Obudziłem się po paru minutach. Jeszcze trochę czasu zajęło też ogarnięcie, co się przed chwilą stało. Potrząsnąłem głową i podbiegłem do suczki.
- Ej, Magic żyjesz?- zapytałem zdenerwowany i zacząłem ją szturchać łapą.
- Tak - usłyszałem nieprzytomny głos. Uśmiechnąłem się do siebie i pobiegłem do najbliższego zbiornika. Wziąłem wodę i pobiegłem z powrotem do Magic. Wodą oblałem jej pyszczek. Ya szybko się podniosła i strzepywała sobie łapą krople.
- Dasz radę wstać?- popatrzyłem na jej rany.
- Nie za bardzo - jęknęła Heart próbując wstać.
- To nie wstawaj. Powiedz tylko gdzie jest twoja jaskini. - mruknąłem. Suczka wskazała kierunek północny. Wziąłem ją, jakoś na kark.
- Dasz radę?- zapytała Magic the Heart.
- Ja nie dam rady?- zaśmiałem się - Spokojnie - powiedziałem by dodać jej otuchy. Ruszyłem ww wyznaczone miejsce. Co raz spoglądałem na zadrapania, z których wypływały niewielkie strumienie krwi. Gdy doszliśmy, "odłożyłem" Magic na miejsce.
- Mam nadzieje, że to tu, bo nie chcę mi się iść dalej - zaśmiałem się - całkiem fajny ten dzisiejszy dzień
Magic the Heart?
środa, 28 stycznia 2015
Od Damon'a - CD opowiadania Coco
Popatrzyłem na Coco i zacząłem się śmiać.
- Z czego Ty się śmiejesz?- zapytała zdezorientowana.
- To miało być śmieszne - mruknąłem nie przestając się śmiać. W końcu Coco też zaczęła się śmiać.
- I oto chodzi - puściłem jej oczko i wyjrzałem zza krzaków. Niedźwiedź - widocznie już spokojniejszy - nadal jadł ryby.
- Watro spróbować jeszcze raz - powiedziałem do Coco i znów poszedłem w stronę niedźwiedzia. Tak jak on zacząłem łapać ryby. Jakoś miś nie za bardzo zwracał na mnie uwagę.
- No chodź!- krzyknąłem do suczki, która stała obok zarośli.
Coco?
- Z czego Ty się śmiejesz?- zapytała zdezorientowana.
- To miało być śmieszne - mruknąłem nie przestając się śmiać. W końcu Coco też zaczęła się śmiać.
- I oto chodzi - puściłem jej oczko i wyjrzałem zza krzaków. Niedźwiedź - widocznie już spokojniejszy - nadal jadł ryby.
- Watro spróbować jeszcze raz - powiedziałem do Coco i znów poszedłem w stronę niedźwiedzia. Tak jak on zacząłem łapać ryby. Jakoś miś nie za bardzo zwracał na mnie uwagę.
- No chodź!- krzyknąłem do suczki, która stała obok zarośli.
Coco?
Od Navedy- CD opowiadania Rocky'ego
-No to tak...Z poza sfory ma matkę o imieniu "Ampha",ojca "Shaikoo" i siostrę "Iggy.Urodziłam się w hodowli "Dogs of Fidelity"....
Gdy opowiedziałam moją historię psu postanowiłam pokazać mu moje znamię pod lewą łapką.
-A to jest znamie w kształcie gwiazdki. - zaśmiałam się.
-Ładne. - odparł.
-Dziękuję.Może masz ochotę pójść gdzieś? - zapytałam patrząc się w jego oczy.
Rocky?
Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht
Przyjrzałem się dokładniej tunelom.
- Może ten - wskazałem łapą piąty.
- Okej - powiedziała Bligrht i ruszyliśmy. Byłem trochę nie przekonany, nie ukrywam, troszeczkę się bałem. Westchnąłem i zacząłem się rozglądać.
- Mam nadzieje, że wyjdziemy żywi -mruknąłem do suczki.
- Spokojnie, wyjdziemy - zapewniła suczka i nie przestawała iść. Uśmiechnąłem się krzywo. Miałem nadzieje, że to prawda. Co raz tunel oświetlało jakiś światełko, skąd ono się brało? Najwidoczniej z ziemi. Po dłuższej chwili iścia, coś wyskoczyła przed nas i zaczęło głośno krzyczeć, jednak później sie schowało.
- Co? Przestraszyłeś się?- zaśmiała się suczka.
- Jak diabli - powiedziałem śmiejąc się - Daje trochę po uszach - mruknąłem przykładając łapę do ucha.
- No trochę - przyznała Bligrht i ruszyliśmy dalej.
Bligrht?
- Może ten - wskazałem łapą piąty.
- Okej - powiedziała Bligrht i ruszyliśmy. Byłem trochę nie przekonany, nie ukrywam, troszeczkę się bałem. Westchnąłem i zacząłem się rozglądać.
- Mam nadzieje, że wyjdziemy żywi -mruknąłem do suczki.
- Spokojnie, wyjdziemy - zapewniła suczka i nie przestawała iść. Uśmiechnąłem się krzywo. Miałem nadzieje, że to prawda. Co raz tunel oświetlało jakiś światełko, skąd ono się brało? Najwidoczniej z ziemi. Po dłuższej chwili iścia, coś wyskoczyła przed nas i zaczęło głośno krzyczeć, jednak później sie schowało.
- Co? Przestraszyłeś się?- zaśmiała się suczka.
- Jak diabli - powiedziałem śmiejąc się - Daje trochę po uszach - mruknąłem przykładając łapę do ucha.
- No trochę - przyznała Bligrht i ruszyliśmy dalej.
Bligrht?
Od Magic the heart- CD opowiadania Sintesu
-Ej! -Krzyknęłam, bo dostałam śnieżką.
-Co? Nie umiesz się rzucać?
-Umiem, zaraz poznasz smak śniegu!!! - Ulepiłam kulkę i trafiłam w Sintesu.
Chwilę po tym byliśmy całkiem mokrzy...
-Zimno, nie? - Powiedziałam.
-Tak, może chodźmy się ogrzać. -Powiedział pies i ruszył w stronę swojego domu.
Szliśmy 20 minut. Nagle ustaliśmy oko w oko z dziwnym stworzeniem. Nie wiem czy to był pies, wilk, nawet konia przypominało! Sin od razu skoczył na bestię, ale tak pacnęła go łapą że odleciał i walnął mocno w drzewo.
-Sintesu!!! - Krzyknęłam i podbiegłam do niego . -Stracił przytomność..
Potwór nie dawał za wygraną, odwrócił się a ja skoczyłam i przyczepiłam mu się do gardła. Widać było tylko taką maciupką plamkę krwi. Wziął mnie za ogon i rzucił o kamień. Widziałam jak jakiś biały pies zabija monstrum. Niestety, i ja straciłam przytomność.
Sintesu?
-Co? Nie umiesz się rzucać?
-Umiem, zaraz poznasz smak śniegu!!! - Ulepiłam kulkę i trafiłam w Sintesu.
Chwilę po tym byliśmy całkiem mokrzy...
-Zimno, nie? - Powiedziałam.
-Tak, może chodźmy się ogrzać. -Powiedział pies i ruszył w stronę swojego domu.
Szliśmy 20 minut. Nagle ustaliśmy oko w oko z dziwnym stworzeniem. Nie wiem czy to był pies, wilk, nawet konia przypominało! Sin od razu skoczył na bestię, ale tak pacnęła go łapą że odleciał i walnął mocno w drzewo.
-Sintesu!!! - Krzyknęłam i podbiegłam do niego . -Stracił przytomność..
Potwór nie dawał za wygraną, odwrócił się a ja skoczyłam i przyczepiłam mu się do gardła. Widać było tylko taką maciupką plamkę krwi. Wziął mnie za ogon i rzucił o kamień. Widziałam jak jakiś biały pies zabija monstrum. Niestety, i ja straciłam przytomność.
Sintesu?
Nowa Suczka!!!
Imię: Omega
Ksywka: Omi
Głos: Natasha Bedingfield- Wild Horses
Rasa: Mieszaniec
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Lekarz
Rodzina: Zginęli w wypadku...
Partner: Brak, ale szuka kogoś podobnego do niej.
Młode: chciała by...
Historia: Urodziłam się w bardzo bogatej rodzinie . Dorastałam tam, ucząc się wielu rzeczy. Pewnego, ładnego dnia wszyscy domownicy (psy też xd) pojechali w góry. W domu zostały tylko szczeniaki, czyli ja i moich dwóch braci. Nie wracali, a zaczął się rok szkolny. Do domu przychodziło dużo dzieci, pukały one w drzwi. Przyszedł jakiś pan, wyważył drzwi, wsadził nas w karton i wyniósł. Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłam że nie jesteśmy już na wsi, ale w mieście. Pudełko stało przy sklepie weterynaryjnym. Moje rodzeństwo szybko znalazło dom. A ja? ja zostałam sama, w te deszczowe dni...Zawsze w nocy obok kartonika przechodził jakiś pies, rudy jak ja. Wydawało mi się że to mama więc podążałam za nim. Wyprowadził mnie daleko za miasto, i zostawił na polu. Znalazłam sobie małą norkę po lisach, i tam zamieszkałam. W wieku 2 lat postanowiłam wyruszyć, gdzieś zamieszkać na stałe. Znalazłam jakieś pole z fiołkami. Tam zobaczyłam grupę bawiących się psów. Podeszłam bliżej i ujrzałam tam znaną mi sylwetkę. Postanowiłam się z nimi zaznajomić. Przez rok ich obserwowałam, aż zdobyłam się na odwagę i poszłam do nich. Tak znalazłam się w sforze psiego uśmiechu.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: KonikowaXD
Ksywka: Omi
Głos: Natasha Bedingfield- Wild Horses
Rasa: Mieszaniec
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Stanowisko: Lekarz
Rodzina: Zginęli w wypadku...
Partner: Brak, ale szuka kogoś podobnego do niej.
Młode: chciała by...
Historia: Urodziłam się w bardzo bogatej rodzinie . Dorastałam tam, ucząc się wielu rzeczy. Pewnego, ładnego dnia wszyscy domownicy (psy też xd) pojechali w góry. W domu zostały tylko szczeniaki, czyli ja i moich dwóch braci. Nie wracali, a zaczął się rok szkolny. Do domu przychodziło dużo dzieci, pukały one w drzwi. Przyszedł jakiś pan, wyważył drzwi, wsadził nas w karton i wyniósł. Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłam że nie jesteśmy już na wsi, ale w mieście. Pudełko stało przy sklepie weterynaryjnym. Moje rodzeństwo szybko znalazło dom. A ja? ja zostałam sama, w te deszczowe dni...Zawsze w nocy obok kartonika przechodził jakiś pies, rudy jak ja. Wydawało mi się że to mama więc podążałam za nim. Wyprowadził mnie daleko za miasto, i zostawił na polu. Znalazłam sobie małą norkę po lisach, i tam zamieszkałam. W wieku 2 lat postanowiłam wyruszyć, gdzieś zamieszkać na stałe. Znalazłam jakieś pole z fiołkami. Tam zobaczyłam grupę bawiących się psów. Podeszłam bliżej i ujrzałam tam znaną mi sylwetkę. Postanowiłam się z nimi zaznajomić. Przez rok ich obserwowałam, aż zdobyłam się na odwagę i poszłam do nich. Tak znalazłam się w sforze psiego uśmiechu.
Upomnienia: 0/4
Kontakt: KonikowaXD
wtorek, 27 stycznia 2015
Od Aceland CD Opowiadania Mashine
-Może wyślemy go na jakiś obóz,kolonię czy coś tego rodzaju-zaproponowałam-pozna nowe psy,rozerwie się i co najważniejsze będzie bardziej bezpieczny tam niż szwędając się samemu po sforze.
-Wiesz co,super pomysł-odparł Mashi.
-Wiesz,że Cię kocham,dlatego jako tata pójdziesz i go przekonasz.
Liznęłam go lekko po pysku i odeszłam zostawiając go ze Snowy'm na głowie.
Mashine?
Od Rocky'ego CD Opowiadania Navedy
-Opowiesz mi coś o sobie-spytała suczka.
-Jasne-odparłem-w tej sforze jestem prawie od początku jej istnienia.Mam kuzynkę Aceland,która ma chłopaka Mashine,ale w tym chyba zdążyłaś się połapać.No cóż lubię przygody,pamiętam jak byłem na "wakacjach" z Ace w górach i spotkaliśmy lodowego wilka.Ale wtedy było zarąbiście.
Obejrzałem się za siebie i dostrzegłem,że jesteśmy nad rzeką.Usiedliśmy na brzegu i moczyliśmy łapki w lodowato zimnej wodzie.Niektóre ptaszki cicho ćwierkały.
-Chyba powoli nadchodzi wiosna-pomyślałem.
W kępie traw czaił się zając.Miałem ochotę na niego zapolowac,ale nie chciałem przestraszyć Navedy.
-Może i ja czegoś dowiem się o Tobie?-spytałem zachęcająco.
Naveda?
Od Coco CD Opowiadania Damon'a
-Ja się nie boję tego niedźwiedzia,tylko nie chcę go przestraszyć.W końcu nie na co dzień można ujrzeć Grizzly-szepnęłam.
Podeszliśmy do niego po cichu aby nas nie zobaczył.Właśnie jadł łososie.Damon stał koło mnie i koniecznie chciał podejść bliżej.
-Stój-powiedziałam do niego.
Ale nie zastałam go przy swoim boku,był już przy niedźwiedziu.Akurat w tym czasie Grizzly się obrócił i groźnie ryknął.Trochę się przestraszyłam i zaczęłam uciekać,a mój kompan wraz ze mną.
-Damon-krzyczałam-chodź skryjemy się tutaj.
Pokazałam mu kępę krzaków,które dawały wrażenie fortecy.
-Co ty sobie myślałeś,mógł nas zabić-spytałam z udawaną powagą,choć ta akcja mnie bawiła.
Damon?
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Wyniki konkursu!
Dostałam tylko dwa banery :/ Chociaż wiem że dwie mi wysłały i się nie udało a jedna niedawno zrobiła. Przepraszam was ale te których nie dostałam i tak mogę wstawić. A teraz ogłoszę zwycięzców!
First Place!!!
julcik77
Nagroda- 80 PNS i przyjęcie banera
Gratulejszyn!!
Two Place!!!
Quarter
Nagroda: 60 PNS i przyjęcie banera
Grarulejszyn!
First Place!!!
julcik77
Nagroda- 80 PNS i przyjęcie banera
Gratulejszyn!!
Two Place!!!
Quarter
Nagroda: 60 PNS i przyjęcie banera
Grarulejszyn!
Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro
- Hmm… wole jednak zostać tutaj. – Powiedziałam radośnie.
- Ej… no weś obiecałaś, że pójdziesz ze mną na falę. –
Wtrącił się Techno.
- Jakoś mi się odechciało.
- A ja chyba wiem dlaczego …
- No dlaczego ??? – Zapytałam psa.
- Boisz się rekinów … - Zachichotał.
- Brawo zgadłeś – Potwierdziłam jego triumf. – A teraz dasz mi spokój ???
- Hmmm…. Zastanówmy się … NIE!!! – Krzyknął wrzucając mnie
do wody. Szybko z niej wyszłam i wróciłam do swoich wcześniejszych zajęć.
Chłopaki z powrotem wrócili do wody i zaczęli rywalizację. Byłam trochę zła na
Techno, bo wiedziałam, że robi to specjalnie. Gdy nastała noc, ludzie którzy
siedzieli także na plaży, rozpalili ognisko. Wykorzystałam chwile nieuwagi
Ferraro i porwałam Techno na słówko.
- Przestań to robić. – Powiedziałam szeptem.
- Ależ co ja robię ??? – Zapytał sarkastycznie.
- Dobrze wiesz co !!!
- Nie wiem. Oświecisz mnie ??? – Próbował mnie jeszcze
bardziej wkurzyć.
- Przestań prowokować Ferraro !!!
- Nie prowokuje go…
- Wiesz o co chodzi, nie lubię patrzeć jak jest zazdrosny. –
Przyznałam.
- Przecież ja z nim o Ciebie nie walczę.
- Wiem… - Zaczęłam.
- Ja go tylko sprawdzam. – Wtrącił się.
- Więc przestań.
- Spoko, jeszcze trochę się z nim pobawię i dam mu spokój. –
Po jego słowach zmarszczyłam nos i pokazałam zęby lekko powarkując. On zrobił
ten sam wyraz pyska, co było wyzwaniem do walki. Z czasem nasze warknięcia było
słychać coraz głośniej, wszystkie psy obserwujące ognisko, podbiegły do nas i
tylko obserwowały co się dzieje. Żaden nie odważył się wtrącić w naszą
bezkrwawą kłótnie. W jednej chwili ja i Techno rzuciliśmy się sobie do gardeł. To
nie było przyjemne uczucie, z resztą tak się zaczyna każda walka. Po chwili
oboje zauważyliśmy, że Ferraro jako jedyny się chciał wtrącić. Oboje
straciliśmy zainteresowanie sobą i odepchnęliśmy Ferraro jak najdalej od nas.
- NIE WTRĄCAJ SIĘ !!! – Krzyknęliśmy wspólnie. Potem powrotem
popatrzyliśmy na siebie zimnym spojrzeniem i … Odwróciliśmy razem wzrok i
usiedliśmy plecami do siebie, wtedy dopiero się zaczęła prawdziwa walka. Ten
kto dłużej wytrzyma ten wygra, to była jedyna zasada. Przegrany musiał przyznać
rację wygranemu, przeprosić i dać spokój. Oboje byliśmy uparci jak osły.
Siedzieliśmy tak nieruchomo, przez całą noc i żadne nie chciało się poddać.
Inne psy były już wyczerpane od samego patrzenia, a my wiedzieliśmy, że to
dopiero początek.
Ferraro ???
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
Było mi bardzo wygodnie.Wtulałam się mrucząc. W pewnym momencie słyszałam bicie serca Toro. Biło rytmicznie i spokojnie. Nie zdawałam się nawet że wtulam się w objęcia Toro. Jak się obudziłam dopiero się zorientowałam.
- Nie było ci nie wygodnie?-zaśmiałam się.- Trzymać taką ciężką suczkę na brzuchu?
- Ciężką?-uśmiechnął się.- Wręcz przeciwnie! Było mi wygodnie.
- Mi również.- powiedziałam.- Na serio przespaliśmy tu całą noc?!
- No tak.- przyznał.- Ty już spałaś a ja miałem poczekać aż wstaniesz. I nie wytrzymałem i zasnąłem kilka minut po tobie.
- Jestem śpiochem.- przyznałam ze śmiechem.
- Zauważyłem.- odpowiedział.
Poszliśmy do jaskini Toromaru. Chcieliśmy zjeść śniadanie. Poszliśmy na polowanie.
- Co upolujemy?- zapytałam niezdecydowana.
Toromaru?
- Nie było ci nie wygodnie?-zaśmiałam się.- Trzymać taką ciężką suczkę na brzuchu?
- Ciężką?-uśmiechnął się.- Wręcz przeciwnie! Było mi wygodnie.
- Mi również.- powiedziałam.- Na serio przespaliśmy tu całą noc?!
- No tak.- przyznał.- Ty już spałaś a ja miałem poczekać aż wstaniesz. I nie wytrzymałem i zasnąłem kilka minut po tobie.
- Jestem śpiochem.- przyznałam ze śmiechem.
- Zauważyłem.- odpowiedział.
Poszliśmy do jaskini Toromaru. Chcieliśmy zjeść śniadanie. Poszliśmy na polowanie.
- Co upolujemy?- zapytałam niezdecydowana.
Toromaru?
Od Raven- CD opowiadania Irfan'a
Uśmiechnęłam się blado.
- Cieszę się - powiedziałam cichutko.
- Co jest? - spytał Irfan.
- Ech, jestem pierwszy dzień w sforze, a już popełniłam pierwszy błąd.
- To nie był błąd, bo nie wiedziałaś, że nie lubię mięsa.
Spojrzałam w niebo. Było już ciemno. Pierwsze gwiazdy pojawiały się na tle ciemnego jak atrament nieba. Przeniosłam wzrok na Irfana. Ubrudził się ogórkiem. Uśmiechnęłam się.
- Może opowiesz mi coś o sobie Raven? - spytał rudy pies.
- A co chcesz wiedzieć? - machnęłam łbem.
- Wszystko. Zacznij od początku.
- Dobrze. Urodziłam się pięć lat temu na dużej, zielonej polanie. Miałam trójkę rodzeństwa - Anne, Pierre i Ronalda. Moja matka i ja, byłyśmy bardzo ze sobą zżyte, ale ojciec był starsznie nadopiekuńczy i prawie nic nie mogliśmy zrobić. Jednak gdy osiągnęłam wiek dwóch lat, wymknęłam się w nocy do miasta. Nie chciałam wracać do rodziny, kiedy zobaczyłam jak piękne jest miasto. Zeszłam do pewnej ciemnej uliczki. Tam zobaczyłam bernardyna, dwa małe mieszańce, dużego husky i jednego dobermana. Podeszli do mnie. Zaprosili mnie do ich gangu. Doberman był jego szefem. Husky był jego doradcą. Ale był strasznie agresywny. Zakochał się we mnie, jednak ignorowałam go. Boss, bo tak miał na imię husky, strasznie się wkurzył i kazał coś tam zrobić, abym pożałowała, że nie chcę z nim być. No. Siedziba gangu, znajdowała się na arenie psich walk. Wystawiano mnie tam, jako najlepszą z kategorii suk. Nazywali mnie tam "Pogromczynią". Pewnego dnia, na arenę przyjechał nowy pies. Pit bull, imieniem Bosco. Wystawiono mnie z nim do walki. Myślałam, że pójdzie łatwo. Jednak Bosco był bardzo silny. Pokonał mnie. Widziałeś moją bliznę na łapie, prawda? No właśnie. To jego sprawka. Miał olbrzymie pazury i jednym rozpruł mi skórę na łapie. Zeszłam z areny. Bosco został nowym mistrzem areny. Gdy opuszczałam tereny walk, widziałam Bossa, który stał przy drzwiach do areny i uśmiechał się do mnie szyderczo. Powiedział: "Mówiłem, że ze mną lepiej nie zadzierać". Zrozumiałam, że to on nasłał na mnie tego Bosco. Dwa tygodnie później, rana się zabliźniła, a ja trafiłam tu.
Spojrzałam na Irfana. Kręcił poważnie głową. Westchnęłam. Po chwili powiedziałam:
- Może teraz Ty, opowiedz coś o sobie.
Irfan?
- Cieszę się - powiedziałam cichutko.
- Co jest? - spytał Irfan.
- Ech, jestem pierwszy dzień w sforze, a już popełniłam pierwszy błąd.
- To nie był błąd, bo nie wiedziałaś, że nie lubię mięsa.
Spojrzałam w niebo. Było już ciemno. Pierwsze gwiazdy pojawiały się na tle ciemnego jak atrament nieba. Przeniosłam wzrok na Irfana. Ubrudził się ogórkiem. Uśmiechnęłam się.
- Może opowiesz mi coś o sobie Raven? - spytał rudy pies.
- A co chcesz wiedzieć? - machnęłam łbem.
- Wszystko. Zacznij od początku.
- Dobrze. Urodziłam się pięć lat temu na dużej, zielonej polanie. Miałam trójkę rodzeństwa - Anne, Pierre i Ronalda. Moja matka i ja, byłyśmy bardzo ze sobą zżyte, ale ojciec był starsznie nadopiekuńczy i prawie nic nie mogliśmy zrobić. Jednak gdy osiągnęłam wiek dwóch lat, wymknęłam się w nocy do miasta. Nie chciałam wracać do rodziny, kiedy zobaczyłam jak piękne jest miasto. Zeszłam do pewnej ciemnej uliczki. Tam zobaczyłam bernardyna, dwa małe mieszańce, dużego husky i jednego dobermana. Podeszli do mnie. Zaprosili mnie do ich gangu. Doberman był jego szefem. Husky był jego doradcą. Ale był strasznie agresywny. Zakochał się we mnie, jednak ignorowałam go. Boss, bo tak miał na imię husky, strasznie się wkurzył i kazał coś tam zrobić, abym pożałowała, że nie chcę z nim być. No. Siedziba gangu, znajdowała się na arenie psich walk. Wystawiano mnie tam, jako najlepszą z kategorii suk. Nazywali mnie tam "Pogromczynią". Pewnego dnia, na arenę przyjechał nowy pies. Pit bull, imieniem Bosco. Wystawiono mnie z nim do walki. Myślałam, że pójdzie łatwo. Jednak Bosco był bardzo silny. Pokonał mnie. Widziałeś moją bliznę na łapie, prawda? No właśnie. To jego sprawka. Miał olbrzymie pazury i jednym rozpruł mi skórę na łapie. Zeszłam z areny. Bosco został nowym mistrzem areny. Gdy opuszczałam tereny walk, widziałam Bossa, który stał przy drzwiach do areny i uśmiechał się do mnie szyderczo. Powiedział: "Mówiłem, że ze mną lepiej nie zadzierać". Zrozumiałam, że to on nasłał na mnie tego Bosco. Dwa tygodnie później, rana się zabliźniła, a ja trafiłam tu.
Spojrzałam na Irfana. Kręcił poważnie głową. Westchnęłam. Po chwili powiedziałam:
- Może teraz Ty, opowiedz coś o sobie.
Irfan?
Od Toromaru – CD opowiadania Quiet
- Nie ważne. Zauważyłaś jak szybko leci czas ??? –
Zapytałem, odwracając uwagę od wcześniejszego tematu.
- Rzeczywiście… jest już ciemno. – Powiedziała. – Pewnie
będę musiała już wracać.
- Dlaczego ??? – Zapytałem.
- Nie jest bezpiecznie chodzić po zmroku, bo po sforze
chodzą pso-wampiry. - Powiedziała
zaniepokojona.
- Pso-wampiry ???
Jest w ogóle coś takiego ???
- Tak
- Eeee tam, olać je. – Powiedziałem pewny siebie. – Choć
pokarze ci coś. – Pobiegłem przodem na najbliższe wzgórze i kazałem Quiet
popatrzeć w górę.
-Niesamowite – Powiedziała patrząc się w gwiazdy.
- Zapiera dech w piersiach, prawda ??? – Zapytałem.
- Yhym
- Tam jest strzelec, a tam hydra, widzisz ???
- Yyy… nie. – Przyznała.
- No trudno, to może Ci opowiem ???
- Ok. – Powiedziała zainteresowana, lecz jak tylko zacząłem mówić,
mój wykład o tym jak powstają gwiazdy, zaczęła usypiać. Po skończeniu mojej
niezwykle „interesującej” historii, zauważyłem, że Quiet już dawno śpi. Zastanawiałem
się co zrobić, obudzić ją, czy poczekać aż sama to zrobi. Samej nie mogłem jej
zostawić, więc zdecydowałem, że poczekam. Położyłem się na plecach i także
usnąłem. Obudziłem się dopiero rano. Quietly wgniatała mi się w mostek.
Zastanawiałem się przez chwilę czy słyszy, przez to rytm mojego serca.
Quiet ???
Od Mashine- CD opowiadania Aceland
- Nie.- pomogłem jej wstać i pocałowałem ją.- Ale ty też musisz na siebie uważać.
- No wiem.- przytaknęła.- Nie martw się.
- Jak ja mam się o ciebie nie martwić?- powiedziałem z czułością.
Ace przytuliła mnie. Poszliśmy do naszej jaskini. Po drodze rozmawialiśmy.
- Zauważyłam że Snowy jest strasznie samotny.-powiedziała.
- Nie przewidziało ci się.- westchnąłem.- Gadałem z nim. Mówi że wszyscy mają kogoś tylko on nie ma.
- Biedaczek.- zasmuciła się.
- Co możemy na to poradzić?
Aceland?
- No wiem.- przytaknęła.- Nie martw się.
- Jak ja mam się o ciebie nie martwić?- powiedziałem z czułością.
Ace przytuliła mnie. Poszliśmy do naszej jaskini. Po drodze rozmawialiśmy.
- Zauważyłam że Snowy jest strasznie samotny.-powiedziała.
- Nie przewidziało ci się.- westchnąłem.- Gadałem z nim. Mówi że wszyscy mają kogoś tylko on nie ma.
- Biedaczek.- zasmuciła się.
- Co możemy na to poradzić?
Aceland?
Od Irfan’a –CD opowiadania Raven
- W zasadzie nie mam Ci czego wybaczać. Nie wiedziałaś o
moich dziwnych zwyczajach, więc nie powinnaś czuć się winna – Odwzajemniłem
uśmiech. – Hyhy… czuje się jakbym był w tej bajce, zaraz jak ona się nazywała
??? – Zamyśliłem się. – Chyba „Zakochany kundel”, to dołujące.
- Dlaczego ??? – Zapytała.
- Bo siedzę bajce dla tycich szczeniąt.
- Przepraszam, jak Ci się nie podoba, to możemy iść. –
Powiedziała smętnie.
- Nie, nie, nie, nie…. Jest fajnie. Sory, że tak narzekam. –
Przeprosiłem. – Bardzo mi się podoba, jest dobre jedzenie i … dobro jedzenie… -
Zaciąłem się i nie wiedziałem co powiedzieć. – Yyy… jest fajnie – Powtórzyłem kolejny
raz.
Raven ??? Sory, że takie krótkie
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
- Hmm.. Czemu nie?-uśmiechnąłem się do niej.- Mógłbym spróbować.
Qet uśmiechnęła się do mnie. Wyszliśmy z ,,domku,, i poszliśmy wolnym spacerkiem. No znaczy tylko ja i Qetsiyah bo Techno pognał na fale. Jak dotarliśmy na plaże ten głupek chwalił się swoimi idiotycznymi sztuczkami na desce. Ja tylko przewracałem oczami. Co w tym takiego niezwykłego?! Jak tak podrywa dziewczyny to jest dziwakiem. I tak wszystkie na to lecą. Qet najwyraźniej nie szalała tak za tym. No i baaaardzo dobrze.
- Wchodzisz Ferraro?!- krzyknął z nad wody.- Pokaż co potrafisz!
Zdenerwowałem się i złapałem zębami za deskę po czym pognałem do wody. Rzuciłem deskę na wodę i wskoczyłem na nią. Jakoś się utrzymywałem ale potem ześlizgnąłem się z deski i plusnąłem do wody. Techno zaczął się śmiać szyderczo i podle. Ja zanurkowałem i podpłynąłem pod jego deskę. On nadal się śmiał więc nic nie zauważył. A ja jednym zwinnym ruchem zwaliłem Techno z deski. Jemu już nie było do śmiechu. Lecz mi owszem. Nawet Qet lekko chichotała. On tylko przewrócił oczami i wyszedł z wody ciągnąć za sobą deskę. Miał ponurą minę. I dobrze mu tak.
- Co Techno?- zaśmiałem się.- Odechciało ci się pływać?!
On tylko spojrzał na mnie złowrogo i parsknął.
- A ty Qet?- do niej uśmiechnąłem się milej niż do Techno.-Idziesz?
Qetsiyah?
Qet uśmiechnęła się do mnie. Wyszliśmy z ,,domku,, i poszliśmy wolnym spacerkiem. No znaczy tylko ja i Qetsiyah bo Techno pognał na fale. Jak dotarliśmy na plaże ten głupek chwalił się swoimi idiotycznymi sztuczkami na desce. Ja tylko przewracałem oczami. Co w tym takiego niezwykłego?! Jak tak podrywa dziewczyny to jest dziwakiem. I tak wszystkie na to lecą. Qet najwyraźniej nie szalała tak za tym. No i baaaardzo dobrze.
- Wchodzisz Ferraro?!- krzyknął z nad wody.- Pokaż co potrafisz!
Zdenerwowałem się i złapałem zębami za deskę po czym pognałem do wody. Rzuciłem deskę na wodę i wskoczyłem na nią. Jakoś się utrzymywałem ale potem ześlizgnąłem się z deski i plusnąłem do wody. Techno zaczął się śmiać szyderczo i podle. Ja zanurkowałem i podpłynąłem pod jego deskę. On nadal się śmiał więc nic nie zauważył. A ja jednym zwinnym ruchem zwaliłem Techno z deski. Jemu już nie było do śmiechu. Lecz mi owszem. Nawet Qet lekko chichotała. On tylko przewrócił oczami i wyszedł z wody ciągnąć za sobą deskę. Miał ponurą minę. I dobrze mu tak.
- Co Techno?- zaśmiałem się.- Odechciało ci się pływać?!
On tylko spojrzał na mnie złowrogo i parsknął.
- A ty Qet?- do niej uśmiechnąłem się milej niż do Techno.-Idziesz?
Qetsiyah?
niedziela, 25 stycznia 2015
Od Qetsiyah – CD opowiadania Ferraro
- Czego tak nagle posmutniałaś ??? – Zapytał Techno.
- Ciężko mi się będzie z wami pożegnać. – Przyznałam.
- To z nami zostań – Zaproponował pies.
- Przecież wiesz, że nie mogę. Tam jest ktoś , kto na mnie czeka i martwi się. Z resztą jakbym tu dłużej została, to ty i Ferraro byście się pozabijali. – Uśmiechnęłam się.
- Jakbyś została, to byłbym nawet w stanie go polubić. – Wyjąkał.
- Lepiej nie próbuj. – Powiedziałam. Wszyscy byli smutni, oprócz Ferraro. – Ej co jest z wami ??? Wyjeżdżam dopiero jutro. To masa czasu. – Starałam się poprawić nastrój innym.
- Ok, Chodźmy na plaże i zagrajmy w coś – Powiedział Techno. –Chce pojeździć na fali !!! –Krzyknął z o wiele lepszym humorem. – Skoro to twój ostatni dzień tutaj, to wierze, że odważysz się pojechać razem ze mną.
- Hmm… Ok, spróbuję. – Powiedziałam pozytywnie. – A ty Fero idziesz z nami ???
Ferraro ???
- Ciężko mi się będzie z wami pożegnać. – Przyznałam.
- To z nami zostań – Zaproponował pies.
- Przecież wiesz, że nie mogę. Tam jest ktoś , kto na mnie czeka i martwi się. Z resztą jakbym tu dłużej została, to ty i Ferraro byście się pozabijali. – Uśmiechnęłam się.
- Jakbyś została, to byłbym nawet w stanie go polubić. – Wyjąkał.
- Lepiej nie próbuj. – Powiedziałam. Wszyscy byli smutni, oprócz Ferraro. – Ej co jest z wami ??? Wyjeżdżam dopiero jutro. To masa czasu. – Starałam się poprawić nastrój innym.
- Ok, Chodźmy na plaże i zagrajmy w coś – Powiedział Techno. –Chce pojeździć na fali !!! –Krzyknął z o wiele lepszym humorem. – Skoro to twój ostatni dzień tutaj, to wierze, że odważysz się pojechać razem ze mną.
- Hmm… Ok, spróbuję. – Powiedziałam pozytywnie. – A ty Fero idziesz z nami ???
Ferraro ???
Od Quiet- CD opowiadania Toromaru
Oczywiście po tym zderzeniu padłam na lód. To było fajne przeczucie. No... Trochę obolałe ale... fajne. Toro wyciągnął do mnie łapę.
- Nic ci nie jest?-zaśmiał się.
- Hehe.- uśmiechnęłam się.- Nie. Jest dobrze.
Wstałam i pokazałam Toro kilka trików. Próbował je ale zawsze kończyło się tym jednym i tym samym- upadkiem.
- Jak nie chcesz to nie musisz jeździć.-pomogłam mu wstać.
- Nie.- uśmiechnął się.- Chyba że...
Po tych słowach upadł na ziemię. Pomogłam mu wstać. Niestety w tym momencie ja też się przewróciłam. Toromaru leżał na mnie. Ja się zaśmiałam i go przytuliłam. Potem wstał ze mnie i się uśmiechnął.
Toromaru?
- Nic ci nie jest?-zaśmiał się.
- Hehe.- uśmiechnęłam się.- Nie. Jest dobrze.
Wstałam i pokazałam Toro kilka trików. Próbował je ale zawsze kończyło się tym jednym i tym samym- upadkiem.
- Jak nie chcesz to nie musisz jeździć.-pomogłam mu wstać.
- Nie.- uśmiechnął się.- Chyba że...
Po tych słowach upadł na ziemię. Pomogłam mu wstać. Niestety w tym momencie ja też się przewróciłam. Toromaru leżał na mnie. Ja się zaśmiałam i go przytuliłam. Potem wstał ze mnie i się uśmiechnął.
Toromaru?
Od Bligrht- CD opowiadania Cheroona
-Hmmm...-zamyśliłam się.- Może być.
-Tylko gdzie?-zapytał.
- Może na łąkę?
- Nieee..- jęknął.- Byliśmy niedawno.
- Las?
- Przechodzimy właśnie przez niego.- zaśmiał się.
- Hyyyy!!!!- jęknęłam.
- Co???- zdziwił się.
- Pójdziemy tam gdzie jeszcze chyba nigdy nie byłeś.- uśmiechnęłam się zawasiacko.
- Jest tam niebezpiecznie?!- zapytał zrezygnowany.
- I to jeszcze jak!- krzyknęłam i pognałam przed siebię.
Cheroon nie wiedział za bardzo co robić. No ale pobiegł za mną widząc że zaraz zniknę mu z oczu. Dotarliśmy na miejsce. Na widok furtki z napisem ,, Śmiertelny tunel'' Cheroon chciał wracać. Zatrzymałam go i się uśmiechnęłam.
- Nie cykaj się!- powiedziałam.
- Ja się nie cykam.-poprawił mnie.- Tylko nie chcę sobie znowu coś zrobić.
- Nie zrobimy.- przewróciłam oczami i otworzyłam furtkę.- No chodź!
Poszedł wolnymi, niezdecydowanymi kroczkami do mnie. Od razu przy wejściu było dużo tuneli. Chyba z osiem.
- To co Cheroon?- zapytałam.- Którym idziemy?
Cheroon?
-Tylko gdzie?-zapytał.
- Może na łąkę?
- Nieee..- jęknął.- Byliśmy niedawno.
- Las?
- Przechodzimy właśnie przez niego.- zaśmiał się.
- Hyyyy!!!!- jęknęłam.
- Co???- zdziwił się.
- Pójdziemy tam gdzie jeszcze chyba nigdy nie byłeś.- uśmiechnęłam się zawasiacko.
- Jest tam niebezpiecznie?!- zapytał zrezygnowany.
- I to jeszcze jak!- krzyknęłam i pognałam przed siebię.
Cheroon nie wiedział za bardzo co robić. No ale pobiegł za mną widząc że zaraz zniknę mu z oczu. Dotarliśmy na miejsce. Na widok furtki z napisem ,, Śmiertelny tunel'' Cheroon chciał wracać. Zatrzymałam go i się uśmiechnęłam.
- Nie cykaj się!- powiedziałam.
- Ja się nie cykam.-poprawił mnie.- Tylko nie chcę sobie znowu coś zrobić.
- Nie zrobimy.- przewróciłam oczami i otworzyłam furtkę.- No chodź!
Poszedł wolnymi, niezdecydowanymi kroczkami do mnie. Od razu przy wejściu było dużo tuneli. Chyba z osiem.
- To co Cheroon?- zapytałam.- Którym idziemy?
Cheroon?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

