czwartek, 5 listopada 2015

Od Bitter Sweet'a - CD. Opowiadania Vice.

Ah, dlatego nie odpowiadała. To wszystko przez to,  że nie podałem jej mojego imienia. Ugh, po cóż jej to.. Nie wyglądam na kogoś, kto jest godny uwagi, a co dopiero czasu spędzonego na spacerze. Chciałem odejść od suki, aby nie drążyć dalej tego bezsensownego tematu. Ale Vice patrzyła na mnie oczami, w których był płomień radości i nieograniczonego szczęścia. Nie chciałem jej go zabierać.
- Bitter Sweet. - odpowiedziałem na dawno już zadane pytanie. Suczka usiadła i spojrzała na bezkresną, skutą lodem dolinę. Było ślicznie, tak jak zawsze na zimę. Ale być może to tylko moje odczucie. W tą cudna porę roku wszędzie jest podobnie. Ale jest parę szczegółów, które całkiem odmieniają tą sforę. Takim żywym przykładem jest... A zresztą. Z zadumy wyrwał mnie szelest. Wywołała go sunia, która wyłoniła się po chwili ze stertą śnieżek.
- Tylko spró.. - nie dokończyłem. Zimny śnieg miałem już w pysku. Szybko wyplułem kulkę i otrząsnąłem się z zimna.
- Nie jesteś w tym najlepszy, czyż nie? - orzekła i szeroko się uśmiechnęła - Chyba że się mylę! Suczka spojrzała kątem oka na mnie, w momencie gdy właśnie lepiłem swój śnieżny pocisk. Szybko uciekła, chowając się za brzozą. Oczywiście ruszyłem za nią z zamiarem zemsty.
****
Gdy mieliśmy wracać do jaskiń suka dostrzegła jakieś wielkie ognisko. Połowa sfory siedziała przy kamiennych podestach.Usiedliśmy na jednym z nich i wpatrywaliśmy się w ogień. W sumie możliwe, że tylko mnie interesowało, bo jam urodzony piroman xd bo suczka po chwili spojrzała na niebo. Siedziała tak całkowicie oczarowana dobre pięć minut. Po tym czasie zaczął prószyć śnieg. Zimne płatki całkowicie pokryły sierść Vice, ale dopiero gdy jeden z nich wpadł suce do oka, otrząsnęła się szybko z puchu.
- Co się dzieje? - zapytała, błądząc wzrokiem.
- Nic takiego. Po prostu odpłynęłaś. - wytłumaczyłem, lekko się uśmiechając. Suczka to zauważyła.
- Musisz się tak śmiać? - obruszyła się - Popatrz lepiej na te piękne gwiazdozbiory..  Przytaknąłem znacząco. Obejrzałem rozgwieżdżone niebo. Nagle przypomniałem sobie coś ważnego.
- Muszę iść. - burknąłem, wstając. Całkowicie zmienił mi się nastrój. Czułem narastającą we mnie złość. Lecz gdy zobaczyłem psa z listem, od razu się uspokoiłem i z powrotem usiadłem na miejscu. Vice popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, ale po chwili wzbiła wzrok w ziemię.

Vice??

Od Mey - CD opowiadania Codie'go

- To nic, że to miejsce nie jest wyjątkowe. Lepsze jest z Tobą, niż bez Ciebie - uśmiechnęła się Mey i mocno przytuliła Codie'go. Pies lekko się uśmiechnął.
- Z Tobą też - powiedział pies i objął Mey ramieniem.
- Cod? - suczka zaczęła troszkę nie pewnie, a pies zwrócił łeb ku niej - Może przeprowadziłbyś się do mnie - zaproponowała suczka.
- A co z Wezą - zapytał szybko Codie. Mey przechyliła głowę lekko w bok i popatrzyła na niego zdziwiona. Myślała, że jej brat nie będzie mu przeszkadzał, a jednak...
- Już dawno się wyprowadził z Nesty - westchnęła - Teraz mieszkam sama - popatrzyła maślanymi oczkami na Codie'go.
- Zastanowię się - powiedział Cod i pocałował ją w czoło.
- To szybko myśl - zaśmiała się suczka i przytuliła partnera.

Codie? Brak pomysłu ;=;

Od Vice CD opowiadania Steve'a

Ja rozumiem, upiorny dom. Nie wierzyłam w przesądy typu duchy zmarłych czy zombie mieszkające w starej kuchni. Dom mogłam przemilczeć. Jednak załamania pogody są czymś na wskroś realnym. Jest czego się bać.
- Jest jakieś inne wyjście? - krzyknęłam Steve'owi do ucha.
- Nie wiem! - odpowiedział. - Nie znam tego domu tak dobrze!
Rzuciłam się do korytarza i pchnęłam najbliższe drzwi. Najwyraźniej były bardzo stare i spróchniałe, bo zamiast otworzyć, wyłamałam je.
Pomieszczenie z szybami. Odpada.
Zwiedziłam każdy pokój, do którego mogłam się dostać z tej odnogi budynku. Żaden, naprawdę żaden nie miał wybitej szyby we framudze okna. Tak nie powinno być na parterze domu opuszczonego!
Spanikowałam. Towarzyszący mi Steve dotychczas z milczeniem szedł w ślad za mną, teraz więc myślał pewnie, że poprowadzę go dalej. Że mam plan.
Aktualnie mój jedyny plan poszedł się kochać, a śnieżna zadyma miotała przedmiotami co raz bliżej nas.
- Szyb wentylacyjny! - zakrzyknął pies.
Spojrzałam w górę. Tak, zmieścilibyśmy się i moglibyśmy poruszać po całym budynku. Jednak biorąc poprawkę na to, że tornado pięło się wysoko w górę i że jest to dom nawiedzony - czyli decydujący o sobie sam, z pewnością wskoczyłabym do szybu.
- Musi być inna droga! - krzyknęłam spanikowana. Czułam już mocny napór wiatru, musiałam wpiąć pazury w wykładzinę na podłodze.
- Nie gadaj! Jesteśmy w pułapce!
Słysząc już trzy po trzy i nie rozumiejąc tego, co do mnie mówi, Steve złapał mnie za skórę i pchał, aż nie dotarliśmy do jakiegoś pokoju. Stąd biegnący wiatr nie zabrał jeszcze rzeczy. Zdeterminowany pies przejął inicjatywę. Gdy zauważył wyjście szybu, przesunął pod niego biurko. Wskoczył na nie, wyważył kratkę i wyciągnął do mnie łapę. Szybko ją przyjęłam, widząc, że biurko drży. Ścigający nas żywioł nie odpuszczał.
Steve podsadził mnie do szybu wentylacyjnego, po czym bez mojej pomocy do niego wpełzł. Zdecydowałam się iść w lewo, z dala od wichury. Miałam nadzieję, że budynek wije się dalej.
Wypadłam przez pierwszy możliwy otwór.
- Steve! - krzyknęłam, a pies natychmiast wyskoczył po mnie. - Tu nie ma okna!
- Kobieto! Już myślałem, że coś cię dopadło! - oburzył się. Najwyraźniej mój krzyk go zmylił.
- Patrz! - wskazałam w stronę ściany, w której widniał prostokątny otwór. Bez szyby.
Szybko podbiegłam do niego opierając się na parapecie.
- Na dworze jest spokojnie. Szybko!
Widząc, że Steve się ze mną zgadza, wyskoczyłam przez framugę.
Natychmiast z mojego gardła wydobył się przeraźliwy, zwierzęcy pisk, a sama wisiałam nad ziemią, trzymana za jedną z łap. Szamotałam się, a z każdą chwilą uścisk się zacieśniał.
- Steve!!! - zawyłam w końcu.
- Vice, nie mogę nic zrobić! - odparł. - Nic cię nie trzyma!
- Nie pieprz głupot! Może sama tak sobie wiszę?! - odgryzłam się.
- Tego. Czegoś. Nie widać! - krzyknął. - Co ja mam zrobić?
- Cokolwiek! Coś trzyma mnie zaraz pod udem, próbuj tam!
Czułam, jak jego zęby mijają moją skórę o włos - dokładnie kilka włosów.
Po kilku minutach nagle puściło. Runęłam jak długa na ziemię, nie mogąc zaczerpnąć tchu. Natychmiast odbiegłam od ściany. Zatrzymałam się dopiero na skraju lasu.
Steve dopiero wyskoczył z okna.
- Dlaczego na mnie nie zaczekałaś? - zapytał, zdenerwowany. - Z resztą nie ważne. Możesz iść? Wracajmy do jaskiń! - zarządził.
Puściłam się pędem. Byle dalej stąd.
Zatrzymałam się dopiero w centrum jaskiń. Tu czułam się spokojnie. Z wielu stron otoczona potężnymi skałami. Tu nic mnie nie może dopaść.
Usiadłam ciężko na ziemi i zalałam się płaczem. Adrenalina mnie opuściła i dopiero teraz pozwoliłam sobie na łzy.
Steve usiadł obok mnie. Biło od niego przyjemne ciepło, jednak chciałam teraz zostać sama. Szala goryczy się przelała.
- Dla-aczego mnie ta-am zabra-ałeś? - wyjąkałam.

Steve?

Od Vice CD opowiadania Jem'a

To on! Poznałam go! Nie dość, że należy do tej samej społeczności co ja, to jeszcze... Ma nade mną władzę? W końcu aktualnie jest najwyższym w hierarchii psem zaraz po alfie. On? Przecież nawet nie umie na siebie uważać, gdy chodzi. No i jest strasznie wstydliwy. W końcu jak bardzo speszył go incydent z różami? Nie mógł wysupłać choćby słówka. W ostateczności nawet nie przeprosił!
Nie odrywałam od niego wzroku. Wszyscy wokół wydawali się zadowoleni z tego wyboru. Czyżby tylko mnie się tak wstydził? Przecież każdy był kiedyś nowym! Nie jestem w tym pierwsza.
Nie pogratulowałam mu, nie włączyłam się do okrzyków, najprawdopodobniej nawet nie uśmiechnęłam. Nie wiedziałam, jak się zachować, biorąc pod uwagę nasze stosunki... em... znajomości... Jakkolwiek to można nazwać. O ile jest w ogóle co.
Gdy tłum rozszedł się, ja zostałam. Nie miałam na dzisiaj żadnych planów, poza tym chwilowo bardzo ciężko myślałam nad sytuacją, która przed chwilą miała miejsce. Co chwila zerkałam na - jak się okazało - Jem'a, aż jeden raz nie przyłapał mnie na podglądaniu. Jeden jedyny, ostatni. Spuszczałam go już z oczu.
Naraz zauważyłam, jak ktoś się porusza. Podniosłam wzrok i spięłam się. Oczywiście, był to nie kto inny, jak nasz kochany Jem, nasza beta, obiekt westchnień dużej ilości zebranych tu wcześniej suczek. Wziął mnie na celownik.
Stanął naprzeciw mnie, opierając się swobodnie o ścianę. Niczym niegrzeczny młodziak, wszczynający bijatyki w szkole i podrywający każdą napotkaną dziewczynę. Inaczej zwany Bad Boy. Na widok jego pozy miałam ochotę się zaśmiać, jednak to nadal był Jem. A raczej: to nadal był nieznany mi pies.
- Co jest? - zapytałam zaczepnie, gdyż aussie skutecznie torował mi drogę. Nie czekając na odpowiedź wyminęłam go, a przynajmniej to miałam w planach. Odepchnął się od ściany skały i zablokował przejście. Miałam jednak długi krok, na co ten najwidoczniej nie wziął poprawki, wobec czego na chwilę zderzyliśmy się nosami, a naszych klatek piersiowych nie dzieliły nawet milimetry.
Wydałam z siebie pomruk irytacji.
- Dlaczego ciągle na mnie wpadasz? Nie podejmujesz żadnej rozmowy? Nie dam się gnębić, wiedz o tym, a fucha bety przed niczym cię nie uchroni. - wypaliłam z siebie. Miałam dosyć gierek, to nie dla mnie. Wolę jasne sprawy, a przynajmniej mało zawiłe. Odwróciłam się na pięcie, odpuszczając i zmieniając kierunek swojej drogi. Do głowy wpadł mi pomysł, więc obróciłam się tak, by iść tyłem, odwrócona do niego. - Cóż, dzięki, że chociaż odpuściłeś sobie kaleczenie mnie! - zawołałam, po czym okręciłam się i puściłam biegiem pomiędzy jaskiniami i korzeniami drzew. Uspokajające pole lawendy. Tego potrzebowałam.

Jem?

Nowa suczka - Esther

http://orig04.deviantart.net/3028/f/2015/095/f/b/6g3a6215_by_blackpepperphotos-d8ohgx5.jpgImię : Esther
Ksywka : Czasem mówią na nią Essie.
Głos : Rue's Lullaby
Rasa : Corgi
Wiek : 3 lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 11 dzień zimy
Stanowisko : Zielarka
Rodzina : Nie pamięta.
Partner : Może kiedyś...
Charakter : Och, ciężko opisać charakter Esther. Zazwyczaj jest naprawdę przyjacielska i chętnie zawiera nowe znajomości, ale zdarzają się takie dni, podczas których nie wiadomo dlaczego chciałaby skoczyć komuś do gardła. Możemy chyba jednak zapomnieć o tym nieistotnym szczególe i pokazać suczkę z jak najlepszej strony. Nie można jej uznać za bojaźliwą, wręcz przeciwnie - nigdy nie myśli nad swoimi podjętymi zazwyczaj na szybko decyzjami, przez co często pakuje się w kłopoty. Ciężko zmienić jej zdanie i w ogóle do czegokolwiek przekonać, bo jest uparta jak osioł. Nigdy się nie poddaje i do swego celu dojdzie nawet po trupach. Nie znosi kłamania i ten, kto choć raz zawiedzie jej zaufanie, nigdy nie otrzyma go z powrotem. Ciężko ją do siebie przekonać, bo na pewno nie jest zbyt łatwowierna i woli polegać na sobie, dlatego też większość wykonywanych przez siebie rzeczy - nawet najniebezpieczniejszych - robi sama. Wyszczekana, zawsze ma w zanadrzu garść ripost, którymi zagina ludzi. O, nie, rzadko uczestniczy w walkach, woli wyniszczać psychikę. Dość mściwa, jeśli ktoś ją skrzywdzi, nigdy nie uchodzi mu to płazem, lecz wraca ze zdwojoną siłą. Czasem oczywiście nie dopracuje planu zemsty i mocno na tym obrywa, ale to szczegół. Jest niezwykle inteligentna i bystra, potrafi znaleźć rozwiązanie wielu problemów. Ma refleksyjną naturę, dużo myśli i marzy oraz lubi dzielić się refleksjami z innymi. Na ogół dogaduje się dobrze z większością nowo poznanych psów, jednak naprawdę ciekawią ją osobniki o różnorodnych, ciekawych zainteresowaniach.
Historia : Historia Esther nie jest - jej zdaniem - zbyt ciekawa i nie ma w niej fascynujących zwrotów akcji i niezwykle wzruszających wydarzeń. Jej matka była bezdomnym psem i zdechła zaraz po porodzie. Szczeniętami zaopiekowała się inna suczka, Lily, która je wykarmiła, jednak potem została zgarnięta przez hycla. Essie, zostawiona samej sobie, uciekła do lasu i tam się wychowywała w samotności, jednak stosunkowo niedawno podczas jednej z dłuższych wędrówek trafiła na tereny Sfory Psiego Uśmiechu i po przyjaznym zaproszeniu do dołączenia, została tutaj. Na chwilę obecną nie ma zamiaru opuszczać sfory, bo bardzo jej się tu podoba.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : micasa / seedii.playgames@gmail.com

środa, 4 listopada 2015

Od Suzzie CD opowiadania Rayan'a

Naprawdę, cieszyłam się że mój ojciec tak dobrze to przyjął.
- Idziemy? - zapytałam.
Roy kiwnął głową. Gdy wyszliśmy z mojej dawnej jaskini, zobaczyłam Jem'a. Był z Vice. Łzy napłynęły mi do oczu. Gdy zaczęłam głośno szlochać i uciekłam, na chwilę mignął mi Jem, na którego pysku pojawiło się zrozumienie. Więcej już nic nie widziałam. Pędziłam na oślep, słyszałam też jak Rayan biegnie za mną i coś krzyczy. Nie chciałam tego słuchać. Nie chciałam żyć.
W tym momencie przewróciłam się na ziemię. Roy dobiegł do mnie i zapytał:
- Czemu płaczesz?
- Tam był Jem... z Vice - załkałam.
Mój partner był wściekły.
- A więc wolisz jego? - zawołał.
- Nie, naprawdę, nie... Po prostu to mój przyjaciel i nie chcę go stracić...
Ale sama dobrze wiedziałam że to nie o to tu chodzi.

Roy? Nie gniewaj się xd

Od Jem'a CD opowiadania Suzzie

Poprowadziłem wzrokiem nieznajomą, aż zupełnie znikła nam z oczu. Stałem przez chwilę w zamyśleniu, aż wreszcie westchnąłem sprawiając, że maleńki obłoczek pary szybko wypłynął mi z pyska. Spojrzałem na Suzzie, która mimo wszystko starała się zachować powagę. Spuściłem łeb i ogon, tak, że prawie dotykałem nimi śniegu. Zacząłem rysować po nim różne wzory, aż wreszcie zwyczajnie wzruszyłem ramionami. Towarzyszka prychnęła cicho i przewróciła oczami. Nawet jeśli ma tego swojego Rayan'a, to nie znaczy, że ma duże pojęcie o "miłości". Co z tego, że zakłada z nim rodzinę? Na samą myśl o tym zacisnąłem mocno kły. Machnąłem charakterystycznie łbem i odszedłem. Nie było to właściwie dobre rozwiązanie, bo jasno dałem Su znać o swoich uczuciach.
Tak jak poprzednio, grzebałem łapą w śniegu. Nie było to ciekawe zajęcie, ale o tej porze nie ma nic do roboty, bo nawet o jedzenie ciężko, a tym samym nie wybieram się na polowanie. A resztą nawet mi się nie chce. Przewróciłem się leniwie na grzbiet, a po tym na bok. Przed moimi oczami pojawiła się postać. Jej biała sierść mieszała się właściwie ze śniegiem, a w tym wszystkim wyróżniały się tylko szczegóły. Stała kilka metrów dalej, jednak nie z promiennym i szczerym uśmiechem, jak kiedyś... Tia, Suzzie matką. Już to sobie wyobrażam, i jeszcze ten jej cały "Roy".
Podniosłem się z ziemi, zmierzyłem ją ponurym spojrzeniem.
- Hej - rzuciła krotko, beznamiętnie. - Pójdziemy na polowanie?
Skrzywiłem się lekko, ale mimowolnie kiwnąłem łbem. Dlaczego by nie, we dwoje zawsze łatwiej.
Minęło około pól godziny, aż wyczułem jakiś zapach. Krążyliśmy przez chwilę w kółko, zanim trafiliśmy na właściwą drogę. Nie łatwo było znaleźć cokolwiek, choć zadowoliliśmy się samym widokiem zająca. Dzięki idealnej współpracy szybko udało nam się też zagonić zwierzę w pułapkę. Niewinne stworzenie skuliło się pod konarem wielkiego, powalonego drzewa, rezygnując już z przeskoczenia go. Suzzie szybko pojawiła się obok, jednak chyba sobie o czymś przypomniała. Zawahała się. Hah, pamiętam jeszcze, gdy szukałem z nią czegoś zjadliwego - bo zdecydowała się nie jeść mięsa. Ale teraz nie ma nic innego. Zacisnęła delikatnie kły na szyi zwierzęcia. Strużka krwi popłynęła po jego sierści i padła na śnieg, który całkowicie zmienił swoją barwę. Suczka wyprostowała się i otarła pyszczek łapą.
Szybko po naszej uczcie zostały tylko kości i parę innych "niepotrzebnych" rzeczy. Zaniepokoiło mnie bardziej to, że Su nie zjadła wiele. Jeśli jest w ciąży, chyba powinna jeść więcej... prawda? Zsunąłem resztki na bok, po czym przewróciłem się na brzuch rozkładając łapy. Wtedy znów pojawiła się Tamta. Suzzie odkręciła się w przeciwną stronę, nie chcą nawet widzieć jak na nią patrzę.
- Muszę iść do Rayan'a - burknęła ponuro podnosząc się z ziemi. Spojrzałem w jej stronę i w porę chwyciłem za łapę. Wyrwała się. Chyba obydwoje stawaliśmy się o siebie... zazdrośni.


Suzzie?

Od Ross'a

Od dawna nie widziałem Evelyn. Nigdy nie miała czasu. Aura i Rach są załamanie i chcą pójść w ślady Rose Robin, ale rodzice moi, jak i Aury dobrze je pilnują. Szczerze to bałem się stracić Eve. To byłoby coś czego nigdy bym nie chciał. Rozmyślając wpadłem na moją partnerkę.
-Możemy pogadać?-zapytałem
-Jasne...
-Czy my też....się rozejdziemy? Rachel i Jocker zerwali, Aurora i Vawes....ja tego nie chcę, chcę z Tobą być do końca. A Ty?

Evelyn?

Od Skyres CD opowiadania Jem'a

Ze spokojem obserwowałam psa, idącego w moją stronę. On także nie okazywał zdenerwowania. Wręcz przeciwnie - był po prostu wyluzowany. Coś w nim było takiego, że cały mój smutek uleciał, zostawiając miejsce dla zainteresowania. Pies był już metr ode mnie. W pewnym momencie jednym sprężystym krokiem oddzielił przestrzeń dzielącą nas i trącił moją szyję nosem. Pomyślałam, że to pewnie jakiś zboczeniec i odskoczyłam w tył. Pokazałam mu zęby. Chciałam już odejść, ale on zastąpił mi drogę. Znów cofnęłam się w tył. Przestraszyłam się, gdyż on podążył za mną. Zaczęłam warczeć, ale mu to nie przeszkodziło. Już wyciągnął łapę w moją stronę, gdy...
- Mamo! Gdzie jesteś?! - usłyszałam nawoływanie Gracy. Samiec przerażony zaczął uciekać, a ja poszłam do córki.
***
Następnego dnia postanowiłam powiedzieć Indianie o tej dziwnej sytuacji z wczoraj. Niestety rano nie było go w domu, więc poszłam przespacerować się po lesie. Gdy wracałam, usłyszałam cichy chichot. Odwróciłam się, i zastygłam w przerażeniu.
Stałam nos w nos z psem z wczoraj.


Jem? Sorry że krótkie

Od Suzzie - CD opowiadania Jem'a

Dawno nie widziałam tego psa. Przyjrzałam się mu dokładniej. Wygląd, sylwetka - nic się nie zmieniło. Jednak wydawało mi się, że jakby odrobinę wyprzystojniał. Aura tajemniczości nadal go otaczała. Chwilę później, uwieszona na ramieniu psa trajkotałam wesoło o wszystkim i niczym. Jem wydawał się być trochę znudzony. Ale co poradzę, nie widziałam go dawno to i muszę się nacieszyć przypadkowym spotkaniem z nim. Moja paplanina doszła już do momentów z Rayan'em xd Napomknęłam Jem'owi że mam partnera i opowiedziałam o nim. Samiec pokiwał głową. Tak naprawdę to chyba dopiero w tym momencie zaczął mnie naprawdę słuchać. Zastanowiłam się. Ciekawe jak on zareaguje na to że oczekuję szczeniąt?
- I wiesz... - tu trochę ściszyłam głos. - Jestem z Roy'em w ciąży.
Pierwsza reakcja Jem'a była taka, że spojrzał na mój brzuch. Wydawało mi się, że chce mi pogratulować... Ale on tylko znów kiwnął głową.
***
Wróciliśmy do sfory. Gdy szliśmy obok jakiejś jaskini, przed oczami mignęła mi postać suczki. Wyglądała standardowo - jak każda tutaj. Na jej widok jednak, psu stojącemu obok mnie zaświeciły się oczy. Przybrał bardziej męską pozę, niby mimochodem zaczął prężyć muskuły. Parsknęłam głośnym śmiechem.
- Podoba ci się - stwierdziłam. Gdy chciał zaprzeczyć, dodałam - Nie zaprzeczaj, widzę to.


Jem ?

Od Skyres - CD opowiadania Stanley'a

Wróciłam do domu trochę zmęczona po całym dniu. Chciałam powiedzieć dzieciom i Indianie "Dobranoc" i pójść spać, jednak gdy mignęły mi przed oczami zapłakane twarze wszystkich, od razu odechciało mi się spać.
- Co się stało? - poczułam niemiły skurcz w żołądku.
- White... - załkała Aurora. - White nie żyje. Samochód go potrącił.
Miałam wrażenie, że moje nogi są jak z waty. Przed oczami stanęły mi ciemne plamy. Zemdlałam.
***Rano***
Wyślizgnęłam się z jaskini zanim reszta mojej rodziny wstała. Poszłam do Stanley'a. Zapewne wyglądałam okropnie, bo gdy tylko zostałam wczoraj wybudzona, to do rana płakałam. Nic dziwnego, że jak obudziłam Stan'a to aż wrzasnął gdy zobaczył moją twarz.
- Co ci się stało? - jęknął, gdy otrząsnął się z szoku.
- White nie żyje - stuliłam uszy. Zapadła głucha cisza.
- Przykro mi - te słowa odbiły się echem od mojej głowy. Lekko pochyliłam głowę, przed oczami mając obraz mojego syna, z którym widziałam się jeszcze wczoraj rano... Dopiero po chwili spostrzegłam że Stanley też jest jakby nie w sosie...
- A tobie co się stało?
- To sekret... - mruknął niewyraźnie.
- Mi możesz zaufać.


Stan? Chodzi mi o tę tajemnicę o której wspomniałeś wtedy na czacie xd

Od Steve'a CD opowiadania Vice

- Ta obróżka ... ?
- A masz inną ? - fuknęła Vice .
- To długa historia .. nie chcesz wiedzieć ... - powiedziałem tajemniczo . Vice przysiadła się bliżej.
Westchnąłem .
- No , opowiedz proszę ! - zachęcała mnie suczka . W końcu jednak się przełamałem .
- Kiedyś , często chodziłem sobie po granicach sfory . Nie było tam ładnie ale mi to nie przeszkadzało , bo mnie strasznie ciągneło do tamtego miejsca. Pewnego dnia jakaś kobieta zauważyła mnie śpiącego pod drzewem i .. poprostu ukradła mnie ze sfory . Bardzo chciała mnie udomowić ale cóż .. wytłumacz dzikiemu psu . Po pewnym czasie zaczęło mi się tam jednak podobać . Były dwa powody - pierwszy - dostawałem jeść , - drugi - była tam moja pierwsza partnerka . Kiedyś dostałem tę obróżkę , nawet nie wiem z jakiego powodu . Nie stety pewnego dnia moją pannę potrącił samochód a ja ze strachu uciekłem . Biegłem tak długo aż poczułem dawne zapachy .
- Ciągle nie odpowiedziałeś mi na pytanie .. po co ją nosisz ?
- To proste . Żeby nigdy nie zapomnieć - westchnąłem po raz kolejny .
- Tak bardzo chcesz o tym
pamiętać ? To raczej smutne wydarzenia - zdziwiła się suczka .
- Kiedyś zrozumiesz - odparłem .
- Proszę Cię , nie rozczulaj się nad sobą - warknęła , i podniosła się z piasku.
- Gdzie idziesz ? - zapytałem wątpiącą .
- Za tobą - uśmiechnęła się suczka .
- A na co masz ochotę ? - zapytałem.
- Coś magiczno - nawiedzonego , jakiś szalony wypad ! - zaśmiała się .
- Lerqua Castle ! - zawyłem z radości
- Boję się Ciebie wiesz ? - suczka zaczęła się śmiać .
***
- Właśnie pod nim stoimy ...
- Steve, ja się boję chodźmy stąd !
- Chyba żartujesz ! - zaśmiałem jej się w pysk .
Wszedłem do środka a za mną przerażona Vice .
- Tu wcale ni jest strasznie ! - rozluźniła się .
- Dlatego czekamy na mrok - odpowiedziałem szyderczo .
- Co masz na myśli ? - spojrzała na mnie z niepokojem .
- W mroku zamek ożywa ...
- Ja nie chcę być wśpiska ale mamy zimę na dworze ... jest zimno !
- Dobra koniec tej gadki . Każdy w spokoju czeka na show - spojrzałem na suczkę , była do głębi przestraszona .
*** 2 GODZINY PÓŹNIEJ ***
Zawyły zegary , zatrzeszczały stare szafki , i zaczęły tłuc się pierwsze przedmioty .
- Czas na zwiedzanie ! - powiedziałem kpiąco do Vice .
- Nie denerwuj mnie bardziej ! - warknęła .
- Po schodach czy na parter ?
- Schody - rzuciła .
Na ścianie widniał napis " Raz , dwa trzy - giniesz ty . Cztery , pieć - morderstw sześć . Było strasznie .
- Vice masz rację , chodźmy stąd .
Otwarliśmy drzwi . Na dworze szalało śnieżne tornado . Prawie wciągnęło Vice ale chwyciłem ją za łapę i z całej siły pociągnąłem ją w kąt domu .
Próbowałem zamknąć drzwi ale siła była tak mocna że je wyłamano .
Teraz zamieć mieliśmy w środku ,
Z Vice mieliśmy ochotę już żygać tym domem .. ale nie było czym - byliśmy strasznie głodni .

Vice ?

wtorek, 3 listopada 2015

Od Vivanne

Zima. Według mnie, najgorsza pora roku. Wole gorące lato, gdy się pocę i czekam na zimę. Ale teraz? Zimno jak ch***ra! Za zimno...A teraz się zastanówcie. Co może robić zwyczajna suczka w zimę? Tak, właśnie przechadzałam się parkiem, dopóki nie zostałam zaatakowana i powalona na ziemię przez jakiegoś psa. Nie powiem, trochę się wystraszyłam ale wyślizgnęłam mu się i odsunęłam.
- Kim jesteś? - Usłyszałam lekko zdenerwowany głos za sobą. Spokojnie, bezinteresownie odwróciłam łeb. Podniosłam jedną brew w górę, prychnęłam i wyruszyłam w dalszą drogę zwiedzania.
-Jesteś na terenach sfory, wiesz ? - Wymamrotał tarasując mi drogę.
-I co? - Zapytałam i lekko odepchnęłam go barkiem. Widać, pies był strasznie upierdliwy więc znów musiał skoczyć przede mnie i powiedzieć :
-Stój!
Zatrzymałam się centralnie przed jego nosem i spojrzałam mu w oczy. Były piękne. Takie...Czarujące...Otrząsnęłam się i odsunęłam łeb.
-Czego ode mnie chcesz?
Pies usiadł i się uśmiechnął.
-Może chcesz dołączyć do sfory? - Rzucił od razu.
I w tej chwili nie wiedziałam co odpowiedzieć. Miałam wiele opcji, jednak wybrałam jedną, mam nadzieje dobrą.
-Tak, dołączę. A teraz mnie zostaw okej? - Mruknęłam chcąc go ominąć jednak ten znów musiał przede mnie skoczyć.


Nieznany piesełku?

Od Vice CD opowiadania Steve'a

Razem ze Steve'm pływałam w bardzo dobrym humorze. Bawiliśmy w berka, nadawaliśmy dziwne i śmieszne nazwy rybom i wodnym roślinom, a o chlapaniu się wzajemnie nie było co mówić. Zamiast spokojnie wypłynąć na brzeg, okrzyknęłam, że kto ostatni na brzegu ten jest mokrym psem. Przepychanki, łapanie się za ogony i łapy - byleby wyprzedzić przeciwnika.
Oczywiście na brzegu łapę pierwszy postawił Steve.
- Ha! - zaśmiał mi się prosto w twarz, gdy chwilę po nim wyszłam na ląd. - Zadzierać z takim pływakiem?
- Samobójstwo, nie? - dodałam niby z przekąsem, lecz uśmiech na pysku wskazywał na co innego.
- Właśnie! - odparł entuzjastycznie.
Odeszłam dalej, by nie kłaść się na piachu i runęłam jak długa. Byłam zmęczona tak długim pływaniem i zabawami.
Steve jednak nie dawał mi odpocząć. Położył się naprzeciwko mnie, wlepiając wzrok w me oczy. Odważnie odwzajemniałam jego spojrzenie, ale oczy przyzwyczajone do stałego nawilżania - to wszystko przez pływanie! - nieprzyjemnie zapiekły i zaczęłam intensywnie mrugać.
- Daj mi chwilę, tylko wyschnę, potem możemy ruszać. - zapewniłam.
Steve energicznie potrząsnął głową i odwrócił się do góry brzuchem, patrząc gdzieś w niego.
W tamtej chwili ja gapiłam się na niego niczym Egipcjanie w posążek Boga Światła. Karmelowe futro oblegało jego ciało, mokre od wody, przez co jego kości i mięśnie było widać gołym okiem. Moją uwagę przykuła jednak obroża, niezmiennie wisząca na jego szyi.
- Dlaczego ją nosisz? - spytałam po chwili namysłu.

Steve?

Od Jem'a CD opowiadania Vice

Brawo, Jem. To było coś. Schrzaniłeś wszystko.
Patrzyłem nerwowo na suczkę i porozsypywane płatki. Jakby wszytko w jednej sekundzie straciło swój cudowny urok, a stało się zwyczajne, albo nawet brzydkie. Zacząłem szybko zbierać kwiaty. Suczka pilnowała mnie do ostatniej chwili, choć nie zwracała szczególnej uwagi na mnie. Starała się pozbyć kolców róż... Gdy skończyłem, przeprosiłem skinięciem głowy i wielce zawstydzony całą sytuacją wróciłem do sfory. Kompletnie zapomniałem o pokazie, stoiskach i wszystkich innych rzeczach... Z resztą nie to było teraz ważne. Nawet jeśli początek był tak fatalny, nie chcę poddawać się tak łatwo.
***
Poranek nie należał szczególnie do tych dobrych, bo samo wstanie sprawiło mi wiele problemu. Ziewnąłem przeciągle i wyprostowałem się. W oddali słychać było okrzyki. Wyszedłem przed jaskinię lekko jeszcze zaspany. Wszystko pokryło się cienką warstwą delikatnego puchu - śnieg spadł! Stąpałem po nim, a ten przyjemnie skrzypiał. Ruszyłem w stronę centrum. Po drodze spotkałem kilka psów, które gratulowały mi, witały z radością. Nie wiedząc zupełnie o co chodzi, zwyczajnie je pomijałem. Ale wreszcie trafiłem na rodzinę Alf. Mashine złapał za moją łapę i zaczął nią wymachiwać. Z jego prawej stał Jocker, a z lewej Suzzie. Nieco za nią znajdował się również Rayan, o którym czasem mi wspominała. Wszyscy uśmiechali się szczerze.
- Gratulacje, Jem! - wykrzyknął radośnie Mashine. - Zostajesz Samcem Beta!
Całkowicie osłupiałem. Te słowa utknęły w moim umyśle i odbijały się echem, aż wreszcie całkowicie ucichły. Rozejrzałem się po tłumie psów, który okrążył nas w dziwny sposób. Wypatrzyłem tam moją... znajomą z wczoraj... Wydawała się być nawet zaskoczona całym zajściem. Minęło kilka minut, podczas, którym Alfa wytłumaczył mi kilka rzeczy, aż wreszcie odszedł. Zrobiło się pusto, dookoła kręciło się tylko kilka psów, a wśród nich tajemnicza suczka. Podbiegłem do niej z szarmanckim uśmiechem, po czym oparłem się bokiem o skałę, jednocześnie blokując jej przejście i sprawiając, że musi się zatrzymać.


Vice?

Suzzie jest w ciąży!

Tak! Nasza Młoda Alfa jest w ciąży!

Matka: Suzzie
Ojciec: Rayan 
Liczba szczeniąt w miocie: 3 (2 suczki i 1 piesek)
Początek ciąży: 03.11.2015
Koniec ciąży: 10.11.2015
Lekarz prowadzący: Winnie 

Od Rayan'a CD opowiadania Suzzie

-Ok. - Powiedziałem i skierowaliśmy się do jaskini lekarzy. Winnie przywitała nas i weszliśmy do środka. Suzzie położyła się na kamieniu a ja usiadłem obok. Winnie zrobiła jej kilka badań, a po jakichś 15 minutach powiedziała z ulgą :
-Jest dobrze. Możecie spodziewać się...3 szczeniąt. - Uśmiechnęła się. Odetchnąłem z ulgą. Dobrze, że nie więcej. Za pewne nie ogarnę jednego, ale mniejsza. Pobiegliśmy z Su ogłosić to Mashi'emu.
-Cześć tato. - Powiedziała Su.
-Witajcie. - Rzekł.
-Chcecie mi coś ogłosić prawda? - Zapytał przygotowany na odpowiedź.
Su miała już otworzyć pysk jednak ja wtrąciłem bez obaw :
-Tak. Twoja córka jest w ciąży Mashine. - Powiedziałem poważnie.
Pies się uśmiechnął i poklepał mnie po plecach.
-Jesteś spoko gość. Opiekuj się dobrze moimi wnukami. - Puścił mi oko i zniknął w głębi jaskini.

Suzzie? Krótkie, brak weny...

Nowa suczka! - Vivianne


https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/83/a1/1c/83a11ca00926f35a2e2be08e92f602d4.jpg
 

Imię : Vivanne (Wiele psów mówi "Wiwien".)
Ksywka : Viva.
Głos : https://www.youtube.com/watch?v=ghb6eDopW8I
Rasa : Nova Scotia Duck Tolling Retriever
Wiek : Około 3 lat.
Płeć : Suczka.
Urodziny : 13 dzień wiosny
Stanowisko : Piosenkarka
Rodzina : Heh, pewnie gdzieś są.
Partner : Może kiedyś sobie znajdzie i będzie z nim szczęśliwa. Na razie nikt jej nie zainteresował. Chociaż...
Charakter : Viva jest zamknięta w sobie. Nie lubi dużo mówić, zazwyczaj siedzi cicho. Należy do typu "niezależnych". Wiecznie jest samotna, chodź nie przeszkadza jej to. Poza tym jest miła, nieco wstydliwa i uczciwa. Sprawiedliwa, lojalna i czasem nie ufna. Vivanne nigdy nie mówi pierwsza. Jest słaba w podejmowaniu decyzji. Nigdy nie umie się zdecydować. Jest jakaś szansa że cię polubi i będzie bardziej wesoła, przyjacielska i "otwarta".
Historia : Vivanne urodziła się w Anglii. Jej matka była czempionką. Viva została oddana do innej rodziny, gdzie poznała Matt'a. Zakochała się w nim po czubki uszu. Mieli potomstwo i wgl...Niestety szczeniaki zostały zabite. Matt nie chciał ich mieć więc...Zadusił wszystkie 6. Suczka uciekła, no jak myślicie gdzie się znalazła? Tu!
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Husarz15

Od Raven

Poszłam na spacer do Magicznego Ogrodu. Po drodze nie spotkałam nikogo. Sądziłam że ten dzień spędzę w samotności ale ale! Nad brzegiem stawiku przy ogrodzie stał pies! Był przystojny... Chyba to Aussie. Jego uroda mnie onieśmieliła. Otworzyłam pyszczek szeroko. Podbiegłam do niego.
- Hej jestem Raven a ty - spytałam.
- Jem - odpowiedział.
- Wiesz fajny jesteś może gdzieś pójdziemy ? - mówiłam.
Kiwnął głową.
- Do Rzeki Jofiszof ? - proponowałam.
Znów kiwnięcie.
- Fajny jesteś i przystojny - spojrzałam na niego maślanymi oczami.

Jem ?Sry że krótkie

Od Raven

Popatrzyłam w bezchmurne niebo. Nareszcie! Nareszcie dołączyłam do tej sfory! Poznałam dopiero kilka psów... Betę Jema, Alfę Mashine, Alfę Jocker'a i Alfę Suzzie. Do innych jeszcze nawet nie próbowałam zagadać.
Zadrżałam z zimna. Przecież to już początek zimy! Zaczęłam człapać w stronę jaskiń. W tym momencie zobaczyłam przechodzących Jocker'a i Mashine. Patrzyli na mnie. Błyskawicznie ukłoniłam się do samej ziemi.
- Nie musisz się kłaniać - powiedział Jocker.
- Tak, nie musisz - poparł go Mashine. Lekko się zarumieniłam.

Jocker, Mashine? Jednak napisałam pierwsza.

Od Bitter Sweet'a - CD. opowiadania Gracy

Wracając z obiadu - którym był jeleń, a raczej jego truchło - natknąłem się na grupkę psów. Ominąłem ją szerokim łukiem, dostrzegając z oddali mały obłok szarego dymu. Nie przejmując się tym zbytnio udałem się w stronę jaskiń, aby wziąć kwiaty. Nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo skąd naszła mnie taka myśl. Po paru minutach byłem na miejscu. Jednak kwiaty, które tam były z niewiadomych przyczyn zniknęły. Spojrzałem z niesmakiem na półkę wiszącą nad łożem. Leżały tam zioła i stary, zakrwawiony bandaż. Zgarnąłem łapą opatrunek i ułożyłem na stercie innych rupieci. Poczułem straszliwy odór spalenizny.
***
Gracy stała za ścianą ognia. Wygoniła mnie stamtąd ( najwyraźniej chciała się spalić). Odszedłem, nie chcąc się narzucać. Będąc na progu jaskini usłyszałem przeraźliwy pisk suki. Zza kamiennej ścianki innej jaskini wyłonił się pies, w typie owczarka niemieckiego. Zaoferował pomoc. Pobiegliśmy we dwójkę do Grey.
- Rzuć to wiadro! - krzyknąłem cicho. Ale pies mi wtórował, i to do tego parę tonów głośniej. Sunia usłyszała polecenie i szybko rzuciła nam przedmiot. Pognaliśmy do pobliskiego strumyka nabrać wody. Pies nabrał ją w pysk, ja niosłem wiadro. Po jego minie widziałem, że woda jest lodowata, jednak nie chciałem sam tego sprawdzić. Nie mieliśmy czasu na coś takiego. Po paru wędrówkach od strumyka do suki powoli ugasiliśmy pożar. Całkiem wyczerpani usiedliśmy na głazie, a Grey wysłaliśmy do Alany.
***
Poszliśmy nad morze, aby zaczerpnąć zdrowego, jodowanego morskiego powietrza. Musieliśmy się trochę dotlenić. Spojrzałem mizernie na suczkę. Razem z Devo - bynajmniej tak nam się przedstawił - przyglądała się niskim przybrzeżnym falom. Wskoczyłem do morza, co było błędną decyzją. Wyczłapałem z niego również szybko, jak i wskoczyłem. Woda była lodowata, jak to w zimie. Moi towarzysze, wpatrzeni w pienisty brzeg zaczęli się śmiać.

Grey? ^^

Od Steva CD opowiadania Honey

Rozweseliłem się . " Może kiedyś " to znaczy że to słynne " kiedyś " kiedyś nastąpi .
- Pójdziemy gdzieś ? - zaproponowałem .
- No , nareszcie ! Wraca ten Steve którego znam ! - zaśmiała się Honey .
Ja osobiście nie wiedziałem o co chodzi powtórzyć pytanie .
- Hmm ... a gdzie chcesz iść - zapytała znudzonym głosem .
- Może Wąwóz Rudego i te klimaty ?
- Może być - powiedziała i leniwie się przeciągnęła .
Zamyśliłem się i powiedziałem :
- Od dziś uroczyście ogłaszam że będę się starał podbić twoje serce - powiedziałem i wręczyłem jej prezent , widać było że trudno jest jej go przyjąć ale ostatecznie powiesiła go na szyi :

 https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRQHsQJMbC-hVXXAmsv18XlRDyUGhD7J6Uw_lSUHjfwaZLD-lDQ4g




- A wracając do twojej przysięgi , to uważaj żeby co inne nie podbiło ciebie ! - uśmiechnęła się i zaczęła rzucać we mnie kasztanami lekko zamoczonymi już od śniegu . Wywiązała się z tego prawdziwa bitwa .
***
Ostatecznie Honey wygrała .
- Oczywistym jest że to ty wygrałaś , znaj więc moją dobroć - zaśmiałem się .
Suczka popatrzyła na mnie ze zdziwieniem - O co Ci chodzi ?
- No przecież dałem Ci wygrać - rzekłem z dumą . Suczka trąciła mnie w bark .
- Hej ! - krzyknąłem i zawyłem z bólu ( oczywiście udawałem ) .
Suczka strasznie się śmiała , i dobrze . Lubię ją i mam nadzieję że coś z tego wyniknie - pomyślałem .
Mrugnąłem do Honey i poszliśmy do Wąwozu Rudego .
***
- Wąwóz Rudego ... mieszkasz tu ? - zaśmiała się suczka , a ja spojrzałem na nią z politowaniem .
- Nie .
- Zobacz znowu pada śnieg ! - suczka próbowała zmienić temat , ale rzeczywiście padał śnieg
Po pół godzinie wąwóz wyglądał tak :

 http://img1.autocentrum.pl/wawoz-krolowej-jadwigi_awc.blogi-43905-1.jpg


- Bitwa na śnieżki ? - zapytałem porywczo .

Honey ? Bitwa na śnieżki default smiley :d ?

Od Suzzie CD opowiadania Rayan'a

Obudziłam się rano z lekko podkrążonymi oczami, ponieważ prawie nie spałam.W nocy tyle się działo...
Usiadłam w progu jaskini. Jeszcze nie dawno byłam małą, puchatą kuleczką. Pamiętam te rozmowy z rodzicami i rodzeństwem. A teraz dzieciństwo się skończyło, mama odeszła, cześć rodzeństwa też... Został mi tylko tata i Jocker. I Rayan...
- Co się stało?- zapytał tenże, wstając.
- Nic. Zamyśliłam się - uśmiech rozjaśnił mój pysk.
Roy mnie przytulił. Siedzieliśmy chwilę w ciszy...
- Myślisz że się udało? - powiedziałam nagle.
- Możemy to sprawdzić.

Roy? ;3

Beatris odchodzi!

Powód: Cytuję "blog jej nie <<nakręcił>>"
 

Imię : Beatris
Ksywka : Tris
Głos : Dove Cameron - If Only
Rasa : Owczarek niemiecki długowłosy
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 15 dzień lata (6 lipca)
Stanowisko : Zawsze interesowała się artystyką, więc jest Malarką. Ale jest również i dobrą Poetką oraz Sprinterką.
Rodzina : Stratowana...
Partner : Czeka na tego jedynego.
Charakter : Beatris to suczka bardzo dokładna, zwracająca uwagę na szczegóły. Nic nie umknie jej wspaniałemu wzrokowi. Jej natchnieniem do obrazów jest piękno przyrody, a przeważnie kwiatów. Jej ulubionymi kwiatami są wrzosy.
Rzadko kiedy ma napady złości; jest naprawdę cierplwią suką. Chyba, że ją ktoś obrazi lub wkurzy. Wtedy lepiej ją przeprosić, bo będzie obrażona na "forever". Jest ona naprawdę wychowana i delikatna. Nie potrafi obrazić jakiegoś psa. Ma szacunek do starszych. Nie nawidzi chmskości; jeśli jakiś pies urazi innego lub w jakiś sposób upokorzy, Tris od razu reaguje. Trudno zdobyć jej zaufanie, chyba że znajdzie się jakiś pies, który by jej nie okłamał. Tylko przyjeciele mogą mówić do niej "Tris". Jeśli chodzi o miłość to nigdy prawdziwej nie doznała, nie wlicza się zauroczeń. Chociaż w poprzednim stadzie było kilka psów, którzy się w niej zakochali..., ale ona nie zwracała na to uwagi. Interesowała ją przeważnie sztuka.
Historia : Beatris urodziła się w dzikiej sforze. Zawsze interesowała się sztuką; należała do najlepszych doradców w sforze. Była prawą ręką swej matki, która była tam Alfą. Jednak jej ojciec bardziej chciał, by Beatris nauczyła się polować. Owszem nauczyła się i to nawet bardzo dobrze. Ale te jej sielskie życie się skończyło. Gdy stado poszło na obchód terenu w dolinie, nagle wybiegło ogromne, spłoszone stado karibu. Wszyscy uciekali, ale na próżno. Karibu biegły na przepadłe i stratowały sforę Tris. Jedynie ona przeżyła, ale sama nie wie czy ktoś ze sfory przeżył.
Błąkała się po lesie i znalazła sforę. Wreszcie bezpieczne miejce.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : sandradym
Inne zdjęcia : | KLIK | KLIK |

Nowa suczka - Layla


 http://25.media.tumblr.com/f674b33466a9fa717038f96dcc8b3553/tumblr_n2cbdr3OFz1qg6cnbo2_500.png


Imię : Layla
Ksywka : Lay , La
Głos : Kasia Popowska
Rasa : Border Collie Red Merle
Wiek : 5 lat .
Płeć : Suczka
Urodziny : 1 dzień zimy
Stanowisko : Sprinterka
Rodzina : Każdy gdzieś ją ma … Layla jest wyjątkiem . No bo jak nazwać ojca i matkę którzy podrzucają swoje dziecko innym psom ?
Partner : Jej partner jest bardzo dobry w chowanego , bo jeszcze go nie znalazła .
Charakter : Charakter to ona ma różny , najlepiej zacząć od tego że na pozór wydaje się być oschła i wredna . Później natomiast pokazuje się z innej strony – miłej i beztroskiej marzycielki . Dopiero kiedy między nią a innym psem pojawi się iskierka przyjaźni ujawnia swoją przyjacielskość i uczynność . Jest suczką potrzebującą miłości bardziej niż powietrza , więc pewnie sobie kogoś znajdzie i do cech obecnych dołączy romantyczna dusza .
Historia : Miała wrednych rodziców .. którzy ją porzucili . A dokładniej podrzucili innym psom . Layla nigdy nie była kochana . Psy u których była po krótkim czasie zwykle ją wyrzucały . Jej największym pragnieniem jest posiadać kochającą rodzinę , pewnie ze względu na jej smutne życie do tej pory … Teraz ma ona nowe życie i nowe drzwi do otwarcia w sforze psiego uśmiechu .
Upomnienia : 0 .
Kontakt : Julia.23042003 | JuliaBugdol@interia.pl

Od Avalon- CD opowiadania Video

- Masz syndrom starszego brata - przewróciłam oczami, przewracając przy okazji Video.
- Że co proszę? - zapytał, próbując się wyrwać. Ja wbiłam się pazurami w ziemię, uniemożliwiając mu wstanie i kontynuowałam.
- Syndrom starszego brata - powiedziałam dokładnie każde słowo - Niby chcesz dla niej dobrze, ale przecież ona sobie poradzi - zaśmiałam się, puszczając wiercącego się Deo.
- Nie syndromuj mi tu - przewrócił oczami - Co robimy? - zapytał, zmieniając temat.
- Mieliśmy gdzieś iść - westchnęłam, próbując dodać pełnej pogardy do tych słów.
- A gdzie mieliśmy iść? - zaczął rozglądać się na boki.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami, a na moim pysku ukazał się niewielki uśmiech - Pewnie cel tej podróży dawno wyrzuciłam z głowy - mruknęłam spokojnie i spojrzałam na Video.
- To Ty wybierasz gdzie idziemy - powiedział szybko Vido i uśmiechnął się zwycięsko.
- Co? Dlaczego? - zapytałam oburzona, jednak popatrzyłam na niego błagalnie. Skąd ja mam wiedzieć gdzie możemy pójść. Ja jestem tylko od iścia, a nie od wymyślania, gdzie możemy pójść.
- Bo przez twój syndrom zapomnieliśmy o celu - wtrącił, podkreślając słowo "twój".
- Nie mój, tylko twój - powiedziała cicho i przewróciłam oczami. Pies jednak chyba to słyszał.
- Mniejsza o to - mruknął - To gdzie idziemy? - zapytał, stając gotowy do drogi.
- Lawendowe Pola... - powiedziała pierwsze, co przyszło mi do głowy i szybko ruszyłam w tamtym kierunku. Die po chwili mnie dogonił. Szliśmy powoli, aż zaczął padać śnieg. Lawendowe pola pięknie wyglądały pod lekką, białą płachtą śniegu. Biały i fioletowy pięknie się zgrywały.
- Ale tu ładnie - Video powiedział to za mnie, a ja tylko pokiwałam głową. Zaczęliśmy chodzić, pomiędzy krzakami Lawendy.
- Video? - podniosłam wzrok na psa - Opowiesz mi coś o sobie? Bo tak naprawdę nic o Tobie nie wiem

Video?

Od Vice CD opowiadania Bitter Sweet'a

Dopiero po chwili połapałam się, skąd znałam wypowiedziane przez niego słowa, dlaczego coś w środku mnie skręciło się, gdy je przyswoiłam.
To samo mówiła moja matka.
Nie jestem słaba. Przynajmniej tak myślę, bo się staram. Choć wspomnienie matki i dzieciństwa mocno mnie poruszyło, nie chciałam dać tego po sobie poznać. Zmrużyłam oczy, by utrudnić psu czytanie z nich, bowiem gdy nie odpowiedziałam, przyglądał mi się.
- Słusznie. - powiedziałam po chwili, gdy miałam pewność, że głos mnie nie zawiedzie.
- Raczej nie jesteś za tą dewizą, co? - spytał, ponownie kierując swój wzrok na drogę przed nami.
Zignorowałam to pytanie. Nie zamierzałam mówić o sobie takich rzeczy komuś, kto nie chciał zdradzić mi nawet swego imienia. Postanowiłam kierować się zasadą "oko za oko" i skoro on nie widzi nic złego w braku odpowiedzi, to ja też.
Gdy dłuższa chwila milczenia minęła, a do moich uszu dotarł szum wody, pies odwrócił się do mnie zniecierpliwiony.
- Więc?
- Co: więc? - spytałam, jakby nie rozumiejąc sytuacji.
- Na pytanie się odpowiada. - orzekł.
- Tak? - żachnęłam się. - Vice. A ty?
Chwilę nie rozumiał, o co mi chodzi, jednak przypomniała mu się w końcu sytuacja sprzed parenastu minut. Przewrócił oczami, lecz nie odpowiedział. Nie dawałam się łatwo. Coś za coś. Odpowiedź za odpowiedź.

Bitter! :v

Od Vice CD opowiadania Jem'a

Zaczęły się gwizdy, oklaski i krzyki, a ludzie zaczęli gromadzić się wokół mnie. Z jednej strony bałam się przydeptania, z drugiej jednak nie po to tu przyszłam i nie ruszałam się z miejsca, by teraz ustąpić i oglądać widowisko z daleka. Obawiałam się też złapania, w końcu któryś z gapiów mógłby zezłościć sie obecnością psa, który nie ma właściciela.
Wypatrzyłam miejsce po drugiej stronie, jednak barierki skutecznie odcinały mi drogę. Zaczęłam się więc przepychać pomiędzy nogami, zwinnie przemykając i uchraniając swój ogon przed buciorami. Kiedy udało mi się wyjść z tłumu, namierzyłam docelowy punk i nie spuszczałam go z oczu. Omal nie wpadłam do fontanny, która znajdowała się na samym centrum rynku. Okrążając ją wpadłam na coś, co wbiło mi się w pysk. Ocknęłam się i przeniosłam wzrok na to, co mnie zatrzymało.
Stojący przede mną czekoladowy pies wyglądał na równie zaskoczonego co ja, a pomiędzy nami na ziemi leżały rozsypane róże.
Poruszyłam wargami. Kolce kwiatów nadal tkwiły w skórze. Spojrzałam na sprawcę z wielkim wyrzutem.
- Ja.. - zaczął, błądząc wzrokiem, lecz mu przerwałam.
- Po prostu po sobie posprzątaj. - powiedziałam, wskazując na pysk.

Jem?..

Od Jocker'a

Ostatnio między mną a Rachel nie układa się dość dobrze. Wogle się mną nie interesuje i nie chce się ze mną spotykać. Nie  będzie ona w przyszłości dobrą Alfą a przecież ja jestem pierwszy w kolejce do tronu. Trzeba tu jakoś na yo zaradzić. Poszedłem więc pewnego dnia do Rachel. Zastałem ją w jej jaskini. Siedziała z rodzeństwem. Poprosiłem ją na chwilę.
- Słuchaj Rachi...-przełknąłem śline.- Muszę ci coś wyznać.
- Hym?- wydumała jakby ją to wogle nie wzruszyło.
- Zrywam z tobą.- wykrztusiłem.- Między nami się już nie układa...
- Rozumiem...- powiedziała po czym poszła.
Jej zachowanie jest po prostu zadziwiające...

Rachel? 

Nowa Suczka - Raven !

Imię : Raven
Ksywka : Rav, Ravi, Ravcia, ...
Głos : Christina Grimmie
Rasa : Aussie
Wiek : 5 lat
Płeć : Suczka
Urodziny : 4 dzień jesieni
Stanowisko : Psycholog
Rodzina : Mama została poza granicami, ojca nie pamięta, rodzeństwo szwęda się jeszcze dalej...
Partner : Jest taki jeden... Ale co zrobić by on na nią chociaż spojrzał?
Charakter : Miła, pomocna, kreatywna, nieufna, spokojna, rozsądna, lubi udzielać pomocy, ładnie tańczy, kochająca, marzy o założeniu rodziny.
Historia : Historia Raven jest nudna. Urodziła się za granicami sfory razem z czwórką rodzeństwa. Gdy skonczyła rok, jej rodzeństwo odeszło w swiat. Raven o niczym nie mysląć zostawiła matkę i odnalazłą sforę.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Margaryna

Tomorrow odchodzi!


 

Powód: Decyzja właściciela.





Imię : Tomorrow
Ksywka : Tom
Głos : Ed Sheeran
Rasa : Kundel(raczej)
Wiek : 16 lat(nie jest już młody)
Płeć : Pies
Urodziny : Wiosna 15 dzień
Stanowisko : Ponieważ jest już stary postanowił wybrać sobie spokojne stanowisko nauczyciela szczeniąt
Rodzina : Zginęli
Partner : Jest za stary na partnerkę
Charakter:
Dobry,miły,dobroduszny,przynudzający,leniwy.
Historia : Urodził się w schronisku.Przez piętnaście lat czekał na nowy dom jednak nikt go nie chciał zaadoptować.W końcu gdy otwarto klatkę by zabrać go na spacer uciekł i mimo,że z trudem biegł oddalił się od schroniska i wędrował rok,aż w końcu znalazł sforę gdzie zamieszkał i teraz czeka tu końca swoich dni.
Upomnienia : 0/4
Kontakt :  4167asia / zuzia.dyb@vp.pl 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Jem'a

Podniosłem wzrok na jaśniejącą w mroku tarczę księżyca, która była jedynym światłem o tej porze. Z pewnością, minęła już północ. Ułożyłem pysk na łapach i zamknąłem oczu wsłuchując się w cudowną ciszę. Czasem tylko zabrzmiało gdzieś krakanie wron czy hukanie sów. Wiatr świszczał cicho idealnie wpasowując się w otoczenie. Pewnie już dawno wszedłbym do krainy słodkich snów, gdyby nie ten niepokój, ogarniający cały mój umysł, niepozwalający nawet bym pomyślał o czymś innym. Nagle coś zaburzyło tą harmonię, albo przynajmniej tak wydawało mi się z początku. Po dłuższej chwili uznałem, że jednak głos pasuje do całości, a zabrzmiały wyraźnie słowa piosenki.

Jeśli smutek niebios przynosi piekłu zwycięstwo
To wymieniłbym każdy z moich przyszłych dni na jedno wczoraj
(Wiem, że jestem złymi wieściami)
Na tylko jedno wczoraj
(Oszczędziłem je wszystkie dla ciebie)
Chcę dać ci nauczkę w najgorszy możliwy sposób
Nadal wymieniłbym każdy z moich przyszłych dni na jedno wczoraj
(Wiem, że jestem złymi wieściami)
Na tylko jedno wczoraj
(Oszczędziłem je wszystkie dla ciebie)
Na tylko jedno wczoraj

Podniosłem się z ziemi i ruszyłem za dźwiękiem. Aż spostrzegłem sylwetkę, nie rzucającą się zbytnio w oczy. Była to suczka. Suczka, którą znałem dobrze, jednak żadne z nas nie zdobyło się nigdy na zwyczajne powitanie. Znałem ją, a jednocześnie nie. Byliśmy sobie całkowicie obojętni, a teraz pewnie to się zmieni. Zauważyła mnie. Wyszedłem z cienia drzew bardzo ostrożnie. Zbliżyłem się do niej, a wiatr niespodziewanie zawiał mocniej rozwiewając długą sierść na wszystkie strony. Śpiewała chyba smutną piosenkę, czyżby nie była szczęśliwa? Kto o tej porze wychodzi z jaskini?

Skyres?

Od Jem'a

Biegłem przed siebie nie zważając już na to, że z każdym krokiem ochlapuję się nieprzyjemną mazią powstałą po deszczu. Cały byłem już brudny. Sierść stała się szorstka, nie tak piękna i jedwabista jak kiedyś. Wypadałoby wziąć kąpiel. Przy najbliższej okazji umyję się w rzece czy czymś innym. Ale nie myślałem długo o czystości, lecz o miejscu do którego zmierzam. Tego dnia, w mieście, miały odbywać się różnego rodzaju pokazy, a przecież nikt nie zabroni psu przyjść na rynek. Było tam zawsze niezwykle tłoczno, a zwierzęta plątały się jedynie pod nogami ludzi próbując zabrać wszystko co spadnie na ziemię. A dziś była wyjątkowa okazja, by zwinąć coś z dziesiątek straganów poustawianych wszędzie gdzie się da. Jedne były z zabawkami, inne z jedzeniem, jeszcze inne ze strojami. Minęły długie godziny, podczas których coraz bardziej zatapiałem się w tym świecie kompletnie tracąc poczucie czasu. Nastąpił wieczór, a przez miasto miała przejść parada, następnie zatrzymać się na rynku i zacząć pokazy. By lepiej wyglądać, pół godziny przed wyjątkowym zdarzeniem postanowiłem wykąpać się w fontannie. Woda tam była czysta, i stosunkowo ciepła - idealne miejsce dla takich jak ja. Z czasem zastanawiałem się nawet, czy nie korzystniej byłoby przenieść się do miasta, ale po dłuższym namyśle przypomniałem sobie o hyclach. Wskoczyłem z radością do wody rozlewając ją na wszystkie strony. Po kilku chwilach mogłem już wyjść. Ale... zobaczyłem kogoś, kogo widok, aż zaparł mi dech w piersiach. Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Daleko przede mną, tuż przy stoisku z dziecięcymi zabawkami siedziała suczka - pewnie jak wszyscy wyczekiwała momentu by zobaczyć paradę. Jej oczy świeciły się jak dwa diamenty, cała jaśniała, a idealnym dodatkiem był tu promienny uśmiech na pyszczku. Przełknąłem ślinę, po czym natychmiast wyskoczyłem z fontanny i pognałem gdzieś na bok. Chciałem ją obserwować, ale trafiła do mnie rada brata - "Trzeba do niej zagadać, przekonać do siebie!" Zacząłem rozglądać się po okolicy, wypatrując podarunku. Zatrzymałem wzrok przy mężczyźnie siedzącym na ławce. Na jego kolanach leżał bukiet czerwonych, romantycznych róż. Jednak całkowicie nie przejmował się nimi, siedział wgapiony w dziwaczne urządzenie zwane telefonem. Otrzepałem się z wody. Nie zwlekałem, ruszyłem pędem w stronę człowieka. Złapałem bukiet w zęby, wyrywając kilka płatków kwiatów. Nie zatrzymywałem się, biegłem dalej. Usłyszałem za sobą krzyk, wyrażający złość, ale nie przejąłem się tym. Gdy dzieliła nas, mnie i mężczyznę, duża odległość zacząłem ponownie wypatrywać suczki. Na całe szczęście była wciąż w tym samym miejscu. Wygładziłem sierść w kilku miejscach. Poczułem motyle w brzuchu, zawahałem się. Spędziłem następne kilka minut dręcząc się z myślami, aż wreszcie ruszyłem w jej stronę.


Vice?

Od Steva CD opowiadania Vice

Przestraszyłem się i podbiegłem do skarpy . Udało mi się chwycić ją jedną za łapkę , drugą łapę miała zawieszoną na klifie .
- Podaj mi drugą łapę ! - krzyknąłem i rzuciłem w jej stronę jednoznaczne spojrzenie .
- Steve , boję się . Nie ufam Ci jeszcze na tyle ...
- Vice ! - rzuciłem w jej stronę . Suczka posłusznie puściła klif i szybko podała mi łapę .
Przez 2 sekundy czułem jakbym miał wybór - wciągnąć lub puścić ... Ale decyzja była oczywista , i szybkim ruchem wciągnąłem suczkę na górę . Minęło trochę czasu zanim udało jej się złapać oddech .
Usiadłem więc obok i czekałem , po dłuższej chwili powiedziała :
- Dziękuje Ci Steve - i wlepiła we mnie promienny uśmiech .
- No .. z grubsza tak to wygląda - odwzajemniłem minę słodziaka .
- Tak ... przyszło mi do głowy ... Może oprowadzisz mnie po sforze ? - zapytała z nadzieją w głosie .
- Ok ale pod jednym warunkiem - rzekłem po czym mina jej zrzedła .
- No , a jaki on jest ? - zapytała podejrzliwie .
- Nie skacz więcej z Cypel High ! - zaśmiałem się .
Suczka spojrzała na mnie wątpiąco i spojrzała w niebo .
- Gdzie najlepiej ogląda się zachody słońca ? - spojrzała na mnie marzycielsko .
Odpowiedziałem iż uważam że na Łące Nieziemskich Fiołków . Ona jednak tego nie usłyszała i wgapiała się w niebo .
- Vice ! Ogarniamy się i idziemy ! - wrzasnąłem i trąciłem ją lekko łapą .
Suczka " otrzepała się " z wyglądu zawieszonej .
- To gdzie idziemy ? - zapytała .
- Tam ! - wskazałem łapą w jakieś miejsce i pobiegłem jak najszybciej .
Vice najwyraźniej nie była tym zadowolona . Kiedy lekko pod męczony stanąłem aby zobaczyć gdzie jest moja towarzyszka , coś przykuło mnie do ziemi i przekoziołkowało do tyłu . Nie dałem jednak " stawać sobie na głowie " w sensie dosłownym więc przeturlałem ją w bok .
- Steve ! - burknęła rozbawiona Vice .
- Wiesz Vi ... goń mnie znowu ! Biegaliśmy tak przez długi czas dopóki , Vice nie zawołała :
- Hej ! Steve , chodź to zobaczyć !
Posłusznie podbiegłem do suczki a ona popchnęła mnie ze śmiechem .
- To tutaj to Rajski Ogróóóóód ! - krzyknąłem w locie i wylądowałem w wodzie .
Vice pokręciła śmiesznie głową i również wskoczyła do wody

Vice ? Czuj się mokra XD

Od Elaine - CD. Opowiadania Locked'a.

Siedziałam z psem. Właściwie, trochę dziwnie było się do niego zwracać, nie znając jego imienia. Chciałam zapytać go o to, ale dopiero później. Do jaskini wszedł Sweet.
- Widzę że nasz kaleka czuje się już dobrze. - popatrzył na psa - Idziesz ze mną Line? - było to dość dziwne, nigdy do mnie tak nie mówił.
Popatrzyłam najpierw na Bitt'a z kwaśną miną. Miałam go już dosyć, wszędzie sie wciskał, wszędzie go było pełno. Widząc agresję w jego oczach popatrzyłam również na samca leżącego z drugiej strony. Patrzyli na siebie, jakby za chwilę mieli się zagryźć. Chciałam wyprosić Sweet'a, ale przerwał mi to pies.
- Idź... - szepnął cicho. Nie wiedziałam o co mu chodziło, ale jedno było zrozumiałe. Nie lubili się z Bitter Sweet'em, i lepiej by wyszedł. Poszkodowany nie powinien się stresować, a tym bardziej zagryzać na śmierć. Pies odwrócił się tyłem do nas i mruknął coś pod nosem.
- Bitter, porozmawiajmy... - zaproponowałam. Przechylił on pysk na znak, że się zgadza i wyszliśmy z jaskini. Chciałam załatwić to bez żadnych sporów, ale z nim - jak to ze Sweet'em - było ciężko cokolwiek polubownie załatwić.
- Idź się przejść. Ja nie muszę ciągle chodzić za tobą. - warknęłam. Pies przewrócił oczami i poszedł. Jednak spokój nie trwał długo; gdy poszłam przejść się nad rzekę, pies podążył za mną. Wręczył mi kwiaty.
- Daj to tamej kalece. - rzekł - Niech chociaż przez chwilę pozna moją skrytą dobroć - zarechotał.
- A żebyś wiedział, że dam - rzuciłam na niego lodowate spojrzenia. Bitter oniemiał. Oddalił się gdzieś we mgle.
zanurzyłam się w chłodnej wodzie, jednak nie na długo. Kroplówka musiała być zmieniana cały czas. Tylko współczuć tamtemu psu. Ani to się przejść, ani to się wykąpać. Otrząsnęłam się z wody.
***
Gdy byłam pod jaskinią było już całkowicie ciemno. Usłyszałam znany mi, natrętny głos.
- Seniorita, nie zapomnij o kwiatkach! - krzyknął śmiejąc się. Natychmiast przywarłam Bitt'a do kamiennej ściany.
- Ucisz się, pobudzisz innych. - szepnęłam.
- Nie tak ostro, Laine. - krzyknął, wyrywając się z uścisku - Zanieś mu kwiatki.
Rzuciłam mu kwiaty i pchnęłam go w stronę groty.
Poszłam zmienić tą cholerną kroplówkę.

Locked? :z

Od Bitter Sweet'a - CD. Opowiadania Vice.


               ** Chwilę wcześniej **
- Bitter, słyszałeś, że mamy nową sukę? - spytała Elaine.
- Huh, słyszałem, ale nie miałem okazji jej zobaczyć. - odparłem. - Idę się przejść. Popatrz, tam stoi ten pies. No wiesz, twój wielbiciel.
Spojrzałem kątem oka na Laine. Widocznie się zarumieniła. Nie przejmując się tym ruszyłem w stronę plaży. Idąc kamienną dróżką dostrzegłem miotającego się psa. Zboczyłem z dróżki, chcąc dowiedzieć się, co to za pies. Nigdy wcześniej nie zauważyłem go tutaj, w sforze. Jednakże, gdy podszedłem bliżej, zrozumiałem, że nie jest to pies, a sunia. Lekko się nad nią pochyliłem. Suka spojrzała na mnie.
- Kim jesteś? - zapytała, lekko drżąc z zimna. "Twoim koszmarem" - przeszło mi przez myśl, jednak nie chciałem pokazywać się od razu ze złej strony. W końcu mogłaby odejść, myśląc że każdy sforzanin jest taki, jak ja.
- Huhm, tutejszy. Jesteś nowa, nieprawdaż? - zapytałem, uchylając kącik ust. Sunia wyraźnie się zastanawiała.
- Tak. Vice - odparła, wyciągając łapę - A ty?
Jednak suczka nie doczekała się tego samego z mojej strony. Westchnęła. Odwróciłem się i wolno ruszyłem na przód. Po chwili suka biegła do mnie, przy czym gwałtownie uderzyła mnie w bark.
- Przepraszam. - burknęła. Przytaknąłem Vice na wznak, że nic się nie stało. Szliśmy drogą do plaży; mojego pierwszego, teraz już aktualnego celu wyprawy. Co było najdziwniejsze, nie zapytała się ona, gdzie idziemy. Po prostu dotrzymywała mi kroku. Po dłuższym czasie nieustannego milczenia nie wytrzymała.
- Widzę, że nie lubisz opowiadać o sobie. - mruknęła, najwyraźniej nie chcąc, aby nasza wędrówka dalej tak wyglądała.
- Cóż, nie sądzę, żeby było to coś złego. - odparłem - A wręcz uważam, że to dobrze gdy nie mówi się dużo o sobie. Później ktoś może to wykorzystać  na twoją niekorzyść. - wytłumaczyłem Vice. Popatrzyła na mnie z miną, jakby znała to uczucie. Choć wątpiłem w to.

Vice? c:

Od Vice

W jeden ze słonecznych dni postanowiłam wybrać się nad jezioro. Jest jesień, więc drugiej takiej szansy mogłam nie dostać. Postanowiłam wziąć kąpiel, więc szłam za szumem wody. Szmer liści nie pomagał mi w wędrówce, jednak doszłam do rzeki jeszcze przed południem.
Pełna dobrego humoru wbiegłam do wody, rozchlapując ją dookoła. Uwielbiałam to. Zimna woda przyjemnie mnie orzeźwiła. Płynęłam na jej powierzchni, by tworzyć na tafli wody fale zalewające mi szyję. Nie wystarczało mi to, więc zanurkowałam.
Od razu tego pożałowałam, widząc pod wodą długie łodygi roślin i mnóstwo nieznanych mi ryb.
Z krzykiem wypłynęłam na ląd. Bałam się morskich stworzeń, a tych w dodatku nie znałam.
Położona na boku nie zauważyłam, że przyglądał mi się pies. Dostrzegłam go dopiero, gdy do mnie podszedł i pochylił się.
- Czyżby zdradziły cię twe wody, syrenko?

Bitter Sweet?
Przepraszam, wieczór mnie odmóżdża...

Od Nesty - CD opowiadania Wezy

Osłupiałam.
- To prawda? - zapytałam cicho.
- No a jak - uśmiechnęła się Winnie. - To ja was może zostawię samych.
Wyszła. Weza chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam.
- Co się stało? - zaniepokoił się.
- Nic - warknęłam i uciekłam. Bardzo szybko dobiegłam do Cypel High. Popatrzyłam w dół. To miejsce nie wiem czemu, trochę mnie uspokoiło. Chwila spokoju jednak została szybko przerwana, gdy mój partner przybiegł do mnie.
- Nesty, nie cieszysz się? - zapytał. Westchnęłam. Przetarłam oczy łapą, by ukryć łzy choć kilka z nich już spadło na mój pysk.
- Nie bardzo - mruknęłam, unikając jego wzroku.
- Czemu? - złapał mnie za łapę.
- Ja nie nadaje się na matkę. NIE CHCE się nadawać, rozumiesz? Szczeniaki to obowiązki, teraz muszę już żyć wobec określonych zasad. Ja po prostu chciałam wyruszać w podróże, zachowywać się jak szczeniak i żyć BEZ uciążliwego potomstwa. A teraz... Wszystkie plany legły w gruzach. Całe moje życie się zmarnowało! Nie chcę tego potomstwa! Nie chcę!


Weza? Musisz przekonać Nesty do zmiany zdania o potomstwie...

Vivianne, Rose Robin i Walter nie żyją!



Imię: Vivianne
Ksywka : Viv
Rasa : Owczarek szwajcarski
Wiek : DWA LATA
Płeć : Suczka
Urodziny : 8 dzień zimy
Rodzina : Matka- Skyres, Ojciec- Indiana, Rodzeństwo- Walter, Rio, Gracie i Oli
Zakochany : Jammy...
Charakter : Viv, choć na taką nie wygląda, jest twarda. Aurora to jej przeciwieństwo. Nie czuje skruchy, jest szczera, aż do bólu i potrafi zamienić białego psa w czerwonego. Może gdy ktoś, kto ją pokocha, przeleje na nią miłość, to ona stanie się łagodniejsza. Jest raczej samotnikiem i działa sama. Najpierw robi, potem myśli.
Historia : ,,Ciemność, ciemność i ciemność. Może jestem tu sama? Na zewnątrz ciągle słyszę jakieś głosy, gdzie ja jestem? I nagle światło, jakieś psy gapią się na mnie i co robią te 4 małe poczwary obok mnie? To nie jestem jedynaczką?''
Kontakt : Queenpola2003
 
 
 
Vivianne, Rose Robin i Walter nie żyją!...




















 
 
 
Imię : Walter
Ksywka : Wal, Walt, 007, Bond, Sherlock Holmes
Rasa : Owczarek niemiecki
Wiek : DWA LATA
Płeć : Pies, nie wierzysz?
Urodziny : 8 dzień zimy
Rodzina : Matka- Skyres, Ojciec- Indiana, Rodzeństo- Rio, Vivianne, Gracie i Oli
Zakochany : Bella, więcej chyba już nie muszę mówić?
Charakter : Walter, podrywacz, romantyk, szarmancki szczeniak. Często bawi się w detektywa, ale nie zawsze mu się to udaje. Zawsze wpada na coś jako ostatni, ale uważa się za najlepszego. Uważa, że jest podzielony na dwie części, Waltera i Waltera Hyde'a. Ma dość duże mniemanie o swojej osobie, może ktoś to zmieni?
Historia : Hmmm....trudne pytanie....w latach 1950-1955 był policjantem a to jego nowe wcielenie.
Kontakt : Queenpola2003
 
 
http://media.einfachtierisch.de/entities/93/300x300-crop/hund-australian-kelpie-braun-ft-sabine-gassl_79749290049.jpg 
 Imię : Rose Robin
Ksywka : Rosie, Robi, mów jak chcesz...
Głos : Sylwia Grzeszczak 
Rasa : Kelpie | Owczarek szwajcarski
Wiek : 3 lata
Płeć : Suczka
Urodziny : 8 Dzień Jesieni
Stanowisko : Obserwator
Rodzina :
Mama - Giselle
Tata - Sintesu †
Rodzeństwo - Weza, Mey
Partner : White
Charakter : Odważna, uwielbia rządzenie, nie chce księcia z bajki, ten realny jest wystarczający.
Historia : Urodziła się tutaj.
Upomnienia :
0/4
Kontakt : Queenpola2003
 
 
[*] [*] [*]

niedziela, 1 listopada 2015

Od Locked'a- CD opowiadania Elaine

Obudziła mnie piękna melodia. Niestety gdy przebudziłem się całkowicie głos się urwał. Obok mnie siedziała Elaine. Dziwneee... Do łapy miałem coś przyczepione. Ałaa... Zaraz. Kroplówka?!
- Co to jest?!- pisnąłem wystraszony.
- Kroplówki nigdy nie widziałeś?- zaśmiała się.- spadłeś z dachu swojej jaskini i straciłeś przytomność.
- Musiałem być mocno w coś wpatrzony lub zagapiony.- przyznałem.- No. To teraz mi to odczep.
- Ja??- zdziwiła się.
- No a kto mi to założył?- zapytałem.
- Alana.- powiedziała.- Zaraz po nią pójdę.
- Nie ma potrzeby.- powiedziałem.- Sam do niej pójdę.
Powiedziałem ale zaraz wróciłem przypominając sobie że te ustrojstwo każe mi się nie ruszać i trzyma mnie jakby na sznurku. Pomachałem suczce łapą na pożegnanie. Elaine wyszła z mojej jaskini i niebawem wróciła wraz z Alaną. Biało- czarna suczka zbliżyła się do mnie i rzuciła wzrok na moją łapę i ogólnie na mój stan.
- Chyba musisz przeżyć z tym jeszcze jeden dzień.- przyznała.
- Coo?!?!- krzyknąłem.- Ja tu z nudów umrę!
Obie suczki popatrzyły się raz na siebie raz na mnie i zaśmiały się. Super... Ja się zabiję chyba. Alana się z nami pożegnała i opuściła nas. Położyłem się tyłem do Elaine.
- To co robimy?- zapytała.
- My?
- No tak, zostaję tu z tobą.- przyznała.
Te słowa mnie zdziwiły. Kto by chciał zostawać cały dzień z kaleką i to do tego nie mogąc pobiegać. Przez dłuższy czas nic nie mówiłem. No bo co mówić w takich sytuacjach. Nic mi nie przychodziło do głowy. Jeszcze mnie weźmie za jakiegoś nudziarza. Przypomniała mi się ta melodia którą słyszałem po moim przebudzeniu. Chciałem ją o to zapytać ale nagle u wejścia jaskini pojawił się Bitter.
- Widzę że nasz kaleka czuje się już dobrze.- zaśmiał się szyderczo.- Idziesz ze mną Line?
Suczka popatrzyła się na psa ale też na mnie. Zmarszczyłem brwi. Popatrzyłem z pogardą na kundla.
- Idź...
- Co?- zapytała.
- Możesz z nim iść.- odwróciłem się tyłem do nich i położyłem się.- Miłej zabawy...

Elaine? Długość odpowiada? xd

Mamy Betę!!!

 Z ankiety wynika na to że Loki powinien zostać Betą, lecz ten uparciuch nie chce. Drugi był Jem i zgodził się więc mamy Betę! Gratulacje!







 
Imię: Jem (czyt. Dżem)
Ksywka: -
Głos: Nickelback - How You Remind Me
Rasa: Australian Shepherd
Wiek: 4 lata
Płeć: Wątpisz? Pies...
Urodziny: 3 dzień zimy
Stanowisko: Wojownik zachodni
Rodzina:
• Matka Danny 
• Ojciec Cameron 
• Starszy brat [pierwszy miot] Rodney
• Starsza siostra [pierwszy miot]  Melodie
• Młodsza siostra [drugi miot] Jesebel
• Młodsza siostra [drugi miot] Chica
• Młodszy brat [drugi miot] Avenger
• Młodszy brat [trzeci miot] Matt
• Młodsza siostra [trzeci miot] Anais
• Młodsza siostra [trzeci miot] Kaya
Partner: Ah... Miłość to czuły temat dla Jem'a, nie lubi o tym rozmawiać... Jest suczka, która sprawia, że jego serce bije szybciej, ale ona go nie zrozumie...
Charakter: Jem jest wyjątkową osobą, okrytą tajemnicą i zamkniętą w sobie. Nikomu nie udało się jeszcze do niego dotrzeć. Nikt też w pełni go nie poznał. Nie słucha niczyich rozkazów, jest niezależny. To, że jest nieposłuszny, nie znaczy jednak, że nie ma do nikogo szacunku. Jest dumnym i honorowym psem. Nie pozwoli by obrażano jego rodzinę czy ją krzywdzono. W takich sytuacjach bez zastanowienia zaatakuje, stanie w obronie. Z reguły jednak zastanowi się tysiąc razy zanim coś zrobi. Potrafi zaskoczyć, jest cichy i tajemniczy. Nie zauważysz gdy zniknie czy pojawi się. Przez to jest doskonałym szpiegiem i łatwo zaatakuje z ukrycia. W życiu nie kieruje się jednak całkowitą agresją. Zwykle nie zwraca uwagi na obraźliwe słowa. Mimo wszystko łatwo wyprowadzić go z równowagi co kończy się walką. Jest nerwowy i niecierpliwy. Przejdźmy może do samej niezwykłości Jem'a. On sam nie traktuje tego specjalnie. Jest on niemową. Nienawidzi swojego głosu, więc zwyczajnie go nie używa. Chociaż to nie jedyny powód. Czasami zwyczajnie nie potrafi się odezwać, a wydaje z siebie tylko głuchy dźwięk. Posługuje się raczej mową ciała. Jak zwyczajny pies potrafi warczeć czy szczekać. Gdy się cieszy merda ogonem. Umie pokazać uczucia. Niektórzy widzą wszystko w jego oczach, wyrażają one wszystko co pies chce pokazać... Ale tylko niektórzy go rozumieją. Może dlatego ciężko się z nim porozumieć? Jem nie lubi gdy ktoś się nad nim użala. Woli by traktować go tak jak innych. Sam nie jest nadmiernie troskliwy. Przy suczkach zachowuje jednak trochę tej "męskości" i okazuje starodawne gesty dżentelmenów. Nie chodzi tu o zwracanie się do suczek inaczej tylko o np. ustąpienie miejsca, pocałowanie w łapę, obronienie. Nie robi tego wszystkiego zawsze. Umie dostrzec czy suczce podobają się te gesty i czy chce by to robił.Jest nastawiony do życia neutralnie. Nie da nazwać się go ani optymistą ani pesymistą. Nie jest wiecznie szczęśliwy, ani smutny, choć trzeba przyznać, że drugie określenie bardziej do niego pasuje. Uśmiech na jego pysku jest rzadkością, śmiech równie ciężko usłyszeć. Jest szczery, jednak nie do bólu. Kłamie gdy wie, że to może pomóc innym. Ah... właśnie. Jem mimo, że nie jest towarzyski lubi sprawiać innym przyjemność. Nie przepada za samotnością i woli gdy ktoś jest w pobliżu. Może to z strachu? Mhm, nawet on czegoś się boi. A są to konkretnie - płomienie, samotność, ciemność.Jest odważny, na tyle by skoczyć za kimś w ogień (którego się boi). Wierny jak mało kto. Warto też dodać, że jest ambitny. Będzie walczył do samego końca. Zawsze stawia poprzeczkę wysoko, lubi bić granice swoich możliwości. Tego również oczekuje od innych. Nie jest raczej marzycielem. Nie lubi tego. Nie wierzy, że może być lepiej niż jest teraz. Nie wierzy też w przypadek.Wyróżnia się też wielką inteligencją, umie układać w głowie sensowne plany, które w większości przypadków sprawdzają się. Bardzo szybko się uczy, co jest przydatne. Potrafi wyciągnąć wnioski z błędów. Dodam do tego, że często obserwuje innych i w ten sposób uczy się też od nich. Sam w sobie jest raczej przeciętnie żywym psem. Urazę potrafi chować przez długie lata, i wreszcie zaatakować, gdy ty już dawno zapomnisz o tym co zrobiłeś... Jem nie jest też małostkowy i to co jest nieważne może zwyczajnie zignorować.Dałoby się o nim napisać jeszcze wiele, ale po co mam odbierać wam radość z poznawanie tego uroczego pieska? Samo poznajcie inne jego cechy, a będzie to jeszcze ciekawsze, bo przypomnę, że jest on psem niemową.
Historia: Jem urodził się w Waszyngtonie w domu pana Climb'a. Nie był to wcale taki piękny dzień. Na dworze panowała śnieżyca, ale na szczęście w mieszkaniu było ciepło. Danny była jeszcze młodą suką. Ojciec szczeniąt nie brał udziału w wychowywaniu dzieci, czasem tylko spotykał się ze szczeniakami. Mieszkał na drugim końcu miasta, a para spotykała się zwykle w parku, rzadko gdy udało im się wymknąć z domów. Ale przejdźmy do naszego bohatera. Był jednym z silniejszych szczeniąt w miocie. Jedyną rzeczą, która nie podobała się psom z jego otoczenia to to, że nic nie mówił. Z początku wszyscy myśleli, że to dlatego, że jest nieśmiały. Po jakimś czasie zobaczyli jednak, że Jem wcale nieśmiały nie jest. Rówieśnicy dokuczali mu z tego powodu... aż wreszcie wydobył z siebie głos. Był to raczej wrzask, po chwili zaatakował "kolegów". Skończyło się to dla wszystkich źle. Dla Jem'a karą, a dla tamtych dość poważnymi obrażeniami. Młody pies zamknął się w sobie i całkowi odciął od świata. Rodzeństwo zostało oddane do innych domów, a szczenięciem, które miało zostać był właśnie Jem.Rodzina Climb'ów pojechała na wakacje, a psy zostały w domu jako stróże. Zajmowała się nimi Dorothy - matka pana Climb'a i babcia jego dzieci. Pies wykorzystał nieuwagę starszej kobiety i odszedł. Przez długi czas mieszkał na ulicy. W tym czasie wstąpił do gangu psów z ulicy. Nauczył się kraść, bić, szpiegować. Przywódca gangu - Furive był dla niego jak ojciec. Pewnego burzowego dnia pokłócił się z psem, był wtedy nastolatkiem co było jak najbardziej normalne w tym wieku. Zostawił go i samotnie wędrował przez kilka godzin ulicami Waszyngtonu. Złapali go wtedy hycle i zawieźli do schroniska. Jem zaczął kierować się głównie agresją. Nie raz zamykano go samego w ciemnym pokoju. Nie mówił już nic... Stracił też nadzieję, że ktokolwiek go weźmie. To wszystko nie trwało długo, bo ludzie polecieli na rasowego psa gdy tylko się o nim dowiedzieli. Jem był jednak sprytniejszy. Do schroniska przyszła dziewczynka z matką. Były zachwycone psem. Gdy tylko strażnik otworzył klatkę samiec wyskoczył i popędził przed siebie. Zapamiętał korytarze gdy dopiero chcieli go zamknąć. Udało mu się uciec. Nie mógł się jednak znaleźć w nowej okolicy. Schronisko leżało gdzieś na skraju miasta. Nie widział gdzie iść, więc ruszył przed siebie. Dotarł wreszcie do lasu. Tam odpoczął, aż spotkał osobę, które zaproponowała mu dołączenie do jakiejś sfory. Cóż może z odpowiedzą było ciężko, ale zgodził się.Teraz prowadzi w sforze trudne życie... Ciężko zawierać mu znajomości, mimo to wciąż tu jest. Jego historia wciąż się toczy, a on piszę ją sam - własną ręką. Przepraszam, łapą...
Upomnienia: 0/4

Od Gracy - CD opowiadania Bitter Sweet'a

Suczka popatrzyła na przedmioty beznamiętnie i później na psa.
- Skoro to tyle Cię kosztowało, to nie musiałeś tego przynosić - westchnęła Gracy, przysuwając do siebie wiadro - W końcu bym sobie o nim przypomniała - powiedziała i szybko zaczęła odchodzić.
- Znów o czymś nie zapomniałaś? - powiedział Bitter, widocznie poddenerwowany zachowaniem Grey. Suczka odwróciła się i popatrzyła pytająco na psa, a gdy ten pokazał na cały asortyment, szybko wzięła go w pysk i zwiała z miejsca zdarzenia.
- Już mam - powiedziała Gracy, wchodząc do swojej jaskini i stawiając rzeczy.
- Dobrze, a teraz to sprzątnij - powiedziała od progu Skyres. Grey ze łzami w oczach popatrzyła na to wnętrze. Stanęła z miotą w pysku i przetarła oczy łapą.
- Gracy, weź się w garść. To tylko niepotrzebne badyle - szepnęła do siebie, próbując wziąć się w garść. Suczka szybkim ruchem miotły zgarnęła większość rzeczy z sufitu. Później przyszła pora na ściany i po godzinie wszystko było przed jaskinią. Grey usiadła przed kupą kwiatów i gałęzi. Nie wiadomo skąd, z wiatrem przyszła jakaś błędna iskierka i podpaliła tą całą kupę. Gracy odeszła troszkę w tył i popatrzyła ze łzami, lecz także, ze złością na ogień. Cała jej piękna praca paliła się tuż przy jej nosie, jeszcze jak na złość znów ukazał się Owczarek. Gdyby nie to, że dzielił ich mur z ognia, Gracy dawno by się na niego rzuciła.
- Odejdź - powiedziała cicho Grey, patrząc morderczo na psa. To chyba nie poskutkowało, ponieważ pies podszedł bliżej.
- Co tu się dzieje? - zapytał ciekawy Bitter.
- Won stąd - warknęła Grey - Proszę - dodała już spokojniej, jednak nadal z wyczuwalną goryczą w głosie.

Bitter?

Nesty jest w ciąży!

Matka: Nesty
Ojciec: Weza
Liczba szczeniąt w miocie: 4 (2 suczki i 2 pieski)
Początek ciąży: 01.11.2015
Data porodu: 07.11.2015
Lekarz prowadzący: Winnie

Od Wezy - CD opowiadania Nesty

- Już nie mogę się doczekać tej podróży - powiedziała suczka, z głową w chmurach. Weza uśmiechnął się i mocniej przytulił.
- Chodź, jeszcze poszukamy nowego domu dla nas - powiedział Weza, puszczając partnerką.
- A co z moją mamą? - Nes popatrzyła na niego błagalnie.
- Przeprowadzasz się i koniec - powiedział pies i pocałował partnerką w czoło. Suczka cicho westchnęła. - Mam jedną jaskinię na oku - powiedział pies i zaprowadził tam Nesty. Była dosyć mała, lecz z łatwością pomieściła by ich dwójkę.
- Chodź, przeniesiemy tu twoje i moje rzeczy - Weza cmoknął partnerkę.



* Wieczorem *

- To ja już będę spadać - powiedziała Mey, przytulając Wezę i Nesty. Suczka wyszła i para została sama, sprzątając po dowiedzinach.
- Będzie mi troszkę smutno bez niej - westchnął pies, patrząc na Nes.
- Przecież będzie nas odwiedzać - uśmiechnęła się suczka, przytulając psa.
- Taaak - westchnął pies, lecz po chwili ożywił się - Ale są plusy takiego życia - Weza uśmiechnął się zadziornie do Nesty.
- Jakie? - zapytała Nes, lecz dokładnie wiedziała o co mu chodzi.
- Jest troszkę więcej prywatności - powiedział, po czym pocałował Nesty.

* Rano *

- Wstawaj - powiedział Weza, trącając partnerkę nosem - Przyniosłem śniadanie
- Nie dobrze mi - powiedziała cicho Nesty i złapała się za brzuch.
- Chodź, pójdziemy do Winnie - Wez pomógł wstać Nesty i zaprowadził ją do lekarki.

* Później *

- Wszystko  wskazuje na to, że... - zaczęła Winnie.
- Że coś jest nie tak, tylko co - przerwał jej zdenerwowany pies i popatrzył z nadzieją na Winnie.
- Wszystko jest dobrze - uśmiechnęła się Winnie - Będziecie rodzicami!

Nesty? c;

Od Vice CD opowiadania Steve'a

Spacerując po terenach sfory rozmyślałam o.. wstyd się przyznać, ale próbowałam zorientować się, czy moje przednie łapy nie są aby krzywe. Miałam takie dziwnie wrażenie. Naraz moją uwagę przykuła mysz, leniwie wychodząca ze swojego trawiastego tunelu. Zanurkowałam po nią, po chwili już przygniatałam ją łapą do ziemi.
Nagle runęłam na ziemię, przygnieciona zaspą kremowej sierści. Szybko jednak zostałam uwolniona, a futro ułożyło się w kształt psa.
- Przepraszam. - usłyszałam od niego. Szybko mi pomógł, gdy zobaczył, że wstaję.
- Nic się nie stało. - wzruszyłam ramionami i otrząsnęłam się.
- Nie widziałem cię nigdy na terenie sfory... - próbował mnie udobruchać.
- Bo jestem tu nowa. Vice, a ty?
- Steve. - uśmiechnął się szeroko. - Często buszujesz jak dzikus po krzakach?
Zaśmiałam się cicho.
- Czasem tak bywa. - odpowiedziałam.
Przez chwilę nastała niezręczna cisza. Nie chciałam, by tak wyszło, nie chciałam go zrazić. Przyjaciół należy mieć.
Steve jednak nie daje się tak szybko.
- Miałem w planach wybrać się dzisiaj na cypel, może poszłabyś ze mną?
Cypel? Mieliśmy do dyspozycji jakiś cypel?! Zmieszałam się trochę, bo nie wiedziałam gdzie to jest. Równie dobrze możemy mieć tam rzut beretem, a równie dobrze trzeba będzie przejść parę mil. Jednak z drugiej trony nie pod jednym drzewem się spało.
- Ym... Nie znam jeszcze tych terenów, dlatego bardzo chętnie je poznam w takim towarzystwie. - puściłam mu oczko, po czym dla wyluzowania atmosfery wymierzyłam mu kuksańca w bok.
Całą drogę przemierzyliśmy rozmawiając. Ani ja, ani on nie popuściliśmy okazji do wtrącenia czegoś od siebie. Kiedy napotkaliśmy na swojej drodze wąwóz, przystanęłam na chwilę.
- Coś nie tak? - spytał Steve, podchodząc do mnie. - Czyżbyś się... o nie... cykała?
Próbował mnie podejść.
- A nawet jeśli, to co? - żachnęłam się, wodząc za nim wzrokiem. Zaczął bowiem mnie okrążać.
- A, to w takim wypadku cię poprowadzę. - posłał mi szelmowski uśmiech, po czym popchnął mnie i poszedł przodem.
Nie odwrócił się potem ani razu, by zobaczyć czy za nim idę. Bojąc się, że mnie zostawi nie odstępowałam go na krok i niemal deptałam mu po piętach.
Gdy z niego wyszliśmy i przed nami rozciągnęły się stepy, puściłam się biegiem. Uwielbiałam takie tereny. Owszem, las był jak mój dom, jednak otwarta przestrzeń, ciepłe promienie słońca i miękkie kępy trawy pod łapami... To jest to. Od razu poprawił mi się nastrój.
Biegałam jak szczeniak, a Steve się temu przyglądał. Myślałam, że jest bardziej wyluzowany. Jednak jego niechęć starałam się ignorować. Szło mi to jakoś do czasu, aż nie przygwoździł mojego ogona do ziemi. Natychmiast wyhamowałam, a pies przeleciał przez mnie i wylądował obok. Uciekłam mu w podskokach, niczym owieczka przed wilkiem. Szybko wywiązała się z tego zabawa w berka, która trwała by o wiele dłużej, gdyby nie...
- Vice! - krzyknął. Odwróciłam się do niego, nadal biegnąc. Gdy nie wyczułam gruntu przed łapami, było już za późno.

Steve?

Od Jem'a CD opowiadania Taylor


Typowy jesienny poranek. Nad terenami sfory unosiła się delikatna mgła. Z dnia na dzień robiło się coraz zimniej - zima nadchodziła. Liście spadły z drzew obsypując ziemie i tworząc kolorowe drogi prowadzące w różne miejsca. Szczenięta bawiły się tam radośnie pod okiem czujnych rodziców. Wyszedłem leniwie z jaskini, a moje oczy od razu poraziło wschodzące słońce widoczne z pomiędzy drzew, na horyzoncie. Wywołało tu mnie mimowolny uśmiech i chęć życia, zrobienia czegoś. Zdecydowałem się wybrać na krótki spacer, a przy okazji polowanie. Zeszłego popołudnia byłem na nim z Suzzie. Udało nam się upolować dorodną sarnę. Pomyślałem, że wybiorę się znów w to samo miejsce. Być może zwierzęta tam wróciły, kto wie? Ruszyłem truchtem we właściwe miejsce. Podczas wędrówki mogłem obserwować pierwsze oznaki zimy i nie tylko. Zdawało mi się, że trafiłem w kompletnie odległe miejsce, w którym wcześniej nie byłem. Nie myśląc długo zboczyłem z drogi, o której zapomniałem. Wszystko było tu piękne i dzikie. Drzewa pochylały się nad wolno płynącą rzeczką, i co dziwne - miały liście. Leżące konary drzew obrośnięte mchem przykryła wysoka, gęsta trawa i różnego rodzaju krzewy. Poczułem się jakbym trafił do raju. Usiadłem na brzegu, po czym nabrałem do płuc świeżego, czystego powietrza. Byłem sam w tym miejscu, a przynajmniej tak myślałem. Nikt i nic nie mogło zakłócić tej harmonii... A jednak.
Doszły do mnie głosy. Po moich plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz, sierść na karku najeżyła się. Dźwignąłem się szybko i zgrabnie z ziemi. Przyległem do podłoża i ukryłem się w gąszczu. Wsłuchałem się w rozmowę.
- Czego chcesz? - suczka, której płeć poznałem od razu, zdawała się być jednocześnie zła i wystraszona. Ale nie brzmiało to tak jakby od razu miała się poddać, zabrzmiała tam nuta pewności.
- Czego? Ciebie... - te słowa utknęły w mojej głowie i niemalże natychmiast zacząłem je analizować. Wtedy to chyba obudziła się we mnie ta natura dżentelmena. Przemknąłem obok sterty patyków, liści, igieł i innych takich, po czym schowałem się za szerokim pniem drzewa, prawdopodobnie dębu. Lekko wychyliłem zza niego łeb. Od razu rzucił mi się w oczy potężny, muskularny pies o czerwonej maści. Zbliżył się niespodziewanie do suczki i powalił na ziemię. Ona zaś przypominała z wyglądu owczarka niemieckiego. Pewnie była jego mieszanką, z resztą jak większość psów urodzonych w lesie. Wyrwała się niezgrabnie z jego objęć i zaczęła biec - uciekać. Pies nie odpuścił i pobiegł za nią. Postanowiłem ich śledzić, bo dlaczego nie? W ostateczności któremuś pomogę. Suczka szybko została złapana, pies zaprowadził ją do dużej skały i tam zatrzymał. Nie miała stąd drogi ucieczki. Zaczęła się ostra wymiana słów, podczas, której samica przygwoździła psa do ziemi. Ale samiec, jak samiec, okazał się silniejszy. Jednym sprawnym ruchem, niczym szmacianą lalką, cisnął jej ciałem o skałę. Rozległ się trzask, a zaraz po tym przerażający skowyt. Już po niej. Sierść na jej boku stała się szkarłatna. Ale nie ona jedyna była tu ranna. Jej przeciwnik też. Zbliżał się do niej tak jak wcześniej - i z tym samym uśmieszkiem. Musiałem teraz wykorzystać sytuację. Ale... Jeśli jej pomogę moje życie diametralnie się zmieni, zmieni się wszystko, czego nie chcę. Zacisnąłem mocno kły i wyskoczyłem do przodu. Wylądowałem idealnie na przeciwniku. Teraz zaczęła się walka między nami. Nieznajomy przejechał po moim boku szponami zostawiając długą krwawiącą ranę. Zwinąłem się z bólu i zawyłem. Cofnąłem się szybko do tyłu. Tu trzeba wykorzystać więcej siły. Podszedłem do niego ciężko stąpając po ziemi i zwinnie przewróciłem. Złapałem za skórę na karku, po czym zacząłem kręcić nim po podłożu we wszystkie strony. Wykorzystał chwilę mojej nieuwagi i sypnął piachem w moje oczy. Zaryłem pyskiem w ziemię i zakryłem go łapami. W między czasie złapał za prawą tylną łapę i zaciskając mocno zęby pociągnął w swoją stronę. Poczułem się co najmniej jakby mi ją wyrwał. Przeszywający ból ogarnął całe moje ciało i uderzył w głowę. Potrzebuję strategii. Podniosłem się słabo, dysząc. Świat wirował mi już przed oczyma. Ale pies również nie był w dobrej formie. Kiwał się lekko z boku na bok. Z jego pysk nie znikł uśmiech. Wyglądał teraz jak psychopata. Zmierzyłem go wrogim spojrzeniem. Starając się ignorować ból ruszyłem ponownie w jego stronę. Uderzenie w głowę byłoby teraz najbardziej skuteczne. Ale on się schylił. Zdołałem wyrwać teraz tylko kawałem skóry z pomiędzy łopatek. Prawie wpadłem na drzewo, ale w porę wyhamowałem. Tuman kurzu uniósł się nad ziemię. Tak! Teraz moja szansa! Odwróciłem się szybko i zacząłem szukać sylwetki przeciwnika. Jest! Zacząłem cicho iść w jego stronę. Napiąłem wszystkie mięśnie, przygotowałem się do skoku... Sprawnie przybiłem go do ziemi. Obrzucił mnie mnóstwem obelg, na które jednak nie zwróciłem uwagi. Postawiłem mocno łapy na jego grzbiecie wbijając pazury. Następnie złapałem mocno za skórę na karku - jak poprzednio - i podobnie jak on suczką, rzuciłem jego ciałem przed siebie. Nie mam tyle siły, by unieść samca mojego gatunku, ale jednak coś się udało. Zawył słabo. Poniósł się, ale ja już stałem nad nim warcząc. Odepchnąłem go do tyłu i znów przygwoździłem. Złapałem za szyję próbując go udusić.
- Jeszcze... - zaczął cicho, jakby już umierał. Uśmiech jednak nie znikł. Nigdy nie zniknie. - ...wszyscy umrzecie...
Tak zakończył swój żywot. Gdy go puściłem, zdawało mi się, że jeszcze chwilę walczy o swoje życie. Ale w końcu zamknął oczy, a wszystko ucichło. Zapanowała kompletna cisza, w której słyszałem tylko jak obydwoje ciężko nabieramy do płuc powietrza. Przeniosłem na nią wzrok. Pewnie teraz zginiemy tu marnie. Nie mamy jak sobie pomóc. Ja - poważnie ranny w łapę - nie zaniosę jej do lekarzy, a sam pewnie nie trafię, zginę z wycieńczenia. A ona... Jeśli jest połamana przez to uderzenie... szkoda gadać.


Taylor?
Przypomnę, że Jem to niemowa.

Od Niklausa CD opowiadania Michelle

Zdziwiłem się tym co zrobiła Michelle. Przecież jeszcze niedawno, gdy ja ją pocałowałem to mnie odepchnęła. A teraz sama mnie całuje? Nie wiedziałem co o tym myśleć. Żeby nie było, odwzajemniłem pocałunek. Wydawało mi się, że ten całus wiele dla niej znaczył. Nagle się odsunąłem.
- Nie mogę - powiedziałem po prostu.
- Dlaczego? - Michelle uniosła brwi.
- Bo teraz mnie całujesz, a potem gdy ja to zrobię to pewnie mnie odepchniesz i powiesz żebym się odwalił - rzekłem bez ogródek i odszedłem. Spojrzałem na Queen, która spacerowała w oddali, a potem spojrzałem na Mich. Mimo wszystko porównałem je. Queen wydawała się być idealna, tylko że mi... Mi podoba się Michelle. Właśnie to zrozumiałem. Zrobiłem w tył zwrot i wróciłem do przyjaciółki. Ta uniosła lekko głowę i szepnęła:
- Przepraszam...
- Nic się nie stało. Ale muszę wiedzieć... Czy ty coś do mnie czujesz?


Michelle? Lekki brak weny