- Dobrze to... chodźmy
Chwilkę szliśmy w milczeniu
- Wiesz.... nawet nie wiedziałam że psy żyją sobie w lesie, mają własne sfory, bez człowieka, wolne i szczęśliwe...
- Ja zawsze byłem wolny, kiedyś mieszkałem tylko w małej szopie... ty miałaś o wiele gorzej
- A ja zawsze byłam zamknięta u ludzi, w niewoli... dobrze, to gdzie teraz pójdziemy?
FoxTrotte?
wtorek, 26 maja 2015
Od Michelle
Ranek. Jedyna pora, kiedy mogę się wymknąć niezauważona. Mówiąc niezauważona, mam na myśli totalnie zauważona.
- Uważaj jak chodzisz - syknął Thomson i przewrócił się na drugi bok. Przewróciłam oczami.
- Uważaj jak śpisz - mruknęłam i dalej poszłam na przód. Po drodze usłyszałam to samo jeszcze od Codie'go. Poszłam spokojnie przed siebie. Po kilku minutach drogi, doszłam do Doliny Życia. Czy ja wiem, czy ta nazwa tak pasowała? Szczerze mówiąc nie było tam żadnego życia. Pokręciłam do siebie raczej przecząco głową. Podeszłam do jakiejś rzeki, czy tam jeziora..... W sumie to to samo. Jest woda, ziemia... Nie chciało mi się siedzieć przy tym zbiorniku wody, więc stałam. Oczywiście puki mnie łapy nie zaczęły boleć. Wtedy zaczęłam kierować się w stronę Centrum Sfory. Stamtąd mogłabym określić, gdzie mogłabym się jeszcze wybrać. Popatrzyłam w górę. Słońce było na samym środku nieba, więc nie miała bym o co prosić, żeby znów zapadł zmrok. Będąc w centrum, niedaleko mnie była grupka szczeniaków.
- Kurcze - warknęłam sobie pod nosem. Jakoś nie przepadam za towarzystwem, a jeszcze takim obszernym?! Poczłapałam tak, żeby ich obejść. Jednak coś nie wyszło. Jakiś szczeniak najwidoczniej odłączył się na chwilę od tamtej grupy i mnie zauważył.
- Witaj - podbiegł do mnie i zamachał ogonem.
- Kim jesteś? - zapytałam bez żadnego wstępu.
Jakiś szczeniak?
- Uważaj jak chodzisz - syknął Thomson i przewrócił się na drugi bok. Przewróciłam oczami.
- Uważaj jak śpisz - mruknęłam i dalej poszłam na przód. Po drodze usłyszałam to samo jeszcze od Codie'go. Poszłam spokojnie przed siebie. Po kilku minutach drogi, doszłam do Doliny Życia. Czy ja wiem, czy ta nazwa tak pasowała? Szczerze mówiąc nie było tam żadnego życia. Pokręciłam do siebie raczej przecząco głową. Podeszłam do jakiejś rzeki, czy tam jeziora..... W sumie to to samo. Jest woda, ziemia... Nie chciało mi się siedzieć przy tym zbiorniku wody, więc stałam. Oczywiście puki mnie łapy nie zaczęły boleć. Wtedy zaczęłam kierować się w stronę Centrum Sfory. Stamtąd mogłabym określić, gdzie mogłabym się jeszcze wybrać. Popatrzyłam w górę. Słońce było na samym środku nieba, więc nie miała bym o co prosić, żeby znów zapadł zmrok. Będąc w centrum, niedaleko mnie była grupka szczeniaków.
- Kurcze - warknęłam sobie pod nosem. Jakoś nie przepadam za towarzystwem, a jeszcze takim obszernym?! Poczłapałam tak, żeby ich obejść. Jednak coś nie wyszło. Jakiś szczeniak najwidoczniej odłączył się na chwilę od tamtej grupy i mnie zauważył.
- Witaj - podbiegł do mnie i zamachał ogonem.
- Kim jesteś? - zapytałam bez żadnego wstępu.
Jakiś szczeniak?
Od Alany - CD opowiadania Vincenta
-Cześć, Vincent - zaczęłam nieśmiało.
-Cześć! - odpowiedział radosnym uśmiechem.
Trochę głupio było zaczynać rozmowę, biorąc pod uwagę, że nigdy tego nie robiłam. Czułam, że muszę przełamać strach. Ta sfora ma być teraz moją rodziną i czy mi się to podoba, czy nie, muszę nawiązać jakiś kontakt z innymi.
-Jak ci się mieszka? - Pies zrobił krok w moją stronę.
W tej właśnie chwili straciłam panowanie nad sobą. Odskoczyłam do tyłu jak oparzona. Nie wiem dlaczego, to po prostu był odruch. Położyłam uszy po sobie, starając się zgubić zdziwione spojrzenie Vincenta.
-Przepraszam - nie miałam śmiałości podnieść na niego wzroku. - Ja... Ja jeszcze niezbyt przyzwyczaiłam się do panujących tu wzorców zachowań.
-Nie ma sprawy - uśmiechnął się lekko. - Może chciałabyś zwiedzić sforę?
-Czy ja wiem - powiedziałam niepewnie. - Krajobrazy wszędzie są takie same. Ktoś, kto połowę swojego życia spędził na oglądaniu telewizji, nie jedno już widział...
Pokiwał głową ze zrozumieniem, choć miałam wrażenie, że źle zinterpretował znaczenie słowa "telewizja".
-A może chciałabyś kogoś poznać? - przerwał ciszę.
-Może lepiej nie... - zaczęłam się wymigiwać.
Co za dużo emocji na jeden dzień, to niezdrowo. Kiedyś co prawda będę musiała stawić czoła swojej nieśmiałości, ale jeszcze nie teraz. Te zmiany, tempo nowego życia, to wszystko po prostu działo się zbyt szybko. Pomału wyminęłam Vincenta i usiadłam tuż za nim, by lepiej widzieć okolicę. Pies spojrzał na mnie kątem oka. Nie był pewny czy ma podejść, czy mnie zostawić. W końcu zdecydował się na to pierwsze.
-Coś się stało? - Był wyraźnie zaniepokojony.
-Nie... - westchnęłam. - Boję się, że nie dam rady. Że życie obok innych psów mnie przerośnie.
-Będzie dobrze - Te słowa naprawdę mnie pocieszyły. - Przyzwyczaisz się... Jakbyś coś chciała, to jestem do twojej dyspozycji.
-Właściwie, to jest taka jedna rzecz... - zaczęłam.
-Śmiało, mów.
-Macie tu lekarza?
-Oczywiście, że mamy. Źle się czujesz?
-Nie, chciałabym się z nim zobaczyć. Może by mnie przyjął jako stażystkę...
Vincent?
-Cześć! - odpowiedział radosnym uśmiechem.
Trochę głupio było zaczynać rozmowę, biorąc pod uwagę, że nigdy tego nie robiłam. Czułam, że muszę przełamać strach. Ta sfora ma być teraz moją rodziną i czy mi się to podoba, czy nie, muszę nawiązać jakiś kontakt z innymi.
-Jak ci się mieszka? - Pies zrobił krok w moją stronę.
W tej właśnie chwili straciłam panowanie nad sobą. Odskoczyłam do tyłu jak oparzona. Nie wiem dlaczego, to po prostu był odruch. Położyłam uszy po sobie, starając się zgubić zdziwione spojrzenie Vincenta.
-Przepraszam - nie miałam śmiałości podnieść na niego wzroku. - Ja... Ja jeszcze niezbyt przyzwyczaiłam się do panujących tu wzorców zachowań.
-Nie ma sprawy - uśmiechnął się lekko. - Może chciałabyś zwiedzić sforę?
-Czy ja wiem - powiedziałam niepewnie. - Krajobrazy wszędzie są takie same. Ktoś, kto połowę swojego życia spędził na oglądaniu telewizji, nie jedno już widział...
Pokiwał głową ze zrozumieniem, choć miałam wrażenie, że źle zinterpretował znaczenie słowa "telewizja".
-A może chciałabyś kogoś poznać? - przerwał ciszę.
-Może lepiej nie... - zaczęłam się wymigiwać.
Co za dużo emocji na jeden dzień, to niezdrowo. Kiedyś co prawda będę musiała stawić czoła swojej nieśmiałości, ale jeszcze nie teraz. Te zmiany, tempo nowego życia, to wszystko po prostu działo się zbyt szybko. Pomału wyminęłam Vincenta i usiadłam tuż za nim, by lepiej widzieć okolicę. Pies spojrzał na mnie kątem oka. Nie był pewny czy ma podejść, czy mnie zostawić. W końcu zdecydował się na to pierwsze.
-Coś się stało? - Był wyraźnie zaniepokojony.
-Nie... - westchnęłam. - Boję się, że nie dam rady. Że życie obok innych psów mnie przerośnie.
-Będzie dobrze - Te słowa naprawdę mnie pocieszyły. - Przyzwyczaisz się... Jakbyś coś chciała, to jestem do twojej dyspozycji.
-Właściwie, to jest taka jedna rzecz... - zaczęłam.
-Śmiało, mów.
-Macie tu lekarza?
-Oczywiście, że mamy. Źle się czujesz?
-Nie, chciałabym się z nim zobaczyć. Może by mnie przyjął jako stażystkę...
Vincent?
Od Video - CD opowiadania Inagram
Zacząłem klaskać i popatrzyłem w bok.
- Niestety, ja już będę się zbierać - powiedziałem szybko i odbiegłem o nich - Cześć! - zawołałem i pobiegłem w stronę jaskini. Nie słuchałem już odpowiedzi, ponieważ zbytnio miałem na uwadze czarne, kłębiące się chmury. Wpadłem szybko do jaskini.
- Jak ktoś będzie do mnie, to powiedzcie, że mnie niema - powiedziałem tak, że wszyscy domownicy mnie słyszeli. Położyłem się na swoim kocyku i zamknąłem oczy. Nie mogłem jednak odpocząć, ponieważ co raz denerwował mnie jakiś szmer. Otworzyłem ociężale oczy i zobaczyłem Michelle, która coś drążyła łapą w skale.
- Jak chcesz to przebić, to Ci się nie uda - zaśmiałem się, podchodząc do suni.
- Wiem - powiedziała nie odrywając wzroku od ściany. Przewróciłem oczami i przytuliłem Michy.
- Pobawiła byś się z innymi - uśmiechnąłem się lekko.
- Ni chcę - rzuciła szybko i wyrwała mi się z objęć. Wzruszyłem ramionami i znów położyłem się na kocu.
- Tylko bądź cicho - powiedziałem uciszonym głosem i zamknąłem oczy.
- Niestety, ja już będę się zbierać - powiedziałem szybko i odbiegłem o nich - Cześć! - zawołałem i pobiegłem w stronę jaskini. Nie słuchałem już odpowiedzi, ponieważ zbytnio miałem na uwadze czarne, kłębiące się chmury. Wpadłem szybko do jaskini.
- Jak ktoś będzie do mnie, to powiedzcie, że mnie niema - powiedziałem tak, że wszyscy domownicy mnie słyszeli. Położyłem się na swoim kocyku i zamknąłem oczy. Nie mogłem jednak odpocząć, ponieważ co raz denerwował mnie jakiś szmer. Otworzyłem ociężale oczy i zobaczyłem Michelle, która coś drążyła łapą w skale.
- Jak chcesz to przebić, to Ci się nie uda - zaśmiałem się, podchodząc do suni.
- Wiem - powiedziała nie odrywając wzroku od ściany. Przewróciłem oczami i przytuliłem Michy.
- Pobawiła byś się z innymi - uśmiechnąłem się lekko.
- Ni chcę - rzuciła szybko i wyrwała mi się z objęć. Wzruszyłem ramionami i znów położyłem się na kocu.
- Tylko bądź cicho - powiedziałem uciszonym głosem i zamknąłem oczy.
Od Tri-Color CD Pirata
Pamiętałem czasy jak bawiłem się ze szczeniakami w hodowli
Ale teraz byłem na poboczy, zmoknięty i wygłodniały, jeszcze dostałem gorączki! Chwilkę pochodziłem po lesie, aż natknąłem się na wielkie stado ptaków! Jak to szczeniaki mają w zwyczaju pobiegłem łapać ptaki ale walnąłem się głową o jakiegoś psa.
- Ał! pisnąłem z bólu- i z podkulonym ogonem schowałem się za najbliższe krzaki
- Sorki... nie widziałem cię, jak się nazywasz?
- Tri-color... bardzo źle się czuje...
- Ja Pirat, co ci się stało? Jak się tu znalazłeś?
- Nie wiem, pamiętam że jechaliśmy samochodem, a potem pojawiłem się tu...
- Masz gorączkę! Jak najszybciej chodź ze mną, ok?
- Taakk... jjuż iide- trząsłem się z zimna i głodu
- Dać ci coś jeść?
- Tak... pomóż mi, proszę!
Dokończysz Piracie?
Ale teraz byłem na poboczy, zmoknięty i wygłodniały, jeszcze dostałem gorączki! Chwilkę pochodziłem po lesie, aż natknąłem się na wielkie stado ptaków! Jak to szczeniaki mają w zwyczaju pobiegłem łapać ptaki ale walnąłem się głową o jakiegoś psa.
- Ał! pisnąłem z bólu- i z podkulonym ogonem schowałem się za najbliższe krzaki
- Sorki... nie widziałem cię, jak się nazywasz?
- Tri-color... bardzo źle się czuje...
- Ja Pirat, co ci się stało? Jak się tu znalazłeś?
- Nie wiem, pamiętam że jechaliśmy samochodem, a potem pojawiłem się tu...
- Masz gorączkę! Jak najszybciej chodź ze mną, ok?
- Taakk... jjuż iide- trząsłem się z zimna i głodu
- Dać ci coś jeść?
- Tak... pomóż mi, proszę!
Dokończysz Piracie?
Nowy Pies - Tri-Color
Imię : Tri- Color
Ksywka : Color
Rasa : Beagle
Wiek : 6 miesięcy
Płeć : Pies ♂
Urodziny : 6 dzień lata
Rodzina : Cały rodowód w beaglach.
Zakochany : Za mały
Charakter : Color jest małym ciekawskim beagle, żądny przygód i figlów, ciągle chce się bawić, jak to mają szczeniaki zaczepia inne psy, jest wścibski, wtrąca się w nie swoje sprawy. Ale dla każdego jest malutkim kochanym szczeniaczkiem, nie ma mamy ani taty więc teraz szuka ich po sforze, czy ktoś taki się znajdzie, kto by chciał się zająć malutkim słodkim beaglem?
Historia : Urodził się w hodowli beagli, wszystkie szczeniaki znalazły domy, lecz jego wzięto jako prezent dla córki, nie spodobał się a rodzina nie wiedziała co z nim zrobić, wywaliła go na bruk myśląc że tam szybko ktoś go przygarnie, lecz tak się nie stało.
Kontakt : Dereszka2002
Od FoxTrotte'a CD opowiadania Cleo
- Wędruję po terenach sfory. - Lekko się odsunąłem. - A ty?
Suczka usiadła i zrobiła zdziwiona minę.
- To tu jest sfora??
Przekręciłem łeb.
- No jest. Ty do niej nie należysz? - Zapytałem.
- Nie...
- To chodź! - Pociągnąłem ją za łapę. - Dołączysz zaraz!
* Przed jaskinią Alf *
Mashine zgodził się aby ta suczka dołączyła.
- Jestem FoxTrotte, bo mam rude umaszczenie. - Uśmiechnąłem się.
Przez chwilę było tak cicho, że musiałem coś powiedzieć.
-Pokazać ci twoją jaskinię?
- Okej...Jestem Cleo. - Zarumieniła się.
Zaraz byliśmy pod jej jaskinią.
- To...Ty się rozgość a ja pójdę po kolegę aby pokazał ci tereny. - Powiedziałem i miałem już iść gdy suczka wtrąciła .
- A ty nie możesz?
- W sumie...Polubiłem cię. - Uśmiechnąłem się.
Cleo?
Suczka usiadła i zrobiła zdziwiona minę.
- To tu jest sfora??
Przekręciłem łeb.
- No jest. Ty do niej nie należysz? - Zapytałem.
- Nie...
- To chodź! - Pociągnąłem ją za łapę. - Dołączysz zaraz!
* Przed jaskinią Alf *
Mashine zgodził się aby ta suczka dołączyła.
- Jestem FoxTrotte, bo mam rude umaszczenie. - Uśmiechnąłem się.
Przez chwilę było tak cicho, że musiałem coś powiedzieć.
-Pokazać ci twoją jaskinię?
- Okej...Jestem Cleo. - Zarumieniła się.
Zaraz byliśmy pod jej jaskinią.
- To...Ty się rozgość a ja pójdę po kolegę aby pokazał ci tereny. - Powiedziałem i miałem już iść gdy suczka wtrąciła .
- A ty nie możesz?
- W sumie...Polubiłem cię. - Uśmiechnąłem się.
Cleo?
Od Qetsiyah CD Ferraro
Nie wiedziałam co robić ... Irfan zawsze mi mówił, że kłamstwo ma krótkie nogi i zawsze wyjdzie, ale ja go i tak jak zwykle nie słuchałam. Tym razem chyba jednak muszę w końcu mu wszystko powiedzieć. Nie mam już sił, żeby dłużej kłamać. Zwłaszcza dlatego, że za niedługo wybije termin mojego porodu.
- Yyy... Ferro ? - Zaczęłam trochę nieśmiało.
- Tak ?
-No więc ... już od jakiegoś czasu zbieram się, żeby Ci to powiedzieć, ale przez cały czas coś mi przeszkadza... no więc... Ferraro, jestem w ...
- O to już tutaj ! - Wtrącił, przerywając moją wypowiedź. I pobiegł w stronę miasta.
- Ale zaczekaj... chciałam Ci coś powiedzieć... - Próbowałam go zatrzymać.
- Powiesz po drodze .... - Dodał.
- To nie jest rzecz, którą mówi się po drodze ! Ona taka, że ziemia się osuwa pod nogami... - Powiedziałam to trochę za późno, bo Ferro był już daleko. Byłam trochę na niego zła, ale no trudno ... następnej szansy nie zmarnuje i tym razem nie dam mu uciec. Lekkim kłusem zaczęłam iść w jego stronę. Po kilku minutach zdążyłam go dogonić. Był wyczerpany swoim szaleńczym biegiem. Stał oparty o drzewo i ciężko dyszał. - I po co Ci było tak się spieszyć ?
- A żeby się rozgrzać ... jesienią nie jest tak ciepło, jak w lecie, a w dodatku jest teraz ranek, to jest jeszcze zimniej... - Zaczął wesoły.
- Dobra... dasz mi w końcu powiedzieć....
- No... to mów.
- Tylko obiecaj mi, że nie że nie zemdlejesz ani nie zrobisz czegoś w tym stylu....
- Ok... obiecuje.
- Dobra... no więc... -Wzięłam głęboki oddech. - Jestem w ciąży ...
Ferro ?
- Yyy... Ferro ? - Zaczęłam trochę nieśmiało.
- Tak ?
-No więc ... już od jakiegoś czasu zbieram się, żeby Ci to powiedzieć, ale przez cały czas coś mi przeszkadza... no więc... Ferraro, jestem w ...
- O to już tutaj ! - Wtrącił, przerywając moją wypowiedź. I pobiegł w stronę miasta.
- Ale zaczekaj... chciałam Ci coś powiedzieć... - Próbowałam go zatrzymać.
- Powiesz po drodze .... - Dodał.
- To nie jest rzecz, którą mówi się po drodze ! Ona taka, że ziemia się osuwa pod nogami... - Powiedziałam to trochę za późno, bo Ferro był już daleko. Byłam trochę na niego zła, ale no trudno ... następnej szansy nie zmarnuje i tym razem nie dam mu uciec. Lekkim kłusem zaczęłam iść w jego stronę. Po kilku minutach zdążyłam go dogonić. Był wyczerpany swoim szaleńczym biegiem. Stał oparty o drzewo i ciężko dyszał. - I po co Ci było tak się spieszyć ?
- A żeby się rozgrzać ... jesienią nie jest tak ciepło, jak w lecie, a w dodatku jest teraz ranek, to jest jeszcze zimniej... - Zaczął wesoły.
- Dobra... dasz mi w końcu powiedzieć....
- No... to mów.
- Tylko obiecaj mi, że nie że nie zemdlejesz ani nie zrobisz czegoś w tym stylu....
- Ok... obiecuje.
- Dobra... no więc... -Wzięłam głęboki oddech. - Jestem w ciąży ...
Ferro ?
Od Shadow'a CD Stanley'a
-A po co ci te czerwone ptaszysko?!
- Zobaczysz
Chwilkę się zamyśliłem ale zdecydowałem mu pomóc, tylko nie wiem po co i co mi to da?
- No dobra chodźmy
Poszliśmy w stronę krzaków i schowaliśmy się, ptak siedział na drzewie i hałasował
- No i co? Zamierzasz leżeć tu w nieskończoność?! Ten durny ptak nigdy nie zejdzie z tego drzewa-zawarczałem na Stanley'a
- Spokojnie... zaraz zejdzie, a ty jak się nazywasz?
- Shadow.- ale koniec tych wygłupów! Zaraz nie wytrzymam i cię zagryzę!
- Wyluzuj... ale, popatrz! Ten ptak nareszcie zeszedł...
Na znak Stanley'a wyskoczyliśmy z krzaków i złapaliśmy ptaka w kły.
- Dobra ptak złapany, a teraz co zamierzasz z nim zrobić? Chcesz go zjeść czy co?
Stanley ?
- Zobaczysz
Chwilkę się zamyśliłem ale zdecydowałem mu pomóc, tylko nie wiem po co i co mi to da?
- No dobra chodźmy
Poszliśmy w stronę krzaków i schowaliśmy się, ptak siedział na drzewie i hałasował
- No i co? Zamierzasz leżeć tu w nieskończoność?! Ten durny ptak nigdy nie zejdzie z tego drzewa-zawarczałem na Stanley'a
- Spokojnie... zaraz zejdzie, a ty jak się nazywasz?
- Shadow.- ale koniec tych wygłupów! Zaraz nie wytrzymam i cię zagryzę!
- Wyluzuj... ale, popatrz! Ten ptak nareszcie zeszedł...
Na znak Stanley'a wyskoczyliśmy z krzaków i złapaliśmy ptaka w kły.
- Dobra ptak złapany, a teraz co zamierzasz z nim zrobić? Chcesz go zjeść czy co?
Stanley ?
poniedziałek, 25 maja 2015
Od Servusa CD Crystal
- Rzeczywiście. Chodźmy - poszedłem razem z Crystal do jaskini Alf. Wytłumaczyliśmy Aceland i Mashine'mu o co chodzi.
- Ogłosimy to - powiedzieli. Pożegnaliśmy się. Poszedłem z Krysią na Złote Wzgórza.
- Jak pięknie - westchnęła.
- Ty jesteś piękniejsza - mruknąłem i ją pocałowałem.
- Mogę u ciebie spać? - spytała suczka.
- Jasne - odparłem. Powolnym krokiem udaliśmy się do mojej jaskini.
Gdy już leżeliśmy na moim legowisku, coś przyszło mi do głowy.
- Kochanie, może byśmy pomyśleli o szczeniakach? - rzekłem figlarnie. Namiętnie pocałowałem Crystal. Zacząłem turlać się z nią po podłodze.
Crystal? ^_^
- Ogłosimy to - powiedzieli. Pożegnaliśmy się. Poszedłem z Krysią na Złote Wzgórza.
- Jak pięknie - westchnęła.
- Ty jesteś piękniejsza - mruknąłem i ją pocałowałem.
- Mogę u ciebie spać? - spytała suczka.
- Jasne - odparłem. Powolnym krokiem udaliśmy się do mojej jaskini.
Gdy już leżeliśmy na moim legowisku, coś przyszło mi do głowy.
- Kochanie, może byśmy pomyśleli o szczeniakach? - rzekłem figlarnie. Namiętnie pocałowałem Crystal. Zacząłem turlać się z nią po podłodze.
Crystal? ^_^
Od Codie'go- CD opowiadania Mey
- Jak chcesz to spoko.- pomogłem jej wstać.
Opuszczaliśmy już to piękne miejsce. Jak widać Mey nie czuła się tam zbyt pewnie więc nie chciałem jej tam przetrzymywać na siłę.Wyglądało że wracamy już do jaskiń gdyż ciemności nadchodziły coraz prędzej. Nasze jaskinie były dość blisko. Tak na prawdę na przeciwko. Usiedliśmy przed nimi i podawaliśmy sobie nawzajem zieloną piłkę. Sintesu, tata Mey ją gdzieś znalazł i oddał ją jej. W końcu ta zabawa nam się znudziła i poszliśmy spać.
*z rana*
Wstałem i popatrzyłem na tatusia który stał przede mną i patrzył na mnie przyjaźnie. Przetarłem oczy i pomrugałem nimi kilkakrotnie. Ziewnąłem, przeciągnąłem i dopiero wtedy mogłem się z nim przywitać.
- Siemasz tatko.- uśmiechnąłem się.
- Witaj.- chował coś za plecami.- Mam dla ciebie prezent.
- Jaki? Jaki?!- skakałem niecierpliwie.
Nagle wyciągnął zza pleców czerwoną piłeczkę. Była identyczna co Mey tylko że czerwona. Podziękowałem mocno tacie i pobiegłem do Mey pochwalić się nowym prezentem.
- Mey!- krzyknąłem z podwórka.
- Już lecę!- odkrzyknęła z głębin jaskini.- Tak?
- Zobacz!- pokazałem je mój prezent.
Mey? Fajna piłeczka? xdd
Opuszczaliśmy już to piękne miejsce. Jak widać Mey nie czuła się tam zbyt pewnie więc nie chciałem jej tam przetrzymywać na siłę.Wyglądało że wracamy już do jaskiń gdyż ciemności nadchodziły coraz prędzej. Nasze jaskinie były dość blisko. Tak na prawdę na przeciwko. Usiedliśmy przed nimi i podawaliśmy sobie nawzajem zieloną piłkę. Sintesu, tata Mey ją gdzieś znalazł i oddał ją jej. W końcu ta zabawa nam się znudziła i poszliśmy spać.
*z rana*
Wstałem i popatrzyłem na tatusia który stał przede mną i patrzył na mnie przyjaźnie. Przetarłem oczy i pomrugałem nimi kilkakrotnie. Ziewnąłem, przeciągnąłem i dopiero wtedy mogłem się z nim przywitać.
- Siemasz tatko.- uśmiechnąłem się.
- Witaj.- chował coś za plecami.- Mam dla ciebie prezent.
- Jaki? Jaki?!- skakałem niecierpliwie.
Nagle wyciągnął zza pleców czerwoną piłeczkę. Była identyczna co Mey tylko że czerwona. Podziękowałem mocno tacie i pobiegłem do Mey pochwalić się nowym prezentem.
- Mey!- krzyknąłem z podwórka.
- Już lecę!- odkrzyknęła z głębin jaskini.- Tak?
- Zobacz!- pokazałem je mój prezent.
Mey? Fajna piłeczka? xdd
Od Ferraro- CD opowiadania Skyres
Wszyscy na raz wstaliśmy i jeden za drugim szliśmy wzdłuż mostku. Deski pod nami strasznie trzeszczały i każdy się obawiał że spotka go zimna kąpiel. Jednak udało nam się spokojnie dojść na brzeg. Ja i Indy nie wiedzieliśmy o czym gadały dziewczyny. Nie ważne ale ja też chciałem mieć jakąś tajemnicę z Indianą przed nimi. Zaciągnąłem psa na bok tak żeby Qet i Sky nas nie słyszały.
- Mam pytanie...- szepnąłem.
- No wal.- powiedział.
- Na pewnooo?- upewniałem się żeby przedłużyć czasopka xd..
- No taaaak.- rozśmieszyło go to trochę.
- Czy chciałbyś zostać moim przyjacielem?- zapytałem.- Nie wiem o czym gadały Qet i Sky ale my też możemy mieć jakąś sprawę w którą nie jesteśmy wtajemniczeni.
Indiana?
- Mam pytanie...- szepnąłem.
- No wal.- powiedział.
- Na pewnooo?- upewniałem się żeby przedłużyć czas
- No taaaak.- rozśmieszyło go to trochę.
- Czy chciałbyś zostać moim przyjacielem?- zapytałem.- Nie wiem o czym gadały Qet i Sky ale my też możemy mieć jakąś sprawę w którą nie jesteśmy wtajemniczeni.
Indiana?
Od Vincent'a- CD opowiadania Alany
Zaprowadziłem suczkę do Mashine. Ten od razu się zgodził i kazał mi pokazać jej jaskinię.
-Czemu cię zostawili? - Zapytałem.
-Nie wiem...-Powiedziała cicho.
Wygląda na cichą i skrytą suczkę...Ale co mi tam!
-Jestem Vincent. - Uśmiechnąłem się odwracając w jej stronę łeb. Przez chwilę stała w milczeniu.
-Alana....
Doszliśmy do jej jaskini.
-Tu będziesz spać. - Pokazałem łapą.
-Aha...- Powiedziała i weszła do środka.
Odetchnąłem i podreptałem poszukać Ingram. Siedziała sobie ze Skyres i Video na kamieniu.
-Co robicie? - Zapytałem.
Psy się wystraszyły i gwałtownie odwróciły.
-Vincent! Nie strasz! - Warknęła Skyres.
Spuściłem łeb i poszłem do domu. Rankiem przed moją jaskinią zobaczyłem sylwetkę psa. Szybko wybiegłem na zewnątrz i zobaczyłem.....
Alana?
-Czemu cię zostawili? - Zapytałem.
-Nie wiem...-Powiedziała cicho.
Wygląda na cichą i skrytą suczkę...Ale co mi tam!
-Jestem Vincent. - Uśmiechnąłem się odwracając w jej stronę łeb. Przez chwilę stała w milczeniu.
-Alana....
Doszliśmy do jej jaskini.
-Tu będziesz spać. - Pokazałem łapą.
-Aha...- Powiedziała i weszła do środka.
Odetchnąłem i podreptałem poszukać Ingram. Siedziała sobie ze Skyres i Video na kamieniu.
-Co robicie? - Zapytałem.
Psy się wystraszyły i gwałtownie odwróciły.
-Vincent! Nie strasz! - Warknęła Skyres.
Spuściłem łeb i poszłem do domu. Rankiem przed moją jaskinią zobaczyłem sylwetkę psa. Szybko wybiegłem na zewnątrz i zobaczyłem.....
Alana?
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
Położyłem się obok suczki i westchnąłem.
- Ja w sumie też chciałbym się przelecieć.- te słowa dały mi dużo do myślenia.
Miałem prześwietny pomysł... na wycieczkę. Co prawda trwała by ona dość długo. Do czasu aż nie znajdziemy jakiegoś większego miasta. Do głowy nalatywało mi tysiąc myśli na raz. Chciałem zrobić coś wielkiego co uszczęśliwi Qet i nawet mnie. Podskakiwałem niespokojnie na kępie lawend.
- Co ci?- rozśmieszyło to Qet.
- Aaa nic.- wstrzymałem moje drgawki.- Niedługo zobaczysz.
- Jak to?- zdziwiła się.
- Niedługo!- powtórzyłem.
Pomachała łbem na dwie strony i wstaliśmy. Ściemniało się więc kroczyliśmy powoli w stronę sfory.
*przed jaskinią Qet*
- Jutro po ciebie zajdę o świcie.- pocałowałem ją.
- Czemu tak wcześnie?
- Niespodzianka.- zaśmiałem się.- Szykuję wycieczkę.
- Jaką?
Na dalsze pytania odpowiadałem już tylko słowem ,,zobaczysz''. Po czym poszedłem do swojej jaskini zostawiając Qet. Gdy wszedłem do jaskini Alf było jakoś dziwnie spokojnie. Jocker jak zwykle miał coś w bandażu. Suzzie aniołek. Tylko Snowy i Coco siedzieli w kącie i czekali na mnie. Ułożyłem się obok nich i po paru minutach zasnęliśmy.
*z rana*
Tak jak obiecywałem o samym świcie wyruszyłem do Qet. Czekała już na mnie przed swoją jaskinią i kończyła jelenia. Poczęstowałem się kawałkiem i poszliśmy w stronę zachodu. Qet nie zadawała więcej pytań. Szliśmy ciągle gadając dzięki czemu droga aż tak się nie dłużyła. Wyszliśmy już na szosę. Szybko przebiegliśmy pomiędzy samochodami które strasznie trąbiły na nasz widok. Każdy i tak się zatrzymywał i czekał aż przejdziemy więc zwolniliśmy trochę. Gdy przez nią przeszliśmy wstąpiliśmy dalej w puszczę. Qetsiyah miewała czasami jeszcze migrenę ale jej pomagałem.
- Jak ci się idzie?- zadałem pytanko.
Qetsiyah?
- Ja w sumie też chciałbym się przelecieć.- te słowa dały mi dużo do myślenia.
Miałem prześwietny pomysł... na wycieczkę. Co prawda trwała by ona dość długo. Do czasu aż nie znajdziemy jakiegoś większego miasta. Do głowy nalatywało mi tysiąc myśli na raz. Chciałem zrobić coś wielkiego co uszczęśliwi Qet i nawet mnie. Podskakiwałem niespokojnie na kępie lawend.
- Co ci?- rozśmieszyło to Qet.
- Aaa nic.- wstrzymałem moje drgawki.- Niedługo zobaczysz.
- Jak to?- zdziwiła się.
- Niedługo!- powtórzyłem.
Pomachała łbem na dwie strony i wstaliśmy. Ściemniało się więc kroczyliśmy powoli w stronę sfory.
*przed jaskinią Qet*
- Jutro po ciebie zajdę o świcie.- pocałowałem ją.
- Czemu tak wcześnie?
- Niespodzianka.- zaśmiałem się.- Szykuję wycieczkę.
- Jaką?
Na dalsze pytania odpowiadałem już tylko słowem ,,zobaczysz''. Po czym poszedłem do swojej jaskini zostawiając Qet. Gdy wszedłem do jaskini Alf było jakoś dziwnie spokojnie. Jocker jak zwykle miał coś w bandażu. Suzzie aniołek. Tylko Snowy i Coco siedzieli w kącie i czekali na mnie. Ułożyłem się obok nich i po paru minutach zasnęliśmy.
*z rana*
Tak jak obiecywałem o samym świcie wyruszyłem do Qet. Czekała już na mnie przed swoją jaskinią i kończyła jelenia. Poczęstowałem się kawałkiem i poszliśmy w stronę zachodu. Qet nie zadawała więcej pytań. Szliśmy ciągle gadając dzięki czemu droga aż tak się nie dłużyła. Wyszliśmy już na szosę. Szybko przebiegliśmy pomiędzy samochodami które strasznie trąbiły na nasz widok. Każdy i tak się zatrzymywał i czekał aż przejdziemy więc zwolniliśmy trochę. Gdy przez nią przeszliśmy wstąpiliśmy dalej w puszczę. Qetsiyah miewała czasami jeszcze migrenę ale jej pomagałem.
- Jak ci się idzie?- zadałem pytanko.
Qetsiyah?
Od Cleo
Cieszyłam się że rodzina wywaliła mnie na szosę, wreszcie mogłam pobiegać! I nie będę musiała słuchać tych durni, w ogóle nie przejmowałam się że zaraz zabraknie mi jedzenia, i legowiska. Biegałam jak szalona po lesie, goniłam wiewiórki, sarny i zające czułam że to najszczęśliwszy dzień w moim życiu, odbijałam się od drzew tak jak uczyła mnie moja pani w frisbee, pływałam, kopałam, aż zauważyłam jakiegoś psa, w ostatniej chwili zatrzymałam się tuż przed jego\jej nosem i zrobiłam głupkowaty uśmieszek, było mi wstyd, widać że pies też był zaskoczony, rozśmieszony moim zachowaniem
- Hej -Wyjęknęłam ze wstydem - Co tu robisz?
ktoś?
- Hej -Wyjęknęłam ze wstydem - Co tu robisz?
ktoś?
Nowa Suczka - Cleo

Imię : Cleo
Ksywka : Blue Marle
Głos : Meg & Dia - "Monster" Doghouse Records
Rasa : Border collie blue marle
Wiek : 1 rok
Płeć : Suczka ♀
Urodziny : 3 dzień lata
Stanowisko : Sprinterka
Rodzina : Pewnie w hodowli
Partner : Szuka tego jedynego...
Młode : Chce
Charakter : Cleo jest miłą i energiczną suczką, jest wścibska lecz potrafi kłamać i często wsadza nos w nie swoje sprawy, szybka, zwariowana i szalona, nie może usiedzieć w jednym miejscu. Lecz do ludzi jest nie ufna, podchodzi z agresją, gdy pozna ją się głębiej, chce rządzić, często wykorzystuje inne psy, nawet przyjaciół by zaspokoić swoje wymogi i potrzeby, nie lubi chodzić w wielkich stadach, potrafi zręcznie manipulować innymi bez ich wiedzy, obudzą się a nagle nie mają domu, jedzenia ani pieniędzy, gdy ktoś zacznie nie ucieka jak tchórz lecz walczy, sprzeciwia się, zawsze ma swoje zdanie i dopnie do swego, ale samotność ją psuje, wtedy robi się cicha i zamknięta w sobie, oschła i wulgarna więc nawet tydzień bez ani jednego psa sprawia że budzi się w niej agresja.
Historia : Urodziła się w hodowli ,,The dog sports'' kupiła ją rodzina która od dawna szukała psa- lecz nie takiego, suczka stała się wybredna, nie pozwalała się nawet dotykać- siebie i swoich rzeczy. Rodzina postanowiła wypożyczać ją pewnej dziewczynie która pozwalała się jej wybiegać i nauczyła ją agillity, flybaalu, dock diving, frisbee i obednice. Dobrze jej szło, lecz dziewczyna musiała wyjechać do Norwegii w poszukiwaniu pracy. Miesiące bez dworu uczyniły ją wulkanem niespożytej energii, Cleo nawet nie chciała jeść, demolowała dom skakała i chciała zaganiać dzieci- musiała pracować! Bez tego jej życie stawało do góry nogami! Wreszcie rodzina pozbyła się nie potrzebnego przedmiotu, wywalając suczkę na pastwę losu do lasu, tam odnalazła Sforę psiego uśmiechu.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Podenco123
Od Pirata "Wypad do miasta"
Z rana wstałem, zjadłem ryż z mięsem, wyszedłem się załatwić i pogalopowałem w stronę miasta, sam nwm czemu ale miałem chęć się tam przejść. Najpierw pochodziłem po rynku- nic ciekawego, później zaszedłem na wybieg dla psów, chwilkę pogadałem z jakimś wilczurem o jego życiu, dowiedziałem się że mieszka w bloku, a to jego pierwszy raz kiedy jest wypuszczony, dlatego latał jak dziecko. Nudziłem się, nie miałem co robić nudy, nudy i nudy, wskoczyłem do fontanny w samym środku, nagle zauważyłem dziwnych ludzi ubranych w fikuśne ciuszki z siatką, podbiegli do mnie szczeknąłem na nich parę razy a oni ni stąd, ni zowąd złapali mnie w tą siatkę, dostałem ataku histerii i piszczałem jakby ktoś mi wyrywał łapy.
-------------------------------------------2 godz. później------------------------------------------------------------
Zamknęli mnie do małej ciasnej klatki, ujadałem jak najęty uważali mnie za psa z ,,bardzo silną agresją i dominacją'' więc zostałem przydzielony do uśpienia. NIE! tak nie mogło zakończyć się moje życie! Muszę się jakoś wydostać wraz z innymi psami! Obok mnie był jeszcze bardzo skundlony owczarek niemiecki, zmutowany jamnik i doberman z domieszką owczarka- ich także czekał smutny koniec...
C.D.N
-------------------------------------------2 godz. później------------------------------------------------------------
Zamknęli mnie do małej ciasnej klatki, ujadałem jak najęty uważali mnie za psa z ,,bardzo silną agresją i dominacją'' więc zostałem przydzielony do uśpienia. NIE! tak nie mogło zakończyć się moje życie! Muszę się jakoś wydostać wraz z innymi psami! Obok mnie był jeszcze bardzo skundlony owczarek niemiecki, zmutowany jamnik i doberman z domieszką owczarka- ich także czekał smutny koniec...
C.D.N
Od Stanley'a - CD opowiadania Shadow'a
Już miałem wyskoczyć, gdy jakaś ogromna łapa złapała mnie od tyłu za szyję.
-Co ty sobie myślisz, mały - warknął do mnie pies.
-A ty? - próbowałem złapać powietrze. - Tlenu!
Słysząc to owczarek, rozluźnił uścisk. Rzucił mi złowrogie spojrzenie, po czym zupełnie puścił.
-Zjeżdżaj! - nie schodził z tonu.
-Spokojnie, gościu - powiedziałem masując się po szyi. - Po co te nerwy?
-Po co? - oburzył się. - Budzisz mnie i bezczelnie nie odpowiadasz na moje wołania, gówniarzu.
-To żeś palnął, cukiereczku - nie pozostawałem dłużny. - To ja tu jestem poszkodowany, nie moja wina, że śpisz w ciągu dnia na najbardziej zatłoczonej ścieżce! Królewna, psia mać.
Patrzył, jakby chciał mnie rozszarpać. Uniósł górną wargę, ukazując białe kły.
-Gdzie moje maniery! - krzyknąłem tym co zawsze, radosnym tonem. - Stanley jestem! Dla przyjaciół Stan... Wiem! Pomożesz mi złapać tego czerwonego ptaka?
Shadow?
-Co ty sobie myślisz, mały - warknął do mnie pies.
-A ty? - próbowałem złapać powietrze. - Tlenu!
Słysząc to owczarek, rozluźnił uścisk. Rzucił mi złowrogie spojrzenie, po czym zupełnie puścił.
-Zjeżdżaj! - nie schodził z tonu.
-Spokojnie, gościu - powiedziałem masując się po szyi. - Po co te nerwy?
-Po co? - oburzył się. - Budzisz mnie i bezczelnie nie odpowiadasz na moje wołania, gówniarzu.
-To żeś palnął, cukiereczku - nie pozostawałem dłużny. - To ja tu jestem poszkodowany, nie moja wina, że śpisz w ciągu dnia na najbardziej zatłoczonej ścieżce! Królewna, psia mać.
Patrzył, jakby chciał mnie rozszarpać. Uniósł górną wargę, ukazując białe kły.
-Gdzie moje maniery! - krzyknąłem tym co zawsze, radosnym tonem. - Stanley jestem! Dla przyjaciół Stan... Wiem! Pomożesz mi złapać tego czerwonego ptaka?
Shadow?
Od Video - CD opowiadania Avalon
- Oj nie przesadza - przewróciłem oczami - Widać, że nie poradziłabyś sobie na Syberii - mruknąłem i lekko pokiwałem głową.
- A Ty byś sobie poradził? - zapytała z nutką ironii.
- Ja jestem już przystosowany do tamtych klimatów - odparłem ze stoickim spokojem. W sumie nie była to do końca prawda, ale warto postawić się wyżej.....
- Zobaczymy - odpowiedziała Avalon, przymrużając oczy.
- Jak chcesz możemy się wybrać tam! - krzyknąłem zadowolony, kładąc się na śnieg. Uśmiechnąłem się i popatrzyłem w niebo. Po chwili uśmiech mi jednak zbladł. W ogóle nawet nie byłem na Syberii. A jak jest tam naprawdę zimno? Kurde, no to się wpakowałem....
Avalon?
- A Ty byś sobie poradził? - zapytała z nutką ironii.
- Ja jestem już przystosowany do tamtych klimatów - odparłem ze stoickim spokojem. W sumie nie była to do końca prawda, ale warto postawić się wyżej.....
- Zobaczymy - odpowiedziała Avalon, przymrużając oczy.
- Jak chcesz możemy się wybrać tam! - krzyknąłem zadowolony, kładąc się na śnieg. Uśmiechnąłem się i popatrzyłem w niebo. Po chwili uśmiech mi jednak zbladł. W ogóle nawet nie byłem na Syberii. A jak jest tam naprawdę zimno? Kurde, no to się wpakowałem....
Avalon?
Od Avalon- CD opowiadania Stanley'a
Spojrzałam zdenerwowana w miejsce, gdzie przed chwilą stała Vista. Nie
można zostawić tak Stanley'a na pastwę losu. Zaczęłam biec w ich stronę i
po dosyć długiej chwili dogoniłam ich. Musiałam jakoś odwrócić jej
uwagę...
- Visiu! - krzyknęłam w jej stronę - Złość, piękności szkodzi - dokończyłam i zaczęłam szybciej biec. Skręciłam przy tym w lewo. Vista od razu skręciła w moją stronę. Było widać jak kipi z niej wściekłość. Zaczęłam szybciej biec szybciej, ciągle na nią patrząc. W pewnym momencie trafiłam na drzewo i padłam jak mucha na ziemię. Uśmiechnęłam się głupkowato i popatrzyłam na Viste, która chciała wydłubać mi oczy z orbit.
- Pa pa! - pomachałam jej przed pyszczkiem łapą. Chwilowe wstrząśnienie mózgu widocznie... Suczka miała już zamiar wydrzeć wnętrzności, gdy usłyszałam Stan'a.
- Viniu Miniu - zawołał. Szybko do mnie podbiegł i szarpnął do góry. Zaczęliśmy uciekać przez rozwścieczoną Vistą.
- Są jakieś szanse, że przeżyjemy? - zapytałam chyba sama siebie.
Vista? Stanley?
- Visiu! - krzyknęłam w jej stronę - Złość, piękności szkodzi - dokończyłam i zaczęłam szybciej biec. Skręciłam przy tym w lewo. Vista od razu skręciła w moją stronę. Było widać jak kipi z niej wściekłość. Zaczęłam szybciej biec szybciej, ciągle na nią patrząc. W pewnym momencie trafiłam na drzewo i padłam jak mucha na ziemię. Uśmiechnęłam się głupkowato i popatrzyłam na Viste, która chciała wydłubać mi oczy z orbit.
- Pa pa! - pomachałam jej przed pyszczkiem łapą. Chwilowe wstrząśnienie mózgu widocznie... Suczka miała już zamiar wydrzeć wnętrzności, gdy usłyszałam Stan'a.
- Viniu Miniu - zawołał. Szybko do mnie podbiegł i szarpnął do góry. Zaczęliśmy uciekać przez rozwścieczoną Vistą.
- Są jakieś szanse, że przeżyjemy? - zapytałam chyba sama siebie.
Vista? Stanley?
Subskrybuj:
Posty (Atom)