środa, 27 maja 2015

Od Cheroona †

Wyszedłem na świeże powietrze.
- Video, popilnuj rodzeństwo dopóki Bligrht nie przyjdzie - powiedziałem i popatrzyłem na niego ufnie.
- Dobra - uśmiechnął się i zaczął bawić się z Codie'm i Thomsone'm. Coś czuje, że on nigdy nie dorośnie. Może to i lepiej, nich ma taki charakter jaki ma. Poszedłem sobie spacerkiem w stronę jeziora Anskunmay. Zaczął wiać w tym samym czasie lekki wiatr.
- Witaj - powiedziałem do mojego przyjaciela Sin'a.
- O cześć - odwrócił się i lekko uśmiechnął - Co Ty też chciałeś odsapnąć od szczeniaczków? - zaśmiał się Sintesu.
- No trochę - mruknąłem zakrywając łapą pysk przed słońcem - Chodź przejdziemy się i pogadamy - powiedziałem szybko i zacząłem iść. Sin zaraz mnie dogonił. Szliśmy spokojnie przez jakieś dziwne gąszcze. W końcu znaleźliśmy się w pięknym miejscu, którego dotychczas nie widziałem.
- Wow - zaśmiałem się i nie wiem dlaczego poczułem się jak szczeniak.
- Fajne miejsce - odparł spokojnie Sintesu, lecz w jego głosie było lekkie zainteresowanie. Pokiwałem głową i poszedłem pewniej do jakiegoś drzewa. Za mną poszedł Sin. Położyliśmy się pod nim i zaczęliśmy odpoczywać.
* Kilka minut później *
- Dobra, wracajmy - powiedziałem i wstałem powoli.
- Gdzie się wybierasz? - usłyszałem głos, który w żadnej mierze nie pasował do Sin'a. Odwróciłem się i zobaczyłem dwa wilki i Sintesu. Popatrzyłem na niego przerażony. Można powiedzieć, że nie było go już duszą na tym świecie.
- Co mu zrobiliście? - stanąłem w pozycji obronnej i zacząłem warczeć.
- Nic - mruknął spokojnie wilk - Tylko zbytnio się narzucał - zaśmiał się ironicznie. Wtedy też skoczył na mnie i ......

Niebo. Jest to piękne słowo, lecz niektórzy nie wierzą, że ono istnieje. Tylko, gdyby nie istniało to gdzie bym się znajdował... ? To pytanie będzie mnie męczyło do końca... życia? Tego w niebie? Oczywiście...

Od Video - CD opowiadania Skyres

Popatrzyłem melancholijnie w górę i mocno westchnąłem.
- Szczerze mówiąc, niech sobie dołącza - rzuciłem i wstając zacząłem kierować się w stronę domu.
- Gdzie idziesz? - zapytała Skyres, odrywając wzrok od nowo poznanego towarzysza.
- Do domu - rzuciłem i poszedłem. Wyszedłem tak jak wszedłem. Po piętnastu minutach wszedłem do jaskini, której panował chaos ogromny.
- Co się stało? - zapytałem lekko przerażonym głosem.
- Thomson zniknął - powiedział szybko tato. Stanąłem jak wryty. Może niepotrzebnie go prowadziłem dzisiaj rano do lasu. Nie potrzebnie się godziłem...
- Wiem gdzie może być! - zawołałem i zacząłem szybko biec w stronę lasu. Zaczęliśmy go wołać, gdy w tym czasie podeszła Skyres.
- Popilnujesz... - urwała, patrząc zdziwiona - Co się dzieje? - zapytała szybko.
- Mam coś ważniejszego, niż cholerne pilnowanie szczeniąt - warknąłem, zły na siebie, a przed oczyma miałem poranną rozmowę...
- Co się dzieje? - Skyres znów do mnie podeszła.
- Thom zniknął - warknąłem kolejny raz i znów zacząłem wołać go.

Skyres?

Konkurs...

W związku z małą liczbą zgłoszeń i prośbami osób chcących wziąć udział, wydłużamy termin wysyłania opowiadań o 3 dni. O konkursie w zakładce "Konkursy".

Termin : do 30 maja (do końca dnia)

Od Crystal - CD opowiadania Servusa

Weszłam do gabinetu.
-Witaj-przywitała mnie suczka
Nic nie odpowiedziałam.Po prostu usiadłam i powiedziałam o co chodzi.
Suczko uważnie mi się przyglądała a potem kazała położyć.
Zrobiłam wszystko co kazała.Dotknęła mojego brzucha.
-Ałć-zwiłam się z bólu
Po badaniu powiedziała:
-No wiec wszystko jasne!
-Co mi jest?
-Jesteś w...ciąży!
Zrobiłam wielkie oczy za zdziwienia.Po chwili do gabinetu wpadł Mój partner.
-Czy ja dobrze słyszałem?-spytał zadyszany
-Tak..jestem w ciąży...-powiedziałam
Pies podszedł i pocałował mnie w policzek. Nadal byłam rozdrażniona i odepchnęłam psa.
-Przepraszam...chcę odpocząć-rzekłam i wybiegłam z gabinetu.
Położyłam się w jaskini i zasnęłam. Mimo, że był środek dnia.

Servus?

Od Qetsiyah CD Ferraro

Nie wiedziałam za bardzo jak mu to powiedzieć... chociaż tak teoretycznie nie zareagował tak źle, no to co zrobiła biednej, niewinnej i całkowicie bezbronnej Swan.
- W zasadzie, to mógłbyś, ale jeszcze wracając do zamieszkania razem, to .... - Zaczęłam zamyślona i troszkę nerwowa.
- To co ? - Zdziwił się.
- Zamieszkajmy raczej u ciebie, bo u mnie jest trochę za dużo... skóry... - Wykrztusiłam.
- W jakim sensie skóry ? - Robił się podejrzliwy.
- Nie ważne... po prostu chodzi mi o to, że wole zmieszać u Ciebie....
- Ok ... - Powiedział trochę tajemniczo.
- To gdzie teraz idziemy ? - Zapytałam ciekawa.
- Może lepiej będzie, jak zaprowadzę cię do jaskini.... - Zaczął, ale gdy to usłyszałam poczułam się trochę zła.... z jednej strony Ferro troszczy się o mnie, ale z drugiej, brzmiało to jakby uważał, że sobie nie umiem poradzić.
- Nie jestem kaleką... - Powiedziałam trochę zła. Odwróciłam się od niego i oglądałam spadające liście drzew, udając, że go ignoruję.
 


- Qet ... nie chciałem cię urazić, ale po prostu nie chce, abyś się przemęczała. - Podszedł do mnie.
- Ale mi nic nie jest ... nie potrzebuje takiej opieki .... - Zaczęłam obrażonym głosem, wciąż nie patrząc w jego stronę.
- Wiem, że jesteś samowystarczalna, ale jednak nie chce aby Cię spotkała jakaś krzywda - Przyznał. Ja wciąż "zła" ignorowałam go, przez dłuższy czas. W końcu postanowiłam odejść. Wstałam i zaczęłam wolno iść. Nade mną rosła wielka akacja, a jak każdy wie, jej gałęzie są kolczaste. Jedna z nich leżała na ziemi, ukryta w trawie. Ja jak zwykle nie patrzę pod nogi i nadziałam się na nią. Kolce z gałęzi wbiły się głęboko pod skórę, a ja gwałtownie się cofnęłam.
- Ał .... -Pisnęłam, wciąż cofając się w tył, kulejąc.

Ferro ? Brak pomysłu...

Od Stanley'a - CD opowiadania Shadow'a

-Nie - zaśmiałem się. - Jakoś nie jestem głodny.
Podczas łapania ptak nieźle się poturbował, ale nadal żył. I całe szczęście. Przydepnąłem mu skrzydło, na tyle mocno, by nie uciekł, jednak uważałem, by nic mu nie połamać. Przyjrzałem mu się dokładnie, a zwłaszcza budowie skrzydeł. Shadow patrzył na te wszystkie czynności z małym zdziwieniem na twarzy, starając się zrozumieć, czemu to wszystko ma służyć.
-Dobra, czerwonku - chwyciłem ptaka za nóżki. - Leć!
Podrzuciłem go do góry, a on nie zwlekając zatrzepotał skrzydłami. Patrzyłem w skupieniu na każdy wykonywany przez niego ruch, do momentu, kiedy zupełnie znikł mi z oczu.
-Co ty zrobiłeś?! - warknął Shadow. - Tyle czasu na niego czekaliśmy! Jaki jest sens łapania i wypuszczania?! Żadnego zysku!
-Może ty nie miałeś w tym zysku, ale ja tak - powiedziałem dumnie. - Wreszcie się dowiedziałem, jak ptaki podrywają się do lotu.
-Jesteś nienormalny...
-Możliwe - udałem zastanowienie. - My tu gadu-gadu, a życie ucieka! Trzeba coś odkryć, znaleźć skarb...
-Gadasz bez sensu i w dodatku marnujesz mój czas.
-Co jak co, ale czasu nie marnuję. Idziesz ze mną?

Shadow?

Od Stanley'a - CD opowiadania Avalon

-Są, są - wydyszałem.
Suczka najwyraźniej nie spodziewała się odpowiedzi. Spojrzała na mnie i blado się uśmiechnęła.
-Możemy znaleźć pomoc, albo czekać aż się zmęczy - każde wypowiedziana przeze mnie słowo niesamowicie mnie osłabiało.
Spojrzałem za siebie. Vista ani na chwilę nie zwalniała. Kierujący nią gniew tylko wzbierał na sile, pozwalając jej na wykonywanie ruchów bez większych strat energii.
-Stan, zwolnijmy - Avalon również kończyły się siły. - Ja, już...
-Vista, sorry - krzyknąłem za siebie, przerywając Av. - Może rozejm?
Odgłosy wypowiadanych przez nas słów odbijały się od niej, niczym piłka od ściany. Była tak wkurzona, że wyłączyła wszystkie części mózgu, odpowiadające za odbieranie bodźców z zewnątrz. Stała się wielkim, opancerzonym czołgiem, pragnącym dokopać wszystkim, którzy wprowadzili ją w taki stan. Mijały kolejne sekundy, decydujące o naszym życiu. Rozglądałem się nerwowo po okolicy. Pusto. W końcu dostrzegłem jedyną deskę ratunku. Rzeka!
-Umiesz pływać? - spojrzałem na Avalon.

Avalon?

Od Pirata CD opowiadania Tri-Color'a

- No dobra to najpierw chodźmy do mojego domu, dam ci jeść a później pójdziemy do alf, ok?
- Dobrze...
Na szczęście mój dom był blisko lasu a właścicieli nie było nawet tygodniami więc weszliśmy przez psie drzwiczki, do kuchni. Otworzyłem szafkę z jedzeniem i pozwoliłem szczeniakowi żeby się objadł do syta. Po jedzeniu wyszliśmy i skierowaliśmy się w stronę jaskiń alf
- Jak się tu znalazłeś?
Color opowiedział mi całą historię od początku, a ja pokiwałem głowom
- Wiele ludzi niestety tak robi... są bezduszni i okrutni, na szczęście ja mam kochającą rodzinie chodź i tak nie widzę jej za często...
- Szkoda że ja tak nie mam, tu pewnie umrę
- Nie! U nas jest wiele szczeniaków! Sam zobaczysz, jest pyszne jedzenie, ciepłe jaskinie, nie jesteśmy takim gangiem bez dachu nad głową, a zresztą sam zobaczysz, chodźmy szybciej
-Już nie mogę... Color spadł na ziemię i dyszał ciężko
- Może cię przekarmiłem? Ale masz gorączkę... spróbuj wstać!
Lecz Tri-Color bezsilnie opadał na ziemię i chwiał się
- No dobra spróbuje cię przenieść, tak jak to robią matki szczeniąt
Złapałem bezbronnego Colora za skórę na karku najdelikatniej jak potrafiłem i powędrowałem z nim do jaskini alf. Będzie potrzebny lekarz...


Jakaś alfa?

Od Servusa CD Crystal

* Kilka dni później *
Crystal dziwnie się zachowuje... Często wymiotuje, wybrzydza w jedzeniu chociaż ciągle jest głodna, boli ją brzuch, ciągle jest zła... Postanowiłem trochę się wtrącić.
- Może pójdziesz do Ingram? - spytałem delikatnie.
- Po co? - odparła rozdrażniona suczka.
- No nie wiem, może niech cię zbada? - zasugerowałem.
- No dobra - warknęła. Wyszła z jaskini. Chyba pójdę za nią. Skradałem się, czołgałem, turlałem...W końcu zauważyłem jak wchodzi do gabinetu Ing.

Crystal?

Od Crystal CD Servus'a

Zaczęliśmy się namiętnie całować i turlać po ziemi.
Zasnęłam dopiero o północy.

~~~rano~~~

Obudziłam się ze wstrętnym humorem. Wszystko mnie bolało.
Servus jeszcze spał.Postanowiłam się przewietrzyć i przy okazji zapolować.
Ciepłe promienie słońca mocna grzały.Wiatr powiewał moją sierść.
Wybrałam się do lasu gdzie upolowałam dorodną sarnę.
Po zjedzeniu ruszyłam na rzekę by obmyć się z krwi ofiary.
Poczułam jesień.Zimne wody,liście spadające z drzew....
Wyszłam z rzeki i otrzepałam się z wody.Następnie ruszyłam do jaskini ukochanego.
Ujrzałam go przerażonego i zdziwionego.Gdy mnie zobaczył podbiegł i mnie przytulił.
-Dobrze, że nic Ci nie jest-powiedział zatroskany
-Mi?! - Chyba sobie żartujesz!-zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek
Uśmiechnął się tylko i nic więcej nie powiedział.

Servus?

Od Vawes'a - CD opowiadania Aurory

Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem przytulasa.
- Ja mam jeszcze dziewięcioro rodzeństwa - zaśmiałem się puszczając ją - Jest niezły harmider - mruknąłem siadając.
- Dziewięcioro? - zapytała, lekko zdziwiona ale i zaciekawiona. Pokiwałem głową i zacząłem wymieniać...
- Siostry Jasmine, Tächti, Josie, Meredith oraz bracia Jammy, Skillet, Tyler, Rubens i Kai - zakończyłem swoją wypowiedź i uśmiechnąłem się.
- Ja mam tylko trzech braci White'a, Ares'a i Hasson'a - powiedziała z większą pewnością.
- Fajna rodzinka - zaśmiałem się - Pobawimy się?

Aurora?

Szczeniaki Taszy i Joey'a!

(Wstawi ktoś zdjęcie z adminów )
Imię : Avendeer
Ksywka : Ave, Aven, Ever ( najbardziej lubi jak się zwracają do Niej " Ever " i " Avendeer ")
Rasa : Golden Retriver
Wiek : Parę dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 10 dzień Jesieni
Rodzina : Tata Joey, Mama Tasza, bracia Naveen i Sheldon oraz " kuzynka " Athena
Zakochany : Po co Jej ??? Wystarczy jej najlepszy przyjaciel Codie.
Charakter : Tasza mówi o Niej " druga Athena ". Wydaje się, że jest bardzo delikatna, ale naprawdę jest na odwrót. Jest baaardzo energiczną suczką. Kocha przygody, wyzwania, zawody i inne tego typu rzeczy. Uwielbia biegać. Poza tym jest ambitna, błyskotliwa, inteligentna, kłótliwa z braćmi, mądra, pogodna, pomysłowa, odważna, oryginalna, rodzinna, towarzyska, troskliwa, uczciwa, ufna, wierna.
Historia : Urodziła się w tej sforze.
Kontakt : elisabeth666@vp.pl


http://cdns2.freepik.com/darmowe-zdjecie/czarny-szczeniak-retriever_2701505.jpgImię : Naveen
Ksywka : -
Rasa : golden retriever
Wiek : kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 10 dzień jesieni
Rodzina : Rodzice- Tasza i Joey Rodzeństwo- Sheldon i Avendeer
Zakochany : nikt
Charakter : Ostrożny, cichy, spokojny, grzeczny, miły
Historia :
Urodził się w SPU
Kontakt : Queenpola2003










http://www.gotdogsonline.com/golden-retriever-pictures-breeders-puppies-rescue/pictures/golden-retriever-0007.jpg

Imię : Sheldon
Ksywka : Shel
Rasa : golden retriever
Wiek : kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 10 dzień jesieni
Rodzina : Rodzice- Tasza i Joey Rodzeństwo- Naveen i Avandeer
Zakochany : Michelle
Charakter : Odważny, szarmancki, czasem chamski, zabawny, impulsywny, żywiołowy
Historia : Urodził się w SPU
Kontakt : Queenpola2003

Od Taszy

Obudziłam się rano. Powoli wyplątałam się z obięć Joey'a, po czym wstałam. Atheny jak zwykle nie było. Kiedy ona wstaje ? Uśmiechnęłam się na wspomnienie " Mojej " adoptowanej córki. Popatrzyłam na Mój wyraźnie zaokrąglony brzuch. Nagle poczułam, że ktoś stoi za Mną. Obróciłam się. Za Mną stał Joey. Gdy tylko się obróciłam, pocałował Mnie w czoło.
- Wszystkiego Najlepszego - szepnął
- Że co ? - zapytałam
- Przecież masz dzisiaj urodziny - uśmiechnął się - Rozpakuj prezent.
Podał mi czerwone pudełeczko. W środku znalazłam przepiękną brazoletkę. Wyglądałam tak :
 
http://bizuteria-eshop.pl/18815-24784-kategoria/multi-bransoletka-brzoskwinioworozowe-koraliki-obraczki-i-zawieszki-w-kolorze-zlotym.jpg
 
- Jest przepiękna - przytuliłam Mojego partnera
- To się ciesze - uśmiechnął się
Chciałam coś powiedzieć, ale w tym momencie poczułam bardzo mocny ból brzucha ...
 
*** 3 godziny później ***
 
Obudziłam się w jaskini Raven. Wydarzenia z ostatnich 3 godzin pamiętam jak przez mgłę. Popatrzyłam się na Moje i Joey'a szczeniaki. Były takie śliczne. W tej chwili do jaskini wszedł Joey ...
 
Joey ???

Od Lonlay- CD opowiadania Levar'a

- Jak to nie to samo?- zdziwiłam się.- Każde rodzeństwo zawsze dopieka.
- No tak ale on robi wszystko żeby mnie ośmieszyć itp.- wytłumaczył.
- Rozumiem.- przyznałam.- Ja się nie będę z ciebie śmiała.
- Dzięki.-uśmiechnął się.
Dość długo milczeliśmy. Słychać było tylko piękny śpiew ptaków i szum lasu. Po dość długim namyśle co możemy porobić przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Trzeba trochę poćwiczyć umiejętności Levusia w skakaniu po drzewach.
- BEREEEK!!- dotknęłam go łapą i zaczęłam uciekać.
Wskoczyłam szybko na drzewo i skakałam z jednego na drugie. Levar powtarzał każdy ruch po mnie i skakał jak zawodowiec. Poza tym jeszcze szybko biegał więc bez problemu mnie dogonił i ''odbił'' berka. Teraz ja musiałam za nim biegać. Goniłam go tak szybko ile miałam sił w moich marnych łapkach. Za nic go nie dogonię. Był jakieś kilka metrów ode mnie i znikał mi z punktu widzenia. W końcu już nawet nie słyszałam jak gałęzie trzepotały. Schyliłam na chwilkę głowę do dołu żeby zobaczyć czy może nie zeskoczył na ziemię.Wtem się zagapiłam i sama tam wylądowałam. Upadłam na łapę i jakby coś w środku pękło. Nie mogłam nią ruszyć ani na niej stanąć. Zaczęłam lekko popiskiwać. Potem zaczęłam wołać o pomoc.
- Pomocyyyyyy!!!- krzyczałam.- Pomocyyyyyy!!!!
W końcu usłyszałam kroki jakiegoś psa. To był na szczęście Levar. Na mój widok podbiegł do mnie szybko i zapytał.
- Co się stało?!?!- dyszał przerażony.
- Spadłam z drzewa...- łzy spłynęły mi po policzkach.


Levar?

Od Mey - CD opowiadania Codie'go

Uśmiechnęłam się lekko i dokładnie obejrzałam piłkę Cod'a. Mogłam się domyślić, że to piłka, ponieważ miała okrągły kształt i w ogóle. Była bardzo ZAJEBISTA! XD fajna.
- Fajna - powiedziałam i wykonałam niepewny ruch łapą, w stronę jego piłki - Mo-mogę? - zapytałam szybko, żeby nie było.
- Tak - zaśmiał się i podał mi piłkę. Zaczęłam podrzucać ją, a później rzuciłam ją do Codie'go. Zaczęliśmy rzucać ją do siebie. W końcu trochę to nam się znudziło.
- Idziemy gdzie? - zapytałam siadając i rozglądając się wokół.

Codie?

wtorek, 26 maja 2015

Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah

Wcześniej stałem oparty o drzewo ale teraz czułem że tego drzewa tam nie ma. Upadłem więc. Nie mogłem uwierzyć w te słowa które właśnie wyśpiewała mi Qet. Byłem na nią zarazem wściekły że nie chciała mi tego powiedzieć przedtem ale i szaleńczo szczęśliwy. Tak chciałem mieć szczeniaki ale nie mówiłem o tym Qet bo mogłem ją tym wystraszyć albo coś. A teraz się okazuje że nawet nie musiałem o to prosić?! Szybko się podniosłem i objąłem ją mocno ale i uważając na jej brzuch.
- Czemu mi nie powiedziałaś?!- próbowałem zrozumieć nadal jej słowa.
- To miała być niespodzianka... i... nie miałam siły wtedy tego powiedzieć...- przyznała.
- Dobra... ale... ja nadal o niczym nie wiem.-przypominałem.- Ile szczeniaków?!
- Dwa.- mówiła spokojnie.
- Pies i suczka?- pytałem dalej.
- Tak.- uspokoiła mnie.
- Dobrzeee... Spokóóój...-oddychałem.- To co? Nici z naszej wycieczki?
- Nie wiem. Jak chcesz to możemy iść.- uśmiechnęła się.
- Chciałem po prostu spełnić twoje marzenie. Ale musimy uważać na nasze maluchy więc dla ich bezpieczeństwa wróćmy.
Wtem zawróciliśmy w stronę z której szliśmy. Po drodze rozmawialiśmy o naszych szczeniakach. Ten dzień był peeeełen emocji. Moja nagła złość sekundowo przeszła i zacząłem cieszyć się jak szczeniak. Ciekawe jak spiszę się będąc ojcem. Doszliśmy nareszcie do sfory. Przed wejściem do jaskini Qet zacząłem pewien temat.
- Qet... Bo jak mamy mieć szczeniaki to lepiej będzie jak będziemy mieszkać razem.
- Owszem.- przyznała.
- To może mógłbym zostać Deltą?

Qetsiyah?

Od Ingram CD Vincenta

Moja siostra pewnie by powiedziała, że nie mam co życia marnować z psem starszym o dwa lata, średnio ładnym, itd... Ale ja kocham Vincenta. Chyba...
- Nie.
Przez jego twarz przemknął cień bólu.
- Aha - rzekł i chciał odejść.
- Coś ty, jasne, że żartowałam! Zgadzam się! - zawołałam. Pies mnie pocałował. Powolnym krokiem ruszyliśmy do jego jaskini.
* W nocy *
- Wiesz, Vin... - zaczęłam - Może spełnijmy nasze marzenie o szczeniakach?
Zaczęłam go namiętnie całować.

Vincent?

Od Levar'a CD opowiadania Lonlay

-Yyyy...Chyba tak. - Uśmiechnąłem się.
Lon pomogła mi zejść z drzewa. Spokojnie zeskoczyłem z najniższej gałęzi. Ale na....Lonlay?
-Sory....-Powiedziałem odskakując.
-Nic się nie stało..
-Może się przejdziemy? Znajdziemy kogoś i się poganiamy ok? - Szybko starałem się wymyślić jakiś plan.
-Jak dla mnie spoko, ale ja nie ganiam . - Uśmiechnęła się dumnie.
Przewróciłem oczami. Na lawendowych polach był Niklaus, Jocker, Theo i Ross. Przywitaliśmy się i zaczęliśmy zabawę. Ganiał jak zwykle Niklaus. Biegł za Lonlay aż w końcu ta wywinęła orła i razem wylądowali na ziemi. Wystraszyłem się i ostro wkurzyłem na brata, bo ten zamiast odejść i pomóc jej wstać stał nad nią i się śmiał.
-Odejdź od niej zboczeńcu! - Warknąłem i go odepchnąłem. - Wstawaj Lonlay.
-Dzięki. - Uśmiechnęła się.
-Levar jest zazdrosny? - Wszyscy prócz mnie i Lon się śmiali.
-Wcale nie! Po prostu nie lubię patrzeć na "romantyczne scenki" mojego głupiego brata! - Krzyknąłem. - I nie mamy gdzie mieszkać, wiesz Klaus?
-Jak to? - Krzyknął oburzony.
-Nie pamiętasz? Mama zmarła, a u alf nie mieszkamy bo zmieniono prawa.
-Ale tata nie pozwoli na to! Będziemy z nim mieszkać. - Burknął.
-Ja nie. Wolę mieszkać sam....
Popatrzyłem się na Lon i uciekłem. Usiadłem na kamieniu i oglądałem zachód słońca. Gdy przybiegła Lonlay od razu zrobiło mi się lepiej.
-Czemu zwiałeś?
-Bo nie mam zamiaru z nim rozmawiać...- Powiedziałem.
Lon usiadła obok mnie.
-Aha...Też często złoszcze się na rodzeństwo.
-To nie to samo. - Szepnąłem i o dziwo Lon oparła o moje ramie głowę. Uśmiechnąłem się i westchnąłem.

Lonlay?

Od Vincenta CD opowiadania Ingram

Zacząłem się śmiać na widok miny Indiany. Cały się zaczerwienił i powędrował ze Skyres do domu. Wszyscy się rozeszli. Tylko ja i In zostaliśmy.
-Ingram....Mam sprawę. - Powiedziałem. - Ty się na tym znasz.
-Jaką?
-Bo ja się chyba zakochałem...I nie wiem jak jej to powiedzieć...-Spuściłem łeb i usiadłem.
Po Ing od razu było widać że posmutniała.
-Jak ją widzę....normalnie odlatuję. Jak mam jej to powiedzeć?
-Nie wiem...Może najpierw się spytaj, a później....No nie wiem. - Zaczęła myśleć.
-A ci Ingram? Kto ci się podoba? - Zapytałem z nienacka.
-Taki jeden przystojny Husky...-Popatrzyła mi się w oczy.
-A mi piękna suczka....O czarno-podpalanej maści...-Westchnąłem.
-A chciałbyś mieć szczeniaki?
-Jasne! Uwielbiam je! - Krzyknąłem.
-Ja też...To moje marzenie...-Spojrzała się za siebię.
Przysunąłem się do niej, i gdy się odwróciła nasze nosy się stykały.
-To te marzenie się spełni...-Powiedziałem spokojnie.
-Vincent.....-Powiedziała odsuwając głowę.
-Zostaniesz moją partnerką Ingram? - Wstałem i popatrzyłem się w jej oczy.

Ingram?

Od Pirata C.D wypadu do miasta

Minął 1 dzień, ludzi nadal nie było ale lada chwila powinni tu się pojawić... chyba że chcieli abym umarł śmiercią głodową ale to było nie dorzeczne! Stuknąłem się w łeb o pręty, cały czas siedziałem w tej klatce a była ona zamknięta na przesuwak i jeszcze nie do końca!! Wsadziłem łapy między pręty i zwinnie otworzyłem drzwiczki, otworzyłem je także innym psom.
- Spadamy stąd!
- Jak niby? - odpowiedział zmutowany jamnik
- Nwm, jeszcze coś wymyślę...
- Zauważyłem uchylone okno, na szczęście byłem mistrzem w otwieraniu drzwi, więc sprytnie otworzyłem okno i wyskoczyłem nim a za mną: zmutowany jamnik, skundlony owczarek i doberman z domieszką owczarka. Widać że 2 ostatnie psy były agresywne ale jamnik?! za co on tam siedział?!
- Hej, ty eee..... jak się nazywasz?
- Mikrus, ale błagam nie wypowiadaj tego imienia bo cię zabije! Mów do mnie po prostu... nwm po prostu jamnik
- No dobra ,,jamniku'' za co ty tu siedzisz?
- Za co?! Jeszcze się pytasz?! Nie widzisz jestem ohydnym parszywym kundlem, tak brzydki że NIKT mnie nie chce!! Dlatego tu siedzę!!
- Aha, widziałem miliony podobnych psów w domach?
- Może sobie widziałeś ale ja jestem najbrzydszy z niech wszystkich!!
- Wcale nie
- TAK TAK I JESZCZE RAZ TAK!!!!!
Nie miałem ochoty kłócić się z tym stukniętym jamniorem więc spytałem się owczarka i dobermana i opowiedziałam im ja za co
- My siedzimy tu za agresję po prostu
- Dobra, ale kończmy to, gdzie teraz idziecie?
- Na ulicę, a gdzie indziej?!
- Może nasza sfora by was przyjęła?
- Jaka sfora?
- Sfora psiego szczęście, przyjmuje wszystkie przybłędy takie jak wy!
- Aha, ale ja nie jestem przybłędom wykrzyknął doberman i zaczął mnie dusić
- Uspokuj się!! Puść mnie ty...
- Kto?
- Już nic dobra chodźmy, nie jesteś przybłędom tylko... no.... dobermanem
Wreszcie dotarliśmy do sfory, poszedłem do alf spytać się ich o zdanie, miałem nadzieje że sami wszystkiego nie spieprzą ale trzymałem za nich kciuki aby nie wykazali żadnych agresywnych zachować.

Któryś\któraś z alf?