czwartek, 7 maja 2015

Sekrety Rodenhura cz.1

*** Athena ***
Kolejny dzień. Idę na spotkanie ‘’ Nieustraszonych ‘’ Może w końcu coś postanowimy w sprawie Rodenhura. Nareszcie widzę Naszą „ siedzibie” . Wchodzę
- Cześć – słyszę ‘’cześć, hej’’- Mam już dość ...
- Czego ? - mruknął Four
- Tego, że wszyscy udajecie, że niby wszystko jest w porządku. Theo ledwo się biłeś z Jocker’em, a teraz nagle się przyjaźnicie ??? Wiecie co, moglibyście Nam wszystko wyjaśnić co się stało. A sprawa Rodenhura ??? Już o Niej zapomnieliście ??? Dał Nam 14 dni. 14 dni. Z czego już 7 upłyneło. Mamy 7 dni. Nie wiemy czego szukać. A udajemy jakby nic się nie stało. Jak tak dalej pójdzie to nie wiem, czy ‘’Nieustraszeni ‘’ dalej mają sens - wyrzuciłam to wszystko z siebie
Co się ze Mną dzieje ??? Ciągle ostatnio się ze wszystkimi kłóce. To z Taszą i Joey’em, z Alex’em na którym mi zależy, a jak gdzieś spotkam Theo to lepiej nie mówić co się dzieje. Jak to się stało ??? Jestem opryskliwa, kłótliwa, zarozumiała itp. Wydaje mi się, że zamieniłam się charakterami z Cztery. I to dosłownie.
- To co proponujesz ? - zapytał Jocker
- Żebyście Mnie źle nie zrozumieli. Po prostu za mało czasu poświęcamy gangowi. Rozumiem, że Four jesteś zakochany w Winnie, ale o ile pamiętam ona na razie wyjechała. Jockob i Revia przestańcie ciągle okazywać sobie publicznie uczucia. A Sezamka ty wiesz o co Cię proszę - zauważyłam, że suczka się zaczerwieniła - To mamy jasność ?
- Tak - odparli chórem
- Dobrze - trochę się uspokoiłam
- To co proponujesz ? - zapytał Four
Zauważyłam w Jego oczach dziwny blask. Ten blask, który mówił, że może skoczyć nawet z ‘’Wyjca ‘’
- No każdy leci po sprzęt i za godzinę spotykamy się tutaj - zarządziłam
Po 2 minutach Nasz domek na drzewie całkowicie opustoszał ...
*** Godzinę później ***
Wróciliśmy z potrzebnym ekwipunkiem do Naszej ‘’siedziby ‘’
- Dobra, tylko po co ten sprzęt, chociaż nie wiemy co robimy ? - zapytał Four
O rany ... O najważniejszym nie pomyślałam. Przecież nie wiemy co robić.
- No ... powinniśmy się czegoś dowiedzieć o Rodenhurdzie - powiedziałam
- Tylko skąd - mruknęła Revia
No właśnie z kąd ? Kurcze ... Sama nie wiem. Ten demon mówił, że w XII wieku został uwięziony w swoim zamku. A może jest tutaj jakieś archiwum, w którym przechowywane są jakieś dokumenty z tamtych lat ? Zapytać nie zaszkodzi ...
- Jocker - powiedziałam razem z Theo
- Ty pierwsza - odparł Theo
- Jocker, czy tutaj jest jakieś archiwum ? Może tam byłyby jakieś dokumenty z czasów tego demona
- No jasne. No to idziemy - zachęcił Nas Jocker
Po chwili udaliśmy się w stronę archiwum ...
*** Kilka godzin później ***
Zamorduje Cztery i Jackoba. Gdy tylko dochodziliśmy do archiwum, przypomnieli sobie, że mają coś ważnego do roboty. Oczywiście czarna robota dla dziewczyn. Zostałyśmy same. Archiwum wyglądało tak :








 To była tylko jedna z części archiwum. Były tam tysiące lub nawet miliony różnorakich dokumentów. Spędziłyśmy już kilka godzin w tym miejscu. Przeczytałam już chyba ponad 100 różnych dokumentów. Rachel i Suzzie miały podobny wynik na kontach. Już całkowicie straciłam wiare, że znajdziemy jaką kolwiek informacje o Rodenhurdzie. A jednak. Przeczytałam kilka linijek tekstu i oniemiałam.
- Revia, Sezamka chodźcie na chwile ... - zawołałam je - Mam tutaj ciekawy dokument ...
Gdy przeczytały tyle co ja zrozumiały co Mnie zafascynowało w tym dokumencie ... Nagle usłyszałyśmy, czyjeś kroki.
- Ath, bierz ten dokument - syknęła
Szybko schowałam dokument pod obroże, którą dostałam ostatnio od Taszy i Joey’a. Chwilę później drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich Aceland, była zaskoczona Naszym widokiem w tym miejscu.
- Co tutaj robicie ? - zmierzyła Nas srogim spojrzeniem
- Jocker, Nas tutaj zamknął - powiedziała Suzzie
- No to chodzcie - wskazała na wyjście z jaskini - Ale zaraz, a co tutaj robiłyście, że Jocker Was zamknął ?
- Powiedział, że Pani tu na Nas czeka i kiedy przyszłyśmy zamknął drzwi - skłamała Rachel
- No wychodzimy - uśmiechnęła się mama Suzzie
Gdy byliśmy na zewnątrz, Suzzie syknęła :
- Oddasz mi jutro ten dokument.. Pa Athena - ostatnie słowa, powiedziała bardzo pewnie …

*** W Mojej jaskini ***
Na szczęście Taszy i Joey’a nie było w jaskini. Wyjęłam dokument i zaczęłam go uważnie studiować. Opisywał życie Rodenhura. On od zawsze nie był demonem. Kiedyś był zwykłym psem. Jak opisuje nieznany autor mieszkał on razem z bratem zwanym ‘’Avhur ‘’w zamku ‘’nad jeziorem, które było rozległe jak morze, albo to było morze ? ‘’. Zakochał się w przepięknej suczce ( niestety imię jest zamazane ). Z wzajemnością. Niestety, mag ‘’ Coruhm ‘’porwał ukochaną Rodenhura i uwięził w swoim zamku. Ten popędził jej na pomoc. Coruhm powiedział ‘’jeśli ona ma być wolna, to ty musisz się stać demonem ‘’. Rodenhur zgodził się na ten układ. Wybranka Jego serca opuściła zamek maga ( znany dzisiaj jako zamek Rodenhura ) razem z Avhurem. Rodenhur nie wiedział co go czeka w zamku straszliwego maga. Pewnego dnia Coruhm kazał mu wypić miksturę posłuszeństwa ( tak mówił mag ). Stał się tak jakby, mordercą na zlecenie. Głównie likwidował wrogów Coruhma, ale też pracował dla przyjaciół maga. Mijały lata. Rodenhur nie wiedział co się dzieje z Jego ukochaną i Avhurem ( jako bracia, byli ze sobą bardzo związani ). Postanowił spotkać się z bratem i ukochaną ( taka nie zapowiedziana wizyta ). Wtedy okazało się, że Jego ukochana układa sobie życie z jego bratem. Wyjął swój miecz i jednym ruchem zabił swojego brata. A swoją wybrankę zostawił samą w środku lasu. Gdy wracał do zamku swojego pana odkrył, że coś zaczęło się zmieniać. Po dotarciu na miejsce zmienił się całkowicie w człowieka ( to tak naprawde mikstura, którą kazał mu wypić Coruhm zawierała, składnik, który po intensywnym gniewie doprowadza psa do zmiany w człowieka). Zmusił siłą maga do przekazaniania dla siebie całej swojej mocy, po czym go również, uciszył na zawsze ... Opanował wszystkie okoliczne tereny i stał się ich jedynym władcą ... Ostatnia linijka tekstu zawierała takie zdanie :
‘’Wszystko co tutaj opisałem, dotyczy życia jedynego właściciela tych ziem Rodenhura ‘’.
Skończyłam czytać historie Rodenhura. Wiem czego musimy poszukać najpierw ... Pierwszej siedziby Rodenhura !!! Chciałam podzielić się z kimś tą informacją, ale wtedy w jaskini pojawili się Joey i Tasza.
- Athena ty jeszcze nie śpisz. Przecież dochodzi 2 w nocy.
Upss. Zaczytałam się. Po chwili musiałam iść spać. Na szczęście zdążyłam ukryć pergamin w obroży.
- Jutro zapowiada się fascynujący dzień ... - myślałam, nie wiedząc co przyniesie przyszłość ...
C. D. N

Jeśli ktoś chce napisać coś do seri ‘’Sekrety Rodenhura ‘’proszę się zgłaszać na chacie.

Od Lokiego- Konkurs- ,,Tajemnicze drzwi''

Ten poranek niczym nie różnił się od pozostałych. Zresztą wszystkie poranki są takie same, bez względu na to, co w nich robimy. Ja nie oceniam "dnia", bo dzień to zwykły wyraz, nieożywione pojęcie, które znaczy tyle co nic. Niektórzy twierdzą, że można je podzielić na te dobre i złe. Osobiście nie znam żadnego, więc nie będę stosował tego podziału. Gdybym jednak próbował wyróżnić ten poranek od innych, nazwałbym go... "nudny". Czyli jak całe moje życie, w które ciągle ktoś się wtrąca. Ile bym dał, za to, żeby zostawić wszystkie istoty za sobą i rozpocząć nowe życie z daleka od terenów zamieszkałych...To właśnie w tym niepozornym dniu rozpoczętym "nudnym" porankiem doświadczyłem czegoś nowego. Można powiedzieć, że w jakimś stopniu mnie zmienił. Mnie i moje podejście do świata.
Zaczęło się od porannego spaceru; niby dla zdrowia, niby po to, by nie zapomnieć jak ta nasza sfora wygląda. Siedząc w przysłowiowych "czterech ścianach" można naprawdę stracić rachubę czasu, a mózg sam zaczyna kasować z pamięci obrazy, które uzna za niepotrzebne. Z pewnością należą do nich zarówno tereny sfory, jak i przypadkowi przechodnie. Mowa tu o społeczności, w której zmuszony jestem przebywać. Każdy spotkany przeze mnie pies jest tym przypadkowym przechodniem. Ciągle idzie, by ostatecznie spocząć kilka metrów pod ziemią. Po co ich zatem zatrzymywać? Po co zwracać na nich uwagę, skoro można w ten sposób zakłócić cały ekosystem? Te pytania zadam Masziemu, jeśli jeszcze raz przyczepi się do mojego stylu życia.
Doszedłem do rozwidlenia. Przyjrzałem się dokładnie drogom, próbując odnaleźć w pamięci miejsca, do których prowadzą. Nic, na daremno stałem prawie dwie minuty przenosząc wzrok z jednej ścieżki na drugą. Nie przypomnę sobie. Spojrzałem w bok. W oddali mignęło coś brązowego. Zmrużyłem oczy. Może to będzie jakaś odmiana? Powoli ruszyłem w tamtą stronę, aby oblukać niecodzienne zjawisko. Owym zjawiskiem była zbita z desek ściana z wyraźnie zarysowanym konturem drzwi. "Świat jest dziwny", to wiadomo nie od dziś, ale żeby aż tak? Gdzie reszta ścian? Obszedłem ją dookoła, szczególną uwagę zwracając na drzwi. Po co niby je zamontowano, skoro równie dobrze można wyminąć tą stertę zbitych desek? W tym widoku było coś, co mnie fascynowało; jakaś tajemnica, która tylko czekała na odkrycie. Szybko stanąłem na dwóch łapach i nacisnąłem na klamkę. Drzwi skrzypnęły. Spojrzałem w niebo, próbując odnaleźć towarzysza, który na szczęście, cały czas był przy mnie. Wróciłem wzrokiem do drzwi. Nie pozostawało mi nic innego, jak tylko przejść przez nie jednym, szybkim ruchem. Poczułem mocny ucisk w klatce piersiowej. Zakręciło mi się w głowie.
-Ja...Jarvis! - krzyknąłem.
Cisza.
-JARVIS! - powtórzyłem nieco głośniej. - To nie pora na wygłupy!
Mojemu towarzyszowi zdarzały się różne wybryki, ale zawsze się mnie słuchał. To niemożliwe, że zostawił mnie ot tak, coś musiało się stać. Może wampiry znowu zaatakowały? Zapomniałem o dolegliwościach i puściłem się pędem w stronę jaskini alf. Bez pukania wpadłem do środka. Nic. Ani jednej żywej duszy. Opuszczona, sprawiała wrażenie nigdy nie zamieszkałej. Pobiegłem dalej, do centrum sfory. Tam zawsze ktoś jest, ktoś musi wyjaśnić mi co tu się do jasnej cholery dzieje! To co zobaczyłem na miejscu wprawiło mnie w niemałe przerażenie. Cała polana była zarośnięta, zupełnie jak wtedy, gdy pierwszy raz spacerowałem po niej z Maszim. Zacząłem węszyć. Niestety brak jakichkolwiek zapachów doprowadził mnie do wniosku, że albo moje marzenie się spełniło, albo straciłem węch. Wolałem trzymać się pierwszej wersji i to ją uznałem za słuszną. Nareszcie! Koniec z tymi kundlami! Mogę żyć jak chcę i nikt nie będzie się wtrącać! Szedłem dumny po opustoszałych terenach sfory z triumfalnym uśmiechem. Cały dzień zwiedzałem miejsca, które wcześniej wydawały mi się obce. Jako, że nic nie zagrażało mojej reputacji, pozwoliłem sobie na kilka slalomów między drzewami i niezbyt przyzwoitych skoków do wody... Nie, to jednak nie dla mnie. Do jaskini wróciłem dość wcześnie, słońce nawet nie zaszło; ale byłem tak wykończony tym dniem, że postanowiłem iść spać szybciej niż zwykle. Wsłuchałem się w ciszę. To coś wspaniałego! Nikogo nie ma! Nikogo! Westchnąłem. Przez kilka kolejnych minut bezskutecznie próbowałem zasnąć. Wsłuchałem się w ciszę jeszcze raz mając nadzieję, że pomoże mi odpłynąć. Bezskutecznie. Jej dźwięk coraz głośniej brzmiał w mojej głowie. Żaden podmuch wiatru, żaden szum liści, na próżno oczekiwałem jakiegokolwiek odgłosu. Jedna wielka pustka. A cisza nie miała litości. Coraz głośniej i głośniej piszczała mi w głowie. Stało się to nie do zniesienia.
-Halo?! - wybiegłem z jaskini, próbując ją zagłuszyć. - Czy ktoś tu jest?!
Sam dobrze znałem odpowiedź na to pytanie, ale co innego mógłbym krzyknąć?!
-Ja zaraz zwariuję - powiedziałem sam do siebie. - Są psy - niedobrze, nie ma ich - jeszcze gorzej. Co jest ze mną kuźwa nie tak?! Pieprzone drzwi...
Nie miałem wątpliwości, że to wszystko przez nie. Na pewno mają jakąś magiczną moc... Co mam teraz zrobić? Miałem dwie opcje, ale po dłuższym namyśle wybrałem tę słuszną. Muszę wszystko odkręcić, póki czas.
Oczywiście skierowałem się w stronę drzwi, bo gdzieżby indziej. Nadal były otwarte. Tym razem postanowiłem przejść przez nie z drugiej strony, zupełnie tak, jakbym się cofał. Stanąłem na progu i wziąłem głęboki wdech. Nie ma co zwlekać. Lepiej jest, żeby ktoś oprócz mnie był na tym świecie. Śmiałym krokiem zostawiłem drewnianą ścianę za sobą. Znów coś mnie zakuło. Z trudem podniosłem się z ziemi. W oddali zobaczyłem jakiegoś psa. Wyglądało na to, że wróciłem. Zamknąłem drzwi. Może lepiej, żeby żaden kundel nie dowiedział się o tym co mnie spotkało. Potruchtałem dalej dróżką, przyglądając się wszystkim sforzanom, których mijałem. "Cześć Indiana", "Witaj Avalon ", "Miłego dnia, Bligrht " - krzyczałem po kolei. Niektóre psy mi odpowiadały, inne ze zdziwienia nie mogły wydobyć z siebie dźwięku. Być może byłem zbyt miły. Tak, czy owak przez kilka kolejnych dni panowało przekonanie, że jestem chory. Nie zaprzeczałem. Wolałem, żeby nikt o nic nie pytał i nikt nic nie wiedział o tym co przeżyłem nie tak dawno temu...

Od Avalon - CD opowiadani Video

Światło lamp zakrywały drzewa, przez co na chodnik padały różne, dziwne kształty. Popatrzyłam na Die, który rozglądał się co raz nerwowo.
- Wszystko okej? - zapytałam przymrużając oczy.
- Tak - odpowiedział szybko, uśmiechając się. Widać, że uśmiech był sztuczny. Nie będę nalegać. Szczerze mówiąc, może szybciej powie. Głupia ciekawość. Najpierw zżera od środka, później przechodzi w inne partie. Zaczęłam stukać się w głowę.
- A Ci wszystko okej? - zaśmiał się Video. Pokiwałam głową i spojrzałam w ziemię.
- Uważaj! - krzyknął nagle Die i momentalnie się odsunął. Chciałam pójść w jego ślady, lecz nie mogłam ruszyć się z miejsca. Poczułam jak coś zaciska mi się na szyi. Odwróciłam się i zobaczyłam dwóch, wysokich mężczyzn.
- Hycle - warknęłam cicho. Próbowałam się jakoś wyrwać, lecz sprawnie wsadzili mnie do jakiegoś pojazdu. Było tam wiele innych psów i zwierząt. Usiadłam przed metalową kratką.
- Pomocy? - powiedziałam cicho i drapnęłam w nią.

Video?

Od Avalon - CD opowiadania Ferraro

- Nie, dostałam wstrząśnienia mózgu przez mały kamyk - mruknęłam, z nutką sarkazmu w głosie.
- To trzeba iść do lekarza - zaśmiał się pies.
- Ych, to ja pójdę - powiedziałam i zaczęłam iść - I tak już późno
- Popołudnie? - zapytał pies, sam siebie - Ale późno
- Prawda? - zaśmiałam się i poszłam - Do kiedy indziej - odparłam i już nie słuchałam jego odpowiedzi. Zaczęłam biec truchtem do centrum sfory. Stamtąd mogę szybko dojść do swojej jaskini. Będąc blisko swojego domku, zobaczyłam kogoś chodzącego niedaleko niego.
- Nie zgubiłeś się przypadkiem? - zapytałam, z lekką ironią.

Ktoś?

Od Skyres – CD opowiadania Ferraro

Napuszony, głupi baran. Dupek. Myśli sobie, że jak jest Alfą, to co? Może się zachowywać jak arystokrata?
- ŚWIETNIE!!! – ryknęłam tak, że na pewno słyszał – NIENAWIDZĘ CIĘ!!!
Niech nie myśli, że wszystko uchodzi płazem „jego królewskiej mości”. Nie no, teraz to mnie wkurzył. Pobiegłam na plażę i zaczęłam wrzeszczeć na Ferraro różne obraźliwe słowa. Po jakimś czasie przestałam. Zaczęłam myśleć o moim pobycie w tej sforze. Niby wszystko dobrze, mam męża, dzieci, itd. ale… Nie mam przyjaciół. Może oprócz Video, ale on ma schizofrenie, więc nie mam z kim pogadać, komu się wyżalić… Nie mam ani przyjaciela, ani przyjaciółki. Nie to co inni. Tak naprawdę, decyzję o odejściu powstrzymuję myśl o tym, że Indy raczej tu zostanie. Muszę z kimś pogadać. MUSZĘ. Tylko z kim? Może z Maddy? Albo z Avalon? W sumie, to raczej są zajęte. Właśnie. Przypomniał mi się Diamond. Pokłóciliśmy się przed jego śmiercią. Tylko, że on potrafił doradzić, pomóc. I co? Chyba muszę iść do psychologa. Sama siebie nie rozumiem. Wstałam i ruszyłam w stronę jaskini… Video. Jedynego przyjaciela (ze schizofrenią, należy dodać). Nagle wpadłam na… Oczywiście na Napuszonego Kolesia (Ferro). Chciał coś powiedzieć, ale go uprzedziłam:
- Wiem, że Panu Alfie przeszkadza moje towarzystwo. Już sobie idę – rzuciłam wściekła i odeszłam. Zupełnie zapomniałam, gdzie miałam pójść i znów udałam się na plażę. Ona mnie chyba prześladuje. Nie, no.
- Chyba odejdę – powiedziałam na głos.
- Naprawdę? Przez kogo? – usłyszałam za sobą ten okropny głos.

Ferraro?

środa, 6 maja 2015

Od Zivy- CD opowiadania Fayleer'a

-Jasne...Przepięknie tutaj. - W końcu zamknęłam pysk. Byłam oczarowana......W końcu Fayleer usiadł na drugim końcu ławki.
Uśmiechnęłam się.
-Wiesz, możesz mi mówić "Zi". Tak będzie krócej.
-Okey, a ty mi mów Fay.
Siedzieliśmy wpatrzeni w wodę. Fay tak się zajął "patrzeniem" że popchnęłam go i wpadł do wody. Z chodząc z ławki potknęłam się, wywinęłam orła i także znalazłam się w wodzie. O dziwo była ciepła.
-Ciepła ta woda. - Powiedziałam.
-Rzeczywiście.
Z oddali zobaczyłam dosyć dużego jelenia. Szturchnęłam mojego towarzysza.
-Ty, patrz! Jaki jeleń...- Szepnęłam wychodząc z wody.
Około 5 min. później, zajadaliśmy się upolowaną zwierzyną. Nagle Fay upadł na ziemię.
-Fayleer! Co ci jest?! - Krzyknęłam.
-Plecy...Ple...cy...-Szepnął i stracił przytomność.
Zaczęłam rozglądać się dookoła. Nikogo nie było, więc musiałam go zanieść sama. Na miejscu Raven położyła Fayleer'a na łóżku i odeszła. Zaraz przyszła Omega i opowiedziałam jej całą historię.
-Tak. Był już u nas. Miał uszkodzony kręgosłup. - Suczka spuściła łeb.
-I...Nic mi nie powiedział?
Nagle wilk się obudził.
-Fay? Fayleer! Bałam się o ciebie! - Krzyknęłam przytulając ledwo otrząśniętego wilka.

Fayleer?

Ślub Skyres i Indiany- narrator Mashine

Jak zwykle z rana krzątałem się gdzieś po centrum sfory. Zawsze ktoś mógł przyjść z jakąś sprawą. Więc wolę mieć nad tym kontrolę. Usiadłem sobie na murku i oglądałem loty gryfów i ptaków. W pewnym momencie usłyszałem jak ktoś wywołuje moje imię. Nieee... Coś mi się przesłyszało. Po chwili znowu i ktoś definitywnie przyłączył się do krzyków. Wstałem i poczekałem aż krzykacze dobiegną do mnie. Nagle ukazali się zza skał Skyres i Indiana. Stanęli przede mną i zaczęli razem.
- Mashine, ja i Skyres się pobraliśmy. Chcielibyśmy prosić o błogosławieństwo.- powiedział Indy.
- Gratulacje!- ucieszyłem się.- Oczywiście. Uroczystość odbędzie się jutro. Trzeba wszystko przygotować.
- Pomożemy ci.- przyłączyli się.
- Zbierzemy wszystkich do pomocy.
Pozwoliłem wrócić parze do siebie. Ja poszedłem zawiadomić o wszystkim Ace. Wysłałem Coco żeby zapytała się Sky i Indiego gdzie chcą mieć ślub.
- Gdzieś w rajskich ogrodach...- Zawiadomiła Coco.
- Dziękuję córeczko.- ucałowałem jej czoło.
Uśmiechnęła się. Gdzie tu może być takie miejsce które nadawałoby się na ślub. Jasnee!!! Złapałem Ace za łapę i zaciągnąłem w to miejsce:







Ace przekręciła dwa razy głowę i rzekła.
- Jest okey!- pocałowała mnie.- Nada się.
Teraz jeszcze zostały tylko tort, kwiaty, dekoracje i ubrania dla małżeństwa. A no i oczywiście obróżki. Wysłałem Ferro, Snowy'ego, Coco, Jocker'a i Suzzie po wszystkie potrzebne rzeczy.
- Coco.-zacząłem.- Załatwisz tort.
- Się robi.- zameldowała.
- Ferraro.- mówiłem dalej.- Dekoracje.
- Łoooki.- zgodził się.
- Snowy.- daleeej.- Pomożesz w ubraniach dla małżeństwa.
- Nooo dobraaaa...- nie był zbyt zadowolony.
- Suzzie.- pogłaskałem ją.- Pójdziesz i pozbierasz na łące najpiękniejsze kwiatki jakie znajdziesz. 
- Taaak!- ta zaś się bardzo ucieszyła.
Miałem już wychodzić z jaskini gdy mała łapka pociągnęła mnie za ogon. Odwróciłem się a za mną stał Jocker.
- A ja?...
- Aaaa ty?- zaśmiałem się.- Pójdziesz ze mną po obróżki.
Synek uśmiechnął się do mnie i wszyscy wyruszyli wypełniać swoje zadania.

*godzinę później*


Byłem już z Jock'iem przed drzwiami to skarbca.
- Co to?- zapytał zaciekawiony.
- W końcu musisz się dowiedzieć o tym miejscu.- przyznałem.- Tu znajdują się PNS wszystkich psów ze sfory i różne szlachetne biżuterie.
- Fajowo.- zaciekawił się.
Otworzyłem drzwi kluczykiem który miałem zawsze przyczepiony do obroży. Weszliśmy do skarbca. Wyciągnąłem dwie przepiękne obróżki wybrane przez Jocker'a. Wyszliśmy z niej a ja zamknąłem skarbiec, szczelnie kluczykiem.
- Na konika?- zapytałem syna.
- Taaak!- zaśmiał się.
Jocker szybkim ruchem na mnie wskoczył i usadowił się na moich już nie zbyt sprawnych plecach. Ruszyłem tak szybko ile mi było sił w łapach. W końcu dotarliśmy do naszej jaskini. Wszyscy już byli. Poszliśmy wszyscy razem do miejsca gdzie miała się odbyć uroczystość. Wszystko przygotowaliśmy a potem tylko patrzyliśmy szczęśliwy na sukces naszej pracy.


*dzień ślubu*



Wszyscy zebrali się w tamtym miejscu. Skyres i Indiana byli już pięknie wystrojeni. Nawet ich dzieci siedziały pięknie wystrojone przy ołtarzu. Ja udzielałem im błogosławieństwa. Czekałem na nich. W końcu zza osłon wyszła piękna para młoda. Kroczyli powoli po długich, płaskich schodach. Welon Skyres ciągnął się po schodach. Jak stanęli już przede mną, welon był prawie na pierwszych 5 schodkach. Stanęli na przeciwko siebie a ja zacząłem:
- Zebraliśmy się tutaj by połączyć dwa psy. Skyres i Indianę. Musicie złożyć przysięgę.- zwróciłem się do pary.
Przytaknęli.
- Czy będziecie z sobą aż do śmierci?
- Tak będziemy...
- Czy nie zdradzicie swojego młodego związku?
- Nie nie zdradzimy...
- Czy zawsze będziecie pomagać sobie w trudnych chwilach?
- Tak będziemy...
- Ogłaszam was parą!- uśmiechnąłem się.- Możecie się pocałować.
 Małżeństwo na ten znak pocałowało się. Wtem wleciał Jocker z małą poduszeczką w zębach. Nań leżały dwie obróżki.
- Trochę się spóźniałeś...- szepnąłem do niego zdenerwowany.
Malec podszedł pod parę i dał obu po jednej. Założyli je sobie na wzajem.
- Nigdy nie możecie ich zdejmować.- przyznałem.
Przytaknęli. No i mamy nową parę. Przez kolejny cały dzień aż do nocy i do ranka balowaliśmy w najlepsze.

THE END

Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht

Video pokiwał głową.
- To naprawdę fajnie, że będę mieć rodzeństwo - uśmiechnął się, ale ten uśmiech po chwili zbledł, a po jego pyszczku słynęła łza.
- Wszystko dobrze? - zapytałem, siadając obok niego.
- Yhh... nie - westchnął i przetarł oczy łapą - Jestem za bardzo wrażliwy! - warknął na siebie.
- Nie jesteś - powiedziała Bli i przytuliła go - Czemu jesteś smutny, będziesz mieć rodzeństwo!
- Przypomniało mi się swoje prawdziwe rodzeństwo - powiedział cicho - Ale to wspaniale, że jesteś w ciąży - uśmiechnął się i przytulił Bli.

 Bligrht?

Od Fayleer'a- CD opowiadania Zivy

- No tooo... Choć.- powiedziałem po prostu.
Suczka uśmiechnęła się i kiwnęła głową żebym zaczął iść. Moje łapy z trybu stojącego zmieniły się w idący. Czasem nawet truchtający. Co chwila oglądałem się za siebie żeby zobaczyć czy Ziva się nie zgubiła. Była bardzo ładna...
- Dziękuję.- zaśmiała się.
- Za co?!- zdziwiłem się.
- Za to że uważasz że jestem ładna.
- Emmm... Proszę.- podrapałem się za głową.
Jak do tych czas to często mi się zdarza mówić na głos. Chyba w końcu muszę się z tym wybrać do lekarza. Chociaż pewnie zacznie się śmiać z mojej dolegliwości. Dreptaliśmy dalej. Gwałtownie zahamowałem. Nie miałem pojęcia gdzie my tak wogle idziemy?!
- No ja nie wiem właśnie...
Kurde znowu!... ;__;
- Co znowu?- zaczęła się śmiać.
- Nic nic...- westchnąłem.- Możemy iść w takie fajne miejsce. Co prawda nie należy ono do terenów sfory ale jest równie piękne jak ty... To znaczy jak inne.
- To dobra.- przyznała.- Prowadź.
Zaczęliśmy iść przez dłuuugi las. I to ten mroczny. Droga nie była zbyt przyjemna. Ale na miejscu było o wiele lepiej!







Suczka szła nadal prosto. Usiadła na ławce. Ciągle miała buzię szeroko otwartą. Czy ona jest żabą że tak jej zależy żeby złapać muchę? xd
- Ykhm....- ''kaszlnąłem.''- Może być?

Ziva?

Od Taszy- CD opowiadania Joey'a

Nareszcie znaleźliśmy się w Naszym ulubionym miejscu :







- Dawno, tu nie byliśmy - powiedziałam, przytulając Mojego partnera
- No tak - obiął Mnie mocno
- Nie mogę się doczekać Naszych szczeniąt
- Ja też ... - przerwałam mu
- Rany ... nie mamy dla Nich imion - krzyknęłam
- To co teraz zrobimy ? - zapytał - Chyba, zaczniemy je wymyślać
Po jakiś 2 godzinach nareszcie ustaliliśmy imiona dla Naszych maleństw : Avendeer i Naveen.
- To co teraz robimy ?
- Sama nie wiem. Chodź do Alei Zakochanych ...

Joey ???

Od Atheny- CD opowiadania Alex'a

- Spoko
Udawaliśmy żaby jakieś 30 minut. Potem przeszliśmy całe bagna wzdłuż i wszerz. W końcu zmęczeni usiedliśmy pod jednym z drzew. Położyłam głowe na ramieniu Alex'a.
- To co robimy ? - zapytał
- Sama nie wiem
- Nudno tutaj troche ... - szepnął
- Jeździłeś kiedyś na łyżwach ?
- Nie ... - odparł
- To trzeba to koniecznie zmienić. Chodź
Zaprowadziłam go do Ice Ring







 Zaczęłam go uczyć jazdy na łyżwach. Kilka krotnie przewracaliśmy się razem. Po kolejnym upadku, zapytałam :
- Podoba Ci się ?

Alex ???

Od Ferraro- CD opowiadania Skyres

Patrzyłem na suczkę zza powieki. Podniosłem wysoko głowę tak żeby jej nie widzieć. Na chwilę się zamyśliłem. Potem znowu arogancko spojrzałem na suczkę.
- Zastanowię się...
Wysoko podnosząc łapy zacząłem się oddalać. Suczka spuściła głowę i usiadła. W chwili jakby nabrała nadziei i znowu do mnie podbiegła. Zatrzymała mnie i zapytała.
- Zastanowiłeś się już?- chytrze zapytała.
- Yyyy....- nie wiedziałem co odpowiedzieć.- Nie.
Suczka zrobiła dziwny wyraz twarzy. Kwaśno się uśmiechnęła. Nie wiem czemu jej do śmiechu jak sama chce się ze mną godzić. W sumie to nie jej wina że spadliśmy z górki. Ale to właśnie przez nią mogłem stracić najważniejszą dla mnie osobę. Po większej chwili namysłów szybko powiedziałem.
- Nie.
- Co nie?- zapytała.
- Nie wybaczam ci...
Powiedziałem to od tak i wskoczyłem w głąb lasu.

Skyres?

Od Syriusza - CD opowiadania Madeline

-Przypomniały mi się dawne czasy...- zacząłem
-Coś nie tak?
-Nie, wszystko dobrze. Idziemy do naowych członków?
 -No dobrze. Do Servusa i Veggi'ego?
 -Tak.


 * W jaskini Servusa i Veggie'go *

 -Witaj, Serv, gdzie Vegas?
-Z Vistą.
Zamurowało nas. Veggie i Vista? Ona jest....no...agresywna.
-Może zostaniecie?


 Maddy ?

Od Enzuriego - CD opowiadania Elisabeth

- Jak bardzo chcesz wyjeżdżać to mam propozycję - zacząłem. - Co powiesz na wyspy tropikalne?
Lissy oczy zabłyszczały.
- Zawsze chciałam coś takiego zwiedzić.
- Znam drogę na najbliższe. Musimy przejść przez Rajski Ogród, dotrzeć okrężnie na Plażę in Litore a potem za tereny Sfory na południe przez Dolinę Życia. Dalej jakąś godzinę drogi jest rozległy Ocean z wysepkami.
- Aż taki kawał musimy iść? - zapytała.
- Mam na to sposób, zaczerpnięty od Damona. Kolej. Pojedziemy koleją.
Uśmiechnęła się.
- To ja rozumiem.
- Najbliższa jest za Lawendowymi Polami. To stosunkowo niedaleko.
Ruszyliśmy jak najszybciej zostawiając dzieciaki u Shiry. Poradzi sobie z nimi... mam nadzieję. Po kwadransie byliśmy już na kolei, która wiozła nas na wakacje. Wymarzone.
- Ale się cieszę  - szepnęła mi na ucho Liv.
- Ja też - uścisnąłem ją.
Szykowała się długa podróż.

* Kilka godzin później *

Szturchnąłem żonę.
- Zaraz będziemy na miejscu - powiedziałem.
- Już? - zdziwiła się. - Dopiero co wyjechaliśmy.
- Spałaś.
Zarumieniła się. Pociąg szarpnął do przodu a my wysiedliśmy. Prawie padłem z zachwytu. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.




- Podoba Ci się ?

Lissy ?

Od Rayana

Leżałem na plecach pod drzewem. Ah...W końcu mogę odpocząć. Zamknąłem oczy i już miałem zasypiać gdy usłyszałem krzyki Theo, Rachel Jockera i Winnie.
- Dzieciaki, ciszej! Tu się odpoczywa. - Zaśmiałem się.
Maluchy tylko na mnie zerknęły i zwiały ze śmiechem. Westchnąłem. Postanowiłem iść na plażę. Usiadłem na plaży i zacząłem śpiewać sam do siebie.


 













 

- Ładnie śpiewasz. - Usłyszałem czyjś głos.
- Dzięki. - Powiedziałem. Odwróciłem się i ujrzałem....

Ktoś ?

Od Visty - CD opowiadania Veggie'go

- Ile masz lat? – spytał pies.
- Trzy – odparłam. Pies się ucieszył.
- Widzisz, już bez zająknięcia! – wykrzyknął.
- Super – mruknęłam.
- Nie cieszysz się?
- Cieszę, ale… To były łatwe pytania. Przy trudnych mogę… - nie dokończyłam zdania.
- Przekonajmy się. Jaka jest twoja historia? – spojrzałam na niego. Nie! Zaparłam się w sobie. Zauważyłam strach w jego oczach. Trudno. Powiem mu.
- Urodziłam się na ulicy. Walczyłam tam o wszystko, co kształtowało moją psychikę. Gdy skończyłam rok, złapano mnie. I zaczęło się – powiedziałam. Pies był pod wrażeniem tego, że mu to mówię.
- Co się zaczęło? – spytał.
- Walki psów. Na początku prawie umarłam po jednej z walk. Ale następną wygrałam. Pół roku później wygrywałam każdą walkę. Szczuto mnie, więc rzucałam się na każdego psa. Ludzie wpadli na pomysł, by postawić mnie do walki z dwoma psami. Chodź z trudem, ale udało się. Od tego czasu walczyłam z kilkoma psami na raz. W wieku trzech lat, uciekłam. Trafiłam tu. I ograniczyłam zabijanie do minimum.

Veggie ?

Od Zivy


Leżałam spokojnie w na trawniku. Na drzewach dopiero pojawiały się małe różowe pączki. Rozciągnęłam się i wyruszyłam w stronę domu.
- Mamo! Ziva chce jeść! - Dziewczynka krzyknęła widząc mnie przy oknie.
Zaraz za chwilę pani wyszła ze smyczą i obrożą. "Idę na spacer?" - pomyślałam. Ale nie...To nie był spacer. Wpakowała mnie do samochodu i wywiozła do lasu. Gdzieś w głębi tego przeklętego miejsca zaczepiła smycz o drzewo i sobie poszła. Zaczęłam szarpać, wyginać się i głośno szczekać. Nic nie dało. Pomyślałam, że się wyślizgnę. Lekko przekręciłam łeb i zaczęłam zdejmować obroże. To też nic nie daje. Usiadłam zmęczona. W końcu poszłam spać.

* Rano *

Wstałam ociężale, zerknęłam na drzewo z którego zwisała odczepiona smycz. Rozejrzałam się w około. Nikogo nie ma. Nagle zza drzewa wyszedł pies, a może i wilk.
- Kim jesteś? - Powiedziałam lekko przechylając łeb.
- Tym, który uratował cię przed śmiercią głodową. - Powiedział sucho.
Położyłam uszy po sobie.
- Nazywam się Ziva. - Właśnie miałam iść.
- Zaczekaj! - Krzyknął.
- Co? Masz zamiar gadać ze mną jak z kotem? - Burknęłam.
- Nie. Chciałabyś może dołączyć do sfory psiego uśmiechu?
- Jakiej sfory? Sorki, ale jestem miastowym psem. Nie ogarniam. - Usiadłam.
- To...Taka jakby grupa psów w której są alfy itp. Alfa to przywódca, Beta...Taki jakby zastępca. A ty byś była zwykłym członkiem.
- Yyyyy...No dobra. - Słowo "Dobra" mogłabym ciągnąć i ciągnąć....
Wilk doprowadził mnie do tych "Alf". Coś uzgodnił i zaraz przyszedł z nowiną.
- Możesz dołączyć. Tam jest twoja jaskinia. - Wskazał łapą na małą jaskinię.
- Aha...
- A tak przy okazji...Fayleer. - Uśmiechnął się. Chyba po raz pierwszy.
- Ziva. Już chyba mówiłam. - Zaczęłam się śmiać.
- Pokazać ci tereny?
- Jasne! - Krzyknęłam.

Fayleer ?

Od Giselle - CD opowiadania Sintesu

- Trzy - powiedziała lekarka - Dwie suczki i pies.
Pocałowałam Sina. ,,Będziemy rodzicami'' pomyślałam. Gdy wróciliśmy do jaskini, zaczęłam ,,przemeblowanie'' .
- Nie, nie, nie, to tu. Albo nie. Tam, tak, tam. Nieeeee...
- Giselle, może później zajmiemy się ,,przemeblowaniem''? Może teraz pójdziemy do Alf?
- Dobry pomysł.

* W jaskini Alf *

- Witajcie.- przywitała nas ciepło para Alfa
- Mamy wam coś do ogłoszenia. Ja i Sin..
-...będziemy rodzicami.
- Szczere gratulacje, może pomyślicie nad ślubem?

Sin ?

Od Snowy'ego - CD opowiadania Another

- Uwaga, uwaga - krzyknąłem. - Klaus, Levar, Śnieżynka, Haley i Lettie za mną. Wasza mama ma teraz odrobinę spokoju.
Another w odpowiedzi uśmiechnęła się. Podszedłem do niej i ucałowałem.
- Miłego odpoczywania - pożegnałem się.
Zaprowadziłem szczeniaki na Lawendowe Pola. Może chociaż zapach lawendy je uspokoi. Nic mylnego. Tylko Haley i Snowflake usiadły przy mnie... na chwilę. Potem pobiegły do Scarlett i braci. Postanowiłem dać im wycisk.
- Chcecie się w coś pobawić? - zapytałem.
Cała piątka pokiwała głowami.
- A więc zabawa polega na tym, że ten kto jako pierwszy przebiegnie te pola w jedną i drugą stronę 5 razy wygrywa i dostaje nagrodę. W takim razie ustawcie się w rzędzie - maluchy posłuchały mnie i były gotowe do biegu. - Na trzy. Raz, dwa i TRZY !
Mogłem jedynie zauważyć kłęby dymu. Po jakimś czasie na linii mety ukazał się Niklaus.
- Wygrałem! - krzyczał.
Pogłaskałem go. Po chwili zobaczyłem i jego rodzeństwo. Wszystkie szczeniaki upadły zmęczone na ziemię. Poszliśmy do domu. Od razu jak weszły do jaskini, tłumem podreptały do kojca i zasnęły.
- Jak Ci się podobało, Ana ? - spytałem.

Another ?

Od Rocky'ego - CD opowiadania Salavany

- Cześć ! - krzyknąłem i przytuliłem ją. - Jak dawno Ciebie nie widziałem. Gdzie się podziewałaś?
- Tu i tam. Wyjechałam na takie długie wakacje. A co tam u Ciebie ?
- Nic szczególnego. Naveda wyjechała do rodziny i teraz jestem sam. Mogę pokazać Ci Złote Wzgórza? Niedawno je odkryliśmy i dodaliśmy do terenów Sfory Psiego Uśmiechu - zaproponowałem.
- Pewnie. Z chęcią je zobaczę.
Szliśmy razem. Musieliśmy przechodzić przez wąskie szczeliny, ponieważ wczoraj mocno wiał wiatr i niektóre drzewa po prostu się poprzewracały, ale daliśmy radę. Słońce już mniej grzało co przyjęliśmy z wielką ulgą. Po drodze znaleźliśmy potok.



- Zróbmy przystanek - powiedziała. - Muszę się napić.
Pokiwałem głową. Już wymyśliłem plan.
Salavana podeszła do wody a ja w czasie jej nieuwagi wrzuciłem ją do wody.
- Tak długo Ciebie tutaj nie było, że pewnie nie pamiętasz co to jest zabawa - uśmiechnąłem się zadowolony z siebie kiedy ujrzałem jej zdezorientowaną minę.

Salavana ?

Od Honey - CD opowiadania Roney'a

- Jest cudownie! – zawołałam. Roney się uśmiechnął.
- Cieszę się, że ci się podoba – powiedział.
- Podoba to mało powiedziane – roześmiałam się.
- Jesteś spoko kumpelą – poklepał mnie po ramieniu, a ja poczułam smutek. Kumpelą? Tylko? Westchnęłam.
- Pokaże ci coś – rzekłam do Roney’a. Ruszyliśmy w drogę. Gdy doszliśmy, pokazałam mu to :




http://www.tapetus.pl/obrazki/n/119786_piekny-zachod-slonca-rzeka-drzewa.jpg





http://s3.flog.pl/media/foto/2748613_zachod-slonca-nad-krakowemz-sercem-w-chmurach.jpg

http://www.widoczki.com/widoczki/2/czerwony-nad-slonca-zachod-zatoka.jpeg


- Piękne – uśmiechnął się. „Muszę to powiedzieć” – pomyślałam.
- Cieszę się – odpowiedziałam sztucznie.
- Coś się stało? – spytał pies.
- Muszę ci coś powiedzieć – wydusiłam.
- A więc mów – odparł wesoło.
- Bo… Ty mi się podobasz – powiedziałam cicho.

Roney ?

Nowa suczka !

http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/183421_owczarek_szkocki.jpgImię : Ziva (Ziwa)
Ksywka : Zi
Głos : Avril Lavigne - When You're Gone
Rasa : Owczarek Szkocki Collie
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka
Urodziny :
5 Dzień Jesieni
Stanowisko : Strażnik Graniczny
Rodzina : Brak
Partner : Może...
Młode : Brak
Charakter : U Zivy zawsze charakter jest inny. Z dniem, zmienia się wszystko. Raz jest miła, spokojna...A raz sarkastyczna i wredna. Nie lubi samotności, lecz nie przepada też za obcymi psami. Zazwyczaj, próbuje się dostosować co rzadko jej wychodzi. Jednak, gdy trochę lepiej ją poznasz da się zauważyć, że jest cichą i wrażliwą suczką. Jest przyzwyczajona do tego, że wszyscy ją odrzucają, że nikt nie będzie jej koch....Aaaa to już inna sprawa, tycząca się jej historii.
Historia : Od szczeniaka odrzucano ją. Żadne psy nie akceptowały jej obecności. Z tond ma tyle ran i blizn. Była w wielu rodzinach, lecz tylko po to aby nie uśpiono rasowej suczki. Jednak, w końcu ją złapali. W schronisku poznała pięknego psa...Białego...O niebieskich oczach. Wielbiła go. Zawsze umiał ją pocieszyć...Ale musieli go uśpić. Od tamtej pory Ziva  nie ma nadziei na kolejną miłość... A może jednak? Lecz jej stara miłość już nie wróci i ona dobrze o tym wie.
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Maaagia :3

Od Elisabeth - CD opowiadania Enzuriego

- Sama nie wiem - pocałowałam Enzuriego. - Wszystkiego najlepszego.
- Jakie "wszystkiego najlepszego "?
- No przecież, masz dzisiaj urodziny.
- Aaa zapomniałem - uśmiechnął się.
- A ja nie. I mam nawet pewien pomysł ... - zaczęłam tajemniczo.
- Jaki ?
- A może, gdzieś byśmy pojechali ? Tak jak Syriusz i Maddy ? - zaproponowałam.
- A szczeniaki?
- Są już dość duzi, ale jak coś mogą zostać z Taszą, Maddy i Syriuszem czy Shirą ... - zaczęłam.
- Sam nie wiem
- Proszę ... - zrobiłam maślane oczy.
- Nie wiem.
- No, ale jeśli nie chcesz jechać ... to ... to musisz ... wiedzieć ..., że szczeniaki są już takie szczęśliwe, bo wyjeżdżamy ... - powiedziałam, jednym tchem.
- Czyli wszystko już ustalone ...
- Tak.
- No to chyba jedziemy - uśmiechnął się.

* Przed naszą jaskinią *

Gdy dotarliśmy do siebie zobaczyliśmy nasze szczeniaki pakujące nas. Nagle podbiegła do nas Evelyn.
- Fajnie, że jedziecie. Odpoczniecie trochę od tego "wariatkowa" - wskazała na Theo i Roney'a.
- Ja bym tego tak nie nazwał - powiedział Zuzu.
- Czyli, nie jedziecie ? Proszę ... Tato - posłała mu ten swój maślany wzrok.
Oczywiście mój mąż nie może niczego odmówić Swojej kochanej córeczce.
- Jedziemy ... - wymamrotał.

Enzuri ?

Od Coco - CD opowiadania Damona

- No nie - uśmiechnęłam się. - Nie było źle. Idziemy spać dalej?
- Tak. Jestem trochę zmęczony - powiedział.
Weszliśmy z powrotem do naszego szałasu i szybko zasnęliśmy.

* Następnego dnia *

Kiedy obudziłam się Damona nie było przy mnie. Pewnie gdzieś wyszedł. Wstałam powoli jeszcze niewyspana po wczorajszej nocy. Miejmy nadzieję, że jaguar nie wróci. Jak się spodziewałam mój narzeczony coś szukał w błotnistej ziemi. Podeszłam do niego.
- Co tam robisz? - spytałam.
- Szukam wyjścia z naszej sytuacji. Jeszcze go nie mam.
- Ja coś chyba wymyśliłam. Chodź za mną.
Podeszliśmy do ogromnego drzewa. Gałęzie miało rozłożone jak schodki - było idealne do wchodzenia.



- Jak zauważyłam, jest to najwyższe drzew w tym lesie. Możemy wejść na jego szczyt i zorientować się gdzie jesteśmy - powiedziałam podekscytowana.
- Świetny pomysł. Panie przodem - uśmiechnął się do mnie olśniewająco. Cały Damon.
Wspinaczka okazała się znacznie dłuższa niż na początku zamierzałam, ale po jakimś czasie byliśmy na górze. Nie obyło się oczywiście bez kilku zadrapań i siniaków, ale i tak warto.
- Musimy iść na północ - powiedział Damon. - Ciągle przed siebie. Potem czeka nas wybawienie.
Uścisnęłam go a on mnie pocałował.
- Jak wrócimy do Sfory, to kiedy odbędzie się nasz ślub?

Damon ?

Od Another Day

Leżałam w jaskini z moimi szczeniakami. Snowy wyszedł coś zapolować.
- Mamo! Levar gryzie się z Niklauem! - Scarlett wydzierała się na cały dom. Nie daję rady! Jedyna moja pomoc to Ace i Suzzie.
- Taaa! Nie wierz jej! Trenujemy tylko! - Levar położył uszy po sobie.
W końcu wszedł Snowy.
- Cześć. Mam sarnę! Kto chce? - Wrzasnął.
Zaraz zjawiła się cała rodzina. Starczyło dla każdego.
- Rodzinny obiad. - Zaśmiał się Nuki.
Po obiedzie, wyszłam z maluchami na spacer. Jedynie Snowflake i Scarlett zostały w domu.
- To...My idziemy poszukać Jocker'a! - Klaus i Levar od razu uciekli.
Usiadłam z Haley na kamieniu przedstawiającym piękny widok na jezioro.
Zaraz przyszedł Snowy z dzieciakami.

Snowy ?

Giselle jest w ciąży!

Mama: Giselle
Ojciec: Sintesu
Liczba szczeniąt w miocie: 3 (2 suczki i 1 pies)
Początek ciąży: 6.05.2015
Koniec ciąży: 12.05.2015
Lekarz prowadzący: Omega

Od Sintesu - CD opowiadani Giselle

Popatrzyłem wyczekująco na Omegę. Zrobi niewesołą minę, przez co od razu posmutniałem. Spojrzałem na Gis. Mojej partnerce też zawiesiła się na pyszczku smutna mina.
- Co wy tacy smutni! - zaśmiała się nagle Omega - Z wyników wynika, * Tylko ja tak umiem pisać! XD * że Giselle jest w...
Popatrzyliśmy na nią z nutką zdenerwowania.
- W ciąży - dokończyła lekarka. Uśmiechnąłem się i popatrzyłem na Gis, która była jeszcze lekko zdezorientowana.
- Naprawdę? - zapytała zdziwiona. Lekarka pokiwała głową. Przytuliłem moją partnerkę.
- Auuu - syknęła, łapiąc się za brzuch.
- Przeprasza - lekko ją puściłem - A dokładniej ile będzie szczeniaków?

Giselle? ♥ xd

Od Roney'a - CD opowiadania Honey

- Uzbrój się w cierpliwość. Jeszcze chwila.
Szliśmy jeszcze przez chwilę przez las. Natrafiliśmy niestety na przeszkodę. Jakieś drzewo przewróciło się i zagrodziło nam drogę.





- No i stoimy w miejscu - westchnęła Honey.
- Nieprawda. Możemy przez nie przejść. Zdołasz to zrobić?
- Oczywiście, że tak. To zadanie w zupełności mnie nie przerasta.
Podszedłem do suczki i podniosłem ją. Zaparła się łapami o lekko spróchniałą korę i wskoczyła na drzewo. Na szczycie zamachał ogonem zadowolona. Teraz była pora na mnie. Zrobiłem tak jak Hon i również mi się udało. Poszło gładko. Poszliśmy dalej. Uważałem przy tym, żebyśmy się nie zgubili, ponieważ ścieżka była coraz bardziej niewidoczna. Nareszcie po jakimś czasie zacząłem dostrzegać prześwity światła słonecznego. To już blisko. Naszym oczom ukazał się niesamowity widok.



- Widzisz te góry. Ten prawy szczyt to Wyjec. Za nimi kończy się Sfora Psiego Uśmiechu. Nazywamy to Górami Zapomnienia, ponieważ można tutaj spotkać mało zwierząt i roślin. Podoba Ci się tutaj?

Honey ?

wtorek, 5 maja 2015

Od Evelyn- CD opowiadania Ross'a

- Jesteśmy u Mnie - powiedziałam, dopiero teraz się zorientowałam, że byliśmy w Mojej rodzinnej jaskini.
- Jak u Ciebie ?
- Normalnie, jesteśmy w Mojej rodzinnej jaskini - odparłam
Wtuliłam się w Ross'a ...
*** 2 godziny później ***
Na dworze był totalny churagan. Duże i silne drzewa kołysały się z wiatrem. Do tego wszystkiego deszcz przemieszany z gradem. W życiu czegoś takiego nie widziałam.
- Ross w taką pogodę Cię nie wyślę na drugi koniec sfory. Zostaniesz u Mnie na noc. Zgoda ? - powiedziałam
- A Twoi rodzice ? ...
- Nie zrobią mi nic więcej, niż Theo "sypiającemu" z  Winnie - odparłam
- No to zgoda
Położyłam głowę na ramieniu Ross'a
Po chwili zasnęłam ...
*** Rano ***
Obudziło Mnie czyjeś chrząknięcie. Powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam nad sobą moich dwóch kochanych ( innymi słowy doprowadzających Mnie do szału, histeri itp. chorób) braci. Zauważyłam, że Ross też się obudził. Pierwszy odezwał się Theo :
- Niechcemy wiedzieć co działo się  tu w nocy ... - ten jego zdradziecki uśmieszek - Ale to że ...
- ŚPICIE NA NASZYCH POSŁANIACH PRZEKRACZA WSZELKIE GRANICE !!!!!!!!!!!!!!!!!!! - wrzasnął na Nas z Roney'em

Ross ???

Od Skyres

Ten Ferraro to napuszony, głupi kundel. Po co miałabym specjalnie spadać z górki? On tego nie rozumie. Widziałam jak gadał z Qet. Mam nadzieję, że ona mnie nie zabije.
- Indy, ja po prostu się potknęłam. Proszę, zrozum – zaczęłam się tłumaczyć.
- Cii… - szepnął – Wierzę ci.
- Naprawdę? Dziękuję! – przytuliłam go mocno i wróciliśmy do domu. Cały czas myślę o Ferraro. Powinnam go przeprosić. Tylko właściwie za co? Przecież to z górką, to był wypadek. Hmm… Może za „narażenie go u Qetsiyah”? Może być.
- Idę do Ferro – powiedziałam do Indiany.
- Po co? – spytał.
- Przeprosić go za „narażenie go u Qetsiyah” – powtórzyłam.
- Uważaj na siebie – odpowiedział. Wyszłam z jaskini. Gdzie szukać młodej Alfy? W jaskini raczej go nie ma. Może po prostu obejdę całe tereny. No dobra. Znalazłam go na plaży. Gdy tylko mnie zobaczył, chciał sobie pójść.
- Ferraro, zaczekaj! – krzyknęłam za psem.
- Nie gadam z tobą – prychnął. Przytrzymałam go.
- Posłuchaj… - zaczęłam – Uwierz mi, nie spadłam z tej górki specjalnie. Potknęłam się. Rozmawiałam z Indianą. Nie jest na ciebie zły. Wie, że to był wypadek. Chciałam cię przeprosić za narażenie Cię u Qet. Wybaczysz mi?


Ferraro? Wybacz…

Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a

Ucieszyłam się na słowa Cheroon'a.
- To świetny pomysł.- powiedziałam.
Cheroon objął mnie.
- Cieszę się że Video to tak jakby mój syn... A jeszcze kolejna czwórka nam idzie.
- Fajnie że się cieszysz i że siebie przyjęliście.- pocałował mnie.
- Boję się...- przyznałam.
- Czego?- zdziwił się.
- Tego że sobie nie poradzę z czwórką...
- Poradzisz! Ja będę ciągle u twego boku i będę ci pomagał.- zapewniał.
- Dobrze.- zaśmiałam się.- Postaramy się.
Nagle usłyszeliśmy jakieś kroki za nami. Obróciliśmy głowy i ujrzeliśmy biegnącego w naszą stronę Videosia. Nagle wpadł na nas zziajany i wykrztuszał słowa.
- Ykhh... Bligrhttt... Jak wyniki?... Ykgg...- dyszał.
- Yyy... W porządku.- odpowiedziałam.
- Czyli?- powoli się uspokajał.
- Jestem w ciąży...
- Będę miał rodzeństwo!- ucieszył się.
Ja z Cheroon'em uśmiechnęliśmy się. Dobrze że przyjął tą wiadomość spokojnie. Ale z taką radością!
- Aż tak bardzo się cieszysz? 

Viedo? Cheroon?

Od Ross'a- CD opowiadania Evelyn

-Czasem lubię tu sobie przyjść i odpocząć. Jest cicho, spokojnie...- zaczęła Eve
W tym momencie zaczął padać deszcz. Schowaliśmy się do pierwszej, lepszej jaskini. Było bardzo ciemno, ale i romantycznie.
-Kiedy przestanie padać?- zapytała Eve
-Nie wiem. Może za godzinę, 2, 3, 4...
-Rozumiem.

Evelyn?

Od Veggie'go- CD opowiadania Visty

-I dlatego ci chcę pomóc. I też, dlatego, że...
-Że co?
-Że mi się podobasz...
-To miłe...
*20 minut później*
-Teraz plan B.
-Jaki plan?
-Zacznę zadawać wiele pytań i spróbujesz się opanować. Start! Cześć, jak się nazywasz?
-Nie waż...V...Vi....Vista.
-Też jesteś w tej sforze?
-A co cię to ob....ech...tak.


Vista?

Od Indiany- CD opowiadania Skyres

-Co ci się stało?- zapytała ponownie suczka
-No bo w nocy zaatakował nas niedźwiedź, próbowałem nas bronić, ale zabrał ciebie. Pobiegłem za nim i trochę z nim walczyłem..- powiedziałem odsłaniając wielką ranę na barku - Zostawił cię i uciekł...
Suczka nie zadawała już pytań na ten temat.
-Ta rana jest koszmarna, może się wdać zakażenie!
-Nie, nie trzeba.
-Zaczekaj.
Suczka zabandażowała mi ranę, zjedliśmy drugie śniadanie i wybraliśmy się do centrum sfory.

Sky?

Od Ferraro- CD opowiadania Skyres

Zdziwiłem się gdy usłyszałem słowa suczki.
- Dlaczego?- zapytałem.
- No bo... Tam jest Indy. I chyba nas widział...- szepnęła.
- Aha?!- zdenerwowałem się.- To ty mnie w to wszystko wpakowałaś!
- Ja?!- oburzyła się.
- A jak!- warknąłem.- Ty za mną szłaś i powiedziałem że mam sprawy Alf tylko dla tego żeby się pozbyć twojej obecności!
Skyres była trochę smutna ale zaraz jej wściekłość przepędzała cały smutek i zakłopotanie. Zauważyłem że Indy biegnie w naszą stronę. Wstałem i otrzepałem się. Zacząłem się oddalać od Skyres. Po drodze przeszedłem obok psa który chciał mi przyłożyć. Zrobiłem unik i warknąłem.
- Ty i ta twoja nędzna psica- krzyknąłem.- Trzymajcie się ode mnie z daleka!
Indy zamurowało. Poszedł do Sky i zaczął ją pocieszać po mimo tego co zobaczył. Szedłem w nerwach mocno tupiąc. Po drodze spotkałem Qet. Obawiałem się że to widziała...
- Widziałaś?- zapytałem.
- I to za dużo...
Odwróciła się z poważną miną i zaczęła się oddalać. Szybko do niej podbiegłem i tłumaczyłem się.
- A widziałaś jak nawrzeszczałem na nich?!
- Taak...- powiedziała.- Ale to nie ma nic do rzeczy.
- Ma! Nie kocham żadnej innej jak ciebie!
- Nie wydaje mi się. Jak mnie nie było zacząłeś już myśleć o innej.
- Sama powiedziałaś żebym o tobie nie myślał!
- Dobra nie rób już z siebie błazna...- powiedziała ostatnie zdanie.
Nie wiedziałem już co robić więc podbiegłem do niej od przodu i zatrzymałem ją łapami. Nie chciała utrzymywać ze mną kontaktu wzrokowego więc przewracała głową w różne strony. Ja w końcu zatrzymałem jej głowę i pocałowałem ją. Gdy się odchylała trzymałem ją nadal łapami. W końcu zgodziła się na to. Długo nie odstępowałem od jej warg. W końcu odchyliłem się. Popatrzyłem jej w oczy i powiedziałem.
- Kocham cię, Qet...- szeptałem.- I powinnaś w to wierzyć...

Qetsiyah?

Od Damona - CD opowiadania Coco

- Nic się nie bój - powiedziałem, stając przed kotem, osłaniając Coco. Ten zaczął chodzić wokół nas, a ja zacząłem warczeć. Kot w pewnej chwili skoczył w naszą stronę. Miał przewagę wielkościową, ale my mieliśmy * Magiczną różdżkę i AWADA KADAWRA! XD * przewagę liczebną. Odsunęliśmy się, a kot skoczył na ziemię. Popatrzył na nas swoimi morderczymi oczami. Zacząłem szukać wokół siebie Coco, jednak nigdzie jej nie było. Nagle usłyszałem czyiś pisk. Od razu myślałem, że to Coc, ale jednak się myliłem. Suczka zwinnie podeszła do naszego przeciwnika * Używam takiego określenie, bo nie pamiętam czy to był Jaguar czy jaki inny luj xd * i ugryzła go w łapę. Ten szybko od nas uciekł.
- Kotek już nie taki straszny - zaśmiałem się.

Coco?

Od Visty – CD opowiadania Veggi’ego

- Ok – powiedział pies.
- To jak mi pomożesz? – spytałam zaciekawiona.
- Najpierw ocenimy twoje możliwości – rzekł.
- Niby jak? Spotkamy się z Abby? – zapytałam ironicznie. Pies pokiwał głową.
- Coooo? Nigdy! – krzyknęłam.

*10 minut później*

Super. Jak mogłam się na to zgodzić? Gdy w końcu znaleźliśmy Abstynencję, miałam ochotę ją rozszarpać. Zanim Vegas coś powiedział, rzuciłam się na nią. Po kilku jego okrzykach, przestałam. Ab uciekała, gdzie pieprz rośnie, a ja (co było bardzo niezwykłe) przytuliłam psa.
- Już nie chcę być taka okropna – wyszeptałam.

Veggie?

Od Skyres – CD opowiadania Indiany

Śpię sobie smacznie, niczym się nie martwiąc. Ta sielanka zdarzyła mi się pierwszy raz, od urodzenia dzieci. O dziwo, nie budziły mnie do rana. Gdy otworzyłam oczy, wszystko stało się jasne. Jestem na plaży. Skąd się tu wzięłam? Nie wiem. Gdy się porządnie obudziłam, poszłam na polowanie. Ze smakiem zjadłam sarnę i wróciłam do mojej jaskini. Nikogo tam nie było. Poszłam więc na łąkę i tam zauważyłam wszystkich członków mojej rodziny. Wołali mnie.
- Tu jestem! – krzyknęłam. Podbiegli do mnie.
- Kochanie, gdzie byłaś? – spytał Indy.
- Na plaży – odparłam.
- Po co? – zdziwił się.
- Sama nie wiem… Obudziłam się tam.
- Nic ci się nie stało? – nadal się dopytywał.
- Trochę źle się czuję – wyznałam.
- Chodźmy do Raven – zaproponował pies

* 20 minut później *

Raven ma powiedzieć co mi dolega. Nie przejmuję się tymi „lekkimi problemami żołądkowymi”. Zobaczymy co to będzie.
- Z badań wynika, że to lekkie zatrucie. Dostaniesz tabletki i jutro ci przejdzie – uśmiechnęła się do mnie. Gdy wróciliśmy do domu, Indy był smutny.
- Co się stało? – spytałam.

Indiana?

Od Giselle - CD opowiadania Sintesu

- Och, dziękuję wasza królewska mość.- powiedziałam
Nie czułam się dobrze, ale ukrywałam to. Nie chciałam, żeby Sin się martwił. Zjadłam dwie małe płotki i wyszłam na dwór.
- Mało zjadłaś. Dobrze się czujesz?
- Tak, tak.
Oboje udaliśmy się do Jeziora Jafiszof. Patrzyłam na kolorową od słońca wodę. Nagle poczułam się... co najmniej dziwnie. Wbiegłam za krzaki i zwymiotowałam. Co się ze mną dzieje?
- Gis? Co się stało?
- Mnie? Nic.
W pewnym momencie zaczęłam widzieć potrójnie, zrobiło się ciemno. Upadłam i zemdlałam...
*Jakiś czas później*
Zyskałam świadomość. Było biało. Byłam w białej jaskini. Umarłam? Nie. Sin siedział koło mnie i trzymał za łapę. W tym momencie weszła Omega z wiadomością...

Sin?

Od Sintesu - CD opowiadania Giselle

* Rano *
Wstałem rano. Gis jeszcze spała. Podszedłem do niej i pocałowałem ją. Wyszedłem z jaskini i poszedłem nad jezioro. Złapałem parę ryb, na śniadanie. Wziąłem je i wróciłem do Giselle. Zastawiłem ryby i zacząłem budzić Gis.
- Wstawaj - powiedziałem, szturchając ją łapą.
- Zaraz - przewróciła się na drugi bok. Przekręciłem głowę.
- Wstaaaaawaj - powiedziałem już głośniej.
- Już - wstała zaspana i popatrzyła na mnie. Uśmiechnąłem się i poszedłem po ryby.
- Śniadanie dla królewny - zaśmiałem się i  przysunąłem jedzenia do Giselle.

Giselle?

Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht

Spojrzałem skamieniały na ścianę, później na Bli. Widziałem na jej pyszczku cień uśmiechu.
- Gratulacje - powiedziała Raven. Przytuliłem lekko Bligrht.
- Tylko nadal zażywaj diety - zaśmiała się Raven - To nie zaszkodzi - dodała lekarka.
- Dobrze - powiedziała BLaj, wstająć ze stołu operacyjnego.
- Żegnajcie - powiedziała suczka.
- Do zobaczenia - odpowiedzieliśmy razem z Bligrht. Poszliśmy jeszcze nad jezioro.
- Wiesz, możne przeprowadzisz się do mnie. Jest tam dużo miejsca. Video też pewnie się ucieszy - powiedziałem i pocałowałem ją.

Bligrht? Wiem, krótkie :c

Od Video - CD opowiadania Avalon

Popatrzyłem na nią maślanymi oczami.
- Prooooszę - powiedziałem, uśmiechając się lekko.
- No dobra - odparła Av - Ale jak coś, będzie na Ciebie - zaśmiała się.
- Okej - uśmiechnąłem się i pociągnąłem ją w stronę miasta. Wszelkie wielkie budynki, z bliska wydawały się jeszcze większe. Było też kolorowo, przez to, że po zachodzie słońca, wszystko zaczęło świecić różnymi kolorami.
- Łatnie tu co? - zapytałem, spoglądając na Avii.
- No - pokiwała głową, rozglądając się. Uśmiechnąłem się i popatrzyłem na boki. Nigdzie nie było potencjalnego zagrożenia. Na razie. Trzeba być czujnym.
- Chodźmy tu - powiedziałem, skręcając w inną uliczkę. Av poszła za mną. Po dwóch stronach tej alejki rosły wielkie drzewa, co lekko przyprawiło mnie o ciarki.

Avalon?

poniedziałek, 4 maja 2015

Od Skyres- CD opowiadania Ferraro

Usłyszałam wrzask i tuż przede mną wylądował Ferro. Zerknęłam na niego.
- I to są te twoje „sprawy Alf”? – spytałam z niesmakiem.
- No, wiesz… - zaczął. Nagle zobaczyłam Abby.
- Nie ważne. Uciekamy! – zaczęłam biec.
- Gdzie?... – zapytał. Pociągnęłam go za sobą. Biegliśmy z pół godziny.
- Już – uśmiechnęłam się.
- Co to było? – wydyszał.
- Ucieczka przed… kimś – odparłam. Pies wyglądał, jakby się dławił.
- Nie wiedziałam, że ty taki mało odporny – walnęłam go w plecy.
- Dzięki – rozkaszlał się.
* Kilka minut później*
Szliśmy już dalej. Byliśmy na jakimś pagórku. Nagle potknęłam się i razem z Ferraro sturlałam się z górki. Wyglądaliśmy, jak byśmy robili… Wiadomo co. Wtem na horyzoncie zobaczyłam Indianę. Super, po prostu!
- Już jesteśmy martwi… - szepnęłam w stronę Ferro. Zauważyłam, że pies z miejsca się spocił.


Ferraro? Bęcki default smiley xd

Od Indiany- CD opowiadania Skyres

Podszedłem do Honey.
-Ho, kochanie, kochamy cię tak samo jak innych. Jesteś naszą pierwszą córką...
-Ale nie prawdziwą!
-no to co? Kochamy cię jakbyś była najprawdziwszą.
-Naprawdę?
-Oczywiście.
-Kocham was.
Wtedy wbiegły szczeniaki i przytuliły Honey, a my ich wszystkich. Potem położyliśmy się spać.

Sky?

Od Veggie'go- CD opowiadania Visty

-Wiesz...- zacząłem- mógłbym ci pomóc?
-Jak?
-Pomóc opanować agresje.
Suczka burknęła coś pod nosem. W sumie była nawet miła.
-No proszę, pomogę ci.
-Nie! Nie potrzebuje pomocy!
Suczka zrobiła się agresywna. Nie miałem po co dalej ją prowokować.
*Rano*
Obudziłem się. Vista stała przed moją jaskinią.
-Co tu robisz?
-No to pomagasz mi czy nie?! Mam napięty grafik.

Vista?

Od Ferraro- CD opowiadania Skyres

Zdziwiłem się zachowania suczki. Szybko ze mnie zeszła i pomogła mi wstać.
- Nie, nie trzeba...- burknąłem.
Wstałem i otrzepałem się z piasku i trocin z ziemi.
- Wybacz.- powiedziała.
- Nic się nie stało...
Zwróciłem się w kierunku miejsca do którego zamierzałem iść wcześniej. Skyres ciągle podążała za mną. Czego ona chce?
- Gdzie idziesz?- dostąpiła mi kroku.
- Yyyy... Nie wiem. Gdzieś się poszwendać.- powiedziałem zakłopotany.
- Mogę iść z tobą?- zapytała.
Zakłopotałem się jeszcze bardziej tą propozycją. Nie ładnie było odmówić ale też nie miałem za bardzo ochoty na wspólne spacery. Mógłbym potem dostać niezłe bęcki od Indiany. Miałem ochotę żeby uciec bez słowa ale musiałem się jakoś wykręcić więc wymyślałem.
- Ooooo jaaa ale już późno.- zacząłem.
- Późno?!- zdziwiła się.- Jest dziewiąta rano.
- No taaak ale tata mnie prosił żebym mu w czymś pomógł...- ciągnąłem dalej.
- W czym?- ciągle była ciekawa.
- W jakichś tam sprawach. No wiesz. Dotyczących Alf.- zrobiło mi się gorąco.
Wzruszyła ramionami. Ja bez żadnych więcej namysłów pognałem ''do taty''. Wszedłem tylko na chwilę do jaskini żeby zobaczyć co u mojej rodziny. Żyli jak co dzień więc powoli wyszedłem z jaskini. Nagle zauważyłem idącą Skyres niedaleko jaskiń Bet które były tuż obok Alf. Oddaliłem się o kilka metrów i schowałem się w krzakach. Dlaczego ona szła właśnie w tą stronę gdzie ja się schowałem?! Była niedaleko mnie. Ja schowałem głowę głębiej i czekałem aż przejdzie. Na ziemi, tuż przed moim nosem siedział sobie...







Wrzasnąłem głośno i wyskoczyłem z krzaków... Wylądowałem tuż przed Skyres. Extra...


Skyres?

Zaręczyny!

Indiana oświadczył się Skyres! 
Niedługo będzie ślub. 
I imprezka :D xd 
Szczęścia!


Od Visty- CD opowiadania Veggie'go

Doszliśmy w pewne miejsce:








 Westchnęłam.
- Tak, to ja je zabiłam – powiedziałam cicho.
- Dlaczego? – zwykle denerwują mnie takie pytania, ale… Teraz nie czuję złości.
- Miałam atak szału – wyznałam. Spojrzał na mnie.
- Atak szału?
- To jest związane z moją przeszłością. Często czuję nieuzasadniony gniew, a złość zżera mnie od środka. Wyładowuję się na pierwszej lepszej osobie. Już nad tym trochę panuję i daję radę dobiec do najbliższej zwierzyny, takiej jak na przykład do tych saren. Teraz wyżywam się na łowach. – rzekłam - Jednak coraz częściej ktoś mnie po prostu prowokuję do takich zachowań. Wtedy atakuję i zabijam tę osobę– dodałam. Po moim wyznaniu zapadła niezręczna cisza. Veggie postanowił ją przerwać.

Veggie? Co zrobiłeś? 

Od Honey- CD opowiadania Roney'a

- Do jutra – odparłam i weszłam do jaskini. Przywitałam się z rodzicami, i poczęstowałam się wielkim jeleniem, upolowanych przez tatę. W nocy dużo myślałam o Roney’u. Był bardzo fajny. I miły. Chyba się w nim zakochałam. Ale on i tak mnie nie pokocha. Nie ma szans. Westchnęłam cicho i zasnęłam.
* Rano, 7:00*
Roney zaraz po mnie przyjdzie. Szybko zjadłam śniadanie. Chwilę później ruszyliśmy.
- Gdzie idziemy? – spytałam zaciekawiona.
- Pokaże ci pewne bardzo piękne miejsce –rzekł.. Chwilę szliśmy w ciszy.
- Długo jeszcze? – powiedziałam.


Roney?

Od Skyres- CD opowiadania Indiana

Spojrzałam na Aurę. Co jej powiedzieć? Nigdy nie brałam udziału w takich rozmowach.
- Harry próbuje zwrócić na siebie całą uwagę towarzystwa. Dlatego tak się zachowuje – wyjaśniłam – Ale to twój brat i on cię kocha.
- Naprawdę? – spytała z niedowierzaniem.
- Tak. Poczekaj chwilkę – szepnęłam. Wyskoczyłam z jaskini i zaczęłam łaskotać Indianę, który oczywiście podsłuchiwał. Dołączyła do mnie Aurora, a za nią White, Harrison i Ares. Gdy śmieliśmy się i gilgotaliśmy nawzajem, zauważyłam Honey. Kiedy nas zobaczyła, zwiesiła smutno głowę i odeszła.
*3 godziny później*
Szczeniaki już spały. Wszystkie oprócz Honey. Martwię się o nią. Siedzę sobie przed jaskinią, a Indy jest w środku i pilnuje małych. Nagle zobaczyłam jakiś cień. Przede mną ustała zapłakana Honey.
- Czemu nie było cię tak długo? I dlaczego płaczesz? – spytałam.
- Bo wy mnie już nie chcecie – załkała.
- Czemu tak sądzisz? – zdziwiłam się.
- Cały czas bawicie się ze swoimi PRAWDZIWYMI dziećmi. Nie chcecie mnie, bo nie jestem waszą córką! – krzyknęła. Spojrzałam na Indianę, który właśnie do nas podszedł. Słyszał całą rozmowę.


Indiana? Opisz rozmowę z Honey

Nowa para!

Nie taka nowa ale jakimś trafem nie została ogłoszona xd. Przepraszamy ale już jest. Otoooooo....


      Sintesu&Giselle

Gratulacje!! :D

Od Abby- CD opowiadania Skyres

Sky powiedziała,że nie może mnie oprowadzać dalej.
-Dlaczego? - spytałam zdziwiona
-Przypomniało mi się,że zostawiłaś mnie dla jakiejś popularnej kundlicy-odparła wkurzona.
-To było dawno.Wtedy nikt cię nie lubił bo byłaś brzydka!!!
-Dlatego mnie zostawiłaś a tak przecież się przyjaźniłyśmy a ty mnie zostawiłaś-uciekła pobiegłam za nią.

Sky?

Od Roney'a - CD opowiadania Honey

- Pewnie - podbiegłem do niej. - Berek! - krzyknąłem.
Zaczęliśmy biegać w kółko. Raz ja ją łapałem raz ona. Czas szybko mijał.
- Nie wiem czemu, ale jestem młodszy od siebie a prawie jestem twojego wzrostu - powiedziałem.
- Ja też. Dziewczyny zawsze są mniejsze.
Spojrzałem na nią i przewróciłem na ziemię. Potem tarzaliśmy się po trawie i byliśmy cali brudni. Nadszedł czas kiedy musieliśmy wracać do domu. Odprowadziłem Honey pod jej jaskinię.
- Do jutra?


Honey ?

Od Joey'a - CD opowiadania Taszy

- Już się nie mogę doczekać. Myślisz, że Ath nam pomoże w opiece?
- Zależy jaki będzie mieć dzień.
W tym momencie wbiegła Ath, Roney, Ross, Evelyn, Rachel, Jocker i Suzzie.
- Co ty się dzieje? Gang macie?- zapytałem
- Nieeee, nudziło nam się więc jesteśmy.
Ja i Tasza popatrzyliśmy na siebie znacząco. Wstaliśmy i udaliśmy się do jakiegoś cichego miejsca.

Tasza? Jakie to miejsce?

Od Giselle - CD opowiadania Sintesu'a

- Tak.- powiedziałam
- To może... no wiesz...
- Że teraz? Dziś?
- No, a co?
- No wiesz.... nie wiem czy jestem gotowa. Czy będę dobrą matką.
- Na 100%
Sturlałam się na Sin'a i go pocałowałam.

Sin? Trochę krótkawe....

Od Indiany - CD opowiadania Skyres

- Nikt nie mówił, że z 4 będzie sielanka.- powiedziałem -Ok, White, Ares, Harrison idziemy na polowanie.
- A nie upolowałeś już tego jelenia?- zapytał Harrison
- Yyyyy.... to za mało dla nas.- powiedziałem- A ty pogadaj z Rorą.
- Tatusiu, ja też chcę iść!
- Sorry siostra, ale to nie robota dla ciebie.
Szczeniaki już pobiegły do lasu,a ja usiadłem obok jaskini, słuchając rozmowy.
- Co ci takiego zrobił?
- N-no mówił, że jestem dziwadłem i, że nie powinnam się urodzić.- zachlipała Aurora
- I ty się tym przejmujesz?
 
Sky?

Od Veggi'ego - CD opowiadania Visty

- To ty zabiłaś te wszystkie zwierzęta?
Cisza. Suczka nie odpowiedziała. Dopiero po kilku minutach wzięła oddech po czym powiedziała:
- Może...
- Może?
-  A co?
- Nie, już nic
Szliśmy w milczeniu dopóki nie natrafiliśmy w pewne miejsce.


Vista?

Od Skyres – CD opowiadania Abby

Wtedy mi się przypomniało, co było potem. Powiedziałam:
- Jednak nie mogę cię przedstawić.
- Dlaczego? – spytała zdziwiona. Wkurzyłam się.
- Bo mi się przypomniało, jak mnie zostawiłaś! Dla jakiejś popularnej kundlicy! – wrzasnęłam, przeciągając słowo „popularnej”.
- Wtedy nikt cię nie lubił, bo byłaś brzydka! – też krzyknęła.
- I dlatego mnie zostawiłaś? A teraz? Niedługo biorę ślub, mam dzieci, a ty co, laluniu?! Nikogo nie masz! – zerwałem się, „uderzyłam” ją kłami i uciekłam. Po 10 minutach biegu, wpadłam na…

Ferraro?

Bligrht jest w ciąży!

Bligrht jest w ciąży! Gratulacje!


Mama: Bligrht
Ojciec: Cheroon
Liczba szczeniąt w miocie: 4 (2 psy i 2 suczki)
Początek ciąży: 4.05.2015
Koniec ciąży: 10.052015
Lekarz prowadzący: Raven 

niedziela, 3 maja 2015

Od Abby-CD opowiadania Skyres

-Tak to ty Sky ?!!!!
-Po tylu latach.
-Ale się ciesze że się spotkałyśmy po tylu latach.
-Opowiedz swoją Historię jak tu trafiłaś ?
-Eh uciekłam i biegłam po lesie .
-A co było wcześniej ?
-EH NIE CHCĘ O TYM MÓWIĆ.
-Ok chcesz poznać więcej osób ???
-Tak !!!
-Ok więc chodź za mną. 

Sky?

Od Bligrht- CD opowiadania Cheroon'a

*z rana*


Obudziłam się z bólem brzucha. On nie przestanie boleć?! Zbierało mnie na wymioty. Obudziłam wcześnie Cheroon'a. Dla Video dałam już spokój. Niech se pośpi.
- Cher brzuch mnie nadal boli...- piszczałam.
- Chcesz iść do Raven?- zapytał.
- Nie byłoby źle...
Cheroon wziął mnie na plecy i zaprowadził do Raven. Położyłam się na stole operacyjnym. Obejrzała mnie i dotknęła brzucha. W pewnym momencie jak trzymała łapę na moim brzuchu, dziwnie podskoczyła. Po kilku minutach znowu. Coś mnie kopało od środka. Tylko co? Potem zrobiłam jeszcze kilka badań i Raven powiedziała.
- Wczorajsze wyniki chyba nie były odpowiednie.- powiedziała.
- Jak to?- zapytaliśmy jednocześnie.
- No bo ty jesteś... Jesteś... W... w....
- W czym?
- W ciąży!- odparła lekarka.

Cheroon?!

Od Jocker'a- CD opowiadania Theo

Uśmiechnąłem się lekko. Przyłączyłem się do puszczania kaczek. Jedną puściłem tak daleko że uderzyła o wodę jakieś 15 razy. Zaśmiałem się bo nie dowierzałem że potrafię aż tak daleko wyrzucić kamień. Popatrzyłem na Theo. On rzucił tylko o jeden mniej ode mnie. Przybiłem z nim piątkę.
- Świetnie ci idzie!- pochwaliłem go.
- Dzięki.- uśmiechnął się.- Nie mogę się przyzwyczaić do jednej rzeczy...
- Jakiej?- zapytałem.
- Do tego że nie walczymy, nie bijemy się i nie przezywamy.- zaśmiał się.
- Przyzwyczaisz się.- zapewniałem.- Jak czegoś chcesz to się uda.
Pokiwał głową. W pewnym momencie znowu zobaczyliśmy Rachel i Winnie. Były zszokowane jak zobaczyły nas gadających i śmiejących się razem. Zakradły się powoli do nas i usiadły niedaleko. Udawaliśmy że tak świetnie się bawimy że ich nie zauważyliśmy. Po chwili jedna powiedziała.
- Co wam jest?
Nagle przerwaliśmy zabawę i spojrzeliśmy ze zdziwieniem na suczki.
- Yyy... No nic?- zdziwiliśmy się.- Wszystko w porządku.
- Nie wydaje mi się.- powiedziała Rachel.- Dziwnie was widzieć nie bijących się.
- A po co mielibyśmy to robić?
- No właśnie nie wiem bo to nie miało sensu.
- Przecież tak nie robimy więc koniec tematu.- przytuliłem Rachel a Theo Winnie.
Siedzieliśmy tak. Nagle z nieba zaczęło coś spadać...

Theo? Winnie? Rachel? Co to było?

Od Cheroona - CD opowiadania Bligrht

- Spokojnie - powiedziała Raven - Da się to wyleczyć
Uspokoiłem się trochę i złapałem suczkę za łapę.
- Musisz leżeć i stosować odpowiednią dietę - podała jakąś kartkę Bli i odeszła.
- Dasz radę iść? - zapytałem Bli, pomagając jej stanąć
- Zobaczymy - powiedziała, stawiając krok.
* Pół godziny później *
*Z postojami na pawia XD*
Blaj doszła do mojej jaskini, z pomocą ale doszła.
- Teraz się kładź - zaśmiałem się i popatrzyłem na nią. Suczka się położyła.
- Zaraz wrócę - powiedziałem i pocałowałem ją. Poszedłem odebrać Video, ze spotkania z Ace. Może i był duży, lecz z tą chorobą... Boję się o niego.
- Wszystko okej? - zapytałem, odbierając go.
- Tak - odpowiedział i lekko się uśmiechnął. Gdy doszliśmy do mojej jaskini, Video popatrzył ze zdziwieniem na leżącą Bligrht.
- A właśnie - westchnąłem i spojrzałem na Videosia - Bli od niedawna to jest jakby twoja... matka?
- Fajnie - uśmiechnął się i przytulił mnie, a później Blaj.
- Shhh - Bli złapała się za brzuch.
- Przepraszam - powiedział cicho, kładąc uszy.
- Nic się nie stało - odparła suczka, uśmiechając się kwaśno. Video poszedł w głąb jaskini, a ja położyłem się obok Bligrht.
* Wieczór *
Słońce już zaszło.
- Dobranoc - powiedziała Bligrht. 
- Dobranoc - odpowiedziałem i poszedłem spać.

Bligrht?

Swan nie żyje !


Imię : Swan
Ksywka : Łabędź
Rasa : Mieszaniec
Wiek : 2 lata
Płeć : Suczka ♀
Urodziny : 11 Dzień Zimy
Stanowisko : Delta
Rodzina : Jej stryjek Irfan był jedynym krewnym w sforze, no właśnie... był. Reszta jej rodziny błąka się po świecie, ale ona ich nie ma ochoty szukać. Pamięta jedynie, że jej Matka miała na imię Lissa, a rodzeństwo Sven, Ruby i Bell.
Partner : Nie przepada za monotonnymi romansami
Młode : Brak
Charakter : Charakter Swan można podzielić na trzy fortece. Każda z nich jest trudniejsza do zdobycia, niż poprzednia, jedna z nich nawet nie jest do zdobycia. Jej pierwsza warstwa jest tą, którą wszyscy widzą, ale to jest tylko przykrywka. Myślą, żę jest tchórzliwą, delikatną i nieśmiałą suczką, która boi się okazywać uczuć. To nie jest prawda. Ona jest wręcz demonem w czystej postaci. Lubi tłumić w sobie, swoją prawdziwą naturę, ale nie na długo. Gdy ktoś zacznie drążyć w jej życiu, wchodzić coraz głębiej, do jej wrót, to przestaje panować nad swoją demoniczną stroną. Ale zazwyczaj wycofuje się jak przeczuwa, że do tego dojdzie, ponieważ nie lubi krzywdzić innych. Ma w sobie trochę współczucia, ale bez przesady. Do jej najgłębszej warstwy jeszcze nikt się nie dostał, bo strzeże jej wcześniej wymieniony demon. Jest skrywana tak głęboko, aby nigdy nie ujrzeć światła dnia ...   
Historia : Swan urodziła się w małym wiejskim domku. Miała spokojne życie wraz z rodzeństwem całe dnie się bawiła pod czujnym okiem troskliwej matki. Ojca nigdy nie poznała, podobno opuścił ich jak tylko dowiedział się że jego partnerka jest w ciąży. Uciekł i nigdy nie wrócił nawet poznać swojego potomstwa, ale Swan się tak tym nie przejmowała. Prawdopodobnie byłby kiepskim ojcem, w końcu czego można się spodziewać po psie który zostawia swoją partnerkę. Był po prostu tchórzem w oczach Swan, ale jej Matka zawsze miała o nim dobre zdanie. Gdy osiągnęła Wiek w którym była już bardziej samodzielna, to właściciele postanowili wydać szczeniaki do innych rodzin. Sven, Bell i Ruby trafili do wspaniałych i troskliwych rodzin, a Swan właściciele postanowili pozostawić z Lissą. Obie miały pilnować gospodarstwa. Swan bardzo lubiła ganiać za kurami, zaczepiać owce i polować na gęsi, ale po kilku tygodniach musiała z tym skończyć. Okazało się, że właściciele mają długi i nie stać ich już było na utrzymanie farmy. Musieli ją sprzedać i przeprowadzić się do miasta. Chcieli wziąć ze sobą chociaż psy, ale okazało się, że ich nowe mieszkanie jest za małe, by trzymać w nich dwa piękne zwierzęta takie jak Lissa i Swan. Postanowili dać im szansę na lepsze i wygodniejsze życie. Swan miała tylko sześć miesięcy, gdy oddali ich do schroniska. Jego pracownicy zapewniali jej właścicieli, że znajdą im nowy wspaniały dom, ale nie wspomnieli o tym , że będą je musieli rozdzielić. Szczeniaki miały większe szansę na adopcję, niż dorosłe psy. Zatem przyszłość matki Swan była nie pewna. Lissa nie chciała zostawić córki całkiem samej i obiecała jej, że się nigdy nie rozdzielą. Oczywiście nie udało jej się dotrzymać obietnicy, chociaż bardzo walecznie próbowała zatrzymać Swan przy sobie. Zostały rozdzielone po kilku tygodniach. Lissę przygarną pewien pastor, który obiecał dobrze ją traktować, a Swan wciąż czekała, aż ktoś ją zechce. Była przerażona i samotna. Pierwszy raz nie było przy niej matki, bała się jak każde szczenię. Wszystko wokół niej było nowe. Nie czuła już tego wiejskiego zapachu słomy i trawy. Nie widziała już tego błękitnego i nieskazitelnego nieba. Była tylko metalowa podłoga z kilkoma kocami i ściany bez okien. Co jakiś czas przychodzili jacyś obcy ludzie, zmieniając wodę, dając świeże jedzenie i wyprowadzając ją na chwilę na spacer. Pewnego dnia przenieśli ją do innego boksu. Było tam kilka szczeniaków także czekających na adopcję. Tam było już lepiej niż we wcześniejszej ponurej komorze. Znalazła sobie nowych przyjaciół, którzy mieli całkiem podobne przeżycia do niej. Ale to nie nowi przyjaciele najbardziej jej się tu spodobali, tylko pewien pies. Przechodził co jakiś czas ze swoim panem, który pracował w schronisku i doglądał boksów ze szczeniakami. Ten pies miał na imię Devon, był roczniakiem i także trafił do tego schroniska. Szczęśliwym trafem został adoptowany, przez wcześniej wymienionego pracownika. Każdego dnia przechodził obok miejsca w którym była Swan, a ona na jego widok za każdym razem wzdychała. To zauroczenie jednak nie trwało długo. Pewnego dnia do schroniska przyszła Rodzina w sam raz dla niej. Na początku bała się ich i nie chciała z nimi iść, ale po kilku godzinach rodzinie udało się zdobyć jej zaufanie. Od razu ją zabrali do domu, było to trochę niespodziewane i w dodatku nie miała nawet czasu na pożegnanie się z przyjaciółmi. W dodatku nie zdążyła nawet poznać Devona. To najbardziej ją zasmuciło, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Miała nowe, lepsze życie, którym powinna się cieszyć i tak było. Dostała drugą szansę, z wielkim wybiegiem i domem. Każdego dnia bawiła się z dziećmi, chodziła do parków, biegała za frisbee i spała obok kominka. Zawsze z nimi podróżowała, ale gdy skończyła rok, to właściciele postanowili wyjechać na trochę dłuższe wakacje. Niestety do hotelu nie można było brać psów, więc postanowili zostawić Swan u starej ciotki. Nie było tam tak źle, w końcu miała psie towarzystwo. Ciotka Amy miała psa, o imieniu Fransua, często chodzili na łąki i biegali razem. Byli nierozłącznymi przyjaciółmi, świetnie się razem bawili.  Bardzo chciała zostać z ciotką i Fransua, ale wiedziała, że jej właściciele już wracają i na pewno bardzo tęsknili za nią. Niestety podczas drogi powrotnej rodzina Swan miała tragiczny wypadek. W ich samochód wjechała wielka ciężarówka. Oczywiście jej kierowca był pijany i skończyło to się czterema ofiarami śmiertelnymi. Nikt nie przeżył. Swan była załamana, nie wiedziała co teraz z nią się stanie. Ciotka Amy nie miała warunków na trzymanie dwóch psów. Jeszcze zanim ją właściciele przynieśli do niej, to ona była przeciwna temu. Swan nie chciała być w domu, w którym nikt jej nie chce. Na jednym ze spacerów, gdy Amy ją spuściła ze smyczy, przeskoczyła przez ogrodzenie parku dla psów i uciekła na wolność. Ale wciąż była samotna, nie wiedziała co ze sobą zrobić. Chodziła po różnych domach, szukając rodziny, która ją przyjmie, ale każda miała jakąś wymówkę. W końcu przestała szukać i wtedy znalazła idealną rodzinę, która nie potrzebuje wymówek – tą sforę. Spotkała tutaj swojego wujka i jako jedyna jego krewna, po jego śmierci odziedziczyła stanowisko Delty. 
Upomnienia : 0/4
Kontakt : Quarter

***Powód***
Śmierć w chwilowo niewyjaśnionych okolicznościach....

Od Swan † CD Fayleer'a

Zerknęłam na niego, kontem oka. Wyglądał jak wrak psa.... pomyłka....wrak wilka. Może i lepiej by było skrócić jego cierpienie i go dobić. A może zostawić go, żeby cierpiał do końca życia... hmmm... ciężka decyzja... Fay'a widocznie nie da się tak szybko zabić, skoro przeżył połamanie kręgosłupa. Dziwne, że jeszcze się rusza.
-  Nie wiem za co mi dziękujesz.... przecież zrzuciłam cię z drzewa... - Powiedziałam chłodno.
- Ale jednak zaniosłaś mnie tutaj, co uratowało mi życie...
- Hyhy... z tym uratowaniem, to nie jestem pewna. - Próbowałam ukryć pewien szczegółowy moment.
- Dlaczego ? - Zaczął drążyć do prawdy.
- No bo jak ty byłeś trochę nie teges...
- Jaki ?
- No nieprzytomny !
- Aha...
- No to ja jakby gdy cię ciągnęłam do Omegi, to.... - Zaczęłam.
- To co ?! - Wtrącił.
- No była trochę pagórkowata droga i jak Cię chciałam do góry zanieść to jeszcze nie było tak źle, ale w dół, to się wyślizgiwałeś i za każdym razem koziołkowałeś w dół... i to chyba dla tego masz złamany kręgosłup. - Przyznałam,
- Co ?!
- No to co słyszałaś.... - Powiedziałam trochę jakby czując w współczucie. - Ale spoko mam fajny pomysł ....
- Jaki ?! - Zapytał wciąż wściekły i przerażony.
- Mogę skrócić twoje cierpienie....  - Zaproponowałam.
- Niby w jaki sposób ?
- No jakby tak przez przypadek ktoś Ci przeciął tętnicę w szyi, to byś się tak powolutku wykrwawił i zasnął. - Powiedziałam podchodząc i bawiąc się skalpelem.
- Nie... wiesz co ? Zrezygnuję z twojej propozycji.
- Dlaczego?
- Bo jednak chcę jeszcze pożyć...
- Ok jak chcesz.... ale jakby co to wiesz gdzie mnie szukać... - Powiedziałam złośliwie.
- Nie.... nie wiem gdzie Ci szukać....
- Będę u siebie, w jaskini.- Dodałam i szybkim kroczkiem wycofałam się w las. Było trochę bardziej mrocznie jak zwykle, wręcz zaczęłam odczuwać strach. Zrobiło się diabelnie chłodno, bo była już noc, ale i tak było trochę zbyt dziwnie. Nagle w krzakach zauważyłam wystającą łapę. Była wielka i umięśniona. Od razu zgadłam, że to łapa jakiegoś wampira. Z ciekawości pociągnęłam za nią, mając nadzieję, że wściekła bestia się ze mną pobawi, ale gdy tylko chwyciłam w zęby łapę, to.... bezwładna wypadła na ziemię. Była przegryziona w połowie. Przeraziłam się ta ten widok. Teraz chciałam jak najszybciej ukryć się w jaskini, ale gdy tylko zaczęłam się do niej zbliżać, to pojawiało się coraz więcej kałuż krwi i oderwanych kończyn, głów, kawałków skóry i wnętrzności. To nie był miły widok. Byłam już przy wejściu, gdy nastąpił koniec. Ostatnie co zobaczyłam, to widok dwóch niewielkich punkcików w ciemności, które świeciły ja rubiny... po tym nastała nicość...

Qet ? Zwariowałam....piszę sama do siebie xd

Od Sintesu - CD opowiadnia Giselle

Popatrzyłem na Gis.
- W sumie... - zamyśliłem się przez chwilę - Fajnie by było mieć takie szczeniaczki, biegające wokół - uśmiechnąłem się i objąłem Giselle.
- W ogóle, czyj to szczeniak? - zapytała Giselle, patrząc na małego pieska.
- Chyba Indiany - powiedziałem, widząc w oddali białego psa. Gis widocznie odetchnęła.
- Cześć - powiedział Indiana, podchodząc do nas.
- Witaj - odpowiedzieliśmy razem z Gi.
- To twój urwis? - zaśmiałem się, wskazując na małego pieska. Indiana pokiwał głową.
- To Harrison - uśmiechnął się lekko.
* Kilka minut później *
Porozmawialiśmy jeszcze trochę z Indianą. Poszliśmy już do domu.
- Wiesz, możesz u mnie przenocować - powiedziałem do suczki - Jest już ciemno
- Nie będę robić kłopotu - uśmiechnęła się lekko.
- Nie będziesz robić - powiedziałem i pocałowałem ją.
- No dobra - powiedziała Gis i weszła do mojej jaskini.
* Kolejne kilka minut później *
Giselle położyła się już, lecz widziałem, że nie śpi. Podszedłem i położyłem się obok niej.
- Ym... Nadal chcesz mieć szczeniak? - zapytałem się, całując ją.

Giselle?

Od Theo - CD opowiadania Winnie


W końcu złapałem Winnie. Mocno ją obiąłem i zapytałem : - To jak wybaczyłaś mi ? - No nie wiem ... - odparła - Co nie wiesz ? - zacieśniłem Mój uścisk - To co mam zrobić, abyś mi wybaczyła ? - To już sam musisz wiedzieć ... - powiedziała tajemniczo Chwilę myślałem, dokąd mogą ją zabrać. Na szczęście znam takie miejsce, położone niedaleko tego miejsca, w którym jesteśmy. - No dobra. Bierz sprzęt i idziemy - Okey - odparła Poszliśmy w miejsce, które odkryłem podczas tego tygodnia bez Winnie : - Pięknie tutaj - szepnęła - Ale, nie to chciałem Ci pokazać ... Chodź ... Wspinaliśmy się jeszcze jakąś godzine. Po tym czasie znaleźliśmy się przy wejściu do jaskini : Weszliśmy do środka. Zaczeliśmy schodzić skalnymi schodami, wtedy Winnie zapytała : - Może wracajmy, bo się zgubimy ... - Winnie już blisko - powiedziałem Gdy zeszliśmy na dół znaleźliśmy się w takiej komorze : Jaskinia, Woda
- To jak wybaczysz mi ? - spytałem Winnie ???

Od Winnie CD opowiadania Theo


-Może...-Powiedziałam i przewróciłam Theo. Stanęłam nad nim, popatrzyłam się mu w oczy i liznęłam po uchu. 
-Hihi. - Zaśmiałam się i szybko odskoczyłam. 
Four wstał i poszliśmy...Do Rayan'a. Wzięliśmy sprzęt i wyruszyliśmy na skałkę. 
-Ok, ty pierwsza? 
-Mogę. - Machnęłam łapą i wskoczyłam na skałkę. 
Gdy byłam na górze, a rzadko komu udaje się tam wejść ujrzałam TO : 




Theo opadła szczęka. 
-Idę tam! - Wrzasnął. 
Popędziłam za nim. Ten, zdjął z siebie sprzęt i wskoczył do wody. Zaczęłam się śmiać, ale po krótkiej chwili sama skoczyłam do jeziora. Chwilę się bawiliśmy, gdy przyszedł Rayan. 
-Zimna? Ciepła? Jak ta woda? - Zaczął się śmiać. Także zdjął swój sprzęt i do nas wskoczył. Chlapaliśmy się, biegaliśmy po tamtej nizinie. Później Rayan gdzieś poszedł, a my bawiliśmy się w ganianego. 

Theo?

Od Theo- CD opowiadania Jocker'a

- O co Ci chodzi ? - mruknąłem
Naprawdę nie miałem ochoty z Nim rozmawiać. Ogółem jestem załamany. Od wczoraj Winnie się do Mnie nie odzywa. Co ja mam zrobić, aby mi wybaczyła ? Ciągle próbuje coś zrobić, ale to na nic. Po co ja się ciągle bije, a nie mam czasu dla swojej dziewczyny.
- O co Ci chodzi ? Chcesz się znowu bić ? - powtórzyłem Moje pytanie
- Nie o to mi chodzi ...
- To o co ? - zaczynał Mnie lekko denerwować - Naprawdę nie mam nastroju na Twoje gierki
- Chciałem się pogodzić ...
- Ty pogodzić ? - zapytałem z niedowierzaniem
- Tak. To jak ?
Tego bym się nie spodziewałem. Jocker chce się pogodzić ? Prędzej uwierzyłbym, że przestane się wspinać, niż to.
- Okey ... - odparłem

Jocker ???

Od Jocker'a- CD opowiadania Theo

W tym momencie nie mogłem przestać i posłuchać się dziewczyn. Nawet jak była tam moja ukochana której przeważnie słucham. Teraz skupiłem się tylko na złowieszczym wzroku Theo. Wpatrywałem się w jego oczy ale kątem oka zerkałem na łapy czy czasem nie przygotowuje się do skoku na mnie. Kiedy zauważyłem że właśnie to zamierza zrobić, odskoczyłem a on upadł na brzuch. Wstał i zaczął kaszleć. Zaśmiałem się lekko lecz nie byłem w cyrku żeby się śmiać więc przerwałem. Rachel i Winnie ciągle do na wrzeszczały. Widziałem że Theo był trochę zakłopotany. Bo nie chciał stracić Winnie.
- Jak chcesz to do niej idź...- powiedziałem.
- W życiu...- kiwnął.- Ty możesz iść...
- Dobra.- uśmiechnąłem się.
Zszedłem z miejsca walki i przytuliłem Rachel. Winnie stała nadal sama i smutna. Theo zaczął się śmiać.
- Poddałeś się!- śmiał się.
- Może i tak ale mi zależy na Rachel i myślę też o niej a nie o walkach. Nie to co ty...- krzyknąłem z daleka.- Patrz jak teraz Winnie się czuje.
Theo spojrzał na suczkę a ona z opuszczoną głową zaczęła się oddalać. Theo popatrzył na Winn. Podrapał się za głową ale potem jak już była tak daleko że ciężko było ją zobaczyć przybiegł do niej.
- Winn przepraszam...- przytulił ją.
Winnie się wyrwała...
- Nic się nie stało...
I poszła nadal smutna.

*nazajutrz*


Wyszedłem z jaskini i zobaczyłem Winnie idącą z Rachel. Podbiegłem do nich.
- Cześć.- przytuliłem Rachel.
- Hejka.- powiedziały na raz.
- Gdzie idziecie?
- Na łąkę pozrywać kwiaty.- wytłumaczyła Winnie.
- Spoko.- odparłem.- To nie będę wam przeszkadzać.
Uśmiechnęły się do mnie i poszły dalej. One są najlepszymi przyjaciółkami... A ja i Theo? Z początku tak było a teraz tylko na jakieś głupie walki się umawiamy. Postanowiłem to troszeczkę zmienić. Poszedłem pod jaskinię Theo. Zastałem tam tylko Evelyn.
- Cześć.- uśmiechnąłem.
- Witaj.- odwzajemniła uśmiech.- Pewnie chcesz się spotkać z Theo?
- Tak.
- Nie ma go w jaskini niestety.- wyjaśniła.- Poszedł nad zlew.
- Dzięki.
Podziękowałem i pobiegłem w stronę zalewu. Zastałem tam Theo puszczającego kaczki. Podszedłem do niego powoli i usiadłem obok niego. Wiedział że to ja ale na mnie nie spojrzał.
- Cześć...- szepnąłem.
Ciszaaa...
- Przeszkadzam ci?- zapytałem głośniej.

Theo?

Od Visty

Patrzyłam na efekty mojej „pracy”. Dwanaście saren leżących przede mną. Zmiażdżone czaszki, połamane kości, porozrywana skóra i wnętrzności, wszędzie krew… Ach… Uwielbiam ten widok. Czemu to zrobiłam? Dzisiaj rano miałam okropną żądzę mordu. Ledwo zdążyłam dobiec do lasu w którym jest wiele zwierzyny. No i… Efekty. Wtem zobaczyłam jakiegoś psa. Nie! Zaparłam się w sobie i moje mordercze zamiary wobec niego zniknęły. O nie, zobaczył mnie! To jest najgorsze. Dam radę się pohamować, gdy mnie wkurzy? Chyba… Pies już do mnie podszedł.
- Cześć – powiedział. Zmierzyłam go wzrokiem.
- Cześć – odparłam.
- Nazywam się Veggie – przedstawił się – A ty?
- Jakoś się nazywam – burknęłam. Nie nalegał. O dziwo, zrozumiał. Chwilę szliśmy w milczeniu. Chyba mogę mu zaufać.
- Jestem Vista – rzekłam w końcu. Spojrzał na mnie. Wiedział, ile trudu kosztuje mnie opowiedzenie czegokolwiek o sobie. Nawet imienia. Rozumiał co czuję, rozumiał mój charakter. Nagle pies powiedział:


Veggie? Co powiedziałeś??