszystkie strony.
- Nie ma... Jak ty wyglądasz! - przeraził się pies. Przekręciłam swój łeb tak by zobaczyć swoje łapy, kawałek klatki piersiowej i boki. Moje śnieżnobiałe zwykle futro było całe czarne i posklejane w strąki.
- Chodź do jakiejś rzeki czy coś, bo muszę to zmyć - mruknęłam i nagle roześmiałam się w głos. Roy przyłączył się do mnie. Atak śmiechu trwał dobre dziesięć minut. Potem poszliśmy nad jezioro, żebym mogła się umyć. Niestety, szorowałam się pół godziny a błoto ani trochę nie zeszło.
- Co mam zrobić? - jęknęłam. Rayan jednak nie odpowiedział, tylko ryczał ze śmiechu. Do mojej głowy wpadł szatański plan. Doskoczyłam do psa i otarłam się o jego bok.
- Suzzie! - krzyknął. Cały jego bok był czarno-brązowy. Za to moje błoto w ogóle nie zniknęło mimo wytarcia jego części o Rayan'a.
- Teraz oboje jesteśmy czarni - fuknął urażony samiec.
- Nie obrażaj się Roy - zrobiłam słodkie oczka godne samego Rayan'a.
- Nie mogę się gniewać za te oczka.. - zaśmiał się tenże.
- Twoja szkoła. Masz może pomysł, co zrobimy z tym niezmywającym się błotem?


Rayan? ;3

Dorosła Avendeer!

https://scontent-fra3-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/v/t1.0-0/s320x320/11046351_988298731221363_6492906972658668153_n.jpg?efg=eyJpIjoiYiJ9&oh=dbe369f376c0e445138129316720e27e&oe=5669FFD4
Imię : AvendeerKsywka : Ave, Aven, Ever (od odejścia ojca i braci, używa się tylko "Ever"..., ale to inna historia...)
Głos : David Guetta ft. Sia - Titanium
Rasa : Golden Retriver
Wiek : 5 lata
Płeć : Suczka
Stanowisko : Sprinterka
Rodzina : Mama Tasza, "kuzynka" Athena i - bracia Naveen i Sheldon oraz Tata - Joey, którzy odeszli ze SPU
Partner : A kogo to obchodzi ... ?
Charakter : Tasza mówi o Niej " druga Athena ". Wydaje się, że jest bardzo delikatna, ale naprawdę jest na odwrót. Jest baaardzo energiczną suczką. Kocha przygody, podróżowanie wyzwania, zawody i inne tego typu rzeczy. Uwielbia biegać. Poza tym jest ambitna, błyskotliwa, inteligentna, kłótliwa z braćmi, mądra, pogodna, pomysłowa, odważna, oryginalna, rodzinna, towarzyska, troskliwa, uczciwa, ufna, wierna ...  STOP ... Tak było ... kiedyś. Teraz zamknęła się w sobie i stała się suczką chodzącą swoimi drogami, przeważnie stroni od towarzystwa ( zależy jakiego ). Ale niektóre cechy Jej charakteru zostały. Może komuś uda się  przywrócić poprzednią Avendeer ... ?
Historia : Urodziła się w tej sforze. Gdy miała jakieś 9 miesięcy Jej ojciec i bracia odeszli ze sfory. Ever i Jej mama bardzo to przeżyły. Właśnie wtedy zaczęła się Jej przemiana. Na szczęście dla niektórych osób się nie zmieniła ...
Upomnienia : 0/4
Kontakt : elisabeth666@vp.pl

czwartek, 10 września 2015

Od Alexa

Na sam początek dodam... Że dokładnie godzinę temu miałem być u Ross'a... Ale potem postanowiłem, że zaproszę na randkę Athenę. Niestety szukałem Atheny po wszystkich terenach SPU, lecz nie znalazłem jej nigdzie. Jestem typem samotnika. Cóż, więc... Pochodzę sobie. SAM.
***
2 godziny samotności zdecydowanie wystarczyły. Wciąż nie znalazłem Atheny. Zacząłem się martwić. Westchnąłem. Poczucie samotności bywa naprawdę, naprawdę przygnębiające. Muszę znaleźć Jem'a. Nie, nie. On jest zajęty. Loki? Odpada. No to może... Został... Mashine...? Nie, jednak nie. Jest z pewnością smutny od czasów straty Aceland. Ma ważniejsze sprawy niż wysłuchiwanie moich narzekań. Spuściłem głowę i zacząłem iść przed siebie, wpatrując w śnieg. Puszysty, biały śnieg, który dopiero niedawno opadł na ziemię z powodu zimy. Piękny śnieg. Nagle wpadłem na coś. Na coś, lub kogoś.

Ktokolwiek?

Pożegnanie

Tak, to znowu ja. Chciałam się z Wami pożegnać. Spędziłam tutaj niesamowity rok. Kiedy dołączyłam do Sfory Psiego Uśmiechu byłam pierwsza, nie spodziewałam się takiego sukcesu jaki osiągnęła. Na pewno będę nieco tęsknić, a najbardziej za moją paczką : natik880, julcik77, Quarter, Kordła♥, MałySzaryCzłowiek czy JinnyM.
Jak wiadomo nic nie trwa wiecznie. Oczywiście będę tutaj wchodzić co jakiś czas  patrzeć jak się wiedzie. Rozwijajcie się dalej, przewiduję, że czeka Was kolejny wspaniały rok. Życzę powodzenia. Napisałam krótki wierszyk :

Kiedy poczujesz letni powiew wiatru, pierwsze dni wolności, niektóre rzeczy nabierają swojej mocy. Tutaj rok temu, zaglądnęłam do Was i wiedziałam, że to moje miejsce. Spędziłam tutaj niesamowite chwile, ten blog był, jest i będzie nadal częścią mnie a ja pozostanę Ace. Bywały lepsze i gorsze chwile. Nie poddawałam się i walczyłam o Sforę Psiego Uśmiechu. Teraz kiedy wypełniłam swoją misję i widzę, że blog ma się dobrze, mogę odejść bo przecież nic nie trwa wiecznie.
Jak to mówi Vincent wan Gogh : "Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu". Dlatego żegnam się z Wami.




~ Ace

środa, 9 września 2015

Od Honey

- Co?!
Szczęka opadła mi.
- Jak to Roney odszedł?!
- Normalnie - powiedział melancholijnie Alfa. - Ace też odeszła. I Coco, i Snowy.
- Ale czemu?! - byłam zszokowana.
- Nie mam pojęcia. A teraz wybacz, muszę jeszcze przekazać tę wiadomość innym członkom sfory - odwrócił się i zaczął odchodzić.
- Ale Mashine, zaczekaj! - byłam bliska wybuchu płaczu. Czemu Ron mi to zrobił? Mieliśmy założyć rodzinę...
- Co znowu? - Mashine odwrócił się. On też musiał cierpieć. W końcu Aceland byłą jego partnerką kilka lat...
Pies rozumiał co teraz przeżywam, więc podszedł do mnie i krótko mnie przytulił.
- Mashine... Tak właściwie to dzisiaj pierwszy raz rozmawiam z tobą... przejdziemy się? - zapytałam powoli.
- Jasne - odparł krótko. Ruszyliśmy w stronę Zielonego Zagajnika.
- Em.. Wiesz, niewiele o tobie wiem. Mógłbyś mi coś o sobie opowiedzieć?


Mashine? Odpisz szybko :>

wtorek, 8 września 2015

Ace i reszta odchodzi

Już nawet nie stawiam wykrzyknika na końcu. Będąc Alfą e Sforze tak po prostu się nie odchodzi. Nie powinno się. Ale ogłaszane że Ace i reszta odchodzi pozostawiając Mashiego jako samotnika. Wielkie brawa :)

Od Wezy - CD opowiadania Nesty

Uśmiechnąłem się i mocno przytuliełem suczkę.
- Dzisiaj Rose i White zaraszali mnie z Mey na obiad. Może byśmy wpadli? - zapytałem cicho i spojrzałem na Nesty. Miała niezdecydowaną minę. Pewnie. Chciała pójść, lecz przecież jej ojciec...
- Okej - powiedziała, uśmiechając się blado. Wstałem i zacząłem kierowć się w stronę mojej jaskini. Mojej. Nie bżmiało to dobrze. Chciałbym, by była moich rodziców. I w tej chwili uświadomiłem sobie, że jestem maminsynkiem. Z zamyślenia wyrwała mnie Mey.
- No cześć - uśmiechnęła się do mnie. Popatrzyłem na nią z politowaniem i wstałem wywracając ją - Co się stało? - podeszła powoli do Nes.
- Jej ojciec zmarł - powiedziałem cicho i popatrzyłem na Nesty. Suczka chciała już się rozpłakać, lecz stała się dziwna rzecz. Mey podeszła i przytuliła ją, również prawie płacząc. Była na prawdę za dużą empatyczką.
- Dobra, idziemy do Rose? - zapytałem, patr ąc na Mey, później na Nesty.
- Tak - odpowiedziały razem. Uśmiechnąłem się i pocałowałem Nesty. Poczułem również zdziwiony wzrok Mey na sobie.
- Czy ja o czymś nie wiem - zapytała, lecz bardziej twierdziła. Pokiwałem niepewnie głową, lecz gdy zobaczyłem lekki uśmiech na pysku siostry od razu odetchnąłem z ulgą.
- Chodźmy - zaśmiałem się, ponieważ to już chyba trzecia próba wybrania się do Rosie i White'a.

Gdy znaleźliśmy się na miejsu, zostaliśmy mile przywitani.
- Rosie jak długo Cię nie widziałem - powiedziałem przytulając siostrę.
- Taaak - zaśmiała się, przeracając oczami - Widzę, że nowa para - zerknęła na Nesty. Nes uśmiechnęła się i zaczęła rozmawiać z Rose i White'm. Ja podszedłem do stojącej w kącie Mey.
- Co jest? - zapytałem siadając obok niej.
- Nic - wzruszyła ramionami. Wyminęła mnie i również poszła w stronę Nesty i reszty.
- Skoro to obiad, to powinniśmy coś jeść - zaśmiałem sie i przewróciłem White - Dawaj jeść - powiedziłem zarazem warcząc i śmiejąc się.
- Chodźcie - zawołała Rose i wszyscy zaczęliśmy jeść wielkiego jelenia.

Nesty?

niedziela, 6 września 2015

Od Rayan'a - CD opowiadania Suzzie

Spojrzałem się na nią. Nie umiem śpiewać...a jak już to brzydko.
-No nie wiem. - Powiedziałem.
-Prooosze. - Uśmiechnęła się.
-No okej...-Przewróciłem oczami.



Czas płynął, nawet nie czułem zmęczenia. Śpiewaliśmy piosenkę po piosence.
-Może wracajmy. Zrobiło się ciemno...- Rozejrzałem się.
-Masz rację. - Przytaknęła mi Suzzie.
Wróciliśmy do mojej jaskini.
-Masz ochotę na jakiegoś drinka? - Zapytałem.
Suczka spojrzała się na mnie dziwnie.
-Nie wiem czy mogę...
-Możesz. - Zbliżyłem się do niej. Siedzieliśmy na kanapie i gadaliśmy. Tak zleciała nam cała noc. Obudziłem się na podłodze. Suzzie na kanapie. Podniosłem się i wyszedłem coś upolować. Polowanie udane. Wróciłem do jaskini z sarną. Położyłem ją na kamieniu. Obudziłem Su.
-Wstawaj, śniadanie! - Krzyknąłem.
Ta gwałtownie się obudziła.
-Ach, no tak. - Podeszła do sarny i zaczęliśmy śniadanie.
-Nie wyglądasz na specjalnie "trzeźwą". - Zaśmiałem się.
-A ile to wino miało? - Zapytała.
-No...nie wiem. - Podrapałem się po głowie.
-Mniejsza o to...Co ja tu robię? - Otrząsnęła się.
-No...Robiliśmy małą imprezę.


Suzzie? 

Nowy pies! - Vanessa La Picasso!

http://orig13.deviantart.net/bee4/f/2013/268/c/f/ida3499_by_herdnerd-d6nsew5.jpg

Imię : Vanessa La Picasso
Ksywka : Możesz ją nazywać po prostu Vanessa lub Van.
Głos : Zmień! Powód: Głos się powtarza!
Rasa : Owczarek Australijski Kelpie
Wiek : 2 lata
Płeć : Cóż.... Suczka.
Urodziny : 11 dzień jesieni.
Stanowisko : Szukająca
Rodzina : Dumna rodzina La Picasso zostawiła ją wilkom na pożarcie. Jeśli można również zaliczyć go jako rodzinę... To jej najlepszy przyjaciel, Jackie, był dla niej jak brat.
Partner : Ma słabość do przystojnego, białego psa w sforze, imieniem Beethoveen... Nie jej wina, że zachwycił ją samym widokiem, a co dopiero zachowaniem!
Charakter : Na sam początek, jej dobrą cechą jest to, że jest odważna. Nie boi się robić hardcorowych rzeczy. To według niej ''Uczenie się nowych rzeczy, które być może w przyszłości staną się naszą największą pasją''. Uczy się na błędach. Bo przecież każdy popełnia jakieś błędy, nawet najmniejsze, prawda...? Jest ciekawską waderą w typie poszukiwaczki przygód. Nie tylko przygód, Van poszukuje również swojej pasji. Do tej pory jeszcze jej nie odnalazła... A przynajmniej uważa, że żadna nie jest tak niezwykła, żeby zajmować się nią do końca psiego życia.
Historia : Kiedy tylko otworzyła swoje jarzębinowe oczka, od razu dostrzegła matkę. Nie... To nie była matka. Tylko zachowywała się jak ona. Była to dumna wilczyca, która wychowała ją od maleńkiego. Cieszyła się, że wilki nie miały do bezbronnego szczenięcia złych zamiarów. Dorastała wśród wilków, nauczyła się od nich jak przetrwać, jak się bronić, jak żyć. A potem zaczęła błądzić po świecie w poszukiwaniu pasji... Niedaleko muzeum w Nowym Jorku, dostrzegła psa. Kundla. Nosił on imię Jackie (Czyt. Dżeki). W jego towarzystwie przeżyła połowę swojego życia. Niestety wkrótce Jackie został potrącony przez samochód... A później zniknął, jakby wyparował z tego świata. Vanessa nie miała na co czekać. Ruszyła dalej, goniąc marzenia. Znalazła samotnego wędrowce, który pokazał jej tą sforę i wyparował jak Jackie. Czy to właśnie ta sfora to nieuniknione przeznaczenie, do którego Van dążyła przez całe swe życie?
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Alfik550

Nowy baner i prezentacja!

Dziękujemy graczce Villain za wykonanie banera oraz prezentacji na howrse. Zapraszamy do użycia. Graczka Villain otrzymuje 60 PNS. Oczekujemy jeszcze Questa.



Baner:










URL: <a href="http://funkyimg.com/view/21NpA" target="_blank"><img src="http://funkyimg.com/p/21NpA.jpg" alt="Free Image Hosting at FunkyIMG.com" border="0"></a>






Prezentacja: 








URL:  <div style="background:url(http://funkyimg.com/i/21NDE.png); width: 950px; height: 690px; overflow: auto; margin-top: 0px; margin-left: 0px;"><div style="width: 400px; height: 554px; margin-top: 100px; margin-left: 55px; overflow: auto"><font color="000001"><span style="font-family: Century Gothic"><div style="text-shadow: 0px 0px 4px #000000"> Tutaj możesz wpisać swój tekst.</div></span></font></div></div>


Duże zmiany!

Doszło w końcu do tego że nie będzie już tylu wyższych stanowisk ze względu iż zaczęło to się stawać konkurencją dla innych. Na przykład jedna graczka/gracz (nie mam tu nikogo na myśli) mają po jednym psie z każdego wyższego stanowiska. Nie jest to prawidłowa i dobra rozgrywka więc wszystkie stanowiska wyższe, poza Alfami i Betami zostają usunięte a psy posiadające te stanowiska proszone o zmienienie jego niezwłocznie.


Stanowiska usuwane: Ety, Delty, Gammy.




Co do Bet.
Bety nie zostają te same gdyż tak zdecydowałam. Bety muszą być częściowym wsparciem dla Alf. W takim też związku zrobimy wybory na nową Betę. Beta nie może być ożeniony/zaręczony/w związku. Na oku mam już parę psów które zasługują na stanowisko Bety. Dużo się udzielają i wiedzą jak zmienić SPU na lepsze. Psy które na pewno wpiszę do ankiety to: Jem, Loki i Video. Inne osoby przepraszam jeżeli je uraziłam. W sprawie innych zmian proszę pisać do mnie na howrse. Mój nick dobrze znacie ale powtórzę: natik880

sobota, 5 września 2015

Od Michelle - CD opowiadania Niklaus'a

Popatrzyłam beznamiętnie na kwiatek i wyciągnęłam po niego niepewni łapę. Miałam wątpliwości, czy to przypadkiem nie jest zwykłym żartem. Jednak gdy owy kwiat okazał się najzwyklejszy, popatrzyłam na Klaus’a z wyrazem podziękowania, lecz i zwykłej obojętności na pysku.
- Dzięki - powiedziałam, patrząc na kwiat beznamiętnie.
- Spoko. Nie ma za co - odparł Klaus, uśmiechając się żałośnie. Westchnęłam i odwróciłam łeb w inną stronę, od razu znajdując sobie nowy obiekt zainteresowania. Tym obiektem było drzewo rosnące, na oko, 10 metrów od nas. Drzewo nie było takim drzewem, jak każde które można było spotkać na przykład w lesie. Nie! To drzewo miało dziwne gałęzie, koloru ciemno żółtego, a nie brunatnego, takiego jak inne rośliny. Po pięciu minutach zaczęło się też odróżniać od reszty świata, ponieważ zaczął padać śnieg i wszystko wokół miało cienką, białą warstwę. Nie zauważyła bym nawet tego, że pada śnieg. Dopiero gdy jeden spadł mi na pysk, popatrzyłam na niego, robiąc przy tym zeza. Usłyszałam również zduszony śmiech Klaus'a i padłam na ziemię, łapami łapiąc się za oczy. Nie były one przystosowane do szybkiego umieszczania wzroku  rzeczy na moim nosie, więc zaczęły piec.
- Dobrze... Czujesz... Ty... - usłyszałam Niklaus'a, który próbował złożyć do kupy wymienione wyrazy - Coś Ci jest?
Powstałam, otwierając powoli jedno oko. Popatrzyłam nim na Klaus'a kiwając przeciwnie łbem. Po tych słowach jak na zawołanie otworzyło mi się drugie oko. Westchnęłam i rozejrzałam się dookoła.  Obraz przed moimi oczami, był rozmazany. Wiedziałam jednak gdzie co się znajduje, ponieważ uratowała mnie fotograficzna pamięć. Odwróciłam się w stronę, w którą znajdowało się wcześniejsze drzewo. Marszowym krokiem zaczęłam iść w jego stronę, zupełnie jak było z tym jelonkiem. Tym razem jednak obiekt do którego podążałam był nie ruchomy, co ułatwiło sprawę.
- Gdzie idziesz? - zapytał pies. W jego głosie było słychać nutkę zainteresowania. Ja jednak na jego słowa nic nie odpowiedziałam, tylko odskoczyłam do tyłu, przybierając pozycje do skoku. Opanowałam się jednak, przypominając sobie, że to Klaus. Inaczej od razu bym skoczyła na niego, a raczej próbowała, ponieważ obraz nie był jeszcze zbyt dobry. Potrząsnęłam głową i znów zaczęłam iść w stronę drzewa.
- Do tamtego drzewa? - zapytał, a gdy pokiwała łbem uśmiechnął się zwycięsko.
- I czego się szczerzysz - westchnęłam, przyśpieszając kroku.

Niklaus?

Naveda urodziła!

Naveda urodziła! Mamy Młode Bety! Gratulacje!

http://www.hundefotografie-workshops.de/bilder/lapinporokoira-5.jpg

Imię : James (czyt. Dżejms)
Ksywka : Jamie (czyt. Dżejmi)
Rasa : Lapinporokoira/Owczarek Belgijski
Wiek : Kilka miesięcy
Płeć : Pies
Urodziny : 8 dzień zimy
Rodzina : Matka Naveda, ojciec Rocky, siostra Morgan
Zakochany : -
Charakter : James jest cichym i spokojnym pieskiem. Nie wtrąca się w żadną sprawę, chyba że dotyczy ona ściśle jego osoby. Chociaż jest Młodym Betą, nie uważa się za osobę ważną, ponieważ wszystkich traktuje tak samo. Ostrożnie dobiera przyjaciół. Woli kroczyć przez życie samotnie, niż z fałszywymi przyjaciółmi.
Historia : Urodził się w sforze. Jest Młodym Betą.
Kontakt : JinnyM



http://41.media.tumblr.com/tumblr_m73mieBI2m1rof9uqo1_500.jpgImię : Morgan
Ksywka : Nie posiada.
Rasa : Mieszaniec owczarka belgijskiego (po matce) i lapinporokoiry (po ojcu)
Wiek : Parę miesięcy
Płeć : Suczka
Urodziny : 8 dzień zimy
Rodzina :
~Matka Naveda
~Ojciec Rocky
~Brat James
Zakochany : W nikim...
Charakter : śmiała,odważna,poważna,wierna,uczciwa,zadziorna
Historia : Urodziła się w sforze psiego uśmiechu jako młoda Beta
Kontakt : kinia 800 

Od Rocky'ego CD opowiadania Navedy

- A kto inny? - zapytałem, uśmiechając się szeroko. Naveda pocałowała mnie, co odwzajemniłem. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Wiecie, co działo się dalej.
* Następnego dnia *
Dzisiaj Naveda ma urodzić. Jest strasznie roztrzęsiona, bo... nic nie czuje. Nie boli ją brzuch, nie czuje "kopania" maluszków, ani nic takiego.
- A jeśli coś się stało? - przytuliła się do mnie.
- Na pewno wszystko jest w porządku - próbowałem ją uspokoić, chociaż sam byłem zdenerwowany.
- Lepiej chodźmy do lekarza - Nav spojrzała mi w oczy. Pokiwałem głową, czując gulę w gardle. Zabrałem Navedę do Winnie. Zostałem wyproszony z gabinetu, a w tym czasie Win badała moją narzeczoną. Po chwili zawołała mnie do środka.
- I co? - zapytałem, patrząc na lekarkę. Winnie wzięła głęboki oddech i powiedziała na wydechu:
- Nie czuje żadnych oznak życia.
Pociemniało mi w oczach. Czułem, jak wali się moje życie. Naveda poroniła. Naveda poroniła. Dopiero teraz doszedł do mnie sens tych słów. Moje oczy napełniły się łzami. Chciałem coś zrobić, ale... Zemdlałem.
* Po przebudzeniu *
Otworzyłem oczy. Leżałem w szpitalu na jakimś łóżku. Co się stało? A... No tak. Przypomniało mi się wszystko. Nagle usłyszałem wołanie...
- Rocky! Rocky! - do pomieszczenia wpadła Naveda.
- Nav... - szepnąłem. - Możemy spróbować jeszcze raz... Jeśli chcesz...
- Ale patrz!
Winnie do mnie podeszła i pokazała mi... dwa szczeniaki.
- Co? Ale jak? - nic już nie rozumiałem.
- Jednak nie poroniłam! Udało się! Mamy szczeniaki! - krzyknęła Naveda. Pocałowałem ją mocno.


Naveda? :3

Konkurs !

Wybaczcie, że mnie tak długo nie było, ale mam ograniczony dostęp do komputera. Z powodu iż otrzymałam tylko 3 prace od osób wiadomych, postanowiłam dać ostatni tydzień na ewentualne dokończenie jakichś prac. Zatem czekam do 13 września, do godziny 24.00... Prace wysłane po tym czasie nie będą brane pod uwagę.

~Qetsiyah

wtorek, 1 września 2015

Od Stanley'a - CD opowiadania Skyres

-Czekaj! - krzyknąłem i odskoczyłem od futro-pozbywacza.
-Czyżbyś się rozmyślił? - suczka posłała mi uśmiech, po czym wyłączyła maszynkę.
-Nie. Targają mną niespokojne myśli - pokiwałem poważnie głową. - Wpierw chcę poznać twoją przeszłość zawodową. Wiesz, dyplomy, szkolenia, reakcje klientów...
Suczka popatrzyła na mnie jak na przybysza z innej planety. Spojrzała na maszynkę i z powrotem na mnie, jakby czekając aż będę kontynuował zaczętą wypowiedź.
-Jeśli chodzi o doświadczenie - jednak ona przerwała ciszę. - Potrafię włączyć to coś i wyłączyć.
-Obawiam się, że to mi nie wystarczy.
-Jak nie, to nie - wzruszyła ramionami. - Twoje futro, twoja decyzja...
-Dobra, ciachaj - ustawiłem się bokiem i zmrużyłem oczy. - Co będzie, to będzie.
Spod na wpół opuszczonych powiek dostrzegłem zbliżającą się z przebiegłym uśmiechem Sky. Naraz brzęczenie maszynki rozległo się po okolicy. Całkowicie zamknąłem oczy. Dźwięk był coraz bliżej i bliżej, aż nagle metalowe ząbki przywarły mi do skóry. Serce skoczyło mi do gardła.
-Stój! - znów odskoczyłem od maszynki na jakieś pół metra.
-Co znowu?! - suczka ją wyłączyła i spojrzała na mnie z niecierpliwością na pysku.
-Czy ty w ogóle wiesz, jak chcesz to zrobić?! - zmarszczyłem brwi.
-Oczywiście, że wiem. Przykładam ci maszynkę do futra i przesuwam, przykładam i przesuwam, przykładam i...
-A co jak się zatnie?! - padł na mnie blady strach. - Werżnie mi się takie coś w skórę i nie wyjmiesz. A ja się w tym czasie wykrwawię. Wezmę tą twoją pieprzoną kosiarkę do grobu. Stracisz, mnie i ją, wszystko co masz!
-Mam jeszcze męża, dzieci i przyjaciół, także nie będzie aż tak źle - uśmiechnęła się, zupełnie tak, jakby wizja śmierci wcale ją nie przerażała. - I postaram się cię nie ukatrupić.
Kolejny raz nie wiedziałem jaką podjąć decyzję. Śmierć przez przegrzanie vs. wykrwawienie. Obie nie byłyby najmilsze, ale golenie zapewniłoby mi większe szanse na przeżycie. I dowiedziałbym się, czy pod futrem jestem różowiutki.
-Przekonałaś mnie - ponownie ustawiłem się bokiem. - Ciapaj, byle szybko... To znaczy, byle ostrożnie.
Sky, nie czekając, przyłożyła mi uruchomioną maszynkę do ciała. Dziwność tego uczucia nigdy nie mogłaby zostać wyrażona w żadnej skali. Jednak tym razem nie odskoczyłem.

Skyres? Załóżmy, że w naszych opkach nadal jest lato.

Od Lokiego - CD opowiadania Mashine'a

-Jesteś - pokiwałem łbem z udawaną powagą. - Starym, znoszonym bamboszem.
-Dobra, starczy - Mashine szturchnął mnie w bark. - Lepiej przejdźmy do ciebie. Jak ci się żyje?
Westchnąłem. W ostatnim czasie nie jestem w stanie stwierdzić, czy w ogóle żyję. Siedzę w jaskini, pochłonięty wizją stworzenia czegoś nowego. Wynalazku, cudownego leku na wszystkie choroby. Czasem zapominam o jedzeniu, zapominam o piciu, chodzę brudny i zaniedbany, bo niby czemu mam tracić czas na doprowadzanie się do porządku? Mało śpię, a raczej tylko wtedy, gdy nie dam rady utrzymać się na łapach. W swoim ciemnym domu siedzę pod sztucznym oświetleniem i nawet nie wiem jaka pora roku obecnie panuje. Granice między dniem i nocą zupełnie mi się rozmyły. Zapomniałem ile trwa doba i w jaki sposób słońce porusza się po nieboskłonie...
-Loki! - Mashine spojrzał na mnie z przestrachem. - Z tobą serio jest kiepsko. Słyszysz mnie?! A może mnie nie widzisz?! Jestem, szukam kontaktu.
Dotarło do mnie, że wszystko co "mówiłem", nie opuściło ścian mojego mózgu. Wychodziło na to, że przez dobre pół minuty staliśmy naprzeciw siebie, wgapiając się we własne oczy, niczym kamienne posągi. Przynajmniej ja. Co prawda patrzyłem na przyjaciela, ale do tego stopnia pogrążyłem się w myślach, że nie zarejestrowałem obrazu. Więc nie mam pojęcia co robił, gdy się zawiesiłem.
-Yy, słyszę cię - dosłownie w ostatniej chwili się ocknąłem; Mashine już podnosił łapę, by wymierzyć uświadamiający cios.
-Nie powiem, jest mi ciężko - powiedziałem, patrząc przed siebie - tak rozmawiać po długiej przerwie. Odwykłem od swojego głosu, nie raz nie potrafię sformułować zdania.
-To faktycznie niedobrze - przyjaciel wyraźnie się przejął. - Może chciałbyś o tym z kimś porozmawiać?
-Mówisz o psychologu? -skrzywiłem się. - Odmawiam leczenia. Jestem jaki jestem i tego nikt nie zmieni.
-A może staniesz się bardziej otwarty? - począł wyliczać. - Poznasz kogoś, będzie ci się lepiej żyło.
Uczucie jakim darzę Mashine'a jest dość trudne do opisania. Mieszanina szacunku, przyjaźni z nienawiścią i współczuciem. Nie cierpię tej jego troski o cały świat.
-Nie, ale wiedz, że to doceniam - przewróciłem oczami. - Jak chcesz mi pomóc, to ze mną pogadaj. Na przykład o przyszłości sfory. Może jakieś reformy, wojny?

Mashine?

Od Stanley'a - CD opowiadania Avalon

-Nie zaprzeczę - uniosłem łeb. - Z moich obliczeń wynika, że są wszyscy.
-Z twoich obliczeń? - suczka skrzywiła się podczas wypowiadania tych słów. - Nie obraź się, ale lepiej będzie, jeśli powtórzę te obliczenia.
Zrobiłem urażoną minę. Avalon przejechała wzrokiem po szczeniakach i z uśmiechem stwierdziła, że są wszyscy.
-Nudzi mi się - pisnął jakiś szczeniak, a reszta mu zawtórowała.
-Nic nie poradzimy na to, że wam się nudzi - westchnąłem. - Ale możemy się w coś pobawić. Co powiecie na...
Nie dokończyłem, bo Avalon z całej siły palnęła mnie w łeb. Niby nic takiego, ale aż zachwiałem się pod wpływem uderzenia.
-Nawalanka? - znów czyjś piskliwy głosik przeszył powietrze.
-Nie - krzyknąłem.
-Stanley opowie wam bajkę! - to Av wpadła na ten genialny pomysł.
Nie pomyślała jednak, że Stanley nie zna zbyt wielu bajek. Rodzice nie zdążyli mu żadnych przekazać, a Loki uważał, że wymyślone historie to strata czasu. Jedyne bajki jakie znałem pochodziły z okresu, w którym mieszkałem z ludźmi. W mojej pamięci były wyblakłe, a ich zakończonej prawie wcale nie pamiętałem. Nic dziwnego. Słyszałem je tylko raz. Dzieci wolały wgapiać się w ekrany elektronicznych ustrojstw niż słuchać mądrości przekazywanej przez starszych.
Poleciłem szczeniakom, aby usiadły w kółku. Mimo wszystko wcale się nie wykręcałem. Wolałem to niż chociażby noszenie bachorów na własnym grzbiecie.
-Dawno, dawno temu; za górami, za lasami; mieszkała mała dziewczynka z mamą. Nosiła czerwony kapturek, przez co zwano ją...
-Eee - naraz szczeniaki zaczęły jęczeć.
-Wszyscy to znają - powiedział Walter - To nudna bajka.
-A w dodatku ma brzydkie zakończenie - wtrąciła Cortney. - To niesprawiedliwe, że tak potraktowali wilka.
Dalszą wymianę zdań przerwało przybycie niespodziewanego gościa. Najwyraźniej słyszał już o naszej zabawie w chowanego i nie był z niej zbytnio zadowolony. Tak, Mashine zdecydowanie wyglądał na wkurzonego.
-Stanley! Avalon! - powiedział lekko podniesionym tonem głosu. - Co to ma znaczyć?!
-Sądzisz, że "Czerwony Kapturek" jest zbyt demoralizujący? - zakpiłem, nie zważając na poważną minę alfy.
-Przepraszamy, Maszi - Avalon podeszła bliżej niego. - To było... Jednorazowe rozproszenie. Koniec z ryzykownymi zabawami.
-Mam nadzieję - Mashine wyraźnie złagodniał. - Dostaliście nauczkę, wystarczy. Cofam wam karę.
-Dziękujemy, najłaskawszy. - Ukłoniłem się przesadnie.
-Ale macie się zachowywać - westchnął. - Odprowadźcie szczeniaki.

Avalon?