Postanowiłem pójść za nią. Patrzyłem na nią wściekły. Nie miała prawa mnie uderzyć.
- Stój! - krzyknąłem i zatrzymałem ją.
- Nie - powiedziała cicho.
- Dlaczego mnie uderzyłaś?! - krzyknąłem wzburzony. Nie dam gardzić sobą.
- Bo się zdenerwowałam.
Kiedy to usłyszałem, myślałem, że chyba eksploduję.
- Nie wierzę Tobie, że Ty i Levar to tylko dobrzy kumple. Tak to byś nie latała ciągle za nim - wzbiłem w nią spojrzenie.
Usiadła na ziemi i patrzyła się w niebo. Super. Nie ma to jak ignorancja. To jest najlepszym sposobem na załatwienie wszystkiego.
- Honey...
- Tak? - zapytała.
- Nie wiem jak to powiedzieć. Ja chyba z Tobą zrywam.
Honey ?
sobota, 30 maja 2015
Od Alexa - CD opowiadania Atheny
- Właśnie nie pamiętam - powiedziałem szczerze.
- Ja też. To dziwne. Film mi się po prostu urwał.
- Pamiętasz kogo ostatniego widziałaś? - spytałem.
- Chyba Jockera - odpowiedziała.
- To co robimy? Może pójdziemy do niego?
Athie pokiwała głową. Wyszliśmy po cichu z jaskini. Słońce słabo świeciło. Szliśmy przez las. Zauważyliśmy po naszej prawej stronie harem jeleni.

Woleliśmy nie podchodzić bliżej bo nie mielibyśmy szans z taką gromadą.
Po drodze spotkaliśmy nasz cel : Jockera i Suzzie.
- Co się działo wczoraj na imprezie po północy? - spytałem prosto z mostu.
Jocker ? Athena ? A może ma z tym coś wspólnego moje rodzeństwo ?
- Ja też. To dziwne. Film mi się po prostu urwał.
- Pamiętasz kogo ostatniego widziałaś? - spytałem.
- Chyba Jockera - odpowiedziała.
- To co robimy? Może pójdziemy do niego?
Athie pokiwała głową. Wyszliśmy po cichu z jaskini. Słońce słabo świeciło. Szliśmy przez las. Zauważyliśmy po naszej prawej stronie harem jeleni.
Woleliśmy nie podchodzić bliżej bo nie mielibyśmy szans z taką gromadą.
Po drodze spotkaliśmy nasz cel : Jockera i Suzzie.
- Co się działo wczoraj na imprezie po północy? - spytałem prosto z mostu.
Jocker ? Athena ? A może ma z tym coś wspólnego moje rodzeństwo ?
Od Dave'a
Nareszcie byłem wolny. W końcu od kilku lat. Zacząłem radośnie szczekać.
Nagle poczułem zapach zająca. To było moje pierwsze polowanie. Po kilku
minutach biegu zauważyłem zwierze. Zaczaiłem się w pobliskich
zaroślach. Niczego nie wiedzący zając spokojnie skubał trawę. Podszedł
na odpowiednią bliskość wtedy wyskoczyłem z krzaków.
Udało mi się przegryźć tętnice zająca. Byłem szczęśliwy, chwyciłem zwierze za szyję i poszedłem do przodu. Nagle usłyszałem huk obok mojej głowy. Odwróciłem się i zobaczyłem człowieka z bronią palną.
Puściłem zająca i zacząłem uciekać. Udało mi się byłem już daleko od kłusownika. Mogłem odetchnąć. Kilka razy odwróciłem się w stronę pozostawionej zwierzyny i nagle znów to samo huk ale tym razem poczułem wielki ból i upadłem. Spojrzałem na moją okrwawioną tylną łapę. Zawyłem kilka razy z bólu. Po kilku minutach udało mi się wstać. Co jakiś czas znowu wyłem. Z mojej rannej łapy cały czas leciała krew. Po kilkunastu metrach upadłem i zacząłem wyć. Myślałem że to koniec ale nagle z krzaków wybiegł owczarek belgijski.
Sunny ?
Udało mi się przegryźć tętnice zająca. Byłem szczęśliwy, chwyciłem zwierze za szyję i poszedłem do przodu. Nagle usłyszałem huk obok mojej głowy. Odwróciłem się i zobaczyłem człowieka z bronią palną.
Puściłem zająca i zacząłem uciekać. Udało mi się byłem już daleko od kłusownika. Mogłem odetchnąć. Kilka razy odwróciłem się w stronę pozostawionej zwierzyny i nagle znów to samo huk ale tym razem poczułem wielki ból i upadłem. Spojrzałem na moją okrwawioną tylną łapę. Zawyłem kilka razy z bólu. Po kilku minutach udało mi się wstać. Co jakiś czas znowu wyłem. Z mojej rannej łapy cały czas leciała krew. Po kilkunastu metrach upadłem i zacząłem wyć. Myślałem że to koniec ale nagle z krzaków wybiegł owczarek belgijski.
Sunny ?
Nowa suczka !
Imię : Prawdziwe imię to Żabka, ale wolała by aby mówiono na nią Keisha (czyt. Kejsza)Ksywka : Kesha, Kei
Głos : Blue Cafe - Czas Nie Będzie Czekał
Rasa : Kundelek
Wiek : 3,5 lat
Płeć : Suczka
Urodziny : 22 Dzień Lata
Stanowisko : Psycholog
Rodzina : Brak
Partner : Brak
Młode : Brak
Charakter : Żabka znaczy Keisha choć jest z pozoru małą suczką, potrafi się postawić. Ma dość zadziorny charakter, ale jeśli komuś zaufa będzie dla niego miłą przyjaciółką
Historia : (Opis ze schroniska w którym się znajdowała) „Witam! Ja przybłąkałam się na posesję w Sobieszewie. Jestem malutka, ale za to
charakterna i potrafię się „postawić”. To moje zachowanie wynika jednak bardziej
e stresu związanego z pobytem tutaj niż z wrodzonej cechy charakteru. Ja po
prostu boję się i nie lubię gwałtownych, niespodziewanych gestów. Ogromnie nie
lubię jakichkolwiek zabiegów weterynaryjnych. Jestem zagubioną kruszynką, która
nie może odnaleźć się w tym wiecznym zgiełku i hałasie." Po półtora roku Keisha postanowiła uciec, bo nie dawała już sobie rady. Tak znalazła się w sforze
Upomnienia : 0/4
Kontakt : ali215
Serdecznie witamy...
Od Mey - CD opowiadania Codie'go
Postawiłam łapę na przód, by zobaczyć bliżej te postacie. Niestety stanęłam na spróchniałych patykach, które od razu zaczęły "skrzeczeć". Te sylwetki odwróciły się w naszą stronę, patrząc czujnie. Szybko cofnęłam się w tył i wpadłam na Codie'go. Ten zaś poleciał do tyłu i walnął głową w drzewo.
- Przepraszam - powiedziałam cicho, podając mu łapę - Wszystko okej? - zapytałam szybko.
- Tak - szepnął, masując głowę i wstając. Uśmiechnęłam się z ulgą i popatrzyłam na dziwne stwory - Czy to są ludzie? - zapytałam, przenosząc wzrok na Cod'a.
- Możliwe. Tylko co by tu robili? - zapytał jakby sam siebie. Wzruszyłam ramionami i przypatrzyłam się bardziej tym ludziom.
- Podejdźmy bliżej - powiedziałam, zaczynając powoli iść. Codie trochę zdziwiony poszedł za mną. Poszliśmy w jakieś wysokie trawy. Byliśmy tuż za nimi, przez co mogliśmy podsłuchać o czym mówią.
- To gdzie robimy ten parking? - zapytał jakiś głos. Parkin?! Warknęłam cicho i cofnęłam się.
- Słyszałaś? - usłyszałam głos Die. Pokiwałam głową i trochę przeszły mnie ciarki.
- W tym obszarze oczywiście. Jest tu dobra gleba - odpowiedział spokojnym tonem inny głos - Wygrałem! - zaśmiał się.
- Czy oni chcą zrobić w naszej Sforze, parking? - popatrzyłam na Codie'go.
Codie?
- Przepraszam - powiedziałam cicho, podając mu łapę - Wszystko okej? - zapytałam szybko.
- Tak - szepnął, masując głowę i wstając. Uśmiechnęłam się z ulgą i popatrzyłam na dziwne stwory - Czy to są ludzie? - zapytałam, przenosząc wzrok na Cod'a.
- Możliwe. Tylko co by tu robili? - zapytał jakby sam siebie. Wzruszyłam ramionami i przypatrzyłam się bardziej tym ludziom.
- Podejdźmy bliżej - powiedziałam, zaczynając powoli iść. Codie trochę zdziwiony poszedł za mną. Poszliśmy w jakieś wysokie trawy. Byliśmy tuż za nimi, przez co mogliśmy podsłuchać o czym mówią.
- To gdzie robimy ten parking? - zapytał jakiś głos. Parkin?! Warknęłam cicho i cofnęłam się.
- Słyszałaś? - usłyszałam głos Die. Pokiwałam głową i trochę przeszły mnie ciarki.
- W tym obszarze oczywiście. Jest tu dobra gleba - odpowiedział spokojnym tonem inny głos - Wygrałem! - zaśmiał się.
- Czy oni chcą zrobić w naszej Sforze, parking? - popatrzyłam na Codie'go.
Codie?
Od Meredith - CD opowiadania White'a
Ale wstyd. Wypalić takie rzeczy przy wszystkich. Ciekawa jestem co na to moja mama albo babcia. Chyba nie były zadowolone z tego co usłyszały. Musiałam wyjść z jaskini. Nie mogłam się patrzeć na White'a. Postanowiłam udać się do Wąwozu Rudego. Jeszcze nigdy tam nie byłam. Mogłam odnaleźć to miejsce jedynie z opowieści innych. Tata opowiadał mi o tym, że żył tutaj kiedyś w samotności przez wiele, wiele lat pies o imieniu Rudy. Musiał też chyba tutaj umrzeć. Kiedy weszłam do wąwozu od razu łapy zabrudziły mi się w gęstym błocie. Rozejrzałam się dookoła. Liście drzew już wyraźnie pożółkły. Niektóre z nich nawet zaczęły się robić brązowe. Naprzeciwko mnie leżała zaspa z liści. Pobiegłam tam i wskoczyłam w nią. Zaczęłam nurkować w przegnitych liściach. Nie wiedziałam, że bawienie się w samotności nie jest takie złe. Po zabawie położyłam się na kupce i czekałam sama nie wiem na co. po chwili na horyzoncie zauważyłam jakiegoś psa. Husky Syberyjski. Chyba trochę młodszy ode mnie, ale wzrostem dorównujący mi. Podeszłam powoli do niego. Skądś go znałam.
- Cześć. Jestem Meredith - przywitałam się.
- Ja jestem Thomson. W skrócie po prostu Tom - uśmiechnął się.
- Jak już się znamy to może się pobawimy w tamtym tunelu z liści? - spytałam wyczekująco.
Za mną w średniej odległości zauważyłam White'a.
Thomson ? White ?
- Cześć. Jestem Meredith - przywitałam się.
- Ja jestem Thomson. W skrócie po prostu Tom - uśmiechnął się.
- Jak już się znamy to może się pobawimy w tamtym tunelu z liści? - spytałam wyczekująco.
Za mną w średniej odległości zauważyłam White'a.
Thomson ? White ?
Od Madeline - CD opowiadania Syriusza
Usiadłam na mokrej trawie i spojrzałam na niego.
- Syriusz. Nie wiem - powiedziałam.
- Ale czego nie jesteś pewna? - spytał.
- Nie wiem czy jestem na to gotowa. Może poczekajmy aż nasze dzieciaki dorosną - zakończyłam temat, ale mogłabym dać sobie łapy uciąć, że Syriusz wróci do tej rozmowy.
Poszliśmy zakochani do lasu i położyliśmy się na lekko wilgotnym, dużym głazie. Wypoczywaliśmy w spokoju. Trzeba wykorzystać takie chwile jak te. Patrzyliśmy się z góry na szybko płynący strumień. Wartka woda ciągle przybierała na sile.

Słyszałam w oddali stukot kopyt saren. Pewnie chciałyby podejść do wodopoju, ale bały się konfrontacji z dwoma psami.
- A ile jak już chciałbyś mieć szczeniąt?
Syriusz ?
- Syriusz. Nie wiem - powiedziałam.
- Ale czego nie jesteś pewna? - spytał.
- Nie wiem czy jestem na to gotowa. Może poczekajmy aż nasze dzieciaki dorosną - zakończyłam temat, ale mogłabym dać sobie łapy uciąć, że Syriusz wróci do tej rozmowy.
Poszliśmy zakochani do lasu i położyliśmy się na lekko wilgotnym, dużym głazie. Wypoczywaliśmy w spokoju. Trzeba wykorzystać takie chwile jak te. Patrzyliśmy się z góry na szybko płynący strumień. Wartka woda ciągle przybierała na sile.
Słyszałam w oddali stukot kopyt saren. Pewnie chciałyby podejść do wodopoju, ale bały się konfrontacji z dwoma psami.
- A ile jak już chciałbyś mieć szczeniąt?
Syriusz ?
Nowy pies!
Ksywka : Dav
Głos : Artur Rojek
Rasa : Kundel
Wiek : 3 lata
Płeć : Pies
Urodziny : 20 dzień jesieni.
Stanowisko : Obserwator
Rodzina : Od kiedy pamięta żył w schronisku.
Partner : Szuka tej jedynej
Młode : Brak
Charakter : Dave jest bardzo pomysłowy przez kilka lat próbował wydostać się z klatki. Jest niezwykle inteligentnym psem, z odwagą trochę gorzej ale jeżeli chodzi o zdrowie a nawet życie psa to będzie odważny jak lew. Na początku nieufny i ostrożny ale kiedy przełamie pierwsze lody staje się miły i zabawny.
Historia : Od kiedy pamiętam żyłem w schronisku. Dzień w dzień próbowałem się wydostać. Pewnego dnia w zaklinowałem łapę w szparze ludzie wydostali mnie z niej. Zanieśli mnie do weterynarza. Na szczęście nic mi nie było. Kiedy zanosili mnie poraz kolejny na kilka lat do klatki nadarzyła się okazja. Ugryzłem człowieka w ręke , wtedy mnie puścił. Udało mi się uciec. Kiedy polowałem po raz pierwszy na zająca dostałem kulą w łapę i dotarłem ranny tu.
Upomnienia : 0
Kontakt : Wilczywilk
Od Damon'a - CD opowiadania Coco
Popatrzyłem na szczeniaki i westchnąłem.
- Jak dorosną nic nie trzeba będzie robić - zaśmiałem się - Będą przecież samodzielne - mruknąłem i pocałowałem Coco w czoło.
- Właśnie - westchnęła Coocy i popatrzyła na bawiące się szczeniaki.
- Dobra, wpierw trzeba je czegoś nauczyć - zaśmiałem się cicho. Po pierwsze trzeba nauczyć dyscypliny.
- Kompania, do mnie! - krzyknąłem na pieski. Te niezbyt wiedziały co robić ale w końcu wszystkie do mnie przyszły - Uformować szereg - odezwałem się znów. Szczeniaczki po chwili uformowały się w dosyć niezgrabny szereg. Spojrzałem na Coco, która była lekko zdziwiona. Podszedłem do niej i objąłem ją.
- To co robimy z tą kompanią? - zapytałem, śmiejąc się.
Coco?
- Jak dorosną nic nie trzeba będzie robić - zaśmiałem się - Będą przecież samodzielne - mruknąłem i pocałowałem Coco w czoło.
- Właśnie - westchnęła Coocy i popatrzyła na bawiące się szczeniaki.
- Dobra, wpierw trzeba je czegoś nauczyć - zaśmiałem się cicho. Po pierwsze trzeba nauczyć dyscypliny.
- Kompania, do mnie! - krzyknąłem na pieski. Te niezbyt wiedziały co robić ale w końcu wszystkie do mnie przyszły - Uformować szereg - odezwałem się znów. Szczeniaczki po chwili uformowały się w dosyć niezgrabny szereg. Spojrzałem na Coco, która była lekko zdziwiona. Podszedłem do niej i objąłem ją.
- To co robimy z tą kompanią? - zapytałem, śmiejąc się.
Coco?
Od Diego
Spacerowałem ulicami miasta. Ten szum... Doprowadzał mnie do zawrotów głowy. Cały czas ludzie się zatrzymywali i przypatrywali się mi. Co we mnie takiego niezwykłego? Może to, że jestem czarny? Nie wiem. Każdy chciał mnie złapać.. ale uciekałem lub gryzłem. Miałem tego dość.Pobiegłem przed siebie do lasu. Cisza i spokój.
Położyłem się na stercie liści i zacząłem rozmyślać.Może by tak znaleźć jakieś schronienie?Sforę... Nigdy w niej nie byłem, ale to zmienię. Tylko gdzie ja znajdę
taką, która mnie przyjmie? Nie wiedziałem.Po jakimś czasie
zasnąłem.. Obudziły mnie ciepłe promienie słońca. I jakiś cień, który srał przede mną.Ostrożnie otworzyłem oczy. Obok mnie siedziała suczka i bacznie mi się przyglądała.
- Już się bałam, że nigdy się nie obudzisz - powiedziała
Wstałem i otrzepałem sierść z liści.
- Ale się obudziłem-odpowiedziałem
- Widać...co tu robisz?-spytała
- A co mam robić?
- No..Jesteś na terenach sfory...
- Sfory!?
- Psiego Uśmiechu-wyszeptała
- Akurat..a tak w ogóle to jestem Diego - przedstawiłem się
- Jestem.......
Jakaś suczka?
- Już się bałam, że nigdy się nie obudzisz - powiedziała
Wstałem i otrzepałem sierść z liści.
- Ale się obudziłem-odpowiedziałem
- Widać...co tu robisz?-spytała
- A co mam robić?
- No..Jesteś na terenach sfory...
- Sfory!?
- Psiego Uśmiechu-wyszeptała
- Akurat..a tak w ogóle to jestem Diego - przedstawiłem się
- Jestem.......
Jakaś suczka?
Nowy Pies - Diego !
Imię: Diego
Ksywka: Di
Głos: K2 - Jutro nadchodzi zawsze
Rasa: Czarny owczarek niemiecki
Wiek: 2,5 lat
Płeć: Pies
Urodziny: 10 dzień lata
Stanowisko: Wojownik zachodni
Rodzina: Są daleko w świecie
Partner: Szuka tej jedynej...
Młode: chmm...
Charakter: Di..Bardzo wysportowany,silny.Bardzo odważny.Łatwo się nie poddaje.Łagodny i romantyczny dla suczek.Nie łatwo zdobyć jego zaufanie.Ale ma jak każdy słaby punkt-a mianowicie ma lęk wysokości.Od 3 metrów.Jest tym zmieszany i boi się przyznać. Uwielbia naturę.Wszystko co żywe.No ...prawie wszystko...
Historia: Urodził się w bloku.Miał 3 rodzeństwa.Matka zmarła po porodzie a ojciec zaraz po niej.Sam się wychowywał.Uczył na blędach.Po czasie znalazł tą sforę i w niej został.
Właściciel: Mar28
Ksywka: Di
Głos: K2 - Jutro nadchodzi zawsze
Rasa: Czarny owczarek niemiecki
Wiek: 2,5 lat
Płeć: Pies
Urodziny: 10 dzień lata
Stanowisko: Wojownik zachodni
Rodzina: Są daleko w świecie
Partner: Szuka tej jedynej...
Młode: chmm...
Charakter: Di..Bardzo wysportowany,silny.Bardzo odważny.Łatwo się nie poddaje.Łagodny i romantyczny dla suczek.Nie łatwo zdobyć jego zaufanie.Ale ma jak każdy słaby punkt-a mianowicie ma lęk wysokości.Od 3 metrów.Jest tym zmieszany i boi się przyznać. Uwielbia naturę.Wszystko co żywe.No ...prawie wszystko...
Historia: Urodził się w bloku.Miał 3 rodzeństwa.Matka zmarła po porodzie a ojciec zaraz po niej.Sam się wychowywał.Uczył na blędach.Po czasie znalazł tą sforę i w niej został.
Właściciel: Mar28
czwartek, 28 maja 2015
Od Levar'a- CD opowiadania Lonlay
-Jak to spadłaś?! - Wrzasnąłem.
-Nie wiem...Zapatrzyłam się. - Zaczęła płakać.
-Ale złamałaś ją?
-NIE WIEM!
Położyłem uszy po sobie. Podniosłem ją i wrzuciłem sobie na plecy. Po drodze nuciłem sobie moją ulubioną piosenkę.
https://www.youtube.com/watch?v=0eD7AUuMW44#t=158
-Pięknie śpiewasz. - Powiedziała.
-Dzięki...
*U lekarza*
Przyszła tylko mama Lonlay. Nie było Cheroon'a.
-Mamo, gdzie tata? - Zapytała.
Bligrht od razu posmutniała.
-Nie żyje...-Mruknęła.
Lon wyglądała na przerażoną i zdezorientowaną. Nagle popatrzyła się na mnie wrednie i uciekła. Łapa już ją nie bolała. Szukałem jej po całej sforze...Nigdzie jej nie ma! Chociaż....Nie szukałem....na drzewach! Szybko spojrzałem na górę i zobaczyłem skaczącą po gałęziach Lonlay. Zwinnie wskoczyłem na pierwsze lepsze drzewko, wskoczyłem wyżej i ją wyprzedziłem. Usiadłem na gałęzi na którą właśnie skakała. Odchyliłem się do tyłu, i zacząłem spadać. Na dole była sterta liści. Lonlay leżała na mnie...
-Przepraszam, ale chciałem zapytać czy jesteś na mnie zła?
-Za co? Po prostu gdybym z tobą nie łaziła tata by żył...
Przewróciłem oczami.
-U mnie zmarła mama....Popełniła samobójstwo ale pogodziłem się z tym. Wiem, że gdy będę jej potrzebował otrzymam tą pomoc. Ona jest tu. - Pokazałem łapą na jej serce.
-Aha....Ale ja nie jestem tobą i nie muszę. - Mruknęła.
-Oj nie przesadzaj. - Powiedziałem i przewróciłem ją na plecy. -Masz mnie....rodzeństwo i mamę, która cię kocha. A mój tata musi pełnić rolę alfy. Ja chociaż chciałbym, i tak nie zostanę alfą tylko mój tata. Za pewne niedługo znajdzie sobie nową partnerkę albo po prostu nas odda. - Przekręciłem łeb, i jedna łezka spłynęła mi po nosie.
-Twój tata nigdy cię nie odda. Kocha cię. - Uśmiechnęła się.
-Może i kocha, ale nie ma czasu na zajmowanie się 5 szczeniaków.
-Teraz ty przesadzasz. - Powiedziała i teraz ja wylądowałem na plecach.
-Może koniec tej zabawy?....-Powiedziałem i wyrwałem się z jej "objęć". Po chwili zacząłem się śmiać.
-Co robimy? - Zapytała.
-A co byś chciała?
Lonlay?
-Nie wiem...Zapatrzyłam się. - Zaczęła płakać.
-Ale złamałaś ją?
-NIE WIEM!
Położyłem uszy po sobie. Podniosłem ją i wrzuciłem sobie na plecy. Po drodze nuciłem sobie moją ulubioną piosenkę.
https://www.youtube.com/watch?v=0eD7AUuMW44#t=158
-Pięknie śpiewasz. - Powiedziała.
-Dzięki...
*U lekarza*
Przyszła tylko mama Lonlay. Nie było Cheroon'a.
-Mamo, gdzie tata? - Zapytała.
Bligrht od razu posmutniała.
-Nie żyje...-Mruknęła.
Lon wyglądała na przerażoną i zdezorientowaną. Nagle popatrzyła się na mnie wrednie i uciekła. Łapa już ją nie bolała. Szukałem jej po całej sforze...Nigdzie jej nie ma! Chociaż....Nie szukałem....na drzewach! Szybko spojrzałem na górę i zobaczyłem skaczącą po gałęziach Lonlay. Zwinnie wskoczyłem na pierwsze lepsze drzewko, wskoczyłem wyżej i ją wyprzedziłem. Usiadłem na gałęzi na którą właśnie skakała. Odchyliłem się do tyłu, i zacząłem spadać. Na dole była sterta liści. Lonlay leżała na mnie...
-Przepraszam, ale chciałem zapytać czy jesteś na mnie zła?
-Za co? Po prostu gdybym z tobą nie łaziła tata by żył...
Przewróciłem oczami.
-U mnie zmarła mama....Popełniła samobójstwo ale pogodziłem się z tym. Wiem, że gdy będę jej potrzebował otrzymam tą pomoc. Ona jest tu. - Pokazałem łapą na jej serce.
-Aha....Ale ja nie jestem tobą i nie muszę. - Mruknęła.
-Oj nie przesadzaj. - Powiedziałem i przewróciłem ją na plecy. -Masz mnie....rodzeństwo i mamę, która cię kocha. A mój tata musi pełnić rolę alfy. Ja chociaż chciałbym, i tak nie zostanę alfą tylko mój tata. Za pewne niedługo znajdzie sobie nową partnerkę albo po prostu nas odda. - Przekręciłem łeb, i jedna łezka spłynęła mi po nosie.
-Twój tata nigdy cię nie odda. Kocha cię. - Uśmiechnęła się.
-Może i kocha, ale nie ma czasu na zajmowanie się 5 szczeniaków.
-Teraz ty przesadzasz. - Powiedziała i teraz ja wylądowałem na plecach.
-Może koniec tej zabawy?....-Powiedziałem i wyrwałem się z jej "objęć". Po chwili zacząłem się śmiać.
-Co robimy? - Zapytała.
-A co byś chciała?
Lonlay?
Zaręczyny!
Servus zaręczył się Crystal.
Gratulujemy i życzymy szczęścia i zdrowych przyszłych szczeniaków.
Ślub odbędzie się 4. 06. 2015r.
Jeszcze raz wszystkiego dobrego!
Od Codie'go- CD opowiadania Mey
Podniosłem piłkę i zabrałem ją ze sobą.
- Nie wiem. Możemy iść na stare obozowiska.- zaproponowałem.
- Jasne.- ucieszyła się.
Poszliśmy nad małe jezioro. Obozowisko było po drugiej stronie więc musieliśmy przepłynąć. Akurat obok stała przywiązana, mała łódka. Rozgryzłem sznurek i wskoczyłem na pokład.
- Achoooj majtku Mey!- krzyczałem.- Wskakuj na pokład!
- Arrrrrr....- zawarczała tak jak piraci.
Potem zaśmiała się i złapała się mojej wyciągniętej łapy. Jednym małym skoczkiem znalazła się na naszym okręcie. Złapałem za ster [czyt. wiosła] i wprawiłem statek w ruch. Płynęliśmy niezbyt długo bo zaraz byliśmy na miejscu. Z ogniska leciał dym a węgielki podskakiwały rozżarzone. Ktoś tu musiał wcześniej być... Na pewno. Na pewno nie psy bo psy przecie nie umieją rozpalać ogniska. Zresztą tak jak inne zwierzęta. Czyli mogło to wynikać na tylko jedno. Usłyszeliśmy jakieś głosy i wskoczyliśmy za krzaki. Zza listków łatwo było zobaczyć sylwetki osobników...
Meeeey? O.O
- Nie wiem. Możemy iść na stare obozowiska.- zaproponowałem.
- Jasne.- ucieszyła się.
Poszliśmy nad małe jezioro. Obozowisko było po drugiej stronie więc musieliśmy przepłynąć. Akurat obok stała przywiązana, mała łódka. Rozgryzłem sznurek i wskoczyłem na pokład.
- Achoooj majtku Mey!- krzyczałem.- Wskakuj na pokład!
- Arrrrrr....- zawarczała tak jak piraci.
Potem zaśmiała się i złapała się mojej wyciągniętej łapy. Jednym małym skoczkiem znalazła się na naszym okręcie. Złapałem za ster [czyt. wiosła] i wprawiłem statek w ruch. Płynęliśmy niezbyt długo bo zaraz byliśmy na miejscu. Z ogniska leciał dym a węgielki podskakiwały rozżarzone. Ktoś tu musiał wcześniej być... Na pewno. Na pewno nie psy bo psy przecie nie umieją rozpalać ogniska. Zresztą tak jak inne zwierzęta. Czyli mogło to wynikać na tylko jedno. Usłyszeliśmy jakieś głosy i wskoczyliśmy za krzaki. Zza listków łatwo było zobaczyć sylwetki osobników...
Meeeey? O.O
Niech żyją !
Jeśli ktoś ma serce, to zajrzy tu i złoży podpis, który nic nie kosztuje, a może ocalić wiele istnień....
Wszystko jest w tym linku : [Klik]
Zmiana w ,,Urodziny''!
Ogłaszam zmianę w zakładce ,,Urodziny''.
Za dużo jest dni a rok trwa za długo.
Wszystkie psy które mają urodziny 16 i poniżej prosimy o zmianę daty urodzin.
Przepraszam za wszelkie trudności.
~Alfa Mashine
Crystal jest w ciąży!
Mama: Crystal
Tata: Servus
Liczna szczeniąt w miocie: 4 (2 suczki i 2 psy)
Początek ciąży: 27.05.2015
Koniec ciąży: 2.06.2015
Lekarz prowadzący: Ingram
Dorosła Winnie!
Theo śpiesz się lepiej xd...
Imię : Winnie (Czyt. Łinni)
Ksywka : Win, Wi....
Głos : Kelly Clarkson - Stronger
Rasa : Sable Border Collie
Wiek : 1 rok
Płeć : Suczka
Urodziny : 7 dzień jesieni
Stanowisko : Lekarz
Rodzina : Matka Shira....
Partner : Niedługo Theo
Młode : Chciała by, chodź wie że jeszcze nie pora.
Charakter : Winnie...Energiczna, pogodna i zabawna. Przyjacielska, wielki z niej odkrywca. Często wsadza nos w nie swoje sprawy, złośliwa i zaczepna. Odważna, pewna siebię.
Historia : Urodziła się w mieście. Ludzie ją porzucili i żyła na ulicy...Znalazła las w którym zamieszkała (to była sfora). Okazało się że jest tam sfora i w niej została...
Upomnienia : 0/4
Kontakt : wale
Imię : Winnie (Czyt. Łinni)
Ksywka : Win, Wi....
Głos : Kelly Clarkson - Stronger
Rasa : Sable Border Collie
Wiek : 1 rok
Płeć : Suczka
Urodziny : 7 dzień jesieni
Stanowisko : Lekarz
Rodzina : Matka Shira....
Partner : Niedługo Theo
Młode : Chciała by, chodź wie że jeszcze nie pora.
Charakter : Winnie...Energiczna, pogodna i zabawna. Przyjacielska, wielki z niej odkrywca. Często wsadza nos w nie swoje sprawy, złośliwa i zaczepna. Odważna, pewna siebię.
Historia : Urodziła się w mieście. Ludzie ją porzucili i żyła na ulicy...Znalazła las w którym zamieszkała (to była sfora). Okazało się że jest tam sfora i w niej została...
Upomnienia : 0/4
Kontakt : wale
Qetsiyah urodziła!!!
Życzymy szczęścia z małymi szczeniakami. Gratulacje!
Imię : Valentino
Ksywka : Valle (czyt. Łoli)
Rasa : Mieszaniec
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 13 Dzień Jesieni
Rodzina:
Matka – Qetsiyah
Ojciec – Ferraro
Siostra – Cortney
Ciotki – Coco, Suzzie, Another, Naveda
Wujkowie – Snowy, Damon, Jocker, Rocky
Kuzyni/Kuzynki – Niklaus, Haley, Scarlett, Levar, Snowflake, Tahti, Jasmine, Jammy, Vawes, Skillet, Meredith, Josie, Tyler, Rubens, Kai.
Babcia – Ace
Dziadek – Mashine
Zakochany : Raczej nikt nie przypadł mu do gustu…
Charakter : Valentino ma psychikę złożoną i pełną niuansów. Jest pełen niezaspokojonych pragnień, przepojony poczuciem winy. Przechodzi przez życie udając obojętność i sceptycyzm, odważnie, nie oczekując natychmiastowych rezultatów swoich działań i tęskni za końcem tej mordęgi, absolutnym światem wiecznego szczęścia. Mimo wszystko wciąż próbuje od nowa odnaleźć się w świecie materii, wbrew przeciwnościom, ponieważ jest uparty, wytrwały, świadomy obowiązków i odpowiedzialności. Nie jest towarzyski, nie lubi hałasu, przyjęć, wielkiego świata, choć w gronie najbliższych przyjaciół potrafi być wesoły i serdeczny. Jest bardzo krytycznie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, cynicznie wyśmiewa swoje i innych przywary, celuje w czarnym humorze, potrafi być cierpki i jadowity. Ale równocześnie potrafi wczuć się w czyjąś rolę, wysłuchać zwierzeń, wyciągnąć pomocną dłoń w potrzebie. Nie oczekuje wdzięczności za okazaną pomoc. Jest szczodry, bezinteresowny, szlachetny, lojalny i bardzo wierny. Nie potrafi za bardzo odnaleźć się w brutalnym świecie rywalizacji i konkurencji. Nie jest przystosowany do życia w świecie fizycznym. Jest bardzo nieufny, bardzo ostrożnie podchodzi do nowych znajomości. Łatwo ulega wzruszeniom, pobudliwy, czasem bojaźliwy, ale uczciwy i skrupulatny, uczciwy. Lubi stabilizację, źle znosi niespodzianki, nie lubi improwizacji, bo wciąż oczekuje najgorszego. W uczuciach Valle jest wierny, woli trwałe więzi od przelotnych miłostek. Jeśli czasem pozwala sobie na swawolne igraszki to po prostu szuka bratniej duszy i gdy ją znajdzie to będzie wierny aż do końca. Jest serdeczny, uczuciowy i wrażliwy. Ponieważ reaguje emocjonalnie, to zdarza mu się być porywczym. Rodzina i dom są dla niego najważniejsze i więzy, które stworzy są nierozerwalne. Mimo to często czuje się nieszczęśliwy w miłości, jest zazdrosny, wciąż potrzebuje zapewnień, że jest kochany. Jego pesymizm może być uciążliwy i często zniechęca innych do niego. Potrzebuje dużo czasu, aby zaufać drugiej osobie, nie potrafi się odprężyć, żyje wciąż podejrzeniami. Nie ma motywacji, żeby osiągać sukcesy, musi wierzyć w sens tego, co robi, może się realizować, gdy ma poczucie misji do spełnienia. Często zamiast działać przeżywa i rozmyśla nad tym, czego mu się nie udało zrealizować.
Historia : Nie ma co opowiadać…. urodził się tutaj…
Kontakt : Quarter
Imię : Valentino
Ksywka : Valle (czyt. Łoli)
Rasa : Mieszaniec
Wiek : Kilka dni
Płeć : Pies
Urodziny : 13 Dzień Jesieni
Rodzina:
Matka – Qetsiyah
Ojciec – Ferraro
Siostra – Cortney
Ciotki – Coco, Suzzie, Another, Naveda
Wujkowie – Snowy, Damon, Jocker, Rocky
Kuzyni/Kuzynki – Niklaus, Haley, Scarlett, Levar, Snowflake, Tahti, Jasmine, Jammy, Vawes, Skillet, Meredith, Josie, Tyler, Rubens, Kai.
Babcia – Ace
Dziadek – Mashine
Zakochany : Raczej nikt nie przypadł mu do gustu…
Charakter : Valentino ma psychikę złożoną i pełną niuansów. Jest pełen niezaspokojonych pragnień, przepojony poczuciem winy. Przechodzi przez życie udając obojętność i sceptycyzm, odważnie, nie oczekując natychmiastowych rezultatów swoich działań i tęskni za końcem tej mordęgi, absolutnym światem wiecznego szczęścia. Mimo wszystko wciąż próbuje od nowa odnaleźć się w świecie materii, wbrew przeciwnościom, ponieważ jest uparty, wytrwały, świadomy obowiązków i odpowiedzialności. Nie jest towarzyski, nie lubi hałasu, przyjęć, wielkiego świata, choć w gronie najbliższych przyjaciół potrafi być wesoły i serdeczny. Jest bardzo krytycznie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, cynicznie wyśmiewa swoje i innych przywary, celuje w czarnym humorze, potrafi być cierpki i jadowity. Ale równocześnie potrafi wczuć się w czyjąś rolę, wysłuchać zwierzeń, wyciągnąć pomocną dłoń w potrzebie. Nie oczekuje wdzięczności za okazaną pomoc. Jest szczodry, bezinteresowny, szlachetny, lojalny i bardzo wierny. Nie potrafi za bardzo odnaleźć się w brutalnym świecie rywalizacji i konkurencji. Nie jest przystosowany do życia w świecie fizycznym. Jest bardzo nieufny, bardzo ostrożnie podchodzi do nowych znajomości. Łatwo ulega wzruszeniom, pobudliwy, czasem bojaźliwy, ale uczciwy i skrupulatny, uczciwy. Lubi stabilizację, źle znosi niespodzianki, nie lubi improwizacji, bo wciąż oczekuje najgorszego. W uczuciach Valle jest wierny, woli trwałe więzi od przelotnych miłostek. Jeśli czasem pozwala sobie na swawolne igraszki to po prostu szuka bratniej duszy i gdy ją znajdzie to będzie wierny aż do końca. Jest serdeczny, uczuciowy i wrażliwy. Ponieważ reaguje emocjonalnie, to zdarza mu się być porywczym. Rodzina i dom są dla niego najważniejsze i więzy, które stworzy są nierozerwalne. Mimo to często czuje się nieszczęśliwy w miłości, jest zazdrosny, wciąż potrzebuje zapewnień, że jest kochany. Jego pesymizm może być uciążliwy i często zniechęca innych do niego. Potrzebuje dużo czasu, aby zaufać drugiej osobie, nie potrafi się odprężyć, żyje wciąż podejrzeniami. Nie ma motywacji, żeby osiągać sukcesy, musi wierzyć w sens tego, co robi, może się realizować, gdy ma poczucie misji do spełnienia. Często zamiast działać przeżywa i rozmyśla nad tym, czego mu się nie udało zrealizować.
Historia : Nie ma co opowiadać…. urodził się tutaj…
Kontakt : Quarter
Imię : Cortney [czyt. Kortni]
Ksywka : Cor, Ney
Rasa : Mieszaniec Aussie
Wiek : Kilka dni
Płeć : Suczka
Urodziny : 13 dzień Jesieni
Rodzina :
Matka – Qetsiyah
Ojciec – Ferraro
Brat - Valentino
Ciotki – Coco, Suzzie, Another, Naveda
Wujkowie – Snowy, Damon, Jocker, Rocky
Kuzyni/Kuzynki –
Niklaus, Haley, Scarlett, Levar, Snowflake, Tahti, Jasmine, Jammy,
Vawes, Skillet, Meredith, Josie, Tyler, Rubens, Kai.
Babcia – Ace
Dziadek – Mashine
Zakochany : Podobają jej się starsi... ale kto wie.
Charakter : Ney
jest lekko zwariowana ale jako jedyna ze szczeniaków uważa się bardziej
za dorosłą. Udziela się w rozmowach dorosłych psów a ze szczeniakami
się nie bawi. Nie lubi przesiadywać z takimi krzyczącymi i piszczącymi
kreaturami gdyż ma obok tyle fajnych dorosłych chłopaków. ''Bawi'' się
tylko z tymi którzy mają podobny charakter do niej i nie są strasznie
dziecinni. Mało tu takich ale się znajdą. Poza tym lubi przebywać sama.
Lubi słuchać żartów ale sama ich nie mówi gdyż może to obniżyć jej
reputacje. Jest strasznie wtajemniczona w sprawy drapieżnych kotów. Co
prawda psy powinny ganiać koty ale ona stara się o jak największą więź
między nimi. Zbliża się do nich coraz bliżej. Kto wie czy może niedługo
nie podejdzie za blisko? Ale jak już uda się jej oswoić jakiegoś jeszcze
jako szczeniak wzniesie wielki podziw nad jej umiejętnościami.
Oczywiście z tym towarzyszem zostanie na zawsze. Robi to też dla tego
żeby jakiś nie za stary przystojniak zwrócił na nią uwagę i przekonał
się że nie jest dziecinna. Nienawidziiii wszelkiego robactwa. Nawet te
czarujące wszystkich ,,motylki'' budzą w niej odrazę. Teraz każdy wie
jak można się na niej zemścić za ten jej charakterek.
Historia : Nie ma co opowiadać. Wszystkie szczenięce lata i nie tylko spędzi tutaj.
Kontakt : natik880 / natigrati@gmail.com
Od Ferraro- CD opowiadania Qetsiyah
Usłyszałem pisk suczki i podbiegłem do niej. Zauważyłem wbite kolce w jej łapy.
- Dlatego chcę być przy tobie. Żeby się nic nie stało.- trochę się zdenerwowałem.
- Ale to nic!...- pisnęła jeszcze raz i pospiesznie powyjmowała kolce ze spodów łap.
Gdy oczyściła swoje łapy wstała i uciekła znowu. Albo mnie unika albo zrobiło jej się głupio. Szukałem jej długo za drzewami. W końcu sobie odpuściłem i ruszyłem w drogę powrotną. Na pewno ona też już jest w sforze bo po co miałaby się ukrywać po lesie. Chyba że jeszcze ma zamiar bawić się ze mną w chowanego. Gdy byłem już blisko zacząłem coś nucić. Usłyszałem jakieś lekkie piski ale nie były one podobne do pisków Qet poza tym nadchodziły z bardzo daleka.
Podreptałem lekko do jaskini Qet w której... Nie zastałem jej mieszkanki. Oj źleee... Bardzo źle!!! Teraz już zacząłem się niepokoić i biegałem jak nieopamiętany po sforze. Nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Nagle usłyszałem krzyki... Już nie piski tak jak było je słychać z daleka ale krzyki. I to nie byle kogo. Biegłem w ślad jęków. W końcu w krzakach zobaczyłem Qet która chyba właśnie zaczynała.. RODZIĆ!
- Dlatego chcę być przy tobie. Żeby się nic nie stało.- trochę się zdenerwowałem.
- Ale to nic!...- pisnęła jeszcze raz i pospiesznie powyjmowała kolce ze spodów łap.
Gdy oczyściła swoje łapy wstała i uciekła znowu. Albo mnie unika albo zrobiło jej się głupio. Szukałem jej długo za drzewami. W końcu sobie odpuściłem i ruszyłem w drogę powrotną. Na pewno ona też już jest w sforze bo po co miałaby się ukrywać po lesie. Chyba że jeszcze ma zamiar bawić się ze mną w chowanego. Gdy byłem już blisko zacząłem coś nucić. Usłyszałem jakieś lekkie piski ale nie były one podobne do pisków Qet poza tym nadchodziły z bardzo daleka.
*W sforze*
Podreptałem lekko do jaskini Qet w której... Nie zastałem jej mieszkanki. Oj źleee... Bardzo źle!!! Teraz już zacząłem się niepokoić i biegałem jak nieopamiętany po sforze. Nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Nagle usłyszałem krzyki... Już nie piski tak jak było je słychać z daleka ale krzyki. I to nie byle kogo. Biegłem w ślad jęków. W końcu w krzakach zobaczyłem Qet która chyba właśnie zaczynała.. RODZIĆ!
- Ferroooo!- krzyczała.- To już... Szczeniaki...
- Yyyy... Tak... Znaczy nie. Znaczy co? Aaaa już ci pomagam.- serce mi waliło okrooopnie wręcz.
Podniosłem ostrożnie Qet i położyłem ją na moim grzbiecie. Ostrożnie pobiegłem do lekarza. Zastałem akurat Ingram. Qet zaprosili szybko do środka a gdy ja miałem zamiar wejść zatrzasnęli mi drzwi przed nosem. Czułem się poirytowany że nie mogę wejść. W sumie nie lubię zapachu krwi i strach mi patrzeć na męczącą się Qet. Czekałem więc w korytarzu. Czekałem tak już jakieś 3 godziny. W końcu zaprosili mnie do środka. I gdy wszedłem obok Qetsiyah leżały dwa małe brzdące. Podszedłem do niej i objąłem ją wraz ze szczeniakami.
Qetsiyah?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



