piątek, 1 kwietnia 2016
Od Bitter Sweet'a - C.D. Opowiadania Gracy
Przybył do miasta o wiele szybciej, niż było to zaplanowane. Właściwie, nie było to miasto w dosłownym przekazie; pies mógł tak nazywać podmiejski teren, zamieszkany przed niecały tysiąc dwunożnych stworzeń o jasnej, czasem także ciemnej karnacji. Musiał przyznać, że owa miejscowość nie pomieściła tylu mieszkańców, na ilu była przeznaczona.. Wszystkie swoje spostrzeżenia potwierdzał przepięknym, pustym krajobrazem rozległych pól i wzgórz, które nie posiadały w swoim zanadrzu żadnej istoty o ludzkiej inteligencji. Jego jedyną rozrywką było staczanie się ze wzniesień, które wręcz były stworzone do turlania; Owczarek często był przeganiany przez tamtejszych wieśniaków, rolników z powołania i kilka pulchnych gospodyń, próbujących utrzymać swoje dzieci jak najbliżej siebie. Zazwyczaj prośba o porzucenie miejsca zabaw brzmiało jak typowe, cięte przekleństwo, lecz zdarzały się także wszelakie teksty, zainspirowane innymi psowatymi. "Pilnować kury, straciłem kolejny tuzin reproduktorów!", "Zapewne ma wściekliznę!" były ulubionymi zdaniami Owczarka. Rzecz jasna, młodsze społeczeństwo nie śmiało do niego podejść.
Pomimo wcześniejszej chęci służby w ludzkich wojsku Bitter miał wątpliwości do tego, czy naprawdę właśnie tego chciał. Rozważał, że może to być nagły pomysł, impuls, który wraz z czasem przeminie. Usiadł na środku asfaltowej drogi i rozejrzał się dookoła. Cicho westchnął, kiedy jakiś czarny pies przebiegł przez przejście dla pieszych. Nie miał najmniejszego pojęcia o tamtejszym Wojsku, a wszystkie tereny SPU były mu doskonale znane. Wrócić do domu, a może zostać? - pomyślał.
- Wrócić. - warknął, sam do siebie, będąc już łapą na leśnym poboczu.
Gracy? A mój pomysł nieco się zrujnował ._.
czwartek, 31 marca 2016
Od Gracy
- No, piękny jesteś - powiedziała zadowolona i przejechała pazurem po jego skórze. Cofnęła się dwa kroki w tył i uśmiechnięta, spojrzała na niego w całej okazałości. Długo jednak się nie nacieszyła, ponieważ nagle czyjeś wielkie cielsko powaliło ją na ziemię. Suka próbowała się wyrwać i co raz głośno warczała.
- Co Ty robisz? - powiedziała w końcu, rozpoznając twarz białej dotąd mary, którą był Niklaus.
- Przepraszam - rzucił, po czym puścił sukę. - Myślałem, że to ktoś inny - westchnął, cofając się kilka kroków w tył.
- Na drugi raz uważaj - poniosła się z ziemi i strzepała z sierści elementy ściółki leśnej. Podeszła do jelenia i zaczęła jeść, czując na sobie wciąż wzrok Klaus'a. Podniosła łeb i skierowała go w stronę psa. - Jak chcesz, to jedz - machnęła pyskiem, wskazując jelenia.
środa, 30 marca 2016
Od Renee
- Cześć?- pomachałam jej łapą przed oczami.
- Siema.- kaszlnęła przez śmiech.- Pomóc ci?
- Nie sama sobie poradzę.- pościłam jej głupio oczko.
- A spoko.- puściła klapę.
- A na sarkazmach to ty się nie znasz?- krzyknęłam z głębi kosza.
- Znam się.- otworzyła klapę i wyciągnęła do mnie łapę.- Wyłaź.
Energicznie złapałam za jej łapę i wyskoczyłam ze śmietnika.
- Dzięki.-uniosłam kącik ust.
- Spoko.- zaśmiała się.
- Tak wiem to był śmieszny widok.- Teraz i ja zaczęłam się śmiać.
Herosiu? xd
Nowy pies!
Ksywka : Lai
Głos : Marilyn Manson
Rasa : husky
Wiek : 2 lata
Płeć : Pies
Stanowisko : Piosenkarz
Rodzina : zaginęli
Partner : poszukuje
Charakter : Laito jest odważnym i szczerym psem. Nienawidzi gdy ktoś jest chamski i się przechwala. Jest introwertykiem i skraca kontakty z innymi do minimum. Lubi śpiewać.
Historia : Laito żył sobie spokojnie u boku rodziców, jednak w końcu został adoptowany przez gwiazdę rockową. Niestety nie był tam mile widziany i w wieku dwóch lat został wyrzucony(fak u dog XD). Chodził po mieście, aż trafił za pośrednictwem Jocker'a do sfory.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : (kindere)
Od Shairen - C.D. Opowiadania Shasty
Kilka ostatnich tygodni dało mi dużo do myślenia. Wiadomość o śmierci Shasty, broniącego terenów sfory; jedno zdanie, które zupełnie odmieniło mój nudny, szary świat i to, że był przy mnie. Właściwie, on zawsze stał tuż przed moim nosem, czasem też jeden, olbrzymi krok za mną. Odkąd pamiętam swój czas, wówczas marnowany na tworzenie kolorowych bohomazów spędzałam z Shastą. Porządkowałam go do szufladki natrętnych, nie posiadających własnych spraw samców, którzy potrafią uczepić się kogoś jak owoce łopianu gęstej sierści. Wszystko właśnie tak wyglądało - niejasna, cienka nić przyjaźni, która nijak miała się do codzienności, która z czasem przerodziła się w coś innego. Coś, czego nie potrafię zapomnieć, a tym bardziej zagłębić się w uczucie jeszcze bardziej. Bałam się. Cholernie się bałam. Czego? Sama nie byłam pewna. Może jego reakcji, kiedy powiem mu o wszystkim? Albo tego, że mnie opuści? Te wszystkie myśli krążyły w moim łbie, nie dając czasu na jakiekolwiek zastanowienie. Każdą swoją decyzję popełniałam szybciej, niż kiedyś; szybka odpowiedź zawsze dawała do zrozumienia, że jest się całkowicie świadomym własnych wyborów.
Nie chciałam wstawać. Miałam nadzieję, że sen będzie trwał o wiele dłużej, jednak promienie słońca i masywna, biała łapa napierająca na mój pysk nie pozwoliły mi kontynuować dalszego spania. Podniosłam pysk, a ciało samca gwałtownie się poruszyło. Ostrożnie ściągnęłam jego łapę z podbrzusza, na którym obecnie się znajdowała. Nie miałam najmniejszej chęci przerywać Shaście w obecnej czynności, o ile tak można było ją nazwać.. Szczerze? Nawet nie powinnam tego robić, nawet, jeśli obudziłabym się dopiero po zmierzchu. Poprzedniego dnia zasnęłam szybciej, niż on, dlatego byłam mu to winna, a przynajmniej tak sądziłam. Podeszłam cicho do kanciastego, kamiennego stolika, na którym leżał wcześniej upolowany jeleń. Pazurami błyskawicznie podzieliłam je na dwie części.
Shasta? c:
wtorek, 29 marca 2016
Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a
- Zabraniam ci - wydyszał. - Zabraniam ci się w jakikolwiek sposób zbliżać do niego i z nim rozmawiać.
- Tego akurat zabronić mi nie możesz - prychnęłam. Zaczęłam iść za Mever'em.
- Powiem Jem'owi że z nim jesteś.
Stanęłam, w myślach licząc do trzech. Nie wierzyłam, że mój brat posunie się do czegoś takiego, jednak ziarenko wątpliwości zostało zasiane. Otworzyłam i zamknęłam pysk parokrotnie, nie wiedząc co mogłabym powiedzieć w takim momencie. Poszłam więc dalej.
Szybko odnalazłam Sue'a. Gdy tylko mnie zobaczył, zapytał:
- Czego chciał Jocker?
Nie chciałam martwić go słowami mojego brata, więc na poczekaniu wymyśliłam wymówkę i odparłam:
- Chciał tylko żebym wypełniła później jakiś papier.
Pies nic nie odpowiedział. Szliśmy w ciszy kawałek. Po jakimś czasie Mever usiadł. Ja obserwowałam krajobraz. Nagle zapragnęłam szczerze powiedzieć samcowi, co Jocker mi nagadał. Podeszłam do Su'a od tyłu i akurat pochylałam mu się nad ramieniem, gdy ten się odwrócił. Nasze pyski spotkały się na kilka cudownych chwil.
- Teraz już wiem, co mogę powiedzieć Jem'owi - usłyszałam szyderczy głos Jock'a.
Mever? ;p
Od Bitter Sweet'a - C.D Opowiadania Locked'a
Owczarek rozejrzał się dookoła, omiatając swoimi orzechowymi ślepiami każdy, nawet najmniejszy fragment jaskini Elaine. Wiedział, że Locked mógł skryć się wszędzie; próbował spojrzeniem otwierać drewniane, lakierowane komody, które istotnie opierały się jego telekinetycznymi zdolnościami. Nie miał zamiaru rozgrzebywać, drapać czy gryźć przedmiotów w jaskini Tervuerenki, aby złapać jakiegoś psa, którym w dodatku był Open. Jego jedynym życzeniem była po prostu normalna walka, opierająca się na rywalizacji. Uważał uciekanie samca za słabość, jednak nie chciał mu tego powiedzieć. Wolał, żeby utrata honoru sama zżerała go od środka, nie pozwalając na nic innego.
- Locked, nie mam ochoty na zabawę. - warknął. - Bitwa na bystre słówka również nie wchodzi w grę. Wyjdź, bo czas ucieka..
Zapadła długa, samoistna cisza, której nie były w stanie przerwać nawet prychnięcia Ellai. Właściwie, to ona była właścicielką jaskini; mogła bez żadnego poczucia winy wyrzucić Bitt'a na zewnątrz, uśmiechając się szyderczo, tylko dlatego, że nie ma prawa na pobyt w jej mieszkaniu. Pomimo tego, że miała do tego prawo - na tamtą chwilę nie padło żadne słowo, które miałoby na celu wyproszenie samca. Owczarek zastrzygł uszami, aby jeszcze lepiej słyszeć swoje bicie serca. Jego oddech był miarowy, natomiast odgłos szybkich wydechów nie dawał mu spokoju. Lustrował Elaine wzrokiem, jednak ona również wyglądała na spokojną. Wiedział, co to oznaczało.
- No cóż - zabrzmiał. - Jeżeli nie masz odwagi, na nic Cię nie namawiam. Cześć, Laine.
Lock?
Od Meversue'a CD opowiadania Melisy
Samiec co jakiś czas obserwował, jak płomienna sylwetka przebiega tuż obok niego. Zwolnił tempo swojego spacerowania, aby suczka nie musiała posuwać się do biegu, tylko po to, żeby dorównać mu kroku. Rozglądał się dookoła, próbując przypomnieć sobie o wcześniej wspomnianej sprawie, którą musiał niezwłocznie rozwiązać. Mógł spokojnie stwierdzić, że jego pamięć odmówiła mu jakiejkolwiek współpracy; tym razem jednak powinien, a raczej był zmuszony pamiętać o tym, co miał załatwić - przecież nie był tu sam. Wyciągnął Melisę na bezsensowny spacer, zupełnie bez celu, pod niejasnym pretekstem rozwikłania jakiegoś problemu. Problemu, którego nie był w stanie przywołać z powrotem do swojego łba. Uśmiechnął się w stronę rudej Tollerki, która niepewnie odwzajemniła podobny gest, unosząc kąciki swoich warg. Po kolejnym kwadransie wędrówki Meversue przystanął, odwracając swój pysk w kierunku mieszkalnych jaskiń. Suka również poczęła obracać się w stronę centralnego placu, nadal bacznie przyglądając się Never'owi. Mogło się zdawać, że kompletnie nie pojmowała istoty, która widniała przed jej oczami.. A czy ktoś inny rozumiał samca, jakim był Meversue? Możliwe, chociaż każdy miałby co do tego mieszane uczucia. Po upływie kilku minut Sue powolnym krokiem zawracał, tym razem przybierając kierunek wschodni, który wprost prowadził do jego jaskini. Gestem łapy pożegnał suczkę, nie chcąc mówić jej nic więcej. Właściwie, nie miał najmniejszej ochoty na dalszą rozmowę. Marzył, aby jakimś cudownym sposobem zasnąć.
- Nie śpij, posiadam Twój kocyk. - usłyszał cichy, ledwo dosłyszalny szept.
- Tak, tak. - uśmiechnął się. - Połóż go, kimkolwiek jesteś.
Melisa? Luzik, wybaczam. xD
Od Shasty CD opowiadania Shairen
-Shire, nie śpij. - Powiedziałem. Suczka jednak, bez słowa zasnęła. Jednak nie byłem w stanie jej teraz zostawić. Zamknąłem cicho właz, i podniosłem suczkę. Położyłem ją na jej legowisku. Sam położyłem się obok, i nakryłem nim Shairen. Ale też pewna myśl, nie dawała mi spokoju. Wszystko, od początku wydawało się takie rzeczywiste. Jednakże nawet teraz nie byłem w stanie określić swoich uczuć. Kochałem ją. Strata, bolałaby najbardziej. Więc muszę. Muszę ją o to zapytać. Ale nie teraz. Dam jej odpocząć.
Shairen?
poniedziałek, 28 marca 2016
Od Gracy - CD opowiadania Bitter Sweet'a
- Co Ty tutaj robisz? - odpowiedział pytaniem. Był jednak bardziej zdziwiony. Gdy pies wypowiedział to zdanie, zimny pot przeszedł przez sukę.
- Tak przechodziłam... - rzuciła szybko, by nikt nie pomyślał, że śledziła np. Sweet'a. - Ale zadałam pytanie pierwsza - chrząknęła Grey, odwracając łeb w drugą stronę.
- A tak - westchnął pies, unosząc łeb do góry. - Chcę po prostu iść. W sforze i tak nic się na razie nie dzieje - zwrócił się zarówno do Gracy, jak i do Jocker'a oraz Suzzie.
- Jak uważasz - westchnęła Su, po czym spojrzała na niego z troską i uśmiechnęła się lekko. - Jeżeli będziesz na siebie uważał, możesz iść.
- Dziękuję bardzo - odparł Sweet, a jego kąciki ust również uniosły się delikatnie w górę. Grey przyglądała się temu wszystkiemu w zaciekawieniu. Jej wzrok chodziła to na Su, to na Sweet'a. W końcu jednak się ruszyła i podbiegła do Sweet'a, który zaczął opuszczać jaskinię Alf.
- Czemu idziesz do wojska? - powtórzyła pytanie i znów wbiła wzrok w futro psa. Ten spojrzał na nią zdziwiony.
- Odpowiedziałem Ci - mruknął, po czym popatrzył na przód.
- Nie podoba Ci się w sforze? - podniosła 'brwi' i spojrzała na niego zdziwiona, a chwilę później westchnęła i spuściła łeb. - Taaaak, pójdziesz teraz na trzy dni, później na tydzień, a potem już wezmą Cię na zawsze - dodała cicho, po czym pociągnęła nosem.
- Uspokój się, Grey - westchnął Bitter Sweet i przewrócił oczami. - Na razie nigdzie mnie nie zabierają - mruknął, zwalniając kroku. Gracy przygryzła dolną wargę i cicho warknęła.
- Na razie tak mówisz - podniosła łeb wysoko i stanęła, wbijając wzrok w Sweet'a.
- Gracy, co w Ciebie wstąpiło? - zapytał zdziwiony, nie dając więcej dojść suczce do głosu.
- Po prostu wszyscy znajomi, rodzina odchodzą - warknęła i machnęła pyskiem. - Mógłbyś zostać chociaż Ty - dodała znów ciszej.
- Nigdzie nie odchodzę - powiedział zdenerwowany, podkreślając pierwsze słowo.
- Nie wiadomo. Nie wiesz czy przypadkiem oni nie zatrzymają Cię na zawsze - parsknęła Grey, robiąc koło wokół własnej osi.
- Nie bądź głupia (bakaaa) - warknął Owczarek, po czym znów wznowił marsz.
- Nie jestem - fuknęła suka, dorównując kroku Bitter'owi. - Po prostu myślę, że to głupi pomysł.
- Zajmij się sobą - odwarknął Sweet. - Też powinnaś sobie znaleźć jakieś zajęcie, cel lub marzenie - syknął pies, patrząc na Gracy z wyższością.
- A może je nie mam i nie chcę - powiedziała Grey cała zdenerwowana. - Nie każdy musi mieć jakieś głupie marzenia. I cieszę się, że sobie idziesz to tego wojska. Możesz nawet iść i nie wracać - warknęła suka, robiąc krok do tyłu.
- A dziękuję, skorzystam - odwarknął pies i obrócił się idąc, przed siebie. Grey kiwnęła zdecydowanie łbem i poszła w drugą stronę. Przeszedłszy kilka metrów stanęła i westchnęła. Było jej trochę głupio, że ostatnia ich rozmowa przed 'wyjazdem' Bitter'a, okazała się kłótnią...
Biteł? Taki tam pomysł...
Od Melisy CD Meversue'a
Mever? Sorki za nieobecność :/
niedziela, 27 marca 2016
Od Lilianny
- Powaliło cię?!- warknął.
- Proszę?- zdziwiłam się reakcją psa.
- Ten gówniarz mógł cię zabić.. głupia suka.- parsknął.
- Sory ale lekcji przyrody mi nie musisz dawać. Wiem że mogła mnie zabić. Jakbyś nie zauważył to spieprzałam przed nią kilkanaście kilometrów.- tłumaczyłam wzburzona.
Ten tylko parsknął zawadiackim śmiechem. Otrzepałam się z piachu i miałam zamiar odejść. Gdy byłam już całkiem daleko pies krzyknął.
- Należy mi się coś!
A no tak.. Podeszłam do niego z powrotem i dałam mu z ostrego liścia. Pies natychmiastowo złapał się za policzek i warknął.
- Ej! Tak się odwdzięczasz?- szczeknął.
- Za co?
- Za to że uratowałem ci życie?- wspomniał.
Popatrzyłam na niego takim wzrokiem aby pomyślał że mu podziękuję.
- Sama bym sobie poradziła.- stwierdziłam.
Opuściłam ten zasrany les pełen kleszczy i idiotów.
Castiel?
sobota, 26 marca 2016
Dorosły Oli! [Adopcje]
Imię : Oli.
Ksywka : Aleksander, a co za tym idzie - Alex. Przyjął to nawet na swoje drugie imię.
Głos : Video - Bella
Rasa : Po ojcu BOS. Przeważa w nim jednak ON, po matce.
Wiek : Okrągły rok.
Płeć : Pies
Stanowisko : (Można wybrać)
Rodzina : Oli nie chce wspominać członków rodziny. Przyznaje się tylko do Gracy i Aresa (jego rodzeństwo), gdyż reszta odeszła mając ich, za przeproszeniem, głęboko w d*pie.
Partner : -
Charakter : (Sam wymyślasz)
Historia : Urodził się tu.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : (Czekam)
piątek, 25 marca 2016
Od Meversue'a - C.D Opowiadania Suzzie
- A o czym konkretnie myślałaś? - dopytał, będąc już bardziej pewnym siebie.
- O tym, jak się zachowujesz - powiedziała, lekko przygryzając wargi. - Jesteś.. nieobecny? Tak, to doskonałe słowo. Zachowujesz się jak cień psa, sunący tuż za posiadaczem.
Samiec nie odpowiadał, nadal wgapiając się w brązowe ślepia Su. Nie miał żadnego pomysłu na odpowiedź; zazwyczaj miał ją naszykowaną, na takie chwile, jak ta podczas spaceru. Teraz jednak nie wydobył z siebie żadnego gestu, słowa. Nawet bicie jego serca starało się wpasować w narastającą ciszę. Będąc tuż przy Centrum SPU dostrzegł niejasny zarys szczupłej sylwetki, która po pewnym czasie przemieniła się.. w Jocker'a. Dokładnie tego Jock'a.
- Muszę Ci ją zabrać na chwilę. - oznajmił, nie zwracając uwagi na Mever'a.
- Cóż - zabrzmiał drugi samiec. - Będę się musiał z tym pogodzić.
- Ty znowu swoje. - warknął Alfa.
Never wiedział, co miał na myśli Jocker, a przynajmniej się domyślał. Ponownie zareagował na owy tekst złością, tak samo, jak podczas przybycia z Suzzie do skrzydła szpitalnego.
Su? Radzę Ci przeczytać wcześniejsze, będzie głębszy sens. xD
Od Suzzie - CD opowiadania Jem'a
Nagle usłyszeliśmy głośny, piskliwy krzyk. Aż złapałam się za uszy. Jem, bez ceregieli ścisnął moją łapę i pociągnął mnie w stronę z której dobiegał odgłos. Wbiegliśmy na małą polankę, gdzie znajdował się strumyk. Obecnie woda była czerwona od krwi. Przy samym brzegu siedziało z siedem olbrzymich wilków. Jeden trzymał małą, białą istotkę z rodzaju Canis Lupus Familiaris za szyję, zanurzając ją w wodzie po nos. To z jej ciałka wylała się czerwona ciecz, która barwiła strumyk...
Reszta wilków trzymała jeszcze dwa pieski. Jeden był brązowo-biały, a drugi czarny. Chwycili mocniej tego brązowo-białego i mocno rozerwali skórę na łapie i brzuchu. Zaraz zaczęła ciec krew. Tego pieska również zanurzyli w wodzie.
- Od teraz to miejsce nazywa się Strumień Krwi - roześmiał się ochryple jeden wilk. Inny w tym momencie puścił do wody białą istotkę... Nie zważając na nic wybiegłam z ukrycia, podbiegłam do wody i wyciągnęłam suczkę z niej. Wilki były bardzo zaskoczone.
- Ej... To ty jesteś Alfą SPU... Już kiedyś mieliśmy ze sobą do czynienia, pamiętasz?
To były te wilki, które by mnie zabiły, gdyby nie Jem. Stanęłam jak wryta.
- Zostawcie te szczeniaki - warknęłam.
- A c...
Nie skończył basior, gdyż wepchnęłam mu głęboko do gardła kamień. Zaczął się dławić. Pozostałe wilczyska osłupiały. Wykorzystując okazję, z drugim postąpiłam tak samo. Oba padły martwe. Wtedy pozostała piątka rzuciła się na mnie.
- Uciekajcie! - wrzasnęłam do szczeniąt. Zdolny do ucieczki był tylko czarny i natychmiast to uczynił.
Z całej siły kopnęłam najbliższego z basiorów w krocze, a on wywrócił się do tyłu. Z krzaków wyskoczył Jem, błyskawicznie wpychając go do strumienia.
- Jeśli do nas podejdziesz, ona zginie! - szary wilk przejął inicjatywę. Byliśmy w kropce. Nagle wpadł mi do głowy pomysł. Udałam skrajnie wycieńczoną i wychrypiałam: "Pić..."
- Wychlej krew tych szczyli - jeden wilk wepchnął mi łeb to strumienia i... puścił. Udawałam, że nie umiem pływać i tonę. Wstrzymałam oddech. Widziałam tylko trochę, ale od czego miałam słuch i węch? Słyszałam, jak Jem bije się z którymś basiorem i go zabija. Czyli została trójka.
Wyskoczyłam z wody i odbiłam się od rudego wilka, wpychając go do wody. Przypilnowałam, by utonął. Z pozostałą dwójką poszło bardzo łatwo. Tak się przestraszyli, że uciekli. Nie zważając na swoje obrażenia, podbiegłam do białej suczki. Była już martwa. Z moich oczu wypłynęły łzy smutku i złości.
Po czarnym szczeniaku nie było śladu. Zaś brązowo-biały walczył o każdy oddech. Jem zaczął go reanimować. Niestety na nic się to nie zdało. Popatrzyłam na dwa martwe psiaki.
- Musimy zrobić im pogrzeb - pociągnęłam nosem.
Jem? Bezwen ;-;
Od Suzzie - CD opowiadania Meversue'a
- C-co się stało? - przegrałam.
- Nic. Tak tylko rozmyślam. Za to ciebie coś gryzie. O co chodzi? - spytał. Znalazłam się w kropce. Palnęłam najgorszą rzecz, jaką tylko mogłam palnąć:
- Myślę o Jemie.
Widząc jego rozżalony wzrok, próbowałam sprostować sytuację.
- To znaczy... Eee...
Uniósł brwi, a ja w duchu waliłam głową w ścianę. Co ja mam powiedzieć???
Żeby naprawić tę gafę, był tylko jeden sposób. Tylko możliwe, że tym stwierdzeniem popełnię gafę tysiąc razy większą. Nie mogłam jednak pozwolić, by moje dobre relacje z Sue'em przepadły.
- Myślałam o tobie.
Mever? :* ^^
Od Niklausa
Odchodzą
Ksywka : Aya. Jest jeszcze pseudonim "Avis", tylko przyjaciele mogą go używać.
Rasa : Przeważa ON - po matce, ma też w sobie coś z BOS-a - po ojcu
Wiek : Kilka miesięcy
Płeć : Suczka
Rodzina :
Matka - Michelle
Ojciec - Niklaus
Rodzeństwo -
Dziadkowie i babcie -
Blighrt [*], Cheroon [*], Another Day, Snowy
Zakochany : Nie poznała jeszcze tego uczucia...
Charakter : Arya jest bardzo ciekawskim stworzeniem. Zawsze wpycha nos w nie swoje sprawy. Nie potrafi być spokojna. Wykryto u niej ADHD, stąd niecierpliwość i mocna nadpobudliwość. Cały czas gada i gada, często aż do zapowietrzenia. Mimo wszystko Avis jest dobrą przyjaciółką.
Kreatywna z niej suczka. Umie zrobić coś z niczego, zawsze wpadnie jej do głowy pomysł. Jest... dziwna. Chcesz wiedzieć co to znaczy w jej przypadku? Poznaj ją...
Historia : Urodziła się w tej wspaniałej sforze.
Kontakt : ♥♥♥Tommy♥♥♥
Ksywka : Mów jak chcesz.
Rasa : Przeważa BOS - po ojcu, ma też w sobie coś z ON-ka po matce.
Wiek : Kilka miesięcy
Płeć : Pies
Rodzina :
Matka - Michelle
Ojciec - Niklaus
Rodzeństwo -
Dziadkowie i babcie -
Blighrt [*], Cheroon [*], Another Day, Snowy
Zakochany : -
Charakter :Trudno opisać charakter Amigo.
Historia : Urodził się tu.
Kontakt : ♥♥♥Tommy♥♥♥
czwartek, 24 marca 2016
Od Meversue'a - C.D Opowiadania Suzzie
Mever poczuł, jak w jego krtani zastyga pytanie, które dusił w sobie od dwóch godzin. Miał tak bardzo często, odkąd wszystko dookoła toczyło się tak szybko. Przybył do Sfory Psiego Uśmiechu zaledwie miesiąc temu, a jego życie zmieniło się nie do poznania. Możliwe, że zostało to ujęte źle; to Meversue diametralnie się zmienił. Jego pewność siebie, odwaga, towarzyskość - wszystkie te cechy uległy zmianie. Raz większej, czasami mniejszej, ale z pewnością było do odczuwalne dla sforzan. Never nie miał najmniejszego pojęcia, jakim pytaniem zastąpić to, które miał wypowiedzieć pięć minut wcześniej. Wiedział, że poprzednia myśl z pewnością wpłynęłaby na nastrój rozmowy pomiędzy nim, a samicą. Podszedł do niej nieco bliżej, jednak tylko na jeden, mikroskopijny krok. Nie powinien, a raczej nie mógł znaleźć się blisko Suzzie. Miał wrażenie, że jej humor znów ulegnie zmianie i ponownie zacznie się między nimi wieczny spór. Można uznać, że wiecznością zwiemy kilka godzin; jednak w przypadku Meversue'a kłótnia z Su właśnie tyle trwała.
- Przejdźmy się, Suzzie. - powiedział cicho.
Samica Alfa skinęła ochoczo pyskiem, odwracając się w stronę ścieżki prowadzącej do pobliskich gór. Do gór, które Sue znał doskonale; było to miejsce jego najbardziej intensywnych przemyśleń. Meversue ponownie zauważył zgrabny tyłek, który.. właściwie, zapoznał go z Suzzie. Cały spacer mógłby być dosyć miłą sugestią spędzenia czasu, jednak Sue'a nadal przypominał sobie o dwóch zdaniach, które wręcz przebijały się przez jego pysk. To tylko Meversue Przestań. - pomyślał. Jem, to Meversue, nowy członek sfory.
Suzzie?
Od Shairen - C.D Opowiadania Shasty
Czułam się jak mała, szmaciana marionetka, czekająca na ruch jej posiadacza. Nie potrafiłam się poruszyć, odezwać; krócej, nie byłam w stanie wykonać czegokolwiek. Takie uczucie ciążyło na mnie od momentu kłótni z Shastą. Miałam wrażenie, że i dla niego owa sprzeczka nie miała już żadnego sensu.. Ale dlaczego nie potrafiłam go wysłuchać? To wszystko byłoby o wiele łatwiejsze, mniej rażące w skutkach. Nawet teraz, kiedy samiec mnie przeprosił uznałam to za zwykły, szczenięcy gest. Może ten cały cyrk miał jakieś głębsze właściwości? Tego nie byłam świadoma ani wtedy, ani dzisiejszego dnia. Teraz jednak liczyło się tylko to, co mam mu odpowiedzieć. Morro nadal stał przed wyjściem, a na jego pysku pojawiło się pytające spojrzenie. Nie chciałam się rozpłakać, dlatego najzwyczajniej w świecie wstrzymałam oddech. Próbowałam unikać jego wzroku przy każdej możliwej okazji, w czym przeszkadzała mi niewielka jaskinia. Co prawda, mogłam mu wyjaśnić, czego oczekuję, że go przepraszam.. Ale czy to wszystko mogło łączyć się w całość?
- Przytul mnie. - powiedziałam tak cicho, żeby nie usłyszał tego siedzący przed fontanną Theo. - Po prostu mnie przytul, Shasta.
Shasta rozejrzał się dookoła, jednak po pewnym czasie do mnie podszedł. Najwyraźniej nie wiedział, czego mógł się po mnie spodziewać. Usiadł tuż obok mojego ogona i objął mnie mocno zdrową łapą, zrzucając przy tym jedną z drewnianych palet. Szczerze? Moja jaskinia mogła być w tamtym momencie istną ruiną. Ważne, że on tam był, tuż obok mnie. Wtuliłam się w jego krótką sierść, a mój ogon mimowolnie zaczął się kołysać. Siedzieliśmy tak kilka minut. Po tym czasie Morro wstał; nie mogłam mu na to pozwolić. Miał tu zostać, skoro już do mnie przyszedł. Nie miałam żadnego pomysłu na zatrzymanie, dlatego delikatnie powaliłam go na plecy. Ułożyłam się tuż obok niego, skręcając się w kłębek.
- Nie idź - szepnęłam. - Tak mi ciepło.
Uśmiechnęłam się, kiedy samiec nadal leżał. Miałam nadzieję, że nie pokaleczy się tymi różami, które mi przyniósł. On musi być mój.
- Shire, nie śpij. - to zdanie usłyszałam jako ostatnie.
Shasta? xDD
